dalubida
18.08.10, 22:14
Mamy kilkuletnie dziecko. I to jest raczej powód współegzystowania obok siebie. Związek od 10 lat. Seks również. Zawsze za moją namową. Od niepamiętnych czasów to ja byłem organizatorem wykonywania ruchów frykcyjnych, no ale ile można. Ostatni "numerek" pół roku temu - przyobleczony w kalosza nie mogłem dojść penetrując nieruchome jak zwykle ciało w bardzo owłosionej okolicy i.... dałem sobie spokój. Z wzajemnością i chyba dobrze. Ile mozna rozmawiać, namawiać, prosić, błagać, grozić itp. W sumie mi z tym dobrze (tzn. tytułowym brakiem seksu) bo z nim, o ile można go tak nazwać, było co raz gorzej a w końcu fatalnie. Non stop się kłócimy, zawsze mamy odmienne zdanie (również na sprawy seksu) na każdy temat - jak to możliwe, że się złączyliśmy i mamy kochane z osobna (niestety) dziecko będące ostatecznym spoiwem tego chorego związku? Przewiduję koniec tego dramatu na moment wyfrunięcia dziecka z gniazda, a więc za jakieś kilkanaście lat. Nie mam odwagi zakończyć tego teraz...