kompresor666
13.11.10, 23:06
tak sie zastanawiam co jest przyczyną, że dla jednych (większości tu piszących), zdrada, czy nawet jednorazowy skok w bok, to poważny życiowy dramat, a dla innych niekoniecznie.
Doszedłem do wniosku iż przyczyną mojej "inności" w tym względzie może być masturbacyjne podejściu do seksu.
symptomy:
- chęć szybkiego rozładowanie napięcia
- wyuczone metody dochodzenia
- zapotrzebowanie na nowe bodźce
- permanetne zainteresowanie płcią przeciwną (najlepiej tu i teraz :)
Czyli generalnie seks, to coś w sumie banalnego, głównie potrzeba rozładowania napięcia.
Bardzo mało emocji.
I tak samo oceniam innych - w sensie - jeśli partnerka by skoczyła w bok z innym, ja bym
sobie to tak samo wytłumaczył i w ogóle nie drążył tematu. Miała chcicę - trudno, żyję się raz.
Zapewne zaraz się dowiem, że mam nieźle zjechany beret i prawdziwy namiętny seks u "normalnych ludzi" inaczej wygląda. I pewnie macie rację. Ale powiem Wam, że mi moja wizja seksu pasuje, bo jest znacznie mniej skomplikowana. Innej nie znam, więc nie wiem
czego żałować.
Nie bardzo też ogarniam uczucie zazdrości w związku - dla mnie to uczucie destruktywne,
które w mojej ocenie świadczy głównie o niskich samoocenie osoby zazdrosnej. To taka
desperacja trochę, która nijak ma się do poprawy relacji.
Związek ma dla mnie wymiar bardziej partnerski/przyjacielski. Z powodzeniem potrzeby seksu
mógłbym załatwiać wyłącznie na mieście.
Pytanie ilu jest ludzi takich jak ja. Może własnie takim ludziom zdrada przychodzi łatwiej?