Dodaj do ulubionych

Ma ochote na seks ale....

01.09.13, 23:43
Mam zly zwyczaj wypytywania. Bo lubie wiedziec. Mimo ze potem z tą wiedza nie bardzo jest co zrobic.
Jestem zoną od kilku lat, dwojka dzieci, zycie zwyczajne, bez ekscesow. Nasz seks kuleje, mi sie nie chce, to co on wymysli mnie nie kreci, bo wszystko takie sztuczne, nijakie, generalnie wole dobry film obejrzec.
Ostatnio wiecej o tym gadamy, niby jakies nikle kroki w tym kierunku zeby lepiej bylo - ale mi sie juz nie chce starac, on czasem sie stara ale jak mowilam - nie kreci mnie to staranie.
No i ostatnio pytam: sluchaj a Ty naprawde masz ochote na seks ze mną czy wogole na seks? a on ze nie odpowie, bo wie jak to sie skonczy, ze bede miec focha, bo zawsze chce wiedziec, a potem mam dola jak cos nie po mojej mysli... No wiec ja mu mowie: sluchaj ale odpowiadajac w ten sposob odpowiadasz tak naprawde na pytanie... On zamilkl, potem przytaknal.
No i jest tak ze wiem juz, wiem ze maz po prostu ma ochote na seks a ze ja pod reką no to czemu nie. Ja go nie krece, na mnie szczegolnie ochoty raczej nie ma - nie dziwie sie, po ciazach przytylam 20 kiloi nie zgubilam- ale wszystko sie uklada w calosc. Trzyma nas przysiega, dzieci, zobowiazania, on niby mowi ze kocha, ale ze czasem nie, ja mam podobnie.
Czy ludzie tak zyja czy to my tak mamy? moje zycie nie jest zle, ale fajerwerkow brak a z mezem ich raczej miec nie bede, motylki zwialy i nie wroca.
Obserwuj wątek
    • hello-kitty2 Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 00:05
      lamiuszka napisał(a):

      > Czy ludzie tak zyja czy to my tak mamy? moje zycie nie jest zle, ale fajerwerko
      > w brak a z mezem ich raczej miec nie bede, motylki zwialy i nie wroca.

      Wg mnie to 'norma', to nie tylko Wy to wiekszosc (?) Skupiamy sie na innych rzeczach. Mi to sie nawet nie chce miec seksu z tym, co 'jest pod reka'. Po co?
      • lamiuszka Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 00:17
        no wlasnie mi tez sie nie chce, moze jakby jeszcze ten seks fajny byl to nawet z tym "pod reką", ale jest nijaki i nudny, to mi sie nawet ruszyc w tyym kierunku nie chce, a jak juz "robimy" ten seks, to nawet nie to ze mi nieprzyjemnie, ale tak nijak.
        • dreemcatcher Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 09:07
          chcesz udanego seksu z facetem , chcesz widzieć jego pożądanie, zaangażowanie a jednocześnie palcem nie kiwniesz? podstaw mu koleżankę chudszą o 20 kg to zobaczysz jaki potencjał twój facet ma . Nie pytaj go oto czy cie kocha tylko czy podobają mu się grubasy, jak myślisz zawsze marzył o grubej kobiecie? co zrobiłaś żeby w łożku coś poprawić ? weź pod uwagę że skoro ty nie masz ochoty na niego bo on nic nie robi to może on właśnie obraca szczuplejsza
          • lamiuszka Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 09:44
            na pewno nie marzył o grubasie. nie mam mu za zle ze nie ma na mnie ochoty wiec nie musisz na mnie napadac w meskiej solidarnosci. owszem,robilam conieco zeby poprawic seks - i mu sie to podobalo - ale to co on robi zeby poprawic mnie nie kreci i dlatego odechciewa mi sie seksu wogole. Oczywiscie mowilam jak bym chciala - tylko nawet jak on to nieudolnie dosc robi - to mi sie bardziej smiac chce niz podniecac. Nie mam mu tego tez za zle - nie kazdy ma talent,nie kazdemu wychodzi to naturalnie . Ale final niestety jest jaki jest.
            • hello-kitty2 Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 11:12
              lamiuszka napisał(a):

              ale to co on robi zeby poprawic mnie ni
              > e kreci i dlatego odechciewa mi sie seksu wogole. Oczywiscie mowilam jak bym ch
              > ciala - tylko nawet jak on to nieudolnie dosc robi - to mi sie bardziej smiac c
              > hce niz podniecac. Nie mam mu tego tez za zle - nie kazdy ma talent,nie kazdemu
              > wychodzi to naturalnie . Ale final niestety jest jaki jest.

              Sluchaj a co on robi, co wzbudza smiech? Mam ochote sie posmiac :)
            • dreemcatcher Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 13:13
              solidarność nie ma tu nic do rzeczy , również nie napadam na ciebie. Udany seks to również podobanie się sobie na wzajem jeśli go nie kręcisz to niby jak ona ma się dla ciebie spalić w łóżku robi coś na odwal się i po sprawie. Im dłużej to trwa tym gorzej dla związku nie ma się co oszukiwać że zapragnie cię taką jak 20 kg wcześniej, to są fakty możesz sobie to dalej tłumaczyć jak do tej pory ale czy to jest wyjście? Jeśli jest słaby w łóżku i nic się w nim nie zmieniło to oznaka że jednak nie posuwa atrakcyjnej kobiety.
    • sea.sea Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 08:25
      Ma ochotę na seks, bo jest zdrowym facetem.
      Nie ma ochoty na seks z Tobą niekoniecznie dlatego, że mu się znudziłaś lub z powodu Twojej nadwagi, ale dlatego, że widzi Twój brak entuzjazmu.
      Pochwaliłaś go kiedykolwiek za te starania? Pokierowałaś nim jakoś, wytłumaczyłaś, co lubisz, jak byś chciała? Kiedyś było lepiej, a teraz się zrobiło słabo, czy było słabo od początku?
      • lamiuszka Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 09:47
        Kiedys bylo lepiej, ale dzialala pewnie magia nowosci. Teraz jest kicha bo juz to wszystko znam, a jego proby robienia czegos nowego sa nudne. Staram sie podpowiadac choc mam z tym troche problemu.
        • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 11:40
          Klasyka gatunku - można by rzec statystyczny przykład z kraju nad Wisłą.
          Motyle były, ale odleciały już dawno.
          Przyleciały za to bociany, zostawiły co miały, dorzuciły w gratisie nadwagę pani domu i tyle.
          Pan domu z opisu wygląda na Ojca Polaka, choć brak adnotacji o jakiś słabościach pracoholicznych czy alkoholicznych - no ale jakiś tęgi "w te klocki" nie jest, choć uczciwie przyznaje, że by pobzykał jeszcze, tyle, że nie powie głośno, że królowa jego życia przestała go kręcić bo jest królową XL size.
          Chętnie poczytam co dalej i czy wyjdzie to poza schemat pt. "on nieporadny, ona gruba".
          • dreemcatcher Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 13:14
            czyli że żyli długo i szczęśliwie nie będzie ?
    • protein.spill Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 13:07
      > Czy ludzie tak zyja czy to my tak mamy? moje zycie nie jest zle, ale fajerwerko
      > w brak a z mezem ich raczej miec nie bede, motylki zwialy i nie wroca.

      Od razu zastrzegam, że obraz jaki przedstawiasz bardzo mi się nie podoba. Nie chodzi mi o ekstra kilogramy, tylko o postawę: "gdzie się podziały moje motylki?" i "on śmiesznie wygląda kiedy próbuje realizować moje pomysły". Mimo to spróbuję nie wyzłośliwiać się w dalszej części.

      Można przejść od motylków do fantastycznego seksu, tylko trzeba w to włożyć masę pracy i tyle. Pracy nad sobą, pracy nad partnerem, pracy z partnerem. Ty i on. Żeby to zrobić trzeba rzeczywiście lubić seks sam w sobie, swoją i jego erotykę. Nie zanieczyszczać seksu handlem. Jak dla mnie nawet nadmiar uczuć szkodzi, ale to na pewno nie Wasz przypadek.

      Spożywcza metafora: każdy lubi jeść, nie wszyscy lubią gotować. W moim życiu zaskakująco dużo kobiet (wszystkie, poza jedną) upierało się żeby "proces gotowania" pozostawał kompletnie poza ich obecnością. Po prostu masz przynieść do łóżka dymiącą wazę pełną pysznych orgazmów i fachowo serwować je w odpowiednim czasie i natężeniu. A jak zupka za ostra to pewnie znak zodiaku niedobry (loppe, to kamyk do Twojego ogródka). Moim zdaniem stąd pogoń za coraz nową cipką/penisem albo nalegania na wtykanie penisa w coraz nowe otwory fizjologiczne. Po co się uczyć gotować, kiedy można ścigać egzotykę coraz nowych sytuacji czy partnerów?

      Przez gotowanie rozumiem tutaj nie grę wstępną tylko poznawanie i rozwijanie erotycznych możliwości.

      Wracając do tej kuchennej metafory: ja będę jeść, a niech on/ona gotuje. W rezultacie gotuje się mało, w menu królują zupki chińskie, a szczytem marzeń jest schaboszczak z kapustą (ciasna tajlandzka cipka/wielki czarny penis) a kawior to jakieś słonawe gówno.

      Zrozumienie własnej erotyki u facetów jest zazwyczaj nikłe. Sprowadza się do pewności własnego orgazmu pomnożonej przez sportowe ambicje "jak najwięcej razy a każdy raz jak najdłużej". Efekt: seks w stylu "orka na ugorze". (Mam nadzieję, że się mylę i kobiety sypną kontrprzykładami).

      Wydaje mi się, że kobiety i mężczyźni zgodzili się co do kobiecej wizji dobrego kochanka: to taki co zna i realizuje potrzeby partnerki. Jak dla mnie gdyby facetom zamiast tego chciało się bardziej rozwinąć swój wachlarz wrażeń, łatwiej byłoby im poeksplorować kobiecą erotykę, zamiast przeć prosto na "biegun południowy".
      • dreemcatcher Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 13:18
        wspaniała teoria , co z praktyką, ładne hasła to nie wszystko zdradź szczegóły :)
        • protein.spill Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 15:53
          > wspaniała teoria , co z praktyką, ładne hasła to nie wszystko zdradź szczegóły
          > :)

          Ja się nie mam czym chwalić: taki związek miałem tylko raz, dawno temu i tylko na dwa lata. A teraz nie odstaję za bardzo od męża Założycielki. Z żoną gadamy niewiele, seks jest słaby i nie mam siły (ani czasu, ani ochoty) przekonywać do wspólnego "gotowania".

          Marek Ci wrzuci skuteczniejszy przepis, jestem pewien :)
          • mojemail3 Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 23:40
            protein.spill napisał(a):
            >" Ja się nie mam czym chwalić: taki związek miałem tylko raz, dawno temu i tylko
            > na dwa lata(...)"

            Ależ to klasyczna długość miłości biochemicznej:)
            W krótkim okresie atrakcyjności" prokreacyjnej" mamy ograniczoną możliwość doświadczeń, a jeszcze się chce " syna spłodzić, dom wybudować i zasadzić drzewo" to się czasem wszystkiego nie da pogodzić...
            Chyba,że się ma priorytety, jak ta panna od 24 h orgazmu...
            A mówią mądrzy ludzie na wsiach " co za dużo to i świnia nie zeżre" :-O
          • marek.zak1 Re: Ma ochote na seks ale.... 04.09.13, 09:19
            Zacząć trzeba od początku, czyli sport plus dieta. Mnie wieloryby zawsze odrzucały.
        • protein.spill Re: Ma ochote na seks ale.... 04.09.13, 10:39
          dreemcatcher napisał:

          > wspaniała teoria , co z praktyką, ładne hasła to nie wszystko zdradź szczegóły
          > :)

          Racja: za ogólnie.

          Chodziło mi o to, żeby zwracać świadomie uwagę na technikę i nie obrażać się o to. Nauczyć się rozpoznawać kolejne fazy u siebie i partnera. Nauczyć się stymulować partnera i wiedzieć co stymuluje ciebie. Nauczyć się subtelnej ale jednoznacznej komunikacji w której jesteś fazie i czy chcesz iść teraz wyżej czy jeszcze nie. Rozróżnić rzeczy które kręcą Cie przez odpowiednią stymulację od tych które kręcą przez odpowiednią sytuację (lodzik z połykiem).

          Ale najbardziej żeby nie odpuszczać, bo "motylków nie ma, buuuu".
      • hello-kitty2 Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 13:42
        protein.spill napisał(a):

        Spożywcza metafora: każdy lubi jeść, nie wszyscy lubią gotować. W moim życiu z
        > askakująco dużo kobiet (wszystkie, poza jedną) upierało się żeby "proces gotowa
        > nia" pozostawał kompletnie poza ich obecnością.

        A ta 'jedna' to obecna zona?

        > Można przejść od motylków do fantastycznego seksu, tylko trzeba w to włożyć mas
        > ę pracy i tyle. Pracy nad sobą, pracy nad partnerem, pracy z partnerem. Ty i on
        > .

        Ja pierdziele juz mi sie nie chce. Wiesz co ja jestem kuchara ale nigdy nie odczuwam zebym w gotowanie wkladala duzo pracy. Gdyby gotowanie kojarzylo mi sie z masa pracy to bym sobie odpuscila.
        • protein.spill Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 16:09
          hello-kitty2 napisała:

          > A ta 'jedna' to obecna zona?

          Nie.

          >
          > > Można przejść od motylków do fantastycznego seksu, tylko trzeba w to włoż
          > yć mas
          > > ę pracy i tyle. Pracy nad sobą, pracy nad partnerem, pracy z partnerem. T
          > y i on
          > > .
          >
          > Ja pierdziele juz mi sie nie chce. Wiesz co ja jestem kuchara ale nigdy nie odc
          > zuwam zebym w gotowanie wkladala duzo pracy. Gdyby gotowanie kojarzylo mi sie z
          > masa pracy to bym sobie odpuscila.

          Ano, taka oferta nie jest przyjmowana z entuzjazmem. Jedna z moich eks powiedziała, że "pewnie chcę poćwiczyć na niej jak na worku treningowym a potem polecę bzykać inne". Osobę chętną na takie rzeczy spotkałem tylko raz - i miałem szczęście bo była bardzo atrakcyjna, więc seksu i partnerów miała do woli i się jej ten cały bullshit "miłosno-motylkowy" znudził i chciała iść dalej. Miała taki cel: gdzieś przeczytała, że w Rosji stwierdzono przypadek kobiety która była w stanie orgazmu 24 godziny. Niezależnie czy to prawdziwy przypadek chciała się do tej granicy choć zbliżyć :)
          • hello-kitty2 Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 16:17
            protein.spill napisał(a):

            > Ano, taka oferta nie jest przyjmowana z entuzjazmem. Jedna z moich eks powiedzi
            > ała, że "pewnie chcę poćwiczyć na niej jak na worku treningowym a potem polecę
            > bzykać inne".

            Nie zrozumiales. Ja gotuje z pasja albo wcale. Od innych gotowania nie wymagam.

            Osobę chętną na takie rzeczy spotkałem tylko raz - i miałem szczę
            > ście bo była bardzo atrakcyjna, więc seksu i partnerów miała do woli i się jej
            > ten cały bullshit "miłosno-motylkowy" znudził i chciała iść dalej. Miała taki c
            > el: gdzieś przeczytała, że w Rosji stwierdzono przypadek kobiety która była w s
            > tanie orgazmu 24 godziny. Niezależnie czy to prawdziwy przypadek chciała się do
            > tej granicy choć zbliżyć :)

            Tak, pamietam jak pisales, ze zwiazles sie raz z porywu namietnosci ale to sie rozpadlo, a teraz zwiazales sie z rozsadku i trwa :) Rozumiem teraz dlaczego sie rozpadlo, nie rozumiem tylko dlaczego napisales "miałem szczęście", szczescie, ze poszla w diably?
            • protein.spill Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 20:13
              > Tak, pamietam jak pisales, ze zwiazles sie raz z porywu namietnosci ale to sie
              > rozpadlo, a teraz zwiazales sie z rozsadku i trwa :) Rozumiem teraz dlaczego si
              > e rozpadlo, nie rozumiem tylko dlaczego napisales "miałem szczęście", szczescie
              > , ze poszla w diably?

              Nie, szczęście pobyć dłuższy czas z kimś naprawdę nastawionym na seks, dużo seksu bez zahamowań. A że poszła, w sumie racja - też szczęście.
              • hello-kitty2 Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 20:55
                protein.spill napisał(a):

                > Nie, szczęście pobyć dłuższy czas z kimś naprawdę nastawionym na seks, dużo sek
                > su bez zahamowań.

                Fajnie mozesz sie masturbowac z mysla o tym co z nia bylo jak teraz bryndza :) Ja tak robie jakis czas 'po', a potem najczesciej brakuje mi nowych bodzcow :( i trzeba poszerzyc kolekcje dlatego staram sie za kazdym razem dac z siebie wszystko, zeby miec dobre wspomnienia do brandzlowania 'after', pracuje na wlasna przyszlosc, hehe
                • prosty_facet Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 23:23
                  hello-kitty2 napisała:
                  > staram sie za kazdym razem dac z siebie ws
                  > zystko, zeby miec dobre wspomnienia do brandzlowania 'after', pracuje na wlasna
                  > przyszlosc, hehe

                  Nagrywasz sobie w głowie pornosy, których nikt Ci nie ukradnie i nie puści w necie ;-)
    • pomorzanka34 Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 17:39
      mój mąż również nie ma ochoty za to ja wręcz podwójną i nijak nie możemy się zgrać. Niejednokrotnie próbowałam ,dawałam z siebie wszystko było fajnie i podobało mu się ale sam w kwestii mojej przyjemności zrobił niewiele . Mam wrażenie ,że najadł się już do syta i więcej nie potrzebuje lub nie potrzebuje za mną . Mój związek zaczyna przypominać związek siostry i brata śpimy razem ale co z tego jeśli seks jest sporadyczny.
      • prosty_facet Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 20:17
        pomorzanka34 napisała:

        > Mój związek zaczyna przypominać związek siostry i brata śpimy razem ale co z
        > tego jeśli seks jest sporadyczny.

        Kurcze - wciąż się głowię, jak to jest, że ludzie tak źle się dobierają pod względem erotycznym..... Właściwie wszystkie problemy na tym forum biorą się z niedopasowania.....
        Nie zdarza się tu problem w stylu: "jestem napalony i żona jest na mnie napalona ale nam nie wychodzi" .... ;-) - czyli mówiąc inaczej wiedza techniczna jest OK, tylko "dobór naturalny" szwankuje ;-) Wynika z tego ewidentnie, że edukacja seksualna w szkołach jest zbędna. UFFFF - ulżyło mi.
        • mojemail3 Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 22:58

          prosty_facet napisał:
          > Kurcze - wciąż się głowię, jak to jest, że ludzie tak źle się dobierają pod wzg
          > lędem erotycznym..... Właściwie wszystkie problemy na tym forum biorą się z nie
          > dopasowania.....
          > Nie zdarza się tu problem w stylu: "jestem napalony i żona jest na mnie napalon
          > a ale nam nie wychodzi" .... ;-) - czyli mówiąc inaczej wiedza techniczna jest
          > OK, tylko "dobór naturalny" szwankuje ;-)

          Oj prosty, prosty;-) Ty się nie głów tylko pomyśl czasem, a tak a propos wymienionego na wstępie kurczaka...Zaraz wkleję cytowany fragment z Wikipedii( a co tam, korzystam czasem nie wsydzę się;-)

          (...)"Efekt Coolidge'a – wzrost libido mężczyzn wywołany zmianą partnerki seksualnej (...)
          Zjawisko nazwał w 1955 r. amerykański etolog Frank A. Beach, któremu takie określenie zasugerował jeden ze studentów podczas konferencji psychologicznej, tłumacząc ją anegdotą o prezydencie stanów Zjednoczonych Johnie Calvinie Coolidge'u: Pewnego razu zwiedzał fermę drobiu wraz z żoną. Ta na wieść, że kogut może odbywać dziesiątki stosunków dziennie, powiedziała: Proszę powtórzyć to panu Coolidge'owi!. Gdy to zrobiono - prezydent spytał: A czy za każdym razem z tą samą kurą?. Usłyszawszy: Nie - ciągle z innymi, polecił: Proszę szybko powtórzyć to pani Coolidge! "

          Proste? Jak drut...
          Na początku bytności na tym forum, też mi chodziły po głowie pewne odkrycia pt. "niedopasowanie seksualne" tylko jak, 13 lat było dopasowanie a potem nagle zniknęło?
          Dopasowanie było, tylko my się nieco zmieniamy, okoliczności życia, kondycja ogólna i takie tam. Z "dopasowanym" seksualnie pewnie dawno bym się rozwiodła, a może...wcale nie związała.
          Przychodzi taki etap, że "albo rybki,albo...akwarium" więc głupio by było jak rozkapryszona dziewczynka tupać nóżkami bo : " ja chcę loda" ;-) jakkolwiek to brzmi...
          Uboga dieta sprawia,że proste rzeczy smakują lepiej, jak już o tych kurczakach, rybach i lodach...
          • prosty_facet Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 23:19
            > Na początku bytności na tym forum, też mi chodziły po głowie pewne odkrycia pt.
            > "niedopasowanie seksualne" tylko jak, 13 lat było dopasowanie a potem nagle zn
            > iknęło?

            Oczywiście że od początku go nie było - tylko miałaś "różowe okulary" i tego nie dostrzegłaś .... Ile jest wpisów typu: "myślałem/łam że później się rozkręci, że się dopasujemy" itp.
            Oczywiście, że ludzie się zmieniają - ale bez przesady, nie w tak istotnej kwestii jak sex.
            Chyba, że ktoś traktuje sex jak sport, albo swego rodzaju wyzwanie a nie przyjemność. Wtedy rzeczywiście po jakimś czasie para z niego schodzi .....
            • mojemail3 Re: Ma ochote na seks ale.... 02.09.13, 23:34
              prosty_facet napisał:
              > Oczywiście że od początku go nie było - tylko miałaś "różowe okulary" i tego ni
              > e dostrzegłaś .... Ile jest wpisów typu: "myślałem/łam że później się rozkręci,
              > że się dopasujemy" itp.

              A skąd Ty czerpiesz tak szczegółową wiedzę o mnie?
              Kręciło się doskonale, mimo niesprzyjających okoliczności życiowych, obiektywnych życiowych problemów itp.Jeśli partner musiał ograniczać swoje potrzeby od czasu do czasu, ze względu na moje np.pobyty w szpitalach, to ja też teraz na dzikie chłopy nie pójdę jak on ma spadek formy.

              prosty_facet napisał:

              > Oczywiście, że ludzie się zmieniają - ale bez przesady, nie w tak istotnej kwes
              > tii jak sex.
              > Chyba, że ktoś traktuje sex jak sport, albo swego rodzaju wyzwanie a nie przyje
              > mność. Wtedy rzeczywiście po jakimś czasie para z niego schodzi .....

              A cóż to znowu za prawda objawiona? Zmieniamy się zmieniamy, preferencje co do przyjemności też się zmieniają z upływem czasu.
            • ina_nova Re: Ma ochote na seks ale.... 04.09.13, 09:57
              > Oczywiście, że ludzie się zmieniają - ale bez przesady, nie w tak istotnej kwes
              > tii jak sex.

              nie? a dlaczego nie?

              > Oczywiście że od początku go nie było - tylko miałaś "różowe okulary" i tego ni
              > e dostrzegłaś .... Ile jest wpisów typu: "myślałem/łam że później się rozkręci,
              > że się dopasujemy" itp.

              Bzdury piszesz. Po nastu latach związku i bzykania jednej i tej samej osoby większość najlepiej dopasowanych par jednak wpada w monotonię, to jest normalne. Smutne i normalne. Tak smutne, że ja osobiście nie chcę się z tym pogodzić i na samą myśl o tym zjawisku wpadam w panikę. Mam nadzieję, że mój związek będzie jednym z tych nielicznych, którym się udaje radośnie i chętnie (!) bzykać i po 30 latach...
              • prosty_facet Re: Ma ochote na seks ale.... 04.09.13, 13:21
                ina_nova napisała:

                > Bzdury piszesz. Mam nadzieję, że mój związek będzie j
                > ednym z tych nielicznych, którym się udaje radośnie i chętnie (!) bzykać i po 3
                > 0 latach...

                Życzę Ci tego. Jednak wydaje mi (na własnym przykładzie ale też i na przykładzie ludzi, którzy tu się żalą), że o jakości sexu i perspektywach można wnioskować już na podstawie 1 roku związku.... - oczywiście to tylko moje zdanie.
                • zyg_zyg_zyg Re: Ma ochote na seks ale.... 04.09.13, 13:44
                  Forumowa mądrość głosi, że jeśli na początku było kijowo, to i dalej tak będzie. A jak na początku było super extra, to nic nie znaczy - później może być też i kijowo :-)
                  • prosty_facet Re: Ma ochote na seks ale.... 04.09.13, 13:52
                    zyg_zyg_zyg napisała:

                    > Forumowa mądrość głosi, że jeśli na początku było kijowo, to i dalej tak będzie
                    > . A jak na początku było super extra, to nic nie znaczy - później może być też
                    > i kijowo :-)

                    Na początku zazwyczaj jest super - właśnie przez różowe okulary.
                    Niemniej symptomy da się wyczuć.
                    Później ludzie piszą, że na początku było super, ale .... chociaż ..... itd.
                    I te wszystkie ale wychodzą po czasie....
                    Niemniej wcale nie mówię, że nawet jak na początku naprawdę było
                    super bez "ale", to że tak będzie zawsze.
                    Jednak prawdopodobieństwo, że takie osoby (co to od początku mają super)
                    jednak będą się rozwijały i zmieniały wspólnie, jest dużo większe.
                    Brak nam pewnie próbki, bo tutaj ich nie uświadczysz .... ;-)
                    • mojemail3 Re: Ma ochote na seks ale.... 04.09.13, 14:00
                      prosty_facet napisał:

                      (...)"Na początku zazwyczaj jest super - właśnie przez różowe okulary (...)"

                      Jak mi jeszcze któryś ( XY) wymieni słowa "różowe okulary" tudzież "motylki" to puszczę pawia na forum;-)
                      To co panowie ? papatki ???

                      Najmi
                      • prosty_facet Re: Ma ochote na seks ale.... 05.09.13, 14:03
                        mojemail3 napisała:


                        > Jak mi jeszcze któryś ( XY) wymieni słowa "różowe okulary" tudzież "motylki" to
                        > puszczę pawia na forum;-)
                        > To co panowie ? papatki ???
                        >
                        > Najmi

                        różowe okulary i motylki :-) - paw :-)~
                        różowe okulary i motylki :-) - paw :-)~
                        różowe okulary i motylki :-) - paw :-)~
                        różowe okulary i motylki :-) - paw :-)~
                        • kag73 Re: Ma ochote na seks ale.... 05.09.13, 19:01
                          To, ze maz poznal Cie i polubil 20 kilo wczesniej zapewne nie jest bez znaczenia. Nawet dziwne, ze Tobie samej nie przeszkadza taka zmiana.
                          Co do ochoty na seks a ochoty na seks z Toba...coz, powiem tak: czasem nie ma co analizowac i sie rozdrabniac, tez nie wiem do konca czy maz dobiareajac sie do mnie ma ochote na seks w ogole czy na seks ze mna, nie dociekam;) Podobnie ja, chce seksu to sie z mezem seksze, ale czy to jest decydujace, czy musialby to byc on? W sumie z innym tez bym mogla, tak czysto teoretycznie, ale to jego mam pod reka, do tego mi sie calkiem podoba i on i seks z nim. Co bylo pierwsze jajo czy kura? Chyba bez ochoty na seks sam w sobie czesto nie byloby seksu w ogole w dlugoletnim zwiazku z ciagle ta sama osoba:) Jakby nie bylo mezowi przy Tobie staje i jednak sie z Toba seksi, czyli calkowicie go nie odrzucasz, mozna sie pocieszac.
                          Co do jakosci to juz inna bajka. To nieladnie samemu nie robic nic co by bylo lepiej a z meza staran sie wysmiewac:(
                          To Wasz zwiazek, Wasza mlodosc, Wasz seks...przemysl, moze warto sie postarac, bo inaczej lata przeleca a lepiej nie bedzie. Jezeli Ci zalezy...probuj! A jezeli Ci nie zalezy...tez Twoj wybor. Gorzej jak od zawsze byla kicha i seks z mezem Cie nie bawi/nie bawil.
                          Witam wszystkich po wakacjach. Obysmy mieli chociaz jeszcze piekny sloneczny wrzesien:)
                          • marek.zak1 reminiscensje z wakacji 05.09.13, 21:46
                            Nie zalezy od nas Syria, OFE i wiele innych, ale nasza waga jednak tak.


                            marek-zak.blog.onet.pl/2013/09/02/rozwod-z-wielorybem/
                            • zuzi.1 Re: reminiscensje z wakacji 05.09.13, 23:33
                              a mnie zawsze zadziwia dlaczego tak ważna jest waga kobiety dla mężczyzn i często widzę Panów uganiających się wzrokiem za baaardzo chudymi/szczupłymi kobietami, z czego to wynika? czy tylko b. chude/szczupłe kobiety działają na wyobraźnię większosci panów wzrokowców?
                              • kag73 Re: reminiscensje z wakacji 05.09.13, 23:41
                                zuzi.1 napisała:

                                > a mnie zawsze zadziwia dlaczego tak ważna jest waga kobiety dla mężczyzn i częs
                                > to widzę Panów uganiających się wzrokiem za baaardzo chudymi/szczupłymi kobieta
                                > mi, z czego to wynika? czy tylko b. chude/szczupłe kobiety działają na wyobraźn
                                > ię większosci panów wzrokowców?

                                Pewnie zalezy od danego pana. To jednak nic nowego, ze wiekszosc panow lubi szczuple kobiety, tak samo jak wiekszosc pan lubi wysokich mezczyzn, oczywiscie zdarzaja sie wyjatki. Poza tym raczej wszyscy panowie to wzrokowcy:) Dla wielu wazna i krecaca jest proporcja: talia biodra, no i cycki, bo no to tak wskazuje na plodnosc, dobry material do rozrodu.
                                Tutaj konkretnie ten pan wybral pania 20 kilo wczesniej, moze dlatego, ze podobala mu sie rowniez fizycznie. Tez nie chcialabym, zeby kiedys szczuply maz przytyl z 20 kilo.
                                • marek.zak1 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 08:35
                                  Ten pan zainteresował się tę panią nie tylko może, ale na pewno dlatego, że było jej 20 kg mniej. Ani ty, ani moja żona nie chce, żebyśmy utyli i tego nie robimy także dla was.
                                  • hello-kitty2 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 09:05
                                    marek.zak1 napisał:

                                    > Ten pan zainteresował się tę panią nie tylko może, ale na pewno dlatego, że był
                                    > o jej 20 kg mniej.

                                    "Nie tylko moze, ale na pewno" => no pewnie, kto by sie zastanawial jakie ona ma tam inne przymioty, do ruchania przeciez facetowi wystarczy, ze jest szczupla :)
                                    Jak bedzie chciala to schudnie. Nie boj nic.

                                    • mojemail3 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 09:09
                                      hello-koitty2 napisała:
                                      > "Nie tylko moze, ale na pewno" => no pewnie, kto by sie zastanawial jakie o
                                      > na ma tam inne przymioty, do ruchania przeciez facetowi wystarczy, ze jest szcz
                                      > upla :)
                                      > Jak bedzie chciala to schudnie. Nie boj nic.
                                      >

                                      Może już dla innego pana...
                                    • marek.zak1 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 10:29
                                      Jak stworzysz swój świat, to faceci bedą lecieli w nim na szczupłe u grube. W naszym świecie jest inaczej.
                                      Słyszałem, ze chodzisz na siłownię. Nie dlatego, zeby fajnie wygladać i sie podobać?
                                      • hello-kitty2 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 11:53
                                        marek.zak1 napisał:

                                        > Jak stworzysz swój świat, to faceci bedą lecieli w nim na szczupłe u grube. W n
                                        > aszym świecie jest inaczej.
                                        > Słyszałem, ze chodzisz na siłownię. Nie dlatego, zeby fajnie wygladać i sie pod
                                        > obać?

                                        Na silownie chodze, bo mam zamilowanie do kulturystyki. Interesuje mnie przede wszystkim sila. Nie chodze tam na pewno, zeby sie jakiemus prostemu cepowi przypodobac. Co mnie w ogole obchodzi na co leca faceci, co ja nie mam wlasnych upodoban co do swojego wygladu?
                                        • marek.zak1 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 12:11
                                          Dlaczego prostemu? W Holandii nie ma już sympatycznych i inteligentnych? Twoje upodobania są sportowe i ja też to popieram :).
                                        • protein.spill Re: reminiscensje z wakacji 07.09.13, 16:21
                                          I jak efekty?

                                          Gonisz ją?:
                                          fbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/p480x480/554492_616909188330579_690134451_n.jpg
                                          • hello-kitty2 Re: reminiscensje z wakacji 07.09.13, 16:38
                                            protein.spill napisał(a):

                                            > I jak efekty?
                                            >
                                            > Gonisz ją?:
                                            > fbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/p480x480/554492_616909188330579_690134451_n.jpg

                                            hehe fajna :) Masz watpliwosci gdyby takie kobiety chodzily po ulicy czy biegaly po parku to nie zmniejszylaby sie liczba chamskich zaczepek? Albo zeby chociaz z taka kolezanka biec:) Mysle ze do wyciskania na barki bierze sztangielki min po 20 kg na reke, ja tylko po 12 kg na reke. A Ty ile? Chyba nie mniej niz ja, co? A na powaznie: mysle, ze znajomosc z taka osoba musialaby byc super motywacja. Oddalabym wszyskie znajomosci z facetami za jedna taka kolezanke :)
                                            • protein.spill Re: reminiscensje z wakacji 08.09.13, 10:25
                                              > hehe fajna :) Masz watpliwosci gdyby takie kobiety chodzily po ulicy czy biegal
                                              > y po parku to nie zmniejszylaby sie liczba chamskich zaczepek? Albo zeby chocia
                                              > z z taka kolezanka biec:) Mysle ze do wyciskania na barki bierze sztangielki mi
                                              > n po 20 kg na reke, ja tylko po 12 kg na reke. A Ty ile? Chyba nie mniej niz ja
                                              > , co? A na powaznie: mysle, ze znajomosc z taka osoba musialaby byc super motyw
                                              > acja. Oddalabym wszyskie znajomosci z facetami za jedna taka kolezanke :)

                                              Ilosc zaczepek na tle seksualnym - tak ;)
                                              Ale z przyjemnoscia obejrzlbym film z parkowego CCTV w ktorym pan obszczymur dostaje lekcje dobrych manier od tej pani.

                                              Co do mnie - nawet nie wiem ile biore na klate, czy na co tam. Moja jedyna forma cwiczen to cross-trainer co dwa-trzy dni po pol godziny. Nie liczac masturbacji oczywiscie. Cross-trainer dlatego ze podczas cwiczen moge poczytac, inaczej zdechlbym z nudow. Tak ze ta laska ze zdjecia wyglada "lepiej" niz ja. Ale jej wizja w glowie przyda mi sie do nastepnego seksu z zona, do wydluzenia czasu. Czuje ze moze sie prawdzic lepiej niz przeliczanie w pamieci ciagu Fibonacciego...

                                              A powazniej - sport tak, silownia nie. Za nudna. Ciekaw jestem co uprawia Marek. Z przyjemnoscia wzial bym sie za to samo, wyzwal go na pojedynek i pokonal albo nie ;)
                                              • hello-kitty2 Re: sport tak, silownia nie 08.09.13, 12:05
                                                protein.spill napisał(a):

                                                > Co do mnie - nawet nie wiem ile biore na klate, czy na co tam. Moja jedyna form
                                                > a cwiczen to cross-trainer co dwa-trzy dni po pol godziny. Nie liczac masturbac
                                                > ji oczywiscie. Cross-trainer dlatego ze podczas cwiczen moge poczytac, inaczej
                                                > zdechlbym z nudow. Tak ze ta laska ze zdjecia wyglada "lepiej" niz ja. Ale jej
                                                > wizja w glowie przyda mi sie do nastepnego seksu z zona, do wydluzenia czasu. C
                                                > zuje ze moze sie prawdzic lepiej niz przeliczanie w pamieci ciagu Fibonacciego.
                                                > ..
                                                >
                                                > A powazniej - sport tak, silownia nie. Za nudna. Ciekaw jestem co uprawia Marek
                                                > . Z przyjemnoscia wzial bym sie za to samo, wyzwal go na pojedynek i pokonal al
                                                > bo nie ;)

                                                No prosze Cie silownia to nie jakies pedalskie krecenie czy hopsasanki na jakims urzadzeniu, ktore Ty uprawiasz nie wiadomo po co, aha sorry tak, zeby poczytac. Zgadzam sie aeroby sa nudne, co zrobic. Kiedys pisala w podobnym guscie Aandzia, wykluczajac trening silowy ze sportu ale wtedy zrzucalam to na kark ;) niewiedzy 'starszej' pani. Kim Ty jestes, zeby wprowadzac nowa klasyfikacje? Kazdy sportowiec wyczynowy (tak tak ten od 'prawdziwego sportu' w Twoim rozumieniu) wykonuje trening silowy i tak trening silowy wykonywany jest na silowni.

                                                Marek uprawia to co ja i na pewno ani jego ani mnie tam w niczym nie pokonasz. Dodatkowo Marek gra w tenisa, a ja plywam. Tam tez nas nie pokonasz. Zniszczylabym Cie bez mrugniecia oka w kazdej dyscyplinie sportowej.

                                                A co do seksu z zona to daruj sobie wyobrazanie tej pani, seks z zona (zwazywszy jak go opisywales) raczej skracaj, wstydu oszczedz.

                                                ps. juz sobie wyobrazam jak Ty wygladasz :-)


                                                • zawle Re: sport tak, silownia nie 08.09.13, 12:17
                                                  na nudę wystarczy sobie aeroby robić w interwałach. Ja jestem pod wielkim wrażeniem efektów po siłowni. Wcześniej aerobic, zumba, bieganie nie dawały prawie żadnych efektów. Po siłowni były widoczne po miesiącu. Ni schudłam, wstąpiłam się. I co najważniejsze...piersi zostały. Żeby wyglądać jak ta pani, trzeba by mieć do tego inny stosunek, trenera, dietę i wielkie zacięcie.
                                                  Kitty..ty sobie wyobrażaj przeciętnego Polskiego 40 latka przed nieprzemyślanymi decyzjami łóżkowymi:)) Wiem że to nie pomaga....tak jak pamiętanie żeby skończyć na 3 piwie:))
                                                • mojemail3 Re: sport tak, silownia nie 08.09.13, 12:22
                                                  Kitty, nie bądz okrutna...niektórych kręcą typy intelektualne, innych rachityczne, o nawet lekko destrukcyjnym image...
                                                  Jedne wolą z wygoloną klatą inne zarośniętych...

                                                  Co do bycia " fit", samo to słowo mnie drażni...
                                                  Być w formie, chodzić dużo, jeżdzić na rowerze, być sprawnym a nie tyć za bardzo to żeby nas nie dopadły choroby cywilizacyjne, to tak...
                                                  Jak to było" "każdy ma swoją drogę do socjalizmu" ;-)
                                                  • hello-kitty2 Re: sport tak, silownia nie 08.09.13, 15:41
                                                    Ech zdenerwowal mnie slowami, ktore wstawilam w tytule. Ja rozumiem, ze sport to ma byc przede wszystkim fun (w koncu w wolnym czasie i dla siebie robimy) i niech kazdy wybiera to, co lubi, tez sie tego trzymam. Ale zeby do diabla wartosciowac: jak zrobisz przysiad to uprawiasz sport, a jak pompke to gowno nie sport. I poszedl oczywiscie stereotypem. Nikt z nas tak nie bedzie wygladal jak ta pani, bo trening na mase w odroznieniu do treningu na redukcje to sie robi przede wszystkim dieta. Nie generujesz dodatniego bilansu energetycznego z dobrych zrodel i we wlasciwych proporcjach nie urosniesz. Nie ma bata.

                                                  • protein.spill Re: sport tak, silownia nie 08.09.13, 15:56
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ech zdenerwowal mnie slowami, ktore wstawilam w tytule. Ja rozumiem, ze sport t
                                                    > o ma byc przede wszystkim fun (w koncu w wolnym czasie i dla siebie robimy) i n
                                                    > iech kazdy wybiera to, co lubi, tez sie tego trzymam. Ale zeby do diabla wartos
                                                    > ciowac: jak zrobisz przysiad to uprawiasz sport, a jak pompke to gowno nie spor
                                                    > t. I poszedl oczywiscie stereotypem. Nikt z nas tak nie bedzie wygladal jak ta
                                                    > pani, bo trening na mase w odroznieniu do treningu na redukcje to sie robi prze
                                                    > de wszystkim dieta. Nie generujesz dodatniego bilansu energetycznego z dobrych
                                                    > zrodel i we wlasciwych proporcjach nie urosniesz. Nie ma bata.
                                                    >

                                                    Nie zrozumielismy sie. Nikt z nas nie bedzie wygladal jak ta pani, bo to photoshopka. Nie interesuje mnie tez odciaganie ludzi od sportu ani silowni. Ani krytyka silowni w ogole. Jedyne co chcialem powiedziec, to ze ja sam tam nie chodze - ale przez z tego nie wynika ze Hello-Kitty2 tez nie powinna. I ze lubie pograc w rozmaite rzeczy ze wzgledu na element walki i zabawy, interakcji. A ze jestem cienszy od Usaina Bolta, Tysona a nawet od Kitty? Trudno.
                                                  • mojemail3 Re: sport tak, silownia nie 08.09.13, 20:11
                                                    Kitty, ale się tu dyskusja rozwinęła...a Lamiuszka się kilogramami nie zdaje przejmowac, no i dobrze, jak to mówią : " co komu do domu jak chałupa nie jego" ;-)

                                                    W czasie ożywionej wymiany argumentów byłam na kiklugodzinnym spacerze po jednym z naszych uroczych pasm Beskidów...
                                                    Zawsze sobie wtedy uświadamiam, jak nienaturalne jest życie w mieście, siedzimy na tyłkach w biurach, wsadzamy siedzenia w samochody, nie ma więc wyjścia, siłownie, bieżnie, stadiony są niezbędne...
                                                    Jednak jak sobie tak dobrze pochodzę albo w górach wodę z żródła do chaty ponoszę, to wiem,że za daleko odeszliśmy od naturalnego, prostego życia...
                                                    Podczas wakacji łapię taką kondycję, że nogi mnie same niosą, przy minimalnych ilosciach jedzenia,czystej wodzie i świeżym powietrzu czuję się świetnie, polecam...
                                                  • protein.spill Re: sport tak, silownia nie 08.09.13, 20:30
                                                    Gdzies niedaleko miejsca skad pochodze, moze jestes sasiadka moich rodzicow?
                                                    Gdybym mial jakis wybor, pewnie zakopalbym sie na wsi.
                                                    No ale to poczeka jeszcze dobrych pare lat.
                                                  • mojemail3 Re: sport tak, silownia nie 08.09.13, 20:42
                                                    protein.spill napisał(a):

                                                    > Gdzies niedaleko miejsca skad pochodze, moze jestes sasiadka moich rodzicow?
                                                    > Gdybym mial jakis wybor, pewnie zakopalbym sie na wsi.
                                                    > No ale to poczeka jeszcze dobrych pare lat.

                                                    Beskidy niejedno mają imię ;-) niedaleko Twoich rodziców to może moi rodzice mieszkają, ja się jeszcze męczę w mieście...Choć są duże miasta w Beskidach położone jak marzenia, Bielsko Biała na przyklad...Stamtąd wszędzie blisko, w góry, nad jezioro...
                                                    Nawet jak się człowiek na wieś wyniesie, to tylko hotel będzie, bo i tak za robotą trzeba wyjechać :-( Choć ja mam takie możliwości,że mogłabym się kręcić w jednej gminie, z małymi wypadami w ramach powiatu i do większych miast:-)
                                                  • bgz0702 Re: sport tak, silownia nie 08.09.13, 21:06
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    Choć są duże miasta w Beskidach położ
                                                    > one jak marzenia, Bielsko Biała na przyklad...Stamtąd wszędzie blisko, w góry,
                                                    > nad jezioro...

                                                    mieszkałam tam przez dwa lata, a pewna byłam że tam osiądę, jednak było mi tam zbyt zimno, topografia samego miasta też nie przemawiała do mnie, a może nawet głównie ona miała na mnie największy wpływ, choć stare miasto pod względem architektury i wąskie strome uliczki mnie fascynowały- widziałam tam wszędzie tych niewidocznych już judaistów "spacerujących biegiem";)) no ale nawet dla nich nie mogłam tam zostać, dostałam lepszą robotę i pojechałam do Zagłebia ale tam to już jadąc wiedziałam, ze nie mieszkać na stałe nie będę
                                                • protein.spill Re: sport tak, silownia nie 08.09.13, 15:46
                                                  hello-kitty2 napisała:

                                                  > No prosze Cie silownia to nie jakies pedalskie krecenie czy hopsasanki na jakim
                                                  > s urzadzeniu, ktore Ty uprawiasz nie wiadomo po co, aha sorry tak, zeby poczyta
                                                  > c.
                                                  Nie zeby czytac, po to zeby zachowac niezbedne minimum formy. A czytam po to, zeby nie zanudzic sie przy tym na smierc.

                                                  > [...]Kim Ty jestes, zeby wprowadzac nowa klasyfikacje?
                                                  Nowa? Pobyt na silowni nie jest dyscyplina sportowa i tyle.

                                                  > Kazdy
                                                  > sportowiec wyczynowy (tak tak ten od 'prawdziwego sportu' w Twoim rozumieniu)
                                                  > wykonuje trening silowy i tak trening silowy wykonywany jest na silowni.
                                                  To oczywiste, ze tak. Nie zrozumielismy sie co do "sport". Mowilem o sporcie uprawianym przez szaraczkow.Igrzyska w wykonaniu ludzi poswiecajacych caly swoj czas, energie i zdrowie na bicie kolejnych rekordow, hmm, nie sa mi bliskie.

                                                  > Marek uprawia to co ja i na pewno ani jego ani mnie tam w niczym nie pokonasz.
                                                  > Dodatkowo Marek gra w tenisa, a ja plywam. Tam tez nas nie pokonasz. Zniszczyla
                                                  > bym Cie bez mrugniecia oka w kazdej dyscyplinie sportowej.

                                                  Raz - nie widze Ciebie i Marka jako "was". Z Markiem z przyjemnoscia zagralbym w tego tenisa i nawet przegral, i z pozniej pocwiczyl zeby sprobowac go w koncu pokonac. Co do Ciebie: lubie Cie czytac, ale konkurowanie z kims takim to meka, niezaleznie od wyniku.

                                                  Dwa - zalozmy, ze bijesz mnie "atletycznie". Tak pewnie jest. To za malo do "Zniszczylabym Cie bez mrugniecia oka w kazdej dyscyplinie sportowej" . Nie wiesz jak strzelam, nie wiesz jak jezdze, nie wiesz w koncu jaki jestem w szachy. Aczkolwiek cos mi podpowiada ze uwazasz, ze szachy sa mega-pedalskie i nie sa w ogole sportem.

                                                  > ps. juz sobie wyobrazam jak Ty wygladasz :-)
                                                  Ha, i bedziesz musiala z tym zyc. Moja zona ma gorzej - ona wie.
                                                  • hello-kitty2 Re: sport tak, silownia nie 08.09.13, 17:43
                                                    protein.spill napisał(a):

                                                    > Dwa - zalozmy, ze bijesz mnie "atletycznie". Tak pewnie jest. To za malo do "Zn
                                                    > iszczylabym Cie bez mrugniecia oka w kazdej dyscyplinie sportowej" . Nie wiesz
                                                    > jak strzelam, nie wiesz jak jezdze, nie wiesz w koncu jaki jestem w szachy. Acz
                                                    > kolwiek cos mi podpowiada ze uwazasz, ze szachy sa mega-pedalskie i nie sa w og
                                                    > ole sportem.

                                                    Ty nie wiesz jak ja gram w szachy i jak ja jezdze chocby na koniu i co o tym sadze. Bodybuilding jest moim ulubionym sportem na dzien dzisiejszy ale nie pierwszym i nie jedynym.

                                                    > > [...]Kim Ty jestes, zeby wprowadzac nowa klasyfikacje?
                                                    > Nowa? Pobyt na silowni nie jest dyscyplina sportowa i tyle.

                                                    Kogo usilujesz obrazic? Mnie? To nazwij mnie wprost: karkiem, tak?

                                                    Co do Ciebie: lubie Cie czytac, ale konkurowanie z kims takim to meka
                                                    > , niezaleznie od wyniku.

                                                    Nic o mnie nie wiesz.
                                                  • hello-kitty2 Re: sport tak, silownia nie 08.09.13, 18:18
                                                    > Co do Ciebie: lubie Cie czytac, ale konkurowanie z kims takim to meka
                                                    > > , niezaleznie od wyniku.

                                                    Jeszcze dopowiem. Ja z nikim nie konkuruje. Wybieram raczej sporty indywidualne. Innych cwiczacych/sportowcow postrzegam jako motywacje/podziwiam/szanuje. Rozgladam sie za partnerem sportowym, idealem bylaby kobieta ale trudno o zbieznosc zainteresowan. Wiec suma sumarum rozumiem Cie bradziej niz Ci sie wydaje. Tez lubie Cie czytac ale czasem draznisz :)
                                                  • protein.spill Re: sport tak, silownia nie 08.09.13, 19:02
                                                    > Ty nie wiesz jak ja gram w szachy i jak ja jezdze chocby na koniu i co o tym sa
                                                    > dze. Bodybuilding jest moim ulubionym sportem na dzien dzisiejszy ale nie pierw
                                                    > szym i nie jedynym.
                                                    > > > [...]Kim Ty jestes, zeby wprowadzac nowa klasyfikacje?
                                                    > > Nowa? Pobyt na silowni nie jest dyscyplina sportowa i tyle.
                                                    >
                                                    > Kogo usilujesz obrazic? Mnie? To nazwij mnie wprost: karkiem, tak?

                                                    Nie usiluje Cie obrazic ani przez chwile, powaznie. Rozmowa kreci sie tylko wokol silowni i tego ze ja jej nie lubie a Ty tak. I ze Tobie nie podoba sie u faceta aparycja oskubanego kurczaka, a ja nie lubie umiesnionych kobiet. Jak na razie spoko co najwyzej zadne z nas nie bedzie fantazjowac o drugim.

                                                    Prawdopodobnie nadepnalem na odcisk z tym "silownia to nie sport", zwlaszcza ze bodybuilding to walsnie sportowa wersja "chodzenia na silownie". Ok, to wina mojego zawezonego, potocznego pojecia "sport", opartego o bezposrednie konkurowanie w czyms; najczesciej jakas gra zespolowa albo porownanie atletycznych mozliwosci.

                                                    Na marginesie trudno powiedziec gdzie sie konczy sport, skoro Baron de Coubertin nalegal (z sukcesem), zeby do konkurencji olimpijskich zaliczyc tez architekture, literature, muzyke, malarstwo i rzezbe. W porownaniu z tym bodybuilding to samo serce sportu.

                                                    > Co do Ciebie: lubie Cie czytac, ale konkurowanie z kims takim to meka
                                                    > > , niezaleznie od wyniku.
                                                    >
                                                    > Nic o mnie nie wiesz.

                                                    Nie, no cos tam wiem. Wiem o czym piszesz. Ale na pewno nie wiem masy rzeczy, o ktorych nie piszesz i niech tak zostanie.

                                                    Dwa slowa rozwiniecia o mece rywalizacji - napisalem to w oparciu o Twoje "spokojnie pobije cie w czyms chcesz", bo przed oczami stanal mi pewien buc z ktorym musialem pracowac ostatnie poltorej roku. Typ pod tytulem "moj kutas jest wiekszy niz Twoj, bo biegam maraton dwa razy w miesiacu". Nieuprawnione przeniesienie, calkiem mozliwe, ze znasz swoje silne i slabe strony i umiesz rozroznic jedne od drugich.
                                                  • hello-kitty2 Re: sport tak, silownia nie 08.09.13, 23:09
                                                    protein.spill napisał(a):

                                                    > Nie usiluje Cie obrazic ani przez chwile, powaznie. Rozmowa kreci sie tylko wok
                                                    > ol silowni i tego ze ja jej nie lubie a Ty tak. I ze Tobie nie podoba sie u fac
                                                    > eta aparycja oskubanego kurczaka, a ja nie lubie umiesnionych kobiet. Jak na ra
                                                    > zie spoko co najwyzej zadne z nas nie bedzie fantazjowac o drugim.

                                                    A chuj wiesz jacy faceci mi sie podobaja i chuj wiesz jak ja jestem umiesniona. Juz kurwa widze jak umiesnione sa Kag i Zawle, noz kurwa potwory :) Zwyczajnie probowales wysmiac kobiety, ktore w tym sporcie cos osiagnely, bo Ci sie nie podobaja. A kogo obchodzi, co sie podoba jakiemus ZONATEMU z chujowym seksem malzenskim? Twoja zona to jest cala kobiecosc na jaka sobie mozesz pozwolic i moze na niej sie skup, zamiast szukac fantazji po necie do walenia konia.
                                                  • protein.spill Re: sport tak, silownia nie 09.09.13, 00:20
                                                    > A chuj wiesz jacy faceci mi sie podobaja i chuj wiesz jak ja jestem umiesniona.
                                                    > Juz kurwa widze jak umiesnione sa Kag i Zawle, noz kurwa potwory :) Zwyczajnie
                                                    > probowales wysmiac kobiety, ktore w tym sporcie cos osiagnely, bo Ci sie nie p
                                                    > odobaja. A kogo obchodzi, co sie podoba jakiemus ZONATEMU z chujowym seksem mal
                                                    > zenskim? Twoja zona to jest cala kobiecosc na jaka sobie mozesz pozwolic i moze
                                                    > na niej sie skup, zamiast szukac fantazji po necie do walenia konia.

                                                    Raz: Nie, nie probuje sie smiac z nikogo. Co innego "nie podoba mi sie" a co innego "wysmiewam sie". To ty rzucasz we mnie czterema ch*jami i dwoma k*rwami, mimo ze wyraznie deklaruje Ci wczesniej, ze nie rozmawiamy o tobie (ani nikim innym) tylko o samej silowni i moim prywatnym stosunku do niej. Dlaczego?

                                                    Dwa: Cienki seks w malzenstwie JEST TEMATEM TEGO FORUM. Za to posty wulgarne i obrazliwe nie sa. Draznia mnie zwlaszcza bezkarne bluzgi. Nie to, zebym mial za delikatne uszy albo nie potrafil bluznac z powrotem. To jest po prostu zamulanie niezlego poza tym forum blotem zupelnie po nic. Myslisz, ze nie zrozumiem Twojej niecheci czy nawet wscieklosci bez bluzgow? Odzegnywalas sie wczesniej od "karkow" - precyzja, sila i ekspresja wypowiedzi bez wulgaryzmow to by byl dobry poczatek.

                                                    Trzy: Mialem juz z miesiac temu ten sam problem z Bitch. Czyli cos jest na rzeczy, najwyrazniej moj styl albo tresc (watpie) albo po prostu osobowosc musi byc irytujaca sama w sobie. To nie jest zamierzone (lubie ludzi) ale przeciez nie bede przepraszal za to ze zyje. Pisze co mysle, tak jak lubie. Zostawiasz mi wybor miedzy agresja, passive-aggressive, zamknieciem sie albo przerzucaniem sie inwektywami.
                                                  • mojemail3 Don Giovanni? 09.09.13, 01:26
                                                    protein.spill napisał(a):

                                                    >" Trzy: Mialem juz z miesiac temu ten sam problem z Bitch. Czyli cos jest na rzec
                                                    > zy, najwyrazniej moj styl albo tresc (watpie) albo po prostu osobowosc musi byc
                                                    > irytujaca sama w sobie. To nie jest zamierzone (lubie ludzi) ale przeciez nie
                                                    > bede przepraszal za to ze zyje. Pisze co mysle, tak jak lubie (...)"

                                                    Jasne, to publiczne forum i poza spamem można tu zamieścić wszystko...
                                                    Mnie zafrapowało a jednocześnie zirytowało to zdanie:
                                                    (...)" Moja jedyna forma cwiczen to cross-trainer co dwa-trzy dni po pol godziny. Nie liczac masturbacji oczywiscie (...)"
                                                    To jak piszesz teraz,że forum jest o kiepskim seksie w małżeństwie, a ty już przecież masz swój sposób na rozwiązanie problemu, a jednocześnie zaliczasz to do sportu;-)

                                                    Może prawdą jest,że kobiety kochają łobuzów, ale takich co kochają życie i kochają kobiety, pasjami...Taki Casanova, nie raz dostał po głowie od miłości swego życia, a jednak kochał: życie - całe swoje życie, kobiety wciąż nowe,ale kobieta była dla niego najważniejszą "rzeczą" na świecie, a niektóre z nich kochał do końca życia...Podobno niektórym z nich pomagał dobrze wyjśc za mąż, bo miał swoje wpływy w całej Europie...
                                                    Może to jest tajemnicą słynnego uwodziciela,że z kobietami łączyły go trwałe, emocjonalne związki???
                                                    Wbrew temu, co tu niektórzy wypisują,że wystarczy być atrakcyjnym i bogatym przedstawicielem świata sukcesu, żeby się chętne lachony rzędem ustawiały...
                                                    Taki Casanova oczarował samego Mozarta, stąd mamy cud operę " Don Giovanni"...
                                                    Polecam też, kto nie widział film Carlosa Saury " Don Giovanni", może to i ramota, ale może się uda wysnuć refleksję na temat istoty stosunków męsko-damskich...

                                                    Dobranoc, jeśli zbyt mętnie, to przepraszam,idę spać...
                                                  • marek.zak1 Re: Don Giovanni? 09.09.13, 09:26
                                                    Jako fan opery i niegdyś kandydat na śpiewaka (partia Leporalla w DG) muszę zaprotestować. Casanova kochał swoje kobiety (polecam pamiętniki), podczas gdy DG uwodził dla uwodzenia. Gdyby więc Casanova zainspirował Mozarta i librecoste, powstałoby zupełnie inne dzieło.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • mojemail3 Re: Don Giovanni? 09.09.13, 09:44
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Jako fan opery i niegdyś kandydat na śpiewaka (partia Leporalla w DG) muszę zap
                                                    > rotestować. Casanova kochał swoje kobiety (polecam pamiętniki), podczas gdy DG
                                                    > uwodził dla uwodzenia. Gdyby więc Casanova zainspirował Mozarta i librecoste, p
                                                    > owstałoby zupełnie inne dzieło.
                                                    > Pozdrawiam

                                                    Marku drogi, a dasz sobie rękę uciąć,że nie zainspirował? Przecież inspiracja nie daje przełożenia na "suchą" historię...I skąd masz pewność, jakie by dzieło powstało???
                                                    Fakty mówią,że spotkali się z Mozartem w Pradze, a librecista Lorenzo da Ponte współpracował z Casanovą w trakcie pisania libretta.
                                                    Ja nie daję za przykład Don Givanniego, co uwiódł podstępnie Donę Annę, tylko życie Casanovy, awanturnika, podróżnika, wielbiciela kobiet...

                                                    No i niestety uświadamiłam sobie,że jak Marek coś mówi, to kategorycznie i kropka, a nawet faktów nie sprawdzi...
                                                  • marek.zak1 Re: Don Giovanni? 09.09.13, 10:25
                                                    Nie dam sobie uciąć ani reki, ani niczego innego. Jako młody człowiek czytałem kilka razy ,,Pamiętniki" Casanowy, a także ,,Don Juana". Są to postacie bliskie, ale tylko pozornie. Jak wspomniałaś, dla Casanovy kobiety są ważne, kocha je, natomiast dla DG ważne jest ich zaliczanie. DG kobiet nie lubi, a zalicza je (aria rejestrowa Leporella) dla swoistej satysfakcji.
                                                    Pozdrawiam
                                                    M.
                                                  • mojemail3 Re: Don Giovanni? 09.09.13, 11:00
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Nie dam sobie uciąć ani reki, ani niczego innego. Jako młody człowiek czytałem
                                                    > kilka razy ,,Pamiętniki" Casanowy, a także ,,Don Juana". Są to postacie bliskie
                                                    > , ale tylko pozornie. Jak wspomniałaś, dla Casanovy kobiety są ważne, kocha je,
                                                    > natomiast dla DG ważne jest ich zaliczanie. DG kobiet nie lubi, a zalicza je
                                                    > (aria rejestrowa Leporella) dla swoistej satysfakcji.
                                                    > Pozdrawiam
                                                    > M.


                                                    I tu się Marku zgadzam z Tobą :-)
                                                    I tez życzę miłego dnia!
                                                  • protein.spill Re: Don Giovanni? 09.09.13, 10:16
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Jasne, to publiczne forum i poza spamem można tu zamieścić wszystko...

                                                    Spam akurat przechodzi bez problemu.

                                                    > Mnie zafrapowało a jednocześnie zirytowało to zdanie:
                                                    > (...)" Moja jedyna forma cwiczen to cross-trainer co dwa-trzy dni po pol godzin
                                                    > y. Nie liczac masturbacji oczywiscie (...)"
                                                    > To jak piszesz teraz,że forum jest o kiepskim seksie w małżeństwie, a ty już pr
                                                    > zecież masz swój sposób na rozwiązanie problemu, a jednocześnie zaliczasz to do
                                                    > sportu;-)

                                                    Ok, kiepski zart. A odpowiadajac powaznie: nie szukam tutaj rozwiazan. Czasem szukam opinii innych na interesujace mnie tematy, ale z odpowiedziami jest roznie.

                                                    > Może prawdą jest,że kobiety kochają łobuzów, ale takich co kochają życie i koch
                                                    > ają kobiety, pasjami...

                                                    Ale ja moge bez tej powszechnej milosci zyc. Co wiecej, chwale to sobie, po co zonatemu 40 latkowi flirt? Chcesz mi powiedziec, ze jak nie bede celowal w styl Casanowy to mam sie spodziewac od kobiet wiader "kurew" i "chujow"?

                                                    > Taki Casanova, nie raz dostał po głowie od miłości swego
                                                    > życia, a jednak kochał: życie - całe swoje życie, kobiety wciąż nowe,ale kobie
                                                    > ta była dla niego najważniejszą "rzeczą" na świecie, a niektóre z nich kochał d
                                                    > o końca życia...Podobno niektórym z nich pomagał dobrze wyjśc za mąż, bo miał s
                                                    > woje wpływy w całej Europie...
                                                    > Może to jest tajemnicą słynnego uwodziciela,że z kobietami łączyły go trwałe, e
                                                    > mocjonalne związki???

                                                    Trwale?!

                                                    > Wbrew temu, co tu niektórzy wypisują,że wystarczy być atrakcyjnym i bogatym prz
                                                    > edstawicielem świata sukcesu, żeby się chętne lachony rzędem ustawiały...
                                                    > Taki Casanova oczarował samego Mozarta, stąd mamy cud operę " Don Giovanni"...
                                                    > Polecam też, kto nie widział film Carlosa Saury " Don Giovanni", może to i ramo
                                                    > ta, ale może się uda wysnuć refleksję na temat istoty stosunków męsko-damskich.

                                                    To wszystko jest licentia poetica. Ludzie chca dorobic piekno i glebie tam gdzie im wygodnie. To cozywiste, ze facet lepiej urodzony, lepiej wyksztalcony, lepiej wygadany i znacznie przystojniejszy od reszty przyciagnie zainteresowanie, a jego partnerki zeby sie lepiej poczuc, beda zamiast slowa "ciacho" mowic cos o duszy. Sztuka to eksploatuje, no bo co innego? Ideal ciezkiej pracy u podstaw? Bohaterowie Orzeszkowej nie doczekali sie oper... Doczekali sie filmu, ktorym torturuje sie biedne dzieci w szkole.

                                                    Z mojego doswiadczenia - glebokie i trwale przywiazanie o ktorym piszesz nie generuje zainteresowania "panien" czy "lachonow" bo idzie z tym wyrazny sygnal "nie jestem zainteresowany".

                                                    > ..
                                                    >
                                                    > Dobranoc, jeśli zbyt mętnie, to przepraszam,idę spać...

                                                  • mojemail3 Re: Don Giovanni? 09.09.13, 10:58
                                                    protein.spill napisał(a):
                                                    > "Spam akurat przechodzi bez problemu(...)"

                                                    Ale jest kasowany, wczesniej czy póżniej;-)




                                                    > "A odpowiadajac powaznie: nie szukam tutaj rozwiazan. Czasem s
                                                    > zukam opinii innych na interesujace mnie tematy, ale z odpowiedziami jest roznie"

                                                    No widzisz, tu też rozmowa na forum nie daje Ci zadowolenia, musisz poszukać sposobu na zintensyfikowanie satysfakcji..


                                                    > "Ale ja moge bez tej powszechnej milosci zyc. Co wiecej, chwale to sobie, po co
                                                    > zonatemu 40 latkowi flirt? Chcesz mi powiedziec, ze jak nie bede celowal w styl
                                                    > Casanowy to mam sie spodziewac od kobiet wiader "kurew" i "chujow"? (...)"
                                                    >

                                                    Zyj, jak chcesz i umiesz, ale nie oczekuj atencji i uwielbienia damskiej części forum;-)
                                                    Nie sugeruję stylu Casanovy, absolutnie, wolny wybór dla żonatego 40 latka...
                                                    Mi tam nie przeszkadza flirt u żonatego 60 latka,a nawet bawi;-)


                                                    > >" Może to jest tajemnicą słynnego uwodziciela,że z kobietami łączyły go trw
                                                    > ałe, e
                                                    > > mocjonalne związki???
                                                    >
                                                    > "Trwale?! "
                                                    >

                                                    Jasne,że trwałe, przechodzące w wieloletnie przyjażnie, poczytaj sobie...



                                                    > "To wszystko jest licentia poetica. Ludzie chca dorobic piekno i glebie tam gdzi
                                                    > e im wygodnie (...)"

                                                    To żle? Paskudnie nudne byłoby życie bez tego jak piszesz " dorabiania piękna" ;-)
                                                    Mam nadzieję,że nie próbujesz mi w delikatny sposób dać do zrozumienia,że mam nierówno pod sufitem w dziedzinie emocji?



                                                    > "Z mojego doswiadczenia - glebokie i trwale przywiazanie o ktorym piszesz nie ge
                                                    > neruje zainteresowania "panien" czy "lachonow" bo idzie z tym wyrazny sygnal "n
                                                    > ie jestem zainteresowany"(...)"
                                                    >

                                                    Tak dużego doświadczenia zapewne nie posiadam...Na obronę mojej teoryjki powiem tylko, prawdziwych Giacomo Casanova już nie ma na świecie...

                                                    Miłego dnia Ci życzę...
                                                  • protein.spill Re: Don Giovanni? 09.09.13, 12:31
                                                    > Zyj, jak chcesz i umiesz, ale nie oczekuj atencji i uwielbienia damskiej części
                                                    > forum;-)

                                                    Ale ja przeciez nie oczekuje niczego takiego. Wystarczy chlodna (albo sympatyczna albo zartobliwa albo pompatyczna albo nawet prostacka w tresci i formie) wymiana zdan nie kolidujaca z opisem tego forum.

                                                    > Nie sugeruję stylu Casanovy, absolutnie, wolny wybór dla żonatego 40 latka...
                                                    > Mi tam nie przeszkadza flirt u żonatego 60 latka,a nawet bawi;-)

                                                    Ano bawi.

                                                    > > "To wszystko jest licentia poetica. Ludzie chca dorobic piekno i glebie t
                                                    > am gdzi
                                                    > > e im wygodnie (...)"
                                                    >
                                                    > To żle? Paskudnie nudne byłoby życie bez tego jak piszesz " dorabiania piękna"
                                                    > ;-)
                                                    > Mam nadzieję,że nie próbujesz mi w delikatny sposób dać do zrozumienia,że mam n
                                                    > ierówno pod sufitem w dziedzinie emocji?

                                                    No definitywnie nie umiem rozmawiac z ludzmi. Jak do tej pory niawet przez mysl mi nie przeszlo wyzlosliwiac sie pod Twoim adresem.

                                                    A co do dorabiania piekna do plytkich sytuacji - nie przepadam za zyciem w iluzji, niezaleznie ladnej czy brzydkiej. Ale tez nikomu nie chce psuc jego wlasnej wersji zycia.

                                                    > Tak dużego doświadczenia zapewne nie posiadam...Na obronę mojej teoryjki powiem
                                                    > tylko, prawdziwych Giacomo Casanova już nie ma na świecie...

                                                    No to sie w czyms zgadzamy :)
                                                    Warto by sie zastanowic czy kiedykolwiek istnieli? Pamietam z akademika mojego kumpla, ktory mial wyniki na miare Casanowy. Przystojny, z forsa, nieco chamski ale nie do przesady. Opowiesci zostawionych kolezanek o jego wrazliwej duszy fajnie kontrastowaly z jego wersja na ten temat. Mundus vult decipi, ergo decipiatur.

                                                    > Miłego dnia Ci życzę...
                                                    Wzajemnie.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Don Giovanni? 09.09.13, 13:39
                                                    protein.spill napisał(a):

                                                    > > Zyj, jak chcesz i umiesz, ale nie oczekuj atencji i uwielbienia damskiej
                                                    > części
                                                    > > forum;-)
                                                    >
                                                    > Ale ja przeciez nie oczekuje niczego takiego. Wystarczy chlodna (albo sympatycz
                                                    > na albo zartobliwa albo pompatyczna albo nawet prostacka w tresci i formie) wym
                                                    > iana zdan nie kolidujaca z opisem tego forum.
                                                    >
                                                    Proteinn chcesz być akceptowany to musisz zasłużyć na akceptację osób od których się tego domagasz. Nam na twojej akceptacji nie zależy. My sobie jesteśmy na tym forum pompatyczni, prostaccy w treści i formie i tacy pozostaniemy bo tak nam się podoba. I będziemy lubić kogo nam się podoba. Musisz sobie znaleźć tu miejsce będąc elastycznym, bo do stawiania warunków raczej nie masz warunków:). Oczywiście bardzo by było miło gdybyś pozostał na forum i wnosił tu swoją oryginalną osobowość (mi np. by było miło). Jednak coś mi mówi że musisz spuścić z tego nadętego balona którym się otaczasz.
                                                  • protein.spill Re: Don Giovanni? 09.09.13, 14:32
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > protein.spill napisał(a):
                                                    >
                                                    > Proteinn chcesz być akceptowany to musisz zasłużyć na akceptację osób od któryc
                                                    > h się tego domagasz. Nam na twojej akceptacji nie zależy. My sobie jesteśmy na
                                                    > tym forum pompatyczni, prostaccy w treści i formie i tacy pozostaniemy bo tak n
                                                    > am się podoba. I będziemy lubić kogo nam się podoba. Musisz sobie znaleźć tu mi
                                                    > ejsce będąc elastycznym, bo do stawiania warunków raczej nie masz warunków:). O
                                                    > czywiście bardzo by było miło gdybyś pozostał na forum i wnosił tu swoją orygin
                                                    > alną osobowość (mi np. by było miło). Jednak coś mi mówi że musisz spuścić z te
                                                    > go nadętego balona którym się otaczasz.
                                                    >

                                                    Dzieki.
                                                    Ten nadety balon jest niezamierzony, to prawdopodobnie tylko styl.
                                                  • mojemail3 Re: Don Giovanni? 09.09.13, 14:17
                                                    protein.spill napisał(a):
                                                    > A co do dorabiania piekna do plytkich sytuacji - nie przepadam za zyciem w iluz
                                                    > ji, niezaleznie ladnej czy brzydkiej. Ale tez nikomu nie chce psuc jego wlasnej
                                                    > wersji zycia.

                                                    Hmm, muszę się zastanowić, o czym myśmy w aspekcie tego "piękna" rozmawiali...
                                                    O operze z Markiem? Muzyka, lieratura, sztuka i jej przeżywanie to nie są "płytkie" sytuacje, też "łeb urywa" jak Tobie czasem;-)


                                                    > Warto by sie zastanowic czy kiedykolwiek istnieli? Pamietam z akademika mojego
                                                    > kumpla, ktory mial wyniki na miare Casanowy. Przystojny, z forsa, nieco chamski
                                                    > ale nie do przesady. Opowiesci zostawionych kolezanek o jego wrazliwej duszy f
                                                    > ajnie kontrastowaly z jego wersja na ten temat. Mundus vult decipi, ergo decipi
                                                    > atur.

                                                    To Don Juan był, niewielkiej klasy...
                                                    A już tu Marek różnice między Casanovą, Don Juanem i Don Giovannim przedstawił...
                                                    Pozdrawiam:)
                                                  • kag73 Re: Don Giovanni? 09.09.13, 14:27
                                                    Mojemail, ja tam jestem realistka i zycia w iluzji do szczescia nie potrzebuje. Do tego nie tesknie za Casanova, zastanowmy sie kto mialby nim byc? Twoj maz? Ooo, pewnie by Ci sie nie spodobalo? Moj? o, nie! Czyli kto? Pewnie zadna na ochotnika by sie rwala co by to jej maz z wszystkimi babkami flirtowal i zostawal w przyjazni i pielegnowal emocjonalne wiezi. Wiecznie wolny ptak? Takich malo i zazwyczaj na dluzsza mete nikt nie chce nim byc:)
                                                    Jak dla mnie protein rozsadnie pisze, bo tak naprawde gwizdane co sobie mysla inne babki, ze "swoja" sie zyje i ta ma byc zadowolona. I do tego po co sobie robic problemy, jak mozna zyc spokojnie znajac swoje miejsce?:)
                                                  • protein.spill Re: Don Giovanni? 09.09.13, 18:33
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Hmm, muszę się zastanowić, o czym myśmy w aspekcie tego "piękna" rozmawiali...
                                                    > O operze z Markiem? Muzyka, lieratura, sztuka i jej przeżywanie to nie są "płyt
                                                    > kie" sytuacje, też "łeb urywa" jak Tobie czasem;-)

                                                    Nie sa plytkie, tworzy sie je z zamyslem glebi. Za to rzeczywistosc ktora za nimi stoi jest zazwyczaj prozaiczna.

                                                    > To Don Juan był, niewielkiej klasy...
                                                    > A już tu Marek różnice między Casanovą, Don Juanem i Don Giovannim przedstawił.

                                                    Dodajmy, ze byla mowa o sztuce i pamietnikach. Slaby wyznacznik obiektywnej prawdy. Co najwyzej mozna uwierzyc ze Casanova mial sie za uduchowionego a Don Juan nie. Pochodze z rodziny uduchowionych, wiec wiem jak sie to zazwyczaj ma do chlodnych faktow.

                                                    > ..
                                                    > Pozdrawiam:)

                                                    Pozdrawiam i ja.
                                                  • marek.zak1 Re: Don Giovanni? 09.09.13, 20:25
                                                    Casanova nie mial się za uduchowionego. Był skrajnym cynikiem, ale nie w stosunku do kobiet. Polecam jego pamiętniki. Rewelacja.
                                                  • mojemail3 Re: Don Giovanni? 09.09.13, 23:21
                                                    protein.spill napisał(a):

                                                    >" Nie sa plytkie, tworzy sie je z zamyslem glebi. Za to rzeczywistosc ktora za ni
                                                    > mi stoi jest zazwyczaj prozaiczna (...)"

                                                    Ja to wszystko wiem, co mi nie przeszkadza dać się uwieść pewnej konwencji, zabawie, grze w emocje, którą daje tzw.wysoka kultura ( muzyka, film, sztuka etc.)
                                                    Ja wiem przecież, że jesteśmy ssakami, mamy czynności fizjologiczne w repertuarze, rozmnażamy się ( albo nie) na koniec umieramy...
                                                    W prozaicznej rzeczywistości jednak wielkie rzeczy powstają...

                                                    Dlatego, może " od czapy" że tak powiem wspomniałam o Casanovie,żeby mieć na uwadze tą jego świeżość przy wchodzeniu w relacje, tą moc przy utrzymywaniu tych relacji ( z niejaką Henriettą był w związku miłosnym przez 20 lat...)
                                                    Zeby taki mąż Lamiuszki nie gadał do swojej żony,że chce seksu w ogóle a nie z nią w szczególności, co innego mieć świadomość i nie żyć w złudzeniach, a co innego palnąć coś takiego...
                                                    To jak jeszcze marny z niego Casanova, to nie dziwię się,że ona sobie woli dobry film obejrzeć, też bym wolała, choć piękniejsze ciał obcowanie...
                                                  • hello-kitty2 Re: sport tak, silownia nie 09.09.13, 20:46
                                                    protein.spill napisał(a):

                                                    m
                                                    > imo ze wyraznie deklaruje Ci wczesniej, ze nie rozmawiamy o tobie (ani nikim in
                                                    > nym) tylko o samej silowni i moim prywatnym stosunku do niej.

                                                    Ja rozmawiam o pani, ktorej zdjecie wstawiles we wiadomym celu i nie bylo nim podkreslenie, ze Ty protein.spill nie lubisz tylko samej silowni.

                                                    Za to posty wulgarne i
                                                    > obrazliwe nie sa. Draznia mnie zwlaszcza bezkarne bluzgi. Nie to, zebym mial za
                                                    > delikatne uszy albo nie potrafil bluznac z powrotem. To jest po prostu zamulan
                                                    > ie niezlego poza tym forum blotem zupelnie po nic. Myslisz, ze nie zrozumiem Tw
                                                    > ojej niecheci czy nawet wscieklosci bez bluzgow? Odzegnywalas sie wczesniej od
                                                    > "karkow" - precyzja, sila i ekspresja wypowiedzi bez wulgaryzmow to by byl dobr
                                                    > y poczatek.

                                                    Wulgaryzmy w moich wypowiedziach sluza mnie a nie Tobie. Pomagaja mi wyrazic silne, zle emocje jak nic innego i bede bronic takiego sposobu wyrazania sie, bo jest mi potrzebny. Posty obrazliwie mozesz zglaszac moderacji do skasowania (forma kary). Ja sie nie obrazam. Wrecz przeciwnie wszelkie walki uwazam za oczyszczajace. Jak mam z kims problem to staczam walke i nie mam go wiecej. Tak jak kiedys bylo: mezczyzni sie pobili, wstali, otrzepali i wszystko wracalo do porzadku, pamietasz?

                                                    A jak chcesz cos o mnie wiedziec to teraz wiesz: jestem wulgarna. I co mi zrobisz jak mnie zlapiesz? :-) Zawsze mozesz mnie omijac lukiem, jesli tylko poczujesz sie z tym lepiej.
                                                  • protein.spill Re: sport tak, silownia nie 09.09.13, 22:24
                                                    > Ja rozmawiam o pani, ktorej zdjecie wstawiles we wiadomym celu i nie bylo nim p
                                                    > odkreslenie, ze Ty protein.spill nie lubisz tylko samej silowni.

                                                    To tylko photoshopka, nie ma sie co napinac.
                                                    Masz druga dla rownowagi z gosciem co cwiczy na pedalskich rowerkach, zamiast popracowac z zelazem:
                                                    m.quickmeme.com/meme/3q7twq/
                                              • kag73 Re: reminiscensje z wakacji 08.09.13, 14:37
                                                Protein.spill zwlaszcza silownia jest dla leniwych i nudzacych sie sportem, mowie z doswiadczenia, mam tak samo, maz tez i wlasnie dlatego chodzimy na silownie, najczesciej nie dluzej niz jakies dwa miesiace w roku, gora trzy. I wpadamy tam, robimy co swoje i po 30 minutach albo najdluzej 40 wypadamy. Ale godzine przed sportem shake proteinowy, najlepszy jaki da sie znalezc, natychmiast po sporcie nastepbny shake i cukier, moze to byc banan albo slodycze(czyli jezeli slodycze to zaraz po sporcie). Ja akurat zaraz po treningu nie mam ochoty na slodycze wiec do tego shaka dosypujemy sporo cukru. No i nastepnego dnia po wstaniu pierwszy posilek to znow shake proteinowy, u mnie czesto najpierwa kawa potem shake. Efekty sa, zwlaszcza u meza, bo on prawdziwie pakuje, ja tak pol rozrywkowo:) Zreszta szarmancki maz czesto powtarza, ze ja tam chodze rozrywkowo, bo bez silowni tez wygladam dobrze:) Owszem jest to kosztowna impreza ze wzgladu na drogie odzywki bialkowe, ale dla swojego organizmu i ciala warto, tym bardziej, ze to 2-3 miesiace w roku. To nasza metoda, bo musimy sie wzajemnie zmuszac i motywowac, zeby tam lazic, dluzej nie dajemy rady.
                                                Na silowni masz najmniejszym kosztem(jezeli chodzi o czas) najszybsze efekty.
                                                Jezeli do tego chodzi o schudniecie to oczywiscie trza zredukowac cukier i mniej zrec, wiecej warzyw i bialek, mniej weglowodanow, troche trzymac diete.
                                                Mam znajomego, ktory od okolo 2 lat 2x w tygodniu chodzi na silownie, wpada tam o 20:40 a o 21:00 zamykaja silownie. Inaczej by nie zdzierzyl i nie wytrwal tak dlugo. I tak go podziwiam. Efekty sa, ladnie dopakowal i trzyma forme, owszem odzywki bialkowe stosuje.
                                                Ani on ani my nie bawimy sie w zadne bieznie, rowerki i takie tam, zaliczamy szybciutko wszystkie sprzeciki, na koniec brzuszki i znikamy:)
                                                • protein.spill Re: reminiscensje z wakacji 08.09.13, 17:31
                                                  kag73 napisała:

                                                  > Protein.spill zwlaszcza silownia jest dla leniwych i nudzacych sie sportem [...]

                                                  Najpierw zastrzezenia, zeby nie wyszlo, ze chce Ci zbrzydzic silownie. Silownia jest oczywiscie spoko z masy powodow, czesc wymienilas Ty, czesc Kitty - i rzeczywiscie sie sprawdza. Swoja droga szkoda ze Rafill przestal pisac, bo ciekaw bylem jego treningowych osiagniec w domu. Wracajac do tematu mi tylko chodzilo o to, ze ja wole sport niz silownie. Sport amatorski uprawiany przez sredniakow, po pracy, w pracy czy wieczorem. Spora czesc moich rowiesnikow lubi pilke i kosza, ja wole sporty jeden-na-jeden (tenis, badminton). W obu przypadkach nie ma mowy o nudzie. I mozna po meczu skoczyc na piwo czy stek i nikt nie bedzie marudzil o tluszczach ani weglowodanach. Niestety teraz prawie nie ma okazji, wiec musze sie ruszyc inaczej :(
                                                  • kag73 Re: reminiscensje z wakacji 08.09.13, 18:05
                                                    Mnie tam nic nie musisz/nie mozesz zbrzydzac, ja w ogole nie lubie silowni, ja po prostu tam chodze z koniecznosci, bo nie chce zatracic miesni i lubie ladnie wygladac, ot co. Inaczej by mnie tam w ogole nie bylo. Niektorzy ludzie lapia bakcyla, uwielbiaja sport, staje sie dla nich wrecz potrzeba/uzaleznieniem, ja do nich niestety nie naleze:)
                                                    Owszem jestem ruchliwa, lubie seks, pojezdzic na rowerze, tanczyc, w ogole duzo lazic, ale to wszystko nie sport. Ludzie maja rozna motywacje dlaczego uprawiaja sport/chodza na silownie itd.
                                                    Co do obrazka tej kulturystki mysle, ze to "spreparowane", widac, ze to nie jest jej korpus, przyjrzyjcie sie dokladnie, nie pasuje to przejscie miedzy szyja a ramionami czy barkami, to tak jakby kobieta stala za doklejonym meskim tulowiem i wystawala jej glowa i szyja a te piersi tez dokejone.
                                                  • marek.zak1 Re: reminiscensje z wakacji 08.09.13, 18:17
                                                    Motywacja jest nieistotna. Jedni lubią wysilek i pokonywanie słabości, inni chcą ładnie wyglądać, tak dla siebie, dla partnera i stać się atrakcyjniejszym na matrymonialnym i zawodowym rynku, inni lubią dobrze zjeść i nie mieć wyrzutów sumienia, jeszcze innych nie stać na zmianę garderoby, a są też tacy, dla których sport jest nałogiem.
                                                    To nieistotne, że nie lubisz siłowni, ważne, że ćwiczysz :), bo świat dzieli sięe na tych, co ćwiczą i tych, którzy tego nie robią.
                                                  • hello-kitty2 Re: reminiscensje z wakacji 08.09.13, 18:49
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Motywacja jest nieistotna. Jedni lubią wysilek i pokonywanie słabości, inni chc
                                                    > ą ładnie wyglądać, tak dla siebie, dla partnera i stać się atrakcyjniejszym na
                                                    > matrymonialnym i zawodowym rynku, inni lubią dobrze zjeść i nie mieć wyrzutów
                                                    > sumienia, jeszcze innych nie stać na zmianę garderoby, a są też tacy, dla który
                                                    > ch sport jest nałogiem.
                                                    > To nieistotne, że nie lubisz siłowni, ważne, że ćwiczysz :), bo świat dzieli si
                                                    > ęe na tych, co ćwiczą i tych, którzy tego nie robią.

                                                    No niezupelnie tak Marek, bo swiat sie tez dzieli na tych co lubia to, co robia i na tych co robia to, czego nie lubia (to juz panie Ci wczesniej probowaly przedstawic). Te dwa swiaty jakos powinny sie rownowazyc chyba.

                                                  • bgz0702 Re: reminiscensje z wakacji 08.09.13, 20:11
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > To nieistotne, że nie lubisz siłowni, ważne, że ćwiczysz :), bo świat dzieli si
                                                    > ęe na tych, co ćwiczą i tych, którzy tego nie robią.

                                                    no oczywiście! przecież to podstawowa klasyfikacja ;))
                                                  • bgz0702 Re: reminiscensje z wakacji 08.09.13, 20:20
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Owszem jestem ruchliwa, lubie seks, pojezdzic na rowerze, tanczyc, w ogole duzo
                                                    > lazic, ale to wszystko nie sport. Ludzie maja rozna motywacje dlaczego uprawia
                                                    > ja sport/chodza na silownie itd.

                                                    a ja uwazam, ze to sport;)) mam podobnie jak ty: siłownia raz na czas kiedy czuję potrzebę, ale rower, sporo chodzenia, ćw rozciągające w domku i takie naprawdę kilka przysiadów, damskich pompek i kilka innych ćw wzmacniających kilka razy w tyg to wszystko :)) no i ja uważam ze to już sport ;))to mój sposób na fit- systematycznie i z radością robie to co lubię i nikt by mnie koniami nie zaciągnął nawet do robienia tego czego nie lubię choćbym była nie wiem jak de mode
                                • zuzi.1 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 10:11
                                  wiesz ale to wszystko zależy od jakiego pułapu te 20 kilo doszło, gdy doszło od np. 47-50 kg przed ślubem czyli jest aktualnie 70 kg przy wzroscie ok. 170 (sredni wzrost kobiety) to to nie jest jakoś dużo jeśli chodzi o wagę, żeby wpływac na jej postrzeganie jako obiekt erotyczny (co innego kobiety z b. dużą i widoczną nadwagą, to wówczas rozumiem rozterki panów), a mam wrażenie, że panowie lubią szczególnie kobiety w typie pani Rozenek, wysoka baaaardzo szczupła, długie nogi, może taki własnie typ najlepiej działa na ich wyobraźnię erot. ;) tylko nie każda z pań ma możliwosc nawet przy stosowaniu nie wiadomo jakich diet zamienic się w panią Rozenek, więc panowie wybierajcie od początku lepiej, jesli lubicie panie w typie pani Rozenek z "duzymi oczami" i dłuuuugimi szczupłymi nogami to wybierajcie takie kobiety na żonę, a nie potem macie pretensje do wybranek, że tak nie chcą wyglądac, szczególnie po kilku ciążach ;)
                                  • kag73 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 10:26
                                    Nie wiem wparadzie kto to jest pani Rozenek, zaraz sobie wklepie w googla, ale mysle, ze az tak wymagajacy mezczyzni nie sa by chciec wyysokie dluugonogie, bo sami czesto maja na to za malo centymetrow wzrostu. Do tego skad pomysl, ze taka laska na nich poleci. Wiec wybierac to oni sobie moga;)) Wzieli co sie udalo wyrwac i tyle.
                                    No i fakt waga wyjsciowa nie jest bez znaczenia, ale jakby to nie bylo, nie wyobrazam sobie przytyc 20 kilo, bo czlowiek przyzwyczajaony do szczuplosci. No i 20 kilo to juz ewidentnie widoczna roznica nie wazne ile sie wazylo wczesniej.
                                    • zuzi.1 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 10:38
                                      www.google.pl/imgres?start=249&sa=X&biw=1280&bih=668&tbm=isch&tbnid=t-ME1iYQicsd7M:&imgrefurl=http://modern-technology.pl/2012/lifestyle/bohoboco-na-gali-playboy&docid=8VJKqITKqO6W3M&imgurl=http://modern-technology.pl/wp-content/uploads/2012/06/Malgorzata_Rozenek_w_BOHOBOCO.jpg&w=600&h=901&ei=DpQpUtO7Leq57Aa2hYGwDQ&zoom=1&ved=1t:3588,r:51,s:200,i:157&iact=rc&page=12&tbnh=194&tbnw=137&ndsp=25&tx=62&ty=106
                                      www.google.pl/imgres?sa=X&biw=1280&bih=668&tbm=isch&tbnid=okIvPPPvRL47LM:&imgrefurl=http://www.kozaczek.pl/plotka.php%3Fid%3D39314&docid=lGnXRbrgjE50gM&imgurl=http://s1.kozaczek.pl/2012/08/malgorzata-rozenek-1-27.jpg&w=550&h=826&ei=05MpUryhMYiN7Qbwu4GIDQ&zoom=1&ved=1t:3588,r:14,s:0,i:132&iact=rc&page=2&tbnh=188&tbnw=129&start=12&ndsp=24&tx=53&ty=87
                                    • bgz0702 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 10:39
                                      kag73 napisała:

                                      az tak wymagajacy mezczyzni nie sa by chciec wyysokie dluugonogie, bo
                                      > sami czesto maja na to za malo centymetrow wzrostu. Do tego skad pomysl, ze ta
                                      > ka laska na nich poleci. Wiec wybierac to oni sobie moga;)) Wzieli co sie udalo
                                      > wyrwac i tyle.

                                      no tak, marzenia to fajna sprawa, a realia często wyglądają inaczej;)) aspiracje mieć trzeba jednak, najwyżej nic z nich nie wyjdzie;)))
                                  • mojemail3 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 11:23
                                    zusi1 napisała:
                                    (...)"a mam wrażenie, że panowie lubią szczególnie kobiety w typie pani Rozenek, wysoka baaaardzo szczupła, długie nogi, może taki własnie typ najlepiej działa na ich wyobraźnię erot. ;)"

                                    Pani Rozenek jest niemiłosiernie wychudzona, a pamiętać trzeba że kamera i obiektyw "pogrubiają"...
                                    Po zdjęciach sprzed kilku lat widać,że obecnie jest ona efektem pracy chirurgów plastycznych...
                                    Na takich nożętach to ja bym z Pilska nie zjechała...
                                    Ja tam wolę nogi takiej np. Jagny Marczułajtis;-)
                              • hello-kitty2 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 09:16
                                zuzi.1 napisała:

                                > a mnie zawsze zadziwia dlaczego tak ważna jest waga kobiety dla mężczyzn i częs
                                > to widzę Panów uganiających się wzrokiem za baaardzo chudymi/szczupłymi kobieta
                                > mi, z czego to wynika? czy tylko b. chude/szczupłe kobiety działają na wyobraźn
                                > ię większosci panów wzrokowców?

                                Waga, doslownie waga nie swiadczy o niczym. Slyszeliscie o kategorii 'skinny fat'?
                            • bgz0702 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 09:15
                              marek.zak1 napisał:

                              > Nie zalezy od nas Syria, OFE i wiele innych, ale nasza waga jednak tak.
                              >
                              >
                              > marek-zak.blog.onet.pl/2013/09/02/rozwod-z-wielorybem/

                              no tak, przyczyną rozwodu nie będzie fakt ze "ma obok siebie wieloryba" ale przyczyna pozostania może nie będzie równiez fakt, ze nie ma obok siebie wieloryba. To trochę za mało tylko na jeden "fakt" liczyć;))
                              • kag73 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 10:09
                                W tej historii powodem rozwodu nie bylby "wieloryb" ale raczej brak ochoty na seks z mezem i
                                motywacji do zmiany tej sytuacji. A wiadomo, ze jak sie zaczyna sypac w lozku, to bardzo czesto pojawiaja sie problemy w innych dziedzinach zycia. Co nie znaczy, ze ci panstwo sie rozwioda, w koncu maja dzieci i kredyt.
                                • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 10:54
                                  Otóż to.
                                  Jak się na wadze położy wagę połowicy oraz wagę kredytu - to z pewnością ta druga szala przeważy, szczególnie gdy kredyt we frankach i na 20-30 lat. Przez ten czas na pewno żona zdąży zrzucić co nieco, nawet jak to będzie tylko kilogram rocznie to za 20 lat powrócą do stanu wyjściowego he he ;) i reszt(k)ę życia może spędzą w szczęściu, dobrobycie i bzykając się na boku. Dowolnie wybranym boku - dodam za Marylą R.
                                  ;)
                                  • kag73 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 11:04
                                    Alez, ten pan to zdrowy chlop jest i bzykac sie chce, nawet z 20 kilo za duzo, rzecz w tym, ze onanie chce. Przy tym nawet chudnac nie musi, bo pan nie wymaga.
                                    • lamiuszka Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 14:48
                                      Kredytu nie mamy.
                                      Mam tez nadzieje (raczej pewnosc..) ze polecial nie tylko na moje 20kg mniej ale i inne jak to ktoś określił przymioty, zresztą seks nie był jedyną rzeczą łączącą na początku.
                                      I to nie tak ze sie nie chce mi sie i juz - kiedys mi sie chcialo, staralam sie i efektu nie bylo. Efektu w sensie mojego wiekszego zadowolenia - maz byl zadowolony...
                                      Co do wagi - chetnie bym schudla ale sie nie udaje z roznych przyczyn.
                                      • kag73 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 15:56
                                        I to nie tak ze sie nie chce mi sie i juz - kiedys mi sie chcialo, staralam sie
                                        > i efektu nie bylo. Efektu w sensie mojego wiekszego zadowolenia - maz byl zado
                                        > wolony...

                                        Ooo i tutaj mamy kolejne potwierdzenie mojej teorii: zadna kobieta nie rezygnuje na ochotnika z tego co lubi i co sprawia jej przyjemnosc. Jezeli seksu nie chce (pomijam powody hormonalne/zdrowotne) to znaczy, ze niewiele/za malo z niego ma.
                                        Hmm, co nie zmienia faktu, ze czasem facet na rzesach moze stawac a u kobiety i tak efektu nie ma:(
                                      • hello-kitty2 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 16:14
                                        lamiuszka napisał(a):

                                        > Kredytu nie mamy.
                                        > Mam tez nadzieje (raczej pewnosc..) ze polecial nie tylko na moje 20kg mniej al
                                        > e i inne jak to ktoś określił przymioty, zresztą seks nie był jedyną rzeczą łąc
                                        > zącą na początku.
                                        > I to nie tak ze sie nie chce mi sie i juz - kiedys mi sie chcialo, staralam sie
                                        > i efektu nie bylo. Efektu w sensie mojego wiekszego zadowolenia - maz byl zado
                                        > wolony...
                                        > Co do wagi - chetnie bym schudla ale sie nie udaje z roznych przyczyn.

                                        Kag toz to jest przypadek, ktory czesto opisujesz => kobieta niezaspokojona.

                                        W sprawie odchudzania polecam diete zbilansowana 1800 kcal (30% dziennego zapotrzebowania z bialka, 30% z tluszczu, 40 % z wegli) + trening silowy full body workout 3 razy w tygodniu, po nim bezposrednio z 20 min zywych aerobow (rower, bieznia, orbi). W dni bez treningu silowego dorzuc jakies cardio i po od roku do dwoch lat bedziesz wygladac lepiej niz przed ciazami. Tak najogolniej.
                                        • lamiuszka Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 20:34
                                          ale ja mam mega zajmujaca prace, odbieram dzieci z dwoch miejsc, robie zakupy, kolacje, kapanie itp - to na przemian z mezem i jak ok 20-21 mam czas na cos innego to padam na pysk i cwiczenia co 2 dzien mnie zabiją... Jadam nieregularnie, nie zawsze zdrowo, stad stopniowo zyskalam te cholerne kilogramy.
                                          Muszę zmienic diete i sie ruszyc ale...
                                          Mam za duzo na glowie, trudno wykroic czas dla siebie.
                                          • hello-kitty2 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 22:06
                                            lamiuszka napisał(a):

                                            > ale ja mam mega zajmujaca prace, odbieram dzieci z dwoch miejsc, robie zakupy,
                                            > kolacje, kapanie itp - to na przemian z mezem i jak ok 20-21 mam czas na cos in
                                            > nego to padam na pysk i cwiczenia co 2 dzien mnie zabiją... Jadam nieregularnie
                                            > , nie zawsze zdrowo, stad stopniowo zyskalam te cholerne kilogramy.
                                            > Muszę zmienic diete i sie ruszyc ale...
                                            > Mam za duzo na glowie, trudno wykroic czas dla siebie.

                                            Rozumiem. Niestety kg same nie spadna. Trudno, sprobuj chociaz zatrzymac tycie. Ewentualnie mozna zatrudnic nianie jesli Was stac czy kogos do odciazenia? Jesli jest Wam dobrze tak, jak jest to pol biedy. Byc moze to co masz wynagradza Ci to czego nie masz? Skoro seks i tak nie prznosi satysfakcji to Ci sie nie dziwie. Pozostaje tylko maz, jak sie zachowa gdy seksu nie bedzie (jesli nie bedzie)?
                                            • kag73 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 22:14
                                              Kitty, chudniecie a dokladniej utrzymanie potem tej figury to wcale nie taka prosta sprawa inaczej wszyscy byliby szczuplutcy, albo chociaz wiekszosc:)
                                              Autorka ma malo czasu dla siebie ale sporo kilosow za duzo. Przy takiej nadwadze, wystarcza male zmiany, zeby widziec efekt. Zmienic chociaz troche sposob zywienia, jesc zdrowiej, regularniej, nieco mniej i juz moga pojawic sie pierwsze efekty. Rzecz w tym, zeby byla to zmiana trybu zycia na stale a nie dieta cud na miesiac a potem powrot do stalych nawykow zywieniowych i kilosy wracaja.
                                              • lamiuszka Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 22:29
                                                Na nianie mnie nie stac,dzieci chodza do prywatnych, dobrych przedszkola/szkoly, spora kasa idzie na to - cos za cos..
                                                Zmiany na stale - no nie mam silnej woli, przyznaje, zdarza mi sie zjesc wieczorem pizze, czy cos w ten desen.
                                                To co mam - w sensie dobrego faceta, dwojki raczej zdrowych dzieci, zajmujacej pracy - owszem,wynagradza mi duzo, na poczatku mimo ze bylo fajnie widzialam ze maz nie jest maestro seksowy- widzialy galy co braly...po prostu nie pomyslalam ze strace entuzjazm ktory mnie nakrecal tez.
                                                • kag73 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 22:36
                                                  Ja sie zawsze zastanawiam po co dziecku prywatne przedszole i prywatna podstawowka, toz to zadna filozofia jest, poziom przedszkolny i podstawowy. Szkoda by mi bylo kasy, szczerze. No ale niech tam kazdy robi co chce.
                                                  • lamiuszka Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 22:42
                                                    Bo w przedszkolu malo dzieci a moje czesto chorowaly i do publicznego to by chyba wogole nie chodzily z racji chorob - tu grupa ma 8-10 dzieci, zawsze to mniejsza szansa na infekcje, poza tym wiecej opiekunek i takie naprawde fajne. A szkola - w prywatnej tez dzieci duuuzo mniej, a moje starsze ma pewną chorobę - pod kontrolą,ale jednak trochę je to "odróżnia", staram sie zapewnic jak najlepsze, bezpieczne otoczenie, ktorego brak w przeladowanej publicznej podstawowce.
                                                • hello-kitty2 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 22:54
                                                  lamiuszka napisał(a):

                                                  na poczatku mimo ze bylo fajnie widzialam ze
                                                  > maz nie jest maestro seksowy- widzialy galy co braly...po prostu nie pomyslala
                                                  > m ze strace entuzjazm ktory mnie nakrecal tez.

                                                  A co on ma za defekty w tych zachowaniach lozkowych, ze az wzbudzaja Twoj smiech?
                                                  • mojemail3 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 23:01
                                                    lamiuszka napisała:

                                                    (...)"Nasz seks kuleje, mi sie nie chce, to co on wymysli mnie nie kreci, bo wszystko takie sztuczne, nijakie, generalnie wole dobry film obejrzec"

                                                    Mnie cały czas zastanawia zdanie z pierwszego postu.Co on wymyśla,że wydaje się "sztuczne i nijakie"? Skoro jeszcze mu się chce, to na fali jego energii wprowadz swoje pomysły...
                                                  • kag73 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 23:05
                                                    Otoz, pomysl co Ciebie by krecilo i probuj, bo chlop widac eksperymentuje to i twoje pomysly moze mu sie spodobaja. Albo zmien nastawinie, czasem cos niby wydaje sie "sztuczne", ale jak sie zaczyna zabawe i probuje wczuc w role, moze byc z tego niezly film, serio:)
                                                  • kag73 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 23:02
                                                    Hmm a moze by tak alkoholu sprobowac, co myslisz kitty(znow rozpijam narod)? Miala by zamazany lekko odbior i nie podchodzila do wszystkiego tak powaznie:)
                                                    Probowalas kiedys po lampce wina albo dwoch, lamiuszka? Wtedy moze nie wszystko wydawac sie "sztuczne".
                                                  • mojemail3 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 23:07
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Hmm a moze by tak alkoholu sprobowac, co myslisz kitty(znow rozpijam narod)? Mi
                                                    > ala by zamazany lekko odbior i nie podchodzila do wszystkiego tak powaznie:)
                                                    > Probowalas kiedys po lampce wina albo dwoch, lamiuszka? Wtedy moze nie wszystko
                                                    > wydawac sie "sztuczne".

                                                    Witaj Kag, miło że znowu jesteś:)

                                                    Taaa, po alkoholu język się rozwiązuje...
                                                    Co to może być takie sztuczne? Skok z komody w pelerynce batmana?
                                                  • kag73 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 23:12
                                                    Hej mojemail, witaj, znow siedzisz po nocach:))
                                                  • mojemail3 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 23:17
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Hej mojemail, witaj, znow siedzisz po nocach:))

                                                    A Ty nie? Zaraz wsiadam w auto i jadę po ślubnego, ma imprezę z pracy,prosił żeby go odebrać, ciekawe w jakim stanie;-)
                                                  • kag73 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 23:20
                                                    na pewno w stanie wskazujacym...wykorzystaj go;))
                                                    U mnie o godzine wczesniej, to moge siedziec;)
                                                  • hello-kitty2 Re: reminiscensje z wakacji 07.09.13, 10:15
                                                    kag73 napisała:
                                                    >
                                                    > > Hmm a moze by tak alkoholu sprobowac, co myslisz kitty(znow rozpijam naro
                                                    > d)?

                                                    No ba! Nie przypominam sobie, zebym odmowila kiedys alkoholu, natomiast nie moge sobie przypomniec czy odmowilam kiedys 'po' alkoholu? :-) Chyba nie :) Fakt, ze w tym przypadku to trzeba dodac, ze to jednak dodatkowe kcal.

                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Co to może być takie sztuczne? Skok z komody w pelerynce batmana?

                                                    Tez sie zastanawialam nad tym Batmanem, nawet dopytywalam ze 2 razy, cisza. Wnioskuje zatem ze to jednak cos bardzie light owego.
                                                  • lamiuszka Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 23:09
                                                    no tak, alejedna lampka wina nic nie zmienia u mnie a kilka lampek mimo ze wtedy mniej zwracam uwage na nieporadnosc, ale:
                                                    1). po alkoholu prawie zawsze boli mnie nastepnego ranka glowa
                                                    2). prawie zawsze mam kiepski nastepny dzien bo nawet jak glowa przestanie to czuje sie ch...o
                                                    3). ile mozna pic? 2-3 razy w tygodniu to caly tydzien jak dla mnie do wyrzucenia z zyciorysu

                                                    Reasumujac - raz na miesiac moge, czesciej to mi mnie szkoda
                                                    a fajniej postrzegany - bo przeciez nie nie de facto fajniejszy - seks raz w miesiacu kosztem pozniejszego samopoczucia, eee, to ja dziekuje
                                                  • lamiuszka Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 23:12
                                                    kolejna pyta co to za atrakcje - otoz nie powiem, nie chce wysmiewac mojegomeza - jak mi juz tu ktos zarzucil, pisalam ze mnie smieszy to co on robi, co nie znaczy ze go wysmiewam w domu, i tu tez nie bede
                                                  • kag73 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 23:17
                                                    Hmm, komplikujesz sobie sprawe lekko. Skoro jedna lampa nie pomaga to pare, albo inny trunek, po winie boli glowa po wodeczce nie, albo czyms innym. Albo zanim pijesz wino lykasz pare witamin C i aspiryne.
                                                    Czyli zle nie jest jezeli ten seks jest, ma byc 2-3 razy w tygodniu:)
                                                    Ok, za czesto na picie, przyznaje, no to raz w miesiacu, lepiej niz wcale.
                                                    Jezeli Ci zalezy, podejmij inicjatywe, wiesz co lubisz, badz strona aktywna, probuj...jak nie idzie tak to inaczej. Rzecz w tym czy bedziesz miala z tego frajde z alkoholem czy bez, bo to tak naprawde o to wlasnie chodzi a nie o to, ze wypijesz i nadstawisz sie mezowi:(
                                                  • lamiuszka Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 23:24
                                                    wiem o co Ci chodzi, tylko jestem juz po tym etapie mam wrazenie, bywalo ze po alko bylo mi lepiej, ale dlaczego mialabym sie umartwiac alko zeby miec fajny seks? po kazdym kiepsko sie czuje,wszak to trucizna jest ;)
                                                    z mezem zle mi ogolnie nie jest, jak pisalam jestesmy dosc dobrymi partnerami i rodzicami - tu nam wychodzi
                                                    ale z seksem kicha jest od dawna i alko tu nie pomoze, bo to nie chodzi o to ze jestem spieta i stad zamieszanie, bez sensu znieczulac sie co jakis czas bo i tak na trzezwo beda te same odczucia co teraz.
                                                  • kag73 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 23:32
                                                    Aaa, rozumiem, rozumiem. Ciezko cos radzic, bo wlasciwie nie wiem czy w ogole szukasz porady.
                                                    Nie znam tez Twoich oczekiwan co do seksu i roli w niej Twojej i meza. Niemniej jednak jak maz oprocz sprawnego penisa ma jeszcze sprawne dlonie i jezyk, moze daloby sie jednak co z tym zrobic, podpowiedziec, nauczyc, wyprobowac, bo on moze tak do konca nie wie co Ciebie tak naprawde by zakrecilo i dalo satysfakcje. Pytanie czy Ty sama to wiesz.
                                                  • lamiuszka Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 23:39
                                                    co mnie kreci wiem, mezowi probije czasem cos pokazac, ale ani ja nie pokazuje zbyt jasno ani on w lot nie pojmuje, a nawet jak mu pokazuje i odpowiednio zachecam - pokazujac ze mi sie podoba - to on jakos nie bardzo potem powtarza... No serio, drygu nie ma jakos. A ja wlasciwie jakichs wielkich porad tez nie szukam, mam faze spokojnej rezygnacji ;) bardziej chcialam popytac czy inni maja podobne zwiazki- takie satysfakcjonujaco-niesatysfakcjonujace czy to ja odmieniec... No i czy faktycznie facetom wszystko jedno z kim byle seks byl...
                                                    Bo mojemu jeszcze nie zdarzylo sie zeby "nie mogl" mimo ze ja te 20 kilo plus. Moze kocha i mimo ze ja pasztet to on widzi w goracej chwili tę smukłą co na basenie go zakrecila lekko ;)
                                                  • kag73 Re: reminiscensje z wakacji 07.09.13, 00:01
                                                    No to pokaz/powiedz jasniej a nastepnym razem jak nie bedzie powtarzal powiesz, zeby zrobil to/tak jak ostatnio, w razie potrzeby znow pokaz/pokieruj:) Podobno nawet slonia mozna nauczyc tanczyc. Kwestia czasu i cierpliwosci.
                                                    Jak nie bedziecie nic probowac zmieniac to lepiej nie bedzie, moze byc gorzej.
                                                    A czy facetom wszystko jedno z kim maja seks, hmm...zalezy chyba od faceta, potrzeb, libido. Twoj ma dobra hydraulike i jak widac 20 kilo plus to dla niego zaden problem. No i nie wykluczone, ze Cie kocha, w koncu sie z Toba ozenil;)
                                                  • hello-kitty2 Re: reminiscensje z wakacji 07.09.13, 15:18
                                                    lamiuszka napisał(a):

                                                    mam faze spokojnej rezygnacji ;) bardziej chcialam popytac czy inni maja pod
                                                    > obne zwiazki- takie satysfakcjonujaco-niesatysfakcjonujace czy to ja odmieniec.
                                                    > .. No i czy faktycznie facetom wszystko jedno z kim byle seks byl...
                                                    > Bo mojemu jeszcze nie zdarzylo sie zeby "nie mogl" mimo ze ja te 20 kilo plus.
                                                    > Moze kocha i mimo ze ja pasztet to on widzi w goracej chwili tę smukłą co na ba
                                                    > senie go zakrecila lekko ;)

                                                    Odmiencem nie jestes, to juz pare osob pisalo. Mysle, ze facetom nie tyle WSZYSTKO jedno co WIECEJ jedno niz kobiecie. Bo mnie jak ktos nie kreci albo seks z nim nie kreci to raczej nie moge, a facet raczej moze i chce (z moich rozmow i obserwacji).
                                                  • marek.zak1 Re: reminiscensje z wakacji 07.09.13, 15:30
                                                    A jaki ma wybór mąż ,,l" jeśli nie chce rozpirzyć w końcu nie najgorszego małżeństwa? Zamyka oczy, myśli o szczuplej i robi swoje.
                                                  • hello-kitty2 Re: reminiscensje z wakacji 07.09.13, 16:11
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > A jaki ma wybór mąż ,,l" jeśli nie chce rozpirzyć w końcu nie najgorszego małże
                                                    > ństwa? Zamyka oczy, myśli o szczuplej i robi swoje.

                                                    Ale sie zafiksowales na tej szczuplosci. A nie przeszkadza mu, ze ona nie ma na seks ochoty, bo uwaza go za kiepskiego w lozku? Bo jak juz bym miala sie na cos obrazac na jego miejscu to na to drugie. Gdyby byl super to i motywacja do odchudzania by sie pewnie znalazla. A tak poszlo w diably wsjo :)
                                                  • marek.zak1 Re: reminiscensje z wakacji 07.09.13, 16:42
                                                    Kitty, każdy patrzy ze swojego punktu. Poza tym nadwaga to patologia, którą powinno się leczyć. Proponuję to , co robia Szwjacarzy. Na wstępie każdego posiłku wielka sałatka,. Potem juz nie chce się jeść. Na ulicach w Zurichu, czy Bazylei nie widzi się otyłych.
                                                    To, jakim jest kochankiem nie ma nic wspólnego z nadwagą.
                                                  • hello-kitty2 Re: reminiscensje z wakacji 07.09.13, 16:52
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Kitty, każdy patrzy ze swojego punktu. Poza tym nadwaga to patologia, którą pow
                                                    > inno się leczyć. Proponuję to , co robia Szwjacarzy. Na wstępie każdego posiłku
                                                    > wielka sałatka,. Potem juz nie chce się jeść. Na ulicach w Zurichu, czy Bazyle
                                                    > i nie widzi się otyłych.
                                                    > To, jakim jest kochankiem nie ma nic wspólnego z nadwagą.

                                                    Tez lubie ale w knajpie, bo kupuj teraz codziennie salate, myj i przyrzadzaj w domu rano i zabieraj do pracy i jedz 3-5 razy dziennie. Za duzo roboty.
                                                    Motywacji do odchudzania jej brak. Dla nowego kochanka nie byloby problemu przypuszczam :)
                                                  • jesod Nadwaga to skutek uboczny radości życia 07.09.13, 21:41
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Poza tym nadwaga to patologia, którą powinno się leczyć.

                                                    Chyba przesadzasz w tych swoich podsumowaniach. Trąci mi to obsesją.
                                                    Nadwaga to skutek uboczny radości życia i ma swoje takie a nie inne konsekwencje, których warto być świadomym. Świadomość to zgoda lub nie na skutek, a więc wybór należy do nas.
                                                  • marek.zak1 Re: Nadwaga to skutek uboczny radości życia 07.09.13, 21:52
                                                    Dla mnie radośc życia to fajna sylwetka i sprawność fizyczna i intelektualna. Jeśli dla Ciebie to nadwaga - OK. Mamy inne zdania.
                                                  • jesod Re: Nadwaga to skutek uboczny radości życia 07.09.13, 22:23
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Dla mnie radośc życia to fajna sylwetka i sprawność fizyczna i intelektualna.
                                                    > Jeśli dla Ciebie to nadwaga - OK. Mamy inne zdania.

                                                    Słuchaj czy Ty masz księżyc w rybach? Widzisz to, co chcesz widzieć i czytasz to, co chcesz przeczytać...?
                                                    Nie uzależniam radości życia od sylwetki i myślę, że jeżeli inni to robią to są po prostu głupolami.
                                                    Sprawność fizyczna i intelektualna jest naszym darem otrzymanym, ale również ulotnym, bo nic nie jest wieczne i niczego na sobie nie zaklepiesz na później. Wszystko zależy od kodu, który posiadasz. Możesz o to dbać, pielęgnować i możesz się tym cieszyć, ale nigdy niczego nie możesz być pewien do końca, a tym bardziej tego, że to Ty rozdajesz karty.

                                                  • marek.zak1 Radośc życia to sprawność 07.09.13, 22:32
                                                    Sprawność fizyczna i intelektualna jest darem w wieku 20 lat, ale w późniejszym niekoniecznie, gdyz trzeba o to dbac i na to pracować. Niczego nie mozna być pewnym do końca, ale jesli jesteś fit, to wiesz, że zrobiłeś wszystko, co mozliwe z twojej strony.
                                                  • lamiuszka Re: Radośc życia to sprawność 07.09.13, 22:39
                                                    Radosc zycia to tez inne rzeczy - ukladanie rakiety lego z dziecmi, spokojny spacer po lesie, porcja lodow z polewą (chrzanic fit), to wszystko tez radosci zycia. Bycie szczuplym szczescia nie daje - moze pomaga fizycznie lepiej sie czuc czy to w nieszczesciu czy szczesciu ale samo w sobie jest z dupy wziete jesli chodzi o poczucie senu i radosci zycia.
                                                  • jesod Re: Radośc życia to sprawność 07.09.13, 23:37
                                                    lamiuszka napisał(a):
                                                    > Radosc zycia to tez inne rzeczy

                                                    To tysiące, a może miliony innych rzeczy, dla każdego z nas czasem bardzo indywidualnych, ale- tych które nam ją dają i pozwalają mieć poczucie szczęścia i sensu istnienia. Istniejemy dla radości, nawet w nadziei.
                                                  • jesod Re: Radośc życia to sprawność 07.09.13, 23:24
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Sprawność fizyczna i intelektualna jest darem w wieku 20 lat,

                                                    To akurat jest darem od momentu poczęcia...

                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Niczego nie mozna być pewnym do końca, ale jesli jesteś fit, to wiesz, że zrobiłeś wszystko,
                                                    > co mozliwe z twojej strony.

                                                    Mareczku, tak coś mi się wydaje, że dzisiaj było o dwa piwa za dużo... Pisanie, że nadwaga jest patologią sygnalizuje patologię.
                                                    W sumie zrobić z siebie fit, to minimalny wysiłek by mieć radość życia, że zrobiło się wszystko co możliwe ze swojej strony.
                                                    Ha! Jaki wysiłek taka radość, a szczęścia dalej brak...
                                                  • mojemail3 Re: Radośc życia to sprawność 08.09.13, 00:49
                                                    Marku, nie mogę znależć Twojego posta, w którym piszesz,że wbijasz się w ślubny garniturek, ale było coś takiego, prawda?

                                                    No i tutaj bym się nie zgodziła z Twoją śmiałą teorią dotyczącą nadwagi, owszem, otyłośc to patologia, są jej aż 3 stopnie, ale nadwaga to nie dramat...
                                                    Ponieważ fizjologicznie, z wiekiem mamy prawo ważyć więcej, do 15 % więcej w stosunku od swojej wagi z czasów wczesnej młodości.
                                                    Tabele wagowe powinnny uwzględniać nie tylko budowę kości ( drobne lub grubsze) ale i upływ czasu, dlatego w przypadku osób 20 letnich od normy można odjąć 3 kg a w przypadku osób po 40 tce, dodać kolejne 4 co nam daje 7 kg...
                                                    Dlatego drobna kobietka o wadze 52 kg w wieku lat 20 będzie tak samo drobna ważąc prawie 60 kg w wieku 40 lat...Biust też ma swój ciężar gatunkowy;-)
                                                    No i osoby utrzymujące swoją wagę od wieku 20 wzwyż, niezbyt ładnie się marszczą na twarzy...Natura wie co robi, nawet siwizna szczególnie u mężczyzn ma swój urok, stwarza lepszą oprawę dla twarzy, dlatego tak dramatycznie i komicznie wyglądają ufarbowani panowie...
                                                    Można się nawet doczekać komplementów, znajomy ( przystojny,po 40 tce) usłyszał od smarkatej fryzjerki : " Pan ma takie zajebisty naturalny balejaż" ;-)
                                                  • bgz0702 Re: Nadwaga to skutek uboczny radości życia 07.09.13, 22:39
                                                    jesod napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    > > Dla mnie radośc życia to fajna sylwetka i sprawność fizyczna i intelektua
                                                    > lna.
                                                    > > Jeśli dla Ciebie to nadwaga - OK. Mamy inne zdania.
                                                    >
                                                    > Słuchaj czy Ty masz księżyc w rybach? Widzisz to, co chcesz widzieć i czytasz t
                                                    > o, co chcesz przeczytać...?
                                                    > Nie uzależniam radości życia od sylwetki i myślę, że jeżeli inni to robią to są
                                                    > po prostu głupolami.
                                                    > Sprawność fizyczna i intelektualna jest naszym darem otrzymanym, ale również ul
                                                    > otnym, bo nic nie jest wieczne i niczego na sobie nie zaklepiesz na później. Ws
                                                    > zystko zależy od kodu, który posiadasz. Możesz o to dbać, pielęgnować i możesz
                                                    > się tym cieszyć, ale nigdy niczego nie możesz być pewien do końca, a tym bardzi
                                                    > ej tego, że to Ty rozdajesz karty.
                                                    >
                                                    no coś w tym jest. Marek jest tylko jedna jedyna racja na świecie i to jest twoja racja, nudzisz tą dyrektywą. Wybór jak pisze Jesod nalezy do nas, ty dokonałeś swojego, laska ma własny. Poza tym on jej jakoś specjalnie nie doskwiera, ani jej ani jej mężowi. W przeciewieństwie do twojego slubnego garnituru ona pewnie nie ma ochoty zakładac swojej sukni ślubnej żeby się utwierdzac w jakichkolwiek przekonaniach, a poza tym niektórzy mówią: kochanaego ciała nigdy dosyc, a inni że czyimiś wystającymi zebrami łatwo się pokaleczyć
                                                  • marek.zak1 Alkohol jest zdrowy 07.09.13, 08:59
                                                    A udowodniła to niejednokrotnie nauka. Zdrowy jest przede wszystkim szampan i wino. Wszystko zależy oczywiscie oid dawki:


                                                    www.nutraingredients.com/Research/Winning-the-rat-race-Rodents-drink-Champagne-for-better-brain-health/?utm_source=newsletter_weekly&utm_medium=email&utm_campaign=Newsletter%2BWeekly&c=EFXet%2FrL%2FKyDq51P2xP8%2F2tiqm0XhvX%2F
                                                  • lamiuszka Re: Alkohol jest zdrowy 07.09.13, 22:33
                                                    to mit - wino nawet jesli pomaga w malych ilosciach na serce to szkodzi na watrobe - stad u Francuzow pelno chorych z marskoscia watroby, mimo ze zawalow mniej.
                                                    Alko zdrowy nie jest. Zdrowa to jest niepryskana sałata z ogródka u babci - chociaz tez nie bardzo dla wlascicieli kamykow nerkowych... moze nie ma calkiem zdrowych rzeczy...

                                                    A wracajac do seksu - nie mam ochoty na seks tym bardziej po wyznaniu ze seks wogole a w szczegole ze mna. Wizja "ze mysli o szczuplej" tez radykalnie ogranicza mojemu mezowi jakikolwiek seks. Oczywiscie dopoki w ten jego seks sa zaangazowane dwie osoby - ja i on. Jak zaanagzuje kogos trzeciego - malzenstwo prysnie, jak pisalam - kredyty czyli najwazniejsze wiezy nas nie wiaza ;)
                                                  • kag73 Re: Alkohol jest zdrowy 07.09.13, 23:21
                                                    Alkohol nie jest zdrowy, niemniej jednak od czasu do czasu jak ma byc po nim frajda, to warto, tak samo jak te niezdrowe lody z polewa czy bez:))
                                                    Lamiuszka niepotrzebnie wypytujesz meza o szczegoly a potem robisz sobie problemy. Wcale nie powiedziane, ze Twoj chlop podczas seksu musi myslec/mysli o szczuplej. To bzdura, bo ktos moze miec taka ochote na seks sam z siebie i byc podniecony, ze o nikim myslec nie musi, wystarcza mu biologia/natura, fizycznosc.
                                                    Nie pytaj, kazdy ma prawo do swoich mysli, jak mawiaja Niemcy "Gedanken sind frei". A moze Ci ulzy jak sama pomyslisz o kims/czyms innym i nawet ten marny seks z mezem stanie sie nieco lepszy;) Wyprobuj, "bo fantazja, fantazja, bo fantazja jest od tego, zeby bawic sie, zeby bawic sie, zeby bawic sie na calego...":))
                                                  • jesod Bo fantazja 07.09.13, 23:31
                                                    kag73 napisała:
                                                    >"bo fantazja, fantazja, bo fantaz
                                                    > ja jest od tego, zeby bawic sie, zeby bawic sie, zeby bawic sie na calego...":)

                                                    Ty mądrze cytujesz. Zwłaszcza, że młodość przychodzi z wiekiem, więc fantazja ma coraz większe pole do popisu. :)))
                                                  • lamiuszka Re: Alkohol jest zdrowy 08.09.13, 00:15
                                                    ja to wiem ze alko raz na jakis czas nie zabija ale twierdzenia Marka mnie wpieniaja ;)
                                                    co do myslenia o szczuplej "w trakcie" - to tez od Marka, nie moje, masochistyczne zapędy staram się trzymać na wodzy, o takie szczególy z rozmysłem juz nie dopytałam ;)
                                                  • marek.zak1 Re: Alkohol jest zdrowy 08.09.13, 08:45
                                                    Kazdy ma swoją natruralną wagę, Jaka ona jest dowie sie od swoich przyjaciół, nie ode mnie. Ci przyjaciele to lustro i waga. Tak więc jesli pretensje to do nich.
                                                    To Ty napisałas, ze masz o 20 kg za dużo i to jest Twoja opinia.

                                                    Alkohol, jak każda substancja, w tym woda, moze być trucizną i lekarstwem. Wszystko zależy od DAWKI. Odkrył to kilkaset lat temu Paracelsus i nie ma od tego wyjatku.

                                                    Dla mnie zadowolenie to także bycie fit. Skoro odrzucacie ten pogląd - macie prawo.
                                                  • lamiuszka Re: Alkohol jest zdrowy 08.09.13, 10:50
                                                    Dawka potrzebna do "znieczulenia" sie przed seksem nie jest lekarstwem tylko szkodzi zwlaszcza jak mam objawy niepozadane...
                                                    Nie mam do nikogo pretensji o swoją wagę, do Ciebie tez nie ;)
                                                    I bycie fit byloby fajne, ale jak sie nie ma co sie lubi, sie lubi co sie ma...
                                                  • bgz0702 Re: Alkohol jest zdrowy 08.09.13, 10:51
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Dla mnie zadowolenie to także bycie fit. Skoro odrzucacie ten pogląd - macie pr
                                                    > awo.

                                                    to nie kwestia odrzucania poglądu, ze fit moze być fajny, a opór przeciwko twojej dyrektywie, ze to jedyna właściwa droga do szczęścia i atrakcyjności w oczach innych
                                                  • marek.zak1 Re: Alkohol jest zdrowy 08.09.13, 11:43
                                                    Nie jedyna ale bardzo pomocna. Wiem, jako doświadczony facety że są inne, ważne aspekty męskiej atrakcyjności , jak urok osobisty, poczucie humoru , inteligencja, kasa itp.
                                                    Jednak na koniec dnia zdejmujesz ubranie i jest , jak jest.
                                                    Nic nie zastapi sflaczałych mięśni i Ty patrząc na faceta, tak samo jak i moja pani na mnie pomyśli sobie, co pomyśli.
                                              • hello-kitty2 Re: reminiscensje z wakacji 06.09.13, 22:41
                                                kag73 napisała:

                                                > Kitty, chudniecie a dokladniej utrzymanie potem tej figury to wcale nie taka pr
                                                > osta sprawa inaczej wszyscy byliby szczuplutcy, albo chociaz wiekszosc:)

                                                Zgadza sie, dlatego ja polecalam plan na 1-2 lat, bez glodzenia sie.

                                                > Autorka ma malo czasu dla siebie ale sporo kilosow za duzo. Przy takiej nadwadz
                                                > e, wystarcza male zmiany, zeby widziec efekt. Zmienic chociaz troche sposob zyw
                                                > ienia, jesc zdrowiej, regularniej, nieco mniej i juz moga pojawic sie pierwsze
                                                > efekty. Rzecz w tym, zeby byla to zmiana trybu zycia na stale a nie dieta cud n
                                                > a miesiac a potem powrot do stalych nawykow zywieniowych i kilosy wracaja.

                                                Tak ale niewielkie zmiany, ktorych nie odczuje tak bardzo jako dodatkowego wydatku czasu czy energii to wystarcza jedynie na zatrzymanie tycia (to polecalam).
                                                Tak naprawde to jej nadwaga (gdyby chciec sie jej trwale pozbyc) wymaga przeorganizowania zycia calej rodziny. Moze im dobrze tak, jak jest? W ogole zeby cos zaczec nawet myslec na powaznie o zmianie to trzeba byc super zmotywowanym i miec wsparcie conajmniej domownikow. Ja tu motywacji nie widze i ok, kazdy jest kowalem swojego losu.

    • potwor_z_piccadilly Re: Ma ochote na seks ale.... 06.09.13, 23:15
      lamiuszka napisał(a):

      > po ciazach przytylam 20 kiloi nie zgubilam

      No bo nie masz motywacji.
      Mąż pewnikiem to taki dzisiejszy męski standard, co to podskoków typu zaloty Kalego parę wykonał i koniec, pomysłów zabrakło jak i możliwości. Do tego w kreowaniu - pozytywnie wpływających na związek, nowalijek stanął, a jak tak, to przestał Ci imponować, a jeśli facet kobiecie nie imponuje, to znaczy że nawet metoda zaspakajania partnerki typu "skok wiedeński" nie zaspokoi jej.
      20 kg. więcej ?
      Nie ma znaczenia.
      Nie tekluj, nie oczekuj cudów, zrozum czas w jakim żyjecie, realia zrozum, a usłyszysz: twój celulit, to najpiękniejszy celulit na świecie, a po tym to co kiedyś odbierałaś jako nie kręcącą Cię nudę, określisz: o k...., tajfun po mnie przeszedł.

      ale wszystko sie
      > uklada w calosc. Trzyma nas przysiega, dzieci, zobowiazania, on niby mowi ze k
      > ocha, ale ze czasem nie, ja mam podobnie.

      Nie musi tak być zawsze. Dzieci to słodka kula u nogi. Szczególnie kula ta doskwiera ojcom tych dzieci, bo to te dzieci, ich potrzeby, problemy, w oczach ich matek demaskują bezradność ich ojców. Wszystkie te kłopoty, niedostatki zatroskane o przyszłość potomstwa matki zwalają na męskie głowy, czego wyrazem jest częste u żon: no zrób coś.
      Czy Wy się kochacie ?
      Napisałaś że macie przeczucia na tak, a jeśli są takowe przeczucia, to sadzę że się kochacie. Te uczucia jak na razie gdzieś pałętają się miedzy problemami, ale gdy znajdą wyrwę, gdy problemy zmaleją, to buchnąć mogą.

      > Czy ludzie tak zyja czy to my tak mamy?

      Większość ludzi tak żyje, ale duża większość tej większości wie że dzieci z gniazda wyfruną, a jak wyfruną, to życie stanie się prostsze, a jak prostsze, to facetowi będzie łatwiej odbudować pozycję samca, a jak odbuduje pozycję samca, to i o motylki łatwiej.
      Cierpliwość popłaca.
      Dowód ?
      A czyż mało to widzi się starych ludzi w roli papużek nierozłączek ?

      ale fajerwerko
      > w brak a z mezem ich raczej miec nie bede, motylki zwialy i nie wroca.

      Nie mów hop.
      Troszkę czasu i pokory, a wszystko może się zdarzyć. Wszak chyba nie umieracie.
      Co tu jeszcze ?
      Pioseneczka dla Ciebie.
      Ot, taka byś dokładnie posłuchała tekstu i nad tym tekstem porozmyślała zamiast zadawać chłopu pytania w rodzaju: wszystko co teraz powiesz i tak obróci się przeciwko tobie.
      www.youtube.com/watch?v=W2vAcLn3I_8
      Pozdrawiam.
    • bigbadpig Re: Ma ochote na seks ale.... 09.09.13, 17:00
      Nie spotkałem jeszcze mężczyzny który by ujawnił w męskim gronie taką rewelację, że po X-latach w jednym związku ceni sobie seks ze stałą partnerką wyżej od seksu z jakąś fajną nową partnerką (seksu hipotetycznego lub nie).

      Natomiast, fakt, że on chce seksu w ogólności a dostaje go akurat od Ciebie, nie musi być prawdą która zatruwa związek. spójrz na to tak: z perspektywy funkcjonalnej - seks jest w jednym z kliku narzędzi budujących relację. niezależnie od tego jakie kto ma w łóżku, skryte w głowie motywacje, w miarę dobry seks zbliża ludzi jeśli tylko inne aspekty na to pozwolą. jeśli do tego partnerzy mają o czym rozmawiać, czują się dobrze w swoim towarzystwie, dają sobie poczucie bezpieczeństwa, lub umieją się rozśmieszyć (co kto lubi), to chyba można tego co dobre w seksie korzystać, mimo świadomości, że nie się tą Jedyną Księżniczką (bo taka nie istnieje)

      Nie wiem czy on Ci powiedział, że go nie kręcisz, ale wywodzenie tego tylko z braku odpowiedzi na pytanie "masz ochotę na seks ze mną czy wogóle na seks?" jest przedwczesne.
      gdyby moja żona mnie o to pytała, (a nie potrzebuje bo wie :) ) usłyszałaby podobną odpowiedź jak Ty "kręci mnie seks z każdą - spełniającą jakieś moje odpowiednie warunki brzegowe - kobietą". Może więc tylko Twój mąż, unikając odpowiedzi, nie mógł uściślić: "z Tobą włącznie"

      Sam żyję w związku w którym na luzie i otwarcie, staram się życzliwie, mówię w skrócie: "potrzebuję kobiety do seksu, a pod ręką mam Ciebie". z drugiej strony moja żona jest w moim życiu postacią ze ścisłej czołówki pod wieloma względami, ona to wie, sumując pola na których jest dla mnie ważna/fajna/fascynująca/kręcąca wychodzi jej bycie wysoka pozycja którą niełatwo byłoby komuś przeskoczyć w konkurencji i brak monogamicznego paradygmatu w moim myśleniu nie budzi w niej chyba poczucia zagrożenia (na ile jestem w stanie stwierdzić)

      Dla mnie osobiście, kwestia dwudziestu kilo więcej wydaje się bardzo znacząca, ale może to akurat być rzecz indywidualna, sądząc po związkach dookoła - jakoś przeróżni ludzie są ze sobą, nie spełniając tych czy innych wyśrubowanych wymagań osób trzecich.

      Podejrzewam, że dla Twojego męża problemem może być Twoje zaniedbanie w tej sferze, choć rozumiem, że poniekąd ono wynika znowu z jego zaniedbań - pytanie więc, czy zrobicie coś z tym razem, czy zostawiacie jak jest, samemu chyba się nie da. jedyna droga - praca nad sobą, a nie partnerem, wymaga motywacji która szybko się skończy, jeśli partner nie wyjdzie z podobną inicjatywą. Sama praca nad sobą DLA partnera może być afrodyzjakiem - to z mojego osobistego punktu widzenia, ale trzeba to chyba robić z pewnym polotem - nie "zmuszę się dla ciebie" lecz "chcę Ci dać coś fajnego od siebie"
      • bgz0702 Re: Ma ochote na seks ale.... 09.09.13, 17:41
        bigbadpig napisał:

        > Sam żyję w związku w którym na luzie i otwarcie, staram się życzliwie, mówię w
        > skrócie: "potrzebuję kobiety do seksu, a pod ręką mam Ciebie". z drugiej strony
        > moja żona jest w moim życiu postacią ze ścisłej czołówki pod wieloma względami
        > , ona to wie, sumując pola na których jest dla mnie ważna/fajna/fascynująca/krę
        > cąca wychodzi jej bycie wysoka pozycja którą niełatwo byłoby komuś przeskoczyć
        > w konkurencji i brak monogamicznego paradygmatu w moim myśleniu nie budzi w nie
        > j chyba poczucia zagrożenia (na ile jestem w stanie stwierdzić)
        >
        cool
      • marek.zak1 Re: Ma ochote na seks ale.... 09.09.13, 20:30
        Na pewno twojej żonie jest miło, że mówisz jej życzliwie, że możesz z każdą, ale skoro ty jesteś pod reką...
        Ważne jest też zapewnienie, że jest w czołówce. To na pewno dajej jej dużo satysfakcji.
        • bgz0702 Re: Ma ochote na seks ale.... 09.09.13, 21:02
          marek.zak1 napisał:

          > Na pewno twojej żonie jest miło, że mówisz jej życzliwie, że możesz z każdą, al
          > e skoro ty jesteś pod reką...
          > Ważne jest też zapewnienie, że jest w czołówce. To na pewno dajej jej dużo saty
          > sfakcji.

          poczucie humoru jest niezbędne dla długo a i dla krótkodystansowców też
        • bigbadpig Re: Ma ochote na seks ale.... 09.09.13, 21:13
          na pewno wiesz lepiej, że nie. znasz przecież każdy typ człowieka, na swoim przykładzie zrozumiałeś jakie potrzeby dowolna osoba musi mieć spełnione aby "było jej miło" :P
          • potwor_z_piccadilly Re: Ma ochote na seks ale.... 09.09.13, 21:23
            bigbadpig napisał:

            "potrzebuję kobiety do seksu, a pod ręką mam ciebie"

            Bez względu na kontekst tej wypowiedzi, ja nie wierzę że do żony tak powiedziałeś.
            Chyba że ?
            Chyba że Ty w Waszym związku jesteś dominatorem i Ty dyktujesz warunki, a ona potulnie na nie się zgadza (przynajmniej oficjalnie).
            • bgz0702 Re: Ma ochote na seks ale.... 09.09.13, 21:30
              potwor_z_piccadilly napisał:

              > bigbadpig napisał:
              >
              > "potrzebuję kobiety do seksu, a pod ręką mam ciebie"
              >
              > Bez względu na kontekst tej wypowiedzi, ja nie wierzę że do żony tak powiedział
              > eś.
              > Chyba że ?
              > Chyba że Ty w Waszym związku jesteś dominatorem i Ty dyktujesz warunki, a ona p
              > otulnie na nie się zgadza (przynajmniej oficjalnie).

              nie ma poczucia humoru w waszych zwiazkach?
              • potwor_z_piccadilly Re: Ma ochote na seks ale.... 09.09.13, 21:40
                bgz0702 napisała:

                > nie ma poczucia humoru w waszych zwiazkach?

                Jest, ale tego typu wypowiedź można porównać do żartów typu : jantoś się do mnie zalecoł, konskim gównem we mnie rzucoł.
                • bgz0702 Re: Ma ochote na seks ale.... 09.09.13, 21:47
                  potwor_z_piccadilly napisał:

                  > bgz0702 napisała:
                  >
                  > > nie ma poczucia humoru w waszych zwiazkach?
                  >
                  > Jest, ale tego typu wypowiedź można porównać do żartów typu : jantoś się do mni
                  > e zalecoł, konskim gównem we mnie rzucoł.

                  panocku tośmy se pogadali. Ja w mojej wieloletniej karierze seksualnej przyżywałam akty, które nie były poprzedzane zalotami, a po prostu: ciach. I jak to mówi mój mąż: spięty byłem... i tyle. Moze jednym razem zaloty, a innym niekoniecznie albo też zaloty tylko inaczej
            • bigbadpig Re: Ma ochote na seks ale.... 09.09.13, 21:48
              ok, ciężko za pomocą forum przekazać znaczenie pewnych słów nie pisząc elaboratu typu "tl/dr"

              pierwsza sprawa - nie do końca jasno się wyraziłem powyżej:
              po pierwsze moja żona wie o tym ode mnie i jest to prawda - jest najfajniejszą laską jaką kiedykolwiek lepiej poznałem pod względem charakteru, kiedy wyjeżdżamy gdzieś ze znajomymi a bez dzieciaka zawsze urywamy się na jakiś czas sami, tylko dlatego, że świetnie się bawimy sami.

              po drugie podoba mi się do tego stopnia, że po 11-tu latach małżeństwa ciągle jej włażę do łazienki aby popatrzeć kiedy się myje, itd. itp.,

              kolejne aspekty związku nie są może tak spektakularne (o ile te są :P) ale składają się na całość w której ona jest dla mnie najfajniejszą kobieta jaką kiedykolwiek poznałem, a ona o tym wie (jak sądzę)

              kolejne sprawa jest taka, że moja żona zdecydowania nie należy do księzniczek, wychowała się na wsi z bratem i bandą kuzynów, efekt jest taki, że gdy kiedyś spytałem, czy mogę zobaczyć jej pamiętnik z dzieciństwa, powiedziała uśmiechając się, abym oddał bez posklejanych kartek. jeździ ze mną na gokartach, ogląda zdjęcia nagich kobiet (dzisiaj pochwaliła się, że z nudów w pracy znalazła blog zmarsa.pl i ma zabawę w przeglądanie niekkończącej się litanii stron tak aby nikt ze współpracowników jej nie przyłapał)

              a teraz ostatnie: gdybyś zapytał moją żonę o kwestię, męskich tęsknot do odrzucenia monogamii, to powiedziałaby Ci, że ten który mówi inaczej kłamie lub ma coś nie tak z libido. tak ocenia mężczyzn. ja sądzę, że oboje tak uważamy, ty mówisz, że w to nie wierzysz, twoja sprawa, ale próbowałem ci oddać obraz związku który najwyraźniej nie jest taki jak twój i z tego powodu nie potrafisz go właściwie ocenić.

              do tego (nie wiem czy to jednoznacznie wynika z mojego wcześniejszego postu), aktualnie nie mam zamiaru tych pragnień realizować, a to z chęci bycia uczciwym.

              moja żona wie, że lecę na nią i nie tylko na nią, to wszystko. sypiam z nią bo z nią mogę, gdybym mógł sypiać z nią i kilkoma jej/moimi znajomymi chętnie bym skorzystał; nie wiem skąd pomysł, że nie może istnieć kobieta która to rozumie i akceptuje z drobnym wtrąceniem od siebie - jeśli mnie zdradzisz póki mam taką figurę to zginiesz. wierzę. nie zdradzam. i nie kłamię, że na myśl o jej piczy, zapominam, o całym świecie.

              ależ mi wyszedł elaborat tl/dr :P
              • potwor_z_piccadilly Re: Ma ochote na seks ale.... 09.09.13, 22:07
                bigbadpig napisał:

                > moja żona wie, że lecę na nią i nie tylko na nią, to wszystko. sypiam z nią bo
                > z nią mogę, gdybym mógł sypiać z nią i kilkoma jej/moimi znajomymi chętnie bym
                > skorzystał;

                Wiedzieć może, domyślać się, ale Ty masz jej tego nie mówić, nawet żartem.
                Dlaczego ?
                Bo mimowolnie wkodowujesz w jej podświadomość niepewność co do roli jaką ona w związku pełni.
                To siła wyższa, wierz mi.
                Ty żyjesz z nią 11 lat, ja ze swoją prawie 30.
                Generalnie to chyba porządny i rozwojowy z Ciebie facet, ale by w pełni rozwinąć skrzydła, małego szlifu jeszcze potrzebujesz.

              • mojemail3 Re: Ma ochote na seks ale.... 09.09.13, 22:39
                bigbadpig napisał:

                (...)gdybyś zapytał moją żonę o kwestię, męskich tęsknot do odrzucenia monogamii, to powiedziałaby Ci, że ten który mówi inaczej kłamie lub ma coś nie tak z libido(...)"

                A pytałeś ją o kwestię kobiecych tęsknot do odrzucenia monogamii??
                Zakładam,że z libido Twojej żony wszystko gra ;-)
                I po tych 11 latach też sobie "zdrowo" fantazjuje nie tylko o tobie...
                • marek.zak1 Re: Ma ochote na seks ale.... 09.09.13, 22:46
                  Jego ma w realu :)
                • bigbadpig Re: Ma ochote na seks ale.... 09.09.13, 23:23
                  @potwor_z_piccadilly
                  > To siła wyższa, wierz mi.
                  > Ty żyjesz z nią 11 lat, ja ze swoją prawie 30.
                  Jakoś nie wierzę. Naprawdę mam wierzyć tylko dlatego, że podałeś swój staż? Może znajdźmy kogo kto odbębnił 50-kę i zakasuje nas obu radami 'uniwersalnymi dla wszystkich związków'?

                  @mojemail3
                  > A pytałeś ją o kwestię kobiecych tęsknot do odrzucenia monogamii??
                  Tak, pytałem; moja żona twierdzi, że nie wyobraża sobie jak dotąd kochanka tylko do łóżka, i że gdyby miała sobie wyobrazić, że mnie zdradzi to z kimś z kim się związałaby emocjonalnie do czego nie dopuści, sam podzieliłem się moją opinią, że nie zawsze udaje nam się w porę nad tym zapanować. To, że jakoś tam czasem fantazjuje to wiem (a nie domyślam się). Nie wiem czy to jest wg. Ciebie "zdrowo", nie klasyfikowałem tego jakoś szczególnie :P Dopóki widzę, że seksi się z chęcią, traktuję to jako probierz i dobry omen.

                  Napisałem 'jak dotąd' bo oboje jesteśmy z tych co poszli przed orła a nie ołtarz - nie dlatego, że się boimy święconej wody (choć teraz ona boi się nas) ale dlatego, że mamy niechęć do deklaracji z cyklu 'aż do śmierci'.

                  Mam dziwne wrażenie, że szczere, a jednak życzliwe rozmowy na każdy temat w związku - na forum budzą jakieś niezdrowe zdziwienie, mogę się tylko domyślać dlaczego. Nie domyślam się tylko jak, moje wynurzenia o tym co sobie mówię z żoną, sprowokowały marka.żaka do fantazji o tym, co moja żona ma w realu, ale więcej powiedziałeś w ten sposób o sobie niż o mojej żonie.
                  • mojemail3 Re: Ma ochote na seks ale.... 09.09.13, 23:43
                    bigbadpig:

                    (...)"Tak, pytałem; moja żona twierdzi, że nie wyobraża sobie jak dotąd kochanka tylko do łóżka, i że gdyby miała sobie wyobrazić, że mnie zdradzi to z kimś z kim się związałaby emocjonalnie do czego nie dopuści (...)"

                    To jest suma uczucia, lojalności, dyplomacji i babskiego sprytu;-)
                    I własnie w tym rzecz,żeby się tak pięknie zwodzić...
                    • bigbadpig Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 00:18
                      Ok, nie mam zamiaru ciągnąć tej dyskusji, bo to nawet nie mój wątek, ale rozumiem, że Twoim zdaniem, jeśli ja akurat znam taką wersję od niej i w nią wierzę, gdyż nie lubię mnożyć teorii i zgodnie z zaleceniem Ockhama zakładam jaką godną zaufania tą wersję którą po prostu słyszę, która nie wymaga dodatkowych podpórek, to Twoim zdaniem błądzę, a Ty wiesz lepiej, że jestem okłamywany z pomocą uniwersalnego kobiecego sprytu? To nie jest tak, że ona dzieli się ze mną wiedzą o sobie, lub chociaż wiarą w to kim jest; ona po prostu w imię lojalności dyplomatycznie rozmija się z prawdą, ja baran w to wierzę? Chodzi o to, że skoro ja ujawniam przed żoną moje ciągoty na cały babski ród, to jej seksualność automatycznie odpowiada reakcją w postaci ukrywanych przede mną podobnych pragnień? Czy jest jeszcze jakaś inna reguła, która o tym mówi, że po prostu nie może istnieć kobieta, nie odczuwająca potrzeby seksu z obcym partnerem bez wcześniejszej relacji emocjonalnej? Bo innego argumentu za tą opinią o zwodzeniu nie widzę, chyba, że napisałem coś o jej słowach które ja nie właściwie interpretuje, a tymczasem ona tam między wierszami do forumowiczów odsłania te pragnienia?

                      Pytam, bo nie jestem pewien jak interpretować Twoją wypowiedź
                      • mojemail3 Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 00:36
                        bigbadpig:

                        (...)"Czy jest jeszcze jakaś inna reguła, która o tym mówi, że po prostu nie może istnieć kobieta, nie odczuwająca potrzeby seksu z obcym partnerem bez wcześniejszej relacji emocjonalnej?"

                        Oooo, a jednak coś Cię zaniepokoiło w mojej niewinnej prowokacji;-)
                        Ależ powszechnie się uważa,że kobiety NIE odczuwają potrzeby seksu z obcym partnerem bez wcześniejszej relacji emocjonalnej...Że niby my kobiety musimy się obowiązkowo zakochać i być całe w skowronkach przed " hop do łóżka"...
                        Ciekawe co na to szanowne gremium XX ??

                        >> (...)"Pytam, bo nie jestem pewien jak interpretować Twoją wypowiedź"


                        Nie przemuj się za bardzo interpretacją, załóż że jestem wredną intrygantką a wszystkich mierzę swoją miarą ;-)
                        A żonie wierz na słowo, nie żartuję teraz!

                        • bigbadpig Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 00:45
                          Zaskakująca wolta, bo to nie ja, a Ty pisałaś/eś opinie oparte o jakieś powszechne mniemania :P
                          Ja raczej jestem zdania, że stereotypy a nawet statystyka nie mówią kompletnie nic o konkretnych przypadkach. Tak, więc strzelasz w stopę, wypominając mi to 'powszechnie się uważa' po napisaniu jak to nie może być, że moja żona mówi prawdę, jak to wchodzi do gry babski spryt, dyplomacja i zwodzenie. Nic mnie nie zaniepokoiło, ciekaw byłem czy rzeczywiście budujesz wnioski na tak słabych podstawach, sorry.
                          • mojemail3 Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 00:52
                            bigbadpig napisał:

                            > Zaskakująca wolta, bo to nie ja, a Ty pisałaś/eś opinie oparte o jakieś powszec
                            > hne mniemania :P
                            > Ja raczej jestem zdania, że stereotypy a nawet statystyka nie mówią kompletnie
                            > nic o konkretnych przypadkach. Tak, więc strzelasz w stopę, wypominając mi to '
                            > powszechnie się uważa' po napisaniu jak to nie może być, że moja żona mówi praw
                            > dę, jak to wchodzi do gry babski spryt, dyplomacja i zwodzenie. Nic mnie nie za
                            > niepokoiło, ciekaw byłem czy rzeczywiście budujesz wnioski na tak słabych podst
                            > awach, sorry.

                            Daj spokój, zaperzasz się na całego...
                            Nic Ci nie wypominam, nie zakładam,że Twoja żona kłamie, wszystko nadinterpretacja...
                            Czyli też prowokacja, no to remis;-)
                            Dobranoc...
                            • bigbadpig Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 02:12
                              > Daj spokój
                              No dobra :)
                          • hello-kitty2 Re: Pytanie do bigbadpig 10.09.13, 21:34
                            bigbadpig napisał:

                            > Zaskakująca wolta, bo to nie ja, a Ty pisałaś/eś opinie oparte o jakieś powszec
                            > hne mniemania :P
                            > Ja raczej jestem zdania, że stereotypy a nawet statystyka nie mówią kompletnie
                            > nic o konkretnych przypadkach. Tak, więc strzelasz w stopę, wypominając mi to '
                            > powszechnie się uważa' po napisaniu jak to nie może być, że moja żona mówi praw
                            > dę, jak to wchodzi do gry babski spryt, dyplomacja i zwodzenie. Nic mnie nie za
                            > niepokoiło, ciekaw byłem czy rzeczywiście budujesz wnioski na tak słabych podst
                            > awach, sorry.

                            A mnie tylko zastanowila jedna rzecz: gdyby ona jednak miala (ujawnione czy nieujawnione przed Toba, bez znaczenia) teoretyczne zainteresowanie seksem z innymi mezczyznami (juz teraz, w chwili obecnej, w sposob ciagly, bez emocjonalnego bla bla bla, takie, jakie masz Ty w stosunku do kobiet spelniajace Twoje wymagania brzegowe) to to by cos zmienialo w Twoim postrzeganiu jej i Waszego zwiazku?
                            • bigbadpig Re: Pytanie do bigbadpig 10.09.13, 22:18
                              Pytanie jest ciekawe, ale rozpatrywanie takiej teoretycznej sytuacji ma tą słabość, że musiałbym sobie najpierw to wszystko wymysleć: jaka byłaby skala tego jej teoretycznego zainteresowania, w jakiś sposób by mi o tym powiedziała, i wreszcie - chyba najważniejsze - musiałbym sobie wyobrazić siebie w tej sytuacji. Jest to obarczone takim ryzykiem, że mógłbym w tą scenkę wstawić swój nieprawdziwy obraz. Moja odpowiedź byłaby opisem sytuacji, w której większość czynników sobie wyobraziłem po swojemu, ty czytając odpowiedź, przyłożyłabyś ją do pytania, dla którego sama, chcąc - nie chcąc, dodałabyś własne tło. Nie chcę topić tego tematu w bagnie relatywizmu, ale wierzę we twierdzenie, że tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono.

                              W zamian, niczym Max Colonko mogę powiedzieć jak jest :P A jest tak, że rozmawiamy dość otwarcie z moją żoną o naszych preferencjach, wiem przykładowo, że mój brat jest w jej top 5 przystojniaków i mam nadzieję, że nie będę miał z tym problemu, póki nie zobaczę, że coś nie gra. Wiem, że kiedy idę z nią przez park i przebiegają jakieś typowe AWF-owskie chłopaki w shortach do biegania, to ich dupy podobno prezentują się zdecydowanie lepiej niż dupy kolesi stacjonarnych, jak ja (też biegam ale chyba za mało na ten efekt :P)
                              Jest między nami w związku tak, że od czasu do czasu naciągamy się w rozmowach na jakieś bardziej ekscytujące zwierzenia (o ile ekscytujące to właściwe słowo w odniesieniu do rozmów w 11-to letnim związku :P ). Mnie osobiście to kręci. Ktoś kiedyś, nie pamiętam kto, powiedział: "szkoda, że nie mogę przelecieć Twojego mózgu" to samo czuję wobec mojej kobiety, im więcej tam znajdę pikanterii tym lepiej. Oczywiście pewnie do poziomu, w którym sam bym pękł, a którego nie znam jak już wspomniałem.
                              • mojemail3 Re: Pytanie do bigbadpig 10.09.13, 22:31
                                bigbadpig:

                                (...)"Jest między nami w związku tak, że od czasu do czasu naciągamy się w rozmowach na jakieś bardziej ekscytujące zwierzenia (o ile ekscytujące to właściwe słowo w odniesieniu do rozmów w 11-to letnim związku :P )"

                                A mnie zastanowiła wczoraj Twoja nieadekwatna, przesadna reakcja emocjonalna na moją niewinną prowokację...Już mi się nie chciało wczoraj rozwijać dywagacji w emocjach, nie przepadam za tłumaczeniem się w takiej atmosferze,milej było z Proteinem zejść na manowce...
                                Nie ma chyba nic gorszego, niż wiedzieć o partnerze wszystko, mieć 100 % pewność, co ta druga żona myśli i czuje np. " Moja żona nigdy by tego nie zrobiła" itp.
                                Przewidywalność zachowań partnera jest złudzeniem, a prowadzi prosto do...nudy w związku, więc nie oburzaj się, dopuść do siebie fakt,że o sobie wszystkiego do końca nie wiecie i że to jest dobre dla waszego związku...
                                • bigbadpig Re: Pytanie do bigbadpig 10.09.13, 23:16
                                  Moja reakcja dotyczyła słabości Twojej argumentacji, a raczej jej braku; przedstawiałaś swoje projekcje o kobiecych dyplomacjach, zwodzeniu i sprycie; a pytana o ich pochodzenie, uciekłaś się do "to była tylko prowokacja". Tyle było mojej reakcji - bo to mi wystarczyło do zaspokojenia ciekawości na temat podstaw na jakich zbudowałaś swoje twierdzenia. Sama na koniec się od nich zdystansowałaś - myślałem, że temat zamknięty.

                                  Nie przypominam sobie abym pisał cokolwiek, o wiedzeniu 'wszystkiego' i posiadaniu '100%' pewności, na temat partnera - więc nie wiem czemu pod moim postem tłumaczysz jaka jest Twoja opinia na ten temat. Mnie to nie interesuje i nie dotyczy - co by było twoim zdaniem gdyby wiedzieć o partnerze wszystko. Nie pisałem abyśmy "o sobie wszystkiego do końca" wiedzieli, ale dzięki za info Cpt Obvious :P
                                  • mojemail3 Re: Pytanie do bigbadpig 10.09.13, 23:29
                                    bigbadpig napisał:

                                    > Moja reakcja dotyczyła słabości Twojej argumentacji, a raczej jej braku; przeds
                                    > tawiałaś swoje projekcje o kobiecych dyplomacjach, zwodzeniu i sprycie;

                                    Na początek, cudownie się z tobą rozmawia;-)
                                    Nie przedstawiłam "projekcji o kobiecych dyplomacjach" a opinię,do której przychyliła się Kitty,że kobiety, owszem fantazjują a brednie o tym,że trzeba zaangażowania emocjonalnego,żeby mieć ochotę z facetem pójśc do łóżka można między bajki dla grzecznych dziewczynek włożyć.

                                    (...)"Mnie to nie interesuje i nie dotyczy - co by było twoim zdaniem gdyby wiedzieć o partnerze wszystko. Nie pisałem abyśmy "o sobie wszystkiego do końca" wiedzieli, ale dzięki za info Cpt Obviou"

                                    Ok, wygłupiłam się, nie będę już cię zamęczać kiepską argumentacją i nie dotyczącymi sprawy komentarzami ;-)
                                    Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego!
                              • mojemail3 Re: Pytanie do bigbadpig 10.09.13, 22:35
                                bigbadpig napisał:

                                (...)"Mnie osobiście to kręci. Ktoś kiedyś, nie pamiętam kto, powiedział: "szkoda, że nie mogę przelecieć Twojego mózgu" to samo czuję wobec mojej kobiety, im więcej tam znajdę pikanterii tym lepiej(...)"

                                Masz potrzebę kontroli partnerki?
                                Niewinne pytanie...
                                • bigbadpig Re: Pytanie do bigbadpig 11.09.13, 10:49
                                  Sorry, ale lepsze określenie to debilne pytanie. 'Przelecieć' to dla Ciebie synonim 'kontrolować'?
                              • hello-kitty2 Re: Pytanie do bigbadpig 10.09.13, 22:57
                                bigbadpig napisał:

                                > Pytanie jest ciekawe, ale rozpatrywanie takiej teoretycznej sytuacji ma tą słab
                                > ość, że musiałbym sobie najpierw to wszystko wymysleć: jaka byłaby skala tego j
                                > ej teoretycznego zainteresowania, w jakiś sposób by mi o tym powiedziała, i wre
                                > szcie - chyba najważniejsze - musiałbym sobie wyobrazić siebie w tej sytuacji.
                                > Jest to obarczone takim ryzykiem, że mógłbym w tą scenkę wstawić swój nieprawdz
                                > iwy obraz. Moja odpowiedź byłaby opisem sytuacji, w której większość czynników
                                > sobie wyobraziłem po swojemu, ty czytając odpowiedź, przyłożyłabyś ją do pytani
                                > a, dla którego sama, chcąc - nie chcąc, dodałabyś własne tło. Nie chcę topić te
                                > go tematu w bagnie relatywizmu, ale wierzę we twierdzenie, że tyle o sobie wiem
                                > y, na ile nas sprawdzono.

                                Zabawna ta Twoja odpwiedz wymijajaca. Czy to jest az tak teoretyczna sytuacja? A przeciez ja ta kobiete (Twoja zone) tylko urealnilam przez przypisanie jej tylko jednej cechy, ktora Ciebie charakteryzuje. Skoro Ty myslisz o seksie z innymi kobietami to co to znaczy? Ze ona tez mysli o tym z innymi mezczyznami. No czemu nie? Przeciez to tak samo naturalne jak u Ciebie. Nad czym sie tu zastanawiac? No ale przeciez Ty tez jestes cool tak jak ona jest i jakie ma to znaczenie czy ona tam leci na jakies samce czy nie, rozumiesz ja pewnie tak samo, jak ona Ciebie, nie? :) Bo to dziala w obie strony u Was, prawda?

                                Przypominasz mi Marka Zaka ale byles tu pierwszy :)
                                • bigbadpig Re: Pytanie do bigbadpig 10.09.13, 23:30
                                  Wybacz, może to zmęczenie ale nie zrozumiałem tej części
                                  > No ale przeciez Ty tez jestes cool tak jak ona jest i jakie ma to znaczeni
                                  > e czy ona tam leci na jakies samce czy nie, rozumiesz ja pewnie tak samo, jak o
                                  > na Ciebie, nie?

                                  Nie wiem, czemu piszesz o tym jaki jestem cool, albo może, że moja żona jest - zupełnie się zgubiłem, nie zarzucam Ci tutaj w brzydko zawoalowany sposób, niewystarczająco precyzyjnego sposobu wysławiania :P
                                  Po prostu jakoś do mnie nie dociera myśl przewodnia tego zdania. Np. wcześniej piszesz o tym, że niesłusznie przedstawiam twoje wcześniejsze pytanie jako zbyt abstrakcyjne, i ja ten zarzut rozumiem, choć się z nim nie zgadzam. Ale nie wiem czy to dalsze to jest coś jeszcze w temacie, coś o czym warto podyskutować :P

                                  Z markiem żakiem też nie rozumiem, jak mam to interpretować? To było coś w temacie? Jest sposób, żebyś mi wyjaśniła jak to się ma do mojej wypowiedzi, w jaki sposób z nią koresponduje, albo chociaż czy to ma być znana forumowa zabawa w odchodzenie od tematu w kierunku ad personam (a sądząc po jedynym poście marka żaka jaki kojarzę, i widocznym tam braku szczególnej troski o podparcie czymkolwiek swojej odważnej wypowiedzi sądzę, że to może być dobry trop :P )
                                  • mojemail3 Re: ostatnie pytanko do bigbadpig... 10.09.13, 23:43
                                    bigbadpig napisał:

                                    (...)" czy to ma być znana forumowa zabawa w odchodzenie od tematu w kierunku ad personam (...)"

                                    Słuchaj,nie posuwasz się za daleko w swoich nadinterpretacjach naszych wpisów?
                                    Mamy się tłumaczyć z każdego przecinka?
                                    Rzadko kiedy mam problem ze zrozumieniem o co komu chodzi, a u ciebie czysta retoryka, treści niewiele a ubrane w przedziwną stylistyczną formę...
                                    Kim ty jesteś z zawodu,że tak spytam?
                                    Mój prosty inżynierski łeb nie ogarnia twego kunsztu wypowiedzi;-)
                                    • jesod Mój prosty inżynierski łeb 11.09.13, 00:34
                                      mojemail3 napisała:
                                      > Mój prosty inżynierski łeb nie ogarnia twego kunsztu wypowiedzi;-)

                                      Mojemail3 Ty też jesteś inżynierem... ? Toż to jakiś wysyp inżynierów na tym forum! Zbieg okoliczności czy też zamierzony przypadek? :)
                                      • mojemail3 Re: Mój prosty inżynierski łeb 11.09.13, 02:03
                                        jesod napisała:
                                        >
                                        > Mojemail3 Ty też jesteś inżynierem... ? Toż to jakiś wysyp inżynierów na tym fo
                                        > rum! Zbieg okoliczności czy też zamierzony przypadek? :)

                                        Też, a "wysyp" to myślę,że jednak "próba statystyczna" przekroju wykształcenia;-)
                                        Na dodatek dość przyziemnymi sprawami się zajmuję.

                                        Pytałam z ciekawości o zawód, bo może pokornie powinnam przyjąć, że mój ciasny umysł nie ogarnia zbyt wiele, ale...Hellera czytuję i coś niecoś pojmuję a bigbadpiga za cholerę;-)
                                        • urquhart Re: Mój prosty inżynierski łeb 11.09.13, 08:11
                                          > > Mojemail3 Ty też jesteś inżynierem... ? Toż to jakiś wysyp inżynierów na
                                          > Też, a "wysyp" to myślę,że jednak "próba statystyczna" przekroju wykształceni

                                          I ja.
                                          Raczej niezbędna ale pragmatyczna ciekawość zjawisk i świata oraz kojarzenie związków przyczynowo skutkowych jak to działa w odróżnieniu od życzeniowego nastawienia, prkatycznego wykorzystania odkryć i technologii :)
                                          pl.wikipedia.org/wiki/In%C5%BCynieria
                                          • hello-kitty2 Re: Mój prosty inżynierski łeb 11.09.13, 08:46
                                            urquhart napisał:

                                            > > > Mojemail3 Ty też jesteś inżynierem... ? Toż to jakiś wysyp inżynier
                                            > ów na
                                            > > Też, a "wysyp" to myślę,że jednak "próba statystyczna" przekroju wykształ
                                            > ceni
                                            >
                                            > I ja.
                                            > Raczej niezbędna ale pragmatyczna ciekawość zjawisk i świata oraz kojarzenie zw
                                            > iązków przyczynowo skutkowych jak to działa w odróżnieniu od życzeniowego nasta
                                            > wienia, prkatycznego wykorzystania odkryć i technologii :)
                                            > pl.wikipedia.org/wiki/In%C5%BCynieria

                                            Wysoko testosteronowi panowie inzynierowie, zyc nie umierac! :) Pisalam bierzcie inzynierow i z kasa nie ma problemow.
                                            • marek.zak1 inzynier - dobra partia 11.09.13, 11:05
                                              Kitty, moja wspaniała zona na dobre się mną zainteresowała, gdy miałem niedługo dostać dyplom politechniki. Myślisz, że gdybym kończył studia humanistyczne moje szanse byłyby mniejsze?
                                    • bigbadpig Re: ostatnie pytanko do bigbadpig... 11.09.13, 01:35
                                      Nie rozumiem, co mój zawód ma tutaj do rzeczy?
                                      • jesod Nie rozumiem 11.09.13, 01:42
                                        bigbadpig napisał:
                                        > Nie rozumiem, co mój zawód ma tutaj do rzeczy?

                                        Że... rzeczywistość po inżyniersku skrzeczy. :)
                                    • bigbadpig Re: ostatnie pytanko do bigbadpig... 11.09.13, 02:30
                                      > Słuchaj,nie posuwasz się za daleko w swoich nadinterpretacjach naszych wpisów?

                                      Nie wiem, dlatego właśnie pytałem hello-kitty2.
                                      W odpowiedzi dostałem Twoją wypowiedź, na dodatek w liczbie mnogiej. Piszesz również w jej imieniu, czy jeszcze jakiejś innej grupy?
                                  • hello-kitty2 Re: Pytanie do bigbadpig 11.09.13, 08:43
                                    bigbadpig napisał:

                                    > Nie wiem, czemu piszesz o tym jaki jestem cool, albo może, że moja żona jest -
                                    > zupełnie się zgubiłem, nie zarzucam Ci tutaj w brzydko zawoalowany sposób, niew
                                    > ystarczająco precyzyjnego sposobu wysławiania :P
                                    > Po prostu jakoś do mnie nie dociera myśl przewodnia tego zdania. Np. wcześniej
                                    > piszesz o tym, że niesłusznie przedstawiam twoje wcześniejsze pytanie jako zbyt
                                    > abstrakcyjne, i ja ten zarzut rozumiem, choć się z nim nie zgadzam. Ale nie wi
                                    > em czy to dalsze to jest coś jeszcze w temacie, coś o czym warto podyskutować :
                                    > P

                                    PIsales, ze swobodnie z zona rozwawiacie na temat Twoich checi seksowania sie z innymi kobietami i ona to rozumie, jak to Proteinowy napisal 'normalna kobieta' jest. Wiec ja podsumowalam, ze ona jest cool. Zakladam, ze Ty jestes tak samo cool, skoro do siebie pasujecie i zakladam, ze rowniez nie masz nic przeciwko temu, zeby ona miala takie same checi jak Twoje i zeby o tym sobie swobodnie rozmawiac. Rozumiesz w dwie strony? Zgadza sie? Czy jednak myle sie i u Ciebie te swobodne wyjawianie pragnien dziala tylko w jedna strone?

                                    > Z markiem żakiem też nie rozumiem, jak mam to interpretować? To było coś w tema
                                    > cie? Jest sposób, żebyś mi wyjaśniła jak to się ma do mojej wypowiedzi, w jaki
                                    > sposób z nią koresponduje, albo chociaż czy to ma być znana forumowa zabawa w o
                                    > dchodzenie od tematu w kierunku ad personam (a sądząc po jedynym poście marka ż
                                    > aka jaki kojarzę, i widocznym tam braku szczególnej troski o podparcie czymkolw
                                    > iek swojej odważnej wypowiedzi sądzę, że to może być dobry trop :P )

                                    Oj to musialbys nas czytac/Marka czytac dluzej wiec Twoja ocena mojego tropu po przeczytaniu jednej wypowiedzi Marka jest hmm bezpodstawna. Chodzilo mi raczej o Marka najczestsze odniesienia czyli niekonczaca sie lecaca opowiesc: JA i MOJA WSPANIALA ZONA :) Ale traktuj to rozrywkowo, w przerwach miedzy przepychankami my sie tu jednak bawimy (przynajmniej ja).
                                    • bigbadpig Re: Pytanie do bigbadpig 11.09.13, 09:31
                                      No dobra, wydawało mi się, że wcześniej pisałaś coś - upraszczając - jak "Ty jesteś egoistycznie szczery, a widzę, że nie zniósłbyś takiej szczerości"
                                      Właściwie dalej mi się wydaje, że coś takiego pisałaś :P Ale może 24h przy komputerze robią swoje, mogło mi się to przyśnić na jawie; nie mam już wolnych zasobów aby to sprawdzać :P

                                      Ja nie wiem czy jestem taki cool, choć stawiałbym na 'tak'. Generalnie mam taką pół-żartem wizję, że gdybym moja żona żywiła dokładnie symetryczne uczucia wobec monogamii jak ja - to nasz związek dawno by się rozpadł w wyniku nieostrożnego eksplorowania obszarów swing :P
                                      • kag73 Re: Pytanie do bigbadpig 11.09.13, 09:59
                                        > Ja nie wiem czy jestem taki cool, choć stawiałbym na 'tak'. Generalnie mam taką
                                        > pół-żartem wizję, że gdybym moja żona żywiła dokładnie symetryczne uczucia wob
                                        > ec monogamii jak ja - to nasz związek dawno by się rozpadł w wyniku nieostrożne
                                        > go eksplorowania obszarów swing :P

                                        Przezabawne. Dlaczego mialby rozpasc sie zwiazek dwoch zainteresowanych swingiem? Nie widze powodu, seks seksem a zycie zyciem, zwiazek zwiazkiem. Do tego, jasne wiem wiecej od Ciebie, bo Tobie zdaje sie brakowac wyobrazni, z duzym prawdopodobienstwem wbilbys sie jednak w monogamie tylko dlatego, zeby nie widziec/nie wiedziec, ze ktos inny posuwa Twoja zone;) Czysta teoria, nie znam Ciebie.
                                        Hmm, przemyslalam, Tobie brakuje empatii i wyobrazni inaczej zastanowilbys sie lepiej co moze czuc/myslec Twoja "normalna" zona slyszac Twoje wyznania, zastanowilbys sie co czulbys Ty i czy chcialbys to uslyszec czy nie. Troche na zasadzie "nie rob drugiemu co Tobie nie mile" a Ty nawet nie wiesz czy/co Tobie byloby mile, bo sie nie zastanawiales, tak piszesz. Poza tym, zona wychowana wsrod chlopakow nie ma zadnych iluzji co to ich "konstrukcji". Tobie takich doswiadczen z kobietami brakuje, inaczej duzo wiecej wiedzialbys o nich niz wiesz teraz.

                                        • bigbadpig Re: Pytanie do bigbadpig 11.09.13, 10:47
                                          Jak na czyste teorie na mój temat, dziwnie zajmuje Cię ich produkcja.
                                          • kag73 Re: Pytanie do bigbadpig 11.09.13, 11:05
                                            bigbadpig napisał:

                                            > Jak na czyste teorie na mój temat, dziwnie zajmuje Cię ich produkcja.

                                            Aaa, bo nie mam co robic, popijam sobie kawke przed kompem i produkuje ;)
                                    • zyg_zyg_zyg Re: Pytanie do bigbadpig 11.09.13, 09:44
                                      Chodzilo mi raczej
                                      > o Marka najczestsze odniesienia czyli niekonczaca sie lecaca opowiesc: JA i MO
                                      > JA WSPANIALA ZONA :) Ale traktuj to rozrywkowo, w przerwach miedzy przepychanka
                                      > mi my sie tu jednak bawimy (przynajmniej ja).

                                      Nie wiem, laski, czemuście się tak przywaliły do Biga. Do rzeczy kolega pisze i ja nie mam problemów z jego rozumieniem. Nie bardzo kąsam, co mu właściwie zarzucacie. Pisze fajnie o sobie i swojej żonie, bynajmniej nie rozciągając tego na całą populację mężczyzn i kobiet ani nie traktując swojego związku i doświadczeń jako wzorca z wzorca z Sevres, uniwersalnego i działającego dla każdego. Ja z przyjemnością i ciekawością czytam o takich związkach i żonach z krwi i kości - w przeciwieństwie do jakichś kosmitek, które opisują co poniektórzy ;-)

                                      Też mi się nie chce wymyślać, co bym zrobiła, gdyby mój mąż powiedział, że chciałby zerżnąć koleżankę z pracy, albo że mnie zdradził. Po kiego? Zobaczymy, jak już powie... :-)
                                      • mojemail3 Re: Pytanie do bigbadpig 11.09.13, 10:13
                                        zyg_zyg_zyg napisała:

                                        > Nie wiem, laski, czemuście się tak przywaliły do Biga. Do rzeczy kolega pisze i
                                        > ja nie mam problemów z jego rozumieniem.

                                        Zasadniczo, odwaliłam się od Biga, przywalać się nie zamierzam;-)
                                        Dla jednego do rzeczy,dla innego od rzeczy, tak jest świat ułożony,że nie wszyscy musimy się w pół słowa rozumieć...
                              • kag73 Re: Pytanie do bigbadpig 11.09.13, 00:23
                                Musze powiedziec, ze mam podobne odczucia jak Kitty. Nie, zeby to kogos mialo bolec albo interesowac, ale jestem rozczarowana Twoja odpowiedza, bigbadpig. Spodziewalam sie, ze w dobrym, udanym zwiazku, gdzie ludzie sie lubia i chetnie ze soba sypiaja a do tego jedno z nich otwarcie mowi drugiemu o swojej chceci na inne osoby...a jednoczesnie jest lojalnym i stawia partnerke na pierwszym miejscu, nie powinno brakowac empatii i przyjecia na spokojnie, ze ludzie jednak tak bardzo sie od siebie nie roznia(bez wzgledu na plec), czyli tez widza innych, mieliby ochote ale sa wierni i lojalni, bo tego chca i sie oplaca.
                                Hmm, pachnie mi to takim typowym stereotypem i do tego mysleniem zyczeniowym. Ja, facet, wiadomo, nie monogamista, ale poki co zonka atrakcyjna, problemow nie ma co szukac, a ona...no coz kobieta, to inna bajka, wiadomo uczucia emocje te sprawy, nie nie potrafilaby. Wiem, to nie myslenie zyczeniowe, tylko fakt, bo wiesz to od niej. Ludzie lubia czasem podtrzymywac stereotypy, trzymac sie swojej roli, nawet wierza w to czesto. W efekcie koncowym chwile slbosci moze miec kazdy. Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono. I dobrze i niech tak bedzie. Hmm, chyba nie potrafilbys wziac na klate tego co ona potrafila. Nie, Ty nie jestes cool. Ty lubisz zyczliwa szczerosc czy szczera zyczliwosc, ale biada gdy uslyszalbys cos czego wolalbys nie uslyszec. Tak sobie pisze moje przemyslenia na ten temat, nie musisz czuc sie osadzany, nie to jest moim celem. Nie musisz tez sie tlumaczyc, bo Cie nie dotyczy, rozwazania teoretyczne zaczela Kitty a Ty widac wczuc sie nie potrafisz. Hmm, dziwne, tak malo empatii przy takiej otwartosci wzgledem partnerki. Nie zybym bron Boze uwazala, ze sobie nic takiego mowic nie mozna, sama mawiam mezowi, ze mam ochote na seks a on jest pod reka, oczywiscie on sie z tego powodu nie obraza ani nie stresuje, wie tez, ze ja spoko seks moge i dla sportu, uczucia mi do tego nie potrzeba. I co z tego? Nic, bo podobnie jak Ty mam udany zwiazek, gdzie seks sprawia frajde. A to, ze on podobnie jak ja moglby z inna to tez sobie moge wyobrazic, dlczego niby nie? Nawet pytac o to nie musze. Jest tak samo czlowiekiem jak ja. Ze oboje tego nie robimy, to juz inna bajka.
                                • bigbadpig Re: Pytanie do bigbadpig 11.09.13, 01:37
                                  Ale wiesz to wszystko o mnie, znacznie więcej niż ja o sobie, bo napisałem, że nie lubię zabawy w co by było gdyby? Czy są jakieś dodatkowe przesłanki? Pytam, bo jestem autentycznie ciekaw, co zdradza taki, nie znany, mi mój portret psychologiczny.
                  • protein.spill Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 00:07
                    > Mam dziwne wrażenie, że szczere, a jednak życzliwe rozmowy na każdy temat w zwi
                    > ązku - na forum budzą jakieś niezdrowe zdziwienie, mogę się tylko domyślać dlac
                    > zego. Nie domyślam się tylko jak, moje wynurzenia o tym co sobie mówię z żoną,
                    > sprowokowały marka.żaka do fantazji o tym, co moja żona ma w realu, ale więcej
                    > powiedziałeś w ten sposób o sobie niż o mojej żonie.

                    Moze to tylko dlatego, ze szybciej zareaguja ludzie, ktorych takie rzeczy dziwia. Jestem pewien ze masa innych (tak jak ja) czyta to i mysli sobie: wreszcie ktos ze zdrowym podejsciem do zycia a przy tym z normalna zona, ktora nie czuje sie zagrozona rzeczywistoscia, nie oobraza sie na nia i nie wymaga od swojego partnera produkcji bullshitu w celu utrzymania zwiazku.

                    Na tym forum bywa czasem nerwowo, bo wiele/wielu z nas ma zaburzone relacje w zwiazkach i jest pozbawiona seksu, co czesto jest tylko czubkiem gory lodowej ktora sklada sie tez z braku zaufania, rozczarowania, chlodu albo szantazu emocjonalnego i pewnie wiele innych.
                    • bigbadpig Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 00:25
                      Dzięki, bo zacząłem się zastanawiać czy nie jestem jakimś dziwolągiem, albo schizofrenikiem wierzącym w świat którego nie ma :P
                      • protein.spill Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 07:43
                        bigbadpig napisał:

                        > Dzięki, bo zacząłem się zastanawiać czy nie jestem jakimś dziwolągiem, albo sch
                        > izofrenikiem wierzącym w świat którego nie ma :P

                        Wydaje mi sie, ze nie bez znaczenia jest to ze wzieliscie slub "przed orlem a nie oltarzem". Jak ktos nie potrzebuje niewidzialnych bytow wyzszych do uzasadnienia istnienia swojego i calej rzeczywistosci, to jest wieksza szansa, ze bedzie drazyl ta rzeczywistosc taka jaka jest, zamiast probowac ja zaklinac.

                        Strzelam oczywiscie w ciemno, ale widze to u wielu ludzi w moim polskim otoczeniu: czwarta opona mozgowa, zrobiona z pana Boga i aniolkow, kaze im sie obrazac na rzeczywistosc, jezeli nie jest ladna. Z drugiej strony pozwala im widziec swoje wlasne akcje w swietlistym nimbie czynienia dobra. No i preferowac proste, ckliwe przypowiesci ponad zlozonosc swiata obiektywnego.

                        • mojemail3 Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 09:17
                          protein.spill napisał(a):

                          "A jak jest? Zabrzmialas jak moja dawna nauczycielka..."

                          No jest jak jest oczywiście;-)
                          A przynajmniej ładna i młoda ta nauczycielka była? Czy mam podobny mentorski ton?


                          > Strzelam oczywiscie w ciemno, ale widze to u wielu ludzi w moim polskim otoczen
                          > iu: czwarta opona mozgowa, zrobiona z pana Boga i aniolkow, kaze im sie obrazac
                          > na rzeczywistosc, jezeli nie jest ladna. Z drugiej strony pozwala im widziec s
                          > woje wlasne akcje w swietlistym nimbie czynienia dobra. No i preferowac proste,
                          > ckliwe przypowiesci ponad zlozonosc swiata obiektywnego.
                          >
                          Zyskałeś inne spojrzenie, z oddali widzisz "polskie podwórko"ale ta próba osób z twego otoczenia nie jest przecież reprezentatywna...
                          W którymś wywiadzie Stasiuk pisał,że jesteśmy narodem o dość histerycznym usposobieniu, ja się z tym zgadzam i nie chcę się wyrzekać tej nieco neurotycznej duszy, to też moje dziedzictwo...
                          Co do jak to określiłeś : "czwartej opony mózgowej"...to daj ludziom żyć jak chcą, doświadczenia zweryfikują ( albo nie) ich podejście-może tak im łatwiej.
                          " Świetlisty nimb czynienia dobra" ...do dobre, chyba rozumiem o czym piszesz, ale może nie będę naświetlać...
                          Mi jest dobrze ze świadomością,że jestem zwykłym, pospolitym grzesznikiem a rozjechane w obie strony opinie otoczenia przyjmuję ze spokojem.
                          • protein.spill Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 12:36
                            mojemail3 napisała:

                            > "A jak jest? Zabrzmialas jak moja dawna nauczycielka..."
                            >
                            > No jest jak jest oczywiście;-)
                            > A przynajmniej ładna i młoda ta nauczycielka była? Czy mam podobny mentorski t
                            > on?

                            Pani w srednim wieku, kok i okulary.
                            Chodzilo o izolowanie wyszczekanych gowniarzy.

                            > Zyskałeś inne spojrzenie, z oddali widzisz "polskie podwórko"ale ta próba osób
                            > z twego otoczenia nie jest przecież reprezentatywna...
                            > W którymś wywiadzie Stasiuk pisał,że jesteśmy narodem o dość histerycznym uspos
                            > obieniu, ja się z tym zgadzam i nie chcę się wyrzekać tej nieco neurotycznej du
                            > szy, to też moje dziedzictwo...
                            > Co do jak to określiłeś : "czwartej opony mózgowej"...to daj ludziom żyć jak ch
                            > cą, doświadczenia zweryfikują ( albo nie) ich podejście-może tak im łatwiej.
                            > " Świetlisty nimb czynienia dobra" ...do dobre, chyba rozumiem o czym piszesz,
                            > ale może nie będę naświetlać...
                            > Mi jest dobrze ze świadomością,że jestem zwykłym, pospolitym grzesznikiem a roz
                            > jechane w obie strony opinie otoczenia przyjmuję ze spokojem.

                            Przyczepilem sie do wierzacych, nie Polakow. Ale racja, nie ma co isc dalej w tym kierunku, dosc juz offtopw w tym watku z mojej strony.

                            Pozdrawiam,
                    • mojemail3 Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 00:41
                      protein.spill napisał(a):

                      (...)"Jestem pewien ze masa innych (tak jak ja) czyta to i mysli sobie: wreszcie ktos ze zdrowym podejsciem do zycia(...)"

                      A Ty sie tu mój drogi ze swym " zdrowym podejściem" koledze nie polecaj, bo wszyscy wiemy dzięki Tobie jak jest;-)

                      Dobrej nocy...

                      • protein.spill Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 07:24
                        mojemail3 napisała:

                        > A Ty sie tu mój drogi ze swym " zdrowym podejściem" koledze nie polecaj, bo wsz
                        > yscy wiemy dzięki Tobie jak jest;-)

                        A jak jest? Zabrzmialas jak moja dawna nauczycielka...

                        > Dobrej nocy...
                        Milego dnia.
                  • potwor_z_piccadilly Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 06:40
                    bigbadpig napisał:

                    > > To siła wyższa, wierz mi.
                    > > Ty żyjesz z nią 11 lat, ja ze swoją prawie 30.
                    > Jakoś nie wierzę. Naprawdę mam wierzyć tylko dlatego, że podałeś swój staż? Mo
                    > że znajdźmy kogo kto odbębnił 50-kę i zakasuje nas obu radami 'uniwersalnymi dl
                    > a wszystkich związków'?

                    Sądzę że powinieneś wierzyć, a to tylko po to by Twoje orgiastyczne fantazje w jakiejś formie spełniły się.
                    Jeszcze tylko mały cytat.
                    Dezyderata (fragment)
                    wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie
                    wysłuchaj też innych, nawet tępych i nieświadomych,
                    oni też maja swoją opowieść
                  • zyg_zyg_zyg Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 09:16
                    > Mam dziwne wrażenie, że szczere, a jednak życzliwe rozmowy na każdy temat w zwi
                    > ązku - na forum budzą jakieś niezdrowe zdziwienie,

                    We mnie tylko zwykłą zazdrość :-)
                  • marek.zak1 Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 09:30
                    Stwierdziłem oczywistość, że Twoja, ani niczyja żona nie fantazjuje o facecie, którego ma obok. To jest zresztą dokładne twierdzenie jednej z tutejszych dziewczyn.
                    • kag73 Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 10:01
                      marek.zak1 napisał:

                      > Stwierdziłem oczywistość, że Twoja, ani niczyja żona nie fantazjuje o facecie,
                      > którego ma obok. To jest zresztą dokładne twierdzenie jednej z tutejszych dziew
                      > czyn.

                      To tez nie do konca prawda, nikt w cudzych glowach nie siedzi, znamy co najwyzej tylko swoje wlasne mysli, na szczescie:) Jak najbardziej mozna fantazjowac o facecie ktorego ma sie obok, inna moze byc tylko konfiguracja/okolicznosci/liczba osob/technika, co tam jeszcze. Jak nabardziej ten obok moze byc elementem fantazji, co nie wyklucza obenosci w niej rowniez kogos innego;)
                      • marek.zak1 Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 10:12
                        To jest jedna z opcji wyobraźni, czyli najgrzeczniejsza - ten ktoś obok (ale w różnej postaci), ktoś obok plus jeszcze ktoś, bądź zupełnie inne osoby.
                        Jedna z was napisała, że po co moja zona ma fantazjować o tobie, jesli juz jestes obok. Z pokorą czytam wasze wpisy :)
                        • kag73 Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 10:17
                          "jedna" z nas to jeszcze nie kazda. Zreszta ciesz sie, ze mozesz, bo jestes obok, gorzej by bylo gdyby Cie nie dopuszczala a tylko o Tobie fantazjowala:) A tak, psinco o kim fantazjuje, wazne, ze to CIEBIE dopuszcza;))
                        • mojemail3 Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 10:35

                          Mam nadzieje Marku,ze i te grzeczne i te grzeszne wpisy przelozysz na piekna literature;-)
                          • marek.zak1 Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 10:46
                            Postaram sie :).
                            Grzeczne wpisy tu: zakbajka.blog.onet.pl/.
                            Niegrzeczne w korekcie w wydawnictiwie.
                            Zaraz Kraków. Bye :)
                            • kag73 Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 11:18
                              marek.zak1 napisał:

                              > Postaram sie :).
                              > Grzeczne wpisy tu: zakbajka.blog.onet.pl/.

                              Marku, bardzo podbaja mi sie Twoje wiersze dla dzieci. Bajeczki o wiewiorce jeszcze nie przeczytalam, ale na pewno to zrobie, jak znajde chwile czasu:)
                              >
      • gogol77 Re: Ma ochote na seks ale.... 09.09.13, 22:17
        bigbadpig napisał:
        .... Sama praca nad sobą DLA partnera może być afrodyzjakiem - to z mojego osobistego punktu widzenia, ale trzeba to chyba robić z pewnym polotem - nie "zmuszę się dla ciebie"
        lecz "chcę Ci dać coś fajnego od siebie"

        To wciąż za mało by było afrodyzjakiem. Jak afrodyzjak działa np. tekst: "mam mokrą cipke, zrób coś z tym", "bzyknij mnie bo mi się chce" itp.
        Bo to że "chce mi dać coś fajnego" dalej budziło by podejrzenia, że to nie jej ciało pragnie seksu ale, że kocha mnie, więc chce mi zrobić frajdę. Choć seks ze mną uważa za przereklamowany.
        A przecież dobry seks jest wtedy gdy pragniemy zarówno ciałem jak i "duchem".
        • bigbadpig Re: Ma ochote na seks ale.... 09.09.13, 23:41
          Rozumiem o czym mówisz, ale wyobraź sobie taką sytuację:
          Jest posucha w łóżku (j.w.). W końcu żona stwierdza, że zgodnie ze znaną maksymą, zacznie zmieniać świat od siebie i mówi:
          - przytyłam, a wiem, że lubiłeś mnie szczuplejszą. Od dzisiaj zabieram się jednak, za świetny zestaw ćwiczeń + dieta i zobaczysz jaką będziesz miał laskę za XX miesięcy.

          Na to ja, mając ciągle jakąś wolę walki o ten związek, powiem mniej więcej tak:
          - zajebiście, bo leży to wiele dla mnie znaczy. ale skoro ty będziesz ćwiczyć, to ja zacznę biegać żeby nie siedzieć jak kiep na kanapie.
          na co ona znowu:
          - nie przeszkadza mi, że siedzisz, ale jakbyś wreszcie się przyłożył i nastawił jednak na dłuższe pieszczoty przed seksem, to byłoby fajnie.

          Do tego co opisałem trzeba jeszcze chęci, ale przypływ dobrej karmy może być zauważalny. Wiem, że to co opisuję może nie przekonywać wielu osób, ale skoro do mnie przemawia to pewnie nie tylko do mnie.
          Dobry seks jest wtedy gdy pragniemy również DLA partnera, a nie "robię to co pragnę bo o to chodzi w seksie, żeby nie robić niczego na co nie mam ochoty". Oczywiście są gdzieś te negatywne granice, ale ja ostatnie 8-7 lat spędziłem na coraz większym ogarnianiu, że dobry seks mam wtedy jak dobrze zadbam o żonę. Jak to mówiło stare dobre MTV "miłość zawsze wraca do Ciebie" :P

          A, jeśli żona uważa seks ze mną za przereklamowany; to trudno oczekiwać, że to się po prostu samo zmieni i dopiero wtedy zaczniemy się starać.
      • moletka5 fatalnie powiedziane 11.09.13, 10:19
        bigbadpig napisał:

        > Sam żyję w związku w którym na luzie i otwarcie, staram się życzliwie, mówię w
        > skrócie: "potrzebuję kobiety do seksu, a pod ręką mam Ciebie".

        Według mnie to źle brzmi.
        Bo jak chcesz posuwać inne, a nie posuwasz to opcje są dwie.

        Pierwsza to taka, że chcesz posuwać inne, ale nie możesz, czyli jesteś dupa wołowa. A czemu żona ma być ta ostatnia i dawać, tam gdzie inne nie chcą ?

        Druga to taka, że chcesz i możesz, ale co w takim układzie gwarantuje, że tego nie zrobisz ? Jaka jest pozycja kobiety w takim układzie ? Znaczy co ? Puchar przechodni ? Fast food ? Która chciałaby być pierwszą lepszą ?
        • bigbadpig Re: fatalnie powiedziane 11.09.13, 11:20
          Fakt, że wierzysz w to, że właśnie udało Ci się wyczerpać wachlarz możliwych wyjaśnień sytuacji w obcym Ci związku, obcego człowieka - moim zdaniem, oznacza, że masz za wysokie mniemanie o uniwersalności Twoich doświadczeń, albo zbyt wąską wyobraźnię. Nie chce mi się bardzo rozwodzić, ale słyszałaś kiedyś o uczciwości w związku i trzymaniu się konstytuujących go zasad? Moja żona nigdy nie dała mi poznać, abym mój seks na boku mógł być dla niej ok, stąd jestem w praktyce stu procentowym, szarym monogamistą. To co najwyraźniej różnie mnie od Twojego partnera, to fakt, że gdybym miał 'legalną' możliwość sypiania z kobietami które mi się podobają, to bym ją brał w ciemno. Nie mam, jak już napisałem na samym początku. U ciebie to chyba kwalifikuje się pod pierwszą z dwu jedynie-możliwych opcji - jestem dupa wołowa.
          • marek.zak1 Re: fatalnie powiedziane 11.09.13, 11:40
            Masz legalną możliwość. To nie jest karalne.
            • kag73 Re: fatalnie powiedziane 11.09.13, 11:53
              marek.zak1 napisał:

              > Masz legalną możliwość. To nie jest karalne.

              Marek, "porzadni" ludzie dotrzymuja warunkow umowy i nie unieszczesliwiaja partnerow biznesowych, przynajmniej nie, jezeli interes dobrze idzie. Poza tym on "zginie" gdyby zdradzil, powiedziala mu zona, wez to pod uwage;)
              Jak dla mnie to calkiem normalna sprawa: jestesmy sobie wierni, bo taka jest umowa, wiekszosc zaklada wylacznasc seksualna w zwiazku. Inne tendencje, preferencje, powody lojalnosci/wiernosci to rzecz drugorzedna. Tutaj, oficjalnie: ona jest wierna, bo z innym moglaby tylko jezeli laczylaby ja z nim wiez emocjonalna. On jest wierny, bo by zginal i bo ona wiernosci wymaga. Czy on wiernosci od niej wymaga nie wiemy, bo nie napisal. Niemniej jednak nie musi sie nad tym zastanawiac, bo ona do wiezi emocjonalnym z kims innym nie dopusci.
          • moletka5 Re: fatalnie powiedziane 11.09.13, 11:58
            Opcja chcę, ale nie mogę, ze względu na zasady.
            Kto przyjął te zasady, kto je wymyślił. A gdyby ich nie było, to co ?
            Czyli że tak naprawdę to związek cię ogranicza ? Partnerka czuje się jak coś, co stoi na przeszkodzie do twojego pełnego szczęścia ? Idź z Bogiem.
            A może lepiej powiedzieć "mogę mieć inne kobiety, ale wolę być z tobą, ze względu na to co nas łączy" ? Wtedy to twój wybór, nie spychasz z siebie odpowiedzialności na "zasady", "złe kobiety", "sytuację". Rozumiesz ? Jesteś wierny swojej kobiecie, bo ty tak chcesz, twoja wola, kropka.
            • marek.zak1 Re: fatalnie powiedziane 11.09.13, 12:06
              Oczywiście, jest to świadoma decyzja. W przypadku jej zmiany związek się rozpada. Są dwie opcje, żyć w związku i budować relacje, rodzinę, albo zmieniać partnerów na potencjalnie atrakcyjniejszych. Trzeciej drogi nie ma, no może zmiana na nowszy model po jakims czasie.
            • zyg_zyg_zyg Re: fatalnie powiedziane 11.09.13, 12:07
              Nie kradnę w sklepie, bo takie mam zasady. I to ja wybieram trzymanie się nich. Nie sądzę, żebym w związku z tym spychała z siebie jakąkolwiek odpowiedzialność. Przyzwolenie i zgoda żony na seks z inną kobietą to tak jak przyzwolenie i zgoda właściciela sklepu na to, żebym mogła coś zabrać bez płacenia z jego sklepu. Tylko czy wtedy można to nazwać kradzieżą i złamaniem zasad?
              • moletka5 Re: fatalnie powiedziane 11.09.13, 12:21
                Ja mówię co lepiej brzmi i jak może być odebrane, a nie jakie są zasady, albo co jest słuszne. To duża różnica :)
                • zyg_zyg_zyg Re: fatalnie powiedziane 11.09.13, 12:27
                  No dobra - jak brzmi dla Ciebie i jak może być odebrane przez Ciebie. Dlaczego sądzisz, że tak samo odczuwa żona Biga?
              • kag73 Re: fatalnie powiedziane 11.09.13, 12:51
                zyg_zyg_zyg napisała:

                > Nie kradnę w sklepie, bo takie mam zasady. I to ja wybieram trzymanie się nich.
                > Nie sądzę, żebym w związku z tym spychała z siebie jakąkolwiek odpowiedzialnoś
                > ć. Przyzwolenie i zgoda żony na seks z inną kobietą to tak jak przyzwolenie i z
                > goda właściciela sklepu na to, żebym mogła coś zabrać bez płacenia z jego sklep
                > u. Tylko czy wtedy można to nazwać kradzieżą i złamaniem zasad?

                Pytanie tylko czy wezmiesz to cos ze sklepu, bo wlasnie to potrzebujesz i i tak bys kupila, czy podziekujesz i nie wzmiesz, bo nie potrzebujesz:) Oczywiscie jezeli wezmiesz za przyzwoleniem to nie kradziez.
                Ja na ten przyklad zawsze mialam/mam przyzwolenie od meza na przespanie sie z kims innym w razie bym miala taka potrzebe. Nigdy dotad nie skorzystalam.
                • zyg_zyg_zyg Re: fatalnie powiedziane 11.09.13, 13:29
                  > Pytanie tylko czy wezmiesz to cos ze sklepu, bo wlasnie to potrzebujesz i i tak
                  > bys kupila, czy podziekujesz i nie wzmiesz, bo nie potrzebujesz:)

                  Powiedzmy, że to nie potrzeba, ale chęć. Na przykład chciałabym spróbować prawdziwych trufli, ale ich nie kupię, bo mnie nie stać.

                  Czy to coś zmienia?
                • bigbadpig Re: fatalnie powiedziane 11.09.13, 13:30
                  @kag73 napisała:
                  > Ja na ten przyklad zawsze mialam/mam przyzwolenie od meza na przespanie sie z
                  I tu się może wreszcie spotykamy :P Zdarzało mi się mówić żonie, że jeśli mnie zdradzi w formule 'jednorazowego wyskoku', to jedyne czego chcę to nie wiedzieć. Można to potraktować jako zgodę na zdradę :P
                  • kag73 Re: fatalnie powiedziane 11.09.13, 14:09
                    bigbadpig napisał:

                    > @kag73 napisała:
                    > > Ja na ten przyklad zawsze mialam/mam przyzwolenie od meza na przespanie s
                    > ie z
                    > I tu się może wreszcie spotykamy :P Zdarzało mi się mówić żonie, że jeśli mnie
                    > zdradzi w formule 'jednorazowego wyskoku', to jedyne czego chcę to nie wiedzieć
                    > . Można to potraktować jako zgodę na zdradę :P

                    Nie, nie, to nie jest jednoznaczne ze zgoda na zdrade. Zycie jest pelne niespodzianek, moze zdarzyc sie wszystko i zdajemy sobie z tego sprawe. Ty powiedziales zonie jak ma sie zachowac w razie "W", bo to pomogloby uniknac koniecznosci podejmowania jakichs krokow, wyciagania konsekwsencji, rozsterek, bycia zranionym. My oboje z mezem mamy ustalone, ze w razie takiego "jednorazowego wyskoku", zadne z nas nie chce o tym wiedziec, bo ta wiedza jest nam do niczego niepotrzebna, wrecz przeciwnie. Co nie zmienai faktu, ze zadne z nas nie biega i nie szuka teraz jednorazowej okazji co by sie przespac z kims innym, ale zdarzyc sie moze wszystko.
                    kwestia interpretacji. Znam przypadek, ze przezorna zona, na rozlake mezowi dala paczke kondomow, bo wiadomo wszystko sie moze zdarzyc i nie chce ryzykowac syfa albo innego dziadostwa.To, ze on interpretuje to jako przyzwolenie na zdrade, to juz inna bajka, prawda?
            • bigbadpig Re: fatalnie powiedziane 11.09.13, 13:33
              @moletka5, czy ty w ogóle czytasz ze zrozumieniem?
              Napisałem chyba nawet kilkukrotnie, jak wysoko cenię moją żonę, jest dla mnie partnerką najatrakcyjniejszą, w szeroko rozumianym sensie, jaką miałem możliwość upolować. Udało mi się, więc nie pozwolę sobie, przynajmniej na mój obecny stan świadomości, na jej stratę. Ponadto uczciwość wobec niej jest dla mnie kluczowa, ponieważ w ogóle uważam się za człowieka uczciwego, a wobec żony staram się taki być szczególnie
              A Ty mi tu wyskakujesz z tekstami:

              > Czyli że tak naprawdę to związek cię ogranicza ?

              Po pierwsze związek chyba zawsze ogranicza na pewnych polach, otwierając jednak w zamian inne - myślałem, że inni też tak mają :P

              > Partnerka czuje się jak coś, co stoi na
              > przeszkodzie do twojego pełnego szczęścia ? Idź z Bogiem.

              Nie pisałem jak się czuje partnerka, ty zaś chyba piszesz o tym jak Ty byś się czuła. Nie widzę powodu dla którego miałbym się zgodzić, że każdy powinien czuć się jak Ty w zadanej sytuacji.
    • majkamowi POMOZEMY 10.09.13, 12:55
      Wejdź na www.pinkfon.pl :)
    • majkamowi Re: Ma ochote na seks ale.... 10.09.13, 12:56
      [url=http://www.pinkfon.pl]Porno na telefon[/url]

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka