Dodaj do ulubionych

Nie wiem co robić...

18.02.14, 12:42
nie daje rady. Dziś pierwszy raz od 6lat przejrzałam jego komputer... żałuje... wolałam chyba żyć nie wiedząc. Odkryłam konto na sex fotce, jego wiadomości tam, komentarze zdjęć kobiet... Pełno filmów erotycznych, zdjęć itd
Jak on może pytać inna ile bierze za sex, czy ma jakieś lokum itp itd ? Co mam zrobić ? on wraca do domu za 45min :( zrobić awanture i wyjść? czy przemilczeć i obserwować dalej ? nie jestem w stanie go przyłapać, ma taką pracę że nie da się określić gdzie i z kim był. nie wytrzymam za chwile i pęknę... łzy same płyną... ja go kocham... jesteśmy 3lata po ślubie, wszystko jest cudownie, nigdy się nie kłócimy... boli to strasznie...
Obserwuj wątek
    • marek.zak1 Re: Nie wiem co robić... 18.02.14, 12:49
      2 zdania wypowiedziane spokojnym głosem (nie łatwo, wiem).
      1. Wiem o twoich zainteresowaniach.
      2. Konczysz z tym dzisiaj, jak nie - do widzenia. Lewo- prawo.

      Nie kontynuuj dyskusji. Czekaj na odpowiedź.
      M.
    • kotoshi Re: Nie wiem co robić... 18.02.14, 13:01
      Ale doopek... Pewnie będzie Ci wmawiał, że wszyscy faceci tak mają.
    • that.bitch.is.sick Re: Nie wiem co robić... 18.02.14, 14:12
      mikaa82 napisał(a):

      > nie daje rady. Dziś pierwszy raz od 6lat przejrzałam jego komputer... żałuje...
      > wolałam chyba żyć nie wiedząc. Odkryłam konto na sex fotce, jego wiadomości ta
      > m, komentarze zdjęć kobiet... Pełno filmów erotycznych, zdjęć itd
      > Jak on może pytać inna ile bierze za sex, czy ma jakieś lokum itp itd ? Co mam
      > zrobić ? on wraca do domu za 45min :( zrobić awanture i wyjść? czy przemilczeć
      > i obserwować dalej ? nie jestem w stanie go przyłapać, ma taką pracę że nie da
      > się określić gdzie i z kim był. nie wytrzymam za chwile i pęknę... łzy same pły
      > ną... ja go kocham... jesteśmy 3lata po ślubie, wszystko jest cudownie, nigdy s
      > ię nie kłócimy... boli to strasznie...


      To są jakieś braki albo w związku i w osobowości. Jeśli w osobowości (np. kiepski stosunek do zasad, sabotowanie jakiś norm społecznych) to jest szansa że taka osoba podejmie kiedyś światłą decyzję jak chce żyć. Najważniejsze że on ma do podjęcia swoją decyzję ty masz swoją. To nie jest tak że mu zabronisz i w rolę rodzica bym tu nie radziła wchodzić. To tylko nasili. Musisz sobie przemyśleć i dodać do obrazu człowieka z którym jesteś te cechy które się ujawniły. I postępować adekwatnie do tej wiedzy. Wówczas jest szansa że on przestanie uciekać przed tym obrazem siebie bo teraz ucieka, udaje sam przed sobą że jest świetnym mężem i tylko coś na boku mąci. Zdrajcy,osoby nieuczciwie muszą spojrzeć na siebie w prawdzie tego czynu skoro normalnie szkoda wyrządzana innym do nich nie dociera (nie dociera dopóki ich to nie krzywdzi i jest im przyjemnie, moralność kalego), zabranianie, kłótnie zazdrości tylko oddalają taką osobę od spojrzenia w lustro. A to jest jedyna droga do zmiany.


      Freedom's just another word for nothing left to lose
      Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
    • dolores34 Re: Nie wiem co robić... 18.02.14, 14:31
      Mikaa82 u mnie było to samo.Też odkryłam to kilka lat temu...teraz pilnuje się i kryje jak kret przede mną.
      I zdawało się, że w domu taki przykładny i dobry mąż. Poza domem swój świat. Też wyjeżdża i robi co chce ( bo to jego praca).
      Brak zaufania spowodował, że bardzo się oddaliłam od niego. Zamknęłam się.
      Czasem probuje coś...ale chyba mu dobrze w takim oddaleniu. Robi co chce.
      Ja żyję marzeniami...jak długo nie wiem. To taki typ i tak ma... w domu żona i nawet jakbym nie wiem jak się starała to i tak żonę widzieć będzie.
      Poddałam się. Twoj może mieć tak samo.
      A może porozmawiaj z nim? U mnie rozmowy nic nie dały bo on rozmawiać nie chce.
      Czy będziesz potrafiła z tym żyć? Sama zadaj sobie to pytanie.
    • twojabogini Re: Nie wiem co robić... 18.02.14, 14:41
      Jeśli przejrzałaś komputer, to prawdopodobnie dlatego, że już wcześniej coś cię niepokoiło. Jeśli dotąd tłumiłaś w sobie niepokój, podejrzenia "wolałaś żyć nie wiedząc" - to w chwili gdy dokonałaś swojego odkrycia wszystkie te emocje wypłynęły.
      Czyli twoja reakcja to nie tylko reakcja na bieżąco, ale także wylew wszystkich do tej pory tłumionych emocji.
      Jedno jest pewne - w stanie takiego pobudzenia emocjonalnego nie jesteś w stanie podejmować racjonalnych decyzji. Poczekaj z decyzjami. Co nie znaczy, że nie możesz dać upustu emocjom. Masz prawo powiedzieć mężowi jak się czujesz w związku z tym co odkryłaś i z jego postępowaniem. Uważaj jednak - bo w stanie w którym jesteś będzie mu bardzo łatwo ciebie zranić.

      Jeśli usłysz, że postępuje tak bo ty coś robisz lub nie robisz - nie wierz w to. To jedna z najpodlejszych metod obrony. Atak. W bliskich związkach opartych na zaufaniu i miłości niedopuszczalna. Choć skuteczna - gdy kobieta coś takiego usłyszy, czuje się znokautowana...i winna. nie daj się manipulować w ten sposób.

      Daj sobie czas na uspokojenie emocji - dzień, tydzień - ile potrzebujesz. Dobrze robi zmiana otoczenia. Gdy poczujesz, że jesteś w stanie racjonalnie myśleć, wtedy dopiero planuj co dokładnie zrobisz (odejdziesz, zostaniesz, postawisz warunki, lub będziesz udawać, że nie wiesz). Jeśli miałabym cię przed czymś ostrzec - to przed wchodzeniem w rolę osoby kontrolującej męża - to niszczy. Bo kobieta musi być wtedy stale w stanie podwyższonej gotowości i stale obawia się, że coś wykryje. Na dłuższa metę tak się nie da.

      W ramach zimnego prysznica (oraz twojego bezpieczeństwa) proponuję zapisać siebie i męża na badania w kierunku HIV i WR, oraz HCV. Zimny prysznic - bo jest szansa że do męża dotrze, że takie zachowania mogą mieć konsekwencje. Dla zdrowia - bo im szybciej się dowiesz o ewentualnej infekcji, tym lepiej. Jeśli będziesz zwlekać z badaniami - to zafundujesz sobie koszmar - bo i tak stale będziesz żyć w strachu o zakażenie. Jeśli mąż nie wykona badan, zrób je ty - i dopóki mąż sienie przebada unikaj zachowań narażających cię na zakażenie.

      Co do postępowania męża - są środowiska w których takie postępowanie jest "normą", głównie niektóre środowiska pracy. Znajoma miała męża który pracował jako mechanik samochodowy w salonie firmowym - wszyscy panowie byli żonaci i wszyscy korzystali z usług agencji oraz ofert z portali erotycznych. W takim przypadku jednym wyjściem jest zmiana pracy. Zostając w takim środowisku każdy nadal będzie postępował w ten sposób, żeby nie wiem jak twierdził, że nie.

      Nie martw się. Wiem, że ci trudno. Na pociechę - znam parę kobiet, które były w podobnej sytuacji - wszystko się z czasem ułożyło. Emocje też. Bądź dobra dla siebie i poszukaj kogoś w realu, kto ci pomoże, pozwoli się wypłakać i cię wesprze. Samej będzie ci trudno. Jeśli poczujesz, że ta sytuacja cię przerasta, załamuje, że po upływie dajmy na to dwóch dni nadal jesteś rozbita i źle funkcjonujesz - zgłoś się do psychologa i ewentualnie do psychiatry po leki, które pomogą ci przetrwać (są takie i ich używanie jest bezpieczne). Czekanie nie pomaga, robi się gorzej.







      • kutuzow Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 11:22
        twojabogini napisała:
        > To jedna z najpodlejszych metod obrony. Atak. W bliskich związkach opartych n
        > a zaufaniu i miłości niedopuszczalna.

        Mocno mnie to rozbawiło. Rozumiem, że mamy tutaj "związek oparty na zaufaniu", więc ew. obrona gościa będzie "najpodlejszyą metodą obrony", w przeciwieństwie do grzebania w kompie które to pogłębia i cementuje zaufanie w związku buhahaha

        TB ---> po raz kolejny Twój post można opisać jednym zdaniem: -sprowadź gościa do parteru i pokaż mu kto tu rządzi.
        1. "W ramach zimnego prysznica (oraz twojego bezpieczeństwa) proponuję zapisać siebie i męża na badania" - no to wcale nie jest wchodzenie w rolę mamusi. Weź męża za rękę i idź z nim do doktora. Równie mocny efekt "zimnego prysznica" będzie gdy rzuci mu do podpisania papiery rozwodowe...tylko tutaj ryzyko co będzie jak gość powie "sprawdzam" i wyjdzie na to że laska blefuje (z rozwodem).

        2. Co do postępowania męża - są środowiska w których takie postępowanie jest "norm
        > ą", ..... W takim przypadku jednym wyjściem jest zmiana pracy.

        Co do postępowania żony (grzebania w kompie), czy to także jest wina środowiska pracy? Czy to raczej osobista cecha i ew. postulowanie zmiany pracy żony niewiele pomoże?

        Wierze, że chcesz nawet dobrze, ale Twoje metody/rady są równie wkurzające jak styl wypowiedzi gościa którego ostatnio linkował Urqu:
        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149643421,149643421,Co_nas_unieszczesliwia_czyli_koncert_zyczen_.html
        P.S. Nie popieram zachowania gościa, wkurzają mnie tylko takie jednostronne rady pt. "trzymaj go teraz krótko". Zamiast spróbować dotrzeć do sedna problemu -co leży u podstawy takiego zachowania, tępimy tylko objawy.
        • twojabogini Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 11:43
          kutuzow napisał:

          Drogi kutuzow, wykazujesz totalny brak kultury, jakim jest wdawanie się w osobiste polemiki w wątku problemowym. Aby nie naruszać zasad dobrego wychowania, nie wdam się z tobą w polemikę w tym wątku.

          Natomiast, ponieważ twoja wypowiedź jest złośliwa także w stosunku do autorki wątku, w tym zakresie się do niej odniosę.

          Nie jest standardowym zachowaniem przeszukiwanie rzeczy osobistych partnera i jest to zachowanie na co dzień niedopuszczalne. Jednak w sytuacji, gdy podejrzewa się że jest się oszukiwanym przez partnera/partnerkę - jest to zachowanie jak najbardziej racjonalne i uzasadnione. Autorka wątku nie sprawdzała jego komputera wiedziona ciekawością, czy chęcią kontroli, ale chęcią dowiedzenia się prawdy o swoim związku i odzyskania kontroli nad własnym życiem.

          Co do wykonania badań - to jedyne rozsądne wyjście z sytuacji, gdy dowiadujemy się o zdradzie partnera, lub ją podejrzewamy. Lepiej się zbadać, co nie jest ani bardzo kosztowne, ani czasochłonne, niż przez następnych parę lat tłumić strach, że jest się czymś zarażonym. Zimny prysznic dla partnera - że nie ma prawa narażać naszego zdrowia i życia bez naszej wiedzy i zgody (co innego, gdy para uzgodni związek otwarty i godzi się na ryzyko z tym związane) to nie jest wchodzenie w rolę matki, tylko wyjście z roli ofiary.









          • kutuzow Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 13:29
            twojabogini napisała:
            > Natomiast, ponieważ twoja wypowiedź jest złośliwa także w stosunku do autorki w
            > ątku, w tym zakresie się do niej odniosę.

            Żebyś się nie czuła prześladowana odniosę się tylko do Twoich porad.

            > Nie jest standardowym zachowaniem przeszukiwanie rzeczy osobistych partnera i j
            > est to zachowanie na co dzień niedopuszczalne. Jednak w sytuacji, gdy podejrzew
            > a się że jest się oszukiwanym przez partnera/partnerkę - jest to zachowanie jak
            > najbardziej racjonalne i uzasadnione.

            Widzisz, wchodzimy tutaj na dość śliski moralnie teren. Co jeśli przeszukanie nie potwierdzi naszych domysłów?
            Poza tym czemu przeszukanie kompa lub telefonu ma być OK, może rozciągnąć to także na inne środki jak przeszukanie torebki, przeczytanie korespondencji/maila itp.
            Czy wynajęcie detektywa który śledzi (żeby potwierdzić nasze domysły) także jest OK? Przecież powód jest ten sam.
            Jak widzisz łatwo zgubić się gdy się przekroczy pewną granicę. Dlatego wytknąłem w poprzedniej wypowiedzi fakt że zasłaniasz się "zaufaniem w związku".

            > Autorka wątku nie sprawdzała jego komput
            > era wiedziona ciekawością, czy chęcią kontroli, ale chęcią dowiedzenia się praw
            > dy o swoim związku i odzyskania kontroli nad własnym życiem.

            Sorry, ale takie tłumaczenie to nic innego jak ściemnianie mające na celu zmniejszenie "winy" osoby która to robi.


            > Co do wykonania badań - to jedyne rozsądne wyjście z sytuacji, gdy dowiadujemy
            > się o zdradzie partnera,

            Owszem -wykonanie badań SAMEMU, a nie "zapisywanie męża do lekarza". Mąż jest już duży i sam potrafi o siebie zadbać. Nie potrzeba mu matkować w celu odwalania "pokazówki".

            Ogólnie, autorka dowiedziała się czegoś (pomijam sposób w jaki to odkryła) i może SAMA podjąć decyzję na podstawie wiedzy którą ma teraz. Próba skracania smyczy na której ma byc teraz maż nic nie da. Pewnie są jakieś powody dla których gość się zachowuje tak a nie inaczej i albo chce je odkryć, albo nie. Twoje zaś porady nijak mają się do SEDNA PROBLEMU, a jedynie radzą jak poradzić sobie z widocznymi objawami kryzysu. Jeśli nic nie zmienią u podstaw to gość przy większej kontroli po prostu lepiej zacznie się ukrywać i nic to nie zmieni.
        • mojemail3 Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 11:46
          kutuzow napisał:

          (...)"Co do postępowania żony (grzebania w kompie), czy to także jest wina środowiska pracy? Czy to raczej osobista cecha i ew. postulowanie zmiany pracy żony niewiele pomoże?(...)"

          Słuchaj, ale co to znaczy grzebanie w kompie? Sprawdzenie historii przeglądania? Ja nie mam z tym problemu, obydwu komputerów razem używamy, tak samo samochodu, konta itp.
          Jakby koleś nie miał nic do ukrycia, to by żonie powiedział, nie?
          Przeglądanie ok, ale umawianie się z panienkami to już dalej idące działania.


          > P.S. Nie popieram zachowania gościa, wkurzają mnie tylko takie jednostronne rad
          > y pt. "trzymaj go teraz krótko". Zamiast spróbować dotrzeć do sedna problemu -c
          > o leży u podstawy takiego zachowania, tępimy tylko objawy.

          No to jak myślisz, co może leżeć u podstawy takiego zachowania?Jestem ciekawa...
          Myślę,że trzymać należy krótko takiego kolesia, trzy lata to już za długo.
          • kutuzow Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 13:38
            mojemail3 napisała:

            > Słuchaj, ale co to znaczy grzebanie w kompie? Sprawdzenie historii przeglądania
            > ?
            Wiesz to nie tylko sprawdzenie historii przeglądarki. Żeby dowiedzieć się takich rzeczy o których pisała autorka trzeba zagłębić się trochę mocniej:

            "Odkryłam konto na sex fotce, jego wiadomości tam, komentarze zdjęć kobiet... Pełno filmów erotycznych, zdjęć itd"

            > ? Ja nie mam z tym problemu, obydwu komputerów razem używamy, tak samo samocho
            > du, konta itp.

            Widzisz, Ty nie masz tajemnic. Niektórzy jednak lubią zachować sobie trochę prywatności. Nawet Perel pisała że to dobrze robi na namiętność.
            Ja wychodzę z założenia, że tak jak nie czyta się czyiś pamiętników czy listów, tak nie grzebie się w kompie/Facebooku/poczcie.

            Jeśli partner chce nam o czymś powiedzieć to to zrobi. Jeśli nie chce -powinniśmy uszanować jego PRYWATNOŚĆ.

            > Przeglądanie ok, ale umawianie się z panienkami to już dalej idące działania.
            Ja nigdzie nie piszę, że zachowanie gościa jest OK bo NIE JEST. Tylko to że on robi źle nie znaczy, że naruszanie prywatności przez nią jest nagle czynem pozytywnym (bo tez nie jest).

            > Myślę,że trzymać należy krótko takiego kolesia, trzy lata to już za długo.
            Ja zaś myślę że należy dojść do PRZYCZYNY takiego zachowania. "Trzymanie krótko" spowoduje tylko że gość lepiej się zacznie kryć. Dopóki czegoś nie zmienią w związku (o ile chcą oboje), to nic się nie zmieni. Rady trzymaj go krótko, to jak mawiał mój ś.p. dziadek "leczenie syfa pudrem".

            • orzech69 Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 14:01
              kutuzow napisał:
              > Jeśli partner chce nam o czymś powiedzieć to to zrobi. Jeśli nie chce -powinniś
              > my uszanować jego PRYWATNOŚĆ.
              Ło matko aż oplułem monitor. Proszę ostrzegać przed napisaniem takich słów.
              Uprawiasz sex, pieniądze są waszą wspólną własnością i nie można zobaczyć co w Internecie ?
              To jak będziesz podejrzewał że bierze narkotyki to też przez szacunek dla prywatności nie sprawdzisz tego ?
              Kontrola jest najwyższym stopniem zaufania.
              Ps
              No chyba że przed ślubem ustala się warunki na jakich zasadach ten związek ma istnieć.
              • kutuzow Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 14:10
                orzech69 napisał:
                > Kontrola jest najwyższym stopniem zaufania.
                > Ps
                > No chyba że przed ślubem ustala się warunki na jakich zasadach ten związek ma i
                > stnieć.

                Orzech --> na chwilę przyjmę Twój punkt widzenia.
                gdzie zatem jest granica tej kontroli?

                Czy wynajęcie detektywa jest OK?
                Ostatnio w Newsweeku był duzy artykuł że Polacy mają ostatnio fazę na śledzenie współmałżonków i zbieranie "kwitów" na wypadek ew. rozwodu. Pisali o instalowaniu GPS-ów które rejestrują gdzie był współmałżonek, podsłuchów (nagrywają wszystkie rozmowy z danego dnia), programów szpiegowskich rejestrujących wszystkie wklepane znaki na klawiaturze (dobre do pozyskania haseł na pocztę i ew konta na portalach).
                Mnie osobiście zszokował środek którym facecji spryskują bieliznę żon wracających z delegacji/pracy który wykazuje czy są tam ślady spermy.

                nadal uważasz że taka kontrola jest OK?

                idźmy dalej -czy robiłeś test DNA swemu dziecku żeby wykazać "najwyższy stopień zaufania" do swojej żony (jak to sam napisałeś o kontroli)?

                widzisz, mój świat jest prosty. Każdy ma na wstępie u mnie pakiet zaufania i tylko od niego zależy czy go nadszarpnie. Wychodzę z założenia że nie potrzebuję sprawdzać. Jeśli tego zaufania już brak to wiedza niewiele zmieni dla samego związku. Jeśli nie będę wierzył swej partnerce to równie dobrze mogę się z nią rozstać, bo bliskości to już nie uzyskamy w takiej atmosferze.
                • orzech69 Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 14:42
                  kutuzow napisał:

                  > Orzech --> na chwilę przyjmę Twój punkt widzenia.
                  > gdzie zatem jest granica tej kontroli?
                  Ta granica jest płynna i dla każdego jest gdzie indziej. Nie ma jednej prostej odpowiedzi dobrej dla wszystkich.
                  Jak kogoś nie kontrolujesz to znaczy że ci nie zależy, nie ma w tobie zazdrości więc dobrze jest dać odczuć że go kontrolujesz. Żeby to wiedział. (cytat z wypowiedzi jednej kobiety)
                  Oczywiście wszystko z umiarem żeby nie popaść w skrajności.
                  • kutuzow Art 267 KK 19.02.14, 15:06
                    orzech69 napisał:
                    > Ta granica jest płynna i dla każdego jest gdzie indziej. Nie ma jednej prostej
                    > odpowiedzi dobrej dla wszystkich.

                    Orzech, Tobie tylko się wydaje że granica jest płynna. Ona jest jasno określona:


                    Art. 267. § 1. Kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do sieci telekomunikacyjnej lub przełamując albo omijając elektroniczne, magnetyczne, informatyczne lub inne szczególne jej zabezpieczenie,

                    podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

                    § 2. Tej samej karze podlega, kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do całości lub części systemu informatycznego.

                    § 3. Tej samej karze podlega, kto w celu uzyskania informacji, do której nie jest uprawniony, zakłada lub posługuje się urządzeniem podsłuchowym, wizualnym albo innym urządzeniem lub oprogramowaniem.

                    § 4. Tej samej karze podlega, kto informację uzyskaną w sposób określony w § 1-3 ujawnia innej osobie.

                    § 5. Ściganie przestępstwa określonego w § 1-4 następuje na wniosek pokrzywdzonego.


                    To dotyczy także współmałżonka. Poczytaj sobie np. ten wątek:
                    forumprawne.org/prawo-karne/42328-naruszenie-korespondencji-niewiernego-malzonka-bardzo-prosze-o-pomoc-dlugie.html
                    • t.akaja Re: Art 267 KK 19.02.14, 17:50
                      Tam gdzie się stosuje kodeks karny w związku, to oznacza jedno- to już nie związek.
                      • kutuzow Re: Art 267 KK 19.02.14, 17:55
                        t.akaja napisał(a):

                        > Tam gdzie się stosuje kodeks karny w związku, to oznacza jedno- to już nie zwią
                        > zek.

                        Zgodzę się pod jedną (niby drobną) zmianą:
                        Może tam gdzie stosuje się CZYNY KARALNE w związku to oznacza jedno - to już nie związek.

                        Przynajmniej dla mnie.
                        Jeśli nie miałbym zaufania do osoby z którą jestem to nie widzę sensu dalej ciągnąć związku.
                        Jeśli zaś mam jakieś poszlaki które powodują, że się zastanawiam czy ta osoba jest w porządku wobec mnie to zawsze mogę uważnie ją obserwować NIE NARUSZAJĄC jej prywatności i przy okazji nie łamiąc prawa.
                        • t.akaja Re: Art 267 KK 19.02.14, 18:01
                          Tak tyle że obserwować można do (przepraszam za wyrażenie) usranej śmierci i wciąż będziemy czuć tą niepewność.
                          • kutuzow Re: Art 267 KK 19.02.14, 18:18
                            t.akaja napisał(a):

                            > Tak tyle że obserwować można do (przepraszam za wyrażenie) usranej śmierci i wc
                            > iąż będziemy czuć tą niepewność.

                            Popełniasz podstawowy błąd zakładając, że można mieć pewność. Związek (niezależnie czy małżeństwo czy konkubinat) zawsze będzie związany z niepewnością. Dziś jest super, ale za kilka lat możne być inaczej. Co z tego że będziesz grzebała w kompie, czytała maile itp. i nic nie znajdziesz. Zawsze możesz czuć niepewność "czy kontroluje go wystarczająco dobrze". Może ma druga komórkę o której nie wiem. Może odpisuje z konta tylko w pracy itp.

                            Big dobrze to opisał:
                            "...to poglądy na mój prywatny użytek - albo ktoś jest mi obcy i mu nie ufam, albo jest mi bliski, lub w trzecim wariancie znam go ale wiem, że jest krętaczem któremu muszę patrzeć na ręce."

                            Jeśli nie ufasz swojemu partnerowi i podejrzewasz go o zdradę -to co to za związek?
                            Do czego Ci ew. dowód jego niewierności poza ew. sprawą rozwodową?



                        • marek.zak1 Re: Art 267 KK 19.02.14, 18:06
                          A pod jaki paragraf podchodzi walnięcie o ścianę laptopa, w którym znalazłbym erotyczne dyskusje partnerki.
                          Mówimy o zazdrości, podejrzeniu zdrady, konca zwiazku, co dla niektorych jest niemal końcem świata, więc poruszamy się w przestrzeni ekstremalnej emocji, rozpaczy, jak napisała założycielka. Na chłodno wszystko wygląda inaczej, sa paragrafy KK, ale to nie ten swiat.
                          • kutuzow Re: Art 267 KK 19.02.14, 18:12
                            marek.zak1 napisał:

                            > A pod jaki paragraf podchodzi walnięcie o ścianę laptopa, w którym znalazłbym e
                            > rotyczne dyskusje partnerki.

                            Widzisz Marku, zupełnie przypadkiem dałeś przykład który dobrze obrazuje skalę "przewinienia".
                            Walniesz laptopem o ścianę (warunek że nie grzebałeś wcześniej w nim), to odpowiadasz jedynie za jego zniszczenie. To Wasza współwłasność, więc pewnie nawet pod Kodeks Cywilny się to nie łapie (pewnie byłoby ciężko wygrać taką sprawę).

                            Naruszasz prywatność do którego ma prawo współmałżonek - łapiesz się na Kodeks Karny.

                            • marek.zak1 Re: Art 267 KK 19.02.14, 18:32
                              A jak żona jest częścią mnie :)?
                              • arcibiskup Nie wiem co robic ... 19.02.14, 19:02
                                Jak to co ?
                                Zacznij pracować nad swoim BMI. Co ostatnio zrobiłaś w tym kierunku?
                                Jak z BMI jest w miarę OK to odpowiedz nam na pytanie kiedy ostatnio był między Wami sex z Twojej inicjatywy? Jak liczysz w tygodniach lub co gorsza w miesiącach to należysz do grupy kobiet dzielących swoich partnerów z divami z roksy i odlotów. No chyba, że masz chłopa nieudacznika i go nie stać, albo ma inne zainteresowania. No w sumie nie wiem co gorsze.

                    • orzech69 Re: Art 267 KK 20.02.14, 10:07
                      Stosując prawo do tego przypadku to:
                      "Art. 267. § 1. Kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej,"
                      Dyskusyjne jest czy wiadomości kierowane do jej męża były nie przeznaczone dla niej. Ale nie skupiajmy się na tym tylko nad dalszym ciągiem przepisu:

                      " otwierając zamknięte pismo, podłączając się do sieci telekomunikacyjnej lub przełamując albo omijając elektroniczne, magnetyczne, informatyczne lub inne szczególne jej zabezpieczenie,"
                      Ona nie przełamała zabezpieczeń więc nie złamała prawa.

                      Szanuje twój punkt widzenia ale większości ludzi gdy jest w kimś w dłuższym związku uważa że ma prawo przeglądać emaile, sms. Bo związek polega na tym ze traci się w dużej części swoja prywatności.
                      PS
                      1) Jak zaczynasz cytować KK w kontekście związku to oznacza że nie ma związku.
                      2) Jak pojedziesz gdzieś gdzie bicie i kamieniowanie zony jest w przepisach to tez dopasujesz swoją moralności do przepisów prawa ?
                      • kutuzow Re: Art 267 KK 20.02.14, 11:40
                        orzech69 napisał:
                        > Dyskusyjne jest czy wiadomości kierowane do jej męża były nie przeznaczone dla
                        > niej. Ale nie skupiajmy się na tym tylko nad dalszym ciągiem przepisu:

                        Nie jest dyskusyjne, ponieważ konto na portalu było JEGO, a nie jej. Więc wiadomości były skierowane do niego. Analogicznie jak w przypadku konta pocztowego.

                        > Ona nie przełamała zabezpieczeń więc nie złamała prawa.
                        Logowanie też jest formą zabezpieczenia.

                        > Szanuje twój punkt widzenia ale większości ludzi gdy jest w kimś w dłuższym zwi
                        > ązku uważa że ma prawo przeglądać emaile, sms. Bo związek polega na tym ze trac
                        > i się w dużej części swoja prywatności.

                        To że tak robi większość ludzi to nie jest argument. Większość ludzi przestaje się starać w dłuższym związku - czy mam podejść do tego jak do obowiązującego wzorca?
                        Wiesz, niektórzy za miarę zżycia w związku traktują to czy para "puszcza bąki" w swojej obecności -czy jeszcze robi to na osobności. Może jestem dziwny ale mnie nie kręcą takie "lodowe" wyznaczniki bliskości w związku.
                        • orzech69 Re: Art 267 KK 20.02.14, 15:10
                          kutuzow napisał:

                          > Nie jest dyskusyjne, ponieważ konto na portalu było JEGO, a nie jej. Więc wiado
                          > mości były skierowane do niego. Analogicznie jak w przypadku konta pocztowego.
                          Niby wszystko jest w małżeństwie dzielone na 50%.

                          > > Ona nie przełamała zabezpieczeń więc nie złamała prawa.
                          > Logowanie też jest formą zabezpieczenia.
                          Którego nie złamała chyba że masz na to jakiś dowód ?
                          Jeżeli zapamiętał w przeglądarce login i hasło to ona nie złamała żadnego zabezpieczenia.

                          Ludzie się różnią i postępują różnie. Poza skrajnościami ta różnica nie oznacza że cos jest gorsze lub lepsze. Jest po prostu inne. Ty masz takie zdanie na temat prywatności ktoś inny i ma do tego prawo zwłaszcza że to nie dotyka wszystkich tylko jej partnera życiowego.
                          • kutuzow Re: Art 267 KK 20.02.14, 15:51
                            orzech69 napisał:
                            > Niby wszystko jest w małżeństwie dzielone na 50%.
                            Zaskoczę Cię, ale nawet w małżeństwie obowiązuje tajemnica korespondencji.
                            Majątek może byc wspólny, ale konto pocztowe itp. jest danej osoby.

                            > Ludzie się różnią i postępują różnie. Poza skrajnościami ta różnica nie oznacza
                            > że cos jest gorsze lub lepsze.

                            Wiesz to że tak myślą "ludzie" nie oznacza że coś jest poprawne/zgodne z prawem.
                            Ludzie często siadają za kółko po alkoholu, biją dzieci (klaps to nie bicie) i mają wiele rożnych dziwnych podejść, które nie są OK.

                            Twoja argumentacja przypomina mi gości co to twierdzą, że na delegacji to nie zdrada, z dziwką to nie zdrada itp (bo inni też tak mówią/robią).

                          • mabelle2000 Re: Art 267 KK 20.02.14, 16:07
                            orzech69 napisał:

                            > Niby wszystko jest w małżeństwie dzielone na 50%.

                            Taa, jak w tym dowcipie, wszystko bylo na pol, a on poszedl szukac NASZYCH kalesonow...
                            Nie wiem jak jest z tym u Ciebie, ale moi przyjaciele powierzaja mi czasem swoje tajemnice, czasem ustnie, czasem poczta elektroniczna. Jakie prawo, wedlug Ciebie, do tych tajemnic mialby moj maz/partner ? Nadal uwazasz, ze trzepanie komus laptopa jest ok ?
                            • orzech69 Re: Art 267 KK 21.02.14, 08:08
                              Odpowiem wspólnie wam obojgu.
                              W związku jest tyle prywatności na ile umówiły się obie strony. I KK nie ma nic do tego i przytaczanie go jako argument jest zabawne. Bo jak tak mamy się kierować prawem to czy wy będziecie się nim kierować jak pojedziecie do USA ? Gdzie np. w niektórych stanach zakazany jest sex analny ?
                              Nie możecie narzucać swojej moralności w kwestii prywatności w związkach wszystkim. Niektórzy maja podejście do prywatności takie jak wy inni uważają że w związku wszyto jest wspólne łącznie ze skrzynka pocztową. Ja nie oceniam która postawa jest lepsza. Są różne ale żadna nie jest ani lepsza ani gorsza tylko trzeba porozumieć się jak ma wyglądać nasz związek.
                              mabelle2000 czy przetrzepanie czyjegoś laptopa jest dobre czy złe zależy na co zgodzili się ludzi tworzący związek.
                              Jak z pieniędzmi jak zawarli intercyzę to zabranie komuś 100 zł z portfela bez jego wiedzy i zgody będzie kradzieżą, tak gdy jest wspólnota majątkowa to ten sam czyn nie jest niczym złym. (przy czym chodziło mi o umowę miedzy ludźmi w kwestii finansów niż konkretny stan prawny)
                              • mojemail3 Re: Art 267 KK 21.02.14, 08:40
                                orzech69 napisał:

                                (...)"Jak z pieniędzmi jak zawarli intercyzę to zabranie komuś 100 zł z portfela bez jego wiedzy i zgody będzie kradzieżą, tak gdy jest wspólnota majątkowa to ten sam czyn nie jest niczym złym. (przy czym chodziło mi o umowę miedzy ludźmi w kwestii finansów niż konkretny stan prawny)"

                                Chyba żartujesz, kradzieżą może nie w sensie prawnym, ale nieuczciwym zawłaszczeniem...
                                Wziąć pieniądze z portfela bez wiedzy, ale jak, dlaczego??? Jesli ja lub partner, tą kwotę sobie np. przygotowałam, bo mam w gotówce zapłacić w szkole dzieciakowi za wycieczkę, przychodzę do tej szkoły czy przedszkola, chcę zapłacić i nie mam, nie wiem dlaczego, to co to jest jak nie kradzież? Jak biorę z portfela to zawsze pytam, informuję, jak wybieram z konta, czy robię przelew, to nie pytam, bo konto wspólne, wydatki też.
                                • orzech69 Re: Art 267 KK 21.02.14, 08:58
                                  mojemail3 napisała:

                                  > orzech69 napisał:
                                  >
                                  > (...)"Jak z pieniędzmi jak zawarli intercyzę to zabranie komuś 100 zł z portfel
                                  > a bez jego wiedzy i zgody będzie kradzieżą, tak gdy jest wspólnota majątkowa to
                                  > ten sam czyn nie jest niczym złym. (przy czym chodziło mi o umowę miedzy ludźm
                                  > i w kwestii finansów niż konkretny stan prawny)"
                                  >
                                  > Chyba żartujesz, kradzieżą może nie w sensie prawnym, ale nieuczciwym zawłaszcz
                                  > eniem...
                                  > Wziąć pieniądze z portfela bez wiedzy, ale jak, dlaczego??? Jesli ja lub partne
                                  > r, tą kwotę sobie np. przygotowałam, bo mam w gotówce zapłacić w szkole dziecia
                                  > kowi za wycieczkę, przychodzę do tej szkoły czy przedszkola, chcę zapłacić i ni
                                  > e mam, nie wiem dlaczego, to co to jest jak nie kradzież? Jak biorę z portfela
                                  > to zawsze pytam, informuję, jak wybieram z konta, czy robię przelew, to nie pyt
                                  > am, bo konto wspólne, wydatki też.
                                  Poprosił bym o napisanie jeszcze raz bo nie wiem czy opisywana przez Ciebie sytuacja dotyczy związku z intercyza czy bez.
                                  • mojemail3 Re: Art 267 KK 21.02.14, 09:10
                                    orzech69 napisał:

                                    "Poprosił bym o napisanie jeszcze raz bo nie wiem czy opisywana przez Ciebie sytuacja dotyczy związku z intercyza czy bez "
                                    A co ma do tego intercyza ? Czy jak mam zwykłą ustawową wspólnotę małżeńską, to mogę mężowi kasę z portfela wyciągac, czytac jego maile, czy otwierać listy??? To jest chyba własnie kwestia uczciwości małżeńskiej...
                                    • orzech69 Re: Art 267 KK 21.02.14, 10:05
                                      mojemail3 napisała:

                                      > orzech69 napisał:
                                      >
                                      > "Poprosił bym o napisanie jeszcze raz bo nie wiem czy opisywana przez Ciebie sy
                                      > tuacja dotyczy związku z intercyza czy bez "
                                      > A co ma do tego intercyza ? Czy jak mam zwykłą ustawową wspólnotę małżeńską, t
                                      > o mogę mężowi kasę z portfela wyciągac, czytac jego maile, czy otwierać listy??
                                      > ? To jest chyba własnie kwestia uczciwości małżeńskiej...
                                      ło matko przeczytaj jeszcze raz co napisałem.
                                      Nie ma jednej zdefiniowanej uczciwości małżeńskiej. Każda para buduje swoją swoja uczciwości małżeńska. I coś co jest przyjęte i akceptowane w jednym związku nie jest akceptowane w drugim.
                                      I to nie czyni któregoś z tych związków lepszym czy gorszym.
                              • mabelle2000 Re: Art 267 KK 21.02.14, 11:12
                                orzech69 napisał:

                                > Odpowiem wspólnie wam obojgu
                                > mabelle2000 czy przetrzepanie czyjegoś laptopa jest dobre czy złe zależy na co
                                > zgodzili się ludzi tworzący związek.

                                Nie zrozumiales, wiec lopatologicznie powtorze jeszcze raz. Relacja z moim patnerem nie jest JEDYNA jaka w zyciu mam, a moj laptop/komorka/poczta zawieraja informacje, ktore dotycza tez INNYCH, bliskich mi osob - dzieci, przyjaciol, znajomych. Sa to tajemnice powierzane mi w zaufaniu, MNIE, a nie mojemu partnerowi. Bo nawet jesli miedzy mna a moim facetem jest pelne zaufanie, to zadne z nas nie prawa grzebac w sprawach innych ludzi. Teraz rozumiesz ?
                                • orzech69 Re: Art 267 KK 21.02.14, 11:17
                                  mabelle2000 napisał(a):

                                  > Nie zrozumiales, wiec lopatologicznie powtorze jeszcze raz. Relacja z moim patn
                                  > erem nie jest JEDYNA jaka w zyciu mam, a moj laptop/komorka/poczta zawieraja in
                                  > formacje, ktore dotycza tez INNYCH, bliskich mi osob - dzieci, przyjaciol, znaj
                                  > omych. Sa to tajemnice powierzane mi w zaufaniu, MNIE, a nie mojemu partnerowi.
                                  > Bo nawet jesli miedzy mna a moim facetem jest pelne zaufanie, to zadne z nas n
                                  > ie prawa grzebac w sprawach innych ludzi. Teraz rozumiesz ?
                                  Nie zrozumiałaś, wiec lopatologicznie powtórzę jeszcze raz.
                                  To jest TWOJA relacja z TWOIM partnerem. Dopuszczasz myśl że ludzie mają RÓŻNE relacje i związki ? I to co dla CIEBIE JEST NIEDPOUSZCZALNE u innych może być AKCEPTOWANĄ NORMĄ ?
                                  I ta różnica nie oznacza że któryś ze związków jest lepszy od drugiego.
                                  • mabelle2000 Re: Art 267 KK 21.02.14, 11:47
                                    orzech69 napisał:

                                    > To jest TWOJA relacja z TWOIM partnerem. Dopuszczasz myśl że ludzie mają RÓŻNE
                                    > relacje i związki ? I to co dla CIEBIE JEST NIEDPOUSZCZALNE u innych może być A
                                    > KCEPTOWANĄ NORMĄ ?
                                    > I ta różnica nie oznacza że któryś ze związków jest lepszy od drugiego.

                                    Ile Ty masz lat, ze prostych slow nie rozumiesz ? Przeciez Ci napisalam, ze naruszenie tajemnicy mojej korespondencji przez mojego partnera byloby rownoczesnie naruszeniem tajemnicy innych osob. Mozemy sie umawiac z partnerem na pelna szczerosc, ale moi przyjaciele, znajomi z nim sie nie umawiali, wiec chocby z tego powodu czytanie cudzej poczty/ trzepanie komorki/ laptopa jest niedopuszczalne.
                                    • orzech69 Re: Art 267 KK 21.02.14, 12:02
                                      to zamień w swojej wypowiedzi zdanie:
                                      " wiec choćby z tego powodu czytanie cudzej poczty/ trzepanie komorki/ laptopa jest niedopuszczalne."
                                      na zdanie:
                                      " wiec choćby z tego powodu czytanie cudzej poczty/ trzepanie komorki/ laptopa jest w moim związku niedopuszczalne."
                                      I będziemy mieć zgodę.
                                      • bigbadpig Re: Art 267 KK 21.02.14, 13:30
                                        > to zamień w swojej wypowiedzi zdanie:
                                        > I będziemy mieć zgodę.

                                        Nic ta zamiana nie wnosi do tematu. Twoja odporność na prostą logikę powyższego argumentu jest niezwykła :P

                                        Żeby była jasność, nie uważam - żeby wasza relacja ze światem zewnętrznym powinna być decydująca dla kształtu związku, natomiast - mabelle2000 opisała Ci prostą konsekwencję Twojej koncepcji związku - aby być uczciwym wobec innych ludzi, gdy będziecie poproszeni ty lub Twoja partnerka o dyskrecję w jakiejkolwiek sprawie, powiedzcie - "1) Mój partner ma prawo dowiedzieć się o tym. 2) Trzeba by jego również poprosić o dyskrecję, czy mam przekazać prośbę?" :P

                                        Mnie irytuje, że teraz zaczynasz pisać już, że to tylko taka wizja, jedna z wielu koncepcji związku, ale jeszcze nie dawno plułeś na monitor ze śmiechu na wieść, że związek może nie unieważniać nienaruszalnej osobistej przestrzeni, tej którą w oczywisty sposób szanuje się u obcych.
                                        • orzech69 Re: Art 267 KK 21.02.14, 13:37
                                          bigbadpig napisał:
                                          > Mnie irytuje, że teraz zaczynasz pisać już, że to tylko taka wizja, jedna z wie
                                          > lu koncepcji związku, ale jeszcze nie dawno plułeś na monitor ze śmiechu na wie
                                          > ść, że związek może nie unieważniać nienaruszalnej osobistej przestrzeni, tej k
                                          > tórą w oczywisty sposób szanuje się u obcych.
                                          Zacytuj jeszcze raz wypowiedz z której się śmiałem.
                                          Przeczytaj ja jeszcze raz a zobaczysz że z wypowiedzi jasno wynikało że związek nie unieważnia nienaruszalnej osobistej przestrzeni.
                                          Zabrakło tam słowa "może" i dlatego ta wypowiedz mnie tak rozbawiła.
                      • bigbadpig Re: Art 267 KK 21.02.14, 04:37
                        > 1) Jak zaczynasz cytować KK w kontekście związku to oznacza że nie ma związku.

                        A możesz jakieś argumenty za tym dogmatem podać, czy po prostu tak jest bo tak powiedziałeś?
                        Jeśli usłyszysz historię męża który uderzył żonę ""bo zasłużyła" a ktoś wyskoczy z KK to też powiesz "w związku to KK się nie stosuje, inaczej to nie związek" ?
                        Czy traktujesz to puste hasełko wybiórczo dopasowując do potrzeb?
                        • orzech69 Re: Art 267 KK 21.02.14, 07:58
                          bigbadpig napisał:

                          > A możesz jakieś argumenty za tym dogmatem podać, czy po prostu tak jest bo tak
                          > powiedziałeś?
                          > Jeśli usłyszysz historię męża który uderzył żonę ""bo zasłużyła" a ktoś wyskocz
                          > y z KK to też powiesz "w związku to KK się nie stosuje, inaczej to nie związek"
                          > ?
                          > Czy traktujesz to puste hasełko wybiórczo dopasowując do potrzeb?
                          Jak facet bije żonę to dla mnie nie ma związku bo to się nie mieści w ramach mojej wizji tego co nazywamy związkiem.
                          I nie ma znaczenia co mówią o tym przepisy. W USA w jakimś stanie był przepis że można bić kobietę kijem nie grubszym od jej kciuka. Gdyby on obowiązywał czy zmienił bym swój punkt widzenia ? Nie i nie uznał bym tego za moralnie akceptowalne.

                          Przy czym wiem że są kobiety które lubią być bite i bijący je maż zaspakaja ich pragnienia. I teraz bicie kobiet jest moralnie złe ale czy w tym przypadku też ?
                          • bigbadpig Re: Art 267 KK 21.02.14, 11:32
                            Coś Ci się pomyliło, jeszcze raz powoli:

                            Uprzedzam z góry - żebyś nie zaciemniał - w tym przypadku bicie oznacza agresję i naruszenie nietykalności.
                            1) Mąż bije
                            2) ktoś broni prawa do bicia w związku
                            3) Ktoś inny stanowczo protestuje powołując się na KK
                            4) Ktoś (Ty?) broniąc prawa do bicia - mówi, że jeśli będziemy powoływać się na KK w kwestiach związku to to nie jest związek. Ergo nie bicie go unieważnia ale obrona za pomocą KK

                            1) Kobieta narusza prywatność
                            2) ktoś broni prawa do naruszania prywatności w związku
                            3) Ktoś inny stanowczo protestuje powołując się na KK
                            4) Ktoś (Ty?) broniąc prawa do naruszania prywatności - mówi, że jeśli będziemy powoływać się na KK w kwestiach związku to to nie jest związek. Ergo nie naruszanie prywatności go unieważnia ale obrona za pomocą KK

                            teraz paniał?
                            • orzech69 Re: Art 267 KK 21.02.14, 11:52
                              bigbadpig napisał:

                              bigbadpig napisał:
                              > 1) Kobieta narusza prywatność
                              Tylko to jest naruszanie zgodnie z twoja definicja prywatności. W ich związku może to wyglądać zupełnie inaczej.
                              > 2) ktoś broni prawa do naruszania prywatności w związku
                              > 3) Ktoś inny stanowczo protestuje powołując się na KK
                              > 4) Ktoś (Ty?) broniąc prawa do naruszania prywatności - mówi, że jeśli będziemy
                              > powoływać się na KK w kwestiach związku to to nie jest związek. Ergo nie narus
                              > zanie prywatności go unieważnia ale obrona za pomocą KK
                              >
                              > teraz paniał?
                              A ty potrafisz zrozumieć że prywatności w związku ma dla ludzi różną definicję ?
                              I twoja definicja nijak nie przystaje do tego co ktoś może mieć w związku ?
                              I powoływanie się na KK żeby sobie udowadniać co można a czego nie dla mnie oznacza że takiego związku nie ma. Nie ma go z mojej perspektywy.
                              > Uprzedzam z góry - żebyś nie zaciemniał - w tym przypadku bicie oznacza agresję
                              > i naruszenie nietykalności.
                              > 1) Mąż bije
                              > 2) ktoś broni prawa do bicia w związku
                              > 3) Ktoś inny stanowczo protestuje powołując się na KK
                              > 4) Ktoś (Ty?) broniąc prawa do bicia - mówi, że jeśli będziemy powoływać się na
                              > KK w kwestiach związku to to nie jest związek. Ergo nie bicie go unieważnia al
                              > e obrona za pomocą KK
                              I nie zrozumiałeś. Ja pisze że fakt bicia sprawia ze dla mnie związku nie ma. I przepisy prawa nie maja nić do tego. Powoływanie się na KK w tym momencie jest bez sensu bo zawsze mogę znaleźć kraj gdzie bicie kobiety jest prawnie dopuszczone i czy to zmieni dla mnie zmienia cos w kwestii bicia kobiety ? NIE.
                              Powoływanie się na przepisy prawa żeby pokazać jak maja żyć ludzie w związkach jest pozbawione sensu. To ludzie ustalają sobie normy w związkach. I jeżeli nikt na tym nie cierpi i są pełnoletni dlaczego chcecie wchodzi przepisami w ich życie ?
                              Przecież to jest nomen omen pogwałcenie tak przez was bronionej prywatności w życiu.
                              • kutuzow Re: Art 267 KK 21.02.14, 12:08
                                orzech69 napisał:
                                > A ty potrafisz zrozumieć że prywatności w związku ma dla ludzi różną definicję
                                > ?

                                > I nie zrozumiałeś. Ja pisze że fakt bicia sprawia ze dla mnie związku nie ma.

                                Big próbował wyłożyć Ci to łopatologicznie, bez efektu. Pozwól że ja posłużę się obrazowym porównaniem -może lepiej to zrozumiesz.

                                Twoje zachowanie przypomina podejście gościa który uważa że jak się kobiecie przypier... raz na jakiś czas, to chodzi jak w zegarku. On w związku ma taką definicję miłości (bije znaczy że kocha) jego kobieta to akceptuje więc innym nic do jego definicji. To że jest to karane KK to jakiś wymysł ludzi którzy się czepiają. Kto by w związku przejmował się KK -przecież obowiązuję umowa dwojga ludzi którzy są ze sobą w związku.

                                Gość ten dziwiłby się jeszcze, że reszta ludzi nie potrafi zrozumieć zasad które panują w jego związku i się czepiają. Przecież każdy (wg tego gościa) może mieć swoją definicję "bliskości" w związku, jego akurat zawiera małe wpierdol raz na jakiś czas.

                                Ty akceptujesz naruszanie prywatności, nie akceptujesz bicia. Poza tym oba przypadki są identyczne. Może na podstawie tego przykładu zrozumiesz, że to że TOBIE się coś wydaje naturalne, wcale nie jest takie dla innych.
                                • orzech69 Re: Art 267 KK 21.02.14, 12:15
                                  kutuzow napisał:

                                  > Ty akceptujesz naruszanie prywatności, nie akceptujesz bicia. Poza tym oba przy
                                  > padki są identyczne. Może na podstawie tego przykładu zrozumiesz, że to że TOBI
                                  > E się coś wydaje naturalne, wcale nie jest takie dla innych.
                                  Czytanie ze zrozumieniem się kłania.
                                  Jak z postem o hitlerowcach.
                                  Gdzie ja napisałem że utrzymywanie w związku twojej wersji prywatności jest nienaturalne ?
                                  Poproszę cytat.
                                  Ja bronie prawa do innego definiowania prywatności niż wasz punkt widzenia.
                                  To wy twierdzicie że definiowanie w związku prywatności inaczej niż wy ją widzicie jest naganne.
                                  Mam was zacytować ?
                                  • mabelle2000 Re: Art 267 KK 21.02.14, 12:32
                                    orzech69 napisał:

                                    > Ja bronie prawa do innego definiowania prywatności niż wasz punkt widzenia.

                                    Nie, Ty bronisz prawa do calkowitego zniesienia prywatnosci w zwiazku, a nie do innej jej definicji.
                                    • orzech69 Re: Art 267 KK 21.02.14, 12:44
                                      mabelle2000 napisał(a):

                                      > orzech69 napisał:
                                      >
                                      > > Ja bronie prawa do innego definiowania prywatności niż wasz punkt widzeni
                                      > a.
                                      >
                                      > Nie, Ty bronisz prawa do calkowitego zniesienia prywatnosci w zwiazku, a nie do
                                      > innej jej definicji.
                                      Jeżeli ludzie się na to zgodzą to czemu nie ?
                                      • kutuzow Re: Art 267 KK 21.02.14, 12:58
                                        orzech69 napisał:
                                        > Jeżeli ludzie się na to zgodzą to czemu nie ?

                                        Czy jeśli w związku facet tłucze kobietę, a ona się na to godzi, to wszystko jest OK? (analogiczny przykład który Ci podałem wcześniej).
                                        Sąsiedzi, znajomi, policja nie powinni się wtrącać, bo ta para tak ma?
                                        • mojemail3 Re: Art 267 KK 21.02.14, 13:03
                                          kutuzow napisał:
                                          > Czy jeśli w związku facet tłucze kobietę, a ona się na to godzi, to wszystko je
                                          > st OK? (analogiczny przykład który Ci podałem wcześniej).
                                          > Sąsiedzi, znajomi, policja nie powinni się wtrącać, bo ta para tak ma?

                                          No wlasnie, dobry przyklad. Mam znajoma, nauczyciel w przedszkolu integracyjnym. Maja tam dziecko pary, gdzie tatus leje mamusie przy dziecku, dziecko ma powazne zaburzenia emocjonalne, przy czym akceptuje tatusia, od mamusi-ofiary sie odcina.
                                          Co robic, akceptowac sytuacje bo "oni tak maja i tak lubia" czy zglosic do odp.sluzb ???
                                          • zawle Re: Art 267 KK 21.02.14, 13:17
                                            Dementuję..ono nie "akceptuje" tatusia, ono stara się nie podpaść silniejszemu. Słaby się dla niego nie liczy, bo mu nic nie da ( nie obroni).
                                            • zawle Re: Art 267 KK 21.02.14, 13:20
                                              Odwieczny dylemat. Czy osoba zdradzana na prawo trzepać komórkę? I co jest większym złem? Monopol na to mają przecież tylko agencje detektywistyczne ( ograniczony) i policja?
                                              • orzech69 Re: Art 267 KK 21.02.14, 13:39
                                                zawle napisała:

                                                > Odwieczny dylemat. Czy osoba zdradzana na prawo trzepać komórkę? I co jest więk
                                                > szym złem? Monopol na to mają przecież tylko agencje detektywistyczne ( ogranic
                                                > zony) i policja?
                                                Urzędnik może tylko to na co pozwalają mu przepisy, a obywatel wszystko to czego nie zabraniają mu przepisy.
                                                Jak strony dadzą sobie prawo do przeglądania wiadomości kierowanych do nich to i moralnie i prawnie nie robią nic złego.
                                              • bigbadpig Re: Art 267 KK 21.02.14, 13:48
                                                To jest dylemat, ale moim zdaniem dobrą odpowiedzią są niedawne słowa (proszę o nieczepianie się kontekstu, chodzi mi tylko o ogólne znaczenie) niejakiego prof. Filara:

                                                "Za bardzo idealizujemy prawo. Niestety, nie żyjemy w świecie składającym się tylko z angielskich dżentelmenów. Rzeczywistość jest dużo bardziej brutalna."

                                                Czy mam prawo naruszyć fizycznie nietykalność innej osoby? Czy to jest w porządku? Z reguły nie. Czy mam więc prawo wysłać na podłogę narzeczonego siostry który ją właśnie skatował? Prawo prawem, są moim zdaniem sytuacje, kiedy prawo jest dla innych a ja będę decydował sobie o jego praktycznym zastosowaniu I PONIOSĘ EWENTUALNE KONSEKWENCJE w imię moich celów. Jeśli będę podejrzewał moją żonę o zdradę i będę potrzebował kropki nad "i", lepiej niech nie zostawia telefonu na wierzchu; ale jeśli miałbym się przejechać - nic nie znaleźć, z czasem uznać, że w sumie to przesadzałem, a ten pusty telefon pomógł mi to zrozumieć; to jestem jak koleś który wpierdolił narzeczonemu siostry bo mu się coś pomyliło. Lepiej abym nie oczekiwał, że po tej akcji będzie z jej oraz jej i jego jak dawniej. Różnica jest taka, że naruszenie prywatności to szkoda, której poszkodowany może nie dostrzec - jeśli jesteśmy nieuczciwi po dwakroć i nie dość, że łamiemy tą zasadę to jeszcze popełniwszy błąd nie potrafimy się do tego przyznać, co nie zmienia faktu, że szkoda ma miejsce - mamy o partnerze nieuczciwie zdobytą wiedzę; jeśli wierzy w bezpieczeństwo swoich tajemnic - hahah, a to frajer.

                                                Rozumiem, stanowisko chyba kutuzowa, czy kogoś jeszcze - nigdy nie zawieszać tych praw podstawowych - godne szacunku. Ja osobiście nie uważam, aby istniały jakiekolwiek obiektywne zasady; wobec moich mniej lub bardziej "wrogów" raczej bym nie zmuszał się do respektowania wszystkich. Zgnilizna moralna - wiem :P
                                                • orzech69 Re: Art 267 KK 21.02.14, 14:55
                                                  bigbadpig napisał:
                                                  >Ja osobiście nie uważam, aby istniały ja
                                                  > kiekolwiek obiektywne zasady; wobec moich mniej lub bardziej "wrogów" raczej by
                                                  > m nie zmuszał się do respektowania wszystkich. Zgnilizna moralna - wiem :P
                                                  Jak dla mnie jest jedna zasada uniwersalna "kochaj bliźniego jak siebie samego".
                                                  Zaraz mi zarzuca że to banał ale jak się nad tym dobrze zastanowić to ma ona głębszy sens.
                                                  W związku pozwalam mojemu partnerowi na wtargniecie w moja strefę prywatna. I to ja decyduje jak bardzo partnerowi pozwalam wejść w nią i oczekuje tego samego od partnera.
                                                  To jak chce być traktowany przekładam na innych ludzi.
                                                  Jak jadę samochodem staram się puszczać ludzi bo tego samego oczekuje od innych. Zdaje sobie sprawę ze osoba której robię uprzejmości nie może mi się odwdzięczyć ale puszczam ja bo sam chciałbym być tak traktowany.
                                                  Dlatego staram się czytać dokładnie co ktoś napisał, nie rzucam obelgami na prawo i lewo i nie robię ataków ad persona. Bo tak chce być tak traktowany więc staram się tak traktować innych.
                                                  • mojemail3 Re: Art 267 KK 21.02.14, 15:08
                                                    orzech69 napisał:

                                                    (...)"Jak jadę samochodem staram się puszczać ludzi bo tego samego oczekuje od innych. Zdaje sobie sprawę ze osoba której robię uprzejmości nie może mi się odwdzięczyć ale puszczam ja bo sam chciałbym być tak traktowany (...)"

                                                    Oż kurna jak ja tego nie lubię, tych "wpuszczaczy"...To jest stwarzanie potencjalnego zagrożenia,za takim jedno auto jedzie a ten mnie "wpuszcza"...Albo skręcam w lewo, a zza tego "wpuszczacza" inny wymija poboczem i na mnie prosto.Pewnie dlatego,że babę za kierownicą widzi...Co innego nie blokowania wjazdu, przecznicy, czy jazda na "suwak"-to ma jakiś sens...
                                                  • orzech69 Re: Art 267 KK 21.02.14, 15:34
                                                    czyli jak czeka sznur aut bo ktoś chce w lewo skręcić w bramę to mam sobie pojechać i nie dać mu skręcić ?
                                                    www.youtube.com/watch?v=jHPOzQzk9Qo
                                            • mojemail3 Re: Art 267 KK 21.02.14, 13:22
                                              zawle napisała:

                                              > Dementuję..ono nie "akceptuje" tatusia, ono stara się nie podpaść silniejszemu.
                                              > Słaby się dla niego nie liczy, bo mu nic nie da ( nie obroni).

                                              Pewnie tak, ja nie mam takiej wiedzy na temat przemocy w rodzinie, moglam to zle zrozumiec czy zineterpretowac...
                                        • orzech69 Re: Art 267 KK 21.02.14, 13:27
                                          kutuzow napisał:

                                          > orzech69 napisał:
                                          > > Jeżeli ludzie się na to zgodzą to czemu nie ?
                                          >
                                          > Czy jeśli w związku facet tłucze kobietę, a ona się na to godzi, to wszystko je
                                          > st OK? (analogiczny przykład który Ci podałem wcześniej).
                                          > Sąsiedzi, znajomi, policja nie powinni się wtrącać, bo ta para tak ma?

                                          Czyli żeby poprawić jej komfort życia zabierzesz jej to co ją realizuje a gościa do więzienia ?
                                          Sprzedawania biczy, kajdanków też zakażesz ?
                                          Dla naszego dobra zabierzesz nam wolności decydowania o tym jak mam żyć ?
                                          To już było parę takich prób i zawsze kończyły się fatalnie.

                                          Nie szanujesz wolnej woli ludzi. Chcesz żeby żyli zgodnie z twoimi regułami.
                                          • zawle Re: Art 267 KK 21.02.14, 13:31
                                            orzech69 napisał: > Czyli żeby poprawić jej komfort życia zabierzesz jej to co ją realizuje a gości
                                            > a do więzienia ?
                                            > Sprzedawania biczy, kajdanków też zakażesz ?
                                            > Dla naszego dobra zabierzesz nam wolności decydowania o tym jak mam żyć ?
                                            > To już było parę takich prób i zawsze kończyły się fatalnie.


                                            generalnie w takich dyskusjach to nie wiadomo o co chodzi...coraz idiotyczniejsze przykłady, coraz większy zamęt.
                                          • kutuzow Re: Art 267 KK 21.02.14, 13:35
                                            orzech69 napisał:

                                            > Czyli żeby poprawić jej komfort życia zabierzesz jej to co ją realizuje a gości
                                            > a do więzienia ?
                                            > Sprzedawania biczy, kajdanków też zakażesz ?
                                            > Dla naszego dobra zabierzesz nam wolności decydowania o tym jak mam żyć ?
                                            > To już było parę takich prób i zawsze kończyły się fatalnie.

                                            Na tej samej zasadzie można zaakceptować:
                                            - bicie dzieci
                                            - jazdę bez pasów
                                            - jazdę pod wpływem alkoholu
                                            i wiele innych (równie akceptowanych) społecznie jak naruszanie prywatności.

                                            Jeśli Ty tego nie dostrzegasz i nie widzisz różnicy - ja się poddaje. Z mojej strony koniec tematu.
                                  • kutuzow Re: Art 267 KK 21.02.14, 12:56
                                    orzech69 napisał:
                                    > Ja bronie prawa do innego definiowania prywatności niż wasz punkt widzenia.

                                    Dokładnie o to chodziło mi w przykładzie z gościem bijącym kobietę. On też może bronić swojego prawa do INNEGO definiowania relacji w związku niż postrzegają tą kwestię osoby postronne.
                                    Rozumiesz teraz? Taki gośc (podobnie jak Ty) może się upierać że on ma prawo definiować relacje "po swojemu", tak jak Ty uważasz że masz prawo definiować prywatność "po swojemu" i że jest to równie dobre jak podejście innych osób.

                                    • orzech69 Re: Art 267 KK 21.02.14, 13:17
                                      kutuzow napisał:

                                      > Rozumiesz teraz? Taki gośc (podobnie jak Ty) może się upierać że on ma prawo de
                                      > finiować relacje "po swojemu", tak jak Ty uważasz że masz prawo definiować pryw
                                      > atność "po swojemu" i że jest to równie dobre jak podejście innych osób.
                                      Tylko jeżeli jej to odpowiada i zaspakaja jej potrzeby dlaczego chcesz im tego zabronić ?
                                      • kutuzow Re: Art 267 KK 21.02.14, 13:37
                                        orzech69 napisał:
                                        > Tylko jeżeli jej to odpowiada i zaspakaja jej potrzeby dlaczego chcesz im tego
                                        > zabronić ?

                                        To już może wyjaśni Ci jakiś inny forumowicz/forumowiczka bo mi juz odechciało się dyskusji.
                • mojemail3 Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 14:59
                  kutuzow napisał:

                  (...)"Czy wynajęcie detektywa jest OK?
                  Ostatnio w Newsweeku był duzy artykuł że Polacy mają ostatnio fazę na śledzenie współmałżonków i zbieranie "kwitów" na wypadek ew. rozwodu(...)"

                  Z przykrością napiszę,że tak, wynajęcie detektywa jest Ok.
                  Ex mąz mojej przyjaciółki, co ją zostawił z dwójką małych dzieci( bo się zakochał) w sposób agresywny próbował ją obciążyć winą za rozpad małżeństwa, rozwód miał być z jej winy.
                  Na sprawie sądowej wypierał się kochanki, ale zostały przedłożone fotografie datowane, ja się z nową lubą na ulicy całuje. Dostała 2 tys alimentów na dwoje dzieci, jak zarobi drugie tyle, jest w stanie przeżyć. Druga znajoma, co taka cwana nie była zadowolić się musi 500 zł.
                  Tak to wygląda w praktyce.
                  A żonki ładne były, dobrze gotowały i d....dawały, ale się panom znudziły niestety, to jest obserwacja nie tylko z kobiecego, ale z męskiego punktu widzenia w najbliższym otoczeniu tychże par.
                  • kutuzow Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 15:11
                    mojemail3 napisała:

                    > Z przykrością napiszę,że tak, wynajęcie detektywa jest Ok.
                    > Ex mąz mojej przyjaciółki, co ją zostawił z dwójką małych dzieci( bo się zakoch
                    > ał) w sposób agresywny próbował ją obciążyć winą za rozpad małżeństwa, rozwód m
                    > iał być z jej winy.

                    Przecież pisałem, że to raczej kwestia zbierania "kwitów" na małżonka przed sąd, a nie próba ratowania związku.
                    Poza tym zobacz, że detektyw nie naruszył prawa -obstawiam że fotografował gościa "na ulicy" -czyli tam gdzie mógł. Więc to nie jest "kontrola" jak próbuje to pokazać Orzech, tylko już "wojna na noże" i z dobrem związku nie ma nic wspólnego.
                  • rekreativa Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 15:17
                    To, co opisujesz, to już jest jakby inny poziom - rozwód w toku, mąż próbuje świnie podkładać, to się trzeba bronić, nawet jeśli takie metody brzydzą.
                    Czym innym jest natomiast podejrzliwość bez konkretnych przyczyn na co dzień w związku.
                    Taka np. sytuacja, że wyczytujesz wszystkie SMSy z mężowskiej komórki, kiedy mąż akurat bierze prysznic w łazience. Tak po prostu, zapobiegawczo, bo a nuż coś znajdziesz.

                    Aczkolwiek z tego, co słyszałam w jakimś programie, jeśli kobitka wynajmuje detektywa do śledzenia męża, to jej podejrzenia potwierdzaja się w 90 paru procentach.
                    W drugą stronę znacznie mniej.
                • rekreativa Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 15:05
                  Akurat do prywatności partnera mam podobne podejście , jak Ty.
                  Nie czytam mu maili, nawet jeśli zostawi otwartą pocztę w kompie, jego telefonu to nawet nie bardzo umiem obsługiwać itd. Jedyny "zamach" na prywatność robię wtedy, kiedy wkładam ciuchy do pralki i przegrzebuję kieszenie, ale to chyba można mi wybaczyć.
                  To, co opisujesz, poszukiwanie śladów spermy na majtach żony itp. to jest już jakas obsesja. I jeśli ktoś czuje potrzebę, by takie dziwa odwalać, to lepiej niech się i bez dowodów rozwiedzie.

                  Inna rzecz natomiast, że czasem można na coś trafić naprawdę przypadkiem. Mi się, dla przykładu, parę razy wyświetliła na monitorze stronka porno, którą mąż poprzedniego wieczora odwiedził - czasem korzysta z mojego kompa. W ten sposób, zupełnie bez podejrzliwych intencji z mej strony, mogłam się dowiedzieć, jaki rodzaj filmów ogląda mój luby (aczkolwiek to i tak nie było żadną tajemnicą, bo ja mam do porno stosunek pobłażliwy)
                  Może i autorka wątku też nie grzebała celowo, tylko facet zapomniał się wylogować, a korzystają z tego samego kompa. Zerknęła, serce zabiło mocniej, ciekawość i niepokój zwyciężyły i poszło...
                  • mojemail3 Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 15:12
                    rekreativa napisała:

                    "Akurat do prywatności partnera mam podobne podejście , jak Ty.
                    Nie czytam mu maili, nawet jeśli zostawi otwartą pocztę w kompie, jego telefonu to nawet nie bardzo umiem obsługiwać itd. Jedyny "zamach" na prywatność robię wtedy, kiedy wkładam ciuchy do pralki i przegrzebuję kieszenie, ale to chyba można mi wybaczyć(...)"

                    Otwarte skrzynki mailowe zamykam, on robi to samo,telefonu też nie sprawdzam, po co?
                    O,wybaczyć można, a nawet trzeba, ja też ciuchy do prania dobrze sprawdzam, bo wyprałam kiedyś banknoty w dzinsach, więc teraz pobieram znależne...
                    Poza banknotami bywają też śrubki, śrubokręty, długopisy,które jak się atrament rozleje, mogą mi zrobić efekt ośmiornicy w praniu...
                    • kutuzow Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 15:25
                      mojemail3 napisała:
                      > Otwarte skrzynki mailowe zamykam, on robi to samo,telefonu też nie sprawdzam, p
                      > o co?

                      Widzisz - mam podobne podejście. Jak druga strona chce coś powiedzieć/pokazać to sama to zrobi.

                      > ja też ciuchy do prania dobrze sprawdzam, bo
                      > wyprałam kiedyś banknoty w dzinsach,

                      To zupełnie inna historia. Kto czyścił ubranie po praniu z milionów kawałków papieru ten wie jak to jest.
                  • kutuzow Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 15:18
                    rekreativa napisała:

                    > Akurat do prywatności partnera mam podobne podejście , jak Ty.
                    > Nie czytam mu maili, nawet jeśli zostawi otwartą pocztę w kompie, jego telefonu
                    > to nawet nie bardzo umiem obsługiwać itd.

                    Uff, bo już zaczynałem przypuszczać, że może ja faktycznie jakiś niepoprawny romantyk jak napisała Bitch, z tych co to mają zasady nie z tej epoki :-)

                    > Inna rzecz natomiast, że czasem można na coś trafić naprawdę przypadkiem. Mi si
                    > ę, dla przykładu, parę razy wyświetliła na monitorze stronka porno, którą mąż p
                    > oprzedniego wieczora odwiedził - czasem korzysta z mojego kompa. W ten sposób,
                    > zupełnie bez podejrzliwych intencji z mej strony, mogłam się dowiedzieć, jaki r
                    > odzaj filmów ogląda mój luby (aczkolwiek to i tak nie było żadną tajemnicą, bo
                    > ja mam do porno stosunek pobłażliwy)

                    Co innego gdy coś dzieje się przypadkiem, a co innego gdy działamy celowo. Popieram tutaj Twoje podejście. Inny przykład. Dzwoni telefon mej kobiety i na wyświetlaczu widać "Zenek_20cm", jak to zobaczę bo telefon leżał na stole w kuchni, to mogę zadać pytanie z ciekawości kto to jest i czy chodzi o te 20cm? Zupełnie inaczej wygląda jednak gdy biorę tel do ręki i grzebie w liście połączeń i tam trafiam na owego "Zenek_20cm".

                    > Może i autorka wątku też nie grzebała celowo,
                    Wiesz, co innego wejść na stronę, a co innego dokładnie sprawdzać konto:
                    "Odkryłam konto na sex fotce, jego wiadomości tam, komentarze zdjęć kobiet.."
                    • bigbadpig Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 16:57
                      Pomijając aspekty prawne, może źle rozumiem pewne pojęcia ale nie mogę połączyć elementów dobrego związku "zaufanie i szacunek" z pozwoleniem sobie na czynność ukradkowej kontroli. Jasne, jeśli będę chciał pójść z partnerką na wojnę, to mam gdzieś nietykalność jej korespondencji, jednak powinienem mieć wtedy świadomość, że zabawa w związek właśnie się skończyła. To poglądy na mój prywatny użytek - albo ktoś jest mi obcy i mu nie ufam, albo jest mi bliski, lub w trzecim wariancie znam go ale wiem, że jest krętaczem któremu muszę patrzeć na ręce. Ja bronię decyzji autorki o przeglądnięciu internetowych aspektów życia męża jeśli spodziewała się tam znaleźć, co znalazła i chciała już skonfrontować się z twardą prawdą i coś dalej przedsięwziąć; choć z tą wiedzą chyba lepiej uderzyć do męża niż na forum. Natomiast jeśli tak jej się tam zawędrowało, no to znalazła trupa w szafie mimochodem, a związek i tak był ułomny również z jej strony - przynajmniej jest jakaś symetria.
                      • kutuzow Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 18:07
                        bigbadpig napisał:

                        > Pomijając aspekty prawne, może źle rozumiem pewne pojęcia ale nie mogę połączyć
                        > elementów dobrego związku "zaufanie i szacunek" z pozwoleniem sobie na czynnoś
                        > ć ukradkowej kontroli. Jasne, jeśli będę chciał pójść z partnerką na wojnę, to
                        > mam gdzieś nietykalność jej korespondencji, jednak powinienem mieć wtedy świado
                        > mość, że zabawa w związek właśnie się skończyła.

                        W pełni się z tym zgadzam.

                        >Ja bronię decyzji autorki o przeglądnięciu internetowych aspektów życia męża jeśl
                        > i spodziewała się tam znaleźć, co znalazła i chciała już skonfrontować się z tw
                        > ardą prawdą i coś dalej przedsięwziąć; choć z tą wiedzą chyba lepiej uderzyć do
                        > męża niż na forum.

                        Ja uważam, że to samo można osiągnąć innymi metodami. Tylko żeby to zrealizować trzeba wykazywać na co dzień zainteresowanie drugą stroną. Mieszkając razem naprawdę ciężko jest zdradzać, jeśli druga strona jest spostrzegawcza. Łatwo za to jest wtedy, gdy ma w nosie partnera, bo jest zajęta własnym życiem i tylko od czasu do czasu "przetrzepie" kompa i telefon dla upewnienia SIĘ że wszystko jest "ok".

                        Przypomniał mi się odcinek "Housa", gdzie przyszedł gość z pomarańczową skóra. Haouse postawił djagnoze (za dużo soku czy coś) plus zaproponował adwokata od rozwodów :-)


                        > Natomiast jeśli tak jej się tam zawędrowało, no to znalazła
                        > trupa w szafie mimochodem, a związek i tak był ułomny również z jej strony - p
                        > rzynajmniej jest jakaś symetria.

                        Widzisz problem jest taki, że niektórzy mają podejście: "sprawdza -znaczy że kocha". Już na pewno nie dostrzegają w tym nic złego.
                        teraz jest: "no przecież ZNALAZŁA"
                        gdyby nic nie znalazła -byłoby: "widać miała powody do podejrzeń" itp.
                        Jest duże społeczne przyzwolenie na takie zachowanie.

              • that.bitch.is.sick Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 14:51
                orzech69 napisał:

                > kutuzow napisał:
                > > Jeśli partner chce nam o czymś powiedzieć to to zrobi. Jeśli nie chce -po
                > winniś
                > > my uszanować jego PRYWATNOŚĆ.
                > Ło matko aż oplułem monitor. Proszę ostrzegać przed napisaniem takich słów.
                > Uprawiasz sex, pieniądze są waszą wspólną własnością i nie można zobaczyć co w
                > Internecie ?
                > To jak będziesz podejrzewał że bierze narkotyki to też przez szacunek dla prywa
                > tności nie sprawdzisz tego ?
                > Kontrola jest najwyższym stopniem zaufania.
                > Ps
                > No chyba że przed ślubem ustala się warunki na jakich zasadach ten związek ma i
                > stnieć.

                Idealista i romantyk kutuzow. Słodkie.
                Orzech wyjaśnij jak możesz kontrolować dorosłą osobę, to ciekawe oplułam monitor.:-D
                • orzech69 Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 14:55
                  that.bitch.is.sick napisała:

                  > Idealista i romantyk kutuzow. Słodkie.
                  > Orzech wyjaśnij jak możesz kontrolować dorosłą osobę, to ciekawe oplułam monito
                  > r.:-D
                  Dać chusteczkę ?
                  Jak dla mnie jak już pisałem najmocniejszy to ten łańcuch który sami sobie założymy.
                  Idealista i romantyk nie oznacza głupoty. Ludzie są jacy są.
                  • that.bitch.is.sick Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 15:34
                    orzech69 napisał:

                    > that.bitch.is.sick napisała:
                    >
                    > > Idealista i romantyk kutuzow. Słodkie.
                    > > Orzech wyjaśnij jak możesz kontrolować dorosłą osobę, to ciekawe oplułam
                    > monito
                    > > r.:-D
                    > Dać chusteczkę ?
                    > Jak dla mnie jak już pisałem najmocniejszy to ten łańcuch który sami sobie zało
                    > żymy.
                    > Idealista i romantyk nie oznacza głupoty. Ludzie są jacy są.

                    Ja przychylam się do zdania kutuzowa w tym rozważanym przypadku inaczej się nie da mimo jego idealistycznej wiary żę to będzie działać, niestety prawo do prywatności gwarantuje nam konstytucja oraz kodeks cywilny; praw jednostki i obywatelskich nie zrzekamy sie w momencie wejścia w związek małżeński czy erotyczny konkubinat, nie stajemy się też cudzą własnością. "Kontrola", "myszkowanie" to generalnie pogwałcenie godności osobistej jednostki i zaliczana jest do przemocy psychicznej (znęcania się).
                    Zabawne są natomiast Twoje wywody - nie Kutuzowa, który z reguły wie co pisze.
                    • orzech69 Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 20.02.14, 10:23
                      Jaka wiara w prawo.
                      Podziwiam.
                      Prawo w Niemczech pozwalało na zabijanie żydów stwierdzając ze to podludzie.
                      Czy wtedy osoba która przestrzega takiego prawa jest moralnie usprawiedliwiona ?
                      Ma prawo zabijać bo daje jej do tego prawo przepis ?

                      • kutuzow Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 20.02.14, 11:43
                        orzech69 napisał:
                        > Prawo w Niemczech pozwalało na zabijanie żydów stwierdzając ze to podludzie.
                        > Czy wtedy osoba która przestrzega takiego prawa jest moralnie usprawiedliwiona
                        > ?
                        > Ma prawo zabijać bo daje jej do tego prawo przepis ?

                        Naprawdę, to był jedyny argument na który było Cię stać w odpowiedzi na bardzo sensowny post Bitch?

                        pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina
                        • orzech69 Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 20.02.14, 15:14
                          kutuzow napisał:

                          > orzech69 napisał:
                          > > Prawo w Niemczech pozwalało na zabijanie żydów stwierdzając ze to podludz
                          > ie.
                          > > Czy wtedy osoba która przestrzega takiego prawa jest moralnie usprawiedli
                          > wiona
                          > > ?
                          > > Ma prawo zabijać bo daje jej do tego prawo przepis ?
                          >
                          > Naprawdę, to był jedyny argument na który było Cię stać w odpowiedzi na bardzo
                          > sensowny post Bitch?
                          >
                          > pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina
                          Czytamy ze zrozumieniem oki ?
                          Z twojego linku wynika że:
                          "W 2007 „The Economist” stwierdził, że „w większości dyskusji dobrą zasadą jest, że pierwsza osoba, która wyzwie drugą od nazistów, automatycznie przegrywa dyskusję”[3]."
                          Ja nie wyzwałem Bitch od nazistów tylko dałem przykład że to co jest w prawie nie oznacza że coś automatycznie jest dobre i moralne.
                          Czytamy ze zrozumieniem bardzo proszę ;)
                          • that.bitch.is.sick Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 20.02.14, 15:17
                            orzech69 napisał:


                            > Czytamy ze zrozumieniem oki ?
                            > Z twojego linku wynika że:
                            > "W 2007 „The Economist” stwierdził, że „w większości dyskusji
                            > dobrą zasadą jest, że pierwsza osoba, która wyzwie drugą od nazistów, automaty
                            > cznie przegrywa dyskusję”[3]."
                            > Ja nie wyzwałem Bitch od nazistów tylko dałem przykład że to co jest w prawie
                            > nie oznacza że coś automatycznie jest dobre i moralne.
                            > Czytamy ze zrozumieniem bardzo proszę ;)

                            Ale tu nie dyskutujemy o moralności, dyskutujemy właśnie o tym co jakie mamy prawa nawet będąc w związku.
                            • orzech69 Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 20.02.14, 15:21
                              that.bitch.is.sick napisała:
                              > Ale tu nie dyskutujemy o moralności, dyskutujemy właśnie o tym co jakie mamy pr
                              > awa nawet będąc w związku.
                              Ale nasze prawa pisane wynikają z naszej społecznej moralności.
                              Gdy prawa przestają mieć podstawę w społecznej moralności przestają być przestrzegane.
                            • orzech69 Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 20.02.14, 15:25
                              that.bitch.is.sick napisała:
                              > Ale tu nie dyskutujemy o moralności, dyskutujemy właśnie o tym co jakie mamy pr
                              > awa nawet będąc w związku.
                              1) Ale nasze prawa pisane wynikają z naszej społecznej moralności.
                              Gdy prawa przestają mieć podstawę w społecznej moralności przestają być przestrzegane
                              2) Jak podpierasz się KK w związku to tego związku już nie ma.
                              3) mieszacie związki, prawo i moralności a teraz twierdzisz że tu nie chodzi o moralności ?
                              Trochę konsekwencji w tym co piszecie.
            • mojemail3 Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 14:43
              kutuzow napisał:

              (...)"Widzisz, Ty nie masz tajemnic. Niektórzy jednak lubią zachować sobie trochę prywatności. Nawet Perel pisała że to dobrze robi na namiętność.
              Ja wychodzę z założenia, że tak jak nie czyta się czyiś pamiętników czy listów, tak nie grzebie się w kompie/Facebooku/poczcie(...)"

              Tajemnic nie mam, ale cudzych meili czy sms-ów nie czytam, chyba że dostanę do przeczytania.
              Uważam,że w związku trzeba sobie dać nieco wolności, ale nie nazwałabym prywatnością, to co sobie mąż autorki wątku na sex fotce robił...
              • kutuzow Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 14:56
                mojemail3 napisała:
                > Tajemnic nie mam, ale cudzych meili czy sms-ów nie czytam, chyba że dostanę do
                > przeczytania.

                Widzisz, czyli jednak też szanujesz czyjąś prywatność.

                > Uważam,że w związku trzeba sobie dać nieco wolności, ale nie nazwałabym prywatn
                > ością, to co sobie mąż autorki wątku na sex fotce robił...

                Łączysz dwie rzeczy. Naganne zachowanie męża autorki przysłania Ci naganność samego czynu łamania prywatności. Wyobraź sobie inną sytuację:

                Autorka sprawdza kompa, jedynie co znajduje to korespondencja z koleżanka z pracy męża na Facebooku. Zupełnie niewinna (od taki lekki flirt jaki uprawiają często kobiety). Jak teraz ocenisz fakt grzebania w kompie i czytania korespondencji?

                • mojemail3 Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 15:03
                  kutuzow napisał:

                  (...)"Autorka sprawdza kompa, jedynie co znajduje to korespondencja z koleżanka z pracy męża na Facebooku. Zupełnie niewinna (od taki lekki flirt jaki uprawiają często kobiety). Jak teraz ocenisz fakt grzebania w kompie i czytania korespondencji?(...)"

                  Ciężko mi wartosciować winę...
                  Może cel uświęca środki? Żartuję, ale coś musiało dziewczynę popchnąć do takiego działania, chyba że jest chorobliwie zazdrosna, a on chorobliwie uzalezniony od pornografii, to oboje na terapię...
                  • kutuzow Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 15:21
                    mojemail3 napisała:

                    > Ciężko mi wartosciować winę...
                    > Może cel uświęca środki? Żartuję, ale coś musiało dziewczynę popchnąć do takieg
                    > o działania, chyba że jest chorobliwie zazdrosna, a on chorobliwie uzalezniony
                    > od pornografii, to oboje na terapię...

                    Wiesz ja wychodzę z założenia, że okraść złodzieja, czy zdradzić niewiernego, to wcale nie "resetuje" naszej własnej winy.
                    Rozumiem, że ją mogło coś pochnąć do tego, co nie zmienia fakty że jest to negatywne.
                    Tak jak długotrwały brak seksu może popchnąć do zdrady, ale też nie oznacza że jest to czyn neutralny. Powiedzmy że ma trochę inną interpretację (coś jak zabójstwo w afekcie i zabójstwo z premedytacją).
            • t.akaja Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 17:41
              kutuzow napisał:


              > Widzisz, Ty nie masz tajemnic. Niektórzy jednak lubią zachować sobie trochę pry
              > watności. Nawet Perel pisała że to dobrze robi na namiętność.

              To wszystko zależy jakiego kalibru są te tajemnice. Chyba sam przyznasz że to zbyć namiętne nie jest.
              >


              > Jeśli partner chce nam o czymś powiedzieć to to zrobi. Jeśli nie chce -powinniś
              > my uszanować jego PRYWATNOŚĆ.

              Aha, czyli co? Dziewczyna ma zacisnąć zęby, dać się oszukiwać, bo księciunio musi mieć prywatność pod tyt. "zrób mi laskę"?



              > Ja nigdzie nie piszę, że zachowanie gościa jest OK bo NIE JEST. Tylko to że on
              > robi źle nie znaczy, że naruszanie prywatności przez nią jest nagle czynem pozy
              > tywnym (bo tez nie jest).


              Nie piszesz, że zachowanie jest ok, ale.....on musi mieć prywatność?
              Jedno z drugim się gryzie jakoś tak.


              > Ja zaś myślę że należy dojść do PRZYCZYNY takiego zachowania. "Trzymanie krótko
              > " spowoduje tylko że gość lepiej się zacznie kryć. Dopóki czegoś nie zmienią w
              > związku (o ile chcą oboje), to nic się nie zmieni. Rady trzymaj go krótko, to j
              > ak mawiał mój ś.p. dziadek "leczenie syfa pudrem".

              Właśnie, tu się zgodzę. Dwie strony muszą chcieć. Poniekąd wiążąc się z drugim człowiekiem rezygnujemy z prywatności. Jeśli ktoś ma czyste sumienie, nie ma czego się bać. Próbuję postawić się w owej sytuacji. Powiedzmy,że mój partner nie czuje się niepewny, co mi stanie się w momencie gdy on zechce uspokoić swoje "ja" by móc normalnie funkcjonować i cieszyć się dalej ze mną życiem? Kurcze, przecież to nawet zdrowy odruch ludzki, to znak że wciąż kocha, wciąż mu zależy.
              • kutuzow Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 17:51
                t.akaja napisał(a):


                > Aha, czyli co? Dziewczyna ma zacisnąć zęby, dać się oszukiwać, bo księciunio mu
                > si mieć prywatność pod tyt. "zrób mi laskę"?

                Wrzucasz wszystko do jednego worka bo tak łatwiej to obśmiać.
                Prywatność w związku to jedna kwestia. Nie godzenie się na zdrady to inna OSOBNA kwestia.
                Równie dobrze mogły się wydarzyć dwa zdarzenia:
                a) przeszukała kompa i nic nie znalazła (naruszyła prywatność i nadal nie wie czy on jest wierny czy tak dobrze się tylko kryje)
                b) ona uszanowała jego prywatność, a o ew. akcji dowiedziała się np. od koleżanki

                Jak widzisz te dwie kwestie nie powinno się oceniać łącznie.

                > Nie piszesz, że zachowanie jest ok, ale.....on musi mieć prywatność?
                > Jedno z drugim się gryzie jakoś tak.

                Sorki, ale to gryzie się tylko Tobie. Jak widzę nie rozumiesz że w związku jest miejsce na przestrzeń prywatną drugiej osoby. To jak ona ją wykorzysta to zupełnie osobna historia.


                > Właśnie, tu się zgodzę. Dwie strony muszą chcieć. Poniekąd wiążąc się z drugim
                > człowiekiem rezygnujemy z prywatności. Jeśli ktoś ma czyste sumienie, nie ma cz
                > ego się bać.

                NIE NIE NIE.
                Jaśniej nie potrafię.
                Może zerknij na post Bitch - ona to ładnie opisała tutaj:

                "prawo do prywatności gwarantuje nam konstytucja oraz kodeks cywilny; praw jednostki i obywatelskich nie zrzekamy sie w momencie wejścia w związek małżeński czy erotyczny konkubinat, nie stajemy się też cudzą własnością. "Kontrola", "myszkowanie" to generalnie pogwałcenie godności osobistej jednostki i zaliczana jest do przemocy psychicznej (znęcania się)."
                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149643145,149669800,Re_Kalemu_ukrasc_by_Twojabogini.html
                • t.akaja Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 18:22
                  kutuzow napisał:
                  > Wrzucasz wszystko do jednego worka bo tak łatwiej to obśmiać.
                  > Prywatność w związku to jedna kwestia. Nie godzenie się na zdrady to inna OSOBN
                  > A kwestia.
                  > Równie dobrze mogły się wydarzyć dwa zdarzenia:
                  > a) przeszukała kompa i nic nie znalazła (naruszyła prywatność i nadal nie wie c
                  > zy on jest wierny czy tak dobrze się tylko kryje)
                  > b) ona uszanowała jego prywatność, a o ew. akcji dowiedziała się np. od koleżan
                  > ki
                  >
                  Wydarzeń może być jeszcze więcej jednym z nich np. uszanowała prywatność, przez wiele lat żyla szczęśliwa, aż tu nagle okazuje się, że na głowie nosi poroże większe od mamuta, bo przez te wszystkie lata była jedynie kucharką, praczką, zamiataczką itp itd. Wiem, że niewiedza bywa błoga . Z punktu widzenia mojego - kobiety, wolałabym wiedzieć znacznie szybciej niż moje życie zdąży przeminąć, a resztę życia przeżyć z smakiem porażki życiowej.
                  >

                  > "prawo do prywatności gwarantuje nam konstytucja oraz kodeks cywilny; praw jedn
                  > ostki i obywatelskich nie zrzekamy sie w momencie wejścia w związek małżeński c
                  > zy erotyczny konkubinat, nie stajemy się też cudzą własnością. "Kontrola", "mys
                  > zkowanie" to generalnie pogwałcenie godności osobistej jednostki i zaliczana je
                  > st do przemocy psychicznej (znęcania się)."

                  I znow regułki. Powiem Ci że jestem w temacie i może dlatego tak mnie to odstręcza. Przecież nie rozmawiamy tu o jakiejś mega obsesyjnej kontroli. Wyobraź sobie małżeństwo, on mówi kocham cię, ona mówi kocham cię. Nagle w ich życiu pojawia się koleżanka z pracy męża. A to dzwoni, a to sms-uje... Żona zaczyna czuć się niepewnie, bo tak na prawdę nie wie co się dzieje, czy jest przewrazliwiona, czy też przeczucie ją nie zawodzi. Bo jak to sobie wyobrażasz, mąż na pytanie żony "kochanie czy ciebie coś łączy z Marlenką" on odpowie "no wiesz kochanie ja ją tylko bzykam"? Przecież to oczywiste że nie, bo ma swój dom, swoją ostoję i w sumie jest mu dobrze, wygodnie u boku żony. Ma to stracić? No więc taka żonka dyskretnie sprawdzi - nie wiem- telefon, może poczte (jak kto woli). Okaże się że mąż traktuje Marlenkę tylko i wyłącznie slużbowo. Żona cała w skowronkach wraca do swoich obowiązków uświadamiając sobie jakiego fajnego faceta ma. Temat się urywa. Nie ma codziennych kontroli.
                  • mojemail3 Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 18:27
                    t.akaja napisał(a):

                    "Wydarzeń może być jeszcze więcej jednym z nich np. uszanowała prywatność, przez wiele lat żyla szczęśliwa, aż tu nagle okazuje się, że na głowie nosi poroże większe od mamuta, bo przez te wszystkie lata była jedynie kucharką, praczką, zamiataczką itp itd(...)"

                    To jak w tym kawale, w którym było i poszanowanie wolności i prywatności w małżeństwie:

                    Mąż pyta żonę " Kochanie, czy mogę iść z kolegami na piwo"
                    Żona: "Oczywiście kochanie, przecież Cię za rogi trzymać nie będę" ;-P
                    • t.akaja Re: Kalemu ukraść...by Twojabogini 19.02.14, 18:30
                      buahahahahahhaha :D
    • bcde Re: Nie wiem co robić... 19.02.14, 02:09
      >Odkryłam konto na sex fotce, jego wiadomości ta
      > m, komentarze zdjęć kobiet... Pełno filmów erotycznych, zdjęć itd
      > Jak on może pytać inna ile bierze za sex, czy ma jakieś lokum itp itd ? Co mam
      > zrobić ? on wraca do domu za 45min :( zrobić awanture i wyjść? czy przemilczeć
      > i obserwować dalej ? nie jestem w stanie go przyłapać, ma taką pracę że nie da
      > się określić gdzie i z kim był.

      Konto, wiadomości, komentarze do zdjęć kobiet, filmy erotyczne, zdjęcia świadczą o zdrowym zainteresowaniu seksem u faceta i nie są niczym nienormalnym ani złym. Pytania o koszty i lokum mogą wskazywać na to, że mąż mógł korzystać z usług pań, ale wcale nie musiało tak być. Mąż mógł sobie gawędzić i prowadzić erotyczne gierki.
      Przestań histeryzować po babsku. Powiedz mężowi, że znalazłaś jego konto i wiesz o jego zainteresowaniach. Powiedz, że nie masz nic przeciwko temu, żeby sobie oglądał babki w internecie i gadał z nimi, ale poproś, żeby cię nie zdradzał. Zapytaj czego mu brakuje w domowym seksie i jak jego zdaniem można poprawić jakość pożycia. Wykorzystaj okazję do poprawienia jakości pożycia, z korzyścią dla męża i dla ciebie.
      • mojemail3 Re: Nie wiem co robić... 19.02.14, 10:54
        bcde napisał:

        (...)"Przestań histeryzować po babsku. Powiedz mężowi, że znalazłaś jego konto i wiesz o jego zainteresowaniach. Powiedz, że nie masz nic przeciwko temu, żeby sobie oglądał babki w internecie i gadał z nimi, ale poproś, żeby cię nie zdradzał. Zapytaj czego mu brakuje w domowym seksie i jak jego zdaniem można poprawić jakość pożycia. Wykorzystaj okazję do poprawienia jakości pożycia, z korzyścią dla męża i dla ciebie (...)"

        No proszę, jaki racjonalny głos rozsądku, bez głupich babskich emocji...
        O i jakie zainteresowania męskie, nie tam naiwne wędkarstwo czy brydż! Czy jakieś inne ekstremalne sporty, co niepotrzebnie marnują cenną męską energię.
        Tak, niech poprosi,żeby nie zdradzał, niech za nogi podejmie, w rękę pocałuje, co miłośnie obejmuje myszkę od domowego komputera...
        I to wszystko 3 lata po ślubie,ciekawe co będzie dalej...
        • orzech69 Re: Nie wiem co robić... 19.02.14, 11:34
          mojemail3 napisała:
          > No proszę, jaki racjonalny głos rozsądku, bez głupich babskich emocji...
          > O i jakie zainteresowania męskie, nie tam naiwne wędkarstwo czy brydż! Czy jaki
          > eś inne ekstremalne sporty, co niepotrzebnie marnują cenną męską energię.
          > Tak, niech poprosi,żeby nie zdradzał, niech za nogi podejmie, w rękę pocałuje,
          > co miłośnie obejmuje myszkę od domowego komputera...
          > I to wszystko 3 lata po ślubie,ciekawe co będzie dalej...
          Jak złośliwie....
          Chociaż to proszę nie zdradzaj to ........ taki brak szacunku dla samego siebie.
      • rekreativa Re: Nie wiem co robić... 19.02.14, 11:51
        Acha, czyli ja tez mogę sobie założyć konto na jakimś portalu i prowadzić erotyczne pogawędki z obcymi kolesiami. A jeśli mąż się o tym dowie, to powinien pokornie zapytać, czego mi nie dostarcza w seksie.
        Gdyby zaś się oburzył, to znaczy, że histeryzuje jak baba.
        • twojabogini Re: Nie wiem co robić... 19.02.14, 12:24
          Cholera, jak będę z mężem w gorszych układach to tak właśnie zrobię - zacznę internetowe randki.
          Jest samcem z samców, alfą z alfów: dlatego na pewno nie będzie po babsku histeryzował, jak zobaczy, że pytałam młodych adonisów ile biorą i czy oferują własne forum. Na pewno po męsku i racjonalnie zareaguje: poprosi, żebym go nie zdradzała oraz spyta czego mi w łóżku brak.

          Szkoda, że nie wiedziałam do tej pory, że mężczyźni tak to traktują i wcale nie robią histerii, wiele straciłam w poprzednich związkach. Zwłaszcza, że myślę, ze taka pokorna prośba "nie zdradzaj mnie" mogłaby faktycznie wpłynąć na moje wrażliwe serduszko i ostudzić chuć.
          • bcde Re: Nie wiem co robić... 20.02.14, 00:27
            > Jest samcem z samców, alfą z alfów: dlatego na pewno nie będzie po babsku histe
            > ryzował, jak zobaczy, że pytałam młodych adonisów ile biorą i czy oferują własn
            > e forum. Na pewno po męsku i racjonalnie zareaguje: poprosi, żebym go nie zdrad
            > zała oraz spyta czego mi w łóżku brak.

            Jeśli faktycznie jest samcem z samców i alfą z alfów, to tak właśnie powinien się zachować. Obecność innych samców blisko ciebie nie powinna robić na nim wrażenia, bo i nie powinien czuć się zagrożony. Jeśli jest przekonany, że go kochasz i że ma cię na wyłączność, to nie powinno go ruszać, że z kimś gadasz w internecie. Jeśli natomiast ma wątpliwości, to powinien dążyć do szybkiego i racjonalnego wyjaśnienia sytuacji, po to, żeby się upewnić co do ciebie i ew. poprawić relację albo żeby dać ci kopa i zastąpić inną laską. Samiec z samców i alfa z alfów nie musi szpiegować swojej kobiety, bo szkoda czasu, jeśli szybko może mieć inną, gdy straci zaufanie do obecnej. Pisząc o proszeniu, żeby nie zdradzać miałem na myśli prośbę do partnera, by poinformował o zakończeniu relacji, zanim zwiąże się z kimś innym.To nie to samo, co błaganie o wierność.
            Niestety, niewielu jest samców z samców i alf z alf. Typowa reakcja facetów na zdradę jest inna, tzn. dość podobna do kobiecej, tylko jest mniej łez.
            • sabat.77 Re: Nie wiem co robić... 20.02.14, 00:33
              bcde napisał:

              > Niestety, niewielu jest samców z samców i alf z alf.

              Ja jestem Alfem. Na dowód tego jestem skłonny zjeść kota państwa Tannerów.

              Alfą w stadzie się bywa, a nie rodzi się nią :)
              • rekreativa Re: Nie wiem co robić... 20.02.14, 15:25
                O, dobra uwaga.
                Alfą nie jest się też dożywotnio - w każdej chwili układ może się zmienić.
              • rekreativa Re: Nie wiem co robić... 20.02.14, 15:26
                Można by też zapytać: jeśli babka już by była z tym alfą nad alfami, to czego by miała szukać w Necie na portalach erotycznych?
                • orzech69 Re: Nie wiem co robić... 20.02.14, 15:32
                  rekreativa napisała:

                  > Można by też zapytać: jeśli babka już by była z tym alfą nad alfami, to czego b
                  > y miała szukać w Necie na portalach erotycznych?
                  Kolejnych podbojów. Niektórzy nie potrafią inaczej.
        • bigbadpig Re: Nie wiem co robić... 19.02.14, 16:47
          Dokładnie zgadzam się z tym co napisał/a radi - histeria to zły doradca, przemyśl swoją sytuację, przeanalizuj jak zmiany w Twojej wiedzy których stałaś się świadkiem, wpływają na Twoje potrzeby i możliwości w tym związku itd. Jeśli potrzebujesz czasu na zbudowanie jakiejś spójnej koncepcji swojego "co dalej" - daj go sobie.

          Nie nabierz się na sugestie typu - masz problem z mężem, rozważ psychotropy, cywilizacja tabletek produkuje jednostki chorobowe ze wszystkiego co nie jest szczęściem. Jeśli jesteś wściekła, rozżalona, skonfundowana, itp - w obecnej sytuacji to są emocje adekwatne do Twojej sytuacji i Twojej osobowości - tego się nie leczy. Jeśli zaczniesz się farmakologicznie wspomagać, dlatego, że się czegoś dowiedziałaś to szukając rozwiązań będziesz musiała znaleźć dwa - dla siebie takiej jaką jesteś i dla siebie znieczuloną na rzeczywistość, bo bardzo możliwe, ze będą to rozwiązania w jakiś punktach rozbieżne.

          Dyskusję o tym jak bardzo kopnąć w dupę, w co nie wierzyć, i na ile przejść obok - zignoruj. To na tym forum taka jałowa zabawa - nie ma uniwersalnie skutecznych rozwiązań, jedyne co możesz zrobić to wymyślić własne. Forumowicze podpowiadają Ci jako obiektywnie najlepsze strategie to - co im się wydaje, że sami by zrobili. Tak przenoszą własne wizje i własne rzeczywistości na Twoją sytuację.
          • bigbadpig Re: Nie wiem co robić... 19.02.14, 16:58
            Sorry, chciałem się podpiąć do radi nie do Ciebie rekreativa
          • mojemail3 Re: Nie wiem co robić... 19.02.14, 18:19
            bigbadpig napisał:

            (...)"Dyskusję o tym jak bardzo kopnąć w dupę, w co nie wierzyć, i na ile przejść obok - zignoruj. To na tym forum taka jałowa zabawa - nie ma uniwersalnie skutecznych rozwiązań, jedyne co możesz zrobić to wymyślić własne. Forumowicze podpowiadają Ci jako obiektywnie najlepsze strategie to - co im się wydaje, że sami by zrobili(...)"

            Tak, ale...Byłeś kiedyś w takiej sytuacji? Wiesz, jakie emocje miotają osobą zdradzaną ? (można to tak określić, bo to nie były fantazje, tylko podjęty zamiar,umawiania się itd)
            Ja to obserwowałam u bliskich przyjaciółek, unormowanie emocji przychodzi po długich miesiącach jeśli nie latach.
            Myślę sobie czasem,że może ta mądrość ludowa, co każe wiarołomnemu gębę obić, pozwala na uwolnienie nagromadzonych emocji? Teraz tak doskonale umiemy ukryć dręczący ból i cierpienie...
            • marek.zak1 Re: Nie wiem co robić... 19.02.14, 18:22
              O zadrosci i emocjach napisał już Shakespeare w Otellu. Człowiek traci poczucie rzeczywistości co prowadzic może i do zabójstwa. Takich spraw były tysiące.
      • t.akaja Re: Nie wiem co robić... 19.02.14, 18:58
        Facet jajko?
        • orzech69 Re: Nie wiem co robić... 20.02.14, 15:33
          t.akaja napisał(a):

          > Facet jajko?
          Wielka prośba cytuj wypowiedzi do jakiś się odnosisz to bardzo poprawia czytelności postów.
    • orzech69 Re: Nie wiem co robić... 19.02.14, 08:34
      mikaa82 napisał(a):
      Jak długo jesteście razem ?
      Jak wygląda wasz sex ?
      I nie obwiniaj się, problemy w związku to zawsze winna obojga partnerów.
    • radi_7 Re: Nie wiem co robić... 19.02.14, 08:44
      Inni ludzie nas nie zdradzają, oni są po prostu sobą. Zdradzają nas nasze wyobrażenia, oczekiwania, marzenia. Kochałaś, kochasz, kogoś innego niż sobie do tej pory wyobrażałaś. Zastanów się czy będziesz mogła kochać, żyć z kimś kogo teraz poznałaś. Nawet zakładając że w jakimś zakresie pójdziecie wzajemnie na kompromisy. Bo nie wierz że dorosły człowiek może się całkowicie zmienić. Mogą sie zmienić Wasze relacje, może się zmienić jego obraz w Twojej głowie. Tylko pytanie czy coś takiego będzie Cię nadal interesowało. Daj sobie trochę czasu, nie czuj się ofiara tylko kimś kto zyskał, nową, ważna wiedzę. I pewnie sama poczujesz co chcesz zrobić. Tylko nie decyduj w emocjach, weź je pod uwagę ale tylko jako jeden z czynników przy podejmowaniu decyzji.
      Tylko najważniejsze, nie oszukuj sama siebie, tak jak on to zrobił w stosunku do Ciebie.
    • loppe Re: Nie wiem co robić... 19.02.14, 12:06
      Wszedłem na tę sex fotkę o której piszesz. Co za wulgarność tam panuje!
    • jesod Ja go kocham 19.02.14, 12:35
      mikaa82 napisał(a):
      > nie wytrzymam za chwile i pęknę... łzy same płyną...
      > ja go kocham... jesteśmy 3lata po ślubie, wszystko jest cudownie, nigdy się
      > nie kłócimy... boli to strasznie...

      Z wcześniejszej informacji wynika, że jednak nie jest wcale tak cudownie.
      Możesz go sobie kochać dalej, jeśli nic Ci w jego postępowaniu nie przeszkadza.
      Jednak, jeśli jest inaczej to zastanów się na ile kochasz siebie w tym układzie i na ile pozwolisz w ramach tej miłości.
    • t.akaja moje przemyślenia - nie rada 19.02.14, 18:56
      Zastanawiałam się co ja bym zrobila w takiej sytuacji. Dziewczyna nie wie jak oznajmić, jest przerażona, całe życie zawisło jej na włosku.
      Myślę sobie, ze zarejstrowała bym się na owej sex fotce, wkleiła swoje całkiem odważne zdjęcie, lecz nie całkiem roznegliżowane, strzeliła całkiem sprośny opis i czekała, aż mój pan sam przyjdzie do mnie :P
      • marek.zak1 Re: moje przemyślenia - nie rada 19.02.14, 18:58
        Mysle, że moj pomysl rozbicia laptopa jest lepszy.
        • t.akaja Re: moje przemyślenia - nie rada 19.02.14, 19:01
          :D
          kupi se nowego :P
        • jesod Myślę, że mój pomysł 19.02.14, 20:08
          marek.zak1 napisał:
          > Mysle, że moj pomysl rozbicia laptopa jest lepszy.

          A dlaczego lepszy?
          W jaki sposób rozwiązuje tę sytuację i do czego praktycznie doprowadza?
      • jesod Dziewczyna nie wie 19.02.14, 20:13
        t.akaja napisał(a):
        > Zastanawiałam się co ja bym zrobila w takiej sytuacji. Dziewczyna nie wie jak
        > oznajmić, jest przerażona, całe życie zawisło jej na włosku.

        Pytanie, dlaczego nie wie jak oznajmić?
        Co stoi na przeszkodzie by to zrobiła?
        Jak myślisz, dlaczego uważa, że jej życie zawisło na włosku i jest przerażona?

        t.akaja napisał(a):
        > Myślę sobie, ze zarejstrowała bym się na owej sex fotce, wkleiła swoje całkiem
        > odważne zdjęcie, lecz nie całkiem roznegliżowane, strzeliła całkiem sprośny op
        > is i czekała, aż mój pan sam przyjdzie do mnie :P

        Ale... po co?
        • t.akaja Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 20:29
          Nie wie jak powiedzieć, bo zwyczajnie boi się. Raz ze usłyszy potwierdzenie, dwa że ją okłamie, a przecież dobrze wie co widziała. Boi się rozłąki, w takich związkach traci się kontrolę nad własnym życiem.

          Po co? No właśnie po to, ze jeśli on lubi takie stronki, a jeszcze gorzej bo zadaje konkretne pytanie kobietom by osiągnąć swój cel, to jak myślisz jak zareaguje gdy zobaczy tam swoją panią? On może mieć tam konto ona nie?
          • jesod Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 21:15
            t.akaja napisał(a):
            > Nie wie jak powiedzieć, bo zwyczajnie boi się. Raz ze usłyszy potwierdzenie, dw
            > a że ją okłamie, a przecież dobrze wie co widziała. Boi się rozłąki, w takich z
            > wiązkach traci się kontrolę nad własnym życiem.

            Boi się siebie, czy o siebie? Nie rozumiem... Tzn. rozumiem co chcesz przekazać, ale tłumaczenie takiej postawy nie ma uzasadnienia, nie jest w tym ujęciu i pojęciu dla niej dobre. Lęk i wątpliwości nie pozwolą na normalność.
            Przede wszystkim, czego ma się bać? Prawdy?
            Chyba lepiej wiedzieć na czym się stoi, niż się oszukiwać w jakikolwiek sposób...

            t.akaja napisał(a):
            > Po co? No właśnie po to, ze jeśli on lubi takie stronki, a jeszcze gorzej bo za
            > daje konkretne pytanie kobietom by osiągnąć swój cel, to jak myślisz jak zareag
            > uje gdy zobaczy tam swoją panią? On może mieć tam konto ona nie?

            Skoro lubi takie stronki, skoro spędza tam swój wolny czas i szuka nowych wrażeń to chyba za bardzo się tą swoją panią nie przejmuje. Czy pani nie jest w stanie wyciągnąć takiego wniosku dla siebie?
            On nie powinien mieć na takich stronach swojego konta, gdyby postępował wobec niej uczciwie i lojalnie. Ale... tak nie jest, dlatego ona powinna wyciągnąć z tego właściwe wnioski i nie oszukiwać się.
            Natomiast jej logowanie się w odwecie do niczego nie prowadzi. Przedłuża jej wewnętrzną agonię i ją niszczy bezsensownie.
            • sabat.77 Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 21:23
              Precz z ponurymi odwetowcami.
              Nic tylko isc, ciagle isc, w strone slonca...
              • rekreativa Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 21:28
                No ale powiedz, jaki sens ma odwet?
                Cofnie czas? Sprawi, że niewierny facet zamieni się w wiernego i lojalnego?
                Może jeszcze być tak, że pan odkryje konto żonki i zignoruje po całości, albo babkę wyśmieje. I tylko dodatkowa porcja goryczy dla niej.
                • sabat.77 Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 21:37
                  Jak ktos mi da w ryj, to odwet bedzie mial sens :) Chyba ze mam nadstawic drugi policzek.
                  To ze ona zna konto z ktorego loguje sie ten facet daje jej kolosalna przewage. Nie ma chuja, zeby nie dala go rady wkrecic... Moze grac tajemnicza nieznajoma, byc uwodzicielska, sprawic ze zacznie latac po scianach ze sterczacym kutasem a na koncu go zupelnie skompromitowac... Ech, troche wyobrazni :) Ze ja wam musze takie rzeczy mowic ...
                  • t.akaja Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 21:44
                    Też miałam o tym napisać :) Umówić się na bzykanko :) surprise!
                    • jesod Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 22:11
                      t.akaja napisał(a):
                      > Też miałam o tym napisać :) Umówić się na bzykanko :) surprise!

                      No widzisz, jacy jesteście jednomyślni.... Aż miło popatrzeć jaka zgoda w serwowanych radach.
                      Spróbuj, więc przekonać zmartwioną dziewczynę, że to najlepszy sposób na osiągnięcie zadowolenia z siebie i życiowe zwycięstwo.
                      Niech da się wydupcyć, jakiemuś palantowi, z zemsty na jakiegoś innego palanta.
                      • t.akaja Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 22:24
                        Chyba nie zrozumiałas. Chodzi o to by umówiła się z wlasnym mężem. Wtedy będzie miała 100% pewności czy on chodzi na tego typu schadzki czy tez zostanie jej wierny.
                        • jesod Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 22:35
                          t.akaja napisał(a):
                          > Chyba nie zrozumiałas. Chodzi o to by umówiła się z wlasnym mężem. Wtedy będzie
                          > miała 100% pewności czy on chodzi na tego typu schadzki czy tez zostanie jej w
                          > ierny.

                          Dla mnie to nie ma sensu. Szkoda czasu i energii.
                          Znalazła wystarczające dowody, że coś jest nie tak.
                          Teraz powinna z nim porozmawiać otwarcie i... powiedzieć, że w tej sytuacji praktycznie nie ma dla nich przyszłości. Wysłuchać co on ma do powiedzenia. To wszystko, na początek.
                          • bigbadpig Re: Dziewczyna nie wie 20.02.14, 00:53
                            Co za dęta bzdura, to autorka powinna sama zdecydować czy jest dla nich przyszłość. Żałosne jest stado ludzi wiedzących lepiej jak ułożyć życie kogoś znanego z kilku zdań na forum. Kopnij go w dupę, zrób coś mocnego, niech się dzieje. A później niech autorka opisze na forum jak to wyglądało. Ku uciesze motłochu oczywiście, piszącego i czytającego o rozstaniu przy herbatce.
                            • sabat.77 Re: Dziewczyna nie wie 20.02.14, 00:57
                              bigbadpig napisał:

                              > Co za dęta bzdura, to autorka powinna sama zdecydować czy jest dla nich przyszł
                              > ość. Żałosne jest stado ludzi wiedzących lepiej jak ułożyć życie kogoś znanego
                              > z kilku zdań na forum. Kopnij go w dupę, zrób coś mocnego, niech się dzieje. A
                              > później niech autorka opisze na forum jak to wyglądało. Ku uciesze motłochu ocz
                              > ywiście, piszącego i czytającego o rozstaniu przy herbatce.

                              Oczywiście, masz rację. Jednak zauważ, że tą bzdurę zaczęła sama autorka pytając nas co ma robić, a my jedynie brniemy dalej w tą komedię trzymając się niejako konwencji narzuconej przez autorkę :) Przyłączysz się czy będziesz dalej zrzędzić ?
                              • arcibiskup wymyślcie coś nowego 20.02.14, 05:36
                                Szkoda, że autorka i radzące zdecydowane kroki "ciotki" i cioty nie chcą podać swojego BMI.
                                To wiele wyjaśnia. Wracając do korzeni to jednak bajeczki o znalezionych informacjach na laptopie to raczej historia (siedzicie w internecie od rana do wieczora i nie zauważyliście, że) technologia poszła do przodu?
                                • sabat.77 Re: wymyślcie coś nowego 20.02.14, 09:38
                                  Wiekszosc uzytkowniczek podawala swoja wage i wzrost, a nawet niektorzy uzytkownicy. To ty nie uwazasz, wlazisz na forum i cos gadasz od rzeczy. Podaj swoje parametry. I poprosze zawartosc tkanki tluszczowej w procentach, bo BMI to zadna wskazowka. Mozna byc skinny fat i wygladac beznadziejnie przy niskim BMI.
                              • bigbadpig Re: Dziewczyna nie wie 21.02.14, 04:32
                                > Przyłączysz się czy będziesz dalej zrzędzić ?

                                +1 :P
                          • t.akaja Re: Dziewczyna nie wie 20.02.14, 08:26
                            Nie możemy tego rozpatrywać w kategorii zemsty. To raczej sprawdzenie tego czy on ma takie sklonności o jakie jest podejrzewany. Może z nim się umówić, usiąść i czekać. Zjawi się, słowa już nie będą potrzebne. Zwykła rozmowa przeprowadzona jaką proponujesz niczego nie rozwiązuje. Może tłumaczyć się na różne sposoby, mydlić oczy, a osoba zakochana jest gotowa w to wszystko uwierzyć.
                  • jesod Jak ktoś mi da w ryj 19.02.14, 22:05
                    sabat.77 napisał:
                    > Jak ktos mi da w ryj, to odwet bedzie mial sens :) Chyba ze mam nadstawic drugi
                    > policzek.

                    Jeśli chcesz się bić, to będzie miało dla Ciebie sens. Tylko dla Ciebie.
                    To jest Tobie potrzebne jako reakcja, bez której nie jesteś w stanie funkcjonować. Lubisz przecież potraktować z buta, jeśli tylko Ciebie coś urazi czy dotknie. To jest przecież pewien sposób na życie.

                    Nie musisz nadstawiać drugiego policzka. To nie jest jedyne rozwiązanie, poza oddawaniem w ryj.

                    sabat.77 napisał:
                    > To ze ona zna konto z ktorego loguje sie ten facet daje jej kolosalna przewage.
                    > Nie ma chuja, zeby nie dala go rady wkrecic... Moze grac tajemnicza nieznajoma
                    > , byc uwodzicielska, sprawic ze zacznie latac po scianach ze sterczacym kutasem
                    > a na koncu go zupelnie skompromitowac... Ech, troche wyobrazni :) Ze ja wam mu
                    > sze takie rzeczy mowic ...

                    Wyobraźni...? Czy żądzy zemsty? To jest różnica...
                    Skompromitowanie go jest tym, czego ona naprawdę pragnie i potrzebuje?
                    O taką relację jej między nimi chodzi?

                    • t.akaja Re: Jak ktoś mi da w ryj 19.02.14, 22:07
                      Wierzysz, ze da się to naprostować?
                      • jesod Re: Jak ktoś mi da w ryj 19.02.14, 22:20
                        t.akaja napisał(a):
                        > Wierzysz, ze da się to naprostować?

                        Nie wiem.
                        Za mało jest danych, żeby powiedzieć cokolwiek. Znamy tylko relację jednej strony i tak naprawdę do końca nie wiadomo, jak sprawy naprawdę wyglądają.

                        Jeśli przyjąć wszystko, co napisała dziewczyna, za prawdę i fakt to... nie miałabym złudzeń na jej miejscu.
                        Nawet jeśli będzie zaklinanie i poprawi się na jakiś czas, to taki facet się nie zmieni. Niestety. Jemu już na niej nie zależy, a ona powinna przyjąć to do wiadomości i coś z tym zrobić.
                        • t.akaja Re: Jak ktoś mi da w ryj 19.02.14, 22:26
                          Życie w wiecznej niepewności to nie życie, a tak by właśnie wyglądało. Czy da się odbudować zaufanie? Już nigdy, ale to moje zdanie.
                  • rekreativa Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 22:37
                    Nie moje klimaty.
                    Nie widzę sensu tracic czasu i energii na takie akcje.
                    Zresztą jaki ,miałby być tego cel? No już, załóżmy, udalo się zwabic gościa w pułapkę, już poleciał na umówione spotkanie z choojem w półwzwodzie, a tu... własna baba.
                    I co?
                    Zrobi głupią minę i dla tej miny ten cały cyrk?
                    • t.akaja Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 22:51
                      Nie dla miny, ale dla wlasnego wewnętrznego spokoju.
                      Może to przeżyje mocno, ale z czasem zrozumie że to było najlepsze wyjście z sytuacji, czyli zakończenie związku.
                      • rekreativa Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 23:24
                        Równie dobrze , albo i lepiej, może po prostu z gostkiem porozmawiać. Powiedzieć dokładnie, co znalazła i co on na to.
                        Że będzie kłamał?
                        No ależ może kłamać również w sytuacji odwetowej, którą sabat proponował - że on nic nie chciał robić, tylko sobie z panią pogadać. Bywają w końcu takie typy, co nawet złapane z choojem w cudzej piczce mówią "kochanie, to nie tak, jak myślisz".
                        Jeśli autorka jest w takiej rozsypce, to znaczy, że znalazła już wystarczająco przesłanek, że jej chłop się nielojalnie zachował. Po co więc jakieś dodatkowe intrygi?
                        • sabat.77 Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 23:28
                          Nosz kurwa, czasem trzeba jebnac w stol, a nie tylko bezustanie pojednawczo merdac ogonkiem...
                          • rekreativa Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 23:52
                            Noż kurwa, ale gdzie ja cokolwiek wspominam o "pojednawczym merdaniu ogonkiem"???
                        • jesod Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 23:45
                          rekreativa napisała:
                          > Równie dobrze , albo i lepiej, może po prostu z gostkiem porozmawiać.

                          Też tak myślę. Albo będzie coś z tej rozmowy, albo nie.
                          Ktoś musi pójść po rozum do głowy i przemyśleć "za i przeciw" oraz na czym mu/jej tak naprawdę w życiu zależy. Wszustlp trzeba sobie powiedzieć wprost.
                          Coś postanowić, a potem się tego uczciwie trzymać, bo... albo chce się być razem, albo nie.

                          rekreativa napisała:
                          > Bywają w końcu takie typy,
                          > co nawet złapane z choojem w cudzej piczce mówią "kochanie, to nie tak, jak my
                          > ślisz".

                          Dokładnie i... nie mają przy tym żadnego poczucia winy. Chcą tylko osiągnąć swój cel i mieć święty spokój.

                          rekreativa napisała:
                          > Po co więc jakieś dodatkowe intrygi?

                          Są zupełnie niepotrzebne, bo tylko będą zaogniały jej przeżycia i ból, i rozciągały to wszystko w czasie. Psychicznie dłuższe i jeszcze większe obciążenie.
                          To ona będzie bardziej cierpiała, tkwiąc dalej w tym wszystkim.
                          Satysfakcja z intrygi żadna. Zyska tylko pewność.
                          Moim zdaniem wątpliwości, które już ma są wystarczającym powodem by zacząć działać i mówić o tym wprost.
              • jesod Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 21:32
                sabat.77 napisał:
                > Precz z ponurymi odwetowcami.

                Zastanów się, co jej da odwet? Będzie się w tym gównie taplać z radością i tracić czas z satysfakcją spełnienia? Sama będzie się męczyć.
                Po co? Dla kogo? Co tym, tak naprawdę osiągnie... ?

                sabat.77 napisał:
                > Nic tylko isc, ciagle isc, w strone slonca...

                To miało być takie kąśliwie prześmiewcze z Twojej strony...
                Niestety, chyba nie zadajesz sobie sprawy, że tak naprawdę udzieliłeś jej właściwej odpowiedzi. To właściwy kierunek.
                • t.akaja Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 21:42
                  Myślisz że jest na tyle silna by w chwili obecnej iść w stronę słońca? Nie da się, chyba że ma się już spory bagaż życiowy.
                  To co dzieje się w chwili obecnej w jej życiu zwie się właśnie życiową lekcją. To jak być dzieckiem a w drugiej sekundzie dorosłym, niewykonalne.
                • sabat.77 Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 21:42
                  Co jej da odwet ? Ze moze zacznie ja szanowac. Slabych sie nie szanuje, slabych sie wykorzystuje. A tak, to ona moze robic za zenskiego famulusa i dalej pokornie pozwalac sie dymac w dupe. Odejsc teraz to przegrac, a tu trzeba walczyc i wygrac. Szczegolnie, ze sa na to widoki. Trzeba wzbudzic szacunek w drugiej osobie pokazujac pazury. Czasem to nieodzowne, bo na pochyle drzewo nawet koza skacze.
                  • jesod Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 22:54
                    sabat.77 napisał:
                    > Co jej da odwet ? Ze moze zacznie ja szanowac.

                    Chyba żartujesz. To ma być ten element, który zmieni jego zachowanie i zbuduje szacunek do niej?

                    sabat.77 napisał:
                    > Slabych sie nie szanuje, slabych sie wykorzystuje.

                    Co rozumiesz przez słabość? Brak agresji, żądzy zemsty i umiejętności/potrzeby wykorzystywania innych...?

                    sabat.77 napisał:
                    > Odejsc teraz to przegrac, a tu trzeba walczyc i
                    > wygrac.

                    Co przegrać i o co walczyć? Ten facet ma być tą wygraną...?

                    sabat.77 napisał:
                    > Szczegolnie, ze sa na to widoki. Trzeba wzbudzic szacunek w drugiej oso
                    > bie pokazujac pazury.

                    Trzeba mieć szacunek do samego siebie.
                    Wzbudzenia szacunku w drugiej osobie nie załatwia się siłą. To pozór szacunku.

                  • rekreativa Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 23:16
                    Zupełnie nie łapię, CO miałoby tutaj wzbudzić szacunek u tego faceta. To, że laska uknuła intryżkę? Że lubi się mścić? Że tą akcją chciała go jakoś tam po swojemu upokorzyć?
                    No weź...
                    • sabat.77 Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 23:26
                      Ze pokazala swoja wartosc, ze nie tanczy z frajerka...
                      • rekreativa Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 23:55
                        Wartość pokazała?
                        Bo się próbowała jakoś tam odegrać?
                        A jeśli zamiast obmyslać misterne plany zemsty, powiedziałaby, co wie i niech się kolo tłumaczy, to jej wartości odejmie, czy co?
                        • sabat.77 Re: Dziewczyna nie wie 20.02.14, 00:26
                          rekreativa napisała:

                          > A jeśli zamiast obmyslać misterne plany zemsty, powiedziałaby, co wie i niech s
                          > ię kolo tłumaczy, to jej wartości odejmie, czy co?

                          Odnośnie taktyki rozmów:
                          "Dwóch wilków jedno w lesie nadybali jagnię;
                          Już go mieli rozerwać, rzekło: "Jakim prawem?"
                          "Smacznyś, słaby i w lesie!" - Zjedli niezabawem."

                          Dla krętacza i kłamcy tłumaczenie się to żadne novum. To jego chleb powszedni, w którym sprowadzi Cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem :) Nie jest też żadną karą, a w tym wypadku kara musi być i to dotkliwa. To jest typowa sytuacja wielokrotnego dylematu więźnia, jeśli mamy mówić o dalszej współpracy, to na sytuację wyjściową "współpraca - zdrada" odpowiednią reakcją zawsze jest "zdrada" z naszej strony. Czyli dotkliwa i adekwatna kara. Inaczej wszystko wlezie na łeb i sytuacja stanie się notoryczna.
                          • rekreativa Re: Dziewczyna nie wie 20.02.14, 15:36
                            Kara? To jest zakład penitencjarny czy związek?
                            A jak już go ukarze, a on pokornie obieca poprawę, to dadzą se buzi-dupci i będą żyć długo i szczęśliwie?
                            Czy chodzi tylko o to, by się facet ukorzył i popłaszczył, a nasycona tym widokiem pani kopnie go i tak w zad - koniecznie butem na ostrej szpili?
                            • orzech69 Re: Dziewczyna nie wie 21.02.14, 11:09
                              Zakończyć cos z klasą bez kłótni i awantur to nie słabości to klasa i pokazanie własnej siły.
                              Nienawiści tylko spala nas wewnętrznie i zostawia pustynie.
                              Dla samego siebie lepiej odejścia w stronę słońca niż się mścić.
                              • rekreativa Re: Dziewczyna nie wie 21.02.14, 11:23
                                No też tak uważam, ale jak widać z dyskusji, frakcja zemsty i odwetu ma się dobrze.
                                • orzech69 Re: Dziewczyna nie wie 21.02.14, 12:05
                                  Tylko tak się zastanawiam po co ?
                                  Rozumiem w afekcie coś zrobić ale tak na zimno planować zemstę.
                                  Nie rozumiem tej motywacji. Tak babrać się w brudach i rozdrapywać rany. Ja bym powiedział żegnam i skupił się na przyszłości zostawiając przeszłości za sobą.
                  • orzech69 Re: Dziewczyna nie wie 21.02.14, 11:05
                    sabat.77 napisał:

                    > Co jej da odwet ? Ze moze zacznie ja szanowac. Slabych sie nie szanuje, slabych
                    > sie wykorzystuje. A tak, to ona moze robic za zenskiego famulusa i dalej pokor
                    > nie pozwalac sie dymac w dupe. Odejsc teraz to przegrac, a tu trzeba walczyc i
                    > wygrac. Szczegolnie, ze sa na to widoki. Trzeba wzbudzic szacunek w drugiej oso
                    > bie pokazujac pazury. Czasem to nieodzowne, bo na pochyle drzewo nawet koza ska
                    > cze.
                    A z żona też pokazałeś pazura i zadziałało ?
              • t.akaja Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 21:35
                Jaki odwet. To sygnal "ja wiem" :P
            • t.akaja Re: Dziewczyna nie wie 19.02.14, 21:35
              Ależ oczywiście, że masz rację. Niestety tak to nie działa. Trzeba przejść przez wszystkie etapy by w końcu coś dotarło, prawdę mówiąc bywa i tak że nigdy nie dociera.
              Ja to wszystko wiem, że trzeba mieć szacunek dla siebie.
              Boi się wszystkiego, że zostanie sama, że on ją oszukuje, że może nawet nie kocha, że jak mu wybaczy nadal będzie próbował i w ich życiu zapanuje prawdziwy chaos. Można wymieniać. Osobie postronnej łatwo powiedzieć jak i co powinna zrobić, gorzej gdy miejsca siedzenia się zmieniają. Następuje całkowity paraliż racjonalnego myślenia.
              Nikt nie mówi że jej nie kocha, ale szacunku raczej nie ma. Nie rani się ludzi czy się ich kocha, lubi czy nienawidzi. Nie sądzę też że przyjemnie było by mu oglądać własną kobietę na takim portalu, gdzie chętnych jego pokroju z pewnością by jej nie zabrakło. Nie chodzi o to by wdawała się w jakieś flirty, myślę że on doskonale wie jak taki portal funkcjonuje, co się na nim pisze. Jego wyobraźnia zrobi swoje. Zdurnieje widząc ją tam, da mu sporo do myślenia.
    • 3rd_sin Re: Nie wiem co robić... 19.02.14, 20:08
      Znam z otoczenia małżeństwo, które było w bardzo podobnej sytuacji. On miał prace, która sprzyjała skokom w bok. Ona odkryła na kompie jego ciągoty w stronę seksu analnego (którego mu zawsze odmawiała). W końcu znalazł prostytutkę, z ktora cennik uzgadnial via e-mail. Wszystko sie wydało. Są nadal para, ale już na jej warunkach. Facet jest totalnie wykastrowany - nie ma nic do powiedzenia. Cokolwiek chciałby zrobić inaczej jest sprowadzany do parteru. Nawet w kwestiach takich jak zakupy do domu, ktorybbuduja nie może mieć zdania. Ona trzyma go za jajka i sciska ilekroć on zabiera glos. Na moje oko, nadal posuwa na boku (żeby odreagować sytuacje w domu). Ona pozornie triumfuje i sadzi, ze maz sie nawrócił, wytwarzając w nim ciągle poczucie winy. Takie sobie piekiełko zgotowali.
      • sabat.77 Re: Nie wiem co robić... 19.02.14, 20:17
        Eee... To faktycznie dziwna sytuacja. I jeszcze dom razem buduja... Kto tam finansowo rzadzi ?
        • 3rd_sin Re: Nie wiem co robić... 19.02.14, 20:23
          On pracuje. Ona rządzi.
          • sabat.77 Re: Nie wiem co robić... 19.02.14, 20:38
            czyli - zle to rozegral.
            • jesod Źle to rozegrał 19.02.14, 21:24
              sabat.77 napisał:
              > czyli - zle to rozegral.

              Tak, tak... Grał i się zesrał.
              Teatralnie w rzec by można... Widownia nadal pozostaje w zachwycie.
              • sabat.77 Re: Źle to rozegrał 19.02.14, 21:29
                Jesod jak zwykle oburzona, lecz wciaz nie jest do konca jasne czym.
                • jesod Re: Źle to rozegrał 19.02.14, 21:46
                  sabat.77 napisał:
                  > Jesod jak zwykle oburzona, lecz wciaz nie jest do konca jasne czym.

                  Nie, nie jestem oburzona. Przecież to nie moje życie. Ci ludzie robią ze swoim, to co chcą.
                  Chcą żyć w zakłamaniu. A skoro to im odpowiada - to ich sprawa.

                  Raczej to Twoje podsumowanie jest dziwne... Twierdzisz, że facet to źle rozegrał. Podejrzewam, że chodzi o to, że się ujawnił, wiec stąd ten mój komentarz odnośnie tej jego gry aktorskiej...
                  Tak był przejęty sobą, swoją rolą i swoimi potrzebami do realizowania, że... skupił się tylko na tym. Cała reszta jakby nie istniała. Zapomniał się tak bardzo, doprowadzając przy okazji do tego, że sam się też skasował dla tej "swojej" kobiety.
                  • sabat.77 Re: Źle to rozegrał 19.02.14, 22:00
                    Nie. To raczej ta zona dorwala maile z kurwa. Moim zdaniem, skoro trzyma kase, powinien brutalnie zafaulowac - zwalic wine na nia, ze nie spelniala jego potrzeb seksualnych i stad cala sprawa, ale skoro tak, to sprawa rozwiazana i rozwod w toku. Zaczac sie wyprowadzac. Tak zrobilby kazdy przemocowy typ, moja droga Jesod :)
                    Jej strach najprawdopodobniej by ja zlamal psychicznie, pozwolil przyjac jego wersje za prawde. Skoro nadal z nim jest, to znaczy ze go potrzebuje. Inaczej by nie byla. Popraw mnie jesli sie myle. Jaka kobieta bylaby z wlasnej woli z zalosna, skomlaca cipa chodzaca na kurwy ? Zadna. Zatem chodzi o interesy.
                    • jesod Re: Źle to rozegrał 19.02.14, 23:21
                      sabat.77 napisał:
                      > Zatem chodzi o interesy.

                      Zgadzam się, że w tym przypadku może chodzić tylko i wyłącznie o interesy...
                      Jak jej na nim nie zależy (bo się na nim jednak zawiodła) to ma daleko w tyle, co on tak naprawdę robi i z kim. Jej potrzebne są tylko jego pieniądze. To taki odwet za wszystko.

                      Dlaczego więc on nie rozegrał tego w sposób jaki napisałeś, skoro trzyma kasę i miał poczucie swojej przewagi?
                      Czyżby miał poczucie winy i.... jednak mu na niej zależało?
                      • orzech69 Re: Źle to rozegrał 21.02.14, 11:23
                        Na wysnuwanie takich wniosków zdecydowanie za mało wiemy.
                        Jak to jest miedzy nimi tego nie wiemy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka