kutuzow
14.08.10, 19:29
Ponieważ kwestie finansowe w związkach były "maglowane" w innych
wątkach, to żeby ich nie zaśmiecać pozowolę sobie na stworzenie
nowego. Żeby uprościć sprawę pozwolę sobie na opisanie pewnego
przypadku i prosiłbym o wypowiedz w tej kwestii.
Pewna para zamieszkała razem w domu jest własnością chłopaka.
Ponieważ występuje znaczna różnica w dochodach umówili się iż
starają się pokrywać koszty życia proporcjonalnie do swoich
możliwości (czyli osoba która zarabia więcej pokrywa więcej -a nie
po równo).
Facet ponosi koszty związane z mieszkaniem (rachunki, naprawy itp)
które w przypadku domu są dośc spore. Kosztami zakupów spożywczych
i "chemi" dzielą się proporcjonalnie (gdy facet ma kasę stara się
przejmować ten ciężar na siebie, gdy jest krucho -wtedy prosi
partnerkę o pomoc w ramach jej możliwości. Większe wydatki jak
remont w domu, idą z jego kieszeni. Fajne egzotyczne podróże
finansowane są proporcjonalnie do możliwości (czyli np. 80/20).
Każde z nich swobodnie dysponuje kasą która im pozostanie po
uwzględnieniu wydatków.
Mija dwa lata i para rozstaje się.
wariant a)
Para była w konkubinacie. Rozchodzą się w zgodzie, każde z nich
zabiera to co kupiło w czasie trwania związku, facet zwraca kasę za
ew. wkład partnerki który pozostał w domu (np. meble). Mimo
proporcjonalnego podziału, każdemu z nich było wygodnie i każde z
nich coś dostawało w zamian za swój wkład. Tak ja to widzę i oceniam.
wariant b) małżeństwo.
Załóżmy, że para po kilku miesiącach bycia razem wzięła ślub. Nie
mają dzieci, finansowo nic się nie zmieniło. Wszystkie zmienne są
takie same. Po dwóch latach podejmują decyzję o rozstaniu -w tym
przypadku rozwodzie. Niezależnie od
wczesniejszego "proporcjonalnego" podziału wydatków, teraz urzedowo
wszystko to co nabyli w czasie trwania związku dzielą (wg mnie raz
jeszcze) na pół. Czyli np. facet musi zwrócić partnerce 50% kosztów
remontu i wyposazenia kuchni, za które sam w 100% zapłacił wcześniej.
Teraz proszę mi wyjaśnić czemu wariant b) czyli małżeństwo ma być
bardziej sprawiedliwe w tym przypadku. Bo nie ukrywam, że nijak nie
mogę tego pojąć ze swej perspektywy.