Dodaj do ulubionych

Ma ktoś tak? Czy to koniec?

18.08.10, 22:14
Mamy kilkuletnie dziecko. I to jest raczej powód współegzystowania obok siebie. Związek od 10 lat. Seks również. Zawsze za moją namową. Od niepamiętnych czasów to ja byłem organizatorem wykonywania ruchów frykcyjnych, no ale ile można. Ostatni "numerek" pół roku temu - przyobleczony w kalosza nie mogłem dojść penetrując nieruchome jak zwykle ciało w bardzo owłosionej okolicy i.... dałem sobie spokój. Z wzajemnością i chyba dobrze. Ile mozna rozmawiać, namawiać, prosić, błagać, grozić itp. W sumie mi z tym dobrze (tzn. tytułowym brakiem seksu) bo z nim, o ile można go tak nazwać, było co raz gorzej a w końcu fatalnie. Non stop się kłócimy, zawsze mamy odmienne zdanie (również na sprawy seksu) na każdy temat - jak to możliwe, że się złączyliśmy i mamy kochane z osobna (niestety) dziecko będące ostatecznym spoiwem tego chorego związku? Przewiduję koniec tego dramatu na moment wyfrunięcia dziecka z gniazda, a więc za jakieś kilkanaście lat. Nie mam odwagi zakończyć tego teraz...

Obserwuj wątek
    • ore.ona Re: Ma ktoś tak? Czy to koniec? 18.08.10, 22:55
      Porozmawiaj z żoną o tym /wstrząśnij nią np. tym postem/ może są
      jakieś powody jej braku inicjatywy, może można to wyprostować? Może
      ma inne fantazje? Wyciągnij z niej coś.. Żyć ta jeszcze kilkanaście
      lat bez uczucia, seksu? Koszmar. Lepsza każda metoda wstrząsowa niż
      brak działania by coś z tym zrobić mając w perspektywie lat
      kilkanaście jeszcze.. Z każdym rokiem będzie trudniej zabrać się do
      rozwiązania problemu, a ten będzie się pogłębiał.
    • glamourous Re: Ma ktoś tak? Czy to koniec? 18.08.10, 23:29
      dalubida napisała:

      > przyobleczony w kalosza nie mogłem dojść penet
      > rując nieruchome jak zwykle ciało w bardzo owłosionej okolicy i.... dałem sobie
      > spokój


      Az sie wzdrygnelam czytajac ten naturalistyczny opis porazki malzenskiego seksu.
      Nie rozumiem tylko dlaczego inteligentni ludzie sami dobrowolnie skazuja sie na
      parenascie lat obmierzlej wspolegzystencji z kims nie kochanym, nie pozadanym,
      nie lubianym, wrecz znienawidzonym. W dodatku non stop sie klocac (cyt.) i
      fundujac dziecku pieklo w ramach utrzymania statusu pelnej rodziny. Czy naprawde
      sadzisz, ze tym bolesciwym trwaniem na posterunku oddajesz dziecku przysluge
      wieksza, niz gdybys byl ojcem dochodzacym, lecz szczesliwym? Nie rozumiem, jak
      mozna sobie tak marnowac zycie, te wszystkie cenne lata. I o ile rozumiem
      jeszcze dylematy ludzi pt. "wszystko w ,zwiazku gra poza beznadziejnym seksem -
      odejsc czy zostac" tak juz osob ktore maja w malzenstwie katastrofe na
      wszystkich plaszczyznach wspolnego zycia, z permanentnymi klotniami i
      emocjonalnym oddaleniem, zupelnie nie rozumiem.
      • dalubida sam nie rozumiem 19.08.10, 00:47
        dlaczego tak się stało. Widocznie biologia/psychologia tak niemądrze postanowiła - tzn. jestem głupi:). Dziecka najbardziej żal. Ale czemu to ja mam być dochodzącym rodzicem? Cóż za seksistowskie podejście? Równie dobrze przeciwko argumentowi macierzyństwa można postawić łożenie w 100% na dom przez ostatnie 5 lat.
        PS. Niestety emocjonalne i fizyczne oddalenie zauważyłem dopiero po przyściu na świat potomka
        • songo3000 Re: sam nie rozumiem 19.08.10, 01:37
          To nie seksizm (bo Glam jak zwykle ma rację) tylko trzeźwa ocena obecnej sytuacji. O ile dobrze zakładam żyjesz w takim a nie innym kraju a tu wyraz 'Sprawiedliwość' czy 'Prawo' jest formalnie splugawione przez tuzy establishmentu. Czego się spodziewałeś???
        • krolowa-sniegu1 Re: sam nie rozumiem 19.08.10, 13:21
          no coz..ja wyszlam z takiego zwiazku...gdzie wszystko sie posypalo...dziecko
          jest ze mna..a wlasciwie dzieci...niewazne to nie o mnie watek...to watek o
          tobie o twym zyciu...10 lat...to duzo...choc na moim koncie dwa razy wiecej...
          powiem jedno z mojej perspektywy...nie ma sensu tak trwac...po co? w imie dobra
          dziecka, dziecko i tak widzi wasze chore relacje, potem powie ci to co ja
          uslyszalam od mojej latorosli...ja bym odeszla 15 lat temu na twym miejscu...i
          coz mi z mojego poswiecenia sie w imie wyzszej idei zostalo? nawet mit o dziecku
          i jego dobrze zostal brutalnie obalony...a teraz jestem o te 15 lat
          starsza...ok...ktos powie lepiej pozno niz wcale...pewnie ma racje...ja tez sie
          pocieszam ze jeszcze 20-30 lat mi zostalo aby pozyc, ale im bardziej
          przyzwyczajasz sie do danej sytuacji tym trudniej przyzwyczaic sie na powrot do
          normalnosci...ja mam teraz ten okres...na nowo buduje swoj swiat...czasem stoje
          i rece mi opadaja jak dziecku bo nie wiem za co mam sie zabrac najpierw...powiem
          ci z mojej perspektywy...nie warto tak trwac...pomimo wszystko...nikt ci za to
          pomnika nie zbuduje...na koncu i tak staniesz pod pregierzem, obrzuca cie
          wyzwiskami opluja, i urzadza zimny prysznic... moze podniesiesz wyzej glowe (jak
          ja teraz) i pomyslisz a niech pluja...co mnie to obchodzi...ale zapewniam cie
          tych lat nikt ci nie odda, tej kobiety ktora spotkales w tramwaju wczoraj jutro
          nie spotkasz...tego mezczyzny ktory rok temu proponowal mi kawe...nie
          odszukam...zycie plynie...szybko bardzo szybko...co do dziecka...mozesz byc
          dochodzacym ojcem moze ona byc dochodzaca matka...nie ma reguly...owszem sa
          preferencje ale tu nie ma pewnosci jak bedzie...w sumie to nie jest
          najwazniejsze alescie sobie wzajemnie to dziecko wyrywali...musicie stworzyc mu
          namiastke normalnosci w zmienionych warunkach...ale trwac na szancach nie
          warto...i tak historia cie rozjedzie...wczesniej czy pozniej...masz obecnie
          wiecej i sil i mozliwosci po to by sie podniesc...ale to twoja decyzja...u mnie
          jest juz pozamiatane...;)
          Ps. sorry ze taka mala prywata ale bywa tu bi? bo glam zauwazylam bonitke i
          songo tez a bi jakos mi umknal...pozdrawiam moi drodzy...i lece w inne rejony
          postraszyc:)przekazcie bi pozdrowienia ode mnie ok?
    • candyca Re: Ma ktoś tak? Czy to koniec? 18.08.10, 23:39
      Ja tak mam i tez czuje zblizajacy sie koniec zwiazku.
      • freedeedee Re: Ma ktoś tak? Czy to koniec? 18.08.10, 23:51
        chyba powinniście poważnie porozmawiac, może ona czuje to samo? skoro seks Was
        nie cieszy to coś jest na rzeczy
        • hatepinu Re: Ma ktoś tak? Czy to koniec? 19.08.10, 16:11
          Myślę,że to pytanie nie powinno być skierowane do nas,lecz zadane Twojej
          żonie.
          Jeśli ona nie chce ratować związku,to uważam,że powinieneś odejść.
          Do związku potrzeba dwóch chętnych.Małżeństwa często się kłócą o problemy
          zastępcze,a nie mówią sobie co ich naprawdę boli.Co jest podstawową
          przyczyną,takiego,a nie innego zachowania.
          Żony często mają pretensje do mężów,że ten nie odgaduje ich myśli,
          myślą,że wszystko to, co on robi, to jej się należy i mogą go poza tym
          olewać.Często też, kobiety po urodzeniu dziecka przenoszą wszystkie swoje
          uczucia na dziecko,a to "duże dziecko" zostaje odstawione od piersi i
          boleśnie to przeżywa.
          Mężowie z kolei, często też lekceważą uczucia żon i tak narasta wzajemna
          wrogość i obcość.
          Jeśli postanowicie ratować związek,to powinniście oboje iść na terapię
          rodzinną, gdzie nauczycie się mówić o swoich uczuciach,tak by nie ranić
          drugiej osoby,o swoich potrzebach i oczekiwaniach od związku,a także
          rozwiązywać konflikty.
          Zwykle, jeśli w sypialni coś nie gra,a kiedyś było dobrze,to problem leży
          w czymś innym.
          • santo_inc Re: Ma ktoś tak? Czy to koniec? 20.08.10, 21:55
            > Jeśli ona nie chce ratować związku,to uważam,że powinieneś odejść.

            Nie "odejść", tylko "wyrzucić ją z domu". W końcu widać czarno na białym kto tu
            jest winny trwałego rozkładu małżeństwa. :)
    • ditchdoc Re: Ma ktoś tak? Czy to koniec? 19.08.10, 13:32
      dalubida napisała:

      > Mamy kilkuletnie dziecko. I to jest raczej powód współegzystowania obok siebie.
      > Związek od 10 lat. Seks również. Zawsze za moją namową. Od niepamiętnych czasó
      > w to ja byłem organizatorem wykonywania ruchów frykcyjnych, no ale ile można. O
      > statni "numerek" pół roku temu - przyobleczony w kalosza nie mogłem dojść penet
      > rując nieruchome jak zwykle ciało w bardzo owłosionej okolicy i.... dałem sobie
      > spokój. Z wzajemnością i chyba dobrze. Ile mozna rozmawiać, namawiać, prosić,
      > błagać, grozić itp. W sumie mi z tym dobrze (tzn. tytułowym brakiem seksu) bo z
      > nim, o ile można go tak nazwać, było co raz gorzej a w końcu fatalnie. Non sto
      > p się kłócimy, zawsze mamy odmienne zdanie (również na sprawy seksu) na każdy
      > temat - jak to możliwe, że się złączyliśmy i mamy kochane z osobna (niestety) d
      > ziecko będące ostatecznym spoiwem tego chorego związku? Przewiduję koniec tego
      > dramatu na moment wyfrunięcia dziecka z gniazda, a więc za jakieś kilkanaście l
      > at. Nie mam odwagi zakończyć tego teraz...
      >

      ja bym sie zawijal o ile nie masz zbyt wiele majatku do stracenia, bo to by
      chyba bolalo bardziej..

      nie widze sensu egzystowania w takim zwiazku. Gdzie druga polowka ma Cie
      kompletnie w dupie
    • malgosia-32 Re:Wow, jakby to pisał mój mąż.... 19.08.10, 16:16
      Razem 8 lat, po ślubie 7. Ja Kłoda.
      Dzieci i wspólny kredyt. Wegetacja jeszcze przez najbliższe naście lat :(
      Zdobywanie, romans, kwiatek, miłe słowo?
      To było dobre ....... przed ślubem.
      Teraz jestem JEGO.
      Na co dzień krzyk, wyzwiska. Czasem cios.
      Nasz seks to nerwowe miętolenie łechtaczki, żeby tylko szybciej włożyć i po 3
      minutach spokój ..... na miesiąc.
      Nie tak miało być.
      • dalubida hej 19.08.10, 23:07
        jeśli to miało być złośliwe, to nie trafiłaś.
        1. nie biję słabszych
        2. ja nie zawłaszczam tego drugiego CZEGOŚ - moze iść sobie precz o ile ma odwagę
        3. nie krzyczę i nie wyzywam bez powodu (najczęściej to ona prowokuje)
        4. romans dobry przed ślubem
        5. ile mozna zdobywać? co się pod tą nazwą kryje? Mam właśnie taką refleksję, że po prostu byłem za dobry i tak się to skończyło
        6. zrezygnowałem z tej namiastki seksu, w której to ja byłem dającym (tak, tak) aby nie być oskarżonym "o miętolenie łechtaczki" - jak widać skutecznie. O Takie "0" seksu jej najwidoczniej chodziło, bo nie upomina się od pół roku - a mnie to zwisa jak już zresztą pisałem.
        7. Życzę znalezienia księcia z bajki, który spełni wszelkie TWE życzenia, od uwodzenia przez całe życie począwszy, przez wręczanie kwiatków, skończywszy na wymarzonym seksie (o ile taki istnieje).
        • malgosia-32 Re: hej 20.08.10, 14:42
          To nie miało być złośliwe. Opisałam sytuację "z drugiej strony".
          U Ciebie nie ma związku. Nie ma bliskości. Nie ma nic.
          I tylko dziecka żal, że patrzy na wasze "kłótnie o wszystko".
          Macie córkę. Jak myślisz, czego się ona nauczy? Jaki związek "powtórzy"? Jakie
          będzie miała wzorce?
          Chcesz, żeby jakiś Typ nią pomiatał? (No bo żona do tego przecież jest).
          Idź na terapię małżeńską, porozmawiaj z żoną czy wasze wspólne życie ma jeszcze
          jakiś sens? Czy ona coś do ciebie czuje?
          Odniosłam wrażenie, że ty jej nie kochasz. Już nie. Jesteś razem z nią z
          tchórzostwa i wygodnictwa. Dobrą wymówkę stanowi dziecko.
          Nie podtrzymuj małżeństwa na siłę. Nie można zreanimować trupa.
          Życzę powodzenia (bez złośliwości).
          Pozdrawiam
          Małgosia
          P.S.
          Zaintrygowałeś mnie - romans dobry przed ślubem.....
          No to seks też dobry TYLKO przed ślubem.
          Nie, no sory. Nie spałabym z człowiekiem dla którego jestem równie atrakcyjna
          jak mop (lub inne urządzenie do sprzątania).
          Kupiłabym mu sztuczną pochwę na allegro i pornola.
          • dalubida mimo wszystko czuję dozę złośliwości 20.08.10, 16:31
            >>Chcesz, żeby jakiś Typ nią pomiatał? (No bo żona do tego przecież jest).<< zatem sugerujesz, że ja pomiatam, albo uogólniasz swoje doświadczenia.
            Ja chcę rozmawiać - ona milczy. Ubolewam nad przykładem dawanym dziecku - ona nie, bo milczy. Poszedłbym na terapię - ona nie, bo milczy. Śmiem tywierdzić, że ona jest ze mną z tchórzostwa i wygodnictwa (na pewno w większym stopniu jak ja). Ja przede wszystkim nie chcę odejść od córki. Stwierdziłem w innej wypowiedzi, że raczej już nie kocham - więc mnie nie zaskakujesz swoją dedukcją.
            PS. Zasłużyła na miano atrakcyjności mopa, bo tak się zachowywała. Mop nie słucha, Mop nie okazuje czułości, mopem można obracać we wszystkie strony - a i tak mopem pozostanie.
            PS2. Seks w naszym przypadku nigdy nie był dobry. Był zły i jeszcze gorszy.
            PS3. Wolę własną rękę i pornola od mopa.
            • malgosia-32 Re: mimo wszystko czuję dozę złośliwości 20.08.10, 17:05
              Czytam twoje posty i widzę mnóstwo żalu, tłumionej agresji. Niesympatyczny z
              Ciebie gość. Naprawdę.
              Zdecydowałeś się na ślub z TĄ kobietą (nie MOPem). To była twoja decyzja. A
              teraz wypisujesz na forum, że nie masz seksu, (a przecież u Was zawsze było z
              tym źle, lub jeszcze gorzej).
              "PS. Zasłużyła na miano atrakcyjności mopa, bo tak się zachowywała. Mop nie słuc
              > ha, Mop nie okazuje czułości, mopem można obracać we wszystkie strony - a i tak
              > mopem pozostanie."
              Musiałeś się nieźle "napracować", żeby zabić miłość zakochanej kobiety. Kobiety
              bardzo dużo wybaczają ukochanemu.
              Kiedyś coś do niej czułeś. Kiedyś ona Cię kochała. Macie kilkuletnie dziecko.
              Dobry mediator nie byłby zły :P Skoro nie umiecie sami się dogadać.
              Na pewno to o wiele lepsze niż rady anonimowych nicków z forum.
              P.S.3. Nakreśliłeś taki obraz żony, że też bym wolała jechać na ręcznym niż
              próbować zbliżenia :(
              Poważnie aż tak ona o siebie nie dba? Może ma depresję?
              • santo_inc Re: mimo wszystko czuję dozę złośliwości 20.08.10, 21:58
                > Musiałeś się nieźle "napracować", żeby zabić miłość zakochanej kobiety.

                Bzdura. Wystarczy, że był dla niej narzędziem do realizacji celu, czyli dziecka.
            • santo_inc Re: mimo wszystko czuję dozę złośliwości 20.08.10, 21:57
              > PS2. Seks w naszym przypadku nigdy nie był dobry. Był zły i jeszcze gorszy.

              To po jaki ch** się z nią związałeś na stałe?
      • ore.ona Re:Wow, jakby to pisał mój mąż.... 19.08.10, 23:37
        > Na co dzień krzyk, wyzwiska. Czasem cios.
        > Nasz seks to nerwowe miętolenie łechtaczki, żeby tylko szybciej
        włożyć i po 3
        > minutach spokój ..... na miesiąc.
        > Nie tak miało być.

        zobacz jaka jesteś bierna/czasem cios!/, czas spakować się i napisać
        scenariusz który Ci odpowiada, no chyba że ta jednak lepiej,
        wygodniej..
    • zakletawmarmur Re: Ma ktoś tak? Czy to koniec? 19.08.10, 17:15
      To jak wygląda Twój związek zależy też od Ciebie. Możesz oczywiście
      unosić się honorem i czekać przez nastepne kilkanascie lat na
      możliwość rozstania. Możesz też zaczać działać i uzdrowić te chore
      relacje.

      Ile mozna rozmawiać, namawiać, prosić,
      > błagać, grozić itp. W sumie mi z tym dobrze (tzn. tytułowym
      brakiem seksu) bo z
      > nim, o ile można go tak nazwać, było co raz gorzej a w końcu
      fatalnie.

      To wyobraź sobie, że teraz żona zaczyna się do Ciebie dobierać.
      Zaczyna "rozmawiać, namawiać, prosić, błagać, grozić". I co staje Ci
      na tą myśl? Tym bardziej, gdy pomyślisz o bobru i kłodzie? Teraz
      robisz dokładnie to samo. Zamiast zadbać o bycie atrakcyjnym dla
      żony Ty starasz się wymuszać seks bo uważasz, że Ci się należy.
      A gdyby tak Cię odpowiednio podeszła? Poczytaj sobie jakiś poradnik
      dla uwodzicieli i skorzystaj z ich rad...

      www.scribd.com/doc/12870028/Tajemnice-Uwodzenia
      Powzbudzaj w żonie zazdrość, zadbaj o atrakcyjność (nie tylko
      fizyczną), bądź bardziej dominujacy:-)

      Non sto
      > p się kłócimy, zawsze mamy odmienne zdanie (również na sprawy
      seksu) na każdy
      > temat -

      A o co się kłócicie? Kto zaczyna? Zastanów się w czym tak naprawdę
      tkwi problem... W takich chwilach warto jest spojrzeć na świat z
      pozycji obserwatora.
      • dalubida marmur, nie zrozumiałaś 19.08.10, 22:48
        1. nie wymuszam seksu jak twierdzisz - ja mam go po prostu dosyć w dotychczasowej postaci
        2. Nigdy się do mnie nie dobierała, namawiała, proponowała - kiedyś bardzo bym chciał, teraz chyba po ptokach
        3. Po co mam się starać i uwodzić, wg mnie to robiłem, tyle że nieskutecznie, przez prawie 10 lat
        4. Za późno na uwodzenie
        5. dbam o siebie - uwierz mi (właśnie rzuciłem palenie, BMI w supernormie)
        6. Próbowałem dominacji, uległości (oczywiście w granicach rozsądku) w efekcie zawsze się kładła z rozwalonymi nogami i zamkniętymi oczami, każdy inny przejaw jakiejkolwiek aktywności był odwalony tak, że się odechciewało lub prośby były ignorowane
        7. Jestem myślący i zdaję sobie sprawę, że nie całość winy ponosi ona, tyle, że ja dostrzegam problem, ona nie - jej tak wygodnie - nikt nic nie wymusza, przynosi pieniążki do domu, ona niańczy kilkuletnie dziecko, które niebawem pójdzie do szkoły. A ja po prostu jestem bezpośredni i wygarniam czasem co leży na wątrobie:)
        • zakletawmarmur Re: marmur, nie zrozumiałaś 20.08.10, 15:37

          Zapytam wprost: masz zamiar być wierny żonie przez te kilkanaście
          lat?
          • dalubida Re: marmur, nie zrozumiałaś 20.08.10, 16:32
            nie wiem. Okaże się.
            PS> w pewnym sensie już okazałem się niewierny:)
            • zakletawmarmur Quo vadis? 20.08.10, 17:32

              Zauważyłam taką prawidłowość, że ludziom tkwiącym w (jak to sami
              określają) "związkach beznadziejnych" często jest to na rękę.
              Dlaczego? Bo z jednej strony mogą czerpać wszystkie korzyści z faktu
              posiadania rodziny a z drugiej strony fakt, że związek jest
              beznadziejny zwalnia te osoby z poczucia odpowiedzialności
              (przeważnie o wierność chodzi). Takie osoby często same swoim
              zachowaniem doprowadzają do tego, żeby związek był taki jaki jest.

              Mówi się "chcieć znaczy móc". Jest w tym dużo prawdy. Jeśli nie
              wychodzi to co zrobi osoba, której zależy? Poszuka innych rozwiązań,
              zagłębi się w problem i nie da się zbyć... No chyba, że tylko chce
              odfajkować "zrobiłem już wszystko" (a skoro tak to wina jest to
              drugiej stronie) w celu zwolnienia się z poczucia winy za zdradę.

              To wcale nie musi być działanie świadome, wynikające ze złych
              zamiarów.

              Wierność nie jest czymś przyjemnym. Wolność, wbrew pozorom też ma
              wiele wad. Niestety często nie można mieć wszystkiego... No chyba,
              że doprowadzi się związek do takiego stanu w którym zniknie poczucie
              odpowiedzialności. I po raz kolejny dodam, nie wynika to wcale ze
              złośliwości. Jak na ironie, jest to dowód na to, że jakieś resztki
              przyzwoitość mamy... Zdradzać z premedytacją, bez skrupułów może
              tylko totalny cwaniak lub autystyk bez wyobraźni:-)

              Warto się po prostu zatrzymać, spojrzeć na siebie z pozycji
              niezaangażowanego obserwatora i zapytać dokąd zmierzasz człowieku,
              czego chcesz od życia... A później zastanowić się co z tą wiedzą
              zrobić dalej...
    • efi-efi Re: Ma ktoś tak? Czy to koniec? 19.08.10, 23:37
      A o co się kłócicie?
      Co zarzuca Ci Twoja żona?
      • zamysloneniebo Re: Ma ktoś tak? Czy to koniec? 19.08.10, 23:58
        Właśnie, o co są te kłótnie?

        Czy zawsze seks tak wyglądał, że żona kładła się i leżała jak kłoda?

        Kochasz ją?
        • dalubida Re: Ma ktoś tak? Czy to koniec? 20.08.10, 00:15
          >Właśnie, o co są te kłótnie?
          o wszystko
          > Czy zawsze seks tak wyglądał, że żona kładła się i leżała jak kłoda?
          tak
          > Kochasz ją?
          nie wiem - chyba nie, kiedyś tak - ale to może głupia chemia
          • vitek_1 Re: Ma ktoś tak? Czy to koniec? 20.08.10, 01:42
            Nie ma orgazmu to i seks jej nie kręci.

            Wiem że się powtarzam ale taka jest prawda.

            Kto z narzekających na oziębłe żony panów tego nie rozumie niech
            wyobrazi sobie że stosunek nie kończy się wytryskiem. W pewnej
            chwili trzeba przerwać i sobie pójść. Szybko by się znudziło, co?
          • zamysloneniebo Re: Ma ktoś tak? Czy to koniec? 20.08.10, 21:02
            Czyli nie kochasz jej. Seks jest beznadziejny i ciągle się kłócicie.
            Wszystko jest źle, czy coś Ci pasuje?

            I ciekawe, dlaczego nie odpowiadasz na pytania o kłótnie, to może
            być istotne, bo przecież Ty też pewnie nie jesteś bez winy... coś Ci
            żona zarzuca.
    • efi-efi Re: Ma ktoś tak? Czy to koniec? 20.08.10, 23:40
      Zadałeś dwa pytania w temacie.
      Brak seksu, niechętną małżonkę , niechęć do rozmów ma -jak wynika z
      forum- wiele osób.
      Ale u większości piszących da się wyczuć pozytywne uczucia jakie
      żywią do partnera.Chociażby szacunek.
      Z Twojego posta zionie niechęć (również ta fizyczna)i pogarda.
      Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że większość informacji
      przekazujemy w sposób pozawerbalny więc Twoja żona doskonale wyczuwa
      nienawiść i wrogość w stosunku do siebie. Musiałaby być nieźle
      szurnięta wyrażając ochotę na seks z tak nastawioną do siebie osobą.

      Po co piszesz na tym forum skoro nie zależy Ci na ratowaniu tego
      małżeństwa?

    • lavenders27 Re: Ma ktoś tak? Czy to koniec? 21.08.10, 21:13
      No dokładnie - skoro ona czuje, że jest dla Ciebie tylko "MOPEM" ;) to po jaką
      cholerę ma udawać boginię seksu? I w imię czego?

      Dobry seks możesz mieć tylko z kobietą, która Cię pożąda - a ciężko pożądać
      gościa, od którego wieje samymi negatywnymi emocjami, z którym się bez przerwy
      kłoci, który jej nie kocha, z którym nie ma orgazmów.

      Rozstańcie sie kulturalnie i każde z was odżyje. Ty znajdziesz sobie gorącą
      laskę, a ona faceta, przy którym dowie się co to dobry seks. I każdy będzie
      zadowolony.



      • asiara74 Re: Ma ktoś tak? Czy to koniec? 22.08.10, 15:59
        :) święte słowa, kobieta nie poczuła przy Tobie prawdziwego smaku seksu,
        rozstanie jest trudne a jeśli chcesz go uniknąć to przestań tonąć w samych
        zarzutach do żony. Pewnie ona nie jest bez winy ale Ty też jesteś stroną w tym
        związku
    • znj2 Re: Ma ktoś tak? Czy to koniec? 23.08.10, 21:38
      Stary, daj sobie spokój! Szkoda życia!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka