sabat-77
15.04.13, 07:17
Przecież najczęściej jest ktoś w tle. Tak to jest.
Oczywiście - jak to w takich historiach bywa, odwieczne "dlaczego ja" każe myśleć, że to dotyczy jakiegoś urojonego zewnątrz, czegoś obcego, odrębnego. Jednak bywa, że rzeczywistość ma imię, staje w drzwiach ośnieżonymi butami, tupie groźnie i choćbyś się odwracał plecami - uparcie nie chce wyjść.
Co tu robić, Loppe ? Złapać intruza za poły zimowej szuby, wyrzucić energicznie za drzwi i dorzucić drew do przygasającego domowego ogniska ? Mówić, że tego nie było, że to tylko zły sen i już więcej nie wróci ?
A może samemu ubrać się, wyjść brnąć w zimową noc, klnąc pod nosem, że to nie mój dom, już nie - dawno minęło i więcej nie wróci ?
Ale gorzej, Loppe, może być gorzej przecież...
Może ?
Albo ten w szubie, ośnieżony polny chochoł co chciał się wedrzeć na nasze wesele, strach na wróble co próbował wejść do ogrzanego domostwa... A jeśli ten on, to właśnie ja ? Co jeśli samemu budzimy się w łachach stracha... Cóż pozostaje, Loppe ?
Mea culpa i dzwony w okolicznym wiejskim kościółku ?
Ech Loppe. Dobrze, że idzie wiosna. Będzie cieplej.