Dodaj do ulubionych

pozornie wszystkow w normie

06.08.10, 23:35
30 lat wspolnego zycia moze bardziej mieszkania.zona zglasza separacje.
nawet sie nie dziwie-co ja sklonilo ano moja zdrada.to sformulowanie nie jest
do konca trafne.jak bowiem moglem zdradzac zone kiedy nie spalismy ze soba
dobre lat 15,dodam nie z mojej winy.poznalem wspaniala kobiete,niestety nie
potrafilem albo przestraszylem sie zmian.nadal mieszkam z zona-biale
malzenstwo w tym stanie pozytywne jest jedno zamilkly klutnie-opiekujemy sie
wnukami bardzo je kocham.
brakuje mi seksu ale przygod nie szukam.moze nadal boje sie zmian-albo czekam
na prawdziwa milosc
Obserwuj wątek
    • zinta Re: pozornie wszystkow w normie 07.08.10, 09:13
      Nie jestem zwolenniczką zmian, i sama ich raczej unikam, ale znam takich którzy
      po wielu latach wspólnego życia zdecydowali się pójść inną drogą. Na szczęście
      jest pora zawsze. Jeżeli z żoną nie dajecie sobie szczęścia może warto pomyśleć
      i pogadać o rozstaniu. Nie musicie się kłócić (zależy jaki żonka ma
      temperament), ale pogadać, spróbować rozstać się po ludzku, po przyjacielsku.
      Wydaje mi się, że Twoja żona nie jest z Tobą szczęśliwa, a przed rozstaniem
      hamuje Was lęk przed zmianą. Może warto razem go przepracować. Hmm?
    • emeve Re: pozornie wszystkow w normie 08.08.10, 00:59
      Trwam w podobnym małżeństwie jak Twoje. Także 15 lat bezseksia.
      Małżeństwem jesteśmy już ponad 30 lat. Myślałam, że już męża nie
      pociągam, bo to on przestał inicjować seks. Wtedy nie było to dla
      mnie taką tragedią. Nie będę podawała przyczyn, w każdym razie fakt
      osobnego spania był mi nawet na rękę. Nie myślałam, że dla niego
      seks ze mną był ważny, bo się z niego wycofał. Tłumaczy to w ten
      sposób, że to ja go odepchnęłam i on się dostosował. Teraz dopiero,
      powiedział, że bardzo tego seksu potrzebował, ale nie było nigdy
      między nami rozmowy na ten temat.
      Doszło do tego, że mąż mnie zdradził niedawno, podobno sie zakochał.
      Przeżyłam i nadal przeżywam to strasznie, bo cały czas Go kocham,
      potrzebuję i nie wyobrażam sobie rozstania. Potrzebuję też seksu z
      nim, ale niestety... On nie ma już na to ochoty. Nadal mieszkamy
      razem. Kobieta,w której sie zakochał zerwała z nim.
      Mój mąż twierdzi, że Jego uczucia do mnie wystygły ponieważ nie było
      seksu. Pozostałe funkcje małżeństwa były przez te wszystkie lata OK.
      Dobrze żyliśmy ze sobą, dużo rozmawialiśmy, mieliśmy podobne
      poczucie humoru, spełnialiśmy wszystkie wzajemne potrzeby- oprócz
      potrzeby bliskości fizycznej, dotyku, czułości, przytulania.
      Jestem gotowa odbudować wszystko między nami, ale mąż już nie
      potrafi wykrzesać uczucia do mnie. Tak twierdzi.

      Mam pytanie do ciebie, czy nadal kochasz żonę, czy dopuszczasz seks
      z nią po tych 15 latach chłodu w waszych relacjach? Jak żona się
      zapatruje na wasze dalsze wspólne życie? Piszesz, że ona chce
      separacji. Czy naprawdę chce? Po tylu latach wspólnych, może dałoby
      się jednak to uczucie reanimować?
      Wydaje mi się, że nasze małżeństwa przeszły podobną drogę...
      • kawitator Re: pozornie wszystkow w normie 08.08.10, 12:17
        Zastanów się nad czym co piszesz
        Od kilkunastu lat de facto jesteście sublokatorami a nie małżeństwem.
        Żyjecie jak sublokatorzy wiec powinnaś się odwalić od życia uczuciowego i seksualnego sublokatora którego z przyzwyczajenia swoim mężem.

        To, że nagle uważasz, że kochasz go strasznie i nawet o zgrozo nabrałaś ochoty na seks to nic innego jak strach przez zmianami przed przerwaniem dotychczasowego satysfakcjonującego cię układu a nie żadne uczucia. Gdyby nie to poczucia zagrożenia które pojawiło się w momencie zaangażowania się sublokatora w inna znajomość to wszystko było w jak najlepszym porządku. Nieprawdaż?
        Nagrabiłaś sobie przez te lata i łatwiej by było poderwać kogoś innego jak pokonać pokłady uprzedzeń, niechęci czy urazów jakie wzbudzasz w swoim sublokatorze
        On jako facet powiedział ci otwartym tekstem w prostych słowach co czuje i nie ma tam żadnych podtekstów na których mogłabyś budować prognozy. Masz pozamiatane bo trzeba było myśleć 15 lat temu a nie wywalać męża do innej sypialni bo ci tak było wygodnie.

        Tak nawiasem święty z niego człowiek ze tak długo wytrzymał. Powinien trzasnąć drzwiami już 10 lat temu.
        Jedyne co może usprawiedliwić tkwienie w takim porypanym układzie to chęć kontaktu z dziećmi Może uważał, że nieuniknione w polskich warunkach oddanie je pod opiekę matki będzie stanowiło zagrożenie dla ich rozwoju.
        • emeve Re: pozornie wszystkow w normie 08.08.10, 13:17
          Sorry kawitator, ale odpowiedziałeś mi a nie założycielowi wątku.
          Nie chcę się podpinać pod wątek, którego nie założyłam, dlatego nie
          będę tutaj rozwijać mojego tematu. Może kiedyś założę swój wątek i
          wtedy jaśniej opiszę moją historię. Na razie dzięki za zajęcie
          stanowiska. Nie jest ono dla mnie łatwostrawne, ale masz trochę
          racji...
          • potwor_z_piccadilly Re: pozornie wszystkow w normie 08.08.10, 14:48
            To Cie pociesze emeve. To nie tylko Twoja wina. Twoj facet to cwaniaczek.
            Leniuchowal przez lata budujac sobie alibi ze ma oziebla zone. Owszem kobiety
            bywaja ozieble patologicznie. Jest to jednak margines i Ciebie jak sadze on nie
            dotyczy.
            • romank55 Re: pozornie wszystkow w normie 08.08.10, 15:30
              mily potworze pozwole sobie na mala uwage choc wiadomosc wyslales nie do
              mnie.nie wyobrazam sobie kogokolwiek zdrowego na dobrowolna absencje
              seksualna.bywa ze stres wychowywanie dzieci zakluca pewne zachowaia u jednego z
              partnerow.mozna sie do tego przyzwyczaic ale nie pogodzic
              pozdrawiam


      • romank55 Re: pozornie wszystkow w normie 08.08.10, 15:01
        witam serdecznie
        podobno najlatwiej jest radzic.przyznam nie jest to komfortowe.
        zeczywiscie problemy w naszych zwiazkach sa podobne.pytasz czy mozna
        "reanimowac"malzenstwo ktore w zeczywistosci bylo -wlasnie czym?..
        mieliscie wiele spolnego piszesz rowniez poczucie humoru.tylko
        pozazdroscic.zabraklo soli czyli seksu.
        co do mnie-zblizenie do zony wykluczam.powstal mur koniec schlus.natomiast
        funkcjonowanie na zasadzie wspomianego bialego malzenstwa tak.oboje jestesmy
        niezalezni finansowo-nie ma nawet podzialu kto co i za ile placi.bywa ze
        jedziemy wspolnie na urlop z wnuczka.bywa ze urlopy spedzamy dowolnie czyli
        sami.wspomialem poprzednio o kobiecie ktora bardzo cenilem i cenie z ta pania
        spedzalem niezapomniane chwile.to razem wziete wyklucza milosc do zony-ale
        jakas forme przyjazni tak.wiem tez ze zonie taki status odpowiada (pozornie
        wszystko w normie)inne pytanie jakiej normie.
        kazdy z nas ma marzenia pragnienia dzisiaj wiem ze malzenstwo powinno byc azylem
        wzajemnym wsparciem okazywaniem milosci czyli zwyklych ludzkich odruchow
        ......wiem i radze innym aby nie zapominac .widze ludzi w jesieni zycia zajetych
        soba dbajacych o siebie nadal czulych-jest mi troche zal.
        mysle ze wyczerpalem temat i zaspokoilem Twoje oczekiwanie.choc pisac mozna bez
        konca i znacznie wiecej
        .zycze Ci rozwagi i spelnienia zamierzen
        pozdrawiam
        • czarownica77777 Re: pozornie wszystkow w normie 08.08.10, 15:31
          Bardzo ładnie piszesz o swoim życiu,sorki że podepnę się,doświadczenie z mojego
          życia, dlugi starz, porozumienie,i seks co dzień.Potrzeba mojego męża być
          zaspokojonym.Moje obowiązki , pranie sprzątanie dbanie o dzieci i oddawanie mu
          się kiedy zarząda,bez sprzeciwu.Urlop do teściowej mnie zawoził z dziećmi o
          niczym innym nie bylo mowy,wyjścia dla przyjemności nie bawiły go,kupić coś
          strata pieniedzy jeżeli nie było to konieczne.Próby porozmawiania kończyły się
          kłótnią że mi się w glowie przewraca.Seks 3 minuty najczęściej bez żadnych
          udziwnień,przy zgaszonym świetle, szybko.jakieś moje pomysły zmiany nazywał
          zboczeniem,więc często zasypiałam ze łzami w oczach i siniakami na ciele po
          łokciach czy kolanach, nigdy nie był delikatny.Piszę o tym bo doskonale rozumiem
          co znaczy żyć z człowiekiem ktorego przestało sie kochać dawno temu. Teraz
          pozostało obrzydzenie i żal że życie przelecialo koło nosa.
          • romank55 Re: pozornie wszystkow w normie 08.08.10, 16:29
            czarownica77777 napisała:

            > Bardzo ładnie piszesz o swoim życiu,sorki że podepnę się,doświadczenie z mojego
            > życia, dlugi starz, porozumienie,i seks co dzień.Potrzeba mojego męża być
            > zaspokojonym.Moje obowiązki , pranie sprzątanie dbanie o dzieci i oddawanie mu
            > się kiedy zarząda,bez sprzeciwu.Urlop do teściowej mnie zawoził z dziećmi o
            > niczym innym nie bylo mowy,wyjścia dla przyjemności nie bawiły go,kupić coś
            > strata pieniedzy jeżeli nie było to konieczne.Próby porozmawiania kończyły się
            > kłótnią że mi się w glowie przewraca.Seks 3 minuty najczęściej bez żadnych
            > udziwnień,przy zgaszonym świetle, szybko.jakieś moje pomysły zmiany nazywał
            > zboczeniem,więc często zasypiałam ze łzami w oczach i siniakami na ciele po
            > łokciach czy kolanach, nigdy nie był delikatny.Piszę o tym bo doskonale rozumie
            > m
            > co znaczy żyć z człowiekiem ktorego przestało sie kochać dawno temu. Teraz
            > pozostało obrzydzenie i żal że życie przelecialo koło nosa.
            moge pewne zachowania zrozumiec chodzo o Twojego meza-zaznaczam zrozumiec a nie
            usprawiedliwic.sam sobie zadawalem wiele pytan gdzie popelnilem blad czy
            bledy.kilka znalazlem -nie chodzi o to bym przeprowadzal psychoanalize.wrocmy
            do Ciebie(mysle ze nie obrazisz sie kiedy wybiore forme bardziej
            kolezenska)powiem wprost bardzo Ci wspolczuje.rola jaka spelnialas czy nadal
            spelniasz jest nader przykra.pamietam czasy kiedy rowniez spedzalem urlopy dosc
            skromnie.przyczyna oczywista brak pieniedzy.z biegiem lat sytuacja sie
            diametralnie zmieniala.natomiast nigdy nie bronilem zonie czegokolwiek kupic sam
            czesto podpowiadalem na co mozna sobie pozwolic.doskonale zdaje sobie sprawe z
            Twojej frustracji -jak zamierzasz z tym zyc? to jest niezwykle toksyczne.tak to
            bywa kiedy jedno z partnerow jest niedorosle emocjonalnie i mysli wylacznie o
            sobie.czasu niestety cofnac sie nie da.mozna jednak choc odrobine zycie sobie
            oslodzic.
            bardzo goraco pozdrawiam -zycze spelnienia marzen
        • potwor_z_piccadilly Re: pozornie wszystkow w normie 08.08.10, 16:17
          rumank55.
          Jest przyslowie "jak sobie poscielesz, tak sie wyspisz". Jesli masz problemy to
          sadze ze wynikaja one z faktu popelnionych przez Ciebie bledow. Nawet dzis
          opisujesz swoje dylematy w czasie terazniejszym bez cienia proby siegniecia do
          rzeczywistych przyczyn dzisiejszego stanu rzeczy. Twoj dawny romans nie jest
          przyczyna lecz pochodna przyczyny a co nia jest mozesz spokojnie dzis
          przeanalizowac. Mam na mysli odrobienie lekcji ktorej jak sadze nie odrobiles
          zakladajac rodzine i ja formujac lata temu.
          Ponoc na nauke nigdy nie jest za pozno.
          Twoj "men" czarownico z siodemkami to juz calkowity nieuk a do tego arogancki
          burak. Rad dla Ciebie nie mam. Pozostaje jedynie wspolczucie i satysfakcja ze
          jak rozumiem pognalas prymitywa.
          • czarownica77777 Re: pozornie wszystkow w normie 08.08.10, 16:38
            No cóż mieszkamy razem bo za chiny nie chce mnie zostawić a mieszkanie jest
            moje,odgraża się że się powiesi prędzej, byłam głupia i ślepa.Na stara lata
            poznałam wspaniałego czlowieka , dzięki niemu chce mi się żyć i łatwiej mi
            zrozumieć czym jest prawdziwe uczucie.
            • romank55 Re: pozornie wszystkow w normie 08.08.10, 16:54
              czarownica77777 napisała:

              > No cóż mieszkamy razem bo za chiny nie chce mnie zostawić a mieszkanie jest
              > moje,odgraża się że się powiesi prędzej, byłam głupia i ślepa.Na stara lata
              > poznałam wspaniałego czlowieka , dzięki niemu chce mi się żyć i łatwiej mi
              doskonale rozumiem.widze nadal klopoty tym razem do rozwiazania-jestes
              silniejsza i masz do kogo sie przytulic
              swiat moze byc piekny pozdrawiam
              > zrozumieć czym jest prawdziwe uczucie.
              • czarownica77777 Re: pozornie wszystkow w normie 08.08.10, 17:01
                Dziękuję za miłe słowa, uważam że o szczęście trzeba samemu zawalczyć bo bez
                czułości, miłości życie jest nic niewarte.Życzę i tobie wszystkiego najlepszego.
          • romank55 Re: pozornie wszystkow w normie 08.08.10, 16:49
            potwor_z_piccadilly napisał:

            > rumank55.
            > Jest przyslowie "jak sobie poscielesz, tak sie wyspisz". Jesli masz problemy to
            > sadze ze wynikaja one z faktu popelnionych przez Ciebie bledow. Nawet dzis
            > opisujesz swoje dylematy w czasie terazniejszym bez cienia proby siegniecia do
            > rzeczywistych przyczyn dzisiejszego stanu rzeczy. Twoj dawny romans nie jest
            > przyczyna lecz pochodna przyczyny a co nia jest mozesz spokojnie dzis
            > przeanalizowac. Mam na mysli odrobienie lekcji ktorej jak sadze nie odrobiles
            > zakladajac rodzine i ja formujac lata temu.
            > Ponoc na nauke nigdy nie jest za pozno.
            > Twoj "men" czarownico z siodemkami to juz calkowity nieuk a do tego arogancki
            > burak. Rad dla Ciebie nie mam. Pozostaje jedynie wspolczucie i satysfakcja ze
            > jak rozumiem pognalas prymitywa.
            dzieki za zainteresowanie i komentarz.zeczywiscie tkwie nadal w wspomianym
            zwiasku.znalazlem sobie tkzw.trzecia droge.nie zaprzeczam tez ze moze znajde
            milosc a nie tylko seks.jezeli znajde naprawde bratnia dusze.pani o ktorej
            wspominalem byla gotowa na zwiazek.ja niestety nie.co do powiedzenia o jak sobie
            poscielisz tak sie wyspisz.w malzenstwie sa dwie strony.to dwa charaktery dwa
            temperamenty itd.
            pozdrawiam
            • potwor_z_piccadilly Re: pozornie wszystkow w normie 08.08.10, 17:27
              Wplatujesz sie na stare lata w uklady ktore Ci tylko zaszkodza.
              Nie trzeciej drogi Ci potrzeba. Tobie potrzebna jest stabilizacja i harmonia w
              zwiazku legalnym. Co do roznic charakterow o ktorych piszesz to zadaj sobie
              pytanie czy ci ktorzy zbudowali zgodne zwiazki mieli lepiej. To tak jak ze
              wpomniana marchewka. Madre polaczenie tkanek organicznych z gleba, woda, polowa
              tablicy Mendelejewa i odpowiednia jego pielegnacja daje efekt w postaci
              smacznego, bogatego w witaminy warzywa. Podobnie jest ze zwiazkami ludzi. Madra
              praca nad zagadnieniem powinna przyniesc zadawalajace efekty a do tego nigdy na
              nia nie jest za pozno.
              Pozdrowiam.
              • potwor_z_piccadilly Re: pozornie wszystkow w normie 08.08.10, 17:34
                Z ta marchewka to poplataly mi sie watki. Mysle jednak ze analogia jest zrozumiala.
              • romank55 Re: pozornie wszystkow w normie 08.08.10, 18:08
                potwor_z_piccadilly napisał:

                > Wplatujesz sie na stare lata w uklady ktore Ci tylko zaszkodza.
                > Nie trzeciej drogi Ci potrzeba. Tobie potrzebna jest stabilizacja i harmonia w
                > zwiazku legalnym. Co do roznic charakterow o ktorych piszesz to zadaj sobie
                > pytanie czy ci ktorzy zbudowali zgodne zwiazki mieli lepiej. To tak jak ze
                > wpomniana marchewka. Madre polaczenie tkanek organicznych z gleba, woda, polowa
                > tablicy Mendelejewa i odpowiednia jego pielegnacja daje efekt w postaci
                > smacznego, bogatego w witaminy warzywa. Podobnie jest ze zwiazkami ludzi. Madra
                > praca nad zagadnieniem powinna przyniesc zadawalajace efekty a do tego nigdy na
                > nia nie jest za pozno.
                > Pozdrowiam.
                zeczywiscie szukam stabilizacji ale nie za wszelka cene.nauczylem sie byc
                cierpliwy.choduje rosliny z rozwaga i profesjonalne.z zawodu jestem ogrodnikiem
                odpowiadam za kilka hektarow parku .ciesza mnie rowniez wnuki.mam tez hobby
                jednym slowem staram sie zyc normalnie.nie chce tez byc nudny i powtarzac sie.
                raz jeszcze dziekuje za troske
                pozdrawiam
                • labadine Re: pozornie wszystkow w normie 08.08.10, 20:19
                  U mnie tez strzelilo na boze narodzenie w ubieglym roku,po 26-ciu latach
                  oddalismy sobie wolnsc bez zadnych cyrkow i zgrzytow.Oficjalnie jestesmy
                  malzenstwem ale kazde z nas lata gdzie chce i jak chce, w czerwcu spedzilismy
                  razem 4-ro tygodniowy urlop i nawet spalismy 2-3 noce pod jedna koldra ale bez
                  zadnego seksu bo w ostatnich 3-ech latach za duzo zaszlo.
                  • romank55 Re: pozornie wszystkow w normie 10.08.10, 22:52
                    witam Labadine
                    znam kilka podobnych zwiazkow.mysle jednak ze kazdy z nich (NAS) pragnie kochac
                    i byc kochanym.inna sprawa ze jestesmy czesto sparalizowani gdy chodzi o
                    zasadnicze zmiany.powodow jest wiele,lacznie ze zwyklym strachem czy obawa o
                    utrate majatku.nie mam prawa nikogo sadzic czy wskazywac droge.tym bardziej ze
                    sobie pomoc nie potrafie.wiem tylko tyle ze sam hedonizm nie rozwiazuje problemow.
                    jest kobieta ktora podoba mi sie bardzo.rozmawiamy i rozumiemy sie
                    swietnie-bawia nas te same zdazenia-rozumiemy sie bez slow.wiem ze jest mi
                    bardzo zyczliwa znacznie bardziej niz powinna.niestety jest mezatka.to stawia
                    sprawe w innym swietle.czy mam prawo niszczyc malzenstwo?mamy wiec znacznie
                    wiecej problemow albo ja je mam.
                    pozdrawiam
                    • jesod Sparaliżowana norma 16.08.10, 22:28
                      romank55 napisał:
                      > mysle jednak ze kazdy z nich (NAS) pragnie kochac
                      > i byc kochanym.inna sprawa ze jestesmy czesto sparalizowani gdy
                      > chodzi o zasadnicze zmiany.powodow jest wiele,lacznie ze zwyklym
                      > strachem czy obawa o utrate majatku.

                      Wydaje się, że to pragnie dotyczy większości, jednak jego spełnienie
                      jest już dla każdego bardzo indywidualne, stąd nawet wiele
                      rozbieżności i trudności w zdefiniowaniu słowa/stanu: kochać i być
                      kochanym.

                      romank55 napisał:
                      > inna sprawa ze jestesmy czesto sparalizowani gdy
                      > chodzi o zasadnicze zmiany.powodow jest wiele,lacznie ze zwyklym
                      > strachem czy obawa o utrate majatku.

                      O tak (!) i tych sparaliżowanych łatwo daje się zauważyć ponieważ
                      mają zazwyczaj jednie słuszną wizję związku i za wszelką cenę
                      krzewią swoje zdanie (niemalże ogniem i mieczem!), będąc imion
                      wielu. :)

                      romank55 napisał:
                      > jest kobieta ktora podoba mi sie bardzo.rozmawiamy i rozumiemy sie
                      > swietnie-bawia nas te same zdazenia-rozumiemy sie bez slow.wiem ze
                      > jest mi bardzo zyczliwa znacznie bardziej niz powinna.

                      Czy ona o tym wie, że Ci się podoba?
                      Skąd wiesz, gdzie powinna kończyć się życzliwość?

                      romank55 napisał:
                      > niestety jest mezatka.to stawia sprawe w innym swietle.czy mam
                      > prawo niszczyc malzenstwo?

                      Chciałbyś zniszczyć jej małżeństwo? A czy ona też tego chce? :)
                      • romank55 Re: Sparaliżowana norma 18.08.10, 17:31
                        witam i dziekuje za zainteresowanie.zeczywiscie trudno jest zdefiniowac.stan -kochac i byc kochanym.to sprawa charakteru czy temperamentu.
                        nigdy nie bronilem mojego statusu malzenskiego.nie staram sie tez dawac rad dla podobnym do mnie "zatracencow".
                        dawniej dzieci i ich bezpieczenstwo bylo powodem trwania w owym stanie (chore malzenstwo)- pozniej pomoc w dorastaniu .dzisiaj sa wnuki ktore bardzo mnie kochaja zreszta ze wzajemnoscia.
                        mam intersujace hobby ,nauczylem sie byc samotnikiem. tydzien lub urlop spedzam sam na odludziu.sa tez urlopy z wnuczka i zona.
                        pani o ktorej wspomialem -nadal mi sie podoba .jest mloda
                        madra i niech tak zostanie.nie zabiegam aby znisczyc jej malzenstwa.choc przyznam pokusa byla ogromna.
                        • jesod Re: Sprawy trudne 22.08.10, 01:47
                          romank55 napisał:
                          > zeczywiscie trudno jest zdefiniowac.stan -kochac i byc kochanym.to
                          > sprawa charakteru czy temperamentu.

                          Poza tym, że trudno go zdefiniować, to jednak wiadomo, że jest to
                          stan dający poczucie szczęścia i zadowolenia, a to z kolei często
                          stanowi motywację do działania i pokonywania wielu przeszkód oraz
                          niedogodności.
                          Dlaczego uzależniasz ten stan od charakteru czy temperamentu?

                          romank55 napisał:
                          > nigdy nie bronilem mojego statusu malzenskiego.

                          Jak to należy rozumieć? Nigdy Tobie na nim nie zależało???
                          W żaden sposób nie czułeś się wcześniej silnie związany z żoną?

                          romank55 napisał:
                          > dawniej dzieci i ich bezpieczenstwo bylo powodem trwania w owym
                          > stanie (chore malzenstwo)- pozniej pomoc w dorastaniu .dzisiaj sa
                          > wnuki ktore bardzo mnie kochaja zreszta ze wzajemnoscia.

                          To jest naturalne, przynajmniej wegług mnie. Czułeś się
                          odpowiedzialny za swoich bliskich, a wtedy trudno podejmować
                          radykalne decyzje, które dotyczą tylko i wyłącznie nas samych.
                          Wątpliwości i brak pewności o słuszności podejmowanej decyzji czasem
                          człowieka blokuje i zatrzymuje w miejscu, bo kiedy sytuacja się
                          komplikuje lub w jakiś inny sposób staje się niezadowalająca
                          niełatwo jest dokonać wyboru - tego najlepszego, najbardziej
                          właściwego.

                          romank55 napisał:
                          > mam intersujace hobby ,nauczylem sie byc samotnikiem.

                          Hobby to swego rodzaju rekompensata, skupienie uwagi na tym, co
                          zaciekawia, daje przyjemność i relaks. Pozwala oderwać się od
                          kłopotów, smutku i przygnębienia - a przez to pozwala utrzymać
                          wewnętrzny stan równowagi.
                          Uciekanie w samotność to reakcja na odtrącenie, a jednocześnie lęk
                          przed powtórnym zranienieniem.

                          romank55 napisał:
                          > pani o ktorej wspomialem -nadal mi sie podoba.

                          Pytałam Ciebe już wcześniej, czy ona o tym wie?
                          Twierdzisz, że nadal się Tobie podoba i..... Co Ty byś chciał z tym
                          dalej zrobić?
                          Czasem wszystko zaczyna się od przyjaźni, a to pozwala zniwelować
                          uczucie samotności i pustki.

                          romank55 napisał:
                          > jest mloda madra i niech tak zostanie.

                          Mądra może ma szanse zostać, ale młodość nie zostaje z nami na
                          zawsze. :)
                          Wszyscy się zmieniamy, ważne jest to, aby to zaakceptować i przyjąć
                          jako coś naturalnego i nieuniknionego.

                          romank55 napisał:
                          > nie zabiegam aby znisczyc jej małzenstwa.choc przyznam pokusa byla
                          > ogromna.

                          Zastanawiam się, jak mógłbyś zabiegać o to, aby zniszczyć jej
                          małżeństwo, skoro ona by tego nie chciała?
                          Czujesz się na siłach i w mocy, aby niszczyć czyjeś małżeństwo,
                          jeśli tylko odczuwasz ku temu pokusę?
                          Sam fakt zamierzonego działania z Twojej strony - w tym kierunku,
                          ale wbrew jej woli, pewnie szybciej by Was rozdzielił.
                          • romank55 Re: Sprawy trudne 25.08.10, 18:50
                            Jesod bardzo dziekuje za spostrzezenia -czesciowo bardzo trafne.przepraszam tez
                            za zwloke w odpowiedzi.bardziej zeczowo napisze po 4 wrzesnia.raz jeszcze dzieki
                            pozdrawiam
                            ps.Twoje uwagi pozwolily mi poznac siebie samego zdziebelko inaczej
                            • jesod Re: Sprawy nieco mniej trudne 08.09.10, 23:28
                              romank55 napisał:
                              > Jesod bardzo dziekuje za spostrzezenia -czesciowo bardzo trafne.przepraszam tez
                              > za zwloke w odpowiedzi.bardziej zeczowo napisze po 4 wrzesnia.raz jeszcze dziek
                              > i pozdrawiam

                              Naprawdę nie ma za co. Miło było chwilę pogadać, o tym, co kogo dręczy - tak na spokojnie.
                              Widzę, że 4 września jest datą symboliczną - co wskazywałoby, iż mamy wspólnych znajomych. :)

                              romank55 napisał:
                              > ps.Twoje uwagi pozwolily mi poznac siebie samego zdziebelko inaczej

                              Noooo, nie sądzę, abym była, aż tak terapeutyczna..... :) Ale miło mi, że tak to podsumowujesz.
                              Człowiek czasem potrzebuje się wygadać, po prostu być sobą i nie udawać kogoś innego niż jest w rzeczywistości - to pewien rodzaj lukusu. Ten luksus pozwala się wyciszyć, a jak wyciszyć to również zrozumieć......



                              • romank55 Re: Sprawy nieco mniej trudne 09.09.10, 22:15
                                wspolnych znajomych? byc moze bysmy znalezli.zeczywiscie -"wygadalem" sie to dalo mi ulge.zastanawialem sie zawsze po kie licho ludziska chodza do psychoterapeltow - placa kupe forsy.czasami wystarczy wykrzyczec swoj bol pomaga chociaz nic nie zmienia.
                                • sisi_kecz Re: Sprawy nieco mniej trudne 10.09.10, 13:07
                                  Po co ludzie chodza do psychoterapeutów?

                                  z różnych powodów,
                                  ale właściwym celem jest uzyskanie pozytywnej zmiany właśnie.
                                  terapeuta pomaga znaleźć mechanizmy i przyczyny, dlaczego w Twoim życiu odczuwasz ból i niezadowolenie oraz jak możesz to zmienić za pomocą swojego świadomego myślenia i postępowania.

                                  Wygadując sie koledze, faktycznie nic nie zmienisz, chyba że kolega rzuci radą- zrób to czy tamto. Sprawdzi sie albo i nie, ale nie zmienia Twojego własnego podejścia.
                                  Pracując z terapeutą zastanawiacie sie co i dlaczego prowadzi Cie w pewne sytuacje, schaematy, dlaczego podejmujesz takie, a nie inne decyzje, co tak naprawdę czujesz i co chcesz i możesz zmienic aby poczuc sie lepiej.

                                  Pieniądze, pieniędzmi, ale przy dobrym specjaliście naprawdę warto.

                                  I pisze to chociaż, akurat przeszłam kompletną klęskę w terapii i jestem załamana, tyle że to nie była terapia indywidualna tylko mediacja.
                                  Samoświadomość mam jednak wiekszą i gdyby jeszcze moim partnerem w mediacji byla osoba, która chce coś zmienić, wynik ogólny też byłby dobry.

                                  duze pozdro!!!
                                  --
                                  Mąż działa mi bez przerwy,
                                  raz na zmysły , raz na nerwy"
                                  Sztaudynger
                                  • romank55 Re: Sprawy nieco mniej trudne 10.09.10, 21:12
                                    sisi-kecz rozumiem doskonale ludzi szukajacych pomocy u psychoterapeutow.owy nurt wywodzi sie z kultury chrzescijanskiej a dokladnie z kosciola ewangelickiego.wiadomo rowniez dlaczego w KK jest spowiedz zas w konkurencji jej brakuje.coz by mi dala obecnie terapia?
                                    wspomialem -jestem silnym osobnikiem zachartowanym tak sadze.takowa terapia powinna objac ewentualnie rowniez i moja kolezanke malzonke -mozliwe ze wowczas byly by efekty nawet w jesieni zycia.znam moja zone i wiem ze jest to utopia.
                                    boleje z powodu Twojej kleski radze nie zalamywac sie przyjda i dla Ciebie piekne dni.
                                    zycze duzo sil i wytrwalosci
                                    • sisi_kecz Re: Sprawy nieco mniej trudne 10.09.10, 21:33

                                      owy nurt wywodzi sie z kultury chrzescijanskiej a dokladnie z kosciola ewangelickiego.wiadomo rowniez dlaczego w KK jest spowiedz zas w konkurencji jej brakuje.'

                                      Nie wiedziałam o tym, ciekawe info, dzięki:)

                                      coz by mi dala obecnie terapia? wspomialem -jestem silnym osobnikiem zahartowanym tak sadze.'

                                      A co ma piernik do wiatraka? W jeszcze niedawnym typowym myśleniu, to faktycznie, jak ktoś szedł do psychologa, to znaczyło, że albo wariat albo już sobie rady nie daje.
                                      Dziś podejmuje sie terapie by podniesc komfort swojego życia, usunąć jakąś przeszkodę w myśleniu i osiąganiu celów, by zwiekszyć swoją samoświadomośc i efektywność działania.
                                      Czasy sie zmieniły :)

                                      znam moja zone i wiem ze jest to utopia.'
                                      Nikogo nie można zmusić to jasne, ale nic nie stoi na przeszkodzie by iść dla siebie samego.

                                      Moja klęska? klęska terapii mediacyjnej, nie odbieram tego osobiście, jedynie martwię sie, że nie poprawilismy swoich relacji, które sa tragiczne.
                                      Ale w zadnym razie nie bolej nad tym- jestem kochaną i kochajacą mężatką, a ta terapia dotyczyla moich relacji z eksem, więc przeżyję ;)

                                      duze pozdro!!!
                                      --
                                      Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
                                      • romank55 Re: Sprawy nieco mniej trudne 10.09.10, 22:05
                                        spiesze wyjasnic nie mam nic przeciwko jakimkolwiek terapia ,psychologom tudziez psychiatrom.dzisiejsze czasy to pogon za dobrem materialnym -duchowym.integracje zakladowe spoleczne -sasiedzkie itd i itp.bywa ze nie nadazamy - konieczna jest pomoc-siegamy wiec po owa.liczy sie efekt.
                                        zgodnie z zyczeniem nie boleje nad Twoimi relacjami -powinienem czytac miedzy wierszami
                                        uklony
                                        • basik_pl5 Re: Sprawy nieco mniej trudne 10.09.10, 22:10
                                          Roman, a może czas pomyśleć o sobie? Tak naprawdę o sobie...
                                          • romank55 Re: Sprawy nieco mniej trudne 10.09.10, 22:56
                                            sadze ze znalazlem swoja droge-wiele juz nie zwojuje.juz raz te slowa slyszalem doslownie powiedziane.byla to bliska osoba
                                            dzieki -pozdrawiam
                                            • basik_pl5 Re: Sprawy nieco mniej trudne 10.09.10, 22:58
                                              I masz zamiar rezygnować z życia? Ze szczęścia?
                                              • romank55 Re: Sprawy nieco mniej trudne 10.09.10, 23:11
                                                bardzo trudne pytanie-szczescie ma wiele oblicz.byc czlowiekiem nie krzywdzic innych moze to zbyt patetyczne ale dla mnie wazne.coz dzisiaj moge innego zrobic dla siebie ?
                                                • basik_pl5 Re: Sprawy nieco mniej trudne 10.09.10, 23:13
                                                  I tak do konca dni? A Ty? Ty sie nie liczysz?
                                                  • romank55 Re: Sprawy nieco mniej trudne 10.09.10, 23:29
                                                    wierz mi ja jestem na swoj sposob szczesliwy.mam udane dzieci .wspaniale wnuki.materialnie dobrze usytuowany.umiem spedzac czas tak jak chce.sadze ze ludzie mnie lubia -nie zostawiam nikogo potrzebujacego bez pomocy oczywiscie w miare mozliwosci.to daje duzo radosci.wspominalem razy kilka ze jest mi czasam zal kiedy widze czulych malzonkow ich usmiechy troskliwe pytania.nie mozna klac na los za zle lata -to by mnie zabilo.jestem zywy i nie wykluczam ze moze strzala amora trafi rowniez mnie.podobno to sie zdaza bez wzgledu na wiek. to jedynie dywagacje.zycie pisze scenariusz
                                                  • basik_pl5 Re: Sprawy nieco mniej trudne 10.09.10, 23:45
                                                    Wiesz, ja jestem na rozdrożu. Małżeństwo- kompletna klapa. Myślę o rozwodzie. Dziś wiem, ze do niego dojdzie. I tak sobie myślę, że nie chcę się zamykać na szczęście. Po latach bycia dla kogoś mi też sie coś od życia należy.
                                                  • romank55 Re: Sprawy nieco mniej trudne 11.09.10, 00:11
                                                    zdaje sobie sprawe co przezywasz.najbardziej boimy sie niewiadomego.kazdy z nas potrzebuje bliskosci kochanej osoby.wiem jak bylo ze mna .chwytalem sie kazdej chetnej mi kobiety.dopiero pozniej zrozumialem ze to byl krzyk o milosc.wazne jest aby nie popelnic kolejnego bledu.pragnienie milosci czesto mylimy z miloscia
                                                  • basik_pl5 Re: Sprawy nieco mniej trudne 11.09.10, 00:15
                                                    Widzisz, ja przez caly ten czas nie szukałam nikogo. Ale myślę sobie, ze nie będę zamykać się na to co przyniesie życie. Wiem, że łatwo jest pomylić miłość z pragnieniem jej. Może dlatego chcę najpierw uporządkować swoje zycie, a co będzie później, zobaczymy. Na razie potrzebny mi spokój, muszę go odzyskać.
                                • jesod Re: Sprawy nieco mniej trudne 10.09.10, 23:18
                                  romank55 napisał:
                                  > "wygadalem" sie to dalo mi ulge.

                                  Tak, czasem wygadanie się przynosi ulgę, chociażby dlatego, że człowiek podzieli się swoim problemem i ma świadomość, że ktoś go wysłuchał - a co ważniejsze - że ten ktoś chciał wysłuchać, bo przecież równie dobrze możemy mówić do kogoś jak do ściany, mając dalej poczucie osamotnienia, albo też czyjeś zainteresowanie wypływa tylko z chęci zaspokojenia własnej ciekawości.

                                  romank55 napisał:
                                  > zastanawialem sie zawsze po kie licho ludziska chodza do psychoterapeltow -

                                  Myślę, że jesteśmy na tyle różni, że również różnie przyjmujemy tę pomoc.
                                  Jednym psychoterapeuta pomoże, albo wystarczy mu sama świadomość kontaktu z nim, aby zakodował w swojej podświadomości, że ta pomoc będzie miała swoje efekty - a tak naprawdę przestrajamy się sami na pozytywne rozwiązania. Myślę, że dużo zależy od naszej konstrukcji psychicznej, od wzajemnego zaufania i otwartości....

                                  Nie każdy też ma ochotę otwierać się przed obcą osobą, to czasem trudno przełamać - mimo wiedzy, że jest ona przeznaczona nam do pomocy. To kwestia nawiązania dobrego kontaktu, zaufania, porozumienia i świadomej determinacji ze strony osoby szukającej pomocy - tak mi się wydaje.....
                                  Problemem jest to, że za pieniądze - to czasem komplikuje nasze wewnętrzne odczucia.

                                  romank55 napisał:
                                  > czasami wystarczy wykrzyczec swoj bol pomaga chociaz nic nie zmienia.

                                  Pomaga w sensie uświadomienia sobie, spojrzenia z dystansem, wyrzucenia z siebie.... To jest ten pierwszy krok.
                                  Może nie zmienia samej sytuacji, o ile sami jej nie chcemy zmienić lub nie dojrzeliśmy jeszcze psychicznie do tego aby to zrobić - ale pozwala nam tę sytuację w jakiś sposób ocenić.
                                  Czasem, tak naprawdę możemy tylko pomóc sobie sami.
                                  • romank55 Re: Sprawy nieco mniej trudne 11.09.10, 00:02
                                    wiem ze bylem jak fasada inny na zewnatrz inny w srodku.myle ze podobnie jest u innych ludzi.trudno jest przyznac sie publicznie do zyciowej porazki.latami staralem sie kamuflowac zaistniala sytuacje.udawac zadowolonego goscia musze przyznac ze zaplacilem za to duza cene lacznie z zawalem ale i z tego tez sie wykaraskalem.co do watku o psychoterapeutach -mialem na mysli moja skromna osobe troche z humorem potrafe smiac sie rowniez z siebie. zaczynam autopromocje a to nic dobrego. zeczywiscie bywa ze dopiero specjalista jest w stanie pomoc w poplatanym zyciu.nie mniej ja sam jestem zwolennikiem jak najwiekszej aktywnosci samego zainteresowanego. mam ograniczone zaufanie do otoczenia.choc przyznam kolejny raz ze moj krzyk na tym forum bardzo mi pomogl.
                                    Jesod jestem pod wrazeniem Twoich ocen analiz sa niezwykle precyzyjne-mialem nawet obawe ze mnie znasz osobiscie przyznam troche sie zatroskalem
                                    pozdrawiam
                                    • basik_pl5 Re: Sprawy nieco mniej trudne 11.09.10, 00:07
                                      No, to teraz się czuję, jakbym pisała to ja sama. Pozory, pozory. Ale za długo to wszystko trwało. Tego już mam dość. I choć wiem, że przede mną trudna droga do wolności, to jednak się nie poddam. Juz nie. A co do pomocy psychologów, czy psychiatrów... Jestem właśnie umówiona na czwartek... Wiem, że potrzebuję pomocy. Czy będę umiała się otworzyć i z niej skorzystać? Zobaczymy. Jedno wiem, coś muszę zrobić. Nie mogę już dłużej tkwić w tym chorym układzie. Szkoda życia, zdrowia i nerwów.
                                      • romank55 Re: Sprawy nieco mniej trudne 11.09.10, 00:23
                                        coz widac ze mamy podobne problemy.wazne ze jestes zdecydowana na zmiany.korzystaj z pomocy jezeli czujesz ze tak bedzie lepiej.
                                        jezeli cierpisz to warto byc szczerym i otworzyc sie
                                        • basik_pl5 Re: Sprawy nieco mniej trudne 11.09.10, 00:29
                                          Tak, problemy nasze są podobne. Na zmiany jestem zdecydowana. Ważne jest też to, ze moja córka mnie w tym wspiera, dodaje mi sił. A z pomocy specjalisty zamierzam skorzystać. Czy będę umiała? To się okaże. Czasem łatwiej się otworzyć przed kimś, kto jest całkiem niezaangażowany w sprawę. Kto będzie mógł na to spojrzeć bez emocji.
                                          Ale, wybacz mi, nie rozumiem dlaczego Ty nie chcesz zmienić swojego życia?
                                          • romank55 Re: Sprawy nieco mniej trudne 11.09.10, 00:41
                                            masz racje bywa ze ktos obcy nas wyslucha zrozumie.dobre relacje z dziecmi to juz jest szczescie warto to pielegnowac.
                                            probowalem juz raz powaznie zwiazac sie z bardzo wartosciowa kobieta .zepsulem ten zwiazek .nie potrafe byc wyrachowany .juz nadmienialem dlaczego tak postepuje.byc moze moj status zmieni sie pewnego dnia
                          • romank55 Re: Sprawy trudne 08.09.10, 21:25
                            Jesod-bardzo Ci dziekuje za poswiecony czas i uwagi skierowane do mnie.bardzo mi pomogles .wazne dla mnie bylo tez opisanie tego co przezylem .wiele zdazen widze inaczej-bardziej klarownie jak sadze.wiem tez jak zamierzam dalej zyc .dziekuje rowniez pozostalym za ich wklad w dyskusji
                            • jesod Re: Sprawy do rozplątania... 09.09.10, 00:07
                              romank55 napisał:
                              > Jesod-bardzo Ci dziekuje za poswiecony czas i uwagi skierowane do mnie.bardzo m
                              > i pomogles .

                              Romank55, to Ty mnie jeszcze pamiętasz??? :-)))) Cała przyjemność po mojej stronie, ale bądźmy szczerzy - krótka wymiana zdań, nie może aż takich cudów dokonać..... ! ;) Nie mam złudzeń w tej materii.

                              Problemy, o których pisałeś wcześniej na pewno ma wiele osób........
                              To nie jest bajkowy scenariusz, niestety. Przykre w tym wszystkim jest poczucie samotności, chłód i pustka. Brak porozumienia, to życiowa katastrofa. Jednak wydaje mi się, że zbyt późno dostrzegłeś znaczenie i wartość samego małżeństwa właśnie w sensie bliskości i porozumienia, którego nic nie jest w stanie zastąpić, nawet bardzo dobry status materialny.
                              Dziwi mnie jednak to, że tak jednoznacznie, zdecydowanie i chłodno piszesz o braku miłości do swojej żony, tak jakby nigdy między Wami wcześniej nie było żadnego uczucia.... A jedynie pożądanie, które gdzieś tam się na chwilę pojawiło i jeszcze szybciej zniknęło.

                              romank55 napisał:
                              > wiele zdazen widze inaczej-bardziej klarownie jak sadze.

                              A jesteś tego pewny??? Może to tylko chwila lepszego nastroju?

                              romank55 napisał:
                              > wiem tez jak zamierzam dalej zyc .

                              Szokujesz mnie.... :-)))))
                              Tak szybko, udało się Tobie wszystko ogarnąć, uporządkować i znaleźć tę właściwą ścieżkę? Myślę, że od dawna wiesz na czym stoisz. Tyle, że mogłeś sobie zadawać pytanie, dlaczego tak się stało, dlaczego ułożyło się tak, a nie inaczej.... Szukałeś winnych, szukałeś przyczyny... Myślę, że to nie zawsze da się tak całkowicie wyjaśnić. Potrzebny jest dystans do samego siebie.
                              Zawsze twierdziłam, że człowiek uczy się całe życie.... Ale zrozumieć samego siebie, to już połowa sukcesu i..... wyższa szkoła jazdy konnej. :)

                              Pozdrawiam.

                              • romank55 Re: Sprawy do rozplątania... 09.09.10, 23:11
                                Jesod-trudno zapomiec kogos kto poswieca czas dla pokancerowanego anonima.
                                pragne wyjasnic ze nic nie zmienilem w swoim zyciu.zaczolem jedynie inaczej zyc .tym razem niech to pozostanie bez wyjasnien z mojej strony.samotnosc chlod pustka pytania do siebie samego czy jestem normalny .ciagle proby stwarzania zdrowego klimatu w rodzinie,ciezka nieustajaca praca aby byc w pewnej polce spolecznej,troska o dzieci aby wyrosly na porzadnych ludzi.
                                pamietam syna kiedy mial 16 lat-powiedzial tato dlaczego nie odejdziesz od mamy.corki ktore zawsze staly za mna.bywaly awantury prowokowane .slyszalem zaskakujace opinie o mnie wyglaszane przez moja zone w roznych okolicznosciach.bywalo ze mialem poczucie winy .staralem sie jak najlepiej -efekt byl mierny.jak wiec moge mowic ze kochalem moja zone -zapomnialem co to milosc.wspominalem wczesniej o innych paniach czulem sie wowczas naprawde szczesliwy. jednak wiez z dziecmi kazala mi byc przy nich pilnowac aby nie skonczylay edukacji za szybko sa naprawde zdolne dzisiaj jestem o nie spokojny.
                                Myslalem ze przyszedl moj czas zeczywiscie zaczelo sie duzo zmieniac . na swiat przyszly wnuki.sytuacja nowa niezwykle dynamiczna malenstwa bardzo mnie kochaja ze wzajemnoscia oczywiscie babcie rowniez .jestesmy juz dawno w separacji wspomialem -zanikly klutnie .zaczynam rozumiec, zonie odpowiada taki status .
                                poznaje kilka pan jedna z nich jest wspaniala,jestesmy razem krotko-chyba jestem za stary na nowy zwiazek.powrot do zeczywistosci,wyjazdy z wnukami na urlopy oczywiscie z zona .bywa ze wyjezdzam sam-wspominalem nauczylem sie samotnosci do tego ciekawe hobby .
                                nie oskarzam juz zony o to co sie zdazylo rowniez nie probuje powiedziec ze uporzadkowalem swoje zycie.moze to zeczywiscie tylko dobry nastruj powoduje ze jestem wewnetrznie spokojny-oby tak pozostalo.moze tez poczulem sie spelniony choc sadze ze to za wczesnie mam duzo nowych planow zaczynam bawic sie zyciem -jestem na swoj sposob wolny
                                raz jeszcze dziekuje
                                ps.chetnie bym z Toba poplotkowal o wszystkim i niczym
                                pozdrawiam
                                • jesod Re: Sprawy.... 11.09.10, 00:20
                                  romank55 napisał:
                                  > Jesod-trudno zapomiec kogos kto poswieca czas dla pokancerowanego anonima.

                                  Nie pisz tak o sobie. Wszyscy potrzebujemy drugiego człowieka, bliskości i realizacji własnych potrzeb, choć być może nie wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę.
                                  Chyba, aż takim anonimem to jednak nie jesteś..... :)

                                  Nie zadawaj sobie pytania, czy jesteś noramalny. Chyba, że wiesz o wiele wiecej o sobie i.... masz jakieś uzasadnione podstawy. Każdy z nas przeżywa różne sytuacjie i różne problemy. Większe, mniejsze... Frustracje z niespełnienia, tęsknoty.... Człowiek odrącony różnie reaguje i to w jakiś sposób, go usprawiedliwia. Czasem takie reakcje są wołaniem o pomoc.

                                  Smutno piszesz o swoim życiu. Oceniasz już wszystko z perspektywy czasu i to pozwala Tobie znaleźć dystans, ale pogodzenie się jest znacznie trudniejsze, a może niemożliwe?
                                  Gdy człowiek ma potrzebę bycia kochanym i naważniejszym dla tej drugiej osoby, to jeśli tej potrzeby nie zaspokaja - po prostu cierpi i nie zazna spokoju, mimo, że z zewnątrz może wyglądać na realistę, spokojnego, opanowanego i poukładanego.

                                  Nie wiem, co było Twoim zasadniczym problemem z żoną - bo przecież jakiś musiał być, ale wiem również, że tak samo jak mężczyźni są różni - tak samo i kobiety...... Kobieta wcale nie musi oznaczać anioła. Rozejrzyj się.... Kobiety bywają agresywne, stosują przemoc w rodzinie, piją i .... mają wiele innych wad, tak jak mężczyźni.
                                  Różnimy się konstrukcją psychiczną i fizyczną, sposobem reagowania, ale to, że mężczyzna spotyka kobietę niczego jemu gwarantuje i na odwrót. Jest to sprawa wzajemnego porozumienia, a przede wszystkim wzajemnego zaspokajania swoich potrzeb - to właśnie w tym odnajdujemy swoją radość i szczęście.

                                  Smutne jest Twoje spojrzenie w przeszłość, ale rozumiem, że człowiek nie może pewnych rzeczy robić wbrew sobie...... Zastanawiam się na tym, czy potrafiłeś otwarcie rozmawiać, ze swoją żoną, zanim rzuciłeś się w wir miłostek? Co tak naprawdę było powodem separacji?
                                  Czy spytałeś ją, czego ona oczekuje od Ciebie? Czy potrafiłeś powiedzieć jej czego pragniesz i na czym Tobie zależy? Przecież nie od razu było źle... Z tego co piszesz, masz z nią troje (?) dzieci. Chociaż zdaję sobie sprawę, że akurat do tego to wielu specjalnych zabiegów nie potrzeba, jeśli nie ma prblemów z płodnością...

                                  romank55 napisał:
                                  > moze to zeczywiscie tylko dobry nastruj powoduje ze jestem wewnetrznie spokojny-oby tak >pozostalo.moze tez poczulem sie spelniony choc sadze ze to za wczesnie mam duzo nowych > planow zaczynam bawic sie zyciem -jestem na swoj sposob wolny

                                  Wewnętrzny spokój to podstawa wszystkiego. To pogodzenie się z samym sobą, to umiejętność słuchania siebie, odnalezienia się i tego wyciszenia, które pozwala nam inaczej żyć.
                                  Nie wiem, co masz na myśli pisząc, że zaczynasz bawić się życiem...... Ale jeśli dobrze zrozumiałam, to właśnie takie podejeście - nie traktowanie wszystkiego zbyt poważnie, dosłownie, fundamentalnie - pozwala się nim cieszyć, znaleźć ten właściwy punkt odniesienia tego, co jest ważne, istotne i potrzebne dla nas. Poczucie wolności musimy mieć w sobie, a wtedy wiele rzeczy nabiera sensu i wartości. Przez to odnajdujemy radość w tym co nas otacza, a co innym może wydawać się czasem smutne, nudne, szare, codzienne, monotonne.

                                  romank55 napisał:
                                  > ps.chetnie bym z Toba poplotkowal o wszystkim i niczym

                                  Proszę bardzo. Nie widzę żadnego problemu.
                                  Adres mailowy chyba znasz.... ? ;)
                                  Pozdrawiam.


                                  • romank55 Re: Sprawy.... 11.09.10, 00:33
                                    jest juz pozno .pozwolisz ze napisze jutro .wlasciwie dzisiaj ale o cywilizowannym czasie
                                    pozdrawiam
                                    • basik_pl5 Re: Sprawy.... 11.09.10, 00:37
                                      Dobrej nocy, pozdrawiam
                                      • romank55 Re: Sprawy.... 11.09.10, 00:45
                                        moze odlozymy dyskusje na pozniej to znaczy sobotni wieczor
                                        milo mi bedzie pogadac z Toba
                                        pozdrawiam
                                        ps.mialem ciezki tydzien padam ze zmeczenia
                                    • jesod Re: Sprawy.... 11.09.10, 00:37
                                      Pozwolę. :) Tym bardziej, że sama już ledwie widzę na oczy.....
                                      Dobranoc.
                                      • romank55 Re: Sprawy.... 11.09.10, 00:46
                                        milej nocy
                                  • romank55 Re: Sprawy.... 11.09.10, 15:36
                                    bywa ze kiedy odnosze sie do swojego zywota przypominaja mi sie opowiadania Mrozka.mozna wiec i powinno sie choc troszeczke usmiac -absurd wrecz doskonaly w obu przypadkach.widac szacowny pisarz zna doskonale zycie.
                                    dawniej kobiety stawialem na oltarzu -dzis wiem ze to byl blad nic bron Boze paniom nie ujmujac podobnie bylo z zona .z czasem zauwazylem ze malzonke nie bawia moje opowiastki ,dowcipy wrecz irytuja,nie mniej owe dowcipy kolezanka malzonka opowiadala innym-wszyscy sie bawili.dziwilem sie kiedy jakas meska miernota dowodzila cokolwiek nieudolnie wrecz prostacko -kolezanka malzonka piala z zachwytu.wiec powoli uczylem sie przytomnie milczec i oczywiscie madrze kiwac glowa.prosze mnie zle nie zrozumiec nie promuje sie na ideala -popelnialem coraz wiecej bledow czasami celowo.bywalo ze bawilem sie powstalymi zdazeniami innym razem przerastaly mnie bylem wsciekly.dzisiaj potrafe rozmawiac z kobietami o wszystkim tak sadze -bywa ze przyjmuje role spowiednika .przypuszczam ze wzbudzam zaufanie.czy potrafie komukolwiek pomoc ?nie wiem -mysle ze czasami wystarczy cierpliwie wysluchac.dlaczego o tym pisze ,chce zaznaczyc ze nie mam klopotow w relacjach z plcia piekna.ktos powie klamczuszek a co ze swoja zona ? ano to byl i jest broblem.zycie bywa pelne niespodzianek

                                    pozdrawiam serdecznie
                                    • jesod Re: Sprawy płyną z przeszłości 11.09.10, 23:29
                                      romank55 napisał:
                                      > dawniej kobiety stawialem na oltarzu -dzis wiem ze to byl blad

                                      A dzisiaj daje się w tym zdaniu wyczuć ogromne rozczarowanie i rozgorczenie.
                                      Nie to nie był błąd, poza tym, że nie da rady/nie należy/nie można stawiać na owym ołatarzu wszystkich kobiet....
                                      A normalny mężczyzna (nie typ poligamisty) zwykle pragnie mieć tę jedną dla siebie i chce być w nią zapatrzony, chce być dla niej naważniejszy i chce to czuć.
                                      Jednak czasem zbyt wygórowane oczekiwania i wyidealizowane obrazy nie odnajdują się w codzienności i..... klęska. I ONAa nie jest dokładnie taka, jak jak chciałem i.... co wtedy???

                                      romank55 napisał:
                                      > z czasem zauwazylem ze malzonke nie bawi a moje opowiastki ,dowcipy wrecz irytuja,nie
                                      > mniej owe dowcipy kolezanka malzo nka opowiadala innym-wszyscy sie bawili.dziwilem sie > kiedy jakas meska miernota dowodzila cokolwiek nieudolnie wrecz prostacko -kolezanka
                                      > malzonka piala z zac hwytu.wiec powoli uczylem sie przytomnie milczec i oczywiscie madrze > kiwac glowa

                                      Po prostu zacząłeś rejestrować obojętność z jej strony. Czy domyślasz się co mogło być tego powodem? Rozumiem, że poczułeś się dotknięty i zacząłeś się sam od niej odsuwać. Uważniej zacząłeś się przyglądać, jak zachowuje się w stosunku do innych mężczyzn i porównywać ich do siebie, jednocześnie mając za złe żonie, że Ciebie nie docenia, nie okazuje ciepłych uczuć i zainteresowania Tobą... Dostawali to inni, a Ty czułeś się odrzucany i gorszy, choć w głębi siebie wiedziałeś, że na to nie zasługujesz.

                                      romank55 napisał:
                                      > prosze mnie zle nie zrozumiec nie promuje sie na ideala -popelnialem coraz wi
                                      > ecej bledow czasami celowo.bywalo ze bawilem sie powstalymi zdazeniami innym ra
                                      > zem przerastaly mnie bylem wsciekly.

                                      A więc narastał w Tobie sprzeciw i bunt przeciwko tej sytuacji, a przede wszystkim przeciwko żonie.
                                      Stanąłeś też z boku i postanowiłeś..... No, właśnie - co postanowiłeś? Robić wszystko na złość, wściekać się, a czasem, gdy byłeś spokojniejszy i bardziej zdystanowany - bawić się serwowanymi absurdami codzienności i czekać ? Właściwie, na co?
                                      Czy potrafiłeś poskarżyć się żonie i powiedzieć wprost, że chciałbyś być inaczej traktowany, że potrzebujesz tego i nie podoba Ci się jej zachowanie? Nie wystarczy się wściekać, trzeba umieć powiedzieć, co Cię boli i na co się nie godzisz, czego nie chcesz i o czym naprawdę marzysz, co jest dla Ciebie ważne.
                                      Wiem, że tak rozmowa wymaga dobrego klimatu między dwojgiem ludzi, ale jeśli jest źle i nie można na spokojnie, to należy to po prostu wykrzyczeć i postawić sprawę jasno.

                                      romank55 napisał:
                                      > dlaczego o tym pisze ,chce zaznaczyc ze nie mam klopotow w relacjach z plcia piekna.ktos > powie klamczuszek a co ze swoja zona ? ano to b yl i jest broblem.

                                      Kłopotów może i nie masz.... Tak, to dzisiaj oceniasz. Podejrzewam (ale zazanaczam, że zbyt mało jednak wiem w Twojej sprawie - aby to uznać za bardzo prawdopodobne), że przez ten czas, na który patrzysz teraz z perspektywy - sam sobie usiłowałeś to udowodnić i udowodniłeś, lecz okazało się, że to jednak nie jest to, czego tak naprawdę potrzebowałeś i chciałeś.
                                      Uraz do żony ciągle jest - za co (?) tego dokładnie nie wiem, bo piszesz dosyć ogólnie. Myślę, że ten uraz do żony "rozciągnął się" na inne kobiety, chyba w jakiś sposób zacząłeś się ich obawiać - więc zacząłeś się nimi bawić....
                                      Nie chcąc się bardziej angażować i podejmować decyzji, które mogłyby znowu obrócić się przeciwko Tobie i po raz kolejny zranić.
                                      Zostawiłeś sobie bezpieczne terytorium - w ochronie siebie samego, bo przecież już raz się sparzyłeś i zawiodłeś.... Teraz należało wziąć już tylko odwet, czyli mieć jakąś kobietę, ale nigdy nie dopuścić do tego, aby zaangażować się mocniej i dać się powtórnie zranić.
                                      W każdym nowym układzie męsko- damskim, to Ty musiałeś teraz dominować - nie angażując się dalej niż poza seks. Nie mogłeś dopuścić do tego, aby było inaczej, bo właśnie taki model realacji dawał Tobie poczucie bezpieczeństwa i pewność siebie. Miałeś poczucie krzywdy i odtrącenia, które tkwi w Tobie do dziś. Może już tak nie boli jak dawniej..... Ale ten ból jedynie przycichł i stępiał z upływem czasu. Chyba raczej nastąpiło pogodzenie się z sytuacją i przystosowanie do niej, ale nie akceptacja.

                                      romank55 napisał:
                                      > zycie bywa pelne niespodzianek

                                      O tak! A mówiąc nieco brutalnie - nikt nikomu nie gwarantował szczęścia w tym życiu. Czasem sami musimy się o nie postarać, albo dać mu przynajmniej jakąś szansę..... Czasem musimy zwrócić większą uwagę na człowieka, na którym nam zależy.
                                      Ja wiem, że to brzmi jak jeden z najlepszych sloganów, ale w dawaniu i braniu musi być równowaga....... Jeśli stawiamy zbyt wiele wymagań - bywamy mocno rozczarowani, co wcale nie oznacza, że musimy się godzić na byle co. Nikt z nas nie jest doskonały. :)

                                      Pozdrawiam również serdecznie.






                                      • romank55 Re: Sprawy płyną z przeszłości 12.09.10, 00:11
                                        zarazem dzieki i dobrej nocy zycze -odpowiedz musze przemyslec
                                      • romank55 Re: Sprawy płyną z przeszłości 14.09.10, 19:29
                                        Witam.
                                        trudno nie przyznac Ci racji - kompleksy ?w ostratnie dni dopadaja mnie slowa koziolku jestes zakompleksiony(dopadlo mnie rowniez przeziebienie ).
                                        jak i co napisac aby zdjac z siebie owe wyzej wspomiane miano czy jest to mozliwe? czy to jest pietno?z pomoca przyszedl mi stary poczciwy Freund ktorego jako pachole meczylem potwornie,czytajac oczywiscie
                                        choc nie wszystkie tezy zacnego psychoanalityka znalazly potwierdzenie w zyciu.

                                        pamietam duzo ze swojedgo zycia roznych jego etapow-jednak nie mam urazy do zony.moze dlatego ze dzisiaj wiem co jak i kiedy moge powiedziec .tak wlasciwie to nie zabiegam o jej uwage czy opinie -sam grzecznie slucham.rownie grzecznie slucham innych.
                                        nie martwila mnie opinia zony wyrazana o mnie.bylem natomiast wsiekly kiedy starala sie dyskredytowac mnie w obecnosci dzieci -wiedzial co robi
                                        spokojna rozmowa nawet w tkzw. dobrym klimacie-pomine ten temat
                                        pisze o sobie nad wyraz duzo(zaczynam czuc sie uczestnikiem programu Big Brather nie jestem zwolennikiem owych eksperymentow )mam odczucie ze zbyt duzo.moze obawiam sie dekonspiracji?a co za tym idzie lawiny zdazen zwiazanych z moimi publicznymi wyznaniami,skrywanymi latami.
                                        sadze, choc pewien dzisiaj nie jestem ze nie mam urazu do innych kobiet .
                                        bardzo rozwaznie nawiazuje kontakty z kobietami.dlugo nie trwaja znajomosci z paniami o miernym poczuciu humoru -palcymi papierosy pijacych zdziebelko wiecej anizeli normy przewiduja-czy majace poglady polityczne rozniace sie od moich (jestem konserwatysta)
                                        czy musze dominowac czy dominowalem -nawet w krotkich romasach-zdecydowanie nie.
                                        zawsze szukalem kompromisu i oczekiwalem tego od partnerki.byc moze te zachowania to nic innego jak strach przed powtorka z malzenstwa,albo zwykle wyrachowanie czlowiek -zakochany nie widzi nic a ja w zyciu gram jak w szachy.
                                        czy swiadomie wchodzimy w zycie z przekonaniem ze przegramy?
                                        w pewnym jego etapie zrozumialem ze do szczescia jest mi daleko-nikt reklamacji nie uwzglednia.trzebya brac zycie za bary i walczyc choc o okruszyne szczescia -recepty na owo nikt niestety nie ma.nie dziwia mnie rozwody bliskich znajomych-czy alkoholizm "swiagra-trucizny"tudziez kolejny partner bratanicy.wszyscy oni na swoj sposob szukaja szczescia .bodajze konstytucja amerykanska wspomina ze kazdy jej obywatel ma prawo do sczescia.ma prawo to juz duzo
                                        serdecznie pozdrawiam
                                        • jesod Re: Sprawy płyną z przeszłości 16.09.10, 23:47
                                          romank55 napisał:
                                          > trudno nie przyznac Ci racji - kompleksy? w ostratnie dni dopadaja mnie slowa
                                          > koziolku jestes zakompleksiony(dopadlo mnie rowniez przeziebienie ).

                                          No, nie pisz tak........ :) I nigdy nie mów w ten sposób do siebie.

                                          Wiesz, nie chodzi mi o samo przyznawanie racji – takie można było wyciągnąć wnioski z tego, co napisałeś. Ale - jak wiemy, forum to tylko forum – trudno nakreślić swoje życie i swoje przeżycia w kilku zdaniach. Dni wszyscy mamy różne. Czasem pokazujemy światu tylko tę uśmiechniętą twarz, a wszystkie smutki chowamy głęboko i płaczemy, bez świadków.
                                          Czasem mamy kogoś, komu naprawdę możemy powiedzieć wszystko i podzielić się sobą, niczego nie udawać.
                                          Zrealizowana potrzeba bycia sobą w bliskości jest bardzo ważna, bo inaczej mamy samotność we dwoje lub samotność w tłumie. Często nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy, nie mogąc znaleźć tego swojego miejsca w życiu.

                                          romank55 napisał:
                                          > pisze o sobie nad wyraz duzo(zaczynam czuc sie uczestnikiem programu Big Brathe
                                          > r nie jestem zwolennikiem owych eksperymentow )mam odczucie ze zbyt duzo.moze o
                                          > bawiam sie dekonspiracji?

                                          Nie wiem, czy zawsze warto analizować wszystko co się stało i było, bo jest to psychicznie bardzo wyczerpujące. Niewiele zmieni, ale….. pozwala poznać samego siebie, a więc jednak ma swoje dodatnie strony.
                                          Rozumiem, że nie chcesz pisać zbyt prywatnych spraw na forum.
                                          Tak, to miejsce jest zbyt obce, aby rozmawiać na tematy bardzo osobiste, no i nie każdemu przychodzi łatwo otworzyć się - ot tak sobie, przed nieznanymi sobie ludźmi i pisać o swoich, bardzo intymnych sprawach.

                                          Piszesz, że nie masz urazy do żony. Ale jednak od niej wszystko się zaczęło…. Gdyby inaczej się ułożyło, gdybyś otrzymał to, czego potrzebujesz, gdybyś czuł się kochany i pożądany oraz gdyby było między Wami to porozumienie, które dawało satysfakcję, być może inaczej ułożyłoby się całe życie.
                                          Nie wiem….. Trudno to wszystko jednoznacznie ogarnąć, ponieważ ważne jest też to, co Ty mogłeś ofiarować swojej żonie? Co chciałeś i co mogłeś zrobić? Jaki byłeś, czy potrafiłeś dać to, czego oczekiwała? Czy potrafiliście rozmawiać ze sobą o sobie?

                                          romank55 napisał:
                                          > bardzo rozwaznie nawiazuje kontakty z kobietami.dlugo nie trwaja znajomosci z p
                                          > aniami o miernym poczuciu humoru -palcymi papierosy pijacych zdziebelko wiecej
                                          > anizeli normy przewiduja-czy majace poglady polityczne rozniace sie od moich (j
                                          > estem konserwatysta)

                                          Wygląda na to, że bardzo świadomie przebierasz w paniach..... : )
                                          Wydaje się też, że musisz być dobrym psychologiem, jeśli tak bardzo szybko potrafisz ocenić, jaka kobieta jest naprawdę.
                                          Są przecież różni ludzie: nieśmiali, zakompleksieni, skryci i w ogóle, jakcyś tacy inni od przebojowej reszty, na pozór nieciekawi, a przy bliższym poznaniu, kiedy się otworzą - bardzo zyskują.

                                          romank55 napisał:
                                          > czy musze dominowac czy dominowalem -nawet w krotkich romasach-zdecydowanie nie.

                                          Może nieco źle mnie zrozumiałeś z tą dominacją, a może ja to źle ujęłam.....
                                          Bardziej miałam na myśli to, że z obawy przed powtórzeniem złych przeżyć i doznań wolałeś raczej kontrolować sytuacje na tyle, aby nie angażować się bardziej/więcej ponad to, co Tobie sprawiało to przyjemność. Nie zagrażało to wtedy Twojemu spokojowi, nie burzyło osiągniętej istniejącej równowagi i nic nie zmieniało w Twoim życiu.
                                          W kolejnym związku/romansie brałeś wszystko tylko w taki sposób, jaki Tobie odpowiadał i nie burzył poczucia bezpieczeństwa, a dawał przyjemność przeżywania czegoś, czego Tobie brakowało w związku z żoną. Taki bezpieczny substytut – takie coś zamiast.
                                          No i przy okazji odkryłeś, że jesteś hedonistą. A może byłeś nim od zawsze - tylko tego wcześniej nie zauważałeś? :)

                                          romank55 napisał:
                                          > zawsze szukalem kompromisu i oczekiwalem tego od partnerki.

                                          Kompromis ma sens, jeśli nas nie boli, a godząc się na niego nie zaciskamy zębów z wysiłku. Kompromis nie może uwierać.
                                          Pisząc o swoich oczekiwaniach pójścia na kompromis ze strony partnerki – tak naprawdę trudno określić, czego od niej oczekiwałeś. Może to było coś, czego ona nie chciała i nie mogła zaakceptować?

                                          romank55 napisał:
                                          >byc moze te zachowania to nic innego jak strach przed powtorka z malzenstwa,albo zwykle
                                          > wyrachowanie czlowiek -zakochany nie widzi nic a ja w zyciu gram jak w szachy.

                                          Lubię grę w szachy, ale wiem, że wymaga opanowania i trzymania emocji na wodzy, a dla mnie to jest raczej trudne.
                                          Jeśli piszesz, że w życiu grasz jak w szachy, to znaczy, że wszystko dokładnie przemyślisz, przekalkulujesz i spokojnie zrealizujesz oraz to, że jesteś bardzo konsekwentny swoich działaniach, co mogłoby sugerować, że potrafisz oddzielać/wyłączać emocje i uczucia, wtedy kiedy tego potrzebujesz lub uznajesz za stosowne.
                                          Powiało trochę chłodem.....
                                          Jak taka postawa wpływała na Twoje relacje z żoną, jeśli tak spokojnie, na zimno potrafiłeś dystansować się od wielu spraw i po prostu je rozgrywać, jak szachy?

                                          romank55 napisał:
                                          >czy swiadomie wchodzimy w zycie z przekonaniem ze przegramy?

                                          Nie, nigdy nie mamy takich przekonań. Przecież w nas zawsze jest nadzieja, a jeśli ona odejdzie gdzieś na chwilę i my nie możemy się pozbierać - mamy złe dni.
                                          Myślę, że warto sobie uświadomić, że wszyscy mamy prawo do szczęścia……. Naprawdę nie musimy po to zerkać w konstytucję amerykańską.
                                          Ale życie pisze różne scenariusze, a właściwie……. Dlaczego zwalamy wszystko na życie? Może to jest tak, że piszemy je sami, a oprócz świadomości, że szczęście się nam należy (bo jednak należy!!!) musimy być o tym wewnętrznie przekonani, mieć poczucie własnej wartości, akceptować siebie i to, co jest wokół nas.
                                          Mówią, że aby być szczęśliwym należy przede wszystkim pokochać siebie, co nie ma zupełnie nic wspólnego z egoizmem.
                                          No tak, ale co to jest to szczęście, które przecież każdy maluje własnymi kolorami?

                                          Ale się rozpisałam!
                                          Jednak dzisiaj mam zdecydowanie lepszy dzień niż wczoraj...... :)
                                          Pozdrawiam serdecznie.






                                          • romank55 Re: Sprawy płyną z przeszłości 18.09.10, 18:04
                                            hedonista no i zimny -malutki dodatek dran.no i caly obraz zacnego" meczennika "juz sie uksztaltowal.
                                            na milosc Boska wszystko ale nie hedonista.moge zrozumiec -czlowiek z natury chce byc szczesliwy ale nie za wszelka cene."carpe diem" to nigdy nie bylo moim mottem nawet jak wplatywalem sie w romans -lub zdobywalem "ogrodzenie".zabawa, sztuka ,podchody -mile rozmowy to co charakteryzuje dobry klasyczny flirt.dajacy obu strona duchowa strawe -nie zawsze konczacym sie w lozku.(nigdy z byle kim byle gdzie i byle jak)wspominalem ze jest mi smutno kiedy widze ludzi w moim wieku dazace sie miloscia.byc moze gdybym byl bardziej otwarty pisal bym o szczesliwych zwiazkach.zdziebelko jestem za stary na kolejne doswiadczenia.
                                            mam przykre wspomienie z przeszlosci -jako mlody chlopak bylem razem z dziewczyna kilka lat- niestety zagladala czesto do kieliszka.powodowalo to przerozne sytuacje, niezbyt mile.
                                            jest alkoholiczka.w przeszlosci probowalem pomoc jej i jej rodzinie.
                                            to prawda ze kazdy z nas chce pokazac czekoladowa strone swego charakteru.nie jestem masochista i trudno jest o samokrytyke choc idealem nie bylem i nie jestem.
                                            jeszcze odrobina o moich wyborach posrod pan-trudno by bylo zainscenizowac romantyczny wieczor z pania o feministycznych pogladach na dodatek palaca cygaro.(o ten rodzaj wyborow mi chodzilo)
                                            szanuje kazdego czlowieka miewam natomiast zastrzezenia do tego co robi lub co robia.
                                            ciagle w lepetynie kolacze sie ten nieszczesny hedonista-to ze przezylem kilka romansow na okrase zas bylem zakochany razy dwa w trzydziestoletnim malzenstwie-sadze ze to lekka nadinterpretacja tej filozofi w stosunku do mnie wszak uwazam siebie
                                            za konserwatyste- dosc grzesznego ale konserwatyste.
                                            wroce raz jeszcze do zony i naszych relacji z przeszlosci-miala wszystko na co bylo nas stac .pracowalem bardzo duzo.czesto miesiacami nie bylem w domu.praca za granica.dzisiaj dociera do mnie wiele obrazow z przeszlosci tych milych i tych z innego bieguna.wiem jedno bardzo opornie rozmawialismy o malzenstwie o wzajemnych potrzebach oczekiwaniach.
                                            sklaniam sie rowniez do tezy ze przeszlosc jest kluczem do terazniejszosci.dodam ze znalesc wspolny jezyk i naklonic kolezanke malzonke do rozmowy jest niezwykle trudno wrecz niemozliwe.ale jak juz wspominalem jestem z tym pogodzony przynajmiej tak to czuje.
                                            to tez moje szachy -tak jak w zyciu na co dzien i publicznie jestesmy inni,-tak w nocy placzemy do poduszki .boimy sie osmieszenia miana nieudacznika zycie wymusza przedziwne zachowania-.byle by nie przekroczyc granic przyzwoitosci
                                            pozdrawiam serdecznie i zycze dobrego dnia


                                            • jesod Re: Sprawy płyną z przeszłości 19.09.10, 23:05
                                              romank55 napisał:
                                              > hedonista no i zimny -malutki dodatek dran.no i caly obraz zacnego" meczennika "juz sie
                                              > uksztaltowal.

                                              Widzę, że wyciągasz pochopne wnioski z tego, co napisałam. Zbyt dosłownie wziąłeś sobie tego hedonistę do serca. :)
                                              Wydaje się, że jesteś mężczyzną drażliwym i wrażliwym, a więc od razu reagujesz podejrzliwie na takie określenie, z przekonaniem, że ktoś Ciebie źle ocenił i chciał dotknąć. Tak odebrałam to, co napisałeś.

                                              Nie napisałam, że „drań” – Ty sam użyłeś tego określenia. Dokomponowałeś je do określenia hedonisty Napisałam też, że powiało chłodem, ale nie ja użyłam określenia „zimny”. Na pewno chcąc kierować swoim życiem i móc cieszyć się nim trzeba wiele spraw przemyśleć w sposób chłodny, pozbawiony emocji, rozsądkowy. Ale…… Dużo trudniej już na co dzień zachowywać spokój, jeśli nasze emocje ciągle wystawiane są na próbę, jeśli coś nas boli i uwiera – o wiele trudniej jest udawać, że wszystko toczy się jak gdyby nigdy nic, jakby wszystko było w porządku i właśnie tak miało być, tak nam odpowiadało – wtedy o wiele trudniej panować nad sobą. Nawet jak się rozsądnie przemyślało i spokojnie podjęło kierunek działania – to sama realizacja tego, ze względu na uczucia i emocje wcale nie jest już taka łatwa.
                                              Jesteś po zawale…… Przykro mi z tego powodu – wiem, że każda choroba jest zawsze nieszczęściem i problemem.
                                              Czy spotkałeś się kiedyś z opinią, że z układem krążenia mają problemy przeważnie ludzie emocjonalni, wrażliwi i tacy, którzy się wszystkim przejmują oraz często tłamszą wszystko w sobie, ukrywając prawdziwego siebie przed światem?

                                              romank55 napisał:
                                              > "carpe diem" to nigdy nie bylo moim mottem nawet jak wplatywalem sie w romans -lub
                                              > zdobywalem "ogrodzenie".zabawa, sztuka ,podchody -mile rozmowy to co charakteryzuje
                                              > dobry klasyczny flirt.dajacy obu strona duchowa strawe -nie zawsze konczacym sie w lozku.
                                              > (nigdy z byle kim byle gdzie i byle jak)

                                              Rozumiem. Trochę natura myśliwego brała górę…… ? :)
                                              Poza tym, wewnętrznie nie godziłeś się na taki związek, jaki miałeś z żoną, więc szukałeś tego, co nieco ukoi Twoje potrzeby i zadowoli.

                                              romank55 napisał:
                                              > wspominalem ze jest mi smutno kiedy widze ludzi w moim wieku dazace sie miloscia.byc
                                              > moze gdybym byl bardziej otwarty pisal bym o szczesliwych zwiazkach.

                                              Tak, to jest bardzo ważne w życiu, móc mieć poczucie szczęścia i miłości partnera. Być jego pewnym i czuć się kochanym, bez względu na upływ czasu i zmieniające się ciało. Do tego potrzebne jest wzajemne porozumienie, wcale nie mam na myśli takich samych charakterów, bo to nie o to chodzi – ludzie muszą nadawać na takich samych falach, jeśli chodzi o spojrzenie na życie.
                                              Ale……… O miłość trzeba dbać. Jeśli jest dobrze - należy ją pielęgnować. To dotyczy obydwu stron i chociaż bywają różne chwile, to ważne jest to, aby dla siebie byli zawsze najważniejsi - chcą ze sobą być, myślą o sobie i wczuwają się w swoje potrzeby.
                                              Tu mamy do czynienia z kompromisem, o którym wspomniałeś wcześniej. Jest to ten rodzaj ustępstwa, które nie ma w sumie większego znaczenia i nas nie boli, bo nie robimy jego wbrew sobie.

                                              romank55 napisał:
                                              > to prawda ze kazdy z nas chce pokazac czekoladowa strone swego charakteru.nie jestem
                                              > masochista i trudno jest o samokrytyke choc idealem nie bylem i nie jestem.

                                              Trochę źle mnie zrozumiałeś.
                                              Ja nie pisałam o czekoladowej stronie charakteru w sensie pokazania się światu od jak najlepszej strony i stworzenia pozorów.
                                              Miałam na myśli to, że część ludzi nie okazuje swoich zmartwień, trosk, problemów – wszystkiego co nas gnębi - tylko zamyka się w sobie, a na zewnątrz w obcowaniu z innymi są uśmiechnięci, z pozoru spokojni i zadowoleni z życia.

                                              romank55 napisał:
                                              > szanuje kazdego czlowieka miewam natomiast zastrzezenia do tego co robi lub co robia.

                                              Myślę, że to jest bardzo ważna cecha – mieć świadomość, że wszyscy ludzie są równi, tylko nie każdy dostał takie same szanse w życiu.

                                              romank55 napisał:
                                              > ciagle w lepetynie kolacze sie ten nieszczesny hedonista-to ze przezylem kilka romansow na > okrase zas bylem zakochany razy dwa w trzydziestoletnim malzenstwie-sadze ze to lekka
                                              > nadinterpretacja tej filozofi w stosunku do mnie wszak uwazam siebie
                                              > za konserwatyste- dosc grzesznego ale konserwatyste.

                                              Roman55 daj spokój z tym negatywnym podejściem do określenia „hedonista” .
                                              To określenie - to tylko nazwanie pewnego sposobu zachowania, być może wypływającego z samoobrony, kiedy człowiek poszukuje szczęścia i własnych przyjemności. Sam również jego użyłeś w swoim wcześniejszym poscie, a mnie nie chodziło o to aby Ciebie dotknąć, czy cokolwiek wytykać w sensie potępienia w jakikolwiek sposób, więc niech Ci się już nie kołacze po „łepetynie” (Twoje określenie!). :)

                                              Każdy z nas dokonuje swoich wyborów. Sam piszesz, że szanujesz każdego człowieka, ale miewasz zastrzeżenia do tego, co on robi – to jest Twoje prawo oceny według własnych kryteriów i przyjętych norm.
                                              Ocenianie czyjegoś życia na podstawie paru zdań napisanych w internecie graniczy z ignorancją, więc nie zamierzam tego robić – to wszystko jest znacznie bardziej skomplikowane, niż się nam wydaje.
                                              A najbardziej skomplikowane bywają relacje między ludźmi i ich wzajemny odbiór.
                                              Czasem obydwoje mają dobre intencje, a dogadać się nie mogą – pewna drażliwość, wybuchowość, niewyartykułowane oczekiwania oraz przeżywanie wielu sytuacji pod kątem własnych urazów powoduje takie, a nie inne reakcje. No i ……. Nie jesteśmy idealni.

                                              Zaciekawiło mnie określenie – grzeszny konserwatysta. Sam siebie tak oceniasz? Masz poczucie grzechu i winy, czy też jest to żartobliwe podsumowanie? W polityce można określić poglądy, które nam odpowiadają, a jednak jeśli chodzi o nasze życie bardzo prywatne i to czego potrzebujemy świadomie lub podświadomie( wcześniej nie znając samych siebie) to znacznie trudniejsze do sklasyfikowania i oceny.

                                              romank55 napisał:
                                              > sklaniam sie rowniez do tezy ze przeszlosc jest kluczem do terazniejszosci.dodam ze znalesc > wspolny jezyk i naklonic kolezanke malzonke do rozmowy jest niezwykle trudno wrecz
                                              > niemozliwe.ale jak juz wspominalem jestem z tym pogodzony przynajmiej tak to czuje.

                                              No cóż, niestety bywa i tak...... Wtedy mimo najlepszych chęci z obu stron, czasem i tak nie można się dogadać. Nie wiem, czym to jest podyktowane....? Niewłaściwe gesty, niewłaściwe słowa, nie ten moment, nie ten nastrój, rozmijanie się w oczekiwaniach? Brakuje tego czegoś, co łączy…. Każdy ma inną wizję związku. A czasem ludzie muszą się siebie jeszcze nauczyć.

                                              romank55 napisał:
                                              > to tez moje szachy -tak jak w zyciu na co dzien i publicznie jestesmy inni,-tak w nocy
                                              > placzemy do poduszki .boimy sie osmieszenia miana nieudacznika zycie wymusza przedziwne > zachowania-.byle by nie przekroczyc granic przyzwoitosci

                                              Bardzo się boisz oceny innych? A czy ci inni mają prawo nas oceniać, krytykować i czy sami są warci tego, aby się ich zdaniem przejmować?
                                              Myślę, że trzeba być po prostu sobą. To wcale nie oznacza, że musimy się wywnętrzać od podszewki przed całym światem. Nie, to nie o to chodzi….. Nasza prywatność należy do nas. Dzielimy ją tylko z tymi, z którymi chcemy.
                                              Nie ma co maltretować się kreowaniem na kogoś innego, niż się jest w rzeczywistości.
                                              Sami siebie znamy najlepiej. Jeśli nie przekraczamy granic przyzwoitości, o których wspominasz to raczej nie powinniśmy mieć poczucia winy.

                                              Nie wiem, jak to się stało, ale znowu napisałam straaaasznie długi post.....

                                              Pozdrawiam serdecznie. :)


                                              • romank55 Re: Sprawy płyną z przeszłości 20.09.10, 23:59
                                                spiesze wyjasnic -absolutnie nie mam problemu z jakakolwiek ocena o tym co o mnie piszesz.w koncu to ja sam godze sie na ocene- oceny charakteru czy postepowania.
                                                sformulowanie czy uwypuklenie zdazenia, wreszcie napisanie czegokolwiek na forum wymaga niezlych literackich umiejetnosci tak aby oddac esencje.
                                                nie uwazam siebie za podejzliwego -wrecz przeciwnie.lata zycia w roznych srodowiskach sprawily ze dosc szybko wychwytuje intencje otoczenia.choc zdazylo sie kilka czy kilkanascie rozczarowan .dobrze ze nie jestem jasnowidzem -zapewne zanudzil bym sie na smierc.mam jak chyba kazdy swoja Achillesowa piete-nauczalem sie nad tym panowac i malo kto wie jak doprowadzic mmnie "szalu".
                                                co do drania -to skojarzenia cyt. "powialo chlodem"jest swietna piosenka spiewa ja Bogdan Lazuka "bo ja juz taki jestem zimny dran".
                                                moge tez smialo stwierdzic ze mam duze poczucie humoru -cenie humor niezwykle wysoko rowniez ludzi charakteryzujacych sie owym.swoje zycie potrafie przyprawic doza usmiechu -choc czasami warto by uronic lezke.
                                                bywalo dawniej ze nie moglem i nie potrafilem pokazac w swoim otoczeniu zyciowych porazek czy niepowodzen, szczegolnie w otoczeniu dzieci przyjaciol.zawsze wszystko bylo ok.uwazalem tez ze nie nalezy nikomu zawracac glowy.choc sam jak juz wspominalem czesto bylem dazony zaufaniem (tak jest rowniez obecnie) -wysluchiwalem -o ile potrafilem pomagalem.
                                                przyznac musze ze istnial pewien etap zycia nad wyraz dynamiczny -klopoty-stres -niestety papierosy serducho zbuntowalo sie -zawal w dosc mlodym wieku.
                                                z racji zawodu dosc czesto widuje ludzi w jesieni zycia sa rozni obserwuje ich zachowania reakce slucham.
                                                mysle ze mozna rozpoznac czy staruszek tudziez starsza pani godnie przezyli swoje zycie.
                                                rozmawiam z nimi-opowiadaja swoje historie -bardzo czesto panie mowia o swoch mezach dawno zmarlych sa to niezwykle opowiesci pelne ciepla tesknoty.nie moga byc nieprawdziwe to sie czuje.
                                                zastanawiam sie jaka opowiastke moze wykreowac o mnie po mojej smierci kolezanka malzonka?
                                                zapewne-zimny hedonistyczny dran.
                                                bywa ze wyobraznia i fantazja zajma czas .wowczas widze siebie jak przynosze sniadanie do lozka kobiecie zycia- jej usmiech kiedy nie zgadza sie z moim zdaniem (usmiech a nie smiech)
                                                kominek ksiazki,cisza i to co nie potrafie nazwac a jedynie porownac z rajem .
                                                zaczynam byc nazbyt sentymentalny.wroce wiec do kolejnej sekwencji-poczucie winy czyli grzeszny konserwatysta.sadze ze wiekszosc z nas przywoluje poznym wieczorem miniony dzien.jaki byl co dobrego zrobilem za co powinienem sie czerwienici co zrobic w dniu nastepnym aby nie powtorzyc bledu czy nie urazic lub skrzywdzic kogokolwiek.to nazywam zartobliwie grzesznym konserwtyzmem.
                                                normalna zecza jest szacunek do kazdego czlowieka -adwersarza -oponenta.tu mam jednak pewne watpliwosci zwiazane z roznicami kulturowymi swiata chrzescijanskiego oraz muzulmanskiego.ale to nie ma nic do zeczy z tematem brak seksu w malzenstwie.
                                                jestem dostatecznie dojzaly tak sadze i nie boje sie opini o sobie wydawanych przez bliskich,znajomych czy przyjaciol.
                                                zbliza sie kolejny dzien
                                                pozdrawiam serdecznie
                                                • jesod Re: Sprawy płyną z przeszłości 23.09.10, 23:57
                                                  romank55 napisał:
                                                  > spiesze wyjasnic -absolutnie nie mam problemu z jakakolwiek ocena o tym co o mnie
                                                  > piszesz.w koncu to ja sam godze sie na ocene- oceny charakteru czy postepowania.

                                                  Tylko, że ja usiłuję się wytłumaczyć, iż nie miałam zamiaru Ciebie oceniać – bo chyba nie o to chodzi w tej rozmowie.
                                                  Na podstawie danych, które podałeś usiłowaliśmy (chyba obydwoje?) w jakiś sposób zanalizować sytuację , w której się obecnie znajdujesz i to jak się teraz w swoim życiu czujesz. Ja też nie chciałabym, abyś – to, co napiszę – odbierał w kategoriach oceniania Ciebie.
                                                  Na podstawie Twoich informacji usiłuję wyciągnąć jakieś wnioski i rozmawiać z Tobą o tym, a myślę, że do najlepszych dojdziesz Ty sam, bo Ty będziesz wiedział co dla Ciebie jest dobre i czego tak naprawdę chcesz. Czasem właśnie taki jest efekt rozmowy.

                                                  romank55 napisał:
                                                  > moge tez smialo stwierdzic ze mam duze poczucie humoru -cenie humor niezwykle wysoko > rowniez ludzi charakteryzujacych sie owym.swoje zycie potrafie przyprawic doza usmiechu -> choc czasami warto by uronic lezke.

                                                  To bardzo dużo umieć zachować uśmiech na twarzy, gdy coś człowieka uwiera. Jednak uśmiechem czy też śmiechem nie da się niekiedy oszukać samego siebie. Człowiek zostaje sam i czasem miewa gorsze nastroje, wtedy wszystko, co siedzi gdzieś głęboko schowane – dopada go, jak zmora i wylewają się żale – wszystko wraca, jak bumerang i uderza ze zdwojona siłą.

                                                  romank55 napisał:
                                                  > bywalo dawniej ze nie moglem i nie potrafilem pokazac w swoim otoczeniu zyciowych
                                                  > porazek czy niepowodzen, szczegolnie w otoczeniu dzieci przyjaciol.zawsze wszystko bylo
                                                  > ok.uwazalem tez ze nie nalezy nikomu zawracac glowy.choc sam jak juz wspominalem czesto > bylem dazony zaufaniem (tak jest rowniez obecnie) -wysluchiwalem -o ile potrafilem
                                                  > pomagalem.

                                                  Najprawdopodobniej zostałeś tak wychowany, że nie wypada się skarżyć oraz narzekać, że trzeba sobie radzić samemu i to zawsze z sukcesem. Czy to nie było tak, że to co się nie powiodło – nie miało prawa zaistnieć, było nie do zaakceptowania? O tym, się głośno nie mówiło, bo świadczyło o słabości, bylejakości.
                                                  Piszesz, że uważałeś, że nie należy nikomu zawracać głowy…. Hmmm, ja zostałam właśnie tak wychowana i uważam dzisiaj, że to był ogromny błąd. Byłam najlepsza, jeśli spełniałam czyjeś oczekiwania i wtedy, kiedy nikomu nie przeszkadzałam. To był zły kierunek…..
                                                  To prowadzi przede wszystkim, do tego, że nabierasz przekonania, że Twoje sprawy są mniej ważne od innych i to właśnie na tych innych należy zawsze skupiać uwagę i o nich dbać. A to nie jest prawda, bo jest coś takiego, jak pozytywny egoizm – który powala ocalić siebie, a jednocześnie nie krzywdzić innych.

                                                  romank55 napisał:
                                                  > z racji zawodu dosc czesto widuje ludzi w jesieni zycia sa rozni obserwuje ich zachowania
                                                  > reakce slucham.
                                                  > mysle ze mozna rozpoznac czy staruszek tudziez starsza pani godnie przezyli swoje zycie.
                                                  > rozmawiam z nimi-opowiadaja swoje historie -bardzo czesto panie mowia o swoch mezach
                                                  > dawno zmarlych sa to niezwykle opowiesci pelne ciepla tesknoty.nie moga byc nieprawdziwe > to sie czuje.

                                                  Wiesz, z upływem czasu po ludziach zazwyczaj pozostają w pamięci te najlepsze wspomnienia. Drobne grzeszki, gdzieś się ulatniają, rozwiewają się jak mgła….. Tak jest wtedy, gdy życie toczyło się w miarę normalnie, a ludzi łączyły uczucia.
                                                  Znam z opowiadań rodzinnych parę starszych ludzi – on już nie żyje. Chorował na raka, oceniając swoje szanse – zrezygnował z leczenia (taki był jego wybór) – stwierdził, że nie chce przechodzić piekła leczenia i naszej służby zdrowia. Postanowił pozostać w domu i spędzić ten ostatni czas tylko ze swoją żoną….. Pewnego dnia poczuł się słabiej wyszedł do łazienki, wrócił przytulił się do żony i w jej ramionach odszedł. Byli właśnie taką bardzo kochającą i szanującą się parą.

                                                  romank55 napisał:
                                                  > zastanawiam sie jaka opowiastke moze wykreowac o mnie po mojej smierci kolezanka
                                                  > malzonka?
                                                  > zapewne-zimny hedonistyczny dran.

                                                  Ooo!!! Ile tutaj ironii i goryczy….
                                                  Piszesz, że nic nie czujesz do swojej żony, więc jakie ma to dla Ciebie znaczenie???? Po co się nad tym zastanawiasz, w przypływie tak niedobrych myśli?
                                                  Czy to nie jest tak, że jednak to jej ciągle pragniesz i potrzebujesz jej uczucia, właśnie jej, a nie żadnej innej kobiety, bo to na niej zależało Tobie przez całe życie. Chociaż ona nie była dla Ciebie taka, jakiej jej potrzebowałeś i chciałeś...

                                                  romank55 napisał:
                                                  > bywa ze wyobraznia i fantazja zajma czas .wowczas widze siebie jak przynosze sniadanie do > lozka kobiecie zycia- jej usmiech kiedy nie zgadza sie z moim zdaniem (usmiech a nie smiech)

                                                  Wiesz, wyobraźnia i fantazja, ma swoje źródło w nadziei. A nadzieja wypływa z pragnienia. Zresztą większość ludzi, tak samo mężczyzn i kobiet, ma takie marzenia – chcą się czuć potrzebni, kochani, akceptowani, najważniejsi dla tej, na której im zależy….
                                                  Nie uważam, że mężczyźni są niewrażliwi na uczucia – może czasem usiłują to ukryć, bo tak ich wychowano – „chłopaki nie płaczą”. A tak naprawdę, po prostu się otwarcie się do tego nie przyznają, bo przecież nie wypada – facet z założenia ma być twardy i niezmordowany w łóżku.
                                                  Nie rozumiem też, jak kobieta – życiowa partnerka może śmiać się (w sensie wyśmiewania) ze swojego mężczyzny - zakładając, że jest on dobrym, uczciwym wobec niej (i nie tylko) człowiekiem, a do drania mu bardzo daleko. To blokuje, obniża poczucie wartości....
                                                  Kobieta zawsze trochę buduje mężczyznę (i odwrotnie!), ale szydząc i wyśmiewając krzywdzi. Facetowi nie zawsze wszystko w życiu musi się udawać, ale trzeba to zrozumieć, jeśli zależy nam na tej drugiej osobie – bo jeśli ludzie chcą być ze sobą - przetrwają wiele niepowodzeń i warunki materialne, nie odgrywają tutaj tej najważniejszej, bardzo istotnej roli. Nie twierdzę, że nie mają znaczenia – bo to nie jest prawda, ale żeby razem przejść przez trudne chwile - trzeba być dla siebie najważniejszymi i nic innego się nie liczy. To dotyka nielicznych, ale mimo wszystko szczęśliwych.

                                                  romank55 napisał:
                                                  > zaczynam byc nazbyt sentymentalny.wroce wiec do kolejnej sekwencji-poczucie winy czyli
                                                  > grzeszny konserwatysta.sadze ze wiekszosc z nas przywoluje poznym wieczorem miniony
                                                  > dzien.jaki byl co dobrego zrobilem za co powinienem sie czerwienici co zrobic w dniu
                                                  > nastepnym aby nie powtorzyc bledu czy nie urazic lub skrzywdzic kogokolwiek.to nazywam
                                                  > zartobliwie grzesznym konserwtyzmem.

                                                  To przecież nic złego być sentymentalnym. :) Z upływem lat inaczej patrzy się na życie i zaczyna dostrzegać jego wartość samą w sobie.
                                                  Co do grzesznego konserwatysty i rachunków sumienia przed snem…. Nie wypełniam takiego obowiązku i nie chcę tego robić, bo to oznacza ciągłą czujność.
                                                  Jeśli dzień był zły, to i tak jego wspomnienie nie pozwoli mi zasnąć i będzie wracać, a jeśli dzień był dobry - pozwoli smacznie zasnąć. Poza tym, nie chcę zajmować się dniem, który minął i staram się nie myśleć o dniu jutrzejszym – dopiero to pozwala się odprężyć. Cały dzień mam na to, aby znaleźć czas na myślenie i przemyślenie, jak postępuję i poddawać to ocenie. Noc ma być oderwaniem się od rzeczywistości – dzisiaj już nie ma , a jutro jeszcze nie istnieje – to swego rodzaju wyspa.

                                                  Nie wiem, jak to się dzieje, ale prowokujesz mnie do dłuuugich odpowiedzi..... :)
                                                  Właśnie wyświetliła mi się informacja, że wyczerpałam już limit znaków na post, więc resztę dokończę jutro.

                                                  Pozdrawiam serdecznie.
                                                  Dobranoc.
                                                • jesod Ciąg dalszy z dn. 23.09.10 godz.23:57 24.09.10, 18:58
                                                  romank55 napisał:
                                                  > normalna zecza jest szacunek do kazdego czlowieka -adwersarza -oponenta.tu mam jednak > pewne watpliwosci zwiazane z roznicami kulturowymi swiata chrzescijanskiego oraz
                                                  > muzulmanskiego.ale to nie ma nic do zeczy z tematem brak seksu w malzenstwie.

                                                  Wzajemny szacunek w wielu rodzajach relacji to raczej podstawa. Nie zastanawiam się nad różnicami kulturowymi świata chrześcijańskiego i muzułmańskiego – być może zbyt mało o nich wiem. Ogólnie rzecz ujmując, nieważne jaka religia czy wyznanie, byleby pozwoliła ona zachować Człowieka w człowieku – wiele dróg prowadzi do Rzymu.

                                                  No tak, my tu sobie gadu, gadu…. I jakby trochę nietematycznie, jeśli chodzi o samo forum. :-)
                                                  Zrobiło się nieco prywatnie w tej wymianie zdań i...... nikt nam nie przeszkadza. :)
                                                  Wracając tematycznie do sprawy - nie wyjaśniłeś, co było powodem wychłodzenia w Waszej sypialni, jedynie wspomniałeś o separacji z żoną, po tym jak dowiedziała się o zdradzie z Twojej strony.
                                                  Jej reakcja wydaje się w jakichś sposób zrozumiała – poczuła się przez Ciebie upokorzona…. Ale wszystko ma swoje drugie dno, a Ty podałeś informację, że zostałeś już wcześniej przez żonę, jako mężczyzna odrzucony.
                                                  Czy jesteś w stanie i czy możesz o tym napisać? Powód przecież jakiś musiał być, nic nie dzieje się bez przyczyny w relacjach partnerskich.

                                                  romank55 napisał:
                                                  > jestem dostatecznie dojzaly tak sadze i nie boje sie opini o sobie wydawanych przez
                                                  > bliskich,znajomych czy przyjaciol.

                                                  Wielu z nas ma przekonanie o swojej dojrzałości, ale też zależy, co dokładnie przez nią rozumiemy….. Czasem nabiera ona mocy z upływem czasu i bagażem doświadczeń, a czasem....... To tylko teoria.
                                                  Jak to jest naprawdę z tą dojrzałością?
                                                  Bo przecież różnie można na nią patrzeć...... Zależnie, jakie kryterium przyjmiemy – jaki będzie odnośnik tej oceny. W seksie też ma swoje znaczenie.
                                                  Co do opinii.... Myślę, że nie należy obawiać się żadnych, jeśli tylko człowiek żyje w zgodzie ze sobą, wie - jaki jest naprawdę i nikogo nie krzywdzi.

                                                  Pozdrawiam. :)
                                                  • romank55 Mila Jesod 24.09.10, 22:14
                                                    wyslalem do Ciebie na prywatna poczte wiadomosc.
                                                    na kilka dni zamilkne.
                                                    przepraszam raz jeszcze uklony
                                                  • romank55 Re: Ciąg dalszy z dn. 23.09.10 godz.23:57 27.09.10, 17:31
                                                    witam serdecznie
                                                    slow pare usprawiedliwiedliwienia i wyjasnienia zarazem.pod nikiem Jesod pisze iz mozna wyslac wiadomosc sadze ze to prywatna poczta.komputer nie jest i nigdy nie byl moja mocna strona,ciagle odkrywam jego mozliwosci.
                                                    w ostatnich miesiacach zdazylo sie kilka niepokojacych wahan mojej pompy.po badaniu u kardiologa natychmiast koronografia i zostalem bogatrzy o stend.
                                                    wyjasnie ze zabieg taki robi sie rowniez ambulatoryjnie w przypadku balonowania i zalozenia stedu zaledwie dzien pobytu w klinice kardiologicznej-kilka dni wolnych od pracy i powrot do zeczywistosci. zeczywistosci juz innej.pozostaje swiadomosc ze za kilka miesiecy kolejna kateda i co dalel?dostalem kolejne ostrzezenie.mniej stresu -mniej wysilku w pracy -wreszczie dieta tym razem bezkompromisowa.zdazenia owe uswiadomily mi kolejny raz ze naleze do grupy ludzi o wysokim ryzyku zawalu.przebyty zawal w przeszlosci w miedzy czasie kilka incydentow z serduchem to nie przypadek.
                                                    jednym slowem musze sie za siebie ostro wzac mam przeciez cudowne wnuki.
                                                    Jesod -onegdaj bywalem w swiecie muzulmanskim w sumie kilka lat mam jasny obraz owej religi a raczej polityki i ekonomi zarazem.
                                                    istnieje tam nadal dotkryna Kary Mustafy- stworzenia z e Stolicy Piotrowej stajni. czego sami muzulmanie nie zaprzeczaja.
                                                    okazalo sie ze mamy jeszcze jednego obserwatora naszych" zmagan"a tak na prawde to Ty uswiadomilas mi i paru osoba ze o takich problemach nalezy mowic i szukac rozwiazan.
                                                    co do wczesniejszych relacji z zona -to raczej byla ciagla wojna o wszystko.wspominalem juz z grubsza-bylem ciagle porownywany do mezow znajomych mojej zony oczywiscie jako ten negatywny bohater.okazalo sie pozniej ze jeden z owych damskich herosow tlukl swoja zone inny zas znalazl sobie inna pania .to niczego nie zmienialo.zona musiala miec zawsze racje.
                                                    roznila nas i nadal rozni literatura poczucie humoru sposob spedzania czasu.teraz jedynie wnuki sa wspolnym mianownikiem i zwiazane z tym wyjazdy na urlopy .
                                                    wspomne tez o wychowaniu z dziecinstwa -mialem 12 lat kiedy zmarl ojciec .nastaly dosc trudne czasy mama miala dosc ciezko. wychowac 3 budrysow i jeszcze pracowac .wiec za "wychowanie "wzielismy sie sami.sami staralismy sie w miare przyzadzac posilki -gotowac pozniej, dbac o dom -tak jak potrafilismy najlepiej.w szkole bywalo roznie ale nie najgorzej.
                                                    trudno wiec w takiej atmosferze o intelektualna edukacje.ksiazki klasyczna literatura te chlonelismy chetnie. radio zas wieczorami zajmowalo nas calkowicie .dawniej to bylo radio.
                                                    -byly bunty -konflikty- fascynacje jedynie slusznym socjalizmem-rownie szybko niechec do utopijnego ustruju.w takiej to atmosferze postrzegalem swiat szukalem w nim swojego miejsca dojzewalem na swoj sposob.
                                                    zazdroscilem innym pelnej rodziny. kiedy inni z ojcami kopali pilke lub cokolwiek robili razem
                                                    napisalem ze dojzewalem moze inaczej- nabieralem doswiadczen zyciowych dosc przyspieszonych.
                                                    co ciekawe przyjaznie nawiazane w tamtych latach z dwoma rowiesnikami trwaja nierozlacznie ponad 45 lat choc mieszkamy w roznych krajach-spotykamy sie czesto -rownie czesto kontaktujemy sie ze soba telofonicznie.natomiast nigdy zadnemu nie wspominalem o moich problemach .czasami jeden z nich pytal -mysle ze sie domyslal.
                                                    to juz prawie autobiografia zamilkne wiec
                                                    przyznac musze Jesod ze masz dar zdobywania zaufania
                                                    pozdrawiam






                                                  • jesod Ciesze się . 28.09.10, 23:48
                                                    Witam Romanie.
                                                    Ciesze się, że z Twoim serduchem jest lepiej, dzięki temu, że poddałeś sie koniecznemu zabiegowi i..... jednocześnie podziwiam spokój, z jakim do tego podchodzisz, bo ja oszlałabym ze strachu....... Niestety, nie mam zaufania do naszej służby zdrowia, tzw. czynnik ludzki jest nieprzewidywalny.
                                                    Raczej, na codzień nie myślimy, że mamy serce, dotąd - dokąd normalnie funkcjonujemy i dokąd nie usłyszymy jego bicia we własnych uszach.
                                                    Skoro jesteś już wśród osób wysokiego ryzyka - to musisz się pilnować, nie masz wyjścia. Trzeba z tym żyć i cieszyć się tym, co się ma. Właściwie uważam, że to często choroba lub inne przykre przejścia uczą nas dystansu do życia. Jednak i ów dystans nie zawsze jest osiągalny. Czasem jest tak, że rozum mówi coś innego, a organizm i tak reaguje po swojemu. Stres nikomu nie służy, jeśli komuś wydaje się można z nim żyć za pan brat, to się bardzo myli i płaci odpowiedni wysoką cenę. To tylko kwestia czasu.

                                                    Co do Twoich słów usprawiedliwienia i wyjaśnienia wysłanej przez Ciebie prywatnej wiadomości.
                                                    Otrzymywałam już w ten sposób wysyłane wiadomości i nie było dotychczas żadnego problemu, docierały pod mój podany na koncie adres. Ale i komputer płata czasem figle.... :) Myślę, że z komputerem radzisz sobie znakomicie i w tę wymówkę uwierzyć nie mogę, no i nie uwierzę, ale.... to żaden problem.

                                                    Na dzisiaj zakończę już pisanie, bo czuję się już zmęczona. Czas i energię zabierają mi pewne sprawy, które w zasadzie w moim życiu nie powinny zaistnieć. Chyba wiesz, o czym piszę....? :)
                                                    W każdym razie kłopotom, nie ma końca, a stres jak wiemy nikomu nie pomaga. Kobiecie tym bardziej, a przecież wiesz, że zestresowana kura jajek nie znosi..... :-))))

                                                    Dzięki za komplementowanie mojego daru budzenia zaufania. :) Przyznam się nieskromnie, że wiem o nim doskonale, ale wiem również o tym, że nigdy nie mam prawa go nadużyć.
                                                    W każdym razie miło, że to napisałeś.

                                                    Pozdrawiam Ciebie i Twoje serducho.
                                                    Nie mam już dzisiaj sił na dłuższe pisanie...... Kobieta-praktyczna była pierwsza w kolejce. ;)
                                                    Dobranoc.
                                                  • romank55 Re: Ciesze się . 30.09.10, 19:14
                                                    witam serdecznie
                                                    najbardziej obawiam sie diagnozy- konieczne bay passy.pozostale zabiegi powoduja niepokoj ,mozna je zniesc tym bardziej ze kazdy to standart mialem je bodajze pieciokrotnie.z roku na rok technika w tej dziedzinie czyni kolosalne postepy.dawniej wykonywano to wylacznie w szpitalu -konieczna byla hospitalizacja bodajze trzy dni.obecnie po zabiegu bez komplikacji pacjent wraca do domu po czterech godzinach.
                                                    stres w dzisiejszych czasach to nierozlaczny towarzysz .bywa w szkole w pracy jest niestety w malzenstwie. trwa raz dlugo - wiecznie, innym razem jest jedynie przerywnikiem czasami koniecznym aby przypomiec sobie ze zyjemy na ziemi.masz racje mowiac ze za niezdrowe emocje przyjdzie nam zaplacic.
                                                    rozumiem ze Twoje obecne zycie nie wyglada tak jak sobie zyczysz.
                                                    probuje poskladac informacje jakie wyplynely z Twojego ostatniego postu i wczesniejszysz co mianowicie moze powodowac Twoje klopoty oraz ze cyt. "zestresowana kura jajek nie znosi"
                                                    bylbym dyletantem smielac sie na ocene Twoich obecnych przezyc z tak skromnych wiadomosci-moge jedynie przypuszczac .
                                                    sytuacja jest dosc przedziwna -przypomina to historie rabina ktory to swoimi cennymi radami oswietla drogi innym -nikt jednak rabinowi pomoc nie jest w stanie.
                                                    biore pod uwage rowniez i to ze Twoje zaangazowanie na forum moze sprawia Ci klopoty.
                                                    Mila Jesod raz jesze zycze ci powodzenia i dobrego nasroju

                                                    ps bylbym niezwykle kontent potrafiac Ci pomoc

                                                  • jesod Re: Ciesze się . 02.10.10, 22:44
                                                    Witaj Romanie,
                                                    nie obawiaj się przedwcześnie diagnozy, co do bay-pass’ów. Nie można żyć i być ciągle pod presją tej wizji. To właśnie ona budzi lęk i niepokoje. Stan napięcia wynika z obawy, a jeśli jest ciągły, to przecież Tobie szkodzi najbardziej.
                                                    Pozostaje starać się myśleć pozytywnie. Wytłumaczyć sobie: „co ma być, to i tak będzie”. Poddać się w sensie pogodzenia, poddania biegowi wydarzeń – niech to wszystko przepływa przez Ciebie , bo i tak nie ma w nas mocy, która powstrzymuje ustalony (?) bieg wydarzeń. Niemniej w ochronie własnego zdrowia staraj się robić wszystko, co jest możliwe – właściwy tryb życia i odżywiania, zawsze z myślą i przekonaniem, że pomagam sobie i….. na pewno będzie lepiej! W medycynie wcale nie obowiązuje wynik, że dwa dodać dwa jest cztery i………… To jest właśnie ta Nadzieja! Zdarzają się rzeczy, które nie znajdują żadnego racjonalnego wytłumaczenia.
                                                    A tak, przy okazji – zainteresuj się flawonoidami. :)

                                                    Piszesz, że stres jest nieodłącznym towarzyszem naszego życia….. Ale co to za towarzysz, który nas niszczy? Wcale nie chcemy przebywać w jego towarzystwie, a wręcz przeciwnie musimy nauczyć się dokonywać pewnych wyborów, aby ocalić siebie. Jest to między innymi umiejętność rezygnowania z tego, co tak naprawdę w naszym życiu nie ma istotnego znaczenia.
                                                    Stres w odpowiedniej dawce (można zadać pytanie: w jakiej?) jest dla nas pozytywnie mobilizujący, ale podejrzewam, że ta dawka jest cechą osobniczą – indywidualną dla każdego, a więc…… co jednego zabije, to drugiego wzmocni.

                                                    Co do mojego obecnego życia, to rzeczywiście nie wygląda ono tak, jak bym sobie życzyła. To jest cena, którą płacę za brak akceptacji draństwa i obojętności innych ludzi. Radząc Tobie unikania stresu, sama z wyboru nie potrafię tego zrobić, a więc to zakrawa na głupotę z mojej strony, bo tak naprawdę nie wiem, do czego zmierzam i jaki to ma sens. Dążenie do stanów idealnych to przecież utopia i nadzieja głupców……
                                                    „Zestresowana kura jajek nie znosi” - to ujęcie na wesoło, a faktycznie odnosi się do naszego funkcjonowania w stresie. Bo przecież to on zmienia nasze życia i nas, w stresie nie bywamy sobą, stres często nas blokuje…… Dużo by można o tym pisać.
                                                    Rozbawiłeś mnie tą historyjką o rabinie, który nie potrafi sobie pomóc..... No, może jest w tym trochę prawdy w mojej sytuacji, ale…….. Ja naprawdę nie czuję się rabinem. :) Po prostu rozmawiamy. Nie staram się udzielać na siłę rad, chociaż może to tak wygląda, czy też – jest tak odbierane.
                                                    Jednak teraz pokuszę się o tę jedyną - wartą zastanowienia: najlepszą radą jest nie słuchać cudzych rad. :-) Co, Ty o niej myślisz?

                                                    Napisałeś mi we wcześniejszym poscie o swoim dzieciństwie….. Wspominasz ze smutkiem tamten czas i tęsknotę za ojcem, którego zabrakło. Rozumiem, co czułeś i czujesz do dziś……. Fakt jego odejścia zmienił Twoje życie i nic już nie było w stanie tego odwrócić. Do dzisiaj za nim tęsknisz i odczuwasz pustkę, której nikt nie był w stanie zastąpić.
                                                    Dzięki za to, że piszesz tak otwarcie o swoim życiu, chociaż przez to, w tym wątku zrobiło się bardzo prywatnie. :) Wręcz intymnie i kameralnie…… ;)
                                                    Z sentymentem wspominasz radio z dawnych lat….. Ja też lubię radio. Lubiłam od zawsze, o wiele bardziej niż TV – daje niepowtarzalne klimaty szczególnie wieczorowo-nocną porą.

                                                    Romanie, serdeczne dzięki za deklarację chęci pomocy w moich kłopotach, która to – jak zaznaczasz – sprawiłaby Ci radość. Piszesz, jakbyś mnie już trochę znał i źródło owych kłopotów ( dezorganizujących nieco moje życie) również. ;)
                                                    Za Twoją przychylność jestem ogromnie wdzięczna.

                                                    Chętnie czytam Twoją autobiografię, a potem o niej myślę i zastanawiam się, nad tym, o czym już wiem.
                                                    Ty sam decydujesz, ile zechcesz napisać na tym publiczno/prywatnym forum….. :)
                                                    Nie jestem w stanie wyobrazić sobie sytuacji, o której wspomniałeś – wiecznej walki z żoną o wszystko. Czy tak można spędzać życie? Przecież różnice charakterów i zainteresowań nie są podstawą/warunkiem złego efektu związku, powiem nawet, że mogą się świetnie w jakiś spsoób uzupełniać.

                                                    Pozdrawiam Ciebie serdecznie i również życzę jak najlepszych nastrojów każdego dnia, bo pogoda ducha wzmacnia serce. :)
                                                    Dobranoc.




                                                  • romank55 witam serdecznie 04.10.10, 13:25
                                                    mysle ze nie wyrzuca nas z forum za rozmowe jaka sobie prowadzimy.odchodzimy czasami od tematu-sadze ze to dopuszczalne.
                                                    co do moich niedomagan z serduchem- jestem pogodzony. wzrasta niepokoj przed i w trakcie badan.wyobraznia rysuje przedziwne scenariusze.
                                                    flawonoidy o ktorych wspominasz-sa mi znane.wspomne nadto ze ostatnie badania wykazaly bardzo pozytywne dzialanie grejfruta czerwonego(spozywany dzienne obniza cholesterol o okolo 20%).
                                                    slowo towarzysz wraz ze stresem uzylem celowo. towarzyszy miewamy roznych mnie ciagle doganiaja klopoty radze sobie najlepiej jak potrafie.mowiac szczerze szkoda wyliczac.
                                                    mozna nauczyc sie minimalizowac skutki stresu w tym mysle jestem niezly.
                                                    wspominalem juz z zona obecnie obowiazuje nie pisane zawieszenie broni.zadne klutnie spokoj-slowem poprawnosc polityczna.czasami maly zgzyt,to jednak male incydenty.przypominaja jedynie ze zyje na ziemi.
                                                    oczywiscie radosc tez gosci w duszy -to wnuki o nich rowniez wspominalem

                                                    zaczynam powoli szykowac sie do nowego etapu w zyciu czyli emerytury byc moze nawet renty.obiecuje sobie spelnic kilka deklaracji zyciowych.poswiecic wiecej czasu dla siebie.
                                                    co do histori z rabinem.zeczywiscie w dzisiejszych czasach to dosc archaiczne ale dawniej tak bywalo.nawet goje kozystali z rad sprawiedliwego. Twoj nick Jesod wywodzi sie rowniez z kultury zydowskiej.tak wiec slowo rabin nie bylo przypadkiem.Rabini bywali swietnymi obserwatorami i psychologami co rowniez cechuje i Ciebie.Twoje uwagi trafiaja do serca -mysle ze czlowiek czesto sam duzo wie o sobie - oczekuje jednak potwierdzenia tego samego od kogos innego.
                                                    radio to czarodziejska skrzyneczka-zdaza sie ze przynajmiej raz w roku zaszywam sie daleko od swiata i ludzi w domku uroczym slucham jedynie przyrody.wieczorami zas radia i kominka bywa ze zal czasami zagosci- na krotko -ze sam korzystam z takich swietosci.
                                                    rano budza mnie ptaki to malo powiedziane tysiace ptactwa wszelakiego.zima pod okna podchodza sarny,dziki.kiedys probowalem zainteresowac zone tymi klimatami.wolala i nadal woli gwar miasta oraz sklepy.
                                                    bede konczyl chce dodac ze znikne na 10dni
                                                    raz jeszcze pozdrawiam
                                                    ps.dobra rada warta jest majatek.


                                                  • romank55 witam ponownie 14.10.10, 19:15
                                                    dobrze jest wrocic do swojego kacika-posiedziec w ciszy przed swoim komputerkiem.choc kilka dni spedzonych w gronie rodziny uwazam za bardzo udane.
                                                    nadto spotkanie z przyjacielem i bardzo dluga rozmowa.opowiedzialem w koncu o swoim zyciu jak to mowia mlodzi bez sciemy-nie byl zaskoczony domyslal sie jak naprawde zyje.
                                                    zna mnie bardziej anizeli sie spodziewalem.cholera dobrze jest miec Przyjeciela-to forum oraz Ty Jesod daliscie mi niezwykle duzo.postrzegam siebie inaczej choc nic nie zmienilem w swoim otoczeniu.
                                                    bawie sie wnukami ciesza mnie drobnostki -planuje swoje zycie na kilka latek w przyszlosc.
                                                    moze nie jest to pelnia ale nie mozna miec wszystkiego.mysle ze miara czlowieka jest to ile daje innym.do niedawna mylilem przyjemnosci ze szczesciem.choc przyznam ze nadal podobaja mi sie panie.zadnej rewolucji w moim skromnym zywocie nie przewiduje.
                                                    ewentualna zmiana to ryzyko stwierdzilismy to obaj z przyjacielem-mam swoje przyzwyczajenia druga strona rowniez ma takowe.ponownie kompromisy?-mysle ze juz nie.
                                                    kolejny problem to serducho-nadmiar wrazen tez nie wskazany.
                                                    nic wiec nie pozostaje jak pogodzic sie z losem i slodzic sobie codziennosc najlepiej jak potrafie.
                                                    spotykam a w przeszlosci nazbyt czesto sam doswiadczylem swinstw wszelakich od bliznich naszych.zadawalem sobie pytanie dlaczego ja? z czasem zaczalem rozumiec gzecznosc , wrazliwosc unikanie prowokacji odbierane jest jako oznaka slabosci-takiego osobnika wypada wiec zgnoic wrecz zniszczyc-zyjemy wszak w swiecie hedonizmu.zanikaja dobre maniery -szacunek do innego osobnika. obowiazuje swoisty kodeks.kodeks cwaniaka(takowych uwielbiaja wspolczesne panie)byc moze mnie rowniez mozna zarzucic wiele.nie mnie jest wydawac o sobie opinie.chce jedynie powiedziec ze doskonale Cie rozumiem Jesod.
                                                    przeczytalem historie o perypetiach z wiadomosciami wysylanymi do Ciebie moze tym razem stane sie bardziej wiarygodny wszak i ja slalem na Twoj adres kilka listow.
                                                    pozdrawiam serdecznie
                                                  • jesod Re: witam ponownie 14.10.10, 23:56

                                                    Witaj Romanie,
                                                    przepraszam za brak odpowiedzi na Twoje posty, ale ostatnio jestem zagoniona, jak bura suczka, więc jest mi nazwyczajniej trudno zdążyć za czasem i.......... ja go po prostu nie lubię doganiać. :)

                                                    romank55 napisał:
                                                    > nadto spotkanie z przyjacielem i bardzo dluga rozmowa.opowiedzialem w koncu o s
                                                    > woim zyciu jak to mowia mlodzi bez sciemy-nie byl zaskoczony domyslal sie jak n
                                                    > aprawde zyje.
                                                    > zna mnie bardziej anizeli sie spodziewalem.cholera dobrze jest miec Przyjeciela
                                                    > -to forum oraz Ty Jesod daliscie mi niezwykle duzo.

                                                    Serdeczne dzięki za miłe słowa. :)
                                                    Cieszę się z Twojego lepszego nastroju, bo daje się on wyczuć w Twoim ostatnim poscie.
                                                    Przyznaję Tobie rację, że dobrze mieć Przyjaciela, chociaż sam wiesz, że trudno Go w życiu spotkać.....
                                                    Fajnie, że odważyłeś się z nim dosyć otwarcie porozmawiać i opowiedzieć mu swój życiorys.... :)
                                                    To chyba ten pierwszy i ważny krok, kiedy człowiek chce się otworzyć i wygadać to, co mu w duszy gra.
                                                    Powiadasz, że Twój Przyjaciel domyślał się od dawna, jak żyjesz....
                                                    Pewnie masz rację, ale Ty jako niezły szachista też się tego domyślałeś, dając mu wcześniej wiele sygnałów, z których na pewno wyciągał jakieś wnioski. Także z pewnością Go, aż tak bardzo nie zaskoczyłeś....... On chyba, po prostu cierpliwie czekał, a ostateczna decyzja i tak była Twoja.

                                                    Pozdrawiam Ciebie serdecznie.
                                                    Dobranoc.

                                                  • romank55 Re: witam ponownie 17.10.10, 16:02
                                                    Mila Jesod- "zagoniona suczka"porownanie nijak do Ciebie nie pasujace choc doskanale rozumiem uciekajacy czas.jestem juz w tym wieku ze smakuje uplyw czasu i zycia.choc bywa a raczej bywalo czasami gorzkie jak piolun-za dobrami doczesnymi juz nie gonie.strawa duchowa sprawia coraz wiecej radosci-moje hobby i wspaniale wnuki.
                                                    dzisiaj miniony czas zagospodarowalbym zupelnie inaczej.znaczna czesc ludzi poczynila by podobnie.ja zle" demony" z przeszlosci przepedzilem choc nie sposob o nich zapomiec.byc samotnym wsrod ludzi to rana ktorej nie mozna zaleczyc.
                                                    wydawalo by sie ze zona powinna byc blisko-pomagac niwelowac przeszkody-klopoty-powinna?.....(praca -mobbink-choroba)slusznie zauwazamy ze to co nas nie zabije- wzmocni.
                                                    wspomiany przyjaciel byl wentylem bezpieczenstwa.wiedzial o wielu zdazeniach jednak nie obarczalem go zanadto zlymi emocjami sam borykal sie z zyciem.tak wiec wspomiana gra w szachy czyli zycie toczylem samotnie tak aby nie ucierpaly dzieci.znacznie pozniej zaczalem cenic towarzystwo pan moze tylko dla tego aby nie zwariowac i poczuc sie mezczyzna.
                                                    dzisiaj moja pozycja spoleczna jest ugruntowana-patrze prosto w oczy kazdemu -bylym "oprawcom"z usmiechem Jesod to sa dopiero szachy!.choc cene zaplacilem bardzo wysoka.
                                                    dzisiaj postapilbym inaczej.
                                                    zycie to nie koncert zyczen.
                                                    pozdrawiam Cie serdecznie
                                                    ps.czasami warto zwolnic-obejzec sie za siebie i zrobic bilans


                                                  • jesod Smaki i smaczki 17.10.10, 22:47
                                                    Witaj Romanie! :)
                                                    Widzę, że moje zaległości w odpowiedziach na Twoje posty rosną w zastraszającym tempie.
                                                    Nie jest to z mojej strony brak chęci, lecz jedynie zwykły, najzwyczajniejszy brak czasu, dlatego w poprzednim poscie napisałam, że czuję się jak „bura suczka” , co miało właśnie odzwierciedlać owo zagonienie z powodu braku czasu – a nie określać mnie, na co tak mile zaprotestowałeś i wniosłeś zdecydowany sprzeciw. Piszesz, jakbyś mnie już co nieco poznał…… :)

                                                    Piszesz o smakowaniu czasu, które przychodzi z wiekiem…. Czy uważasz, że dopiero wtedy, kiedy mamy coś za sobą możemy odkryć ten najwłaściwszy smak? Wspomnienia ulegają w naszej pamięci pewnej weryfikacji i w zależności od tych pierwszych uczuć i emocji, tzn. od tego, jak dane zdarzenie/sytuację przeżywaliśmy zostaje w nas to, co było najważniejsze w tym odbiorze.
                                                    Nawet jeśli potem potrafimy odnieść się krytycznie, ocenić i wyciągnąć wnioski – to nas i naszą pamięć kształtują przeżywane uczucia. Wtedy, gdy było Tobie gorzko jak piołun, to właśnie uczucia pozostawiły w Tobie tę pamięć na lata i smak goryczy jest ciągle ten sam, choć już tylko jest wspomnieniem.
                                                    Jesteś pewny, że naprawdę przepędziłeś „złe demony” z przeszłości? Wiesz, one są przebiegłe i podstępne. Wracają w złych chwilach, wtedy - kiedy dopada nas zwątpienie i chandra… Zawsze wtedy czekają, by wyjść z ukrycia… Przeszłość wraca pamięcią i pytaniami bez odpowiedzi. Potrafi sprawiać ból.

                                                    Przyznaję Ci rację, że żona powinna być blisko i pomagać, niwelować przeszkody- kłopoty, ale też nie bardzo wiem, co dokładnie przez to rozumiesz i czego oczekiwałeś?
                                                    Może ona oczekiwała od Ciebie tego samego i Wasze oczekiwania rozmijały się we wzajemnych pretensjach i żalu?
                                                    Zawsze twierdziłam, że żoną i mężem jest się psychicznie, tego żaden papier i prawny układ nie jest w stanie zagwarantować, mam na myśli jakość związku. Formalności i wymogi narzucone przez społeczeństwo, kulturę, religię tak naprawdę niewiele znaczą wobec Siły, która łączy ludzi właśnie w taki sposób, że o sobie myślą, o siebie dbają i bez siebie być nie mogą. Tylko tacy przetrwają ze sobą wiele….

                                                    O powiedzeniu „co nas nie zabije to nas wzmocni” myślę z pewnym dystansem.
                                                    Ono ma sobie prawdę i przewrotność pocieszenia z nadzieją. Aby się spełniło trzeba uporać się najpierw samemu ze sobą, dopiero wtedy działa . Wszystko zależy od człowieka, a każdy jest inny…. Czasem to, co nas nie zabije wcale nas nie wzmocni, a jedynie stanie się udręką na dalszy czas, dotąd - dokąd sami w sobie tego czegoś nie przepracujemy.
                                                    A swoja drogą, coraz bardziej zaciekawiasz mnie swoją życiową grą w szachy, z czego wnioskuję, że walczyłeś dzielnie i zwycięsko - masz dzisiaj poczucie satysfakcji. A jednak...... Piszesz również, że dzisiaj postąpiłbyś inaczej…… Hmmm….. Wspominasz wysoką cenę tej gry, a więc nie każdy szach-mat był jej wart, tylko to wie się dopiero po czasie. To chyba są właśnie nasze lekcje do nauczenia.

                                                    Piszesz, że życie toczyłeś samotnie ze względu na dzieci – rozumiem i wiem, że każdy dokonuje własnych wyborów, oceniając sam sytuację, w której się znajduje. Jednak dokonując słusznego według siebie i dla rodziny wyboru miałeś przez długi czas poczucie krzywdy, która dotknęła Ciebie mocno jako człowieka, mężczyznę i męża.
                                                    Trudno jest żyć w układzie, którego się nie akceptuje. Uraz i żal masz do dzisiaj, tylko teraz nauczyłeś się z tym spokojniej żyć trochę na zasadzie przystosowania do sytuacji, ale już bez buntu i bardziej w ochronie samego siebie i własnego zdrowia.
                                                    To, że zainteresowanie innym paniami przyszło później, aby nie zwariować i poczuć się mężczyzną też wydaje się normalną reakcją wobec braku porozumienia z żoną i chłodu w sypialni. Trudno wypowiadać się w tej kwestii, chociażby dlatego, że łóżku nie prowadzi się szachowych rozgrywek….. :) Wzajemne relacje partnerów, nie mogą być w tym szczególnym miejscu podobne do gry w szachy. Bo jest to miejsce magiczne, pod jednym - jedynym warunkiem, iż obydwoje chcą tego samego, a w poczuciu bycia jednością w swym uczuciu i pożądaniu mają dla siebie czułość, dobroć i zrozumienie. Widzę tutaj dużo podobieństwa do uprawiania ogrodów…..

                                                    Romanie, przyglądam się tej naszej korespondencji i przyglądam….. uświadamiając sobie, że chyba całkiem niezły blog byśmy razem napisali. :)

                                                    Pozdrawiam Ciebie serdecznie i Twoje Serducho też. Dbaj o Nie i traktuj Je dobrze.
                                                    Dobranoc.

                                                  • romank55 Re: Smaki i smaczki 20.10.10, 19:25
                                                    Jesod -zeczywiscie zdziebelko domyslam sie jaka Jestes .pytanie na ile trafnie?( myse bardzo pozytywnie)
                                                    czas ktory plynie dzisiaj teraz -jest dla mnie niezwykle wazny.dotychczasowe zycie do udanych nie zaliczam z oczywistow powodow.choc wszystkiego bym nie przekreslal.swiadomie wybralem takien zycie-z cala konsekwencja.masz racje o wybiorczych wrecz selektywnych wspomieniach.sadze ze czlowiek ma taka psychiczna konstrukcje ze pamieta dobre strony zywota,choc po zlych doznaniach pozostaja blizny.
                                                    Sypialnia malzenska.to jest to co powinno dawac obojgu bliskim radosc satysfakcje-powinno. co staje sie gdy jest inaczej?-ano trafieni tym ludzie zachowuja sie roznie.ja probowalem -mysle ze raczej szamotalem sie szukajac rozwiazania ktorego tak naprawde nie znalazlem.
                                                    satysfakcja w malzenskiej alkowie: o takich zdazeniach moge jedynie poczytac lub uslyszec od szczesliwych malzonkow.
                                                    aczkolwiek przezylem namiastke owych chwil-ale nie z zona. kiedy mysle o owych czasach budza sie wspomienia cieple- kojace.w kilku przezytych romansach trzy panie proponowaly wspolne zycie -dwie byly mezatkami.dawalo mi to pewnosc ze jestem potrzebny i potrafie dac szczescie.choc czulem sie jednoczesnie jak zlodziej-siegalem po cudze.w jednym zas przypadku partnerka byla mlodsza o 14 lat.zrozumialem dosc szybko dlaczego chce byc ze mna.potrafilismy oboje doskonale porozumiewac sie.lozko zas- to byla wyrafinowana uczta . miala rowniez dzieci no i meza dreczyciela- to tez byl powod i chyba jeden z decydujacych ze chciala byc ze mna .pragnela stabilizacji milosci .
                                                    wkraczam w obszar bardzo osobisty-wazny i cenny dla mnie. ze wzgledu na szacunek jakim dazylem i daze owe panie zamilkne.
                                                    czesto przytaczamy jakies popularne powiedzonko np."kto nie jest z nami jest przeciwko nam" itp.jest latwe w zrozumeniu i oddaje skrot myslowy.podobnie jest z przytoczonym:"co nas nie zabije to nas wzmocni".oczywiscie doslownie brac tego nie nalezy aczkolwiek ociera sie to o prawde.w moim przypadku jest to naturalna samoobrona przed wszystkim co przezylem i nie zawsze w moim odczuciu bylo to sprawiedliwe .natychmiast dodaje, sam tez nie bylem zawsze w porzadku.
                                                    dzisiaj patrze na przeszlosc bez emocji nie mozna sie zadreczac .wspominalem juz o tym.wazne jest aby nie popelniac kolejnych glupstw nie pozwalac sie prowokowac choc kilka osob z bliskiego i nie tylko otoczenia pragnelo by powrotu "starych demonow".
                                                    jestem w innej sytuacji anizeli przed kilkunasty laty.przestalem obawiac sie agresywnych i niechetnych mi ludzi (lacznie z przelozonym -)poprzednio przy tym temacie nawiazalem do solidarnosci malzenskiej w trudnych momentach kiedy oczekiwalem od zony choc odrobiny wsparcia-niestety nie doczekalem sie.
                                                    Twoja wizja malzenstwa jest bez mala idealistyczna wprost utopijna.choc zgadzam sie ze malzenstwo powinno byc solidnie budowane pielegnowana ciagle.mysle tez ze mozna czerpac pewne dobre wzorce z tradycji chrzescijanskiej oczywiscie kazdy ma prawo do wlasnej oceny wartosci.
                                                    dostalem malego prztyczka w nos-potrafie pielegnowac ogrody....
                                                    czuly i delikatny jestem rowniez coz, -jak nie ma drugiej "Polowki" w poblizu ktora chcialaby byc adorowana.odrobine sobie dworuje,mimo to chetnie spedzil bym czas w miejscu" magicznym "czyli sypialni.-marzenia tego nikt zabrac nie moze
                                                    pozdrawiam bardzo serdecznie





                                                  • jesod Re: Smaki i smaczki 23.10.10, 00:44
                                                    romank55 napisał:
                                                    > Jesod -zeczywiscie zdziebelko domyslam sie jaka Jestes .pytanie na ile trafnie?( myse bardzo > pozytywnie)

                                                    Zdążyłeś już mnie poznać?! Naprawdę? Tak szybko??? ;)
                                                    Myślisz o mnie pozytywnie (za to wielkie dzięki!), choć tylko ździebełko domyślasz się jaka jestem? A może ja jestem nieprzewidywalna???
                                                    Jedanak Twoje pozytywne myślenie miło i chętnie odbieram. :)

                                                    Doradzam Ci również, abyś od tego momentu podsumował swoje życie pozytywnie. Przeszedłeś przez wiele zdarzeń i spraw, aby nauczyć się siebie i teraz już jesteś bogatszy. Spójrz na to, co się w Twoim życiu wydarzyło inaczej - nauczyłeś się czegoś, wyciągnąłeś wnioski, wiesz już - co jest ważne i na czym Tobie naprawdę zależy. Czy to jest mało?
                                                    Im "mniej tym więcej", czy to trochę tak nie działa?
                                                    Sprawiedliwości szukają idealiści, a znajdują tylko wybrańcy Losu. Nie należy niczego przekreślać, lecz mieć świadomość, że jesteśmy wystawiani na próbę przez nieznane nam siły i konieczność dokonywania wyborów. Czy właściwych, to okaże się z czasem…. Prawdopodobnie nic nie dzieje się bez przyczyny, a wszystko co spotykasz na swojej drodze ma być Twoim doświadczeniem i ma swój sens.
                                                    Sam widzisz, z perspektywy czasu, że patrzysz na wiele spraw, często już zupełnie innym okiem. Teraz będziesz już wiedział to zawsze, a może i jeszcze dłużej…
                                                    No, ale już dosyć tego wymądrzania się z moje strony. :)
                                                    Co do sypialni małżeńskiej mam takie samo zdanie. Uważam, że jeśli tam nie dzieje się dobrze, to małżeństwo kuleje – można jeszcze udawać, ale to są pozory, bo przychodzi chłód, żal, rozgoryczenie i narasta frustracja. Zanika porozumienie. Jednak również mam przekonanie, że na samych harcach w łóżku dobrego związku nie zbudujesz – to są tylko chwilowe przyjemności (ważne) - jednak zamiast wszystkiego innego, dające ułudę więzi i gasnące z rutyny i nadchodzącej wreszcie nudy.
                                                    Takie jest moje zdanie, ale każdy może mieć inne, ponieważ nasze potrzeby też są różne. Ważne jest, aby być w zgodzie samemu ze sobą, co pozwala polubić resztę świata. Większość marzy o ekstra łóżku…. To, jakie ono będzie zależy jednak od nas i od tego, z kim to łóżko dzielimy. Satysfakcja dla każdego może być czymś zupełnie innym.

                                                    romank55 napisał:
                                                    > w kilku przezytych romansach trzy panie proponowaly wspolne zycie -dwie byly
                                                    > mezatkami.dawalo mi to pewnosc ze jestem potrzebny i potrafie dac szczescie.choc czulem
                                                    > sie jednoczesnie jak zlodziej-siegalem po cudze.w jednym zas przypadku partnerka byla
                                                    > mlodsza o 14 lat.zrozumialem dosc szybko dlaczego chce byc ze mna.potrafilismy oboje
                                                    > doskonale porozumiewac sie.lozko zas- to byla wyrafinowana uczta . miala rowniez dzieci no > i meza dreczyciela- to tez byl powod i chyba jeden z decydujacych ze chciala byc ze
                                                    > mna .pragnela stabilizacji milosci .

                                                    Dobrowolnie i ascetycznie zrezygnowałeś w swoim życiu z wyrafinowanej uczty? :)
                                                    A poza tym, zawiodłeś te panie (to nie jest złośliwość z mojej strony, a jedynie stwierdzenie faktu), bo nie podjąłeś decyzji – nie zdecydowałeś się tego zrobić, choć one jej oczekiwały mając nadzieję na Ciebie. :)
                                                    Romanse to jednak coś zupełnie innego od prozy życia pod jednym dachem. One są, zazwyczaj bywają przyjemne i ekscytujące, z dreszczykiem pozytywnych i radosnych emocji – tego czegoś nowego, co cieszy i zadowala, miło podnosi adrenalinę. Czasem dowartościowują, czasem zabijają nudę, a czasem pozwalają przetrwać i zapomnieć…..

                                                    romank55 napisał:
                                                    > Twoja wizja malzenstwa jest bez mala idealistyczna wprost utopijna.choc zgadzam sie ze
                                                    > malzenstwo powinno byc solidnie budowane pielegnowana ciagle.mysle tez ze mozna
                                                    > czerpac pewne dobre wzorce z tradycji chrzescijanskiej oczywiscie kazdy ma prawo do
                                                    > wlasnej oceny wartosci.

                                                    A jakie dokładnie wzorce masz na myśli?

                                                    Moja wizja małżeństwa, według Ciebie, jest idealistyczna? Hmmmm....... Dlaczego tak uważasz? Przede wszystkim, chciałabym poznać tę moją wizję małżeństwa – taką, jaką Ty odebrałeś.
                                                    Nigdzie nie napisałam, że małżeństwo zawsze przebiega w sposób idealny i sielankowo, że zawsze jest w nim, jak w książkowych romansach – nie, to nie to. W małżeństwie bywa różnie, są te lepsze i gorsze chwile…… Ważne jest przede wszystkim to, aby nie było źle. Najistotniejsze jest jednak samo uczucie czyli inaczej mówiąc miłość, bo to z niej płynie namiętność, zaangażowanie i budowanie intymności. Właśnie owa intymność jest czymś niepowtarzalnym dla każdej pary. To świat zamknięty dla obcych, pilnie strzeżony i należący jedynie do partnerów. Tylko oni mają do niego wstęp.
                                                    W małżeństwie najważniejsze jest to, że ludzie chcą ze sobą być i żyć. Tak najzwyczajniej i po prostu, dając sobie siebie.

                                                    romank55 napisał:
                                                    > dostalem malego prztyczka w nos-potrafie pielegnowac ogrody....

                                                    Przede wszystkim, Romanie, żadnego prztyczka w nos nie dostałeś. :)
                                                    Niestety, to nie tak….. Ja naprawdę uważam, że ludzie są jak tajemnicze ogrody, a tym samym związki partnerskie tym bardziej. A jakie te ogrody będą? To już zależy od pielęgnacji tych, do których należą.

                                                    romank55 napisał:
                                                    > czuly i delikatny jestem rowniez coz, -jak nie ma drugiej "Polowki" w poblizu ktora chcialaby > byc adorowana.odrobine sobie dworuje,mimo to chetnie spedzil bym czas w miejscu"
                                                    > magicznym "czyli sypialni.-marzenia tego nikt zabrac nie moze

                                                    No, no.... Ta część o "czułości i delikatności" zabrzmiała prawie, jak oferta. :)
                                                    To ja sobie też podworuję (jeśli pozwolisz?) i zapytam, czy każda druga „Połówka” która chciałaby być adorowana, budzi Twoją czułość i delikatność? :)
                                                    A gdyby tak było, to objaw jest jednak bardzo niepokojący, dla Ciebie samego…….. :)
                                                    A tak bardziej poważnie - czułość i delikatność jest ważną cechą charakteru mężczyzny – nigdy nie oceniałam jej w kategorii słabości. Uważam, że to zdecydowana zaleta prawdziwego mężczyzny, która wpływa na pozytywną jakość związku. Jednocześnie wiem, że taki mężczyzna sam oczekuje czułości i delikatności, bo bez niej również się w życiu nie odnajduje.

                                                    A tak poza tym - marzenia są piękną sprawą! Bez nich nie rodzi się przyszłość. Nie uważasz jednak, że marzenia też powinny być pod kontrolą, ponieważ wyidealizowany świat marzeń odbija się czasem w rzeczywistości, jak w krzywym zwierciadle i powoduje wielkie rozczarowanie?

                                                    Pozdrawiam bardzo serdecznie.
                                                    Dobranoc.


                                                  • romank55 Re: Smaki i smaczki 25.10.10, 21:48
                                                    witam




                                                    > Zdążyłeś już mnie poznać?! Naprawdę? Tak szybko??? ;)
                                                    > Myślisz o mnie pozytywnie (za to wielkie dzięki!), choć tylko ździebełko domyśl
                                                    > asz się jaka jestem? A może ja jestem nieprzewidywalna???
                                                    > Jedanak Twoje pozytywne myślenie miło i chętnie odbieram.

                                                    > ostatnio miewam wyjatkowo dobry nastroj-moze to z tego powodu osmielilelm sie na nazbyt odwazne oceny.
                                                    Jesod- kobiety bywaja nieprzewidalne Ty do takowych nie nalezysz.to sie czuje trudno tez tlumaczyc dlaczego.po prostu tak jest.wszelkie tlumaczenie spowoduje ze sie pogubie.

                                                    dzisiaj probowalem wyslac trzy posty pierwszy skasowalem kolejne jakos nie potrafilem wyslac.
                                                    zauwazylem ze aby kontynuowac temat zaczynam dzielic sie bardzo osobistymi watkami z mojego zycia i nie tylko mojego.zadaje sobie pytanie czy tak mozna?
                                                    coz moze to bedzie jakikolwiek drogowskaz dla innych bedacych na poczatku podobnej gehenny.umiec wybrac to co najwazniejsze w zyciu -pytanie czy wybor wybory dadza szczescie dwojgu ludziom. jednoczesnie czy to zdazenie nie pograzy kilku innych ludzi w tym dzieci.mialem takie dylematy.nie bede ich opisywal .
                                                    inne milosci zakoczyly sie podrecznikowo-tak jak piszesz Jesod zaniedbane ogrody-dziczeja.
                                                    wstydze sie do dnia dzisiejszego za krzywde ktora wyzadzilem jednej pani.tego tym bardziej opisywac nie bede.
                                                    mam mizerne doswiadczenie z malzenskiej alkowy czy malzenskiego zycia tego codziennego.
                                                    bylo dla mnie wazne dawniej zazegnac wojne partyzancka w towarzystwie toczona przez zone.dobry humor tejze byl swietem.dzisiaj potrafie neutralizowac podobne proby nie tylko w malzenstwie. juz dosc dawno malzonka zdaje sobie sprawe ze nie jestem ofiara -moge byc mysliwym ona to czuje.pisze moge byc to mi wystarcza nie chce odwetu.

                                                    wspomiany dobry nastroj spowodowal ze napisalem o sobie to czego nie powinienem:a to ze jestem czuly delikatny itd.dadam ze byly to opinie pan z ktorymi bylem w krocej lub dluzej.
                                                    nie jestem Stefkiem Burczymucha i troche sie za owo stwierdzenie rumienie.
                                                    oczywiscie nie kazda napotkana pani staje sie wybranka serca -jest ciekawosc fascynacja i na tym sie konczy .innym razem to dluga droga i nagle zaskakujace wydarzenia okazuje sie ze traci sie poczucie zeczywistosci serce dudni w jej obecnosci ona rowniez jest ciekawa ciebie co mowisz jak spedzasz czas.wyobraznia szaleje coraz czesciej niby przypadkiem jestesmy w poblizu siebie.istna dziecinnada ale piekna .jak to sie zaczyna albo konczy wiekszosc z nas wie.

                                                    bede konczyl Jesod mialem dzisiaj istny maraton mysle ze tym razem wysle post.
                                                    kiedys proponowalem Ci prywatna korespondecje nadal podtrzymuje moja prosbe
                                                    mysle ze troche zaczynam nudzic w kazdym razie nie chce zasluzyc na to miano.
                                                    pozdrawiam niezwykle serdecznie
                                                    wymiana mysli z Toba to istna uczta

















































                                                  • jesod Re: Smaki i smaczki 27.10.10, 19:52
                                                    Witaj Romanie.
                                                    Wiem, że raczej trudno pisać o swoich osobistych sprawach na forum. Co innego rozważać pewne sprawy ogólnie, a co innego jeśli chodzi o nasze osobiste i życiowe tajemnice. Rozumiem, że można mieć opory, bo każdy ma swój „intymny mały świat”.
                                                    Dzielić się bardzo osobistymi wątkami publicznie - owszem można – jeśli przynosi to oczekiwane korzyści dla osoby nimi się dzielącej, ale tutaj decyzja należy zawsze do osoby odkrywającej swoje tajemnice.
                                                    To ona musi zadać sobie pytanie, czy tego właśnie chce – podzielić się informacjami o sobie, beż żadnych oporów i z całym światem.

                                                    Piszesz, że czasem warto, aby innych uchronić przed gehenną mężczyzny, odrzuconego i niezrozumianego przez żonę, który przez to cierpi. Ja myślę, że nikogo przed tym nie uchronisz…. Ci, którzy będą chcieli się zastanowić nad sytuacją – zrobią to.
                                                    Jednak samo zastanowienie nad nią czasem biegu spraw nie zmieni – bo przecież tak było u Ciebie. Nie podjąłeś decyzji, która mogłaby zmienić Twoje życie, ponieważ decyzja nie była wcale łatwa i prosta w realizacji. Moim zdaniem wszystkie rady należy przyjmować z pewnym dystansem, ponieważ każda sytuacja jest specyficzna, w jakiś sposób niepowtarzalna i baaaaardzo indywidualna – uwarunkowana wieloma czynnikami.
                                                    Masz żal i złość do swojej żony – masz swoje racje, ale tak naprawdę nie znamy opinii Twojej żony o Waszym związku, właściwie nie zdradziłeś tajemnicy dlaczego zostałeś wyeksmitowany z sypialni (rozumiem, że masz pełne prawo jej nie ujawniać – bo to jest naprawdę bardzo osobiste).
                                                    Z tego, co piszesz żona nie traktowała Ciebie dobrze, podrywała Twój autorytet w obecności dzieci, dyskredytowała w obecności znajomych i właściwie nie wiadomo, czy robiła to z jakiegoś konkretnego powodu (miała jakiś uraz?), czy też po prostu z natury taka była, zawsze miała zły humor i toczyła z Tobą walkę. Coś na kształt rywalizacji, walki o swoje terytorium lub….. dominacji na danym terytorium. Taka wieczna wojna męsko- damska z podtekstem feministycznym lub samco-macho’wym itd. Wiesz, te bzdury o samcach alfa, rozpylaniu plemników, kobietach niezależnych i mężczyznach nie do zdarcia…...
                                                    W każdym razie, od otwartej wojny ze swoją żoną, przeszedłeś do form walki podjazdowej, o wiele bardziej skuteczniejszej i przez to dającej oczekiwane wyniki. Ale trzeba zauważyć, że po przejściu do partyzantki już byłeś ekspertem w sprawie – bo wtedy już wiedziałeś, jak się z nią obchodzić, aby ocalić siebie i panować nad sytuacją, jednocześnie zachowując spokój. Zadra po niespełnionych marzeniach i nadziejach została jednak w Tobie na zawsze. Dzisiaj patrzysz na nią z pobłażliwym uśmiechem, złapałeś już dystans, ale masz mocne przekonanie swoich racji i tego, że to właśnie Tobie uczyniono krzywdę. Akceptujesz jednak swoje życie i po tylu przejściach chyba (?) już wiesz, jak się nim cieszyć i jaką ma dla Ciebie wartość.

                                                    Jeśli chodzi o kwestię „czuły i delikatny” nie musisz się wcale za nią czerwienić. Myślę, że panie, z którymi byłeś doceniły tę cechę Twojego charakteru i właśnie fakt, że Ciebie w tej swojej opinii utwierdziły, spowodował większe poczucie własnej wartości i przekonanie, że nie zasługujesz na złe traktowanie.
                                                    Wiem również, że nie jesteś Stefkiem Burczymuchą i nie przejmuj się tym, co napisałam żartem o „czułości i delikatności”, nieco się z Tobą drocząc. Ja po prostu też lubię sobie trochę pożartować i nie staram się wszystkiego traktować, aż tak poważnie – przecież (u)śmiech to zdrowie, a muzyka łagodzi obyczaje. Życie dosyć dostarcza nam różnych barier i przeszkód do pokonania oraz wystarczająco zaskakuje niespodziankami, by wszystko brać aż tak bardzo serio, ciągle walczyć i zdobywać.

                                                    Zdaję sobie sprawę, że nie każda pani staje się Twoją wybranką serca, różnie to przecież bywa….. Tak jak różni są ludzie, tak różne są kobiety, ale…. na to swoje Serducho musisz uważać, aby jednak nie zaszalało pod wpływem wyobraźni nadmiernie. Piszesz, że to „dziecinada, ale piękna”, a więc lubisz być cały w skowronkach… ! :) A ci, co nie potrafią odnaleźć w sobie dziecka, są raczej mało szczęśliwi.

                                                    Nie przypominam sobie, abyś mi wcześniej proponował prywatną korespondencję. Nadmieniłeś jedynie, że usiłowałeś do mnie wysłać prywatną wiadomość. Niestety, jak wiesz, były z tym pewne problemy, nie wiem sama już jakiej natury, ale….. były. Poza tym, byłam, jak dotąd, mocno przekonana, że posiadasz już mój adres mailowy……. :) Jeśli nie, nie widzę problemu, aby go udostępnić.

                                                    Dobrze, że masz ostatnio dobry nastrój, co daje się zauważyć po klimacie Twoich postów.

                                                    Pozdrawiam serdecznie i dziękuje za miłe słowa. :)
                                                  • romank55 Re: Smaki i smaczki 29.10.10, 01:15
                                                    witam serdecznie
                                                    kolega ktory zna moj obecny status-powiada tobie to dobrze,mozesz robic co chcesz,umawiac sie z kim chcesz jednym slowem istny raj.
                                                    tylko ze moj znajomy wraz z innymi nie zapraszaja mnie juz do swoich domow. panowie maja obawy - czym to tlumaczyc ?ano brakiem zaufania do swoich zon i do mnie co moge zrozumiec aczkolwiek obawy sa i byly bezpodstawne.tak bywa w wiekszosci podobnych histori.czy ja z kolei mialem zaufanie do zony?-odpowiem tak.choc pozniej uleglo to zmianie.mialem powazne powody sadzic ze moje dlugie wyjazdy za "chlebem" zona wykorzystala aby mnie zdradzic.nie drazylem tego tematu -ani ona nigdy jednoznacznie tego nie potwierdzila.
                                                    zreszta nigdy nie chciala powaznie rozmawiac o wspolnym zyciu - jego problemach wychowaniu dzieci ich przyszlosci.skwitowala trzydziesci kilka lat wspolnego zycia-zycia to duzo powiedziane slowami dawalam ci odpowiedzi werbalnie.
                                                    sadze ze zapytana o przyczyne separacji i jej powod -odpowiedzi nie bedzie

                                                    moze to ja sam stworzylem taka kobiete- zadawalem sobie to pytanie ale przeciez potrafe rozmawiac z kobietami. te czesto powierzaja mi swoje tajemnice pytaja o rady.
                                                    jezeli to miala byc wojna o terytorium jak piszesz to bardziej o piaskownice i zabawki.
                                                    pytalem siebie dosc czesto dlaczego sama nie odejszla? obawiala sie ze dzieci beda chcialy byc ze mna to jeden z powodow tak sadze.dzisiaj z dziecmi ma bardzo dobre relacje.
                                                    ciesze sie bardzo. zawsze pragnalem prawdziwej rodzinnej atmosfery.
                                                    w swieta czy uroczyste dni spotykamy sie wszyscy na obiedzie, kawie z ciachem.
                                                    napisalem prawdziwej atmosfery -to naduzycie tego slowa ,nie mniej jestem dumny ze jestesmy wszyscy razem - moge sluchac szczebiotu wnuczat, dom zyje.
                                                    pewien znajomy nestor rodu zapytany w rocznice 40 lat malzenstwa co powie o swojej malzonce wbrew oczekiwaniom gosci powiedzial ze byla zla kobieta- moze jednak z nim nadal pozostac - owa pani milczala.nawet jezeli tak bylo to nie powinien tak sie zachowac.wszak pogodzil sie z faktem ze nadal beda ze soba mieszkac.
                                                    oni i ja zaakceptowalismy swoje obecne zycie ,ja z ta roznica ze szukam dobrych jego stron.choc nie wykluczam ze moge dostac kolejnego kopniaka od kolezanki "malzonki".kobiety byly i sa nieprzewidywalne nawet zony a moze przedewszystkim zony.swoja droga co to jest separacja ? co gorszego moze jeszcze mnie spotkac?
                                                    liczylem i licze nadal tylko na siebie w razie mojego zejscia z tego lez padolu.zalatwiam sobie urocze miejsce na cmentarzu w swojej rodzinnej miejscowosci i cala organizacyjna machine,by nikomu nie czynic klopotow oraz narazac na koszta.
                                                    oczywiscie to pesymistyczna wersja -ciagle obowiazuje ta obecna z humorkiem i ciekawie spedzanym czasem-czasem ktorego nie chce marnowac na malostki i syzyfowe boje.

                                                    Jesod raz jeszcze dzieki za mila i pouczajaca rozmowe .mysle ze na forum powinienem zamilknac . chetnie zas napisze na Twoj adres mailowy





                                                  • jesod Już wysłałam 03.11.10, 13:33
                                                    romank55 napisał:
                                                    > rozmowe .mysle ze na forum powinienem zamilknac .
                                                    > chetnie zas napisze na Twoj adres mailowy

                                                    Nie miałam ostatnio zbyt wiele czasu, aby odpisać, a więc przepraszam za tę ciszę i małe opóźninie w reakcji na Twój ostatni post.
                                                    Nie wiem z jakiego powodu powinieneś zamilknąć na forum, ale..... powiedzmy, że jest to następny ruch szachisty. ;)

                                                    Adres mailowy już właśnie, przed chwilą, do Ciebie wysłałam.

                                                    Pozdrawiam serdecznie. :)

                • jesod Ważne jaki jesteś. 10.08.10, 23:04
                  romank55 napisał:
                  > z zawodu jestem ogrodnikiem odpowiadam za kilka hektarow parku .

                  Myślę, że gdybyś napisał, że jesteś kierowcą tira, też byśmy to
                  przyjęli ciepło. :)
                  • romank55 Re: Ważne jaki jesteś. 11.08.10, 00:08
                    mila Pani Jesod
                    zeczywiscie wyszlo niezrecznie z tym ogrodnikiem.byla to jedynie odpowiedz na
                    dosc oryginalne porownanie zycia i marchewki przez jednego z
                    adwersarzy.konkretnie uprawy tego szlachetnego warzywa .
                    dzieki za zainteresowanie.
                    pozdrawiam
                    • jesod Re: Ważne jaki jesteś. 16.08.10, 22:05
                      romank55 napisał:
                      > zeczywiscie wyszlo niezrecznie z tym ogrodnikiem.

                      Nie, nie wyszło niezręcznie. To nie ma żadnego znaczenia w dobie
                      klonowania....
                      Zapewniam Ciebie, że kierowcy tirów też mają ciekawe spostrzeżenia
                      na temat kobiet i związków męsko-damskich. :)
                      • romank55 Re: Ważne jaki jesteś. 18.08.10, 17:37
                        jesod napisała:

                        > romank55 napisał:
                        > > zeczywiscie wyszlo niezrecznie z tym ogrodnikiem.
                        >
                        > Nie, nie wyszło niezręcznie. To nie ma żadnego znaczenia w dobie
                        > klonowania....
                        > Zapewniam Ciebie, że kierowcy tirów też mają ciekawe spostrzeżenia
                        > na temat kobiet i związków męsko-damskich. :)
                        szybciutko wyjasniam ze chcialem byc jak najbardziej anonimowy.nawet ogrodnik to
                        wskazowka dla nazbyt dociekliwych.co dokierowcow ciezarowek jestem podobnego zdania
    • ore.ona Re: pozornie wszystkow w normie 16.08.10, 22:42
      15 lat z mężem/żoną pod jednym dachem bez bliskości, czułości,
      seksu?? To masochizm. Jak można tak żyć i nie zwariować?? Akie
      sytuacje powinno rozwiązywać się po max roku i dać sobie szansę na
      nowe lub powrót. Ten powrót jest problematyczny, ale znam pary które
      po rozejściu i oczyszczeniu ciężkiej atmosfery przepracowały problem
      i wróciły do siebie. Ale żyć tak pod jednym dachem?? Rozumiem jak
      kobieta z dziećmi nie ma gdzie pójść, czy też nie ma szansy na
      podział majątku, ale tak z lenistwa czy z pozornej wygody.. Nie
      dałabym rady.
      • romank55 Re: pozornie wszystkow w normie 18.08.10, 17:53
        jest w tym co piszesz duzo prawdy.majatek czy jego podzial w moim przypadku to
        rzecz drugorzedna.oboje bardzo dobrze zarabiamy.nie wykluczam ze stan swoj
        zmienie.pytanie kiedy i z kim? .wspominalem tez ze nauczylem sie z tym zyc moze
        ktos nazwac to masonistyczna egzystencja.wspomiane hobby oraz pomagam innym w
        przeroznych klopotach ale tez nie jestem bezgranicznym filantropem.
    • potwor_z_piccadilly Re: pozornie wszystkow w normie 17.08.10, 00:13
      romank55. Nie jestem Twoim adwersarzem.
      To co napisalem jest prawda a nie atakiem na Ciebie. Cos kiedys zaniedbales i
      dzis spijasz tego owoce. Czy da sie w Waszym zwiazku cos naprawic, watpie.
      Widzisz, kobieta czujac nadchodzace przekwitanie uaktywnia sie seksualnie (patrz
      emeve). To calkiem naturalne zjawisko. U Was, niestety nie zadzialalo. Mimo ze
      jak sadze jestescie juz po piecdziesiatce zona nie reagowala i nie reaguje. To
      zle. To znaczy ze cos za daleko poszlo. Jesli w kwestiach seksualnych cos mozesz
      wywalczyc to tylko w ramionach innej. Zastanawia mnie jednak czy Ci sie opolaca
      na stare lata komplikowac zycie sobie i swoim bliskim. Sadze ze polowica mimo
      swej awersji seksualnej (mozesz sprawdzic czy tylko do Ciebie) w przypadku Twego
      odejscia popadnie w rozpacz.
      Ty znasz realia w jakich sie znajdujesz i Ty zadecydujesz. Pamietaj tylko ze
      cechy charakteru jak, cierpliwosc, powolnosc i bezkrytyczna ukladnosc w
      relacjach kobieta - mezczyzna przeszkadzaja a nawet wszystko moga poknocic. Coz,
      wiekszosc kobiet takich mezczyzn postrzega jako pierdoly. Dlatego jesli zechcesz
      podzialac to nie moze byc to akcja w rodzaju, oczkowanie roz. To ma byc
      karczowanie. Ostre i zdecydowane dzialanie.
      • i-sztar Re: pozornie wszystkow w normie 17.08.10, 10:00
        Emeve to co napisałas bardzo mna wstrząsnęło ,to takie smutne az mi
        sie płakac chciało.Mimo,że to post romana55. romanowi współczuje
        bardzo i zastanawiam sie dlaczego to tak długo trwało? dlaczego nie
        odszedłes 15 lat temu? trzeba było zabrac walizke i uwolnic siebie
        i żonę ,ciekawe jaki byłeś? czy naprawde kochałes żonę skoro ustało
        wasze pożycie sexualne?
        • romank55 Re: pozornie wszystkow w normie 18.08.10, 18:19
          trudno mowic o milosci kiedy nie ma plomienia.byly obowiazki dzieci ich
          wychowanie.pozniej start w dorosle zycie.wspominalem wczesniej o probach jakie
          czynilem aby zwiazac sie z kims kochanym.byl czas ze myslalem ze juz znalazlem
          -niestety wszystko zepsulem
      • romank55 Re: pozornie wszystkow w normie 18.08.10, 18:13
        witam i przepraszam nie mialem nic zlego na mysli mianujac Cie moim adwersarzem.
        zeczywiscie spijam nawarzone piwo.w latach osiemdziesiatych wyjezdzalem do pracy
        na dlugie okresy czasu.bywalo ze na rok gdzies w Azji albo Afryce.liczyly sie
        pieniadze status spoleczny niestety wszystko to kosztem rodziny.to byly wspolne
        ustalenia.ostatnie dwadziesciakilka lat to pobyt calej rodziny w niemczech.nowe
        zycie wiele wyzwan-ale tez ogromna szansa dla dzieci.kiedy te ostatnie sa juz
        samodzielnie ja znajduje sobie a raczej szukam kobiety z ktora moge zyc
        dalej.znajduje wspaniala zyczliwa pania.niestety z mojej winy zwiazek ten konczy
        sie.
        prawda jest ze uleglosc meszczyzn traktowana jest przez kobiety dosc okrutnie.
        zdecydowanie zas czasami graniczace z chamstwem jest przez niektore damy mile
        widziane.ja szukam madrej kobiety wiem ze takie sa niestety najczesciej w zwiazkach
        pozdrawiam serdecznie
    • kati1973 Re: pozornie wszystkow w normie 10.09.10, 10:34
      A czego Ty pragniesz
      czy przykro Ci z powodu separacji zony?
      Czemu nie ma seksu?
      Rozmawiales o tym?
      • romank55 Re: pozornie wszystkow w normie 10.09.10, 21:27
        Kati1973
        mam marzenia na swoja miare i spelniam je jestem realista.bywa ze jest mi przykro kiedy widze czulych malzonkow w moim wieku.do mnie nikt czule nie mowi nie usmiecha sie.idzie i bez tego rowniez zyc.przelotne milostki mnie juz nie bawia-natomiast wartosciowe kobiety jakie znam sa mezatkami.rozmawialem z moja Ksantrypa mowie to zartobliwie-niestety duzo sie nie dowiedzialem oprocz tego ze jest jej bardzo przykro itd.
        pozdrawiam i dziekuje za troske- skozystam z zaproszenia
        • anital36 Re: pozornie wszystkow w normie 11.09.10, 08:25
          Współczuje Ci takiej sytułacji romank55 w małżeństwie ;(

          My ze soba jestesmy dopiero 14 lat ale ja wszystko robie zeby nasz zwiazek był udany , tak samo i moj mąż się stara .
          W każdym związku jest ważna praca i kasa ale ja uważam że na pierwszym miejscu jest sex jak tego nie ma to zwiazek sie rozpada przyznaje się że moim marzeniem jest i nawet o to się modlę żeby na starść było tak jak jest teraz czyli wielka ogromna miłośc , wsparcie , zaufanie i wiadomo ten sex nie tak czesto jak jest teraz ale chociać raz w tygodniu ;) my ze soba bardzo dużo rozmawiamy na kazdy temat może i ty powinnes porozmawiać tak otwarcie .

          Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę powodzenia ;)
          • romank55 Re: pozornie wszystkow w normie 11.09.10, 15:00
            wiele faktorow sprawia o trwalosci malzenstwa -sadze ze kazdy ma swoja recepte ktora z reguly nie odbiega od standartu.tj.milosc pozniej zaufanie lojalnosc .z drugiej strony pewien status materialny.wazne jest tkzw.nadawanie na tej samej fali a to podobne poczucie humoru i jak wspomialas wspolne rozmowy -rozmowy a nie klutnie,no i oczywiscie udany sex sol malzenstwa.
            rozmowy z zona mam juz za soba nic nie zmienily.
            rowniez pozdrawiam
    • kobieta-praktyczna Re: pozornie wszystkow w normie 25.09.10, 23:36
      Szkoda, że przenieśliście dyskusję do prywatnej korespondencji. Śledziłam ten wątek. Mam podobnie.
      • jesod Jak dotąd nie przenieśliśmy.... :) 26.09.10, 00:27
        kobieta-praktyczna napisała:
        > Szkoda, że przenieśliście dyskusję do prywatnej korespondencji.

        Jak dotąd nie ma żadnej prywatnej korespondecji. :)
        Romank55, co prawda napisał, że wysłał do mnie prywatną wiadomość, ale niestety żadna do mnie nie dotarła.
        W każdym razie poinformował, że zamilknie na parę dni...... Co będzie dalej??? Zobaczymy.... :)
        Wiesz, z Niego jest dosyć aktywny i ruchliwy Osobnik. Tu jest, a za chwilę Go już nie ma, bo pojawia się w innym zupełnie niespodziewanym miejscu.... :-)

        kobieta-praktyczna napisała:
        > Śledziłam ten wątek. Mam podobnie.

        No widzisz....... :) To samo potrafi dotykać mężczyznę i kobietę. W tym względzie nie ma żadnej reguły, ani zdecydowanego podziału.



        • kobieta-praktyczna Re: Jak dotąd nie przenieśliśmy.... :) 26.09.10, 11:28
          Tylko to ja odmawiam seksu, którego mi bardzo brakuje, z powodu niespełniania standardów życia codziennego i łóżkowego.
          • jesod Sama sobie? 26.09.10, 13:58
            kobieta-praktyczna napisała:
            > Tylko to ja odmawiam seksu, którego mi bardzo brakuje,

            Sama sobie też odmawiasz.... Sama siebie chcesz ukarać? :)

            kobieta-praktyczna napisała:
            > z powodu niespełniania standardów życia codziennego i łóżkowego.

            A dokładniej, co masz na myśli?
            • kobieta-praktyczna Re: Sama sobie? 27.09.10, 00:28
              ad 1. Odmawiam, bo jest niesatysfakcjonujący mnie. Nastąpiło oddzielenie emocji od czynności czysto fizycznej. Bez pozytywnych emocji, czułości, serdeczności nie potrafię.
              Kilka lat ostrych konfliktów (wszystko oczywiście z mojej winy), alkohol w tle. Zatracenie umiejętności porozumiewania się zabiły uczucia. Teraz takich konfliktów nie ma, ale udajemy, że to jest normalne życie i o tym nie rozmawiamy.
              ad 2. Niewyobrażalne bałaganiarstwo (naprawdę niewyobrażalne) i niechlujstwo budzące moje obrzydzenie.
              • jesod Re: Sama sobie? 28.09.10, 22:48
                kobieta-praktyczna napisała:
                > ad 1. Odmawiam, bo jest niesatysfakcjonujący mnie. Nastąpiło oddzielenie emocji
                > od czynności czysto fizycznej. Bez pozytywnych emocji, czułości, serdeczności
                > nie potrafię.

                Wydaje mi się to całkiem naturalne. Trudno cieszyć się seksem, który nie staysfakcjonuje, a tym bardziej zmuszać się do niego. W tym cały jest ambaras..... :)
                Nawet można by to było podciągnąć pod prostytuowanie się w związku, który z założenia miał być partnerski i oparty na uczuciu.
                Ale zrozumiałam, że u Ciebie - ze strony partnera - sprowadza się to do toastu: "dupsidaj"! Reszta go nie interesuje i zawraca sobie nią głowy.
                Dlatego jedni uprawiają seks, a inni kochają się ..... :) Pisząc o uprawianiu seksu mam na myśli właśnie zaspokojenie fizyczne jedynie dla własnej przyjemności z wyłączeniem uczuć, w stosunku do drugiej osoby, która w efekcie staje się przemiotem używania seksualnego.
                Chyba większość kobiet nie chce być w łóżku traktowana przedmiotowo, używana i potrzebna jedynie w tym określonym celu. Zresztą większość mężczyzn - też.
                Kobieto-praktyczna, wydaje się to niemożliwe, aby tak było od początku w Twoim związku, bo przecież nie zdecydowałabyś się świadomie na taki układ. :/
                Piszesz o alkoholu w tle..... Czy pojawił się on po tych ostrych konfliktach, czy też był ich przyczyną? A może owe ostre konflikty dotyczyły właśnie seksu?
                Nie wiem, jak można udawać, że jest normalnie i o tym nie rozmawiać. Wydaje mi się to niepojęte....... To raczej nie jest udawanie, a obojętność, która ma swoje źródło.
                Przecież ten człowiek, z którym jesteś nie był Ci kiedyś obojętny, łączyło Was coś więcej i wtedy nie było źle.

                kobieta-praktyczna napisała:
                > ad 2. Niewyobrażalne bałaganiarstwo (naprawdę niewyobrażalne) i niechlujstwo bu
                > dzące moje obrzydzenie.

                No, tak..... :) To jest problem, chociaż to co nazywamy bałaganiarstwem i niechlujstwem, każda kobieta inaczej postrzega. Mężczyzna zresztą też.
                Są kobiety, dla którym sensem życia jest wypucowane, lśniące mieszkanko i wszystko, co stanowi znamiona faktu, że żyją w nim ludzie po prostu przeszkadza, bo ono nie wygląda, jak w reklamie albo na zdjęciach w jakimś czasopiśmie.
                Jednak podejście do porządku powinno być, moim zdaniem, zdroworozsądkowe. Dom to nie muzeum, ale....... również nie powinien to być cuchnący śmietnik, w którym chcemy spędzać z przyjemnością i godnie swój czas.
                Nie wiem, czy piszesz tylko i wyłącznie o totalnym bałaganiarstwie swojego parntera, po którym trzeba ciągle sprzątać - bo on ma ważniejsze sprawy na głowie i stworzony został, do wyższych celów, a Tobie to bardzo przeszkadza. Bałaganiarstwo w pewnym niewinnym zakresie da się polubić, pod warunkiem, że partner nie będzie się całkowicie odcinał od prac domowych oraz będzie się poczuwał do sprzątania po sobie, przynajmniej za jakiś czas. :)
                Wiesz, niektóre kobiety zaprowadzają tzw. musztrę porządkową i skutecznie obrzydzają życie. Sobie - nieświadomie, będąc obowiązkową cierpietnicą cytując na każdym kroku i każdej napotkanej bratniej duszy: "bo wiesz, faceci tacy są" i "wszystko jest na mojej głowie". Obrzydzają życie partnerowi, bo on po jakimś czasie czuje prześladowany i tępiony. Zaczyna się dusić, w tym swoim wypieszczonym domu i z wiecznie sprzątającą kobietą. Ona z reguły myśli, że zrobi to najlepiej i zasuwa ile się da w imię patnerstwa.

                Ale nie będziemu tu na siebie wygadywać..... :) Wśród panów też zdarzają się zawzięci i upierdliwi pedanci.
                Co do niechlujstwa.... Odnoszę to bardziej do cech osobistych partnera, o którym wspominasz. Czy należy rozumieć przez to, że jest brudasem, będącym na bakier z higieną? No, to w takim razie pan nie pojął standardów cywilizacji i obcowania z drugim człowiekiem i nieważne jest już to, czy to kobieta, czy mężczyzna.
                Po prostu z takim baraszkować się nie da, niestety. Chyba, że ktoś lubi taki fetysz....? :(



    • kobieta-praktyczna Re: pozornie wszystkow w normie 04.10.10, 20:36
      Do Jesod
      Nie mając jeszcze odwagi napisać wiecej o swoich doświadczeniach na forum pozwoliłam sobie napisać na adres prywatny na gazecie. Nie mam sygnału o otrzymaniu mego listu. Czy to brak akceptacji dla tej formy porozumiewania się, czy jakiś inny?
      • jesod Wyjaśnienie. 04.10.10, 21:00
        Kobieto-praktyczna, nie bardzo wiem, jak to się dzieje, że nie dotarła do mnie Twoja prywatna wiadomość. :/
        Na gazeta.pl mam swoje konto, ale bez poczty..... Jak dotąd nie przeszkadzało mi to w odbieraniu prywatnych wiadomości, ponieważ przychodziły one na adres mailowy podany przy rejestracji mojego konta.
        Teraz, już po raz kolejny mam informację, że prywatna wiadomość wysłana przez Kogoś do mnie nie dochodzi.
        Może Inni zechcą mi podpowiedzieć dlaczego tak się dzieje? :(
        Podkreślam, że do tej pory nie było z tym żadnych problemów.

        Kobieto-praktyczna spróbuję do Ciebie wysłać teraz PW - a Ty odpowiedz mi, czy ją otrzymałaś?
        I nawet nie myśl o braku akceptacji dla tej formy porozumiewania się z mojej strony. :)
        • jesod Już wysłałam. 04.10.10, 21:20
          Już wysłałam do Ciebie dwie wiadomości.
          Pozdrawiam. :)
          • kobieta-praktyczna Re: Już wysłałam. 04.10.10, 22:56
            Z komendą odpowiedz wysłałam potwierdzenie otrzymania o 21.38, a o 21.43 (jako nową przesyłkę) kopię listu, który nie dotarł wcześniej.
            Dziękuję za starania skomunikowania się ze mną.
          • kobieta-praktyczna Re: Już wysłałam. 05.10.10, 14:25
            Do Jesod:
            Czy moje przesyłki dotarły?
            • gomory Re: Już wysłałam. 05.10.10, 15:27
              Zajrzyjcie drogie Panie do katalogu "spam" - co byc moze pozwoli wam udroznic ten kanal komunikacyjny.
              • kobieta-praktyczna Re: Już wysłałam. 05.10.10, 22:20
                Gomory! Dzięki za wpis, ale ja jestem w ustawianiu funkcji komputera ciemna jak tabaka w rogu, ponadto podejrzewam, że to, że nie możemy się skomunikować leży po stronie Jesod, jej poczta odrzuca moje wiadomości jako spam. Ale czy ona wie co z tym zrobić? jeśli możesz, pomóż nam jeszcze. Jesteś miły! Jak ja już dawno tego nikomu nie mówiłam!
    • kobieta-praktyczna Re: pozornie wszystkow w normie 05.10.10, 22:12
      Do Jesod:
      Skoro nie mam od Ciebie odpowiedzi, a Twoje wiadomości otrzymałam, to wnioskuję, że Ty nie otrzymałaś moich. Jest coś pewnie w tym, co pisze Gomory, swoją drogą na podstawie jego postów wnioskuję, że to sympatyczny i życzliwy człowiek. Dzięki Gomory! Podejrzewam, że to Twoja poczta Jesod nie przyjmuje moich przesyłek. Już myślałam o wysłaniu do Ciebie listu z innej poczty, ale skoro nie przyjęła z tej , to i z innej też nie przyjmie. Tylko, że ja za słabo znam komputer, aby poradzić, co zrobić. Może Gomory coś bliżej wyjaśni co trzeba zrobić? Napisz do mnie na forum, czy to tak jest rzeczywiście, że moich przesyłek nie dostałaś. Być może, że w akcie rozpaczy w końcu ten mój list do Ciebie zamieszczę na forum, ale wolę nie. Tam jest zbyt wiele młodych, którzy mocno dojrzałego człowieka nie są pewnie w stanie zrozumieć.
      • jesod Do kobiety-praktycznej. 05.10.10, 22:40
        kobieta-praktyczna napisała:
        > Skoro nie mam od Ciebie odpowiedzi, a Twoje wiadomości otrzymałam, to wnioskuję
        > , że Ty nie otrzymałaś moich.

        Kobieto-praktyczna, ja nie siedzę ciągle przy komputerze, bo nie mam po prostu na to, aż tyle czasu.
        A może nie chce mi się żyć na niby....? ;)

        Jednak zauważam, że przez miły przypadek często pojawiasz się w tym samym czasie, co ja. ;)
        Niestety, nie otrzymałam Twoich wiadomości na żadnym adresie, który posiadam. Przed chwilą sprawdzałam to jeszcze raz.
        To, że nie odbieram wiadomości, może oznaczać również to, że tak naprawdę nikt ich nie wysyła....

        Skoro dotarły do Ciebie moje wiadomości, to w ten sam sposób prześlę Tobie mój adres mailowy, na który możesz pisać.

        Miło, że doceniasz tak walory Gomory (sympatyczny i życzliwy). Jednak ja Go/Jej niestety nie zdążyłam, tak dobrze poznać, jak Ty więc trudno mi powiedzieć coś więcej na temat, ale pewnie masz rację i.... wiesz co piszesz.

        A tak w ogóle i w całości, to wszyscy dobrze się bawią...... Nieprawdaż? Czy nie zauważyłaś, jeszcze tego....? :)

        kobieta-praktyczna napisała:
        > Być może, że w akcie rozpaczy w końcu ten mój list do Ciebie zamieszczę na
        > forum, ale wolę nie.

        Wstrzymaj się jeszcze z tą rozpaczą.








    • kobieta-praktyczna Re: pozornie wszystkow w normie 05.10.10, 23:26
      Do Jesod
      Ja nie oczekuję, że ktoś odpisze mi "od ręki", czasem brak czasu, czasem chce się przemyślec sprawę, aby sensownie odpisać - ja czasem tak robię, ale skoro wpisałam na forum godziny wysłania informacji, to znaczy, że tak było. Jeżeli nie dostałam potwierdzenia otrzymania wiadomości, to narodziło się podejrzenie, że ona nie dotarła. Co do Gomorego, to kilka jego wpisów zauważyłam i podobały mi się. Uważam Go za życzliwego, ponieważ wtrącił się chcąc nam pomóc w skontaktowaniu się.
      Jeżeli ja od Ciebie otrzymałam wiadomość, a moja nie dotarła do Ciebie (jak pisałam wysyłałam w dwóch wersjach: i jako odpowiedz i jako nową wiadomość), to znaczy, że albo moja poczta nie wysyła, albo Twoja nie odbiera (np. jako spam - nie wiem, nie znam się na tym). Bardziej prawdopodobne wydaje mi sie to drugie. Dla mnie kłopotem byłoby pierwsze, dla Ciebie drugie. Warto ustalić, co jest prawdą. Przed chwilą sprawdziłam swoją pocztę. Jest tam Twój nowy list z nowym adresem. Za chwilę wyślę tam po raz trzeci to co już wysyłałam, tylko mi przykro, że sugerujesz, że nie otrzymujesz nic, bo nikt nie wysyła.
      Pozdrawiam
      Kobieta-praktyczna (tylko czy naprawdę taka jestem?)
      • jesod Re: pozornie wszystkow w normie 05.10.10, 23:54
        kobieta-praktyczna napisała:
        > Przed chwilą sprawdziłam swoją pocztę. Jest tam Twój nowy list z nowym ad
        > resem. Za chwilę wyślę tam po raz trzeci to co już wysyłałam,

        W takim razie cieszę się, że mój adres do Ciebie dotarł, a ja dzięki temu staję się bardziej wiarygodna, że to nie jest z mojej strony brak chęci do odezwania się :)

        kobieta-praktyczna napisała:
        > tylko mi przykro,
        > że sugerujesz, że nie otrzymujesz nic, bo nikt nie wysyła.

        Nie przejmuj się tym.
        W necie spotkałam się już z różnymi zachowaniami.... Nie zawsze uczciwymi i eleganckimi.
        • jesod Nareszcie dotarła! :-) 06.10.10, 00:16
          Kobieto-praktyczna otrzymałam Twoją wiadomość pod adresem mailowym, który Tobie wcześniej wysłałam.
          W ramach sprawności komunikacji króciutko odpisałam.

          Pozdrawiam serdecznie.
          Jesod
    • kobieta-praktyczna Re: pozornie wszystkow w normie 30.10.10, 00:36
      Romanie!
      Śledzę Twój wątek. Ostatnio nawet jeszcze raz przeczytałam.
      Pragniesz kochać i być kochany, a w małżeństwie czujesz, że nie jesteś. Jesteście razem, bo byłeś odpowiedzialny za rodzinę, dzieci, a także, dlatego, że nie miałeś odwagi podjąć decyzji o odejściu, zaczynaniu wszystkiego od nowa i to jest zrozumiałe, bo jak piszesz, to nowe nawyki, nowe kompromisy na które nie ma już ochoty.
      Przytoczę Ci kilka zdań z wysłuchanego przeze mnie wykładu na temat seksualności człowieka:
      a. miłość nie jest uczuciem, a potrzebą psychologiczną człowieka
      b. na miłość składają się trzy elementy:
      1 - intymność, czyli potrzeba, upodobanie do bycia razem
      2 - namiętność, czyli pożądanie
      3 - zaangażowanie, czyli potrzeba troski o drugą osobę.
      Tak rozważając, to ani w domu, ani w tych związkach na zewnątrz nie ma wszystkich elementów niezbędnych do zdefiniowania miłości. Sądzę, że w domu jest spełniony p.3, a być może nawet i p.1. Zdecydowanie nie jest spełniony p.2.
      W związkach zewnętrznych pewnie spełnione były p.1 i 2, ale nie p.3, bo w ramach troski nie opuszcza się kogoś, (chociaż może jestem w błędzie, bo masz wyrzuty sumienia po rozstaniu).
      W którymś z postów pisałeś, że może jeszcze i Ciebie spotka miłość. Może smutna to refleksja, ale myślę, że taka zgodna z powyższą definicją może nastąpić jedynie w domu. Zapewne to bardzo trudne. Forumowicze podpowiadali terapię małżeńską. Ty ze swojej strony nie wykluczałeś takiego rozwiązania, tylko przekonany jesteś, że żona się nie zgodzi. Może pomyśleć, w jaki sposób nakłonić żonę? W sytuacji zorientowane są dzieci (pisałeś, że dziwiły się, czemu nie odchodzisz). Może one mogłyby podjąć próbę mediacji z mamą?
      Przytoczę Ci opowieść mojej znajomej o jej rodzicach. Jej matka przez całe życie czuła się unieszczęśliwiona przez męża, a gdy umierała nie zgadzała się na jego obecność przy niej krzycząc: zabierzcie go stąd. W tej ostatecznej chwili wreszcie mogła sobie pozwolić wyrazić swój cały żal.
      Dla nas te ostateczne chwile też nadejdą i lepiej nie mieć wtedy takich doświadczeń, niezależnie od tego, którą stroną się będzie. Dlatego może warto dołożyć wszelkich starań, aby zmienić sytuację w rodzinie.
      Trochę smutno mi się to napisało, ale może czasem dobrze i o tym pomyśleć.
      Pisałeś, że żona krytykowała Cię za żarty. Czy to nie tak było, że ona już wtedy nie akceptowała Cię w wielu innych aspektach, ale w tym mogła okazać to dobitnie i publicznie? Przecież przed ślubem te żarty chyba się podobały? Ja w młodości nie lubiłam żartownisiów. Wydawali mi się niepoważnie podchodzącymi do życia. Teraz zmieniłam zdanie. Wolę ludzi pogodnych.
      Słyszałam takie powiedzenie, że w wieku dojrzałym zmarszczki mimiczne układają się tak, że określają charakter człowieka. Ludzie pogodni mają wymalowany uśmiech, nawet wtedy, gdy się nie uśmiechają. Niektórzy mają na twarzy rysunek seryjnego mordercy, (chociaż w sensie dosłownym mordercami nie są). Mój obrazek, to mina, jakbym wracała z pogrzebu. A Twój? A żony?
      Teraz odnośnie separacji: o ile wiem, to załatwia się to przez sąd i chyba głównie po to, aby chronić stronę finansową lub nietykalność (przemoc) jednej strony. Z tego, co piszesz domyślam się, że u Was takie okoliczności nie zaszły, a ta separacja stwierdzona przez żonę, (bo nie przez sąd) jest tylko ogłoszonym przyzwoleniem Tobie na to, co dotychczas zdarzało Ci się robić skrycie. Jednym słowem ułatwienie. Ale separacja, to nie rozwód, to nadzieja na poskładanie wszystkiego od nowa.
      Tak mało romantycznie pozwoliłam sobie wciąć się do Waszej z Jesod miłej korespondencji.
      Serdecznie pozdrawiam
      Kobieta -praktyczna
      • romank55 Re: pozornie wszystko w normie 31.10.10, 01:37
        Witam Kobieto Praktyczna
        Jest tak jak piszesz.Kochac i byc kochanym to pozadany stan w kazdym zwiazku.
        Sama wiesz ze zycie plata nam rozne figle.Bywa ze jestesmy odtraceni,nasz partner opuszcza nas.Taka sytuacja jest przykra ale jasna.Ja skomplikowalem sobie zycie sam.Brakiem odwagi jak wspominasz, innymi powodami-bardziej lub mnie racjonalnymi.
        Proponujesz dzieci jako negocjatorow -sadze ze angazowanie ich nic nie zalatwi.W przeszlosci sklaniali matke do zmian zachowan w stosunku do mnie.Doskonale ja znaja -wiedzialy rowniez o moich znajomosciach z innymi paniami akceptowaly ow stan-czulem ze mi kibicowaly.
        Dzisiaj w domu bywaja goscmi -doskonale odczytuja atmosfere" miru" domowego.Wiedza ze zona zaniechala przesladowan awantur.wiedza i znaja to z przeszlosci ze rozmowa z matka byla i nadal jest trudna.Ich matka nigdy sie otworzyla .W krytycznych dla siebie momentach jest chisteryczna.

        Dzieci znaja mnie doskonale i jak wspominasz odczytuja z twarzy nastroj jaki mi towarzyszy
        bywa przyzwoicie optymistyczny-bywam z natury pogodnym osobnikiem.Moje otoczenie twierdzi bardzo pogodnym-dowcipnym.Szkoda Kobieto Praktyczna ze nie docenialas wczesniej ludzi podobnego pokroju-(wykluczam tkzw.wesolkow)
        Co do mimiki zony -przyznam sie szczerze ze przestalem reagowac na jej emocjonalne stany.Choc czasami jest wciekla -robie swoje reaguje jedynie wowczas kiedy moze dotknac swoimi chimerami wnuki.Dodam ze zona jest z natury pesymistka -fascynuje sie morderstwami ,psychologia zabujcow -przestepcow,chlonie rowniez przerozne biografie.
        Separacje zona oficjalnie zglosila w uzedzie .Byc moze w Polsce jest inaczej.
        Czy jest mozliwe -jak to umujesz poskladania wszystkiego od nowa -mysle i sadze ze nie .ten stan jaki obecnie zaistnial doskonale odpowiada zonie.Jest to dosc sztuczne ale takie biale malzenstwa istnieja .Ina sprawa czy ja jestem calkowicie z tym pogodzony ? odpowiadalem juz pogodzony tak- ale nie zadowolony.choc ciesza mnie male zwyciestwa - oczywiscie wnuki moj swiat wewnetrzny jaki sobie zbudowalem no i hobby ktore zapelnia mi czas oraz dostarcza wysokiej dawki adrenaliny
        To bardzo milo ze zechcialas Kobieto Praktyczna zwrocic uwage na moje problemy ,bardz Ci dziekuje.

        Zycze Ci aby usmiech zagoscil stale na Twojej twarzy
        pozdrawiam




Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka