Ile razy dziennie - pytanie

22.03.13, 17:28
Dzień dobry!
Chciałabym spytać o następującą rzecz: jeśli chłopak chce uprawiać seks 3 razy dziennie, czy jest to tzw. norma? Jesteśmy razem od 3 miesięcy (dodaję to, bo na pewno jest to ważne).
I jeszcze jedno - mój chłopak ma 25 lat.
Z góry bardzo dziękuję za poważne odpowiedzi!
    • that.bitch.is.sick Re: Ile razy dziennie - pytanie 22.03.13, 17:54
      kotoshi napisała:

      > Dzień dobry!
      > Chciałabym spytać o następującą rzecz: jeśli chłopak chce uprawiać seks 3 razy
      > dziennie, czy jest to tzw. norma? Jesteśmy razem od 3 miesięcy (dodaję to, bo n
      > a pewno jest to ważne).
      > I jeszcze jedno - mój chłopak ma 25 lat.
      > Z góry bardzo dziękuję za poważne odpowiedzi!

      Tak, to norma dla tego wieku i dla tego stażu, co nie znaczy że trzeba realizować się jedynie ze względu na potrzeby jednej strony.
      • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 22.03.13, 18:20
        Dzięki za odpowiedź! Zastanawiam się nad tym, bo nigdy nie słyszałam o takim przypadku (z wiarygodnego źródła). Przy tym myślałam, że po jakimś czasie chłopak się "uspokoi", tzn. po zamieszkaniu razem - wprowadziłam się do niego pod koniec lutego, więc już mija miesiąc.
        Nie zawsze realizujemy tę "normę", często się nie da (on wraca z pracy późno, rano ja często jeszcze śpię, gdy on wychodzi), natomiast w weekend mój chłopak odrabia straty :)
        Owszem, to dla mnie chyba trochę za dużo.
        • loppe Re: Ile razy dziennie - pytanie 22.03.13, 18:56
          kotoshi napisała: Owszem, to dla mnie chyba trochę za dużo.

          karoshi to w jęz. japońskim śmierć z przepracowania
          kotoshi...
          :)
          pzdr.
          • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 22.03.13, 19:03
            Ale to nie mój login! Mój login znaczy "rok bieżący" :)
            Daleko mi do śmierci z przepracowania, no nie przesadzajmy.
            • rekreativa Re: Ile razy dziennie - pytanie 22.03.13, 19:05
              Więc jednak to nick świadomy :) Ale dlaczego akurat "rok bieżący"?
          • rekreativa Re: Ile razy dziennie - pytanie 22.03.13, 19:05
            "Kotoshi" po japońsku oznacza "w tym roku", ale wątpię, by to było przez autorkę zamierzone :)
            • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 22.03.13, 19:10
              rekreativa napisała:

              > "Kotoshi" po japońsku oznacza "w tym roku", ale wątpię, by to było przez autork
              > ę zamierzone :)

              Hej, szukałam w słowniku czegoś na login, żeby ładnie brzmiało i żeby nie wpisywać cyferek.
              Ale się nabijacie ze mnie...
              • rekreativa Re: Ile razy dziennie - pytanie 22.03.13, 19:35
                Sorki, to takie życzliwe nabijanie :)
                Przynajmniej z mojej strony, bo lubię japoński.
                • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 23.03.13, 09:33
                  A czy mogę spytać, z jakiej książki się uczyłaś? Próbowałam kiedyś z dwóch czy trzech, w żadnej nie mogłam ogarnąć gramatyki (uważam, że nigdzie nie była dobrze wyjaśniona). No więc dałam sobie spokój.
                  • loppe Re: Ile razy dziennie - pytanie 23.03.13, 10:14
                    Dziewczyny, rozpropagujcie nieco kulturę gejszowską na forum
                    • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 23.03.13, 14:50
                      Loppe, raczej wolałabym, byś odpowiedział na zadane w pytanie, a nie pisał takie rzeczy :)
                  • rekreativa Re: Ile razy dziennie - pytanie 23.03.13, 10:56
                    Ja się uczyłam i wciąż uczę z dwóch źródeł: ESKK - korespondencyjny kurs, przysyłają Ci zeszyt lekcyjny co miesiąc wraz z CD, tam masz pracę domową do wykonania, którą odsyłasz do sprawdzenia. Jeśli jesteś osobą w miarę systematyczną, to ten kurs jest naprawdę świetny, szczególnie gdy chodzi o gramatykę, która jest wyjaśniona ładnie i szczegółowo.
                    Ja się z ESKK juz dwóch języków biegle nauczyłam.
                    A drugie źródło to stronka www.japanesepod101.com/
                    Tylko to po angielsku i płatne (niedużo, parę dolców miesięcznie). Też fajny kurs, na wszelkich możliwych poziomach zaawansowania, dużo słownictwa potocznego i dobry na ćwiczenie rozumienia ze słuchu.
                    • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 23.03.13, 14:48
                      Dzięki za wskazówki, ten kurs z linka to chyba byłoby coś dla mnie.
                      Jeszcze coś mi się przypomniało (mój chłopak kupił mi to przez net):
                      www.amazon.com/Beginning-Japanese-Part-Language-Series/dp/0300001355/ref=pd_sim_b_1/183-2396879-4344067 - i w sumie najbardziej mi odpowiada, ale jednak wolałabym coś multimedialnego, a to byłoby jako uzupełnienie.
    • tygrys-bez-rys おはようございまӕ 22.03.13, 22:25
      Biorac pod uwage wiek i staz 3 razy to malo. Mozesz wiec byc spokojna, w najblizszym czasie bedzie co najwyzej raz na tydzien.
    • lusseiana Re: Ile razy dziennie - pytanie 26.03.13, 19:01
      Na pewno nie jest to nic nienormalnego. Nam przez pierwsze dwa lata związku chciało się i po 5-6 razy dziennie :) Obecnie, po pięciu latach raz na dzień - dwa jest wystarczającym minimum, chociaż w weekendy również wyrabiamy ponad "normę" ^^

      Problem może być natomiast w tym, czy Tobie taka częstotliwość pasuje - jeśli to za dużo, to mu to po prostu powiedz, tylko bez zarzutów, że jest zboczony, nienormalny, nadpobudliwy i myśli tylko o jednym, bo nie jest ;)

      Pozdrawiam.
      • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 27.03.13, 15:00
        Lusseiana, bardzo Ci dziękuję za odpowiedź.
        Co do powiedzenia mu tego - już mówiłam. Ale to wygląda tak, że on mnie zbywa żartami, tak jakby udawał, że tego nie bierze serio.
        A gdy mówię mu to w sytuacji "bezpośredniej", czyli gdy zaczyna dobierać się do mnie, to odpuszcza na chwilę, potem znowu robi swoje. Działa na zmęczenie. Jednak czasem też mi się w końcu zachciewa, no i tak to wygląda.
        Przy tym średnio jedna noc w tygodniu jest taka, że mało śpimy :) Przeważnie z soboty na niedzielę (potem pół niedzieli to odsypiam). Czy to też jest normalne? A mój chłopak w sobotę dużo trenuje, więc skoro jest po długim intensywnym wysiłku, do tego dochodzi wyjście gdzieś wieczorem, to ja już w ogóle nie rozumiem, skąd on bierze siły na taką noc.
        • kag73 Re: Ile razy dziennie - pytanie 27.03.13, 17:08
          Dziewczyno, coz to za pytania, mlodzi jestescie i jestescie na poczatku. Tak, wszystko, jak dla mnie, normalne. Pol soboty i niedzieli nie wychodzilismy z lozka i wcale tego nie zaluje. Ciesz sie tym co masz, jezeli mozesz, bo uwierz mi na slowo: nie bedzie tak zawsze.
          Skoro jednak brakuje Ci ochoty...coz zrobic. Przeczekaj jakos az mu troche minie i bedzie mniej.
          I owszem on chce trzy razy dziennie, ale jak widac nie ma, bo sie nie da. Mlody facet jest, powinnien wrecz miec energie:)
          Nie potrafilabym zliczyc ile nocy pozarywalam w mlodosci i nie zaluje.
          • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 27.03.13, 17:44
            Kag, pytam, bo nie mam z kim o tym porozmawiać :)
            To nie jest tak, że wymyślam sobie problemy (jeśli tak uważasz), czasem jest mi tylko trochę trudno. Może też brakuje mi doświadczenia w związkach, tzn.miałam tylko jednego chłopaka, był w moim wieku, a mój obecny jest ponad 5 lat starszy ode mnie (ja niedługo będę mieć 20 lat) - i dlatego nie umiem sobie tego wszystkiego poukładać. Mój poprzedni chłopak był po prostu zupełnie inny, ale też nie mieliśmy mieszkania do dyspozycji.

            • kag73 Re: Ile razy dziennie - pytanie 27.03.13, 18:22
              No wlasnie, to troche inaczej jest jezeli ludzie zasypiaja i budza sie razem, mieszkaja razem, maja wiecej okazji.
              Inna kwestia to czy Ty tez cos z tego seksu masz czy tylko "dajesz" jemu dla swietego spokoju. I nastepna kwestia czy on tez Ciebie w ogole kreci?
              • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 27.03.13, 20:58
                Hej, Kag, oczywiście że mój mężczyzna mnie kręci! Od fizycznej strony patrząc pociąga mnie w nim dużo rzeczy, np. to, że jest wysoki i naprawdę bardzo ładnie zbudowany. Wydaje mi się, że od czasu bycia z nim seks jest dla mnie czymś znacznie więcej, niż wcześniej. Myślę, że tu chodzi o doświadczenie – bo z racji wieku ma dużo większe, niż mój były chłopak.
                To nie jest tak, że „daję” dla świętego spokoju. To zdarza się bardzo rzadko. Tylko ogólnie mi tak się wydaje tego za dużo. A do tego – on na co dzień (oczywiście gdy jesteśmy sami w domu) zachowuje się tak: np. gdy przechodzę, łapie mnie za różne części ciała  (nie da się przejść obok bez tego!). Gdy np. oglądamy DVD, cały czas mnie dotyka, próbuje rozbierać. W innych sytuacjach np. nagle mówi: Zdejmij bluzkę, proszę – podczas chwili przerwy w rozmowie. To jest zabawne, bardzo miłe, ale czasem uważam, że trochę jest tego za dużo i dlatego zastanawiam się, czy to jest normalne 
                • sea.sea Re: Ile razy dziennie - pytanie 27.03.13, 21:23
                  Czy to normalne? Normalne dla kogo? Dla mnie normalne, ale dla pani Krysi spod siódemki to już może niekoniecznie.

                  Ty nie myśl o tym, czy normalne, tylko o tym, czy to Ci sprawia przyjemność, czy nie. Co to znaczy "za dużo": irytuje? Nudzi? Czy po prostu "wydaje mi się, że inni nie robią tego tak często".
                  • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 28.03.13, 08:48
                    sea.sea napisała:

                    > Czy to normalne? Normalne dla kogo? Dla mnie normalne, ale dla pani Krysi spod
                    > siódemki to już może niekoniecznie.

                    Seasea, długo myślałam nad tym i odpowiem tak: muszę mieć jakiś punkt orientacyjny, inaczej się nie da.
                    Co do pani Krysi spod siódemki - jeśli nosi moherowy beret, to nie będę przejmować się jej opinią :) A twoją raczej wezmę pod uwagę, bo pisujesz na forum, które wydaje mi się odpowiedznie do takich pytań (dlatego je tu zadałam).

                    > Ty nie myśl o tym, czy normalne, tylko o tym, czy to Ci sprawia przyjemność, cz
                    > y nie. Co to znaczy "za dużo": irytuje? Nudzi? Czy po prostu "wydaje mi się, że
                    > inni nie robią tego tak często".
                    I sprawia przyjemność, czasem troszkę irytuje, a to ostatnie czasem też :)
                • kag73 Re: Ile razy dziennie - pytanie 28.03.13, 02:16
                  Tak, jest to dosc powszechna: 8 rak jak u osmiornicy.
                  Zapewniam Cie, ze mu przejdzie i moze jeszcze za tym zatesknisz. Korzystaj teraz :)
                  No chyba, ze Ci to naprawde przeszkadza, to mu wybij z glowy. Jestes dla niego bardzo atrakcyjna, nowa, zafascynowany jest, stad takie zachowanie.
                  • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 28.03.13, 09:09
                    Ciekawe, że to już chyba druga czy trzecia opinia, że jeszcze za tym zatęsknię :) Oczywiście nie wiem, jak będzie i z kim wtedy będę, i nie mówię nie - tylko zwróciłam na to uwagę.
                    Kag, świat jest fascynujący, skoro tak często człowiek dowiaduje się, że coś nietypowego (w jego opinii) jest powszechne :)
                    Rozbawia mnie to zachowanie czasami. Podam jeszcze przykład, bardzo typowy: mój chłopak wraca z zajęć (właściwie z pracy, bo to jakby jedno i to samo w jego wypadku), od 7 rano na nogach, w przerwie jakiś lunch. No więc po tych wielu, czasem nawet dwunastu godzinach, gdy siada do stołu, by coś zjeść, on najpierw łapie mnie i mówi "Pokaż mi coś" (wiadomo, o co chodzi). A potem mówi np. "Odwróć się, proszę, chcę obejrzeć twoją pupę". To jest strasznie śmieszne czasem, i ciekawe jest, że ma miejsce jeszcze przed zjedzeniem :)
                    • kag73 Re: Ile razy dziennie - pytanie 28.03.13, 16:10
                      Rozumiem, ze to moze troche smieszyc albo nawet peszyc. Dawno temu za moich poczatkow z mezem kiedys przed pojsciem spac ja nago do wylacznika(czy jak to sie nazywa) co by zgasic swiatlo. A on "poczeja, poczekaj, nie gas jeszcze". Ja zdziwiona co mu sie jeszcze przypomnialo a on "postoj tak jeszcze troche, bo chce sobie popatrzec". "Wariat", poyslalam i zgasilam switlo. Teraz, kochana, po 12 latach, to se bym mogla 5 minut stac nago przy wylaczniku swiatla, nawet by nie zauwazyl ;)
                      Choc i teraz sie zdarza, ze jak mam co seksownego na sobie to lubi zebym chwilke przeszla sie pare metrow przed nim, zeby on tez z tego cos mial a nie talko inni, bo wiadomo, ze jak idzie obok to nic nie widzi.
                      • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 29.03.13, 08:47
                        Fajna jest ta historia ze światłem. I dużo uczy. Mój facet to właśnie taki wzrokowiec-dotykowiec: musi popatrzeć, potem dotknąć, i tak w kółko.
                        Co do tej seksownej bielizny: zacznę od tego, że mój facet mnie w bieliźnie oczywiście lubi, chociaż zawsze wtedy podkreśla, że jest po to, żeby zaraz zdjąć, i że najbardziej podniecające jest, że przy bieliźnie zostaje już "ostatni krok" :)
                        Ale ostatnio zdarzyło mi się coś, czego nie rozumiem. Założyłam pończochy z pasem z klamrami. Nic perwersyjnego (bo właściwie w lecie noszę do mini spódniczki, jeśli chcę mieć rajstopy, a na rajstopy jako takie jest za gorąco), ale ma taki mocno erotyczny wydźwięk.
                        No i pokazałam się w tym mojemu chłopakowi.
                        Jego minę trudno opisać! Od razu widziałam, że coś mu się nie podoba. Pytam, o co chodzi, a on mówi, że jak dla niego, to okropne, nasuwa mu skojarzenia z pewnym zawodem, i że to jakiś "dysonans", i że mogę oczywiście nosić, co chcę, ale najlepiej, żeby tego akurat nie musiał oglądać :)
                        Byłam bardzo zaskoczona, bo mój poprzedni chłopak te pończochy z pasem uwielbiał (obecnemu oczywiście nic o tym nie wspomniałam!). I mój obecny, gdy ostatnio chciałam mu się w czymś pokazać, i mówię "zaraz coś fajnego założę i przyjdę do ciebie", mówi jakoś tak tak: No ale chyba nie to coś jak spod latarni! :)
                        • kag73 Re: Ile razy dziennie - pytanie 30.03.13, 04:32
                          Ludzie rozni sa, niektorym facetom sie podoba, innych wrecz odrzuca albo preferuja nagosc, najbardziej ich kreci. Do tego wola/lubia kobiety typu "grzeczna dziewczynka", czyli spodniczka mini, bluzeczka, ale tak grzecznie, delikatnie nie wyzywajaco albo bardzo sexy.
                          • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 01.04.13, 09:30
                            > Bo nie tylko powiedział, że nie lubi pończoszek, ale ich nie lubi, bo mu się ko
                            > jarzą z panią spod latarni. Oczywiście nie ma obowiązku bycia wielbicielem wyuz
                            > danych fatałaszków, ale argument "eee, jak dziwka, fuj, nie chcę na to patrzeć"
                            > mnie też nasuwa skojarzenia z MiL. Czyli: z moją kobietą, matką moich dzieci,
                            > pewnych rzeczy się nie robi, bo to nie wypada. kag73 napisała:

                            > Prawda, cos w tym moze byc.
                            A jak jest w seksie? On tak zawsze z Toba delikatnie i Cie mizia czy potrafi tez nieco ostrzej?

                            Odpowiem na obydwa wpisy jednocześnie.
                            Poczytałam o tym syndromie Madonny i ladacznicy w necie. Ale z tych opisów wynika, że mężczyzna mający to zaburzenie zasadniczo ma problemy / opory w kontaktach seksualnych z "Madonną" - a u nas jest przecież dokładnie odwrotnie :)
                            Inna rzecz: czytałam też, że mężczyźni z tym syndromem mają dużo jednorazowych przygód, a mój chłopak ma za sobą dwa dłuższe związki, więc to też nie pasuje.
                            Jednak muszę przyznać, że w jego niechęci do tego stroju było dokładnie takie "fuj, nie chcę na to patrzeć" :)
                            Jeszcze co do ubioru w ogóle: lubi odważniejszą mini i np. szpilki (na razie z powodu pory roku zakładam rzadko), ale gdy całkiem niedawno było kilka cieplejszych dni, i tak właśnie się ubrałam na zajęcia, a mój chłopak przyjechał po mnie, to jego pierwsze zdanie gdy wsiadałam do auta było mniej więcej takie: Musiałaś się aż tak porozbierać?
                            Kag, co do Twojego pytania jeszcze: nie umiem odpowiedzieć, bo nie wiem, co dla ciebie znaczy "ostrzej". W każdym razie miziającym bym go na pewno nie nazwała.
                            • hello-kitty2 Re: Ile razy dziennie - pytanie 01.04.13, 12:04
                              kotoshi napisała:

                              > Jednak muszę przyznać, że w jego niechęci do tego stroju było dokładnie takie "
                              > fuj, nie chcę na to patrzeć" :)

                              > Jeszcze co do ubioru w ogóle: lubi odważniejszą mini i np. szpilki (na razie z
                              > powodu pory roku zakładam rzadko), ale gdy całkiem niedawno było kilka cieplejs
                              > zych dni, i tak właśnie się ubrałam na zajęcia, a mój chłopak przyjechał po mni
                              > e, to jego pierwsze zdanie gdy wsiadałam do auta było mniej więcej takie: Musia
                              > łaś się aż tak porozbierać?

                              Dla mnie to oblesny typ, bo z jednej stony zaruchalby na smierc, a z drugiej jest obsesyjnie zazdrosny. Ja bym sobie dala z nim spokoj, ta zazdroscia zatruje Ci zycie. Ma jakies klopoty ze soba, bo to co go podnieca go jednoczesnie odraza. Z jednej strony bedzie Cie osaczal, ze Cie kocha i nie moze bez Ciebie zyc/przestac ruchac, a z drugiej bedzie nazywal Cie kurwa, jesli bedziesz przyciagala zainteresowanie innych mezczyzn. Chocbys byla najewierniejsza i najuczciwsza, niestety inni faceci widza to samo w Tobie, co on, poniewaz on im oczu nie pozamyka, to bedzie sie mscil na Tobie. To sie bardzo zle zapowiada.
                              • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 02.04.13, 08:32
                                :D
                                Ta diagnoza jest chyba zbyt szybka, na razie nie zauważyłam wymienionych objawów
                        • urquhart MiL? 30.03.13, 09:34
                          kotoshi napisała:
                          > co chodzi, a on mówi, że jak dla niego, to okropne, nasuwa mu skojarzenia z pew
                          > nym zawodem, i że to jakiś "dysonans", i że mogę oczywiście nosić, co chcę, ale
                          > najlepiej, żeby tego akurat nie musiał oglądać :)
                          > Byłam bardzo zaskoczona, bo mój poprzedni chłopak te pończochy z pasem uwielbi

                          Jednych wyuzdanie nakręca na maxa (jak mnie) innych blokuje i zniesmacza. Jak chilli dodane do potrawy.
                          Ale to bardzo zła prognoza sugerująca efekt Madonny i Ladacznicy u pana w późniejszym życiu.
                          • kotoshi Re: MiL? 31.03.13, 10:14
                            urquhart napisał:
                            > Jednych wyuzdanie nakręca na maxa (jak mnie) innych blokuje i zniesmacza. Jak c
                            > hilli dodane do potrawy.
                            > Ale to bardzo zła prognoza sugerująca efekt Madonny i Ladacznicy u pana w późni
                            > ejszym życiu.

                            Hej, a cóż to takiego "efekt Madonny i Ladacznicy"? I - cokolwiek by to nie było - czy można wyciągać aż takie wnioski na przyszłość? Czy to nie jest tak, jak napisała Kag, że jeden woli to, drugi tamto (Ty też tak napisałeś), po co dorabiać do tego zaraz filozofię? :)
                            • sea.sea Re: MiL? 31.03.13, 11:41
                              Bo nie tylko powiedział, że nie lubi pończoszek, ale ich nie lubi, bo mu się kojarzą z panią spod latarni. Oczywiście nie ma obowiązku bycia wielbicielem wyuzdanych fatałaszków, ale argument "eee, jak dziwka, fuj, nie chcę na to patrzeć" mnie też nasuwa skojarzenia z MiL. Czyli: z moją kobietą, matką moich dzieci, pewnych rzeczy się nie robi, bo to nie wypada.
                              • kag73 Re: MiL? 01.04.13, 00:28
                                Prawda, cos w tym moze byc.
                                A jak jest w seksie? On tak zawsze z Toba delikatnie i Cie mizia czy potrafi tez nieco ostrzej?
                                • kotoshi Re: MiL? 01.04.13, 10:15
                                  Sorry, odpowiadając na te wpisy, wkleiłam post powyżej :)
        • lusseiana Re: Ile razy dziennie - pytanie 27.03.13, 20:32
          Kotoshi, widzę, że jednak masz problem i to dość spory, takie odnoszę wrażenie. Żadne z Was nie jest na pewno nienormalne, różnicie się po prostu poziomem libido - młody, 25 letni chłopak może dużo, często i jeszcze częściej i nie ma w tym nic nadzwyczajnego :) Po 30 trochę mu testosteron odpuści i może się wtedy zrównacie. To, ze cię zbywa żartem i robi dalej swoje wynika pewnie z tego, że nie bierze twoich słów do końca na poważnie - w końcu to stary stereotyp, że jeżeli kobieta mówi "nie", to naprawdę myśli "tak". Musicie o tym poważnie pogadać, ale nie w momencie, kiedy on jest nakręcony, a mózg zszedł mu poniżej pasa, tylko przy neutralnej rozmowie. A jeśli dalej to nic nie da... hmmm, ja bym się zastanowiła nad dalszym ciągnięciem tego. Dawanie d**y dla świętego spokoju, za przeproszeniem, to nie jest metoda na udany związek.

          Jeśli chcesz pogadać, zapraszam na @ - lusseiana@gmail.com. Nie zrażaj się kilkudniową ciszą, nie zawsze mam czas/chęci siadać do komputera ^^

          Pozdrawiam.
          • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 27.03.13, 21:13
            Lusseiana, dziękuję Ci za Twoją propozycję i oczywiście skorzystam! Teraz napiszę tylko, że gdy z nim kiedyś rozmawiałam (gdy nie był nakręcony) i powiedziałam, że trochę mnie to przytłacza, to bardzo się zmartwił.
            Nie będę ciągnąć tego (ani jakiegokolwiek) związku, jeśli będę miała dość. Ale tu tak nie jest, mój chłopak ma mnóstwo zalet i jest mi z nim bardzo dobrze, jest jakiś problem, ale w żadnym związku nie jest tak, żeby problemów nie było :)
        • 3rd_sin Re: Ile razy dziennie - pytanie 30.03.13, 09:00
          Młodość :) Jeśli jeszcze częstotliwość idzie w parze z jakością, to ... korzystajcie ile się da =)
          • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 31.03.13, 10:16
            3rd_sin napisał(a):

            > Młodość :) Jeśli jeszcze częstotliwość idzie w parze z jakością, to ... korzyst
            > ajcie ile się da =)

            Jest mi bardzo dobrze i lepiej niż w poprzednim związku - ale czy to wystarczy, by zmierzyć jakość? ;)
            • 3rd_sin Re: Ile razy dziennie - pytanie 31.03.13, 10:41
              Jakość na poziomie satysfakcji i spełnienia. Gorzej jeśli notorycznie służysz za żywy masturbator ;) Ufam jednak, że tak nie jest. Byłam w różnych związkach i zdecydowanie wolałam te, w których mężczyźni byli "zaborczy" seksualnie i wykazywali duże zainteresowanie tematem. Na ironie zwiazalam się z kimś zupełnie innym i ubolewam. Brak atencji i kiepski seks, na dodatek rzadko to nic fajnego :/
              • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 01.04.13, 10:13
                3rdSin, nie wiem, jak jest. Gdy zaczęliśmy się spotykać, akurat po zakończonym (niemiło, mówiąc ogólnie) związku i nie śpieszyło mi się do czegoś poważniejszego. Powiedziałam mu, że nie wiem, czy to ma sens i że jedno wiem - nie potrafię mu na razie zaufać, bo mam za sobą bardzo przykre przeżycia z poprzedniego związku. On na to, że sam na zaufanie zawsze potrzebuje bardzo dużo czasu, i że to jest chyba naturalne, że nie możemy sobie niczego obiecywać, jednak to nie jest powód, żeby się nie spotykać.

                Mam zupełnie inną wizję początków znajomości. No i przyszło mi do głowy, że facet też jak ja ma dość związków, ale zwyczajnie potrzebuje kobiety ;) Ale dobrze mi się z nim rozmawiało, fajnie spędzaliśmy czas itp. Jednak nie wiem, jak by było, w każdym razie wtedy zachorowałam na okropną anginę, z zabójczą temperaturą, wymiotami, koszmar. Mój chłopak zabrał mnie do siebie (mieszkałam w wynajmowanym mieszkaniu, z kilkoma osobami) i wykazał tyle poświęcenia, inaczej tego nie mogę nazwać, a były to same początki znajomości, że zobaczyłam go w zupełnie innym świetle. To też przez kontrast z moim poprzednim chłopakiem, który mówiąc oględnie, zupełnie nie stawał na wysokości zadania w podobnych sytuacjach.
                3rdSin, sorry, że tak przydługo, ale bez tego trudno odpowiedzieć. Mój chłopak jest niesamowicie troskliwy, i to w nim uwielbiam. Jest też bardzo zamkniętym człowiekiem, nie lubi mówić o sobie. O jego dwóch związkach wiem np. od "osób trzecich", on sam nigdy nie wspomina o takich sprawach. Żyje swoimi studiami / pracą (kończy medycynę), wraca późno, i być może mu wygodnie tak, jak jest :) Ale mi też jest z nim bardzo dobrze, więc nie doszukuję się drugiego dna i nie wymyślam sobie problemów :)
                • 3rd_sin Re: Ile razy dziennie - pytanie 01.04.13, 11:40
                  Tak czy inaczej, moim zdaniem w potrzebach Twojego partnera nie ma nic niepokojącego. Jest młody i jak jeszcze uprawia sport i jak sadze zdrowo się odżywia, to jego libido jest wypadkowa wszystkich czynników. Zdecydowanie niepokojące byłoby, gdyby nie chciał bzykać ;) W sumie mój maz jest pierwszym przypadkiem wmoim życiu - faceta mało bzykajacego :| Ty postaraj się czasem o bardziej romantyczna otoczkę (jeśli tego potrzebujesz), a on niech robi swoje :) Dla mnie troskliwy partner (za " dnia") i nienasycony ("w nocy") to świetne połączenie.
                  • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 02.04.13, 08:44
                    Uprawia, i to dość intensywnie. Co do tej romantycznej otoczki, to może trafiłaś, że czasem tego potrzebuję. Coś wymyślę.
                    A czy mogę spytać, dlaczego kobieta taka jak Ty (tzn. mająca świadomość swoich potrzeb - tak Cię odbieram) wyszła za faceta - cytuję: "mało bzykającego"? Czytałam jakiś Twój wątek, nie znalazłam tam odpowiedzi.
                    • zawle Re: Ile razy dziennie - pytanie 02.04.13, 08:50
                      Ja mogę i 3 razy dziennie, ale nie lubię nachalusów. To by mnie odstręczało.
                      • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 02.04.13, 09:01
                        A jakby miał inne cechy, które by Cię przyciągały? Przecież to nigdy nie jest tak, że coś jest bez jakiegoś kontekstu albo tylko jedna cecha daje się odczuć.
                        • zawle Re: Ile razy dziennie - pytanie 02.04.13, 15:24
                          kotoshi napisała:

                          > A jakby miał inne cechy, które by Cię przyciągały? Przecież to nigdy nie jest t
                          > ak, że coś jest bez jakiegoś kontekstu albo tylko jedna cecha daje się odczuć.

                          Nie dałabym rady. Nie znoszę nachalusów. Są takie cechy, które wszystkie inne przymioty zniszczą.
                          • hello-kitty2 Re: Ile razy dziennie - pytanie 02.04.13, 20:01
                            zawle napisała:

                            > kotoshi napisała:
                            >
                            > > A jakby miał inne cechy, które by Cię przyciągały? Przecież to nigdy nie
                            > jest t
                            > > ak, że coś jest bez jakiegoś kontekstu albo tylko jedna cecha daje się od
                            > czuć.
                            >
                            > Nie dałabym rady. Nie znoszę nachalusów. Są takie cechy, które wszystkie inne p
                            > rzymioty zniszczą.

                            Moje slowa :) Sa takie wady, ktorych zadna kombinacja zalet nie wynagrodzi/pokryje. Dlatego przy wstepnej selekcji wystarczy oprzec sie na wadach. Konsekwentnie wstepne zachlysniecie sie zaletami i dalsza na nich koncentracja moze prowadzic do katastrofy. Wielu mezczyzn natomiast nie zna :) swoich wad lub celowo je maskuje.

                            Nachalusa przelkne ale zazdrosci nie zniose.
                            • zawle Re: Ile razy dziennie - pytanie 02.04.13, 20:19
                              hello-kitty2 napisała: > Nachalusa przelkne ale zazdrosci nie zniose.

                              A ja nie zniesę nachalnej zazdrości:)
                              • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 03.04.13, 10:10
                                zawle napisała:

                                > hello-kitty2 napisała: > Nachalusa przelkne ale zazdrosci nie zniose.
                                >
                                > A ja nie zniesę nachalnej zazdrości:)

                                Wychodzi na to, że mam okropnego faceta ;) (nachalny, zazdrosny, do tego jeszcze z syndromem madonny i ladacznicy, he he)
                                A tak zupełnie serio: jeśli chodzi o absolutnie odstręczającą mnie cechę, to nie znoszę buraków.

                                • hello-kitty2 Re: Ile razy dziennie - pytanie 03.04.13, 12:20
                                  kotoshi napisała:

                                  > A tak zupełnie serio: jeśli chodzi o absolutnie odstręczającą mnie cechę, to ni
                                  > e znoszę buraków.

                                  A jak definiujesz buraka? Podaj przyklad prosze.
                                  • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 03.04.13, 12:54
                                    Np. sika w miejscu publicznym, dłubie w zębach przy innych, głupawo rechocze, opowiada o swoim powodzeniu u kobiet.
                                    • songo3000 Re: Ile razy dziennie - pytanie 03.04.13, 12:56
                                      No wiesz....
                                      • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 03.04.13, 13:14
                                        songo3000 napisał:

                                        > No wiesz....

                                        Nie wiem, do czego się to "no wiesz" odnosi, ale chyba do opowiadania o powodzeniu. Wcale nie musisz się zgadzać, że to buractwo ;)
                                        Muszę dodać, że - tak zaobserwowałam - mężczyźni, którzy naprawdę mają powodzenie, nigdy się tym nie chwalą - kolejnym podbojem na przykład.
                                        • songo3000 Re: Ile razy dziennie - pytanie 04.04.13, 11:32
                                          Sprawdzałem co tam Cię najbardziej uwiera, hehe.
                                          • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 08:41
                                            To może załóż gabinet wróżenia z fusów.
                                            • songo3000 Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 15:44
                                              Jak widzisz wolę konsultację u wiedźmy ;)
                                        • hello-kitty2 Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 08:47
                                          > songo3000 napisał:
                                          >
                                          > > No wiesz....
                                          >
                                          > Nie wiem, do czego się to "no wiesz" odnosi, ale chyba do opowiadania o powodze
                                          > niu. Wcale nie musisz się zgadzać, że to buractwo ;)
                                          > Muszę dodać, że - tak zaobserwowałam - mężczyźni, którzy naprawdę mają powodzen
                                          > ie, nigdy się tym nie chwalą - kolejnym podbojem na przykład.

                                          Wlasnie, Songo wcale nie musisz sie zgadzac, ze to buractwo, buraku! :-)
                                          • songo3000 Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 15:46
                                            Ale mi o sikanie chodziło. Naprawdę to taki big deal? ;P
                    • 3rd_sin Re: Ile razy dziennie - pytanie 02.04.13, 16:06
                      Bo na początku bzykal często. Chyba zadlawilam się jego zaostrzeniem we mnie, a to niestety odbija się teraz szerokim echemm. Jednak pobudki przy wyborze były niewłaściwe.
                      • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 03.04.13, 10:17
                        3rd_sin napisał(a):

                        > Bo na początku bzykal często. Chyba zadlawilam się jego zaostrzeniem we mnie, a
                        > to niestety odbija się teraz szerokim echemm. Jednak pobudki przy wyborze były
                        > niewłaściwe.

                        Mniej więcej rozumiem, bo mam za sobą coś podobnego (okropne rozczarowanie - chociaż nie małżeństwo, co oczywiście nie powoduje różnych komplikacji). Obiecałam sobie w każdym razie, że tzw. miłość już nigdy nie przesłoni mi rzeczywistości.
                        • songo3000 Re: Ile razy dziennie - pytanie 03.04.13, 10:19
                          I co? obiecanki cacanki... :)
                          • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 03.04.13, 10:31
                            Wcale nie, przecież nie jestem zakochana. Nie mylę się, bo byłam zakochana i wiem, jak to wygląda. Mój facet też nie jest zakochany - to też wiem, bo byłam z zakochanym facetem, i też wiem jak to wygląda.
                            Jednak cały dowcip polega na tym, że mam teraz rzeczy, których nie znałam wtedy (np. troskę, szacunek), i to znacznie bardziej mi odpowiada niż wzloty miłości.
                            Dodam, że troskę i szacunek w poprzednim związku miałam w słowach i zapewnieniach, o tak! - ale jak przyszło co do czego, to nic z tego nie zostawało.
                            • hello-kitty2 Re: Ile razy dziennie - pytanie 03.04.13, 12:31
                              kotoshi napisała:

                              > Wcale nie, przecież nie jestem zakochana. Nie mylę się, bo byłam zakochana i wi
                              > em, jak to wygląda. Mój facet też nie jest zakochany - to też wiem, bo byłam z
                              > zakochanym facetem, i też wiem jak to wygląda.
                              > Jednak cały dowcip polega na tym, że mam teraz rzeczy, których nie znałam wtedy
                              > (np. troskę, szacunek), i to znacznie bardziej mi odpowiada niż wzloty miłości
                              > .
                              > Dodam, że troskę i szacunek w poprzednim związku miałam w słowach i zapewnienia
                              > ch, o tak! - ale jak przyszło co do czego, to nic z tego nie zostawało.

                              Aha to taki przejsciowy zwiazek na podleczenie ran. Bo chyba na dluzsza mete to sie 'nie da' w zwiazku zyc bez uczucia, bo jak sie pojawia problemy to nie ma motywacji do walki o zwiazek.
                              • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 03.04.13, 12:59
                                hello-kitty2 napisała:

                                > Aha to taki przejsciowy zwiazek na podleczenie ran. Bo chyba na dluzsza mete to
                                > sie 'nie da' w zwiazku zyc bez uczucia, bo jak sie pojawia problemy to nie ma
                                > motywacji do walki o zwiazek.

                                Nie przejściowy, bo nie zamierzam powrócić do poprzedniej wersji związku.
                                Rany leczą się same pod wpływem czasu, chyba u każdego - ja nie potrzebowałam do tego faceta.
                                Bez miłości to nie znaczy bez uczuć.
                                • kag73 Re: Ile razy dziennie - pytanie 04.04.13, 01:31
                                  > Nie przejściowy, bo nie zamierzam powrócić do poprzedniej wersji związku.
                                  > Rany leczą się same pod wpływem czasu, chyba u każdego - ja nie potrzebowałam d
                                  > o tego faceta.
                                  > Bez miłości to nie znaczy bez uczuć.

                                  ???? Aha, bez milosci, tylko z szacunkiem i wzajemna troska? Hmm a moze to wlasnie jest ta "milosc"?
                                  Mam swoja wlasna wizje szczescia...bez milosci nie mozliwe na dluzsza mete.
                                  To nie jest tak, ze sa tylko dwie opcje:
                                  1.zwiazek z zakochaniem/miloscia i /ale brakiem szacunku
                                  2.zwiaze z szacunkiem ale bez zakochania/milosci
                                  Ja osobiscie szukalabym trzeciej opcji: zwiazeku z zakochaniem/miloscia i szacunkiem.
                                  Nikt nie mowi, ze latwo znalezc te wlsciwa osobe, ale nie jest to niemozliwe.
                                  • zawle Re: Ile razy dziennie - pytanie 04.04.13, 07:42
                                    A ja myślę że związek oparty na szacunku i zaufaniu ma duże szanse na trwanie. Większe nawet niż ten oparty na wielkiej, płomiennej miłości. I to właśnie w tym chłodniejszym są szanse na przepracowanie problemów.
                                    • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 04.04.13, 09:06
                                      kag73 napisała:

                                      > ???? Aha, bez milosci, tylko z szacunkiem i wzajemna troska? Hmm a moze to wlas
                                      > nie jest ta "milosc"?
                                      > Mam swoja wlasna wizje szczescia...bez milosci nie mozliwe na dluzsza mete.
                                      > To nie jest tak, ze sa tylko dwie opcje:
                                      > 1.zwiazek z zakochaniem/miloscia i /ale brakiem szacunku
                                      > 2.zwiaze z szacunkiem ale bez zakochania/milosci
                                      > Ja osobiscie szukalabym trzeciej opcji: zwiazeku z zakochaniem/miloscia i szacu
                                      > nkiem.
                                      > Nikt nie mowi, ze latwo znalezc te wlsciwa osobe, ale nie jest to niemozliwe.

                                      zawle napisała:
                                      > A ja myślę że związek oparty na szacunku i zaufaniu ma duże szanse na trwanie.
                                      > Większe nawet niż ten oparty na wielkiej, płomiennej miłości. I to właśnie w ty
                                      > m chłodniejszym są szanse na przepracowanie problemów.

                                      Kag,
                                      Wiem, że to nie jest tak, że są tylko te dwie opcje. Ale gdy się rozczarujesz, to nagle zaczynasz patrzeć na wszystko przez inne „okulary”. Ja teraz czuję odrazę na widok (np. w filmie) wybuchającej namiętności, scen miłosnych, zapewnień o dozgonnym szczęściu.
                                      Myślę sobie też: czy to nie jest tak, że ten model miłości zaczął nad wszystkimi panować? I że każdy uważa, że jeśli w związku tej namiętności nie ma (albo była i już minęła), to coś jest źle? Wszędzie czytam o parach, które po kilku latach biegają do psychologa, bo „namiętność wygasła”. A gdzie ta reszta – właśnie szacunek itp.?

                                      Zawle,
                                      Rozmawiałam ostatnio z moją babcią - to jedna z dwóch osób, której mogę wszystko powiedzieć :) Pytała o mojego faceta, więc opowiedziałam (także o tym, jak się zaczęło). Pytała o różne szczegóły naszego życia na co dzień, naszych wzajemnych zachowań (ciekawe, jak zupełnie inaczej pyta starsza osoba niż młodsza!) – a potem powiedziała dokładnie to samo, co Ty wyżej. A potem też mniej więcej to, co Kag w pierwszy zdaniu , a konkretnie trochę żartobliwie - że na razie jeszcze niezbyt dobrze wiem, co to jest miłość, i żebym dlatego o niej źle nie mówiła :)
                                      • zawle Re: Ile razy dziennie - pytanie 04.04.13, 09:33
                                        kotoshi napisała: > Rozmawiałam ostatnio z moją babcią - to jedna z dwóch osób, której mogę wszystk
                                        > o powiedzieć :)

                                        Bo ja też już babcią mogłabym być, zwłaszcza gdybym za pierwszym razem ustrzeliła;)
                                        I jako taka wiekowa kobieta, powiem Ci, że przeżyłam i taką i taką miłość. Tej gorącej bym żałowała. I na jeszcze jedną gorącą czekam, dlatego zrezygnowałam z tej opartej na szacunku i zaufaniu. Ale ja jestem taka, ktoś może być inny. Nie chcę mieć pod koniec życia przeświadczenia że coś mi się udało zbudować, że jestem z siebie zadowolona, że przeżyłam życie godnie. Chcę umierać z przeświadczeniem że go posmakowałam:)))
                                        • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 04.04.13, 09:55
                                          Posmakowanie - fajnie brzmi :)
                                          Ja gorącą miłość właśnie mam za sobą i wcale za nią nie tęsknię (co np. znaczy, że nie pragnę przeżywać kiedyś czegoś podobnego).
                                          Nie wiem, co ma za sobą mój chłopak, bo nic mi o sobie w tym temacie nie mówi. Myślę, że "posmakowanie" to dla niego coś zupełnie innego - czyli zrealizowanie się w pracy. Na pewno rośnie z niego pracoholik, widać to już teraz. Mogę się tylko domyślać, że do tego potrzebuje kobiety, która da mu seks / poczucie bliskości.
                                          • songo3000 Sparzyłaś się i 04.04.13, 11:42
                                            teraz zadowalasz się IMHO byle czym. Równie dobrze po pierwszym wypadku samochodowym mógłbym zacząć opowiadać jak to jazda pociągiem/autobusem jest super optymalna, fajna i gdzie tam samochodziarzom do mojego komfortu. Komentarz usłyszałbym raczej jasny.

                                            > Myślę, że "posmakowanie" to dla niego coś zupełnie innego - czyli zrealizowanie
                                            > się w pracy. Na pewno rośnie z niego pracoholik, widać to już teraz. Mogę się
                                            Eeee, całkiem cwane - ruchający bankomat ;) Koleżanki - czyż to nie Wasz poszukiwany Graal? ;PPP
                                            • zyg_zyg_zyg Re: Sparzyłaś się i 04.04.13, 12:09
                                              > Eeee, całkiem cwane - ruchający bankomat ;) Koleżanki - czyż to nie Wasz poszuk
                                              > iwany Graal? ;PPP

                                              Nie - naszym jest nieruchający...
                                              • songo3000 Re: Sparzyłaś się i 04.04.13, 12:43
                                                Twoim Zyg, nie zawłaszczaj pytania ;)
                                                • zyg_zyg_zyg Re: Sparzyłaś się i 04.04.13, 13:10
                                                  Ale pisałam przecież jak zwykle w imieniu koleżanek. Wszyscy wiedzą, że statystycznej kobiecie zależy tylko na kapuście. Ja się akurat zaliczam do błędów tego badania :-)
                                                  • zawle Re: Sparzyłaś się i 04.04.13, 13:19
                                                    A co złego w tym że kobiecie zależy na kasie? Zwłaszcza tej która planuje/ma dzieci? Tylko "tylko" mi się nie podoba.
                                            • kotoshi Re: Sparzyłaś się i 04.04.13, 17:08
                                              songo3000 napisał:
                                              > teraz zadowalasz się IMHO byle czym. Równie dobrze po pierwszym wypadku samocho
                                              > dowym mógłbym zacząć opowiadać jak to jazda pociągiem/autobusem jest super opty
                                              > malna, fajna i gdzie tam samochodziarzom do mojego komfortu. Komentarz usłyszał
                                              > bym raczej jasny.

                                              Nie napisałam, że związek bez namiętności uważam w lepszy - pisałam tylko, że mnie samej teraz taki odpowiada; szkoda, że nie zauważyłeś tej różnicy.

                                              > Eeee, całkiem cwane - ruchający bankomat ;) Koleżanki - czyż to nie Wasz poszuk
                                              > iwany Graal? ;PPP

                                              "Ruchający bankomat" - szybka ocena czyjegoś związku i stosunku do partnera, ciekawe, czy zawsze tak szybko oceniasz ludzi.
                                              • songo3000 Re: Sparzyłaś się i 05.04.13, 17:26
                                                > nie samej teraz taki odpowiada; szkoda, że nie zauważyłeś tej różnicy.
                                                I nic innego nie skomentowałem. A że dosadnie? Mam prawo.

                                                > "Ruchający bankomat" - szybka ocena czyjegoś związku i stosunku do partnera, ci
                                                A gdzie Ty widzisz w tej generalizacji czyjąś ocenę? Złotko, świat a już na pewno ten wątek nie kręci się wokół Ciebie, hehe.

                                                > ekawe, czy zawsze tak szybko oceniasz ludzi.
                                                Najpierw musiałbym poznać ludzia a nie kilka luźnych wpisów na anonimowym forum. Jedyne, co mogę ocenić to, że brak Ci dystansu. Zarówno do wpisów tutaj jak i oceny wartości własnego związku.
                                            • hello-kitty2 Re: Sparzyłaś się i 05.04.13, 09:01
                                              songo3000 napisał:

                                              > > Myślę, że "posmakowanie" to dla niego coś zupełnie innego - czyli zrealiz
                                              > owanie
                                              > > się w pracy. Na pewno rośnie z niego pracoholik, widać to już teraz. Mogę
                                              > się
                                              > Eeee, całkiem cwane - ruchający bankomat ;) Koleżanki - czyż to nie Wasz poszuk
                                              > iwany Graal? ;PPP

                                              Hehe no wlasnie mowie: ''ruchajacy bankomat" = Marek Zak 2. Ale to dla kolezanek, ktore chca poswiecic sie rodzinie tudziez specjalizowac w naukach ekonomicznych a konkretnie w: obsluga bankomatu 24h :)
                                              • kotoshi Re: Sparzyłaś się i 05.04.13, 09:10
                                                hello-kitty2 napisała:

                                                > Hehe no wlasnie mowie: ''ruchajacy bankomat" = Marek Zak 2. Ale to dla kolezane
                                                > k, ktore chca poswiecic sie rodzinie tudziez specjalizowac w naukach ekonomiczn
                                                > ych a konkretnie w: obsluga bankomatu 24h :)

                                                Na szczęście te czasy już dawno minęły, kiedy facet musiał być bankomatem, bo kobiety albo nie mogły pracować, albo pracowały za takie pieniądze, że tak czy inaczej żona była na utrzymaniu = łasce męża.
                                                • sabat-77 Re: Sparzyłaś się i 05.04.13, 09:26
                                                  kotoshi napisała:

                                                  > Na szczęście te czasy już dawno minęły, kiedy facet musiał być bankomatem, bo k
                                                  > obiety albo nie mogły pracować, albo pracowały za takie pieniądze, że tak czy i
                                                  > naczej żona była na utrzymaniu = łasce męża.

                                                  Życie kosztuje kotoshi, a życie wygodne kosztuje dużo.
                                                  Pożyjesz - zobaczysz. Jeśli zwiążesz się z nieporywającym finansowo facetem, z czasem uczucie minie, a pretensje o to, że z innym mogło być lepiej, że tamten mógł wchodzić do wody i rwać nenufary - kto wie, być może pozostaną ? Ot, życie.
                                                  Trzydziestoparoletnie rozwódki już o tym wiedzą :) A dwudziestoletnie siksy - niech żyją złudzeniami, od tego jest młodość ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Sparzyłaś się i 05.04.13, 09:30
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > Życie kosztuje kotoshi, a życie wygodne kosztuje dużo.
                                                    > Pożyjesz - zobaczysz. Jeśli zwiążesz się z nieporywającym finansowo facetem, z
                                                    > czasem uczucie minie, a pretensje o to, że z innym mogło być lepiej, że tamten
                                                    > mógł wchodzić do wody i rwać nenufary - kto wie, być może pozostaną ? Ot, życie
                                                    > .
                                                    > Trzydziestoparoletnie rozwódki już o tym wiedzą :) A dwudziestoletnie siksy - n
                                                    > iech żyją złudzeniami, od tego jest młodość ;)

                                                    Jakie uczucie? Sabat czytaj uwazniej :)
                                                  • kotoshi Re: Sparzyłaś się i 05.04.13, 09:41
                                                    sabat-77 napisał:
                                                    > Życie kosztuje kotoshi, a życie wygodne kosztuje dużo.
                                                    > Pożyjesz - zobaczysz. Jeśli zwiążesz się z nieporywającym finansowo facetem, z
                                                    > czasem uczucie minie, a pretensje o to, że z innym mogło być lepiej, że tamten
                                                    > mógł wchodzić do wody i rwać nenufary - kto wie, być może pozostaną ? Ot, życie
                                                    > .
                                                    > Trzydziestoparoletnie rozwódki już o tym wiedzą :) A dwudziestoletnie siksy - n
                                                    > iech żyją złudzeniami, od tego jest młodość ;)

                                                    Sabat, a nie przychodzi Ci do głowy, że może chcę własną pracą zdobyć niezależność finansową i zawodową, i że może mi się to udać?
                                                    A co do tych nenufarów - to Barbara zawsze budziła we mnie odrazę.
                                                  • songo3000 Re: Sparzyłaś się i 06.04.13, 20:28
                                                    > Sabat, a nie przychodzi Ci do głowy, że może chcę własną pracą zdobyć niezależn
                                                    > ość finansową i zawodową, i że może mi się to udać?
                                                    Oczywiście, że może. Czasy bardzo Ci sprzyjają z ambicją i wytrwałością dasz radę.

                                                    Przy okazji >mogą< się też zmienić, znaczy wzrosnąć Twoje wymagania co do 'ruch... eee partnera na stałe'. Tak jak większości moich koleżanek-singielek 30+, które osiągnęły sukces zawodowy i finansowy. Coraz nerwowiej usiłują kręcić się wokół wolnych/zajętych kolegów z analogicznymi osiągnięciami (przystojni kurierzy z UPD niezrozumiale przeźroczyści, hehe). Tylko, że ci jakoś nie są zainteresowani :)

                                                    Jakoś to dziwnie odbiega od relacji w tych Twoich 'studenckich związkach', nieprawdaż? :)
                                                  • sabat-77 Re: Sparzyłaś się i 06.04.13, 20:59
                                                    I tak bedzie.
                                                  • zawle Re: Sparzyłaś się i 06.04.13, 21:43
                                                    songo3000 napisał: Coraz nerwowiej usiłują krę
                                                    > cić się wokół wolnych/zajętych kolegów z analogicznymi osiągnięciami (przystojn
                                                    > i kurierzy z UPD niezrozumiale przeźroczyści, hehe). Tylko, że ci jakoś nie są
                                                    > zainteresowani :)
                                                    > Jakoś to dziwnie odbiega od relacji w tych Twoich 'studenckich związkach', niep
                                                    > rawdaż? :)

                                                    Czy ja wiem czy odbiega? Dla mnie chore jest ze ustawiony, samotny singiel, lat 40 szuka 18 letniej studentki, czystej ale lubiącej seks i nie lecącej na kasę:)
                                                  • sabat-77 Re: Sparzyłaś się i 07.04.13, 08:35
                                                    zawle napisala:

                                                    > Czy ja wiem czy odbiega? Dla mnie chore jest ze ustawiony, samotny singiel, lat
                                                    > 40 szuka 18 letniej studentki, czystej ale lubiącej seks i nie lecącej na kasę
                                                    > :)

                                                    Dla mnie to tez bez sensu, kto by w wieku 40 lat szukal takiej siksy. Ale musze przyznac, ze jako koneser starszych ode mnie egzemplarzy nie jestem specjalnie reprezentatywny.
                                                • songo3000 Re: Sparzyłaś się i 05.04.13, 15:51
                                                  > Na szczęście te czasy już dawno minęły, kiedy facet musiał być bankomatem, bo k
                                                  Jasne. A feministki to pewnie tylko o prawo do publicznego pokazywania cyca walczą :)
                                                  Chyba, że klikasz ze Skandynawii to rozumiem spaczenie...
                                                • urquhart już dawno minęły, kiedy facet musiał być bankomat? 05.04.13, 22:42
                                                  kotoshi napisała:
                                                  > Na szczęście te czasy już dawno minęły, kiedy facet musiał być bankomatem, bo k
                                                  > obiety albo nie mogły pracować, albo pracowały za takie pieniądze, że tak czy i
                                                  > naczej żona była na utrzymaniu = łasce męża.

                                                  Jeżeli zarabia się tyle co wiekszość kobiet w Polsce (mediana) i chce się mieć dziecko albo 2 to bez faceta bankomata nie da się i z roku na rok jest gorzej. Nie mówiąc o kredycie i samochodziku.
                                                  >>>
                                                  Problemem jest fakt, że wydatki przekraczają dochody statystycznych rodzin. CBOS podaje, że w domach, gdzie dochód na osobę sięga do 500 zł, wydatki na dziecko w wieku szkolnym wynoszą średnio 605 zł miesięcznie. To tylko o 123 zł mniej niż w domach, gdzie dochód na osobę przekracza 1 tys. zł.
                                                  natablicy.pl/koszty-wychowania-dziecka-wzrosly-trzeba-wydac-o-30-tys-zl-wiecej,artykul.html?material_id=4e609ac616f1dabc6f020000#zamknij
                                                  • zawle Re: co z wami jest nie tak???? 05.04.13, 23:01
                                                    urquhart napisał: > Jeżeli zarabia się tyle co wiekszość kobiet w Polsce (mediana) i chce się mieć
                                                    > dziecko albo 2 to bez faceta bankomata nie da się i z roku na rok jest gorzej.

                                                    Bardzo często słyszę opowieści Polskich Mężczyzn to tym, jak strasznie są wykorzystywani. Mój były tak twierdził. Że mi chodzi tylko o kasę. I miał rację, tylko z kasy nie udawało mi się zrezygnować. Bo odpuściłam mu już wszystko. Gdy pierwszy raz poszłam do pracy ( po odchowaniu dzieci) , dogryzał mi że chodzę po zasiłek dla bezrobotnych, on był prezesem w dobrej firmie.
                                                    Mój znajomy, który z żoną tworzył firmę, z którą w niej zasuwa z nią na zmianę też czuje się maszynką do robienia pieniędzy. Znam takich opowieści tysiące. O co tak naprawdę chodzi? Jaki problem z tą kasą???
                                                  • sabat-77 Re: co z wami jest nie tak???? 05.04.13, 23:16
                                                    zawle napisała:

                                                    > Znam takich opowieści tysiące. O
                                                    > co tak naprawdę chodzi? Jaki problem z tą kasą???

                                                    Z kasą to chyba żaden. No generalnie jest potrzebna by żyć w społeczeństwie, nikt raczej nie zaprzeczy ?
                                                  • zawle Re: co z wami jest nie tak???? 05.04.13, 23:25
                                                    Czytałeś Goldinga "Wiwat Aspidistra"? Trochę na temat.
                                                    Kasa jest niezbędna do życia. Zwłaszcza, gdy wspólnie idzie się do łóżka ze świadomością dorosłego człowieka, że z tego mogą być dzieci. Zwłaszcza, gdy dzieci są planowane, chciane i wiadomo że na pewien czas zdolność zarobkowa kobiety będzie ograniczona. I tyle w tym temacie. Gdzie ten wyzysk? I po co to zawodzenie? Że do roboty trzeba wstać? A gdyby nie było żony, to kto by na chlebek dał?
                                                    I czemu najgłośniejszy jesteś Ty sabat...facet, który bankomatem być nie może? Myślisz że żona wpuściłaby Cię do łoża, gdybyś miał nieco więcej?
                                                    Cała ta dyskusja jest żałosna.
                                                  • sabat-77 Re: co z wami jest nie tak???? 05.04.13, 23:38
                                                    zawle napisała:

                                                    > Czytałeś Goldinga "Wiwat Aspidistra"? Trochę na temat.
                                                    > Kasa jest niezbędna do życia. Zwłaszcza, gdy wspólnie idzie się do łóżka ze świ
                                                    > adomością dorosłego człowieka, że z tego mogą być dzieci. Zwłaszcza, gdy dzieci
                                                    > są planowane, chciane i wiadomo że na pewien czas zdolność zarobkowa kobiety b
                                                    > ędzie ograniczona. I tyle w tym temacie. Gdzie ten wyzysk? I po co to zawodzeni
                                                    > e? Że do roboty trzeba wstać? A gdyby nie było żony, to kto by na chlebek dał?
                                                    > I czemu najgłośniejszy jesteś Ty sabat...facet, który bankomatem być nie może?
                                                    > Myślisz że żona wpuściłaby Cię do łoża, gdybyś miał nieco więcej?
                                                    > Cała ta dyskusja jest żałosna.

                                                    Co się tak denerwujesz zawle. Ja nie kontestuje kobiet, tylko rzeczywistość :) Wiadomo, że kasa jest ważna.

                                                    Odpowiadając na pytanie - żona nie wpuściłaby mnie do łoża gdybym miał nieco więcej.

                                                    No wiesz, ja jestem najgłośniejszy, właśnie dlatego, że nie mogę być bankomatem :) To chyba powinno być oczywiste, nie ? W sumie ci mężczyźni-bankomaty mają się w życiu całkiem nieźle, więc to nie oni tak naprawdę narzekają.

                                                    Że dyskusja jest żałosna ? Mężczyźni są przecież żałośni. Przynajmniej niektórzy. No dobra - tylko ja jestem żałosny. Zadowolona ?
                                                  • sabat-77 Re: co z wami jest nie tak???? 05.04.13, 23:43
                                                    Jeszcze jedno - jest zasadnicza różnica pomiędzy facetem irytującym się, że kobiety lecą na JEGO kasę, a facetem irytującym się, że kobiety generalnie lecą na kasę, a on jej nie ma.
                                                    Chyba rozumiesz tą subtelną różnicę :)
                                                    Oczywiście zwalanie na kasę może być jedną z metod odpychania od siebie poczucia winy. Łatwiej jest przełknąć "nie mam kasy" niż "jestem brzydki, głupi, nieciekawy i śmierdzę". Tak sądzę, to działa u facetów w wielu wersjach.
                                                  • zawle Re: co z wami jest nie tak???? 05.04.13, 23:50
                                                    I co ja mam Ci sabat odpisać? Twój punkt widzenia rozumiem, nie pochwalam. Ale to tak częste u mężczyzn jak kac po litrze.
                                                  • sabat-77 Re: co z wami jest nie tak???? 05.04.13, 23:57
                                                    zawle napisała:

                                                    > I co ja mam Ci sabat odpisać? Twój punkt widzenia rozumiem, nie pochwalam. Ale
                                                    > to tak częste u mężczyzn jak kac po litrze.

                                                    Spoko, nie musisz nic pisać. Rozumiemy się. To chyba działa u facetów na podobnej zasadzie, jak u super brzydkiej, sfrustrowanej dziewczyny, która stworzyła sobie wizję świata gdzie wszyscy faceci to świnie i nie warto się nimi zajmować.
                                                    Każdy na swój indywidualny sposób leczy swoje lęki, fobie i frustracje, często nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością.
                                                  • zawle Re: co z wami jest nie tak???? 06.04.13, 08:48
                                                    sabat-77 napisał: To chyba działa u facetów na podobn
                                                    > ej zasadzie, jak u super brzydkiej, sfrustrowanej dziewczyny, która stworzyła s
                                                    > obie wizję świata gdzie wszyscy faceci to świnie i nie warto się nimi zajmować.
                                                    > Każdy na swój indywidualny sposób leczy swoje lęki, fobie i frustracje, często
                                                    > nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością.

                                                    Sabat....czyli że ta gruba grupa mężczyzn to super brzydcy, sfrustrowani faceci którzy mają własną wizję świata odstającą od rzeczywistości? I w ten sposób leczą swoje lęki i fobie? To byłoby straszne. Chyba zacznę myśleć że faceci to świnie;)))
                                                  • sabat-77 Re: co z wami jest nie tak???? 06.04.13, 09:14
                                                    zawle napisała:

                                                    > Sabat....czyli że ta gruba grupa mężczyzn to super brzydcy, sfrustrowani faceci
                                                    > którzy mają własną wizję świata odstającą od rzeczywistości? I w ten sposób le
                                                    > czą swoje lęki i fobie? To byłoby straszne. Chyba zacznę myśleć że faceci to św
                                                    > inie;)))

                                                    Nie super brzydcy, tylko nieatrakcyjni. Dobrze wiesz że wygląd mężczyzny nijak ma się do atrakcyjności. Mądrość ludowa głosi, że mężczyzna powinien być trochę piękniejszy od diabła. To jest ludowe uproszczenie psychoewo, ale opisujące tylko jeden biegun sprawy. Czyli - wystarczy, że spełnia podstawowe wymogi biologiczne tj. ma dwie ręce, nogi, nie jest wzrostu siedzącego psa i nie wygląda jakby ktoś mu zdetonował ładunek wybuchowy na twarzy - to jest ta część opisywana mądrością ludową. Mądrość jednak nie wspomina, że resztę atrakcyjności tworzy jego sposób zachowania poparty realną władzą lub wysokim położeniem w hierarchii + duże zasoby finansowe. Ktoś nie posiadający tego drugiego elementu (o który obecnie trudno, bo mamy dziki kapitalizm), będzie odpowiednikiem męskim odpowiednikiem super brzydkiej i grubej laski.
                                                    Przystojny śmieciarz, kelner, robotnik fizyczny, kasjer itd. zawsze pozostanie przeźroczysty, niezależnie od wyglądu.
                                                    Stąd ta grupa jest duża i rozgoryczona. Przystojnych prezesów jest mało.
                                                    Dochodzi jeszcze kwestia przeciętnych facetów i dość dobrych zarabiaczy - tych jest więcej i oni też nie narzekają aż tak bardzo.
                                                    Myślę, że narzekają głównie przeźroczyści dla babek - ale ich też jest jednak dużo.
                                                  • zawle Re: co z wami jest nie tak???? 06.04.13, 10:04
                                                    Cóż ....moje oświadczenie mówi że nie masz racji. Mój mąż był bardzo przystojnym prezesem. Nie jest to moje zdanie, koleżanki uważały że mógłby być modelem. Mówił o kasie. Że tylko ona dla mnie jest ważna/ że go poniżam nie umiejąc z niej korzystać. Średnio przystojny pospolity zarabiacz pieniędzy też miał problem, bo ja zarabiałam kilkukrotnie więcej. Znam średnio przystojnego zarabiacza kasy wspólnie z żoną- konsumentką maszynki do robienia kasy. Myślę że w każdej z wymienionych grup znajdzie się ktoś, kto w sobie widzi tylko wartość finansową. Wartość liczbowa oceny finansowej własnej osoby nie ma znaczenia. Można marudzić że kobieta ciągnie kasę, lub że marudzi o braku kasy.
                                                    Tylko skąd ten akurat aspekt jest tak ważny dla mężczyzn. Bo że dla nas jest ważny, to bezsprzeczne. Ale jak już pisały wcześniej dziewczyny, to tylko jeden z wielu elementów.
                                                  • sabat-77 Re: co z wami jest nie tak???? 06.04.13, 10:18
                                                    bo kasa to nie ja, tylko cos mojego. Chcialabys sypiac z facetem, ze swiadomoscia, ze bardziej interesuje go to jaki masz dom i samochod niz to jaka jestes ? Byloby ci wszystko jedno ?
                                                  • hello-kitty2 Re: co z wami jest nie tak???? 06.04.13, 12:10
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > bo kasa to nie ja, tylko cos mojego. Chcialabys sypiac z facetem, ze swiadomosc
                                                    > ia, ze bardziej interesuje go to jaki masz dom i samochod niz to jaka jestes ?
                                                    > Byloby ci wszystko jedno ?

                                                    To nie tak. Odpowiedz na pytanie Zawle jest taka: kasa to jedyna twarda waluta jaka faceci moga wymienic za seks lub jakis ekwiwalent. Ostatni argument w reku. Zauwaz jak spada wartosc mezczyzny bezrobotnego.
                                                  • sabat-77 Re: co z wami jest nie tak???? 06.04.13, 13:09
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > sabat-77 napisał:
                                                    >
                                                    > > bo kasa to nie ja, tylko cos mojego. Chcialabys sypiac z facetem, ze swia
                                                    > domosc
                                                    > > ia, ze bardziej interesuje go to jaki masz dom i samochod niz to jaka jes
                                                    > tes ?
                                                    > > Byloby ci wszystko jedno ?
                                                    >
                                                    > To nie tak. Odpowiedz na pytanie Zawle jest taka: kasa to jedyna twarda waluta
                                                    > jaka faceci moga wymienic za seks lub jakis ekwiwalent. Ostatni argument w reku
                                                    > . Zauwaz jak spada wartosc mezczyzny bezrobotnego.
                                                    To prawda. Madrze napisane Kitty. Mezczyzna bezrobotny nie ma wartosci.
                                                  • zawle Re: co z wami jest nie tak???? 06.04.13, 12:39
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > bo kasa to nie ja, tylko cos mojego. Chcialabys sypiac z facetem, ze swiadomosc
                                                    > ia, ze bardziej interesuje go to jaki masz dom i samochod niz to jaka jestes ?
                                                    > Byloby ci wszystko jedno ?

                                                    Nigdy by mi to nie przyszło do głowy. No chyba że miałabym 40 lat+ , zmarchy a on miałby 24 i był długonogim blondynem w dużym...torsie. A Wy ciągle to samo....jestem po prostu zadbany, atrakcyjny i mam fajną szyję:))
                                                  • zawle Re: co z wami jest nie tak???? 06.04.13, 12:42
                                                    O dużym torsie. W dużym to byłby jakby się do mnie po siłce przytulał:)))
                                                  • sabat-77 Re: co z wami jest nie tak???? 06.04.13, 12:51
                                                    czy ja gdzies pisalem, ze jestem atrakcyjny i zadbany ? Zacytuj jesli mozesz.
                                                  • zawle Re: co z wami jest nie tak???? 06.04.13, 13:14
                                                    To tylko takie małe uogólnienie. Wszak tyle tu grup, podziałów i oddziałów że chyba ja też mogę sobie pozwolić? Włożyć Ciebie do jednego kosza z facetami przystojnymi? Zadbanymi? Atrakcyjnymi?
                                                    Zresztą...co do cytowania to coś by się tam znalazło o niedawnej twojej świetności:)
                                                    Bardziej chodziło mi o pewną zawiłość. Że stara żona leci tylko na kasę, a młoda siksa na przystojność, zadbanie, urok osobisty i inne przymioty. I jeśli nawet kasa tam jest, to jest nazywana osiągnięciami, władzą:)))))
                                                  • sabat-77 Re: co z wami jest nie tak???? 06.04.13, 13:25
                                                    ja nic takiego nie mowie. Zarowno zona jak i siksa leca generalnie na to samo.
                                                  • hello-kitty2 Re: co z wami jest nie tak???? 06.04.13, 14:04
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > ja nic takiego nie mowie. Zarowno zona jak i siksa leca generalnie na to samo.

                                                    Ale chyba jeszcze nie rozmawialismy o tym, ze miec kase to nie rowna sie nia dzielic. Przeciez tam nie ma znaku rownosci. Co to malo jest mezczyzn, ktorzy nie dziela sie swoja kasa, dziela niechetnie. Jakbym miala byc w zwiazku na lasce meza i kombinowac jak wyciagnac kazda zlotowke to bym sobie w krok strzelila. Moja matka byla ze mna na wychowawczym te pare lat w latech siedemdziesiatych. Mowila, ze darlam sie o paczka, a jej moj ojciec nie dawal jej ani grosza ponad jakies absolutne min, ktore na zarcie nie starczalo. Mam kumpla. Pochodzi z wielodzietnej rodziny z pracujacym tylko ojcem. Mowil ze w sobote, raz na tydzien, kiedy to Holendrzy robia zakupy na caly tydziej, kladl na stol 10 euro i mowil matce: 'gospodaruj sie'. Jak? Wiec pytam czy babki tak leca na ta kase? A jaka pewnosc masz, ze da? Nie bedzie wydzielal? Nie bedzie sie wtracal co kupilas i po co Ci to? Przeciez takie rzeczy powszechne sa. Kasa jako element kontroli. Czy kobiety lubia byc kontrolowane i rozliczane? Lecenie na kase to pulapka. Przeciez nawet jak daje to moze w jakims momencie zabrac albo zaczac dawac komus innemu. Wiec ktore kobiety leca na kase? Te, ktore chca budowac swoje zycie na mezczyznie, reszta to juz mniej.
                                                  • zawle Re: co z wami jest nie tak???? 06.04.13, 14:51
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    Myślę że te wywody psu na budę. Dlatego nie wierzę w rozmowę. Rozmowa musi być szczera i zrozumiała dla obu stron. A o to już bardzo trudno.
                                                    Jestem teraz na takim etapie życia że nie chcę z nikim wiązać się na stałe. Nie chcę z nikim mieszkać, wspólnie wyjeżdżać na wczasy, nie przyjmuję drogich prezentów. Chyba nie można o mnie powiedzieć że "lecę na kasę"? Jednego mi brak- seksu, przytulania. Moim afrodyzjakiem jest inteligencja i poczucie humoru. Czyżbym kłamała?
                                                  • hello-kitty2 Re: co z wami jest nie tak???? 06.04.13, 15:05
                                                    zawle napisała:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    > Myślę że te wywody psu na budę. Dlatego nie wierzę w rozmowę. Rozmowa musi być
                                                    > szczera i zrozumiała dla obu stron. A o to już bardzo trudno.
                                                    > Jestem teraz na takim etapie życia że nie chcę z nikim wiązać się na stałe. Nie
                                                    > chcę z nikim mieszkać, wspólnie wyjeżdżać na wczasy, nie przyjmuję drogich pre
                                                    > zentów. Chyba nie można o mnie powiedzieć że "lecę na kasę"? Jednego mi brak- s
                                                    > eksu, przytulania. Moim afrodyzjakiem jest inteligencja i poczucie humoru. Czyż
                                                    > bym kłamała?

                                                    No to ja tez szczerze. Szczerze to ja nie wiem co to wlasciwie znaczy 'leciec na kase' i czy ja lece? W sumie to nie ma znaczenia, bo jesli jest ktos chce zrobic deal na cyckach, dupie, marcedesie, gladkiej szyi i co tam jeszcze, to mnie tylko interesuje czy to jest dobry deal i czy sie oplaca. Jak sie oplaca obu stronom i obie strony przystepuja do tego z wlasnej woli, swiadomie to czemu nie. Nie bede tego wartosciowac jak np Reactivia czy Sabat. Wartosciowanie tego typu: tu jest milosc/zakochanie/malzenstwo to mozna ciagnac kase/angazowac sie finansowo, a tam jest dziwka, wiec to jest gorsze, a facet jest glupi z punktu widzenia ekonomicznego jest bez sensu. Dlatego nie kazde malzenstwo jest dobrym dealem i nie kazda dziwka jest zlym.


                                                  • songo3000 Re: co z wami jest nie tak???? 06.04.13, 19:37
                                                    Przy założeniu, że jest grupa babek wydzielająca seks naturalnie pojawia się grupa mężczyzn wydzielająca kasę. I nie ma znaczenia czy pierwsze było jajko czy kura. Najwyraźniej jedni i drudzy są na tyle chujowi i obdarci z innych 'treasures', że niczym innym już kupczyć nie mogą.
                                                  • zawle Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 05.04.13, 23:32
                                                    urquhart napisał: > Jeżeli zarabia się tyle co wiekszość kobiet w Polsce (mediana) i chce się mieć
                                                    > dziecko albo 2 to bez faceta bankomata nie da się i z roku na rok jest gorzej.

                                                    Urgu...to wygląda jak polowanie. Siedzą sobie babki przy ognisku, poczują chęć posiadania dziecka i idą na łowy. Najpierw gwałt, potem chip w dupę i dawaj do roboty. A jak nie, to prądem.
                                                    Niestety to tak chyba nie funkcjonuje. Ja sama odmówiłam dwóm panom, którzy chcieli mieć ze mną dzidziusia. Bo wiem że oni po stosunku myślą tylko o tym, jakby se tego chipa z dupy wydłubać i potem jeszcze biadolić że jak ona chciała lub robić sobie z tych dzieci alibi na nieumiejętność rozwiązania własnych problemów.
                                                  • songo3000 Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 06.04.13, 19:31
                                                    Obiecałem sobie, że w z gruntu obcych dla mnie wątkach 'dzieciatych' słowa nie pisnę ale sorry...

                                                    > Urgu...to wygląda jak polowanie. Siedzą sobie babki przy ognisku, poczują chęć
                                                    > posiadania dziecka i idą na łowy.
                                                    Jak dotąd sama rzeczywistość :) A może chcesz zaprzeczyć, że to jakieś S-F? albo tylko margines?? Nie żartuj, opisałaś właśnie znaczny, bardzo znaczny procent SPOSOBU NA ŻYCIE mamusiek. Przykład ze zgniłego zachodu :) jak jeleniem/sponsorem jest 'państwo' to rozpłodówki nawet się za bardzo nie kryją.

                                                    > y se tego chipa z dupy wydłubać i
                                                    I Ty się dziwisz? Aha, no tak....
                                                  • hello-kitty2 Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 06.04.13, 20:00
                                                    songo3000 napisał:

                                                    > Obiecałem sobie, że w z gruntu obcych dla mnie wątkach 'dzieciatych' słowa nie
                                                    > pisnę ale sorry...
                                                    >
                                                    > > Urgu...to wygląda jak polowanie. Siedzą sobie babki przy ognisku, poczują
                                                    > chęć
                                                    > > posiadania dziecka i idą na łowy.
                                                    > Jak dotąd sama rzeczywistość :) A może chcesz zaprzeczyć, że to jakieś S-F? alb
                                                    > o tylko margines?? Nie żartuj, opisałaś właśnie znaczny, bardzo znaczny procent
                                                    > SPOSOBU NA ŻYCIE mamusiek. Przykład ze zgniłego zachodu :) jak jeleniem/sponso
                                                    > rem jest 'państwo' to rozpłodówki nawet się za bardzo nie kryją.
                                                    >
                                                    > > y se tego chipa z dupy wydłubać i
                                                    > I Ty się dziwisz? Aha, no tak....

                                                    No tak, racja. Ale z drugiej strony jak komus zalezy w zyciu na ruchaniu to wystarczy w dzieci sie nie bawic i zycie jest proste, a nawet dla pewnosci mozna sie ubezplodnic. Przeciez mozna wybrac czy sie chce byc jeleniem czy nie. Jesli facet staje sie jeleniem to czyja wina? Chec posiadania potomstwa nie jest karalna, przeciez faceci sie na to godza, a potem im sie nie podoba. To kto jest glupi? Wystarczy powiedziec NIE.
                                                  • songo3000 Kto się frajerem urodził ten tygrysem nie będzie 06.04.13, 20:17
                                                    Sorry Tygrys, głupio wyszło :P

                                                    > upi? Wystarczy powiedziec NIE.
                                                    Zawsze, zawsze ale to zawsze na tym forum jak i w realu powtarzałem: Twój wybór - twoje konsekwencje i tyle. 100% zgoda Kitty, frajerzy zostają nimi na własne życzenie. Albo pójdą do kąta przemyśleć swoje frajerskie postępowanie albo całe życie będą zbierać okulary z podłogi, hehe.
                                                  • zawle Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 06.04.13, 21:49
                                                    songo3000 napisał:

                                                    > Obiecałem sobie, że w z gruntu obcych dla mnie wątkach 'dzieciatych' słowa nie
                                                    > pisnę ale sorry...
                                                    Nie żartuj, opisałaś właśnie znaczny, bardzo znaczny procent
                                                    > SPOSOBU NA ŻYCIE mamusiek. Przykład ze zgniłego zachodu :) jak jeleniem/sponso
                                                    > rem jest 'państwo' to rozpłodówki nawet się za bardzo nie kryją.

                                                    Znam kilka mamusiek. Wychowanie dzieci to ciężka praca. Dla nich to może zawód? ;)

                                                    > > y se tego chipa z dupy wydłubać i
                                                    > I Ty się dziwisz? Aha, no tak....


                                                    Nie, nic co dotyczy facetów mnie nie dziwi. Ale proces powinni zacząć od fiuta, nie od chipa.
                                                  • songo3000 Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 06.04.13, 22:02
                                                    > Znam kilka mamusiek. Wychowanie dzieci to ciężka praca. Dla nich to może zawód?
                                                    Po prostu realizacja (jedynych) życiowych ambicji. Widać to wyraźnie w podkreślaniu chowu potomstwa jako najważniejszego (bo jedynego) życiowego osiągnięcia :)

                                                    > Nie, nic co dotyczy facetów mnie nie dziwi. Ale proces powinni zacząć od fiuta,
                                                    A niby czemu nie od zaszywania cipek?
                                                  • zawle Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 06.04.13, 22:26
                                                    songo3000 napisał: > A niby czemu nie od zaszywania cipek?

                                                    Bo większości matek własne dzieci w ręce nie parzą. Oczywiście zaraz zakrzykniesz że tylu ojców te dzieci chciałoby wziąć. Nie znam ani jednego. Za to znam kilka kobiet które swoich ślubnych dyscyplinowało straszeniem że się z chałupy wyprowadzą bez dzieci. A te co z dziećmi zostają to dla kasy robią:) Bo kobieta to wszystko dla kasy robi.
                                                  • hello-kitty2 Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 07.04.13, 10:13
                                                    zawle napisała:

                                                    > Bo większości matek własne dzieci w ręce nie parzą. Oczywiście zaraz zakrzyknie
                                                    > sz że tylu ojców te dzieci chciałoby wziąć. Nie znam ani jednego. Za to znam ki
                                                    > lka kobiet które swoich ślubnych dyscyplinowało straszeniem że się z chałupy wy
                                                    > prowadzą bez dzieci. A te co z dziećmi zostają to dla kasy robią:) Bo kobieta t
                                                    > o wszystko dla kasy robi.

                                                    Zawle ale to i tak 'wstyd'/'zal', ze sie takie dzieci rodza. Po co rodza sie dzieci ojcow, ktorzy ich nie chca? Kto stoi za ta decyzja? Jesli facet nie chce znac swojego dziecka to glupia matka, po co rodzila? Przeciez od takich rzeczy jest antykoncepcja/aborcja. Przeciez nie trudno sie wybadac, kto sie nadaje na ojca, a kto nie. Wysokolibidowi sie nie nadaja :)

                                                    To mowilam ja, co topilam od dziecka, nowo narodzone niechciane/bezpanskie pieski :)
                                                  • zawle Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 07.04.13, 11:00
                                                    hello-kitty2 napisała: > Zawle ale to i tak 'wstyd'/'zal', ze sie takie dzieci rodza. Po co rodza sie dz
                                                    > ieci ojcow, ktorzy ich nie chca? Kto stoi za ta decyzja? Jesli facet nie chce z
                                                    > nac swojego dziecka to glupia matka, po co rodzila? Przeciez od takich rzeczy j
                                                    > est antykoncepcja/aborcja. Przeciez nie trudno sie wybadac, kto sie nadaje na o
                                                    > jca, a kto nie. Wysokolibidowi sie nie nadaja :)
                                                    >
                                                    > To mowilam ja, co topilam od dziecka, nowo narodzone niechciane/bezpanskie pies
                                                    > ki :)

                                                    To rzeczywiście smutne. Nawet mi się pisać nie chce.
                                                  • songo3000 Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 07.04.13, 11:49
                                                    A co, dotarłaś do swojej ściany percepcyjnej? Wyłuszczyłaś jakąś mateczkową martyrologię, z której wynika, że dzieci to głównie z gwałtów się biorą ale za to mamusie (chcąc, nie chcąc) za sprawą sił wyższych i ciężkiej pracy zawsze pałają słusznymi uczuciami rodzicielskimi. W przeciwieństwie do tych paskudnych facetów, co powinni już w kołysce fiuta sobie urżnąć :)

                                                    Pomimo Twojego (i stadu podobnych) jęczenia, algorytm postępowania w produkcji nowego obywatela jest prosty. Dotyczy obydwu stron - przypominam bo najwyraźniej 'się zapomniało', że obydwie strony po równo są za sprawę odpowiedzialne.
                                                    GO:
                                                    1. Pan chce dzidzi, Pani chce to jadą z koksem.
                                                    2. W każdym innym przypadku antykoncepcja/aborcja/seksu niet, w zależności od światopoglądu.
                                                    :Koniec

                                                    Inaczej mamy takie właśnie patologie, jakie mamy, hehe.
                                                  • zawle Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 07.04.13, 16:13
                                                    songo3000 napisał:

                                                    > A co, dotarłaś do swojej ściany percepcyjnej? Wyłuszczyłaś jakąś mateczkową mar
                                                    > tyrologię, z której wynika, że dzieci to głównie z gwałtów się biorą ale za to
                                                    > mamusie (chcąc, nie chcąc) za sprawą sił wyższych i ciężkiej pracy zawsze pałaj
                                                    > ą słusznymi uczuciami rodzicielskimi. W przeciwieństwie do tych paskudnych face
                                                    > tów, co powinni już w kołysce fiuta sobie urżnąć :)

                                                    Myślę songo że nic nie wiesz o martyrologii samotnych matek. Myślę że niewiele wiesz o życiu, bo przemawia przez Ciebie obleśna hucpa. Bo nawet chcący dzidzi mąż potrafi się rozmyślić. Dzieci samotnych matek są w tej najniżej uposażonej grupie w Polsce. I ja wiem o czym mówię.
                                                    Równie smutno mi się robi gdy czytam takie wypowiedzi jak Twoje.
                                                  • hello-kitty2 Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 07.04.13, 21:43
                                                    zawle napisała:

                                                    > Myślę songo że nic nie wiesz o martyrologii samotnych matek. Myślę że niewiele
                                                    > wiesz o życiu, bo przemawia przez Ciebie obleśna hucpa. Bo nawet chcący dzidzi
                                                    > mąż potrafi się rozmyślić. Dzieci samotnych matek są w tej najniżej uposażonej
                                                    > grupie w Polsce. I ja wiem o czym mówię.
                                                    > Równie smutno mi się robi gdy czytam takie wypowiedzi jak Twoje.

                                                    Ja podziwiam samotne matki za ogrom pracy jaki musza wlozyc w wychowanie dziecka. Nie wyobrazam sobie wychowac samodzielnie dziecka od urodzenia do doroslosci, bez zadnej pomocy. Ale mowic szczerze nie znam zadnego faceta, ktory by chcial dziecka, a po urodzeniu sie po prostu rozmyslil. To 'rozmyslenie' rozumiem to zbior jakis innych powodow.
                                                  • zawle Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 08.04.13, 08:40
                                                    hello-kitty2 napisała: Ale mowic szczerze nie znam zadnego faceta, ktory by chcia
                                                    > l dziecka, a po urodzeniu sie po prostu rozmyslil. To 'rozmyslenie' rozumiem to
                                                    > zbior jakis innych powodow.

                                                    A jakie według Ciebie "inne" powody kierują ojcem który przestaje się w ogóle kontaktować z dziećmi/przestaje w ogóle na nie płacić? Bo to dość ciekawy temat jest i chętnie posłucham. Bardzo znana w Polsce pani psycholog dziecięca powiedziała kiedyś w rozmowie że ojcowie kochają swoje dzieci przez kobiety. Koniec miłości do kobiety jest końcem miłości do dziecka. Pamiętam że wtedy strasznie mnie to oburzyło. Nadal uważam te słowa za nadużycie, ale coś w tym jest.
                                                  • songo3000 Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 08.04.13, 08:54
                                                    > ale coś w tym jest.
                                                    Zapewne to, że babeczka po rozstaniu i uruchomieniu odpowiedniej dozy wredności ma możliwość praktycznie zablokowania relacji ojca z dziećmi. Ufam jednak, że takie osobniki to mniejszość... mimo, że z lokalnej obserwacji wynika inaczej.
                                                  • hello-kitty2 Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 08.04.13, 09:42
                                                    zawle napisała:

                                                    > A jakie według Ciebie "inne" powody kierują ojcem który przestaje się w ogóle k
                                                    > ontaktować z dziećmi/przestaje w ogóle na nie płacić? Bo to dość ciekawy temat
                                                    > jest i chętnie posłucham. Bardzo znana w Polsce pani psycholog dziecięca powied
                                                    > ziała kiedyś w rozmowie że ojcowie kochają swoje dzieci przez kobiety. Koniec m
                                                    > iłości do kobiety jest końcem miłości do dziecka. Pamiętam że wtedy strasznie m
                                                    > nie to oburzyło. Nadal uważam te słowa za nadużycie, ale coś w tym jest.

                                                    Sluchaj mowie szczerze: nie wiem ale sama przyznajesz, ze sa "inne powody". NIe mam na tej temat wiedzy, bo jak pisalam nie spotkalam nigdy zadnego faceta, ktory sie 'rozmyslil', az do czasu gdy przeczytalam post tego pana i tam poszla dyskusja na interesujacy Cie temat. Urqu tez wypowiadal sie w tym tonie, co ta psycholog. Czytalas? Cos jest na rzeczy. Mimo wszystko wydaje mi sie jednak, ze kobieta ma wplyw na stosunki ojca z dziecmi, juz po rozstaniu. I wiele zalezy wlasnie od tych stosunkow matki z ojcem. Wydaje mi sie (jak najbardziej subiekywnie), ze zalezy wiecej, niz od jakiejs mistycznej milosci. Zreszta jak mezczyzna potrzebuje milosci, a ja potrzebuje, zeby sie zajal moim dzickiem, to i milosc da sie zalatwic. Czyz nie taka nasza kobieca rola, jak przyjdzie co do czego, gdy sie spieprzylo na jakims odcinku?
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,143056633,143125768,Re_Seks_grupowy_6_miesiecy_po_slubie.html
                                                  • zawle Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 08.04.13, 16:19
                                                    hello-kitty2 napisała: > Sluchaj mowie szczerze: nie wiem ale sama przyznajesz, ze sa "inne powody". NIe
                                                    > mam na tej temat wiedzy, bo jak pisalam nie spotkalam nigdy zadnego faceta, kt
                                                    > ory sie 'rozmyslil'

                                                    Sorry Kitty, ale to ty napisałaś o innych powodach. Stąd moje dociekanie.
                                                    Piszesz że kobieta ma wpływ na stosunki ojca z dziećmi. Pewnie. Rzecz dzieje się podobnie jak ze stosunkiem mężczyzn do kobiet. Lubią gonić Króliczka. Tak więc trzeba pokręcić nosem, poutrudniać ( byle nie za bardzo bo się zniechęci). O pozostałych stosunkach nie wspomnę. Większość ludzi rozwodzi się z bardziej skandalicznych powodów niż brak seksu w małżeństwie;)

                                                    Zreszta jak mezczyzn
                                                    > a potrzebuje milosci, a ja potrzebuje, zeby sie zajal moim dzickiem, to i milos
                                                    > c da sie zalatwic.

                                                    Chyba nie o tym samym rozmawiamy. Ja mówię o losach dziecko- ojciec w kilkunastoletniej przestrzeni. A nie o nianię za miłość;)
                                                  • hello-kitty2 Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 09.04.13, 00:37
                                                    zawle napisała:

                                                    > Chyba nie o tym samym rozmawiamy. Ja mówię o losach dziecko- ojciec w kilkunast
                                                    > oletniej przestrzeni. A nie o nianię za miłość;)

                                                    Jaka nianie za milosc? Ja pisze o dla mnie priorytetowej wiezi mojego dziecka z jego ojcem, bo gdy dziadkowie nie zyja, braci (wojkow) i siostr (cioc) nie ma, mieszkam w obcym kraju, to gdy jutro nie wroce do domu, bo pierdolnie mnie samochod to musze wiedziec, ze moje dziecko ma szanse na dobre zycie. Zadna kurwa niania oplacona na dwadziescia lat z gory nie zapewni wychowania mojego dziecka gdy mnie zabraknie. Wspolpracujac z ojcem dziecka moge zwiekszyc szanse dziecka na lepsze jutro, zwlaszcza, ze nie zyje w moim kraju. Na szczescie nie musze udawac zadnej milosci, nie musze prosic go o nic dla dziecka, jedyne o co zawsze dbalam i dbac bede to wzorowe stosunki miedzy nami. Wiec jesli uwazasz to za bzdure czy cos smiesznego albo cos mniejszego od "dziecka- ojcieca w kilkunastoletniej przestrzeni" to sie smiej, jestes przeciez na wygodnej pozycji, bo o sobie nie powiedzialas nic.

                                                    Wiesz co? Ja nie wiem o czym my mowimy, bo jak dotad nie przedstawilas podmiotu swoich rozwazan ani zadnej konkretnej historii, choc prosilam. Jaki ojciec w kilkunastoletniej przestrzeni? Chyba tylko Ty wiesz o czym Ty piszesz. Wiec skoro nie zamierzasz przedstawiac zadnego konkretnego przykladu to mozesz rozmawiac wylacznie sama ze soba ale zgody/zrozumienia nie oczekuj, bo wlasciwie w jakiej konkretnie sprawie. Jakis niezidentyfikowanych, nieznanych mi kobiet, ktorych zycia nie znam? Chyba, ze chodzilo Ci zeby wykazac innym, ze tylko Ty masz racje. Pewnie masz, bo tylko Ty znasz sprawe, w ktorej ta racje masz.

                                                    Wiec nie ma o czym rozmawiac.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 08.04.13, 10:09
                                                    zawle napisała:

                                                    >
                                                    > A jakie według Ciebie "inne" powody kierują ojcem który przestaje się w ogóle k
                                                    > ontaktować z dziećmi/przestaje w ogóle na nie płacić? Bo to dość ciekawy temat
                                                    > jest i chętnie posłucham. Bardzo znana w Polsce pani psycholog dziecięca powied
                                                    > ziała kiedyś w rozmowie że ojcowie kochają swoje dzieci przez kobiety. Koniec m
                                                    > iłości do kobiety jest końcem miłości do dziecka. Pamiętam że wtedy strasznie m
                                                    > nie to oburzyło. Nadal uważam te słowa za nadużycie, ale coś w tym jest.

                                                    Ja nie mogę żeby psycholog gadał takie głupoty a ten kto wierzy w nie to rozumu pełny być nie może.
                                                    Większość mężczyzn tak jak wszystkie kurze móżdżki podlegają różnym zachowaniom społecznym, nie są wolni od konformizmu i braku samodzielności w myśleniu. Słuchają się kolegów i oglądają Transformers oraz walki bokserskie. Inne sposoby sprawdzania męskości są kurzemu móżdżkowi niedostępne. Były czasy kiedy mężczyzna jedynie dzierżąc piwo przed telewizorem posiadał społecznie akceptowalne miejsce w hierarchii rodzinnej. Na pretensje kobiety należało odpowiadać: cicho babo. I koniec. Teraz tatusiowie pudrują dupki dzidziusiom i przytulają po rozbitym kolanku, a także walczą w sądzie o opiekę, stoimy u progu przemian wyluzuj poślady - kobiety od zawsze miały gdakać jak kura i kręcić się po obejściu, to było co innego. Trzeba być ślepcem by tego nie widzieć. Kobieta zaczynająca nowe życie po porzuceniu dzieci - to czarownica, a mężczyzna - dzieci zostawiający kobiecie - to taki wielkoduszny możnowładca z królewskim gestem. I tak miało być. I kropa. Ludzie zwyczajni czują to co im nakazuje społeczeństwo. Nie ma w tym żadnej tajemnicy.
                                                    >
                                                  • songo3000 Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 08.04.13, 08:48
                                                    Ojojoj, cóż za brak zawodowego (?) profesjonalizmu. Tak popłynąć z emocjami bez odniesienia się do clue przedmówcy :)

                                                    Napisałem wyraźnie, że TY zapodałaś wersję mateczkowej martyrologii opartą na 'pojawieniu się' dziecka, złych facetach do kastracji i bohaterskich matkach biorących wszystko na klatę.
                                                    I w tym kontekście to pozwolisz, że zacytuję "przemawia przez Ciebie obleśna hucpa".
                                                    Nie dlatego, że takich sytuacji nie ma czy są marginesem. Dlatego, że nie jest to ani całokształt ani żadna znakomita większość zjawiska.

                                                    > Myślę że niewiele wiesz o życiu
                                                    I taką śmiałą tezę wysnułaś z faktu... braku zgody w Twoimi poglądami w kilku miejscach?
                                                    Mi dla odmiany zrobiło się naprawdę wesoło :D
                                                  • zawle Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 08.04.13, 11:25
                                                    songo3000 napisał:

                                                    > Ojojoj, cóż za brak zawodowego (?) profesjonalizmu. Tak popłynąć z emocjami bez
                                                    > odniesienia się do clue przedmówcy :)

                                                    Haha, liczysz na profesjonalizm? Idealista.

                                                    > Napisałem wyraźnie, że TY zapodałaś wersję mateczkowej martyrologii opartą na '
                                                    > pojawieniu się' dziecka, złych facetach do kastracji i bohaterskich matkach bio
                                                    > rących wszystko na klatę.

                                                    Dla Ciebie martyrologia. Ja pisałam o facetach, którzy bzykają z zamiarem poczęcia, czy też bzykają z wiarą że do poczęcia szczęśliwie nie dojdzie a potem własne dzieci są obciążeniem przez które nie mogą się uwolnić/rozwinąć skrzydeł tudzież uważają że mają prawo się uwolnić całkowicie- bo on chciała a on nie mógł odmówić ( tu mają na myśli swojego fiuta).
                                                    W takich przypadkach, gdy dziecię rozczaruje/ pojawi się bez wcześniejszych wyczekiwań całość obowiązków spada prawie zawsze na kobietę. I nie mów mi że faceci się nie wymiksowują z tej sytuacji.
                                                    Tyle w temacie.
                                                  • hello-kitty2 Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 07.04.13, 16:11
                                                    zawle napisała:

                                                    > To rzeczywiście smutne. Nawet mi się pisać nie chce.

                                                    Smutne. Nie pisz.
                                                    Widzialas kiedys pobitego psa, ktory z glodu ukradl i zzarl kure ablo krolika. Pies pobity do krwi z wywroconymi galkami ocznymi kopie sobie dol i w nim lezy, zeby zwalczyc chlodem ziemi wysoka goraczke. Widzialas kiedys suke, ktora rodzi w budzie na mrozie i zamarza po porodzie? To nie sa przypadki bezdomnych psow. Ja pisze o psach, ktore funduja sobie bezmyslni ludzie, nie zywia ich i puszczaja samopas. O ile to sie rozni od kobiet, co rodza samopas. Jak myslenie szwankuje smierc bywa rozwiazaniem.

                                                    Dobra juz nie przybijam. Takie rzeczy widzialam w dziecinstwie. I jeszcze gorsze tez. Takie wnioski z tego wyciagnelam. Teraz takich rzeczy juz nie widze (wyprowadzilam sie) i mi to wychodzi na zdrowie.

                                                    U mnie wreszcie wiosna.
                                                  • zawle Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 07.04.13, 16:15
                                                    hello-kitty2 napisała: > Widzialas kiedys pobitego psa, ktory z glodu ukradl i zzarl kure ablo krolika.
                                                    > Pies pobity do krwi z wywroconymi galkami ocznymi kopie sobie dol i w nim lezy,
                                                    > zeby zwalczyc chlodem ziemi wysoka goraczke. Widzialas kiedys suke, ktora rodz
                                                    > i w budzie na mrozie i zamarza po porodzie? To nie sa przypadki bezdomnych psow
                                                    > . Ja pisze o psach, ktore funduja sobie bezmyslni ludzie, nie zywia ich i puszc
                                                    > zaja samopas. O ile to sie rozni od kobiet, co rodza samopas. Jak myslenie szwa
                                                    > nkuje smierc bywa rozwiazaniem.

                                                    Łatwo współczuć bezmyślnym zwierzakom. Dużo trudniej ludziom.
                                                  • hello-kitty2 Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 07.04.13, 21:24
                                                    zawle napisała:

                                                    > Łatwo współczuć bezmyślnym zwierzakom. Dużo trudniej ludziom.

                                                    To nie byly przyklady na wspolczucie, tylko na ludzka bezmyslnosc w sprowadzaniu zycia na swiat.
                                                    Ludzie maja wybor, zwierzeta nie. Wolna wola zobowiazuje.
                                                    Zwierzeta placa zyciem, ludzie nie.
                                                    Nigdy nikomu nie wspolczuje, nie ma we mnie empatii, za to chetnie pomagam, z innych powodow.
                                                    Uwazasz, ze ludziom nalezy wspolczuc?

                                                  • zawle Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 08.04.13, 08:36
                                                    hello-kitty2 napisała: > Nigdy nikomu nie wspolczuje, nie ma we mnie empatii, za to chetnie pomagam, z i
                                                    > nnych powodow.
                                                    > Uwazasz, ze ludziom nalezy wspolczuc?

                                                    Nie wiem czy współczucie jest dobry określeniem. Ale warto sobie poczytać o ile nie można zobaczyć na własne oczy jak funkcjonują kobiety- bo chyba o bezmyślnych kobietach tu piszemy, pozbawiając odpowiedzialności mężczyzn- np. molestowane seksualnie w dzieciństwie, z rodzin patologicznych, z rodzin dysfunkcyjnych, czy tez te niedoświadczone/zakochane/te które dokonały złych wyborów- partnera, ścieżki zawodowej. Zaręczam Ci, że nie zawsze jedynie bezmyślność jest sprawcą zajścia w ciąże. Zwłaszcza w Polsce.
                                                  • hello-kitty2 Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 08.04.13, 09:26
                                                    zawle napisała:

                                                    Ale warto sobie poczytać o ile
                                                    > nie można zobaczyć na własne oczy jak funkcjonują kobiety- bo chyba o bezmyśln
                                                    > ych kobietach tu piszemy, pozbawiając odpowiedzialności mężczyzn- np. molestowa
                                                    > ne seksualnie w dzieciństwie, z rodzin patologicznych, z rodzin dysfunkcyjnych,
                                                    > czy tez te niedoświadczone/zakochane/te które dokonały złych wyborów- partnera
                                                    > , ścieżki zawodowej. Zaręczam Ci, że nie zawsze jedynie bezmyślność jest sprawc
                                                    > ą zajścia w ciąże. Zwłaszcza w Polsce.

                                                    Nie chce tego czytac, wystarczy, ze spojrze na siebie: zle wybory partnerow i zla sciezka zawodowa to przerabialam i przerabiam nadal, pochodze z pojebanej rodziny. Staram sie tego nie roztrzasac, nie przerzucac na innych ludzi, nie obciazac ich nawet wiedza o tym. Nie chce tez czytac, bo nie chce sie dolowac. Swiata nie zbawie. Nie mam takiej sily ani ambicji. Ja nie pozbawiam odpowidzialnosci mezczyzn ale kazdy musi swoj krzyz niesc sam. Wierze Ci, "ze nie zawsze jedynie bezmysnosc jest sprawa zajscia w ciaze. Zwlaszcza w Polsce." Choc przyznam, ze tego dodatku "zwlaszcza w Polsce" nie rozumiem. Zawle piszesz bardzo ogolnikowo, bez przykladow trudno mi zrozumiec istote problemu. Dodatkowo wychodze z zalozenia, ze jest mnie okradna to mam pretensje do siebie, ze sie okrasc pozwolilam. Dlatego mowie wszystkim kobietom, zeby byly cwane i oddzielaly emocje od myslenia przy podejmowaly decyzji. A slysze coraz czesciej wypowiedzi naiwnych, mlodych dziewczyn, ostatnio ze studiow dziewczyna 22 lata, ze zrobi sobie dziecko i bedzie wychowywac sama (!) No to nie glupota?
                                                  • zawle Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 08.04.13, 16:23
                                                    Choc przyznam,
                                                    > ze tego dodatku "zwlaszcza w Polsce" nie rozumiem. Zawle piszesz bardzo ogolni
                                                    > kowo, bez przykladow trudno mi zrozumiec istote problemu. Dodatkowo wychodze z
                                                    > zalozenia, ze jest mnie okradna to mam pretensje do siebie, ze sie okrasc pozwo
                                                    > lilam.

                                                    Zwłaszcza w Polsce to znaczy w kraju gdzie nie istnieje edukacja seksualna, brak taniej/darmowej antykoncepcji, ludzie żyją za mniej niż minimum socjalne, aborcja jest zakazana/bardzo słono płatna.
                                                    Jak mnie okradną to winny jest złodziej. Tu nie ma dyskusji. Nawet wtedy gdy go zaprosiłam do domu.
                                                  • hello-kitty2 Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 09.04.13, 00:49
                                                    zawle napisała:

                                                    > Jak mnie okradną to winny jest złodziej. Tu nie ma dyskusji. Nawet wtedy gdy go
                                                    > zaprosiłam do domu.

                                                    Owszem winny jest zlodziej ale ja nadal mam pretensje do siebie, bo konsekwencje kradziezy ponosze ja, a nie on, niestety.

                                                    Zapraszasz zlodzieja do domu, wczesniej pisalas, ze lazisz po najciemnejszych zakamarkach noca w Polsce. Taka jestes bohaterka? Co ty chcesz, komu udowodnic? Ze sie nikogo nie boisz? Albo ze kazdemu dasz rade? Nie wiem co myslec.
                                                  • songo3000 Re: już dawno minęły, kiedy facet musiał być bank 08.04.13, 09:04
                                                    > Łatwo współczuć bezmyślnym zwierzakom. Dużo trudniej ludziom.
                                                    Bezmyślnym powiadasz, taaa. Zawsze mnie ciekawiło jak to jest, że natchnieni pseudo-moraliści mówiący o głębokiej emptii i konieczności pochylania się nad niedolą jakoś ową niedolę ograniczali swoją własną ksenofobią.
                                          • hello-kitty2 Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 08:56
                                            kotoshi napisała:

                                            > Myślę, że "posmakowanie" to dla niego coś zupełnie innego - czyli zrealizowanie
                                            > się w pracy. Na pewno rośnie z niego pracoholik, widać to już teraz. Mogę się
                                            > tylko domyślać, że do tego potrzebuje kobiety, która da mu seks / poczucie blis
                                            > kości.

                                            Zupelnie jak z pamietnika zony Marka Zaka, nie? Taka mala dygresja :)
                                      • kag73 Re: Ile razy dziennie - pytanie 04.04.13, 17:04
                                        Kotoshi, jestes chyba jeszcze bardzo mloda, masz czas. Zastanow sie dwa razy zanim wpakujesz sie w malzenstwo a przede wszystkim w dziecko z byc moze nieodpowiednia osoba. To, ze nie udalo sie raz z miloscia, nie znaczy, ze nie uda sie nigdy. Sama milosc to za malo, ale bez milosci....dla mnie czlowiek szczesliwy nie baedzie.
                                        Skad wiesz, ze on nie jest zakochany?
                                        To jak zaczal sie Wasz zwiazek?
                                        • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 04.04.13, 17:38
                                          kag73 napisała:
                                          > Kotoshi, jestes chyba jeszcze bardzo mloda, masz czas. Zastanow sie dwa razy za
                                          > nim wpakujesz sie w malzenstwo a przede wszystkim w dziecko z byc moze nieodpow
                                          > iednia osoba. To, ze nie udalo sie raz z miloscia, nie znaczy, ze nie uda sie n
                                          > igdy. Sama milosc to za malo, ale bez milosci....dla mnie czlowiek szczesliwy n
                                          > ie baedzie.
                                          > Skad wiesz, ze on nie jest zakochany?
                                          > To jak zaczal sie Wasz zwiazek?

                                          Kag, za kilka miesięcy będę mieć 20 lat. Ja w ogóle nie myślę o żadnym małżeństwie! :)
                                          Powyżej napisałam, jak zaczął się nasz związek - przepraszam, że wklejam, ale to chyba najlepsza odpowiedź:
                                          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,143406442,143597383,Re_Ile_razy_dziennie_pytanie.html
                                          Co do zakochania: mój chłopak jest bardzo powściągliwy i nieufny, nawet niewiele o nim wiem (mam na myśli jakieś głębsze sprawy oczywiście), i nie sądzę, że ktoś taki może być zakochany po 3 miesiącach. Za to jest pod wieloma względami super, i z moim zakochanym chłopakiem nigdy na co dzień, gdy przyszło do konkretnych spraw, nie było mi tak dobrze.
                                    • kag73 Re: Ile razy dziennie - pytanie 04.04.13, 16:58
                                      zawle napisała:

                                      > A ja myślę że związek oparty na szacunku i zaufaniu ma duże szanse na trwanie.
                                      > Większe nawet niż ten oparty na wielkiej, płomiennej miłości. I to właśnie w ty
                                      > m chłodniejszym są szanse na przepracowanie problemów.

                                      Alez ja nawet przez chwile w to nie watpie. Tylko, ze MNIE nie chodzi o to, zeby moj zwiazek przetrwal na letniaka. Ja chce byc w nim szczesliwa. Dlatego dla mnie wazne bylo, zeby bylo goraco, zeby byla namietnosc na poczatku, co wcale nie wyklucza wzajemnego szacunku, zaufania i troski o siebie. Nawet jak poczatkowa wielka namietnosc wygasnie, co przyzylam to moje, to po pierwsze. Po drugie ja wierze, ze cialo ma cos takiego jak pamiec, pamieta co bylo i odpowiednio reaguje na bodzce ;)
                                      I moim zdaniem, podobnie jak mowi kitty, milosc jest motywacja do pokonywania problemow.
                                      Co nie zmienia faktu, ze ludzie w zwiazkach "chlodniejszych" owszem "trwaja".
                                      • 3rd_sin Re: Ile razy dziennie - pytanie 04.04.13, 17:12
                                        Większość ludzi w związkach w moim otoczeniu wegetuje. nie ma w nich pasji, namiętności, wspólnie spędzanego czasu (a juz z pewnością radości płynącej z tego, ze go maja dla siebie). W moim odczuciu na udany związek składa się tak wiele czynników, ze bez wspólnej, ciężkiej pracy, nie ma szans na to, aby taki był. Jednak są dla mnie trzy filary, na których powinien być budowany, są to miłość (w tym troska o druga osobę, namiętność, wyrozumiałość, wybaczanie jako jej przejawy), szacunek i zaufanie. Jeśli filary są mocne, to można zbudować coś pięknego. Taka jest mogą wizja udanego związku. Niestety, wiem po sobie, ze jeśli podstawy są slabe, wszystko z czasem zaczyna się rozpadać, raczej bez perspektywy odbudowania, bo nie sposób walczyć o druga osobę, jeśli się jej nie kocha.
                                        • bcde Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 06:11
                                          >W moim odczuciu na udany związek składa się tak wiele czynników, ze bez wspólnej, ciężkiej pracy, nie ma szans na to, aby taki był.

                                          A moje odczucie jest inne. Do kitu ze "związkiem", który trzeba mozolnie budować, ciężko pracując. Jeśli są filary, o których napisałaś, to ludziom będzie ze sobą dobrze bez "budowania" czegokolwiek. Po prostu trzeba się dobrać. Wolę być szczęśliwy w sposób naturalny i bez pracy. Praca niech będzie konieczna tylko do zarabiania.
                                          • 3rd_sin Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 08:28
                                            Szansa na "takie" dopasowanie jest znikoma, a udany związek bez pracy (zaangażowania) moim zdaniem niemożliwy. Praca nie tylko w związku, ale przede wszystkim nad sobą. Kiedy opadają emocje związane z zakochaniem i/lub zauroczeniem okazuje się nagle, ze wybrana osoba mija się z naszym wyobrażeniem (i trudno się z tym pogodzić, bo czasem wygląda na to, ze "miłość" naprawdę bywa slepa). Praca jaka musimy wykonać to, zdać sobie sprawę, ze nikt nie musi wypełniać nasze wyobrażenia, tak jak i my nie mamy takiego obowiązku. Myślę, że związek z właściwą osoba sprawia, ze mamy ochotę nad sobą pracować, rozwijać sie. Twóje małżeństwo sie skończyło, ale pytanie czy było zbudowane nad solidnej podstawie. Moje z pewnością nie jest, co nie wróży mu niedługiego żywota.
                                            • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 08:51
                                              3rd_sin napisał(a):
                                              > Szansa na "takie" dopasowanie jest znikoma, a udany związek bez pracy (zaangażo
                                              > wania) moim zdaniem niemożliwy. Praca nie tylko w związku, ale przede wszystkim
                                              > nad sobą. Kiedy opadają emocje związane z zakochaniem i/lub zauroczeniem okazu
                                              > je się nagle, ze wybrana osoba mija się z naszym wyobrażeniem (i trudno się z t
                                              > ym pogodzić, bo czasem wygląda na to, ze "miłość" naprawdę bywa slepa). Praca j
                                              > aka musimy wykonać to, zdać sobie sprawę, ze nikt nie musi wypełniać nasze wyob
                                              > rażenia, tak jak i my nie mamy takiego obowiązku. Myślę, że związek z właściwą
                                              > osoba sprawia, ze mamy ochotę nad sobą pracować, rozwijać sie. Twóje małżeństw
                                              > o sie skończyło, ale pytanie czy było zbudowane nad solidnej podstawie. Moje z
                                              > pewnością nie jest, co nie wróży mu niedługiego żywota.

                                              3rdSin, czy będziesz się rozwodzić?
                                              • 3rd_sin Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 09:24
                                                Myślę, ze to kwestia czasu. Jeśli mamy sobie szczęśliwie życie ułożyć, to lepiej, aby tak się stało.
                                                • songo3000 Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 15:55
                                                  Wyluzuj :) Śniegi opadną, pogadamy razem z cofeinką przy kawie to od razu Ci się nastrój poprawi a i nastawienie zmieni ;)))
                                                  • 3rd_sin Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 16:00
                                                    A miały być babskie ploteczki ;)
                                                  • songo3000 Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 17:19
                                                    A czy ja Wam czegoś bronię? Możecie sobie pogadać. W trakcie ;PPP
                                                  • hello-kitty2 Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 19:38
                                                    songo3000 napisał:

                                                    > A czy ja Wam czegoś bronię? Możecie sobie pogadać. W trakcie ;PPP

                                                    Songo te Panie maja juz nagranego Sabata :) W sumie to sie nie wyklucza :)
                                                  • 3rd_sin Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 19:45
                                                    @Kitty...Ty się tak nie uśmiechaj... Jeszcze trochę a zorganizujemy zlot forumowiczów. A żeby było "bezpiecznie" tzn. daleko od domu, zrobimy to u Ciebie :P
                                                  • songo3000 Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 20:57
                                                    Ale bierzemy dresy i pokemony... ;)))
                                                  • zawle Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 21:02
                                                    songo3000 napisał:

                                                    > Ale bierzemy dresy i pokemony... ;)))

                                                    Dresy to tak...ale to nasz zlot i bez osób towarzyszących, co? Pokemony zostają w domach!!;)
                                                  • songo3000 Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 22:08
                                                    Dobra dobra, trzeba mieć jakąś opcję zapasową :)
                                                  • urquhart Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 22:31
                                                    3rd_sin napisał(a):

                                                    > @Kitty...Ty się tak nie uśmiechaj... Jeszcze trochę a zorganizujemy zlot forumo
                                                    > wiczów. A żeby było "bezpiecznie" tzn. daleko od domu, zrobimy to u Ciebie :P

                                                    No i można legalnie wypalić Fajkę Pokoju!
                                                  • hello-kitty2 Re: Ile razy dziennie - pytanie 06.04.13, 12:34
                                                    urquhart napisał:

                                                    > 3rd_sin napisał(a):
                                                    >
                                                    > > @Kitty...Ty się tak nie uśmiechaj... Jeszcze trochę a zorganizujemy zlot
                                                    > forumo
                                                    > > wiczów. A żeby było "bezpiecznie" tzn. daleko od domu, zrobimy to u Ciebi
                                                    > e :P
                                                    >
                                                    > No i można legalnie wypalić Fajkę Pokoju!

                                                    hehe no pewnie, a opcja zapasowa jest na Red Light District, tam sa takie dupy, ze pokemony sie chowaja, my zreszta tez :)
                                                  • songo3000 Re: Ile razy dziennie - pytanie 06.04.13, 20:33
                                                    > hehe no pewnie, a opcja zapasowa jest na Red Light District
                                                    Nołej, My Songo będziemy wierni koleżankom z naszego lokalnego TWA :DDD
                                                  • hello-kitty2 Re: Ile razy dziennie - pytanie 06.04.13, 22:03
                                                    songo3000 napisał:

                                                    > > hehe no pewnie, a opcja zapasowa jest na Red Light District
                                                    > Nołej, My Songo będziemy wierni koleżankom z naszego lokalnego TWA :DDD

                                                    Co to jest TWA, moze same paszczury? :) Plan B to plan, ktory dobrze miec.
                                                  • songo3000 Re: Ile razy dziennie - pytanie 06.04.13, 22:07
                                                    Na privie poszło bo jeszcze smutasy będą chcieli się zapisać ;)
                                                  • sabat-77 Re: Ile razy dziennie - pytanie 06.04.13, 22:15
                                                    songo3000 napisał:

                                                    > Na privie poszło bo jeszcze smutasy będą chcieli się zapisać ;)

                                                    Pfff... Towarzystwo Wzajemnej Adoracji się znalazło :P
                                                  • songo3000 Re: Ile razy dziennie - pytanie 06.04.13, 22:20
                                                    Ale Panie, co ja mogę, co ja mogę ;PPP
                                          • kotoshi Re: Ile razy dziennie - pytanie 05.04.13, 08:49
                                            bcde napisał:

                                            > A moje odczucie jest inne. Do kitu ze "związkiem", który trzeba mozolnie budowa
                                            > ć, ciężko pracując. Jeśli są filary, o których napisałaś, to ludziom będzie ze
                                            > sobą dobrze bez "budowania" czegokolwiek. Po prostu trzeba się dobrać. Wolę być
                                            > szczęśliwy w sposób naturalny i bez pracy. Praca niech będzie konieczna tylko
                                            > do zarabiania.

                                            Tak chyba nie może być po dłuższym czasie, bo ja to nawet widze w takiej relacji jak ja i moja wieloletnia prawdziwa przyjaciółka - w różnych sytuacjach wychodzą czasem niezgodności, trzeba sobie czasem ustąpić i popracować nad jakąś cechą. Tym bardziej trudno musi być po wielu latach związku z partnerem / mężem.
                                            • kutuzow Złota dekada 05.04.13, 11:00
                                              kotoshi napisała:

                                              > Tak chyba nie może być po dłuższym czasie, bo ja to nawet widze w takiej relacj
                                              > i jak ja i moja wieloletnia prawdziwa przyjaciółka - w różnych sytuacjach wycho
                                              > dzą czasem niezgodności, trzeba sobie czasem ustąpić i popracować nad jakąś cec
                                              > hą. Tym bardziej trudno musi być po wielu latach związku z partnerem / mężem.

                                              kotoshi -> jesteś w takim wieku, że Ty sama zmieniasz się z roku na rok. Za 5 lat będziesz w zupełnie innej sytuacji życiowej niż jesteś teraz. Wtedy także ważne dla Ciebie mogą się stać inne rzeczy niż obecnie. Podobnie będzie z Twoim partnerem. Zmieni się także ilość czasu który będziecie oboje mogli przeznaczyć na związek a także bardzo wiele innych czynników.
                                              przypomnij sobie jaka byłaś np. 5 lat temu. Jakiej muzyki słuchałaś itp. Pewnie zobaczysz takie same duże zmiany.

                                              Wg mnie wiek od 18-tki do dwudziestu kilku lat to okres poznawania samego siebie. Nie ma co koncentrować się na jednym związku i liczyć że "to ten", bo każdy związek nawet ten nieudany coś wnosi do Twego życia. Dowiadujesz się czegoś o sobie (choćby tego czym nie jesteś zainteresowana i jakie cechy mężczyzny są dla Ciebie istotne).

                                              O okresie 20-30 lat mówi się "złota dekada" wynika to z naszego postrzegania czasu (najwięcej osób pamięta ten okres swojego życia jako ten "szczęśliwy"). Pamiętamy bowiem różne zdarzenia te dobre i te złe, które były dla nas w jakiś sposób poruszające. dobrze jest skoncentrować się na tym żeby ta złota dekada była jak najlepiej przeżyta. Związek wg mnie jest tutaj na drugim miejscu (z racji wspomnianej dużej zmienności cech obu osób).

                                              Życzę Ci powodzenia w poszukiwaniu Twego idealnego partnera, uwierz mi że można znaleźć taką osobę, przy której związek jest super i nie wymaga "ciężkiej pracy". Trzeba "tylko" mocno się postarać przy szukaniu. Nie popełnić wielu błędów które się tutaj przewijają na forum (np. nie zadowalać się "wystarczająco dobrym" kandydatem/kandydatką, tylko szukać tego który każdego ranka powoduje że myślisz sobie "Wow, ale jestem szczęściarą/szczęściarzem.").
                                              • hello-kitty2 Re: Złota dekada 05.04.13, 14:44
                                                kutuzow napisał:

                                                > Życzę Ci powodzenia w poszukiwaniu Twego idealnego partnera, uwierz mi że można
                                                > znaleźć taką osobę, przy której związek jest super i nie wymaga "ciężkiej prac
                                                > y". Trzeba "tylko" mocno się postarać przy szukaniu. Nie popełnić wielu błędów
                                                > które się tutaj przewijają na forum (np. nie zadowalać się "wystarczająco dobry
                                                > m" kandydatem/kandydatką, tylko szukać tego który każdego ranka powoduje że myś
                                                > lisz sobie "Wow, ale jestem szczęściarą/szczęściarzem.")

                                                Kutuzow to ladnie i optymistycznie napisane. Ale rozumiem, ze slowem kluczem jest 'mozna', bo jak na moj rozum to nie jest pewne, ze sie znajdzie, tak? Bo z tym szukaniem to jest tak, jak napisales w poscie obok:

                                                "z faktu, że większość par do siebie nie pasuje." Czyli jednak znalezienie osoby pasujacej nie jest latwe, skoro wiekszosc ludzi popelnia blad. Ani nie ma gwarancji na zlanezienie skoro decyduja sie na zycie z 'bledem'.

                                                "Kluczem do szczęścia jest wybór osoby, która do nas pasuje." ==> A zebym to ja wiedziala, kto do mnie pasuje? Z moich doswiadczen wynika, ze jeszcze sie taki nie urodzil :)

                                                Czy sadzisz, ze istnieja ludzie, ktorzy nie pasuja do nikogo?
                                                • kutuzow Re: Złota dekada 05.04.13, 15:23
                                                  hello-kitty2 napisała:

                                                  > Kutuzow to ladnie i optymistycznie napisane. Ale rozumiem, ze slowem kluczem je
                                                  > st 'mozna', bo jak na moj rozum to nie jest pewne, ze sie znajdzie, tak? Bo z t
                                                  > ym szukaniem to jest tak, jak napisales w poscie obok:

                                                  Niestety pewności nie ma, że gdzieś tam czeka na nas ta przysłowiowa druga połówka pomarańczy. Faktem jest że tyle różnych wymiarów wchodzi w grę przy dopasowaniu, że robi się z tego całkiem niezłe puzzle.

                                                  "z faktu, że większość par do siebie nie pasuje." Czyli jednak znalezienie osob
                                                  > y pasujacej nie jest latwe, skoro wiekszosc ludzi popelnia blad. Ani nie ma gwa
                                                  > rancji na zlanezienie skoro decyduja sie na zycie z 'bledem'.

                                                  Wiesz moim zdaniem jest kilka "podstawowych" błędów które popełniamy często na starcie związku, które potem uniemożliwiają to dobre dopasowanie. Mogę to opisać ze strony faceta:

                                                  Błąd nr 1. Sięganie na "półkę" niżej niż nasze aspiracje. Podoba nam się jakaś super 9-tką (skala 1-10), ale na wstępie boimy się że nie mamy szans i zamiast powalczyć, to idziemy na łatwiznę i startujemy do jakiejś 7-tki, bo wiemy że to będzie dużo łatwiejsza "zdobycz". W efekcie mamy tą swoją 7-kę. Jest nawet ładna, fajna, ale nigdy nie wywoła w nas takiej reakcji jak tamta 9-tka.

                                                  Błąd nr 2. Bycie "porządnym" na pierwszych randkach. Facecji gdy spotykają się już z tą swoją wymarzoną kobietą (ważne założenie że nie są to od takie one night stand-y), na związku z którą im bardzo zależy, często przybierają maskę porządnych. Chodzą grzecznie za rączkę na randki do restauracji, na jakieś pytania o rolę seksu w związku ściemniają, że dla nich to dodatek (nic nie mówią wprost jak to dla nich ważne) itp. W efekcie są mili, grzeczni i wpisują się w rolę partnera długoterminowego, ale tracą możliwość bycia postrzeganymi jako Ci "źli chłopcy". Przecież nagle gość nie zmieni frontu o 180st i nie zaproponuje ostrego bzykanka na 3 randce skoro wcześniej był taki miły i grzeczny. Ci co są odważni i od początku mówią wprost jacy są (bez ściemy) mają łatwiej bo albo spotkanją się ze zrozumieniem i spotkają druga taką samą osobę, albo zostaną odrzuceni, ale wtedy wiedzą że taka osoba i tak nie była dla nich (zbytnio się różnili).

                                                  Błąd 3. Brak analizy samego siebie, swojego charakteru, co dla nas jest ważne, co nie jest itp.

                                                  To oczywiście moje własne wnioski.
                                                  • rekreativa Re: Złota dekada 05.04.13, 16:05
                                                    Fajny post.
                                                    Z tymi błędami mam podobne odczucia.
                                                    Brak znajomości własnych potrzeb, albo oszukiwanie samego siebie typu :" potrzebuję ciepłego, spokojnego misia, co mi zapewni poczucie bezpieczeństwa i nie będzie miał głupich pomysłów", podczas gdy tak naprawdę ów miś wcale nas nie pociąga, ale sobie wmawiamy, że u boku takiego będzie nam lepiej, wygodniej, szczęśliwiej.
                                                    Udawanie, szczególnie w początkach relacji: że coś, co jest dla nas najważniejsze, takim nie jest, że marzymy o domu i rodzinie, gdy jest nam to obojętne, że mamy orgazm, kiedy go nie mamy itd.
                                                    Wreszcie branie tego, który się akurat nawinął, a nie tego, który się podoba, bo a nuż kosza nam zasadzi. A potem spotykamy tego, cośmy doń wzdychały, tego nieosiągalnego, na spacerku z przeciętną, tłustawą żonką i se plujemy w brodę, żeśmy były takie durne :)
                                                    I wracamy do domu, patrzymy na tego swojego "siódemka", czy "szóstka" i mamy poczucie zmarnowanego żywota.
                                                  • songo3000 Cieć może sobie chcieć 05.04.13, 17:17
                                                    Wydaje się, że niektórzy przez swoje ambicje są skazani na nieszczęście. Cóż z tego, że ich realne potrzeby spełni co najmniej 'ósemka' jeżeli sami reprezentują co najwyżej naciąganą 'piąteczkę'. Nie zmienią ani jednego ani drugiego.
                                          • kutuzow "Ciężka praca" to mit 05.04.13, 10:46
                                            bcde napisał:

                                            > A moje odczucie jest inne. Do kitu ze "związkiem", który trzeba mozolnie budowa
                                            > ć, ciężko pracując. Jeśli są filary, o których napisałaś, to ludziom będzie ze
                                            > sobą dobrze bez "budowania" czegokolwiek. Po prostu trzeba się dobrać. Wolę być
                                            > szczęśliwy w sposób naturalny i bez pracy. Praca niech będzie konieczna tylko
                                            > do zarabiania.

                                            BCDE --> zgadzam się z Tobą w pełni. Czytałem kiedyś książkę "Mity na temat małżeństwa":
                                            urodaizdrowie.pl/mity-na-temat-malzenstwa-recenzja
                                            w skrócie przedstawione jest to w ten sposób:
                                            Przekonanie o konieczności pracy nad małżeństwem wynika z faktu, że większość par do siebie nie pasuje. Kluczem do szczęścia jest wybór osoby, która do nas pasuje.
                                            Co innego dbanie o siebie na wzajem i dawanie sobie radości, a co innego "ciężka praca" nad związkiem. Ta druga pokazuje tylko że jest bardzo dużo różnic które Ciągle przypominają o sobie na codzień.


                                            Inne mity opisane w książce (gorąco ją polecam):
                                            # Mit 1: Małżonkowie powinni być najlepszymi przyjaciółmi
                                            # Mit 2: Miłość romantyczna to podstawa dobrego małżeństwa
                                            # Mit 3: Związki pozamałżeńskie niszczą małżeństwo
                                            # Mit 4: Jeśli dręczy cię poczucie winy, przyznaj się do wszystkiego
                                            # Mit 5: Małżonkowie powinni wszystko robić wspólnie
                                            # Mit 6: Nad małżeństwem trzeba pracować
                                            # Mit 7: Szczęśliwe małżeństwo wymaga całkowitego zaufania
                                            # Mit 8: Małżonkowie powinni uszczęśliwiać się nawzajem
                                            # Mit 9: Dobrzy małżonkowie powinni "prać brudy" w domu
                                            # Mit 10: Dobry mąż reperuje wszystko; dobra żona robi pranie
                                            # Mit 11: Narodziny dziecka naprawią nieudane małżeńtwo
                                            # Mit 12: Małżeństwo to partnerstwo doskonałe
                                            # Mit 13: Małżeństwo może spełnić wszystkie twoje pragnienia
                                            # Mit 14: Prawdziwi kochankowie odgadują swoje myśli i uczucia
                                            # Mit 15: Lepsze nieszczęśliwe małżeństwo niż rozbity dom
                                            # Mit 16: Ambicje męża są ważniejsze od kariery żony
                                            # Mit 17: Jeśli mąż lub żona chce odejść, nie pozwól na to i walcz
                                            # Mit 18: Miłość może czasem powrócić na nowo
                                            # Mit 19: Rywalizacja między małżonkami podsyca związek
                                            # Mit 20: Dokładaj wszelkich starań, by twój partner(ka) stał(a) się lepszy(a)
                                            # Mit 21: Przeciwieństwa się przyciągają i uzupełniają
                                            # Mit 22: Nie powinno się omawiać spraw małżeńskich z innymi ludźmi
                                            # Mit 23: Nie kochaj się, kiedy czujesz złość
                                            # Mit 24: Ciesz się tym, co masz


        • dafne78 Re: Ile razy dziennie - pytanie 07.04.13, 22:00
          Chyba jednak Ci zazdroszczę ;)
          ----------
          Where there is desire there is gonna be a flame
          Where there is a flame someone’s bound to get burned
    • kotoshi Kutuzow! 05.04.13, 17:31
      Kutuzow,
      piszesz, że - cytuję: „Nie ma co koncentrować się na jednym związku i liczyć że ‘to ten’, bo każdy związek nawet ten nieudany coś wnosi do Twego życia”. Oczywiście , że to prawda, ale żyjemy tu i teraz. Jeśli ktoś nas zrani, to boli, jeśli coś jest ważne, to jest ważne - i chyba nie ma możliwości, żeby przestało być ważne, tylko dlatego, że uświadomimy sobie, że za X lat (może) ważne będą inne rzeczy. No chyba że ma to być sposób na małe pocieszenie, to się zgodzę.
      Zgadzam się też, że związek powinien być na drugim miejscu. Dla mnie to teraz oznacza, że przede wszystkim się uczę.
      „Szukania” jako takiego sobie nie wyobrażam, to raczej jest tak, że spotykamy kogoś i coś zaczynamy lub nie, w zależności od potrzeb w danym momencie. Mój obecny związek teraz mi odpowiada, mojemu chłopakowi też, nikt tu nie był z nikim nieszczery i obydwoje wiedzieliśmy, że wzajemna nieufność jest nieunikniona.
      Dodam, że dziękuję Ci za Twoje zrozumienie :)
      • kotoshi Re: Kutuzow! - małe uzupełnienie 05.04.13, 17:38
        Pisząc
        > Zgadzam się też, że związek powinien być na drugim miejscu. Dla mnie to teraz
        > oznacza, że przede wszystkim się uczę.
        Mam to na myśli bardzo dosłownie, chodzi o naukę na moich studiach.
        • songo3000 Re: Kutuzow! - małe uzupełnienie 05.04.13, 17:49
          Jednym słowem, żyjesz tu i teraz. Czemu nie, jesteś na tyle młoda, że spokojnie możesz sobie na to pozwolić. Ewentualne błędy tak naprawdę nie przekreślą niczego.
      • kutuzow Re: Kutuzow! 05.04.13, 18:59
        kotoshi napisała:
        > piszesz, że - cytuję: „Nie ma co koncentrować się na jednym związku i lic
        > zyć że ‘to ten’, bo każdy związek nawet ten nieudany coś wnosi do T
        > wego życia”. Oczywiście , że to prawda, ale żyjemy tu i teraz. Jeśli kto
        > ś nas zrani, to boli, jeśli coś jest ważne, to jest ważne - i chyba nie ma możl
        > iwości, żeby przestało być ważne, tylko dlatego, że uświadomimy sobie, że za X
        > lat (może) ważne będą inne rzeczy. No chyba że ma to być sposób na małe pociesz
        > enie, to się zgodzę.

        Chodziło mi o to jak z czasem podchodzi się do "młodzieńczych" miłości. Przypomnij sobie jakie emocje pewnie przeżywałaś przy pierwszych zauroczeniach w czasach liceum. Domyślam się że w danej chwili to także były mega ważne sprawy. Podobnie jest teraz. To że na chwilę obecną Twój związek jest dla Ciebie ważny, nie oznacza że nadal taki będzie za lat np. 5.

        Nie twierdzę że same związki w tym wieku są jakieś gorsze od tych powiedzmy w okolicach 30-tki. Chodzi raczej o to, że my sami mało wiemy jeszcze o sobie mając lat 20-cia. Nasze oczekiwania, zapatrywania na świat i plany zmieniają się w znacznym stopniu w tej dekadzie 20-30.

        Jasne że rozstania bolą, ale na razie ciesz się tym co masz i czerp z życia garściami. Dopóki jesteś SZCZĘŚLIWA w tym związku, to super. Jeśli nawet kiedyś się rozstaniecie i pójdziecie każdy swoją drogą, to koncentruj się wtedy na tym co Ci ten związek dał, czego się nauczyłaś o sobie a nie na negatywach (w stylu X lat zmarnowanych itp).

        > „Szukania” jako takiego sobie nie wyobrażam, to raczej jest tak, że
        > spotykamy kogoś i coś zaczynamy lub nie, w zależności od potrzeb w danym momen
        > cie.

        to miałem na myśli.

        • kotoshi Re: Kutuzow! 06.04.13, 17:39
          Kutuzow, jesteś bardzo miłym człowiekiem. Dzięki, że nie podśmiewasz się ze mnie, tak jak niektórzy.
          • songo3000 Awans ;) 06.04.13, 19:39
            Kutuzow, awansowałeś na Nice Guy, hehe.
    • kotoshi Tzw. kasa 06.04.13, 17:37
      Niektórzy dziwnie jakoś (przynajmniej według mnie) piszą o "leceniu na kasę". Dla mnie ten zwrot oznacza, że w kimś widzi się tylko dostarczyciela tej kasy. Jednak takich przypadków jest strasznie mało! Znam mnóstwo ludzi, którzy są ze sobą, a partner/ka wcale nie jest bogaty/a. Tak np.wygląda większość związków studenckich. A na wyższych rocznikach albo zaraz po studiach ludzie często biorą ślub, i w większości jest tak, że nie wie się, które będzie mieć lepszą prace - i czy w ogóle / od kiedy ją będzie mieć.
      Może związki zawierane od 30 roku życia w górę są na innych zasadach? - nie wiem.
      Tak samo nie jest dobrze, jeśli facet widzi w swojej kobiecie tylko ciało, jak i nie jest dobrze, jeśli kobieta widzi w nim tylko kasę (albo mężczyzna w kobiecie tylko kasę, a ona w nim ciało - tak też bywa).
      Jeśli kasa dla niektórych podnosi atrakcyjność partnera/partnerki, to czemu nie, jeśli uroda też podnosi atrakcyjność? ;)
      • songo3000 Re: Tzw. kasa 06.04.13, 19:52
        > la mnie ten zwrot oznacza, że w kimś widzi się tylko dostarczyciela tej kasy. J
        Nie tylko ale jest to główny filar atrakcyjności tej drugiej osoby. Dal Ci inny przykład takiego filaru: w latach 90-tych naprawdę ładna dziewczynka 'z prowincji' (obecny perioratyw to słoikowa :)), podwładna mojej oficjalnej narzeczonej wskoczyła mi do łóżka głównie dlatego, że w jej mniemaniu była to szansa na zaczepienie się w stolycy. Ze mną nie wyszło, chwilę później zaciążyła z gościem obok. Można? można.

        > ednak takich przypadków jest strasznie mało!
        Powściągnij swoją naiwność a przede wszystkim niekompetencję. Odfiltruj też to 'jak byś chciała żeby było' od tego 'jak jest'. Jeśli nie wiesz, nie masz wiarygodnych danych 'jak jest' to litości, napisze chociaż "moim zdaniem..."

        > Tak np.wygląda większość związków studenckich
        No i mamy źródło tego "strasznie mało". Tutaj faktycznie przeważnie nie ma żadnej kasy, którą można by kupczyć.

        > Jeśli kasa dla niektórych podnosi atrakcyjność partnera/partnerki, to czemu nie
        > , jeśli uroda też podnosi atrakcyjność? ;)
        Ale ja się nie obrażam :) Bo mam kasę ;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja