Dodaj do ulubionych

Chyba wykastrowałam męża...

29.08.10, 20:26
Przelało mi się i wybuchłam.
W sumie lepsze to niż wewnętrzna emigracja, ale nie wiem, czy nie
przesadziłam.

Generalnie men wysłuchał, jakie ma u mnie słabe notowania w łóżku i
skomentował, że na razie odłożymy o tym rozmowę, ale to poważna
sprawa i będzie chciał do tego wrócić.

Nie wytrzymałam, bo już X lat jedziemy tak nudnym refrenem, że do
porzygania- typowe 10 ruchów i finish, a ja mam płakać z ekstazy.
Jedynie moje usiłowania wprowadzały do seksu fajne elementy i
klimat, do czego zresztą mój mąż ma talent i inklinacje.
Cóż z tego, jeśli nie przyciskany, od razu wybiera swoje monotonię
10 ruchów frykcyjnych i opad na prześcieradło?
Mieliśmy długi czas posuchy, sądziłam, że po takim wyposzczeniu to
niebo złote mi otworzy...

W każdym razie dałam mu popalić i to chyba nic miłego dla faceta
takie rzeczy usłyszeć, ciekawe jakie będzie miał wnioski?

Był typowym przykładem, nieuzasadnionego zadowolenia ze swojego
współżycia- teraz zobaczył rzeczywistość oczami drugiej strony.

Z mojej strony, to jest danie mu szansy,
nie chcę go zdradzać,
akurat nie jego...
Obserwuj wątek
    • zamysloneniebo Re: Chyba wykastrowałam męża... 29.08.10, 21:28
      Sisi, a co on na to...? Jak zareagował?
      • sisi_kecz Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 11:39
        Jak zareagował?'

        na pewno było mu przykro i trochę spadł z konika.

        Tak jak wspominałam, poprosił abyśmy porozmawiali o tym w
        dogodniejszej chwili, ale zaznaczył, że dla niego to powazna sprawa.

        duze pozdro!!!
    • ore.ona Re: Chyba wykastrowałam męża... 29.08.10, 22:40
      Trochę mało wiem o Was, ale właściwie czego Ty chcesz, kochacie się,
      wprowadzasz do łóżka swoje pomysły, możesz eksperymentować jeśli
      masz ochotę na coś innego.. więc? Mąż mało pomysłowy-on może tak ma.
      A jak ma właśnie tak to pozostaje inny mężczyzna. Warto? Uwierz mi
      że nie. Często wydaje się nam że inni to mają dopiero miłość, seks,
      szczęście. Mnie z moim mężem było dobrze nawet jak było bardzo
      zwyczajnie, wystarczało mi uczucie i to że pragnęłam go. Mogłoby być
      nawet i te „10 ruchów codziennie przez X lat” A że jestem „zepsuta”
      to i wymyślałam różności;)
      Jeśli to jest ten facet, to sama rutyna jest do przełamania- ale tu
      jak widać przez Ciebie jako tą która ma pomysły. Warto docenić jak
      coś się ma i nie czepiać się że na mało, za nudno, tylko mobilizować
      konstruktywnie:)
      • bigbadpig Re: Chyba wykastrowałam męża... 29.08.10, 23:37
        > Mnie z moim mężem było dobrze nawet jak było bardzo
        zwyczajnie

        Ludzie mają różne potrzeby.
        Autorka zapewne zdaje sobie sprawę, że nie będzie miała diabła w
        łóżku, ale chce jakiegoś progresu i to nie jest niemożliwe.
        Ostatecznie gdy się zaczyna przygodę z seksem, wydaje się, że sam
        fakt jego uprawiania to jest już to.
        Z czasem jedni, bardziej drudzy mniej, ludzie zaczynają szukać czegoś
        więcej. Wpływ na te poszukiwania mają też partnerzy z którymi
        jesteśmy i taki wpływ próbuje wywierać autorka. Ma przestać się
        starać, żeby nie było, że się czepia? Jak nie jest usatysfakcjonowana
        to ma mocno pomyśleć "tylko mi się wydaje, że inni mają lepiej"? Ona
        nie pisała o równaniu do innych tylko do własnych potrzeb. A rozmowa
        z mężem jaką odbyła, z braku efektów zastosowania miękkich środków to
        najlepszy pomysł pod warunkiem, że odbyła się na zasadzie

        - wyrazić swoje odczucia,
        - dać znać co sie ze mna dzieje kiedy tak robisz,
        - dać szansę drugiej stronie aby spojrzała naszymi oczami i bez
        przymusu ale mając szersze o nasze, spojrzenie

        :p

        swoją droga nie wiem co tam robisz autorko w swoim związku bo nie mam
        zmysłu do syntezy ludzkich życiorysów na podstawie napisanych postów,
        jak niektórzy tutaj; ale drugim torem powinny pójść jakieś działania
        w kierunku edukowania męża poprzez praktykę, przy czym nic nie działa
        tak dobrze jak wzmacnianie pozytywne to jest "zajebiście mi dzisiaj
        było kiedy <tutaj wstawiamy coś co mąż ledwo, słabo, może przypadkiem
        ale jednak zrobił, w kierunku o który nam chodzi>"
        • sisi_kecz Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 12:04
          rozmowa
          > z mężem jaką odbyła, z braku efektów zastosowania miękkich środków
          to
          > najlepszy pomysł pod warunkiem, że odbyła się na zasadzie
          >
          > - wyrazić swoje odczucia,
          > - dać znać co sie ze mna dzieje kiedy tak robisz,
          > - dać szansę drugiej stronie aby spojrzała naszymi oczami i bez
          > przymusu ale mając szersze o nasze, spojrzenie
          >
          > :p'

          ehem... :)

          najtrudniej być prorokiem we własnym kraju ;)

          ale tekstu: "nigdy nie miałam z Tobę orgazmu!"
          mimo wszystko mu nie zasunęłam ;)

          pozytywne wzmocnienia już przerabialiśmy,
          chciałabym kiedyś przestać go wzmacniać, potrzebuję wzajemności-
          taka zwyczajna potrzeba, która po cichu hodowana,
          wyrasta na całkiem dorodnego Głoda, który wczoraj ze mnie wyskoczył
          i użarł mena w fiutka.
          Mam nadzieję, że mu nie odgryzł...
          • aaaach Re: Chyba wykastrowałam męża... 03.09.10, 14:02
            sisi_kecz napisała:

            > pozytywne wzmocnienia już przerabialiśmy,
            > chciałabym kiedyś przestać go wzmacniać, potrzebuję wzajemności-
            > taka zwyczajna potrzeba, która po cichu hodowana,
            > wyrasta na całkiem dorodnego Głoda, który wczoraj ze mnie wyskoczył
            > i użarł mena w fiutka.
            > Mam nadzieję, że mu nie odgryzł...
            >

            ech, jakbym samą siebie czytała.
          • hefajstion Re: Chyba wykastrowałam męża... 03.09.10, 14:38
            jak nie mialas z nim orgazmu i to przez tyle lat to chyba nawet parowoz bym mial problem z
            rozgrzaniem Ciebie.
            Moim zdaniem jak Ci mało to umow sie z kims innym. Jesli Ci tylko na tym zalezy.
            Pozdr
      • sisi_kecz Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 11:55
        Wiem, że inne mają impotentów albo nie maja chłopa wcale ;)

        Tatuś mnie nauczył, żebym nigdy nie oglądała sie na innych, ale masz
        rację, nie o to chodzi by zawsze marudzić i nie doceniać tego, co
        sie ma.

        Po prostu uwierało mnie to, że mój mąż nie poczuwa sie do zadbania o
        moją przyjemność z seksu.
        To jest tak jak w wątkach, gdzie panowie skarżą sie, że żona nigdy
        nie inicjuje seksu albo lezy jak kłoda- im tez mozna doradzić, aby
        rzucili datkiem, w podzięce za przyzwalającą na seks małżonkę, a
        jednak oni też czuja pewne braki.

        Byłam zawsze, tą stroną, która już w trakcie wychodziła z
        inicjatywą, uczyła, chwaliła i cieszyła sie z wszelkich postepów.
        Mój meno był dość zakompleksionym i pełnym zahamowań brylancikiem,
        którego moje kochajace dłonie szlifowały z wielkim zapałem.
        Tyle, że przeliczyłam sie w planowanym spijaniu efektow mojej
        przyjemnej pracy.
        Wychodzi na to, że sam z siebie, to myśli tylko o sobie.
        Może to efekt tego, ze tak bardzo skupiłam sie na pokazaniu mu jak
        miło moze być, nie miałam tyle pewności siebie, żeby domagać sie
        wzajemności w pieszczotach ?
        Nie chcę wdawać sie w szczegóły, bo my mamy oprócz tego jeszcze
        dodatkowe preferencje, a to by już w ogóle zagmatwało obraz, a
        istotne i wspólne dla każdego seksu jest, to ,aby dawał przyjemność
        wszystkich stronom.

        Minimalizm nie sprawdza sie nigdzie, a już na pewno na dłuższą metę.

        duze pozdro!!!
        • kretynofil Brawo! 03.09.10, 13:26
          Nie tylko za postawe (godna podziwu, nasladowania i wrecz upomnikowienia - najlepiej na kazdym
          rogu), ale rowniez za sposob w jaki sie wypowiadasz.

          > Mój meno był dość zakompleksionym i pełnym zahamowań brylancikiem, którego moje kochajace
          dłonie szlifowały z wielkim zapałem.

          Jesli kobieta tak mowi o swoim mezczyznie - rowniez do niego, mam nadzieje - to nie ma szansy
          zeby facet poczul sie wykastrowany. Zbyt duzo w tym co piszesz czulosci, milosci i otwartosci!

          Niniejszym jeszcze raz gratuluje podejscia do meza i zycze wszystkiego dobrego!
          • marko_uk Re: Brawo! 03.09.10, 15:55
            Sisi - radzę docenić post kretynofila. Z jego ust pochwała zdarza się raz na
            roka lbo rzadziej, więc to tym bardziej wartościowe. A on nie głupi gość jest,
            często się z nim zgadzam. ;)
            (zresztą w tym przypadku też...)
        • empeczy marry me ;o 03.09.10, 14:01
          ;oo
    • mala200333 Re: Chyba wykastrowałam męża... 29.08.10, 23:00
      Trzymam kciuki!
      • sisi_kecz Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 12:06
        mala200333 napisała:

        > Trzymam kciuki!'

        jak za mnie to dzięki !:)

        jak za męża... to też :))

        duze pozdro!!!
    • gomory Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 01:23
      Oby to bylo dla niego dopingujaca, a nie kastrujaca rozmowa. Jemu wypada wspolczuc jak sie czuje teraz po Twoim wybuchu, a Tobie jak sie czulas przed eksplozja.
      Troche szkoda, ze takie objawienie wyskakuje gdy o wszystkim decyduje zdenerwowanie. Mozna faktycznie chlapnac wtedy takim kwasem, ze trudno pozniej o nim zapomniec. No a jak wszyscy wiemy seks to delikatna materia - co jednych nie wzruszy innych zabije. Oby Twoj maz byl jednak z tych co to byka za rogi chwyca :).
    • remenica Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 09:11
      ja bym sie starala jednak to jakos naprawic. pomysl jak ty bys sie czula jako
      kobieta gdyby maz cie tak zjechal.takie gierki to sa chwyty ponizej pasa i
      powinno sie ich unikac jak ognia.
    • kipuros Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 10:00
      mam podobnie tylko z drugą stroną , i szans na poprawe nie widac więc
      nie czekam tylko uzupełniam braki gdzie indziej co oczywiscie nie
      niszczy zwiazku a mysle ze nawet gopoprawia ...skonczyło sie moje
      niezadowolenie pretęsje i wszsytko co jest zwiazane z niedoborem
    • symmetryisall Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 12:07
      sisi_kecz napisała:

      > Generalnie men wysłuchał, jakie ma u mnie słabe notowania w łóżku i
      > skomentował, że na razie odłożymy o tym rozmowę, ale to poważna
      > sprawa i będzie chciał do tego wrócić.

      Czyli - o matko, baba będzie marudzić, nie chce mi się tego słuchać, powiem, że
      później pogadamy, może zapomni :)

      > Nie wytrzymałam, bo już X lat jedziemy tak nudnym refrenem, że do
      > porzygania- typowe 10 ruchów i finish, a ja mam płakać z ekstazy.
      > Jedynie moje usiłowania wprowadzały do seksu fajne elementy i
      > klimat, do czego zresztą mój mąż ma talent i inklinacje.
      > Cóż z tego, jeśli nie przyciskany, od razu wybiera swoje monotonię
      > 10 ruchów frykcyjnych i opad na prześcieradło?
      > Mieliśmy długi czas posuchy, sądziłam, że po takim wyposzczeniu to
      > niebo złote mi otworzy...

      Wiesz, jeśli on lubi "trzy ruchy, worek suchy", to dla niego wyżycie po posusze
      nie oznacza, że zrobi Ci seans z tajskim masażem i kamasutrą, tylko że wreszcie
      może sobie te swoje trzy ruchy...

      Jeśli tak lubi i to mu wystarcza, to nie licz na więcej. Może, czasem, od
      święta, jak będzie czegoś od Ciebie chciał, w ramach podlizywania się bardziej
      się postara.

      Wiesz, ja Ci powiem, jak to wygląda z perspektywy takiej osoby. Na przykładzie
      nieseksualnym. Ja jestem osobą, która się z zasady nie nudzi - zawsze sobie
      znajdę jakieś zajęcie, zawsze ileś tam rzeczy mam rozgrzebanych i sobie do nich
      w wolnych chwilach wracam. Moi żenua z kolei przeciwnie, zostawiona sama sobie
      nudzi się okropnie i zawsze albo sama coś wymyśla, zmuszając mnie do
      uczestnictwa - albo właśnie marudzi, że nie umiem wymyślić żadnej rozrywki we
      dwoje. A ja nie umiem po prostu i tyle, bo konstrukcję psychiczną mam
      ukierunkowaną na zajęcia jednoosobowe i co poradzę, uprze się taka i daj jej. I
      zgadzam się, że moje propozycje wspólnego spędzania czasu są, delikatnie mówiąc,
      bez polotu - ale wymyślenie czegoś z polotem wymaga ode mnie świadomego,
      naprawdę wytężonego wysiłku, który i tak kończy się tylko frustracją, jak mnie
      jakaś iskra natchnienia nie natchnie. Krótko mówiąc - tak mam i już, oczekiwanie
      ode mnie, że będę miał milion pomysłów na minutę jest myśleniem życzeniowym.
      Mogę czasem błysnąć, ale na regularność błyskania liczyć nie należy. I podobnie
      widzę to w przypadku Twojego męża. Jemu większa finezja nie jest potrzebna i -
      jeśli trzymać się mojej analogii - może NIE UMIEĆ wczuć się w Twoje potrzeby. W
      sensie - może je sobie wykalkulować, przewidzieć, ale tego nie czuje. Moja żona
      lubi spacery, ja spacerowania nie znoszę, chodzenie w celu innym niż
      przemieszczanie z punktu A do B, w tempie poniżej marszowego, frustruje mnie i
      męczy - trudno oczekiwać, że spontanicznie, ni z tego ni z owego, będę miał
      ochotę na przyjemny spacerek.

      W takiej sytuacji mamy do czynienia z robieniem czegoś wbrew sobie - co owszem
      jest dowodem uczucia do drugiej osoby, ale nie będzie nigdy spontaniczne, częste
      i pełne nieudawanego entuzjazmu.


      > Był typowym przykładem, nieuzasadnionego zadowolenia ze swojego
      > współżycia- teraz zobaczył rzeczywistość oczami drugiej strony.

      No z tego co pamiętam z Twoich opowieści domowych Twój mąż w ogóle egzystował
      dość bezrefleksyjnie w Waszym układzie, ale też - popraw mnie, jeśli się mylę -
      konkretnych, jednoznacznych komunikatów, że to nie cool, też za bardzo nie dostawał.

      > Z mojej strony, to jest danie mu szansy,
      > nie chcę go zdradzać,
      > akurat nie jego...

      Oj tam, zaraz zdradzać. Dobrze się stało, że wybuchłaś, takie wybuchy są o wiele
      lepsze, niż długotrwałe kiszenie atmosfery, kiedy się czuje, że coś wisi w
      powietrzu. Teraz może być tylko lepiej - choć cudów oczywiście spodziewać się
      nie należy. Jak mówi dr House - "people don't change".
      • sisi_kecz Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 12:27
        Czyli - o matko, baba będzie marudzić, nie chce mi się tego słuchać,
        powiem, że
        > później pogadamy, może zapomni :)'

        he,he,he... no nie, jak on coś powie to zawsze tak się dzieje.
        Po prostu nie chciał kontynuować przy moim wzburzeniu, bo tak jak
        nerw pomaga wyrzucić coś z siebie, tak faktycznie trudno wtedy o
        rozsądną rozmowę.
        nie sądze, aby zostawił rozgrzebany temat tak istotny dla faceta,
        jak jego sprawdzenie sie w łózku, ale mogę sie mylić.

        Dziekuję Ci za tak rozwiniety i wyczerpujący przykład z Twojego
        związku, dotyczacy spędzania wolnego czasu.
        Być może o to chodzi, tylko nie daje mi spokoju, to ze jak już mój
        men sie wysili, to naprawdę aż mnie zaskakuje i bardzo sprawny jest
        w tej "wymagającej wersji".
        Skłanialabym sie raczej do tego, że jest zdolny ale leniwy, niż
        że "błyska" odbitym światłem moich pragnień.
        Ale tu tez mogę sie łudzić.

        Tyle razy sie słyszy: facet potrzebuje wyraźnego komunikatu.
        No jesli go nie odebrał te ileś razy przedtem, to tym razem już
        jasniej powiedzieć nie mogłam ;)

        My sie bardzo kochamy i jesteśmy przede wszystkim lojalni wobec
        siebie. Zdrada nie wchodzi w grę, to też był wyraz dość głębokiego
        rozgoryczenia. Teraz jest mi dużo lżej, bo nie brnę/brniemy w stronę
        mielizny.
        Mówiąc trochę obcesowo: te "trzy ruchy, worek suchy":))),
        mogą zostać jesli, są jego rzecywistą naturą, ale niech już nie
        będą, w jego przekonaniu mistrzowską rundą.

        duze pozdro!!!
        • eudajmonika Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 15:11
          "Mówiąc trochę obcesowo: te "trzy ruchy, worek suchy":))),
          mogą zostać jesli, są jego rzecywistą naturą, ale niech już nie
          będą, w jego przekonaniu mistrzowską rundą."

          Sisi, Ty to jednak jesteś...no właśnie, jaka?
          Najpierw pomyślałam, że wielkoduszna, ale nie.
          Przecież nie zagrzeje miejsca na parkiecie ostatni patałach przy mistrzyni
          disco. Potrzeba mistrza rockendrolla!
          Już wiesz, że nie dasz rady, dziewczyno! To po co ściemniać?
          Jak dla mnie, wypuszczenie Megagłoda to nie żadne dawanie jemu szansy, ale
          wołanie o ratunek, ja bym tak to przedstawiła oficjalnie, przy tej planowanej
          rozmowie na spokojnie.
          W każdym razie, dobrze, że facet już wie, jak jest.
          • sisi_kecz Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 20:58
            Już wiesz, że nie dasz rady, dziewczyno! To po co ściemniać?
            > Jak dla mnie, wypuszczenie Megagłoda to nie żadne dawanie jemu
            szansy, ale wołanie o ratunek, ja bym tak to przedstawiła
            oficjalnie, przy tej planowanej
            > rozmowie na spokojnie.'

            dla kogo ratunek?
            dla mnie? ja zawsze na cztery łapy spadnę.

            dla Nas?
            juz odbylismy spokojną rozmowę, wyrok odroczony na czas naprawdę
            częstotliwego seksu.
            Men twierdzi, że razem z pojawieniem sie spirali przestanie sie
            stresować, czy to dziś mozna, czy nie mozna, czy musi byc gotów w
            piatek rano, czy w poniedziałek wieczorem i jak sie zrelaksuje to
            uderzy w lepsze tony.
            Zobaczymy, ale jak nie, to mu w gardło wepchnę to miedziane
            ustrojstwo.

            Tak powaznie, to myslę, ze nie odpuszcze już mu teraz i skoro
            zdobyłam sie na odwage i chamstwo, aby mu chlapnąć po całości, to
            niech to nie idzie na marne :)))

            duze pozdro!!!
    • eudajmonika Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 12:33
      "Jedynie moje usiłowania wprowadzały do seksu fajne elementy i
      klimat, do czego zresztą mój mąż ma talent i inklinacje."

      Ma inklinacje? I talent? A czego mu brakuje, aby je wykorzystać?
      I skąd jego dobre samopoczucie, przy Twojej narastającej frustracji?
      • sisi_kecz Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 13:13

        Ma inklinacje? I talent? A czego mu brakuje, aby je wykorzystać?
        > I skąd jego dobre samopoczucie, przy Twojej narastającej
        frustracji?
        >
        Jak zwykle dobre pytania:)
        nie wiem.
        może coś nam sie wyjaśni w rozmowie.

        mozna pogrzebać głęboko, a można zostawić jak jest, skoro jakoś sie
        toczy wóz małżeński.
        Na pewno nie będę sie narzucać z grzebaniem, bo jak znam zycie z
        moim menem, to potem na moje barki będzie władowane, to co co
        wydobędziemy na światło dzienne ;)
        ustawiłam sie na pozycji- teraz ja biore, bo chcę odzyskac równowagę
        w tej wymianie i dlatego trochę mi wisi to, co stoi na straży jego
        samopoczucia- niech sam raz coś zrobi ze sobą, będę mu kibicować :)

        duze pozdro!!!

        --
        Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
        • greg_stolica Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 14:33
          ludzie przecież nie każdy mężczyzna to herkules... jak tak w ogóle można
          myśleć... może są to stresy, może po prostu problem fizjologii, nie wiem, ale
          dla mnie jest przykre jak czytam, że podchodzisz do faceta jak do maszynki
          seksualnej :P
          ------
          "A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć."

          De Saint-Exupéry
        • kobieta_z_polnocy Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 14:42
          Z opisu twój mąż wygląda na osobę leniwą. I na dodatek chyba nie do końca
          empatyczną. Jemu wystarcza to co jest, a skoro (do tej pory) ty jakoś spokojnie
          to znosiłaś, to widocznie nie było tobie aż tak źle (w jego oczach). Teraz
          wybuchłaś, trochę nie tak powinno być, ale trudno, stało się. Może to mu otworzy
          oczy, chociaż nawet jeśli, to wątpię, by nagle zachciało mu się o ciebie dbać.
          On po prostu tak ma. Do niczego mu to niepotrzebne, może nawet wydaje mu się
          głupie i niepoważne. Tak jak z kolegą od spacerów powyżej. Niby nic go nie
          kosztuje spacerowanie raz na jakiś czas z żoną, a jednak wzdraga się przed tym
          jak tylko może. Brak chęci, brak tego wyjścia na przeciw.

          Nie znam twojej historii. Mówiłaś mu już o tym wcześniej? Bo jeśli tak, to warto
          się zastanowić, czemu on nie chce dać ci tego, o czym wie, że lubisz. Nie lubi
          tego? Aż tak mu się nie chce? A może to celowe działanie, powodowane
          złośliwością bądź chęcią posiadania kontroli?
          • symmetryisall Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 17:08
            > Tak jak z kolegą od spacerów powyżej. Niby nic go nie
            > kosztuje spacerowanie raz na jakiś czas z żoną, a jednak wzdraga się przed tym
            > jak tylko może. Brak chęci, brak tego wyjścia na przeciw.

            Nie. Nie wzdraga się jak tylko może. Nie lubi spacerów, uważa je za stratę czasu
            i za każdym razem na spacerze myśli sobie, co mógłby innego fajnego w tym czasie
            porobić. Ale nie robi tego ostentacyjnie i na spacery chadza, czasem nawet z
            własnej inicjatywy. Tyle że co innego pójść z kimś na spacer, bo fajnie jest z
            kimś spacerować, a co innego pójść na spacer tylko dlatego, że fajnie jest komuś
            zrobić przyjemność - nawet jeśli samemu się tej przyjemności nie odczuwa. To
            jest dla mnie wyjście naprzeciw.

            Podobnie w mojej analogii jest z seksem u Sisich Keczów - jemu nie sprawia
            przyjemności seks inny niż te 10 ruchów, więc niech ona nie oczekuje, że będzie
            się bezustannie naginał do jej wersji. Może - i powinien - raz na jakiś czas się
            zmusić do bardziej alpejskich kombinacji, ale wyuzdania i pomysłowości w
            gimnastyce już raczej nie nabędzie.
            • kobieta_z_polnocy Re: Chyba wykastrowałam męża... 31.08.10, 13:40
              W takim razie źle zrozumiałam twoją sytuację.

              Zgadzam się ze wszystkim, co napisałeś.
        • zyg_zyg_zyg Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 15:44
          > ustawiłam sie na pozycji- teraz ja biore, bo chcę odzyskac
          równowagę
          > w tej wymianie i dlatego trochę mi wisi to, co stoi na straży jego
          > samopoczucia- niech sam raz coś zrobi ze sobą, będę mu kibicować :)

          A powiedz, Sisi, jak to drzewiej bywało w Twoich związkach? Kręciłaś
          już bacik na siebie odsuwając na bok swoje potrzeby i skupiając się
          na partnerach? Pozytywne sygnały, chwalenie, delikatność i te
          sprawy? Zdarzyło Ci się już kiedyś zmienić z "dobrej kobiety" na
          ekslodującą kobietę sfrustrowaną? Skołować faceta zmieniając nagle
          komuikaty "wszystko jest świetnie" na "nic k.rwa nie jest świetnie"?
          Krótko - czy znajdujesz w sobie jakieś cechy, które "pomogły" mężowi
          stać się takim w bliskich kontaktach z Tobą?

          Bo ja tam ciągle się muszę pilnować, żeby nie być "za dobra". Z
          jednej strony, żeby nie być jak te, co cały dzień latają ze ścierą,
          odkurzają, pastują, pucują, prasują, piorą, przecierają, gotują
          trzydaniowe obiady, układają mężowi gacie w kancik, flaki z siebie
          wypruwają, żeby mu się przyjemnie żyło. Choć on w dupietoma, bo nie
          tego potrzebuje. A one w końcu kurde wybuchają, bo nie mogą już
          dłużej znieść frustracji i kieratu, które sobie narzuciły DLA NIEGO.
          Z drugiej strony mnie samej trudno i niewygodnie idzie się przez
          życie z ludźmi, którzy cudze potrzeby przedkładają nad swoje.
          Jeszcze gorzej z tymi, którzy zamiast zapytać "czego potrzebujesz?"
          sami wymyślają odpowiedź. Irytują mnie straszliwie, to i sama nie
          chcę być taka. A po trzecie
          jeden związek, w którym nie wiadomo kiedy pojawiła się
          niemożliwa do zniesienia nierównowaga w seksie, już mi wystarczy.
          Zwłaszcza, że pojawiła się ona przy moim niemałym udziale. I
          jeszcze - nie chcę wzbudzać w sobie fałszywego poczucia kontroli nad
          tym, co ma czuć i przeżywać mój mężczyna, a to właśnie
          robię "chroniąc" go przed trudną prawdą.

          To tak na rozum. W praktyce "dobra ciocia" lubi mi się zerwać z
          łańcucha :-)
          • eudajmonika Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 15:59
            Ooo, to jest nas więcej ;-)
            Ale, ale ... dobrej cioci też nie można na łańcuchu trzymać nonstop.
            Kontrolowane wypuszczenie cioci od czasu do czasu daje wieeeelkie przewagi.
            W jakimś poradniku wyczytałam, że nie warto być idealnym pracownikiem, bo
            takiego szef już przestaje zauważać. Jakoś mi się to nałożyło na moje przejścia
            związkowe - wygląda na to, że dobra ciocia i zołza mają największą efektywność.

            Dlatego, Sisi radziłam postawić się w pozycji potrzebującej pomocy i ratunku, co
            ma taką zaletę, że jest jest wygodne, powinno zaktywizować mena i, dodatkowo -
            jest prawdą.
          • sisi_kecz Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 20:45
            A powiedz, Sisi, jak to drzewiej bywało w Twoich związkach? Kręciłaś
            > już bacik na siebie odsuwając na bok swoje potrzeby i skupiając
            się na partnerach? '

            W 90% bylo identycznie, tylko zawsze o inne potrzeby chodziło. Co
            sie naucze na swoim błędzie aby nastepnym razem nie wybierać faceta,
            który będzie: skąpiradłem, złamasem życiowym, mamisynkiem,
            nałogowcem, psychopatą, hehhhe:) to sie inna sraczka przyplącze,
            czyli braki w innym miejscu, które bedę przemilczać, lekceważyć,
            racjonalizować i upychać w szafie :(

            Skołować faceta zmieniając nagle komuikaty "wszystko jest świetnie"
            na "nic k.rwa nie jest świetnie"?'

            ale ja w to wierze, wiesz? tylko z czasem, coś mnie w dołku ściska
            bez powodu, albo o jakies gie zrobię awanture albo marzę, żeby go
            ufo porwało i sie zastanawiam, co ze mną jest nie tak, ze sie na
            tego cudownego czlowieka tak wściekam.

            Jeszcze gorzej z tymi, którzy zamiast zapytać "czego potrzebujesz?"
            > sami wymyślają odpowiedź. Irytują mnie straszliwie, to i sama nie
            > chcę być taka.'

            o , i tu sie rozchodzimy, bo ja tak nie mam. To zwykle mąż
            uszczęśliwia mnie na siłę.
            Nie jestem nadskakującą dziwko-kuchtą, za przeproszeniem.

            Zwykle mija duuużo czasu zanim zlokalizuję prawdziwe źródło swojego
            nerwa.
            Bo ja trzymam prawdziwe emocje w zamrażalniku, do codziennych zajęć
            używam tych lajtowych, które nie kosztują za duzo ryzyka i kiedy
            ktos je rozdepcze to nie żal.
            Wypróbowane w praktyce.

            duze pozdro!!!


            Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
            Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
            by Cejrowski
            • symmetryisall Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 20:57
              > W 90% bylo identycznie, tylko zawsze o inne potrzeby chodziło. Co
              > sie naucze na swoim błędzie aby nastepnym razem nie wybierać faceta,
              > który będzie: skąpiradłem, złamasem życiowym, mamisynkiem,
              > nałogowcem, psychopatą, hehhhe:) to sie inna sraczka przyplącze,
              > czyli braki w innym miejscu, które bedę przemilczać, lekceważyć,
              > racjonalizować i upychać w szafie :(

              Wiesz co, tak mi się skojarzyło, bo miałem podobny przypadek w rodzinie i
              dopiero terapia to wyjaśniła... Może Ty podświadomie wybierasz właśnie takich
              wybrakowanych facetów? Nie wiem dlaczego, niech Ci to terapeuta powie, może
              dobrze byłoby się przyjrzeć Twojemu tacie i jego relacjom z mamą? Z tego się
              często lęgną takie komplikacje...
              • sisi_kecz Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 21:22
                Niee chyba nie jest aż tak źle.

                Oni byli wybrakowani w tym samym stopniu co każda osoba, bo nikt nie
                jest ideałem. Otoczenie nie zauważało nawet tych ich wad.

                Można raczej mnie oskarżać, że u każdego znajdywałam coś, żeby go
                rzucić i nikt nie był tak doskonały jak mój ojciec :))

                duze pozdro!!!
              • misiakasiakonfacela Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 21:23
                ech.. ja mam podobny problem- jak mi zalezy, to jestem za dobra.. i podswiadomie
                oczekuje, ze ten Ktos mi sie odwdzieczy ot tak, tym samym. Ostatni mezczyzna
                wpedzil mnie za to w poczucie, ze czegokolwiek od niego chce- jest proba
                zmieniania go, ingerowania i w ogole podporzadkowania.
                Zachowanie rownowagi miedzy kochaniem kogos a wlasnym zdrowych egoizmem nie jest
                proste.
                • sisi_kecz Re: Chyba wykastrowałam męża... 31.08.10, 11:39
                  Zachowanie rownowagi miedzy kochaniem kogos a wlasnym zdrowych
                  egoizmem nie jest proste.'

                  święte słowa.

                  ale zauważyłam, że dla mężczyzn to często jest proste i przychodzi
                  im bez wysiłku, nawet uważam że spokojnie mozna to od nich
                  spapugować.
                  tyle tylko, że może pojawić sie problem, kiedy ja jestem zdrową
                  egoistką, on jest zdrowym egoistą i powstaje sytuacja, że nie robimy
                  nic razem ;)))

                  bo zwykle sytuacje w życiu wymagają tego, aby jedna strona trochę
                  ustąpiła, poświęciła, nagięła sie, i dobrze, jeśli następnym razem
                  ta druga osobba nas wymieni na gorszej pozycji.
                  a to już facetom przychodzi znacznie gorzej i z pogwałceniem własnej
                  natury :)
                  generalnie oczywiscie, bo chwalebne wyjątki należy honorować i w
                  złota ramkę oprawić.

                  duze pozdro!!!
                  • misiakasiakonfacela Re: Chyba wykastrowałam męża... 31.08.10, 11:47
                    > ale zauważyłam, że dla mężczyzn to często jest proste i przychodzi
                    > im bez wysiłku, nawet uważam że spokojnie mozna to od nich
                    > spapugować.
                    > tyle tylko, że może pojawić sie problem, kiedy ja jestem zdrową
                    > egoistką, on jest zdrowym egoistą i powstaje sytuacja, że nie robimy
                    > nic razem ;)))

                    no wlasnie... ;] i ja nie mam problemu ze zdrowym egoizme, ale jak mi zalezy na
                    kims-to jakby mi ktos calkiem usunal te funkcje. I w praktyce widze 2
                    wyjscia-alb mi nie zalezy i jest ok, bo on sie stara-albo mi zalezy i sie
                    wkurzam, bo nie dostaje wzajemnosci ;) generalnie masakra;) chociaz niektorym
                    sie udaje:)
                    • symmetryisall Re: Chyba wykastrowałam męża... 31.08.10, 14:19
                      > no wlasnie... ;] i ja nie mam problemu ze zdrowym egoizme, ale jak mi zalezy na
                      > kims-to jakby mi ktos calkiem usunal te funkcje.

                      Tkwiący we mnie pop-psycholog dopatruje się tu niskiej samooceny i potrzeby
                      akceptacji za wszelką cenę.
                  • aandzia43 Re: Chyba wykastrowałam męża... 31.08.10, 16:43
                    sisi_kecz napisała:

                    > Zachowanie rownowagi miedzy kochaniem kogos a wlasnym zdrowych
                    > egoizmem nie jest proste.'
                    >
                    > święte słowa.
                    >
                    > ale zauważyłam, że dla mężczyzn to często jest proste i przychodzi
                    > im bez wysiłku, nawet uważam że spokojnie mozna to od nich
                    > spapugować.

                    Święte słowa, Sisi :-) Bardzo mi się podoba ta męska cecha (bo mnie się
                    mężczyźni w ogóle bardzo podobają i lubię ich strasznie) i staram się ją sobie
                    przyswoić.
                    Zaraz przyleci tu Urqu i powie, że jest to objaw wojującego feminizmu i próba
                    wydymania w tyłek faceta, od którego tyłka wara, i dla którego dymanie bliźniego
                    (bliźniej?) w tyłek jest przecież zgodne z naturalnym porządkiem ;-P
                    • aaaach Re: Chyba wykastrowałam męża... 03.09.10, 14:35
                      aandzia43 napisała:


                      > Zaraz przyleci tu Urqu i powie, że jest to objaw wojującego feminizmu

                      a jak już o ( drżę cała) słowie na f. mowa, to dostrzegam związek z poradami dla kobiet "jak mu
                      obciągnąć na 100 sposobów"," jaką bieliznę do łóżka?", "co mężczyźni lubią oglądać u kobiet
                      najczęściej" itp o które potykam się co dnia wszędzie, przy kompletnym braku analogicznych
                      powiastek dla menów.
                      Historycznie rzecz biorąc, to jak tu pewien men pisał, faceci mogli sobie zaszaleć na boku, zaś dama
                      musiała poradzić sobie ze swoimi frustracjami po cichu i sama, najwyżej przekształcając się w
                      Ksantypę.
                  • ore.ona Re: Chyba wykastrowałam męża... 31.08.10, 16:44
                    > Zachowanie rownowagi miedzy kochaniem kogos a wlasnym zdrowych
                    > egoizmem nie jest proste.'<
                    Sisi,
                    ja rozwiązałam to w ten sposób:
                    w życiu codziennym jestem /przeważnie/ altruistką
                    w łóżku/przeważnie/ egoistką
                    U niego -odwrotnie i proporcjonalnie:)
    • gravedigger1 Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 15:06
      sisi_kecz napisała:

      > Był typowym przykładem, nieuzasadnionego zadowolenia ze swojego
      > współżycia- teraz zobaczył rzeczywistość oczami drugiej strony.

      Zastanawiam się, dlaczego czekałaś X lat, żeby pokazać mu tę
      rzeczywistość ze swojej perspektywy. Nie mam zamiaru moralizować, bo
      ja też mnóstwo błędów w życiu popełniłem, w wyniku których doszedłem
      do wniosku (za późno niestety), że rozmawiać i porozumiewać się
      trzeba cały czas, a nie dopiero wtedy, gdy dojdzie do wybuchu
      frustracji. Ale to już rada dla tych, którzy mogą jeszcze uczyć się
      na cudzych błedach.
      • ore.ona Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 18:01
        > ustawiłam sie na pozycji- teraz ja biore<
        I to jest dobra pozycja, seks Tobie ma przede wszystkim sprawiać
        przyjemność. No i przy okazji jemu też:D IMO, mężczyźni nie
        doceniają dawania. Dobrze mieć w tym temacie oczekiwania i jeśli
        jest tak jak napisałaś że nie myśli zbyt często o Tobie i Twoich
        potrzebach to trzeba to zmienić. Może jest zbyt pewien Was/jest
        moja/ omijając awantury wystarczyłoby umknąć mu odrobinę, zmniejszyć
        jego zadufanie w siebie, w to że nie musi starać się, pokazać gdzie
        poprzeczka. Obawiam się jednego, że Ty myślisz o innym typie
        mężczyzny, i prędzej czy później wylądujesz w ramionach takiego
        faceta. Jeśli mąż Ciebie kocha i dobry z niego facet to zrób
        wszystko by ogarnął Twoje fantazje, bo szkoda związku. Teraz niech
        on się stara, a Ty jasno mów czego pragniesz. Powodzenia:)
      • sisi_kecz Re: Chyba wykastrowałam męża... 30.08.10, 18:35
        Zastanawiam się, dlaczego czekałaś X lat, żeby pokazać mu tę
        > rzeczywistość ze swojej perspektywy.'

        teoretycznie to powinno sie z kochajacym i kochanym partnerem od
        razu takie rzeczy omawiac, ale w praktyce...

        poznajesz fajnego mena, w dodatku mu tez sie podobasz, to jest
        potężny afrodyzjak i niezłe klapki na poczatkowe przejawy
        niedociągnięć łózkowych.
        Potem jest faza, kiedy myslisz, okey- cieniutko u niego w tych
        sprawach, ale powalczymy, to sie wyrobi.
        Potem walczycie i wyrabiacie.
        Potem ciąża, połóg i zanik libido z mojej strony.
        Potem moja kuracja, powrót do seksu i właściwie pierwsze trzeźwe
        spojrzenie, że to zawsze było naciągane trzy na szynach, które mu
        wystawiałam z miłości i nadziei, i że własnie mi sie przelało!
        i wybuchłam i masz.

        Miałam tez okoliczność sprzyjajaca, bo za kilka dni założyć sobie
        spiralę na 5 lat i nagle przede mną urosła nieciekawa perspektywa,
        że włożę sobie miedziany kawał obcego ciała dla tych 10 ruchów
        frykcyjnych i jego satysfakcji.

        Oczywiście po tych nerwowych momentach, to bym zupełnie inaczej
        widziała sposób w jaki powinnam rozmawiać, ale stało sie i jak to
        mówią:
        lepiej żałować, tego co sie zrobiło, niż żałować, że sie czegoś nie
        zrobiło.

        duze pozdro!!!

        -
        Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
        Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
        by Cejrowski
        • gravedigger1 Re: Chyba wykastrowałam męża... 31.08.10, 15:57
          sisi_kecz napisała:

          > (...) i że własnie mi sie przelało! i wybuchłam i masz.

          Rozumiem, jesteśmy tylko ludźmi i każdy może wybuchnąć
          w "sprzyjających" okolicznościach. Myślę, że dobrze byłoby, gdybyś
          teraz popracowała nad zniwelowaniem potencjalnie negatywnych skutków
          Twojego wybuchu, bo jak wiem z własnego doświadczenia, może to
          rzeczywiście pozbawić faceta "jaj". Nie od razu, ale taka zadra może
          głęboko utkwić i czynić stopniowo coraz większe szkody w Waszych
          relacjach.
      • aaaach Re: Chyba wykastrowałam męża... 03.09.10, 14:44
        gravedigger1 napisał:

        > sisi_kecz napisała:
        >
        > > Był typowym przykładem, nieuzasadnionego zadowolenia ze swojego
        > > współżycia- teraz zobaczył rzeczywistość oczami drugiej strony.
        >
        > Zastanawiam się, dlaczego czekałaś X lat, żeby pokazać mu tę
        > rzeczywistość ze swojej perspektywy. Nie mam zamiaru moralizować, bo
        > ja też mnóstwo błędów w życiu popełniłem, w wyniku których doszedłem
        > do wniosku (za późno niestety), że rozmawiać i porozumiewać się
        > trzeba cały czas, a nie dopiero wtedy, gdy dojdzie do wybuchu
        > frustracji. Ale to już rada dla tych, którzy mogą jeszcze uczyć się
        > na cudzych błedach.

        Wtrącę się i odpowiem za siebie, bo mam b. podobnie. Otóż na początku dopieszczałam mena,żeby
        się tylko otworzył, ośmielił, pozbył kompleksów.Potem sygnalizowałam swoje potrzeby wprost,
        wspak i naopak, bez rezultaów. W międzyczasie przyzwyczaiłam się trochę do takiego nudnego i
        pozbawionego polotu seksu i przeważnie JAKĄŚ satysfakcję z tego miałam,a z nawyku chwaliłam.
        Wybuchałam już jak sisi kilka razy, ale niestety , z żadnym efektem.
        Dobrze, że wątek znalazł się na głównej, bo sobie właśnie przemyśliwam strategię na najbliższe dni.
        Ponieważ ostatnio odstawiłam go od cycka, licząc , że jak wygłodnieje, to zechce słuchać co mu
        powiem. I właśnie wygląda na napalonego. Ja, niestety też. Wypadałoby mi powstrzymać swoje
        chucie żeby niezgodzić się na normalne beleco. Z tym, że nie wiem, co dalej.
        Bo jemu jest zawsze dobrze, więc motywacje ma żadne.
    • m00nlight Dobrze zrobilas Sisi 30.08.10, 19:54

      Nie sądzę byś go wykastrowala- ukazalas mu że jest problem, że skoro *Ty* masz
      problem to *Wy* macie problem.

      I dobrze- wielu facetow 3-minutowcow uwża sie za świetnych lowelasow, tylko
      dlatego że oni mieli orgazm ^^ i zaklada, ze skoro jem dobrze to kobiecie także.

      Nie ma nic zlego w wyrażeniu swojego niezadowolenia, natomiast wiele zależy od
      sposobu w jaki to zrobilas od osobowosci męża. Na jednych kubel wody na łeb
      dziala znakomicie mobilizująco, innych oniesmiela. Mam nadzieje ze w Twoim
      przypadku okaże się to pierwsze :)

      Zauwazylam natomiast smutną prawidlowosc, że zawsze to my, kobiety, dbamy o
      życie łożkowe, wymyslamy urozmaicenia, podsycamy żar, a facetom to zawsze
      wszystko wisi stęchłym kalafiorem... i zawsze gdy my juz jestesmy zmęczone
      staranie i sie poddajemy, oni nie widzą potrzeby 'przejąć pałeczkę' niestety...
      chyba pozostalo sie z tym pogodzic, ze albo same zawalczymy o swoją
      przyjemnosc... albo nikt nam jej nie da :(
      • potwor_z_piccadilly Re: Ooooo przepraszam 30.08.10, 21:25

        "a facetom to zawsze wszystko wisi stechlym kalafiorem"
        Uwazam za niefortunne uzycie zwrotow "zawsze" i "wszystko". To nierealne,
        nieprawdziwe i krzywdzace wielu mezczyzn.
        Nie popadaj w skrajnosci m00.
      • symmetryisall Re: Dobrze zrobilas Sisi 30.08.10, 21:30
        > Zauwazylam natomiast smutną prawidlowosc, że zawsze to my, kobiety, dbamy o
        > życie łożkowe, wymyslamy urozmaicenia, podsycamy żar, a facetom to zawsze
        > wszystko wisi stęchłym kalafiorem...

        Byłabyż moja żona facetem???
      • bigbadpig Re: Dobrze zrobilas Sisi 31.08.10, 11:53
        Twój mężczyzna nie jest reprezentatywny dla całej populacji.
        Swoją droga nie mogę wyobrazić sobie to Twoje 'kobiece' dbanie i
        podsycanie, kiedy pojawiłaś się tu kilka tygodni temu z tekstem "nie
        potrafię się przełamać i zainicjować seksu".
      • aandzia43 Re: Dobrze zrobilas Sisi 31.08.10, 16:49
        Księżycowa, nie uogólniaj :-) Nie "zawsze", "my kobiety" i "oni, ci wredni
        faceci" ;-)


        > chyba pozostalo sie z tym pogodzic, ze albo same zawalczymy o swoją
        > przyjemnosc... albo nikt nam jej nie da :(

        A z tym akurat się zgadzam. Tylko, że nie wypowiadam tej kwestii z goryczą. O
        wszystko, co mamy (prócz miłości rodziców) musieliśmy kiedyś "zawalczyć".
        Chociażby nawet zwykłą asertywnością i mocnymi granicami. Normalka.
        • sisi_kecz a nie mozna przez miłość? 31.08.10, 21:11
          O wszystko, co mamy (prócz miłości rodziców) musieliśmy
          kiedyś "zawalczyć".
          > Chociażby nawet zwykłą asertywnością i mocnymi granicami.
          Normalka.'

          kurcze, a ja ciągle wierzę, że jak kocha to będzie jak w tej
          piosence o Annie:

          "
          gdy wstępowaliśmy na schody
          aby miękko Ci było iść
          kładłem pod twoje stopy poduszki dłoni
          za poręcz miałaś moje ramiona.
          "

          chyba już umrę w przekonaniu, że w miłości nie trzeba o nic walczyć,
          bo wtedy nie jest miłością.

          duze pozdro!!!
          • misiakasiakonfacela Re: a nie mozna przez miłość? 31.08.10, 21:21
            Widze, sisi, ze cierpimy na to samo. Chyba cos z nami jest nie teges... ;]
            • potwor_z_piccadilly Re: a nie mozna przez miłość? 31.08.10, 23:55
              E tam, dlaczego zaraz "nie teges". Wy macie to nieszczczescie lub szczescie byc
              kobietami poszukujacymi. Wysoko sie cenicie i im wyzsza jest ta samoocena, tym
              wyzej ustawiacie poprzeczke ewentualnym kandydatom. To moze by i bylo do
              przyjecia, lecz gdy ten kandydat pokona rzadana wysokosc to Wy jako osoby
              poszukujace podnosicie poprzeczke jeszcze wyzej. Te cechy z jednej strony daja
              Wam samozadowolenie, z drugiej jednak ograniczaja pole manewru przy doborze
              kandydata, bo pewna czesc facetow omija Was szerokim lukiem. Zalapuje sie grupa
              ktora podzile na trzy.
              - szukajacy mamy
              - nie wie co robi
              - zaklada ze da sobie rade i utrzyma lejce ktore Wy starac sie bedziecie mu
              wyrwac. Jesli te lejce utrzyma to zwiazek bedzie prima sort. Jesli jednak rady
              nie da to po okresie sielanki bogatej w super przezycia, gosc peka i odpuszcza
              sobie przechodzac w stan pykniec towarzyszacych otwieraniu kolejnej puszki piwa.
              Jaki rady ?
              Nie mam takowych bo i nie powinno ich byc. To sprawy zbyt indywidualne.
              • sisi_kecz Re: a nie mozna przez miłość? 01.09.10, 11:45
                potwor_z_piccadilly napisał:
                Wy macie to nieszczczescie lub szczescie byc
                > kobietami poszukujacymi. Wysoko sie cenicie i im wyzsza jest ta
                samoocena, tym wyzej ustawiacie poprzeczke ewentualnym kandydatom.'

                Potworu, dzieki za ekspresową psychoanalizę.
                Dopiero co symetry pisał, że widzi tu przejawy niskiej samooceny ;)
                Z powodu moich emocji zamrozonych w osiemnastej komnacie od wejścia
                do pałacu Królowej Śniegu, sama nie wiem, czy mam niska czy wysoką
                samoocenę, zatem dopuszczam obie wersje jako równie uprawnione na
                gruncie forumowych pogadanek :)

                jakby ktoś miał linka do internetowego testu w tym temacie, to ja
                chętnie ! ;))

                duze pozdro!!!
            • sisi_kecz Re: a nie mozna przez miłość? 01.09.10, 00:02

              misiakasiakonfacela napisała:

              > Widze, sisi, ze cierpimy na to samo. Chyba cos z nami jest nie
              teges... ;]'

              eee, zaraz nie teges.
              Do mnie zwykle dobro powraca;)

              A w opisywanym przypadku zrobiłam grandę, że nie wróciło, ale być
              może wróciło, tylko nie w tym miejscu, gdzie sie go spodziewałam :)


              A tak powaznie, to nie obwiniam siebie za to że czasem cierpię w
              wyniku niezrozumienia sie z mężem, że odczuwam jakąs dysproporcje w
              relacjach. Nie obwiniam tez jego.
              Moim zdaniem winny jest obyczaj, który inaczej kształtuje
              dziewczynki, inaczej chłopców.
              Dlatego my mamy problem, kiedy chcemy coś egoistycznie dla siebie.
              Najpierw ja - kobieta opiekunka dzieci i zwierzątek, upewniam sie że
              już wszyscy inni zaspokoili swoje potrzeby, czy nikomu nie
              przeszkadza mój kaszel i w ogóle to że żyję.
              Zaś oni uwazają, że skoro na stole leży ostatni kawałek ciasta to
              mogą po niego sięgnąć na zasadzie, kto pierwszy ten lepszy. Jeśli
              nikt nie siega, to pewnie nikt nie jest głodny i teraz wszyscy
              cieszą sie, że ja- facet z apetytem, pochłaniam samkołyk.

              Ważne, aby tak dobrać sie w parę, aby chcieć te nierówności
              przezwyciężać, bo faktycznie czasem ciężko być samej w tych
              społecznych okowach p.t: Wciągaj brzuch, lekko sie uśmiechaj i
              dygnij z wdziękiem.

              duze pozdro!!!
              • urquhart Re: a nie mozna przez miłość? 01.09.10, 08:57
                sisi_kecz napisała:
                > Dlatego my mamy problem, kiedy chcemy coś egoistycznie dla siebie.
                > Najpierw ja - kobieta opiekunka dzieci i zwierzątek, upewniam sie że
                > już wszyscy inni zaspokoili swoje potrzeby, czy nikomu nie
                > przeszkadza mój kaszel i w ogóle to że żyję.

                Zobacz jak o tym Wiśniewski:

                A to jest pragnienie kompletnie nierealistyczne. Żona i mąż nie są rodzicami! Zarówno mężczyźni, jak i kobiety, człowiek generalnie, chcą być kochani i akceptowani. Różnica jest w tym, że każda z płci w inny sposób próbuje to wyegzekwować. Znaczna część mężczyzn - wzbudzając podziw. Duża część kobiet - poświęcając się dla bliskich. Problem w tym, że na dłuższą metę to są strategie prowadzące raczej do konfliktu.
                www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,8288084,Co_irytuje_facetow_w_kobietach.html?as=5&startsz=x
                _____________________________________
                Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
          • urquhart w miłości nie trzeba o nic walczyć??? 01.09.10, 09:12
            sisi_kecz napisała:
            > chyba już umrę w przekonaniu, że w miłości nie trzeba o nic walczyć,
            > bo wtedy nie jest miłością.

            A co z wiarą w św Mikołaja i krasnoludki? Romantyczne może ale skrajnie nierealistyczne. Tak pragmatycznie wchodząc w szczegóły:

            MIŁOŚĆ > rozkładając na części pierwsze >

            Intymność - trzeba ja budować, tworzyć, wymaga wysiłku.
            Namiętność - wybucha samoistnie, ale niepielęgnowana i niepobudzana nieuchronnie samoistnie nieuchronnie wygasa, trzeba walczyć.
            Zaangażowanie - sama walka.
            _____________________________________
            Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
            • ore.ona różne pojęcia miłości 01.09.10, 09:58
              Bo miłość chyba istnieje tylko w relacjach rodzic dziecko. W
              relacjach partnerskich jest to coś co błędnie uważamy za
              miłość/fascynacja, poświęcenie, opiekuńczość, zainteresowanie i
              empatia, namiętność, czynniki obyczajowo-wychowawcze/ Wszystko to co
              wymieniłam nie daje pewności że nie straci siły działania i tym
              samym związek- racji bytu. Nawet osoby dla których małżeństwo to
              najwyższa wartość, mogą „zapomnieć się” gdy inny z ważnych czynników
              zadziała na nich silnie i będzie wiązał się z innym partnerem. Są
              związki dla których jeden lub kilka z przykładowych czynników działa
              mocno w związku i jest to wystarczające do tego by związek nazwać
              kochającym. Czy to jest miłość? I czy miłość istnieje? IMO w
              relacjach rodzic dziecko, bo jest bezwarunkowym uczuciem.
              • urquhart Re: różne pojęcia miłości 01.09.10, 11:39
                ore.ona napisała:
                > kochającym. Czy to jest miłość? I czy miłość istnieje? IMO w
                > relacjach rodzic dziecko, bo jest bezwarunkowym uczuciem.

                Bezwarunkowym uczuciem - miłości rodzic dziecko? Macierzyńska różni się tu mocno od ojcowskiej. To poświęcanie, opiekuńczość, zainteresowanie, wymuszane wydzielaniem prolaktyny która powoduje przymus i gratyfikowane wydzielaniem oksytocyny? Najmniejsze zwierzęta to odczuwają i determinują tym swoje zachowanie.
                Miłość miedzy partnerami oparta na uczuciach wyższych to coś tylko ludzkiego skomplikowanego i ... kruchego. W odróżnieniu od wspomaganego przez pierwsze 2 lata hormonalną gratyfikacją zakochania...

                _____________________________________
                Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                • ore.ona Re: różne pojęcia miłości 01.09.10, 12:01
                  > Miłość miedzy partnerami oparta na uczuciach wyższych to coś tylko
                  ludzkiego sk
                  > omplikowanego i ... kruchego<
                  to co napisałeś dla mnie jest z jednej strony idealizujące, a z
                  drugiej myślę sobie- jeśli miłość jest krucha to nie jest miłością..

                  >miłości rodzic dziecko? Macierzyńska różni się tu mocn
                  > o od ojcowskiej. To poświęcanie, opiekuńczość, zainteresowanie,
                  wymuszane wydzielaniem prolaktyny która powoduje przymus i
                  gratyfikowane wydzielaniem oksytocyny?<
                  tu nie mam takiej wiedzy:), ale pryznaje z reguły macierzyńska różni
                  się od ojcowskiej. Mimo to, wydaje mi się że można tu mówić o
                  zjawisku miłości, jako o czymś trwałym, a że ludzie są różni to
                  różne są przejawy tej miłości.
                  • urquhart Re: różne pojęcia miłości 01.09.10, 12:14
                    ore.ona napisała:
                    > Mimo to, wydaje mi się że można tu mówić o
                    > zjawisku miłości, jako o czymś trwałym, a że ludzie są różni to
                    > różne są przejawy tej miłości

                    No to warto wałkować, miłość partnerska jako całość jest procesem nietrwałym i kruchym, który wymaga co najmniej pielęgnacji i odżywiania inaczej umiera. Czasem walki o życie.
                    A i tu rola seksu, który jest więziotwórczy...

                    _____________________
                    Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                    • sisi_kecz Re: różne pojęcia miłości 01.09.10, 12:20

                      A i tu rola seksu, który jest więziotwórczy...'

                      raaany, Ty masz te swoje mantry, czekałam na tą z więziotwórczym
                      seksem :)

                      skąd wziąłeś tą teorię, z zachowania szympansów?
                      tak mi sie kojarzy, że na wzór tych małp, gdzie samice często
                      nadstawiają tyłek aby rozładować buzujący i zakłócający spokój
                      grupy, testosteron u samca.

                      Oswiadczam, że jestem w grupie, dla której instrumentalny seks
                      to poniżające i więziorozkładowe zajęcie.

                      duze pozdro!!!
                      -
                      "Mąż działa mi bez przerwy,
                      raz na zmysły , raz na nerwy"
                      Sztaudynger
                      • urquhart Re: różne pojęcia miłości 01.09.10, 12:34
                        sisi_kecz napisała:
                        > raaany, Ty masz te swoje mantry, czekałam na tą z więziotwórczym
                        > seksem :)

                        Że seks jest upokarzający, poniżający, upokarzający brudny i grzeszny to też
                        mantra której się nasłuchałem w życiu ale jakoś nie dałem się przekonać...

                        _____________________________________
                        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji
                        jest dojrzała - by kawitator
                        • sisi_kecz Re: różne pojęcia miłości 01.09.10, 12:39
                          Że seks jest upokarzający, poniżający, upokarzający brudny i
                          grzeszny to też
                          > mantra której się nasłuchałem w życiu ale jakoś nie dałem się
                          przekonać...'

                          i słusznie, bo seks nic takiego w sobie nie ma, jeśli jest uprawiany
                          z wlasnej, niewymuszonej potrzeby.

                          nic nie mówię, jeśli jakaś kobieta uprawia seks z mężem, bo chce mu
                          dać tą przyjemność, nawet jeśli sama nie ma ochoty- to żaden dramat
                          i męczeństwo. Ale to jej wybór, a nie żaden obowiązek i dowód
                          miłości, czy inne naciągactwa.

                          duze pozdro!!!
                    • ore.ona Re: różne pojęcia miłości 02.09.10, 12:47
                      urquhart napisał:

                      > No to warto wałkować,
                      miłość partnerska jako całość jest procesem nietrwałym i
                      > kruchym, który wymaga co najmniej pielęgnacji i odżywiania inaczej umiera. Cza
                      > sem walki o życie.
                      > A i tu rola seksu, który jest więziotwórczy...

                      Dla mnie więziotwórcze jest ” pokrewieństwo dusz” /sorry, nie umiem inaczej tego określić/
                      trwanie przy kimś kto budzi nasz podziw ze względu na ideały, zasady, postępowanie, poziom
                      inteligencji i kultury/czyli ogólnie mózg/ oraz podobny stosunek do spraw seksu.
                      Ten seks celowo na końcu, gdyż jeśli np. starzejemy się, to ze względu na to że jest nam ze sobą
                      ogólnie dobrze to ujemne detale /seksualne/ nie rzutują to aż tak bardzo na związek.
                      Jeśli seks ma być więziotwórczy to może dojść do rozwiązania węzełka przy okazji powstania jakiś
                      problemów. Dobrze więc jest gdy jest jednym z więziotwórczych elementów związku, ale nie
                      najważniejszym, bo imo wtedy właśnie można powiedzieć że „miłość” partnerska jest krucha.

                      • ore.ona Re: różne pojęcia miłości 02.09.10, 12:57
                        miało być: jakichś problemów
                      • gravedigger1 Re: różne pojęcia miłości 02.09.10, 13:06
                        ore.ona napisała:

                        > Dobrze więc jest gdy jest jednym z więziotwórczych elementów związku, ale nie
                        > najważniejszym, bo imo wtedy właśnie można powiedzieć że „miłość” partnerska jest krucha.

                        Nie tylko wtedy można to powiedzieć. Miłość ogólnie pojęta po prostu jest krucha, co nie znaczy,
                        że jest taka w każdym przypadku. Są pary, które kochają się długo, są takie w których miłość
                        umiera szybciej lub wolniej. Jedno jest pewne, miłość rozumiana jako stan zakochania to stan
                        przejściowy, ktory prędzej czy później przemija w każdym związku, choć możliwe są nwroty
                        tej "choroby":)
                        • ore.ona Re: różne pojęcia miłości 02.09.10, 13:14
                          >Są pary, które kochają się długo, są takie w których miłość
                          umiera szybciej lub wolniej<

                          Nie napisałeś że kochają się do końca, więc rozumiem że dla Ciebie/mężczyzny/ miłość zawsze
                          umiera.
                          Dla mnie /biorąc pod uwagę zdanie mężczyzny/ to nie jest miłość, bo wygasnąć może np.
                          namiętność, ale miłość/porównując z uczuciem rodzic-dziecko/ nie umiera.

                          • gravedigger1 Re: różne pojęcia miłości 02.09.10, 14:45
                            ore.ona napisała:

                            > Nie napisałeś że kochają się do końca, więc rozumiem że dla Ciebie/mężczyzny/ m
                            > iłość zawsze umiera.

                            Ale przecież do końca nie znaczy wiecznie! Nawet sformułowanie "do końca życia" jest
                            równoznaczne z "długo", a nie "na zawsze". Wniosek jest jeden: miłość zawsze umiera, najpóżniej z
                            chwilą śmierci człowieka.

                            > Dla mnie /biorąc pod uwagę zdanie mężczyzny/ to nie jest miłość, bo wygasnąć mo
                            > że np. namiętność, ale miłość/porównując z uczuciem rodzic-dziecko/ nie umiera.

                            Masz idealistyczne podejście do miłości, a to przecież uczucie żywione przez człowieka, istotę z krwi i
                            kości, a nie wyidealizowany wytwór wyobraźni. Miłość rodzi się, tak jak inne uczucia, i umiera w
                            mózgu, nie w jakimś tam sercu, które opiewają poeci. Jak każde uczucie ma prawo wygasnąć.
                            Nawet miłość rodzicielska czasami wygasa, choć jest ona przejawem najsilniejszego instynku
                            przetrwania, który mamy zapisany w naszych genach.
                            • ore.ona Re: różne pojęcia miłości 02.09.10, 18:25
                              gravedigger, dopuszczasz możliwość końca miłości dopiero w wyniku śmierci człowieka i
                              jednocześnie zarzucasz mi idealizm. Pewnie jestem idealistką bo dla mnie miłość jest wtedy gdy
                              powoli znikają /cyt. Sisi/ uroda, seks, kasa i zęby partnera, a ja mimo to kocham go nadal, bo
                              zmienia się tylko* jego zewnętrzność. Ponieważ jestem człowiekiem z krwi i kości to ośmielam się
                              twierdzić że inni ludzie też tak mają. Pytanie tylko czy mężczyźni tak mają/jestem kobietą/ i tu
                              zaczęłam mocno wątpić.
                              • gravedigger1 Re: różne pojęcia miłości 03.09.10, 11:56
                                ore.ona napisała:

                                > gravedigger, dopuszczasz możliwość końca miłości dopiero w wyniku śmierci człowieka i
                                > jednocześnie zarzucasz mi idealizm.

                                Dopuszczam taką możliwość, ale uważam (w przeciwieństwie do Ciebie chyba...), że taka miłość to
                                zjawisko niezwykle rzadkie. I nie uważam, że jeżeli miłość po pewnym czasie wygasa, to nie można
                                jej nazwać prawdziwą. Można, bo nie ma nigdzie czegoś takiego jak prawdziwy i jedyny wzorzec
                                miłości. Są za to różne jej formy, tak jak różni sa ludzie, którzy kochają.

                                > Pewnie jestem idealistką bo dla mnie miłość
                                > jest wtedy gdy powoli znikają /cyt. Sisi/ uroda, seks, kasa i zęby partnera, a ja mimo to kocham
                                > go nadal, bo zmienia się tylko* jego zewnętrzność. Ponieważ jestem człowiekiem z krwi i
                                > kości to ośmielam się twierdzić że inni ludzie też tak mają.

                                Inni też tak miewają, ale nie wszyscy. Dotyczy to również kobiet. Kobiety potrafią kochać, przestać
                                kochać i pokochać innego mężczyznę, albo inną kobietę. To nic niezwykłego.

                                > Pytanie tylko czy mężczyźni tak mają/jes tem kobietą/ i tu zaczęłam mocno wątpić.

                                Ogólnie rzecz biorąc, kobiet i mężczyźni nie różnią w tym względzie. Jedni mają tak jak Ty, a inni
                                inaczej.
                                • ore.ona Re: różne pojęcia miłości 03.09.10, 12:19
                                  > Dopuszczam taką możliwość, ale uważam (w przeciwieństwie do Ciebie chyba...), że taka miłość
                                  to zjawisko niezwykle rzadkie
                                  > Ogólnie rzecz biorąc, kobiet i mężczyźni nie różnią w tym względzie. Jedni mają tak jak Ty, a inni
                                  > inaczej<
                                  Cieszy mnie to, że jako męczyzna/ dopuszczasz taką możliwość, daje mi to bardziej
                                  optymistyczne /ogólne/ spojrzenie na związek , po tym co niestety dane było mi ostatnio
                                  doświadczyć.
                                  /Kobiety, mężczyźni-rozróżniam tylko i wyłącznie ze względu na mózg/.

                      • sisi_kecz Re: różne pojęcia miłości 02.09.10, 15:57
                        Masz rację ore.szko, że uroda, seks, kasa i własne zęby, kiedyś znikną ;)

                        Inwestując tylko w te aspekty po pewnym czasie zostajemy na lodzie, a raczej w pewnej pustce.

                        Sądzę, że na wszystko jest czas i na kazdym etapie jest inna hierarchia, ale zawsze lepiej zakochać
                        sie w pieknym umyśle niż w ładnym tyłku, a najlepiej to połączyć ;)

                        duze pozdro!!!
                        • sisi_kecz Rekonwalescencja kastrata 02.09.10, 16:16
                          Nie, nie opiszę tu jakiś historii o feniksie z popiołów, czyli o kompulsywnych ekscesach faceta z
                          naruszonym seksualnym ego;)

                          Postanowiłam po prostu, po pewnych tam przemyśleniach, że mogę jakoś dopomóc na nowej,
                          długodystansowej ścieżce jaką wyznaczyłam mojemu sprinterowi.

                          Jako, że zbliżają sie urodziny mojego mena i rocznica slubu też, to zaplanowałam niespodziankowy
                          wieczór.
                          Kiedy rozmawialiśmy, mąż skarżył sie na stres, pracę i ogólnie tryb zycia, ktory go spina.
                          Wymysliłam, że to bedzie pakiet usług spa i kolacja, w takim orientalnym centrum dla ducha i ciała,
                          które wynalazłam niedaleko naszej wsi ;)
                          Chcę zafundować menowi (i sobie:)) masaż tajski, saunę, jacuzzi i aromaterapię, a potem pyszne
                          sushi.
                          I jestem cała w nerwach, bo zawsze to on wszystko organizuje i boję sie, że mój pomysł mu sie nie
                          spodoba.
                          Mam nadzieję, że w tym przypadku (o czym była dyskusja wcześniej),nie realizuję swoich potrzeb,
                          że jemu to sprawi przyjemność, relaks i ogólny surprise bedzie udany.

                          duze pozdro!!!
                          • symmetryisall Re: Rekonwalescencja kastrata 02.09.10, 16:50
                            > I jestem cała w nerwach, bo zawsze to on wszystko organizuje i boję sie, że mój
                            > pomysł mu sie nie
                            > spodoba.

                            Powiem Ci coś na pocieszenie - ja przez całe życie miałem takie lęki i nigdy nie
                            umiałem dawać prezentów; zawsze mi się wydawało, że prezent to musi być co
                            wyjątkowego, wymarzonego, takiego, że obdarowanemu się oczy zaszklą ze
                            szczęścia. I z reguły, jak przychodziło co do czego, frustrowałem się okropnie,
                            bo wszystko, co wymyślałem, wydawało mi się zbyt pospolite. Dopiero żona, która
                            prezenty pod choinkę dla całej rodziny opędza w dwie godziny, przekonała mnie
                            (chociaż nie do końca, przyznaję :) ), że prezent jest fajny nie dlatego, czym
                            jest, tylko dlatego, że w ogóle jest prezentem. Liczy się, że dajesz, a nie - co
                            dajesz.

                            Dlatego nie obawiaj się, mężowi się na pewno spodoba. Co najwyżej wpędzisz go w
                            nerwy, że teraz on się musi jakość odwdzięczyć i będzie się stresował, jak to
                            zrobić :)
              • sisi_kecz Re: różne pojęcia miłości 01.09.10, 12:04
                ore.ona napisała:

                > Bo miłość chyba istnieje tylko w relacjach rodzic dziecko. W
                > relacjach partnerskich jest to coś co błędnie uważamy za
                > miłość/fascynacja, poświęcenie, opiekuńczość, zainteresowanie i
                > empatia, namiętność, czynniki obyczajowo-wychowawcze/ Wszystko to
                co
                > wymieniłam nie daje pewności że nie straci siły działania i tym
                > samym związek- racji bytu.'

                Zastanawiam sie nad tym,co napisałaś, że tylko miłośc do dziecka
                jest bezwarunkowa i wieczna.
                Pozwolę sie nie zgodzić, bo nie umiem tego jakoś naukowo, czy
                definicyjnie ująć, ale wydaje mi sie że każda miłość jest
                bezwarunkowa i wieczna dopóki, no właśnie! dopóki trwa.
                Tylko z perspektywy możemy potem ocenić, że akurat ta miłość sie
                skończyła.
                Czy powodem, ze kochamy dziecko aż po grób, a partnera aż do
                pierwszej rysy, jest fakt że z pierwszym łączy nas pokrewieństwo, a
                drugie to praktycznie obca osoba, z która sie kiedyś spotkaliśmy
                przypadkiem i na coś umówiliśmy?

                Dziwne, bo chyba własny wybór z milionów innych możliwości powinien
                nas bardziej umacniać w miłowaniu tej osoby, niż fakt dokonany przez
                wypadkową genów, że sie ma akurat takie dziecko czy mamę ;)

                Są przypadki niekochania własnej dzidzi, są przypadki kochania
                swojego partnera ponad swoje życie- różnie bywa i Twoje założenie,
                moim zdaniem, jest po prostu najczęstszym wariantem, a nie
                imperatywem.

                duze pozdro!!!

                • ore.ona Re: różne pojęcia miłości 01.09.10, 13:02
                  >Czy powodem, ze kochamy dziecko aż po grób, a partnera aż do
                  pierwszej rysy, jest fakt że z pierwszym łączy nas pokrewieństwo, a
                  drugie to praktycznie obca osoba, z która sie kiedyś spotkaliśmy
                  przypadkiem i na coś umówiliśmy?<

                  imo, większość z nas tak ma może nie do pierwszej rysy, ale do kilku
                  zarysowań

                  Tylko sobie z tego nie zdaje sprawy.
                  Mój idealizm rozsypał się, wiem już że „miłość” jest warunkowa, a ta
                  bezwarunkowa-trwała istnieje tylko w relacjach rodzic-dziecko.

                  > ale wydaje mi sie że każda miłość jest
                  > bezwarunkowa i wieczna dopóki, no właśnie! dopóki trwa.
                  > Tylko z perspektywy możemy potem ocenić, że akurat ta miłość sie
                  > skończyła.<
                  Jeśli się skończyła to była to fascynacja, zakochanie, a nie
                  miłość/imo/

                  > Są przypadki niekochania własnej dzidzi, są przypadki kochania
                  > swojego partnera ponad swoje życie-<

                  Wiem że są. Ale sama nazwałaś je „przypadki” Skąd wiesz że w tych
                  przypadkach „miłości” nie działały tu silnie tylko czynniki o
                  których pisałam wyżej/ zakochanie-uzależnienie, empatia,
                  poświęcenie, namiętność szczęście wynikające z idei małżeństwa-czyli
                  mam męża jestem szczęśliwą żoną bo realizuję się w tym i już/
                  A co gdy z jakichś powodów dany czynnik przestaje działać? Lub
                  następują zmiany bo:
                  młoda-stara, ładna-brzydka, chuda-gruba, poświęcająca się-
                  wymagająca, altruistka-egoistka, namiętna- chłodna, ustępliwa-
                  kłótliwa?
                  „Miłość” kończy się.


          • aandzia43 Re: a nie mozna przez miłość? 01.09.10, 09:39
            > chyba już umrę w przekonaniu, że w miłości nie trzeba o nic
            walczyć,
            > bo wtedy nie jest miłością.

            Ja bym powiedziała tak: w miłości traktowanej jak sublimat to może i
            tak, jak w tej pięknej piosence, ale w związku (nawet bardzo
            kochających się ludzi) już nie. Bo tworzą go osoby niedoskonałe.
            Czasem bardzo niedoskonałe. Podlegające takim samym prawidłom
            psychologicznym. Na pstryknięcie palców nikt nie jest w stanie pozbyć
            się wszystkich swoich wad i podkładać pod stopy ukochanej/ego
            poduszki dłoni na schodach, na które np. panicznie boi się wejść.
            Miłość jest w każdej chwili naszego życia konfrontowana z naszymi
            ograniczeniami. Czy można się ich pozbyć? Czasem tak, ale to ciężka
            praca. A do niej poza miłością, czyli potrzebą przychylenia nieba
            partnerowi, trzeba mieć wyraźne komunikaty i granice z drugiej
            strony, by nie rozpłynąć się w mechanizmach obronnych i nie poddać na
            starcie.
            • urquhart Re: a nie mozna przez miłość? 01.09.10, 09:51
              aandzia43 napisała:
              > praca. A do niej poza miłością, czyli potrzebą przychylenia nieba
              > partnerowi, trzeba mieć wyraźne komunikaty i granice z drugiej
              > strony, by nie rozpłynąć się w mechanizmach obronnych i nie poddać na
              > starcie.

              Typowym problemem jest to że ochota, potrzeba przychylenia nieba partnerowi
              jest , ale to niebo, czyli potrzeby i oczekiwania są mylnie interpretowane na
              podstawie swoich, a nie jego rzeczywistych , czyli na przykład lubię porządek to
              i jemu zrobi to przyjemność ja k się w tym urobię.
              _____________________________________
              Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji
              jest dojrzała - by kawitator
              • sisi_kecz Re: a nie mozna przez miłość? 02.09.10, 10:33

                Typowym problemem jest to że ochota, potrzeba przychylenia nieba partnerowi
                > jest , ale to niebo, czyli potrzeby i oczekiwania są mylnie interpretowane na
                > podstawie swoich, a nie jego rzeczywistych'

                to jest typowy problem, a powinno być na odwrót:
                - bo to miłość, pozwala odczuwać potrzeby i wymogi innych jako własne .

                duze pozdro!!!
                • aandzia43 Re: a nie mozna przez miłość? 02.09.10, 11:25
                  > to jest typowy problem, a powinno być na odwrót:
                  > - bo to miłość, pozwala odczuwać potrzeby i wymogi innych jako własne .

                  I w pewnym stopniu tak jest. Stan emocjonalny, w jaki wprawia nas miłość, wyczula na świat i partnera i podnosi
                  poziom empatii. U jednego bardziej, u drugiego mniej i różnie, w różnych okresach związku. Ale nie należy
                  oczekiwać, że nasz partner zleje się z nami w jedność i zatraci swoją osobowość. To niemożliwe, a dążenie do
                  takiego stanu jest niezdrowe i niebezpieczne.
                  • sisi_kecz Re: a nie mozna przez miłość? 02.09.10, 15:43
                    Ale nie należy
                    > oczekiwać, że nasz partner zleje się z nami w jedność i zatraci swoją osobowość
                    > . To niemożliwe, a dążenie do
                    > takiego stanu jest niezdrowe i niebezpieczne.'

                    Jak już nie jest sie nastolatek, także ten mentalny, to już nie oczekiwać raczej ,że miłość do jednej
                    osoby wystarczy za świat cały.
                    Samobójstwa i zabójstwa z miłości skorelowane są często z wiekiem sprawców i wystepują zwykle,
                    kiedy wyznawane granice i zasady są najbardziej radykalne i nienegocjacyjne.

                    W miłości dojrzałej, że tak powiem, czyli takiej którą przeżywa osoba ukształtowana i dorosła też
                    jest dążenie do stania sie jednością z Ukochanym/Ukochaną ale właśnie bez utraty własnej
                    tożsamości, bez obłędu i nie na zabój ;)

                    Ale warto przejść rózne rodzaje i fazy tych wszystkich zakochań, miłości małych i dużych, bo jak
                    mówią brzydko duchowni- to "ubogaca" człowieka, czyli mówiąc poprawnie- wzbogaca
                    wewnętrznie.

                    duze pozdro!!!
          • aaaach Re: a nie mozna przez miłość? 03.09.10, 15:00
            sisi_kecz napisała:


            > kurcze, a ja ciągle wierzę, że jak kocha to będzie jak w tej
            > piosence o Annie:
            >
            > "
            > gdy wstępowaliśmy na schody
            > aby miękko Ci było iść
            > kładłem pod twoje stopy poduszki dłoni
            > za poręcz miałaś moje ramiona.
            > "

            no widzisz. Facet idzie po schodach tyłem robiąc bardzo głęboki skłon,by dosięgnąć dłońmi - całymi,
            odwróconymi wnętrzem do góry, stopnia poniżej. Na tych dłoniach stawia stopy Anna kucając
            żeby mogła dosięgnąć jego ramion. Najtrudniejsza ewolucja następuje przy próbie pokonania
            następnego stopnia...
            Jak łatwo byle grafoman robi inteligentnej kobicie wodę z mózgu.
            • sisi_kecz Re: a nie mozna przez miłość? 03.09.10, 15:24
              eh, no bobrze;)
              Tobie odpowiem, aaaach, bo odpisujesz, że masz osobiście podobną sytuację i byłoby niegrzecznie
              olać Twój czas włożony w nietrollujące odpowiedzi na wątek.

              Mogę całą sytuację opisać za pomocą tego fragmentu piosenki (nawiasem mówiąc, napisał go
              słynny tekściarz, więc z tym grafomaństwem przesadziłaś deczko) , tyle że inaczej go interpretuję.

              Jak pierwszy raz słuchałam tej piosenki, to miałam podobna wizję taka obrazową i dosłowną i
              zaliczyłam tą piosenkę do wynurzeń żałosnego nieboraka, ktorego rzeczona Anna kopła w siedzenie
              i on teraz za nia skowycze jakieś bzdury o poduszkach z dłoni.
              Może naiwnieję z wiekiem (niewykluczone) ale teraz inaczej na to patrzę i uważam ten tekst za
              świetną i dobraną metaforę miłości mężczyzny do kobiety.
              Na zasadzie, ze w życiu podobnie jak na tych schodach, niełatwo menowi jako z natury rzeczy
              poligamiście, idzie sie razem i czasem spore akrobacje wyczynia by dać radę, ale uczucie pozwala
              mu odbierać to niemal jak zaszczyt i wstąpienie do raju.
              Zawsze słuchając tej piosenki myślę o tym, że ilekroć mężczyzna sie zakocha to uznaje swoją
              wybrankę za cud natury i nie może uwierzyć, że takie bóstwo zwróciło na niego uwagę- to jest
              duuuzy kredyt, jaki nam faceci dają, bo same o sobie wiemy, że żadne z nas cuda.

              Skoro nasi mężowie zadowalaja sie zwykłą kobietą i zwykłym seksem, mało tego traktuja to jako
              optymalne dla nich i mają do tego jakąś nabożność, to nie dziwne, ze wybuchamy tylko raz na jakiś
              czas ;)))

              duze pozdro!!!
              --
              Mąż działa mi bez przerwy,
              raz na zmysły , raz na nerwy"
              Sztaudynger
              • aaaach Re: a nie mozna przez miłość? 03.09.10, 15:39
                sisi_kecz napisała:


                (nawiasem mówiąc, n
                > apisał go
                > słynny tekściarz, więc z tym grafomaństwem przesadziłaś deczko)

                onże popełnił inny tekst, piosenki, którą bardziej lubię,zapomniałam tytułu, leci coś 'nikt cię nie
                pozna w szalu mroku', gdzie robi to samo, tekst potraktowany dosłownie prowadzi do absurdu -
                nie wiadomo, kto siedzi w domu i ma wyjść, a kto jest nazewnątrz.
                Mój komentarz ironicznie odnosił się do takich przesadnych i emfatycznych wizji, błyszczących
                różowych naklejek na pudełku w którym jest śledź w occie.Marzeń o miłości przez takie duże em,
                że od razu wiadomo, że to na niby, a w realu a poezyi zostają tylko schody.
                Czyli realia. Pisałaś o połogu i przejściowych kłopotach, może to być też kwestia obniżenia libido w
                wyniku jakichś spraw ginekolo. Ja po porodach długo uczyłam się od nowa przeżywać orgazm,
                normalnie ciało miałam z drewna.
      • lavenders27 Re: Dobrze zrobilas Sisi 01.09.10, 13:43
        m00nlight napisała:

        I dobrze- wielu facetow 3-minutowcow uwża sie za świetnych lowelasow, tylko
        > dlatego że oni mieli orgazm ^^ i zaklada, ze skoro jem dobrze to kobiecie także
        >

        Poczytajcie sobie komentarze na Zbiorniku do tych 2-minutowych "seksów" w
        wykonaniu "miszczów". Gość pięć razy włoży i kończy. Ale wszyscy piszą komenty,
        że zajebisty seks - i lepszego nie widzieli.

        Raz nie wytrzymałam i napisałam swoją opinię - że myślałam, że to tylko taki
        trajler co by zachęcić do oglądania pełnej wersji, a tu 5 wsadów na krzyż i po
        ptokach. No i mi konto zablokowali.
        • urquhart Re: Dobrze zrobilas Sisi 01.09.10, 14:00
          lavenders27 napisała:
          > Raz nie wytrzymałam i napisałam swoją opinię - że myślałam, że to tylko taki
          > trajler co by zachęcić do oglądania pełnej wersji, a tu 5 wsadów na krzyż i po
          > ptokach. No i mi konto zablokowali.

          :) :) :)

          Ot typowe manowce sądzenia zbytnio po sobie, co sprawia mi przyjemność, bez
          brania pod uwagę tego co nas rożni.
          W tym ciekawa siła tego forum BSwM że mozna spojrzeć z rożnych perspektyw.
          _____________________________________
          Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji
          jest dojrzała - by kawitator
          • aandzia43 Re: Dobrze zrobilas Sisi 01.09.10, 14:06
            > Ot typowe manowce sądzenia zbytnio po sobie, co sprawia mi
            przyjemność, bez
            > brania pod uwagę tego co nas rożni.

            Noooo.... chcesz powiedzieć, że są panie, którym kwiczą z zachwytu na
            myśl o seksie polegającym na pięciu wsadach? Ciekawe, ciekawe... jak
            neiwiele wiem o świecie ;-P
            • urquhart Re: Dobrze zrobilas Sisi 01.09.10, 14:47
              aandzia43 napisała:
              > Noooo.... chcesz powiedzieć, że są panie, którym kwiczą z zachwytu na
              > myśl o seksie polegającym na pięciu wsadach? Ciekawe, ciekawe... jak
              > neiwiele wiem o świecie ;-P

              ?
              Miałem na myśli że panowie sądzą po sobie. Zafiksowałaś się że jak uquahrt pisze to musi czepiać się bab? :)
              _____________________________________
              Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
            • lavenders27 Re: Dobrze zrobilas Sisi 01.09.10, 14:50
              aandzia43 napisała:
              > Noooo.... chcesz powiedzieć, że są panie, którym kwiczą z zachwytu na
              > myśl o seksie polegającym na pięciu wsadach? Ciekawe, ciekawe... jak
              > neiwiele wiem o świecie ;-P

              Człowiek się uczy całe życie :D

              Sama widzisz, nie tylko świat usłany jest takimi "3-minutowymi miszczami".
              Forum też ;P
      • peryklejtos Re: Dobrze zrobilas Sisi 04.09.10, 23:32
        > Zauwazylam natomiast smutną prawidlowosc, że zawsze to my, kobiety, dbamy o
        > życie łożkowe, wymyslamy urozmaicenia, podsycamy żar, a facetom to zawsze
        > wszystko wisi stęchłym kalafiorem

        Jakie piękne stereotypy :)
        U mnie akurat jest na odwrót.
      • gres81 Re: Dobrze zrobilas Sisi 15.09.10, 20:52
        m00nlight napisała:

        >
        >
        > I dobrze- wielu facetow 3-minutowcow uwża sie za świetnych lowelasow, tylko
        > dlatego że oni mieli orgazm ^^ i zaklada, ze skoro jem dobrze to kobiecie także

        > Zauwazylam natomiast smutną prawidlowosc, że zawsze to my, kobiety, dbamy o
        > życie łożkowe, wymyslamy urozmaicenia, podsycamy żar, a facetom to zawsze
        > wszystko wisi stęchłym kalafiorem... i zawsze gdy my juz jestesmy zmęczone
        > staranie i sie poddajemy, oni nie widzą potrzeby 'przejąć pałeczkę' niestety..
        > .

        Świetny post.
        Licytujecie się o długość członka,który dobry który zły.I co z tego skoro seks sporej grupy ludzi stad to jest właśnie 3 minuty klasyka bądź innej pozycji dokładnie opisanej na tym forum. Szału nie ma.Robicie z siebie wielkich fachowców w tej dziennie,a jak co do czego to w łózko lipa.
        A lipa dlatego ze nie umiecie normalnie ze sobą rozmawiać o tym czego chcecie.

        A post świetny dlatego ze pozwolił mi zrozumieć jak dużo mamy w swoim związku miłości,wiary,zaufania i zajebistego seksu. Bez zdrad i robienia głupich awantur.
        • sisi_kecz Re: Dobrze zrobilas Sisi 15.09.10, 21:03
          Robicie z siebie wielkich fachowców
          > w tej dziennie,a jak co do czego to w łózko lipa.
          > A lipa dlatego ze nie umiecie normalnie ze sobą rozmawiać o tym czego chcecie.
          >
          > A post świetny dlatego ze pozwolił mi zrozumieć jak dużo mamy w swoim związku m
          > iłości,wiary,zaufania i zajebistego seksu. Bez zdrad i robienia głupich awantur
          '

          gres81- kolejny troll do koryta.
          • gres81 Re: Dobrze zrobilas Sisi 15.09.10, 21:07
            prawda boli no cóż
            na forum od 2005 nigdy nie byłem trolem
            • sisi_kecz Re: Dobrze zrobilas Sisi 15.09.10, 21:12

              na forum od 2005 nigdy nie byłem trolem'
              no patrz, a tu Ci wyszło, uśpiłeś czujność kombatancie ;)

              prawda boli '
              rozumiem Twój ból, po latach taka wpadka z trollowaniem, przykre...
              • gres81 Re: Dobrze zrobilas Sisi 15.09.10, 21:19
                to Ty masz problem w łozku nie ja.

                i Twoje próby złopsliwosci tego raczej nie rozwiążą.
                lepiej pogadaj z facetem czego chcesz,posłuchaj czego on chce.
                bo w tym klubie wzajemnej adoracji gdzie spokój zakuca chyba tylko jeden forumowicz to raczje nic nie zrobisz
                • sisi_kecz Re: Dobrze zrobilas Sisi 15.09.10, 21:28
                  gres81 napisał:

                  > to Ty masz problem w łozku nie ja.'

                  spokojnie,
                  kazdy miał, ma albo będzie miał problem w łóżku,
                  po co sie wywyższasz, bo masz chwilową prosperitę ?


                  i Twoje próby złopsliwosci tego raczej nie rozwiążą.'
                  mąż na delegacji też temu nie sprzyja,
                  ale jak czytam takie kwiatki, jak Twoje posty, to wieczór staje sie interesujący.

                  lepiej pogadaj z facetem czego chcesz,posłuchaj czego on chce.'
                  genialne! od 2005 roku na pewno nie było tu lepszej rady, nikt jeszcze na to nie wpadł i sama też nigdy nie próbowałam, a ten interesujący wieczór stał sie właśnie niesamowity.


                  bo w tym klubie wzajemnej adoracji gdzie spokój zakuca chyba tylko jeden forumo
                  > wicz to raczje nic nie zrobisz'

                  zakuca, to od kucania?
                  czy grożą mu zakwasyi co klub na to?
                  ;)))

                  c.d.n.?
                  • gres81 Re: Dobrze zrobilas Sisi 15.09.10, 22:15
                    wiec jak idzie rozwiązywanie problemu bo post na forum już trochę jest?


                    maż w delegacji to zadzwoń do niego i zróbcie sobie sex-telefon
    • kati1973 Re: Chyba wykastrowałam męża... 01.09.10, 13:36
      nie rozumiem czemu czekałaś 10 lat
      Gdyby doszło do rozmowy wcześniej obyło by się bez wybuchu
      no i straciłaś 10 lat
      • sisi_kecz Re: Chyba wykastrowałam męża... 01.09.10, 15:01
        Małe nieporozumienie- napisałam "X", jako iks lat, a nie dziesięć.

        A wyjaśniałam tutaj:
        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115887185,115923606,Re_Chyba_wykastrowalam_meza_.html?wv.x=2

        duze pozdro!!!
    • ejdika Re: Chyba wykastrowałam męża... 03.09.10, 12:22
      ale posty tu na tym forum, kurde, żeby o swoim mężu z obcymi na forum... i to o takich rzeczach...


      pobierzprogram.com/
    • chrissis różnica temperamentów seksualnych? 03.09.10, 13:06
      może twój mąż ma niewielkie potrzeby w tym zakresie, wystarcza mu seks na
      misjonarza dwa razy w miesiącu i zwyczajnie więcej nie potrzebuje, nie rajcuje
      go nawet jak będziesz stawać na rzęsach w lateksach i koronkach, do seksu nie
      można się zmusić (zwłaszcza facet), jak ktoś tego nie czuje, jest zmęczony,
      przepracowany, zajęty czymś innym, ma problemy, to nic z tego nie wyjdzie.
      dziwne, że tyle czekałaś z ogłoszeniem swoich potrzeb, może trzeba było krzyczeć
      wcześniej że coś jest nie halo, zweryfikowalibyście wtedy swój związek pod kątem
      potrzeb seksualnych obu stron i ... rozstali się?!!! często to niestety jedyne
      rozwiązanie przy dużej rozbieżności temperamentów, bo całe życie nie można się
      dostosowywać do oczekiwań partnera, trzeba żyć w zgodzie ze swoim własnym rytem
      seksualnym - stąd jest tyle zdrad i rozwodów, bo ludzie na wstępie znajomości
      nie myslą o sobie pod tym kontem, sadzą, że zawsze bedzie im się chcialo jak na
      początku, a to duży błąd i skutki sa jak widać!
      • iamhier Re: różnica temperamentów seksualnych? 03.09.10, 13:15
        mawet w najwiekszej chorobie gdy jest uczucie nie ma problemow z sexem...Facet po prostu robi
        to z musu,beznamietnie,zeby nie wyjsc na fajtłape.

        On po prostu jej nie kocha!I tyle!
        • iamhier Re: różnica temperamentów seksualnych? 03.09.10, 13:15
          nie ma problemu,nie ma forow....
        • torentino pierniczysz 03.09.10, 13:59
          tak jest może przez pierwszych 10 - 20 randek, potem zaczyna się normalny seks
          partnerski i normalne życie, gdzie partner będący pod ręką nie wzbudza już
          gwałtownych namiętności a apetyt na seks jest tłumiony przez codzienne problemy,
          kłopoty, zmęczenie, stres i milion różnych innych rzeczy i nawet największa
          miłość nie ma tu nic do rzeczy, tak jak ty mogą mysleć jedynie 15 - letnie
          pensjonarki, którym się wydaje że miłość im wszystko w życiu załatwi, a jak jest
          w miłości problem, to znaczy, że "on nie kocha" ...
          przychylam się do tezy, że to prawdopodobnie facet o małych potrzebach, bo
          większość facetów narzekających na seksualną oziębłość swoich partnerek byłoby
          zachwyconych, gdyby trafiła im się taka żona, która inicjuje seks, ma własne
          pomysły na łóżkowe zabawy - poproszę taką od zaraz! więc jeżeli facet na to nie
          reaguje i dalej te swoje 10 ruchów - to kiepsko wróży co do jego seksualnej
          wydolności. zwyczajnie mu się więcej nie chce i pewnie ciężko będzie to
          przełamać, bo w sferze seksu trudno coś na siłę, z musu, dla partnera nawet
          najbardziej kochanego, kiedy nie ma pobudzenia w głowie - bo w genitaliach może
          być ale wtedy seks jest mechaniczny i bez fajerwerków raczej. sądzę że będzie
          wam ciężko z seksem - najpierw utrącasz jego złudzenia, że jest ogierem, otem
          żądasz lepszego współżycia - facet się zamknie w sobie i już z stamtąd nie wyjdzie !
          • iamhier Re: pierniczysz 03.09.10, 14:08
            Widocznie nie spotkales wlasciwej osoby.nie bylo miedzy wami tego czegos.....i dlatego zyjecie tak
            byle jak.....Wiesz,ludzie sa w zwiazkach z roznych przyczyn i czesto takowa przyczyna nie jest wcale
            uczucie...Ale krew nie woda....Poznajemy innych,wokol kreca sie rozni ludzie. O co?? Histeria zona
            na forach.....

            PO jakos sexu mozna poznac czy facet cos czuje i jaki ma stosunek do swojej kobiety.
            A tu chodzi o zaspokojenie NAPIECIA SEKSUALNEGO,ktorego ona (czyli zona realna) nie wzbudza
            w nim.....
            Dobrze jest tez poczytac te fora jak sie wroci z pracy i sie delikatnie mowiac dopiescic,a pozniej gdy
            nie ma z kim (czyli tej /tego) przecheblowac mebel ,ktory jest najblizej pod reka.

            Czyli taka zone jak pisza.
            A czy facet kocha? nie.facet ma obowiazek,a milosc to moze kiedys i gdzie indziej,......

            No,coz takie jest zycie....ale te fajne jest tylko dla wybranych
            • pppopularny Re: pierniczysz 03.09.10, 14:27
              a jaka osoba jest właściwa, aby zapewnić ognisty seks po 12 godzinach
              stresującej pracy, powrocie do domu w gigantycznym korku i perspektywie powrotu
              do komputera po najdalej 2 godzinach,bo jeszcze tyle do zrobienia zostało?
              powiem ci jaka: NOWA osoba, bo taka, z którą się sypia kilka lat już nigdy nie
              będzie wzbudzała takich pragnień, aby zostać natychmiast gorącym kochankiem i
              przez godzinę mieć stale ochotę na seksualne doznania, nawet wtedy gdy jest
              przez nas ogromnie kochana i pragnie się jej nieba przychylić. nawet
              najpiękniejsza i najbardziej rozbudzona seksualnie kobieta po jakimś czasie
              powszednieje i seks z nią to kultywowanie nudnego obowiązku, więc dużo facetów z
              żonami uprawia właśnie te 10 ruchów i opad na prześcieradło, bo stara żona nie
              wzbudza już seksualnych pragnień, ot co. mimo, że jej kochają i nie planują
              rozwodu, mimo że nie mają kochanek na boku. seks po paru latach staje się czystą
              sztuką dla sztuki i rozładowaniem napięcia seksualnego, które zazwyczaj dotyczy
              innej osoby niż stały partner. a miłość i związek to zupełnie inna sprawa i nie
              mieszałbym tego z seksem, bo nigdy nic dobrego z tego nie wychodzi.
              • iamhier Re: pierniczysz 03.09.10, 14:39
                do pppopularny-bo to nie ta kobieta.....Ja wierze,ze z facetami typu macho jest tak jak piszesz,ale
                wielu mezczyzn oddaloby wiele za te 10 ruchow z jakas kobieta,a jakas im nie wychodzi.
                Wy po prostu chajtacie sie z latwymi kobietami i nie musicie sie starac o sex.
                Co wam zyciowo uraga i was rozleniwia.Mezczyzna to lowca,nawet najwieksza fajltlapa kiedys
                glupieje....

                Czy partner sie nudzi dlugoletni? Jesli ladujesz sie w sex jak w uklad wylacznie gospodarczy gdzie
                nagroda jest sex,to pewnie,ze sie on nudzi.Tutaj nie ma bazy do ktorej moznaby
                wracac.....chocby myslami,

                Sex nie jest dla faceta nudny tylko ze zdobycza,ktora chcial miec od zawsze....A reszta no
                coz.....to tylko przystanek do tego idealnego celu.

                PO 10 godz.w korku to raczej mi sie z samego stresu chce.....zeby sie rozluznic....
                Nonsens generalnie....
                Po prostu tkwicie w zwiazkach przez nie nudnej przyszlosci....i dlatego.
                • uknown Re: pierniczysz 03.09.10, 14:52
                  a masz jakiś test aby poznać, że jest to właśnie TA kobieta, z która po 10
                  latach nadal będzie chciało się uprawiać szalony seks? bo w związki dobiera się
                  zazwyczaj w okresie seksualnego zauroczenia, kiedy mózg nurza się w spermie i
                  niewiele przez nią widzi, a już na pewno nie to, co będzie za 10 lat z tym
                  seksem! więc generalnie przychylam się: pierniczysz!
                  • iamhier Re: pierniczysz 03.09.10, 15:08
                    do unknow-a dlaczego wybiegasz w tak daleko przyszlosc? Co z terazniejszoscia......??
                    Ty widac jestes osoba zadaniowo nastawiona do tych spraw,ktora nie umie sie tym bawic i nie
                    umie z tego wszystkiego czerpac przyjemnosci.


                    Facet musi byc taki,ze co jakis czas kobieta znowu czuje sie zakochana.Ale to tez potrafia tylko
                    wybrani.....Sam widok tego goscia musi tak na mnie dzialac.Ja sie generalnie z Twoja teza nie
                    zgadza,widac sypiasz z kobieta o nizszych lotach....
                  • iamhier Re: pierniczysz 03.09.10, 15:12
                    do unknow-jak to poznac? ze poznajac ja,widzac i inne kobiety przez 10 lat masz ochote ochote
                    przynajmniej na podwojny sex.Czyli jesli masz partnerke to tez na nia,a jesli nie to najlpiej by to byla
                    ona.....
              • aaaach Re: pierniczysz 03.09.10, 15:45
                pppopularny napisał:

                seks po paru latach staje się czyst
                > ą
                > sztuką dla sztuki i rozładowaniem napięcia seksualnego, które zazwyczaj dotyczy
                > innej osoby niż stały partner. a miłość i związek to zupełnie inna sprawa i nie
                > mieszałbym tego z seksem, bo nigdy nic dobrego z tego nie wychodzi.

                Miłośc może prowadzić do tego, że nawet rozładowanie napięcia robi się staranniue, tak,żeby i
                żonie się rozładowało to napięcie, którego powodem często też jest ktoś inny.
                • iamhier Re: pierniczysz 03.09.10, 16:58
                  do aaach-ale to szybko przestaje być zabawne.....u kobiet zreszta malo prawdopodobne....niestety.
                • sisi_kecz Aaaach :) 05.09.10, 12:05
                  Jeśli chcesz kontynuować dyskusję na wspólny temat, to zapraszam Cie na forum Brak seksu w
                  małżeństwie.
                  Na głównej stronie gazety, to nie jest odpowiednie miejsce na szczere wypowiedzi.

                  Funkcjonując w tym miejscu temat stał sie pożywką dla różnych trolli, freaków, zakompleksionych i
                  agresywnych osób, zaktywizował też paranoję iamhier, a przecież nie o to chodzi.

                  Także, jeśli chcesz na spokojnie powymieniac uwagi, to lepiej to zrobić wśród osób
                  zainteresowanych tematyką- seksu w długich relacjach.

                  duze pozdro!!!

                  Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
                  • aaaach Re: Aaaach :) 06.09.10, 09:28
                    sisi_kecz napisała:

                    > Jeśli chcesz kontynuować dyskusję na wspólny temat, to zapraszam Cie na forum B
                    > rak seksu w
                    > małżeństwie.

                    Dzięki, już sobie wpisałam w ulubione. Fakt, nie bryluję na forach, czasem coś poczytam,rzadziej
                    napiszę, ale temat dla mnie ważny i aktualny, więc pobędę.
            • sisi_kecz Ona (nie) chciała do trójkąta 03.09.10, 14:31
              do trójkąta: ja, forum BSwM i główna strona gazety !

              spróbuję sie zdystansować, ale w wyniku skrępowania tym szerszym ,niż planowany przy zakladaniu
              wątku, społecznym pręgierzem, prosze wybaczyc, ale nie będę polemizować.

              tym niemniej, dziękuję za wszystkie komentarze :)

              P.S. Ajemhir, nie rób przerwy w tabletkach, pan doktor wyraźnie mówił, abyś je brała regularnie!

              duze pozdro!!!
              -
              "Mąż działa mi bez przerwy,
              raz na zmysły , raz na nerwy"
              Sztaudynger
            • iamhier Re: pierniczysz 03.09.10, 14:32
              dla niektorych zwiazek musi byc odskocznia od codziennych problemow,a z zyciem i stresem dobrze
              radza sobie sami,to pierwsze im w tym pomaga.

              nie kazdy szuka osoby,ktora bedzie trzymala go/ja za raczke....
              ludzie sa rozni.nie zapominaj o tym......

              po co komus zwiazek,ktory nie jest lepszy od jego zycia,to niepotrzebne,lepiej byc samemu....
    • w.i.l To miłe, że aktualnie zdradzasz akurat nie jego. 03.09.10, 14:52
      A można wiedzieć akurat kogo?
    • tade-k53 Brak wiary! 03.09.10, 14:53
      Hbr 11:6 "A bez wiary nie można podobać się Bogu.
      "Mniemasz, że żyjesz, a umarłym jesteś" Ap 3:1
      Czy wiesz po co żyjesz?
      tradycja-2007.blog.onet.pl/
      • tomek_abc99 Re: Brak wiary! 03.09.10, 15:34
        chyba się fora koledze(koleżance) pomyliły
    • bigbadpig Wysyp trolli 03.09.10, 14:54
      Patrzę na te wypociny i od razu mnie coś tknęło - sprawdziłem - wątek jest na stronie głównej gazety
      :P
      • sisi_kecz Re: Wysyp trolli 03.09.10, 15:00
        taaa, zauważyłam i skomentowałam tutaj:

        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115887185,116090623,Ona_nie_chciala_do_trojkata.html?wv.x=2

        Na to powinna byc zgoda autora :(
    • senseiek Kobieto, ile Ty masz lat? 03.09.10, 16:57

      > Mieliśmy długi czas posuchy, sądziłam, że po takim wyposzczeniu to
      > niebo złote mi otworzy...

      Kobieto, ile Ty masz lat?
      Im dluzszy post, tym szybciej sie konczy..

      Jak chcesz, zeby dlugo dochodzil to musisz kilka razy dziennie z facetem uprawiac sex..

      Jak tak szybko konczy to rob mu najpierw oral do samego konca, 20 minut niech robi minetke, i dopiero wtedy normalny sex..
      • iamhier Re: Kobieto, ile Ty masz lat? 03.09.10, 18:45
        upss......przy kilka razy dziennie to u mnie by był facet jednorazówka....No,coz wszystko co dobre
        szybko się kończy......
        • iamhier Re: Kobieto, ile Ty masz lat? 04.09.10, 08:06
          A tak z drugiej strony, napiszę jeszcze raz.że wszelkie techniki na nadmiernie pobudzonego inną
          kobieta męża sa ok.Przynajmniej nie będzie miał wytrysku przy nie swojej zonie..

          PS.malzenstwo to jednak bezdennie glupia instytucja....
    • iamhier Re: Chyba wykastrowałam męża... 04.09.10, 08:11
      do sisi-kecz-kazda technika zaspokojenia nadmiernie pobudzonego meza inna kobieta bedzie
      ok.Przynajmniej nie bedzie miela wytrysku na widok nie swojej zony,badz nie bedzie musial uciekac
      z pracy z tego powodu....stad to przyspieszenie u meza....

      No,ale jak to tam mowia,.......nadzieja matka glupich zon jest....
    • marcinkowskiii Re: Chyba wykastrowałam męża... 04.09.10, 11:22
      no chyba taaaa, wykastrowałaś...to może teraz kup strapona i od dzis ty zajmuj sie penetracją, to może się udac!!!;P
      Ok, to taki joke, a tak na poważnie, nie spotkało mnie to coi prawda nigdy, ale gdyby jednak tak się stało, to myślę sobie, że chciałbym żeby moja kobieta po tych kliku gorzkich pigułkach-słowach(ale niestety, rozmawiać trzeba, tu Cię usprawiedliwiam, może forma za ostra-nie wiem, ale nie wolno dusić problemów, trzeba je omówić i zlikwidować RAZEM), wiec chcialbym zeby kobieta po takich slowach zapewnila mnie rownoczesnie ze tylko ze mna wyorbaza sobei TO robic, i dlatego mi to mowi zeby powrocil dawny żar. Nie wyobrazasz sobie gzic z nikim innym, POWIEDZ MU TO!!! Pokaz mu, czy przypomnij , ze ON i tylko ON sie w tej kwestii dla ciebie liczy...no a potem pracujcie nad soba w tym zakresie...a to juz caaaaaalkiem przyjemna praca, zapewniam i powodzenia zycze;)
      • iamhier Re: Chyba wykastrowałam męża... 04.09.10, 13:28
        do marcinkowskii-ble,ble,ble....

        I nasz naczelny terrorysta innwigilator wpier....swoje lłapki do zycia POLAKÓW.
        Aż dziw ,że się ktoś tym tak podnieca....
    • barabara6 Re: Chyba wykastrowałam męża... 04.09.10, 12:59
      a wydawałoby sie, że taki problem został juz dawno rozwiązany, np

      www.sklep-intymny.pl/product-pol-779-We-Vibe-II.html
      wibratorki.com/article/166/3025,lodowy-masazer
      www.ogroddendrologiczny.szczecin.pl/lechtaczkowe.html
      • iamhier Re: Chyba wykastrowałam męża... 04.09.10, 13:34
        do barara-jest taki artykuł na wysokich obcasach w sam raz dla takich postow "żon"
        zatytułowany :"Stalking.To nie miłość,to prześladowanie".Teraz widzę wersja fresh się pojawiła
        tegoż zjawiska....tytuł powinien brzmieć:"Cyberstalking i superpodsłuch.To nie miłość to
        prześladowanie".....

        Gorzej niż w reality show......
        Poddaje pod poważną refleksje......
    • qcyk89 Re: Chyba wykastrowałam męża... 04.09.10, 17:01
      I to się chwali! Wykrzyczeć facetowi, czy też powiedzieć, że jest słaby w łóżku. Gratuluję odwagi i mam nadzieję, że mąż wyciągnie jakiekolwiek wnioski z tego wszystkiego.
      • iamhier Re: Chyba wykastrowałam męża... 04.09.10, 20:02
        doqucyk-mysle,ze maz ma ja w dupie od lat.....tymbardziej gdy poczyta takie forum....I generalnie
        jest tak,ze technika nie da sie zastapic tego,czego tu naprawde brak.....
    • kaban2007 Re: Chyba wykastrowałam męża... 04.09.10, 18:25
      Ciekawe,czy przez te lata udawałaś,że Ci dobrze jęczałaś udawając
      orgazm...przecież tylko kilka
      % kobiet ma orgazm pochwowy...mogłaś mu powiedzieć,żeby dobrze wylizał ci
      międzynogami,i dopiero później sam mógłby wykonać jak to nazwałaś 10 ruchów...
    • olamariola Re: Chyba wykastrowałam męża... 04.09.10, 18:42
      Przeczytalam watek mniej wiecej do polowy pierwszej strony.

      Przepraszam z gory za to co powiem, ale rozmowa niewiele da. Trzeba jak do
      zwierzecia. Nagroda, nie kara. Kontrola.
      Napisalas:
      włożę sobie miedziany kawał obcego ciała dla tych 10 ruchów
      frykcyjnych i jego satysfakcji
      Po pierwsze, mimo Twojego ewidentnego refleksyjnego stosunku do zycia i duzej
      samoswiadomosci, uderza biernosc.
      Po drugie, zakladasz ze jego to satysfakcjonuje. Moze ma tak, ze wystarczy mu
      wytryski i tyle, ale meski orgazm tez moze byc bardziej zlozony i o roznej
      jakosci... No dobra, moze byc tak ze kolega nie jest koneserem. Wystarczy mu ze
      sie 'naje' byle czym.
      W takim razie trzeba odstawic miske. Odkladac moment wejscia w Ciebie. Szepczesz
      namietnie, jeszcze nie jestem gotowa, podprowadzasz jego reke, co tam lubicie.
      Kiedy jest w srodku, zwalniasz po 2-3 ruchach, wysmykujesz mu sie. Jesli zrobi
      cos dobrze chwalisz. Jesli zle, to moze nic nie mowisz?
      Pomysl tez - gdybys Ty byla slaba w lozku - w jaki sposob chcialabys, zeby Twoj
      partner sobie z tym poradzil? Ja wiem, ze problem polega na tym, ze on nie widzi
      problemu. Generalnie wydaje mi sie, ze jesli mowic, to tylko proste i dobitne
      komunikaty: tez chcialabym zeby mi bylo dobrze i do tego potrzebuje x i y. Nie
      caly alfabet na poczatku :)
      • iamhier Re: Chyba wykastrowałam męża... 04.09.10, 20:07
        do ola-mariola-trzeba byc beznadziejna kobita zeby prosic faceta o cos takiego..i znosic to
        lata.Mysle,ze kobieta ma cos pod czacha nie tak.....

        A wypowiadajc sie za siebie.Mnie taki szybki Bill bylby jak najbardziej na reke.....No,ale ja nie
        spotkalam faceta,ktory traktowalby mnie w lozku tak przedmiotowo jak autore postu.
    • kaban2007 Re: Chyba wykastrowałam męża... 04.09.10, 21:21
      Chyba znalazłem coś dla
      Ciebie:forum.gazeta.pl/forum/w,15128,108228825,,Do_kobiet_jaki_macie_orgazm_.html?v=2
      nie musisz dziękować:)
      • iamhier Re: Chyba wykastrowałam męża... 04.09.10, 21:35
        a co? jakies podchody znowu? no bo watpie by osoby w zwiazjach pisaly takie rzeczy na
        forach.Widac wyraznie,ze sie ktos rajcuje tymi zwierzeniami,zapewne ma swoja "ofiare" na scislym
        podsluchu i kontroli.

        TYLKO,ŻE OFIARA NIE JEST CHĘTNA...
        No,ale gdy widokow na spelnienie brak to dobrze sobie popisac i pofantazjowac...
        i spuscic sie na sciane albo w krocze swojej zony

        Smutne to.....jak ludzie fajnie wegetuja.....
        • iamhier Re: Chyba wykastrowałam męża... 04.09.10, 21:45
          a przecież każdy pretekst do kontaktow blizszych ze swoja niechetna sobie ukochana jest dobry.Na
          przyklad jej urojona ozieblosc (tak naprawde niechec lub lagodniej
          brak "tego"zainteresowania),ktora trzeba leczyc.....
          W sumie lepszy rydz niż nic.......a zawsze mozna pokazac cos zgola odwrotnego i wywinac kota
          ogonem...

          Wygodne i trudno weryfikowalne nękactwo w necie...I zapewne nie tylko.
          Big Brother to się tu chowa!! Serio!!
          • kaban2007 Re: Chyba wykastrowałam męża... 04.09.10, 22:03
            o czym Ty piszesz..?nie rozumiem
          • qcyk89 Re: Chyba wykastrowałam męża... 05.09.10, 01:52
            Nawet jeśli facetowi czegoś brak to może spróbować się tego nauczyć. A nuż się
            uda. Autorka wątku jest dla mnie w porządku. Nie dość, że otwarcie powiedziała
            mężowi, że mają nieudany seks, to jeszcze nie chce go zdradzić. Co prawda trochę
            za późno, ale i tak należą się brawa. :)
            • iamhier Re: Chyba wykastrowałam męża... 05.09.10, 07:18
              doqucyk-zdradzane żony zawsze tak reaguja.A zdrady sa rozne.....te fizyczne i te psychiczne.....
              No,coz nie kazdy ma udane malzenstwo......A przeciez czlowiek jest tylko czlowiekiem,jej maz
              rowniez i zwyczajnie moze zakochac sie w innej kobiecie...tego wbrew pozorom zona nie moze mu
              zabronic.....

              Ale to nie powod by zabic ta kobieta.....

              Jesli pisze o tym na forach,to fakt jest taki,ze maz nie chce NICZEGO NAPRAWIAC......Nie
              wykazuje inicjatywy.....
              To takie ostatnie ich miłosne poddrygi.....
              Byleby nie dobiły innych.....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka