Dodaj do ulubionych

Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs małż.

14.08.10, 19:29
Ponieważ kwestie finansowe w związkach były "maglowane" w innych
wątkach, to żeby ich nie zaśmiecać pozowolę sobie na stworzenie
nowego. Żeby uprościć sprawę pozwolę sobie na opisanie pewnego
przypadku i prosiłbym o wypowiedz w tej kwestii.

Pewna para zamieszkała razem w domu jest własnością chłopaka.
Ponieważ występuje znaczna różnica w dochodach umówili się iż
starają się pokrywać koszty życia proporcjonalnie do swoich
możliwości (czyli osoba która zarabia więcej pokrywa więcej -a nie
po równo).
Facet ponosi koszty związane z mieszkaniem (rachunki, naprawy itp)
które w przypadku domu są dośc spore. Kosztami zakupów spożywczych
i "chemi" dzielą się proporcjonalnie (gdy facet ma kasę stara się
przejmować ten ciężar na siebie, gdy jest krucho -wtedy prosi
partnerkę o pomoc w ramach jej możliwości. Większe wydatki jak
remont w domu, idą z jego kieszeni. Fajne egzotyczne podróże
finansowane są proporcjonalnie do możliwości (czyli np. 80/20).
Każde z nich swobodnie dysponuje kasą która im pozostanie po
uwzględnieniu wydatków.

Mija dwa lata i para rozstaje się.

wariant a)
Para była w konkubinacie. Rozchodzą się w zgodzie, każde z nich
zabiera to co kupiło w czasie trwania związku, facet zwraca kasę za
ew. wkład partnerki który pozostał w domu (np. meble). Mimo
proporcjonalnego podziału, każdemu z nich było wygodnie i każde z
nich coś dostawało w zamian za swój wkład. Tak ja to widzę i oceniam.

wariant b) małżeństwo.
Załóżmy, że para po kilku miesiącach bycia razem wzięła ślub. Nie
mają dzieci, finansowo nic się nie zmieniło. Wszystkie zmienne są
takie same. Po dwóch latach podejmują decyzję o rozstaniu -w tym
przypadku rozwodzie. Niezależnie od
wczesniejszego "proporcjonalnego" podziału wydatków, teraz urzedowo
wszystko to co nabyli w czasie trwania związku dzielą (wg mnie raz
jeszcze) na pół. Czyli np. facet musi zwrócić partnerce 50% kosztów
remontu i wyposazenia kuchni, za które sam w 100% zapłacił wcześniej.

Teraz proszę mi wyjaśnić czemu wariant b) czyli małżeństwo ma być
bardziej sprawiedliwe w tym przypadku. Bo nie ukrywam, że nijak nie
mogę tego pojąć ze swej perspektywy.

Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 14.08.10, 19:45
      O ile pamiętam to KRiO nie posługuje się pojęciem "sprawiedliwość",
      a małżeństwo jest umową z konsekwencjami prawnymi, nie tylko
      finansowymi. Konkubinat nie, podobnie jak układy one night stand czy
      fucking friend. Część zobowiązań finansowych małżeńskich można
      wyłączyć intercyzą, ale nie wszystkie, bo np. współfinansowania
      potrzeb gospodarstwa domowego już nie.
      • kutuzow Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 14.08.10, 21:27
        triss ---> zerknij na przykład m00nlight który podała. Dobrze oddaje
        to o co mi chodzi.

    • rumpa Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 14.08.10, 20:12
      ja też nie i nie uważam tego za sprawiedliwe :)))
      w sytuacji jaką opisujesz
      i tak na przykład mój mąż nabył w czasie małżenstwa działkę, za moja
      namową i z moimi nerwami, dzięki czemu ze 100 tys zrobiło mu się 400.
      I niby mogłabym zażądać połowy przyrostu wartości, ale nigdy w życiu
      bym tego nie zrobiła.
      Poza tym, podział majatku chyba nie musi iść z automatu, nie?
      nie mam pojecia, więc się pytam.
      • kutuzow działka 15.08.10, 13:46
        rumpa ---> z punktu widzenia prawa przy podziale majątku -
        wspomnianej działki masz prawo do połowy jej wartości. Mozecie więc:

        a) sprzedać działkę i podzielić kasą (wiec de facto dostaniesz 50% z
        400 tyś skoro tyle jest teraz warta).

        b) strona która zatrzymuje sobie działkę spłacą 50% tej drugiej
        strony. Tutaj oczywiście możesz zaproponować 50% od 100 tys a nie
        400, ale to tylko Twoja dobra wola. Doświadczenie pokazuje że
        większosć par w czasie rozwodu juz nie jest dla siebie
        taka "wyrozumiała".

        c) dzielicie (geodeta) działke na dwie połowy i notarialnie stajecie
        się właścicielami konkretnej części działki (o ile jest to możliwe
        ze względu na jej wielkośc). Gdy na działce stoi domek - opcja ta
        chyba odpada (tego nie jestem pewien).
        • rumpa Re: działka 15.08.10, 15:33
          ujmijmy to tak, wyrozumiałość przeszłaby mi jak ręką odjął gdyby
          małżonek w szale układania sobie nowego zycia zapomniał że ma dzieci i
          postanowił na nich, na ich nauce i językach zaoszczędzić.
          W każdym innym wypadku nie ruszę nawet cm2 tej działki, bo nie uważam
          żeby była moja.
          Inna rzecz że na honor mogę sobie pozwolić bo mam gdzie mieszkać.
          • kutuzow Re: działka 15.08.10, 15:49
            Rumpa ---> Ty podchodzisz do tego w ten sposób, inne kobiety zaś
            działają "wyprzedzająco" bo wychodzą z założenia że jak teraz
            zabiorą to potem na dzieci będzie, a jak ex pozna jakąś inną to może
            być ciężko.

            Ja wychodzę z załozenia że rzadko które rozstanie jest łatwe i
            kwestie finansowe warto mieć obgadane wcześniej, żeby potem nagle
            się nie okazało że każda ze stron widzi to inaczej.
    • zakletawmarmur Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 14.08.10, 20:40

      Mnie już się przejadły te rozmowy o finansach. Te dyskusje pokazują
      jednak, że dobór pod względem finansowym jest bardzo ważny. Może i
      nawet ważniejszy niż pod względem seksualnym:-)

      Nie wyobrażam sobie związku, w który musiałabym się ciągle martwić, czy
      facet nie czuje się wykorzystany. Związku, w którym facet nie
      doceniałby mojego wkładu bo mało zarabiam lub z tego powodu traktował
      jak kombinatorkę, przed którą trzeba pilnować swoich milionów:-) Nie ma
      to jak święty spokój:-) Nawet jeśli oznacza brak profitów w postaci
      "dołożę Ci do wycieczki, na którą chce pojechać".

      No ale co kto lubi, widocznie są kobiety, którym to się opłaca:-)
    • claudel6 Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 14.08.10, 20:47
      Czyli np. facet musi zwrócić partnerce 50% kosztów
      > remontu i wyposazenia kuchni, za które sam w 100% zapłacił wcześniej.
      >
      jak to kosztów remontu? nie zwraca się poniesionych kosztów, tylko dzieli majątek.
      kutuzow: z punktu widzenia matematyki małzeństwo nie jest sprawiedliwa
      instytucją. Ale ta instytucja została wymyślona po to, by zabezpieczyć
      "sprawiedliwośc" społeczna, a nie matematyczna.
      Tak się sklada, że zdecydowana większośc par na małżeństwo sie decyduje - par,
      czyli facetów też. Muszą ci faceci wobec tego dostawać coś w zamian na tyle
      wartościowego, ze wejście w ten układ, ktory twoim zdaniem jest dla nich
      ekonomicznie niekorzystny - jest dla nich mimo wszystko opłacalne. Chyba że
      zarzucimy wszytskim facetom kretynizm.
      Btw, defaultowo zawsze zakładasz, że to facet bedzie "pokrzywdzony" - to zabawne
      biorąc pod uwage to, ze funkcjonujesz na forum, na którym na moje sporo
      uczestniczek zadeklarowało, ze zarabia lub zarabiała więcej od swojego faceta :)
      • claudel6 Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 14.08.10, 20:54
        errata do ostatniego zdania "na moje oko sporo uczestniczek..."
      • kutuzow Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 14.08.10, 21:13
        "Ale ta instytucja została wymyślona po to, by
        zabezpieczyć "sprawiedliwośc" społeczna"

        Przez długi czas w Polsce był ustrój który miał własnie na
        celu "sprawiedliwość społeczną" i każdy zna jak to się skończyło.
        Mam wrażenie, że tutaj jest podobnie.

        Co ciekawe jeśli ktoś podaje przykład że kilkadziesiąt lat temu to
        kobiety siedziały w domu, to jest od razu dyskwalifikowany z
        dyskusji. Tutaj zaś rozmawiamy o mechanizmach które zostały
        stworzone własnie wtedy gdy panował "tradycyjny" podział ról, wg
        mnie dość słabo się to sprawdz w dobie równouprawnienia.

        "Btw, defaultowo zawsze zakładasz, że to facet
        bedzie "pokrzywdzony" - to zabawne biorąc pod uwage to, ze
        funkcjonujesz na forum, na którym na moje sporo uczestniczek
        zadeklarowało, ze zarabia lub zarabiała więcej od swojego faceta :"

        Tak się jakoś dziwnie składa na tym świecie, że kobiety szukają
        raczej partnera na tym samym poziomie lub bogatszego od siebie
        (pominę teorię czemu tak się dzieje). Im większa dysproporcja to wg
        mnie gorzej sprawdza się system 50/50. Najlepiej to widać przy
        rozwodach gwiazd sportu i filmu, (vide Tiger Woods, Mel Gibson itp).
        Sytuację odwrotną mimo iż może być popularna na tym forum, traktuję
        jako mało istotną ze statystycznego punktu widzenia.

        • very_merry Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 14.08.10, 21:30
          > Tak się jakoś dziwnie składa na tym świecie, że kobiety szukają
          > raczej partnera na tym samym poziomie lub bogatszego od siebie
          > (pominę teorię czemu tak się dzieje). Im większa dysproporcja to wg
          > mnie gorzej sprawdza się system 50/50. Najlepiej to widać przy
          > rozwodach gwiazd sportu i filmu, (vide Tiger Woods, Mel Gibson itp).
          > Sytuację odwrotną mimo iż może być popularna na tym forum, traktuję
          > jako mało istotną ze statystycznego punktu widzenia.


          Następnym razem zaczynając się z kimś spotykać z góry zaznacz, że w przypadku
          rozstania poprosisz o zwrot 50% poniesionych na nią wydatków, wtedy będzie fair.

          Przypuszczam, że dziewczyna nie kazała płacić sobie np. za wakacje, zwyczajnie
          mówiła, że jej na nie nie stać. To, że Ty płaciłeś za część jej kosztów to był
          Twój wybór.

          A jeśli trafiłeś na oszustkę, która KAZAŁA za siebie płacić, to raczej Twoja
          wina, że jej szybciej nie rzuciłeś i akceptowałeś jej zachowanie.

          Może jednak spróbuj udawać, że masz klasę, nawet po rozstaniu.
          • kutuzow Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 14.08.10, 22:44
            very_merry napisała:

            Piszesz totalnie od czapy. Przeczytaj najpier co pisałem i wtedy się
            wypowiadaj.
        • claudel6 Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 14.08.10, 21:31
          >tutaj zaś rozmawiamy o mechanizmach które zostały
          > stworzone własnie wtedy gdy panował "tradycyjny" podział ról, wg
          > mnie dość słabo się to sprawdz w dobie równouprawnienia.

          a to się zgadzam. dlatego mi małżeństwo w tej jego tradycyjnej formie nie
          pasuje. np. nakłada na mnie obowiązki, których nie chcę podjąć.
        • rumpa Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 14.08.10, 23:44
          Tiger Woods, Mel Gibson

          znajdź może lepsze przykłady, co?

          obaj w/w panowie mają dzieci i obaj złamali umowę i ponoszą koszty
          umowne. Coś w rodzaju zaliczki/zadatku, nigdy nie pamiętam co jest
          co.
          Co więcej , jeden z nich wstępował w związek małżeński od początku
          kłamiąc i nie wykazując dobrej woli.
          Obawiam się że w innym rodzaju interesów mogłaby mu grozić
          odpowiedzialność karna a może nawet więzienie :)))
          co do Mela "damskiego boksera" Gibsona, kto wie czy nie zapłacił za
          milczenie swojej byłej, bo jakoś trudno mi uwierzyć, że z anioła
          zmienił się w diabła. Chociaż z tymi Rosjankami nigdy nic nie wiadomo
          :))). Poza tym, niby dlaczego żona ma ponosić koszty tego że
          mężulkowi, jak już wykorzystał jej młodość i zdrowie do niańczenia
          jego i dzieci, zachciało się nowej dupy, bo jej jest za bardzo
          pomarszczona, opatrzona czy jakaś inna?
          • kutuzow Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 15.08.10, 00:09
            Rumpa - zauważ tylko że ten mechanizm w przypadku tych panów jest
            mocno jednostronny. Jeśli to żona Gibsona miałaby kochanków, to
            nadal koszty rozwodu poniósłby jej mąż.

            Wspomniałaś o umowach, ale umowy w biznesie mają to do siebie że
            zazwyczaj są symetryczne, tutaj tej symetrii brak. Ryzykuje tylko ta
            lepiej zarabiająca strona.

            Przypomniał mi się tekst Paula McCartneya gdy żenił się z Heather
            Mills, wspominał on wtedy, że nie potrzebuje intercyzy bo ich
            związek przetrwa wszystko. Okazało się, że nie przetrwał i w tym
            przypadku to żona była tą co zacząła się nudzić swym starszym mężem.
            Na koniec jeszcze dostała 27 mln GBP za "bycie żoną".
            • rumpa Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 15.08.10, 00:17
              Jeśli to żona Gibsona miałaby kochanków, to
              > nadal koszty rozwodu poniósłby jej mąż.

              No nie wiem, jak to jest do końca więc się kłócić nie będę.
              tak czy inaczej podobno panie bogatych panów nie zdradzają, jak to
              tutaj często jest podawane do wiadomości :)))

              Na koniec jeszcze dostała 27 mln GBP za "bycie żoną"

              No fakt, tez byłam tym zniesmaczona. To o wiele lepszy przykład,
              zgadzam się.
        • mujer_bonita Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 15.08.10, 13:05
          kutuzow napisał:
          > Im większa dysproporcja to wg
          > mnie gorzej sprawdza się system 50/50. Najlepiej to widać przy
          > rozwodach gwiazd sportu i filmu, (vide Tiger Woods

          Bardzo kiepski przykład - Tigerowi akurat do zarabiania żona była potrzebna - jak tylko wyszła na jaw jego 'prawdziwa natura' większość sponsorów zerwała kontrakty reklamowe ;)
          • kutuzow Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 15.08.10, 13:23
            mujer_bonita napisała:
            "Bardzo kiepski przykład - Tigerowi akurat do zarabiania żona była
            potrzebna" - troche naciągane. Kase zaczął zarabiac na samych
            turniejach golfowych. Reklamy tylko ją znacznie zwiększyły.

            Nie zarabiał kasy bo był Kowalskim z żoną. Mogę się założyć że gdyby
            był kawalerem i golfistą tej klasy co jest -też by zarabiał vide
            nasz rodzimy Kubica)

            Reklamodawcy są wyczuleni na kwestie "wizerunku" po prostu hasło:
            "I Ty możesz być jak Tiger Woods" nie brzmiało już tak dobrze. To
            troche jak z "Zimnym Lechem".

            Jak chcesz lepszy przykład - proszę bardzo:
            Heather Mills i Paul McCartney.
            Tam sytuacja jest czysta. Stroną która była "znudzona" była Heather,
            a koszty "bycia żoną" pokrył Paul.

            Paula McCartneya gdy żenił się z Heather
            Mills,
            • m00nlight Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 15.08.10, 14:59

              I tak jesli chodzi o 'umowy przedmałżeńskie' w stanach podoba mi się
              to bardziej niż rodzimy wytwór- chociazby dlatego że w naszym praie
              wina rozpadu nijak się ma do podzialu majątku- tam można od razu
              zaznaczyc- kto zdrdzi- idzie w skarpetach.

              I to jest sprawiedliwe, strona ktora zawiniła ponosi konsekwencje,
              często bolesne.

              Zdradzasz?- stracisz.

              W przypadku groźby utraty większosci majątku wielu panów poważnie by
              się zastanowilo zanim skoczy w bok ;)
    • claudel6 Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 14.08.10, 20:52
      acha, ja w ogóle prywtanie jestem antymałżeńska, żyje w bardzo trwałym
      konkubinacie i chyba nie zamierzam tego zmieniać. Za to byłabym bardzo
      zainteresowana jakąs cywilną instytucja alternatywną do małżeństwa na wzór
      francuskiego PACSu, dlatego bardzo popieram projekt tzw. związków partnerskich,
      ktory w Polsce jest traktowany jako jakaś marginalna sprawa gejów, a akurat
      mogłaby posłuzyć wielu parom hetero również.
      • kutuzow PACS 14.08.10, 21:15
        claudel6 napisała:
        "byłabym bardzo zainteresowana jakąs cywilną instytucja alternatywną
        do małżeństwa na wzór francuskiego PACSu,"

        możesz napisac coś wiecej jak to działa?
        • claudel6 Re: PACS 14.08.10, 21:28
          rejestrowany związek partnerski. ten francuski pozwala na uporządkowanie spraw
          związanych z dziedziczeniem, daje prawo do informacji (gdy partner jest
          hospitalizowany), daje możliwość wspólnego rozliczania podatków, ale zakłada
          rozdzielność majątkową. Do zerwania PACSu wystarczy deklaracja pisemna jednej
          strony, nie sprawa sądowa jak w przypadku małżeństwa.

          Mi natomiast by się marzyła instytucja, którą strony moga swobodnie kształtowac,
          tzn. wybrać sobie prawa i obowiązki, w które chcą wstąpić.
          • mujer_bonita Re: PACS 14.08.10, 22:17
            claudel6 napisała:
            > rejestrowany związek partnerski. ten francuski pozwala na uporządkowanie spraw
            > związanych z dziedziczeniem, daje prawo do informacji (gdy partner jest
            > hospitalizowany), daje możliwość wspólnego rozliczania podatków, ale zakłada
            > rozdzielność majątkową. Do zerwania PACSu wystarczy deklaracja pisemna jednej
            > strony, nie sprawa sądowa jak w przypadku małżeństwa.
            >
            > Mi natomiast by się marzyła instytucja, którą strony moga swobodnie kształtowac,
            > tzn. wybrać sobie prawa i obowiązki, w które chcą wstąpić.

            Tzw. związki partnerskie mnie też najbardziej podobają. I dlatego przyznam szczerze po 10 kwietnia autentyczny żal odczułam po posłance Jarudze-Nowackiej, która pracowała nad ustawą w tej kwestii :( Teraz pewnie lata na jakieś sensowne rozwiązania prawne poczekamy :(
    • m00nlight Błąd na samym początku. 14.08.10, 21:00

      W opisanej przez Ciebie sytuacji mieszkanie należy do faceta PRZED
      ślubem.

      Więc tak czy srak, przy rozstaniu jest jego własnością osobistą.

      Jesli parka miala slub, facet musi zwrocic lasce koszty które ONA
      włożyła w mieszkanie- remonty, meble itp. W przypadku konkubinatu to
      jego dobra lub zła wola.

      Natomiast jesli chodzi o malzenstwo ze wspolno majątkową, na pol
      dzieli się tylko to co MAŁŻEŃSTWO WSPÓLNIE zarobilo w czasie jego
      trwania, bez wnikania kto ile- czyli wspolnie kupione dobra,
      samochody, oszczednosci na kontach- takze osobistych. To co
      kupileszarobiles przed slubem- i tak nalezy ty do Ciebie i nie
      wlicza sie w podzial- czyli jezeli nawet po slubie kupisz mieszkanie
      za eniadze zarobione wczesniej- mieszkanie tez nalezy tylko do
      Ciebie, nie jest wspolne- jesli żona sie dorzuci- w przypadku
      rozwodu, gdy ona sie wyprowadza musisz oddac jej jej część.

      Czy to naprawde aż tak niesprawiedliwe?

      Nie wydaje mi się.

      I na małżeństwie, i na konkubinacie można się 'przejechać'- zależy
      na kogo się trafi, jak ktoś Cię chce obrąbać bo nie ma wstydu to i
      tak to zrobi.

      Nie wyobrażam sobie natomiast sytuacji w ZWIĄZKU (sic!) jak
      zaobserwowalam kiedys w sklepie przy taśmie.

      Małżenstwo-oboje mieli takie same obrączki- przypuszczalnie z
      dzieckiem- bo kupowali dzieciece produkty. W wozku kpa, na tasmie
      podzial:

      M: "Ok, ja place za swoje kosmetyki, pepsi, bla bla, za jogurty ty
      placisz, bo ja ich nie jem, za rzeczy dla dziecka zaplace ale w domu
      sie rozliczymy itp itd."

      Czy to nie jest chore?

      U mnie wygląda to tak że każdy kupuje co mu potrzeba a przy kasie
      idzie na jeden rachunek, jesli są dyskusje to w stylu: 'Ty placisz
      czy ja? A ile masz? Nie da sie zaplacic kartą? Ok to ja place bo mam
      wiecej kasy przy sobie'. Ew 'masz 20zl bo mi brakło?' Hehe dla mnie
      to jest istota prawdziwego związku, kiedy rozmowy o kasie, płaceniu,
      etc są normalne i naturalne, nikt nikogo jak ten żyd nie rozlicza.
      Teraz jestem w takiej sytuacji że moj facet zarabia dużą kasę a ja
      na waciki :P NIGDY nie dal mi odczuc że coś jest nie halo, czy że
      czuje się wykorzystywany. Ba! Jak czasem sama wspomne że mi glupio
      że on tak za wszystko do domu placi to zawsze odpowiada że dzięki
      mnie jemu jest lepiej i że więcej nie potrzeba, a skoro z jego kasy
      nam starcza i wystarczy na 3, 4 osoby bez spinania się to on nie
      widzi potrzeby żebym i ja zasuwala. Aha, i jak czasem mi sie
      wyrwie 'Twoj dom, Twoje pieniądze, Twoj samochd (ktorym jezdze hehe)
      to zawsze mnie poprawia że to NASZ dom, NASZ samochod i NASZE
      pieniądze, mimo żjeszcze nie jestesmy małżeństwem.

      Czyli wedlug Ciebie Kutuzow ja okradam swojego faceta a onst glupim
      naiwniakiem ktory daje sie wrabiac? ;>

      Ja bym powiedziala że to MIŁOŚC ktora nie patrzy na tak przyziemne
      banalne rzeczy jak kasa, ktora przeciez jest tylko środkiem do
      celu...
      • kutuzow Re: Błąd na samym początku. 14.08.10, 21:24
        m00nlight napisała:

        > W opisanej przez Ciebie sytuacji mieszkanie należy do faceta PRZED
        > ślubem.
        >
        > Więc tak czy srak, przy rozstaniu jest jego własnością osobistą.

        - to wiem. Dlatego nie o mieszkaniu tutaj pisze, tylko o tym co jest
        w trakcie konkubinatu/małżeństwa.


        "Jesli parka miala slub, facet musi zwrocic lasce koszty które ONA
        > włożyła w mieszkanie- remonty, meble itp. "

        Nie do końca tak jest w przypadku ślubu. Załóżmy, że wkład w remont
        był 80/20. Facet nie zwraca wiec tych 20 proc, tylko połowę wartości
        całego remontu. W opisanym przypadku w konkubinacie jest OK, zwraca
        te koszty (lub w wersji "bezpiecznej" nie wykorzystuje kasy
        partnerki w cale posiłkując się np. kredytem).

        "U mnie wygląda to tak że każdy kupuje co mu potrzeba a przy kasie
        > idzie na jeden rachunek, jesli są dyskusje to w stylu: 'Ty placisz
        > czy ja? A ile masz? Nie da sie zaplacic kartą? Ok to ja place bo
        mam
        > wiecej kasy przy sobie'. Ew 'masz 20zl bo mi brakło?' Hehe dla
        mnie
        > to jest istota prawdziwego związku, kiedy rozmowy o kasie,
        płaceniu,
        > etc są normalne i naturalne, nikt nikogo jak ten żyd nie rozlicza.

        - Ja mam podobnie. To jest naturalne. Cały czas chodzi mi tylko o
        ew. podział kasy przy rozstaniu/rozwodzie.


        "> Czyli wedlug Ciebie Kutuzow ja okradam swojego faceta a onst
        glupim
        > naiwniakiem ktory daje sie wrabiac? ;>"

        - dla mnie to normalne i tak to funkcjonuje np. w konkubinacie.
        ja nie rozumiem tylko dlaczego miałabyś jeszcze nrac 50% kasy od
        swojego faceta w przypadku rozwodu -skoro juz raz dzieliliście się
        tą kasą. To jest ten "drugi" podział o który mi chodziło wcześniej.
        • very_merry Re: Błąd na samym początku. 14.08.10, 21:36
          Ale o co Ci właściwie chodzi?

          Bo to że życie jest okrutnie niesprawiedliwe - ci z północy mają lepiej niż ci z
          południa, ci z zachodu lepiej niż ci ze wschodu, najmłodsze dzieci są
          rozpieszczane a starsze nie zawsze a ładni ludzie są traktowani lepiej niż
          nieatrakcyjni jest jednak faktem powszechnie znanym.
          • kutuzow Re: Błąd na samym początku. 14.08.10, 22:47
            very_merry napisała:
            > Ale o co Ci właściwie chodzi?

            pier****sz bez sensu.
            Przeczytaj najpier wątek i potem ew sie wypowiadaj merytorycznie.
            • jesod Sie też wypowiem. 14.08.10, 23:06
              kutuzow napisał:
              > very_merry napisała:
              > > Ale o co Ci właściwie chodzi?
              >
              > pier****sz bez sensu.
              > Przeczytaj najpier wątek i potem ew sie wypowiadaj merytorycznie.

              No właśnie, a tu trzeba kalkulować merytorycznie, bo to jest
              przecież podstawa każdego związku, który nie ma szans przeżycia. :)
              • kutuzow Re: Sie też wypowiem. 14.08.10, 23:34
                jesod napisała:

                "No właśnie, a tu trzeba kalkulować merytorycznie, bo to jest
                > przecież podstawa każdego związku, który nie ma szans
                przeżycia. :)"

                Wiesz jesod w każdej innej kwesti w życiu podejmując decyzje(np.
                zaciągając kredyt, kupując dom czy samochód) zastanawiasz się nad
                konsekwencjami, wiec nie rozumiem dlaczego ludzie mają taką dziwną
                przypadłość zawierania małżeństwa bez zastanowienia. Potem gdy
                przychodzi kryzys w związku i wizja rozstania jest realna -nagle
                łapią się na tym że może lepiej warto się było zastanowić.
                • jesod To są różne decyzje. 15.08.10, 00:02
                  kutuzow napisał:
                  > Wiesz jesod w każdej innej kwesti w życiu podejmując decyzje(np.
                  > zaciągając kredyt, kupując dom czy samochód) zastanawiasz się nad
                  > konsekwencjami,

                  Te wszystkie inne kwestie w życiu, o których wspomniałeś, mają
                  aspekt tylko i wyłącznie materialny.

                  kutuzow napisał:
                  > wiec nie rozumiem dlaczego ludzie mają taką dziwną
                  > przypadłość zawierania małżeństwa bez zastanowienia.

                  Ja też nie rozumiem, dlaczego ludzie zawierają małżeństwo bez
                  zastanowienia. Ta decyzja wymaga zawsze przemyślenia i poczucia
                  pewności drugiej strony.
                  Jednak sama decyzja zawarcia związku małżeńskiego nie jest decyzją
                  tylko i wyłacznie w sferze materialnej.
                  Myślę nawet, że przy silnym zaangażowaniu uczuciowym, sprawy
                  finansowe nie mają zbyt wielkiego znaczenia, bo przecież: "pieniądze
                  to nie wszystko....."

                  Tylko proszę nie dopowiadać/dopisywać mi drugiej części tego
                  powiedzenia, bo nie zaprzeczę, że jest w nim też dużo racji. :)

                  W przypadku małżeństwa nie da się wszystkiego przewidzieć, nawet
                  głęboko się nad nim zastanawiając. To samo dotyczy konkubinatów.
                  W każdym przypadku, człowiek podejmuje jakieś ryzyko i .....
                  pozostaje się z tym pogodzić lub usiłować zabezpieczyć finansowo,
                  nie wchodząc formalnie (prawnie) w związek.

                  Jeśli mężczyźnie zależy na kobiecie nie jest drobiazgowy i
                  małostkowy. To samo działa w drugą stronę..... Ufają sobie i są ze
                  sobą. Kasa jest wspólna, razem planują i decydują o swoich wydatkach.

                  Ale gdy któreś z nich zostaje głęboko zranione, wtedy włączają się
                  zupełnie inne mechanizmy zachowań.
                  • kutuzow Re: To są różne decyzje. 15.08.10, 00:18
                    jesod napisała:
                    > W przypadku małżeństwa nie da się wszystkiego przewidzieć, nawet
                    > głęboko się nad nim zastanawiając.

                    Owszem, ale można się zastanowić co jeśli nasz związek skończy jak
                    30-50% innych związków -czyli rozstaniem/rozwodem. To nie jest ajkiś
                    wydumany problem, tylko całkiem realne ryzyko (prawie połowa
                    związków w dużych miastach tak kończy).

                    > Jeśli mężczyźnie zależy na kobiecie nie jest drobiazgowy i
                    > małostkowy.

                    Jak zerkniesz w opisany przeze wmnie przypadek i moja odpowiedz
                    m00nlight - nie ma tam małostkowości. Jest tylko brak zrozumienia w
                    stosunku do kolejnego podziału w przypadku rozstania.
                    Tutaj już nie mówimy o małych kwotach.

                    Co do decyzji życiowych - weź pod uwagę np. wybór kierunku studiów.
                    Nie ma to wyłacznie aspektu materialnego, ale sprawdzasz ilosc
                    kandytatów na jedno miejsce, zastanawiasz się czy po ukonczeniu
                    studiów będziesz miała prace itp. Jak widać w wielu przypadkach
                    ludzie podejmują świadome i przemyślane decyzje, a to w przypadku
                    tej decyzji o małżenstwie często idą na żywioł, nie astanawiając się
                    nad konsekwencjami w przypadku pomyłki.
        • mujer_bonita Gdyby życie było takie proste 14.08.10, 21:59
          kutuzow napisał:
          > W opisanym przypadku w konkubinacie jest OK, zwraca
          > te koszty (lub w wersji "bezpiecznej" nie wykorzystuje kasy
          > partnerki w cale posiłkując się np. kredytem).

          I naprawdę myślisz, że wszystko jest takie łatwe i proste? Przechowujesz latami paragony? Na wszystko masz imienny rachunek albo z zaznaczeniem kto ile dał?

          Niestety - sporo jest lasek na forach internetowych, żalących się jak to remontowały, kupowały coś do mieszkania konkubenta po czym on wystawił im walizki za drzwi :) I zostały z niczym.

          Tak Twój post skłonił mnie do refleksji, że gdybym moje stosunki majątkowe próbowała z TŻ-tem 'wyprostować' to mielibyśmy niezły węzeł do rozplatania :) Może dlatego u nas ostatnio występuje tendencja do uwspólniania wszystkiego co się da :)
          • kutuzow Re: Gdyby życie było takie proste 14.08.10, 22:50
            mujer_bonita napisała:

            "I naprawdę myślisz, że wszystko jest takie łatwe i proste? "

            Życie jest łatwe i proste -to ludzie sami je sobie komplikują.
            Nie chodzi mi o rozliczenia co do setek zł. Zobacz że nie sugeruje w
            czasie ew. rozstania żeby strona która mniej zarabia coś "oddawała".
            Po prostu nie widze powodu dla którego strona o większym dochodzie
            która już raz ponosiła proporcjonalnie większy ciężar (i na to się
            nie skarże żeby nie było!) miała raz jeszcze sięgać do portfela w
            ramach jakieś "rekompensaty".
            • mujer_bonita Re: Gdyby życie było takie proste 14.08.10, 23:26
              kutuzow napisał:
              > Życie jest łatwe i proste -to ludzie sami je sobie komplikują.

              Jasne - między innymi właśnie wchodząc w układy 'nie chodzi o rozliczenia co do setek'. Bo te setki zwykle wtedy pracują na nich niekorzystnie :) Niestety Kutuzow - kiedy dochodzi do rozstania często kwestie finansowe stają kością w gardle niezależnie od typu związku.

              Nie odniosłeś się tak naprawdę do mojej wypowiedzi, która dokładnie pokazuje słabość konkubinatu - brak ściśle uregulowanych stosunków majątkowych, które 'łatać' trzeba wiecznym liczeniem pieniędzy. Rachunki na wszystko, wszystko spisane. Większość związków opiera się na zaufaniu - i właśnie ufając w konkubinacie można się nieźle przejechać :) Możesz sobie pisać 'nie chodzi mi o rozliczenia co do setek zł' ale kto ma tak naprawdę wyznaczać gdzie leży finansowa granica? Nie rozliczajmy się co do setek więc nie dostaniesz połowy - pralki, lodówki etc, którą kupiliśmy wspólnie bo sprzęty stoją u mnie? ZAWSZE w takim przypadku ktoś będzie stratny.

              Jeszcze parę lat temu przyznałabym Ci rację. Rozpoczynając obecny związek byłam właśnie tą stroną 'z mieszkaniem i lepszymi zarobkami' - zwolenniczką totalnej rozdzielności majątkowej :) To TŻ przekonywał mnie do wersji 'nasze'. Dziś twierdzę, że to optymalna opcja. W życiu różnie się układa - raz lepiej raz gorzej. Razem żyje się łatwiej - partnerstwo to trochę taka polisa na gorsze czasy. Nie zawsze wszystko da się podzielić. Odcinając się finansowo od drugiej strony dajesz jej jasno do zrozumienia - 'nie biorę za Ciebie odpowiedzialności'.
              • kutuzow Re: Gdyby życie było takie proste 14.08.10, 23:53
                Mujer - nadal twierdze że życie jest proste.

                "ale kto ma tak naprawdę wyznaczać gdzie leży finansowa granica? Nie
                rozliczajmy się co do setek więc nie dostaniesz połowy - pralki,
                lodówki etc, którą kupiliśmy wspólnie bo sprzęty stoją u mnie?
                ZAWSZE w takim przypadku ktoś będzie stratny"

                - tutaj mówimy o połowie pralki, lodówki czyli pojedyncze tysiące
                złotych. W przypadku ew. rozwodu o połowie ale majątku to już
                dziesiątki jeśli nie setki tysięcy -w zależności jak długo ten
                związek trwał).
                poza tym jeśli ryzykuje tylko strona która ma większy dochód - nie
                rozumiem czemu ma jeszcze dodatkowo zwiększać ryzyko.

                "Razem żyje się łatwiej - partnerstwo to trochę taka polisa na
                gorsze czasy."

                W opisywanym przeze mnie przypadku to dość jednostronna polisa.
                Jeśli strona która mniej zarabia traci prace, druga strona jakoś
                daje rady za dwoje. Jeśli jednak ona straci prace - i tak trzeba
                poszukac dodatkowej pomocy (kredyt w banku itp). Takze jakoś nie
                widzę tej funkcji polisy.

                Za to jeśli związek nie wypali - idealnie działa jako polisa, ale
                dla tej mniej zamożnej strony.

                "Odcinając się finansowo od drugiej strony
                > dajesz jej jasno do zrozumienia - 'nie biorę za Ciebie
                odpowiedzialności'. "

                - Zauważ że je się nie chce odcinać W CZASIE TRWANIA ZWIĄZKU, nie
                dziele wszystkiego 50/50 itp. Nie mam problemu z ponoszeniem
                finansowej odpowiedzialności za tą druga strone gdy jesteśmy razem.
                Tylko nei rozumiem dlaczego mam ponosić dodatkowy koszt w przypadku
                rozstania. Dla mnie jest to swoisty "bat", który ma dać tak często
                wspominane przez kobiety poczucie bezpieczeństwa. Na zasadzie -dwa
                razy się zastanowi zanim zaryzykuje rozstanie i stratę 50% tego co
                ma.

                • mujer_bonita Re: Gdyby życie było takie proste 15.08.10, 01:01
                  kutuzow napisał:
                  > - Zauważ że je się nie chce odcinać W CZASIE TRWANIA ZWIĄZKU, nie
                  > dziele wszystkiego 50/50 itp. Nie mam problemu z ponoszeniem
                  > finansowej odpowiedzialności za tą druga strone gdy jesteśmy razem.
                  > Tylko nei rozumiem dlaczego mam ponosić dodatkowy koszt w przypadku
                  > rozstania.

                  Co zauważ tworzy również sytuację - znudzisz mi się - zabieram zabawki i
                  zmieniam piaskownicę - STAĆ MNIE :) Uroczy i zdrowy układ - naprawdę :)
                  • kutuzow Re: Gdyby życie było takie proste 15.08.10, 13:27
                    mujer_bonita napisała:

                    "Co zauważ tworzy również sytuację - znudzisz mi się - zabieram
                    zabawki i zmieniam piaskownicę - STAĆ MNIE :) Uroczy i zdrowy układ -
                    naprawdę :)"

                    Mujer, mi zawsze się wydawało że tym co ma spajać związek jest
                    uczucie, a nie "dodatki" jak kredyty czy kwesie mieszkaniowe.
                    Jeśli uczucie wygasa -jaki jest sens męczyć się razem tylko dla tego
                    że tak jest taniej. Czy to nadal jest związek czy już sponsoring?

                    Widzę że Ty preferujesz "straszaka", który wisi nad facetem i
                    generuje potem takie "typowe" sytuacje jak żona+dzieci i kochanka w
                    tle. Facet od żony nie odejdzie bo go to za drogo kosztuje, wiec
                    kolejne osoby sa nieszczęśliwe łacznie z nim.
                    • mujer_bonita Re: Gdyby życie było takie proste 15.08.10, 14:26
                      kutuzow napisał:
                      > Jeśli uczucie wygasa -jaki jest sens męczyć się razem tylko dla tego
                      > że tak jest taniej. Czy to nadal jest związek czy już sponsoring?
                      (...)
                      > Widzę że Ty preferujesz "straszaka", który wisi nad facetem i
                      > generuje potem takie "typowe" sytuacje jak żona+dzieci i kochanka w
                      > tle. Facet od żony nie odejdzie bo go to za drogo kosztuje, wiec
                      > kolejne osoby sa nieszczęśliwe łacznie z nim.

                      Nie - ja po prostu boleję nad sytuacją, kiedy odpowiedzialność za drugiego człowieka w związku kończy się w momencie 'mnie się odwidzi'. Co w sytuacji, kiedy słabsza ekonomicznie strona nadal kocha i z jej strony nic się nie zmieniło - w zachowaniu, traktowaniu? Co jeżeli na przykład panu się zachciało młodszej?

                      Związek (małżeński czy nie) to dla mnie forma zobowiązania. Jeżeli naprawdę chcesz budować z kimś życie, jesteś zdecydowany być z kimś 'na zawsze' to świństwem jest sytuacja wyjścia i zostawienie kogoś na lodzie - a taką możliwość właśnie daje układ proponowany przez Ciebie.
                      • kutuzow Re: Gdyby życie było takie proste 15.08.10, 15:24
                        mujer_bonita napisała:
                        "Jeżeli naprawdę chcesz budować z kimś życie, jesteś zdecydowany być
                        z kimś 'na zawsze' to świństwem jest sytuacja wyjścia i zostawienie
                        kogoś na lodzie"

                        Mujer -przeciez to ja pisałe wcześniej o tej kwesti przysięgi "na
                        zawsze" i z tego co widze kilka Pań z forum ma juz za soba pierwsze
                        małżeństwa. Nie rozumiem tylko co ma jedno do drugiego. Czy z kasą
                        na odchodne czy nie i tak ktoś zostaje na lodzie gdy kończy się
                        małżeństwo.

                        Rozumiem że uczucie do Twego partnera mija. Jeśli jemu minęło także
                        to pięknie sie rozstajecie w spokoju. Jeśli jednak on nadal Cie
                        kocha, to co masz mu odpalić "rekompensatę" za jego zranione serce?
                        Bo tylko do tej "rekompensaty" finansowej sprowadza się różnica
                        pomiędzy rozstaniem w konkubinacie a rozwodem w małżeństwie.
                        • mujer_bonita Re: Gdyby życie było takie proste 15.08.10, 16:09
                          kutuzow napisał:
                          > Rozumiem że uczucie do Twego partnera mija. Jeśli jemu minęło także
                          > to pięknie sie rozstajecie w spokoju. Jeśli jednak on nadal Cie
                          > kocha, to co masz mu odpalić "rekompensatę" za jego zranione serce?
                          > Bo tylko do tej "rekompensaty" finansowej sprowadza się różnica
                          > pomiędzy rozstaniem w konkubinacie a rozwodem w małżeństwie.

                          Nie zostawić go na lodzie. Związek to pewnego rodzaju umowa i jak zerwanie każdej powinny być konsekwencje. Jeżeli moje 'odwidziało mi się' ma powodować z drugiej strony, która z układu się wywiązuje perturbacje finansowe to uważam, że należy jej się rekompensata. Kwestia jaka i ile to już osobna sprawa natomiast niestety rozstania mają to do siebie, że strona odchodząca zwykle mówi 'mam Cię w 4 literach' więc ustalenie tego na początku, czy przez zawarcie małżeństwa, czy związku partnerskiego (o ile jest to możliwe) uważam za wskazane.
                          • m00nlight Re: Gdyby życie było takie proste 15.08.10, 17:27

                            Zgadzam się. Dlaczego 'odwidziało się' jednej strony ma pociągać za
                            sobą drastyczne pogorszenie warunków życia drugiej? Już pomijając
                            aspet emocjonalny.

                            Nawet w polskim prawie tak jest skonstruowane, że osoba wyłącznie
                            winna rozpadowi małżeństwa ma obowiązek alimentacyjny wobec dugiej
                            strony, ktora po rozwodzie ucierpi- tj pogorszą jej się warunki
                            materialne. I to jest fair, bo ta osoba inwestuje w związek, często
                            dba, jest wierna etc. Dlaczego ma dostać po dupie tylko dlatego że
                            drugiej się znudziło?

                            Może i fakt, to jest taki trochę 'bat' ale dobrze że jest, bo na
                            dobrą wolę przy rozstaniu raczej nie ma co liczyć.

                            Ja nie wyobrażam sobie sytuacji, że zainwestuję najlepsze lata życia
                            w faceta i rodzine, będę go wspierać, dbać, itd, a on w zamian po 10
                            latach kopnie mnie w d... pojdzie do młodszej a ja zostane na lodzie
                            i bez faceta, i bez niczego. Przecież to jakiś dramat.

                            Dlatego mysle że jesli związek jest ok, to strona która
                            więcej 'zarabia' powinna zawczasu pomyśleć o zabezpieczeniu
                            finansowym na wypadek, czy to rozstania, czy np choroby, nagłej
                            śmierci, itp- wypadki chodzą po ludziach, trudno zakladać na 100%
                            zakńczenie 'i żyli długo i szczęśliwie'. Myślę że facet ktory
                            utrzymuje rodzine, niezaleznie czy jest papierek czy go nie ma,
                            powinien zawsze zabezpieczyc swoją kobiete i dzieci wlasnie na
                            wypadek nieprzewidzianych wydarzen.

                            I tak u mnie, ponieważ nie pracuje na etacie, a jedynie dorabiam,
                            jestem 'na lewo' zatrudniona w firmie faceta. Tzn nic nie robie ale
                            mam placony zus, skladki etc... WŁAŚNIE po to, że jak coś się
                            wydarzy będę zabezpieczona. I takie rozwiązanie zaproponowal moj
                            facet. I nie na wypadek rozstania, bo tego nie bierzemy pod uwage,
                            ale na wypadek jego np nagłej smierci czy choroby. Mysle że ludzie
                            ktorzy w ogole nie biorą tego pod uwage i myslą że 'jakos to będzie'
                            są po prostu nieodpowiedzialni...
        • lavenders27 Re: Błąd na samym początku. 15.08.10, 12:13
          kutuzow napisał:


          >
          > Nie do końca tak jest w przypadku ślubu. Załóżmy, że wkład w remont
          > był 80/20. Facet nie zwraca wiec tych 20 proc, tylko połowę wartości
          > całego remontu. W opisanym przypadku w konkubinacie jest OK, zwraca
          > te koszty (lub w wersji "bezpiecznej" nie wykorzystuje kasy
          > partnerki w cale posiłkując się np. kredytem).

          Problem polega na tym, że 95 % facetów żyjących w konkubinacie nie oddaje
          partnerce ani złotówki z tej "jej" części. Nawet po ślubie mają OGROMNE opory.
          Dlatego wymyślono małżeństwo - żeby facet się nie rozpłynął we mgle, tylko można
          go było przymusić.

          Poczytaj obie statystyki ilu Polaków nie płaci alimentów - czyli kasy na
          wychowanie SWOJEGO dziecka i obarcza obowiązkiem utrzymania dziecka kobietę.

          Ty byś jej oddał ten "wkład", ale ilu by wypieprzyło kobietę z mieszkania i
          pokazało jej figę z makiem - zwłaszcza gdy pojawi się nowa panienka na
          horyzoncie? Prawie wszyscy.
        • m00nlight Dalej nie rozumiem o co ci kaman 15.08.10, 13:28

          Jakie 'koszty remontu' on mialby jej oddawać?

          Skoro przeprowadzil go za wasne środki? We WLASNYM (osobistym)
          mieszkaniu?

          Tyle tylko że jesli wlozyla w remont 20% to tyle musialby oddac i w
          przypadku rzwodu, i rozstania, z tym że jesli to konkubinat to jego
          dobra wola.

          Przeczytaj dokladnie co napisalam, co WCHODZI w sklad majątku
          wspolnego i jest dzielone (przy czym jesli udowodnisz
          nierownomiernosc wkladu mozna uniknąć podzialu 50/50!).

          W przypadku rozwodu ( a wiem cos o tym bo przez to przeszlam, z
          podzialem majątku włącznie). Wtedy to ja byłam tą 'lepiej ustawioną'
          stroną, bo mieszkalismy w MOIM domu, ktory wybudowal DLA MNIE mój
          ojciec, przy czym ex przy rozwodzie probowal ode mnie
          wyrwać 'rekompensate'- i co? odszedl z kwitkiem bo dom byl moj-
          oddalam mu tylko część kasy ktorą on w dom zainwestowal- bo musialam-
          gdybysmy nie byli malzenstwem poważnie bym sie zastanowila po tej
          szopce którą mi zafundowal. Natomiast oszczędnosci podzielilismy po
          polowie, chociaz w czasie trwania małżeństwa on zarabial więcej- ja
          studiowalam i żylam tylko ze swoich stypendiow. W zamian za to oddam
          mu samochod ktory byl wspolny. Czy ktos byl 'pokrzywdzony'? Wątpię.
          Wszystko da się dogadac. Nawet jesli masz alzenstwo ze wspolnotą
          nikt cię nie 'okradnie'- jesli wkladasz 'do puli' dużo więcej
          wystarczy ze przy rozwodzie przedstawisz pita na ktorym widac
          nierownomiernosc dochodow- juz jest to podstawą do innego niż 50/50
          podzialu pozostalego majątku.

          Natomiast to co jest Twoim majątkiem osobistym- rzeczy
          nabyte/zarobione przed slubem lub kuione po slube za kasę za
          sprzedaz majątku osobistego, spadki, darowizny,wygrane etc to jest
          TWOJA kasa i twoje rzeczy, żona na tym łapy nie położy, chocby na
          uszach stawala- tak więc w ogolnym rozrachunku uregulowane sprawy
          finansowe w malzenstwie są bezpieczniejsze niż konkubinat 'na
          wariackich papierach' A znowu latanie z każdą duperelą do
          notariusza, przechowywanie latami faktur i rozliczanie wszystkiego
          jest co najmniej niewygodne i bez sensu.

          Małżeńtwo nie zostalo wymyslone po to by komukolwiek życie
          uprzykrzyc, a ulatwic i zabezpieczyc interesy stron...
          • kutuzow Re: Dalej nie rozumiem o co ci kaman 15.08.10, 13:41
            m00nlight napisała:

            > Jakie 'koszty remontu' on mialby jej oddawać?
            >
            > Skoro przeprowadzil go za wasne środki? We WLASNYM (osobistym)
            > mieszkaniu?


            Ok, zatem rozłoże to na czynniki pierwsze.
            W konkubinacie sprawa jest prosta, facet oddaje 20% które włożyła
            partnerka (oczywiście jest ryzyko że jest kawał chama i nie odda).

            W małżeństwie ten sam przypadek mimo realnego wkładu 20/80 z racji
            wspólnoty majątkowej traktowany jest jak wspólny wkład. Ponieważ
            jest to inwestycja jak każda inna (w tym przypadku zwiększająca
            wartośc domu). Załóżmy, że kosztowała łącznie 40 tyś PLN.
            Jak każdą inwestycję która miała miejsce w czasie trwania wspólnoty
            majątkowej, na koniec związku ją się "rozlicza". Czyli strona która
            nadal będzie korzystała z tej inwestycji zwraca połowe jej wartości
            stronie która ją tracji w czasie rozwodu.

            Jeśli np. w tym przykładzie zamiast kuchni byłoby to kupno
            mieszkania czy działki -jest identycznie. Strony mają do wyboru,
            albo sprzedają mieszkanie i dzielą kase 50/50, albo jedna strona
            spłaca druga i zostaje w mieszkaniu.

            Czy teraz rozumiesz o co mi chodziło?

            "Nawet jesli masz alzenstwo ze wspolnotą
            > nikt cię nie 'okradnie'- jesli wkladasz 'do puli' dużo więcej
            > wystarczy ze przy rozwodzie przedstawisz pita na ktorym widac
            > nierownomiernosc dochodow- juz jest to podstawą do innego niż
            50/50 > podzialu pozostalego majątku."

            -sorry ale to już jest bajka niezgodna z polskim prawem. Załuzmy dla
            odmiany że to żona jest stroną zarabiającą, a facet jest żigolakiem,
            który tylko siedzi w domu. To że ona ma PIT-y nie zmienia faktu że
            50% majątku który ona (bo on nie ma dochodów) zgromadziła w ramach
            wspólnoty majątkowej jest także jego.


            • m00nlight Re: Dalej nie rozumiem o co ci kaman 15.08.10, 13:51

              A właśnie nie!

              Przeczytaj klauzulę o 'nierównomiernym wkładzie'

              Każdy przypadek jest indywidualnie rozpatrywany przez sąd.

              Fakt, jesli on zarabia, ale ona zajmuje się domem i dziecmi- sąd
              wliczy jej to jako wklad i wtedy najprawdopodobniej podzieli 50/50
              co jest sprawiedliwe bo patrz post poniżej.

              Natomiast jesli dzieci nie ma, i jedna strona jest defacto pasożytem-
              sąd może przy takich przeslankach podzielic inaczej. Kwestia
              dobrego adwokata/ świadków/ faktur/ pitów...

              Są jeszcze mediacje gdzie można podzielic majątek co do tostera...

              Natomiast w przypadku konkubinatu, gdzie każda duperela nie jest
              obwarowana umową notarialną już tak różowo nie jest- można łatwo
              okraść i zostać okradzionym, ew można się sądzić cywilnie- życzę
              powodzenia- sprawy ciągną się latami a niewiele z tego wynika...
              • kutuzow Re: Dalej nie rozumiem o co ci kaman 15.08.10, 14:09
                > Przeczytaj klauzulę o 'nierównomiernym wkładzie'

                Rozmawiałem z kolegą prawnikiem, z tą klauzulą nie jest tak prosto
                jak się wydaje (troche tak jak z ożeczeniem o winnym rozpadu
                związku). Jeśli para się sama nie dogada co do ew innego podziału
                niż 50/50 to zaczyna się prawny korowód. Druga strona zawsze może
                się powoałac na to że to ona wykonywała obowiązki "domowe" (co jest
                ciężko podważyć) i wracamy do punktu wyjścia -czyli 50/50.

                • m00nlight Re: Dalej nie rozumiem o co ci kaman 15.08.10, 14:36

                  No widzisz , Ty rozmawiales z 'kolegą prawnikiem' a ja bralam
                  rozwod :P jest różnica?

                  Fakt, nic nie jest proste, ale co w polskim systemie prawnym nie
                  jest?

                  Skoro 'normalny' podzial majątku jest takim wielkim 'korowodem', to
                  czym wobec tego będzie sprawa o majątek w konkubinacie,
                  nieuregulowany,a drodze powództwa sądowego? spacerkiem? haha
      • wilczypajak Re: Błąd na samym początku. 14.08.10, 21:53

        > zawsze mnie poprawia że to NASZ dom, NASZ samochod i NASZE
        > pieniądze


        W przypadku rozstania (odpukać) pewnie by przestał Cię poprawiać.
    • yoric Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 15.08.10, 03:53
      Do kalkulacji trzeba dorzucić jeszcze ten czynnik, że z upływem latek wartość
      matrymonialna faceta rośnie, a kobiety spada. W wieku 20+ przeciętnej lasce
      znacznie łatwiej o adoratora, niż facetowi o partnerkę; przeciętny facet nie ma
      jeszcze takich zasobów, jak konkurencja, ale może zaproponować partnerce coś dla
      niej cennego - stały związek. To jak z telefonią, gdzie dostaniesz aparat za
      złotówkę, ale musisz związać się umową na dwa lata. Statystycznie ten wkład
      niematerialny ze strony kobiet jest na początku dużo większy, zatem małżeństwo
      jest instytucją tak zaprojektowaną, aby chronić ich interesy.
    • songo3000 Zależy tylko i wyłącznie od swojego podejścia 15.08.10, 12:00
      do kasy w sensie całościowym.

      W formalnym, czy nieformalnym związku osoby, dla którym pieniądze (czy po prostu dobra materialne) są bardzo istotne ZAWSZE będą czuć się 'wykorzystane' o ile prawnie ich finansowe interesy nie będą zabezpieczone. Ludkowie z innym podejściem po prostu mają ten luz, że NIEZALEŻNIE jak życie się potoczy nie będą mieć deprechy (bo ex zakosił mi moje 30% wkładu w tynk na północnej ścinie).

      Powiem tak, W tej chwili to ja jestem ten lepiej zarabiający a naprawdę zwisa mi to i powiewa, czy stracę/oddam/zdefrauduję :) całą kasę na rzecz (ex)lubej:
      - raz, że cały ten 'income' z definicji w chwili pojawienia się jest wspólny
      - dwa, że jego starta nijak mnie dotknąć nie może. Tak jak daltonistę nigdy nie porazi wściekle różowy kolor majtek, hehe.
      Inna sprawa, że nawet z zerowym kontem i jutro bez dachu nad głową cwaniak Songo sobie poradzi bez większych problemów. Taki macho z niego ;PPP

      Kutuzow, może pójdź tym tropem w swoich rozważaniach? Zacznij od źródła, czyli potrzeb a dopiero później analizuj perypetie ich zaspokajania. Moim skromnym zdaniem od tego właśnie zacząć trzeba.
      • lavenders27 Re: Zależy tylko i wyłącznie od swojego podejścia 15.08.10, 12:29
        Songo ma rację.

        Poza tym, widzisz tylko aspekt materialny związku i tylko to, ile kto kasy
        przyniósł do domu - a sa jeszcze rzeczy, które nie mają wymiaru materialnego - a
        których ten drugi człowiek nam dostarcza. W zyciu tak bywa, że raz się jest pod
        wozem, a raz na wozie - nigdy nie wiesz, czy to ona kiedyś nie będzie Cię
        utrzymywała.

        Co do sprawiedliwości, to nikt tu nie napisał o kosztach jakie ponosi kobieta w
        związku z dzieckiem - przede wszystkim natury zdrowotnej. Ale i finansowej -
        raz, że nie może sobie pozwolić na pracę w takim wymiarze jak mężczyzna, dwa - w
        razie rozstania zwykle spadają na nią wszystkie obowiązki związane z dzieckiem -
        także te finansowe. Gdyby nie było podziału pół na pól, której by się opłacał
        taki "biznes"? Ja oddałabym mojemu meżowi 90% majątku, gdyby to on urodził
        dziecko i zajął się nim w takim wymiarze, w jakim robię to ja. Nie mając dziecka
        zarobiłabym tyle, że te 10% w zupełności wystarczyłoby mi na wszystko i jeszcze
        zostało.

        Dlatego w wymiarze materialnym ja straciłam na małżeństwie i dziecku kupę kasy -
        życia by mężowi nie starczyło żeby mi to spłacić, gdybyśmy mieli się rozliczać
        "sprawiedliwie", wg Twoich zasad.
        • kutuzow Re: Zależy tylko i wyłącznie od swojego podejścia 15.08.10, 12:46
          lavenders27 napisała:
          "Poza tym, widzisz tylko aspekt materialny związku i tylko to, ile
          kto kasy przyniósł do domu - a sa jeszcze rzeczy, które nie mają
          wymiaru materialnego - a których ten drugi człowiek nam dostarcza."

          - wiesz albo rozpatrujemy aspekt finansowy, albo aspekt emocjonalny,
          nie mieszajmy tego. Ty zakładasz że facet wiecej wkłada w związek
          finansów (jak w podanym przeze mnie przykładzie), wiec na pewno
          druga strona więcej wkłada emocji. Co jeśli oboje dostarczają tyle
          samo emocjonalnego wsparcia?

          Co do dziecka -podałem przykład gdzie dziecka nie ma i zadałem
          proste pytanie czemu w tym przypadku facet ma na zakończenie związku
          ponosić dodatkowy koszt 50%. Nie jest to żadna "rekompensata" za
          ciąże itp.

          "> Dlatego w wymiarze materialnym ja straciłam na małżeństwie i
          dziecku kupę kasy "

          Wiesz wszystko zależy od tego do jakiego stanu to przyrównasz.
          Domyślam się że sama także chciałaś dziecka -nie byłaś "surogatką"
          dla swego męża, wiec porównaj to sobie do sytuacji gdy jesteś
          samotna, pragniesz dziecka i nie możesz liczyć na tą druga stronę ze
          wsparciem finansowym.
          • mujer_bonita Re: Zależy tylko i wyłącznie od swojego podejścia 15.08.10, 12:53
            kutuzow napisał:
            > Co do dziecka -podałem przykład gdzie dziecka nie ma i zadałem
            > proste pytanie czemu w tym przypadku facet ma na zakończenie związku
            > ponosić dodatkowy koszt 50%. Nie jest to żadna "rekompensata" za
            > ciąże itp.

            Kutuzow - tylko w takim razie Twoje stwierdzenie o sprawiedliwości konkubinatu i rozdzielności majątkowej jest prawdziwe tylko pod pewnymi, ściśle określonymi warunkami. Wychodzi na to, że jest to wyjątek a nie reguła :)
            • kutuzow wyjątek 15.08.10, 13:30
              > Kutuzow - tylko w takim razie Twoje stwierdzenie o sprawiedliwości
              konkubinatu
              > i rozdzielności majątkowej jest prawdziwe tylko pod pewnymi,
              ściśle określonymi
              > warunkami. Wychodzi na to, że jest to wyjątek a nie reguła :)

              Mujer -ja nie Twierdze ze to jest reguła. W kilku innych wątkach
              pojawiła się kwestia tego jak ja postrzegam finanse w związki i że
              mam "ciśnienie" na kase, wiec chciałem to wyjaśnić jak to jest z tym
              moim podejściem.

              • lavenders27 Re: wyjątek 15.08.10, 19:35
                Ej, ale Ty z tymi startami 50% to masz kiepskie rozeznanie w temacie. W
                małżeństwie nie tracisz tak naprawdę nic, co posiadałeś PRZED zawarciem związku.
                Skoro zakładasz formalnie rodzinę i składasz przysięgę w USC, to wspólna kasa
                jest taką polisą dla wszego związku - prawo przewiduje, że któreś z was może
                zachorować, że pojawi się dziecko, że któreś może stracić pracę. I po to jest
                wspólnośc małżeńska, żeby strona w gorszej sytuacji nie została na lodzie. I to
                jest sprawiedliwe. Dzisiaj Ty masz kase, a skąd wiesz czy jutro nie zostaniesz
                rośliną i czy partnerka nie kopnie Cię w 4 litery i nie zostawi na pastwę losu -
                bez złotówki? Po to właśnie wymyślono małżeństwa.

                Prawo nie "przewiduje" rozwodu! Przyjmuje się, że w związek małżeński wstępują
                osoby dorosłe, dojrzałe emocjonalnie. I te osoby zawierają kontrakt, który
                stanowi, że będą tworzyły wspólne gospodarstwo domowe aż do śmierci. I cała
                legislacja jest tak ułożona, żeby uregulować status tego "gospodarstwa".
                Małżeństwo to impreza dla dorosłych , odpowiedzialnych ludzi - skoro ktoś
                zakłada z góry rozwód, to musi być idiotą, żeby taki kontrakt zawierać.
                • kutuzow Re: wyjątek 15.08.10, 20:19
                  lavenders27 napisała:
                  "...nie tracisz tak naprawdę nic, co posiadałeś PRZED zawarciem
                  związku"

                  -nie napisałaś nic czego bym nie wiedział wcześniej. W podanym
                  przykładzie chodzi mi o majątek zgromadzony w TRAKCIE trwania
                  związku. Przeczytaj raz jeszcze pierwszy wpis i ew. moje odpowiedzi
                  do m00nlight gdzie to doprecyzowałem.

                  "> Prawo nie "przewiduje" rozwodu! Przyjmuje się, że w związek
                  małżeński wstępują
                  > osoby dorosłe, dojrzałe emocjonalnie. I te osoby zawierają
                  kontrakt, który
                  > stanowi, że będą tworzyły wspólne gospodarstwo domowe aż do
                  śmierci."

                  W temacie "aż do śmierci" wypowiadałem się już wcześniej w innych
                  wątkach. Ja tak to własnie postrzegam i jeśli nie mogę tego
                  zagwarantowac -to tego nei robię (jasno informując o swoich obawach
                  partnerkę). Zauważ że w dużych miastach odsetek rozwodów dochodzi do
                  ok 40-50% jeśli się nie mylę, wiec to pokazuje skalę problemu.

                  "Małżeństwo to impreza dla dorosłych , odpowiedzialnych ludzi -
                  skoro ktoś
                  > zakłada z góry rozwód, to musi być idiotą, żeby taki kontrakt
                  zawierać."

                  - ja mogę napisać że trzeba być idiotą żeby nie wziąc ew rozstania
                  pod uwagę (w dzisiejszych czasach konsumpcji i wygodnictwa obu
                  stron).
                  Zauważ że nawet umowy biznesowe pisze sie ni po to żeby działały
                  gdy jest wszystko OK (na to wystarczą prostsze formy prawne), ale
                  ich głównym zadaniem jest właśnie ochrona w przypadku gdzie coś
                  idzie nie tak.
          • lavenders27 Re: Zależy tylko i wyłącznie od swojego podejścia 15.08.10, 19:23
            No, o to właśnie chodzi. Ja nie mam do nikogo absolutnie żalu, tylko chciałam
            zobrazować sytuację kobiety w sytuacji takiej jak moja. Że ja na tym straciłam
            finansowo, zdrowotnie, urodowo (co jest nieprzeliczalne na pieniądze)itd. I
            gdybyśmy teraz mieli się rozstawać jako konkubenci, to jak on by mi miał za to
            zapłacić? I jak mielibyśmy to wyliczyć?

            Powiedzmy, że mieszkam w jego mieszkaniu wartym 800 tys. A swoje "straty"
            wyłącznie finansowe oceniam na 2 bańki. Dzielę na pół - bo oboje chcieliśmy
            dziecka. Wychodzi na to, że ma mi zostawić mieszkanie i dorzucić 200 tys? To by
            było sprawiedliwe, nie?
      • kutuzow Re: Zależy tylko i wyłącznie od swojego podejścia 15.08.10, 12:51
        songo3000 napisał:

        "Powiem tak, W tej chwili to ja jestem ten lepiej zarabiający a
        naprawdę zwisa mi to i powiewa, czy stracę/oddam/zdefrauduję :) całą
        kasę na rzecz (ex)lubej:
        - raz, że cały ten 'income' z definicji w chwili pojawienia się jest
        wspólny"

        powiem tak wielu już tak twierdziło jacy to są wyluzowani na kwestie
        finansowe do czasu..... rozwodu. Potem jakoś im przechodził ten cały
        piękny "luz".

        Ja wiem że "dzentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają" i pięknie jest
        grać takiego co na kasę nie zwraca uwagi. Jak pisałem do m00nlight
        mi nie chodzi o rozliczanie w czasie związku -tutaj jest to (dla
        mnie) jasne -jesteśmy razem, żyjemy razem. Nie widzę tylko podstaw
        do odpalania kasy na koniec związku. Swoistego "janosikowego" na
        nową drogę życia dla ex partnerki?
        • songo3000 Re: Zależy tylko i wyłącznie od swojego podejścia 15.08.10, 13:43
          > powiem tak wielu już tak twierdziło jacy to są wyluzowani na kwestie
          Mogę mówić tylko za siebie (a nie za 'wielu' :), po prostu miałem już kilka 'resetów' finansowych w swoim życiu gdy na bułkę z parówką nie było i jakoś nie robiło to na mnie wrażenia - stąd pewność w tej wypowiedzi.

          Swoją drogą nijak nie mogę zrozumieć (to co chyba chcesz zasygnalizować) PO CO forumowicz miałby przedstawiać tu zafałszowany obraz siebie skoro nie będzie miał z niego NIJAK korzyści??? Ale pewnie stary cap bez wyobraźni jestem ;)))

          > mnie) jasne -jesteśmy razem, żyjemy razem. Nie widzę tylko podstaw
          Ja Ci tylko wskazuję, że nie zawsze ludkowie w ogóle rozważają kwestię finansową jako istotną. O żadne gentelmeństwo tu nie chodzi. Czy przy ewentualnym rozstaniu pomyślałbyś o rozdziale brudnej wody z miski w ogródku?
          • kutuzow Re: Zależy tylko i wyłącznie od swojego podejścia 16.08.10, 09:36
            songo3000 napisał:

            "> Swoją drogą nijak nie mogę zrozumieć (to co chyba chcesz
            zasygnalizować) PO CO
            > forumowicz miałby przedstawiać tu zafałszowany obraz siebie skoro
            nie będzie mi
            > ał z niego NIJAK korzyści??? Ale pewnie stary cap bez wyobraźni
            jestem ;)))"

            Na prawdę nie wiesz? Z tego samego powodu dla którego ludzie
            kształtują lepszy obraz siebie w wirtualnym świecie. Niezależnie czy
            jest to czat na WP, czy avatar w Second Life, wszystkie są "lepszą"
            wersją ich userów.
            W tym przypadku prezentując się na forum jako taki finansowy luzak
            dostajesz +10 do Zajebistości ;-)

        • m00nlight Jesli nie ma dziecka- spoko 15.08.10, 13:44

          Też tego nie rozumiem.

          Skoro nie ma dziecka- i razm dzielą obowiązki domowe 50/50, ona
          pracuje i zarabia, on pracuje i zarabia- rozwod- kazdy
          bierze 'swoje' i żyje na wlasny rachunek- zero komplikacji.

          Natomiast jesli jest dziecko, to już zuuuupełnie inna gadka.

          Przez fakt że ona glownie zajmuje się dzieckiem, nawet jesli wroci
          do pracy, to automatycznie nie ma szans na awanse i lepsze dochody-
          bo niestety w teorii rownouprawnienie i podzial obowiązkow wygląda
          cacy, natomiast w naturze już tak różowo nie jest- nie oszukujmy
          się. To ONA idzie na l4 jak dziecko zachoruje, to ONA nie bierze
          nadgodzin, bo opiekunka konczy prace o 16, trzeba dziecko odebrac z
          przedszkola, to ONA rezygnuje z delegacji, szkolen wyjazdowych, etc.
          ięc SIŁĄ rzeczy MUSI zrezygnowac z części ambicji zawodowych na
          rzecz ICH WSPÓLNEJ rodziny. W związku z tym w przypadku rozstania
          ona zostaje ze swoim skromnym dochodem, śmiesznymi często alimentami
          i drastycznie obniża jej się poziom życia. W takiej sytuacji nie
          widzę nic zdrożnego w tym że facet ma obowiązek ten poziom życia jej
          wyrównać, przynajmniej przez 5 lat lub dopoki ona ponowie nie
          wyjdzie za mąż- wszak nie inwestuje tylko ex, a i dziecko, ktore też
          siłą rzeczy będzie po rozwodzie żyło w gorszych warunkach. Bo to, że
          oa zrezygnowala ze swojej kariery na rzecz rodziny to byl jej wklad
          w związek- i za to rekompensata jak najbardziej sluszna.

          W przypadku konkubinatu wystawi jej walizki, rzuci 200 zl na dziecko
          i żyj babo ;) To ma być 'sprawiedliwe?' To nawet nie jest LUDZKIE...

          A co w przypadku gdy dzieci jest wiecej (2-3) i kobieta calkowicie
          rezygnuje z pracy? Na przynajmniej kilka (3-4)lata, ma gigantyczną
          dziure w cv? To przecież oczywiste że nie znajdzie od razu
          superdobrej i superplatnej pracy! Tym ciężej jej będzie jako
          samotnej matce, 'a bo dzieci chorują, będzie brala często
          l4'...Dlaczego w przypadku rozstania ma być poszkodowana i klepac
          biede? W koncu to nie byly JEJ dzieci a ich wspolne? Nikt nie zmusza
          faceta do zakladaniarodziny, skoro to zrobil, znaczy że chcial...
          więc dlaczego ma nie ponieść konsekwencji swoich decyzji? Bo mu sie
          odwidzialo?
          • kutuzow Re: Jesli nie ma dziecka- spoko 15.08.10, 13:53
            "Natomiast jesli jest dziecko, to już zuuuupełnie inna gadka."

            -oczywiście tutaj się zgadzam. Dlatego nie rozpatruje tego
            przypadku.

            Zaznacze tylko ze to też nie jest takie czarno-białe.
            Co np. z kobietami które samotnie decydują się na dziecko - kto im
            mam dać "rekompensate"? Co w przypadku gdy kobieta już nie moze się
            doczekać dziecka i się ślini na widok wózka na ulicy, a facet
            chciałby jeszcze popracowac z 5 lat i odłożyć wiecej kasy zeby było
            lżej. Idą na kompromis, bo to jej zalezy teraz na dziecku itp.
            Pewnie co rodzina to inny przypadek. Dlatego zostańmy na razie przy
            prostrzej wersji bez dzieci, bo jak widac nawet tutaj mamy problemy
            w ocenie sytuacji.
            • mujer_bonita Teoria względności wg. Kutuzowa :) 15.08.10, 14:21
              kutuzow napisał:
              > mam dać "rekompensate"? Co w przypadku gdy kobieta już nie moze się
              > doczekać dziecka i się ślini na widok wózka na ulicy, a facet
              > chciałby jeszcze popracowac z 5 lat i odłożyć wiecej kasy zeby było
              > lżej. Idą na kompromis, bo to jej zalezy teraz na dziecku itp.
              (...)
              > Dlatego zostańmy na razie przy
              > prostrzej wersji bez dzieci, bo jak widac nawet tutaj mamy problemy
              > w ocenie sytuacji.

              Widzisz Kutuzow - mnie zarzucasz, że dobieram przykłady jak mi wygodnie a sam
              stosujesz takie lawirowanie, że głowa boli :)

              Twój przypadek w wątku opiera się na 'tu i teraz'. I ok - w przypadku opisanym
              przez Ciebie wychodzi niesprawiedliwość - akurat nikt tu nie ma 'problemu z
              oceną sytuacji'. Natomiast to, co część osób stara Ci się wytłumaczyć to fakt,
              że takie układy jak opisujesz trwają dość krótko i są zwykle układami przejściowymi.

              Bazując na tym co pisałeś w poprzednim wątku, że można/należy najpierw zrobić
              karierę i zadbać o finanse, mieć równe szanse itp. I wszystko cacy. Tylko
              niestety - Twój model żadnej sprawiedliwości nie zakłada. Dlaczego? Bo nie
              zakładasz na przykład RÓWNEGO ponoszenia konsekwencji późnego rodzicielstwa.
              Facet w takim układzie jest ustawiony - on może mieć dzieci później - ale uwaga
              - nie z równolatką :) Musi WYKORZYSTAĆ młodość innej partnerki. Piszesz o tym:
              "Facet moze spokojnie poczekac do 40-tki z tą decyzją aż ma
              wystarczającą pozycję i zasoby, kobieta zazwyczaj naciska na to dużo
              wcześniej, takze z jego punktu widzenia wyglada to tak że jeśli nie
              zdecydowałby się już teraz na dziecko, to nadal moze robić kariere,
              ona takiego wyboru (w okolicy 30+) już nie ma. "
              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115012953,115199591,Re_Koszt_alternatywny.html
              "na prawdę uważasz że fajny gośc 40+ będzie miał problem z
              poderwaniem kobiety ok 30-tki? Nie sądze."
              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115012953,115199591,Re_Koszt_alternatywny.html
              Czyli - facet dochodzi sobie spokojnie do zasobów, korzystając z towarzystwa
              'kryzysowej narzeczonej', którą z uwagi na odkładanie decyzji o dziecku pozbawia
              możliwości posiadania dziecka a potem 'korzysta' z młodszej partnerki (która z
              uwagi na dziecko będzie miała gorsze perspektywy kariery). Gdzie tu równość?
              • m00nlight Re: Teoria względności wg. Kutuzowa :) 15.08.10, 14:51

                Trzeba sobie od razu poszukac partnera 10+ (tak jak ja to zrobilam)
                i sprawa rozwiązana. On zdążył się 'wyszumiec' i 'dorobic', a ja
                urodze dziecko w najlepszym z medycznego punktu widzenia okresie (25-
                30) :P

                Ale fakt, zwykle gdzies po drodze jest ta 'kryzysowa narzeczona'
                której nie zazdroszcze. Pewnie zmarnowala najlepsze lata życia z
                takim 'co to spokojnie może poczekac do 40stki, nie pali się' a
                teraz sama jest pod 40stkę a szanse na ciążę topnieją z miesiąca na
                miesiąc.

                Ale z drugiej strony patrząc, takie dziewczyny same są sobie winne
                że dają się latami zwodzić, normalna babka ma swiadomosc wlasnej
                biologii i powinna wiedziec że 'jesli nie teraz to nigdy' i 'albo
                dziecko z innym facetem, albo przyszlosc bez dziecka z obecnym'-
                przy czym uwaga! możliwy scenariusz za 5 lat, gdzie panu pod 45
                nagle zacznie się chciec dziecka, bo wszyscy koledzy mają synów :P i
                wtedy, żegnaj stara kryzysowa, witaj nowszy płodny modelu :)

                Mam koleżanke, w konkubinacie z facetem niemal 10 lat, ona od co
                najmniej 5 stawia sprawe jasno, że chce rodziny co rok nowa wymowka:
                jeszcze nie teraz, może za wczesnie, najpierw lepsza praca, większe
                mieszkanie, a latka lecą. Więc po kosultacji ze swoimi zawsze dobrze
                życzącymi kuleżankami postawila mu ultimatum: albo za rok (ślub i)
                dziecko, albo szukam partnera na życie. Czy to szantaż emocjonalny?
                Nie, to czysta logika, dziewczyna jest po 30stce i zdaje sobie
                sprawe że z każdym rokiem jej szanse na dziecko topnieją. To nie
                są 'nieczyste babskie zagrywki', to biologia. Kobieta nie może sobie
                pozwolic na czekanie w nieskończoność, aż Pan się namyśli. I to nie
                jest żaden szantaż, to wolny wybór.

                Z kolei śmieszą mnie wypowiedzi facetow w stylu: zmusila mnie do
                ślubu/ dziecka. To ona chciala! Jak zmusila? Karabin do głowy i
                przed ołtarz? Jedyne co mogla zrobic to zagrozic odejsciem, skoro
                facet wybral ślub, znaczy że pozostanie w związku bylo dla niego
                dosc oplacalne, żeby się zdecydowac?
                • kutuzow Re: Teoria względności wg. Kutuzowa :) 15.08.10, 15:44
                  m00nlight ---> z większością się zgadzam, kilka drobnych kwestii
                  które mi przyszły do głowy.

                  Kwestia "wbijania w lata". To troche tak jak z tym
                  mówieniem "kocham" na "trzy cztery", które sugerowała Rumpa.
                  Bo jak szybko należy podjąć decyzję o ew. dziecku, lub rozstaniu
                  żeby partnerka nie poczuła się "wystawiona"? 3 miesiące, pół roku,
                  rok? od razu na 1 randce?

                  Moim zdaniem jeśli facet stawia sprawe jasno, to druga strona moze
                  od ręki podjąć decyzje -czy chce zaryzykować i zaczekać, czy szuka
                  innego. Podobnei w druga stronę. Jeśli partnerka jasno deklaruje że
                  jej "deadline" na ciąże to np. 35 lat to facet też ma możliwośc
                  podjęcia świadomej decyzji i wie na co się pisze.

                  "kuleżankami postawila mu ultimatum: albo za rok (ślub i)
                  > dziecko, albo szukam partnera na życie. Czy to szantaż
                  emocjonalny? "

                  Dla mnie to jasna sprawa i możliwość wyboru - nie widzę tu szantażu.


                  "To nie są 'nieczyste babskie zagrywki', to biologia."

                  - o ile kobieta stawia jasno sprawe (tak jak opisaliśmy to akapit
                  wyżej) jest OK. Część kobiet jednak działa metodą "na partyzanta" i
                  same biora sprawy w swoje ręce (np. odstawiając pigułki nie
                  wspominając o tym partnerowi) -znam 2 takie przypadki wśród swoich
                  znajomych. Dla mnie to już jest nieczysta babska zagrywka i własnie
                  to traktuje jako ew. próbę negocjacji z terrorystami.

                  • mujer_bonita Skąd Ty to wszystko wiesz? :D 15.08.10, 16:20
                    kutuzow napisał:
                    > Moim zdaniem jeśli facet stawia sprawe jasno, to druga strona moze
                    > od ręki podjąć decyzje -czy chce zaryzykować i zaczekać, czy szuka
                    > innego. Podobnei w druga stronę. Jeśli partnerka jasno deklaruje że
                    > jej "deadline" na ciąże to np. 35 lat to facet też ma możliwośc
                    > podjęcia świadomej decyzji i wie na co się pisze.

                    Im więcej piszesz, im więcej przykładów podajesz tym bardziej mam wrażenie, że piszesz o mnie i moim związku tylko właśnie w odwróconych rolach :)

                    Otóż właśnie ostatnio mój TŻ stwierdził, że późne rodzicielstwo mu nie odpowiada więc wyznaczył deadline na dziecko (ba - drugie) na 35 lat :) A to już naprawdę blisko.

                    I widzisz - wszystko fajnie, sprawa jasna - fakt - fanatykiem nie jest, mam pole do negocjacji itp. Teoretycznie jest tak jak piszesz - mam możliwość podjęcia świadomej decyzji.ALE! Mam też możliwość oszustwa. Powiem, że się zgadzam, dotrwamy do tego dajmy na to 33 roku życia, będę przeciągać jak się da, brać potajemnie pigułki, udawać problemy z zajściem w ciąże etc. MAM taką możliwość.

                    Owszem - TŻ jest w lepszej sytuacji niż gdyby sprawa wyglądała odwrotnie bo jak się zorientuje koło 40-tki to jeszcze może znaleźć sobie kogoś ale tego czego chciał - dzieci przed 35 rokiem życia mieć nie będzie. I żyjąc w konkubinacie - żadnej rekompensaty za moje zwodzenie również.

                    Konkubinat jest super między dwojgiem dorosłych, odpowiedzialnych ludzi, którym wcześniejsze ustalenia się nie 'odwidzą' etc. Tylko niestety - pokaż mi takich. Pokaż mi takich co się z klasą rozstają :) Niestety tak jak już tu napisałam - przy rozstaniu zwykle jest 'mam Ciebie i Twoje dobro w 4 literach'. I konkubinat nie zabezpiecza przed tym wcale!
              • kutuzow Re: Teoria względności wg. Kutuzowa :) 15.08.10, 15:34
                Mujer -potwierdzam to co napisałaś. Niczego się nie wypieram (tym
                się różnimy ;-)

                Twój wniosek jest OK tylko pod warunkiem że jedynym "dobrem" które
                partnerka wynosi z jakiegokolwiek związku jest dziecko. Bo jeśli go
                nie ma to niezaleznie od tego czy jest to konkubinat czy małżeństwo
                powinna otrzymać "rekompensate" za stracone lata i mniejszą płodność.

                Chyba triss albo zaklęta pisały Ci że kobieta również może wynieśc
                sporo z takiego związku który nie kończy się macierzyństwem. Wiec to
                nie jest tak że tylko facet tu korzysta.


                • triss_merigold6 Re: Teoria względności wg. Kutuzowa :) 15.08.10, 15:44
                  Taaa, ja wyniosłam na przykład bogate i zróżnicowne doświadczenia,
                  dobre i złe, ale g... w sensie materialnym. P
                  Znam kobiety, którym bezdzietne (małżeńskie i niemałżeńskie)
                  długoletnie związki rozpadały się kiedy były już dobrze po 30-tce.
                  To co je łączy to ogromne poczucie zawodu, krzywdy i oszukania.
                  Panowie twierdzili, że dzieci chcą bardzo, planują, ale jeszcze nie
                  teraz. Bo niestabilna praca, bo stresująca praca, bo kredyt, bo
                  plany zawodowe, bo "jeszcze nie jestem gotów". A one zamiast pomóc
                  im podjąć decyzję, lojalnie i uczciwie czekały.
                  • kutuzow Re: Teoria względności wg. Kutuzowa :) 15.08.10, 15:53
                    triss ---> zauważ jak wiele osób tutaj twierdzi jakie to ważne w
                    związku są kwestie pozafinansowe....do czasu gdy związek się kończy
                    i nagle jest ktoś na lodzie -wtedy finanse nie są już tematem "fe" i
                    zaczyna się podliczanie strat i poczucie zawodu.

                    Ja nie wstydze się zauważyc iz uczucie uczuciem - niech trwa do
                    śmierci -wtedy problemu żadnego nie będzie, ALE jeśli coś pójdzie
                    nie tak (a rzeczywistośc pokazuje ze szanse są spore patrzac na
                    liczbe rozwodów), to fajnie miec te sprawy ułożone, żeby żadna ze
                    stron nie czuła się potem pokrzywdzona.
                    • triss_merigold6 Re: Teoria względności wg. Kutuzowa :) 15.08.10, 16:07
                      Różnie bywa. Zwróć uwagę, że majątek posiadany PRZED ślubem, a potem
                      także spadki, darowizny, nagrody oraz dochody z tytułu praw
                      autorkich, nie wchodzi w skład wspólnoty majątkowej.
                      Generalnie znam więcej przykładów kiedy to panie dostawały po dupie,
                      bo inwestowały w -jak się okazało-cudze. Koleżanka po ślubie swoje
                      niemałe oszczędności włożyła w dom męża (wtedy w fatalnym stanie),
                      rachunki były na niego, a robocizna bez rachunków. Po latach pan ma
                      kochankę, a koleżanka praktycznie zero mozliwości odzyskania kasy,
                      co skutecznie powstrzymuje ją od rozwodu.
                • mujer_bonita Łącznie 3 wypowiedzi: 15.08.10, 16:04
                  Kutuzow - zestaw sobie teraz swoje 3 ostatnie wypowiedzi:
                  "Twój wniosek jest OK tylko pod warunkiem że jedynym "dobrem" które
                  partnerka wynosi z jakiegokolwiek związku jest dziecko. Bo jeśli go
                  nie ma to niezaleznie od tego czy jest to konkubinat czy małżeństwo
                  powinna otrzymać "rekompensate" za stracone lata i mniejszą płodność"
                  "Moim zdaniem jeśli facet stawia sprawe jasno, to druga strona moze
                  od ręki podjąć decyzje -czy chce zaryzykować i zaczekać, czy szuka
                  innego. Podobnei w druga stronę. Jeśli partnerka jasno deklaruje że
                  jej "deadline" na ciąże to np. 35 lat to facet też ma możliwośc
                  podjęcia świadomej decyzji i wie na co się pisze."
                  "Ja nie wstydze się zauważyc iz uczucie uczuciem - niech trwa do
                  śmierci -wtedy problemu żadnego nie będzie, ALE jeśli coś pójdzie
                  nie tak (a rzeczywistośc pokazuje ze szanse są spore patrzac na
                  liczbe rozwodów), to fajnie miec te sprawy ułożone, żeby żadna ze
                  stron nie czuła się potem pokrzywdzona. "

                  No właśnie - jak sprawić, żeby druga strona nie czuła się pokrzywdzona? Czyż właśnie nie jest tak, że NIE MA rozwiązania optymalnego? Wszak żeby ustrzec się przed oszustwem, wykorzystaniem przed drugą stroną wybieramy wariant, który... pozwala nam ją oszukać :)

                  Co w zasadzie proponujesz tak konkretnie bo już się pogubiłam. Piszesz, że małżeństwo i wspólnota majątkowa są niesprawiedliwe po czym przyznajesz rację, że jednak w omawianych tu przypadkach jak najbardziej jest. Trochę ciężko mieć jabłko i zjeść jabłko. Albo-albo. Jasne stawianie sprawy nie ma tu nic do rzeczy. To, że jasno powiesz partnerce 'moja kasa to moja kasa' nie znaczy, że jak ona się zgodzi być z tobą a Ty ją potem zostawisz - ona nie będzie stratna. Stanu faktycznego to nie zmieni. Co zatem?
                  • triss_merigold6 Chcącemu nie dzieje się krzywda 15.08.10, 16:19
                    Chcącemu nie dzieje się krzywda - prawo rzymskie podajże.
                    Jeśli pani wchodzi w układ "moja kasa moja" lub "dzieci po moim
                    trupie" to bierze na klatę konsekwencje.
    • triss_merigold6 Dorzucę Ci kamyczek 15.08.10, 15:25
      A co powiesz na takie układy?
      Pary o początkowo równym statusie, obie strony pracujące i po
      studiach. Panowie zaczęli robić kariery jako dyplomaci, co wiązało
      się z kilkuletnimi pobytami na tzw. placówkach. Rodziny wyjeżdżały w
      całości (małoletnie dzieci) i panie poza Polską NIE PRACOWAŁY
      ZAWODOWO. Za to miały kupę roboty o charakterze reprezentacyjno-
      towarzyskim i wspierały mężów. Zaznaczam, że "żona dyplomaty" to
      gorsze niż harówa na etacie, widziałam na żywo - moja matka taką
      była. Po latach i ostatecznym zjechaniu do kraju panie miały staże
      pracy niewystarczające nawet na najniższą emeryturę, o podjęciu
      pracy zgodnej z pierwotnym wykształceniem mogły zapomnieć ze względu
      na wiek i nieaktualne doświadczenia.
      Panowie pod 60-tkę zaczęli zmieniać stare żony na młodsze modele.
      Obserwowałam huczne rozwody znajomych rodziców. Panie zażądały
      alimentów, bo inaczej w zasadzie mogłyby iść żebrać albo kraść, zero
      źródeł utrzymania. Alimenty były zasądzane i to w wysokości
      pozwalającej na życie w standardzie niewiele niższym niż
      dotychczasowy.
      • kutuzow Re: Dorzucę Ci kamyczek 15.08.10, 15:30
        triss ---> nie mam problemów z takim rozwiązaniem które opisałaś.
        Skoro obie strony zgodziły się na taki układ - sprawa jest jasna.
        Co innego gdyby gość chciał żeby jego żona pracowała, a ona doszła
        do wniosku że przecież tak jest wygodniej. Wtedy bym się zastanaiwał
        czy to sprawiedliwe.
        • triss_merigold6 Re: Dorzucę Ci kamyczek 15.08.10, 15:40
          W PRL była zasada, że pracownicy ambasad i attachatów powinni mieć
          rodzinę - mniejsze ryzyko syfu obyczajowego i zwerbowania. Część
          kobiet pracowała ale to były pary zatrudniane w pionach technicznych
          i do obsługi (on kierowca, ona sprzątaczka). Dla żony np. radcy
          prawnego etatu zwykle nie było (chyba, że np. sekretarki ale tu była
          duża konkurencja chociażby ze względu na znajomość języka danego
          kraju). Nawet gdyby chciały pracować i ich mężowie chcieli to nic z
          tego. Po prostu, decyzje o drodze podejmowane na początku lat 80-
          tych (pokolenie moich starych) warunkowały resztę życia i
          konsekwencje.
          Powiem szczerze, wolałabym odgryźć sobie głowę niż jeździć "za
          mężem" i wspierać JEGO karierę, właśnie ze względu na zbyt duże
          ewentualne ryzyko dla kobiety.
          • kutuzow Re: Dorzucę Ci kamyczek 15.08.10, 15:47
            triss ---> rozumiem opisany przez Ciebie przypadek i nie mam
            zastrzeżeń. Mi raczej chodziło o decyzję w stylu wspominanej już
            tutaj Heather Mills, która była "żoną reprezentacyjną" (od pracy
            byli inni), a gdy przestało jej sie podobać wzięła kasę i zwinęła
            się.
            • triss_merigold6 Re: Dorzucę Ci kamyczek 15.08.10, 16:01
              Spoko, chciałam tylko pokazać, że istnieje też praca niedopłatna, a
              jak najbardziej będąca wkładem i w związek i możliwości zawodowe
              pana. Oczywiście żony dyplomatów z cywilizowanych krajów, które
              dysponowały funduszem reprezentacyjnym rozsądnej wysokości, do
              przygotowania kolacji na 10 osób brały firmę cateringową, a ułożone
              kwiaty do dekoracji stołu przyjeżdżały w pudełeczkach z kwiaciarni.
              Żony Polaków wyczyniały samodzielnie cuda, bo roczny budżet na
              reprezentację wystarczyłyby na jedną taką kolację (catering,
              alkohol, obsługa, sprzątanie).
              Ja rozumiem, że Ty rozumiesz, ale zawsze podaję te przykłady kiedy
              ktoś rzuca temat różnic w generowanych dochodach.
      • m00nlight Re: Dorzucę Ci kamyczek 15.08.10, 17:37

        Dobry przykład.

        Co by pozostało takiej kobiecie, gdyby nie była żoną, tylko
        konkubiną?

        Strzelić sbie w łeb? Skoczyć do wisły? Pracowac na kasie w tesco do
        emerytury i klepac biede? Niby dlaczego, bo Pan ją wyeksploatowal,
        wyrzucil jak stary mebel i nie ma 'dobrej woli' by jej
        zrekompensowac wysilki włożone w rodzine?

        Małżeństwo po to zostalo skonstruowane, by chronić interesy
        strony 'słabszej', bo jak wiadomo, w rodzinie rzadko mamy sytuację
        50/50, zwykle inwestujemy tyle samo, ale co innego. A to, że wkład
        niematerialny rzadko jest brany pod uwage (szczegolnie przez
        niektorych panów) jest smutny.

        Co innego sytuacja: zarabiamy tyle samo, obowiązki dzielimy po
        równo, opieke nad dziecmi też, l4 bierzemy naprzemiennie itp itd...
        ale wtedy jest jasna sprawa, przy podziale majątku, skoro wlozylismy
        po równo, po równo wyjmiemy.

        Jesli jest uklad: Ty przynosisz zwierzynę, a ja dbam o ogień żeby
        nie zgasł to też sprawiedliwe. Bo dzięki temu że ja dbam, Ty nie
        musisz się tym martwić i mozesz przynosić więcej zwierzyny :)
        Przecież to proste jak konstrukcja cepa, ja tu nie widzę wyzysku...

        Od razu zaznaczam, nie mówię o Paniach które godzinami malują
        paznokcie, bo mają nianię, kucharkę i gosposię a nie pracują bo po
        co, bo im sie zwyczajnie nie chce i zwyczajnie pasożytują- ale to są
        utrzymanki nie żony. I to że lądują po x latach bez niczego i z
        dziurą w cv jest ich wyborem a nie koniecznoscią.
    • ore.ona Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 15.08.10, 18:39
      Kutuzow, bez obrazy ale za dużą wagę przywiązujesz do spraw
      materialnych.
      Całe szczęście że mój mąż zarabia porównywalnie tyle samo bo
      zaczęłabym zastanawiać się czy go aby nie wykorzystuje.
      Konkubinat jest układem, zakłada że możemy się rozejść w każdej
      chwili, małżeństwo z założenia jest do końca, zakłada się że
      wszystko jest nasze.
      Jeśli ktoś ma obawy lub lubi swoje wielkie pieniądze- para spisuje
      intercyzę.
    • kutuzow odpowiedz do zamysloneniebo 16.08.10, 09:51
      Jak obiecałem odpisuję tutaj na kwestie które poruszyłaś tu:

      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115304942,115362992,Re_Do_blossom_hill_kanal_masz_panna.html


      "Kutuzow, powtarzasz w kółko, że kobiety mężczyzn chcą oskubać z
      kasy
      (uwaga, to bardzo ważne, z KASY! nie tam z innych, niematerialnych
      dóbr, najważniejsze i najbardziej bolesne, że finansowo mógłbyś
      stracić). Liczą się dla Ciebie może uczucia,emocje, np. bliskość? Z
      uporem maniaka wałkujesz temat finansowych strat, na wyjątek
      rozwodu. Czy w ogóle do niego musi dojść? Według Ciebie należy od
      razu założyć, że się nie uda.
      Poza tym, strasznie generalizujesz. Dziwiłeś się nawet, że kobieta
      napisała, że pieniądze nie są najważniejsze. Jak to, cóż za
      hipokryzja, myślisz, przecież dla kobiet pieniądze są niezwykle
      ważne. Jak na razie, to sorry, ale głównie Ty poruszasz temat
      pieniędzy. Bierzesz w ogóle pod uwagę, że kobieta może mężczyznę
      kochać, szanować, być z nim dla wartości (ok, korzyści) innego
      rodzaju?"


      ależ ja rozumiem że cytuję "kobieta moze męzczyznę kochać, szanować
      i być z nim dla wartości innego rodzaju", konkubinat na to wszystko
      pozwala. Tylko dziwnym trafem w przypadku ew rozstania ta sielanka
      się kończy i to nie ja jestem stroną która WTEDY zaczyna wspominać o
      finansowym aspekcie związku:


      Lavenders:
      Dlatego w wymiarze materialnym ja straciłam na małżeństwie i dziecku
      kupę kasy -
      życia by mężowi nie starczyło żeby mi to spłacić, gdybyśmy mieli się
      rozliczać
      "sprawiedliwie", wg Twoich zasad.
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115323649,115340068,Re_Zalezy_tylko_i_wylacznie_od_swojego_podejscia.html


      m00nlight:

      "Co by pozostało takiej kobiecie, gdyby nie była żoną, tylko
      konkubiną?

      Strzelić sbie w łeb? Skoczyć do wisły? Pracowac na kasie w tesco do
      emerytury i klepac biede? Niby dlaczego, bo Pan ją wyeksploatowal,
      wyrzucil jak stary mebel i nie ma 'dobrej woli' by jej
      zrekompensowac wysilki włożone w rodzine?"
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115323649,115348401,Re_Dorzuce_Ci_kamyczek.html


      Triss:

      "Generalnie znam więcej przykładów kiedy to panie dostawały po
      dupie,
      bo inwestowały w -jak się okazało-cudze. Koleżanka po ślubie swoje
      niemałe oszczędności włożyła w dom męża (wtedy w fatalnym stanie),
      rachunki były na niego, a robocizna bez rachunków. Po latach pan ma
      kochankę, a koleżanka praktycznie zero mozliwości odzyskania kasy,
      co skutecznie powstrzymuje ją od rozwodu."

      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115323649,115345976,Re_Teoria_wzglednosci_wg_Kutuzowa_.html



      Jak widzisz wiele osób też zwraca uwagę na aspekt finansowy, jedyna
      różnica jest taka, że ja o nim wspominam na początku związku (na
      zasadzie lepiej to ustalić wcześniej, niż potem ktoś ma czuć się
      rozczarowany moim podejściem), a większosć osób ma własnie takie
      podejście jak Ty i "żyje miłością", a gdy ta nagle się kończy budzi
      się z ręką w nocniku i nagle już ta osoba nie jest tak wyluzowana
      jak np songo, tylko zaczyna się płacz i zgrzytanie zębami.

      • m00nlight o związkach ogolnie :P 16.08.10, 13:34

        A ja myślę że poruszanie tematu małżeństwa, dzieci czy kwestii
        finansowych na początku związku jest
        a) bez sensu
        b) nie na miejscu.

        Wchodząc w związek nie wiemy tak naprawde dokąd nas to zaprowadzi,
        czy będzie nam dobrze gdy opadną pierwsze emocje, czy związek
        się 'rozwinie'... Dlatego walenie prosto z mostu na 1,2,3
        randce 'Nigdy się z Tobą nie ożenię' itp jest po prostu głupie i w
        sumie dziwię się że nie odstrasza 99,9%
        potencjalnych 'kandydatek' ;) Mnie by odstraszylo, nie dlateo że mam
        ciśnienie na ślub, ale dlatego że dla mnie takie podejscie jest
        czyms dziwnym, ledwo poznalam faceta a on juz sobie wyobraża że
        czyham na jego wolność i/lub kase.

        W 'normalnym związku' wraz ze wzrostem stopnia wzajemnego poznawania
        się, bliskości, zaufania, stajemy przed wyborami: 'co dalej?'. Nie
        jest dobrze gdy związek staje w miejscu i przestaje się rozwijać, bo
        kto stoi w miejscu, ten się cofa, gdyż świat idzie naprzód :P Jaki
        jest sens tworzenia związku w ktorym jestesmy dla siebie
        wspołlokatorami? Żyjemy obok siebie z ciągle otwartą furtką że jak
        coś mi nie podpasuje to zwijam żagle. Gdzie tu poczucie
        bezpieczeństwa, przynależności, miłości? Odsłaniając swoje słabości,
        ufając, zawsze ryzykujemy zranienie, i może o jest naiwne, takie
        zaufanie do drugiego człowieka, zwłaszcza jeśli już od kilku
        poprzednich dostaliśmy cios w plecy, ale na tym to polega-
        ryzykujesz= otwierasz się na prawdziwą bliskość której nie zaznasz
        nigdy pozostając zamkniętym, z wiecznym 'marginesem własnego
        bezpieczeństwa'. Nie ryzykując- nigdy nie zbudujesz prawdziwego,
        głębokiego związku, a takie z reguły z byle czego się nie rozpadają.
        Jeśli tkwisz w płyciźnie emocjonalnej z poczuciem że w każdej chwili
        możesz się ewakuowac bez zbędnych strat- nie masz powodu by o to
        dbać, bo niewiele masz do stracenia.

        Tak wysoki odsetek rozpadów związków właśnie tym jest spowodowany-
        ludzie poprzestają na 'minimum' bo nie są dość dojrzali by pozwolić
        komuś być naprawdę blisko, stworzyć prawdziwą, głęboką relację. Te
        powierzchowne 'uczucia' gasną szybko- a potem okazuje się że
        niewiele pozostało pod wspolnym mianownikiem.

        Jeśli nie wejdziesz w prawdziwą, zaangażowaną w pełni relację, nic
        dziwnego że to co budujesz prędzej czy później rypnie- bo bardzo
        wątłe ma podstawy. Bojąc się prawdziwego związku- dokonujesz
        samospelniającej się przepowiedni- skoro związek i tak pewnie się
        rozpadnie, to ja na wszelki wypadek nie będę w niego za dużo
        inwestowal -> i wlasnie dlatego związek się rozpada, więc w efekcie-
        masz co chciales, swoje potwierdzenie wczesniejszych obaw. A z
        kazdym następnym jest tylko gorzej, bo budujesz statystykę szukając
        przyczyn nie tam gdzie trzeba :P
        • santo_inc Re: o związkach ogolnie :P 16.08.10, 17:45
          > się 'rozwinie'... Dlatego walenie prosto z mostu na 1,2,3
          > randce 'Nigdy się z Tobą nie ożenię' itp jest po prostu głupie i w
          > sumie dziwię się że nie odstrasza 99,9%

          Ale ja bym wolał już na 1-3 randce wiedzieć, czy dziewczyna bierze pod uwagę np.
          wyprowadzkę na wieś, zamążpójście czy posiadanie dzieci. Jeśli nie, szkoda
          mojego czasu.
    • gravedigger1 Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 16.08.10, 10:42
      kutuzow napisał:

      > Teraz proszę mi wyjaśnić czemu wariant b) czyli małżeństwo ma być
      > bardziej sprawiedliwe w tym przypadku. Bo nie ukrywam, że nijak
      > nie mogę tego pojąć ze swej perspektywy.

      Nie możesz zrozumieć, bo nie dociera do Ciebie fakt, że zawarcie
      małżeństwa to dobrowolna umowa, której rozwiązanie wiąże się z
      określonymi konsekwencjami. Jeśli nie podobają Ci się te
      konsekwencje, to ślubu brać nie musisz (prawo do niego nie zmusza).
      • kutuzow Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 16.08.10, 11:17
        gravedigger1 napisał:
        "Nie możesz zrozumieć, bo nie dociera do Ciebie fakt, że zawarcie
        > małżeństwa to dobrowolna umowa, której rozwiązanie wiąże się z
        > określonymi konsekwencjami."

        -owszem rozumiem to że to dobrowolna umowa i dlatego ślubu nie
        brałem i nie planuję. Chciałem tylko pokazać że ew. "ciśnienie"
        kobiet na slub BEZ intercyzy ma bardzo wymierne uzasadnienie
        finansowe. Dlatego wkurzam się na fakt wciskania mi kitu że kobiety
        to na finanse nie patrzą (tylko ja jestem takim materialistą), ale
        jak przychodzi rozmowa o intercyzje to może 10% (tutaj mówie na
        podstawie swego doświadczenia) byłaby skłonna ją podpisać. Reszta
        przywołuje motyw wyższości uczuć nad finansami. Co jest o tyle
        śmieszne że twierdzenie to jednocześnie podważa ich wiare w tą
        miłośc (skoro boją się podpisac taki dokument).
        • mujer_bonita Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 16.08.10, 11:28
          kutuzow napisał:
          > -owszem rozumiem to że to dobrowolna umowa i dlatego ślubu nie
          > brałem i nie planuję. Chciałem tylko pokazać że ew. "ciśnienie"
          > kobiet na slub BEZ intercyzy ma bardzo wymierne uzasadnienie
          > finansowe.

          Tak samo jak Twoje 'ciśnienie' na konkubinat ma swoje wymierne uzasadnienie finansowe.

          > Dlatego wkurzam się na fakt wciskania mi kitu że kobiety
          > to na finanse nie patrzą (tylko ja jestem takim materialistą), ale
          > jak przychodzi rozmowa o intercyzje to może 10% (tutaj mówie na
          > podstawie swego doświadczenia) byłaby skłonna ją podpisać.

          Nie bierzesz jeszcze pod uwagę faktu, że intercyza określa TYLKO kwestie majątkowe. TYLKO. Twój sposób na życie jest sprawiedliwy pod pewnymi założeniami - np. że para po równo ponosi odpowiedzialność za dziecko, dom, konsekwencje posiadania dzieci (np. zwolnienie matki z pracy) etc. a tego w intercyzie nie spisujesz. Chronisz prawnie własny interes a kobieta ma swój chronić 'na gębę'?
          • kutuzow Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 16.08.10, 15:23
            "... a tego w intercyzie nie spisuje
            > sz. Chronisz prawnie własny interes a kobieta ma swój chronić 'na
            gębę'?"

            -zaraz zaraz, albo mamy forsowane tu stanowisko że kutuzow to jest
            ten co to myśli o kasie, a cała reszta to mysli tylko o uczuciach i
            takie "fe" sprawy jak finanse to nie zaprzątają ich głowy, albo
            przyznajemy że KAŻDY mysli o finansach, tylko że jedni (jak ja)
            robią to wcześniej, a drudzy później.
            • mujer_bonita Jeszcze jedno sprostowanie... 16.08.10, 15:38
              kutuzow napisał:
              > albo
              > przyznajemy że KAŻDY mysli o finansach, tylko że jedni (jak ja)
              > robią to wcześniej, a drudzy później.

              Z tym 'myśleniem o finansach' to zauważ, że nikt nie wie jak będzie za
              kilka/kilkadziesiąt lat. Ty zakładasz, że jak wchodzisz w związek i zarabiasz
              więcej od partnerki to ona chce małżeństwa bo 'myśli o finansach' w domyśle -
              chce Twojej kasy. Z tym, że zapominasz, że wspólnota działa w dwie strony - ja
              znam bardzo bliski przypadek, gdzie pan prowadząc firmę (i przez lata wcale
              kokosów na niej nie zbijając) spektakularnie zbankrutował i jest na utrzymaniu
              żony. Małżeństwo to pchanie wspólnego wózka tak więc nacisk na nie nie
              koniecznie jest dla kobiety zabezpieczeniem SIEBIE - to obopólne przyjęcie
              odpowiedzialności, ubezpieczenie wzajemne. Tak więc Twoje i jej 'myślenie o
              finansach' nie jest tym samym.
              • kutuzow Re: Jeszcze jedno sprostowanie... 16.08.10, 15:54
                mujer_bonita napisała:

                "Z tym 'myśleniem o finansach' to zauważ, że nikt nie wie jak będzie
                za kilka/kilkadziesiąt lat. Ty zakładasz, że jak wchodzisz w związek
                i zarabiasz więcej od partnerki to ona chce małżeństwa bo 'myśli o
                finansach' w domyśle -chce Twojej kasy. Z tym, że zapominasz, że
                wspólnota działa w dwie strony - ja znam bardzo bliski przypadek,
                gdzie pan prowadząc firmę (i przez lata wcale kokosów na niej nie
                zbijając) spektakularnie zbankrutował i jest na utrzymaniu
                żony. Małżeństwo to pchanie wspólnego wózka tak więc nacisk na nie
                nie koniecznie jest dla kobiety zabezpieczeniem SIEBIE - to obopólne
                przyjęcie odpowiedzialności, ubezpieczenie wzajemne. Tak więc Twoje
                i jej 'myślenie o finansach' nie jest tym samym."

                Mujer -czytałaś art o ryzyku rozpadu związków który kiedyś wkleiłem?
                Było tam jasno zaznaczone że np. bezrobocie partnerki nie jest
                czynnikiem ryzyka (bo faceci przyzwyczajeni są do roli tego który
                zabezpiecza rodzine). Lecz już bezrobocie faceta jest dużym
                czynnikiem ryzyka bo w druga stronę już to tak nie działa.
                Dlatego z tym liczeniem na kogoś w dzisiejszych czasach byłbym
                ostrożny. O ile pokolenie naszych rodziców żyło w przekonaniu że dla
                dobra rodziny trzeba się poświęcać, to już pokolenie wychowane po 89
                roku nie zna słowa poświęcanie. Ma być lekko, łatwo i przyjemnie.
        • zakletawmarmur Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 16.08.10, 14:13
          Dlatego wkurzam się na fakt wciskania mi kitu że kobiety
          > to na finanse nie patrzą (tylko ja jestem takim materialistą),

          Kto tak niby powiedział? Ja pisałam wiele razy, że nie widzę w tym
          nic złego, że kobiety patrzą na kasę. Tak samo jak nie widzę nic
          złego w tym, że faceci patrzą na młodość i fajne ciało. Ba, nie mam
          nic do facetów którzy lecą na kasę:-) Nie oznacza to oczywiście, że
          tylko to się liczy. Nie sądzę, żeby wiele kobiet zainteresowało się
          idiotą/ zakompleksionym cwaniakiem/ totalnym nudziarzem / brzuchatym
          60-latkiem nawet jeśli byłby bardzo bogaty.

          To TY często podkreślasz, że dla facetów pieniądze nie są ważne!
          Ironia roku:-)

          intercyzje to może 10% (tutaj mówie na
          > podstawie swego doświadczenia) byłaby skłonna ją podpisać.

          Nie wiem jak inne kobiety, bo ja np. wcale za mąż wychodzić nie
          zamierzam. Jeśli jednak facet by mnie kiedyś siłą do ołtarza ciągnął
          to nie miałabym nic do intercyzy. No ale powiedzmy sobie szczerze,
          gdyby faktycznie facet był milionerem:-) Ba, w przypadku dużej
          różnicy zarobków sama bym to facetowi zaproponowała, żeby czuć się w
          porządku. Gdyby jednak chodziło o kwestie paru tysiaków miesięcznie
          to bym faceta po prostu wyśmiała:-) Nie dlatego, że tak bardzo
          liczyłabym na to finansowe wsparcie porozwodowe. Po prostu
          odczytałabym to jako fobię lub skrajnie materialistyczne podejcie do
          życia. Facetów, którzy boją się kobiet należy unikać lub kierować na
          terapię. Z materialistą trudno byłoby mi się dogadać.

          Może więc te 90% na które się natknąłeś to wcale nie były
          manipulatorki chcące wykorzystać Cię finansowo. Może to kobiety,
          które przy Twoim boku:
          - czuły się niedocenione a miały na tyle dużo pewności siebie, żeby
          wiedzieć, że zasługują na równe traktowanie.
          - poczuły, że zamiast dbać o swoją kobietę Ty chciałbyś z nią
          rywalizować... To takie nie męskie... Facet powinien mieć takie
          wewnętrzne przekonanie, że jest od swojej kobiety silniejszy.
          Kobiety to wyczuwają a gdy to wyczują naturalnie obudzi to w nich
          potrzebę obrony, nawet nie rozumiejąc dokładnie o co dokładnie
          chodzi. To ważne- przemyśl to sobie:-)
          - pomyślały sobie, że masz fobię. A skoro tak bardzo boisz się
          wykorzystania (co w stałym związku, gdzie już się tą drugą stronę
          zna, nie jest normalne) to coś jest na rzeczy... Może po prostu
          oznacza, że masz świadomość, że nie jesteś na tyle fajny, żeby
          kobieta Cię nie porzuciła?
          - jesteś materialistą z którym wiecznie będą musiały się o kasę
          wykłócać.
          - doszły do wniosku, ze zrobiłeś sobie mega obciach tym
          stwierdzeniem... Może w ich oczach wcale nie zarabiałeś aż tak dużo,
          żeby musieć martwić się o swoje pieniądze. Przypomina mi się kumpel,
          który bał się zostawić płaszcz w szatni. Na wieszakach wisiały różne
          znane marki a ten bał się, że ukradną mu tani płaszcz z
          hipermarketu:-)

          Odpowiedzi może być wiele Ty zakładasz, ze chodzi o to, że kobieta
          planuje związek z mężczyzną dlatego, żeby po rozwodzie zagarnąć
          cześć jego wypłaty. Zastanów się, czy to nie byłoby zwykła strata
          czasu w 90% przypadków? Przecież kobieta nie zyskałaby aż tak dużo w
          porównaniu do tego ile sama musiałaby poświęcić... Może ta wersja
          jest po prostu dla Ciebie wygodniejsza? Może nie potrafisz przyjąć
          do wiadomości, że wina leży po Twojej stronie?
          • kutuzow Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 16.08.10, 15:44
            Zaklęta -zatem po koleii:

            " To TY często podkreślasz, że dla facetów pieniądze nie są ważne!
            > Ironia roku:-)'

            Podkreślałem że przy wyborze partnerki faceci nie kierują się jej
            finansami (tylko urodą, inteligencja itp). Takich którzy robią
            odwrotnie nazywa się często żigolakami.


            " Może więc te 90% na które się natknąłeś to wcale nie były
            > manipulatorki chcące wykorzystać Cię finansowo. Może to kobiety,
            > które przy Twoim boku:"

            pominę wyliczankę, Ty widzisz swoje powody, ja widzę swoje.
            Jeśli jestem pewnie ża ta miłośc przetrwa lata (jak twierdzą
            niektóre kobiety), to w czym problem podpisać intercyzę, która w tym
            przypadku będzie zupełnei bezwartościowa (bo ważniejsze będzie prawo
            spadkowe gdy jednego z partnerów dopadnie śmierć).
            Łatwo jest się "buntować" i "obrusząć" na wspomnienie o intercyzie,
            bo pozwala to na obronę swojego interesu w ładnym stylu, budując
            własnie taki obraz jak to uczciwa zakochana kobieta jest oburzona
            taką insynuacją.

            "... Ty zakładasz, ze chodzi o to, że kobieta
            > planuje związek z mężczyzną dlatego, żeby po rozwodzie zagarnąć
            > cześć jego wypłaty."

            -mała poprawka. Ja zakładam iż małżeństwo daje osobie o mniejszych
            zarobkach (w większosci przypadków to kobiety szukają zamożniejszej
            partii od siebie) finansowy "straszak" na wypadek gdyby uczucie
            minęło i druga osoba chciała się rozstac. Dlatego mamy historie
            stare jak świat -ja je nazywam "poslką średnią krajową" gdzie
            znudzony małżonek, odstawiony na bok po urodzeniu dzieci znajduje
            sobie kochankę (klasyka), ale nigdy nie odważy się zostawić żony
            znając konsekwencję finansowe.
            Nie kochają się już dawno, ale tkwią ze sobą zatruwajac sobie życie.
            Chyba przyznasz że wiele na tym forum było już takich historii.

            "Zastanów się, czy to nie byłoby zwykła strata
            > czasu w 90% przypadków? Przecież kobieta nie zyskałaby aż tak dużo
            w porównaniu do tego ile sama musiałaby poświęcić"

            Ustaliliśmy już że to kobiety mają większe ciśnienie na
            macierzyństwo we wczesniejszym wieku z racji na biologię
            (wcześniejsze wątki o tym że kobiety nie moga czekać i ryzykują
            wbijanie w lata).
            Skoro więc celem kobiety jest posiadanie dzieci w określonym czasie,
            może:

            a) być samotną matką i nie oglądać się na potencjalnego partnera
            (znam taki przypadeke w rodzinie). Wtedy też kobieta ponosi sama
            cały ciężar opieki nad dzieckiem (i finansowy i niefinansowy).

            b) zaryzykować oczekiwanie na odpowiedniego partnera i ....się nie
            doczekać w czasie odpowiednim na dziecko (czyli do 35 roku?).

            c) miec dziecko ze swym partnerem który będzie "wystarczająco dobrą
            partią" ze świadomością że zrealizuje swój cel i ma
            jeszcze "poduszkę bezpieczeństwa" na wypadek rozstania. Opisywane na
            forum przypadki panów pełniących rolę bankomatu i Pań z
            okołopieluszkowym zapaleniem mózgu pokazują ze nie jest to wcale
            taki fikcyjny scenariusz.

            Jak wiec widzisz kobieta owszem poświęca dużo, ale czy tak czy tak
            musi to zrobić jesli chce być matką.
            • zakletawmarmur Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 16.08.10, 17:43
              Bez urazy ale nie będę owijać w bawełnę...

              Nie mam zamiaru mówić jak masz żyć a tym bardziej namawiać Cię na
              zmianę poglądów. To Ty podejmujesz decyzje, to Ty powinieneś
              wiedzieć co do szczęścia jest Ci potrzebne...

              Piszesz, że 90% kobiet, które znasz nie jest Tobą zainteresowane i
              sugerujesz, że to przez ich interesowność. Próbowałam Ci
              zasugerować, że kobiety, które wcale nie chcą ślubu też mają prawo
              nie być Tobą zainteresowane. Nie dlatego, że są materialistkami ale
              np. dlatego, że odniosą wrażenie, że 'masz problem' lub zwyczajnie
              jesteś za mało atrakcyjny, pewny siebie, męski itp. Po to wypisałam
              Ci powody.

              Pozostałe poczują się urażone, że nie doceniasz ich wkładu w
              związek. Ano właśnie. Doceniasz i nie doceniasz... Tzn. doceniasz
              ale pod warunkiem, gdy nie ma konsekwencji:-)

              Ludzie od lat zastanawiają się jak mieć ciastko i zjeść ciastko. Ty
              myślisz, że odkryłeś coś zbliżonego do tego związkowego "perpetuum
              mobile". Chciałbyś młodą, atrakcyjną dziewczynę ale bez konsekwencji
              finansowych... Całkowicie bez konsekwencji finansowych to się nie
              da. To już dobrze wiesz. Próbujesz jednak zbliżyć się do ideału!
              Musisz zrozumieć, że perpetuum mobile jednak nie istnieje. Dlatego
              90% atrakcyjnych kobiet, które spotykasz na swojej drodze, na tyle
              ceni swoje wdzięki, że nie chce się tanio sprzedać:-) Napiszę
              krótko. Jeśli chcesz, żeby było tanio nie oczekuj dobrej jakości.
      • jesod Nikt nikogo do niczego nie zmusza 16.08.10, 11:34
        gravedigger1 napisał:
        > Jeśli nie podobają Ci się te konsekwencje, to ślubu brać nie
        > musisz (prawo do niego nie zmusza).

        Otóż, to! :)
        Proste i jasne, tak jak to, że słońce wschodzi i zachodzi.

        Przyznam, że facet, który usiłuje na początku związku za wszelką
        cenę zabezpieczyć swoją kasę, to sygnał alarmujący dla niejednej
        kobiety.
        Może ona poczuć się jedynie narzędziem realizacji wizji bycia razem
        wegług jedynie słusznej racji....
        I im wcześniej sobie to uświadomi, tym lepiej, bo ta jego racja może
        (nie musi!) być taka:
        pobędę z tobą póki będę chciał, póki będziesz dokładnie taka - jak
        ja chcę, póki będziesz mnie bawieć, póki mi się nie znudzi - bo
        wiesz, uczucia to sprawa ulotna dziś są, jutro ich nie ma, a ja
        wtedy zawsze będę mógł odejść ze swoją kasą w spokoju ducha mego
        jedynego i wielu kobiet wartego. I kuuwa mać, musisz to zrozumieć! :)

        Z tym, że on tej racji nigdy głośno nie wyrazi i pozostanie jego
        najsłodszą, dobrze ukrytą tajemnicą.

        Na początku każdego związku nigdy jeszcze nie ma pewności, czy chce
        się być ze sobą dalej. Na to potrzeba czasu, tak samo jak do decyzji
        o zawarciu ślubu. W związkach też dojrzewamy, czasem sami do
        siebie. :)
        • kutuzow Re: Nikt nikogo do niczego nie zmusza 16.08.10, 15:49
          jesod napisała:
          "Z tym, że on tej racji nigdy głośno nie wyrazi i pozostanie jego
          najsłodszą, dobrze ukrytą tajemnicą."

          Wiesz, są tacy jak ja którzy potrafią deklarować niepopularne uwagi
          i tezy. Zaskoczę Cię ale potrafię od razu zastrzec, że w pewnych
          przypadkach niezależnie od uczuć mówię "game over". Takim
          przypadkiem jest sytuacja w której po urodzeniu się dziecka związek
          partnerka+ partner i dziecko zostaje zredukowany do Ona + dziecko i
          ten trzeci w roli bankomatu. Oczywiście w sytuacji gdy mediacie i
          rozmowy nie przynoszą efektu.
        • santo_inc Re: Nikt nikogo do niczego nie zmusza 16.08.10, 17:52
          > Przyznam, że facet, który usiłuje na początku związku za wszelką
          > cenę zabezpieczyć swoją kasę, to sygnał alarmujący dla niejednej
          > kobiety.

          Rzeczywiście, powinna jej się zapalić żółta lampka "dla niego będę musiała się
          starać, bo pieniądze (perspektywa ich utraty) go przy mnie nie utrzymają".

          > pobędę z tobą póki będę chciał, póki będziesz dokładnie taka - jak
          > ja chcę, póki będziesz mnie bawieć, póki mi się nie znudzi - bo
          > wiesz, uczucia to sprawa ulotna dziś są, jutro ich nie ma, a ja
          > wtedy zawsze będę mógł odejść ze swoją kasą w spokoju ducha mego
          > jedynego i wielu kobiet wartego. I kuuwa mać, musisz to zrozumieć! :)

          Ależ to właśnie o to w związkach chodzi. Póki pani A zaspokaja potrzeby pana B i
          odwrotnie, tworzą szczęśliwy związek. Gdy przestają zaspokajać swoje potrzeby,
          powinni się rozstać, a nie być ze sobą ze względu na to, że jedno drugiemu odda
          pół majątku.
          • triss_merigold6 Taaa jasne 16.08.10, 18:35
            Taaa jasne. Myślą "z czym do ludzi szczylu, jaką kasę..." jeśli
            facet nie należy do grupy 100 ani nawet 10 000 najbogatszych Polaków
            tylko jest takim zwykłym Kowalskim zarabiającym max te 2-3 średnie
            krajowe. Przy takich dochodach brzdąkanie o intercyzie jest
            śmiesznawe.
            • zakletawmarmur Re: Taaa jasne 16.08.10, 18:47

              No właśnie.
              A teraz załóżmy, że spławiłabyś takiego gościa... Co on by sobie
              pomyślał?

              "To na pewno dlatego, że po rozwodzie planowała mnie z kasy oskubać"
              :-)
              • triss_merigold6 Re: Taaa jasne 16.08.10, 18:52
                Nie przypominam sobie, żeby mnie interesowało co myśleli ci, których
                spławiłam. D
                Gdyby mi gość na początku znajomości zaczął snuć rzewne smuty na
                temat intercyzy to bym pomyślała, że obsesyjny świr i tyle. A on
                pewnie by pomyślał "Ups znowu interesowna sucz!".
            • kutuzow Kwota nie ma znaczenia -liczy się zasada. 16.08.10, 20:52
              Triss -> jest taki bardzo stary dowcip, który krąży w różnych
              wersjach.

              Na eleganckim przyjęciu wytworny męzczyzna zaczyna rozmawiać z damą.
              M: Mam pytanie, czy oddałaby mi się Pani za milion funtów.
              Dama z lekim wstydem na to że musiałaby się zastanowić, ale skoro
              gośc jest elegancki to jest to OK.
              Gość wiec idzie dalej:
              M: a czy oddałaby mi się Pani za jednego funta?
              Dama na to: Ja sobie wypraszam, za kogo mnie Pan ma.
              M: To już ustaliliśmy, teraz targujemy się o cenę.

              W Twoim przykładzie jest identycznie, nie ważne czy gośc ma pensje
              krajową x10, x 100 czy jest Billem Gatsem, albo się wyciąga ręce po
              cudze, albo się nie wyciąga. To kwestia zasad, a nie kwoty.
              • triss_merigold6 Jednakże 16.08.10, 21:19
                "Przychodzi syn do ojca i mówi:
                - Tato jestem gejem.
                - Czy jesteś wziętym projektanetm mody/artystą/aktorem?
                - Nie.
                - Nosisz garnitur od Armaniego?
                - Nie tato, no skąd.
                - Jeździsz czerwonym mercedesem cabrio?
                - Jasne, że nie.
                - To ty zwykły pedał jesteś a nie żaden gej."

                Jednakże nie jest to tylko kwestia zasady.
          • kutuzow Re: Nikt nikogo do niczego nie zmusza 16.08.10, 20:47
            Brawo Santo -dokładnie o to mi chodzi!

            "Ależ to właśnie o to w związkach chodzi. Póki pani A zaspokaja
            potrzeby pana B i odwrotnie, tworzą szczęśliwy związek. Gdy
            przestają zaspokajać swoje potrzeby, powinni się rozstać, a nie być
            ze sobą ze względu na to, że jedno drugiemu odda pół majątku."

            Potem mamy na forum wysyp osób które są nieszczęsliwe w małżeństwie
            ale nie odchodza tylko szukają kochanki/kochanka bo tak jest
            łatwiej/taniej/bezpieczniej.
            • mujer_bonita Re: Nikt nikogo do niczego nie zmusza 16.08.10, 21:42
              kutuzow napisał:
              > Potem mamy na forum wysyp osób które są nieszczęsliwe w małżeństwie
              > ale nie odchodza tylko szukają kochanki/kochanka bo tak jest
              > łatwiej/taniej/bezpieczniej.

              To teraz wysil umysł i pomyśl - co w tej sytuacji zmieni konkubinat. Myślisz, że
              brak obrączki sprawia, że odejść, zrezygnować z bezpieczeństwa, 'znanego diabła'
              jest łatwiej? Paradoksalnie - panowie na pierwszym miejscu wśród powodów wyboru
              w opcji kochanka zamiast odejścia wymieniają... RODZINĘ I DZIECI :)
              • kutuzow Re: Nikt nikogo do niczego nie zmusza 16.08.10, 22:35
                Bodużo łatwiej jest zwalić na "rodzinę i dzieci" niż powiedzieć
                wprost że tak jest mniej kosztownie i że po rozwodzie to już nie
                będzie z czym startowac do kochanek.

                Choć pamiętam że i takie szczere deklaracje już się zdarzały na tym
                forum.
                • zakletawmarmur Re: Nikt nikogo do niczego nie zmusza 16.08.10, 23:11
                  To jest tylko wymówka. Ślub nie wiele zmieniłby w Twojej sytuacji
                  materialnej. Domem nie będziesz się musiał z żoną dzielić, pensją po
                  rozwodzie też nie... Trwanie w związku "bo na rozwód Cię nie stać"
                  tak naprawdę Ci nie grozi. Chyba, że chcesz utrudnić ewentuale
                  odejście swojej mniej zarabiającej dziewczynie:-)
                  • mujer_bonita Re: Nikt nikogo do niczego nie zmusza 17.08.10, 07:55
                    zakletawmarmur napisała:
                    > Chyba, że chcesz utrudnić ewentuale
                    > odejście swojej mniej zarabiającej dziewczynie:-)

                    Czyż to nie ironia, że Kutuzow tak chroniąc swoją kasę żeby nie dopuścić do sytuacji kiedy jemu nie opłaca się odejść z powodów finansowych swoją postawą doprowadza do sytuacji, kiedy to druga strona związku będzie przy nim trwać dla kasy? Wszak będąc z nim z kasy korzystać będzie swobodnie - odchodząc nie dostanie nic :)

                    Swoją drogą - Kutuzow robi też z siebie świetny materiał na 'kryzysowego narzeczonego' - na krótką metę, 'przeczekalnię' nadaje się super - na dłuższy związek i dzieci przy tak jawnym odcinaniu się od zobowiązań raczej tylko naiwniaczka albo jakaś desperatka się zdecyduje :)
                    • zakletawmarmur Re: Nikt nikogo do niczego nie zmusza 17.08.10, 09:21
                      > Swoją drogą - Kutuzow robi też z siebie świetny materiał
                      na 'kryzysowego narzec
                      > zonego' - na krótką metę, 'przeczekalnię' nadaje się super - na
                      dłuższy związek
                      > i dzieci przy tak jawnym odcinaniu się od zobowiązań raczej tylko
                      naiwniaczka
                      > albo jakaś desperatka się zdecyduje :)

                      > y? Wszak będąc z nim z kasy korzystać będzie swobodnie

                      Dokładnie to samo chciałam napisać:-)
                      Tylko nie możemy jeszcze wiedzieć czy on faktycznie taki szczodry
                      jest w trakcie związku:-) Może tylko mu się tak wydaje:-)
                  • santo_inc Re: Nikt nikogo do niczego nie zmusza 17.08.10, 18:32
                    > materialnej. Domem nie będziesz się musiał z żoną dzielić, pensją po
                    > rozwodzie też nie...

                    Chyba, że dostanie alimenty na siebie i nie będzie wyłącznie winna rozpadowi
                    małżeństwa.
                    • zakletawmarmur Re: Nikt nikogo do niczego nie zmusza 17.08.10, 18:39
                      A ile znasz takich sytuacji w których kobieta dostaje alimenty na
                      siebie? Ile?
                      • santo_inc Re: Nikt nikogo do niczego nie zmusza 17.08.10, 21:55
                        > A ile znasz takich sytuacji w których kobieta dostaje alimenty na
                        > siebie? Ile?

                        A ile znasz sytuacji, w których spełnione są jednocześnie wszystkie warunki:
                        * kobieta wie, że może dostać alimenty na siebie,
                        * pogorszyły się jej warunki życia,
                        * nie jest wyłącznie winna rozwodowi,
                        * sąd przyzna jej te alimenty?
                        • zakletawmarmur Re: Nikt nikogo do niczego nie zmusza 17.08.10, 22:43

                          Próbowałam Ci zasugerować, że alimenty na kogoś innego niż dziecko
                          są zasądzane bardzo rzadko.
                    • arronia Re: Nikt nikogo do niczego nie zmusza 17.08.10, 21:50
                      Ale z jakiej bańki, jeśli małżonka była samowystarczalna i/więc nie
                      pogorszy jej się sytuacja materialna?
                      • santo_inc Re: Nikt nikogo do niczego nie zmusza 17.08.10, 21:56
                        > Ale z jakiej bańki, jeśli małżonka była samowystarczalna i/więc nie
                        > pogorszy jej się sytuacja materialna?

                        No to zależy, samowystarczalność to 2 000 netto, przy rodzinie o dochodach na
                        dwie osoby rzędu 12 000 netto nie ma szans, by jej sytuacja materialna się nie
                        pogorszyła.
                        • arronia Re: Nikt nikogo do niczego nie zmusza 17.08.10, 22:25
                          Tyle że właśnie była wyżej mowa o sytuacji, kiedy zarobki obojga
                          małżonków są zbliżone. Rozważna35 taki układ zaproponowała jako
                          optymalny ("Radziłam już Ci zresztą wcześniej: musisz się związać z
                          kobietą z dochodami podobnymi do Twoich i z podobnym podejściem. Wtedy
                          będzie po równo i nie będzie problemu." - a Ty wyskoczyłeś z
                          alimentami.
                • mujer_bonita Re: Nikt nikogo do niczego nie zmusza 17.08.10, 07:50
                  kutuzow napisał:
                  > Bodużo łatwiej jest zwalić na "rodzinę i dzieci" niż powiedzieć

                  No tak - oczywiście Ty wiesz lepiej co tymi ludźmi kieruje :) Nie mierz innych
                  swoją miarką :)
    • gomory Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 16.08.10, 16:09
      > Teraz proszę mi wyjaśnić czemu wariant b) czyli małżeństwo ma być
      > bardziej sprawiedliwe w tym przypadku

      Poniewaz kobieta wnosi do zwiazku walory ktorych wartosc jest bardzo
      trudna do okreslenia, ze wzgledu na intymnosc seksualna ;). Trudno
      jest wycenic czy kobieta daje ciala na poziomie VIP-owskim czy tez
      na odwal sie. Wiec jaka stawke policzyc za wnoszone wiano? Jak za
      numerek z senatorem Spitzerem czy swojskim Romkiem :D?
      Statystyczna kobieta wchodzac w zwiazek jest na gorszej pozycji.
      Ewentualny potomek ja bedzie obciazal bardziej. Czas spedzany na
      tworzeniu relacji ktore sie rozpadna jest wiekszym marnotrawstwem.
      Mezczyzn gotowych podjecia sie roli meza ubywa z rynku
      matrymonialnego bo tworza pelnoprawne rodziny. Najsilniejszy wabik
      kobiety: uroda i seksualna witalnosc podgryza zab czasu. Czyz nie
      jest rozsadniejszym pokochac faceta uwazajacego kobiece dary za
      rzecz tak niezwykla, ze mozna za nie wylozyc polowe zdobytego
      majatku? Zgromadzonego nota bene przy wspoludziale i pomocy kobiety.
      Poniewaz jednak jestem facetem to rozumiem Twoje poczucie
      niesprawiedliwosci. Tez bym wolal zeby kobiety az tak sie nie
      cenily.
      Od najdawnijszych czasow my mezczyzni jestesmy silniejsi i mozemy
      wykonywac prace ktorym kobieta nie podola. No ale na targach
      niewolnikow najwiekszy nawet silacz nie byl wart tyle co fajna
      laska. Ale my faceci nie bedziemy sie przeciez dolowali, ze jestesmy
      mniej wartosciowi niz dziurawce ;)
      • yoric Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 16.08.10, 16:48
        Zgadzam się z wieloma przedmówcami, że w kalkulacji zaniedbujesz pewne mniej
        wymierne czynniki, w rodzaju tych, o których pisze Gomory. Nie zgodzę się tylko
        z ujęciem takim, w którym kobieta jest dostarczycielką dóbr seksualnych, a facet
        ich konsumentem - owszem, często tak bywa, ale zdarza się i na odwrót, albo
        relacja symetryczna. Małżeństwo nie musi być sformalizowaną wymianą kasy za
        seks. Ale jest wymianą kasy za inne rzeczy. Te dobra to na przykład ogromny
        komfort psychiczny, jaki daje stały związek, no i zdecydowanie większa
        inwestycja matki w dzieci (zdrowia, czasu, wszystkiego). Żeby równanie miało
        sens, to wszystko trzeba wziąć pod uwagę.

        Wartość kobiety na rynku matrymonialnym jest ściśle zależna od jej urody i
        wieku. Młoda, w miarę ładna kobieta jest dobrem luksusowym, które chcą mieć
        wszyscy. Innymi słowy, jest jak bardzo dobry samochód, na który cię nie stać.
        Bank da ci kluczyki od razu, ale pod warunkiem, że zwiążesz się umową spłaty na
        20 lat. Bank nie jest zainteresowany układem, w którym po dowolnie długim
        okresie próbnym możesz zwrócić auto (warte 20% ceny wyjściowej) mówiąc, że
        przecież wszystko się zgadza :).
        • kawitator Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 16.08.10, 19:58
          Aleś się generale Kutuzow zapętlił. Lubie twoje wypowiedzi to tym razem strzeliłeś sobie w stopę
          To wszystko przez sprzeczne sygnały płynące z zewnątrz oraz swoje własne obawy
          Mam prościej bo jako męska szowinistyczna heteroseksualna świnia a raczej knur widzę jasną drogę przed sobą. Jest prosto i jasno powiedziane co sie godzi a co nie godzi i po sprawie.
          Małżeństwo to nie związek oparty na finansach to związek faceta i kobitki opary na emocjach. Jako rzeczony wyżej knur utrzymuje rodzinę w której wszyscy maja prawo do takiego dobrobytu jaki uda mi się osiągnąć
          Nie mam osobnego konta ani nie rozliczam z żoną wydatków Mamy wspólne konto a żona ma do niego pełny dostęp Nie wpadło mi nawet do głowy aby kwestionować jej wydatki Jak kupiła widocznie miała taka potrzebę lub była taka potrzeba.
          W tym moja głowa aby pieniądze były nie tylko dzisiaj ale też za rok i dziesięć lat.
          Kobitka powinna pracować i sam namawiałem żonę aby po dzieciach wróciła do zawodu. Nie z powodu dokładania się do budżetu domowego Powinna pracować zawodowo bo praca tylko w domu powoduje otępienie a nie lubimy kretynek. Bo współczesny świat jest tak urządzony, że praca i związane z tym zarobki dają wolność Wobec tego jest ze mną bo chce a nie bo musi.
          Tak jest trudniej i wymaga to starania ale przecież łatwe rozwiązania nie dają satysfakcji i prawdziwych knurów nie interesują
          Jeżeli wybierzesz sobie jakąś kobitkę to chciałbyś aby ona brała pod uwagę i zaspokajała Twoje potrzeby fobie i zachcianki nawet jeżeli by zupełnie ich nie rozumiała
          Jeżeli tak chcesz to sam tez powinieneś zapewnić jej to samo
          Jednym z podstawowych potrzeb kobitek szczególnie z małymi dziećmi lub szykujących się do macierzyństwa jest potrzeba poczucia bezpieczeństwa Składa się na to przekonanie że będziesz lojalny i i zostaniesz z nią niezależnie od sytuacji w zdrowiu chorobie i nieszczęściu Że nie zawiedziesz. Twoja deklaracja w czasie ślubu nadaje temu większą wagę i dlatego jest ceniona przez kobitki. Gdybyś był prawdziwym męskim heteroseksualnym knurem dawało by kobitce pewność bowiem przy całych niedogodnościach życia z takim osobnikiem jest pewne jakimi wartościami w życiu się kieruje i na pewno nie jest to wygoda własnej dupy.
          Dobrobyt dzieci a właściwe brak możliwości jego zapewnienia jest jedna z największych obaw kobitek Poszukaj na sieci wypowiedzi Tris z okresu kiedy chciała się związać z obecnym facetem. Pozuje tu na taka ostrą żyletę i nawet jest w tym niej do twarzy ale wtedy było wyraźne widać co stanowiło główną obawę i na czym jej najbardziej zależało. Była wtedy chyba nawet bardziej prawdziwa niż teraz. :-))

          Uważam ze powinieneś zostać PMHŚw i wtedy jak spotkasz swoją kobitkę to wszystkie te problemy którymi się tak teraz emocjonujesz będą nagle nieistotne
          Jeżeli jesteś nowoczesny to trudno twoje baby będą miały przechlapane.
          • triss_merigold6 Brawa dla tego pana! 16.08.10, 20:25
            Kawitator szacun! Poważnie.
            Ująłeś to bardzo syntetycznie.
            Obawy ludzka rzecz, zwłaszcza po różnych doświadczeniach.
            Doprecyzuję: dopóki miałam obawy różne, zwłaszcza związane z
            niestabilnością układu, to okazywanie emocji (okazywanie, a nie ich
            brak) było ograniczone, zaufanie zresztą też. Przy wchodzeniu w ten
            związek musiałam brać pod uwagę również dziecko - żeby nie
            przzwyczajało się zanadto do kogoś komu być może bardziej będzie
            zależało na szeroko pojętej wolności. Bo szeroko pojmowana wolność
            może przekładać się na swobody stosunek do pracy, nagłych wyjazdów i
            konieczności zasuwania, żeby (współ)finansować potrzeby rodziny na
            odpowiednim poziomie.
    • stwojtek77 Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 16.08.10, 17:29
      oglądaj mniej TVNu i Cichopek to może zrozumiesz a sprawiedliwość to masz tylko
      w hasłach wyborczych
      jak się tak rajcuje opłacalność to pamiętaj o odrębności finansowej i masz swój
      problem z głowy

      jak dorośniesz to może zrozumiesz po co się zawiera małżeństwo i czasem nie
      tylko złotówy się liczą
    • ore.ona Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 16.08.10, 22:21
      Kutuzow, czytając to co napisałeś zastanawiam się czy jesteś typem
      wyrachowanego materialisty, czy masz po prostu problem natury
      lękowej, powiedziałabym że nawet fobię, ogromny lęk przed
      oskubaniem. Na Twoim miejscu poszłabym na terapię by ustalić
      przyczynę tego lęku, bo myśląc intensywnie o tym że któraś z kobiet
      puści Cię w skarpetkach przyciągniesz takie zdarzenie. Poza tym
      żadna nie wytrzyma z Tobą gdy zobaczy co właściwie dla Ciebie jest
      ważne. Widzę takiego skąpca siedzącego z woreczkiem szczęścia pełnym
      monet, siedzi i liczy, a życie i prawdziwe szczęście płynie obok.
      Obudź się chłopie i przestań kalkulować, włącz spontaniczne
      podejście do życia, bo za chwilę będziesz stary i tylko/aż z
      woreczkiem:)
      • kutuzow Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 16.08.10, 22:32
        ore ---> Ty masz swój przepis na szczęśliwy związek, ja mam swój.
        Nie mam na razie problemów ze znalezieniem partnerki której
        odpowiada moje podejście do finansów (które jest daleki od skąpstwa
        kiedy związek trwa).

        Nie chce mi się Tobie udowadniać że jest inaczej niż myślisz, bo i
        po co? Nie będziemy parą, wiec to nas nie dotyczy. Ty wiesz swoje,
        ja wiem swoje niech tak zostanie.
        • ore.ona Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 16.08.10, 23:03
          Kutuzow, mój mąż początkowo zarabiał dużo więcej niż ja, potem
          stracił pracę, żyliśmy z mojej pensji, potem dostał pracę i
          zarabialiśmy prawie tyle samo. Będziemy prawdopodobnie rozwodzić
          się. Nikt nikogo nie oszuka bo znamy swoje kryteria wartości. On
          przywiązuje dużą wagę do spraw materialnych. Mnie będzie żyło się
          dużo trudniej. A najgorsze co straciłam to te lata i rodzina, tego
          mi nikt nie zwróci. Jeśli jesteś zawodowo czynny i dbasz o to by się
          rozwijać to straty materialne powstałe w wyniku rozwodu nie są
          tragedią. Nikt nie jest też pewien, czy nagle przez przypadek losowy
          z bardzo dobrze zarabiającego nie stanie się rencistą.
          Wiem że razem nie będziemy:) ale czasem warto uwzględnić czyjeś
          spojrzenie z boku. Pozdrawiam:)
        • annamariamuff Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 17.08.10, 10:45
          kutuzow napisał:

          > ore ---> Ty masz swój przepis na szczęśliwy związek, ja mam swój.
          > Nie mam na razie problemów ze znalezieniem partnerki której
          > odpowiada moje podejście do finansów

          Nie masz problemow ze znalezieniem partnerki ale jakos trudno Ci
          powiedziec"kocham Cie".Moze gdybys bardziej koncentrowal sie na
          emocjach a nie na finansach znalazlbys i taka , ktora moglbys
          pokochac;))
    • ciezka_cholera Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 16.08.10, 22:33
      Zakladasz, dosc nierozsadnie jak na moj gust, ze ludzi wychodzacy z konkubinatu
      sa uczciwi wobec siebie, zas ludzi konczacy malzenstwo tylko mysla o tym jakby
      tu sie nawzajem oskubac. Smiem twierdzic, ze ilosc pazernych chciwcow jest
      dokladnia taka sama w zwiazkach malzenskich i w konkubinatach. Malzenstwo ma te
      przewage, ze sprawy finansowe sa uregulowane legislacyjnie i mamy troche wieksza
      wiedze na czym stoimy (co wcale nie znaczy, ze sie to nam bardziej oplaca, ale
      ja ciagle wierze, ze dobra znajomosc stanu faktycznego jest podstawa slusznych
      decyzji).
      Zalozmy hipotetycznie, ze jeden z konkubentow jest wlascicielem mieszkania
      (abstrahujac od plci, bo nieuczciwosc nie ma plci). Mieszka w tym mieszkaniu z
      partnerem. Mieszkanie jest w zlym stanie, trzeba je wyremontowac. Jak to
      rozwiazac? Wszak jesli partner mieszka dlugoterminowo, to bylby pasozytem nie
      dokladajac sie do remontu lokum. Ale to sa jednak duze koszty. Wiec jesliby sie
      wypoprowadzil/la po roku lub dwoch inwestycja by sie nie zamortyzowala do zera.
      Z drugiej strony jesliby nie poniosl/la nakladow remontu a mieszkala dwadziescia
      lat, niewatpliwie wykorzystalby/laby wlasciciela mieszkania. Mysle ze w tym
      przypadku najrozsadniejszym rozwiazaniem byloby, wlasciciel bierze kredy na
      remont, zas wspollokator placi comiesieczny czynsz (oprocz dzielenie kosztow
      zycia). Wtedy w przypadku wczesniejszego rozwiazania zwiazku nikt nie bedzie
      poszkodowany. Tylko dlaczego brzmi to tak kuriozalnie?
      • rozwazna35 Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 17.08.10, 01:08
        "po prostu nie widze powodu dla którego strona o większym dochodzie
        która już raz ponosiła proporcjonalnie większy ciężar (i na to się
        nie skarże żeby nie było!) miała raz jeszcze sięgać do portfela w
        ramach jakieś "rekompensaty". "
        Kutuzow, mam dla Ciebie radę. Po prostu musisz znaleźć sobie partnerkę, która
        będzie miała takie samo podejście do życia jak Ty.
        Czyli ma zarabiać tyle samo, co Ty, preferować życie bez dzieci i bez ślubu.
        Wtedy nie będzie problemu, co kto ile włożył. Będziecie zarabiać tyle samo,
        dzielić się równo wydatkami, a potem każdy w razie rozstania weźmie swoje.
        Tylko tak na poważnie zastanów się, czy wokół Ciebie są takie kobiety?
        Tyle samo zarabiające może i się znajdą, ale czy są przy tym równie atrakcyjne -
        fizycznie, emocjonalnie. Czy charakter tych kobiet Ci odpowiada. Czy odpowiada
        Ci ich temperament, inteligencja?
        Boże, jest cała masa kryteriów, na które zwracamy uwagę przy wyborze partnera.
        Myślę, że stąd bierze się Twój problem, że jak poznajesz kobietę, która jest dla
        Ciebie atrakcyjna, to niestety jest pewnie gorzej sytuowana, albo może jest
        odwrotnie i dla tej lepiej sytuowanej TY po prostu nie jesteś atrakcyjny?





    • mujer_bonita Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 08:13
      Po przeczytaniu głównie postów panów szczególnie Gomorey'ego o 'cenieniu się
      kobiet' tak się szczerze zastanawiam - kogo/czego Ty właściwie szukasz Kutuzow?

      Proponujesz jasny niby jasny układ - rozdzielność, brak ślubu - na do widzenia
      zabierasz swoje zabawki i radź se sama. I ok - niby uczciwe.

      Z drugiej jednak strony wiele tu było o kosztach ponoszonych w związku przez
      kobiety - ciąża, opieka, prace domowe etc. Sam tym rzeczom nie przeczysz! Ba!
      Podkreślasz jak to panowie nie chcą zajmować się swoimi dziećmi, po rozwodzie
      nie interesują się nimi, nie płacą alimentów. I to wszystko spada na kobiety.

      Więc co proponujesz? Ty zabezpieczasz swoje interesy papierem. Dlaczego? Ano
      dlatego, że statystyki pokazują, że sporo par się rozwodzi i trzeba swoje
      interesy chronić.
      Natomiast Twoja potencjalna partnerka ma 'na gębę', wbrew wszelkim statystykom
      uwierzyć, że rzeczywiście będziesz zajmował się dzieckiem w 50%, że w razie
      rozstania będziesz się nim zajmował, że będziesz płacił alimenty. Mało tego -
      ona ponosi wyłączne ryzyko - albo robi karierę i dziecko później albo dziecko
      wcześniej a potem liczyć na łaskawość Jaśnie Pana. Jaką ma pewność, że np. nie
      zostawisz jej w chorobie?

      Kobieta ma ponosić 'na gębę' wszystkie ryzyka bycia w związku z człowiekiem,
      który swoje interesy zabezpiecza papierem? Zastanawiasz się co to o niej mówi,
      na jakiej pozycji ona siebie stawia? Naprawdę chciałbyś byś z kobietą, która
      idzie na coś takiego?
      • kutuzow Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 09:27
        mujer_bonita napisała:

        "> Kobieta ma ponosić 'na gębę' wszystkie ryzyka bycia w związku z
        człowiekiem, który swoje interesy zabezpiecza papierem? Zastanawiasz
        się co to o niej mówi, na jakiej pozycji ona siebie stawia? Naprawdę
        chciałbyś byś z kobietą, która idzie na coś takiego?"

        Ależ to właśnie małżeństwo daje "papier" i to kobieta ma swoje
        interesy zabezpieczone wtedy papierem. Sama pisałaś w innym poście
        że to ja ryzykuję iż mogę stać się "kryzysowym narzeczonym" przy
        takim podejściu jakie mam. To ryzyko mogę podjąć (jest ono mniej
        bolesne niż związek z kobietą która zmienia się po urodzeniu dziecka
        i zaczyna redukowac faceta do roli bankomatu).

        Poza tym:
        "Podkreślasz jak to panowie nie chcą zajmować się swoimi dziećmi, po
        rozwodzie nie interesują się nimi, nie płacą alimentów. I to
        wszystko spada na kobiety."

        Ten wątek odniósł choć jeden sukces -spowodował, że już żadna z Pań
        nie pisze że małżeństwo jest "dla dziecka" -bo nie jest. Sytuacja
        prawna dziecka się nie zmienia!!!!
        Pisałem o tym nie raz, także to czy facet będzie zajmował się swoim
        dzieckiem i czy będzie płacił ew. alimenty w przypadku rozstania
        nie zależy od formy związku (konkubinat/małżeństwo) tylko od jego
        charakteru.
        • mujer_bonita Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 09:33
          kutuzow napisał:
          > Ten wątek odniósł choć jeden sukces -spowodował, że już żadna z Pań
          > nie pisze że małżeństwo jest "dla dziecka" -bo nie jest. Sytuacja
          > prawna dziecka się nie zmienia!!!!
          > Pisałem o tym nie raz, także to czy facet będzie zajmował się swoim
          > dzieckiem i czy będzie płacił ew. alimenty w przypadku rozstania
          > nie zależy od formy związku (konkubinat/małżeństwo) tylko od jego
          > charakteru.

          Ja napiszę co się zmienia:
          - małżeństwo: facet odchodzi i zostawia matkę z dzieckiem i połową majątku
          - konkubinat: facet odchodzi i zostawia matkę z dzieckiem

          Nie widzisz różnicy?
          • zakletawmarmur Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 09:46
            Tym bardziej, że mężczyzn po rozwodzie dzieci już nie interesują:-)
            Dla faceta ważniejsza jest relacja z partnerką. Czyli im mniej mu
            żona zabierze tym więcej wyda na młódki:-) Z tego wszystkiego
            wynika, że dla dobra dziecka jest, kiedy to matka ma pieniądze. Ona
            jest kobietą więc wiadomo, że nie wyda pieniędzy na facetów. Dla
            kobiety przecież dziecko jest najważniejsze:-)
            • kutuzow 100% kasy dla kobiet :-) 17.08.10, 10:25
              zakletawmarmur napisała:

              > Tym bardziej, że mężczyzn po rozwodzie dzieci już nie interesują:-
              ) Dla faceta ważniejsza jest relacja z partnerką. Czyli im mniej mu
              > żona zabierze tym więcej wyda na młódki:-) Z tego wszystkiego
              > wynika, że dla dobra dziecka jest, kiedy to matka ma pieniądze.
              Ona jest kobietą więc wiadomo, że nie wyda pieniędzy na facetów. Dla
              > kobiety przecież dziecko jest najważniejsze:-)


              Zaklęta, to może dla "dobra dziecka" od razu wprowadzmy prawo w
              ramach którego to kobieta będzie otrzymywała 100% majątku, bo wtedy
              mamy gwarancję że ona dobrze zarzadzi tym majątkiem, a ten lekkoduch
              facet zaraz go przepuści na dziwki.

              Uwielbiam jak pod ładnie brzmiącymi hasłami próbuje się przeforsować
              coś co jest bardzo wygodne dla jednej ze stron
              • mujer_bonita Re: 100% kasy dla kobiet :-) 17.08.10, 10:38
                kutuzow napisał:
                > Uwielbiam jak pod ładnie brzmiącymi hasłami próbuje się przeforsować
                > coś co jest bardzo wygodne dla jednej ze stron

                I znów wracamy do tego co piszę od dłuższego czasu - gdyby panowie zajmowali się
                swoimi dziećmi, wykazywaliby przyzwoity poziom odpowiedzialności problemu by nie
                było :)
              • zakletawmarmur Re: 100% kasy dla kobiet :-) 17.08.10, 13:12
                > Zaklęta, to może dla "dobra dziecka" od razu wprowadzmy prawo w
                > ramach którego to kobieta będzie otrzymywała 100% majątku, bo
                wtedy
                > mamy gwarancję że ona dobrze zarzadzi tym majątkiem, a ten
                lekkoduch
                > facet zaraz go przepuści na dziwki.

                To WY panowie tu na forum piszecie, że dla was w pierwszej
                kolejnosci liczy się wieź z partnerką! TO WY piszecie, że przy
                szukaniu kobiety kierujecie się jej urodą i wiekiem a nie kasą! To
                WY piszecie, że dzieci to zabawka kobiet WAM do szczęścia nie
                potrzebna! To WY panowie piszecie, że my kobiety szukając partnera
                patrzymy na kasę. Co z tego wynika? Że po rozwodach nie
                przeturmaniamy kasy na nowych facetów, tylko szukamy majętniejszych:-
                ) Jaki byś więc LOGICZNY wniosek wyciągnął z tych argumentów, jeśli
                o dobro dzieci by chodziło?

                CZY NIE BRZMIAŁBY TAK JAK NAPISAŁEŚ?

                I zauważ, że nie pisałam "jak to powinno prawnie wyglądać".
                Napisałam logiczny wniosek, w oparciu o to WASZE poglądy! To TY
                zaproponowałeś, żeby wykorzystać to prawnie:-)
                • kutuzow Re: 100% kasy dla kobiet :-) 17.08.10, 14:27
                  zakletawmarmur napisała:

                  > To WY panowie tu na forum piszecie, że dla was w pierwszej
                  > kolejnosci liczy się wieź z partnerką! TO WY piszecie, że przy
                  > szukaniu kobiety kierujecie się jej urodą i wiekiem a nie kasą! To
                  > WY piszecie, że dzieci to zabawka kobiet WAM do szczęścia nie
                  > potrzebna! To WY panowie piszecie, że my kobiety szukając partnera
                  > patrzymy na kasę. Co z tego wynika? Że po rozwodach nie
                  > przeturmaniamy kasy na nowych facetów, tylko szukamy
                  majętniejszych:-) Jaki byś więc LOGICZNY wniosek wyciągnął z tych
                  argumentów, jeśli o dobro dzieci by chodziło?"

                  Zaklęta --> szczegółowość problemu zaczyna przypominąć dyskusję o
                  fizyce kwantowej. W tym co napisałaś każdy moze dostrzec coś innego
                  (co np. spotkał osobiście w życiu). Jedni tak jak Ty, widzą tam
                  kobiete walczącą o dobro dziecka, inni widzą tam kobietę która
                  realizuje swoje potrzeby macierzyńskie kosztem faceta (najpierw
                  degradując go do roli bankomatu w małżeństwie a po
                  rozwodzie "ustawiając się" dzięki jego kasie). Ile historii, tyle
                  przypadków.

                  Zarówno Twoja argumentacja, jak i moja może być tutaj poprawna.
                  • zakletawmarmur Re: 100% kasy dla kobiet :-) 17.08.10, 14:37
                    Są kobiety, które faktycznie chcą faceta po rozwodzie oskubać...
                    Naprawdę nie zauważasz, że sam wpadasz w drugą skrajność?
                    • triss_merigold6 Ja naprawdę gorąco polecam 17.08.10, 14:41
                      Ja naprawdę goroąco polecam portal "W stronę ojca". 100% panów tam
                      aktywnych jest święcie przekonanych, że eksia chce ich oskubać, a
                      pieniądze przeznaczyć na torebki, tipsy i nowego gacha zamiast na
                      dziecko. Kiedy zaczynają przybliżać swoją sytuacje okazuje się, że
                      chodzi o oszałamiające kwoty rzędu 300-400 zł wyszarpywane od
                      bezrobotnych zawodowych lub rencistów dołem sprawnych (bo niejeden
                      zdążył już kolejną zapłodnić).
                    • kutuzow mini podsumowanie? 17.08.10, 14:52
                      zakleta ---> tego samego dnia zostałem posądzony o to że jestem
                      super materiałem na "kryzysowego narzeczonego" którego można robić w
                      konia i jednocześnie że to ja chce robić w konia kobiety.
                      Tutaj widzę skrajności w ocenach.

                      Opisałem Ci na wstepie swoją sytuację i moje podejście do danej
                      sytuacji. Na razie w tym równaniu nie ma dziecka. Nie wiem czy moje
                      podejście się nie zmieni w kwestii dzieci, może z obecnego zdania że
                      lepiej i rozsądniej jest gdy obydwoje rodzice zarabiają i dzielą się
                      obowiązkami, nagle będę zwolennikiem przesiadywania w domu z
                      dzieckiem (miałbym do tego warunki).

                      Wchodząc w tematy rozwodów rodzin z dziecmi weszliśmy do szerokiej
                      rzeki najróżniejszych przypadków. Tak jak pisałem znam zarówno
                      historię dupków którzy żałują 400 PLN na dziecko jak i historię
                      matek które przebimbały kase za mieszkanie z nowym gachem, który po
                      2 latach odszedł do innej. Co człowiek to historia. Czasami
                      faktycznie w interesie dziecka jest żeby matak dostała 50% majątku,
                      a czasami jest to łatwa kasa dla panny która wiedziała jak się w
                      życiu ustawic (case Heather Mills).

                      Na pewno moim problemem jest fakt że patrzę na pryzmat finansów z
                      własnej prywatnej perspektywy -czyli gościa który był w konkubinacie
                      i który nie miał problemów z rozliczeniem wkładu partnerki. Dlatego
                      ciężko mi zrozumiec że można inaczej -choć wiem że można.
                      • zakletawmarmur Re: mini podsumowanie? 17.08.10, 15:54
                        > zakleta ---> tego samego dnia zostałem posądzony o to że jestem
                        > super materiałem na "kryzysowego narzeczonego" którego można robić
                        w
                        > konia i jednocześnie że to ja chce robić w konia kobiety.
                        > Tutaj widzę skrajności w ocenach

                        O jakim "robieniu w konia" piszesz? Przecież to TY stawiasz sprawę
                        jasno, że o ślubie nie ma mowy. Nie ma mowy nawet o głębszym
                        uczuciu, bo przecież nawet uczuciowo określać Ci się nie chce.
                        Świadomie ryzykujesz, że kobieta Ci zwinie bez najmniejszych
                        problemów:-)
                        Tak szczerze to na co Ty człowieku właściwie liczysz? Na układ, w
                        którym Ty będziesz mógł trwać bez zaangażowania uczuciowego, z
                        którego będziesz mógł się w każdej chwili wypisać... A od kobiet
                        oczekujesz, że będą traktować Cię poważnie? Która kobieta będzie
                        chciała zaangażować się w związek z facetem nie wykazującym
                        najmniejszych chęci w tym kierunku... To masochizm!
                        Sam z siebie robisz kryzysowego narzeczonego i masz pretensje, że
                        tak Cię odbieramy.

                        > Opisałem Ci na wstepie swoją sytuację i moje podejście do danej
                        > sytuacji. Na razie w tym równaniu nie ma dziecka. Nie wiem czy
                        moje
                        > podejście się nie zmieni w kwestii dzieci, może z obecnego zdania
                        że
                        > lepiej i rozsądniej jest gdy obydwoje rodzice zarabiają i dzielą
                        się
                        > obowiązkami, nagle będę zwolennikiem przesiadywania w domu z
                        > dzieckiem (miałbym do tego warunki).

                        A czy ktoś namawia Cie do zmiany stanowiska? Nikt. To nie jest
                        tematem tego wątku. Nikt tu nie uważa, że facet ma OBOWIĄZEK
                        utrzymywać kobietę. To bardzo dobrze, że masz pomysł na własne
                        życie. W sumie to chyba obecnie bardzo popularny więc nie wiem
                        dlaczego uważasz, że ktoś miałby mieć do Ciebie pretensje... Nie
                        podobało mi się tylko, że mężczyzn, którzy wybrali inny układ
                        uważasz za kretynów i sugerujesz, że "kobiety ich w to wrobiły":-)
                        Chodziło jedynie o tolerancje odmiennych przekonań z którymi masz
                        problemy! Przecież Ty wiesz lepiej czego chce inny facet:-)

                        Czasami
                        > faktycznie w interesie dziecka jest żeby matak dostała 50%
                        majątku,
                        > a czasami jest to łatwa kasa dla panny która wiedziała jak się w
                        > życiu ustawic (case Heather Mills).

                        Z lękami to jest tak, że nie wiadomo co z nich wyrośnie. U zdrowego
                        człowieka lęk z czasem maleje. To proste boimy się tego czego nie
                        znamy a gdy poznajemy przestajemy się bać. U człowieka chorego lęk
                        nie maleje a nawet może się pogłębiać... Wpada się w fobię. Na
                        każdym kroku doszukuje się potwierdzenia słuszności swoich lęków,
                        szuka się ludzi, z którymi można się solidaryzować. Stopniowo traci
                        się kontakt z rzeczywistością... Im głębiej w las tym więcej drzew.
                        Problem polega na tym, że do takiego człowieka trudno jest dotrzeć.
                        Nie pomaga logiczne przedstawienie problemu bo taki człowiek nie
                        myśli logicznie. Tacy ludzie mogą zmieniać się w studnie bez dna.
                        Oczekują, że na każdym kroku będzie się im coś udowadniało. Nie
                        ważne ile się w studnie właduje i tak nigdy się nie napełni. Nie
                        wiem czy u Ciebie to fobia ale faktycznie czasami brzmisz
                        przerażająco.
          • kutuzow Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 10:21
            Mujer poprawna wersja wygląda tak:

            - małżeństwo: facet odchodzi i zostawia matkę z połową majątku (i
            ew. alimentami) oraz dziecko z alimentami (oboje mają prawo
            dziedziczenia majątku w razie śmierci)

            - konkubinat: facet odchodzi i zostawia matkę i dziecko z alimentami
            (dziecko ma prawo do dziedziczenia).

            Jak widzisz zmienia się tylko sytuacja matki.
            W obu przypadkach dziecko ma te same prawa (do alimentów i
            dziedziczenia). Oczywiście zaraz możesz wyskoczyć z argumentem iż
            swój majątek kobieta przeznaczy na dziecko a facet przepije, ale
            zauważ że może być dokładnie odwrotnie -wiec to nie jest argument
            logiczny. Takich co to uważają że lepiej zajmą się naszymi
            pieniędzmi od nas samych jest pół Polski.
            • mujer_bonita I znów teoria względności Kutuzowa :) 17.08.10, 10:36
              kutuzow napisał:
              > Jak widzisz zmienia się tylko sytuacja matki.
              > W obu przypadkach dziecko ma te same prawa (do alimentów i
              > dziedziczenia).

              No tak - jak zwykle teoria względności. Kiedy jest to potrzebne to tak podkreślasz jak często panowie nie zajmują się dziećmi i nie płacą alimentów. A teraz piszesz jakie to dziecko ma równe prawa o praktyce już zapominając :)

              Prawa ma te same - natomiast jego sytuacja w przypadku niemożności wyegzekwowania tych praw - DIAMETRALNIE RÓŻNE :)
              • kutuzow Re: I znów teoria względności Kutuzowa :) 17.08.10, 11:40
                Mujer:
                "Prawa ma te same - natomiast jego sytuacja w przypadku niemożności
                wyegzekwowania tych praw - DIAMETRALNIE RÓŻNE :)"

                Na możliwość wyegzekwowania alimentów nie wpływa forma prawna
                związku, tylko stan majątkowy osóby która te alimenty ma zasądzone.
                Jeśli alimenty ma facet z pensją minimalną i bez majątku w postacji
                nieruchomości, to nawet jeśli było to małżeństwo, nie zmieni to
                faktu problemu ze ściągnięciem alimentów.

                Za to w przypadku osoby zamożnej, która ma np. nieruchomość jest
                specjalny tryb, który umożliwia zamrożenie hipoteki na takiej
                nieruchomości na okres alimentacyjny (czyli ok 20-25 lat!) w
                przypadku jeśli dana osob spóznia się z alimentami. Także w prosty
                sposób była partnerka ma piękny "bat" na swego expartnera. Nie
                będziesz płacił punktualnie - komornik zablokuje Ci np. sprzedaż
                samochodu na najbliższe 20 lat. Albo się ze mną dogadasz (czyt. -
                przekonasz jakimś argumentem z dużą liczbą zer), albo samochód zje
                rdza a go nie sprzedaż.

                Podobnie z nieruchomościami. Wpis komornika do księgi wieczystej i
                płacacy alimenty sobie może zapomnieć o sprzedaży. Co ważne to nei
                działa tylko do czasu uregulowania zaległych płatności - taki wpis
                działa do ustania obowiązku alimentacyjnego -czyli de facto obecnie
                do skończenia studiów przez dziecko.

                • mujer_bonita Odwracanie kota ogonem :) 17.08.10, 11:56
                  Piękny wpis tylko ja nie o tym mówiłam :)

                  Piszesz, że na ściągalność alimentów nie ma wpływu czy dziecko jest z konkubinatu czy z małżeństwa - ja się zgadzam. Ale ja nie pisałam o tym tylko o fakcie, że sytuacja dziecka jest różna w przypadku NIEŚCIĄGALNOŚCI alimentów. A w związku z tym, że ściągalność jest jaka jest - próba zabezpieczenia siebie i dziecka nie jest niczym dziwnym.

                  Ty piszesz, że chcesz zabezpieczyć majątek przed negatywnymi skutkami rozstania bo 30-50% par się rozstaje i to jest ok, jak kobieta chce zabezpieczyć siebie i dziecko przed wysokim ryzykiem wyoutowania się tatusia z odpowiedzialności to jest taaaaaakie be :) Ach te podwójne standardy :D


                  > Za to w przypadku osoby zamożnej, która ma np. nieruchomość jest
                  > specjalny tryb, który umożliwia zamrożenie hipoteki na takiej
                  > nieruchomości na okres alimentacyjny (czyli ok 20-25 lat!) w
                  > przypadku jeśli dana osob spóznia się z alimentami.

                  No nieeee... wpisem do hipoteki dziecko wykarmisz? To dopiero nowość :D :D :D
                  • kutuzow Re: Odwracanie kota ogonem :) 17.08.10, 12:04
                    Mujer ---> przypomnij sobie od czego zaczęła się ta dyskusja. Ja
                    twierdziłem że małżenstwo zmienia status prawny żony, a nie dziecka
                    i to sytuacja żony jest zabezpieczana w pierwszej kolejności (a to
                    że ew dziecku coś "skapnie" jest tylko tego wynikiem).

                    Napisałaś:

                    "...jak kobieta chce zabezpieczyć siebie i dziecka"

                    Dokładnie tak - jesli chce zabezpieczyć SIEBIE i dziecko.
                    Samo dziecko jest zabezpieczone i bez małżeństwa. Skoro zgodziliśmy
                    się wspólnie z tym że alimenty (ich ściągalność) zalezy od majątku a
                    nie formy prawnej związku.

                    " No nieeee... wpisem do hipoteki dziecko wykarmisz? To dopiero
                    nowość :D :D :D'

                    Wiesz Mujer zawsze taką własnośc można zająć i komornik może ją
                    zlicytować, wtedy już uwierz mi że jest co do garnka włożyć.
                    • mujer_bonita Re: Odwracanie kota ogonem :) 17.08.10, 12:14
                      kutuzow napisał:
                      > Dokładnie tak - jesli chce zabezpieczyć SIEBIE i dziecko.
                      > Samo dziecko jest zabezpieczone i bez małżeństwa.

                      Rany Boskie naprawdę ileś osób próbuje Ci wytłumaczyć, że NIE JEST. FAKTYCZNIE, REALNIE a nie 'prawnie' nie jest.

                      I tak - skoro matka ma zostać z dzieckiem, zajmować się i utrzymywać to jak najbardziej chce BYĆ W STANIE TO ROBIĆ.

                      > Wiesz Mujer zawsze taką własnośc można zająć i komornik może ją
                      > zlicytować, wtedy już uwierz mi że jest co do garnka włożyć.

                      A wiesz ile takie sprawy trwają. FAKTYCZNIE a nie na papierze? Rozumiem, że dziecko ma na ten czas zawiesić żołądek na kołku?

                      Zapraszam na gazetowe forum 'Rozwód i co dalej' - poczytaj sobie o PRAKTYCE a nie teorii.
                      • kutuzow Re: Odwracanie kota ogonem :) 17.08.10, 12:34
                        Mujer --->

                        "I tak - skoro matka ma zostać z dzieckiem, zajmować się i
                        utrzymywać to jak najbardziej chce BYĆ W STANIE TO ROBIĆ."

                        Podpowiem Ci że wyciąganie ręki po 50% majątku partnera nie jest
                        jedyną dostępną metodą. Inną jest np praca. Wyobraź sobie że są
                        kobiety które są samotnymi matkami z wyboru (mam jedną taką w
                        rodzinie) i ona podejmując tą decyzję z góry przewidziała że
                        potrzebuje miec wystarczająco dobry zawód, żeby było ją stać na
                        niańke/opiekunkę i wydatki jej i dziecka. Ja wiem że najłatwiej
                        jest wyciągnąc rękę do kogoś.

                        "A wiesz ile takie sprawy trwają. FAKTYCZNIE a nie na papierze?
                        Rozumiem, że dziecko ma na ten czas zawiesić żołądek na kołku?"

                        -wiesz dziecko ma DWOJE rodziców. Skoro więc matka nie jest w stanie
                        zapewnić wyżywienia dziecku na czas formalności prawnych, to moze
                        nie powinna się na to dziecko decydować? Co w przypadku gdyby
                        małżonek umarł (postępowania spadkowe też są długotrwałe).
                        • mujer_bonita Ręce opadają :( 17.08.10, 12:43
                          kutuzow napisał:
                          > Podpowiem Ci że wyciąganie ręki po 50% majątku partnera nie jest
                          > jedyną dostępną metodą. Inną jest np praca. Wyobraź sobie że są
                          > kobiety które są samotnymi matkami z wyboru
                          (...)
                          > -wiesz dziecko ma DWOJE rodziców. Skoro więc matka nie jest w stanie
                          > zapewnić wyżywienia dziecku na czas formalności prawnych, to moze
                          > nie powinna się na to dziecko decydować?

                          Normalnie albo tak się zapętliłeś, że piszesz cokolwiek żeby wyszło na Twoje
                          albo naprawdę nie masz za grosz poczucia sprawiedliwości!

                          Taaaaa... kolejna względności - dziecko ma DWOJE rodziców ale to MATKA nie
                          powinna się na nie decydować! A ojciec gdzie? Może ojciec powinien pomyśleć o
                          zabezpieczeniu dziecka na wypadek swojej śmierci?

                          Praca? Jasne - zdecydowana większość matek pracuje a już szczególnie po
                          rozwodzie. Tylko dlaczego to one maja ponosić 100% utrzymania dziecka? Żeby 'nie
                          wyciągać ręki po majątek partnera'?????? Tyłek partnera po rozwodzie jest
                          ważniejszy niż potrzeby dziecka?????? Ty naprawdę tak sądzisz?????

                          Wiesz - w sumie cieszę się, że to czyta Twoja partnerka. Przynajmniej może
                          dowiedzieć się co ją może czekać :D :D :D
                          • triss_merigold6 Re: Ręce opadają :( 17.08.10, 12:47
                            Na forum rozwodowym jest troll Tautchinski, pisze identycznie jak
                            Kutuzow tylko znacznie wulgarniej.

                            Qrwa znam parę przypadków kiedy dziecko było planowane niemal co do
                            miesiąca, a po paru latach pani od prawie eks męża/konkubenta
                            dowiadywała się, że "ona go wrobiła". Takie wyparcie pan zastosował,
                            reset pamięci i co mu zrobisz?
                            • triss_merigold6 Z drugiej strony 17.08.10, 12:57
                              Z drugiej strony takie próby ustalenia finansowego status quo raz na
                              zawsze i to w długiej perspektywie zaczynają mnie śmieszyć.
                              Kiedy rozstawałam się z eksem byłam freelancerem o nieregularnych
                              dochodach, z dwuletnim dzieckiem chodzącym do prywatnego
                              żłobkoprzedszkola (na publiczny żłobek zero szans). Życie z ołówkiem
                              w ręku i niekiedy losowaniem rachunków do zapłacenia. Teraz, czyli 4
                              lata później zarabiam więcej niż eks, przy proporcji zajmowania się
                              dzieckiem jakieś 80/20. Eks z potomkiem wyjechał na wakacje na
                              tydzień, ja na ponad 3 tygodnie + wyjazd na narty w zimie.
                              I niech to będzie przestrogą dla panów planujących finansowe układy
                              z opcją "zabezpieczam SIEBIE za wszelką cenę".
                              • kutuzow Re: Z drugiej strony 17.08.10, 14:43
                                Triss ---> nie rozumiem co ma być przestrogą -to że Tobie się
                                powodzi? I super -w czym problem? Jak to ma przeszkadzać w ew jasnym
                                rozliczeniu?
                                • triss_merigold6 Re: Z drugiej strony 17.08.10, 14:50
                                  W tym, że nie da się ustalić relacji finansowych w związku ze 100%
                                  prawdopodobienstwem ich przestrzegania zawsze, bo życie i układy
                                  społeczne są dynamiczne. To taki off top.
                          • kutuzow Re: Ręce opadają :( 17.08.10, 14:38
                            mujer_bonita napisała:

                            "Taaaaa... kolejna względności - dziecko ma DWOJE rodziców ale to
                            MATKA nie powinna się na nie decydować! A ojciec gdzie? Może ojciec
                            powinien pomyśleć o zabezpieczeniu dziecka na wypadek swojej
                            śmierci?"

                            Chodziło mi o sytuację taką jeśli nie ma co dziecku dać jeśc.
                            Podobnie jak bym to samo napisał w sytuacji w której to partner po
                            śmierci lub odejściu matki dziecka nagle nie jest w stanie go
                            wyżywić.


                            "zdecydowana większość matek pracuje a już szczególnie po
                            > rozwodzie. Tylko dlaczego to one maja ponosić 100% utrzymania
                            dziecka?"

                            Nigdzie nie sugerowałem że po rozwodzie/rozstaniu facet nie musi
                            zajmować się dzieckiem. Nie chce mi się szukać ale wprost nazwałem
                            takich facetów dupkami i nadal to potwierdzam.

                            Co do ostatniego - ja swojego podejścia nie kryję -niezaleznie czy
                            chodzi o kwestie wiary, poglądu na małżeństwo czy finanse w związku.
                            Zaskoczę Cię że nawet udaje mi się spotykać kobiety które mają
                            podobne poglądy i gdy mówią że chcą partnerskiego związku to tak to
                            wygląda bez wystawiania "rachunku" na koniec.

                            Wyobraź sobie że w czasie gdy byłem w długim związku ze swą Ex,
                            żylismy w moim domu rozliczając się proporcjonalnie do dochodów, a
                            ona część swoich dochodów przeznaczała na zakup swojego mieszkania w
                            czym ją wspierałem. Nie miałem z tym żadnego problemu i już na pewno
                            nie myślałem że jest mi coś winna z tego tytułu na koniec związku.

                            • mujer_bonita O jasną odpowiedź proszę 17.08.10, 18:33
                              kutuzow napisał:
                              > Nigdzie nie sugerowałem że po rozwodzie/rozstaniu facet nie musi
                              > zajmować się dzieckiem. Nie chce mi się szukać ale wprost nazwałem
                              > takich facetów dupkami i nadal to potwierdzam.

                              Proszę o jasną odpowiedź:
                              W jaki sposób proponowany przez Ciebie układ chroni kobietę przed takim właśnie dupkiem?
                              • santo_inc Re: O jasną odpowiedź proszę 17.08.10, 22:02
                                > Proszę o jasną odpowiedź:
                                > W jaki sposób proponowany przez Ciebie układ chroni kobietę przed takim właśnie
                                > dupkiem?

                                Proszę o jasną odpowiedź, dlaczego kobiety powinny być chronione przed skutkami
                                własnych błędnych decyzji, czytaj wyboru dupka?
                                • zakletawmarmur Re: O jasną odpowiedź proszę 17.08.10, 22:37

                                  A dlaczego facet ma być chroniony przed skutkami swoich własnych
                                  błędów i decyzji?
                                • gravedigger1 Re: O jasną odpowiedź proszę 18.08.10, 09:35
                                  santo_inc napisał:

                                  > Proszę o jasną odpowiedź, dlaczego kobiety powinny być chronione
                                  > przed skutkami własnych błędnych decyzji, czytaj wyboru dupka?

                                  Dlatego, że np. dupek mógł dobrze się kamuflować na początku
                                  związku, a potem hamulce mu puściły. A poza tym chodzi przede
                                  wszystkim o dobro dzieci, które nie powinny ponosić konsekwencji
                                  błednych decyzji rodziców niezaleznie od tego czy te błędy były
                                  zawinione, czy nie.
                          • santo_inc Re: Ręce opadają :( 17.08.10, 22:00
                            > Taaaaa... kolejna względności - dziecko ma DWOJE rodziców ale to MATKA nie
                            > powinna się na nie decydować!

                            Jeśli matka chce wychowywać dziecko po rozwodzie i bierze taką ewentualność za
                            pewnik jeszcze przed zajściem w ciążę, to tak - powinna decydować się na dziecko
                            tylko wtedy, gdy będzie w stanie sama je wykarmić.
                            • mujer_bonita Re: Ręce opadają :( 18.08.10, 07:53
                              santo_inc napisał:
                              > Jeśli matka chce wychowywać dziecko po rozwodzie i bierze taką ewentualność za
                              > pewnik jeszcze przed zajściem w ciążę, to tak - powinna decydować się na dziecko
                              > tylko wtedy, gdy będzie w stanie sama je wykarmić.

                              A to rozwód bierze się z dzieckiem! Patrz - nie wiedziałam :D
            • arronia Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 10:39
              > - małżeństwo: facet odchodzi i zostawia matkę z połową majątku (i
              > ew. alimentami) oraz dziecko z alimentami (oboje mają prawo
              > dziedziczenia majątku w razie śmierci)
              >
              > - konkubinat: facet odchodzi i zostawia matkę i dziecko z
              alimentami
              > (dziecko ma prawo do dziedziczenia).

              A teraz odejmij od tego alimenty (biorąc pod uwagę ściągalność
              tychże):

              > - małżeństwo: facet odchodzi i zostawia matkę z połową majątku,
              matka i dziecko mają prawo dziedziczenia majątku w razie śmierci
              >
              > - konkubinat: dziecko ma prawo do dziedziczenia w razie śmierci
              ojca

              Matka będzie musiała utrzymywać je ze swoich pieniędzy. Dla dziecka
              lepiej, żeby je miała. A ojciec niekoniecznie pójdzie wydawać swoje
              na dziwki i fanaberie - może założyć nową rodzinę i wydawać na nowe
              dziecko, to aktualnej-przyszłej partnerki. Nie będzie to
              "przepuszczaniem", ale pomijaniem jednego dziecka kosztem drugiego
              (czy tam jednych kosztem drugich) tak.
            • lavenders27 Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 18.08.10, 16:36
              kutuzow napisał:

              > Mujer poprawna wersja wygląda tak:
              >
              > - małżeństwo: facet odchodzi i zostawia matkę z połową majątku (i
              > ew. alimentami) oraz dziecko z alimentami (oboje mają prawo
              > dziedziczenia majątku w razie śmierci)
              >
              > - konkubinat: facet odchodzi i zostawia matkę i dziecko z alimentami
              > (dziecko ma prawo do dziedziczenia).

              I facet buja się z nowymi laskami, a matka tyra na 2 etatach i wieczorami
              niańczy dziecko. Interes życia normalnie.

              Myślisz, że tylko Ty potrafisz liczyć?
        • gravedigger1 Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 10:09
          kutuzow napisał:

          > Ten wątek odniósł choć jeden sukces -spowodował, że już żadna z Pań
          > nie pisze że małżeństwo jest "dla dziecka" -bo nie jest. Sytuacja
          > prawna dziecka się nie zmienia!!!!
          > Pisałem o tym nie raz, także to czy facet będzie zajmował się
          > swoim dzieckiem i czy będzie płacił ew. alimenty w przypadku
          > rozstania nie zależy od formy związku (konkubinat/małżeństwo)
          > tylko od jego charakteru.

          Myślę, że jesteś w błędzie, twierdząc, że sytuacja prawna dziecka
          nie zależy od tego czy mamy do czynienai z konkubinatem, czy z
          małżeństwem. Zauważ, że w przypadku rozstania pary będącej w
          konkubinacie kobieta odchodzi z pustymi rękoma niezależnie od
          wielkości swojego "wkładu" w związek i bez rekompensaty za wysiłek,
          który włożyła w urodzenie i wychowanie dziecka lub dzieci kosztem
          swojego rozwoju zawodowego. Co prawda dziecko dostanie alimenty, ale
          nie ma pewności, że ojciec będzie je uczciwie płacił, ale weż pod
          uwage fakt, że matka dziecka będzie po rozstaniu w gorszej sytuacji
          na rynku pracy i będzie mniej zarabiać przez to, że poświęcała swój
          czas dzieciom i partnerowi. Zasada 50/50 stosowana w przypadku
          rozwodu daje więc nie tylko matce ale tez dziecku (pod warunkiem, że
          jest co dzielić) pewne zabezpieczenie materialne.
          • kutuzow Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 10:32
            gravedigger1 napisał:

            "Myślę, że jesteś w błędzie, twierdząc, że sytuacja prawna dziecka
            nie zależy od tego czy mamy do czynienai z konkubinatem, czy z
            małżeństwem."

            SYTUACJA PRAWNA SIE NIE ZMIENIA!

            Tutaj mówimy o ew. róznicy w sytuacji finansowej. Jest to dyskusja
            czyja prawda jest "mojsza" Kobiety zawsze będą twierdziły że to one
            lepiej zarządzą tym majątkiem, bo powiedzmy sobie szczerze czy znasz
            choć jedną osobę która mówi "wiesz ja to słabo sobie radzę z kasą -
            weź ode mnie te pieniądze i sam/sama je wydawaj". Możemy oczywiście
            się tutaj sprzeczać co następuje częściej to że matka wydaje kase na
            ciuchy i gachów, czy to że ojciec wyda na dziwki (pewnie każdy z nas
            ma przykłady na oba zachowania wśród rodziny/znajomych) -tylko to
            nic nie zmienia pod katem prawnym.

            Argument że pozostawienie kasy kobiecie spowoduje ze ona 100% tej
            kasy wyda na dziecko, jest równie prawdziwy jak argumentacja przez
            rozwodników, że oni chcą mniejsze alimenty bo i tak będą dawali kase
            ekstra samemu dziecku na jego potrzeby.


            "Co prawda dziecko dostanie alimenty, ale nie ma pewności, że ojciec
            będzie je uczciwie płacił,"

            Tej pewności nie ma także w przypadku rozwodu w małżeństwie -wiec
            raz jeszcze -sytuacja dziecka jest taka sama.
            • mujer_bonita Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 10:46
              kutuzow napisał:
              > Tutaj mówimy o ew. róznicy w sytuacji finansowej.
              (...)
              > Argument że pozostawienie kasy kobiecie spowoduje ze ona 100% tej
              > kasy wyda na dziecko, jest równie prawdziwy jak argumentacja przez
              > rozwodników, że oni chcą mniejsze alimenty bo i tak będą dawali kase
              > ekstra samemu dziecku na jego potrzeby.

              Ale nikt tu nie twierdzi, że matka wyda 100% kasy na dziecko - post zaklętej to sarkastyczne podkreślenie jak się zaplątałeś ;). Tu chodzi o to, że kobieta zostając z połową majątku BĘDZIE MIAŁA za co dziecko utrzymać, jak ona i dziecko panu się odwidzą - a to jak sam podkreślasz - sytuacja rzadka nie jest.
              • kutuzow Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 11:51
                mujer_bonita napisała:

                "Ale nikt tu nie twierdzi, że matka wyda 100% kasy na dziecko - post
                zaklętej to sarkastyczne podkreślenie jak się zaplątałeś ;). Tu
                chodzi o to, że kobieta zostając z połową majątku BĘDZIE MIAŁA za co
                dziecko utrzymać, jak ona i dziecko panu się odwidzą - a to jak sam
                podkreślasz - sytuacja rzadka nie jest."

                Ja się nie zaplątałem, nadal podkreślam że to czy dziecko będzie
                dostawało alimenty czy nie -zależy od stanu majątkowego partnera a
                nie od formy prawnej związku. Większość "alimenciarzy" siedzących w
                wiezieniach to są własnie byli mężowie.

                Zawsze łatwo jest wyciągnąć rękę po cudze, szczególnie gdy można to
                ładnie umowywować że to dla "dobra dziecka", a że przy okazji i my
                się pożywimy tym co wyrwiemy, kto by na to zwracał uwagę.

                "Tu chodzi o to, że kobieta zo stając z połową majątku BĘDZIE MIAŁA
                za co dziecko utrzymać"

                wiesz -ja bym poszedł dalej z tą pewnością. 50% przecież może nie
                wystarczyć. Co w przypadku gdy para miała np. wspólne mieszkanie.
                Jeśli kobieta się wyprowadzi z niego - nie ma się gdzie podziać z
                dzieckiem. Jeśli zaś facet sie wyprowadzi powinna spłacić jego
                połowę mieszkania (w ramach rozliczenia 50/50) wiec skad ma na to
                wziac kase. Może wiec ustalmy że 50% kasy + mieszkanie zostaje przy
                kobiecie i dziecku. Wtedy będzie jeszcze sprawiedliwiej "dla
                dziecka" oczywiście.

                Ciekawy jestem czemu tylko jedna kobieta zauwazyła inną możliwość
                (już nie pamieam kto to pisał tutaj na forum), że w przypadku ew.
                rozstania jej dzieci zostałyby z (bardziej majętnym) partnerem, bo
                on dałby im wieksze szanse na wyższy poziom materialny i edukacyjny.
                W tym przypadku jednak odpada listek figowy w postaci "dla dobra
                dziecka" i nagle okazuje się że jest rozwiązanie.
                • mujer_bonita I po raz kolejny Kutuzow zmienia front :D 17.08.10, 12:00
                  kutuzow napisał:
                  > wiesz -ja bym poszedł dalej z tą pewnością. 50% przecież może nie
                  > wystarczyć.

                  Oczywiście, że może ale 50% jest lepsze niż 0 - nie uważasz?

                  > Ciekawy jestem czemu tylko jedna kobieta zauwazyła inną możliwość
                  > (już nie pamieam kto to pisał tutaj na forum), że w przypadku ew.
                  > rozstania jej dzieci zostałyby z (bardziej majętnym) partnerem, bo
                  > on dałby im wieksze szanse na wyższy poziom materialny i edukacyjny.

                  I kolejna wolta z argumentacją :D Jasne, że dziecko może zostać z ojcem a jak. Tylko wiesz - ojciec musiałby tego CHCIEĆ. A jak ciągle podkreślasz - panowie nie chcą ponosić odpowiedzialności za dzieci.

                  Więc zdecyduj się w końcu na jakąś opcję a nie zmieniaj front w zależności od tego jak w danym momencie Ci wygodnie :)
            • gravedigger1 Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 10:52
              kutuzow napisał:

              > SYTUACJA PRAWNA SIE NIE ZMIENIA!

              > Tutaj mówimy o ew. różnicy w sytuacji finansowej.

              SYTUACJA PRAWNA DZIECKA ZMIENIA SIĘ! :) Dziwię się, że tego nie
              widzisz... W przypadku konkubinatu, rozstanie partnerów skutkuje
              tym, że matka i dziecko nie mają prawa do tych 50%, które zazwyczaj
              słusznie im się należą. Sytuacja finansowa jest tylko skutkiem braku
              tego prawa.

              >> "Co prawda dziecko dostanie alimenty, ale nie ma pewności, że
              >> ojciec będzie je uczciwie płacił,"

              > Tej pewności nie ma także w przypadku rozwodu w małżeństwie -wiec
              > raz jeszcze -sytuacja dziecka jest taka sama.

              Masz absolutną rację. Tej pewności nie ma w żadnym przypadku, ale w
              przypadku formalnego rozwodu matka i dziecko dostają przynajmniej
              50%, co stanowić może zabezpieczenie przyszłości dziecka (gdyu
              oczywiście jest co dzielić), więc jak widzisz sytuacja nie jest taka
              sama.
              • rozwazna35 Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 11:19
                Kutuzow, jak pięknie jest teoretyzować. Sytuacja dziecka nie jest taka sama. Czy
                zdajesz sobie sprawę z tego, że samotna matka musi radzić sobie ze wszystkim
                sama, a oprócz tego wszystkie obowiązki spadają na nią? Myślisz, że to nie
                zajmuje czasu? Czasu, który mężczyzna po rozwodzie tudzież po rozstaniu, jeżeli
                był to konkubinat może poświęcić na dodatkową pracę?
                Ona ma w tym momencie ograniczone możliwości. Owszem powiesz zaraz, że może
                wynająć opiekunkę, pomoc domową, itd.
                Ale wychowywanie dziecka jest procesem dużo bardziej skomplikowanym i dziecko
                potrzebuje uwagi, zwłaszcza dziecko rozwiedzionych rodziców.Większość tu na
                forum ma chyba dzieci w wieku przedszkolnym. Ale uwierz, że jak zaczyna się
                szkoła i choć wtedy dziecko jest bardziej samodzielne to niestety pojawiają się
                problemy innego typu.
                Właśnie te 50 % jest bardzo sprawiedliwe. Matka zostając sama musi samodzielnie
                pokryć koszty czynszu, życia itd. A biorąc pod uwagę czas, którego ma mniej niż
                mężczyzna siłą rzeczy zarobkowo jest mniej wydolna. A więc równocześnie standard
                życia ich dziecka jest również niższy.
                • kutuzow Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 11:59
                  rozwazna35 napisała:
                  "... samotna matka musi radzić sobie ze wszystkim
                  > sama, a oprócz tego wszystkie obowiązki spadają na nią?"


                  Rozważna, gdzie jest napisane że to matka musi się zajmowac po
                  rozwodzie dziecmi? Skoro jej konkubent jest majętny i może im
                  zapewnić odpowiednie wychowanie i status, moze warto rozważyć
                  sytuację gdzie to on będzie je wychowywał. Nie będzie miała wtedy
                  ograniczonych możliwości. Ba domyślam się że facet nawet nie
                  chciałby od niej alimentów na dziecko.
                  • rozwazna35 Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 12:12
                    Oczywiście, że nigdzie nie jest napisane, że to matka musi zajmować się
                    dzieckiem. Ale biorąc pod uwagę Twoją osobę nie sądzę, abyś był skłonny tym
                    dzieckiem się zająć. W końcu to Ty uparcie twierdzisz, że to kobiety mają parcie
                    na dziecko, że to one się dzięki dziecku realizują i spełniają. Mężczyzna według
                    Ciebie jest często do dziecka zmuszany lub wrabiany:)
                    • kutuzow Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 12:27
                      To że kobiety mają (większe) parcie na dziecko wynika chociażby z
                      natury (limit wieku).
                      Jeśli jednak mężczyzna także tego dziecka pragnie -to nie widze
                      powodu żeby się nim miał nie zajmowac.

                      Chyba nie zaprzeczysz że niektórzy męzczyźni są "wrabiani" w dzieci
                      (sam jak pisałem znam takie 2 przypadki wsród znajomych,). Zobacz że
                      jakoś nei moge sobie wyobrazić tego w druga stronę -wrobienie
                      kobiety w dziecko, gdy ona jego nie chce.
                  • annamariamuff Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 12:12
                    kutuzow napisał:

                    > rozwazna35 napisała:
                    > "... samotna matka musi radzić sobie ze wszystkim
                    > > sama, a oprócz tego wszystkie obowiązki spadają na nią?"
                    >
                    >
                    > Rozważna, gdzie jest napisane że to matka musi się zajmowac po
                    > rozwodzie dziecmi? Skoro jej konkubent jest majętny i może im
                    > zapewnić odpowiednie wychowanie i status, moze warto rozważyć
                    > sytuację gdzie to on będzie je wychowywał. Nie będzie miała wtedy
                    > ograniczonych możliwości. Ba domyślam się że facet nawet nie
                    > chciałby od niej alimentów na dziecko.

                    Sa trzy sprawy trzeba znalezc mezczyzne ,ktory chetnie sie zajmie
                    dzieckiem po rozwodzie a czasami dziecmi co nie jest takie proste
                    Druga sprawa jesli dotychczas ogniskiem domowym zajmowala sie
                    kobieta bo pan byl zajety robieniem kariery nie wiem czy dobrze
                    bedzie dla dzieci pozostac przy Tatusiu , ktorego widywaly w
                    weekendy a moze i nawet nie.
                    Trzecia sprawa jesli pan zajety jest zarabianiem pieniedzy zostajac
                    samotnym ojcem bedzie musial troche zwolnic i moze sie okazac ,ze
                    pieniadze ( alimenty ) sa jednak potrzebne .Chyba ,ze ma zamiar
                    utrzymywac rytmy takie jak dotychczas i zatrudniac opiekunki w tej
                    styacji chyba lepiej dla dzieci aby zostaly z rodzicem b.
                    dyspozycyjnym.
                    A na koniec strach sie zwiazac z czlowiekiem takim jak Ty nie
                    dosc ,ze zostawi czlowieka bez grosza to i dzieci zabierze jaka
                    normalna kobieta zdecyduje sie na taki zwiazek
                    • kutuzow Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 12:22
                      annamariamuff ---> w życiu nie można mieć wszystkiego.
                      Jeśli chcesz być kurą domową -to czymś ryzykujesz. Przeczytaj sobie
                      tutaj:
                      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115012953,115159653,Re_To_nie_brak_wzorcow_to_rozsadek.html

                      Równie dobrze można poszukać partnera który od początku bedzie
                      chciał brać udział w wychowywaniu dziecka i wtedy wszystkie te
                      bolączki o których piszesz nie mają miejsca.
                      Pytanie tylko czy nie łatwiej i fajniej jest być kura domową
                      realizujacą się w roli matki, zamiast pracowac tak jak partner -to
                      już osobna kwestia.
                      • gravedigger1 Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 12:27
                        kutuzow napisał:

                        > Pytanie tylko czy nie łatwiej i fajniej jest być kura domową
                        > realizujacą się w roli matki, zamiast pracowac tak jak partner -to
                        > już osobna kwestia.

                        Na pewno nie łatwiej i nie fajniej. Jeśli twierdzisz, że że łatwiej,
                        to spróbuj tego "chleba" i wszystkich jego konsekwencji, a wtedy się
                        przekonasz.
                        • santo_inc Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 22:10
                          > Na pewno nie łatwiej i nie fajniej. Jeśli twierdzisz, że że łatwiej,
                          > to spróbuj tego "chleba" i wszystkich jego konsekwencji, a wtedy się
                          > przekonasz.

                          Oczywiście, że łatwiej i fajniej. Zero odpowiedzialności za byt rodziny. Bo
                          wybacz, ale dopilnowanie żeby obiad był codziennie na stole i kartofle posolone,
                          to nie jest żadna odpowiedzialność w porównaniu z pilnowaniem pracy na etacie
                          czy własnej firmy.

                          Kura domowa ma zakres obowiązków, które może wypełniać siedmiolatka po
                          odpowiednim przeszkoleniu z zakresu korzystania z książki kucharskiej. Poziom
                          trudności rośnie, gdy trzeba przewinąć dziecko, niech będzie to więc
                          dziewięciolatka.

                          I w dalszym ciągu nie ma tu żadnej odpowiedzialności za cokolwiek. Jedyne, co
                          może spotkać matkę źle wywiązującą się z obowiązków domowych jest opierdziel ze
                          strony ojca i rozwód. No ale ten rozwód to, jak wiadomo, wirtualny, bo za dużo
                          kosztuje.
                          • gravedigger1 Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 18.08.10, 09:19
                            santo_inc napisał:

                            > Oczywiście, że łatwiej i fajniej. Zero odpowiedzialności za byt
                            > rodziny. Bo wybacz, ale dopilnowanie żeby obiad był codziennie na
                            > stole i kartofle posolone to nie jest żadna odpowiedzialność w
                            > porównaniu z pilnowaniem pracy na etacie czy własnej firmy.

                            Gratuluje poglądów i "szerokich" horyzontów myślowych nie
                            wykraczających poza czubek męskiego nosa! A pomyśałeś może o
                            odpowiedzialności za wychowanie dziecka, które polega nie tylko na
                            dawaniu mu jeść i przewijaniu pieluch?

                            > Kura domowa ma zakres obowiązków, które może wypełniać
                            > siedmiolatka po odpowiednim przeszkoleniu z zakresu korzystania z
                            > książki kucharskiej. Poziom trudności rośnie, gdy trzeba przewinąć
                            > dziecko, niech będzie to więc dziewięciolatka.

                            Ponownie gratuluję! Poglądy godne koguta... :)

                            > I w dalszym ciągu nie ma tu żadnej odpowiedzialności za cokolwiek.
                            > Jedyne, co może spotkać matkę źle wywiązującą się z obowiązków
                            > domowych jest opierdziel ze strony ojca i rozwód.

                            No tak, opierdziel ze strony "pana i władcy"... Bo cóż innego
                            potrafi wnieść do życia rodzinnego oprócz kasy taki "pan i władca"???
                      • annamariamuff Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 12:36
                        kutuzow napisał:

                        > annamariamuff ---> w życiu nie można mieć wszystkiego.
                        > Jeśli chcesz być kurą domową -to czymś ryzykujesz. Przeczytaj
                        sobie
                        > tutaj:
                        > forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115012953,115159653,Re_To_nie_brak_wzorcow_to_rozsadek.html
                        >
                        > Równie dobrze można poszukać partnera który od początku bedzie
                        > chciał brać udział w wychowywaniu dziecka i wtedy wszystkie te
                        > bolączki o których piszesz nie mają miejsca.
                        > Pytanie tylko czy nie łatwiej i fajniej jest być kura domową
                        > realizujacą się w roli matki, zamiast pracowac tak jak partner -to
                        > już osobna kwestia.

                        Ale to Ty wczesniej pisales o majetnym konkubencie wiec ja sie
                        odnioslam do tej wypowiedzi.Jak rozumiem to ,ze sie stal majetny
                        jakos samo sie nie zrobilo mial czas na prace i rozwoj kiedy kobieta
                        inwestowala w dom i dzieci.Moze zdefinujmy pojecie majetny bo chyba
                        oznacza to dla nas dwie rozne rzeczy.
                        Teraz piszesz o normalnym partnerskim zwiazku gdziec obie strony po
                        rowno wkladaja jesli chodzi o emocje, czas i finanse w takim
                        ukladzie pan nie ma wiekszych mozliwosci aby sie wyjatkowo
                        wzbogacic .
                        • kutuzow Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 15:13
                          annamariamuff ---> OK. Mam wrażenie że mamy inne perspektywy
                          patrzenia. Ja patrzę z perspektywy gościa który będąc kawalerem
                          potrafił sobie poradzić z utrzymaniem domu i nie potrzebowałem do
                          tego żony w postaci kury domowej. Dlatego uważam że do robienia
                          kariery żona nie jest niezbędna (patrz wcześniej podany przykład
                          gejów którzy kariere robią a żony nie mają).

                          W przypadku pojawienia się dzieci jest to osobna historia. Przez
                          pierwszy okres (3 lata?) ktoś się musi nimi zajmować -ale wcale nie
                          jest powiedziane że to musi być kobieta kosztem swej pracy zawodowej.
                          Niańka też jest dobrym wyborem, pozwala pogodzić pracę z wychowaniem
                          dziecka.

                          Jeśli chodzi o związki w których jest dziecko, to pisałem już wyżej,
                          że co przypadek to inna sytuacja:
                          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115323649,115421734,mini_podsumowanie_.html
                          • annamariamuff Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 17:12
                            kutuzow napisał:

                            > annamariamuff ---> OK. Mam wrażenie że mamy inne perspektywy
                            > patrzenia. Ja patrzę z perspektywy gościa który będąc kawalerem
                            > potrafił sobie poradzić z utrzymaniem domu i nie potrzebowałem do
                            > tego żony w postaci kury domowej.
                            Ja tez przed moim malzenskiem czasem swietnie sobie radzilam i nawet
                            dorobilam sie mieszkania coz z tego mowimy o sytuacji kiedy tworzy
                            sie rodzine ,uklad sil sie zmienia sa dzieci

                            Dlatego uważam że do robienia
                            > kariery żona nie jest niezbędna (patrz wcześniej podany przykład
                            > gejów którzy kariere robią a żony nie mają).
                            >
                            > W przypadku pojawienia się dzieci jest to osobna historia. Przez
                            > pierwszy okres (3 lata?) ktoś się musi nimi zajmować -ale wcale
                            nie
                            > jest powiedziane że to musi być kobieta kosztem swej pracy
                            zawodowej.byc to nianka .
                            W praniu czyli w zyciu realnym rozne bywa z wielu powodow dziecko
                            chorowite lub chore, brak niani ,zycie w miescie lub kraju gdzie nie
                            jest to popularne albo ewentualnie niania z zamieszkaniem co nie
                            kazdemu odpowiada.
                            Zalozmy jednak ,ze nie ma problemow i nianka jest mozliwa oboje
                            rodzice pracuja w razie problemow (niania sie zwalnie bez
                            zapowiedzi, niania zachoruje, trzeba zawiezc dziecko do szpitala)sa
                            jednakowo dyspozycyjni .Delegacje odpadaja lub ewentualnie na zmiane
                            czyli nie zawsze kiedy sytuacja tego wymaga, pozostawanie po
                            godzinach tez (nie istotny jest wazny projekt) niania idzie do domu
                            o 17.00 i w tej sytuacji rodzice sa w domu o 17.00( zakladamy ,ze
                            rodzice uczestnicza w zyciu dziecka nie ,ze niania jest 24/24 bo w
                            tej sytuacji dla dziecka jest lepiej sie nie narodzic;)).
                            Tak przez pierwsze 3 lata.Po tem nastepne 3 lata i zaczyna sie
                            szkola wiadomo trzeba odrabiac lekcje, wozic na zajecia ,
                            pielegnowac w czasie choroby wiec nadal nie mozna byc w pelni
                            dyspozycyjnym w pracy ( wychowanie dziecka nie trwa tylko pierwsze
                            trzy lata;)))
                            KIedy oboje rodzicow sa w pelni dyspozycyjnych jesli chodzi o zycie
                            rodzinne ( 50/50) robienie kariery nie jest mozliwe a raczej
                            szczegolnie utrudnione i dlatego pytam gdzie ten majetny
                            mezczyzna??? i co dla Ciebie oznacza majetny ??? .


              • kutuzow Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 11:56
                gravedigger1 napisał:

                "SYTUACJA PRAWNA DZIECKA ZMIENIA SIĘ! :)"
                Raz jeszcze -sytuacja prawna dziecka nie zmienia się.

                "że matka i dziecko nie mają prawa do tych 50%"
                - dziecko jako podmiot prawny nie ma prawa do żadnych 50%. Zakładasz
                tutaj że jak matka dostanie kasę to i dziecku "skapnie", co w
                większości przypadków jest prawdą -ale nie musi. Znam przypadek
                odwrotny.

                Co do alimentów -odpisałem już Mujer post wyżej.
                Czynnikiem kluczowym jest stan majątku osoby która ma zasądzone
                alimenty, nie forma prawna. Są naprawdę świetne możliwości
                dochodzenia swych alimentów (oczywiście jeśli jest majątek który by
                to zabezpieczył). Jeśli jednak nie ma majątku to i 50% od zera nadal
                jest zerem.
                • gravedigger1 Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 12:22
                  kutuzow napisał:

                  > - dziecko jako podmiot prawny nie ma prawa do żadnych 50%.
                  > Zakładasz tutaj że jak matka dostanie kasę to i dziecku "skapnie",
                  > co w większości przypadków jest prawdą -ale nie musi. Znam
                  > przypadek odwrotny.

                  Masz rację. Dziecko nie ma prawa, do tych 50%. Pprzyznasz jednak, że
                  sytuacja prawna mati zmienia się w zależności od formy związku?
                  Jęsli pominąć patologiczne przypadki wyrodnych matek, sytuacja
                  prawna matki ma bardzo wymierne przełożenie na sytuację materialną
                  dzieci po rozstaniu rodziców, w przypadku gdy zostają z matką.

                  > Co do alimentów -odpisałem już Mujer post wyżej.
                  > Czynnikiem kluczowym jest stan majątku osoby która ma zasądzone
                  > alimenty, nie forma prawna. Są naprawdę świetne możliwości
                  > dochodzenia swych alimentów (oczywiście jeśli jest majątek który
                  > by to zabezpieczył). Jeśli jednak nie ma majątku to i 50% od zera
                  > nadal jest zerem.

                  I tu też masz rację, ale alimenty to bezpośrednie prawo dziecka, a
                  50% majątku przy rozstaniu to bezpośrednie prawo matki
                  zabezpieczające jej interesy w przypadku rzstania. Oczywiście, dla
                  faceta, który widzi tylko siebie i swoje interesy, jest to prawo
                  niesprawiedliwe, ale zauważ, że w związku są dwie strony, a prawo
                  traktuje je równo. jak pisałem juz wcześniej, nie wszystko da się
                  przeliczyć na pieniądze i może się zdarzyć tak, że te 50% to zbyt
                  wygórowana cena za wkład kobiety w związek, ale może równie dobrze
                  zdarzyć się, że jest to zdecydowanie za mało. Nie jest możliwe
                  stworzenie prawa, które zadowoliłoby wszystkich i było obiektynie
                  sprawiedliwe we wszystkich sytuacjach. Zauważ, że ta zasada nie
                  działa jak automat. Przy rozstaniu podział majątku jest dokonywany
                  przed sądem, jeżeli strony nie mogą dojść do porozumienia same, a
                  sąd wcale nie musi orzec podziału pół na pół.
                • triss_merigold6 Litości... 17.08.10, 12:44
                  Kutuzow, masz, przepraszam, jakieś bezpośrednie doświadczenia jeśli
                  chodzi o ściągalność alimentów? W momencie likwidacji FA (parę lat
                  temu, teraz znów FA jest) było PÓŁ MILIONA niepłacących
                  alimenciarzy. Portal "W stronę ojca" roi się od rad jak uniknąć
                  płacenia nawet tych idiotycznych, żałosnych 300-400 zł na własne
                  potomstwo. Jakiekolwiek dobra są przepisywane na rodzinę, praca na
                  czarno/brak pracy/firma wykazująca straty i g...o kobieta zobaczy, a
                  nie alimenty na dzieci. Od rodziców pana można ściągnąć ale tylko
                  wówczas gdy pani praktycznie zdycha z głodu - jeśli zaspakaja
                  potrzeby dziecka samodzielnie (pracuje, nie bierze zasiłków) to sąd
                  żadnych alimentów od rodziców pana nie zasądzi.
              • santo_inc Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 22:06
                > SYTUACJA PRAWNA DZIECKA ZMIENIA SIĘ! :) Dziwię się, że tego nie
                > widzisz... W przypadku konkubinatu, rozstanie partnerów skutkuje
                > tym, że matka i dziecko nie mają prawa do tych 50%, które zazwyczaj
                > słusznie im się należą. Sytuacja finansowa jest tylko skutkiem braku
                > tego prawa.

                Czyli w małżeństwie, po rozwodzie, matka i dziecko mają prawo do 50%?

                Matka I DZIECKO?! Czy może raczej SAMA MATKA? To sąd dzieli majątek po rozwodzie
                między ojca a matkę i dziecko, czy między ojca a matkę?
            • annamariamuff Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 11:08
              Kutuzow to odwroc sytuacje.
              Wprowadzasz sie do domu partnerki .Mieszkasz przez lata oboje
              pracujecje ona zarabia wiecej.
              Rodzi sie pierwsze dziecko .Oboje podejmujecie decyzje ,ze Ty
              zostaniesz w domu z dzieckiem przez 3 lata dziecko chorowite
              astmatyczne zlobek nie wchodzi w rachube postanawiacie ,ze niania
              tez nie bo partnerka pracuje duzo po godzinach i dobrze ,zeby
              dziecko mialo kontak chociaz z jednym rodzicem.
              W miedzy czasie remontujecie dom Ty jako ten niepracujacy robisz
              wiekszosc prac wkladasz tez swoje oszczednosci , ktore miales kiedy
              pracowales.Dodatkowo zajmujesz sie sprzataniem , prasowaniem
              gotowaniem ( nie martw sie mezczyzna tez potrafi)
              Potem rodzi sie nastepne dzecko Ty oczywiscie dalej nie pracujesz
              przez kilka lat ( tym razem rok dziecko niechorowite oplacacie
              nianie bo juz chcesz wrocic do pracy) wypadasz z rynku i po powrocie
              trudno Ci znalez dobrze platna prace ale starasz sie i jest coraz
              lepiej.
              Po kilku latach partnerka odchodzi a raczej mowi Ci zebys sie
              zabieral razem z dziecmi z jej domu , z domu w ktorym mieszkales i
              inwestowales przez ostatnie 15 lat.Dzieci jeszcze male 8,10 lat .Sad
              przyznaje Ci alimenty na dzieci po 300 zl na lebka domu , w ktory
              wlozyles swoja forse i czas zostaje przy bylej , Ty z dziecmi do
              jakiegos wynajmowanego mieszkania.Nie mart sie dzieci kiedys
              oddziedzicza ten dom;))
              Byla poznaje nowego partnera tym razem ma wiecej dzieci ( lata juz
              nie te) ale waszymi wspolnymi nie interesuje sie zbytnio ,duzo
              wyjezdza sluzbowo i podczas chorob dzieci nie mozesz na nia
              liczyc.Ty nawet dobrze zarabiasz ale wynajem mieszkania , dziecko
              astmatyczne chorujace pochlaniaja Twoje oszczednosci i tak sie
              bujasz przez nastepne lata z dwojka dzieci a byla sobie zyje w
              spokoju
              Sprawiedliwe nie?
              • rozwazna35 Re: Kogo Ty właściwie szukasz Kutuzow? 17.08.10, 11:41
                Samosprawdzająca się przepowiednia, jak ktoś wcześniej wspomniał jest bardzo
                realna w przypadku kogoś kto ma takie podejście jak Ty Kutuzow. Zabezpieczasz
                się na ewentualne rozstanie i tym zabezpieczeniem możesz właśnie łatwo do niego
                doprowadzić.
                Ja byłam w takim związku, gdzie Pan wszystko dzielił na pół, liczył każdą
                złotówkę, aby przypadkiem nie przeznaczyć jej na mnie, bo przecież to związek
                partnerski. Nie wziął pod uwagę faktu, że ja więcej ryzykowałam (Przeprowadziłam
                się do jego miasta zostawiając pracę i całe swoje życie)i że o jakiejkolwiek
                sprawiedliwości nie mogło być mowy. No, ale Pan dalej się bał. I przepowiednia
                się sprawdziła. Wróciłam do siebie, co prawda z niczym. On miał własną firmę,
                którą przez te 2 lata rozwinął. Moja pensja szła głównie na nasze życie. Jednak
                nie żałuję. Cieszę się, że nie jestem z kimś, kto poza kasą niczego innego nie
                widzi. On był w dużym szoku jak postanowiłam od niego odejść i do tej pory
                żałuje. Jest cały czas sam, ale ze swoimi pieniędzmi.
                Ja dosyć szybko kogoś poznałam, dla kogo ani mój wiek ani moja obecna pozycja
                finansowa nie jest przeszkodą.
                • kutuzow O małżeństwach najwięcej mówią rozwodnicy 17.08.10, 12:12
                  rozważna ---> wszystko pięknie fajnie, tylko zobacz że skoro ja jako
                  jedyny w tym wątku mam takie fatalne podejście które zaowocuje
                  rozstaniem, to wszyscy inni tutaj się udzielający powinni być
                  szczęsliwymi małzonkami, a z tego co zauwazyłem już kilka Pań
                  przyznało się do tego że mają na swym końcie rozwody (jedna nawet
                  dwa), wiec to chyba jednak nie o to chodzi.

                  Jak wytłumaczysz ich rozwody? Za bardzo liczyły kasę i
                  samospełniająca przepowiednia je dopadła? Bzdury.
                  • triss_merigold6 Bo mają największe doświadczenie.D 17.08.10, 12:29
                    Bo mają największe doświadczenie, także dotyczące formy rozstawania
                    się. Przeczytaj uważnie post Kawitatora - pisze, że sam chciał, żeby
                    żona po dzieciach poszła do pracy, bo własne pieniądze dają wolność.
                    Nawet te symboliczne. Wie, że żona jest z nim, bo chce, a nie
                    dlatego, że MUSI.

                    U mnie zmiana stosunku eksa do kasy, jaka nastąpiła po pojawieniu
                    się dziecka i moim ograniczeniu aktywności zawodowej (czasowym,
                    jakąś własną kasę miałam zawsze) również wpłynęła na rozpad związku.
                    Nie była to zasadnicza przyczyna, ale taka wisienka na torciku.
                    • santo_inc Re: Bo mają największe doświadczenie.D 17.08.10, 22:14
                      > się. Przeczytaj uważnie post Kawitatora - pisze, że sam chciał, żeby
                      > żona po dzieciach poszła do pracy, bo własne pieniądze dają wolność.

                      Chyba czytaliśmy wypowiedzi innego Kawitatora, bo ja tam widzę, że chciał żeby
                      poszła do pracy, aby nie dostała odpieluszkowego (odgarnkowego) zapalenia mózgu.
                  • ore.ona Re: O małżeństwach najwięcej mówią rozwodnicy 17.08.10, 12:36

                    >
                    > Jak wytłumaczysz ich rozwody? Za bardzo liczyły kasę i
                    > samospełniająca przepowiednia je dopadła? Bzdury.


                    A tu Cię zaskoczę:) Mój mąż boi się o swoje i zawsze chyba bał się-
                    wynik jego poprzedniego rozwodu-jego zdaniem za mało przypadło mu w
                    podziale. Jego mama podkręca jego obawy, ale.. zdziwią się oboje bo
                    będzie sprawiedliwie i uczciwie:) Może te kobiety /po rozwodzie/o
                    których tu piszesz też miały partnerów dla których ich własne
                    pieniądze spędzały im sen z powiek:) Myśląc inensywnie o czymś, lub
                    o zdarzeniu- można je przyciągnąć, IMO. To jak zaprogramowanie się
                    na coś, czego nie chcesz, czego się boisz, co myślisz że może Cię
                    spotkać.
                  • rozwazna35 Re: O małżeństwach najwięcej mówią rozwodnicy 17.08.10, 13:03
                    Jest wiele przyczyn rozwodów i myślę, że z reguły nie chodzi tylko o finanse.
                    Jednakże to Ty dyskutujesz tu cały czas o kwestii finansowej i jak widać jest to
                    dla Ciebie jedna z najistotniejszych kwestii.
                    Skoro dla wielu osób inne kwestie są istotne, np. nie wybieramy na towarzysza
                    życia np. alkoholika to proponuję, abyś Ty wybrał sobie towarzyszkę, która ma
                    takie samo podejście w w tej kwestii co Ty i nie będzie problemu. Ale pewnie u
                    Ciebie jest tak, że to Ty się chcesz zabezpieczyć, a Twojej kobiecie to nie
                    bardzo odpowiada, bo czuje się w tym wypadku nie dosyć kochana. Czy mam rację?
                    • kutuzow Re: O małżeństwach najwięcej mówią rozwodnicy 17.08.10, 15:19
                      rozwazna35 napisała:
                      ".... Jednakże to Ty dyskutujesz tu cały czas o kwestii finansowej i
                      jak widać jest to dla Ciebie jedna z najistotniejszych kwestii."

                      - jesteśmy na forum o (braku) seksu, wieć idąc tym tropem
                      rozumowania dla wszystkich którzy się tutaj wypowiadają seks jest
                      najważniejszy w związku (ponad miłością, namiętnością i innymi
                      rzeczami o których nie wspominają -bo nie ma takiej potrzeby).
                      Rozumiesz że pisanie o czymś, to nie jest dowód na cokolwiek?
    • annamariamuff Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 17.08.10, 13:08
      Dobry ten watek. Pierwszy raz od tej drugiej strony sie
      przekonalam ,ze istnieja tacy faceci i jeszcze sie do tego przyznaja
      ( nie wchodze na fora dla facetow po rozwodzie bo tam pewnie wiecej
      takich kwiatkow).Tamtych mozna jeszcze zrozumniec bo sa rozgoryczeni
      ale ktos kto planuje jeszcze przed slubem (zwiazkiem)jak nie
      zainwestowac zbyt duzo i jak najmniej stracic...??
      • triss_merigold6 Otwartym tekstem 17.08.10, 13:21
        Otwartym tekstem powiem: jeśli facet nie ma ochoty bez drobiazgowych
        kalkulacji inwestować w wybraną przez siebie (WYBRANĄ, nie z
        losowania/przydziału) kobietę CZASU, PIENIĘDZY, UMIEJĘTNOŚCI, UCZUĆ
        (generalnie: swoich zasobów) to nie należy z nim wiązać przyszłości.
        Dla własnego dobra. Nadaje się na lightowy, bezemocjonalny układ, do
        miłego spędzania czasu doraźnie.
        • zakletawmarmur Re: Otwartym tekstem 17.08.10, 13:40
          Kryzysowy narzeczony jak nic:-)

          Zawsze jeszcze może sobie znaleźć jakąś dojrzałą kobietę. Taką co to
          dzieci już mieć nie może ale za to już zdążyła się finansowo
          ustawić... Co za problem?
          • triss_merigold6 Re: Otwartym tekstem 17.08.10, 13:52
            Taka, jeśli ma dzieci to się z nim nie zwiąże. Za duże ryzyko
            wyliczania ile JEJ dzieci kosztują.
        • kutuzow Czy to działa w druga strone? 17.08.10, 15:25
          triss_merigold6 napisała:

          "> Otwartym tekstem powiem: jeśli facet nie ma ochoty bez
          drobiazgowych kalkulacji inwestować w wybraną przez siebie (WYBRANĄ,
          nie z losowania/przydziału) kobietę CZASU, PIENIĘDZY, UMIEJĘTNOŚCI,
          UCZUĆ (generalnie: swoich zasobów) to nie należy z nim wiązać
          przyszlości. Dla własnego dobra. Nadaje się na lightowy,
          bezemocjonalny układ, do miłego spędzania czasu doraźnie. "

          - czy jeśli kobieta nie ma ochoty na związek bez kalkulacji (czyli
          na na małżeństwo z intercyzą), to nie nalezy z nią wiązać
          przyszłosci? czy jest to zasada tylko dla jednej płci. Na zasadzie
          Panowie mają ryzykować, a Panie powinny być z urzędu zabezpieczone ?

          • zakletawmarmur Re: Czy to działa w druga strone? 17.08.10, 15:59
            Kutuzowie, kiedy się Ciebie czyta to mozna by pomyśleć, że
            małżeństwo oznacza, że kobieta po rozwodzie ma prawo do wszystkich
            pieniędzy faceta.
          • arronia Re: Czy to działa w druga strone? 17.08.10, 16:04
            Gdzie jest w przepisach o zabezpieczeniu kobiet właśnie?
          • triss_merigold6 I tu wpuszczasz w kanał 17.08.10, 18:37
            I w tym momencie właśnie wpuszczasz kobietę w kanał. Bardzo zgrabna
            manipulacja. 99% kobiet zapytanych wprost przy użyciu formy "czy
            uważasz, że mężczyzna i kobieta powinni RÓWNO finansowo łożyć na
            dom?"; "chciałabyś mnie oskubać po zakończeniu związku?"; "podpisz
            intercyzę, bo inaczej zero ślubu pazerny pasożycie?" etc. odpowie
            zgodnie z intencjami pytającego. Odpowie, że kocha miłością czystą i
            prawdziwą, a potencjalne zabezpieczenie za 25 lat nie ma żadnego
            znaczenia, że każdy pownien być samofinansowalny etc. Po czym
            zakochana pani zredukuje sobie dysonans poznawczy i ładnie SOBIE
            wytłumaczyć, że nie można być pazerną egoistką, a intercyza przy jej
            niewielkich/faceta większych dochodach jest super wyjściem.
            W kanał ten wchodzą lekkim twistem właśnie te ambitne, niezależne,
            takie które bardzo chcą pokazać własną samodzielność i brak
            tradycyjnych roszczeń.
            W podobny kanał wchodzą dziewczątka łykające kit, że on tak wysoko
            ceni wyrazy miłości, że czeka aż poczuje prawdziwie, zamiast
            powiedzieć "kocham cię" babie z którą mieszka.
            W równie podobny kanał wchodzą stałe partnerki, które dają się
            namówić na swing pod pretekstem, że zbliża parę szalenie, wzmacnia
            doznania oraz zapobiega wzajemnemu znudzeniu.
            I wszystkie zostają wyr.... dosłownie i w przenośni.
            • zakletawmarmur Re: I tu wpuszczasz w kanał 17.08.10, 20:18
              > I w tym momencie właśnie wpuszczasz kobietę w kanał. Bardzo
              zgrabna
              > manipulacja. 99% kobiet zapytanych wprost przy użyciu formy "czy
              > uważasz, że mężczyzna i kobieta powinni RÓWNO finansowo łożyć na
              > dom?"; "chciałabyś mnie oskubać po zakończeniu związku?"; "podpisz
              > intercyzę, bo inaczej zero ślubu pazerny pasożycie?" etc. odpowie
              > zgodnie z intencjami pytającego. Odpowie, że kocha miłością czystą
              i
              > prawdziwą, a potencjalne zabezpieczenie za 25 lat nie ma żadnego
              > znaczenia, że każdy pownien być samofinansowalny etc. Po czym
              > zakochana pani zredukuje sobie dysonans poznawczy i ładnie SOBIE
              > wytłumaczyć, że nie można być pazerną egoistką, a intercyza przy
              jej
              > niewielkich/faceta większych dochodach jest super wyjściem.
              > W kanał ten wchodzą lekkim twistem właśnie te ambitne, niezależne,
              > takie które bardzo chcą pokazać własną samodzielność i brak
              > tradycyjnych roszczeń.

              Kutuzow wydaje się tym typem kolesia, który z jednej strony nie ma
              zamiarów szukać sobie majętnej kobiety* z drugiej strony nie potrafi
              się pogodzić, że jego partnerka jest mniej majętna. Taki typ, który
              sam nie potrafi podjąć decyzji więc wzbudza w kobiecie poczucie
              winy. W obecnych czasach nie jest to trudne. Kutuzow to wyczuł i
              korzysta. Sam ma problem i przez to może wpędzać w problemy swoich
              bliskich... Szczególnie jeśli kobitka będzie słabsza psychicznie lub
              zwyczajnie w świecie mocniej w związek zaangażowana...

              *bo woli młodość i fajne ciało a te nie koniecznie są bogate a
              bogate nie koniecznie szukają sobie Kutuzowa:-)
              • santo_inc Re: I tu wpuszczasz w kanał 17.08.10, 22:20
                > Kutuzow wydaje się tym typem kolesia, który z jednej strony nie ma
                > zamiarów szukać sobie majętnej kobiety* z drugiej strony nie potrafi
                > się pogodzić, że jego partnerka jest mniej majętna.

                Mnie Kutuzow widzi się jako człowiek, który nie chce płacić za posiadanie
                partnerki gdy już się z nią rozstanie. I ja mu się nie dziwię.
                • zakletawmarmur Re: I tu wpuszczasz w kanał 17.08.10, 22:38

                  Gdyby było tak jak piszesz to szukałby sobie partnerki na stałe
                  wśród odpowiednio bogatych kobiet!
                • gravedigger1 Re: I tu wpuszczasz w kanał 18.08.10, 09:31
                  santo_inc napisał:

                  > Mnie Kutuzow widzi się jako człowiek, który nie chce płacić za
                  > posiadanie partnerki gdy już się z nią rozstanie. I ja mu się nie
                  > dziwię.

                  Myślę, że jesteś godnym partnerem dla kutuzowa, więc może
                  zawarlibyście związek i wszystko byłoby cacy... ;-)

                  Z tego co tu można wyczytać czarno na białym wynika, że Kutuzow, i
                  Ty również, traktujecie partnerkę jako coś co się posiada i wtedy
                  jeszcze można za nią płacić, ale jak już się znudzi to poszła won i
                  wara od moich pieniędzy. Z wywodów kutuzowa, a także opisów jego
                  partnerki zamieszczonych w innym wątku, wynika, że traktuje on
                  partnerkę przedmiotowo. I nie chodzi tylko o finase, ale również o
                  brak empatii i zrozumienia, że partnerka ma określone uczucia i
                  emocje, a on swoją zimną (a może powinienem napisać wyrachowaną)
                  postawą po prostu ją rani (o czym napisała sama na tym forum).
      • kutuzow Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 17.08.10, 15:22
        annamariamuff ---> mała poprawka, nie mam nic do inwestowania w
        CZASIE trwania związku (bodajże Mujer okresliła moje podejście jako
        materiał na "kryzysowego narzeczonego", nie widze tylko powodu żeby
        ponosić dodatkowy koszt na jego zakończenie (skoro starałem się w
        czasie jego trwania ponosząc odpowiednio wyższe koszty i nie mając
        o to protensji).
        • rozwazna35 Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 17.08.10, 17:21
          A dlaczego ciągle uważasz, że to Ty ponosisz większe koszty?
          Myślisz pewnie o kosztach finansowych tylko i wyłącznie:)
          A inne koszty, takie których nie da się przeliczyć na pieniądze?
          Ciekawa jestem kto w Twoim związku zajmuje się w głównej mierze
          wszelkimi codziennymi sprawami typu: sprzątanie, gotowanie, zakupy
          itd.
          Radziłam już Ci zresztą wcześniej: musisz się związać z kobietą z
          dochodami podobnymi do Twoich i z podobnym podejściem. Wtedy będzie
          po równo i nie będzie problemu.
          Innego rozwiązania nie widzę.
          • santo_inc Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 17.08.10, 22:21
            > A dlaczego ciągle uważasz, że to Ty ponosisz większe koszty?
            > Myślisz pewnie o kosztach finansowych tylko i wyłącznie:)

            Statystycznie kobieta zarabia mniej. Kropka.

            > A inne koszty, takie których nie da się przeliczyć na pieniądze?

            Jakież to inne koszty są w małżeństwie bez dzieci, o którym rozmawiamy?
            • gravedigger1 Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 18.08.10, 09:39
              santo_inc napisał:

              > Statystycznie kobieta zarabia mniej. Kropka.

              No i co z tego wynika? A poza tym, czy zdajesz sobie sprawę, że
              dsykryminacja płacowa kobiet to efekt zasad ustalanych przez świat
              biznesu zdominowany przez mężczyzn?

              > Jakież to inne koszty są w małżeństwie bez dzieci, o którym
              rozmawiamy?

              Rozmawiamy o małżeństwie ogólnie pojętym, w którym w większości
              przypadków dzieci są obecne.
      • santo_inc Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 17.08.10, 22:18
        > ale ktos kto planuje jeszcze przed slubem (zwiazkiem)jak nie
        > zainwestowac zbyt duzo i jak najmniej stracic...??

        To tylko świadczy o tym, że jest rozsądny.

        Gdy bierzesz się na poważnie za inwestycję, bierzesz pod uwagę dwie kwestie.
        Omówię Ci to na przykładzie kupowania akcji.
        Po pierwsze, ile na inwestycji zarobisz. Oceniasz wartość akcji, kupujesz je za
        jakąś cenę na rynku, spodziewasz się określonego zysku. Ustalasz poziom ceny
        akcji, przy której je sprzedasz.
        Po drugie, ile na inwestycji możesz stracić. Oceniasz poziom ceny, przy którym
        sprzedasz akcje, aby nie siedzieć z nimi do samego końca gdy firma zbankrutuje.
        Dzięki temu w razie spadku kursu sprzedajesz szybko i masz problem z głowy,
        zamiast czekać w nieskończoność na odbicie kursu i stracić cały majątek.

        Jeśli ktoś pakuje się w związek na całe życie a przynajmniej na kilka lat bez
        zastanowienia się "co by było gdyby nie wyszło", jest co najmniej nierozsądny i
        naiwny.
        • zakletawmarmur Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 17.08.10, 22:36

          Ano właśnie. Szukając kogoś na stałe powinno myśleć o tym czy nam
          się to opłaca. Ja nie związałabym się z kimś, kogo nie akceptuje, o
          kim bym myślała, że to dla mnie "kiepski interes".

          Tu facet ma taki właśnie problem, że sam nie wie czego chce.

          Na pewno nie chce stracić finansowo. Dlaczego więc nie szuka sobie
          ustawionych kobiet? Przecież w jego wieku 34 lata pełno takich. Z
          jakiś nieznanych mi powodów zakłada od razu, że kobieta powinna być
          biedniejsza. Może dlatego, że woli związać się z młodsza i
          ładniejszą? No ale tych też nie docenia, bo nie mają kasy, która
          jest dla niego bardzo ważna. I teraz mi wytłumacz, dlaczego facet,
          dla którego kasa jest taka ważna (nie sugeruje, że to źle) szuka
          partnerki na stałe wśród biedaczek, których nie docenia? Sadysta?
          Masochista?
      • dzika_monika Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 19.08.10, 16:52
        są takie kut..uzowy wiecznie w głowie "opłacalność" na pewno gościu zbiera
        rachunki z knajpy żeby potem "rozliczyć" o ile chodzi do knajpy

        a do autora to jam mam rozwiązanie niech wynajmuje panienki na zasadzie
        płatności za czas, dzwoni do agencji bierze na tydzień - płaci - nie ma
        dziedziczenia podziału majątku itp.
    • tusentakk Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 17.08.10, 22:44
      Dla mnie samo takie dzielenie kasy jest o kant... albo razem albo
      wcale, a jak ktos ma jakis problem to przed wspolnym zamieszaniem idzie
      do notariusza, podpisuje papiery i czy jest to konkubinat czy
      malzenstwo problemu nie ma.

      Proste... i jakie genialne
    • gravedigger1 Kwestie finansowe a seks... 18.08.10, 09:49
      Ciekawie toczy się dyskusja w ostatnich wątkach kutuzowa i
      blossom_hill. Jak widać pieniądze mogą wzbudzać nie mniejsze emocje
      niż seks lub jego brak w związku. I ciekawe jest to, że ta dyskusja
      toczy się na tym forum, choć z seksem nie ma ona nic wspólnego. A
      może jednak ma? Może chodzi po prostu o seks za pieniądze i inne
      dobra materialne? ;-)
      • triss_merigold6 Re: Kwestie finansowe a seks... 18.08.10, 09:56
        Ma związek z seksem i relacjami. Kasa to władza, niezależność,
        wolność dokonywania wyborów, możliwość troski o potomstwo (celowo
        nie piszę, że kasa to jakiś status społeczny). Gotowość do
        zainwestowania w związek swoich zasobów też ma związek ze stosunkiem
        do kasy.
        • lavenders27 Re: Kwestie finansowe a seks... 18.08.10, 17:03
          Moim zdaniem on jest po prostu cwany, chce mieć luksus tanim kosztem i bez
          zobowiązań. Bierze młodego, ładnego towara - używa, wystawia za drzwi i bierze
          kolejnego. To, że laska traci na tym "życiowym" interesie nie jest ważne -
          ważne, żeby nie stracił on. I to jest OK, skoro znajduje chętne. Problem polega
          na tym, że uważa to za jedynie słuszny układ i wszystkich, którzy myślą inaczej
          uważa za frajerów.

          A niestety - jest dokładnie na odwrót. Dlatego zostanie ślepą uliczką ewolucji i
          co za tym idzie, żadne żony, ani "pułapki" w postaci dzieci mu nie grożą.

          Kutuzow, Ty i Twoja kasa możecie spać spokojnie :)
          • niezapominajka333 Re: Kwestie finansowe a seks... 18.08.10, 18:23
            Kutuzow, czytam twoje teksty z bardzo mieszanymi uczuciami.
            Nie mam pojęcia, w jaki sposób umawiasz się na randki, ale
            zastrzeganie sobie na pierwszej randce że absolutnie nie zamierzasz
            się żenić jest dla mnie co najmniej dziwne.
            Wyskakiwanie z takim tekstem na początku znajomości, gdy obie strony
            jeszcze nie wiedzą, czy w ogóle będą miały ochotę na następne
            spotkanie jest dla mnie po prostu idiotyczne.
            Nie wyobrażam sobie na pierwszej randce wspominać nawet o
            małżeństwie, a co dopiero kategorycznie go wykluczać lub uznawać za
            jedynie możliwą opcję :(
            Chyba, że poznawałeś chętne przez jakieś biura czy portale randkowe
            i chciałeś szybko zweryfikować mnóstwo ofert. Ale nawet wtedy
            poruszanie takiego tematu na pierwszym spotkaniu jest dla mnie nie
            na miejscu.
            W każdym razie ja nie dziwię się tym, co zrezygnowały po twoich
            deklaracjach.
            Często podkreślasz, że ślub nie sprawia, że ludzie są szczęśliwi, a
            przysięga w kościele nie powstrzymuje przed rozwodem. I że w
            konkubinacie partnerzy bardziej się starają, a możliwość rozstania
            jest nieporównanie bardziej prosta. Że nie znasz żadnego małżeństwa,
            które byłoby satysfakcjonujące dla obu stron do końca, więc nie
            warto brać ślubu, skoro on niczego nie gwarantuje, a rozwód jest
            kosztowny.
            Skoro w konkubinacie ludzie bardziej się starają to ile znasz
            satysfakcjonujących związków nieformalnych trwających po
            kilkadziesiąt lat aż do grobowej deski?
            Przysięga, czy przyrzeczenie przed niczym nie chroni ani niczego
            nie gwarantuje. To jest deklaracja woli, a nie magiczne zaklęcie
            chroniące przed rozwodem.
            Rozwód jest wyjściem awaryjnym, a nie oczywistością w związku.
            Ty zakładasz konieczność rozstania, bo na pewno do niego dojdzie, ja
            zakładam możliwość rozstania, gdy nie da się pokonać kryzysu.
            Czy podział w konkubinacie jest bardziej sprawiedliwy?
            Przecież nie ponosicie równych kosztów utrzymania tylko
            proporcjonalne do dochodów.
            Dla ciebie to może być sprawiedliwe, dla innego możesz już być
            wykorzystywany, bo ponosisz 4x większe koszty utrzymania. Gdyby
            doszły dzieci, twój udział zwiększyłby się jeszcze bardziej, kosztem
            inwestycji w majątek osobisty, a przy rozstaniu nie mógłbyś tej kasy
            odzyskać. Dla ciebie jest to oczywiste, ale wiele osób zobaczy tu
            ewidentną niesprawiedliwość i wykorzystywanie majętniejszego
            partnera.
            Na tej samej zasadzie dla ciebie podział 50/50 jest nie do
            przyjęcia, a poczucie straty byłoby dotkliwe.
            Widzisz, w życiu nie ma sprawiedliwości. Raz jedna strona inwestuje
            więcej, raz druga. Nie zawsze są to zasoby, które można prosto
            przeliczyć na pieniądze.
            Ani małżeństwo, ani konkubinat nie zapewni sprawiedliwego podziału,
            nawet jak się każdą sytuację rozpatrzy indywidualnie.
            Poza tym to, co dla jednego faceta jest stratą, dla drugiego może
            być zyskiem.
            Weźmy chociażby pod uwagę okres urlopu wychowawczego kobiety.
            Załóżmy, że facet zarabia wystarczająco dużo, żeby bez problemu
            utrzymać rodzinę.
            Dla jednego będzie to bezzarobkowy okres siedzenia partnerki w domu,
            za który nic jej się nie należy, bo nie pracowała zawodowo tylko
            była utrzymywana przez faceta.
            Dla drugiego będzie to możliwość zapewnienia dziecku opieki matki, a
            nie wynajętej opiekunki i będzie to traktował jako dobrą inwestycję.
            Daleka jestem od poglądu Rumpy na temat instytucji typu żłobek czy
            przedszkole, ale jeśli facet, którego stać go na to, żeby matka jego
            dziecka mogła być na urlopie wychowawczym, ma głębokie poczucie
            krzywdy z powodu ewentualnego podziału 50/50, to jest dla mnie
            zwyczajnie żałosny.
            Teksty o tym, co to będzie jak kobiecie nagle zachce się siedzieć w
            domu z dzieckiem przez trzy lata( bo jej hormony zaleją mózg), a ja
            potem będę musiał się dzielić z nią majątkiem, który sam
            wypracowałem nie rokują dobrze o podejściu do rodzicielstwa.
            Nikt nie chce być wykorzystany, każdy chce zabezpieczyć swoje
            interesy. Ale są ludzie, którzy rozumieją, że możliwość straty
            trzeba wliczyć w koszty, bo życie płynie dalej i trzeba sobie radzić
            z przeciwnościami losu, a nie da się wszystkiego przewidzieć i od
            wszystkiego ubezpieczyć.
            Małżeństwo daje możliwość budowania wspólnej bazy materialnej dla
            rodziny. Praktycznie nie da się przy rozstaniu dokonać idealnie
            sprawiedliwego podziału. Trzeba się z tym pogodzić, jako czymś
            oczywistym. Życie przynosi niespodzianki, ludzie chorują, tracą
            pracę, mają wypadki, źle inwestują kasę, wpadają w nałogi, zaciągają
            kredyty... Poczucie bezpieczeństwa wynikające z posiadania dobrze
            ustawionego partnera jest złudne.
            Kobieta dla własnego dobra nie powinna się ograniczać tylko do bycia
            tzw. panią domu na całe życie i liczyć na męża.
            Facet, mimo najlepszych chęci i zaradności może zwyczajnie nie
            wytrzymać presji bycia jedynym żywicielem rodziny w sytuacjach
            kryzysowych, że nie wspomnę o wypadkach losowych typu choroba czy
            wypadek.
            Nawet, gdy kiedyś wspólnie podejmowali decyzję o tym, żeby żona nie
            pracowała zawodowo, po latach może ją traktować jak pasożyta. Może
            dojść do wniosku, że ja nie muszę się starać, bo wystarczająco dużo
            zarabiam. Jak chcesz być ze mną i korzystać z moich zasobów to ty
            musisz starać się bardziej, bo odchodząc pogorszysz swoją sytuację
            materialną albo nawet nie dasz sobie rady.
            Wózek zwany małżeństwem powinni ciągnąć oboje, wspierając się
            wzajemnie. Praca zawodowa daje poczucie niezależności materialnej, a
            to rzecz bezcenna.
            Pozwala zapewnić dochody rodzinie na wypadek, gdy druga strona nie
            może zarabiać, za to może opiekować się dzieckiem, (i tak się
            przecież zdarza).
            Dla mnie podejście typu mam bogatego męża więc nie muszę się już
            niczym więcej przejmować jest przejawem głupoty, bo może się okazać,
            że do podziału mogą być tylko długi.






    • claudel6 Re: Kwestie finansowe w związkach: konkubinat vs 01.09.10, 15:12
      na e-mamie ciekawy wątek nt. tego, jak niektórzy panowie wyobrażają sobie
      "kwestie finansowe" w małżeństwie..
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,115928917,,Mama_siedzi_w_domu_tata_pracuje_.html?s=0

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka