Dodaj do ulubionych

czy to zdrada???

08.04.12, 18:36
nie wiem czy to odpowiednie forum ale czasami Was czytuję i wydaje mi się, że są tu konkretne osoby i odpowiedzi też takie będą....
proszę, spójrzcie chłodnym okiem na sytuację.
proszę o powstrzymanie się od komentowania-dlaczego grzebałam w telefonie???
na codzień tego nie robię ale tym razem miałam powód i przeczucie, że coś jest nie tak i...bingo....
mąż po męskiej urodzinowej imprezie wysyła dziewczynie sms-y typu:
-hej pamietasz mnie jeszcze?? bo smak twoich ust do dziś czuję. są naprawdę cudowne!!
-będziesz dzis na gg jak nie to pogadamy jutro
-no to ok pogadamy jutro
zapraszam na kolację

Wszystko wysłane po imprezie w stanie dosyc wskazującym na duże spożycie alkoholu.
jak się sprawa rypła to wykpił się, że to tylko zarty były, owszem rozmawiał z dziewczyną ale nic nie było, żadnych pocałunków. z smsów zwrotnychh od laski też nie wynikało, ze do czegoś między nimi doszło....
wiem, naiwna tylko by uwierzyła W TE TŁUMACZENIA-mam dosyć całej sytuacji, święta spieprzone i zycie też......nie potrafię sobie poradzić co jest prawdą a co nie....
zakładając, że to faktycznie były tylko głupie żarty i do niczego nie doszło-czy takie smsy byłyby dla was zdradą/powodem do rozstania???

czy facet jest w stanie wysyłać takie smsy do dopiero co poznaniej kobiety??? jaki ma w tym cel??

p.s. mam konto na gazecie od kilku lat jednak biorąc pod uwagę to co się stało musiałam założyć nowe.....
Obserwuj wątek
    • mujer_bonita Re: czy to zdrada??? 08.04.12, 18:57
      quinnmarry55 napisała:
      > jaki ma w tym cel??

      Chłop siedzący obok mnie powiedział prosto: TO SCORE! I myślę, że każda osoba powyżej 15 lat powie Ci to samo.
      • rozwodnik-waw Re: czy to zdrada??? 08.04.12, 20:21
        Co powie?

        Że smsy o pocałunkach i jakieś zaproszenie na kolację są dowodem zdrady? Jak dla mnie są tylko dowodem tego, że była mowa o pocałunkach i zaproszeniu na kolację. Nie są nawet dowodem tego, że były pocałunki i kolacja.

        Jest mocno nieprawdopodobne, by ich nie było, tu nie sposób się upierać, że jest inaczej.

        Ale nawet jeśli były, to to wcale nie musi oznaczać zdrady, rozumianej jako seks.
    • rubarom Re: czy to zdrada??? 08.04.12, 20:13
      Chłodnym okiem: tak, wygląda to na zdradę (plus te Twoje przeczucia, że coś jest nie tak - chyba był jakiś powód, dla którego zaczęłaś coś podejrzewać).
    • sabat77 Re: czy to zdrada??? 08.04.12, 20:34
      Trzeba bylo zapytac, czy mozesz pojsc na ta kolacje razem z nim, w towarzystwie swojego kochanka :)
      Histeryzowanie i proby kontrolowania nic nie dadza, tu trzeba terapii szokowej, bo cos Ci sie sypie przez paluchy.
    • yoric Re: czy to zdrada??? 08.04.12, 20:36
      > proszę o powstrzymanie się od komentowania-dlaczego grzebałam w telefonie???

      a czemu?
    • trzydziestoletnia Re: czy to zdrada??? 08.04.12, 20:47
      Nawet jesli jest tak jak mowi i nic tam wiecej nie bylo, to w moim zwiazku i dla mnie bylaby to zdrada - czyli cos, co sie robi za plecami drugiej osoby, wiedzac ze bylaby niezadowolona i ukrywajac to. Mialam troche podobna sytuacje, i nawet gdybym uwierzyla w jego wersje to i tak spelnia to moje kryteria zdrady - tj. pewnej formy sprzeniewierzenia sie zasadom w zwiazku. Nie byl to dla mnie powod do rozstania i sadze, ze typowa zdrada rowniez nie bylaby, co nie znaczy, ze jedno i drugie pozostaje bez wplywu na podejscie do wielu kwestii w zwiazku. Zapomnisz, przestanie tak bolec, ale poczucie wyrolowania i bycia na II planie pozostanie na dlugo. Jesli nie dowiesz sie jak naprawde bylo na zawsze zostaniesz ze swoimi domyslami i wyobrazeniami, ciezko rowniez bedzie przebolec i wybaczyc, bo w sumie nie wiesz co masz wybaczac - jego "lagodniejsza" wersje zdarzen czy to co w Twoja oparta na domyslach i analizie. Niewiadoma mi nie pomogla. Jednak moze innym latwiej zapomniec nie znajac szczegolow, ktore nie beda ich meczyc, a z czasem calkiem uwierza w podawana wersje zdarzen.
      Pytasz czy to zdrada - tzn. pytasz czy wg nas byla miedzy nimi jakas forma kontakow seksualnych, czy tez czy jego wersja jest wg nas zdrada? W tej drugiej wesji to ja bym zapytala Ciebie czy czujesz sie zdradzona.
    • jagienka75 Re: czy to zdrada??? 08.04.12, 20:57
      > jak się sprawa rypła to wykpił się, że to tylko zarty były, owszem rozmawiał z
      > dziewczyną ale nic nie było, żadnych pocałunków. z smsów zwrotnychh od laski te
      > ż nie wynikało, ze do czegoś między nimi doszło....


      Co miał powiedzieć? Gbybym była na jego miejscu, też usiłowałabym się wykpić, kłamałabym.





      > zakładając, że to faktycznie były tylko głupie żarty i do niczego nie doszło-cz
      > y takie smsy byłyby dla was zdradą/powodem do rozstania???


      Powyższe smsy są dowodem na to, że mogło do czegoś dojść, na pewno do pocałunku i na Twoim miejscu byłabym tym faktem mocno bardzo zaniepokojona.


      > czy facet jest w stanie wysyłać takie smsy do dopiero co poznaniej kobiety??? j
      > aki ma w tym cel??


      Oczywiście, że tak. A jaki może mieć w tym cel? Ma ochotę na coś więcej? Na powtórkę z rozrywki plus cos jeszcze?
    • szukammezatki Re: czy to zdrada??? 08.04.12, 23:22
      Weź nie panikuj. Facet się urżnął to i libido podskoczyło i fantazja. Najbardziej podejrzany sms z tych wszystkich to :
      '-hej pamietasz mnie jeszcze?? bo smak twoich ust do dziś czuję. są naprawdę cudowne!!'

      Tak się piszę do aktualnej kochanki? Jesli juz to moze do kogos z kim kiedys mial jakąś przygodę albo do bylej dziewczyny.

      Zastanów się lepiej jakie są obecnie relacji między wami - również te intymne. Układa Wam się czy może Ciebie ciągle boli głowa albo on jest ciągle zmęczony? Jeśli, tak to rzeczywiscie może facet myśli o zdradzie/zdradził i wtedy nawet bez tych wszystkich sms-ów mozesz miec powód do podejrzeń
    • that.bitch.is.sick Re: czy to zdrada??? 09.04.12, 11:43
      quinnmarry55 napisała:


      > czy facet jest w stanie wysyłać takie smsy do dopiero co poznaniej kobiety??? j
      > aki ma w tym cel??
      >
      :) A jaki może mieć cel? wspólna modlitwa? Jego celem jest seks z inną kobietą.
      • quinnmarry55 Re: czy to zdrada??? 09.04.12, 12:11
        być może źle sie wyraziłam
        chodzi mi o to, że
        zakładając, że pomiędzy nimi doszło tylko do wymiany zdań-żadnych przytulań czy pocałunków-to po jasną cholerkę facet śle eski o takiej treści????
        a dokładniej o treści smak twoich ust pamiętam, są przecudowne......
        no bo albo nic nie było i smsy też nie wysyłam-bo i po co robić z siebie idiotę....
        albo było i stąd te smsy
        tylko brakuje mi ogniwa drugiego-w sms zwrotnych od pani potwierdzenia nie znalazłam......
        Nie szukam usprawiedliwienia dla niego, tylko chciałabym zrozumieć motywy jego działania ale kto by za pijanym nadążył:/
        • thelma.333 Re: czy to zdrada??? 09.04.12, 12:17
          acha, czyli juz go rozgrzeszylas
          idz kobieto i nie zawracaj d...., bo sie tu ludzie produkuja aby cos sensownego napisac, a ty swoje
          • rubarom Re: czy to zdrada??? 09.04.12, 14:30
            Thelma, podpisuję się pod Twoją wypowiedzią.
          • jagienka75 Re: czy to zdrada??? 09.04.12, 14:44
            thelma.333 napisała:

            > acha, czyli juz go rozgrzeszylas
            > idz kobieto i nie zawracaj d...., bo sie tu ludzie produkuja aby cos sensownego
            > napisac, a ty swoje



            10/10.
        • jagienka75 Re: czy to zdrada??? 09.04.12, 14:43
          quinnmarry55 napisała:

          > być może źle sie wyraziłam
          > chodzi mi o to, że
          > zakładając, że pomiędzy nimi doszło tylko do wymiany zdań-żadnych przytulań czy
          > pocałunków-to po jasną cholerkę facet śle eski o takiej treści????



          Jezu, po co facet może słać takie wiadomości do innej kobiety?
          Liczy na coś więcej? Na seks?


          > tylko brakuje mi ogniwa drugiego-w sms zwrotnych od pani potwierdzenia nie znal
          > azłam......


          Co nie znaczy, że tych zwrotnych wiadomości nie było, czy nie będzie.
          • sabat77 Re: czy to zdrada??? 09.04.12, 14:50
            jagienka75 napisała:

            > Jezu, po co facet może słać takie wiadomości do innej kobiety?
            > Liczy na coś więcej? Na seks?

            Przestańcie ją wyprowadzać z błędu, niech sobie przynajmniej ten chłopina pobzyka :D
            • rubarom Re: czy to zdrada??? 09.04.12, 14:59
              :) To popieram jeszcze bardziej.
          • quinnmarry55 Re: czy to zdrada??? 09.04.12, 15:31
            jagienka75 napisała:

            > Jezu, po co facet może słać takie wiadomości do innej kobiety?
            > Liczy na coś więcej? Na seks?

            "liczy na coś"to czas przyszły, mnie interesuje to co się wydarzyło lub nie wcześniej..
            dzięki za odpowiedzi te wcześniejsze i kopniaki te dzisiejsze......
            • bi_chetny Re: czy to zdrada??? 10.04.12, 08:44
              moim zdaniem coś na pewno było. nie napisałaś w jakim jesteście wieku, ani czy wszystko jest między wami ok.

              --
              "Najbardziej dziwacznym ze wszystkich zboczeń seksualnych jest zachowanie wstrzemięźliwości"
            • mujer_bonita Re: czy to zdrada??? 10.04.12, 17:57
              quinnmarry55 napisała:
              > "liczy na coś"to czas przyszły, mnie interesuje to co się wydarzyło
              > lub nie wcześniej..

              A naprawdę robi Ci to jakąś różnicę? Jeżeli uderzał do laski bo CHCIAŁ sobie bzyknąć a np. ona go odrzuciła?
    • bigbadpig Re: czy to zdrada??? 10.04.12, 15:19
      zgodnie z Twoją prośbą powstrzymuję się od komentowania dlaczego grzebałaś w telefonie

      nie widzę możliwości aby te smsy były żartem, nie mają formy żartu, są krótkie, treściwe i informacyjne. to nawiązanie do tego co się wydarzyło - moim zdaniem, zawsze się można pomylić, jednak czasem po prostu musimy założyć, że jest tak jak się wydaje a nie tworzyć nową teorię względności. co dalej z tym zrobić musisz zdecydować sama, dobrze by było, żebys wiedziała na czym stoisz, żeby powiedział Ci prawdę. masz uzasadnione obawy co do aktualnej sytuacji waszego związku, powiedz mu, że tak jest powiedz, że ze względu na to co wiesz potrzebujesz ewentualnie wyeliminować swoje podejrzenia, wobec czego potrzebujesz jego współpracy, jesli jesteś gotowa na przerobienie tego nowego wątku, być może dobrym pomysłem byłoby porozmawiać z nią, dobrze byłoby grać w otwarte karty, nie tak jak Twój partner traktuje Ciebie, niech się dowie, że masz zamiar to wyjaśnić, zastanów się czy ktoś może Ci w tym pomóc (ktoś z tej imprezy?) pamiętaj o męskiej solidarności kumpli; nie potępiam zdrad w czambuł ale skoro mleko się już wylało, zapewne nie uda Ci się przejść nad tym do porządku dziennego przy takim potraktowaniu tematu przez Twojego partnera. możesz też poprosić jego aby z nią porozmawiał w Twojej obecności, generalnie te pomysły, nie mają mieć aspiracji do bycia jakimś magicznym i właściwym rozwiązaniem - to tylko zbiór koncepcji. jako bądź co bądź jego zdeklarowana stała partnerka masz prawo oczekiwać w tak dwuznacznej sytu8acji jego współpracy w rozwiązaniu tego problemu, szczególnie jeżeli jego wersja brzmi "nic się nie stało tak naprawdę" - nie powinien w takim razie, bronić się rekami i nogami przed ukręceniem łba tej znajomości w sytuacji Twoich uprawnionych podejrzeń.
      • quinnmarry55 Re: czy to zdrada??? 10.04.12, 16:35
        bigbadpig napisał:
        co dalej z tym zrobić m
        > usisz zdecydować sama, dobrze by było, żebys wiedziała na czym stoisz, żeby pow
        > iedział Ci prawdę.
        no więc jego prawda-jedyna: był naje.any, nie wie co mu odbiło, nic miedzy nimi nie zaszło, i bardzo żałuje, że tak postąpił......
        konfrontować tego z "pAnią" w ogóle zamiaru nie mam-w dobie tel, kom, maili, gg, gdzie informacje przechodzą szybciej niż myslimy mija się z celem...
        kumple również-tak jak piszesz-solidarność.....:/
        w tej sytuacji pozostaję w zawieszeniu-on ma swoją prawdę a ja w nią nie wierzę .....
        ani on mi nie udowodni, że mówi prawdę ani ja jemu, że kłamie-musiałabym na oczy widzieć tą sytuację i tu ma nademną przewagę....
        dziękuję jeszcze raz za odpowiedzi, czas pomyśleć co dalej.......
        • kutuzow do przerwy 1:1 10.04.12, 17:09
          quinnmarry55 napisała:
          > ani on mi nie udowodni, że mówi prawdę ani ja jemu, że kłamie-musiałabym na ocz
          > y widzieć tą sytuację i tu ma nademną przewagę....
          > dziękuję jeszcze raz za odpowiedzi, czas pomyśleć co dalej.......

          On "nadszarpnął" Twoje zaufanie (które jak sądzę i tak nie było zbyt duże skoro prewencyjnie mu grzebałaś w telefonie), Ty zaś naruszyłaś jego prywatność (komórka), więc można powiedzieć, że jest remis. Pasujecie do siebie :-)
          • quinnmarry55 Re: do przerwy 1:1 10.04.12, 17:39
            no tak...za chwilę wyjdzie na to, że to moja wina bo w telefonie grzebałam....
            wszak jak bym nie grzebała sprawa by się nie rypła, ja żyłabym w błogiej nieświadomości a cd można sobie dopisać..........:/
            • mujer_bonita Re: do przerwy 1:1 10.04.12, 17:54
              quinnmarry55 napisała:
              > no tak...za chwilę wyjdzie na to, że to moja wina bo w telefonie grzebałam....

              A czego się po facecie spodziewałaś? Inaczej by śpiewał jakby jego kumpel znalazł to co Ty. Oczywiście, że zawsze kobieta będzie winna :)
              • bigbadpig Re: do przerwy 1:1 10.04.12, 18:10
                Ja wiem mujer, że Ty po 'facetach' spodziewasz się jednego a po kobietach drugiego, forumowiczka nie wyznająca jeszcze tej koncepcji dostaje pouczenia j.w.

                Ale przyjmij do wiadomości, że na razie to tylko twoja teoria a nie prawo, więc prezentuj ją z odpowiednim zastrzeżeniem (np. "moim zdaniem" byłoby ok)
                • mujer_bonita Re: do przerwy 1:1 10.04.12, 18:18
                  bigbadpig napisał:
                  > Ja wiem mujer, że Ty po 'facetach' spodziewasz się jednego a po kobietach drugi
                  > ego, forumowiczka nie wyznająca jeszcze tej koncepcji dostaje pouczenia j.w.

                  Nie - nie spodziewam się tego czy tamtego. Jednak fakt pozostaje faktem:
                  - za każdym razem jak kobieta dowiaduje się, że jej facet zachowuje się nie fair inny facet (a najpewniej kilku) potępi ją za przeszukiwanie jego telefonu/poczty itp.
                  - nigdy nie spotkałam się z tego typu wyrzutem w momencie, kiedy ten sposób o nieuczciwym zachowaniu partnerki dowiadywał się mężczyzna.

                  Także nie teoria - praktyka.
                  • bigbadpig Re: do przerwy 1:1 10.04.12, 19:15
                    > za każdym razem jak kobieta dowiaduje się

                    nie oszukuj samej siebie, myślenie stereotypami i gotowymi wzorcami w Twoim wypadku nie jest ukryte za żadnym parawanem dyskretnych aluzji. z jednej strony masz swoją projekcję "każdego razu", z drugiej budujesz koncepcję na podstawie wątłego 'nie spotkałam się'.

                    nie spotkałem się nigdy z Libańczykiem bez wąsa, to chyba już wolno mi głosić na forum, żebyś się nie spodziewała ogolonych Libańczyków :P

                    > Nie - nie spodziewam się tego czy tamtego
                    > > A czego się po facecie spodziewałaś

                    :D:D:D
                    • mujer_bonita Re: do przerwy 1:1 10.04.12, 19:33
                      bigbadpig napisał:
                      > > Nie - nie spodziewam się tego czy tamtego
                      > > > A czego się po facecie spodziewałaś

                      Owszem. Tak samo jak nie spodziewam się zobaczyć pisuaru po przekroczeniu drzwi toalety oznaczonych kółkiem. Choć tak - raz w życiu taki widok mnie zastał. Raz - a zaliczyłam tysiące. I co - kieruję się 'stereotypami'? Może za każdym razem powinnam na wszelki wypadek sprawdzić obie, żeby się nie zdziwić?

                      Podchodząc do zagadnienia nie 'spodziewam' się a propri czegoś na 100% ale nie dziwi mnie takie a nie inne zachowanie. Z wcześniejszej praktyki można przewidzieć konkretne zachowania. I bardzo rzadko jest się zdziwionym.
                      • bigbadpig Re: do przerwy 1:1 10.04.12, 20:53
                        no dobra czyli jednak kierujesz się wobec mężczyzn stereotypami, tak jak powiedziałaś za pierwszym razem i odwrotnie niż zaprzeczałaś za drugim. nie mówię, że nie powinnaś, nie oceniam tylko próbuję to ustalić, bo piszesz do drugiej osoby jakby Twoje opinia była prezentacją faktu. to wszystko. spokojnie, ja wiem, że masz uprzedzenia wobec mężczyzn silne jak doświadczenia z ubikacją i tylko piszę, że to Twoje doświadczenia i warto się dzielić nimi jako doświadczeniami a nie prawdą objawioną.

                        na marginesie mówiąc Twój przykład z ubikacją jest ok - trafiasz w sedno - gdybyśmy nie stosowali stereotypów i archetypów, musielibyśmy nadkładać masę pracy przy codziennym analizowaniu od nowa całości postrzegania. pytanie jest gdzie powiedzieć stereotypom dość, ale to temat na osobny wątek, nie chcę autorce zaśmiecać :p
                        • mujer_bonita Re: do przerwy 1:1 10.04.12, 21:20
                          bigbadpig napisał:
                          > no dobra czyli jednak kierujesz się wobec mężczyzn stereotypami,

                          Pała z logiki :) Kierować się stereotypami to zakładać z góry, że coś jest lub coś będzie. Na pewno. Ja tego nie zakładam - po prostu podchodząc do zagadnienia znam prawdopodobieństwa danych opcji i nie dziwi mnie pojawienie się tych bardziej prawdopodobnych. Jak w kryminalistyce - zdecydowana większość ofiar morderstw znało swoich zabójców. Kobiety najczęściej najbliżsi mężczyźni - mężowie, narzeczeni, partnerzy. Czy detektyw przesłuchujący najpierw rodzinę ofiary kieruje się stereotypami czy prawdopodobieństwem?

                          > y jakby Twoje opinia była prezentacją faktu. to wszystko. spokojnie, ja wiem,
                          > że masz uprzedzenia wobec mężczyzn silne jak doświadczenia z ubikacją

                          Bla, bla, bla. Pudło.. Uprzedzenie oznacza stosunek negatywny a ja takiego nie mam. Jestem realistką. Wymagającą realistką. To ponoć niekobiece - kobieta powinna być wpatrzona w swojego 'rycerza' i zawsze się nim zachwycać - nigdy krytykować. Jak zdobędzie się na odrobinę obiektywizmu wobec mężczyzn to jest 'feministką', 'uprzędzoną' z najlepszym przypadku 'zołzą'.

                          Poza tym zestawiasz 'uprzedzenie' z 'doświadczeniem'. Kolejne pudło. Uprzedzenie to stosunek nieuzasadniony doświadczeniem.

                          I na litość Boską! Nie nazywaj znakowania toalet stereotypami czy archetypami! :D :D :D
                          • bigbadpig Re: do przerwy 1:1 10.04.12, 21:32
                            sorry ale doczytałem do bla bla i odechciało mi się dalej. nie lubię nadrabiać w dyskusji i pomijać litościwie fragmenty 'przedszkolne'. bla bla dobrej nocy życzę :P
                            • mujer_bonita Re: do przerwy 1:1 10.04.12, 21:49
                              bigbadpig napisał:
                              > sorry ale doczytałem do bla bla i odechciało

                              Mnie się odechciało jak wyjechałeś do mnie 'Ty cośtam' co było z d..y wzięte i nijak się do mnie nie miało (dlatego było bla bla). No ale cóż... zniżyłam się do Twojego poziomu 'przedszkola' to mam :D
          • bigbadpig Re: do przerwy 1:1 10.04.12, 18:07
            schodzisz na meandry które tu już były wystarczająco omówione

            naruszenie czyjejś prywatności to poważne uchybienie przeciwko relacji w związku, chyba, że... to gra va banque, gdy ktoś podejmuje to ryzyko, bo celem nie jest kontrola ale zajrzenie pod maskę pod którą coś przeraźliwie rzęzi.

            jak grasz ze znajomym w karty to też nie mówisz mu na starcie pokaż czy nie masz czegoś w rękawach pochowanego. ale jak widzisz, że coś nie gra z tym rękawem i Twoją kasą na stole to podejmiesz ryzyko i mówisz 'oszust!' później musisz się sam zmierzyć z sytuacją, ale nie pozwolisz się kantować w imię prawa do prywatności rękawów.

            jeśli wyskakujesz ze 'sprawdzaniem' innych w imię własnego spokoju jesteś paranoikiem tak to prawda, ale jeśli nie sprawdzisz kiedy już dawno wiesz, że jest co - wtedy jesteś frajerem.

            nie po to sprawdzasz, przecież żeby mieć satysfakcję z wiedzy, ale żeby ocenić gdzie się znajdujesz i jak mają się fakty do deklaracji kogoś komu pierwotnie planowałeś zaufać.

            jeśli autorka znalazła w jego telefonie te treści bo ma w zwyczaju prewencyjnie grzebać, to nic dziwnego, że partner jest mimo związku na etapie poszukiwania kogoś fajniejszego; skoro jednak napisała, że początkiem było inne obserwacje - już więcej rzeczy jej nie grało - to znaczy, że przerwała grę i sprawdziła te rękawy; zresztą telefon to jedno a pytanie było o coś innego. nie o to czy ewentualne naruszanie prywatności i brak zaufania miało wpływ na jego wyskok (?) (incydent (?)). autorka pyta jak ocenić jego wyjaśnienia, i telefon nie ma nic do rzeczy

            pisała tu kiedyś kobieta, która ciągle kontrolowała komunikację partnera i nie znalazłszy w niej nic konkretnego znalazła rzeczy nie będące jednoznacznym wykroczeniem przeciw ich związkowi, ale jednak jej się nie podobały, więc uprawiała swoją kontrolę dalej konsultując efekty na forum i snując domniemania po co mężczyźnie koleżanki. różnica jest zasadnicza. tu jest człowiek na etapie początku jakiejś fajnej przygody z nową kobietą i autorka jeżeli jest osobą wyznającą pierwszeństwo Prawdy Absolutnej nad Błogosławioną Niewiedzą, to może być tylko zadowolona z siebie, że nie dała się przewieźć zupełnie nieświadoma
            • kutuzow Re: do przerwy 1:1 10.04.12, 21:21
              bigbadpig napisał:

              > naruszenie czyjejś prywatności to poważne uchybienie przeciwko relacji w związk
              > u, chyba, że... to gra va banque, gdy ktoś podejmuje to ryzyko, bo celem nie je
              > st kontrola ale zajrzenie pod maskę pod którą coś przeraźliwie rzęzi.

              BigBadPig ---> zaczynasz tutaj pewien relatywizm moralny. Równie dobrze można napisać że:
              "zdrada to poważne uchybienie przeciwko relacji w związku, chyba że...." i tutaj podać odpowiednie warianty że "od dawna razem nie sypiają", itp itd.

              Ja osobiście mam trochę bardziej żelazne zasady. Nie bronię tutaj żeby autorka wykazała się "rewolucyjną czujnością" i jeśli ma jakieś sygnały to była czujna i łączyła fakty i weryfikowała w różnych źródłach ogólnie dostępnych. Nie mam nawet nic przeciw jakiejś "pułapce" zastawionej na partnera jeśli poszlaki wskazują na 99% że coś ma na sumieniu (jedna moja znajoma założyła fikcyjny profil na kilku różnych serwisach randkowych). Jeden wspólny mianownik tych działań, to fakt że nie naruszają one prywatności partnera.

              Podam Ci przykład z autopsji który mogłyby zupełnie błędnie wskazywać na to że coś jest na rzeczy (drugiej stronie) a nic takiego nie było.
              Swego czasu z jedną z klientek firmy w której pracowałem miałem dość swobodne relacje można je nazwać kumpelskie. Pozwalaliśmy sobie na jakieś niewybredne żarty z "podtekstem". któregoś razu dostałem od niej SMS-a o tym jaki to miała fajny wieczór (dziewczyna była z tych co to się lubiła "lansować"). Nie pamiętam już treści mojego SMS-a, ale odpisałem jej w tonie w którym dla osoby postronnej (która nie śledziła tego wątku i żartów) mogłoby wynikać że to co najmniej nasz wspólny wieczór omawiamy i .... przez pomyłkę wysłałem go do osoby 1 linijkę niżej w książce... którą to była moja dziewczyna. Patrząc tylko na treść SMS-a rozstanie gotowe.

              Podsumowując: rewolucyjna czujność -tak. naruszanie prywatności - nie. (jest tyle innych metod ogólnie dostępnych które nie naruszają tej prywatnosci jeśli już chcemy "sprawdzać" swojego partnera/partnerkę).

              Tak BTW: Kiedyś we Wprost był super art o polowaniu na zdrady. Chyba nawet linkowany tutaj na forum. Był tam opisany środek którym męzczyzna może skropić bieliznę partnerki (która wraca z wyjazdu służbowego) i pod wpływem jakiegoś białka które jest w plemnikach płyn ten zmienia kolor jeśli w wydzielinie z pochwy znajdują się ślady spermy.
              Ciekawy jestem czy autorka nie wkurzałaby się gdyby jej partner sprawdzał jej bieliznę takim płynem... tak na wszelki wypadek (jak dla mnie jest to równie zachowanie równe grzebaniu w komórce -w dzisiejszych czasach smartfonów w komórce jest więcej informacji o nas niż kiedyś było w pamiętnikach).
              • mujer_bonita Relatywizm moralny? Hłe, hłe! 10.04.12, 21:55
                kutuzow napisał:
                > Nie mam nawet nic przeciw jakiejś "pułapce"
                > zastawionej na partnera jeśli poszlaki wskazują
                > na 99% że coś ma na sumieniu (jedna moja znajoma założyła fikcyjny profil n
                > a kilku różnych serwisach randkowych). Jeden wspólny mianownik tych działań,
                > to fakt że nie naruszają one prywatności partnera.

                No to jest naprawdę dobre! Zakładanie 'pułapki' na ponoć 'partnera' jest OK ale przeczytanie SMS-a już nie :D To jet dopiero RELATYWIZM moralny :D :D :D Hit sezonu!

                Swoją drogę równie idiotycznym relatywizmem moralnym jest postawienie znaku równości między rozpoczęciem zdrady a przeczytaniem SMS-a. To co Kutuzow nazywa 1:1. Jak eufemistycznie zdradę można nazwać 'nadszarpnięciem zaufania' :D :D :D
                • bigbadpig Re: Relatywizm moralny? Hłe, hłe! 10.04.12, 22:18
                  > Hit sezonu!

                  Mujer, mam radę - prosto z poradników dla początkujących pisarzy :P
                  Pisz co tylko masz ochotę, ale później wycinaj fragmenty które nie niosą żadnej treści i dopiero wtedy publikuj.
                  • mujer_bonita Re: Relatywizm moralny? Hłe, hłe! 10.04.12, 22:32
                    bigbadpig napisał:
                    > Mujer, mam radę - prosto z poradników dla początkujących pisarzy :P
                    > Pisz co tylko masz ochotę, ale później wycinaj fragmenty które nie niosą żadnej
                    > treści i dopiero wtedy publikuj.

                    To może zastosuj ją pierwszy? ;) Bo czasami.... TLDR ;)
              • bigbadpig Re: do przerwy 1:1 10.04.12, 22:14
                Nie wydaje mi się aby relatywizm był tutaj wartościującym ujemnie zarzutem, ostatecznie jakie są wartości absolutne? czy prawo do ochrony prywatności jest właśnie taką wartością?

                Mój przykład z grą w karty nie jest taki zły: siadasz z kumplem do kart ale umówiliście się, że dla podniesienia adrenaliny to nie będzie 'dla zabawy' tylko na kasę. to Twój kumpel. Zakładasz więc, że w imię czystej męskiej rozgrywki nie masz nawet co podejrzewać go o oszustwo, ale motywacja niby jakaś jest - choćby emocje. więc jeśli będziesz widział, kiedy atmosfera zgęstnieje a ty będziesz przegrywał ostatni grosz w tej zabawie, że on jednak nie gra chyba czysto to pieprzysz jego prawo do prywatności i pieprzysz jego prawa kumpla.

                Etyka mówi - nie atakuj fizycznie kogoś kto Ci fizycznie nie zagraża, a jednak nie powiesz mi, że nie można wyobrazić sobie takiej sytuacji kiedy ktoś po prostu prosi się o strzała. Prawo do życia jest wg. niektórych(!) jedyną absolutną wartością jaką kojarzę, nie wiem jakie są pozostałe co do których jakaś znacząca ilość osób zgadzałaby się, że są nie do ruszenia bez względu na okoliczności. Moim zdaniem prywatność ugnie się w wielu sytuacjach. Co prawdą myślę, że obaj mówimy o prawie do prywatności respektowanej, przede wszystkim, ze względu na naszą wizję fajnego związku, a nie ze względu na przynależność tego prawa do jakiegoś etycznego kanonu. Dlatego tym bardziej nie chcę promować prawa do inwigilacji w związku. Jednak rozumiem sytuację w której ktoś myśli tak: ten związek to już jakaś lipa, nie wierzę partnerowi za grosz, mimo, że za rękę go nie złapałem. Jestem przekonany na 99% że mnie oszukuje i zrobię coś, żeby go na tym złapać i móc już jasno postawić sprawę na forum (związku nie gazety.pl :P) Twój przykład z Twoim smsem nie zbyt dobrze koresponduje z nakreśloną przeze mnie sytuacją 'uprawnienia' bo ja mówię o sytuacji kiedy ten nieszczęsny sms byłby ostatnim elementem na siłę dobranym do wcześniej powstałej układanki. U ciebie ponieważ, nie był prawdziwym symptomem zdrady - nie mógł się wpasować w większą całość. Zwykle mówię: ręce precz od prywatności partnera z którym chcemy tworzyć dobry związek i którego ponoć szanujemy, jednak tu jest sytuacja kiedy nie tyle chcemy naprawiać związek co dostarczyć sobie pełnego obrazu na temat stanu jego rozkładu.
                • kutuzow Re: do przerwy 1:1 11.04.12, 10:08
                  bigbadpig napisał:

                  > Zwykle mówię: ręce precz od prywatności partnera z którym chcemy tworzyć
                  > dobry związek i którego ponoć szanujemy, jednak tu jest sytuacja kiedy nie tyl
                  > e chcemy naprawiać związek co dostarczyć sobie pełnego obrazu na temat stanu je
                  > go rozkładu.

                  BigBadPig---> masz rację i zgadzam się z Twoim podejściem, dokładnie tak jak mówisz gdy naginamy prawo do prywatności naszego partnera, to tak jakbyśmy mówili "Oszust" w Twojej przykładowej grze w karty. Gdy słowo się rzekło, nie można potem usiąść i powiedzieć "a tak sobie zażartowałem". Dlatego napisałem, że w związku autorki jest 1:1 "do przerwy". Ponieważ z jednej strony to jeszcze nie koniec ich działań (każde teraz będzie bardziej czujne), a z drugiej strony, każde z nich coś ma na sumieniu (nadszarpnięcie zaufania drugiej strony) i nie da się udawać że wszystko jest cacy i związek jest kwitnący.

                  Ogólnie mam takie wrażenie że dla pewnej części kobiet grzebanie w komórce jest czymś normalnym z chwilą nabycie wspólnoty majątkowej a czasami nawet wcześniej. Śmieszne jest tylko to, że często ta sama grupa kobiet oburza na inną wersję tego samego typu kontroli (brak zaufania) jakim jest test na ojcostwo. Czyste "Kali ukraść...Kalemu ukraść".
                  • hello-kitty2 Re: do przerwy 1:1 11.04.12, 12:24
                    A swoja droga dla mnie dziwne jest, ze ludzie zostawiaja swoje telefony 'niezabezpieczone' umozliwiajac innym grzebanie w nich? O czym to swiadczy?

                    • urquhart Re: do przerwy 1:1 11.04.12, 12:30
                      hello-kitty2 napisała:

                      O zaufaniu? Że ktoś kto kocha nie nadużyje zaufania nie ldatego że boi się kary i nie jest kontrolowany, ale dlatego że nie chce nas skrzywdzic?
                      Czyz zdrada to własnie nie naduzycie powierzonego zaufania?
                      • mujer_bonita Re: do przerwy 1:1 11.04.12, 13:24
                        urquhart napisał:
                        > Czyz zdrada to własnie nie naduzycie powierzonego zaufania?

                        Określanie zdrady w ten sposób to tylko wybielający eufemizm.
                        • urquhart (1.4) ujawnienie wspólnej lub cudzej tajemnicy 11.04.12, 14:31
                          mujer_bonita napisała:
                          > Określanie zdrady w ten sposób to tylko wybielający eufemizm.

                          Czyżby Bonitko? Bo to chyba za tem słownikowy wybielający eufemizujący spisek :)
                          >>>
                          Zdrada – w ogólnym znaczeniu, świadome i intencjonalne zawiedzenie zaufania danego przez osobę, organizację, państwo lub grupę społeczną, które z tego powodu ponoszą straty tudzież uważają, że ponoszą straty
                          >>>
                          >>" target="_blank" rel="nofollow">pl.wikipedia.org/wiki/Zdrada>>>
                          wymowa:
                          IPA: [ˈzdrada], AS: [zdrada]
                          znaczenia:
                          rzeczownik, rodzaj żeński
                          (1.1) działanie na szkodę narodu lub kraju
                          (1.2) niedochowanie wierności (zazwyczaj seksualnej) małżeńskiej lub partnerskiej
                          (1.3) odstąpienie od zasad lub wartości
                          (1.4) ujawnienie wspólnej lub cudzej tajemnicy
                          >>>
                          pl.wiktionary.org/wiki/zdrada#zdrada_.28j.C4.99zyk_polski.29
                          • mujer_bonita Re: (1.4) ujawnienie wspólnej lub cudzej tajemnic 11.04.12, 14:54
                            urquhart napisał:
                            > Czyżby Bonitko?

                            Czyżby, czyżby :) W takim kontekście morderstwo partnera też można nazwać 'nadużyciem zaufania' :D Brzmi lepiej? A jednak czyn zupełnie innej wagi.
                            • bigbadpig Re: (1.4) ujawnienie wspólnej lub cudzej tajemnic 11.04.12, 15:10
                              Brzmi całkowicie bez sensu w kontekście powyższej dyskusji, choć może rzeczywiście jakoś tam tłumaczy Twój wtręt znikąd. Czy Ty masz jakiś powód do sabotowania rozmowy zarzutami formalnymi, czy to tylko niechęć do urqu?
                              • mujer_bonita Re: (1.4) ujawnienie wspólnej lub cudzej tajemnic 11.04.12, 15:24
                                bigbadpig napisał:
                                > Brzmi całkowicie bez sensu w kontekście powyższej dyskusji,

                                No coż... nie pierwszy raz masz problemy z logiką :)

                                I nie - to nie jest 'wtręt znikąd'. To protest przeciw eufemistycznemu nazywaniu świństw. Wiedziałbyś, gdybyś odrobinę uwagi poświęcił czytaniu.
                                • urquhart Re: (1.4) ujawnienie wspólnej lub cudzej tajemnic 11.04.12, 15:51
                                  mujer_bonita napisała:
                                  > I nie - to nie jest 'wtręt znikąd'. To protest przeciw eufemistycznemu nazywani
                                  > u świństw. Wiedziałbyś, gdybyś odrobinę uwagi poświęcił czytaniu.

                                  Masz na myśli świństwa jak grzebanie w telefonie i ujawnianie tajemnic, jak to sugeruje tytuł wątku ?
                                  Bo już się gubię poświecając uwagę czytaniu tych słownikowych definicji zdrady :)
                                  • mujer_bonita Re: (1.4) ujawnienie wspólnej lub cudzej tajemnic 11.04.12, 19:41
                                    urquhart napisał:
                                    > Masz na myśli świństwa

                                    Mam na myśli rzeczy, które robi np. partner autorki wątku i powyrównywanie ich wagi do przejrzenia sms-ów w celu odkrycia ich okrycia. Stawianie tu znaku równości.

                                    Stosując Twoją retorykę gdyby np. ona przejrzała jego telefon a on ją zabił to też byłoby 1:1? Taka sama 'zdrada zaufania' - jego, że uszanuje jego prawo do prywatności i jej, że uszanuje jej prawo do życia? To jest samo?

                                    Nie popieram naruszania czyjejkolwiek prywatności ale tutaj jest to jedynie ŚRODEK do odkrycia nieuczciwości drugiej strony.
                                    • urquhart Re: (1.4) ujawnienie wspólnej lub cudzej tajemnic 11.04.12, 22:48
                                      mujer_bonita napisała:
                                      > Stosując Twoją retorykę gdyby np. ona przejrzała jego telefon a on ją zabił to
                                      > też byłoby 1:1? Taka sama 'zdrada zaufania' - jego, że uszanuje jego prawo do
                                      > prywatności i jej, że uszanuje jej prawo do życia? To jest samo?

                                      Znam osobiście takiego co zabił niewierną żonę i jej kochanka. Wypuścili go po 10 latach. Znaczy twoim zdaniem dobrze zrobił czy nie?
                                      Bo moim zdaniem jedne świństwo wcale nie tłumaczy drugiego nawet większego świństwa.
                                      • mujer_bonita Re: (1.4) ujawnienie wspólnej lub cudzej tajemnic 12.04.12, 08:27
                                        urquhart napisał:
                                        > Bo moim zdaniem jedne świństwo wcale nie tłumaczy drugiego nawet większego świń
                                        > stwa.

                                        Ja nie 'tłumaczę' świństwa tylko waśnie jak piszesz - zauważam, że jedne są mniejsze inne większe. Stawienie znaku równości w takich przypadkach bo obie rzeczy to 'nadużycie zaufania' jest totalnie bezsensowne.
                      • bigbadpig Re: do przerwy 1:1 11.04.12, 13:31
                        > Czyz zdrada to własnie nie naduzycie powierzonego zaufania?

                        To oczywiste, że tak jest - dlatego też większość nie nazwie zdradą jakiś zaplanowanych wspólnie eksperymentów, czy wyskoków w ramach jawnie otwartego związku. Naruszenie zaufania to jest ta cezura odróżniająca seks będący zdradą od innych aktów poza związkiem. Czy to oznacza, że powinno się partnerowi w miarę możliwość uniemożliwić okazje? Gdyby rozciągnąć szerzej idee chowania telefonu w imię zdrowego rozsądku - można by dojść do takiej właśnie konkluzji: jak można było w ogóle wyjść na noc z domu i zostawić partnera z mieszkaniem, jak można było nie dzwonić i nie sprawdzić czy rzeczywiście został dłużej w pracy etc. Niezbyt radosna wizja :P
                    • mujer_bonita Re: do przerwy 1:1 11.04.12, 13:21
                      hello-kitty2 napisała:
                      > A swoja droga dla mnie dziwne jest, ze ludzie zostawiaja swoje telefony 'niezab
                      > ezpieczone' umozliwiajac innym grzebanie w nich? O czym to swiadczy?

                      U mnie o tym, że nie mam nic do ukrycia.
                    • bigbadpig Re: do przerwy 1:1 11.04.12, 13:22
                      Modele związku mogę być przeróżne, również jeśli chodzi o kontrolę i przywiązanie wewnątrz związku - wagi do zasad dotyczących prywatnej przestrzeni partnerów. Być może czasem to, że telefonu drugiej osoby się nie rusza trzeba najpierw ustalić, być może niektórym to w ogóle nie potrzebne czy nawet wydaje się niewłaściwe. Jednak moim zdaniem ogólnie to nie jest jakaś abstrakcja aby uznać telefon czy komunikację elektroniczną za narzędzie podlegające takim samym zasadom dobrego wychowania jak korespondencja papierowa. Ja nie otworzyłbym skrzynki odbiorczej, czy wysłanych żony przez wzgląd na szacunek do siebie - trochę kiepskie to chyba uczucie: wychodzi partner z łazienki, a Ty masz w głowie myśl "a ja już wiem co pisujesz do wszystkich znajomych"
                      Podobnie nie chowam telefonu bo, choć akurat niezależnie od deklarowanych tu zasad nie mam też szczególnie wrażliwych treści do ukrycia, ale też żenująca byłaby świadomość, ze jestem z kimś kto pozostawiony sam sobie ujawni mentalność agenta bezpieczeństwa. Wolę myśleć o swojej żonie, że jest osobą bardziej pewną siebie niż musiałby być ktoś stosujący takie środki.

                      Przecież jeśli hipotetycznie dostaniesz papierowy list od starego znajomego to chyba nie zaakceptujesz sytuacji kiedy po Twoim powrocie z pracy partner wręczy ci go w rozdartej kopercie? Telefon różni się tym, że nie zobaczysz nigdy, że koperta została otwarta, czy to znaczy, że partner musi być a priori uznany za człowieka którego przed próbami inwigilacji powstrzyma jedynie świadomość ujawnienia?

                      Ja rozumiem, że to się tyczy związków w których zaufanie udało się już wytworzyć, jeśli jesteś z kimś pół roku to trudno mówić: wiem, że na pewno nie będzie mi grzebał w torebce. Ale jeśli już kogoś w miarę znasz i czujesz, że to jest to, to chyba jest jeden z elementów których można się spodziewać i które tworzą atmosferę wzajemnego szacunku ale też świadomości zdrowej rozdzielności dwojga ludzi.
                      • hello-kitty2 Re: do przerwy 1:1 11.04.12, 14:35
                        Wasze odpowiedzi dotyczace zaufania i braku tresci do ukrycia sa oczywiscie zrozumiale i oczekiwane. Ale czy mozna je odniesc do partnera autorki watku?
                        • bigbadpig Re: do przerwy 1:1 11.04.12, 14:45
                          > Ale czy mozna je odniesc do partnera autorki watku?

                          co do tego nie ma między nami zgodności :P
      • ta_ruda Re: czy to zdrada??? 12.04.12, 15:47
        jakby nie sprawdzila to by zyla przez kolejne kilka miesiecy a moze i lat oszukiwana, zdradzana i na 2 planie..... gdyby tylko nie sprawdzila komorki. Dlatego wlasnie trzeba szanowac czyjas prywatnosc, szczegolnie jak sie ma podejrzenia bo mozna sie dowiedziec bolesnej prawdy (ironizuje tutaj oczywiscie).


        bigbadpig napisał:

        > zgodnie z Twoją prośbą powstrzymuję się od komentowania dlaczego grzebałaś w te
        > lefonie
      • butterfly510 Re: czy to zdrada??? 27.04.12, 19:26
        Świetna,profesjonalna rada.Zgadzam się w 100%
    • alexon19 zależy .... 11.04.12, 13:30
      mój kolega mówi że za granicą i po pijaku się nie liczy jak o zdrada hehe
      • gomory Re: zależy .... 11.04.12, 13:52
        no i z babą kolegi też się nie liczy jak o zdrada hehe
        • urquhart Re: zależy .... 11.04.12, 15:18
          gomory napisał:

          > no i z babą kolegi też się nie liczy jak o zdrada hehe

          Podobnie jak nie liczy się grzebanie i ujawnianie tajemic w nie pilnowanym i niezahasłowanym telefonie małżonka (małżonki nie spotkałem się jeszcze) :)
    • urquhart kolacja i całowanie to flirt czy zdrada? 11.04.12, 15:58
      A tak przy okazji, całowanie i kolacja za plecami partnerki to jeszcze flirt czy już zdrada waszym zdaniem?
      • bigbadpig Re: kolacja i całowanie to flirt czy zdrada? 11.04.12, 16:18
        wiesz, że ilu ludzi tyle granic, osobiście uważam, że gdybyśmy całowanie uznali za zdradę to trzeba by wymyślić nowe słowo na seks :P
        pewnie, że 'zdradzany' zwykle całowania za plecami też sobie nie życzy, ale jeśli już to słowo ma coś znaczyć to niech oznacza seks, bo tak to można granicę przesuwać dowolnie (np. czy skoro całowanie to już zdrada, to ugryzienie w ucho to zdrada? itd.)

        ewentualnie jest jeszcze zdrada emocjonalna która dla mnie osobiście jest zgrzytem bo pod wartościujące oceniające słowo 'zdradzający' podsuwa osobę której 'winą' jest zakochanie. Jednak z praktycznego punktu widzenia sytuacja, gdy osoba w związku jest w silnej emocjonalnej fascynacji osobą spoza związku, kiedy ta więź jest utrzymywana w trwaniu i w tajemnicy to nadaje się to mimo wszystko do określenia zdradą - tutaj teoretycznie nie musi być nawet pocałunków :P

        Tak na prawdę dyskusja o wachlarzu znaczeń słowa zdrada, to dyskusja o indywidualnych granicach akceptacji zachowań partnera, dalej idąc dyskusja o modelach związków i poczuciu pewności siebie, potrzebie bezpieczeństwa itd. ... :P
        • urquhart silnej emocjonalnej fascynacji osobą spoza związku 11.04.12, 17:40
          bigbadpig napisał:
          > iną' jest zakochanie. Jednak z praktycznego punktu widzenia sytuacja, gdy osoba
          > w związku jest w silnej emocjonalnej fascynacji osobą spoza związku, kiedy ta
          > więź jest utrzymywana w trwaniu i w tajemnicy to nadaje się to mimo wszystko do
          > określenia zdradą - tutaj teoretycznie nie musi być nawet pocałunków :P

          Zdrada jedynie jako fascynacja ? Ciekawy aspekt.
          Podobno naprawdę wg psychoewo podświadomie mężczyznę boli zdrada seskualna żony bo może prowadzić do podrzucenia i inwestowania w nie swoje geny, a kobietę boli zdrada jako facynacja i zaangażowanie w inną kobietę, bo może doporowadzić do porzucenia i zaprzestania dostarczania zasobów jej potomstwu. I tak to sancjonowały te przewinienia rózne kultury przez całą historię. Kobieta była karana za códzołostwo i pozamałżeńskie stosunki, mężczyzna zaś za porzucenie rodziny.
          Natomiast dzisiejsze odwrócenie tych zależności to podobno jedynie typowa gra i manipulacja na obawach drugiej strony by jak najwiecej ugrać i uzyskać władzy i kontroli co do mnie bardzo przemawia :)
          • bigbadpig Re: silnej emocjonalnej fascynacji osobą spoza zw 11.04.12, 18:21
            nie do końca jasno się wyraziłem być może: nie sama fascynacja ale podtrzymywanie relacji w której powstaje mocna więź (mówiąc wprost zakochanie), ukrywanie jej itd.
            w praktyce widzę tu zdradę bo albo się od tego odcinasz i z tym walczysz (np. unikanie spotkań itd) albo się temu poddajesz przez co chcąc nie chcąc sprawiasz, że twój stały partner w twoich oczach staje się jedynie przeszkodą w czymś ekscytującym, a droga prowadzi prosto do rozstania lub chociaż zdrady w sensie fizycznym - dlatego powiedziałem na początku fascynacja jako taka to nie zdrada, ale fascynacja którą pogłębiasz jest imo większym problemem niż wspomniany przez Ciebie pocałunek
            • bigbadpig Re: silnej emocjonalnej fascynacji osobą spoza zw 11.04.12, 18:44
              i żeby nie było wątpliwości co do mojego stanowiska, nie chcę tu niczego wartościować ujemnie. każdy się może zakochać, co więcej każdy może znaleźć się pewnie w sytuacji w której ta nowa miłość będzie warta tego by za nią pójść, nazywanie tego zdradą brzmi jak oskarżenie; tak naprawdę jednak, dla mnie to ma oznaczać w tym konkretnym przypadku tylko i aż, wystąpienie z działaniem przeciw dotychczasowemu związkowi. nie mam tu aspiracji do uniwersalnych osądów.
              • mujer_bonita Re: silnej emocjonalnej fascynacji osobą spoza zw 11.04.12, 19:36
                bigbadpig napisał:
                > ciować ujemnie. każdy się może zakochać, co więcej każdy może znaleźć się pewni
                > e w sytuacji w której ta nowa miłość będzie warta tego by za nią pójść, nazywan
                > ie tego zdradą brzmi jak oskarżenie; tak naprawdę jednak, dla mnie to ma oznacz
                > ać w tym konkretnym przypadku tylko i aż, wystąpienie z działaniem przeciw doty
                > chczasowemu związkowi. nie mam tu aspiracji do uniwersalnych osądów.

                Ja się tak zastanawiam jak wielki relatywizm moralny można wprowadzić, jak eufemistycznych określeń użyć, żeby nie nazywać rzeczy po imieniu bo nie daj Boże kogoś się 'osądzi'???

                Czemu nazwanie czegoś otwarcie jest takie złe?? Nie można zdrady nazwać zdradą tylko trzeba używać ekwilibrystyki słownej 'wystąpienie z działaniem przeciw dotychczasowemu związkowi'???? Czemu to ma służyć? Zaciemnieniu obrazu? Wybieleniu win?

                Zdrada jest zdradą - jest sprzeniewierzeniem się zasadom obowiązującym między dwojgiem ludzi. Zasadom, które sami ustalają. I tak - ludzie te zasady łamią czyli ZDRADZAJĄ. Co jest złego w prostym stwierdzeniu tego faktu?

                Jak kradzież nazwiesz 'przywłaszczeniem mienia' to może brzmi lepiej ale czy się nie zmienia.
                • bigbadpig Re: silnej emocjonalnej fascynacji osobą spoza zw 11.04.12, 21:26
                  > Zdrada jest zdradą - jest sprzeniewierzeniem się zasadom obowiązującym między d
                  > wojgiem ludzi. Zasadom, które sami ustalają. I tak - ludzie te zasady łamią czy
                  > li ZDRADZAJĄ. Co jest złego w prostym stwierdzeniu tego faktu?

                  Piszesz to pod moim postem więc chyba do mnie? W którym miejscu ujawniłem poglądy, że zdrada nie jest żadną z tych rzeczy? Niby z czymś dyskutujesz, ale chyba ze sobą albo z jakimś użytkownikiem zbanowanym przeze mnie, którego postów nie widzę :P. Ujawniasz trywializmy, odkrywasz, że zdrada jest zdradą. Jeśli, potrzebujesz wsparcia w dyskusji z kimś kto zaprzecza, że zdrada jest wystąpieniem przeciw ustalonym zasadom - udzielam Ci moje - zdrada jest zdradą i wszystkim co tam napisałaś powyżej.
                  Teraz już nie powinnaś się czuć jedyną która 'nazywa rzeczy po imieniu'

                  Jeśli biadasz zatrwożona nad moim brakiem zasad to muszę potwierdzić Twoje obawy - nieogarniony jest mój relatywizm moralny. Nie zapalam się słusznym gniewem kiedy słyszę, że ktoś zostawił żonę dla innej kobiety i nie przestaję dobrze bawić się w towarzystwie znajomej która zdradza męża (mimo, że nie ze mną) O zgrozo! są tacy degeneraci dookoła którzy nie podzielają twoich zasad

                  > Nie można zdrady nazwać zdradą
                  > tylko trzeba używać ekwilibrystyki słownej
                  > 'wystąpienie z działaniem przeciw dotychczasowemu związkowi'?

                  Twoje szarpanie tematu na strukturalne strzępy, nie służy już chyba niczemu. Czy ty jeszcze rozumiesz w ogóle co jest powyżej napisane? Kiedy piszę o tym dlaczego dane zachowanie jest zdradą - to dla Ciebie jest to wystąpienie przeciw nazwaniu tego zdradą? Pogubiłaś się troszeczkę
                  • urquhart relatywizm 11.04.12, 22:27
                    bigbadpig napisał:
                    > Jeśli biadasz zatrwożona nad moim brakiem zasad to muszę potwierdzić Twoje obaw
                    > y - nieogarniony jest mój relatywizm moralny. Nie zapalam się słusznym gniewem
                    > kiedy słyszę, że ktoś zostawił żonę dla innej kobiety i nie przestaję dobrze ba
                    > wić się w towarzystwie znajomej która zdradza męża (mimo, że nie ze mną) O zgro
                    > zo! są tacy degeneraci dookoła którzy nie podzielają twoich zasad

                    Zaiste relatywizm jest groźny i gromią go słusznie z anteny jedynie słusznego radia.
                    Każdy kiedyś dociera do momentu kiedy dostrzega że upolowanie młodych owieczek przez lwicę jest złe dla owieczek a dobre dla małych lwiątek. Ot typowe zagadnienie relatywizmu złą w przyrodzie.

                    Kiedyś bedąc ostatnim klientem nocą w Lidlu byłem świadkiem reflekcji nad relatywizmem zdrady dwu ekspedientek. Jedna mówi: wiesz mój brat ma kochankę. I nie wiem czy to dobrze czy źle. No jak to!!! grzmi druga. No bo wiesz zawsze był w depresji a teraz chodzi rozpromieniony, zaczął się myć, zmieniać koszulę codzienne, ba nawet kupił markową wodę. Wiesz zachowywał się jak dziad przy żonie a teraz jest zupełnie inny." :) :) :)
                  • mujer_bonita Re: silnej emocjonalnej fascynacji osobą spoza zw 11.04.12, 22:29
                    bigbadpig napisał:
                    > Twoje szarpanie tematu na strukturalne strzępy, nie służy już chyba niczemu. Cz
                    > y ty jeszcze rozumiesz w ogóle co jest powyżej napisane?

                    Oczywiście, że rozumiem co właśnie potwierdziłeś. Wielki relatywizm moralny. Eufemizmy. Zaciemnianie. Wszystko, żeby nie powiedzieć, że zła rzecz jest złą rzeczą.

                    A ponad to wszystko - czucie się lepszym z powodu takich poglądów. Z resztą nie tylko Ty. Udawanie, że wszystko jest względne. Nikt nie jest winny wszyscy szczęśliwi :) Na nikogo złego słowa.

                    Zgniła polityczna i hedonistyczna poprawność.

                    A prawda jest taka, że zła rzecz jest złą rzeczą. Zdrada, sprzeniewierzenie się zasadom jest ZŁE. Nie 'moralnie relatywne'. Jest ZŁE. Ludzie robią ZŁE rzeczy, które nie przestają być złe bo z nimi imprezujesz. Dlaczego tak często jest to przyznać? Dlaczego używasz eufemizmów, bo właściwe nazwy danych zachowań brzmią Ci jak 'oskarżenie'? Bo jest 'wartościowaniem'?

                    Co złego jest w nazywaniu rzeczy PO IMIENIU?
                    • urquhart Re: silnej emocjonalnej fascynacji osobą spoza zw 11.04.12, 22:42
                      mujer_bonita napisała:
                      > Oczywiście, że rozumiem co właśnie potwierdziłeś. Wielki relatywizm moralny. Eu
                      > femizmy. Zaciemnianie. Wszystko, żeby nie powiedzieć, że zła rzecz jest złą rze
                      > czą.

                      Oburzasz się a sama stosujesz relatywizm. Mniejsze świństwo czyli grzebanie w telefonie tłumaczysz koniecznością prewencji sprawdzenia czy aby nie zaistniało świństwo większe czyli niewierność seksualna.
                      • mujer_bonita Re: silnej emocjonalnej fascynacji osobą spoza zw 12.04.12, 08:36
                        urquhart napisał:
                        > Oburzasz się a sama stosujesz relatywizm. Mniejsze świństwo czyli grzebanie w t
                        > elefonie tłumaczysz koniecznością prewencji sprawdzenia czy aby nie zaistniało
                        > świństwo większe czyli niewierność seksualna.

                        Nie - nie 'tłumaczę'. Dostrzegam po prostu różną WAGĘ czynu. Sam piszesz - 'mniejsze świństwo', 'większe świństwo'.

                        A relatywizm nie polega na dostrzeganiu wagi czynu tylko różnej jego ocenie (albo właśnie nie ocenianie) z uwagi na przykład na to, że złego czynu dokonuje nasz znajomy. Kalizm? Jak np. BidBagPiga zdradzi partnera to powie 'zdradziła, zła kobieta była', a jak robi to jego znajoma to eufemistycznie dokonuje 'wystąpienie z działaniem przeciw dotychczasowemu związkowi'. Czym się to różni poza oczywistym wybielaniem osoby dokonującej czynu?

                        Po co używać takich eufemizmów? Mam wrażenie, że idiotycznie pojmowana polityczna poprawność nie pozwala ludziom mówić o czymś wprost. Wymyślamy setki określeń, żeby coś brzmiało lepiej. 'Przywłaszczenie mienia' zamiast kradzieży, 'minięcie się z prawdą' zamiast kłamstwa, 'wystąpienie z działaniem przeciw dotychczasowemu związkowi' zamiast zdrady. Jaki to ma cel?
                        • bigbadpig Re: silnej emocjonalnej fascynacji osobą spoza zw 12.04.12, 11:12
                          mujer spróbuj jeszcze raz tylko tym razem powoli i bez nerwów:

                          > kiedy ta więź jest utrzymywana w trwaniu i w tajemnicy to nadaje się to mimo wszystko do określenia zdradą
                          > w praktyce widzę tu zdradę bo albo się od tego odcinasz i z tym walczysz (np. unikanie spotkań itd) albo się temu poddajesz przez co chcąc nie chcąc sprawiasz (...) droga prowadzi prosto do rozstania lub chociaż zdrady w sensie fizycznym
                          > nazywanie tego zdradą brzmi jak oskarżenie; tak naprawdę jednak, dla mnie to ma oznaczać w tym konkretnym przypadku tylko i aż, wystąpienie z działaniem przeciw dotychczasowemu związkowi.

                          na podstawie moich tekstów w tym tonie uznałaś, że ukrywam zdradę pod eufemizmami i tłumaczysz z konsekwencją godną lepszej sprawy, że zdrada to zdrada. otóż skoro nie zrozumiałaś to wyjaśniam: w odpowiedzi na pytanie urqu o granice za którą zaczyna się zdrada - napisałem, że osobiście umieściłbym pod pojęciem zdrady - również zdradę emocjonalną, nawet bez fizycznej manifestacji. chwilę później zaczęłaś powtarzać swoje "eufemizmy!", "wybielanie!" i tak ciągniesz przez kolejne kilka postów, naprawdę załóż wątek z pytaniem w temacie "czy zdrada to zdrada?" i tam wpisuj kolejne posty z taką treścią jak powyżej bo tu moimi postami bałagan robisz. dyskutując ze swoimi wyobrażeniami.

                          a co do Twojego równie odkrywczego "zło to zło" możesz mi wyjaśnić na jakich podstawach mam przyjąć właśnie Twój kodeks etyczny? Bóg Ci powiedział co należy potępiać, i teraz się łaskawie dzielisz tą wiedzą? A może po latach studiów filozoficznych odkryłaś w laboratorium, że etyka ma charakter materialny i należy tylko ją zbadać i podać jej opis z którym nie da się dyskutować?
                          • mujer_bonita Re: silnej emocjonalnej fascynacji osobą spoza zw 12.04.12, 18:55
                            bigbadpig napisał:
                            > tórą zaczyna się zdrada - napisałem, że osobiście umieściłbym pod pojęciem zdra
                            > dy - również zdradę emocjonalną, nawet bez fizycznej manifestacji. chwilę późni
                            > ej zaczęłaś powtarzać swoje "eufemizmy!", "wybielanie!"

                            Bigbadpig - napisałeś konkretnie (po czym sam zasytowałeś swoje słowa):
                            > nazywanie tego zdradą brzmi jak oskarżenie; tak naprawdę jednak, dla mnie
                            > to ma oznaczać w tym konkretnym przypadku tylko i aż, wystąpienie z działaniem
                            > przeciw dotychczasowemu związkowi.

                            I co z tego, że brzmi jak oskarżenie? No co z tego? Czyn jest czynem. Kradzież popełniona z chciwości czy głodu pozostaje kradzieżą. Okoliczności są różne ale istota czynu się nie zmienia.

                            > a co do Twojego równie odkrywczego "zło to zło" możesz mi wyjaśnić na jakich po
                            > dstawach mam przyjąć właśnie Twój kodeks etyczny? Bóg Ci powiedział co należy p
                            > otępiać, i teraz się łaskawie dzielisz tą wiedzą? A może po latach studiów filo
                            > zoficznych odkryłaś w laboratorium, że etyka ma charakter materialny i należy t
                            > ylko ją zbadać i podać jej opis z którym nie da się dyskutować?

                            I to jest takie typowe zaciemnianie. Przecież nikt nie wie co to jest 'zło' więc... no właśnie - więc CO? Zła nie ma? Jeżeli złodziej nie uważa kradzieży za zło to nie jest ona zła?

                            Nie - Bóg mi niczego nie 'powiedział'. Mój kodeks etyczny jest znacznie surowszy niż średnia na tym forum. Nie potępiam ludzi tylko CZYNY a konkretnie krzywdę wyrządzaną drugiemu człowiekowi. I stanowczo protestuję przeciw 'filozofii' która powoduje, że krzywda wyrządzona jednemu człowiekowi przestaje być nazywana krzywdą bo innemu przyniosła korzyść.
                            • bigbadpig Re: silnej emocjonalnej fascynacji osobą spoza zw 12.04.12, 22:07
                              > I stanowczo protestuję przeciw 'filozofii' kt
                              > óra powoduje, że krzywda wyrządzona jednemu człowiekowi przestaje być nazywana
                              > krzywdą bo innemu przyniosła korzyść.

                              O co chodzi z tymi Twoimi środkami wyrazu? Teraz stanowczo protestujesz aby krzywdy nie przestawać nazywać krzywdą, wcześniej perorujesz, że zło to zło i bronisz prawa do nazywania zdrady zdradą. To jest Twój konik, żeby bronić świata przez herezją, jakoby A nie było A?
                              Nie bój się tego nawet Derrida by się nie odważył twierdzić :P
    • proto Re: czy to zdrada??? 12.04.12, 08:47
      Nie napisałaś wcześniej jakie reguły panują w Waszym związku. Jeżeli klasyczne, to jest to oczywiście zdrada.
      • elsa33 Re: czy to zdrada??? 12.04.12, 15:31
        serdecznie Ci współczuję, tracisz czas na dochodzenie, czy było coś czy nie. To nie ma znaczenia, jeśli nawet nie było to on najwyraźniej gorąco by tego pragnął. Ja bym panu podziękowała
        Jeśli nie macie dzieci to zawijaj się jak najszybciej
        • asocial Re: czy to zdrada??? 12.04.12, 21:01
          niekoniecznie wyrzucac faceta z walizkami, bez przesady.
          Ale wg mnie na pewno
          -przynajmniej sie pocalowali (nie pisalby, ze pamieta smak jej ust, gdyby tego smaku nie czul)
          -chcial kontynuowac znajomosc w jakims kierunku (najpewiej seksu)
          -tlumaczy sie tobie, ze byl pijany i nie wiedzilal dlaczego pisal takie smsy, ale jest pewien, ze do niczego miedzy nimi nie doszlo? I w ogole dlaczego mial jej numer telefonu?
          slowem, kkupy sie nie trzymaja te jego tlumaczenia.

          Ja bym zrobila prewencyjnie jesien sredniowiecza (bo raczej do seksu nie doszlo, btw, smsow zwrotnych nie znalazlas, bo je skasowal, proste) i zastanowila sie czy byc czy nie byc z facetem i tyle.

          Zdradza sie z roznych powodow, czasem z nudow, czasem z frustracji, z checi czegos nowego, niemocy (bo np. nawalony i poddaje sie emocjom), etc, etc. Zadne z tych przykladow nie jest absolutnie zadnych wytlumaczeniem, ale o ile nie macie 15-20 lat, nie konczylabym z tego powodu zwiazku, tylko starala sie szukac przyczyny. Badz tylko w pelni swiadoma tego co sie stalo nie wypieraj tego ani nie tlumacz kolesia, jak to robisz w tych postach.
          • quinnmarry55 Re: czy to zdrada??? 12.04.12, 21:10
            asocial napisała:
            Ale wg mnie na pewno
            > -przynajmniej sie pocalowali (nie pisalby, ze pamieta smak jej ust, gdyby tego
            > smaku nie czul)
            > -chcial kontynuowac znajomosc w jakims kierunku (najpewiej seksu)
            > -tlumaczy sie tobie, ze byl pijany i nie wiedzilal dlaczego pisal takie smsy, a
            > le jest pewien, ze do niczego miedzy nimi nie doszlo? I w ogole dlaczego mial j
            > ej numer telefonu?> slowem, kkupy sie nie trzymaja te jego tlumaczenia.

            I tuteż właśnie mam największe wątpliwości-ni kupy, ni d.py się nie trzyma...

            > Ja bym zrobila prewencyjnie jesien sredniowiecza (bo raczej do seksu nie doszlo
            > , btw, smsow zwrotnych nie znalazlas, bo je skasowal, proste)
            smsy zwrotne znalazłam owszem ale nie były jednoznacznie potwierdzające-nt pocałunków nic, nt kolacji nic-suche, potwierdzające tylko znajomość nic więcej....

            Badz tylko w pelni swiadoma tego co sie stalo nie wypieraj tego ani nie
            > tlumacz kolesia, jak to robisz w tych postach.

            nie wypieram, nie tłumaczę go-szukam odpowiedzi....
            byc może moje słowa wyglądają jak bym to robiła, może podswiadomie chciałabym, żeby to wszystko okazało się bzdurą- ale powtarzam jeszcze raz nie, nie tłumaczę go.....
            • asocial Re: czy to zdrada??? 12.04.12, 21:18
              no to masz odpowiedz:

              - poznal laske na jakiejs imprezie
              - pocalowali sie
              - wymienili sie numerami tlf
              - on do niej pisal
              - ona nie byla zainteresowana

              - z jakiegos powodu go przylapalas, on sie broni i sie nie przyznaje, pewnie pierwszy raz to sie jemu zdarzylo, bo klamie dosc niezrecznie- ze byl na tyle pijany, ze nie wie skad te smsy, ale na tyle trzezwy, ze jest pewny, ze do niczego nie doszlo- moja 6letnia siostrzenica wymyslilaby lepsza scieme.

              wiec nie doszukuj sie dowodow na to, ze nic sie nie stalo, bo w pierwszym smsie wyraznie jest napisane, ze sie stalo i to w dodatku sms, ktory wyszedl od twojego faceta.
              Nie zastanawiaj sie juz nad tym, bo wszystkie fakty znasz i zacznij pracowac nad ewentualna przyszloscia zwiazku i co z tym fantem zrobic.
              • zuzi.1 Re: czy to zdrada??? 15.04.12, 23:00
                asocial napisał:"Nie zastanawiaj sie juz nad tym, bo wszystkie fakty znasz i zacznij pracowac nad ewentualna przyszloscia zwiazku i co z tym fantem zrobic."

                Dobre ;-) ale nad jaką przyszłością związku z kimś takim powinna się zastanawiac???? przecież po kolejnej zakrapianej imprezie będzie miała ten sam problem, z kimś takim nie nalezy tworzyc związku, a jeżeli już jesteś z nim w związku to go zwyczajnie zakończ, szkoda życia. Kobiety są jednak baaaardzo naiwne, sprawa jest jasna, ten pan nie nadaje się do bycia z nim w związku.
                • sabat77 Re: czy to zdrada??? 15.04.12, 23:24
                  zuzi.1 napisała:
                  > z
                  > kimś takim nie nalezy tworzyc związku, a jeżeli już jesteś z nim w związku to
                  > go zwyczajnie zakończ, szkoda życia. Kobiety są jednak baaaardzo naiwne, sprawa
                  > jest jasna, ten pan nie nadaje się do bycia z nim w związku.

                  Byłbym ostrożny z wysuwaniem takich tez. Nie znamy punktu widzenia drugiej strony. Skąd wiemy jak wyglądają w tym związku wzajemne relacje ? Może gość dostał kopa to poszedł do innej, a teraz jest poczucie utraty i gorzkie żale na forum ?

                  Kobiecie może być trudno to zrozumieć, ale prosty przykład odwracając kota ogonem - facet traktuje swoją żonę jak śmiecia, poniża ją, a po pewnym czasie żona spotyka kogoś i ... dzieje się.
                  Jej mąż dowiaduje się, robi aferę, idzie z kolegami na wódkę i żali się że wszystkie kobiety to k....y
                  Czy to znaczy w tej sytuacji, że ta kobieta nie nadaje się do związku ?

                  Nie wyciągajmy pochopnych wniosków.
                  • asocial Re: czy to zdrada??? 16.04.12, 16:25
                    ja tez nie uwazam, zeby zdrada (zwlaszcza taka, widac ze to pierwszy raz, pan nieudolny, niezdarny i najwyrazniej przypadkowo) byla powodem do zakonczenia zwiazku i nie ma to zadnego zwiazku z naiwnoscia. Sa rzeczy i uklady, o ktorych sie filozofom nie snilo,)
                    Oczywiscie, mam na mysli zwiazek doroslych ludzi, z calym dobrodziejstwem inwentarza typu mieszkanie razem, moze dzieci i nie ma wiekszych problemow.
                    Na pewno jest to powod do zrobienia jesieni sredniowiecza, mega focha na dlugi czas, spektakularne wyrzucenie z domu tez moze byc.
    • hanipl Re: czy to zdrada??? 20.04.12, 11:46
      może jeszcze nie zdrada, ale próba nawiązania bardzo bliskiej "znajomości", jak go nie weźmiesz krótko za jajeczka to może skończyć się romansem. no chyba że Ci nie zależy to daj sobie spokój, bo pilnowanie i brak zaufania jest męczący, szkoda Twojego zdrowia i życia
      • bez_przekazu Re: czy to zdrada??? 27.04.12, 19:06
        nie zdrada,ale skurwysynstwo. piszesz to tak lekko, z poczuciem humoru,ze wlasciwie nie wiem ,czy to jest dla ciebie problem czy nie? wydaje mi sie to drugie.
    • lonely.stoner Re: czy to zdrada??? 29.04.12, 20:12
      nie no, ja w takie glupie bajki wierzylam moze w liceum, teraz juz sie nie dam nabrac.
      Nic sie nie wydarzylo?? tak, jasne, a numer telefonu skad mial??

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka