wieczorowy86
14.05.13, 21:05
Wprawdzie nie w małżeństwie, ale jako że podoba mnie się poziom tego forum mam nadzieję, że nie będziecie mieli nic przeciwko jeśli opiszę tutaj swój problem. Brak bliskości z kobietą zaczyna mnie powoli zjadać, przy czym nie chodzi o sam seks (to też, mam spore potrzeby), ale o fakt bycia z kimś razem. Jeszcze rok lub dwa lata temu takie stwierdzenie wywołałoby u mnie uśmiech, ale nie teraz. Mam 26 lat i odkąd przyszła mi ochota na stały związek... nie mogę natrafić na osobę, która by mi się spodobała, wiecznie coś mi nie odpowiada. Przelotne znajomości mnie nie interesują. I teraz nie wiem, czy to fanaberie, może za wysoko mierzę, czy faktycznie brak szczęścia, albo szukam w niewłaściwy sposób. Jakimś wielkim zdobywcą damskich serc raczej nie jestem (dwa związki), ale radary mam mocno wyostrzone i tylko czekam aż pojawi się na horyzoncie "ofiara" (ale nie losu:)), no wiecie, coś w stylu: "pojaw się w końcu, o chemio jedna!!!". Założyłem też sobie profile na dwóch portalach randkowych. Teraz jakoś mija właśnie rok, spotkałem się przez ten czas z 18 kobietami i... nic. Efekt jest taki, że mam po dziurki w nosie poznawania się przez portale randkowe (zawsze traktuję każdą nowo poznaną osobę indywidualnie, nie ma zachowania "kopiuj, wklej"). Tylko z dwiema znajomość trwała kilka tygodni, ale w końcu i tak nic z tego nie wyszło, kończyłem znajomość. Przy czym nie odbierajcie tego tak, że uważam się za nie wiadomo kogo i mogę sobie przebierać do woli, tak nie jest. Tu chodzi o zupełnie inną płaszczyznę.