Dodaj do ulubionych

Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie.

19.03.14, 09:52

Witam , pozwolę sobie po krótce napisać co i jak.
Jesteśmy w związku od 6 lat i tak naprawdę nie mam na co narzekać ja ją kocham ona myślę że mnie też .Jednak moim i wyłacznie moim problemem jest rzadkość współżycia , próbowałem już wielu rzeczy , rozmowa włączając wytłumaczenie jak ja się z tym czuję , próbę zmiany sposobu w jaki dochodzi do seksu tj. starałem się robić t czego ona oczekiwała , rozmowa z psychologiem niestety jesdnorazowa bo jak to stwierdziła moja pani nie ma potrzeby na większą ilość spotkań, ostatnią rzeczą jaką spróbowałem był kompletny brak zainteresowania z mojej strony no i podziałało ale niestety bardzo krótkofalowo.

Seks w 99% wychodzi z mojej inicjatywy ona twierdzi że nie potrafi na domiar złego mam często poczucie że robi to z przymusu a to mnie odpycha ( brak jej zaangazowania , lezy i czeka) .
Sytuacja ta trwa od jakiś 4 lat najpierw myslalem ze to przez dziecko , ciąże ale czas leci a tu nic sie nie zmienia . Niestety doprowadza to do konfnliktów ponieważ moje zachowanie tez sie zmienia jestem chłodny nie przytulam jej i ogólnie unikam sytuacji bliskości.
Nie potrafię tego rozgraniczyc dla mnie bliskość zawsze była związana również z seksem wiec czesto dochodzilo do spięc kiedy ja miałem ochotę na coś a ona nie, skonczylo sie tak ze ja przestałem się przytulac itp. ale tez nie mam oczekiwan jesli chodzi o seks a dzieki temu brak tez jest konfliktow.
Zdaje sobie sprawę że to nie jest rozwiązanie problemu ale naprawdę już brak mi pomysłów nadmienie że jestem przystojnym fecetem myslę ze dla niej atrakcyjnym ona dla mnie rowniez. Ja mam 30 a ona 27 wiec wiek tez nie jest tu problemem.
Prosze o jakies wskazowki.
Obserwuj wątek
    • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 10:03
      Założyciel tego forum będąc w takiej jak Twoja sytuacji najpierw bodaj zaczął "po prostu ją brać", żonę, ale to takie sobie rozwiązanie, bo po pierwsze boli Cię tak samo niechęć Partnerki do seksu z Tobą, jak brak seksu, a po drugie takie rozwiązanie trąci gwałtem małżeńskim. No więc w następnym kroku on się rozwiódł, jeśli dobrze pamiętam.

      Proponuję żebyś powiedział żonie, że chcesz się czuć kochany, a seks jest ważnym wyrazem miłości. Następnie, jeśli to nie pomoże to... ja już nie wiem:)
      • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 10:14
        no niestety ale nie pomogło rozmawiałem z nia na ten temat i bardziej szczerym być nie mogłem , doskonale wie jak to na mnie wpływa jak się z tym czuje ale jakoś nie robi to wiekszej różnicy. Mrukiem nie jestem i wychodzę z założęnia ze rozmowa i zrozumienie potrzeb drugiej osoby jest kluczem do rozwiązania problemów .
        • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 10:23
          Pomyśl czy zrobiłeś wiele by rozkochać w sobie Partnerkę. Jeśli zrobiłeś co w Twojej mocy, a Ona nie chce wiele robić by dać Ci seks małżeński, to co jeszcze możesz zrobić?

          Technicznie biorąc, należałoby przede wszystkim prawidłowo zdiagnozować przyczynę seksualnej niemocy Partnerki. Bo od tego zależy metoda kuracji. Może to nie jest brak miłości do Ciebie mimo Twoich, założonych tu na tę chwilę, starań? No ale Ona jak piszesz nie jest zainteresowana diagnozą. I nic Ci nie powiedziała, dlaczego tak jest z tym seksem?? mimo że rozmawialiście?? Bo nie napisałeś nic o jej stanowisku werbalnym.
          • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 10:29
            Racja , nie napisałem jej stanowisko jest nastepujące nie mam takich potrzeb jej seks raz w miesiacu wystarcza i nie widzi w tym problemu mowi ze postara sie nad tym popracowac ale jak przychodzi co do czego to nie widac zmian a nawet staran o ktorych mowila . Rozmowa z nia na ten temat jest trudna mowi ze nie lubi tematu nie wie dlaczego tak sie zachowuje , nikt jej nie skrzywdzil w przeszlosci bo to tez wykluczylem.
            • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 10:32
              dimmur11 napisał(a):

              > Racja , nie napisałem jej stanowisko jest nastepujące nie mam takich potrzeb je
              > j seks raz w miesiacu wystarcza i nie widzi w tym problemu mowi ze postara sie
              > nad tym popracowac ale jak przychodzi co do czego to nie widac zmian a nawet st
              > aran o ktorych mowila . Rozmowa z nia na ten temat jest trudna mowi ze nie lubi
              > tematu nie wie dlaczego tak sie zachowuje , nikt jej nie skrzywdzil w przeszlo
              > sci bo to tez wykluczylem.

              To teraz - z braku jej autodiagnozy oraz jej niechęci do zostania zdiagnozowaną przez specjalistę - być może kobiety pomogą Ci tu jakoś, wniknąć w psyche żony...
              • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 11:13
                oppe napisał:

                > dimmur11 napisał(a):
                >
                > > Racja , nie napisałem jej stanowisko jest nastepujące nie mam takich potr
                > zeb jej seks raz w miesiacu wystarcza i nie widzi w tym problemu mowi ze postar
                > a sie nad tym popracowac ale jak przychodzi co do czego to nie widac zmian a na
                > wet staran o ktorych mowila

                I zapewne jest w tym szczera. Nie pojęcia co mogłaby zrobić dla siebie, swojej seksualności, dla związku - choć naprawdę by chciała. A z drugiej strony nie jest w stanie zmuszać się do seksu - zwłaszcza, że ty wtedy także to wyczuwasz - więc to rozwiązanie do niczego z punktu widzenia was obojga nie prowadzi.
                Zapewne - postrzegając swoją seksualność przez pryzmat tego co wie o seksie bardzo obawia się, że jest z nią coś nie tak. Oboje się tego obawiacie, skoro zastanawialiście się także nad opcją, że w przeszłości mogła być skrzywdzona itp.
                • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 12:53
                  Tak dokadnie jak piszesz ,nie wiem naprawde jak wybrnac z tej sytuacji i co jeszcze moge zrobic.
                  W kwesti pelnego zrozumienia nie nieuwazam sie za jakiegos alfe i omege jesli chodzi o seks , bazuje na szczerej rozmowie z partnerka jesli mowi ze jest jej ze mna swietnie to jej wierze bo nie mam powodów do innego myslenia. Oczywiscie nie zawsze i to tez mi mowi (jesli np zdarzy sie ze nie ma orgazmu albo nie jest do konca zadowolona) wiec prowadzimy na ten temat rozmowy( prowadzilismy) teraz to spada na dalszy plan bo zaczelo mnie glownie to irytowac i jak pisalem wczesniej prowadzi do konfliktow.

                  Jakies pomysly jak zaczac czy co zrobic , nie prosze o rozwiazanie sytuacji bo wiem ze to skomplikowana sytuacja ale o jakies pomysly co ewentualnie moge sprobowac zrobic bo sam juz wykorzystalem wszystkie ktore mi przyszly do glowy.
      • 1blasco Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 26.03.14, 10:55
        Uważam, że konieczne jest nie poprzestawanie na szczerych rozmowach z żoną. Zawsze można jeszcze skorzystać z porad seksuologa czy jakiegoś mediatora. Rozumiem to jest trudne, być z kimś a być dla siebie chyba obcym?. Nie poddawać się.
        • ewella Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 05.07.23, 19:33
          Niestety jest to poważny problem szczegòlnie w związkach z długoletnim stażem. Może warto porozmawiać o swoich potrzebach i oczekiwaniach, warto wyjść z rutyny i trochę poeksperymentować to zawsze podsyci ogień w związku.

          ewelinanatalia2008.blogspot.com/2023/07/jak-zwiekszyc-libido.html
    • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 11:04
      Jak rozumiem: przez pierwsze dwa lata związku nie było problemów. Potem ciąża i pojawienie się dziecka wpłynęły na to, że seksu było mniej. Jednak minęły już cztery lata i nie tylko nic się nie zmieniło, ale jest wręcz gorzej. Bark płaszczyzny seksualnej w związku jest dla ciebie frustrujący. Uwierz mi na słowo, że dla twojej żony na pewno też.
      Zazwyczaj działa to tak: w początkowej intensywnej fazie związku działa to co zwyczajowo określamy jako "hormony". Gotowość kobiety do aktywności seksualnej, jej poczucie własnej atrakcyjności dla partnera, chęć sprawiania partnerowi przyjemności, obopólny stan zakochania - wszystko to wpływa na to, że seksu jest dużo i jest on satysfakcjonujący.
      Jeśli w tej fazie kobieta zostanie rozbudzona seksualnie i para nauczy się prowadzić życie seksualne w taki sposób, aby oboje partnerów odczuwało seksualne zaspokojenie - problemy zazwyczaj nie występują.
      Jednak najczęściej jest tak, że gdy faza "hormonów" mija, okazuje się, że kobieta nie odczuwa satysfakcji seksualnej (w przeciwieństwie do emocjonalnej, oraz zaspokojenia potrzeb takich jak bycie kochaną, pożądaną, potrzeby bliskości), w przeciwieństwie do mężczyzny (który uważa życie seksualne za satysfakcjonujące także na poziomie odczuwanej przyjemności). Długo by pisać czemu tak jest, generalnie wpływają na to uwarunkowania kulturowe: brak wiedzy o kobiecej seksualności, powszechne postrzeganie seksu przez pryzmat seksualności męskiej. Przy takich uwarunkowaniach para zazwyczaj ma niewielkie szanse na to, aby nauczyć się satysfakcjonującego dla obojga seksu.
      Kobieta gdy nie odczuwa satysfakcji seksualnej (a zazwyczaj kobietom wmawia się, że zaczną ja w pełni odczuwać, gdy założą stały związek, urodzą dziecko itp. - dlatego są one skłonne "oczekiwać" - że z czasem ich przyjemności się po prostu pojawi) - zaczyna się z seksu powoli wycofywać. Stopniowo seks staje się dla niej frustrujący, gdyż pomimo seksualnego pobudzenia, nie dochodzi do zaspokojenia.
      Na to wszystko zazwyczaj nakłada się ciąża, połóg, okres karmienia - które wcale sytuacji nie poprawiają i są wtedy dodatkowymi czynnikami obniżającymi kobiece libido - najczęściej do zera.
      Po okresie połogu część kobiet godzi się na seks (dla dobra związku, z miłości do partnera), kompletnie nie będąc na ten seks przygotowana. To kolejna pułapka - gdyż zaczynają wtedy postrzegać partnera jako seksualnego agresora, i ich brak ochoty na seks przeradza się w awersję do seksu. A kobieta zaczyna sądzić, że mężczyzna traktuje ją przedmiotowo.
      Mężczyźni wtedy z kolei wpadają w inną pułapkę - zaczynają sądzić, że kobieta zwabiła ich na seks, że nimi manipuluje, że jest nieczuła, że ma gdzieś ich potrzeby, frustrację.
      Do tego większość kobiet obawia się szczerej rozmowy z partnerem (nie odczuwam satysfakcji seksualnej i dlatego unikam współżycia, ani się do niego nie garnę). Przyczyny są dwie - po pierwsze większość kobiet nie wie dlaczego tak jest i bardzo się obawiają, że jest coś z nimi nie tak. Po drugie - bardzo boją się reakcji partnera (poniekąd słusznie, biorąc pod uwagę, że w znanych mi przypadkach, w których kobiety zdecydowały się na szczerość, spotkały się z oskarżeniami, że dotąd "kłamały", czasem też z bardzo upokarzającym porównywaniem do innych kobiet, które nie mają problemów seksualnych lub też ich partnerzy czuli się przytłoczeni prawdą, wycofywali się z z seksu, uważali, że partnerka oskarża ich złośliwe o seksualną nieudolność).

      Im dłużej to trwa, tym lista zarzutów, pretensji i podejrzeń się wydłuża. Oczywiście wpływa to na całą relację, partnerzy zaczynają się odnosić do siebie wrogo, zanikają uczucia pozytywne. Zanika bliskość.

      Pytanie jak wybrnąć z tej pułapki?
      Pierwsza sprawa - trzeba zlikwidować nieufność w związku, nawiązać na nowo bliskość. Co wiąże się ze szczera rozmową, gotowością do zaakceptowania prawdy drugiej strony i nie traktowania jej jako osobistej obrazy. Mężczyźni na prawdę potrafią reagować egoncentrycznie i gdy partnerka przyznaje się do braku seksualnej satysfakcji - staje się to problemem mężczyzny i jego zranionego ego, a nie wyzwaniem dla pary.

      Trudno też mieć satysfakcjonujący seks z osobą, której obecność powoduje, że odrzuca nas na drugi koniec pokoju, czy łóżka. Bez nawiązania bliskości i zbudowania na nowo zaufania nic z tego nie wyjdzie.

      Druga - trzeba rozbudzić seksualnie kobietę, wziąć też na klatę, że nie osiąga ona orgazmów przy stosunku, albo, że w ogóle trudno jest jej osiągnąć przyjemność lub orgazm - i wspólnie uczyć się jak to można zmienić. Gdy seks stanie się satysfakcjonujący także dla niej - problem BSM zniknie.

      Jeśli jesteś zainteresowany jak pomóc żonie nauczyć się jej seksualności i czerpać z seksu radość - mogę podać ci parę pomysłów, które się jak dotąd sprawdzają.

      Pozdrawiam,
      • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 11:17
        twojabogini napisała: Stopniowo seks staje się dla niej frustrujący, gdyż pomimo seksualnego pobudzenia, nie dochodzi do zaspokojenia.

        Właśnie. Niedawno nie osiągnąłem orgazmu będąc pod wpływem środka opóźniającego orgazm męski i... było przeżycie frustracji. Polecam panom to doświadczenie by znacznie pełniej zrozumieć Partnerki.
      • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 11:18
        Dzieki , jasne że chetnie spróbuje czegokolwiek co może pomóc . Pragnę tylko sprostować ze wzgledu na to iż moja pani nie ma takiego libido jak ja , zawsze priorytetem jest zaspokojenie jej potrzeb mysle że podejście jak do sterotypowego faceta (egocentryka) który nie bardzo się tym interesuje , zakłada ze to samo przyjdzie nie jest właściwe.
        Ja dbam o jej stysfakcje seksualną i jak ona mowi jak już dojdzie do seksu to jest super ale problemem jest aby do niego doszło .
        Nie mam problemu z akceptacja swych niedoskonałości często wprowadzałem nowe rzeczy które po rozmowie z nia wiedziałm że pozwalają jej przeżywać orgazm intensywniej.Dbam o to aby było to dla niej coś czego chce .
        Mam nadzieję ze mimo to masz dla mnie jakieś wskazówki .
        • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 11:22
          "Ja dbam o jej stysfakcje seksualną i jak ona mowi jak już dojdzie do seksu to jest super ale problemem jest aby do niego doszło ."

          No trzeba było to już wcześniej napisać, bo widzisz Bogini słusznie założyła że super nie jest gdy dochodzi do seksu. Twój przypadek jest niewątpliwie skomplikowany. Tzn. czy skomplikowany. Skoro jest super a rzadko, to od razu prosi się hipoteza chorobliwej obawy przed ciążą...
          • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 11:25
            przykro mi ale starm sie opisac w miare wszytko ale pewnie musialbym ksiazke napisac.
            • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 11:27
              dimmur11 napisał(a):

              > przykro mi ale starm sie opisac w miare wszytko ale pewnie musialbym ksiazke na
              > pisac.

              Oj, troszkę to świadczy o braku wczucia się w sytuację, empatii, jeśli nie dzielimy się swoim zdumieniem wielkim paradoksem - żonie jest świetnie w łóżku, ale nie chce do łóżka...
              • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 11:29
                - żonie jest świetnie w łóżku, ale nie chce do łóżka...

                Bo to na tym polega niezwykłość Waszej sytuacji...
                • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 13:31
                  loppe napisał:

                  > - żonie jest świetnie w łóżku, ale nie chce do łóżka...
                  > Bo to na tym polega niezwykłość Waszej sytuacji...

                  Na tym polega zasadniczy problem. Żonie nie wypada przyznać, że nie jest jej świetnie w łóżku, bo:
                  - obawia się, że coś jest nie tak z jej seksualnością i z nią samą,
                  - jest przeświadczona, że inne kobiety nie mają takich problemów,
                  - nie wie jak wybrnąć z tego, że do tej pory twierdziła, że jest jej świetnie,
                  - obawia się zarzutu o to, że wcześniej okłamywała partnera,
                  - obawia się, że mąż ją odrzuci - jako niepełnowartościową kochankę,
                  - obawia się, że straci męża.
                  Dodatkowym czynnikiem hamującym jest to, że ona nie ma zapewne pojęcia, co mogliby oboje zrobić, żeby ona mogła mieć satysfakcję. Bo gdyby mogła po prostu powiedzieć - bardziej w lewo, trochę głębiej i będzie mi lepiej - pewnie by się przyznała. Ale takiej recepty nie zna.
                  Więc co miałaby powiedzieć:
                  "Nie odczuwam satysfakcji w łóżku. Jestem tym sfrustrowana, rozczarowana do tego stopnia, że moje libido zaczęło wysiadać i najchętniej pominęłabym seks w swoim życiu jako źródło ogromnej frustracji. Obawiam się, że coś jest ze mną nie tak, no bo wszystko czego do tej pory próbowałam nie zadziałało. Z tego co wiem inne kobiety tak nie mają, potrafią się cieszyć seksem i mają pewnie z 10 orgazmów na stosunek. Czy będziesz mnie taką kochał?"
                  Gdyby miała być szczera, zapewne tak by to brzmiało. Gdyby wiedziała, że mąż zareaguje empatią, współczuciem, że nie potraktuje jej jak ósmego cudu świata, dziwadła, wybrakowanej kobiety, nie obrazi się...Może i by się przyznała...
                  Gdyby wiedziała, że nie jest z nią nic nie w porządku, że po prostu musi odnaleźć swoją seksualność i oboje muszą się jej wspólnie nauczyć, gdyby wiedziała, że jej mąż będzie gotowy poświęcić jej czas, uwagę - może to wpłynęłoby na jej decyzje o szczerym wyznaniu prawdy.

                  Nie piszę o żonie z tego konkretnego przypadku - piszę o żonach, które spotkałam do tej pory i które taki problem miały. Mężowie tych żon byli przekonani, że zaspokajają swoje kobiety, że mają one orgazm przy stosunku, jeśli nie zawsze, to często - bo byli w tym przez żony utwierdzani.

                  Jest to na tyle częsty przypadek, że w zasadzie jest chyba najczęstszą przyczyną BSM. Jest to na tyle częsty przypadek, że ewolucjoniści uznali, że kobiety nie są w stanie stale osiągać satysfakcji seksualnej, a seks służy im jedynie do prokreacji i przyciągnięcia oraz usidlenia partnera, a po akcie prokreacji libido kobiety spada do zera, bo koncentruje się ona na potomstwie.

                  Jest to wierutną bzdurą. Wystarczy aby kobieta i jej stały partner skupili się na kobiecym aspekcie seksualności, poznali go - i kobieta okazuje się osoba równie seksualną jak jej mąż.

                  Niektórzy zrzucają na niskolibidowość, tak jakby libido było jakąś cechą fizyczna czy stałą. śmieszne, że jako niskolibidowe określa się także kobiety, które w okresie narzeczeństwa lubiły seks, inicjowały go i nie ustępowały w niczym królicom. To też jak rozumiem był przejaw niskiego libido?

                  Libido to coś co nie jest dane raz na zawsze - w niektórych latach byłam królową seksu, w innych śpiącą królewną. Tak samo jak wiele kobiet - i mężczyzn.
                  • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 13:42
                    Masz rzecz jasna rację, że zawsze istnieje ewentualność nieprawdziwej, nieotwartej prezentacji własnych przeżyć w związku drugiej stronie. No i dodajmy, autopoznanie może też szwankować - no tu już nie mówimy raczej akurat o orgazmie bo ten jak jest to jest, ale szerzej - wtedy szczera prezentacja może być po prostu mylna.

                    Teraz rozszerzając dyskusję - rozważmy możliwość, że żona jest kobietą fatalną, która z jakiegoś powodu odmawia seksu Partnerowi by go ranić i kontrolować... Ale to tylko luźna sugestia, nie związana z opisem Autora, a tylko mająca zgodnie z jego życzeniem strzelać w mroku i poszerzać perspektywę...
                    • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:22
                      loppe napisał:

                      > Teraz rozszerzając dyskusję - rozważmy możliwość, że żona jest kobietą fatalną,
                      > która z jakiegoś powodu odmawia seksu Partnerowi by go ranić i kontrolować...

                      Kobieta fatalna, to kobieta, która opętuje mężczyzn seksem i potem rozpętaną chuć wykorzystuje - a nie upokarza brakiem seksu :) Więc z kobietą fatalną na pewno nie mamy do czynienia w tym przypadku.

                      Kobietę, która celowo rani partnera (i siebie), niszczy swój związek, chce pozbawić dziecko ojca, uwielbia seks, ale dręczy partnera jego brakiem - i wszystko to z wyrachowania dla nieznanych celów - włóż między bajki. Opisu takiego przypadku nie znajdziesz nawet w literaturze science-fiction.
                  • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 13:45
                    PS. radbym usłyszeć że są kobiety, dla których orgazm nie jest warunkiem koniecznym satysfakcji z bliskości, czytałem kiedyś że jednak są takie...
                    • kag73 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 13:56
                      loppe napisał:

                      > PS. radbym usłyszeć że są kobiety, dla których orgazm nie jest warunkiem koniec
                      > znym satysfakcji z bliskości, czytałem kiedyś że jednak są takie...

                      To nie zmienia faktu, ze i tak seks lubia i im daje przyjemnosc. Gorzej jak ktoras ma zero przyjemnosci. Moge mowic za siebie: orgazmu zawsze miec nie musze i tak moze mi sie podobac, ale nie wyobrazam sobie, zebym nie miala/nie miewala go NIGDY!
                      • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:17
                        > loppe napisał:

                        > > PS. radbym usłyszeć że są kobiety, dla których orgazm nie jest warunkiem
                        > koniecznym satysfakcji z bliskości, czytałem kiedyś że jednak są takie...

                        Tak są. Są to kobiety zakochane - te na początku związków. Jest sporo pieszczot, adoracji, chemii, to i czasem przy głaskaniu tu i ówdzie orgazm się trafi. I są stosunki, które są fajne, ale orgazmu nie dają, co w niczym nie przeszkadza. Na dłuższą metę robi się to jednak wkurwiające. Dlatego tego rodzaju problemu ujawniają się najczęściej dopiero wtedy gdy para jest już w zaawansowanym związku, z kotami, dziećmi i kredytami.

                        Są też kobiety, które chętnie skupią się na zaspokojeniu partnera, pomijając własny orgazm - to kobiety, które wiedzą, że mogą liczyć na wzajemność.

                        kag73 napisała:
                        > To nie zmienia faktu, ze i tak seks lubia i im daje przyjemnosc. Gorzej jak kto
                        > ras ma zero przyjemnosci. Moge mowic za siebie: orgazmu zawsze miec nie musze i
                        > tak moze mi sie podobac, ale nie wyobrazam sobie, zebym nie miala/nie miewala
                        > go NIGDY!

                        A ja mam na przykład tak, że byle orgazm wynikający np. z pomasowania łechtaczki po prostu mnie denerwuje. Jestem wtedy jeszcze bardziej sfrustrowana, niż gdybym w ogóle niczego nie zaczynała. Nawalałbym talerzami, zachowywała się jak wiedźma, masakra.

                        A z drugiej strony sprawia mi przyjemność seks w którym skupię się wyłącznie na partnerze, czerpiąc przyjemność z dawania i gdy nie osiągam pełni satysfakcji, mega przyjemności fizycznej. I tak ma większość kobiet - dlatego nawet przez kilka lat są one w stanie czerpać przyjemność z seksu, który nie przynosi im satysfakcji seksualnej. Jeśli jeszcze wspomagają się autoerotycznie - mogą dać radę (i dają) i paręnaście lat.
                        W pewnym momencie dochodzi jednak do kumulacji - no bo ile można znosić seksualną frustrację. Jedne kobiety wycofują się wtedy z seksu, inne zaczynają wyżywać na partnerze.
                        Jedne obwiniają siebie, inne sądzą, że trafił im się mąż do dupy. Te pierwsze są zostawiane, te drugie zostawiają.
                        Jeśli wiem, że mogę liczyć na wzajemność, z chęcią poświęcę uwagę partnerce/owi i będę czerpać przyjemność z tego że ją daję, nawet jeśli tym razem nie uzyskam seksualnego zaspokojenia. To jest nawet kręcące - ale jednak tylko wtedy, gdy mogę jednak w perspektywie liczyć na rewanż.

                        To niesamowite, że tak wiele kobiet czeka na ten rewanż latami. No ale jeśli słyszą od ginekologów, że im się odmieni po pierwszym dziecku, po pięciu latach pożycia i w końcu po trzydziestce - (to nagminne reakcje ginów, nie wiem czy ich tak na studiach uczą, czy co?), to niestety czekają.
        • marek.zak1 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 11:31
          Masz właściwe podejście, dbasz o jej satysfakcję, a Twoim priorytetem jest jej orgazm, dbasz o to, aby było dla niej, czego ona chce - a ona nie chce.
          Jeśli zatem bedziesz starać się jeszcze bardziej, ona może jeszcze bardziej nie chcieć.
          Dziwny jest ten świat.
          • kag73 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 13:42
            Jeszcze istotne pytanie: jak sie zabezpieczacie? Moze bierze pigulke, stad spadek libido. Jezeli nie, moze boi sie kolejnej ciazy, bo nie chce drugiego dziecka.
            Moim skromnym zdaniem, jezeli nie jest winna chemia/hormony, tarczyca, choroba...babce zwyczajnie seks zbyt malo daje, zeby sie miala do niego garnac.
            Rzecz nastepna, skoro ona nie chce/nie potrafi inicjowac seksu, pogodz sie z faktem i zwyczajnie Ty go inicjuj.
            • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 13:58
              kag73 napisała:

              Kag, masz racje co do antykoncepcji - to bardzo ważne i hamuje wiele par.

              Co do satysfakcji seksualnej żony - moim skromnym zdaniem to jest sedno problemu, ale nie sądzę, po latach doświadczeń w tej materii aby zbyt wielu mężczyzn było w stanie wziąć taką prawdę na swą męską klatę. Zazwyczaj kończy się na zapewnieniu, że żona ma orgazmy, satysfakcje i lubi seks, tylko się do niego nie garnie z przyczyny nieznanej.

              Na wiele, wiele przypadków takich kłopotów małżeńskich spotkałam się jedynie z trzema przypadkami w których nie doszło po takim wyznaniu kobiety do rozwodu. Za to w tych właśnie przypadkach udało się małżonkom nawiązać satysfakcjonującą wieź seksualną. Są mężczyźni i są faceci.
          • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 13:52
            marek.zak1 napisał:

            > Masz właściwe podejście, dbasz o jej satysfakcję, a Twoim priorytetem jest jej
            > orgazm, dbasz o to, aby było dla niej, czego ona chce - a ona nie chce.
            > Jeśli zatem bedziesz starać się jeszcze bardziej, ona może jeszcze bardziej nie
            > chcieć.
            > Dziwny jest ten świat.

            Marek. Wyobraź sobie, że nie znosisz tłustej kuchni, takiej powiedzmy a'la wschód, wiele potraw cię nawet brzydzi. Ale żyjesz na wschodzie, wśród ludzi, którzy tak gotują i tak jedzą. Żona z miłością przygotowuje ci potrawy. Najpierw jesz i trochę to nawet jest ciekawe - bo ona gotuje z miłością, bo urok nowości, bo sądzisz, że się przyzwyczaisz. Gdy coś jest nawet zjadliwe chwalisz (więc to co nieopatrznie i z dobrej woli pochwaliłeś wjeżdża teraz na stół dwa razy w tygodniu). Z czasem jednak od tej ciężkiej kuchni zaczynasz czuć się źle, unikasz jedzenia w domu - a żona się niepokoi, no bo wszystko do tej pory było dobrze, jest wręcz przekonana że dobrze gotuje. Sam ją z dobrej woli o tym przekonywałeś.

            Gdybyś znał inne przepisy, nazwy innych potraw - mógłbyś zaryzykować, coś podpowiedzieć. Choć i tak obawiałbyś się, czy żona nie zareaguje się tym oburzeniem, że ci się w dupie poprzewracało, zawsze chciałeś normalnie, a teraz jakieś cuda. I do tego bałbyś się przyznać, że ci nie smakuje jej kuchnia, bo mógłbyś ja bardzo urazić. I żarłbyś dalej, aż na sam zapach obiadu miałbyś ochotę rzygać. Do tego mógłbyś usłyszeć zarzut, że wszystkie chłopy dookoła tak jedzą, tylko ty jesteś jakiś dziwak.

            Pytanie: co byś zrobił - sądząc o sobie, że to ty jesteś kulinarnym dziwadłem, z niemęską preferencją do diety, nie chcąc urazić żony, którą sam latami wprowadzałeś w błąd, wiedząc przy tym, że jej bardzo zależy na opinii dobrej kucharki i że na tym opiera ona swoje ego. Co byś zrobił, gdyby żona domagała się przy tym od ciebie codziennej konsumpcji pysznego obiadu? I gdybyś tą żonę nadal kochał i obawiał się, że gdy się przyznasz to skończy się wasz związek, a ona uzna cię za niewartościowego wybrakowanego mężczyznę?
            A gdyby żona zaczęła coś podejrzewać, grzebać w twojej przeszłości - może mama cię źle karmiła, masz uraz z dzieciństwa - no bo to nienormalne, że unikasz jedzenia.

            Kobiety w takiej sytuacji stosują uniki i nie wiedzą jak wybrnąć. A mężowie sądzą, że ich żony unikają skądinąd wspaniałego dla nich i dostarczającego satysfakcji seksu.

            Świat nie jest dziwny - czasem ludzie tak się kochają, tak boja się zranić partnera, że brną w głupie sytuacje, oszukują samych siebie a im dalej brną - tym trudniej im wybrnąć. I niszczą swoją miłość, choć chcieli ją ocalić.

            Ja tam mam swoją misję życiową, ale poważnie się czasem zastanawiam nad tym aby otworzyć jakiś front na polu edukacji seksualnej. Tylko, że w naszym kraju edukacja na której młodzież miałaby się dowiedzieć jak pokonywać nawyki masturbacyjne w związku partnerskim, jak prawidłowo wzmacniać mięśnie Kegla, jak działają orgazmy kobiece i jak nauczyć kobietę satysfakcjonujących orgazmów, jak wzmocnić męski orgazm - to raczej nie przejdzie. Wnieś wibrator albo kulki gejszy do szkoły średniej to cie wsadzą za pedofilię, propagowanie pornografii nieletnim i dorzucą parę zarzutów gratis.
            A to jest wiedza, której większość nie posiada. Niestety mam okazję obserwować do jakich dramatów to prowadzi (bo rozwody młodych małżeństw, w których są małe dzieci i obiektywnie nie ma trudności - alkoholizmu, narkomanii, przemocy, a są właśnie problemy seksualne, są dramatem i wcale nie kończą się jak pokazują to w TV "żyli długo i szczęśliwie i wszystkim się poprawiło").
            • marek.zak1 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:20
              Szanuję Twój punkt widzenia, ale się z nim nie zgadzam. Najwazniejszym organem jest jednak głowa, a nie łechtaczka i jej stymulacja. Coś się przestało podobać, rozczarował ją, przestal ją fascynować, odkryła, ze jest słaby, czy coś innego i czar prysł. Może przez to upokarzające proszenie i takie staranie o orgazm. Ja jestem pilnym uczniem i starannie czytam opinie kobiet. Przeciez jego żona jest generalnie zadowolona, ma orgazm, a jednak nie chce.
              • kag73 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:22
                marek.zak1 napisał:

                > Szanuję Twój punkt widzenia, ale się z nim nie zgadzam. Najwazniejszym organem
                > jest jednak głowa, a nie łechtaczka i jej stymulacja. Coś się przestało podobać
                > , rozczarował ją, przestal ją fascynować, odkryła, ze jest słaby, czy coś inneg
                > o i czar prysł. Może przez to upokarzające proszenie i takie staranie o orgazm
                > . Ja jestem pilnym uczniem i starannie czytam opinie kobiet. Przeciez jego żona
                > jest generalnie zadowolona, ma orgazm, a jednak nie chce.
                A skad ta pewnosc, ze jest zadowolona i ze ma orgazm? Bo tak powiedziala?
                • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:25
                  kag73 napisała:

                  > marek.zak1 napisał:
                  >
                  > > Szanuję Twój punkt widzenia, ale się z nim nie zgadzam. Najwazniejszym or
                  > ganem
                  > > jest jednak głowa, a nie łechtaczka i jej stymulacja. Coś się przestało p
                  > odobać
                  > > , rozczarował ją, przestal ją fascynować, odkryła, ze jest słaby, czy coś
                  > inneg
                  > > o i czar prysł. Może przez to upokarzające proszenie i takie staranie o
                  > orgazm
                  > > . Ja jestem pilnym uczniem i starannie czytam opinie kobiet. Przeciez jeg
                  > o żona
                  > > jest generalnie zadowolona, ma orgazm, a jednak nie chce.
                  > A skad ta pewnosc, ze jest zadowolona i ze ma orgazm? Bo tak powiedziala?

                  Marek mi się bardzo podoba właśnie z tego powodu - że słowo znaczy dla niego słowo, mógłby spokojnie mieszkać w środkowych stanach USA (bo nie w Nowym Jorku i nie w Los Angeles:)
                  • marek.zak1 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:38
                    Dzieki Loppe. Mam info od niego. Skoro ona go informuje, ze sex był OK, przyjmuję, ze taki był.
                    Słowo jest ważne, Rosja gwarantowała integralność Ukrainy i zo zrobił Putin? Zlamał słowo i zachował się jak szmata. Nawet Sowa tak uważa, chociaz nie była, podobnie jak ja, w środkowych stanach.
                    zakbajka.blog.onet.pl/2014/03/18/aneksja-co-to-takiego/
                    • orzech69 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 21.03.14, 12:02
                      marek.zak1 napisał:

                      > Dzieki Loppe. Mam info od niego. Skoro ona go informuje, ze sex był OK, przyjmu
                      > ję, ze taki był.
                      > Słowo jest ważne, Rosja gwarantowała integralność Ukrainy i zo zrobił Putin? Zl
                      > amał słowo i zachował się jak szmata. Nawet Sowa tak uważa, chociaz nie była, p
                      > odobnie jak ja, w środkowych stanach.
                      > zakbajka.blog.onet.pl/2014/03/18/aneksja-co-to-takiego/
                      Zachował się jak polityk. Jego nie ocenia się po tym jak działa tylko jakie to ma skutki. To wygrani piszą historię.
                • rekreativa Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 20:11
                  Zdarza się, że mam orgazm, ale nie mogę uznać akurat tego konkretnego seksu za satysfakcjonujący.
                  Albo odwrotnie: seks był fajny i dobrze się bawiłam, chociaż orgazmu nie miałam.
                  Moim zdaniem nie ma takiej prostej zależności, że orgazm równa się satysfakcji z zycia seksualnego. Na satysfakcję sie składa o wiele więcej niż kilka sekund skurczów pochwy.
                  • urquhart Dziura w teorii TB wielkości Pałacu Kultury 20.03.14, 08:36
                    rekreativa napisała:
                    > Moim zdaniem nie ma takiej prostej zależności, że orgazm równa się satysfakcji
                    > z zycia seksualnego. Na satysfakcję sie składa o wiele więcej niż kilka sekund
                    > skurczów pochwy.

                    Parę Pań pisało już w podobnej wymowie, dla panów to chyba jeszcze bardziej oczywiste i często na forum opisywana jest sytuacja kiedy facet woli masturbować się przy porno niż seksić z żoną która jest nieatrakcyjna bo się utuczyła jak locha i/lub zapuszcza w kroczu i na nogach amazoński busz. Ale klucz nieatrakcyjności bogini pomija nie przypadkiem. Bogini wszelkie teorie psychoewolucyne i neuropsychologiczne o naturalnym spadku pożądania i atrakcyjności mężczyzn w oczach kobiet w monogamicznym związku mysi wypierać bo kłóci sie jej to feministycznym światopoglądem, jest niezgodne z polityczną poprawnością i ma wydźwięk mizoginizmów. Ale jej mechanizm obronny to zwykła obłuda, nie jest ciekawa odkrywawania i interpretowania rzeczywistego świata, bo tworzy lepszy, własny, to się nazywa życzeniowe myślenie :)
                    Gdyby orgazm był jedynym lub nawet determinującym wyznacznikiem satysfakcji seksualnej dla kobiet to kobiety które odkryły masturbacje według tej teorii nie potrzebowałyby partnera i zamasturbowałyby się na śmierć...

                    Pomijając że pragmatycznie TB rady dla faceta sprowadzają się do standardowo "staraj sie bardziej" w łóżku, co na tym forum jest już mocno zdewaluowane i ośmieszone jako dobrze znana ślepa uliczka.
                    • mojemail3 Re: Dziura w teorii TB wielkości Pałacu Kultury 20.03.14, 10:46
                      urquhart napisał:
                      > Parę Pań pisało już w podobnej wymowie, dla panów to chyba jeszcze bardziej ocz
                      > ywiste i często na forum opisywana jest sytuacja kiedy facet woli masturbować s
                      > ię przy porno niż seksić z żoną która jest nieatrakcyjna bo się utuczyła jak lo
                      > cha i/lub zapuszcza w kroczu i na nogach amazoński busz.

                      No, nie jest na zero wygolona, a takie są standardy porno;-)
                      Mi się takie na zero wygolenie jedynie z zabiegiem operacyjnym na oddziale ginekologii kojarzy,więc przepraszam, wysiadam.
                      Facet się woli się masturbować bo:
                      A. to prostsze niż postarac się o seks z żoną
                      B.minimum wysiłku, maksimum efektu
                      C.łatwiej uciec od problemów w związku w proste rozładowanie energii
                      D.nawet niebrzydka i niezapuszczona partnerka nie wygra z dwuwymiarowym obrazem w necie....
                      Żałosne, ale coż, to wynika z odmiennej męskiej seksualności.

                      A co w efekcie??? Satysfakcja może, czy poczucie,że się jest przegranym facetem, na polu seksualnym? A poczucie wartości ciężko odbudować, chyba że się wybiera brnięcie w iluzję.


                      > Pomijając że pragmatycznie TB rady dla faceta sprowadzają się do standardowo "s
                      > taraj sie bardziej" w łóżku, co na tym forum jest już mocno zdewaluowane i ośmi
                      > eszone jako dobrze znana ślepa uliczka.

                      A dlaczego nie??? Niechże się starają, a nie tylko starzeją ;-)
                    • twojabogini Re: Dziura w teorii TB wielkości Pałacu Kultury 20.03.14, 14:58
                      urquhart napisał:

                      1. Orgazm nie zawsze równa się satysfakcja seksualna (zresztą u kobiet i mężczyzn - co podkreślam) - i o tym także piszę w tym wątku, nawet przyznając rację Starowiczowi, który to samo swym lotnym umysłem pojął. Piszę nawet, że nie zawsze kobiecy wytrysk równa się satysfakcja. Więc czepiasz się mnie o to bez sensu.

                      2. Co do pominięcia aspektu atrakcyjności. Spadek atrakcyjności wizualnej to specjalność pań - to niektóre kobiety w związkach tyją i zapuszczają dżunglę, mimo, że znają preferencje partnera i puszczają skargi mimo uszu. Te kobiety zresztą zazwyczaj są nieatrakcyjnie obiektywnie - bo się zapuściły i same nie czuja się seksualnymi boginiami. Więc wbrew temu co twierdzisz to nie upływ czasu ma znaczenia, ale obiektywny spadek atrakcyjności i zaprzestanie starań o jej utrzymanie.
                      Autor wątku napisał, że jest atrakcyjny. Ufam mu.
                      3. Co do psychoewo - zacytuję ci coś fajnego: "Ludzie są wytworem ewolucji. Co gorliwsi psychologowie ewolucyjni twierdza, że dosłownie każdy aspekt ludzkiego zachowania da się wyjaśnić w kategoriach selekcyjnych korzyści. Nietrudno jest znaleźć ewolucyjne wyjaśnienie dowolnego zachowania. Psycholodzy ewolucyjni po prostu wymyślają wyjaśnienia, bo są przywiązani do pewnej teorii. Nie mamy jednak powodu by wierzyć proponowanej przez nich wykładni bardziej niż dowolnym innym spekulacjom.Nie ma przy tym żadnej możliwości weryfikacji ich hipotez. Są lepsze sposoby wytłumaczenia większości ludzkich zachowań" J. Baggini

                      Prawidłowa jest obserwacja, że w stałych związkach kobiety często wycofują się z seksu i unikają go. Nieprawidłowe jest przyjęcie, że jest to powszechna cecha samic gatunku homo sapiens. Badając dane historyczne dochodzimy do wniosku, że nie zawsze i nie we wszystkich kulturach tak było. Badając dane współczesne dochodzimy do wniosku, że nie we wszystkich kulturach tak jest oraz nie wszystkie samice w kulturze, gdzie takie zachowania są powszechne tak postępują. To już poważne argumenty za tym, aby tego konkretnego zachowania nie uważać za uwarunkowane ewolucyjnie.

                      Dalej: dostępne dane empiryczne mówią o uwarunkowaniach masturbacyjnych kobiet, lukach w wiedzy partnerów co do kobiecej seksualności, niezdolności 70% kobiet do osiągnięcia orgazmu w wyniku stosunku. Po usunięciu tych trudności w drodze terapii lub pracy kobiety z własną seksualności lub zmianie wzorca zachowań seksualnych przez mężczyznę (to drugie jest skuteczniejsze, a trzecie najbardziej) - życie seksualne pary rozkwita i oboje osiągają satysfakcję. To kolejny argument przeciwko argumentom z przedszkola - już cie nie kocha, albo taka jest ewolucyjna natura kobiet. Podczas paru miesięcy zabawy z wibratorem ewolucja nie byłaby w stanie odwrócić swojego biegu. Sorry.

                      > Pomijając że pragmatycznie TB rady dla faceta sprowadzają się do standardowo "s
                      > taraj sie bardziej" w łóżku, co na tym forum jest już mocno zdewaluowane i ośmi
                      > eszone jako dobrze znana ślepa uliczka.

                      Oczywiście, że jest ślepa - bo to "staranie" obejmuje nadal seks androcentryczny i kompletnie nie polega na rozbudzeniu kobiety i poznaniu i zaspokojeniu jej potrzeb. To co mężczyzna postrzega jako seks (wywołanie jego podniecenia i odpowiednia stymulacja jego genitaliów ) nie jest seksem dla kobiety (bo dla niej seksem jest to co jest seksem dla mężczyzny, tyle, że analogicznie - wywołanie jej podniecenia odpowiednia stymulacja jej genitaliów).
              • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:33
                marek.zak1 napisał:

                >Przecież jego żona jest generalnie zadowolona, ma orgazm, a jednak nie chce.

                Marek, proszę cię, nie żartuj. 30% kobiet potrafi przeżyć orgazm podczas stosunku. 90 % żonatych mężczyzn wyszło za te 30% kobiet, ponadto kochanki tych panów też są z tych 30%. Tyle statystyki.

                Poza tym orgazm nie oznacza satysfakcji seksualnej. Kobietom trafia się to częściej - orgazm, który tylko - najlepsze słowo - wkurwia. Jest to jeden z nielicznych przypadków, w którym mogę się zgodzić ze Starowiczem, który głosi to samo, że orgazm dla kobiety nie równa się jej satysfakcji seksualnej. Zresztą mężczyznom takie wkurzające orgazmy też się zdarzają.

                Kobiety udają orgazmy, udają satysfakcję seksualną i jest to w sumie zjawisko dość powszechne.

                Co do organów - seksualność kobiety nie różni się od seksualności mężczyzny. Wyobraź sobie, że miałbyś mieć satysfakcjonujące życie seksualne z kobietą która:
                - dba o romantyczną atmosferę w związku,
                - jest czuła i inicjuje seks,
                - pożąda cię i często to okazuje

                ale przy tym sądzi, że:

                - orgazmy przezywasz na skutek penetracji analnej,
                - stymuluje twoje genitalia tak, że nie masz szansy nawet na cień orgazmu zresztą uważa, że to nie ma znaczenia, bo i tak seks zaczyna się w twojej głowie, a penis nie ma tu nic do rzeczy.

                Największym kłamstwem na temat kobiecej seksualności jest to, że jest ona z mgieł usnuta i znacząco różni się od męskiej. Nic podobnego - dobra stymulacja jest podstawa orgazmu.

                Inna sprawa, że mężczyznom orgazm przychodzi łatwo, bo w większości mają silne mięśnie wewnętrzne miednicy (z wiekiem słabną, stad i spadek możliwości i satysfakcji seksualnej). U większości kobiet jest z tym fatalnie (a wysportowane kobiety znacznie rzadziej miewają problemy z seksem).


                • marek.zak1 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:43
                  No więc ma orgazm i nie ma satysfakcji. Kitty ma satysfakcję gdy:
                  - wejdzie w rolę dziwki i/lub
                  - faceta się boi.

                  I tutaj żadna praca, ćwiczenia nie pomogą.
                  • kag73 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:51
                    marek.zak1 napisał:

                    > No więc ma orgazm i nie ma satysfakcji. Kitty ma satysfakcję gdy:
                    > - wejdzie w rolę dziwki i/lub
                    > - faceta się boi.
                    >
                    > I tutaj żadna praca, ćwiczenia nie pomogą.

                    Alez, Kitty nie musi byc wyznacznikiem dla wszystkich, to po jedno. Po drugie ona szuka wyczynowcow, ktorzy potrafia dlugo i daja sie ujezdzac, ale moim zdaniem, niekoniecznie wiekszosc do nich nalezy.
                    Od siebie dodam, ze jak dla mnie orgazm to orgazm, nie wazne jak osiagany. Owszem zdarza sie rozna intensywnosc, ale ogolnie w dlugoletnim i czestym pozyciu to raczej pikus. Jak mam slabo dzis/albo sie nie udalo, to sobie odbije jutra:))
                    • marek.zak1 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 15:04
                      KAG, oczywiscie masz rację. Gdy jest OK i normalnie raz jest , raz nie ma, raz jest tak, a raz inaczej, a raz robi sie dla partnera, żeby był zadowolony. Tutaj jest sytuacja raz miesiacu i facet stara się bardzo, bo sądzi, że jest to droga do tego , żeby było częściej. Babka ewidentnie go nie chce, nie lubi z nim sexu, nie kocha go i nie wiem co jeszcze, ate jego starania podejrzewam, jeszcze go pogrążają..
                      • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 15:36
                        "Tutaj jest sytuacja raz miesiacu i facet stara się bardzo, bo sądzi, że jest to droga do tego , żeby było częściej. Babka ewidentnie go nie chce, nie lubi z nim sexu, nie kocha go i nie wiem co jeszcze, a te jego starania podejrzewam, jeszcze go pogrążają.."

                        Ano właśnie.
                        Generalnie wszystkie istotne oczekiwania tej pani są spełnione, tzn. ma faceta, który (z opisu przynajmniej tak wnioskuję) nie jest troglodytą, jest w dodatku zaobrączkowany, ona spełnia się jako matka i żona, mają gdzie mieszkać i co do garnka włożyć - zatem jakieś tam starania faceta o to aby wylądować w łóżku częściej niż raz na miesiąc są jak petycje UE do Putina w sprawie Krymu, żeby zaprzestał łamania prawa ;-)
                        Póki druga strona nie odczuje jakiegoś istotnego dla siebie braku w relacji - to niespecjalnie zrobi cokolwiek poza rozmową i tłumaczeniem, że ja tak mam.
                        Syty głodnego nie zrozumie dopóki okoliczności nie spowodują iż zabraknie mu chleba jego powszedniego z masłem...
                • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 15:44
                  Aha i zapomnialem dodac , jestem bacznym obserwatorem i wiem ze nie udaje orgazmu z calym szacunkiem ale wytrysku nie mozna udawac chyba ze ma sie tak dobrze wyciczone miesnie .
                  Orgazmy ma jasne ze nie zawsze ale mnie osobiscie nie chce sie wierzyc ze jej udawanie byloby az do tego stopnia .
                  W ciagu ostatnich 15 lat mialem kilka partnerek i tak jak pisze twojabogini nie raz udawaly tu jest inaczej wiem kiedy jej niezaspokoje bo ona o tym mowi jesli ja zapytam a robie to aby mrozumiec co mozna zmienic czy poprawic.
                  • mabelle2000 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 16:49
                    Piszesz:

                    " na domiar złego mam często poczucie że robi to z przymusu a to mnie odpycha ( brak jej zaangazowania , lezy i czeka) "
                    i ...
                    " jestem bacznym obserwatorem i wiem ze nie udaje orgaz mu z calym szacunkiem ale wytrysku nie mozna udawac chyba ze ma sie tak dobrze
                    wyciczone miesnie "

                    " Rozmowa z nia na ten temat jest trudna mowi ze nie lubi tematu nie wie dlaczego tak sie zachowuje"
                    i...
                    " Bardzo duzo rozmawiamy i staramy sie wypracowac nasze realcje glownie przez poznawanie samych siebie wie ze moze mi powiedziec o wszystkim i tak tez robi wiec ciezko mi uwierzyc ze tu byloby inaczej"

                    No i po co sciemniasz ?
                    • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 16:54

                      > No i po co sciemniasz ?



                      No i po co głupie komentarze
                      • mabelle2000 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 16:59
                        dimmur11 napisał(a):

                        > No i po co głupie komentarze

                        Aha, czyli twoja kobieta mowi milczac i miewa orgazmy lezac jak kloda. Masz szczescie chlopie. Jeszcze troche popisz w tym tonie,to moze zleci sie nastepnych klku samcow do poklepywania cie po ramieniu.
                      • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 17:00
                        Wcale nie głupie.
                        Koleżanka zacytowała wyłącznie twoje słowa, nic więcej.
                        Zdecyduj się zatem w którą uliczkę brniesz :)
                        • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 17:21
                          Dimmur zareagował jak typowy samiec :) teraz musi za wszelką cenę udowodnić nam i przede wszystkim sobie, że jego żona ma prawdziwe orgazmy.
                      • potwor_z_piccadilly Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 20:54
                        dimmur11

                        > No i po co głupie komentarze

                        1 - Skąd wiesz, że to "głupi komentarz" ?
                        Czy nie lepiej jest zapytać o co biega, zamiast nazywać coś czego się nie rozumie "głupim" ?
                        2 - Sądzę, że tym wpisem ujawniłeś jedną ze swoich wad.
                        3 - Nie przejmuj się, ja w Twoim wieku miałem identyczny problem. Na szczęście usłyszałem, zakonotowałem sobie i przemyślałem pewien gdzieś zasłyszany dowcip.

                        Mąż do pana Boga.
                        - Boże, jak to jest ? Wokół pełno ponętnych, chętnych i uroczych dziewcząt, a nasze żony ciągle obolałe, niskolibidowe i w papilotach.
                        Bóg
                        - Bo to widzisz, te wszystkie ponętne piękności, to moje dzieło. Co do żon to wybacz, ale to już nie moja robota, lecz wasza, mężów.

                        Jeszcze pytanie.
                        Czy ta przypowiastka o Bogu i mężu, to tylko dowcip ?

                        • sabat.77 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 21:14
                          Kiedys pewna mezatka zapytala Pana Boga: Boze, jak to jest, ze dookola jest pelno zaradnych, przystojnych i inteligentnych facetow, a tylko mezowie - moj i moich kolezanek - to takie nieudolne, zaniedbane tumany ?
                          Bog rozlozyl rece i rzekl: Wybacz dziecko. Tamci to moje dzielo, a wasi mezowie ? No coz, to juz, sama rozumiesz - wasza sprawa.

                          Oj potwornicki... W kolko ta sama spiewka na forum. Zeby tylko pokazac, jacy to inni mezczyzni, z nieudanych zwiazkow to cieniasy. Ale nie ty, o nie. Ty jestes james bond.
                          Obrazasz jednoczesnie facetow, spychajac na nich odpowiedzialnosc za wszystko (tu mozesz sobie z TB podac reke) a z drugiej strony obrazasz kobiety, bo robisz z nich bezwolne gesi, tak jakby facet mial byc tym, ktory decyduje jakie one sa. A ja po cichu liczylem, ze maja w sobie jakis element samokontroli i decydowania o wlasnym losie. W piekny garniturek ubrales swoje forumowe teorie, ale sa one wybitnie toksyczne i na szczescie rownie wybitnie bzdurne. Babrasz sie tutaj we wzbudzaniu w innych poczucia winy aby karmic swoje ego, czego wybitnie nie znosze.
                          • potwor_z_piccadilly Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 21:33
                            sabat.77 napisał:

                            > W piekny garniturek ubrales swoje forumowe teorie, ale sa
                            > one wybitnie toksyczne i na szczescie rownie wybitnie bzdurne.

                            No i te "toksyny" spowodowały, ze ja rucham, a ty czysty jako to lilija, jak trzepałeś kapucyna, to nadal trzepiesz i będziesz go trzepał na wieki wieków,
                            Amen.
                            • sabat.77 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 21:49
                              He he, wylazi z potwora prawdziwa twarz :) Nie mialem co do ciebie zludzen, nie czuje sie rozczarowany. Ale skoro chwytasz sie tak prymitywnych zagrywek, to znaczy ze cios byl trafny :) Milego wieczoru. Co do ruchania, to dla odmiany ja mam dla ciebie kawal:
                              Stoi sobie pod sciana ryzy i lysy. Ryzy gapi sie na lysego z przekasem i mowi: Co, jak bozia rozdawala wlosy w kolejce to sie nie zalapales ? A lysy ze stoickim spokojem: Zalapalem, zalapalem, ale jak zobaczylem, ze sa ryze, to nie wzialem :)
                              ps. z gory upraszam o wybaczenie wszystkich rudych i lysych z forum ;p
                              • potwor_z_piccadilly Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 22:00
                                sabat.77 napisał:

                                > He he, wylazi z potwora prawdziwa twarz :)

                                Nic nie wyłazi,

                                > Nie mialem co do ciebie zludzen, nie
                                > czuje sie rozczarowany. Ale skoro chwytasz sie tak prymitywnych zagrywek, to z
                                > naczy ze cios byl trafny :)

                                bo to nie zagrywki, to konsekwencja.
                                Kojarzysz ?
                                Przynajmniej dwa razy do roku zadaję Tobie (bez względu na nick jaki sobie wybierałeś) pytanie
                                - ruchasz wreszcie ?




                                • sabat.77 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 22:13
                                  Ty milosierny samarytaninie ! Lzy wzruszenia polaly mi sie po plecach (takiego dostalem zeza z emocji)... Doprawdy, to imponujace, ze stac cie te dwa razy do roku na pochylenie sie nad problemem takiego marnego robaczka jak ja :)

                                  Nie wiem czy zawracasz sobie glowe moja odpowiedzia na zadane pytanie, bo juz kilka razy ci to sugerowalem. Guzik cie tak naprawde obchodzi to czy rucham i czy ruchaja mi podobni z forum. Nawet lepiej jak nie ruchaja. Bo to tak dziala, ze sucha kromka, ktora zjadasz smakuje od razu lepiej, jak zapytasz dzieci sasiada czy u nich ciagle jest glod.
                                  Na tym forum jest pelno takich gosci, co chca sie dowartosciowac miernota innych :) Zaiste, godny podziwu sposob budowania wlasnej wartosci, nic tylko klaskac. A ruchaj sobie pan, az cie ledzwie rozbola.
                                  • potwor_z_piccadilly Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 22:22
                                    sabat.77 napisał:

                                    > Guzik cie tak naprawde obchodzi to czy rucham

                                    To co ty tu na tym forum robisz ?
                                    Umartwieniem swoim z innymi pragniesz się dzielić ?
                                    Klub cierpiętników myślisz założyć ?
                                    Głaskania po główce oczekujesz ?
                                    • sabat.77 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 22:33
                                      Nie radze sie licytowac w tej kategorii wagowej :) Moja obecnosc na forum jest dalece bardziej uzasadniona niz tej radosnej czeredy 90% nickow chwalacych sobie na forum udane pozycie zwiazkowe :D
                                      • lybbla Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 23:14
                                        sabat.77 napisał:

                                        > Nie radze sie licytowac w tej kategorii wagowej :) Moja obecnosc na forum jest
                                        > dalece bardziej uzasadniona niz tej radosnej czeredy 90% nickow chwalacych sobi
                                        > e na forum udane pozycie zwiazkowe :D

                                        Jest światłość! To stukamy w klawiaturę. Jak TB zauważyła kolejny trefny wątek mnie ta trefność nie przeszkadza. Nieładnie potworze czyżby jakość tego ruchanka spadła.
                                        Wywyższanie się poprzez wbijanie w błoto innych. Twoja następna depresja czeka za rogiem.
                                        • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 00:19
                                          Tak zauważylem ze moje słowa nie maja znaczenia dla TB zachowuje sie jak dość ograniczona osoba jesli nie potrafi czasem spojrzec obiektywniej niz przez pryzmat wlasnych wyuczonych i nie koniecznie wlasciwych przekonan.

                                          dzieki wam wszystkim za wypowiedzi napewno przemysle jak to wykorzystac.
      • agrafka7710 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 14.03.21, 20:34
        A o co chodzi w sytuacji odwrotnej? Gdy ona chce a on nie?
    • orzech69 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 13:43
      Może problem jest w poziomie waszego libido ?
      Ty masz wysokie ona niskie.
      Wyobraź sobie że tobie chce się 2 razy w miesiącu, a twoja zona co drugi dzień Cię zaczepia. Oczywiste jest że w takim przypadku twoja inicjatywa była by zerowa.
      • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 13:48
        orzech69 napisał:

        > Może problem jest w poziomie waszego libido ?
        > Ty masz wysokie ona niskie.
        > Wyobraź sobie że tobie chce się 2 razy w miesiącu, a twoja zona co drugi dzień
        > Cię zaczepia. Oczywiste jest że w takim przypadku twoja inicjatywa była by zer
        > owa.


        Tak, ale Ona wg opisu nie przejawia troski ani o namiętny przebieg okazjonalnego zbliżenia, ani nie chce się dla Partnera poddać kompromisowemu np. dwukrotnemu pożyciu na miesiąc zamiast tego 1/miesiąc, a przecież nic by jej się nie stało...
        • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:01
          loppe napisał:

          > Tak, ale Ona wg opisu nie przejawia troski ani o namiętny przebieg okazjonalneg
          > o zbliżenia, ani nie chce się dla Partnera poddać kompromisowemu np. dwukrotnem
          > u pożyciu na miesiąc zamiast tego 1/miesiąc, a przecież nic by jej się nie stało.

          Stałoby się, to po pierwsze. Wyobraź sobie, że raz w miesiącu udostępniasz swoje ciało jakiemuś przystojniakowi, kompletnie nie mając na to ochoty.

          Poza tym: przy tezie o niskim libido - czyli, że ochota bierze rzadko - gdy już ta ochota by naszła, nawet i raz w miesiącu, kobieta zachowywałaby się namiętnie, a nie jakby się przymuszała. Inicjowałaby. To się przecież czuje, czy partner jest chętny.

          Więc to nie libido jest przyczyną unikania seksu.
          • orzech69 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:12
            > Poza tym: przy tezie o niskim libido - czyli, że ochota bierze rzadko - gdy już
            > ta ochota by naszła, nawet i raz w miesiącu,
            > Więc to nie libido jest przyczyną unikania seksu.
            Przecież napisał że jak się powstrzymał od seksu to z jej strony pojawiła się inicjatywa i nastąpiła poprawa. Po czym wszystko wróciło do normy.
            Wyobraźcie sobie że potrzebujecie seksu raz w miesiącu a ktoś wam proponuje codziennie. Przecież taki stan rzeczy zabija inicjatywę i namiętności.
            Przykładowo lubię zjeść od czasu do czasu meksykańskie jedzenie, ale jak ktoś codziennie by mi podsuwał je do jedzenia to po pewnym czasie na sam jego widok miałbym ochotę na ucieczkę.
            • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:17
              orzech69 napisał:

              > > Poza tym: przy tezie o niskim libido - czyli, że ochota bierze rzadko - g
              > dy już
              > > ta ochota by naszła, nawet i raz w miesiącu,
              > > Więc to nie libido jest przyczyną unikania seksu.
              > Przecież napisał że jak się powstrzymał od seksu to z jej strony pojawiła się i
              > nicjatywa i nastąpiła poprawa. Po czym wszystko wróciło do normy.
              > Wyobraźcie sobie że potrzebujecie seksu raz w miesiącu a ktoś wam proponuje cod
              > ziennie. Przecież taki stan rzeczy zabija inicjatywę i namiętności.
              > Przykładowo lubię zjeść od czasu do czasu meksykańskie jedzenie, ale jak ktoś c
              > odziennie by mi podsuwał je do jedzenia to po pewnym czasie na sam jego widok m
              > iałbym ochotę na ucieczkę.


              Tak, może Partner nie spełnia jej wysokich wymagań, np. (ale tylko np.) co do poziomu dochodów w związku, i Ona - mimo że zadowolona z seksu gdy jest, fizycznie - przestała widzieć w nim tego Partnera, z którym z wszystkimi nadziejami się wiązała kiedyś...
              Czy Twoja żona jest piękną kobietą?
              • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:18
                -Czy Twoja żona jest piękną kobietą?

                Pytanie do Autora
                • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:33
                  Autor napisał chyba wystarczająco wyraźnie, że jego żona jest kobietą, ma 27 lat i urodziła dziecko - ma Ci jeszcze zdjęcie wkleić ?
                  • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:40
                    zorzyk.gitarzysta.basowy napisał:

                    > Autor napisał chyba wystarczająco wyraźnie, że jego żona jest kobietą, ma 27 la
                    > t i urodziła dziecko - ma Ci jeszcze zdjęcie wkleić ?

                    Nie rozumiem Twojej intruzji. Ja spytałem o urodę, a ta jest bardzo ważna w analizie układu sił w związku, piękne kobiety bardzo często rządzą mężczyznami. Prosiłbym żebyś albo coś wniósł do trudnej analizy o którą prosił Autor, albo...
                    • marek.zak1 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:44
                      Loppe, uroda nie ma nic do rządzenia. Liczy sie charakter.
                      • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:46
                        marek.zak1 napisał:

                        > Loppe, uroda nie ma nic do rządzenia. Liczy sie charakter.

                        Uroda ma bardzo dużo do rządzenia, ponieważ rynek matrymonialny jest rynkiem. Jeszcze ważniejszy jest charakter.
                        • marek.zak1 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:48
                          Gdyby uroda decydowała, ja byłbym chłopcem na posyłki :)
                          • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:50
                            marek.zak1 napisał:

                            > Gdyby uroda decydowała, ja byłbym chłopcem na posyłki :)

                            Uroda kobiety podlega mnożnikowi x5 w stosunku do urody mężczyzny na współczesnym rynku matrymonialanym, Ty stary durniu:)
                        • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:57
                          loppe napisał:

                          > marek.zak1 napisał:
                          >
                          > > Loppe, uroda nie ma nic do rządzenia. Liczy sie charakter.
                          >
                          > Uroda ma bardzo dużo do rządzenia, ponieważ rynek matrymonialny jest rynkiem. J
                          > eszcze ważniejszy jest charakter.

                          Charakter, uroda, pieniądze. Te trzy. Ktoś może sobie jeszcze dodać intelekt i się nie pomyli, więc cztery.
              • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 15:37
                Heehe , no coz jest jak najbardziej piękną kobieta inaczej nigdy bym nie zdecydowal sie na zwiazek wiem ze dzi sbardzo popularne sa twierdzenia ze fizycznosc jest przereklamowana , niestety ja jestem innego zdania .Nadal mnie pociaga tak jak kiedys i napewno jest dla mnie atrakcyjna.

                Odnośnie twierdzenia ze nie spełniam jej potzreb seksualnych , hmm jasne ze moge zalozyc ze przez ostatnie 4 lata mnie oklamywala ale trudno mi w to uwierzyc --twojabogini- dzieki za wszystkie podpowiedzi ale prosze nie wzucac wszystich do jednego kotła ja potrafie przyjac wszystko na klate a jesli nie zaspokajam jej w lozku napewno zrobilbym wszystko aby to zmienic i ona doskonale o tym wie. Bardzo duzo rozmawiamy i staramy sie wypracowac nasze realcje glownie przez poznawanie samych siebie wie ze moze mi powiedziec o wszystkim i tak tez robi wiec ciezko mi uwierzyc ze tu byloby inaczej .

                Nigdy nie zdecydowalbym sie na odejscie nawet jesli okazaloby sie ze nie jestem super kochankiem bo to dla mnie nie kwestia dumy raczej zacheta do nauki i checi zmiany tego co robie nie wlasciwie.
                • kag73 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 01:39
                  dimmur11 napisał(a):
                  > Odnośnie twierdzenia ze nie spełniam jej potzreb seksualnych , hmm jasne ze mog
                  > e zalozyc ze przez ostatnie 4 lata mnie oklamywala ale trudno mi w to uwierzyc
                  > --twojabogini- dzieki za wszystkie podpowiedzi ale prosze nie wzucac wszystich
                  > do jednego kotła ja potrafie przyjac wszystko na klate a jesli nie zaspokajam j
                  > ej w lozku napewno zrobilbym wszystko aby to zmienic i ona doskonale o tym wie.
                  > Bardzo duzo rozmawiamy i staramy sie wypracowac nasze realcje glownie przez po
                  > znawanie samych siebie wie ze moze mi powie...

                  Nie odpowiedziales na pytanie co z antykoncepcja. Moze jest cos co powoduje brak czestej ochoty na seks u Twojej zony/niskie libido. Moze piguly/hormony/stres/przemeczenie/jakies problemy.
                  Bo z tego co piszesz tak by wychodzilo: seks sprawia jej frajde jak juz do niego dojdzie, ale mimo wszystko niezbyt czesto ma na niego ochote. Ja w to wierze, zdarza sie. I tutaj trzeba wziac pod uwage czynniki trzecie.
                  Prawda, ze syty glodnego nie zrozumie. Czasem pomaga terapia wstrzasowa. Zona powinna zdac sobie sprawe o co toczy sie gra: o Wasze malzenstwo/rodzine. Romowa na spokojnie ale konkretnie: mimo, ze bardzo ja kochasz(jest atrakcyjna, nadl ja pozadasz itd), rozpadnie Wam sie malzenstwo, bo....albo mozecie zachowac status quo malzenstwo a Ty poszukasz seksu na boku, czego wcale nie chcesz, ale...
                  Jezeli jej rowniez zalezy na rodzinie/zwiazku, Mozecie razem sprobowac cos zmienic. Po calej tej pogadance, dac jej troche czasu do zastanowienia, na przemyslenia, np. tydzien i potem znow usiasc do rozmowy. I wtdy mozna powiedziec co kto komu dlaczego czego oczekuje, jak sobie pomoc itp. Hmm... duzo rozmawiacie, ale te rozmowy nic nie przynosza.
            • kag73 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:20
              orzech69 napisał:
              > Wyobraźcie sobie że potrzebujecie seksu raz w miesiącu a ktoś wam proponuje cod
              > ziennie. Przecież taki stan rzeczy zabija inicjatywę i namiętności.
              > Przykładowo lubię zjeść od czasu do czasu meksykańskie jedzenie, ale jak ktoś c
              > odziennie by mi podsuwał je do jedzenia to po pewnym czasie na sam jego widok m
              > iałbym ochotę na ucieczkę.

              Prawda, prawda, chociaz 1x w miesiacu to naprade dosc rzadko. Mysle, ze zdarza sie jednak czesto(u mnie w zwiazku sie zdarza), ze jedno drugiemu jednak ochoty moze narobic chociaz wydawaloby sie, ze jej sie wybitnie nie ma, bo moim zdaniem cialo ma pamiec, reaguje na okeslone(znajome) bodzce itd. Czasem warto sprobowac i dac sobie szanse a potem okazuje sie, ze jest z gorki i frajda, jezeli daje to przyjemnos oczywiscie. Moim zdaniem jeakby sie czekalo az oboje w rownym czasie maja wielka ochote, to seks bylby duzo rzadziej, zwlaszcza w "starych" zwiazkach.
              Podobnie jak z tym jedzeniem, nie masz ochoty a jak sprobujesz kesa, to jednak stwierdzasz, ze calkiem niczego sobie, da sie zjesc. Prawda?

              • orzech69 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 07:53
                kag73 napisała:

                > Podobnie jak z tym jedzeniem, nie masz ochoty a jak sprobujesz kesa, to jednak
                > stwierdzasz, ze calkiem niczego sobie, da sie zjesc. Prawda?
                Zgadza się tylko nie można oczekiwać że będę aktywnie szukał jedzenie skoro jestem już syty ;)
    • yoric Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 15:21
      Stary, wyjątkowo źle trafiłeś w tym wątku, niestety.

      Mam krótką radę, nie czytaj Loppe, który nie ma generalnie nic do powiedzenia, ani TB, która karmi Cię swoją ideologią, bo trafiła na podatny grunt - na przykład twierdzi, że różnice między seksualnością męską i kobiecą biorą się z uwarunkowań kulturowych, albo wie lepiej od Ciebie, co Twoja kobieta czuje w łóżku.

      Zamiast tego poczytaj całą resztę Forum, ludzi obecnie tu piszących, a jeszcze lepiej piszących kiedyś, archiwalne wpisy. Podsumowanie dorobku jest Forum jest proste - generalnie nie idziesz do łóżka z kimś, kto jest dla ciebie nieaktrakcyjny. Nakieruj się na takie wątki.
      • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 17:32
        > proste - generalnie nie idziesz do łóżka z kimś, kto jest dla ciebie nieaktrak
        > cyjny. Nakieruj się na takie wątki.

        Jeszcze prostsze - idziesz do łózka z kimś kto jest atrakcyjny, ale seks z nim nie sprawia ci satysfakcji, co z czasem staje się dla ciebie frustrujące. Przestajesz z nim sypiać, mimo, że nadal jest dla ciebie atrakcyjny (tyle, że już nie na polu seksualnym).

        Jak widzę forum jest bardzo skuteczną formą terapii, żona autora wątku z leżącej jak kłoda i odrzucającej go swoją niechęcią do seksu kobiety, która niespecjalnie chce rozmawiać na te tematy, zamieniła się w tryskającą laskę, z którą można pogadać swobodnie. Starczyło pare godzin wirtualnej rozmowy.
        Jeszcze parę dni wymiany postów a oboje tak się zreformują, że będą mogli założyć własną szkołę seksu dla małżeństw :)

        Swoją drogą - raz jeden jedyny poznałam kobietę, która miała wytryski podczas stosunków, nie mając przy tym kompletnie orgazmów. Mężczyźni też czasem miewają takie problemy.


        • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 18:05
          Hmm ale agresja .
          To nie moja wyobraznia tylko nie dogadanie . mozecie mnie orazac albo pomoc znalezc rozwiazanie .
          Jak mowilem pierwsze 2 lata zwiazku byly udane uprawialismy sex
          rozmowa nie zawsze jest identyczna mowiac ze staram sie zrozumiec mowie o sobie i moich probach czasem uzyskuje odpowiedz a czasem nie . Sex jest rzadki ale nie zawsze jest tak ze ona nie ma ochoty jak juz pisalem byly sytuacje ze sama inicjowala np kiedy ja nie zwracalem na nia uwagi, wtedy tez nie lezala jak kloda ale potrafila cos zrobic .

          Nie starajcie sie mi wmowic ze klamie bo nie mam w tym interesu , nie potrzebuje klepania po ramienu ale jakiejs konkretnej rady .



          dzieki
          • wont Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 19:08
            dimmur11 napisał(a):
            >
            > Nie starajcie sie mi wmowic ze klamie bo nie mam w tym interesu , nie potrzebuj
            > e klepania po ramienu ale jakiejs konkretnej rady .
            ----------
            Dam ci dwie rady, choć jestem chyba ostatnią osobą, która może tutaj dawać jakiekolwiek rady.

            Rada pierwsza: Pogódź się z tym albo się rozwiedź i szukaj szczęścia z kimś innym, z kimś kto cię będzie kochać. Brak ochoty żony na seks jest tylko pochodną tego, że cię nie kocha.

            Rada druga: W życiu to się trzeba tak emocjonalnie ustawić, żeby nie zastanawiać się specjalnie o co innym chodzi, tylko, żeby to inni zastanawiali się o co Tobie chodzi.
            • sabat.77 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 19:18
              Gdyby slowo "kochac" w Twoim poscie zamienic na "pozadac", to zgodzilbym sie z tym co napisales. Tak czy owak, z tego co pisze autor mozna wywnioskowac, ze jest pozamiatane i wszelkie dzialania w zakresie naprawy tzw. zwiazku sa tutaj z gory skazane na porazke. Niemniej, ludzka natura jest latwa do przewidzenia - najtrudniej czasem pogodzic sie z nieuniknionym. Totez mozna z duza doza prawdopodobienstwa przyjac, ze troche walenia glowa w mur jeszcze autora czeka.
              • wont Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 19:40
                "Pożądać" też. Napisałem "kochać" - bo miłość między ludźmi polegać powinna też na chęci zrozumienia i zaspokojenia nawzajem swoich potrzeb. A jak ktoś ma potrzeby małżonka centralnie w dupie, to znaczy - nie kocha. Jak nie pożąda, a kocha, to przynajmniej dostrzeże problem i spróbuje, być może bezskutecznie, ale przynajmniej spróbuje go rozwiązać.
                • rekreativa Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 19:45
                  No tak, tylko jak uporządkować kwestię seksu, jeśli się nie odczuwa pożądania?
                  Bo tylko dwie opcje przychodzą do głowy: rozstanie albo męczennictwo, czyli zaciska zęby i daje dla świętego spokoju.
                  • marek.zak1 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 19:59
                    Oczywiście. jak nie kocha, powinni się rozstać. Zreszta pamietacie: nie ma seksu -> nie ma związku. Mie szkanie wspolne NIE jest zwiazkiem.
                  • wont Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 20:11
                    rekreativa napisała:

                    > No tak, tylko jak uporządkować kwestię seksu, jeśli się nie odczuwa pożądania?
                    -------------------------
                    Nie mam pojęcia :) Ale to nie powinien być problem wyłącznie autora wątku, tylko autora wątku ORAZ jego żony. Zresztą, pieprzyć to, to powinien być przede wszystkim problem jego żony. To ona a nie on powinna się zastanawiać, co z tym fantem zrobić - ze spadkiem JEJ pożądania, JEJ libido. To ona powinna sobie zadawać pytanie - czy on mnie aby nie zostawi? A tak jak jest, to jest do dupy - to jakieś zupełne pomieszanie ról jest. Autorze, przed rozwodem możesz jeszcze spróbować całonocnych libacji w podejrzanym towarzystwie albo słabo ukrywanych romansów. Może instynkt psa ogrodnika się odezwie? Ale, znając życie spłodzisz wtedy kolejnego potomka i pogrzebiesz resztki szans na opuszczenie tego tonącego okrętu.
                    • marek.zak1 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 20:18
                      A wiec wracasz do znanego powiedzenia |Tatiany Okupnik: mój orgazm - mój problem. Jak facet bedzie sie za bardzo nim przejmował, to mnie zostawi, a ja chce, zeby wracał i żeby było mu ze mna dobrze.
                      • wont Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 20:23
                        Nie, postuluję raczej takie podejście:

                        W miejsce uprawianego przez autora podejścia "Jej orgazm - jego problem" podejście następujące: "Jej orgazm - ich problem".
                • sabat.77 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 20:03
                  W jakims sensie masz racje. Milosc to chyba najbardziej naduzywane slowo swiata. W mediach i kulturze jest wszechobecna, ale w praktyce to wedlug mnie dosc rzadko spotykane zjawisko. Pozadanie, namietnosc, fascynacja, nawet intymnosc - owszem, wystepuja czesciej. Jednak chyba z wiekszym naciskiem na zaspokojenie potrzeb wlasnych, bardziej egocentryczne niz by sie to z pozoru wydawalo. U obu stron relacji.
                  • wont Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 20:18
                    Masz rację. Ja nie wierzę w "miłość" w popularnym tego słowa znaczeniu. Znaczy, to uczucie istnieje, ale jest krótkotrwałe i służy zupełnie innym celom niż nam się wydaje - to narkotyk jest do przedłużania gatunku. "Miłość" o której piszę wyżej, to ciepłe i stałe uczucie - dobroć, empatia i troska o drugą osobę.
                    • rekreativa Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 20:32
                      " ciepłe i stałe uczucie - dobroć, empatia i troska o drugą osobę."

                      Tylko dlaczego "miłość" wziąłeś w cudzysłów? Dla mnie miłość to dokładnie to, co opisałeś.
                      • wont Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 20:41
                        Bez ukrytych intencji. Chciałem po prostu jakoś wyróżnić w tekście wyraz, który opisuję.
            • lybbla Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 00:46
              Wont Ty zapluty karle. Dobrze, że wróciłeś. Idę sobie pogadać z Bitch :)

              W życiu to się trzeba nie zastanawiać tylko robić dobrze.
              • mojemail3 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 10:28
                lybbla napisał:

                > Wont Ty zapluty karle. Dobrze, że wróciłeś. Idę sobie pogadać z Bitch :)
                >
                > W życiu to się trzeba nie zastanawiać tylko robić dobrze.

                Wywieś jeszcze transparent " Welcome Home Wont" i wymachuj !!!
              • wont Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 23.03.14, 10:42
                lybbla napisał:

                > Wont Ty zapluty karle. Dobrze, że wróciłeś. Idę sobie pogadać z Bitch :)
                >
                > W życiu to się trzeba nie zastanawiać tylko robić dobrze.
                ------------------
                Dzięki :) Wiosna, wojna - bzykać się chce... albo z brak laku, przynajmniej sobie pogadać o bzykaniu :)
          • yoric Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 22:27
            Ja Ci daję konkretną radę, a nawet dwie:

            - nie czytaj TB, bo jest ideologicznie motywowana. Jak sam widzisz wie lepiej od Ciebie, co odczuwa Twoja kobieta i będzie Ci to wciskać, bo jej pasuje do ideologii, i na podstawie tej ideologii tworzy wypracowania na 10 stron przy zerowym poparciu empircyznym.

            Nawiasem mówiąc osobiście byłem w Twojej sytuacji, dziewczyna miała ze mną orgazmy, a chodzić do łóżka nie chciała, bo byłem dla niej mało atrakcyjny (potem zrozumiałem dlaczego), ale nie chciała kończyć związku, bo zaspokajałem inne jej potrzeby. Potem byłem w kilku luźnych relacjach, w których kobiety się garnęły do łóżku, mimo iż orgazmy czasem były, czasem nie - bo byłem dla nich atrakcyjny.

            -druga rada, poczytaj wszystkich innych ludzi, którzy Ci tu dobrze tłumaczą, choćby Żorżyk (albo nawet Ty w swoich własnych wpisach!!) pisze coś, co jest od dawna znane na Forum, póki laska ma co chce, nie ma motywacji, żeby zmienić sytuację. Poczytaj Urquharta, poczytaj moje stare wątki z archiwum, poczytaj trochę lasek jak piszą jaki ma być facet, żeby miały na niego ochotę.
            • sabat.77 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 22:36
              No nie poznaje kolegi... To ma laski czytac ? :) Chyba juz ustalilismy, ze one same nie wiedza co je kreci, czyz nie ?
            • mojemail3 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 22:37
              yoric napisał:

              (...) "nie czytaj TB, bo jest ideologicznie motywowana (...)"

              Ooooo, jaka zagrywka, jak w przedszkolu...Nie baw się z Boginką w tej samej piaskownicy???
              Dziecinada...

              Mnie rozśmiesza twierdzenie,że są osoby na forum, co sobie raz na zawsze z BSwM poradziły i mają swoje doskonałe i niezawodne sposoby i tricki...
              Przeciez relacja męsko-damska to sinusoida, wymaga ciągłej pracy i uważności a nie zestawu gierek i sztuczek...

              • yoric Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 02:34
                Daje facetowi dobre rady po prostu. Po co ma czytać kogoś, kto pisze to samo, niezależnie od przedstawionego opisu problemu. Mógły napisać "dzień dobry, jestem mężczyzną" i koniec wpisu, a w odpowiedzi dostanie łatkę "typowy samiec" (cytat z wątku) i 10 stron wypracowania kopiuj-wklej oderwanych od jego przypadku. Jeśli bowiem opis faktów nie pokrywa się z ideologią, tym gorzej dla faktów. Coś jak internetowy lekarz, który na odległość diagnozuje ci zapalenie płuc i potem wciska ci, że wcale nie boli cię noga, tylko klatka piersiowa.
                To nie jest dziecinada?
                • mojemail3 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 10:33
                  yoric napisał:

                  > Daje facetowi dobre rady po prostu. Po co ma czytać kogoś, kto pisze to samo, n
                  > iezależnie od przedstawionego opisu problemu.

                  No, "dobrymi radami jest piekło wybrukowane" ; -)

                  >Coś jak internetowy lekarz, który na odległość diagnozuje ci zapalenie płuc i pot
                  > em wciska ci, że wcale nie boli cię noga, tylko klatka piersiowa.
                  > To nie jest dziecinada?

                  Przecież wszyscy prawie tak tu odpowiadamy, stawiamy diagnozy na odległość, bez szczegółowego wywiadu....
              • urquhart Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 08:46
                mojemail3 napisała:
                > Mnie rozśmiesza twierdzenie,że są osoby na forum, co sobie raz na zawsze z BSw
                > M poradziły i mają swoje doskonałe i niezawodne sposoby i tricki...
                > Przeciez relacja męsko-damska to sinusoida, wymaga ciągłej pracy i uważności a
                > nie zestawu gierek i sztuczek...

                Ale jak ktoś od początku jest karmiony życzeniowymi bzdurami co powoduje wzrost a co spadek tej męsko-damskiej sinusoidy i z tego powodu w czarnej dupie, a nagle zaczyna odczuwać że dzięki nowym (innym znanym od dawna) sposobom i trickom odzyskuje kontrolę to ma poczucie przełomu, nieprawdaż? :)
                • mojemail3 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 10:48
                  urquhart napisał:

                  > Ale jak ktoś od początku jest karmiony życzeniowymi bzdurami co powoduje wzrost
                  > a co spadek tej męsko-damskiej sinusoidy i z tego powodu w czarnej dupie, a na
                  > gle zaczyna odczuwać że dzięki nowym (innym znanym od dawna) sposobom i trickom
                  > odzyskuje kontrolę to ma poczucie przełomu, nieprawdaż? :)

                  Prawdaż, ale takie poczucie kontroli i stosowanie sposobów i tricków mnie nie interesuje.
                  P......ę to.
              • kutuzow trafianie ciągle na złych facetów 20.03.14, 11:25
                mojemail3 napisała:
                > Mnie rozśmiesza twierdzenie,że są osoby na forum, co sobie raz na zawsze z BSw
                > M poradziły i mają swoje doskonałe i niezawodne sposoby i tricki...
                > Przeciez relacja męsko-damska to sinusoida, wymaga ciągłej pracy i uważności a
                > nie zestawu gierek i sztuczek...

                To nie jest kwestia jakiejś "tajemnej" wiedzy. To raczej nauczenie rozpoznawania pewnych sytuacji/wzorców które "nie rokują". Zobacz to tak jak z kobietami które ciągle trafiają na ten sam typ faceta, a to jednego alkoholika zamieniają na kolejnego, a to ciągle trafia im się "biedny misio" itp. To nie jest kwestia tylko jakiegoś okropnego pecha w życiu, tylko tego co człowiek akceptuje i jakich ludzi przyciąga do siebie.

                Prosty przykład.
                Jeden facet będzie godził się na rzadki i słaby seks przed ślubem mamiony wizją że "po ślubie partnerka się rozkręci" i ....się najczęściej rozczaruje. Drugi zaś będzie na tyle doświadczony, że będzie wiedział, że jeśli na początku jest kiepsko to może być tylko gorzej z czasem i nie będzie tracił czasu na taki związek.

                Także to nie jest kwestia "sztuczek", tylko raczej doświadczenia życiowego. Odkrycia, że popularne porady typu "staraj się bardziej", nie pomogą jeśli w związku jest większy problem niż tylko zmęczenie partnera. Przede wszystkim dla partnera/partnerki ten seks też musi być WAŻNY, aby osiągnęli jakieś porozumienie.
                • mojemail3 Re: trafianie ciągle na złych facetów 20.03.14, 11:30
                  kutuzow napisał:

                  (...)"Prosty przykład.
                  Jeden facet będzie godził się na rzadki i słaby seks przed ślubem mamiony wizją że "po ślubie partnerka się rozkręci" i ....się najczęściej rozczaruje. Drugi zaś będzie na tyle doświadczony, że będzie wiedział, że jeśli na początku jest kiepsko to może być tylko gorzej z czasem i nie będzie tracił czasu na taki związek(...)"

                  Masz rację, o ile facet nie będzie zaślepiony i racjonowanie mu do jego wizji kobiety będzie pasowało.
                  Poza różnicami w temperamencie mogą jeszcze wyjść jak szydło z worka róznice w seksualności, a taka chętna babka ( o której wczesniej pisała Bogini) może być powodem frustracji a nie radości z chęci na ilość ;-)
                  • kutuzow Re: trafianie ciągle na złych facetów 20.03.14, 11:57
                    mojemail3 napisała:
                    > Masz rację, o ile facet nie będzie zaślepiony i racjonowanie mu do jego wizji k
                    > obiety będzie pasowało.

                    Widzisz użyłaś słowa "zaślepiony". Jest to ciekawe bo wg Urqu dokładnie o to chodzi, że część facetów jest własnie "zaślepionych" przez wychowanie na "grzecznych chłopców". Takich co to mają się słuchać (czyli godzić się na to), być rozsądnymi itp. "Grzeczny Miś" rzadko kiedy zwilża kobiece cipki. Jest fajnym materiałem na partnera (bo pomoże/wesprze itp), ale nie zawsze powoduje że sama myśl o nim wywołuje zwierzęce pożądanie i częsty seks. Pisał o tym Yoric - o niby fajnym związku gdzie fajerwerków jednak nie było (przynajmniej tak to zrozumiałem odnosząc do swoich własnych podobnych doświadczeń).

                    > Poza różnicami w temperamencie mogą jeszcze wyjść jak szydło z worka róznice w
                    > seksualności, a taka chętna babka ( o której wczesniej pisała Bogini) może być
                    > powodem frustracji a nie radości z chęci na ilość ;-)

                    Owszem, dlatego warto się poznawać. Jeśli po pierwszym okresie zauroczenia okazuje się że nagle niewiele łączy ta parę (bo mają inny temperament, inne potrzeby itp), to raczej wg mnie nie ma sensu męczyć się kilka lat, próbując łączyć dwa różne światy bo z czasem i tak frustracja weźmie górę.
            • kutuzow Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 11:47
              yoric napisał:
              > - nie czytaj TB, bo jest ideologicznie motywowana. Jak sam widzisz wie lepiej o
              > d Ciebie, co odczuwa Twoja kobieta i będzie Ci to wciskać, bo jej pasuje do ide
              > ologii, i na podstawie tej ideologii tworzy wypracowania na 10 stron przy zerow
              > ym poparciu empircyznym.

              Głównym problemem TB, jest to, że na złym założeniu nie da się zbudować poprawnej teorii.
              TB zakłada (świadomie czy nie), dwie kwestie:
              1. Kobiety mają takie samo libido jak mężczyźni
              2. Za częstotliwość seksu w dużej mierzy odpowiedzialna jest "jakoś"/technika kochanka

              AD 1. Tutaj na forum jest straszny opór przed przyznaniem iż mężczyźni mają statystycznie większe libido (pochodna poziomu testosteronu). Na nic przykłady odwołujące się do poziomu prostytucji u obu płci, obecności na portalach typu erodate/zbiornik, skali przemysłu porno, rozkładu przestępstw na tle seksualnym w obu płciach itp. Nie będę tego dalej drążył.

              AD2. Oczywiście jakość tego co oferuje kochanek MA ZNACZENIE, ale jest to jeden z elementów który wpływa na zainteresowanie seksem u kobiet, a nie JEDYNY jak sugeruje nam TB.
              Owszem gdyby autor wątku był idealnym kochankiem w skali TB, miał Tantrę i Kamasutrę w małym paluszku to na pewno jego żona kochała by się z nim częściej. Pytanie tylko ILE CZĘŚCIEJ? Może nawet cztery razy częściej niż dotychczas....czyli zamiast 1 raz w miesiącu byłby 1 raz na tydzień. Co może przy jego potrzebach kilka razy na tydzień i tak byłoby za mało.

              Twierdzenie TB jest półprawdą. Analogicznie moglibyśmy twierdzić, iż lepsza jakość kształcenia matematyki w szkole podstawowej spowoduje, że więcej kobiet zostanie programistami/informatykami. To że teraz mało jest programistów/informatyków płci pięknej to wina złej jakości/techniki nauczycieli. Ta analogia jest równie prawdziwa co twierdzenie TB o kochankach. Owszem jakość szkolenia na pewno przełożyłaby się na większą liczbę kobiet studiujących informatykę na Politechnikach, z tym, że nawet wzrost o 100% dałby nam 8 studentek zamiast 4 w grupie co nadal byłoby 1/10 liczby studiujących mężczyzn na tym kierunku.

              Gdyby to technika była głównym czynnikiem od którego zależy częstotliwość seksu, to teoretycznie związki lesbijskie powinny uprawiać seks równie często jak związki gejowskie. Kto bowiem lepiej wie jak pieścić cipkę innej kobiety niż druga kobieta? Cytowałem już wcześniej badania że jest dokładnie odwrotnie (Urqu je dzisiaj przypomniał).
              Najczęściej uprawiają seks gejem, w środku są pary hetero, a lesbijskie pary najrzadziej!

              Także twierdzenie TB, w skrócie "za brak seksu/słaby/rzadki seks odpowiedzialna jest kiepska technika kochanka/faceta" jest błędne. Owszem technika ma znaczenie, ale nie decydujące.
              • mojemail3 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 12:05
                kutuzow napisał:
                >Analogicznie moglibyśmy twierdzić, iż lepsza jak
                > ość kształcenia matematyki w szkole podstawowej spowoduje, że więcej kobiet zos
                > tanie programistami/informatykami. To że teraz mało jest programistów/informaty
                > ków płci pięknej to wina złej jakości/techniki nauczycieli. Ta analogia jest ró
                > wnie prawdziwa co twierdzenie TB o kochankach. Owszem jakość szkolenia na pewno
                > przełożyłaby się na większą liczbę kobiet studiujących informatykę na Politech
                > nikach, z tym, że nawet wzrost o 100% dałby nam 8 studentek zamiast 4 w grupie
                > co nadal byłoby 1/10 liczby studiujących mężczyzn na tym kierunku.


                Hmmm, no tu bym polemizowała, a na dowód proszę opracowanie -raport w pdf o procentowym wzroście studiujących dziewcząt na Politechnikach...

                www.dziewczynynapolitechniki.pl/2012/pdfy/raport2012.pdf
                • kutuzow Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 12:16
                  mojemail3 napisała:

                  > Hmmm, no tu bym polemizowała, a na dowód proszę opracowanie -raport w pdf o p
                  > rocentowym wzroście studiujących dziewcząt na Politechnikach...
                  >
                  > rel="nofollow">www.dziewczynynapolitechniki.pl/2012/pdfy/raport2012.pdf


                  Zauważ, że chodziło mi o informatykę -kierunek ściśle związany z matematyką.
                  Nawet widzę, że się wiele nie pomyliłem pisząc o 1/10 :-) Zobacz na stronę 11 i 12.

                  Na kierunku informatycznym w latach 2006/2007 - 2010/2011 było od 9,1% do 8,2% -czyli jeszcze mniej niż pisałem

                  To że na politechnikach rośnie ogólna liczba dziewcząt wynika pewnie też z tego że ogólnie rosła (do czasu niżu demograficznego) liczba studentów.
                  • mojemail3 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 12:30
                    kutuzow napisał:

                    > Zauważ, że chodziło mi o informatykę -kierunek ściśle związany z matematyką. et widzę, że się wiele nie pomyliłem pisząc o 1/10 :-) Zobacz na stronę 11 i 12.
                    > Na kierunku informatycznym w latach 2006/2007 - 2010/2011 było od 9,1% do 8,2%
                    > -czyli jeszcze mniej niż pisałem
                    >
                    > To że na politechnikach rośnie ogólna liczba dziewcząt wynika pewnie też z tego
                    > że ogólnie rosła (do czasu niżu demograficznego) liczba studentów.

                    Dobrze, zwracam honor, ale jeszcze mi wrzuć badania naukowe potwierdzające większe zdolności i predyspozycje płci męskiej do matematyki ( bo nie wiem)

                    A z tym,że libido jest zmienne zarówno u kobiet jak i mężczyzn w ciągu życia też się nie zgadzasz???
                    • kutuzow Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 23:51
                      mojemail3 napisała:
                      > Dobrze, zwracam honor, ale jeszcze mi wrzuć badania naukowe potwierdzające więk
                      > sze zdolności i predyspozycje płci męskiej do matematyki ( bo nie wiem)

                      To nie jest takie proste, bo wg feministek badania są zafałszowane naleciałościami kulturowymi, że dziewczynki na starcie nie są tak samo mocno zachęcane do nauki matematyki jak chłopcy.
                      Skoro jednak widać niezbite dowody, że chłopcy znacznie gorzej od dziewczynek radzą sobie z umiejętnościami językowymi (np. 90% jąkających się to chłopcy/mężczyźni), to uważam że realne jest iż w drugą stronę też mogą istnieć jakieś zależności.

                      > A z tym,że libido jest zmienne zarówno u kobiet jak i mężczyzn w ciągu życia te
                      > ż się nie zgadzasz???

                      Wiesz, gdy para KOCHA się na wzajem to zmienne libido w ciągu życia nie jest problemem. Bo jeśli kochasz drugą osobę to w naturalny sposób chcesz o nią dbać, zaspokajać jej potrzeby. Jeśli nie masz ochotę na seks, to zostają inne sposoby (oral, petting itp). Wg mnie jeśli ktoś twierdzi że pieszczenie osoby którą (niby) kocha jest dla niego odrażające, to wg mnie uczucia tam nie ma, a jest przyzwyczajenie i wygoda.
                      • orzech69 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 07:55
                        Biologicznych różnic miedzy kobietami i mężczyznami jest dosyć sporo.
                        Kobiety dużo lepiej odróżniają kolory, za to my widzimy lepiej w ciemności. Spowodowana to jest inna proporcja miedzy ilości słupków i pręcików w siatkówce i takich różnic można znaleźć dosyć sporo.
                      • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 11:58
                        "chłopcy znacznie gorzej od dziewczynek r
                        > adzą sobie z umiejętnościami językowymi (np. 90% jąkających się to chłopcy/mężc
                        > zyźni),"

                        Ja tylko w kwestii formalnej: jąkanie nie musi mieć nic wspólnego z umiejętnościami językowymi.
                        Ktoś może się jąkać, kiedy mowi, a jednoczesnie może pięknie, elokwentnie pisać.
                        • kutuzow Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 12:17
                          rekreativa napisała:
                          > Ja tylko w kwestii formalnej: jąkanie nie musi mieć nic wspólnego z umiejętnośc
                          > iami językowymi.
                          > Ktoś może się jąkać, kiedy mowi, a jednoczesnie może pięknie, elokwentnie pisać

                          Chodzi tutaj o mowę. Jąkanie jest najbardziej miarodajne -bo można je zbadać i policzyć (widać ogromną nadreprezentację chłopców). Poza tym ogólnie chłopcy (statystycznie) później zaczynają mówić (od dziewczynek) i w tym samym wieku mają często mniejszy zasób słów.

                          Pisanie, jako posługiwanie się językiem to już raczej późniejszy okres, gdy te różnice się zacierają (nie są tak bardzo widoczne).
                          • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 13:18
                            Ok, rozumiem.
                            Tylko wydaje mi się, że znowu o dwóch innych rzeczach mówimy: różnice biologiczne, które można łatwo zbadać, zmierzyć oraz różnice, które moga wyjść w statystykach, ale trudno jednoznacznie określić ich korelacje i przyczyny.
                            Więcej chłopców się jąka, dziewczynki lepiej odrózniają odcienie kolorów, autyzm dotyka bardziej chłopców, a choroby tarczycy znacznie częściej dotykaja kobiet - to są fakty.
                            Ale teraz, jak wytłumaczyć, że wśród znanych malarzy czy wielkich pisarzy prawie nie ma kobiet? Przecież biologia raczej by tu faworyzowała kobiety, skoro to one lepiej odrózniają barwy i łatwiej posługują się językiem?
                            Ktoś tu zaraz wtrąci "kreatywność". To zadajmy sobie kolejne pytanie, czy naprawdę wystarczy być kreatywnym i zdolnym, żeby Twe obrazy wystawiła najbardziej znana galeria w kraju, albo żeby jakiś milioner chciał je kupić i powiesić w soim gabinecie?
                            Czy żeby zostać szefem kuchni w trzygwiazdkowej restauracji wystarczy po prostu świetnie gotować? Ilu jest mężczyzn fajnie gotujących, a ilu jest Gordonów Ramseyów?
                            Czy żeby zdobyć intratne stanowisko w firmie wystarczy dobrze wykonywać swoje obowiązki?
                            Czy awans zawsze dostanie ten lepszy programista, czy może czasem ten, który po prostu umie gładko pochlebiać szefowi?
                            Itd. Itp.
                            Rzeczywistość jest o wiele bardziej złożona, niż mierzalne różnice biologiczne.
                            A sukces jedynie w iluś procentach zależy od faktycznych predyspozycji i umiejętności - reszta to charakter, osobowość, okoliczności, sytuacja ekonomiczna i społeczna danego miejsca, sytuacja osobista, mnóstwo jeszcze innych rzeczy, a w końcu i odrobina zwykłego szczęścia.
                    • lybbla Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 03:21
                      mojemail3 napisała:

                      > Dobrze, zwracam honor, ale jeszcze mi wrzuć badania naukowe potwierdzające
                      > większe zdolności i predyspozycje płci męskiej do matematyki ( bo nie wiem)

                      Mojemail po co od razu badania naukowe.

                      Tu trzeba dopowiedzieć o czym mówimy.
                      Jaki jest rozkład zdolności matematycznych dla kobiet a jaki dla mężczyzn nie wiem.
                      Być może jest więcej głąbów matematycznych wśród mężczyzn niż wśród kobiet.
                      Wiem jednak, że chłopaki w matematyce wyżej skaczą.
                      Obejrzyj sobie listy finalistów olimpiad matematycznych
                      archom.ptm.org.pl/?q=node/7
                      Przejrzałem jedną: 9 kobiet na 101 finalistów.
                      Żadna kobieta nie dostała medalu Fieldsa.

                      • urquhart chłopaki w matematyce wyżej, zmaskulinizowany mózg 21.03.14, 08:06
                        lybbla napisał:
                        > Tu trzeba dopowiedzieć o czym mówimy.
                        > Jaki jest rozkład zdolności matematycznych dla kobiet a jaki dla mężczyzn nie w
                        > iem.
                        > Być może jest więcej głąbów matematycznych wśród mężczyzn niż wśród kobiet.
                        > Wiem jednak, że chłopaki w matematyce wyżej skaczą.

                        To dosyć znana zależność że wśród mężczyzn jest więcej geniuszów ale i idiotów a średnia badań IQ zawsze wychodzi taka sama dla obu płci.
                        Każdy zarodek jest żeński, płód i jego mózg maskulinizuje się wskutek skomplikowanej obróbki hormonami na każdym etapie rozwoju którego może pójść coś nie tak. Stąd także też przecież znacznie większy odsetek osobników homo, trans.
                        Za uzdolnienia matematyczne, programistyczne czy czytanie map odpowiada obszar abstrakcyjnego myślenia który jest u mężczyzn wiekszy, co dziś sie łatwo bada, kobiety mają typowo większy obszar doznań zmysłowych, emocji, węchu i znacznie więcej połączeń między półkulami.
                        Oczywiście to że 10% kobiet ma odwrotnie i zmaskulinizowany mózg posiadaczki waginy dla feministek jest dowodem że nie ma reguł, a dla neuropsychologów konsekwentnym przykłądem maskulinizującego wpływu testosteronu na mózg ważniejszego od faktu posiadania waginy który jedynie potwierdza regule :)

                        Determinujący Wpływ kulturowy to banialuki dla naiwnych i wyznawców gender, niczym geocentryzm dla wyznawców boskiej sprawiedliwości świata niegdyś. Od dawna w naszym kręgu kulturowym dziewczynki statystyczne osiągają lepsze wyniki w szkołach od chłopców, znacznie więcej z nich uczęszcza i kończy wyższe studia, czyli lepiej wykorzystują równe szanse, ba nawet wiecej zakłada prywatne firmy, łatwiej im pozyskać środki, tymczasem mniej z nich osiąga sukces i rzadziej słychać o wybitnych pomysłach i osiągnięciach i sukcesach tych firm, ba feministki muszą walczyć o parytety w zarządach. Mało tego, znana jest zalezność że te najlepsze absolwentki i absolwenci grzęzną na szczeblach średniej kariery i wykańczają ich choroby zawodowe przez nadodpowiedzialność która kiedyś była motorem ich pracowitości. Nadmiar odpowiedzialności zabija kreatywność.
                        Bo niestety kreatywność to przecież pozytywny odcień cechy lenistwa ale połączonej z odpowiedzialnością do tego niezbędna jest potrzeba rywalizacji a nie jedynie wiedza, inteligencja i zdolności społecznych. . Idealny zestaw naturalnych takich preferencji posiada kobieta o męskim mózgu którą rodzice nie skazili nadopowiedzialnością w wychowaniu.
                        Typowi geniusze mają przecież rozrostu obszaru abstrakcyjnego myślenia kosztem obszaru emocji w mózgu i w konsekwencji brak zdolności społecznych i inteligencji emocjonalnej też blokuje ich w osiąganiu sukcesu. Mężczyźni z najwyższym testosteronem też wcale nie mają wysokiego IQ, natura nie predysponuje ich do rozwijana akurat tej zdolności, użycie mięśni i skłonność do agresji rozwiązywało ich problemy ;0
                        Wszystko ma swoje konsekwencje, a przyczyna rodzi jakiś skutek.
                        • hello-kitty2 Re: chłopaki w matematyce wyżej, zmaskulinizowany 21.03.14, 09:41
                          urquhart napisał:

                          Mało tego, znana jest zalezność że te naj
                          > lepsze absolwentki i absolwenci grzęzną na szczeblach średniej kariery i wykańc
                          > zają ich choroby zawodowe przez nadodpowiedzialność która kiedyś była motorem i
                          > ch pracowitości. Nadmiar odpowiedzialności zabija kreatywność.
                          > Bo niestety kreatywność to przecież pozytywny odcień cechy lenistwa ale połączo
                          > nej z odpowiedzialnością do tego niezbędna jest potrzeba rywalizacji a nie jedy
                          > nie wiedza, inteligencja i zdolności społecznych. . Idealny zestaw naturalnych
                          > takich preferencji posiada kobieta o męskim mózgu którą rodzice nie skazili nad
                          > opowiedzialnością w wychowaniu.
                          > Typowi geniusze mają przecież rozrostu obszaru abstrakcyjnego myślenia kosztem
                          > obszaru emocji w mózgu i w konsekwencji brak zdolności społecznych i inteligenc
                          > ji emocjonalnej też blokuje ich w osiąganiu sukcesu. Mężczyźni z najwyższym tes
                          > tosteronem też wcale nie mają wysokiego IQ, natura nie predysponuje ich do rozw
                          > ijana akurat tej zdolności, użycie mięśni i skłonność do agresji rozwiązywało i
                          > ch problemy ;0

                          Bardzo ciekawy post szczegolnie w odniesieniu do lenistwa i nadodpowiedzialnosci. Tez oserwuje w grupie chlopaka, ktoremu wroze znakomita przyszlosc, a najciekawsze, ze gdybym miala go scharakteryzowac jednym slowem, to nazwalabym go leniem ;) Ale ma w sobie jakis taki dystans, luz, brak otwartej krytyki wobec innych osob ale jednoczesnie nie odpuszcza rywalizacji, przebija ludzi kreatywnoscia i entuzjazmem. Jest leniem ale nie olewa. Konkuruje ale bez emocji i zawisci, nagadywania. Najciekawsze, ze nie znam takich kobiet. Kobiety albo nie sa zupelnie czyms zainteresowane, olewaja albo angazuja sie za bardzo. Nadodpowiedzialnosc jest niszczaca, nie pozostawia miejsca na oddech, luz.
                      • mojemail3 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 17:43
                        lybbla napisał:

                        > Mojemail po co od razu badania naukowe.
                        >
                        > Tu trzeba dopowiedzieć o czym mówimy.
                        > Jaki jest rozkład zdolności matematycznych dla kobiet a jaki dla mężczyzn nie w
                        > iem.

                        Ja wiedziałam,że jak Was dobrze podpuścić, to się zacznie licytowanie się:-)
                        Może jeszcze statystyki bezrobocia, przestępczości, samobójstw i zapadalności na choroby psychiczne...
                        Nie wiem po co wytaczacie takie działa,żeby umniejszyć przeciwną płeć???
                        Smutne.
                • bigbadpig Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 12:30
                  Mam za sobą z 7-8 lat pracy jako programista, miałem duży przemiał doświadczeń, tylko dwa lata z tego przepracowałem na etacie w jednym miejscu, do czynienia miałem przez ten czas z kilkoma kobietami które programowały - wszystkie poza jedną, znalazły by się w top ten najgorszych programistów gdyby je umieścić w generalce, wszystkie poza tą jedną wykazywały raczej niechęć do tej pracy, gdy u mężczyzn często programowanie staje się pasją, okazją do mierzenia się z intelektualnymi wyzwaniami. Przez te wszystkie lata współpracowałem z wieloma menadżerami - kobiety były dwoma najlepszymi w moim odbiorze, do dzisiaj dobrze wspominam świetną współpracę. Jak słyszę, ze rozkład płci w programowaniu to efekt kulturowy, to mnie śmiech ogarnia, te dziewczyny nie trafiły do branży na siłę, spróbowały, ale po prostu, w większości przypadków to nie dla nich; nie podejmuję się odpowiadać dlaczego, wystarczy mi, że moje doświadczenia każą mi to traktować jako fakt.
                  • urquhart top ten najgorszych programistów - a pasja 20.03.14, 12:44
                    bigbadpig napisał:

                    > Mam za sobą z 7-8 lat pracy jako programista, miałem duży przemiał doświadczeń,
                    > tylko dwa lata z tego przepracowałem na etacie w jednym miejscu, do czynienia
                    > miałem przez ten czas z kilkoma kobietami które programowały - wszystkie poza j
                    > edną, znalazły by się w top ten najgorszych programistów gdyby je umieścić w ge
                    > neralce,

                    To trochę jak z tymi porządkami i garami o które pytałeś. Mam stryja który był szefem kuchni w znanych drogich restauracjach i potrafi na talerzu wyczarować cuda że gościom opada kopara, nie jest od tego mniej męski od stania przy garach, gotowanie jest jego pasją, jakieś nagrody zdobywał, zmieniał narzeczone jak rękawiczki , ale to co robi nigdy nie pokazywał jako cierpiętnictwo, dodatek do dzieci i rytuałów gniazda konieczność tylko kompetencja, wyzwanie i pasja i to jest męskie. Zawsze wychodził do gosci i szczerze wkręcało go że im smakuje to co im robił, przysiadał sie i słuchał jak zasłużyćł na pochwały.
                    Niemal każda kobieta gotuje ...
                    • mojemail3 Re: top ten najgorszych programistów - a pasja 20.03.14, 12:45
                      urquhart napisał:

                      (...)"Niemal każda kobieta gotuje ..."

                      No dalej, panowie, do natarcia, przeczytam jutro wieczorem, do widzenia.
                    • bigbadpig Re: top ten najgorszych programistów - a pasja 20.03.14, 12:59
                      Jednostki mnie nie przekonują jako argument, moja żona gotuje lepiej od 95% ludzi u których jadłem; też bardzo jest łasa na efekt zwrotny; też lubi komponować, kombinować - bierze przepis i mówi: to mnie nudzi, zrobię to po swojemu. Nie jest to postawa zarezerwowana dla mężczyzn. Ja pisałem o tych programistkach, tam najwyraźniej je ta praca męczy i frustruje, to bywa bardzo stresująca praca, ale przecież nie jest tak, że one mają na pracę jako taką wywalone, że nie mają potrzeby wykazywać się, dowartościowywać się dowodząc swoich umiejętności. Z drugiej strony właśnie w pełni rozumiem, że jego męskość nie cierpiała na gotowaniu, ale nie zrozumiałem zupełnie tego otwartego zakończenia: "Niemal każda kobieta gotuje ..." no i co dalej?
                      Gotują ale nie są jak Twój stryj?
                      A mężczyźni którzy gotują, jak jeden - są?
                      • kag73 Re: top ten najgorszych programistów - a pasja 21.03.14, 01:46
                        Ja dokoncze: "Niemal kazda kobieta gotuje...." ale prawie zadna nie zbiera pochwal, bo to przeciez jej psi obowiazek i oczywistosc:)
                        • orzech69 Re: top ten najgorszych programistów - a pasja 21.03.14, 08:00
                          kag73 napisała:

                          > Ja dokoncze: "Niemal kazda kobieta gotuje...." ale prawie zadna nie zbiera poch
                          > wal, bo to przeciez jej psi obowiazek i oczywistosc:)
                          Pochwały są niczym woda dla kwiatka. Gdy ich nie ma kwiatek usycha i jak będzie za dużo kwiatek zgnije.
                          Facet jak chce mieć dobra kuchnię musi być niczym ogrodnik wspierając słowami swoja kucharkę. Bo słowa uznania to zapłata za pracę ;)
                  • mojemail3 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 12:44
                    bigbadpig napisał:

                    "Jak słyszę, ze rozkład płci w programowaniu to efekt kulturowy, to mnie śmiech ogarnia, te dziewczyny nie trafiły do branży na siłę (...)"

                    A ktoś napisał,że to efekt kulturowy???
                    Ja sama jestem ciekawa, a przyznaję szczerze, mnie taka praca jak również intelektualna gra w brydża w ogóle nie interesuje, od siedzenia na dupie to można hemoroidów dostać, preferuję działanie oraz inny rodzaj stymulacji intelektualnej( cokolwiek byś o moim poziomie intelektualnym sądził;-)
                    Miałam takiego "menadżera" co się o swoich pracownikach i ich intelekcie ( nie dorastacie mi do pięt) wyrażał z lekceważeniem, pracował też jako programista,teraz stacza się jako alkoholik, po dawnej potędze jedynie sny zostały.
                  • that.bitch.is.sick Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 14:57
                    bigbadpig napisał:

                    > Mam za sobą z 7-8 lat pracy jako programista, miałem duży przemiał doświadczeń,
                    > tylko dwa lata z tego przepracowałem na etacie w jednym miejscu, do czynienia
                    > miałem przez ten czas z kilkoma kobietami które programowały - wszystkie poza j
                    > edną, znalazły by się w top ten najgorszych programistów gdyby je umieścić w ge
                    > neralce, wszystkie poza tą jedną wykazywały raczej niechęć do tej pracy, gdy u
                    > mężczyzn często programowanie staje się pasją, okazją do mierzenia się z intele
                    > ktualnymi wyzwaniami. Przez te wszystkie lata współpracowałem z wieloma menadże
                    > rami - kobiety były dwoma najlepszymi w moim odbiorze, do dzisiaj dobrze wspomi
                    > nam świetną współpracę. Jak słyszę, ze rozkład płci w programowaniu to efekt ku
                    > lturowy, to mnie śmiech ogarnia, te dziewczyny nie trafiły do branży na siłę, s
                    > próbowały, ale po prostu, w większości przypadków to nie dla nich; nie podejmuj
                    > ę się odpowiadać dlaczego, wystarczy mi, że moje doświadczenia każą mi to trakt
                    > ować jako fakt.

                    E tam, taką samą śpiewkę stosowano w czasach gdy panowie z brodami w surdutach udowadniali że kobiety nie nadają się na lekarzy i prawników bo ich mózgi inaczej funkcjonują:) gdyż argumentacją to ciężko nazwać. Jeśli ktoś powołuje się na swoją profesjonalną wiedzę w ocenie cudzych kompetencji a jednocześnie przywołuje kryterium płci to świadczy o ideologicznym i emocjonalnym nastawieniu w miejscu racjonalnego.
                    A nie sądzisz, że twoje wnioski mogą wynikać z wielu innych przyczyn nie z ideologii którą podałeś. I ta historyjka o mężczyznach programujących z pasją, podczas gdy kobieta tylko czeka by wrócić do domu i ugotować mężowi kartofle. To zbyt pięknie brzmi. Jak biskup, tak retorycznie podkoloryzowałeś:).

                    Freedom's just another word for nothing left to lose
                    Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
                    • bigbadpig Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 15:28
                      > Jeśli ktoś powołuje się na
                      > swoją profesjonalną wiedzę w ocenie cudzych kompetencji a jednocześnie przywoł
                      > uje kryterium płci to świadczy o ideologicznym i emocjonalnym nastawieniu w mie
                      > jscu racjonalnego.

                      Jeśli opisałem swoje obserwacje i one Ci się nie spodobały, a można je ewentualnie nazwać kontrowersyjnymi (szczególnie jak się doda jakieś wtręty o kartoflach) to niech kontrowersja będzie argumentem. A robi się to tak: moje słowa nie trafiają w poprawność, wnioski mogłyby być niepopularne, niepoprawne jak to się mówi. Kulturalni, wykształceni ludzie takich rzeczy nie mówią, wiedzą jak jest bo są wykształceni. Już sam fakt, że wyartykułowałem takie "historyjki" źle świadczy o mnie, dyskredytuje mnie. A skoro jestem zdyskredytowany to moje słowa również, nie jestem wiarygodny. Ja mówię o mojej praktyce, lubię Cię więc specjalnie dla Ciebie mogę napisać moje obserwacje wymyślone tak, żeby Ci bardziej odpowiadały: np. jeden z dwójki najlepszych menadżerów z jakimi miałem do czynienia był mężczyzną, a kobiety programistki z którymi miałem do czynienia bywały równie dobre i "zajawione" jak mężczyźni. W takiej formie to już nie będzie "historyjka"?
                      • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 15:39
                        Ja własnie męża spytałam, czy pracował z babkami programistkami - pracował.
                        Czy były dobre? Dobre, mówi, lepsze od wielu facetów, z którymi pracowal.
                        No i co z tego wynika? Nic, tak naprawdę. Ot, po prostu doświadczenie jednej osoby. Podobnie jak to, o czym Ty piszesz.
                        Trudno na tej podstawie wyciągać ogólne wnioski dot. kobiet-programistek.
                        • bigbadpig Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 16:01
                          Ok, ja mam inne doświadczenia; gdybym miał takie jak twój maż nie miałbym o czym tu pisać. Trudno jest poddać weryfikacji własne życiowe obserwacje, tylko dlatego, że kłóci się z nimi cytowana relacja męża osoby z forum o którym nic nie wiadomo. Być może kobiety i mężczyźni są identyczni w kwestii predyspozycji do programowania - ja po prostu tego nie dostrzegam. Jeśli widzę wzorzec, a nie doktoryzuję się akurat w danym temacie, to przyjmuję go jako wiarygodny z ewentualną opcją na weryfikację jeśli inne fakty mnie do tego skłonią. Nie jestem mizoginem, jestem daleki od paternalizmu wobec kobiet. Wysoko oceniam kompetencje kobiet z którymi współpracuję, a z jakiegoś powodu na szczeblu z jakim miałem jako programista do czynienia, kobiety są większością. Z innej bajki - moja żona jest rewelacyjna w kwestii rozwiązywania trudnych sporów - ma pracę która tego od niej wymaga i nie wyobrażam sobie abym mógł z nią konkurować w tej kwestii. To wszystko nie zmienia faktu, że prawie wszystkie kobiety programistki które znałem były słabe. Kod ma to do siebie, że przy pierwszym nieszablonowym problemie czarno na białym pokazuje skill autora, nie pozostawia niedomówień, to nie są moje interpretacje. Mogę co najwyżej nie znać przyczyn które sprawiły, że tak to wyglądało, może to był przypadek? Żeby jakoś ogarnąć rzeczywistość, czasami trzeba przestać patrzeć ze zdziwieniem na powtarzalność obserwacji i założyć występowanie wzorca.
                          • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 17:48
                            "Trudno jest poddać weryfikacji własne życiowe obserwacje, tylko dla
                            > tego, że kłóci się z nimi cytowana relacja męża osoby z forum o którym nic nie
                            > wiadomo"

                            A jakby było coś wiadomo (i co?), to byłbys skłonny weryfikować swoje obserwacje? Bo nie bardzo rozumiem, co ma piernik do wiatraka.
                            W końcu Ty dla mnie jesteś równie obcy, co mój mąż dla Ciebie.
                            Równie dobrze trzy czwarte opisywanych tu historii z zycia może być wyssana z palucha, ot, żeby akurat do tezy pasowało.
                            Nie zarzucam Ci bynajmniej, że zmyślasz, ale nie uważam, by jednostkowe doświadczenie można było przekładać na jakieś ogólne wzorce. Spotkałeś same beznadziejne programistki, ale to faktycznie mógł być przypadek. Z drugiej strony, to, że Twoja żona jest świetnym mediatorem, nie oznacza, że ogół kobiet ma większe predyspozycje od mężczyzn do takiej roboty (nawet jakbyś znał jeszcze ze dwie czy trzy dobre mediatorki, to nadal by nie znaczyło, że kobiety są w tym lepsze).

                            PS Przy okazji powiedz jeszcze, ilu kiepskich programistów spotkałeś w pracy? Bo chyba nie wszyscy to wybitne umysły, co?
                            • bigbadpig Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 20:48
                              > PS Przy okazji powiedz jeszcze, ilu kiepskich programistów spotkałeś w pracy? B
                              > o chyba nie wszyscy to wybitne umysły, co?

                              Nie prowokuj :P Cokolwiek nie napiszę w temacie będzie złudzeniem, fałszem albo historyjką; chyba, że akurat będzie pasować do symetrycznego wzorca. Ja akurat widzę pomiędzy płciami asymetrie w rozkładzie statystycznym wielu cech, ale nie mam zamiaru nikogo nawracać, bądźmy sobie identyczni jak komuś to bardziej pasuje.
                              • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 21:52
                                " Ja akurat
                                > widzę pomiędzy płciami asymetrie w rozkładzie statystycznym wielu cech,"

                                Mi też się czasem wydaje, że widzę statystyczne różnice, ale jak się zastanowię, to zawsze mi się jakies wyjątki od mojej reguły przypomną...
                                • bigbadpig Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 22:26
                                  No toż przecież piszę "wszystkie poza jedną" :P
                                  • orzech69 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 08:12
                                    Programowanie do dosyć trudna sztuka i trzeba mieć dar żeby dobrze to robić. Nie wystarczy inteligencja i chęci. Ja próbowałem ale stwierdziłem że nie będę w tym wystarczająco dobry więc zostałem facetem od sieci.
                                    Z moich skromnych obserwacji wynika że kobiety dużo rzadziej maja dar do programowani lub ogarniania sieci. Przepchnąłem 3 kobiety przez studia z informatyki łącznie z napisaniem za nie prac mgr i niby zdolne inteligentne kobiety a przy jak im robiłem zadania i je tłumaczyłem to po prostu masakra.....
                                    • hello-kitty2 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 09:47
                                      orzech69 napisał:

                                      Przepchnąłem 3 kobiety przez studia z informatyki
                                      > łącznie z napisaniem za nie prac mgr

                                      Powiem po budowlanemu: a na chuj je pchales? ;)

                                      i niby zdolne inteligentne kobiety a przy
                                      > jak im robiłem zadania i je tłumaczyłem to po prostu masakra.....

                                      Strzelam: moze nie potrafiles sie umiejetnie wyslowic? ;)
                                      • orzech69 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 11:32
                                        hello-kitty2 napisała:

                                        > orzech69 napisał:
                                        >
                                        > Przepchnąłem 3 kobiety przez studia z informatyki
                                        > > łącznie z napisaniem za nie prac mgr
                                        >
                                        > Powiem po budowlanemu: a na chuj je pchales? ;)

                                        dla pieniędzy.

                                        > i niby zdolne inteligentne kobiety a przy
                                        > > jak im robiłem zadania i je tłumaczyłem to po prostu masakra.....
                                        >
                                        > Strzelam: moze nie potrafiles sie umiejetnie wyslowic? ;)

                                        Posiłkowałem się książka c++ for dummies prościej niż w tej książce to już się nie da. Uczyły się na blachę jak to działa i modliliśmy się żeby nie kazali im czegoś zmieniać.
                                    • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 12:03
                                      To ja zapytam z kolei Ciebie: czy tylko kobietyt miały opisane problemy? Nigdy nie zetknąłeś się z facetem, przy którym ręce opadały, bo nie kumał?
                                      • urquhart Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 12:12
                                        Musiał się spotkać, mezczynz z kobiecym mózgiem w którym dominuje ośrodek emocji jest wiecej niż 10% przecież :-)
                                        • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 12:51
                                          Jejuś, weź już przestań z tym kobiecym i męskim mózgiem.
                                          Jesteś facetem? Czujesz się fizycznie i pscyhicznie mężczyzną? To znaczy, że mózg w Twojej łepetynie jest mózgiem faceta. A nie żaden "kobiecy", nawet jeśli będziesz nosił różowe sweterki i płakał na "Pożegnaniu z Afryką".
                                          • kutuzow Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 13:08
                                            rekreativa napisała:

                                            > Jejuś, weź już przestań z tym kobiecym i męskim mózgiem.
                                            > Jesteś facetem? Czujesz się fizycznie i pscyhicznie mężczyzną? To znaczy, że mó
                                            > zg w Twojej łepetynie jest mózgiem faceta. A nie żaden "kobiecy", nawet jeśli b
                                            > ędziesz nosił różowe sweterki i płakał na "Pożegnaniu z Afryką".

                                            ...a jak wyjaśnisz przypadki osób które zmieniają płeć, bo czują się np. mężczyzną w ciele kobiety lub na odwrót?

                                            Zauważ, że to nie jest proces 0/1, tylko jest to jakaś skala. Nie trzeba od razu zmieniać płci żeby udowodnić że ma się "kobiecy" mózg.
                                            Zobacz np. na gejów którzy "pełnią rolę kobiety" w związku z innym facetem. Nie widzisz róznicy w zachowaniu, podejściu, kwestiach emocjonalnych itp?
                                            • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 13:33
                                              A ci dalej swoje jak mantrę...
                                              Po pierwsze wyraźnie napisałam: jesli czujesz się fizycznie i PSYCHICZNIE facetem - więc po co pytasz o trans osoby? Zresztą trans osoba to nie jest facet z kobiecym mózgiem, ani kobieta z męskim mózgiem - to jest kobieta z męskim ciałem, albo facet z kobiecym ciałem - bardzo duża, wbrew pozorom, różnica.
                                              Po drugie: gej , choćby najbardziej przegięty i cioteczkowaty wciąż ma mózg faceta, bo kuzwa, jest nim. Nawet jeśli mówi o sobie per "ona" . Jest facetem i ma mózg faceta, bo się ani trochę nie czuje kobietą, kocha swojego peniska i ani przez chwilę nie marzył o zmianie płci.
                                              Przy okazji> żebyś nigdy nie zapytał jakiegoś gejowskiej parki, kto jest "kobietą" w tym związku - tam nie ma żadnego udawania kobiety, bo to są GEJE - a geje lubią FACETÓW.
                                              To wy, drodzy panowie zerojedynkowi, zrozumcie wreszcie, że FACET to nie jest monolit.
                                              A wrażliwość, upodobanie do rózowego, albo emocjonalność to nie są cechy z natury kobiece, tylko osobnicze.
                                              Ja oczywiście rozumiem, że ten "kobiecy" i "męski" mózg to są takie tam symboliczne nazwy dla ułatwienia rozmowy, ale mimo wszystko mnie wkurzają, bo zakładają stereotypowe istnienie stałego, przypisanego do płci zestawu cech, zdolności i predyspozycji, czyli bazują na fałszywej podstawie.
                                              • orzech69 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 13:42
                                                rekreativa napisała:
                                                > Ja oczywiście rozumiem, że ten "kobiecy" i "męski" mózg to są takie tam symboli
                                                > czne nazwy dla ułatwienia rozmowy, ale mimo wszystko mnie wkurzają, bo zakładaj
                                                > ą stereotypowe istnienie stałego, przypisanego do płci zestawu cech, zdolności
                                                > i predyspozycji, czyli bazują na fałszywej podstawie.
                                                To nie są symbole tylko cechy biologiczne. Jest typowo męski mózg i typowo kobiecy mózg. Z tym żeby było trudniej istnieje cała gama mózgów "przejściowych".
                                                • urquhart Żaden symbol tylko konkretnie działanie hormonów 21.03.14, 14:02
                                                  orzech69 napisał:

                                                  > rekreativa napisała:
                                                  > > Ja oczywiście rozumiem, że ten "kobiecy" i "męski" mózg to są takie tam s
                                                  > ymboli
                                                  > > czne nazwy dla ułatwienia rozmowy, ale mimo wszystko mnie wkurzają, bo za
                                                  > kładaj
                                                  > > ą stereotypowe istnienie stałego, przypisanego do płci zestawu cech, zdol
                                                  > ności
                                                  > > i predyspozycji, czyli bazują na fałszywej podstawie.
                                                  > To nie są symbole tylko cechy biologiczne. Jest typowo męski mózg i typowo kobi
                                                  > ecy mózg. Z tym żeby było trudniej istnieje cała gama mózgów "przejściowych".

                                                  Żaden symbol tylko konkretnie działanie hormonów typowo żeńskich estrogenu lub typowo męskich testosteronu na mózg podczas jego formowania co potem przejawia się w budowie mózgu i najczęściej skorelowane jest z chromosomami płodu ale niekoniecznie. Najczęściej koreluje potem ze stymulacją i równowagą hormonalną późniejszego organizmu. Jest to następstwem genów, ale i zaburzeń hormonalnych podczas ciąży i przekłada się potem na preferencje i cechy osobnicze.
                                                  Dlaczego irytuje to potwornie kogoś wierzącego w gender i feminizm doskonale rozumiem :)
                                                  • bigbadpig Re: Żaden symbol tylko konkretnie działanie horm 21.03.14, 14:18
                                                    Feminizm to chyba zupełnie inna bajka, dotyczy organizacji życia społecznego a nie hormonów i hromosomów; a gender w formie niewypaczonej przez KK i polskie przy wódce rozmowy, analizuje zakres i sposób oddziaływania kultury na rozumienie płci, ograniczenia z tego wynikające i samookreślanie siebie (to tak w skrócie) Dlatego sformułowanie "wierzący w gender i feminizm" jest bez sensu w tym kontekście. Feminizm można odrzucać lub wspierać, a wiara w gender to by było coś jak "wiara w BADANIA antrpologów dot. kultur staroindiańskich. Wiara w co konkretnie? W słuszność obserwacji? W zasadność badania? Już o tym pisałem i przytoczyłem wypowiedzi polskiej "sceny gender" w sensie ludzi zaangażowanych zawodowo a nie idiotów typu kempa, biskupi czy środa - i z ichwypowiedzi jednoznacznie wynikało, że w ogóle nie interesuje ich kwestionowanie różnic fizjologicznych, ale analiza kultury. Usilne zamykanie oczu na ten wpływ, dla zajęcia klarownego stanowiska (za/przeciw) w sprawie gender to taki sam idiotyzm. Zalinkowany kiedyś filmik skandynawskiego komika powiela te obiegowe kłamstwa poprzez, jak mniemam, świadomy dobór rozmówców. To tak na marginesie - odnośnie do jednego zdania z Twojej wypowiedzi :P
                                                  • rekreativa Re: Żaden symbol tylko konkretnie działanie horm 21.03.14, 14:34
                                                    Problem polega na tym, że urqu każdy sprzeciw wobec głoszonych przez siebie teorii, każdą próbę polemiki, każdą wyrazoną wątpliwość klasyfikuje jako feministyczno-genderowy wrzask i jako taki rzuca od razu do kosza.
                                                    Nie zgadzasz się z urqu, znaczy jesteś feministka ze zrytym genderowo łbem.
                                                  • urquhart Re: Żaden symbol tylko konkretnie działanie horm 21.03.14, 14:42
                                                    Masz jakiś konkretny kontrargument, kontreorię ?
                                                    Czy jedynie wpisujesz sie w genderowy dyskurs kwestionując prostacko i wypierając że takie zjawiska w ogóle mają miejsca i pisząc o "symbolicznym rozumieniu" ?


                                                  • urquhart Wyznawanie Gender Studies 21.03.14, 19:01
                                                    bigbadpig napisał:
                                                    > czyłem wypowiedzi polskiej "sceny gender" w sensie ludzi zaangażowanych zawodow
                                                    > o a nie idiotów typu kempa, biskupi czy środa - i z ichwypowiedzi jednoznacznie
                                                    > wynikało, że w ogóle nie interesuje ich kwestionowanie różnic fizjologicznych,
                                                    > ale analiza kultury.

                                                    Odpowiem ci tak. Jak odnoszę się do tematu Katolicyzmu to odnosisz się jedynie do głoszonych ideałów czynienia dobra wszystkim? Czy kulturę i zjawiska które tworzy? Środa to oficjalnie profesor od GS i prowadzi zajęcia z GS na UW o ile wiem i nie jest żadnym ekstremum.
                                                    Feminizm jako równouprawnienie kobiet w ich prawach i uznania dorobku jest dla mnie oczywistą oczywistością jak ideały czynienia dobra u katolików. Ale feminizm który ujawnia się w mediach i polityce to feminizm radykalny, który zakłada przyczynę opresji kobiet w męskiej dominacji opartej na patriarchalnych strukturach społeczeństwa. To jedynie wiara bo moim zdaniem opresja dotyczy po prostu zawsze słabszych.
                                                    Wspomniany komik nie dobierał idiotów, ale zwrócił się do oficjalnych lokalnych katedr GS jak opisują, a po owym filmie i wytknięciu niekompetencji straciły one państwowe finansowanie.

                                                    Nie kwestionuje ani skuteczności socjotechnik ani wielu badanych zależności kulturowych, ale wiara w gender to dla mnie coś wiecej wiara w ów paradygmat męskiej opresyjności (czyli definiuje źródło zła) wiara że rozmycie ról płciowych (czyli ujmując dosłownie kulturowe wykastrowanie) przyczyni się do ulepszenia życia społecznego (coś ala komunizm wdział ideał w likwidacji klas) , oraz na koniec dopiero krytykowaną w filmie wiarę że różnice płciowe biorą się tylko czy głównie z kultury a biologiczny wpływ jest pomijalny

                                                    Cytując z Wiki > Gender studies
                                                    Studia te wyrosły w latach 70. XX w. z tzw. women's studies jako akademicki efekt działań drugiej fali feminizmu. (...) Problematyka płci kulturowej analizowana jest w powiązaniu z kwestiami klasowymi, etnicznymi, rasowymi, religijnymi i innymi. Ważnym obszarem analiz w obrębie gender studies jest nienormatywność płciowa: zjawiska transseksualizmu, transgenderyzmu czy androgynii. Przedmiotem badań w gender studies jest także seksualność, w tym szczególnie normy seksualne oraz obszary seksualnej nienormatywności.
                                                    Ważnym paradygmatem studiów gender jest teoria społeczeństwa patriarchalnego, zgodnie z którą kobiety są ofiarami instytucjonalnie utrwalonej męskiej dominacji w społeczeństwie i kulturze. Dominacja ta, uzasadniana naturalną nierównością biologiczną płci, prowadziła do wykluczenia kobiet z najważniejszych obszarów życia społecznego (przede wszystkim z nauki, gospodarki, polityki i religii). Kobiecość konstruowana była jako odwrotność i uzupełnienie męskości, przypisywano jej cechy związane z wycofaniem, biernością i słabością, rezerwując dla kobiet podrzędne role w strukturze społecznej. (...) Teoretycy gender studies przyjmują założenie, że wszystkie aspekty ludzkiego życia uwarunkowane są konsekwencjami obowiązywania społecznych i kulturowych norm płci.
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Gender_studies
                                                  • bigbadpig Re: Wyznawanie Gender Studies 22.03.14, 16:01
                                                    Wymieniłem środę, bo w mojej subiektywnej opinii jest ekstremum na płaszczyźnie intelektualnej, to bardziej celebrytka. Jeśli chodzi o definicję jaką przytoczyłeś - myliłem się więc, ty miałeś rację. Wychodzi na to, że zbyt życzeniowo życzliwie oceniam ten nurt (mówię o gender, nie o feminiźmie) Jeśli chodzi o feminizm to dyskusja zawsze się rozbija o to, że pojęcia są używane tak jak komu bardziej pasuje. Niechętni mężczyźni mówiąc feminizm mają na myśli opętane androgynią performerki ganiające z cyckami na wierzchu po ulicach nowego yorku, żeby przyp... każdemu mężczyźnie który się będzie 'gapił', kobieta mówi o walce z krzywdzącymi stereotypami i takim traktowaniem; i mogą się do śmierci spierać czy feminizm jest zły czy ok. Ale nie chcę roztrząsać - to było tylko odniesienie do jednego zdania wyrwanego z kontekstu, Zauważyłem, że używasz gender i feminizmu jako negatywnie nacechowanych symboli, wychodzi na to, że powinienem skorygować swój subiektywny rating gender dla słowa gender, choć sama analiza płci w kontekście kulturowym zawsze mi się wydaje szalenie ciekawa.
                                                • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 14:28
                                                  Czasem mam wrażenie, że piszę po chińsku.
                                                  Co to jest, na miłość boską, typowo męski mózg???
                                                  Przecież to jest właśnie sztuczny konstrukt.
                                                  ktoś kiedyś uznał, że wrażliwość, czy emocjonalność przypiszemy babom i od teraz każdy emocjonalnie reagujący facet będzie miał kobiecy mózg.
                                                  Skoro masz całą gamę "mózgów przejściowych" (brzmi jak "brakujące ogniwo"), to jak można mówić, że cechy typu kreatywność, wrażliwość, emocjonalność, opanowanie, odwaga itp, itd - to są cechy biologiczne zależne od płci?
                                                  Co z kształtowaniem się mózgu w życiu pozapłodowym wreszcie? Nic już nie ma wpływu na powstawanie nowych połączeń, nabywanie zdolności itd. poza hormonami?
                                              • mojemail3 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 14:28
                                                rekreativa napisała:
                                                (...)"Ja oczywiście rozumiem, że ten "kobiecy" i "męski" mózg to są takie tam symboliczne nazwy dla ułatwienia rozmowy, ale mimo wszystko mnie wkurzają, bo zakładają stereotypowe istnienie stałego, przypisanego do płci zestawu cech, zdolności i predyspozycji, czyli bazują na fałszywej podstawie (...)"

                                                Re,podobną do twojej opinię wyraża,o tym,że aż tak bardzo się nie różnimy,że granice płci bywają płynne, w książce " Dlaczego mężczyzni to udają" autorstwa lekarza...
                                                www.gandalf.com.pl/b/dlaczego-mezczyzni-to-udaja/
                                                Mam nadzieję,że to nie kryptoreklama, książka naprawdę ciekawa...
                                          • orzech69 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 13:29
                                            Nauczałem informatyki dosyć spore stadko ludzi i zostały mi w pamięci same nieogarnięte kobiety. Miłe sympatyczne ale nie były wstanie pojąc zakresu.
                                            Faceci którzy pozostali mi w pamięci to przede wszystkim dupki, które pozjadały rozumy i co to nie nie oni potrafią i co mi pokażą jacy są the best. Swego czasu grupa pokłóciła się z jednym takim a ja stałem i słuchałem jak się kłócą ;).
                                            Nie oznacza ze nieogarniętych facetów nie było tylko było ich na tyle mało, lub tak się dobrze kryli że nie zostali mi w pamięci.
                                            • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 13:36
                                              Wiesz, tu chyba też nie jest bez znaczenia, że tych facetów w Twojej pracy przewinęło się chyba z kilka razy więcej niż babek, prawda?
                                              Gdybym uczyła sfeminizowane klasy, to pewnie bym lepiej pamiętała chłopaków - tylko dlatego, że było ich mniej.
                                              No i właśnie - czy można w ogóle wiarygodnie porównywać zdolności programujących kobiet i mężczyzn, skoro jest tak duża dysproporcja udziału jednych i drugich?
                                              • orzech69 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 13:50
                                                Uczyłem informatyki szeroko pojętej. (office, podstawy komputera, programowanie itp.) i podział według płci był w sumie po 50%.
                                                • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 14:20
                                                  Nie, no, poddaję się...
                                                  Baby som gupie,
                                                  EOT
                                                  • mojemail3 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 14:22
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Nie, no, poddaję się...
                                                    > Baby som gupie,
                                                    > EOT

                                                    Widzisz, a pisałam wczoraj "panowie do natarcia" bo z nich teraz tacy wojownicy, tacy "Rob Roye" od siedmiu bolesci,że na krucjatę przeciwko babom idą, a nie przeciw swoim demonom...
                                                    Przykre.
                                                  • orzech69 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 26.03.14, 09:22
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > rekreativa napisała:
                                                    >
                                                    > > Nie, no, poddaję się...
                                                    > > Baby som gupie,
                                                    > > EOT
                                                    >
                                                    > Widzisz, a pisałam wczoraj "panowie do natarcia" bo z nich teraz tacy wojownicy
                                                    > , tacy "Rob Roye" od siedmiu bolesci,że na krucjatę przeciwko babom idą, a nie
                                                    > przeciw swoim demonom...
                                                    > Przykre.
                                                    Proszę czytać to co napisałem i nie wkładać mi w usta słów których nie wypowiedziałem.
                                                    Nigdzie nie napisałem że kobiety są głupie. Stwierdziłem tylko że nie maja talentu do szeroko pojętej informatyki. Napisałem tez dlaczego tak uważam. Nigdzie nie było ani słowa o wartościowaniu że w związku z tym uważam kobiety za gorsze, głupsze.
                                                    Uważam że jesteśmy różni i mamy generalnie mamy różne talenty (oczywiście są wyjątki nieliczne). Ale to że jesteśmy różni nie oznacza że jesteśmy gorsi albo lepsi.
                                          • urquhart Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 13:36
                                            To zbyt skomplikowane żebyś ogarnęła że różnice w budowie powstają nieodwracalnie w pierwszych tygodniach formowania się płodu a późniejsze konsekwencje łatwo badać w metodami obrazowania aktywności mózgu i to koreluje z zachowaniem?
                                            • orzech69 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 13:54
                                              urquhart napisał:

                                              > To zbyt skomplikowane żebyś ogarnęła że różnice w budowie powstają nieodwracaln
                                              > ie w pierwszych tygodniach formowania się płodu a późniejsze konsekwencje łatwo
                                              > badać w metodami obrazowania aktywności mózgu i to koreluje z zachowaniem?
                                              Mózg różnicuje się też w późniejszym etapie rozwoju płodu po wpływem testoreonu.
                                              • urquhart Mózg różnicuje się też w późniejszym etapie rozwoj 21.03.14, 14:27
                                                > Mózg różnicuje się też w późniejszym etapie rozwoju płodu po wpływem testoreonu

                                                Jak to było? Najpierw determinuje się płeć psychologiczna (czyli regiony myślenia emocjonalnego, abstrakcyjnego, połączenia półkul), potem preferencje płciowe (zaburzenia homo) a na koniec poczucie formułuje tożsamości płciowej (zaburzenia trans). Mogą byś rożne kombinacje wskutek zmian działania hormonów (typ męski testosteron, żeński estrogen, androgeniczny jeżeli oba lub brak typizacji jak słabe działanie w ogóle).
                                            • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 14:19
                                              Tym tonem to se mów do swojej baby.
                                              • orzech69 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 26.03.14, 09:28
                                                rekreativa napisała:

                                                > Tym tonem to se mów do swojej baby.
                                                A do kogo te słowa były kierowane ?
              • yoric Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 02:23
                > Także twierdzenie TB, w skrócie "za brak seksu/słaby/rzadki seks odpowiedzialna
                > jest kiepska technika kochanka/faceta" jest błędne. Owszem technika ma znaczen
                > ie, ale nie decydujące.

                a przypomnę, wcześniej było twierdzenie, że za brak seksu odpowiada niepomaganie przy pracach domowych, którego TB pazurami broniła.

                I jeszcze dla MM takie porównanie - przyjeżda do Ciebie w gości Amerykanin i chce się dowiedzieć, co w Europie sądzą o sytuacji na Krymie. Włacza TV, a tam na dwóch pierwszych kanałach temat poruszają telewizja Rossija Odin oraz Muppet Show :P - więc słucha tego. Powiedziałabyś "tak, tak, to uznane obiektywne autorytety", czy może "wiesz co, może przejrzyj jeszcze parę innych kanałów"?
                • zyg_zyg_zyg Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 10:05
                  > a przypomnę, wcześniej było twierdzenie, że za brak seksu odpowiada niepomagani
                  > e przy pracach domowych, którego TB pazurami broniła.

                  Tak gwoli ścisłości, Bogini nigdy nie pisała o niepomaganiu przy pracach domowych jako źródle braku seksu.
                  • kutuzow Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 11:07
                    zyg_zyg_zyg napisała:
                    > Tak gwoli ścisłości, Bogini nigdy nie pisała o niepomaganiu przy pracach domowy
                    > ch jako źródle braku seksu.

                    Zastanawiałem się czy jesteś tu nowa czy wróciłaś może z jakiś długich wakacji (bez dostępu do Forum).

                    Nie musiałem nawet jakoś daleko szukać:

                    "Zasadniczą tezą jest to, że za znaczną ilość przypadków BSM odpowiada nierówny podział odpowiedzialności w związku, gdy większość tej odpowiedzialności - za dom i dzieci spoczywa na kobietach. "

                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,148024933,148024933,Meskie_problemy_seksualne_cz_II.html
                    Tak - za obecny stan rzeczy w większej części obwiniam mężczyzn niż kobiety i ich wkład we współczesne problemy małżeństw uważam za większy o tyle, o ile dążą oni do zachowania tradycyjnych przywilejów, jakie mieli w małżeństwach ich ojcowie i dziadkowie, o ile udają imbecyli, którzy nie potrafią starannie zmyć naczyń i włączyć się w prace domowe BEZ instrukcji partnerki.

                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,147327389,147756443,Re_badania_i_bibliografia.html

                    mam szukać dalej?
                    • zyg_zyg_zyg Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 11:47
                      > mam szukać dalej?

                      No szukaj, szukaj, bo na razie nic nie znalazłeś... Nie ma tu ani słowa o pomaganiu w domu. Już bliżej jest Big sprowadzając treść tyrad Bogini do kwestii podziałów obowiązków, ale też nie do końca trafia. Bogini pisała o współbraniu odpowiedzialności - nie wiem, czy kąsacie różnicę.

                      A tak naprawdę to chciałam się trochę podroczyć. Boginkowy przekaz jest zdecydowanie łatwopalny... :-)
                      • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 12:01
                        zyg_zyg_zyg napisała:
                        > No szukaj, szukaj, bo na razie nic nie znalazłeś..... Nie ma tu ani słowa o pomag
                        > aniu w domu.

                        ...ale czytałaś uważnie to zdanie:

                        "Zasadniczą tezą jest to, że za znaczną ilość przypadków BSM odpowiada nierówny podział odpowiedzialności w związku, gdy większość tej odpowiedzialności - za dom i dzieci spoczywa na kobietach. "

                        zakładasz, że TB pisząc "odpowiedzialność za dom" miała na myśli np. wykupienie ubezpieczenia od pożaru/powodzi itp?

                        Ja rozumiem że możemy się tutaj bawić na zasadzie: "TB nigdzie nie pisała, że chodzi np. o zmywanie garnków", ale chyba przez szacunek nie robimy z forumowiczów idiotów -czyż nie?
                        • zyg_zyg_zyg Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 12:26
                          > ...ale czytałaś uważnie to zdanie:
                          >

                          Podejrzewam, że przeczytałam je trzy razy bardziej uważnie niż Ty. I podejrzewam, że ja zrozumiałam, co tu pisze Bogini, a Ty dalej nie kąsasz :-)

                          Z tego, co piszesz o prowadzeniu gospodarstwa domowego w swoim związku, dla mnie wynika, że jesteś współodpowiedzialny za porządek w domu. Rozumiem, że dla Ciebie to znaczy dokładnie to samo, co stwierdzenie, że POMAGASZ partnerce w utrzymywaniu porządku?

                          Dla ułatwienia definicja słownikowa słowa "pomagać":
                          1. «wziąć udział w pracy jakiejś osoby, aby ułatwić jej tę pracę»
                          sjp.pwn.pl/slownik/2504362/pom%C3%B3c
                          • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 12:50
                            zyg_zyg_zyg napisała:

                            > Z tego, co piszesz o prowadzeniu gospodarstwa domowego w swoim związku, dla mni
                            > e wynika, że jesteś współodpowiedzialny za porządek w domu. Rozumiem, że dla Ci
                            > ebie to znaczy dokładnie to samo, co stwierdzenie, że POMAGASZ partnerce w utrz
                            > ymywaniu porządku?


                            Zyg, "pomagał" bym, wtedy gdybyśmy realizowali JEJ wzorzec tego jaki poziom porządku ma być w domu, a nie nasz wspólny.
                            Pisałem tu o tym:
                            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,150166574,150191983,Nie_to_wazne_kto_trzyma_sciere_ale_kto_NADZORUJE.html
                            Teraz każde z nas utrzymuje porządek i nikt nikomu nie pomaga.
                            Jeśli jednak moja partnerka nagle by zmieniła podejście i chciała sprzątać co drugi dzień i jeszcze wymagałaby żebym się przyłączył do tego, to owszem wtedy bym jej POMAGAŁ, ponieważ to jej wzorzec byłby realizowany, a nie nasz WSPÓLNY.

                            Może łatwiejszy będzie inny przykład:

                            Znam mężczyzn dla których "pucowanie" na połysk samochodu w weekend jest czymś niezbędnym. Ich auto musi się błyszczeć niczym przysłowiowe psie j***.
                            Jeśli ich żona nie bierze udziału w tym procederze bo nie widzi w tym sensu, ale np. dla świętego spokoju pomorze dwa razy do roku (na Boże Narodzenie i Wielkanoc), to uważasz, że jest współodpowiedzialna za wygląd auta, czy racze że pomaga mężowi?
                    • rekreativa Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 12:47
                      Nie wiem, co pisała TB 10 lat temu, ale z ostatnich postów wynika, że chodzi o to, by jedna strona nie czuła, że ciągnie wózek domowo-rodzinno-związkowy SAMA, a ta druga strona ma w dupie, robi minimum i tylko wtedy, kiedy się ją zrzedzeniem zagoni do roboty.
                      Czyli o to, by OBIE strony wzięły odpowiedzialność za codzienność.
                      Podział obowiązków - ale nie w sensie, że dziś ja zmywam, jutro ty zmywasz, tylko w sensie, że każdy ma swoją działkę pracy, którą wypełnia bez nagabywania i przypominania.
                      Ten podział obowiązków w ogóle może nie dotyczyć wykonywania przez faceta prac domowych - bo para może się umówić, że ona np. zajmuje się domem i dziećmi, a on dba o byt materialny (albo odwrotnie). I jest ok, dopóki oboje trzymają się ustaleń i wywiązują z nich - wtedy żadna strona nie ma poczucia bycia wykorzystywanym.
                      Ważny jest też aspekt zaangażowania w zycie domowo-rodzinne. Facet wcale nie musi chwytać za mopa, czy gotować obiadku, ale ważne jest, by się interesował sam z siebie sprawami domowników. Żeby też o nich myślał. Możliwe, że to żona zawsze chodzi z dziecmi na wizyty do dentysty, czy okulisty, ale fajnie by było, gdyby tato o tych wizytach zwyczajnie też pamiętał. Wtedy kobieta nie ma takiego przekonania, że wszystko jest na jej głowie i że jeśli by się jej coś przydarzyło, to dzieci nie pójdą do lekarza, bo tatuś po prostu ma takie przyziemne szczegóły głęboko w zadzie... albo jest przyzwyczajony, że życie domowe organizuje kto inny, a on nigdy nie musi mysleć ani o tym, by papier toaletowy kupić, bo wyszedł, ani o tym, gdzie w domu leżą nożyczki, ani o tym, że Jaś ma w poniedziałek o szóstej dentystę, a Kasię trzeba w środę zaprowadzić na bal przebierańców do koleżanki.
                      Owszem, pewnie są babki, którym bardzo pochlebia taka sytuacja, że bez nich wszystko się w domu zawali - to poczucie bycia mózgiem operacji pt. "rodzina" może im dawać satysfakcję i pompować ego.
                      Ale jednak chyba większości kobiet po pewnym czasie zaczyna ciążyć, że ten mąż wszystkie codzienne pierdoły - setki pierdół, o których trzeba pamiętać i się zająć - powolutku scedował w całości na nie.
                      Wtedy albo babka w ponurym milczeniu znosi swój krzyż pański, albo się buntuje i zaczyna męża sztorcować - a poszedłbyś raz do sklepu, a umyłbyś podłogę, a weź wreszcie śmieci wyrzuc, ja nie bedę wszystkiego sama robić... No i wielu mężów niechętnie , ale jednak zwleka się sprzed kompa i idzie do tego sklepu, myje te podłogę, wyrzuca te śmieci.
                      Tu się może pojawiać ten wspomniany przez TB sabotaż - facet umyje , ale byle jak, a ze sklepu przyniesie dodatkowe 10 rzeczy, których nie było na liście. Bo on ma poczucie krzywdy, że baba nagle czegos od niego chce i jeszcze zamiast przymilnie poprosić, to zrzędzi z zaciętą twarzą. Ale też chce utrzymać względny spokój w domu, więc się temu zrędzeniu na swój sposób podda.
                      W efekcie babka otrzymuje faceta, którym komenderuje jak jakimś niezbyt rozgarniętym szeregowym. A on ma niezadowolonego, dziamgającego wiecznie pod nosem generała w spódnicy.
                      No i weź tu w takiej sytuacji wygeneruj ognie namiętności...
                      • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 13:04
                        rekreativa napisała:

                        > Nie wiem, co pisała TB 10 lat temu, ale z ostatnich postów wynika, że chodzi o
                        > to, by jedna strona nie czuła, że ciągnie wózek domowo-rodzinno-związkowy SAMA,
                        > a ta druga strona ma w dupie, robi minimum i tylko wtedy, kiedy się ją zrzedze
                        > niem zagoni do roboty.

                        Zasadniczo zgadzam się z tym co napisałaś w całym poście jest tylko jedno ALE.
                        Otóż wszystko sprowadza się do tego czy wymogi kobiety są sensowne (w ocenie mężczyzn/partnerów). Zobacz powyżej podałem przykład z mężem który co weekend szoruje na błysk swój samochód. Czy uważasz że gdybyś miała takiego męża i chciałby żebyś solidarnie z nim pucowała auto w co drugi weekend (równy podział obowiązków), to robiłabyś to z radością? Czy może wkurzałabyś się, że to jego głupi wymysł, bo wg Ciebie pojechanie raz na miesiąc na myjnie jest jak najbardziej OK.

                        Czyli jedna sprawa, że obie płcie mogą mieć zupełnie różne standardy (czystości, zaangażowania, dbania o dziecko itp). Problem jest wtedy, gdy kobieta zawłaszcza sobie prawo decydowania samodzielnie który standard jest właściwy (i dlaczego to właśnie jej jest lepszy).

                        Druga kwestia to fakt, o którym pisałem tu nie raz. Osoba której bardziej zależy stara się bardziej. Niezależnie czy to związek, praca zawodowa, czy opieka nad dzieckiem.
                        Jeśli facet chce sobie kupić lepsza brykę (nadal rodzinne kombi, ale ze sportowym silnikiem i 4x4), ale dla żony stary samochód jest całkiem OK, to jak sądzisz kto będzie bardziej chętny wziąć nadgodziny żeby uzbierać kasę -mąż zapalony do projektu czy żona której to zwisa.

                        Z dziećmi jest w dużej mierze podobnie. Znam wiele kobiet zapalonych do projektu "dziecko" i bardzo mało mężczyzn którzy mieliby podobny poziom zainteresowania. Z tym, że następuje potem próba przerzucenia odpowiedzialności. To trochę tak jakby w powyższym przykładzie nagle żona wraz z mężem musiała więcej zasuwać żeby spłacać po równo raty za nową brykę.
                        • urquhart Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 13:21
                          Z samochodem to przykład dawany przez psychologów w kontekście tzw "rytuałów gniazda": . Wspólny samochód nie jest postrzegany przez kobiety jako ich własna przestrzeń, wiec pozwalają dzieciom brudzić, jeść często jest mega uświniony w środku i na zewnątrz i wcale im to ni przeszkadza, mimo że irytuje ich każdy jednocześnie kurz w domu postrzeganym jako :jej: przestrzeń.
                        • zyg_zyg_zyg Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 14:05
                          Zobacz powyżej podałem przykład z mężem który co weekend sz
                          > oruje na błysk swój samochód. Czy uważasz że gdybyś miała takiego męża i chciał
                          > by żebyś solidarnie z nim pucowała auto w co drugi weekend (równy podział obowi
                          > ązków), to robiłabyś to z radością? Czy może wkurzałabyś się, że to jego głupi
                          > wymysł, bo wg Ciebie pojechanie raz na miesiąc na myjnie jest jak najbardziej O
                          > K.

                          Jasne. Jest kwestia wyśrubowanych standardów jednej strony i tego, o czym Urqu do urzygu pisze, czyli prób wmówienia drugiej stronie, że te standardy to coś obiektywnego i wspólnego. Tylko to nie ta sprawa, Tadek.

                          Jest cała masa obowiązków ważnych "bardziej obiektywnie" i miło by było, gdy nie kwestionując tej ważności, oboje partnerów nie migało się przy okazji od własnego wkładu zarówno w ich wykonanie, jak i organizację i zarządzanie.
                          • orzech69 Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 14:14
                            zyg_zyg_zyg napisała:

                            > Jest cała masa obowiązków ważnych "bardziej obiektywnie" i miło by było, gdy ni
                            > e kwestionując tej ważności, oboje partnerów nie migało się przy okazji od włas
                            > nego wkładu zarówno w ich wykonanie, jak i organizację i zarządzanie.
                            Jakie to są obowiązki ważne obiektywnie ?
                            • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 14:39
                              orzech69 napisał:
                              > Jakie to są obowiązki ważne obiektywnie ?

                              Przyłącze się do pytania.
                            • zyg_zyg_zyg Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 14:39
                              > Jakie to są obowiązki ważne obiektywnie ?

                              A przykładowo: robienie zakupów, tankowanie samochodu, płacenie rachunków, wynoszenie śmieci, pranie (albo przygotowanie i transport rzeczy do i z pralni), wymiana żarówek, przygotowywanie imprez, naprawa cieknącej rury osobiście lub wezwanie hydraulika, kupowanie prezentów dla dzieci/rodziny, mycie zębów i pup małym dzieciom, zawożenie dzieci do i odbieranie dzieci ze żłobka/przedszkola/szkoły/zajęć dodatkowych, wizyty dzieci u lekarza i dentysty, zajmowanie się chorym dzieckiem, podawanie lekarstw zapisanych przez lekarza, chodzenie na wywiadówki, planowanie wakacji, przygotowywanie wyjazdów wakacyjnych (planowanie, pakowanie) itp. itd.
                              • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 14:46
                                zyg_zyg_zyg napisała:
                                > A przykładowo: robienie zakupów, tankowanie samochodu, płacenie rachunków, wyn
                                > oszenie śmieci, pranie (albo przygotowanie i transport rzeczy do i z pralni), w
                                > ymiana żarówek, przygotowywanie imprez, naprawa cieknącej rury osobiście lub we
                                > zwanie hydraulika, kupowanie prezentów dla dzieci/rodziny, mycie zębów i pup ma
                                > łym dzieciom, zawożenie dzieci do i odbieranie dzieci ze żłobka/przedszkola/szk
                                > oły/zajęć dodatkowych, wizyty dzieci u lekarza i dentysty, zajmowanie się chory
                                > m dzieckiem, podawanie lekarstw zapisanych przez lekarza, chodzenie na wywiadów
                                > ki, planowanie wakacji, przygotowywanie wyjazdów wakacyjnych (planowanie, pakow
                                > anie) itp. itd.

                                Zyg --> tak myślałem że cała lista to będą działania "okołodzieciowe".
                                Bo te początkowe kilka pozycji to dość śmiesznych jest. Nie słyszałem jeszcze historii o facecje który umarł z głodu bo mu żona obiadu nie kupiła. Mam za sobą "czasy kawalerskie" gdzie w lodówce często był głównie lód w zamrażalniku i to NIE JEST PROBLEM.
                                Tak samo z tankowaniem i rachunkami. Nie zatankujesz, staniesz na drodze. Nie zapłacisz, odetną prąd. Proste.

                                co do całej listy obowiązków związanych z dziećmi to patrz punkt pt "ten bardziej się stara komu bardziej zależy"
                                Gdyby to facetom bardziej zależało na dzieciach to by się starali aż miło. Często (niestety) dziecko jest formą kompromisu (chciała to się łaskawie zgodziłem -niech nie marudzi) i potem są takie efekty.
                                • zyg_zyg_zyg Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 15:08
                                  > Zyg --> tak myślałem że cała lista to będą działania "okołodzieciowe".
                                  > Bo te początkowe kilka pozycji to dość śmiesznych jest. Nie słyszałem jeszcze h
                                  > istorii o facecje który umarł z głodu bo mu żona obiadu nie kupiła. Mam za sobą
                                  > "czasy kawalerskie" gdzie w lodówce często był głównie lód w zamrażalniku i to
                                  > NIE JEST PROBLEM.

                                  Papieru toaletowego, mydła, pasty do zębów i proszku do prania też nie kupowałeś i uważasz za zbędne? Poza tym co mają czasy kawalersko - panieńskie, do funkcjonowania dwojga ludzi w związku?

                                  > Tak samo z tankowaniem i rachunkami. Nie zatankujesz, staniesz na drodze. Nie z
                                  > apłacisz, odetną prąd. Proste.

                                  Ale co proste? Tankowanie i płacenie rachunków uważasz za jakąś fanaberię? Bo według mnie te śmieszne rzeczy to jest coś, co w związku ktoś MUSI zrobić, żeby żyć normalnie.

                                  > Gdyby to facetom bardziej zależało na dzieciach to by się starali aż miło.

                                  A to akurat jest bullshit. Wielu facetom zależy na dzieciach. Nie zawsze jednak zdają sobie sprawę z istnienia pierdyliona czynności, jakie wokół dzieci trzeba wykonać.
                                  • hello-kitty2 Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 15:20
                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                    > Papieru toaletowego, mydła, pasty do zębów i proszku do prania też nie kupowałe
                                    > ś i uważasz za zbędne? Poza tym co mają czasy kawalersko - panieńskie, do funkc
                                    > jonowania dwojga ludzi w związku?
                                    >
                                    > > Tak samo z tankowaniem i rachunkami. Nie zatankujesz, staniesz na drodze
                                    > . Nie z
                                    > > apłacisz, odetną prąd. Proste.
                                    >
                                    > Ale co proste? Tankowanie i płacenie rachunków uważasz za jakąś fanaberię? Bo
                                    > według mnie te śmieszne rzeczy to jest coś, co w związku ktoś MUSI zrobić, żeby
                                    > żyć normalnie.

                                    ''Proste'' w sensie przestan to robic, a facet bedzie zmuszony sie podjac.
                                    Mam w rodzinie taka suke, hehe, jak facet zostawi skarpetki, majtki gdzie indziej niz w koszu do prania to skarpetki laduja w koszu. Jak wszystkie wyrzucone to musi sobie pojsc i dokupic, i jedziemy od nowa ;)


                                  • kutuzow ile programów prania stosuje przeciętny facet? 21.03.14, 15:26
                                    zyg_zyg_zyg napisała:
                                    > Papieru toaletowego, mydła, pasty do zębów i proszku do prania też nie kupowałe
                                    > ś i uważasz za zbędne? Poza tym co mają czasy kawalersko - panieńskie, do funkc
                                    > jonowania dwojga ludzi w związku?

                                    Kupowałem i nadal kupuje. Z tym że wracamy do kwestii co dla kogo jest ważne.
                                    Dla mnie jeśli zabraknie mydła, to nie jest problem, znajdę resztki mydła w płynie które dolewam do zbiorniczka w umywalce i też dam radę wziąć prysznic. Nie musi to być OKREŚLONA marka mydła, dla takiej to, a takie skóry itp.
                                    Dlatego tym, żeby było to ODPOWIEDNIE mydło dla nas obojga dba moja narzeczona.
                                    Nie chodzi tu o spychologie, tylko o to że dla mnie idealne jest i Bambino a nawet Szary Jeleń.
                                    Dla niej nie- więc ona wybiera.

                                    Z praniem jest podobnie. Gdy ja prałem tylko swoje rzeczy segregowałem je na 3 (słownie trzy) grupy:
                                    - pranie białych koszul
                                    - pranie rzeczy kolorowych (koszule, bluzy, T-shirt itp)
                                    - pranie czarnych rzeczy + jensy
                                    wszystko na tym samym programie w 40 stopniach.

                                    Teraz gdy mieszkamy razem rzeczy mojej narzeczonej są delikatne, część się potrafi skurczyć w złej temp, część zaś rozciągnąć. Część można tylko w ręku. Niektóre trzeba namoczyć najpierw.
                                    Nagle powstało milion różnych kombinacji (coś tam farbuje więc trzeba osobno). Dlatego segregowanie prania jest na jej głowie.
                                    Oczywiście nadal mógłbym robić swoje pranie (bo mi nic nie farbuje nie kurczy się itp), a ona osobno swoje -ale to nie jest ekonomiczne.
                                    Więc po raz kolejny jest przykład że to nie kwestia braku chęci, ale większego poziomu "oczekiwań" kobiet jest tu powodem takiego działania.

                                    > A to akurat jest bullshit. Wielu facetom zależy na dzieciach. Nie zawsze jednak
                                    > zdają sobie sprawę z istnienia pierdyliona czynności, jakie wokół dzieci trzeb
                                    > a wykonać.

                                    Wiesz, moi dziadkowie mieszkali na wsi. Gdy miałem 3-4 lata, to dostawałem pajdę chleba, nasączoną wodą z karanu posypaną cukrem (dla smaku) i biegałem z nią SAM po podwórku. Sam się bawiłem itp. Pomimo tego że statystycznie gospodarstwo jest dużo bardziej niebezpieczne niż miasto (statystyki wypadków małych dzieci). Nie było problemu z brudem (pamiętam jak kiedyś dorwałem się do paszy dla świń (zmielone zborze) i wcinałem ją garściami, aż miałem usmarowane uszy w tej paszy. Nie było problemu z bezpieczeństwem (biegałem z kumplami po głębokich dołach na żwirowni, robiliśmy tamy na rzecze itp. Wspinaliśmy się na drzewa, dachy itp. Od 6 roku życia SAM wracałem PKS-em 12 km i SAM szedłem przed duży las (bo rodzice pracowali).

                                    To, że teraz jest "pierdylion" czynności to jest wynik tylko i wyłącznie presji samych rodziców (w przeważającej mierze samych matek). Więc wracamy ponownie do pytania kto ustala standardy tego co jest ważne.
                                    • zyg_zyg_zyg Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 21.03.14, 15:52
                                      > Nie chodzi tu o spychologie, tylko o to że dla mnie idealne jest i Bambino a na
                                      > wet Szary Jeleń.
                                      > Dla niej nie- więc ona wybiera.
                                      > Nagle powstało milion różnych kombinacji (coś tam farbuje więc trzeba osobno).
                                      > Dlatego segregowanie prania jest na jej głowie.

                                      Wracamy do wyśrubowania standardów, czyli mówienia nie na temat.

                                      > To, że teraz jest "pierdylion" czynności to jest wynik tylko i wyłącznie presji
                                      > samych rodziców (w przeważającej mierze samych matek). Więc wracamy ponownie d
                                      > o pytania kto ustala standardy tego co jest ważne.

                                      Kolejny bullshit. Ze szkoły dziś nikt nie ma prawa wypuścić sześciolatka, nie mówiąc już o tym, żeby trzylatek sam se poszedł do przedszkola. I znowu - co ma sielski obrazek Twojego dzieciństwa do czynności, które wokół dzieciaków trzeba robić? Co jest zbędne Twoim zdaniem? Dentysta? Syrop przy gorączce? Prezent pod choinkę? Spakowanie ciepłych gaci na wyjazd na narty? Mycie tyłka? Co z tego w dawnych, pięknych czasach można było totalnie olać i co olewali Twoi rodzice, a dziś jest tylko fanaberia oszalałych mamusiek?
                                      • urquhart dzieci - wysokie standarty - Film Idiotokracja 21.03.14, 16:03
                                        > robić? Co jest zbędne Twoim zdaniem? Dentysta? Syrop przy gorączce? Prezent po
                                        > d choinkę? Spakowanie ciepłych gaci na wyjazd na narty? Mycie tyłka? Co z tego
                                        > w dawnych, pięknych czasach można było totalnie olać i co olewali Twoi rodzice,
                                        > a dziś jest tylko fanaberia oszalałych mamusiek?

                                        Stąd ci o takich standardach decydują się średnio na jedno dziecko albo wcale i potem jeszcze leczą się na nerwicę i ich geny wpadają w ślepą uliczkę, i a islamscy patriarchalni imigranci którzy olewają te standarty jak ich dziadkowie mają średnio 6tkę e takiej Francji czy Szwecji zapewniając reprodukcyjną dominację...
                                      • yoric Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 21.03.14, 16:40
                                        > Co z tego w dawnych, pięknych czasach można było totalnie olać i co olewali Twoi rodzice,
                                        > a dziś jest tylko fanaberia oszalałych mamusiek?

                                        Niedawno kobieta pisała list do Gazty, że miasto źle zaplanowało remonty (co akurat prawda), przez co powstał korek, a ona spóźniła się 20 czy 30 minut na karmienie niemowlaka. A przecież dla tak małego dziecka takie opóźnienie to niewyobrażalny szok i trauma.
                                      • kutuzow Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 21.03.14, 17:16
                                        zyg_zyg_zyg napisała:

                                        >
                                        > Wracamy do wyśrubowania standardów, czyli mówienia nie na temat.
                                        >

                                        Zaczęłaś dyskusje od listy rzeczy które są niezbędne. Pokazałem Ci na przykładzie, że wszystko można zrobić prosto i szybko, ale też można to skomplikować i walczyć z tym długo.

                                        > I znowu - co ma
                                        > sielski obrazek Twojego dzieciństwa do czynności, które wokół dzieciaków trzeba
                                        > robić? Co jest zbędne Twoim zdaniem? Dentysta? Syrop przy gorączce? Prezent po
                                        > d choinkę? Spakowanie ciepłych gaci na wyjazd na narty? Mycie tyłka? Co z tego
                                        > w dawnych, pięknych czasach można było totalnie olać i co olewali Twoi rodzice,
                                        > a dziś jest tylko fanaberia oszalałych mamusiek?

                                        Począwszy od zwolnienia w czasie ciąży niezależnie czy jest zagrożona czy jest zwykła (bo w końcu wolno i nic za to nie grozi), poprzez kolejne etapy, można podchodzić do dziecka "normalnie" albo mega opiekuńczo.
                                        Można wybrać żłobek, albo można samemu siedzieć w domu i opiekować się dzieckiem przez lat X.
                                        Można wysłać go do narmalnego przedszkola, a można znaleźć super-hiper dojechane gdzie będzie miało 40 zajęć dodatkowych (które w większości albo nic nie dadzą, albo go nie zainteresują).
                                        W okresie szkolnym można dziecko nauczyć samodzielności, albo nauczyć że każdą lekcję odrabia z nim rodzić. Rodzic mu o wszystkim przypomina, pilnuje itp.
                                        Tak samo z prostymi obowiązkami domowymi.

                                        Nie chodzi tutaj o sytuacje wyjątkowe jak choroba, tylko o codzienność.
                                        Podoba mi się zdanie które kiedys wyczytałem w art. o zmianach w społeczeństwie.
                                        "Kiedyś dzieci były jak naleśniki -pierwsze mogło się nie udać. Dzisiaj w czasach gdy większość par ma jedno dziecko jest dużo większy nacisk na śrubowanie oczekiwań i wymagań."

                                        Teraz częściej mamy "projekt dziecko", które ma byc co najmniej laureatem Nobla niż zwykłe wychowanie.
                                        • zyg_zyg_zyg Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 21.03.14, 21:50
                                          > Zaczęłaś dyskusje od listy rzeczy które są niezbędne. Pokazałem Ci na przykładz
                                          > ie, że wszystko można zrobić prosto i szybko, ale też można to skomplikować i w
                                          > alczyć z tym długo

                                          Ale co ma piernik do wiatraka? To, że cos można zrobić prosto i szybko lub skomplikować do tego, czy jest zbędne czy niezbędne? W końcu pranie jest Twoim zdaniem zbędne czy niezbędne?

                                          > Można wysłać go do narmalnego przedszkola, a można znaleźć super-hiper dojechan
                                          > e gdzie będzie miało 40 zajęć dodatkowych (które w większości albo nic nie dadz
                                          > ą, albo go nie zainteresują).
                                          > W okresie szkolnym można dziecko nauczyć samodzielności, albo nauczyć że każdą
                                          > lekcję odrabia z nim rodzić. Rodzic mu o wszystkim przypomina, pilnuje itp.
                                          > Tak samo z prostymi obowiązkami domowymi.

                                          Chwila chwila, miałeś wybrać z tej listy:
                                          -dentysta,
                                          -syrop przy gorączce,
                                          -prezent świąteczny,
                                          -mycie,
                                          -zapakowanie ciepłych gaci.
                                          • druginudziarz Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 23.03.14, 18:36
                                            zyg_zyg_zyg napisała:

                                            > > Zaczęłaś dyskusje od listy rzeczy które są niezbędne. Pokazałem Ci na prz
                                            > ykładz
                                            > > ie, że wszystko można zrobić prosto i szybko, ale też można to skompliko
                                            > wać i w
                                            > > alczyć z tym długo
                                            >
                                            > Ale co ma piernik do wiatraka? To, że cos można zrobić prosto i szybko lub skom
                                            > plikować do tego, czy jest zbędne czy niezbędne? W końcu pranie jest Twoim zdan
                                            > iem zbędne czy niezbędne?

                                            Jakbym Mujerkę czytał :>

                                            > Chwila chwila, miałeś wybrać z tej listy:
                                            > -dentysta,
                                            Nie karmić słodyczami, dentysta nie będzie potrzebny.

                                            > -syrop przy gorączce,
                                            Przy jakiej gorączce? przy 36,8? no to syrop niepotrzebny.

                                            > -prezent świąteczny,
                                            Ale jaki prezent? bo może być taki za 100 i za 1000 pln.

                                            > -mycie,
                                            A dziecko ile ma że trzeba je myć?

                                            > -zapakowanie ciepłych gaci.
                                            Dziecko jedzie na narty bez rodziców i nie potrafi się samo spakować? To kto będzie mu wiązania zapinał? a kto sprawdzi czy te gacie wogóle ubrało?
                                            Ja bym takiego niesamodzielnego dziecka nie puszczał ;)
                                            • zyg_zyg_zyg Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 23.03.14, 23:10
                                              Ja pierdzielę, co za nudziarz. Ale ja też tak umiem:

                                              > > -dentysta,
                                              > Nie karmić słodyczami, dentysta nie będzie potrzebny.
                                              Rewelacje kolejnego znawcy. Cukier nie jest jedyną przyczyną próchnicy i chorób przyzębia. Dentysta jest potrzebny niezależnie od diety. A, o kontrolnych wizytach słyszałeś?

                                              > > -syrop przy gorączce,
                                              > Przy jakiej gorączce? przy 36,8? no to syrop niepotrzebny
                                              39,5 i dalej rośnie.
                                              36,8 to nie jest, znawco, gorączka, nawet nie stan podgorączkowy. Stan podgorączkowy: 37-38, gorączka: powyżej 38, zalecenie podawania środków zbijających gorączkę: powyżej 38,5.

                                              > > -prezent świąteczny,
                                              > Ale jaki prezent? bo może być taki za 100 i za 1000 pln.
                                              Za 111,99 PLN.

                                              > > -mycie,
                                              > A dziecko ile ma że trzeba je myć
                                              Dwa lata, trzy miesiące, sześć dni.

                                              > > -zapakowanie ciepłych gaci.
                                              > Dziecko jedzie na narty bez rodziców i nie potrafi się samo spakować?
                                              Dziecko jedzie na narty z rodzicami i nie potrafi się samo spakować. Uprzedzając pytanie: lat pięć, imię Teodora, włosy jasne kręcone, znaków szczególnych brak. Nie, nie moje, hipotetyczne.

                                              Interesują Cię jeszcze jakieś detale? Rozmiar buta, wzrost, imiona kolegów, obwód w biuście ulubionej pani przedszkolanki, średni dochód na członka rodziny?
                                              • druginudziarz Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 25.03.14, 00:55
                                                zyg_zyg_zyg napisała:

                                                > > > -zapakowanie ciepłych gaci.
                                                > > Dziecko jedzie na narty bez rodziców i nie potrafi się samo spakować?
                                                > Dziecko jedzie na narty z rodzicami i nie potrafi się samo spakować. Uprzedzają
                                                > c pytanie: lat pięć, imię Teodora, włosy jasne kręcone, znaków szczególnych bra
                                                > k. Nie, nie moje, hipotetyczne.
                                                >
                                                > Interesują Cię jeszcze jakieś detale? Rozmiar buta, wzrost, imiona kolegów, obw
                                                > ód w biuście ulubionej pani przedszkolanki, średni dochód na członka rodziny?

                                                Roztaczasz mgłę wydumanych problemów, a potem się nerwujesz.
                                                Złośc piekności szkodzi.
                                                • zyg_zyg_zyg Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 25.03.14, 10:31
                                                  > Roztaczasz mgłę wydumanych problemów, a potem się nerwujesz.
                                                  > Złośc piekności szkodzi.

                                                  Rozmydlasz konkretne kwestie w jakiś absurdalny sposób, a potem twierdzisz, że są wydumane. Ta rozmowa jest kompletnie pozbawiona sensu - EOT
                                    • rekreativa Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 21.03.14, 16:37
                                      He, he, ja tez używam jednego programu do prania, bo mi się nie chce wnikać w pozostałe...

                                      Co do reszty, to troszkę zbaczasz z toru - zyg ma na myśli podstawpwe czynności, jakie trzeba zrobić, kiedy się żyje w cywilizacji.
                                      Bo owszem, możesz w danej chwili zamiast mydła uzyć szamponu, ale szampon też się kiedyś skończy i skończą się wszelkie domowe wyskrobki mydlane - koniec końców pewnego dnia bedziesz jednak musiał dokonac zakupu nowej kostki mydła.
                                      Lodówkę też możesz mieć pustą, ale brzucha już nie - musisz coś zjeść. Nieważne, czy to będzie posiłek gotowany w domu, czy zamówiony u Chińczyka, ważne, że musisz ten posiłek zorganizować tak czy inaczej.
                                      Śmieci możesz wyrzucać nie po jednym pełnym worku, ale po dziesięciu - niemniej kiedyś musisz je wyrzucić, bo Cię smród zabije, a i miejsce w domu masz ograniczone.
                                      Itd. itp.
                                      Jesli mieszkasz i żyjesz sam, to sprawa jest jasna - robisz Ty, bo nikt inny za Ciebie nie zrobi.
                                      Jeśli mieszkasz z babką, to już trzeba ustalić, kto za co odpowiada a istnieje taka tendencja, by spychać na babkę - bo kobieta, to niech myśli o domowych pierdołach.
                                      Co do dzieci: też prawdopodobnie nie mówimy o zbędnym wymogu nadopiekuńczej mamy, żeby piętnastolatka odwozić do szkoły, tylko o podstawach typu zmiana pieluchy bobasowi, albo zaprowadzenie trzylatka do lekarza, jeśli ma 39 stopni i gardło obłozone białym syfem.
                                      Chyba się zgodzisz, że zaniedbanie takich rzeczy to już by zakrawało na znęcanie się nad dzieckiem, prawda?
                                      No i też to, co odpowiada Tobie jako dorosłemu, nie musi być dobre dla rozwijającego się dzieciaka - owszem, możesz malca skarmiać pizzą i gotowcami z mikrofali, ale skutki takiej diety mogą być opłakane. Dlatego dziecku trzeba zapewnić żarełko nieco lepsze, najlepiej samemu przygotować, tylko dlaczego znowu mama?
                                      W tym miejscu wyjaśnienie "bo jej bardziej na dziecku zależy" brzmi trochę już patologicznie. Bo w końcu wyjdzie na to, że ojciec to jakiś bezduszny psychopata, który ma calkowicie gdzieś, czy dziecko zjadło, czy głodne, czy chore, czy leży zasrane w pieluchach.
                                      Zwykle jednak tato zatroszczy się, że dzieciaka gardziołko boli, albo narobiło w gatki , tylko potem zamiast samemu ogarnąć sytuację wznosi wymowne spojrzenie ku żonie - kochanie, Jasiu się zesrał... - w domyśle - zrób z tym coś.
                                      O takich tu w moim odczuciu sytuacjach rozmawiamy.
                                      • kutuzow Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 21.03.14, 16:52
                                        rekreativa napisała:
                                        > Co do reszty, to troszkę zbaczasz z toru - zyg ma na myśli podstawpwe czynności
                                        > , jakie trzeba zrobić, kiedy się żyje w cywilizacji.

                                        Owszem, tylko te czynności związane z życie/mieszkaniem spokojnie daje się ogarnąć w krótkim okresie czasu.
                                        Czasochłonne są zaś one tylko wtedy jeśli mamy duże "standardy" co do jakości. Można posprzątać ran na tydzień, a można jeździć i codziennie na szmacie. Z innymi rzeczami podobnie.

                                        Najwięcej miejsca na liście zajmowały wszystkie czynności związane z dzieckiem. Tutaj także dużo zależy od oczekiwań. Można dziecko posłać do żłobka, a można z nim siedzieć przez 3 lata. Może chodzić do przedszkola "zwykłego" a może mieć takie gdzie będą (głównie rodzicom) wmawiali że "wykładowy angielski dla dziecka 4 lata jest niezbędny dla jego przyszłości, podobnie jak zajęcia, rytmiki, plastyki, lepienia garnków, i 15 kolejnych.
                                        Można scedować na dziecko część obowiązków, a można też być jego "strażnikiem" tuptając za nim i przypominając itp.
                                        • rekreativa Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 21.03.14, 17:35
                                          Pełna zgoda, ale to jest już nadgorliwość typowa dla naszych czasów, gdzie wszędzie Ci wmawiają różnej maści eksperci, że bez znajomości 5 języków i 3 dyplomów skończysz jako loser, a nikt nie chce takiej "kariery" dla swojego dzieciaka.
                                          Ludzie są coraz bardziej uświadamiani co do różnych rzeczy, ale wielu z nich nie umie zachować zdrowego umiaru, bo o to trudno, gdy w grę wchodzą emocje, a wchodzą, jeśli mowa o własnym dziecku. To dotyczy tak samo zajęć pozaszkolnych jak np. bezpieczeństwa dziecka.
                                          Czy za moich czasów nie było pedofili? A gdzieżby nie! Wiesz, ile razy ja i moje koleżanki natykałyśmy się w dzieciństwie na różnych zboczków? Mnóstwo za bardzo. Tylko że wtedy nikt się tym specjalnie nie przejmował - mówię o dorosłych.
                                          Dzisiaj świadomość wzrosła, mówi się o tym, jakie traumy dzieci mogą wynieść z takich "spotkań", technologia pomaga namierzać i łapać perwertów, więc niektórzy maja wrażenie, że się od nich nagle zaroiło i nie spuszczają dzieciaków z oka do 18 roku życia.
                                          Poza tym prawo też się trochę zmieniło i pewne rzeczy, które dawniej były powszechne, dzisiaj już nie przejdą (jak np. samodzielne przemieszczanie się dziecka do pewnego wieku).
                                      • hello-kitty2 Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 21.03.14, 23:08
                                        rekreativa napisała:

                                        albo zaprowadzenie trzylatka do lekarza, jeśli ma 39 stopni i gard
                                        > ło obłozone białym syfem.
                                        > Chyba się zgodzisz, że zaniedbanie takich rzeczy to już by zakrawało na znęcani
                                        > e się nad dzieckiem, prawda?

                                        Zdziwicie sie ale nie. U mnie z dzieckiem w goraczce do 40 stopni nie chodzi sie do lekarza (chyba ze sa jakies inne nietypowe objawy). Na poczatku lazilam, rozwniez jak sama mialam wysoka goraczke. Za kazdym razem odsylaja z kwitkiem, nie dostaniesz nic, zadnej recepty, bron boze zadnego antybiotyku. Mozesz podac wylacznie (do zakupienia bez recepty) paracetamol. Malo tego, nie dosyc, ze nie dostanie dziecko zadnego antybiotyku to zostaniesz upomniana, zeby nie przychodzic do lekarza w razie goraczki, nie wolno zeby nie zarazac niepotrzebnie. Jak dzwonisz nie umowia ci w ogole wizyty, zwyczajnie odmowia, informuja zeby skontaktowac sie wylacznie telefonicznie jak goraczka sama nie przejdzie w ciagu 2-3 dni. Ostatnia goraczke syna, dokladnie 40 stopni przesiedzilismy w domu z dwa lata temu bedac wylacznie z lekarzem w kontakcie telefonicznym. Moj prawie 7 letni syn nigdy nie bral antybiotyku.
                                        Zreszta co tu duzo pisac, u mnie dla porownania rodzi sie w domu, bez lekarza tylko z polozna. Przez cala ciaze nie oglada cie lekarz ani razu. Jak zglosisz sie, ze jestes w ciazy, to lekarz powiedzial do mnie, a zrobila pani test, tak, to czego pani oczekuje? Ja moge tylko pani zwykly test ciazowy z apteki zaproponowac. W naszym kraju nie zajmujemy sie potwierdzaniem ciaz. W drugim trymestrze przysluje ci dopiero usg. Jesli zglosisz sie do porodu w szpitalu (nie wiem sama bez umowienia przyjedziesz w bolach porodowych) nie odmowia przyjecia ale jesli okaze sie, ze nie bylo powodu medycznego zaplacisz KARE, w sensie obciaza cie kosztami tego porodu min 1000 euro. Nie wolno. Nawet do ginekologa (zreszta do kazdego skecjalisty) trzeba miec skierowanie od lekarza rodzinnego, bo cie zaden nie przyjmie, zreszta ginekolodzy przyjmuja tylko w szpitalu. Nie ma czegos takiego jak w Polsce, ze sobie mozesz strzelic jakies badania, nikt ci nie da skierowania, poki nie ma powaznych podejrzen o jakas chorobe.
                                        No ale najlepiej dzialajacy system zdrowotny na swiecie, zadnego zadluzenia.
                                        • rekreativa Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 21.03.14, 23:51
                                          Toteż celowo do gorączki dodałam biały nalot w gardle, bo to zazwyczaj oznacza anginę, która sama nie przejdzie, a nieleczona daje groźne powikłania.
                                          Przy gorączce 40 stopni u małego dziecka jest ryzyko sepsy i też trzeba z tym iść do lekarza.
                                          • hello-kitty2 Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 22.03.14, 00:28
                                            rekreativa napisała:

                                            > Toteż celowo do gorączki dodałam biały nalot w gardle, bo to zazwyczaj oznacza
                                            > anginę, która sama nie przejdzie, a nieleczona daje groźne powikłania.
                                            > Przy gorączce 40 stopni u małego dziecka jest ryzyko sepsy i też trzeba z tym i
                                            > ść do lekarza.

                                            A to dzieki za podpowiedz z tym nalotem, bede miala na nich haka:) a na powaznie to dobrze wiedziec, bo naprawde jestem zdana na siebie w takich przypadkach, bo trzeba podac objawy przez telefon i na tej podstawie decyduja czy nalezy ci sie wizyta. Wtedy przy tych 40 st. to bylo dla mnie juz mega obciazenie psychiczne, masakra.
                                            • zawle Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 22.03.14, 08:10
                                              hello-kitty2 napisała: > A to dzieki za podpowiedz z tym nalotem, bede miala na nich haka:) a na powazni
                                              > e to dobrze wiedziec, bo naprawde jestem zdana na siebie w takich przypadkach,
                                              > bo trzeba podac objawy przez telefon i na tej podstawie decyduja czy nalezy ci
                                              > sie wizyta. Wtedy przy tych 40 st. to bylo dla mnie juz mega obciazenie psychic
                                              > zne, masakra.

                                              Gorączka której nie udaje się zbić ( nawet zimnymi okładami łydek), gorączka trwająca powyżej 3 dni lub przypadek że dziecko nie chce pić ( odwodnienie). Możliwość wystąpienia drgawek przy wysokiej temperaturze. 40 stopni to bardzo dużo.
                                        • orzech69 Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 26.03.14, 10:24
                                          hello-kitty2 napisała:
                                          > No ale najlepiej dzialajacy system zdrowotny na swiecie, zadnego zadluzenia.
                                          I dlatego że tak dobrze działa staruszkowie wola jeździć do lekarza do Niemiec. Bo holenderski lekarz jeszcze ich uśpi bo są niewystarczająco kontaktowi.....
                                    • niezapominajka333 Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 21.03.14, 18:53
                                      Wiesz, moi dziadkowie mieszkali na wsi. Gdy miałem 3-4 lata, to dostawałem pajd
                                      > ę chleba, nasączoną wodą z karanu posypaną cukrem (dla smaku) i biegałem z nią
                                      > SAM po podwórku. Sam się bawiłem itp. Pomimo tego że statystycznie gospodarstwo
                                      > jest dużo bardziej niebezpieczne niż miasto (statystyki wypadków małych dzieci
                                      > ). Nie było problemu z brudem (pamiętam jak kiedyś dorwałem się do paszy dla św
                                      > iń (zmielone zborze) i wcinałem ją garściami, aż miałem usmarowane uszy w tej p
                                      > aszy. Nie było problemu z bezpieczeństwem (biegałem z kumplami po głębokich doł
                                      > ach na żwirowni, robiliśmy tamy na rzecze itp. Wspinaliśmy się na drzewa, dachy
                                      > itp. Od 6 roku życia SAM wracałem PKS-em 12 km i SAM szedłem przed duży las (b
                                      > o rodzice pracowali).
                                      >
                                      > To, że teraz jest "pierdylion" czynności to jest wynik tylko i wyłącznie presji
                                      > samych rodziców (w przeważającej mierze samych matek). Więc wracamy ponownie d
                                      > o pytania kto ustala standardy tego co jest ważne.

                                      Wiesz Kutuzow, zadam Ci jedno pytanie. Gdyby Twoi rodzice mieli możliwość odwożenia Cię do szkoły, to też chodziłbyś na piechotę?

                                      Ach te wspomnienia z dzieciństwa...
                                      Pewna wiekowa pani, głośno krytykowała potrzebę posiadania telefonów komórkowych przez młodzież, odwołując się do wspomnień z dzieciństwa, gdy tylko w jednym domu na całą okolicę był telefon.
                                      A teraz to się tym młodym w dupach poprzewracało, kup mu komórkę, zawieź go do szkoły, a jak ja byłam dzieckiem to nas nikt do szkoły nie woził, na piechotę trzeba było lecieć.
                                      Ale jak zaczęłyśmy rozmawiać, to się okazało, że wtedy schorowane staruszki też jakoś sobie radziły bez autobusu, bez wody, gazu, elektryczności, kanalizacji i bez telefonu. I potrafiły żyć nie dzwoniąc po kilka razy dziennie do sąsiadek, do rodziny, a teraz byłoby to nie do pomyślenia. A jakie larum było, jak się telewizor zepsuł, chociaż w czasach jej dzieciństwa o telewizji mowy nie było i ludzie żyli.
                                      Koleżanka moja wspomina, jak to dawniej dzieci nie chorowały, chociaż bawiły się w brudzie, jadły z podłogi jak im coś upadło i jakoś nic nikomu nie było. Teraz te matki wydziwiają, a jej córka jak była mała to bawiła się w piasku na podwórku. Po sąsiedzku była knajpa, pijaki tam sikali, koty srały i jakoś nic jej nie było.
                                      Wnuczkę swoją kocha nad życie, ale nie lubi, jak ją odwiedza. A bo ona ciągle chce coś robić, kiedyś jak piekłyśmy ciastka przed świętami, to nabrudziła, naświniła...
                                      - No ale jak nabrudziła?
                                      A, bo z tej stolnicy mąka spadnie na podłogę, a ja tak nie lubię. U mnie musi być czyściutko, bo ja lubię porządek.
                                      Ojciec mój też dawniej wspominał, jakie to dzieci mają wymagania, że za czasów jego dzieciństwa to bawili się szmacianą lalką, drewnianym samochodem, chodzili w jednych butach, jednych spodniach, że nie było cukierków, ciastek, że pajda chleba ze smalcem czy śmietaną wystarczała za kolację. I tak trwały wspominki, aż mama nie wytrzymała i mówi:
                                      -Ale dawniej chłop jak szedł do pola, to rano jadł chleb ze smalcem, a na obiad mu baba zanosiła ziemniaków z kwaśnym mlekiem albo barszczu i o tym przez cały dzień robił, a ty byś trzy razy dziennie mięso jadł. A jak przyszedł z pola to się brał za robotę w obejściu, a ty najlepiej byś leżał przed telewizorem...
                                      Sąsiadki chłop narzekał, jak to baba pierdolca do głowy dostaje, córkę do pierwszej klasy do szkoły odwozi autobusem, przecież to trzy przystanki, jego nikt do szkoły nie odwoził, sam chodził, co z tego, że ruchliwa ulica, co z tego, że niebezpieczne przejście, co z tego że wypadki, że inne matki wożą dzieci, jak wpadnie pod samochód jedno z drugim to się nauczy. Sąsiadka się dogadała z inną matką i jeździły na zmianę, pewnego razu był duży tłok w autobusie , zanim tamta ze swoimi dziećmi zdążyła wysiąść, dziewczynka spotkała koleżankę i ledwie autobus przystanął wbiegły na przejście. Niestety, ciężarówka jadąca z przeciwnej strony nie hamowała przed pasami i obie poleciały parę metrów, skończyło się na szczęście wstrząśnieniem mózgu, złamanymi kośćmi i jakimiś mniej poważnymi obrażeniami.
                                      Oczywiście śledztwo, prokurator i reakcja tatusia do żony.
                                      Bo tobie, kurwa nie chciało się dupy ruszyć, trzeba było ją odwieźć, co miałaś do roboty.
                                      On chodził do szkoły na piechotę, ale wtedy przejeżdżały tą drogą trzy samochody na godzinę.
                                      Przez te trzydzieści lat coś się jednak zmieniło...
                                      • kutuzow Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 21.03.14, 19:18
                                        niezapominajka333 napisała:
                                        > Wiesz Kutuzow, zadam Ci jedno pytanie. Gdyby Twoi rodzice mieli możliwość odwoż
                                        > enia Cię do szkoły, to też chodziłbyś na piechotę?

                                        Zobacz, że to jest kwestia czasu pracy. Jeśli oboje rodzice pracują to albo dziecko wraca samo (od pewnego wieku), albo musi czekać na świetlicy aż któreś z rodziców skończy pracę.
                                        Drugie rozwiązanie to jedno z rodziców (zazwyczaj matka) przejmuje rolę opiekunki i jest także taksówką na potrzeby dziecka (zawieść do szkoły, przywieść, zawieść na zajęcia pozalekcyjne nr 1, zawieść na basen/SKS itp.).

                                        Moja mama pracowała do 17-tej. Wychodząc ze szkoły o 12-13 musiałbym czekać tyle czasu (np. u niej w pracy) i wracać razem z nią.


                                        Druga sprawa to czytałem że wg badań z UK obecnie dzieciaki znają tylko swoją najbliższą okolicę (przecznicę/dwie od swego miejsca zamieszkania -wcześniej to był dystans kilku mil (w UK). Nie dość że dzieci są przez to mało samodzielne, to jeszcze rośnie epidemia otyłości (bo wszędzie są wożone, na podwórku nie biegają bo mają TV i gry komp.)

                                        Zobacz tutaj jest ciekawy art o tym:
                                        www.independent.co.uk/voices/comment/only-25-per-cent-of-children-walk-to-school-alone-compared-to-86-per-cent-in-1971-what-went-wrong-8452266.html
                                        A study from the University of Westminster has this week shown that only 25% of primary school pupils now travel home alone as opposed to 86% in 1971 (in UK) and 76% today in Germany.
                                        • niezapominajka333 Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 21.03.14, 19:42
                                          Kutuzow, dlatego pytam o możliwość. A ta jest uzależniona również od czasu pracy.
                                          Gdyby mama nie pracowała, lub pracowała w odpowiednich godzinach, to kto wie, czy wracałbyś sam ze szkoły.
                                          Zwróć uwagę, że nie tylko chodzi o wygodę dzieci, ale wygodę rodziców. Oczywiście są i tacy, co wolą się przejść na piechotę lub autobusem, ale z reguły, jak mają taką możliwość to jadą autem. Zapomniałeś, że dorośli się spieszą, są wygodni, nie chce im się podejść 100 -200 metrów do sklepu, a co dopiero odprowadzać dziecko do szkoły.
                                          Wspomniana koleżanka wyśmiewa zięcia, że nawet dwa bloki dalej do kiosku po papierosy podjeżdża autem, a ona w tym wieku to na nogach wszędzie zasuwała.
                                          • urquhart Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 21.03.14, 20:05
                                            niezapominajka333 napisała:

                                            > Kutuzow, dlatego pytam o możliwość. A ta jest uzależniona również od czasu prac
                                            > y.
                                            > Gdyby mama nie pracowała, lub pracowała w odpowiednich godzinach, to kto wie, c
                                            > zy wracałbyś sam ze szkoły.

                                            Wiesz co? A jak ma się ogarnąć matka albo nawet oboje rodziców jak mają więcej dzieci w podobnym wieku jak nie obniżyć wygórowanych standardów zwariowanych mamusiek?
                                            Zofia Milska-Wrzosińska która tak irytuje feministki jak i mamuśki ma właśnie czwórkę...
                                            • niezapominajka333 Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 21.03.14, 23:17
                                              Wiesz co? A jak ma się ogarnąć matka albo nawet oboje rodziców jak mają więcej
                                              > dzieci w podobnym wieku jak nie obniżyć wygórowanych standardów zwariowanych ma
                                              > musiek?
                                              > Zofia Milska-Wrzosińska która tak irytuje feministki jak i mamuśki ma właśnie
                                              > czwórkę...

                                              Urqu, nie załamuj mnie proszę...
                                              Ponieważ nie znam dokładnie biografii pani Milskiej, nie wiem, czy jej standardy były od początku takie same, czy jednak po każdym dziecku lepiej ogarniała rzeczywistość i dopasowywała się organizacyjnie. Zazwyczaj stoi za tym doświadczenie i konieczność poradzenia sobie z coraz większymi obowiązkami. Ale to nie znaczy, że gdy miała jedno dziecko, to poświęcała mu jedną czwartą tego czasu, co teraz czwórce.

                                              Poza tym nie przesadzajmy z tymi obniżonymi standardami męskimi, bo one wcale nie są takie obniżone, pod warunkiem, że panowie nie muszą tego sami robić.
                                              Nie tak dawno koleżanka skarżyła się, że jej facet nie tylko nie pomaga w sprzątaniu, ale jak np. odgrzeje sobie sam obiad, to zostawia talerze i kubek na stole, nawet do zlewu nie odstawi.Gdy ona wraca z pracy, najpierw sprząta ze stołu, a potem sama je.

                                              No to ja jej strzeliłam wykład, że ona, jak to kobieta ma zawyżone standardy czystości i musi za każdym razem jeść z czystego talerza. On ma swoje standardy, jak to facet. Teraz ty się skupiasz na gnieździe i chcesz zmusić twojego chłopa, żeby się dopasował do ciebie. A dajże mu spokój. Chcesz mieć podłogę na błysk, to sprzątaj, chcesz jeść z czystego talerza, to sobie myj, ale jak chłop zostawia na stole brudne talerze, to pamiętaj, że chce mieć gotowe na jutro, a umyje, jak uzna, że jest brudne.
                                              Ona mi na to, że nie może patrzeć. To nie patrz. Nie gderaj, nie krytykuj, przykryj ściereczką i zostaw na stole do następnego dnia.
                                              I jak mu nakładała obiad na brudny talerz, to się okazało, że chłop nie ma obniżonych standardów czystości, tylko nie chce mu się sprzątnąć ze stołu. Oboje pracują zawodowo, ale dla niego sprzątanie to babska robota. On ma swoją chłopską robotę, mianowicie granie na kompie.




                                              • urquhart Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 21.03.14, 23:33
                                                niezapominajka333 napisała:
                                                > Poza tym nie przesadzajmy z tymi obniżonymi standardami męskimi, bo one wcale n
                                                > ie są takie obniżone, pod warunkiem, że panowie nie muszą tego sami robić.

                                                No, różnie jest, ale upieram sie że jak nie musza to nie robią, ale znam paru singli co żyje w totalnym bajzlu ale do pracy są ogarnięci i jednego singla rozwodnika co ma czysto, bo mu mamusia emerytka przyjeżdża robić porządek. Natomiast jak kiedyś wlazłem do kibla w kwaterze gdzie mieszkało samotnych 3 facetów ( w tym mój krewniak ) to mnie zemdliło i przerosło i wolałem się odlać na dworzu żeby im nie narzygać na ścianę, a oni jakoś tam kurna mieszkali i dawali radę ze swoim standartem, ciekawe ile czasu dali radę nie sprzątać...
                                                • zawle Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 22.03.14, 07:56
                                                  urquhart napisał: > No, różnie jest, ale upieram sie że jak nie musza to nie robią, ale znam paru s
                                                  > ingli co żyje w totalnym bajzlu ale do pracy są ogarnięci i jednego singla rozw
                                                  > odnika co ma czysto, bo mu mamusia emerytka przyjeżdża robić porządek. Natomias
                                                  > t jak kiedyś wlazłem do kibla w kwaterze gdzie mieszkało samotnych 3 facetów (
                                                  > w tym mój krewniak ) to mnie zemdliło i przerosło i wolałem się odlać na dworzu
                                                  > żeby im nie narzygać na ścianę, a oni jakoś tam kurna mieszkali i dawali radę
                                                  > ze swoim standartem, ciekawe ile czasu dali radę nie sprzątać...

                                                  Chadzam z powodów zawodowych po mieszkaniach samotnych facetów. Większość na w domu normalnie. Byłam w mieszkaniu 3 samotnych rozbieraczy mięsa na wynajmie- było czyściutko. Może Ty masz zawyżone wymagania? :)
                                              • hello-kitty2 Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 21.03.14, 23:34
                                                niezapominajka333 napisała:

                                                > I jak mu nakładała obiad na brudny talerz, to się okazało, że chłop nie ma obni
                                                > żonych standardów czystości, tylko nie chce mu się sprzątnąć ze stołu.

                                                hehe dobre.

                                                Powiedz jej: widzialy galy co braly ;) (a moze mial jakies inne mega zalety, rekompensujace?)
                                    • hello-kitty2 Re: ile programów prania stosuje przeciętny facet 21.03.14, 23:44
                                      kutuzow napisał:

                                      > Z praniem jest podobnie. Gdy ja prałem tylko swoje rzeczy segregowałem je na 3
                                      > (słownie trzy) grupy:
                                      > - pranie białych koszul
                                      > - pranie rzeczy kolorowych (koszule, bluzy, T-shirt itp)
                                      > - pranie czarnych rzeczy + jensy
                                      > wszystko na tym samym programie w 40 stopniach.

                                      Moi rodzice kupe lat mieszkali oddzielnie, w separacji. W tym czasie ojciec pral wszystko razem, bez rozdzielania na kolory. Kiedys mu jego siostra zwrocila uwage, ze przeciez mu sie wszystko jasne pofarbuje od ciemnego. Odpowiedzial jej: ''proszek musi sobie poradzic'' :-)

                                  • orzech69 Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 26.03.14, 09:52
                                    zyg_zyg_zyg napisała:
                                    > A to akurat jest bullshit. Wielu facetom zależy na dzieciach. Nie zawsze jednak
                                    > zdają sobie sprawę z istnienia pierdyliona czynności, jakie wokół dzieci trzeb
                                    > a wykonać.
                                    Jak dla mnie rola faceta i kobiety w wychowywaniu dzieci jest różna. Dlatego faceci nie widzą tego co ty widzisz.
                              • mojemail3 Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 14:46
                                zyg_zyg_zyg napisała:

                                > > Jakie to są obowiązki ważne obiektywnie ?
                                >
                                > A przykładowo: robienie zakupów, tankowanie samochodu, płacenie rachunków, wyn
                                > oszenie śmieci, pranie (albo przygotowanie i transport rzeczy do i z pralni), w
                                > ymiana żarówek, przygotowywanie imprez, naprawa cieknącej rury osobiście lub we
                                > zwanie hydraulika, kupowanie prezentów dla dzieci/rodziny, mycie zębów i pup ma
                                > łym dzieciom, zawożenie dzieci do i odbieranie dzieci ze żłobka/przedszkola/szk
                                > oły/zajęć dodatkowych, wizyty dzieci u lekarza i dentysty, zajmowanie się chory
                                > m dzieckiem, podawanie lekarstw zapisanych przez lekarza, chodzenie na wywiadów
                                > ki, planowanie wakacji, przygotowywanie wyjazdów wakacyjnych (planowanie, pakow
                                > anie) itp. itd.

                                No to ja robię to wszystko poza wyrzucaniem śmieci i naprawami hydraulicznymi...Nie zawsze odbieram z przedszkola, ale trochę tego jest...Trzeba być siłaczką, wszystko to ogarnąc, jeszcze świetnie gotować a jeszcze się przeobrazić w gwiazdkę z filmów porno...
                                P......ę to po raz drugi...

                                • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 14:50
                                  mojemail3 napisała:
                                  > No to ja robię to wszystko poza wyrzucaniem śmieci i naprawami hydraulicznymi..
                                  > .Nie zawsze odbieram z przedszkola, ale trochę tego jest...Trzeba być siłaczką,
                                  > wszystko to ogarnąc, jeszcze świetnie gotować a jeszcze się przeobrazić w gwia
                                  > zdkę z filmów porno...
                                  > P......ę to po raz drugi...

                                  Drogie Panie,
                                  Czy KTOŚ WAM KAZAŁ mieć dzieci i całą ta listę zadań? Ktoś Wam wciskał te dzieci na siłe?
                                  Zobaczcie, ja nie mam 90% obowiązków z tej listy.

                                  Przecież nie ma obowiązku rozmnażania się.
                                  Nie rozumiem tylko podejścia pt "ja baaaaaardzo chce dzidziusia" a potem narzekania, że tak ciężko jest.
                                  • zyg_zyg_zyg Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 15:13
                                    > Drogie Panie,
                                    > Czy KTOŚ WAM KAZAŁ mieć dzieci i całą ta listę zadań? Ktoś Wam wciskał te dziec
                                    > i na siłe?
                                    > Zobaczcie, ja nie mam 90% obowiązków z tej listy.
                                    >
                                    > Przecież nie ma obowiązku rozmnażania się.
                                    > Nie rozumiem tylko podejścia pt "ja baaaaaardzo chce dzidziusia" a potem narzek
                                    > ania, że tak ciężko jest.

                                    No ja też nie rozumiem. Ale co to ma do tematu?
                                    • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 15:35
                                      zyg_zyg_zyg napisała:
                                      > > Przecież nie ma obowiązku rozmnażania się.
                                      > > Nie rozumiem tylko podejścia pt "ja baaaaaardzo chce dzidziusia" a potem
                                      > narzek
                                      > > ania, że tak ciężko jest.
                                      >
                                      > No ja też nie rozumiem. Ale co to ma do tematu?


                                      To, że jeśli masz własne marzenia, to potem nie obarczasz obowiązkami drugiej osoby (tam w DUUUŻYM uproszczeniu -żeby nie było).
                                      Jak facet buduje sobie łódkę, to nie wymaga od kobiety żeby przy nim ślęczała i np. lakierowała kadłub. Gdy ktoś inny uwielbia np. nurkować, to nie marudzi żonie że ma mu butle napełnić nitroxem, albo kompresor nowy kupić itp.

                                      Dzieci są jedyna "aktywnością", którą łato jest przerzucić na druga osobę. Czyli zaangażować się chciała jedna osoba, ale konsekwencje potem mają ponosić po równo oboje.
                                      Takie podejście jest bardzo wygodne dla kobiet i popularne.

                                      Co ciekawe nawet przy kupowaniu psa dla małego dziecka matki potrafią się buntować na zasadzie "a kto się nim będzie potem opiekował". "Żeby nie było tak że potem ja sama będę musiała go wyprowadzać, bo Tobie się znudzi".
                                      Tylko jak ustaliliśmy już na forum dziecko jest jak "Joker" co to bije wszystkie inne argumenty/karty i dyskutować o tym jest bardzo niepolitycznie.
                                      • hello-kitty2 Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 16:04
                                        kutuzow napisał:

                                        > To, że jeśli masz własne marzenia, to potem nie obarczasz obowiązkami drugiej o
                                        > soby (tam w DUUUŻYM uproszczeniu -żeby nie było).
                                        > Jak facet buduje sobie łódkę, to nie wymaga od kobiety żeby przy nim ślęczała i
                                        > np. lakierowała kadłub. Gdy ktoś inny uwielbia np. nurkować, to nie marudzi żo
                                        > nie że ma mu butle napełnić nitroxem, albo kompresor nowy kupić itp.
                                        >
                                        > Dzieci są jedyna "aktywnością", którą łato jest przerzucić na druga osobę. Czyl
                                        > i zaangażować się chciała jedna osoba, ale konsekwencje potem mają ponosić po r
                                        > ówno oboje.
                                        > Takie podejście jest bardzo wygodne dla kobiet i popularne.
                                        >
                                        > Co ciekawe nawet przy kupowaniu psa dla małego dziecka matki potrafią się bunto
                                        > wać na zasadzie "a kto się nim będzie potem opiekował". "Żeby nie było tak że p
                                        > otem ja sama będę musiała go wyprowadzać, bo Tobie się znudzi".
                                        > Tylko jak ustaliliśmy już na forum dziecko jest jak "Joker" co to bije wszystki
                                        > e inne argumenty/karty i dyskutować o tym jest bardzo niepolitycznie.

                                        A moze byc tez tak, ze oboje chca po rowno dziecka ale ustalaja, ze skoro facet jest chetny i jest w stanie wiecej zarobic to bierze dodatkowe roboty i wylacza sie z kramu rodzinnego, co babka bierze na siebie, a potem odbija sie jej czkawka, bo np nie zdawala sobie sprawy jaki zapieprz bedzie przy dzieciach, bo skad? Wiec potem chce jednak jakies restrukturyzacji, a facet sie nie chce zgodzic, bo nie tak sie umowili, a on np sie w tych czynnosciach okolodziciowych nie widzi lub ona nie jest w stanie wziazc na siebie ciezaru zarobkowania na dom w zastepstwie za niego (w czesci, z jakiej on by musial zrezygnowac zeby sie w zycie rodzinne bardziej wlaczyc). Niewypal planu poczatkowego po prostu.
                                      • zyg_zyg_zyg Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 16:05
                                        Tylko plizzz, nie wracajmy do tematu "to kobiety chcą dzieci, a faceci wcale, tylko się czasem zgadzają". Zróbmy więc robocze założenie, że nikt nikomu prezerwatyw nie przekłuwał i decyzja o powołaniu na świat dziecka była decyzją dwojga.
                                        • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 16:56
                                          zyg_zyg_zyg napisała:

                                          > Tylko plizzz, nie wracajmy do tematu "to kobiety chcą dzieci, a faceci wcale, t
                                          > ylko się czasem zgadzają". Zróbmy więc robocze założenie, że nikt nikomu prezer
                                          > watyw nie przekłuwał i decyzja o powołaniu na świat dziecka była decyzją dwojga
                                          > .

                                          Wiesz przypomina mi się taki stary rysunek.
                                          młodzian z tornistrem mówi:
                                          Jak tak bardzo chcecie to do szkoły moge iść, ale cudów się po mnie nie spodziewajcie.

                                          Tutaj jest podobnie. Zgodzisz się ze mną że ten się stara, bardziej komu bardziej zależy na danej kwestii?


                                          P.S. Co do przekłuwania prezerwatyw, to nie, ale były tu już na forum porady w stylu "bądź sprytna" więc to wcale nie jest takie oczywiste jakby się wydawało.
                                      • rekreativa Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 17:12
                                        " Co ciekawe nawet przy kupowaniu psa dla małego dziecka matki potrafią się bunto
                                        > wać na zasadzie "a kto się nim będzie potem opiekował". "Żeby nie było tak że p
                                        > otem ja sama będę musiała go wyprowadzać, bo Tobie się znudzi"."

                                        Tu wracamy do kwestii odpowiedzialności i ponoszenia konsekwencji własnych decyzji. Bo owszem, naparłaś sie na dziecko, babeczko, to nie jęcz, tylko zapierniczaj teraz.
                                        Ale z drugiej strony - zgodziłeś się , facet, na dziecko, to nie udawaj teraz, że to Cię nie dotyczy. Nie chciałes zmieniać pieluch i słuchac całonocnych płaczów, było dzieciaka nie robić. Jak już zrobiłeś, to też zapierniczaj, bo to Twoje tak samo jak jej.
                                        Jesli ja psów nie lubię, to się na psa w domu nie godzę i tyle. A jeśli się mimo wszystko zgodzę, to nie mogę potem narzekać, że szczeka i się po jajkach drapie. I muszę się też z tym liczyć, że czasem będę musiała tegoż psiura wyprowadzić na siku, albo mu dac michę, bo mąż akurat chory, albo w pracy.
                                        Wreszcie psa, kiedy już naprawdę ma się go dosyć, można oddać w dobre ręce, a dziecka to już nie za bardzo...
                                        No i jeszcze jedna ważna sprawa - samo dziecko.
                                        Psu wystarczy do szczęścia jeden domownik, który będzie go karmił, bawił się z nim i pieścił. Dziecko ma jednak trochę bardziej skomplikowaną psychikę i jeśli interesować się nim będzie tylko jeden rodzic, to nie pozostanie to bez żadnego wpływu na rozwój tego dziecka.
                                        Tu se trzeba zdać sprawę, że Twoje własne zaniechania i wycofania kształtują w jakimś stopniu drugiego człowieka i mogą w późniejszym okresie utrudnić mu życie.
                                        • zawle Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 17:16
                                          rekreativa napisała: > Tu se trzeba zdać sprawę, że Twoje własne zaniechania i wycofania kształtują w
                                          > jakimś stopniu drugiego człowieka i mogą w późniejszym okresie utrudnić mu życi
                                          > e

                                          Ale kto się tym przejmuje? Podobnie emeryturą i opieką w wieku starczym? Zawsze się znajdzie jakieś wytłumaczenie a o jutro będę się martwić pojutrze;)
                                          • kutuzow Mit emerytury i dbania na starość 21.03.14, 17:34
                                            zawle napisała:
                                            > Ale kto się tym przejmuje? Podobnie emeryturą i opieką w wieku starczym? Zawsze
                                            > się znajdzie jakieś wytłumaczenie a o jutro będę się martwić pojutrze;)


                                            Zawle,
                                            Nie wyskakuj z tematem emerytury, bo to jeden wielki mit jest, że młode pokolenie pracuje na "nasze" emerytury. Ten system odchodzi do lamusa bo zbankrutował/bankrutuje.
                                            Zobacz że 2 mln Polaków wyjechało za granicę bo tu nie mieli pracy - więc zamiast pracować na emeryturę pobieraliby tylko zasiłki. "Zrobienie" kolejnego dzieciaka nie rozwiązuję sprawy tego że nie będzie miało gdzie pracować (coraz więcej zawodów "znika" w związku z komputeryzacją).

                                            Kolejny mit to "dbanie na starość". Pokolenie obecnych 30-40 latków jest ostatnim które dba o rodziców SAMODZIELNIE. Jest nawet nazywane pokoleniem "sandwichy" bp z jednej strony dbają o swoich rodziców, z drugiej strony pomagają swoim dzieciom.
                                            Zobacz jak to wygląda na zachodzie, jak często tam dzieci odwiedzają swoich rodziców na starośc.
                                            • zawle Re: Mit emerytury i dbania na starość 21.03.14, 20:17
                                              kutuzow napisał: > Zawle,
                                              > Nie wyskakuj z tematem emerytury, bo to jeden wielki mit jest, że młode pokolen
                                              > ie pracuje na "nasze" emerytury. Ten system odchodzi do lamusa bo zbankrutował/
                                              > bankrutuje.
                                              > Zobacz że 2 mln Polaków wyjechało za granicę bo tu nie mieli pracy - więc zamia
                                              > st pracować na emeryturę pobieraliby tylko zasiłki. "Zrobienie" kolejnego dziec
                                              > iaka nie rozwiązuję sprawy tego że nie będzie miało gdzie pracować (coraz więce
                                              > j zawodów "znika" w związku z komputeryzacją).
                                              >
                                              > Kolejny mit to "dbanie na starość". Pokolenie obecnych 30-40 latków jest ostatn
                                              > im które dba o rodziców SAMODZIELNIE. Jest nawet nazywane pokoleniem "sandwichy
                                              > " bp z jednej strony dbają o swoich rodziców, z drugiej strony pomagają swoim d
                                              > zieciom.
                                              > Zobacz jak to wygląda na zachodzie, jak często tam dzieci odwiedzają swoich rod
                                              > ziców na starośc.

                                              Nie lubię tak gadać...ale jak muszę? Tak...my jeździmy na zachód, do nas przyjeżdżają Ukraińcy. Młodzi. Urodzeni przez kobietę. Starszymi ludźmi tez opiekują się młodsi i urodzeni przez kobiety.
                                              • urquhart Re: Mit emerytury i dbania na starość 21.03.14, 20:35
                                                zawle napisała:
                                                > Nie lubię tak gadać...ale jak muszę? Tak...my jeździmy na zachód, do nas przyje
                                                > żdżają Ukraińcy. Młodzi. Urodzeni przez kobietę. Starszymi ludźmi tez opiekują
                                                > się młodsi i urodzeni przez kobiety.

                                                Taaa, ale jak długo? U nich jeszcze gorzej niż u nas 1,46 dziecka na kobietę...
                                                pl.wikipedia.org/wiki/Lista_pa%C5%84stw_%C5%9Bwiata_wed%C5%82ug_przyrostu_naturalnego
                                              • kutuzow Re: Mit emerytury i dbania na starość 22.03.14, 11:50
                                                zawle napisała:
                                                > Nie lubię tak gadać...ale jak muszę? Tak...my jeździmy na zachód, do nas przyje
                                                > żdżają Ukraińcy. Młodzi. Urodzeni przez kobietę. Starszymi ludźmi tez opiekują
                                                > się młodsi i urodzeni przez kobiety.

                                                Zawle, chyba nie boisz się, że na świecie zabraknie ludzi jeśli ktoś z nas się nie rozmnoży?
                                                Wiesz w 1999 było nas 6 miliardów, teraz jest już 7 miliardów. Ja bym był spokojny o populację ludzkości.

                                                Co do Ukrainców. Z Polski wyjechało ok 2 mln ludzi. Z Ukrainy przyjechało kilkadziesiąt tysięcy. Także jak widzisz różnica nadal jest kolosalna i oznaczałaby większe bezrobocie (a te prawie 2 mln). tutaj źródło:

                                                "Według spisu z 2011 r. w Polsce mieszka 13,4 tys. ludzi
                                                posiadających ukraińskie obywatelstwo. Dane UdSC według stanu na dzień
                                                31 grudnia 2011 r. wskazują na prawie 30 tys. obywateli Ukrainy mieszkających w
                                                Polsce i posiadających ważne karty pobytu różnego typu. Ponadto Ukraińcom
                                                wydano w 2011 r. 18,7 tys. zezwoleń na pracę oraz zarejestrowano na nich
                                                239,6 tys. oświadczeń pracodawców o zamiarze powierzenia pracy
                                                cudzoziemcowi."

                                                www.obmf.pl/publikacje/Opinie%20i%20Rekomendacje%20OBMF%20nr%203_2013.pdf
                                        • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 17:23
                                          rekreativa napisała:
                                          > Wreszcie psa, kiedy już naprawdę ma się go dosyć, można oddać w dobre ręce, a d
                                          > ziecka to już nie za bardzo...

                                          Wiesz ja na prawdę rozumiem różnicę pomiędzy dzieckiem a psem :-)

                                          Przykład z psem miał pokazać, że nawet jeśli matka widząc u dziecka "oczy kotka ze Shrecka" ulegnie i kupi dziecku tego psa, to potem wkurza się i narzeka jeśli dziecko z czasem zaczyna psa zaniedbywać i musi przejąć część obowiązków. Szczęśliwa z tego powodu jednak nie jest.

                                          Podstaw za dziecko (z oczami kotka ze Shreka), zonę/partnerkę która "baaaardzo chce dzidziusia", za matkę co kupiła psa, męża/partnera, który uległ namowom i masz podobną sytuację.
                                          Z tym, że jak zauważyłaś dziecka już oddać do sklepu się nie da
                                          • rekreativa Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 17:48
                                            "Podstaw za dziecko (z oczami kotka ze Shreka), zonę/partnerkę która "baaaardzo
                                            > chce dzidziusia", za matkę co kupiła psa, męża/partnera, który uległ namowom i
                                            > masz podobną sytuację.
                                            > Z tym, że jak zauważyłaś dziecka już oddać do sklepu się nie da "

                                            To tu już chyba mamy do czynienia z najzwyklejszą głupotą ludzką, bo facio, który godzi się na dziecko, którego nie chce, ponieważ partnerka zrobiła słodką minkę, a może i lodzika jest po prostu durniem. Sorry za mocne słowa, ale już nie wiem, jak to inaczej nazwać.
                                            Zresztą my tu rozważamy wyłącznie jakieś planowane sytuacje, gdzie ktoś chce, ktoś nie chce, ale udaje, że też chce...
                                            Tymczasem mnóstwo ciąż to wpadki. Albo sytuacje, że oboje faktycznie chcą, tylko realizm przerósł ich wyobrażenia - w negatywnym sensie. Czyli oboje pieska chcieli i oboje mają pieska dosyć.
                                            Co w takim układzie? Kiedy oboje są w równym stopniu nieprzygotowani i niechętni?
                                            • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 18:30
                                              rekreativa napisała:
                                              > To tu już chyba mamy do czynienia z najzwyklejszą głupotą ludzką, bo facio, któ
                                              > ry godzi się na dziecko, którego nie chce, ponieważ partnerka zrobiła słodką mi
                                              > nkę, a może i lodzika jest po prostu durniem.

                                              To oczywiście była taka metafora. Nie chodzi tutaj o ładne oczy, ale o różnego rodzaje presje czy to ze strony partnerki, czy to ze strony rodziny. Wszystkie te teksty: "jakbyś ją kochał, to byś się zdecydował na dziecko -zobacz jak ona tego pragnie itp". Zobacz, że przez to że kobiety coraz później zaczynają myśleć o macierzyństwie, to gdy już podejmą taką decyzję mają dużo większą presję czasu niż facet. Wielu moich kumpli mówił, że zasadniczo oni to by woleli jeszcze poczekać, nacieszyć się życiem we dwoje, ale partnerka panikuje że 30-tka na karku, ryzyko rośnie itp.

                                              > Co w takim układzie? Kiedy oboje są w równym stopniu nieprzygotowani i niechętn
                                              > i?

                                              Powiem Ci szczerze, że nie wiem. To zupełnie nie mój świat.
                                              Tak przy okazji. Pół żartem -pół serio. W Newsweeku lub Polityce był ciekawy art o "symulatorach dziecka" - taka lalka cyborg, oprogramowana, potrafi płakać, sygnalizować ból, głód i wiele innych kwestii (jak potrzeba bliskości). Służą one jako "wersja demo" dziecka dla osób niepełnosprawnych umysłowo, aby mogły się przekonać, że dziecko to nie tylko "ładna laleczka" ale też masę obowiązków.
                                              Może warto by zamiast laptopów to rozdać takie lalki w liceum, żeby każdy miał za soba tydzień-dwa opieki nad takim dzieckiem. Wtedy nie byłoby niespodzianek.
                                  • niezapominajka333 Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 16:50
                                    Drogie Panie,
                                    > Czy KTOŚ WAM KAZAŁ mieć dzieci i całą ta listę zadań? Ktoś Wam wciskał te dziec
                                    > i na siłe?
                                    > Zobaczcie, ja nie mam 90% obowiązków z tej listy.
                                    >
                                    > Przecież nie ma obowiązku rozmnażania się.
                                    > Nie rozumiem tylko podejścia pt "ja baaaaaardzo chce dzidziusia" a potem narzek
                                    > ania, że tak ciężko jest.

                                    Tak się składa Kutuzow, że strategia przekazywania genów polegająca na nieposiadaniu dzieci, nie sprawdza się na dłuższą metę.
                                    Może by tak poteoretyzować, o ile mężczyźni byliby szczęśliwsi, gdyby tzw. instynkt macierzyński u kobiet zastąpić podwyższonym libido, a standardy czystości obniżyć do tzw. męskiej średniej. Kobiety przestają rodzić dzieci, za to chcą się bzykać od rana do wieczora.
                                    Raj na ziemi dla facetów, nieprawdaż?
                                    • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 17:02
                                      niezapominajka333 napisała:

                                      > Tak się składa Kutuzow, że strategia przekazywania genów polegająca na nieposia
                                      > daniu dzieci, nie sprawdza się na dłuższą metę.

                                      Owszem, nie sprawdza się W NATURZE, ale niekoniecznie u pojedynczego osobnika. W wielu gatunkach tylko samiec alfa się rozmnaża, a reszta nie.

                                      Poza tym zasłanianie się naturą przy narzekaniu na to że dziecko to obowiązki jest trochę kiepskim pomysłem. Opieka mężczyzn nad NIEMOWLAKIEM to wymysł kultury a nie natury.


                                      > Może by tak poteoretyzować, o ile mężczyźni byliby szczęśliwsi, gdyby tzw. inst
                                      > ynkt macierzyński u kobiet zastąpić podwyższonym libido, a standardy czystości
                                      > obniżyć do tzw. męskiej średniej. Kobiety przestają rodzić dzieci, za to chcą s
                                      > ię bzykać od rana do wieczora.

                                      To nie kwestia teoretyzowania, tylko godzenia sie lub nie na takie a nie inne standardy.
                                      Tak jak pisałem, ja wbrew presji rodziny. społeczeństwa itp. dzieci nie mam i nie planuję.
                                      Odpada mi te 90% problemów i dodatkowo mam seks w związku (bo mamy czas na dbanie o ten związek, czas na bycie razem itp).
                                      Także to nie jest jakieś SciFi.
                                      • zyg_zyg_zyg Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 22:12
                                        > Odpada mi te 90% problemów

                                        Tak się Kutuzow, rozpisujesz o zdolnościach matematycznych, a coś kiepsko u Ciebie z procentami. No chyba, że się tak wygodnie ustawiłeś w życiu :-) Specjalnie dla Ciebie ponumerowana działania ponaddzieciowe i okołodzieciowe z listy, do której się odnosisz:

                                        ponaddzieciowe:
                                        1. robienie zakupów, 2. tankowanie samochodu, 3. płacenie rachunków, 4. wynoszenie śmieci, 5. pranie (albo przygotowanie i transport rzeczy do i z pralni), 6. wymiana żarówek, 7. przygotowywanie imprez, 8. naprawa cieknącej rury osobiście lub wezwanie hydraulika, 9. planowanie wakacji, 10. przygotowywanie wyjazdów wakacyjnych (pakowanie).

                                        okołodzieciowe.
                                        11. 12. 13. 14. 15. 16. 17

                                        10 % z 17 to 1,7. Ciekawe, jakie to 1,7 spośród tych pierwszych dziesięciu czynności są Twoja domeną w związku... :-)
                                        • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 22:53
                                          zyg_zyg_zyg napisała:
                                          > > Odpada mi te 90% problemów
                                          >
                                          > Tak się Kutuzow, rozpisujesz o zdolnościach matematycznych, a coś kiepsko u Ci
                                          > ebie z procentami.

                                          Widzisz Zyg, bo to kwestia analizy a nie tylko matematyki.
                                          Jak zrobisz listę to owszem pozycji jest podobna ilość. Pytanie tylko ILE CZASU w miesiącu zajmują działania z pierwszej listy a ile z drugiej.
                                          Jak często planujesz wakacje, lub imprezy a jak często wykonujesz prace związene z dzieckiem.
                                          Serio chcesz to przyrównywać?
                                          • zyg_zyg_zyg Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 23:04
                                            > Widzisz Zyg, bo to kwestia analizy a nie tylko matematyki.
                                            > Jak zrobisz listę to owszem pozycji jest podobna ilość. Pytanie tylko ILE CZASU
                                            > w miesiącu zajmują działania z pierwszej listy a ile z drugiej.
                                            > Jak często planujesz wakacje, lub imprezy a jak często wykonujesz prace związen
                                            > e z dzieckiem.
                                            > Serio chcesz to przyrównywać?

                                            Mycie zębów to tylko dwie minuty. Dupska jeszcze mniej. Dentysta raz na pół roku. Wywiadówki (jak się w ogóle ma dziecko szkolne) raz w miesiącu.
                                            Serio wychodzi Ci 90%?
                                            • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 23:30
                                              zyg_zyg_zyg napisała:
                                              > Mycie zębów to tylko dwie minuty. Dupska jeszcze mniej. Dentysta raz na pół rok
                                              > u. Wywiadówki (jak się w ogóle ma dziecko szkolne) raz w miesiącu.
                                              > Serio wychodzi Ci 90%?

                                              Zyg --> skoro sprawy związane z dzieckiem zajmują tak mało czasu, to o co cały ten płacz tutaj że to takie ciężkie, że chłopy nie pomagają itp.
                                              Może się zdecyduj, bo najpierw piszesz że tego jest jednak sporo (jak na jedną osobę), po to tylko żeby potem odkręcić kota ogonem, że jednak to jest drobiazg.
                                              Konsekwencja godna Sabata.
                                              • zyg_zyg_zyg Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 23:40
                                                > Może się zdecyduj, bo najpierw piszesz że tego jest jednak sporo (jak na jedną
                                                > osobę)

                                                Taaa...? Może przypomnij, gdzie tak piszę? I gdzie piszę, że sprawy związane z dzieckiem zajmują mało czasu?

                                                Obowiązki codzienne i nie-codzienne są zarówno w tych ponaddzieciowych jak i okołodzieciowych, więc zwyczajnie się dziwię, skądżeś wytrzasnął te 90%...
                                                • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 23:57
                                                  zyg_zyg_zyg napisała:

                                                  > Taaa...? Może przypomnij, gdzie tak piszę? I gdzie piszę, że sprawy związane z
                                                  > dzieckiem zajmują mało czasu?

                                                  Serio nie pamiętasz co pisałaś 2 posty wyżej?

                                                  "Mycie zębów to tylko dwie minuty. Dupska jeszcze mniej. Dentysta raz na pół roku. Wywiadówki (jak się w ogóle ma dziecko szkolne) raz w miesiącu.
                                                  Serio wychodzi Ci 90%?"
                                                  forum.gazeta.pl/forum/w,15128,150166574,150211680,Re_Zyg_62_jestes_tu_nowa_.html
                                                  > Obowiązki codzienne i nie-codzienne są zarówno w tych ponaddzieciowych jak i ok
                                                  > ołodzieciowych, więc zwyczajnie się dziwię, skądżeś wytrzasnął te 90%...

                                                  Sprzątanie, "duże" zakupy można robić raz w tygodniu. Gotowanie obiadu także moze być na 2-3 dni (do odgrzania).
                                                  Dziecka do szkoły nie wyślesz raz na kilka dni. Ubrać, umyć itp też musisz codziennie.
                                                  Większość kobiet które zostały matkami nagle dziwi się jak dużo wolnego czasu miały kiedyś (gdy matkami nie były).

                                                  Nie wiem co starasz się udowodnić, ale słabo to Ci wychodzi.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 22.03.14, 00:22
                                                    > Serio nie pamiętasz co pisałaś 2 posty wyżej?

                                                    Serio nie zrozumiałeś? Wymieniłam Ci te okołodzieciowe czynności, które zajmują mało czasu. Nie pisałam, że tych zajmujących dużo czasu nie ma.

                                                    > Sprzątanie, "duże" zakupy można robić raz w tygodniu. Gotowanie obiadu także mo
                                                    > ze być na 2-3 dni (do odgrzania).
                                                    > Dziecka do szkoły nie wyślesz raz na kilka dni. Ubrać, umyć itp też musisz codz
                                                    > iennie.

                                                    Codzienne mycie garów zajmuje mi więcej czasu niż codzienne mycie dzieci (tylko nie zacznij mi ustawiać zmywarki w kuchni - nigdzie się nie zmieści...) A najwięcej czasu zajmuje mi chodzenie do roboty i współuczestniczenie w finansowym utrzymywaniu mojej rodziny.

                                                    > Większość kobiet które zostały matkami nagle dziwi się jak dużo wolnego czasu m
                                                    > iały kiedyś (gdy matkami nie były).

                                                    Ależ oczywiście, że miałam kiedyś więcej wolnego czasu, kiedy matką nie byłam. Kiedy byłam matką noworodka lub wczesnego niemowlaka, to mój czas wolny liczony był nawet w jednostkach ujemnych. Tylko niemowlak wyrósł z niemowlęctwa i wolnego czasu zaczęło mi przybywać. Nie prowadzę dzienniczka codziennych zajęć z rozliczeniem, ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że Twoje 90% jest z dupy wzięte...

                                                    > Nie wiem co starasz się udowodnić, ale słabo to Ci wychodzi.

                                                    A może Ty jesteś za mało lotny?
                                                  • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 22.03.14, 02:23
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    > > Nie wiem co starasz się udowodnić, ale słabo to Ci wychodzi.
                                                    >
                                                    > A może Ty jesteś za mało lotny?

                                                    Najwidoczniej.
                                                    Napisz zatem czy dzieci zabierają dużo czasu czy mało w porównaniu do obowiązków domowych i wtedy łatwiej to zrozumie.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 22.03.14, 10:34
                                                    > Napisz zatem czy dzieci zabierają dużo czasu czy mało w porównaniu do obowiązkó
                                                    > w domowych i wtedy łatwiej to zrozumie.

                                                    Dzieci powodują istotne zwiększenie liczby rzeczy do zrobienia, dopilnowania, pamiętania i zorganizowania w życiu pary. Ale żeby tak średnio o 900% to już nie sądzę. Innej liczby nie zaproponuję, bo nie chce mi się sprawdzać z zegarkiem w ręku, co dziś zrobię "dla dzieci", co "dla męża", co "dla domu", co "dla siebie" i jaki będzie rozkład procentowy tych czynności. Wątpię, czy w ogóle dałabym radę podzielić wszystko na takie rozdzielne kupki i wątpię, czy umiałabym to zmierzyć wagą i linijką.

                                                    Na marginesie dodam, że ja nie narzekam. Mam to, o czym pisze Zawle i co według jest tu ważne. Męża, który współuczestniczy w życiu dzieci (i dla którego zaskoczeniem nie było to, że zmieniają one życie na wszystkich frontach) i na którego mogę liczyć. Jak padam na ryj, albo mam doła i brak mi siły na udział w karmieniu, myciu, kładzeniu, zabawie, rozmawianiu, tłumaczeniu itp. to nie kopie mnie słowami "Jak to? Masz, co sama chciałaś" tylko się za to zwyczajnie bierze. I vice versa - ja zwyczajnie przejmuję wszystko, kiedy on ma nawał roboty, kontuzję albo zasnął złachany na kanapie. Jasne, mógłby jeszcze chować swoje ciuchy do szafy zamiast rozwalać je po całym domu, nie zostawiać pustych opakowań w lodówce, pamiętać żeby zabrać śmieci, jak już zapowiedział, że zabierze itp. Ale to akurat są pierdy.
                                                  • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 22.03.14, 11:43
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:
                                                    > Męża, który współuczestniczy w życiu dzieci (i dla którego zask
                                                    > oczeniem nie było to, że zmieniają one życie na wszystkich frontach) i na które
                                                    > go mogę liczyć.

                                                    Zyg, ja nie próbuje wmawiać Ci, że wszystkich facetów trzeba siłą zaganiać do posiadania dzieci.
                                                    Twój mąż pewnie chciał dziecka równie mocno jak Ty i to jest super. Niejako jedyna sytuacja która się sprawdza na dłuższą metę -gdy oboje tak samo mocno chcą dziecka. Wtedy nie ma właśnie wymiksowania się, spychologii itp.

                                                    Ja tylko chciałem zwrócić uwagę, że niestety jest także całkiem spora grupa osób które się rozmnażają mimo obojętności lub wręcz niechęci ze strony meża/partnera, który wolałby jeszcze poczekać. Wtedy zaś rodzą sie problemy o których wspominałem.
                                                  • zawle Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 22.03.14, 12:00
                                                    kutuzow napisał: gdy oboje tak samo mocno chcą
                                                    > dziecka. Wtedy nie ma właśnie wymiksowania się, spychologii itp.

                                                    Świat byłby uroczy i słitaśny gdyby Twoja założenia były prawdziwe. Miałam tak raz w życiu...miałam bardzo poparzoną twarz i dano mi morfinę. Było słodko;)
                                                  • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 22.03.14, 12:45
                                                    zawle napisała:
                                                    > Świat byłby uroczy i słitaśny gdyby Twoja założenia były prawdziwe. Miałam tak
                                                    > raz w życiu...miałam bardzo poparzoną twarz i dano mi morfinę. Było słodko;)

                                                    To może konkretnie: co jest nieprawdziwe?
                                                  • zawle Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 22.03.14, 12:53
                                                    kutuzow napisał: gdy oboje tak samo mocno chcą
                                                    > dziecka. Wtedy nie ma właśnie wymiksowania się, spychologii itp.

                                                    Świat byłby uroczy i słitaśny gdyby Twoja założenia były prawdziwe. Miałam tak raz w życiu...miałam bardzo poparzoną twarz i dano mi morfinę. Było słodko;)

                                                    kutuzow napisał:
                                                    > To może konkretnie: co jest nieprawdziwe?

                                                    Nieprawdziwe jest założenie że facet który chce tak samo dziecka jak kobieta nie będzie potem usiłował się z tego wymiksować, zastosować spychologię. No chyba że w twojej wypowiedzi jest ukryty pewien HAK, po jego urodzeniu zawsze może powiedzieć że on chciał MNIEJ.
                                                    Dla pewności podkreśliłam.
                                                  • kutuzow Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 22.03.14, 13:31
                                                    zawle napisała:
                                                    > Nieprawdziwe jest założenie że facet który chce tak samo dziecka jak kobieta ni
                                                    > e będzie potem usiłował się z tego wymiksować, zastosować spychologię. No chyba
                                                    > że w twojej wypowiedzi jest ukryty pewien HAK, po jego urodzeniu zawsze może p
                                                    > owiedzieć że on chciał MNIEJ.
                                                    > Dla pewności podkreśliłam.

                                                    Owszem jest mozliwy taki scenariusz, ale wg mnie mało realny. Z tego co obserwuje wśród znajomych, to w dwóch związkach w których to facet baaardzo chciał dziecka (żony chciały jeszcze poczekać), to oni własnie zachowują się niczym przysłowiowa "Matka Polka". Mają obsesję na punkcie dzieciaków i nie odstępują ich niczym kwoka.
                                                    Obstawiam że to pochodna poziomu hormonów.
                                                  • zawle Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 22.03.14, 22:24
                                                    kutuzow napisał: > Owszem jest mozliwy taki scenariusz, ale wg mnie mało realny. Z tego co obserwu
                                                    > je wśród znajomych, to w dwóch związkach w których to facet baaardzo chciał dzi
                                                    > ecka (żony chciały jeszcze poczekać), to oni własnie zachowują się niczym przys
                                                    > łowiowa "Matka Polka". Mają obsesję na punkcie dzieciaków i nie odstępują ich n
                                                    > iczym kwoka.
                                                    > Obstawiam że to pochodna poziomu hormonów.

                                                    Pochodna poziomu hormonów? Możesz uszczegółowić? Ja znam kilka par w których facet "autentycznie" chciał dziecko.Niestety nie wykazują żadnej obsesji...no może poza tym że ich dziecko w rączki parzy. Czy mogę wysnuć wniosek że Twój scenariusz jest możliwy, ale mało prawdopodobny? Nie, mylę się. Oni nie wykazują już, kiedyś wykazywali. Obsesję. Ich dziecko było najkochańsze, najpiękniejsze, najmądrzejsze. Było tak cudowne że tatuś nie mógł niczego odmówić, niczego wyegzekwować ( tylko durne baby widzą w tym miłość). Po rozwodach miłość została, tylko kontaktów nie ma żadnych.
                                              • zawle Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 22.03.14, 08:05
                                                kutuzow napisał: > Zyg --> skoro sprawy związane z dzieckiem zajmują tak mało czasu, to o co c
                                                > ały ten płacz tutaj że to takie ciężkie, że chłopy nie pomagają itp.
                                                > Może się zdecyduj, bo najpierw piszesz że tego jest jednak sporo (jak na jedną
                                                > osobę), po to tylko żeby potem odkręcić kota ogonem, że jednak to jest drobiazg
                                                > .
                                                > Konsekwencja godna Sabata.

                                                Bo chodzi o istnienie w życiu dziecka. I o to, żeby się potem potomek nie wyżalał na forach o braku seksu że mama była nadopiekuńcza, że nie ma męskiego wzorca, że ojciec jako osoba gdzieś zniknął. A dwa, jeśli ojca i tak się nie da zmusić do współuczestniczenia w wychowywaniu dziecka bo to nie był jego projekt/bo oszukał że się zgadza na ten projekt/bo mu się odpodobało/ bo ma ciekawsze sprawy, to żeby spróbował odciążyć kobietę która przejmuje bo musi jego działkę w pracy z dzieckiem, w innych dziedzinach. Zazwyczaj jednak jest tak, że ten co się miga od ojcostwa, miga się też od obowiązków domowych mówiąc nie umiem/tylko tak umiem/to nie jest ważne/jutro/po co/ później.

                                                I nawet nie zatyranie się chodzi, ale o te momenty gdy widać że baba jest u kresu i ta pomoc jest jej potrzebna. Większości kobiet wystarczy sama świadomość że MOGĄ NA KOGOŚ LICZYĆ.
                                                • urquhart zwariowane mamuśki i wymiksowujący sie faceci 22.03.14, 09:17
                                                  zawle napisała:
                                                  > Bo chodzi o istnienie w życiu dziecka. I o to, żeby się potem potomek nie wyżal
                                                  > ał na forach o braku seksu że mama była nadopiekuńcza, że nie ma męskiego wzorc
                                                  > a, że ojciec jako osoba gdzieś zniknął. A dwa, jeśli ojca i tak się nie da zmus
                                                  > ić do współuczestniczenia w wychowywaniu dziecka bo to nie był jego projekt/bo
                                                  > oszukał że się zgadza na ten projekt/bo mu się odpodobało/ bo ma ciekawsze spra
                                                  > wy, to żeby spróbował odciążyć kobietę która przejmuje bo musi jego działkę w p
                                                  > racy z dzieckiem, w innych dziedzinach. Zazwyczaj jednak jest tak, że ten co si
                                                  > ę miga od ojcostwa, miga się też od obowiązków domowych mówiąc nie umiem/tylko
                                                  > tak umiem/to nie jest ważne/jutro/po co/ później.

                                                  Bywa że chłopy są leniwe i nastawieni na wykorzystywanie innych. Fakt. Ale bywa też że nie da się skutecznie pomóc w porządkach osobie z nerwicą natręctw i podobnie babce nakręconej macierzyńskim instynktem (jedno i drugie napędza prolaktyna) bo nie ważny jest cel tylko liczy się sam fakt akcji i działania który redukuje wewnętrzny niepokój (jak Zyg pisała że miałą czas ujemny przy niemowlaku). Ponieważ liczy sie akcja, nie cel, jak jest czas zawsze podwyższy sie kryteria tak żeby go wypełnić co już pisał Kutuzow. W takiej sytuacji facet musi mieć cechy cierpietnika albo świętego żeby sie nie wymiksować.

                                                  Podobnie z zewnątrz nie jest tak łatwo jednoznacznie stwierdzić kiedy lenistwo i brak odpowiedzialności faceta jest powodem, a kiedy jak pisze Perel widzi ze swojego gabinetu że kobiety przestają kochać męża, przenoszą miłość na inny obiekt projekt dziecko czystą nieskalaną miłość i jedynie racjonalizują rozumowo że to mąż przestał ją kochać bo sie identycznie jak one nie angażuje i nie odczuwa identycznych uczuć wobec dziecka i jej "nie wspiera". I to jest wtedy normalna projekcja , mechanizm obronny.

                                                  Oczywiście można by teraz spierać się i dowodzić ile procentowo jest przyczyną jednego i drugiego przypadku, ale dość że jedni chcą widzieć tylko jedną wersje a drugie tylko tę drugą.
                                                  • zawle Re: zwariowane mamuśki i wymiksowujący sie faceci 22.03.14, 10:30
                                                    macierzynstwo-bez-lukru.blogspot.com/2014/03/ach-czym-ty-jestes-taka-zmeczona.html
                                                    Ach, czym ty jesteś taka zmęczona,
                                                    że może czasem marchew oskrobiesz?
                                                    Pseudoobiadu smętne znamiona
                                                    wstydem dla wszystkich normalnych kobiet.

                                                    Czymże ty jesteś taka zmachana?
                                                    To jedno dziecko, nie piątka dzieci.
                                                    Zrzędzenie hańbi, moja kochana,
                                                    potomstwu marnym przykładem świeci.

                                                    Taka wypruta! Widzicie państwo,
                                                    kurz przykrył książki, których nie czyta.
                                                    Brud i niechlujstwo. Czy to nie draństwo,
                                                    że do parkietu się kleją kopyta?

                                                    Czemu przy pracy przecierasz głazy,
                                                    i czemu za kierownicą drzemiesz?
                                                    Na usta cisną się złe wyrazy:
                                                    Leń! Sama chciałaś. Teraz nieś brzemię.

                                                    Czemu cierpliwość twoja tak marna,
                                                    jak twoje szaroziemiste lico?
                                                    Czemuś niechlujna? Czy nie ogarniasz?
                                                    Ogarnij, w końcu jesteś samicą.

                                                    Co to na płaszczu, czy to sierść kota?
                                                    Czy "prosto z kubła" to taka moda?
                                                    W pracy sromota, w domu miernota,
                                                    czy ci, dziewucho życia nie szkoda?

                                                    Co przeczytałaś? Co obejrzałaś?
                                                    Wieczorem serial i z nosa gile.
                                                    Przegrywasz, jeśli już nie przegrałaś,
                                                    cóż ci zabiera energii tyle?

                                                    No czym ty jesteś taka zmachana,
                                                    spojrzenie mętne, szare jak dym,
                                                    Czymże ty jesteś taka styrana,
                                                    czymże ty jesteś? No czym? No czym?
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: zwariowane mamuśki i wymiksowujący sie faceci 22.03.14, 10:53
                                                    zawle napisała:

                                                    > Ach, czym ty jesteś taka zmęczona,

                                                    Zabiłabym, jakbym usłyszała...
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: zwariowane mamuśki i wymiksowujący sie faceci 22.03.14, 10:49
                                                    > Bywa że chłopy są leniwe i nastawieni na wykorzystywanie innych. Fakt. Ale bywa
                                                    > też że nie da się skutecznie pomóc w porządkach osobie z nerwicą natręctw i po
                                                    > dobnie babce nakręconej macierzyńskim instynktem (jedno i drugie napędza prolak
                                                    > tyna) bo nie ważny jest cel tylko liczy się sam fakt akcji i działania który re
                                                    > dukuje wewnętrzny niepokój (jak Zyg pisała że miałą czas ujemny przy niemowlaku
                                                    > ).

                                                    Źle zrozumiałeś. Ta ujemność znaczyła, że czasu wolnego nie miałam wcale, a do tego, żeby ogarnąć noworodka potrzebowałam sięgać do rezerw czasowych przeznaczonych na sen, jedzenie, czesanie się itp. A pomoc mojego męża była jak najbardziej skuteczna i polegała między innymi na podawaniu malucha do nocnego karmienia i odkładaniu go z powrotem do łóżeczka. Od mojej świeżo matczynej, napędzanej prolaktyną obawy o to, że moje dziecko może bezszelestnie umrzeć w nocy, też mnie skutecznie uwolnił - organizując monitor oddechu.
                                                  • urquhart Re: zwariowane mamuśki i wymiksowujący sie faceci 22.03.14, 11:10
                                                    Ależ rozumiem. Wytlumacz teraz sytuację że to kolejne dzecko i musisz sięgnąć rezerw nie tylko meza i swoich ale przede wszystkim pozostałych dzieci.
                                                  • zawle Re: zwariowane mamuśki i wymiksowujący sie faceci 22.03.14, 11:24
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Ależ rozumiem. Wytlumacz teraz sytuację że to kolejne dzecko i musisz sięgnąć r
                                                    > ezerw nie tylko meza i swoich ale przede wszystkim pozostałych dzieci.

                                                    Świat męski jest tak mało skomplikowany. Gdy pojawia się dziecko, traci mąż. Gdy pojawia się drugie, tracą wszyscy. Podobnie jest z miłością? Pojawienie się dziecka uszczupla miłość żoniną, drugie okrada z niej wszystkich? Nie ma takiej opcji że zmienia się układ, ale i czasu i miłości starczy dla wszystkich o ile jedno z nich nie jest upośledzone umysłowo lub społecznie?
                                                  • kutuzow Re: zwariowane mamuśki i wymiksowujący sie faceci 22.03.14, 11:36
                                                    zawle napisała:
                                                    > Świat męski jest tak mało skomplikowany.

                                                    Widzisz bo jest oparty na logice i analizie, a nie na emocjach.

                                                    > Gdy pojawia się dziecko, traci mąż.
                                                    Owszem w pewnym stopniu coś traci. Wiele badań pokazuje że okres po pojawieniu się dziecka jest okresem największego spadku satysfakcji ze związku. Przyznasz chyba że para nie ma tyle czasu co wcześniej na cieszenie się sobą, wspólne wieczory, seks itp.

                                                    > Podobnie jest z miłością? Pojawienie się d
                                                    > ziecka uszczupla miłość żoniną,

                                                    Nawet jeśli to była próba wyśmiania tego, to zaskoczę Cię, bo w wielu przypadkach tak się właśnie dzieje. Nie widziałaś nigdy na FB lub NK (czy nawet na forum w sygnaturce) tych wszystkich tekstów młodych matek: "mój największy skarb", "cel mojego życia" ?

                                                  • zawle Re: zwariowane mamuśki i wymiksowujący sie faceci 22.03.14, 11:58
                                                    kutuzow napisał: > Widzisz bo jest oparty na logice i analizie, a nie na emocjach.

                                                    Analiza musi być oparta na prawdziwych założeniach, tylko wtedy jest coś warta. A zakładanie że miłość i czas to ograniczony termin jest błędem. Co do miłości możesz mieć jakieś watpliwości, co do czasu to już raczej jako facet nie?

                                                    > Owszem w pewnym stopniu coś traci. Wiele badań pokazuje że okres po pojawieniu
                                                    > się dziecka jest okresem największego spadku satysfakcji ze związku. Przyznasz
                                                    > chyba że para nie ma tyle czasu co wcześniej na cieszenie się sobą, wspólne wie
                                                    > czory, seks itp.

                                                    A czemu tak się dzieje? Może brak elastyczności czy też patrzenia w przyszłość? Może powoduje to niemożność zrozumienia że przy dziecku można być razem? Bo ono nie musi zabierać, a może współtworzyć? Albo założenie że w związku zawsze musi być dobrze, żeby było dobrze? A wspólne przezwyciężanie trudności? Wspieranie się, wzajemne sprawdzanie w sytuacjach trudnych? Świat zabawek i spełnianych życzeń kończy się w dzieciństwie. Dorosłe i odpowiedzialne życie też może cieszyć i rozwijać. Polecam
                                                  • rekreativa Re: zwariowane mamuśki i wymiksowujący sie faceci 22.03.14, 12:02
                                                    " Nie widziałaś nigdy na FB lub NK (czy nawet na forum
                                                    > w sygnaturce) tych wszystkich tekstów młodych matek: "mój największy skarb", "
                                                    > cel mojego życia" ?"

                                                    A co w tym dziwnego?
                                                    Przeciez ciagle się słyszy, że dzieci to największy skarb i najlepsze, co można zrobić dla ludzkości, to człowiek w końcu sam w to wierzy ;)
                                                    Zresztą, nie widziałam nigdy na oczy, żeby facet podpisał zdjęcie partnerki czy żony jako "mój największy skarb".
                                                    Widziałam motocykl z podpisem "miłość mego życia"... także wiesz...
                                                  • urquhart Re: zwariowane mamuśki i wymiksowujący sie faceci 22.03.14, 12:22
                                                    Bardzo często widzę u kolegów zdjęcie slubnej czy narzeczonej na telefonie fb , tapecie czy czasem wygaszaczu. Czasem slubnej z dzecmi. U babek młodych mezatek pobobnie zdarza się zdjęcie faceta ale krótko szybko zastępuje je zdjęcie dziecka. Samego.
                                                    To żadne odkrycie.
                                                    Czujesz różnice?
                                                  • zawle Re: zwariowane mamuśki i wymiksowujący sie faceci 22.03.14, 12:59
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Bardzo często widzę u kolegów zdjęcie slubnej czy narzeczonej na telefonie fb
                                                    > , tapecie czy czasem wygaszaczu. Czasem slubnej z dzecmi. U babek młodych mezat
                                                    > ek pobobnie zdarza się zdjęcie faceta ale krótko szybko zastępuje je zdjęcie dz
                                                    > iecka. Samego.
                                                    > To żadne odkrycie.
                                                    > Czujesz różnice?

                                                    To wymuszone jest. Nie kochasz mnie? Wstydzisz się mnie? A gdy w życiu kobiety pojawiają się dzieci, schodzi z faceta i dlatego nie wymusza już umieszczania tam zdjęć potomków. Macie wtedy labę;) Ja nigdy z własnej woli nie umieściłabym zdjęcia nikogo bliskiego na tapecie. To dziwne. Raz miałam w telefonie zdjęcie mojego ówczesnego faceta z wyjątkowo zadowoloną miną po udanym bzykaniu. Dumny facet...mocna rzecz: ))) Ale tylko moja.
                                                  • rekreativa Re: zwariowane mamuśki i wymiksowujący sie faceci 22.03.14, 15:51
                                                    Pytanie tylko, czy ta ślubna z dziećmi na ekranie komórki to z zachwytu nad ślubną i potomstwem, czy dlatego, że tak wypada. (bo tak się utarło, że osoba sparowana i dzieciata ma mieć przy sobie obowiązkowo foty rodzinne - dawniej noszone w portfelu, portmonetce, a dziś w telefonach)
                                                    Ja mam w telefonie fotkę jakiegoś fajnego modela.
                                                    A mój mąż jakiś stary model porsche ;)

                                                    Co do różnicy w ważności potomstwa w życiu jednostki, to owszem, z własnych obserwacji i z tego, co w Internetach wyczytuję dzieci są ważniejsze dla matek niż ojców (ważniejsze w sensie priorytetów - na pierwszym absolutnie miejscu).
                                                    Ale to już chyba jest pokłosie natury - ciąży, porodu, tego wszystkiego, czego wyłącznie kobieta doświadcza, a co natura po to zmajstrowała, żeby przywiązać matkę do dziecka i dać mu tym samym szansę przeżycia.
                                                    To nie jest, urqu, obłuda żadna, ani robienie na złość facetom. Podobnie jak nie jest robieniem na złość kobietom to, że facet odczuwa pożądanie i chciałby się bzykać.
                                                  • urquhart Świat męski jest tak mało skomplikowany??? 22.03.14, 13:06
                                                    zawle napisała:
                                                    > Świat męski jest tak mało skomplikowany. Gdy pojawia się dziecko, traci mąż. Gd
                                                    > y pojawia się drugie, tracą wszyscy. Podobnie jest z miłością? Pojawienie się d
                                                    > ziecka uszczupla miłość żoniną, drugie okrada z niej wszystkich?

                                                    A babski świat nie jest mało skomplikowany ?
                                                    Proszę przykład z brzegu z równoległego forum.
                                                    Mąż mówi że nie da rady finansowo czasowo i emocjonalnie na trzecie, związek się sypie a ja chcę przeżyć jeszcze raz uczucie posiadania niemowlaka i chcę kolejnego dziecka i już!
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,898,149776846,149776846,maz_kategorycznie_nie_chce_3_dziecka_a_ja_cierpie.html
                                                  • mabelle2000 Re: Świat męski jest tak mało skomplikowany??? 22.03.14, 13:23
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Mąż mówi że nie da rady finansowo czasowo i emocjonalnie na trzecie, związek si
                                                    > ę sypie a ja chcę przeżyć jeszcze raz uczucie posiadania niemowlaka i chcę kole
                                                    > jnego dziecka i już!
                                                    > rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,898,149776846,149776846,maz_kategorycznie_nie_chce_3_dziecka_a_ja_cierpie.html

                                                    Kazdy widzi to co chce, w tym samym watku matka czworki (sic!) dzieci pisze :
                                                    " Bo wyszłam za mąż żeby przejść przez życie z jednym człowiekiem, którego kocham nad życie, bardziej niż moje dzieci. Dzieci pójdą własną drogą i fajnie byłoby mieć jeszcze czas dać mężowi z siebie tyle samo, co dzieciakom... "
                                                  • kutuzow Re: Świat męski jest tak mało skomplikowany??? 22.03.14, 13:36
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Kazdy widzi to co chce, w tym samym watku matka czworki (sic!) dzieci pisze :
                                                    > " Bo wyszłam za mąż żeby przejść przez życie z jednym człowiekiem, którego koch
                                                    > am nad życie, bardziej niż moje dzieci. Dzieci pójdą własną drogą i fajnie było
                                                    > by mieć jeszcze czas dać mężowi z siebie tyle samo, co dzieciakom... "

                                                    Po pierwsze jasne, że na świecie nie tylko złe związki istnieją. Obstawiam jednak że jest ich znacznie więcej niż tych dobrych/udanych.

                                                    Po drugie, patrząc tak na ten cyctat:
                                                    "...Dzieci pójdą własną drogą i fajnie było
                                                    > by mieć jeszcze czas dać mężowi z siebie tyle samo, co dzieciakom.."

                                                    to mi się przypomniał dowcip
                                                    "Panie doktorze, od czasu porodu żona zajmuje się tylko dzieckiem, mówi że opieka nad nim jest najważniejsza. Nie mamy zupełnie czasu dla siebie, jak Pan sądzi kiedy ta faza się skonczy?
                                                    Lekarz: Jak tylko dzieciak skończy studia i wyprowadzi się z domu."

                                                  • zyg_zyg_zyg Re: zwariowane mamuśki i wymiksowujący sie faceci 22.03.14, 12:38
                                                    > Ależ rozumiem. Wytlumacz teraz sytuację że to kolejne dzecko i musisz sięgnąć r
                                                    > ezerw nie tylko meza i swoich ale przede wszystkim pozostałych dzieci.

                                                    Teraz ja nie rozumiem... Co mam wytłumaczyć?
                                                  • hello-kitty2 Re: zwariowane mamuśki i wymiksowujący sie faceci 22.03.14, 11:52
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    > Źle zrozumiałeś. Ta ujemność znaczyła, że czasu wolnego nie miałam wcale, a do
                                                    > tego, żeby ogarnąć noworodka potrzebowałam sięgać do rezerw czasowych przeznacz
                                                    > onych na sen, jedzenie, czesanie się itp. A pomoc mojego męża była jak najbard
                                                    > ziej skuteczna i polegała między innymi na podawaniu malucha do nocnego karmien
                                                    > ia i odkładaniu go z powrotem do łóżeczka. Od mojej świeżo matczynej, napędzane
                                                    > j prolaktyną obawy o to, że moje dziecko może bezszelestnie umrzeć w nocy, też
                                                    > mnie skutecznie uwolnił - organizując monitor oddechu.

                                                    Monitor oddechu? Az wygooglowalam. Sluchaj, a nie lepiej nauczyc sie przygotowac na smierc bliskiego czlonka rodziny zamiast obsesyjnie sie tego bac? Moze mnie jest latwiej z uwagi na wiare w Boga. Nie do konca lapie to o czym piszesz ale wyglada na jakies 'issue'. Z drugiej strony kazdy jakies schizy ma wiec skoro meza Twoje nie przerazaja to chyba jest dobrze u Was w zwiazku i jest sie z czego cieszyc.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: zwariowane mamuśki i wymiksowujący sie faceci 22.03.14, 12:16
                                                    > Sluchaj, a nie lepiej nauczyc sie przygotowa
                                                    > c na smierc bliskiego czlonka rodziny zamiast obsesyjnie sie tego bac?

                                                    Nie, zdecydowanie lepiej kupić monitor oddechu :-) To załatwiło moje obawy szybko i w stu procentach. Przygotowanie się na śmierć zdrowego dzieciaka, który właśnie pojawił się na świecie, chyba w ogóle przekracza moje możliwości.

                                                    > Z drugiej strony kazdy jakies schizy ma wiec skoro
                                                    > meza Twoje nie przerazaja to chyba jest dobrze u Was w zwiazku i jest sie z cz
                                                    > ego cieszyc.

                                                    Ja nie mam specjalnych schiz. Przy pierwszym dziecku, na początku bałam się śmierci łóżeczkowej (statystyki mnie nie uspokajały), ale nie zadręczałam tym mojego męża. Po prostu budziłam się wiele razy w nocy (albo w ogóle trwałam w półśnie), żeby sprawdzić, czy dziecię oddycha.
                                                  • hello-kitty2 Re: zwariowane mamuśki i wymiksowujący sie faceci 22.03.14, 12:42
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    > Nie, zdecydowanie lepiej kupić monitor oddechu :-)

                                                    Wierze Ci ;) Ja Cie w ogole bardzo lubie i jestes dla mnie czlowiekiem czynu, czlowiekiem wyjasnienia i czlowiekiem rozwiazania, w ogole proaktywnosci i dobrego nastawienia.
                                    • zawle Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 21.03.14, 17:13
                                      hehe...racja. Chce samochodu, ogrania nadgodziny. Tak jest. Jest tylko jeden malutki błąd. Dotyczący tych pragnień. Nie jestem pewna czy większość kobiet chce dziecka, sprzątania, gotowania i innych rzekomo przynoszących im przyjemność obowiązków? Jako kobieta samotna mówię stanowcze nie. Sprzątam gdy się nabrudzi. Jest o tyle czyściej że nie mam pana który uważa że skarpetki same pójdą do kosza z grudami a deska sedesowa zmywa się sama, jak to na reklamach pokazują- wystarczy psiknąć i spłukać ( hehe). Gotuję jak mam chęć- gdy mieszkał ze mną facet pytał w progu "a co dzisiaj na obiad?" Wiem..to moja wina- rozpuściłam skurczybyka.
                                      Problem polega na tym że kobiety robią dla wspólnego dobra- żarcie, pranie, sprzątanie, rachunki, dzieci ( tak, dzieci sa naszym wspólnym dobrem, naszą inwestycją na starość). Ja osobiście wolałabym kupić sobie buty, iść do spa, na film czy dobre jedzonko do knajpy. Przepis na szczęście według mojej 30 letniej koleżanki- mężatki- mamy 2 latka? Bezdzietność, brak męża i wygrana w totka.
                                      Więc może czas rozwiać te mity.....że my to robimy dla siebie.
                                      • kutuzow Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 21.03.14, 17:28
                                        zawle napisała:
                                        > Jako kobieta samotna mówię stanowcze nie.

                                        Samotna teraz, zobacz że jednak wcześniej zdecydowałaś się zarówno na męża jak i na dzieci.
                                        Wiesz to trochę takie "Murzyn swoje zrobił, Murzyn może odejść".


                                        > Problem polega na tym że kobiety robią dla wspólnego dobra-

                                        > Więc może czas rozwiać te mity.....że my to robimy dla siebie.

                                        Sorry, ale jakie "wspólne dobro" masz na myśli?
                                        Przecież mogłaś od początku żyć samotnie, tak jak piszesz że żyjesz teraz. Nie mieć dzieci i nie byłoby "wspólnego" dobra. Zobacz że jednak się zdecydowałaś na związek jako element który (w domyśle) prowadzi do założenia rodziny.
                                        • zawle Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 21.03.14, 20:13
                                          kutuzow napisał: > Samotna teraz, zobacz że jednak wcześniej zdecydowałaś się zarówno na męża jak
                                          > i na dzieci.
                                          > Wiesz to trochę takie "Murzyn swoje zrobił, Murzyn może odejść".

                                          Nie wiem czy to wino, czy wiosna...rozkleiłam się. Podwójnie. Raz że murzyn został bez właściciela, dwa że widzę wasze pogubienie i cierpię z wami. Nagle okazało się że nie tylko te są be co chcą z ojcem dzieci wychowywać ale i te co pozwalają mu odejść. Ja protestuję tylko żeby Murzynów nie traktować jako niezdecydowane, głupie i wiecznie niezadowolone z własnych wyborów istoty;)

                                          > Sorry, ale jakie "wspólne dobro" masz na myśli?
                                          > Przecież mogłaś od początku żyć samotnie, tak jak piszesz że żyjesz teraz. Nie
                                          > mieć dzieci i nie byłoby "wspólnego" dobra. Zobacz że jednak się zdecydowałaś n
                                          > a związek jako element który (w domyśle) prowadzi do założenia rodziny.

                                          Wspólne dobro to wspólne zabezpieczenie podstawowych potrzeb człowieka w ogóle jak i człowieka w związku.
                                          pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb
                                          Może mam wygórowane wymagania, ale uważam że w związku powinniśmy je realizować wspólnie oraz o siebie nawzajem. Więc jeśli mój facet udaje/ lub nie widzi że padam na ryj ze zmęczenia, że potrzeba mi pomocy, wsparcia, zrozumienia, czułości i tych innych bzdetów to nacomion? To ja wolę wiedzieć że mogę liczyć tylko na siebie i nie musieć przeżywać rozczarowania za każdym razem gdy udaje/lub nie widzi/nie chce mi się/nie czuje potrzeby.

                                          • kutuzow Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 22.03.14, 11:31
                                            zawle napisała:
                                            > ....Nagle okaz
                                            > ało się że nie tylko te są be co chcą z ojcem dzieci wychowywać ale i te co poz
                                            > walają mu odejść.

                                            Zawle, nie mam nic przeciw rozstaniom/rozwodom. Widzę tylko hipokryzje, gdy kobieta która założyła rodzinę, odchowała dzieci, czyli osiągnęła cele które są duuużo trudniejsze do osiągnięcia gdy jest się w pojedynkę, nagle po latach zaczyna pieśń pochwalną życia w samotności.
                                            Dlatego przypomniałem powiedzenie o Murzynie co to swoje zrobił.

                                            Na początku facet jest mile widziany bo zapewnia wsparcie i lepszy poziom życia rodziny, później gdy dziecko odchowane, cel osiągnięty, to nagle zaczyna "zawadzać". Zaczyna się pochwała samotności. Dla mnie to hipokryzja i tyle.


                                            > Wspólne dobro to wspólne zabezpieczenie podstawowych potrzeb człowieka w ogóle
                                            > jak i człowieka w związku.

                                            Widzisz, Ty (i wiele kobiet) wychodzisz z założenia niejako "z automatu", że wspólne dobro obejmuje także posiadanie dzieci. Są one niejako celem wchodzenia w związek.
                                            Ja patrze na to z zupełnie innej strony i dla mnie nie jest to takie oczywiste.
                                            Gdy się jest w związku bez dzieci jest duuużo wolnego czasu i raczej nie ma "padania na ryj" itp. Chyba że się samemu narzuci takie standardy, ale to inna historia.
                                            • zawle Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 22.03.14, 11:51
                                              kutuzow napisał: Widzę tylko hipokryzje, gdy kob
                                              > ieta która założyła rodzinę, odchowała dzieci, czyli osiągnęła cele które są du
                                              > uużo trudniejsze do osiągnięcia gdy jest się w pojedynkę, nagle po latach zaczy
                                              > na pieśń pochwalną życia w samotności.

                                              łoł..to nam się nowy wieszcz objawił. Bo ja za cholery ani hipokryzji ani pochwały samotności nie widzę.

                                              > Widzisz, Ty (i wiele kobiet) wychodzisz z założenia niejako "z automatu", że ws
                                              > pólne dobro obejmuje także posiadanie dzieci. Są one niejako celem wchodzenia w
                                              > związek.

                                              Bardzo się mylisz..po raz kolejny zakładając że celem kobiety jest posiadanie dzieci. Moim nie było nigdy. Ale gdy się pojawiły, to jako człowiek, istota emocjaonalna, obywatel, wychowuję je.

                                              Cele wchodzenia w związek? Dla mnie jest tylko jeden. Im jestem starsza tym wyraźniej to widzę. Tylko miłość usprawiedliwia bycie w związku.
                                              • kutuzow Co forumowiczki PISAŁY o dzieciach 22.03.14, 13:27
                                                zawle napisała:
                                                > łoł..to nam się nowy wieszcz objawił. Bo ja za cholery ani hipokryzji ani pochw
                                                > ały samotności nie widzę.

                                                Chyba mi nie powiesz że to co pisałaś 3 posty wyżej to pochwała bycia w związku:

                                                "Nie jestem pewna czy większość kobiet chce dziecka, sprzątania, gotowania i innych rzekomo przynoszących im przyjemność obowiązków? Jako kobieta samotna mówię stanowcze nie. Sprzątam gdy się nabrudzi. Jest o tyle czyściej że nie mam pana który uważa że skarpetki same pójdą do kosza z grudami a deska sedesowa zmywa się sama, jak to na reklamach pokazują- wystarczy psiknąć i spłukać ( hehe). Gotuję jak mam chęć- gdy mieszkał ze mną facet pytał w progu "a co dzisiaj na obiad?" Wiem..to moja wina- rozpuściłam skurczybyka. "


                                                > Bardzo się mylisz..po raz kolejny zakładając że celem kobiety jest posiadanie d
                                                > zieci. Moim nie było nigdy.

                                                Zawle, rozumiem, że Ty zapominasz co pisałaś 3 posty wcześniej, ale ja pamiętam dyskusje w których uczestniczyłem kilka miesięcy temu. Pozwól więc że Ci zacytuje co ciekawsze stwierdzenia w kwestii tej czy posiadanie dziecka jest celem dla kobiety.

                                                Kag:

                                                kag73 napisała:

                                                > Jestem przekonana, ze facet, ktory kocha i zalezy mu na kobiecie, nie bedzie si
                                                > e lumpil i zrobi jej dzieciaka...jezeli nie, to znaczy, ze mu wystarczajaco nie
                                                > zalezy i nie kocha albo bezdzietnosc jest dla niego wazniejsza niz ta kobieta.
                                                > Wtedy moze szukac takiej co dziecka nie chce.
                                                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,144930186,144954631,Re_Swoboda_seksualna.html
                                                Triss:

                                                triss_merigold6 napisała:
                                                "Dać mu deadline, a potem odstawić tabletki. On może sobie pozwolić na to, żeby marnować Twój czas, jemu zegar biologiczny nie tyka."
                                                forum.gazeta.pl/forum/w,1182,133671776,133718374,Re_Kiedy_czas_na_dziecko_.html

                                                Powiem cynicznie: na Twoim miejscu przestałabym oczekiwać i domagać się konkretnych deklaracji, odstawiła tabsy po cichutku i starała dojeżdżać pana co drugi dzień.
                                                Jeśli będziesz czekała, to zostaniesz samotną rozgoryczoną kobietą bez dziecka i bez kolejnej szansy na dziecko w nowym związku, bo nie zdążysz zwyczajnie. Z tego co widzę po samotnych pannach przed 40-tką, to tym, które chciały/chcą mieć dzieci, brak dzieci doskwiera bardziej niż brak faceta.
                                                Powiedz sobie otwarcie (sobie! nie panu) TAK, JESTEM ZDESPEROWANA, a cel uświęca środki. To nic złego, samo życie. Facet wiedział, że chcesz dzieci i nie masz czasu.

                                                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,144791402,144794569,Powiem_cynicznie.html
                                                bgz0702:

                                                "...wypełnić biologiczną role ;)) ale to jest tak chyba w większości przypadków, to siła silniejsza od nas, spełnić instynktowną, przemożną potrzebę BYCIA MATKĄ ;)) Nawet chyba za cenę siłowych ultimatum i samotności jeśli partner odejdzie. A jak odejdzie to niech idzie w pi..u, łaski bez, za wszelka cenę go trzymać nikt nie będzie"

                                                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,144791402,144795854,Re_Powiem_cynicznie.html

                                                i na koniec to CO SAMA PISAŁAŚ o tym iż na kobiecie ciąży presja:

                                                "...Nie może więc odłożyć sobie posiadania dzieci na dogodny moment. Musi spełnić swój obowiązek i urodzić. Bo dziadkowie naciskają i mąż ma dość słuchania że jest słabym majstrem i dzieciaka zrobić nie umie( w nawiasie ...pewnie jej nie dogadza)."

                                                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,144701333,144758330,Re_bajki_cioci_zawle.html
                                                • zawle Re: Co forumowiczki PISAŁY o dzieciach 22.03.14, 14:49
                                                  kutuzow napisał:

                                                  > zawle napisała:
                                                  > > łoł..to nam się nowy wieszcz objawił. Bo ja za cholery ani hipokryzji ani
                                                  > pochw
                                                  > > ały samotności nie widzę.
                                                  >
                                                  > Chyba mi nie powiesz że to co pisałaś 3 posty wyżej to pochwała bycia w związku
                                                  > :
                                                  >
                                                  > "Nie jestem pewna czy większość kobiet chce dziecka, sprzątania, gotowania i in
                                                  > nych rzekomo przynoszących im przyjemność obowiązków? Jako kobieta samotna mówi
                                                  > ę stanowcze nie. Sprzątam gdy się nabrudzi. Jest o tyle czyściej że nie mam pan
                                                  > a który uważa że skarpetki same pójdą do kosza z grudami a deska sedesowa zmywa
                                                  > się sama, jak to na reklamach pokazują- wystarczy psiknąć i spłukać ( hehe). G
                                                  > otuję jak mam chęć- gdy mieszkał ze mną facet pytał w progu "a co dzisiaj na ob
                                                  > iad?" Wiem..to moja wina- rozpuściłam skurczybyka. "

                                                  Nie ja zapomniałam, tylko dla Ciebie wszystko jest kontrargumentem do poprzedniej tezy. Wykaż że jedno i drugie się wyklucza. Wtedy będę wiedzieć dom czego się odnosić.
                                                • zawle Re: Co forumowiczki PISAŁY o dzieciach 22.03.14, 14:54
                                                  kutuzow napisał:
                                                  i na koniec to CO SAMA PISAŁAŚ o tym iż na kobiecie ciąży presja:

                                                  "...Nie może więc odłożyć sobie posiadania dzieci na dogodny moment. Musi spełnić swój obowiązek i urodzić. Bo dziadkowie naciskają i mąż ma dość słuchania że jest słabym majstrem i dzieciaka zrobić nie umie( w nawiasie ...pewnie jej nie dogadza)."a

                                                  PRESJA.......!!!!!!
                                                • bgz0702 Re: Co forumowiczki PISAŁY o dzieciach 22.03.14, 20:40
                                                  kutuzow napisał:

                                                  > bgz0702:
                                                  >
                                                  > "...wypełnić biologiczną role ;)) ale to jest tak chyba w większości przypadków
                                                  > , to siła silniejsza od nas, spełnić instynktowną, przemożną potrzebę BYCIA MAT
                                                  > KĄ ;)) Nawet chyba za cenę siłowych ultimatum i samotności jeśli partner odejdz
                                                  > ie. A jak odejdzie to niech idzie w pi..u, łaski bez, za wszelka cenę go trzyma
                                                  > ć nikt nie będzie"
                                                  >
                                                  czytam i widzę tekst o "siłowym ultimatum", nie wiem teraz co miałam na myśli wtedy bo to nie do końca w zgodzie z moim światopoglądem, nie lubię "siły bez rozumu", więcej zawsze wskóram tym drugim i pewnie bym rozegrała to używając sprytu a nie siły. A co do "niech idzie w pi..zdu" to ja swobodnie nadal to powtarzam, jestem zwolennikiem takich rozwiązań: jak komuś coś nie pasuje to niech idzie, poważnie, trzeba próbować sie dogadać ale jak sie nie da to ja autentycznie zgadzam się na "pójście w miasto" ale po wcześniejszym ustaleniu ze mamy jakieś wspólne zasady dotyczące wzajemnych relacji i wspólny cel jak wychowanie naszych fajowych potomków
                                                  • marek.zak1 gdybym nie miał dzieci... 22.03.14, 21:55
                                                    Gdybym nie mial moich dzieci mój portfel byłby baardzo pełny ale moje serce puste.
                                                    To nie moje, ale bardzo dla mnie prawdziwe.
                                            • bgz0702 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 22.03.14, 20:26
                                              kutuzow napisał:
                                              > Zawle, nie mam nic przeciw rozstaniom/rozwodom. Widzę tylko hipokryzje, gdy kob
                                              > ieta która założyła rodzinę, odchowała dzieci, czyli osiągnęła cele które są du
                                              > uużo trudniejsze do osiągnięcia gdy jest się w pojedynkę, nagle po latach zaczy
                                              > na pieśń pochwalną życia w samotności.
                                              > Dlatego przypomniałem powiedzenie o Murzynie co to swoje zrobił.
                                              > Na początku facet jest mile widziany bo zapewnia wsparcie i lepszy poziom życia
                                              > rodziny, później gdy dziecko odchowane, cel osiągnięty, to nagle zaczyna "zawa
                                              > dzać". Zaczyna się pochwała samotności. Dla mnie to hipokryzja i tyle.
                                              >
                                              no to trochę durne Kutuzow. Wybacz mi, bardzo cie przepraszam ale to trochę durne co piszesz. To jakby rozmowa o tym, ze laski z góry mają jeden założony cel wchodząc w relację z facetem. Ta przyszłą rodzina to rzecz jasna moze być załozenie w domyśle, jeśli zwiazek będzie udany a facet ma zadatki na dobrego ojca to nic w tym nie widzę dziwnego, mężczyźni też wybierają sobie matki dla swoich dzieci. Mamy tutaj przeciez Marka, Loppego czy Potwora, którzy są zadowoleni ze swojej roli bycia ojcem i chyba też mieli taki cel w domyśle wchodząc w związek ze swoją kobietą. To nic złego ale nie priorytet z pierwszym z brzegu facetem, przynajmniej dla mnie a myśle ze i dla wielu innych.

                                              > Widzisz, Ty (i wiele kobiet) wychodzisz z założenia niejako "z automatu", że ws
                                              > pólne dobro obejmuje także posiadanie dzieci. Są one niejako celem wchodzenia w
                                              > związek.

                                              to jakaś bzdura, gdyby tak bylo to ja np miałabym już dzieci bardzo odchowane ale wcześniej miałam inne sprawy do załatwienia

                                              > Gdy się jest w związku bez dzieci jest duuużo wolnego czasu i raczej nie ma "pa
                                              > dania na ryj" itp. Chyba że się samemu narzuci takie standardy, ale to inna his
                                              > toria.

                                              wiem, pierwsze dziecko urodziłam w wieku 28lat, a od 7 lat już mieszkałam z tym samym gościem i czas był tylko dla mnie i niego, nawet myślałam juz że nigdy nie będę miała dzieci bo było tak fajnie, miło i "beztrosko" ale zachciłao mi sie zeby było miło inaczej, wiec dziś mam dwoje.
                                              Masz swoje prawdy i sie ich trzymaj jeśli ci dobrze, tego nikt ci nie broni i nikt nie odbierze. Ja mam własne i też im nie jesteś w stanie zaszkodzić i chyba nie chcesz, prawdą?;)
                                              • kutuzow Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 00:11
                                                bgz0702 napisała:
                                                > no to trochę durne Kutuzow. Wybacz mi, bardzo cie przepraszam ale to trochę dur
                                                > ne co piszesz. To jakby rozmowa o tym, ze laski z góry mają jeden założony cel
                                                > wchodząc w relację z facetem. Ta przyszłą rodzina to rzecz jasna moze być załoz
                                                > enie w domyśle, jeśli zwiazek będzie udany a facet ma zadatki na dobrego ojca t
                                                > o nic w tym nie widzę dziwnego,

                                                W pierwszym zdaniu napisałaś że to durne co piszę, żeby zaraz w kolejnym napisac że zasadniczo nic dziwnego w tym nie ma.
                                                Przeczytaj uważnie cytaty z Kag lub Triss które tu wrzuciłem i zobacz czy aby na pewno to takie durne co piszę.


                                                > to jakaś bzdura, gdyby tak bylo to ja np miałabym już dzieci bardzo odchowane a
                                                > le wcześniej miałam inne sprawy do załatwienia

                                                Nie rozumiesz.
                                                Nie chodzi o to że ma być "już tu i teraz" na poczatku. Chodzi o to że związek BEZ DZIECI jest dla wielu kobiet nie do wyobrażenia. 10-20-30 lat TYLKO z ukochanym.

                                                > wiem, pierwsze dziecko urodziłam w wieku 28lat, a od 7 lat już mieszkałam z tym
                                                > samym gościem i czas był tylko dla mnie i niego, nawet myślałam juz że nigdy n
                                                > ie będę miała dzieci bo było tak fajnie, miło i "beztrosko" ale zachciłao mi si
                                                > e zeby było miło inaczej, wiec dziś mam dwoje.
                                                > Masz swoje prawdy i sie ich trzymaj jeśli ci dobrze, tego nikt ci nie broni i n
                                                > ikt nie odbierze. Ja mam własne i też im nie jesteś w stanie zaszkodzić i chyba
                                                > nie chcesz, prawdą?;)

                                                Niby czym moje prawdy (to co pisałem wcześniej) rożni się od tego co Ty napisałaś?
                                                Nie zgodzisz się z tym, że gdy nie ma dziecka jest więcej czasu?
                                                Przecież ja nie neguje tego że można chcieć mieć dzieci. Jest do dość powszechne. Wytykam tylko palcami fakt że czasami jest to DOMINUJĄCA chęć. Dla której można poświęcić fajny związek (porada Triss o "wpadce").

                                                • bgz0702 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 08:22
                                                  kutuzow napisał:

                                                  > bgz0702 napisała:
                                                  > > no to trochę durne Kutuzow. Wybacz mi, bardzo cie przepraszam ale to troc
                                                  > hę durne co piszesz. To jakby rozmowa o tym, ze laski z góry mają jeden założon
                                                  > y cel wchodząc w relację z facetem. Ta przyszłą rodzina to rzecz jasna moze być
                                                  > załozenie w domyśle, jeśli zwiazek będzie udany a facet ma zadatki na dobrego
                                                  > ojca to nic w tym nie widzę dziwnego,
                                                  >
                                                  > W pierwszym zdaniu napisałaś że to durne co piszę, żeby zaraz w kolejnym napisa
                                                  > c że zasadniczo nic dziwnego w tym nie ma.
                                                  > Przeczytaj uważnie cytaty z Kag lub Triss które tu wrzuciłem i zobacz czy aby n
                                                  > a pewno to takie durne co piszę.

                                                  nie, durny nie jest "cel"- ludzie mają rózne cele ale dziwi mnie to że ty wychodzisz z załozenia że laskom zawsze przypisuje ten sam

                                                  > Nie rozumiesz.
                                                  > Nie chodzi o to że ma być "już tu i teraz" na poczatku. Chodzi o to że związek
                                                  > BEZ DZIECI jest dla wielu kobiet nie do wyobrażenia. 10-20-30 lat TYLKO z ukoch
                                                  > anym. (...)Wytykam tylko palcami fakt że czasami jest to DOMINUJĄCA chęć. Dla której mo
                                                  > żna poświęcić fajny związek (porada Triss o "wpadce").

                                                  mogę to zrozumieć że tylko z ukochanym jeśli oboje dokonujecie tego samego wyboru. A co do "związek BEZ DZIECI jest dla wielu kobiet nie do wyobrażenia"- no to chyba dla wielu meżczyzn również, to jednak główny cel związków na stałe. Piszesz o kobietach bo z nimi wchodzisz w relacje, nie zapominaj wiec ze nie masz z tego powodu takiej wiedzy nt mężczyzn.
                                                  Dzieci są częścią ciebie i ukochanego ale to prawda, jednak pętaja się między nogami przynajmniej na początku swojego życia i choć powiem ci że to fajowe jest, to jednak nie bedziesz juz tylko z ukochanym, to prawda. Wtedy często okazuje sie czy ten/ta ukochany jest kochany rzeczywiscie. Ale olać to, każdy widzi to inaczej. Powiem ci jednak, ze gdyby mój facet okazał się dupkiem jako ojciec to ja sama wnoszę o rozwód i godzę się bez problemów na podział aktywów, cierpliwie biorę winę na siebie i znoszę to ze jestem "wredna" czy jakaś tam, a nawet... podsuwam mu fajną koleżankę zeby mu łatwiej było odejsć;) ale przestrzegam go (po starej znajomości) przed dziećmi z nią!... ;))) o nie, jeśli już ma mieć dzieci to tylko ze mną! tak zeby one z nikim nie musiały sie dzielić...;)) O boże ale ja jestem podła ;)) matka...;)))
                                                  W każdym razie wolałabym zeby moje dzieci widywały ojca raz na jakiś czas, a ten wtedy nie byłby nimi znudzony i zmęczony niżby miały wyrastać w klimacie zniecierpliwionego buca, który kiedyś był fajnym chłopakiem i chłopakiem już został. Jego wybór. I chociaż ja jestem matką która sama każe dzieciom "spadać bo ojciec musi się wyspać" i zabrania im zjeść ostatni kawałek ciasta bo "to dla taty" to jednak związek i tata musza ewoluować w odpowiednim kierunku, nie ma wyjścia
                                                  • urquhart Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 11:38
                                                    Bgz , Obluda jest to że podobnie jak wczesniej zauwazylyscie że większość chłopów myśli kutasem ale ukrywa to, unika jedniznaczego przekazu, robicie teraz to samo kwestionując że większość kobiet myśli i kieruje się macica.
                                                    Do tego Obluda jest to że wmawiacie im i sobie że za małe zaangażowanie faceta jest źródłem problmow w związku podczas gdy jest odwrotnie i badają to i dokumetuja to ci od psycholgii ewolucyjnej i nazywają strategia partnera długoterminowego. Bo kobiety są jeszcze gorzej predystynowane do monogamii niż faceci
                                                    Nie trzeba być geniszem by zauważyć proste dowody w Szwecji gdzie faceci wchodzą najwięcej w kobiece rolę związki trwają najkrócej a i u nas superopiekunowie dzici porzucani są najczęściej i zaludniaja stowarzyszenia ojców walczących o prawa dziecka...
                                                  • wont Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 11:48
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Bgz , Obluda jest to że podobnie jak wczesniej zauwazylyscie że większość chłop
                                                    > ów myśli kutasem ale ukrywa to, unika jedniznaczego przekazu,
                                                    ---------------
                                                    To nie jest obłuda tylko zdrowy rozsądek. Gra się tak jak przeciwnik pozwala a życie to nieje film...

                                                    www.youtube.com/watch?v=1BbSi7Dj4pQ
                                                  • bgz0702 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 12:08
                                                    wont napisał:

                                                    > urquhart napisał:
                                                    >
                                                    > > Bgz , Obluda jest to że podobnie jak wczesniej zauwazylyscie że większość
                                                    > chłop
                                                    > > ów myśli kutasem ale ukrywa to, unika jedniznaczego przekazu,
                                                    > ---------------
                                                    > To nie jest obłuda tylko zdrowy rozsądek. Gra się tak jak przeciwnik pozwala a
                                                    > życie to nieje film...
                                                    >
                                                    > www.youtube.com/watch?v=1BbSi7Dj4pQ

                                                    ;)) na takie akcje się nie piszę, wolę odrobinę "obłudy", jestem jednak konserwatystką;))- na to wygląda
                                                  • zawle Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 12:17
                                                    bgz0702 napisała: > ;)) na takie akcje się nie piszę, wolę odrobinę "obłudy", jestem jednak konserw
                                                    > atystką;))- na to wygląda

                                                    Niezła jest..potrafi to robić lewą ręką....:))))) Ja wolę KFC.
                                                  • wont Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 12:42
                                                    zawle napisała:

                                                    > bgz0702 napisała: > ;)) na takie akcje się nie piszę, wolę odrobinę "obłudy
                                                    > ", jestem jednak konserw
                                                    > > atystką;))- na to wygląda
                                                    >
                                                    > Niezła jest..potrafi to robić lewą ręką....:))))) Ja wolę KFC.
                                                    ------------------
                                                    Dlatego ja tak bardzo lubię dziewczyny, które lubią prowadzić samochód :)
                                                  • hello-kitty2 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 14:09
                                                    wont napisał:

                                                    > Dlatego ja tak bardzo lubię dziewczyny, które lubią prowadzić samochód :)

                                                    Ale przyznaj, ze jak wysiadasz z wozka z kobieta, ktora prowdzila to nie czujesz sie jak cipa? ;)
                                                  • wont Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 15:12
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > wont napisał:
                                                    >
                                                    > > Dlatego ja tak bardzo lubię dziewczyny, które lubią prowadzić samochód :)
                                                    >
                                                    >
                                                    > Ale przyznaj, ze jak wysiadasz z wozka z kobieta, ktora prowdzila to nie czujes
                                                    > z sie jak cipa? ;)
                                                    --------------
                                                    No właśnie jest zupełnie odwrotnie - czuję się jak VIP. A kobieta, która mnie wiezie i która umie prowadzić (to ważne jest) mi cholernie imponuje - jak, nie przymierzając, pilot odrzutowca :)
                                                  • hello-kitty2 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 15:27
                                                    wont napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > > wont napisał:
                                                    > >
                                                    > > > Dlatego ja tak bardzo lubię dziewczyny, które lubią prowadzić samoc
                                                    > hód :)
                                                    > >
                                                    > >
                                                    > > Ale przyznaj, ze jak wysiadasz z wozka z kobieta, ktora prowdzila to nie
                                                    > czujes
                                                    > > z sie jak cipa? ;)
                                                    > --------------
                                                    > No właśnie jest zupełnie odwrotnie - czuję się jak VIP. A kobieta, która mnie w
                                                    > iezie i która umie prowadzić (to ważne jest) mi cholernie imponuje - jak, nie p
                                                    > rzymierzając, pilot odrzutowca :)

                                                    Dobra, przyznam sie: co by mialo mnie podkrecic w tej sytuacji wizac Ciebie VIPa to ja nie wiem?
                                                  • wont Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 15:35
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Dobra, przyznam sie: co by mialo mnie podkrecic w tej sytuacji wizac Ciebie VIP
                                                    > a to ja nie wiem?
                                                    ------------
                                                    To ja też się przyznam: dlaczego w ogóle zakładasz, że obchodzi mnie to czy wiozącą mnie kobietę ta czynność kręci czy też nie kręci? Ważne, że mnie kręci, ona o tym wie i chce mnie kręcić.
                                                  • hello-kitty2 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 16:18
                                                    wont napisał:

                                                    > To ja też się przyznam: dlaczego w ogóle zakładasz, że obchodzi mnie to czy wio
                                                    > zącą mnie kobietę ta czynność kręci czy też nie kręci? Ważne, że mnie kręci, on
                                                    > a o tym wie i chce mnie kręcić.

                                                    Przemyslalam to, jak bedziesz siedzial w rozkroku, a masz uda powyzej 60 cm jedno to moze moglabym Cie gdzies podwiezc, hehe Czy podnieca Cie rowniez tankowanie? ;)
                                                  • wont Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 16:54
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > wont napisał:
                                                    >
                                                    > > To ja też się przyznam: dlaczego w ogóle zakładasz, że obchodzi mnie to c
                                                    > zy wio
                                                    > > zącą mnie kobietę ta czynność kręci czy też nie kręci? Ważne, że mnie krę
                                                    > ci, on
                                                    > > a o tym wie i chce mnie kręcić.
                                                    >
                                                    > Przemyslalam to, jak bedziesz siedzial w rozkroku, a masz uda powyzej 60 cm jed
                                                    > no to moze moglabym Cie gdzies podwiezc, hehe Czy podnieca Cie rowniez tankowan
                                                    > ie? ;)
                                                    --------------
                                                    Aż z ciekawości sprawdziłem... I albo źle mierzę, bo mierzę obwód a tobie może chodzi o średnicę, albo masz niskie wymagania - bo wychodzi mi 59 cm. A Pudzianem to ja nie jestem, ot zwykły pszennoburaczany, normalny Polak, który siłownię widział ostatnio na discovery. W każdym razie, 60 cm obwodu uda to nie jest wyczyn na miarę ośmiocalowego kutasa...

                                                    Co do tankowania - uwielbiam to. Kocham ten ostry, hipnotyczny zapach benzyny, kiedy otworzę dziurę od Twojego samochodu i wepchnę do środka pistolet dystrybutora. Mocno chwycę za wajchę, oprę się biodrami, żeby się nie wysunął i energicznie pociągnę za spust. Chciałbym tankować go w nieskończoność, ale po minucie, półtorej samochód ma już dość. Wtedy, delikatnie, z czułością, zakręcam dziurkę, odwieszam pusty pistolet na dystrybutor i wsiadam do środka. Zaczynam pieścić tapicerkę, a w tym czasie Ty - idziesz do kasy :)
                                                  • zawle Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 17:37
                                                    wont napisał: > Co do tankowania - uwielbiam to. Kocham ten ostry, hipnotyczny zapach benzyny,
                                                    > kiedy otworzę dziurę od Twojego samochodu i wepchnę do środka pistolet dystrybu
                                                    > tora. Mocno chwycę za wajchę, oprę się biodrami, żeby się nie wysunął i energic
                                                    > znie pociągnę za spust. Chciałbym tankować go w nieskończoność, ale po minucie,
                                                    > półtorej samochód ma już dość. Wtedy, delikatnie, z czułością, zakręcam dziurk
                                                    > ę, odwieszam pusty pistolet na dystrybutor i wsiadam do środka. Zaczynam pieści
                                                    > ć tapicerkę,

                                                    Gdyby nie ostatnie zdanie, grę wstępną miałbyś za sobą;)))

                                                    a w tym czasie Ty - idziesz do kasy :)
                                                  • hello-kitty2 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 17:59
                                                    zawle napisała:

                                                    > wont napisał: > Co do tankowania - uwielbiam to. Kocham ten ostry, hipnotyc
                                                    > zny zapach benzyny,
                                                    > > kiedy otworzę dziurę od Twojego samochodu i wepchnę do środka pistolet dy
                                                    > strybu
                                                    > > tora. Mocno chwycę za wajchę, oprę się biodrami, żeby się nie wysunął i e
                                                    > nergic
                                                    > > znie pociągnę za spust. Chciałbym tankować go w nieskończoność, ale po mi
                                                    > nucie,
                                                    > > półtorej samochód ma już dość. Wtedy, delikatnie, z czułością, zakręcam d
                                                    > ziurk
                                                    > > ę, odwieszam pusty pistolet na dystrybutor i wsiadam do środka. Zaczynam
                                                    > pieści
                                                    > > ć tapicerkę,
                                                    >
                                                    > Gdyby nie ostatnie zdanie, grę wstępną miałbyś za sobą;)))

                                                    ;-)

                                                    Chyba, ze Zawle siedzi z tylu (Matka siedzi z tytu! ;), a Wont nie zalozyl soczewek i nie dowidzi, stad wpadka z tapicerka. Swoja droga nie spodziewalam sie tankujacego pasazera.
                                                  • wont Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 18:40
                                                    Tak a propos tankowania samochodu :)

                                                    serialnet.pl/ogladaj/2-6374/poradnik-prawdziwego-mezczyzny-sezon-1-odcinek-14#_
                                                  • zawle Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 18:41
                                                    hello-kitty2 napisała: Swoja droga nie spodziewalam sie t
                                                    > ankujacego pasazera.

                                                    haha..na odwrót. Z tego powodu przydałby mi się partner. On jedzie na działkę, ja tankuję:))))A tak, pić nie mogę...;(((
                                                  • sabat.77 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 17:57
                                                    No tak, z tym ze warto byloby sprawdzic ile z tych cm to smalec a ile miesien :) Mnie ostatnio mniej ruszaja obwody a bardziej wyczyn. Wolalbym robic 100 pompek na jednej rece niz miec lapska jak kulturysta. Szczegolnie, ze przy takiej wydolnosci potencjalnie zbilbym przecietnego kulturyste jak przedszkolaka, mimo ze wygladalbym jak jego duzo mlodszy brat :)
                                                  • hello-kitty2 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 18:06
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > No tak, z tym ze warto byloby sprawdzic ile z tych cm to smalec a ile miesien :
                                                    > ) Mnie ostatnio mniej ruszaja obwody a bardziej wyczyn. Wolalbym robic 100 pomp
                                                    > ek na jednej rece niz miec lapska jak kulturysta. Szczegolnie, ze przy takiej w
                                                    > ydolnosci potencjalnie zbilbym przecietnego kulturyste jak przedszkolaka, mimo
                                                    > ze wygladalbym jak jego duzo mlodszy brat :)

                                                    No nie wiem czy bys go tak zbil od samych pompek ;) Aproppo Sabat znalazlam piekna sylwete 177 cm wzrostu i 96 kg czyli spokojnie przy Twoim wzroscie stowke mozesz wazyc. Podeslac Ci? Bo nie wiem jak tu wstawic Word dokument.
                                                  • sabat.77 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 18:28
                                                    Od samych zwyklych nie, ale robionych na jednej rece albo pompek w staniu na rekach - bez problemu. To cwiczenie silowe, gimnastycy ktorzy to potrafia maja zwierzeca sile. Obiektywnie jest malo prawdopodobne bym kiedykolwiek osiagnal podobna sprawnosc, bo jestem juz za stary.
                                                    Mowilem to troche na zasadzie zachwytu nad nierealnym celem.
                                                    Co do wagi, to zeby wygladac dobrze liczy sie niski poziom tkanki tluszczowej i wlasciwe proporcje, ale zbudowanie w moim wieku i od mojego poziomu nieotluszczonej masy dochodzacej pod 100 kg bez sterydow byloby pierwszym cudem od czasu wskrzeszenia Lazarza.
                                                    Budowanie wiecej niz 2kg miesni rocznie w tym wieku byloby wielkim osiagnieciem. Latwo policzyc, ze zajeloby mi to z 15 lat. A przeciez po 40stce jeszcze mi testosteron mocno spadnie. Wiec - niewykonalne w tradycyjny sposob. Chyba ze zachecasz mnie do sterydow? Z moim zdrowiem to bym chyba nie doczekal tej masy :)
                                                  • sabat.77 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 18:51
                                                    Szczegolnie ze nie widze sensu. Moj ulubiony typ sylwetki to jakies 70 kg przy moim wzroscie i sportowe wyzylowanie. Jest to wykonalne i stopniowo do tego dojde.
                                                  • hello-kitty2 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 20:21
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Mowilem to troche na zasadzie zachwytu nad nierealnym celem.
                                                    > Co do wagi, to zeby wygladac dobrze liczy sie niski poziom tkanki tluszczowej i
                                                    > wlasciwe proporcje, ale zbudowanie w moim wieku i od mojego poziomu nieotluszc
                                                    > zonej masy dochodzacej pod 100 kg bez sterydow byloby pierwszym cudem od czasu
                                                    > wskrzeszenia Lazarza.
                                                    > Budowanie wiecej niz 2kg miesni rocznie w tym wieku byloby wielkim osiagnieciem
                                                    > . Latwo policzyc, ze zajeloby mi to z 15 lat. A przeciez po 40stce jeszcze mi t
                                                    > estosteron mocno spadnie. Wiec - niewykonalne w tradycyjny sposob. Chyba ze zac
                                                    > hecasz mnie do sterydow? Z moim zdrowiem to bym chyba nie doczekal tej masy :)

                                                    Co za bzdura. To caly Ty, wszystko rozgryzione w najmniejszym detalu, ze sie nie da, a nawet na silce nie byles. I co Ty z ta nieotluszczona masa.

                                                    > Szczegolnie ze nie widze sensu. Moj ulubiony typ sylwetki to jakies 70 kg przy
                                                    > moim wzroscie i sportowe wyzylowanie. Jest to wykonalne i stopniowo do tego doj
                                                    > de.

                                                    Zrob se 60 kg i zaloz legiski ;) Obsesja odchudzania. Spodziewam sie samych smetnych postow, bo musisz jeszcze bardziej przykrecic kurek z zarciem, nauczyc sie zyc z glodem. Odchudzanie po 35 roku zycia to tez pozmarszczanie sie. Do tego Ty nawet nie pijesz. Czy to jest jakas forma samokarania sie?

                                                    NIe wiem. Rob jak chcesz. Nie moj kierunek. Nie bede sie juz wtracac.
                                                  • urquhart Obsesja odchudzania a przykład BettyQ 24.03.14, 00:23
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Zrob se 60 kg i zaloz legiski ;) Obsesja odchudzania. Spodziewam sie samych sme
                                                    > tnych postow, bo musisz jeszcze bardziej przykrecic kurek z zarciem, nauczyc si
                                                    > e zyc z glodem. Odchudzanie po 35 roku zycia to tez pozmarszczanie sie. Do tego
                                                    > Ty nawet nie pijesz. Czy to jest jakas forma samokarania sie?

                                                    W zeszłym tygodniu miałem okazję ogladać występ i poznać osobiście i pogadać z Betty Q.
                                                    Do osób z obsesją odchudzania to ona nie należy. Wręcz sucho podane BMI pewno by nie zachęcało w kwestionariuszu. Siłowni też po niej raczej nie widać.
                                                    A jest przykładem takiego seksapilu, wykorzystania cech kobiecości z odrzuceniem kompleksów figury, tak uwodzicielska i urocza że pozostawia niezatarte wrażenie, także harmonią całości.
                                                    Zamiast rozdrabniać niedoskonałościami i przejmować się ideałami BMI skupia się na przerysowaniu uwypukleniu kobiecych mocnych stron, ruchów gestów tym co ma, i robi to po mistrzowsku.
                                                    Powinna byś inspiracją dla osób z kompleksami skupiającymi się na detalach i od tego uzależniających poczucie akceptacji.
                                                    www.google.pl/search?q=betty+q&espv=210&es_sm=93&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=SGkvU-zgI63s0gWno4CADA&ved=0CAkQ_AUoAQ&biw=1153&bih=870
                                                  • bgz0702 Re: Obsesja odchudzania a przykład BettyQ 24.03.14, 18:35
                                                    urquhart napisał:

                                                    > W zeszłym tygodniu miałem okazję ogladać występ i poznać osobiście i pogadać z
                                                    > Betty Q.
                                                    > Do osób z obsesją odchudzania to ona nie należy. Wręcz sucho podane BMI pewno b
                                                    > y nie zachęcało w kwestionariuszu. Siłowni też po niej raczej nie widać.
                                                    > A jest przykładem takiego seksapilu, wykorzystania cech kobiecości z odrzucenie
                                                    > m kompleksów figury, tak uwodzicielska i urocza że pozostawia niezatarte wrażen
                                                    > ie, także harmonią całości.
                                                    > Zamiast rozdrabniać niedoskonałościami i przejmować się ideałami BMI skupia się
                                                    > na przerysowaniu uwypukleniu kobiecych mocnych stron, ruchów gestów tym co ma,
                                                    > i robi to po mistrzowsku.
                                                    > Powinna byś inspiracją dla osób z kompleksami skupiającymi się na detalach i od
                                                    > tego uzależniających poczucie akceptacji.

                                                    Wiesz że show spełnia pewne założenia biznesowe? Chodzi o pieniadze. Rynek jest chłonny nowości, wszystko co sie kreci wokół seksu dobrze sie sprzedaje a ty jestes grupą docelową dla tego "produktu". Myślę że mimo zauroczenia rozróżniasz to jednak że ona była w pracy, a nie na piwie ze starymi znajomymi? Zwyczajnie wychodziła naprzeciw oczekiwaniom odbiorcy, tak robi dobry handlowiec. Ty zapłaciłeś (?) za bilet na to widowisko, ona ma z tego na chleb, spa, basen czy trening pilatesu, bo moze i na siłownie nie chodzi jak mówisz, ale zrelaksowane i jędrne narzędzie pracy to raczej samo od siebie się nie robi tak na zawołanie i bez wysiłku. A to całe BMI o którym piszesz jest już teraz pewnie pod ciągłą kontrolą, zbyt dużo ludzi chce zarobić kasę na niej, więc nie może się dziewczyna spaść po prostu lecz ze względów marketingowych nie ma co się chwalić ze utrzymanie tyłka w ryzach okupione jest wysiłkiem czy wyrzeczeniem. Myślę że świat ciastek z kremem nie jest już dla niej, wyraźnie ma ciało z tendencja do tycia chociaż ciągle pozostaje seksi;) Nie zdziwiłabym się jednak jakby za jakiś czas wyjechała na jakiś obóz survival zeby zaznać "higieny umysłowej" i się oderwać od tego ciągłego bycia słodyczą bo ileż można realizować potrzeby konsumenta?;)))
                                                  • mojemail3 Re: Obsesja odchudzania a przykład BettyQ 26.03.14, 22:36
                                                    urquhart napisał:

                                                    > W zeszłym tygodniu miałem okazję ogladać występ i poznać osobiście i pogadać z
                                                    > Betty Q.
                                                    > Do osób z obsesją odchudzania to ona nie należy. Wręcz sucho podane BMI pewno b
                                                    > y nie zachęcało w kwestionariuszu. Siłowni też po niej raczej nie widać.

                                                    Też sprawdziłam z ciekawości, kto zacz. No słodka jest, do schrupania, ale...jest młodziutka, takie ciałko bez grama pracy i dyscypliny koło 30-40 tki już takie apetyczne nie będzie.
                                                    Ale w sumie, na to jest ta zabawa obliczona, skusić w celu rozmnożenia a koszta nieważne.


                                                    > A jest przykładem takiego seksapilu, wykorzystania cech kobiecości z odrzucenie
                                                    > m kompleksów figury, tak uwodzicielska i urocza że pozostawia niezatarte wrażenie.
                                                    > Powinna byś inspiracją dla osób z kompleksami skupiającymi się na detalach i od
                                                    > tego uzależniających poczucie akceptacji.

                                                    No ale jakie kompleksy może mieć taka śliczne i ponętne dziewczę...No chyba tylko takie,że nie spełnia standardów nowoczesnej urody, gdzie Anja Rubik uchodzi za piękność...

                                                  • lybbla Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 17:24
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Dobra, przyznam sie: co by mialo mnie podkrecic w tej sytuacji wizac Ciebie
                                                    > VIPa to ja nie wiem?

                                                    Pozwalałbym Tobie upajać się chwilą,

                                                    Nucąc

                                                    We don't need no compensation.
                                                    We don't need no full control.

                                                    Podprogowo może by coś się przykleiło :)
                                                  • bgz0702 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 13:12
                                                    zawle napisała:

                                                    > bgz0702 napisała: > ;)) na takie akcje się nie piszę, wolę odrobinę "obłudy
                                                    > ", jestem jednak konserw
                                                    > > atystką;))- na to wygląda
                                                    >
                                                    > Niezła jest..potrafi to robić lewą ręką....:))))) Ja wolę KFC.

                                                    w KFC?;)))) ja nie wiem, jeszcze tego nie robiłam w hamburgerowni;)) ale jak tak mówisz... to w KFC;))
                                                  • zawle Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 15:58
                                                    bgz0702 napisała: >
                                                    > w KFC?;)))) ja nie wiem, jeszcze tego nie robiłam w hamburgerowni;)) ale jak t
                                                    > ak mówisz... to w KFC;))

                                                    zaraz, zaraz...tam nie ma obrusów. Ja tak nie mogę jako funkcjonariusz publiczny.....musi być obrus;)))
                                                  • bgz0702 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 16:24
                                                    zawle napisała:

                                                    > bgz0702 napisała: >
                                                    > > w KFC?;)))) ja nie wiem, jeszcze tego nie robiłam w hamburgerowni;)) ale
                                                    > jak t
                                                    > > ak mówisz... to w KFC;))
                                                    >
                                                    > zaraz, zaraz...tam nie ma obrusów. Ja tak nie mogę jako funkcjonariusz publiczn
                                                    > y.....musi być obrus;)))

                                                    oj nie ma sprawy słuchaj, dasz znać gdzie a ci kurierem podeśle;))
                                                  • bgz0702 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 16:28
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > bgz0702 napisała: >
                                                    > > > w KFC?;)))) ja nie wiem, jeszcze tego nie robiłam w hamburgerowni;)
                                                    > ) ale
                                                    > > jak t
                                                    > > > ak mówisz... to w KFC;))
                                                    > >
                                                    > > zaraz, zaraz...tam nie ma obrusów. Ja tak nie mogę jako funkcjonariusz pu
                                                    > bliczn
                                                    > > y.....musi być obrus;)))
                                                    >
                                                    > oj nie ma sprawy słuchaj, dasz znać gdzie a ci kurierem podeśle;))

                                                    i wiesz co? bez obrusu to byś mogła sobie rzeczywiscie tyłek poobdzierać o ten blat. Albo nie! Jak ci nikt tam nie posprząta to miałabyś swietną ślizgawkę od tłuszczów i innych takich;)) tego ci życzę! bo obrus mógłby jednak zawadzać...
                                                  • wont Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 16:58
                                                    bgz0702 napisała:
                                                    >
                                                    > oj nie ma sprawy słuchaj, dasz znać gdzie a ci kurierem podeśle;))
                                                    -------------
                                                    Yes, you won't! :)
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 12:51
                                                    > większość kobiet myśli i kieruje się macica.

                                                    Waszym zdaniem główną motywacją wchodzenia w związek kobiety jest znalezienie ojca dla jej dzieci, tak? I u szesnastolatki, i dwudziestolatki, i trzydziestolatki, i czterdziestolatki, i pięćdziesięciolatki? Wiek rozpoczęcia inicjacji seksualnej u kobiet jest coraz niższy, bo kobiety coraz wcześniej chcą tego dzidziusia? Średnia liczba partnerów seksualnych kobiet rośnie, bo szukają coraz lepszego tatusia? Kobiety, które się już dostatecznie rozmnożyły, gremialnie tracą zainteresowanie seksem? Zgadza się?
                                                  • hello-kitty2 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 14:16
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    Średnia liczba partnerów seksualnych kobiet rośnie, bo szukają coraz leps
                                                    > zego tatusia?

                                                    Bo nie moga go znalezc. Z reguly jak go juz znajda to na nim poprzestaja albo chcialyby/wolalyby poprzestac.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 14:47
                                                    > Bo nie moga go znalezc. Z reguly jak go juz znajda to na nim poprzestaja albo c
                                                    > hcialyby/wolalyby poprzestac.

                                                    Kicia, w momencie, kiedy pierwszy raz całowałaś się z chłopakiem, naprawdę myślałaś, żeby on został ojcem Twoich dzieci? Rozumiem, że jak wpadłaś w fazę "teraz chcę mieć dziecko", to główne kryterium doboru partnera było tym chceniem zdominowane. Ale tak chyba nie było z każdym mężczyzną, jakiego w życiu miałaś?

                                                    Ja rozumiem, że jak kobieta szuka "towarzysza na całe życie", a dzieci "chce kiedyś mieć", to przydałoby się, żeby kandydat na takiego dożywotniego partnera też te dzieci w przyszłości planował. Ale w związki nie wchodzi się chyba zawsze z takim nastawieniem?
                                                  • mojemail3 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 14:56
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    (...)" kiedy pierwszy raz całowałaś się z chłopakiem(...)"

                                                    W tej niezwykłej chwili pomyślałam sobie,że całuje jak ostatnia oferma i żeby wiać jak najprędzej ;-)
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 15:17
                                                    :-)
                                                    A jak się ostatnio całowałaś? ;-)
                                                  • mojemail3 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 15:19
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    > :-)
                                                    > A jak się ostatnio całowałaś? ;-)

                                                    Ostatnio ze starym ( 44) mężem, całkiem, całkiem nieżle;-)
                                                    Nie przypuszczałam 20 lat temu,że będę sypiac z tak starym facetem....
                                                  • hello-kitty2 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 15:21
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    > Kicia, w momencie, kiedy pierwszy raz całowałaś się z chłopakiem, naprawdę myśl
                                                    > ałaś, żeby on został ojcem Twoich dzieci?

                                                    Tak, tak myslalam, wiem jak to brzmi, naiwne to bylo. Ale pierwszy raz calowalalm sie z kuzynem. Pamietam jak sprawdzalam czy kuzynowie moga sie pobrac w Polsce i czy jak bysmy mieli dzieci to nie byloby zadnych przeciwskazan genetycznych :-) Oczywiscie z nikim sie tymi rewelacjami nie podzielilam, nawet z nim. Mialam 14-15 lat, hehe

                                                    Rozumiem, że jak wpadłaś w fazę "ter
                                                    > az chcę mieć dziecko", to główne kryterium doboru partnera było tym chceniem zd
                                                    > ominowane. (...)
                                                    >
                                                    > Ja rozumiem, że jak kobieta szuka "towarzysza na całe życie", a dzieci "chce ki
                                                    > edyś mieć", to przydałoby się, żeby kandydat na takiego dożywotniego partnera t
                                                    > eż te dzieci w przyszłości planował. Ale w związki nie wchodzi się chyba zawsze
                                                    > z takim nastawieniem?

                                                    Ja wiedzialam od malego, ze chce miec jedno dziecko tylko odkladalam. Jak to wiesz to nie widzisz innego powodu do wchodzenia w zwiazek dlugoterminowy. Ewentualnie wchodzisz na probe zeby sie przekonac czy sie facet nadaje na ojca. Inaczej to marnowanie czasu i oszukiwanie. Wiec tak we wszytkie zwiazki wchodzilam z takim nastawieniem. Im szybciej uswiadamialam sobie, ze facet sie na ojca mojego dziecka nie nadaje tym szybszy robilam z nich wypad ;) Wiem, ze niektore kobiety bez zwiazku nie sa w stanie uprawiac seksu wiec wtedy to moze byc jakas motywacja, bo inaczej by nie uprawialy seksu w ogole. Dla mnie to nie jest warunek konieczny. Zwiazek to duze obciazenie/zobowiazanie. Co moze rekompensowac takie koszty?

                                                    > Ale tak chyba nie było z każdym mężczyzną, jakiego w życiu miałaś?

                                                    Oczywiscie, ze nie ale z tymi celowo nie wiazalam sie na stale i sie nie angazowalam. Innymi slowy: nie zalezalo mi na nich specjalnie. Nie zalezalo mi na kompromisach.

                                                    Na dobra sprawe: co moze wyroznic mezczyzne w moim zyciu? Ten, tamtem, siamten, tylko ojcowstwo. W Polsce wyroznia jeszcze malzenstwo. Tu juz nie.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 15:48
                                                    > Ja wiedzialam od malego, ze chce miec jedno dziecko tylko odkladalam. Jak to wi
                                                    > esz to nie widzisz innego powodu do wchodzenia w zwiazek dlugoterminowy. Ewentu
                                                    > alnie wchodzisz na probe zeby sie przekonac czy sie facet nadaje na ojca.

                                                    No to mi trochę rozjaśniłaś.
                                                    Ja też od małego wiedziałam, że chcę mieć dzieci, ale jak któryś z mężczyzn (oprócz ostatniego) cokolwiek wspominał o dziecku ze mną, to mnie raczej ścinało, a nie radowało. Niezależnie od poziomu mojego zakochania, fascynacji, pożądania i chęci bycia z nim. I gdybyśmy używali prezerwatyw, to niewykluczone, że bym się im bacznie przyglądała przed użyciem albo i nawet przechwytywała po - jak Yoric ;-)
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 15:13
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Bo nie moga go znalezc. Z reguly jak go juz znajda to na nim poprzestaja albo c
                                                    > hcialyby/wolalyby poprzestac.

                                                    A w sąsiednim wątku znalazłam inne wyjaśnienie tego, że liczba Twoich partnerów seksualnych niekoniecznie się ustaliła ;-) (czego zresztą Ci życzę, bo też Cię lubię ;-))

                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Ja tam moge z kazdym, kto mnie podnieca.
                                                  • hello-kitty2 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 15:35
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    > > Bo nie moga go znalezc. Z reguly jak go juz znajda to na nim poprzestaja
                                                    > albo c
                                                    > > hcialyby/wolalyby poprzestac.
                                                    >
                                                    > A w sąsiednim wątku znalazłam inne wyjaśnienie tego, że liczba Twoich partnerów
                                                    > seksualnych niekoniecznie się ustaliła ;-) (czego zresztą Ci życzę, bo też Cię
                                                    > lubię ;-))
                                                    >
                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    > > Ja tam moge z kazdym, kto mnie podnieca.

                                                    hehe bystrzacho i dlatego sie zabezpieczylam "chcialyby/wolalyby poprzestac" ;) Toz wolalabym juz zamknac liste ale upierac sie nie bede przy zamknieciu, zreszta bilans zamkniecia = bilansowi otwarcia i jedziemy z tym koksem ;)


                                                • mabelle2000 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 10:51
                                                  kutuzow napisał:

                                                  > Przecież ja nie neguje tego że można chcieć mieć dzieci. Jest do dość powszechn
                                                  > e. Wytykam tylko palcami fakt że czasami jest to DOMINUJĄCA chęć. Dla której mo
                                                  > żna poświęcić fajny związek

                                                  Napisales "dla ktorej mozna poswiecic fajny zwiazek". Pewnie trudno Ci w to uwierzyc, ale wielu ludzi wyobraza sobie, ze skoro zwiazek jest fajny bez dzieci, to z dziecmi bedzie JESZCZE FAJNIEJSZY. Naiwne ale czeste :-) I nie chodzi tu nawet o wsciekly instynkt macierzynski, ale normalna ludzka potrzebe sprawdzenia sie w innych warunkach, podjecia nowych wyzwan, realizacji na innych polach. Ryzyko braku/ograniczenia seksu ? Oczywiscie istnieje, ale podobna katastrofa dla zwiazku moze byc choroba, utrata pracy, czy nawet budowa domu.
                                                  Ty wolisz dmuchac na zimne i na wszelki wypadek dzieci nie miec, dla innych prawdziwy zwiazek bedzie dopiero wtedy jesl zjedza razem beczke soli i zahartuja w codziennych bojach, rowniez tych zwiazanych z posiadaniem dzieci.
                                                  • urquhart Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 11:26
                                                    Bgz , Obluda jest to że podobnie jak wczesniej zauwazylyscie że większość chłopów myśli kutasem ale ukrywa to, unika jedniznaczego przekazu, robicie teraz to samo kwestionując że większość kobiet myśli i kieruje się macica.
                                                    Do tego Obluda jest to że wmawiacie im i sobie że za małe zaangażowanie faceta jest źródłem problmow w związku podczas gdy jest odwrotnie i badają to i dokumetuja to ci od psycholgii ewolucyjnej i nazywają strategia partnera długoterminowego.
                                                    Nie trzeba być geniszem by zauważyć proste dowody w Szwecji gdzie faceci wchodzą najwięcej w kobiece rolę związki trwają najkrócej a i u nas superopiekunowie dzici porzucani są najczęściej i zaludniaja stowarzyszenia ojców walczących o prawa dziecka...
                                                  • bgz0702 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 23.03.14, 11:49
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Bgz , Obluda jest to że podobnie jak wczesniej zauwazylyscie że większość chłop
                                                    > ów myśli kutasem ale ukrywa to, unika jedniznaczego przekazu, robicie teraz to
                                                    > samo kwestionując że większość kobiet myśli i kieruje się macica.
                                                    > Do tego Obluda jest to że wmawiacie im i sobie że za małe zaangażowanie faceta
                                                    > jest źródłem problmow w związku podczas gdy jest odwrotnie i badają to i dokume
                                                    > tuja to ci od psycholgii ewolucyjnej i nazywają strategia partnera długotermino
                                                    > wego.
                                                    > Nie trzeba być geniszem by zauważyć proste dowody w Szwecji gdzie faceci wchodz
                                                    > ą najwięcej w kobiece rolę związki trwają najkrócej a i u nas superopiekunowie
                                                    > dzici porzucani są najczęściej i zaludniaja stowarzyszenia ojców walczących o p
                                                    > rawa dziecka...

                                                    ja powiem ci skarbie że nie mogę myśleć i odpowiadać za innych i nic mnie to obchodzi co robią inni ludzie do póty nie ma to związku z moją osobą i nie ma wpływu na mój sposób i styl życia. Nie mogę i nie chcę. I nic mnie to nie obchodzi. Mam prawo myśleć sobie i robić to co uznam za słuszne? Wybaczysz ze nie chcę brać odpowiedzialnosci za innych i ich sposób czy styl życia? Ja nie wiem dlaczego inne kobiety myślą sobie macicą a ich męski odpowiednik kutasem. Niech myśla sobie, ja przecież nikomu nie każe wchodzic w relację z ludźmi tego pokroju. Jeśli kiedykolwiek myślałam cipką a było tak w moim życiu ze nic mnie interesowało poza fajna zabawą i świetną przygodą, to okazało sie ze jestem bezduszną bo gość chciał ze mną zenić i ganiał do mojego ojca bo on "beze mnie nie moze". Daj mi spokój, swiat takim jest jakim go stworzysz, masz prawo wyboru nawet jesli popełniłeś błedy i źle oceniłeś sytuacje, to nie ma akcji bez wyjścia i przykro mi tylko ze trzeba za to ponosić konsekwencje ale prawda jest taka, ze nie masz prawa (ani ja) wymagać od innych zeby tańczyli jak im zagramy. Wiec nie rób jaj ty i kutuzow bo wasz ideał nie musi funkcjonowac powszechnie
                                      • rekreativa Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 21.03.14, 18:11
                                        W tym miejscu warto wspomnieć o tym, że nie żyjemy w próżni i istnieje coś takiego jak presja z zewnątrz.
                                        W przypadku domu i rodziny ta presja jest głównie kierowana do kobiet - być dobrą matką, dobrą gospodynią. I mnóstwo kryteriów tej "dobrości" trzeba spełnić.
                                        Przypomina mi się jeden odcinek sławetnej "Perfekcyjnej pani domu", gdzie prowadząca pokazując brud na szafce w kuchni wyjechała do babki z takim tekstem:
                                        "Pomyśl, że twoje dzieci tutaj mieszkają i musza się z tym brudem stykać. A jeśli zachorują? Taką chcesz być matką?"
                                        Mi szczena opadła, a babka omal się nie poryczała.
                                        Ale tak to mniej więcej funkcjonuje. Babkę się wciąż ocenia przez pryzmat macierzyństwa, stąd poprzez macierzyństwo wiele babek buduje swoje poczucie wartości i na tym punkcie są szczególnie czułe - tu najłatwiej je urazić.
                                        Więc może by i one odpuściły i tego mopa i te obiadki i te zajęcia pozalekcyjne dla dzieci, ale nie odpuszczają, bo albo wyrzuty sumienia, albo zaraz ktoś wypomni, że co z nich za matka.
                                        Naprawdę mało jest ludzi na takim poziomie samoświadomości i własnej wartości, żeby się w każdej kwestii potrafili przeciwstawić mainstreamowi, nawet jeśli ten "mainstream" to tylko własna teściowa.
                                        • mojemail3 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 21.03.14, 18:21
                                          rekreativa napisała:

                                          (...)"W tym miejscu warto wspomnieć o tym, że nie żyjemy w próżni i istnieje coś takiego jak presja z zewnątrz.
                                          W przypadku domu i rodziny ta presja jest głównie kierowana do kobiet - być dobrą matką, dobrą gospodynią. I mnóstwo kryteriów tej "dobrości" trzeba spełnić (...)"

                                          Niestety, a ilośc spraw i obowiązków do wykonania bywa przytłaczająca.
                                          Zamierzam wywalic połowę rzeczy z domu na wiosnę,żeby nie pochałaniały mojej energii i czasu...No ale za tydzień spotkanie rodzinnne, błeeee ile sprzątania i gotowania...Brrrr
                                        • hello-kitty2 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 21.03.14, 19:59
                                          rekreativa napisała:

                                          > żeby się w każdej kwestii potrafili przeciwstawić mainstreamowi, nawet jeśli te
                                          > n "mainstream" to tylko własna teściowa.

                                          Mainstream to tylko wlasna tesciowa ;-)
                                          Ale masz dzisiaj fajne puenty, tudziez za duzo wina u mnie. Bawisz dziewczyno. Fajnie ;)
                                        • zawle Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 21.03.14, 20:23
                                          rekreativa napisała: > W przypadku domu i rodziny ta presja jest głównie kierowana do kobiet - być dob
                                          > rą matką, dobrą gospodynią. I mnóstwo kryteriów tej "dobrości" trzeba spełnić.
                                          > Przypomina mi się jeden odcinek sławetnej "Perfekcyjnej pani domu", gdzie prowa
                                          > dząca pokazując brud na szafce w kuchni wyjechała do babki z takim tekstem:
                                          > "Pomyśl, że twoje dzieci tutaj mieszkają i musza się z tym brudem stykać. A jeś
                                          > li zachorują? Taką chcesz być matką?"

                                          hehe..i się taka bidula cały czas boi że jej lepsza i bardziej dbająca gospodyni chłopa podkupi. A jak zostanie już samotną matką to dopiero się zacznie rozliczanie na całego.I mówię całkiem serio.
                                          • urquhart Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 21.03.14, 20:39
                                            zawle napisała:
                                            > hehe..i się taka bidula cały czas boi że jej lepsza i bardziej dbająca gospodyn
                                            > i chłopa podkupi. A jak zostanie już samotną matką to dopiero się zacznie rozli
                                            > czanie na całego.I mówię całkiem serio.

                                            Niby kto i jak może takiej ciemnoty skutecznie nawciskać? Spróbujesz rozjaśnić?
                                            • zawle Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 21.03.14, 20:45
                                              urquhart napisał: > Niby kto i jak może takiej ciemnoty skutecznie nawciskać? Spróbujesz rozjaśnić?

                                              Nie bardzo....nie wiem o co pytasz;)
                                              • urquhart Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 21.03.14, 20:46
                                                (i się taka bidula cały czas boi że jej lepsza i bardziej dbająca gospodyni chłopa podkupi)
                                                • zawle Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 21.03.14, 20:57
                                                  urquhart napisał:

                                                  > (i się taka bidula cały czas boi że jej lepsza i bardziej dbająca gospodyni chł
                                                  > opa podkupi)

                                                  No matka, teściowa z całą plejadą zaakceptowanych przyszłych-niedoszłych synowych, Perfekcyjna Pani Domu, inne dobre panie domu z okolicy...
                                                  A co? To niemożliwe? Faceci nie zostawiają takich? Dla tych które funkcjonują tak jak w reklamach? Czyli gotują, sprzątają i piorą niewidzialnie i skutecznie? ( jak faceta nie ma w domu, żeby mu nie przeszkadzać?)
                                            • rekreativa Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 21.03.14, 20:48
                                              Urqu, a o powiedzeniu "przez zołądek do serca" mężczyzny słyszałeś choć raz?
                                              Nie jestes babką, to może Tobie nikt nic nie wciskał, ale ja się jako dziewczynka zetknęłam wiele razy z mądrościami życiowymi rozmaitych starszych kobiet, które sugerowały, że chłopa w domu można zatrzymać dobrym schabowym i które oceniały młode mężatki w stylu: co z niej za żona, nawet chłopa nie opierze.
                                              Dzisiaj może jest i nieco inaczej, ale taki pogląd, że jeśli nie gotujesz, nie oporządzasz pana i nie pastujesz podłogi raz w tygodniu, to pan se znajdzie bardziej gospodarną był w czasach mego dorastania powszechny.
                                              • bgz0702 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 21.03.14, 20:59
                                                rekreativa napisała:

                                                > Urqu, a o powiedzeniu "przez zołądek do serca" mężczyzny słyszałeś choć raz?
                                                > Nie jestes babką, to może Tobie nikt nic nie wciskał, ale ja się jako dziewczyn
                                                > ka zetknęłam wiele razy z mądrościami życiowymi rozmaitych starszych kobiet, kt
                                                > óre sugerowały, że chłopa w domu można zatrzymać dobrym schabowym i które oceni
                                                > ały młode mężatki w stylu: co z niej za żona, nawet chłopa nie opierze.
                                                > Dzisiaj może jest i nieco inaczej, ale taki pogląd, że jeśli nie gotujesz, nie
                                                > oporządzasz pana i nie pastujesz podłogi raz w tygodniu, to pan se znajdzie bar
                                                > dziej gospodarną był w czasach mego dorastania powszechny.

                                                o jezu... w czasach mojego też;))
                                                • urquhart Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 21.03.14, 21:29
                                                  > o jezu... w czasach mojego też;))

                                                  Czyli kolejny punkt do dopisania do listy powszechnej Obłudy?
                                                  Bo nie słyszałem o kimś kto zostawił babę dla lepszej praczki , podłogi czy schabowego.
                                                  A dla lepszego ruchania że zostawiają baby to mi się obija o uszy dość często...
                                                  • marek.zak1 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 21.03.14, 21:41
                                                    Też o tym słyszałem i to nie raz.
                                                  • bgz0702 Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 21.03.14, 21:47
                                                    urquhart napisał:

                                                    > > o jezu... w czasach mojego też;))
                                                    >
                                                    > Czyli kolejny punkt do dopisania do listy powszechnej Obłudy?
                                                    > Bo nie słyszałem o kimś kto zostawił babę dla lepszej praczki , podłogi czy sch
                                                    > abowego.
                                                    > A dla lepszego ruchania że zostawiają baby to mi się obija o uszy dość często..
                                                    > .

                                                    ;)) ja szczerze mówiąc też nie słyszałam
                                                  • rekreativa Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 21.03.14, 21:48
                                                    No właśnie, to jest kolejna pozycja z cyklu "Mity i legendy".
                                                    Ale kiedy jesteś dzieciakiem, a potem młodą dziewczyną, to skąd masz wiedzieć, że to nieprawda?
                                                  • urquhart Problemy_mazenskie_meski_punkt_widzenia 21.03.14, 22:51
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,898,118725871,,Problemy_mazenskie_meski_punkt_widzenia_.html?v=2
                                                    Może nadzbyt szczere, ale pouczające. Po tym wątku ostatecznie zaprzestał edukowania tam płci pięknej zranionej w związkach w wiadomym temacie...
                                                  • marek.zak1 Re: Problemy_mazenskie_meski_punkt_widzenia 22.03.14, 09:11
                                                    Bardzo mi sie podoba ostatnia wypowiedź tej pani. O to przeciez chodzi.

                                                    Zgadzam sie z toba groszku w 100 procentach.Nie ma milosci bez sexu w malzenstwie.Sex to jest zespolenie sie 2 kochajacych sie osob.Jest to okazywanie milosci poprzez dotyk,czule gesty.I nie wazna jest pozycja,miesnie kegla,czy jazda na jezdzca jak tu sie jedna chwalila ze doprowadza partnera do orgazmu bo jest wygimnastykowana.Ha,ha.Do cyrku z nia.Artystka.dla wielu sex kojarzy sie z ''ruchami frakcyjnymi''.Nie rozumia ze sex to okazywanie milosci ,to zespolenie duchowe i cielesne.To zatracenie sie w milosci.I zeby to zrozumiec,i do pojac trzeba sie naprawde kochac.
                                              • potwor_z_piccadilly Re: nie umiem, nie potrzebne mi, jutro..... 22.03.14, 02:08
                                                rekreativa napisała:

                                                > Nie jestes babką, to może Tobie nikt nic nie wciskał, ale ja się jako dziewczyn
                                                > ka zetknęłam wiele razy z mądrościami życiowymi rozmaitych starszych kobiet, kt
                                                > óre sugerowały, że chłopa w domu można zatrzymać dobrym schabowym i które oceni
                                                > ały młode mężatki w stylu: co z niej za żona, nawet chłopa nie opierze.
                                                > Dzisiaj może jest i nieco inaczej, ale taki pogląd, że jeśli nie gotujesz, nie
                                                > oporządzasz pana i nie pastujesz podłogi raz w tygodniu, to pan se znajdzie bar
                                                > dziej gospodarną był w czasach mego dorastania powszechny.

                                                W czasach które opisujesz, żony nie tyle chroniły swoich mężów przed obcą babą, co w głównej mierze, przed gorzałą.
                                                Ochlaptusy wtedy straszne te chłopy były.
                                  • mojemail3 Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 17:58
                                    kutuzow napisał:

                                    > Drogie Panie,
                                    > Czy KTOŚ WAM KAZAŁ mieć dzieci i całą ta listę zadań? Ktoś Wam wciskał te dziec
                                    > i na siłe?
                                    > Zobaczcie, ja nie mam 90% obowiązków z tej listy.

                                    Nie rozumiesz, ja mam pretensję do samej siebie, że tak się załatwiłam na cacy, w pracy podobnie, jestem zawalana robotę bo...dobrze coś zrobię, bez fuszery...
                                    To mój błąd, organizacyjny,zbyt samodzielna jestem, a że tak dłużej być nie może, bo się konstrukcja sypie, to czas na zmiany, zresztą bez proszenia i namawiania bo druga strona na oczy przejrzała...


                                    > Przecież nie ma obowiązku rozmnażania się.
                                    > Nie rozumiem tylko podejścia pt "ja baaaaaardzo chce dzidziusia" a potem narzek
                                    > ania, że tak ciężko jest.

                                    Przecież dobrze wiesz,że nie do mnie ta gadka.
                                    Można się pogubić, wszystko niby w dobrej wierze czyniąc...
                                • hello-kitty2 Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 15:23
                                  mojemail3 napisała:

                                  > No to ja robię to wszystko poza wyrzucaniem śmieci i naprawami hydraulicznymi..
                                  > .Nie zawsze odbieram z przedszkola, ale trochę tego jest...Trzeba być siłaczką,
                                  > wszystko to ogarnąc, jeszcze świetnie gotować a jeszcze się przeobrazić w gwia
                                  > zdkę z filmów porno...
                                  > P......ę to po raz drugi...

                                  To u Ciebie nie ma seksu z powodu nierownego podzialu obowiazkow domowych? ;-)
                                  • mojemail3 Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 18:06
                                    hello-kitty2 napisała:

                                    > To u Ciebie nie ma seksu z powodu nierownego podzialu obowiazkow domowych? ;-)


                                    Nie było z powodu zaburzonej komunikacji mimo pozornego porozumienia oraz okopania się na z góry upatrzonych pozycjach...
                                    No i z powodu dość przykrych doświadczeń około-prokreacyjnych.
                                    Wszystko wyszło jak szydło z worka po latach.
                        • rekreativa Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 15:26
                          To, co piszesz, to jest jakby druga strona medalu - czyli potrzeby i oczekiwania, które się rozjeżdżają.
                          Akurat w kwestiach porzadkowych to mam podobne podejście, co Ty - jeśli chcę mieć błyszczącą podłogę, to biorę szmatę, płyn do pastowania i zapierniczam. Nie oglądam się na męża, bo wiem, że on by predzej został japońskim cesarzem niż dostrzegł piękno w lśniącej podłodze :)
                          Rozumiem też i akceptuję, że właściwie nie mam większego prawa, by wymagać, żeby mój mąż rzucał swoje zajęcia i zatryndalał z mopem, bo JA chcę mieć błyszczące posadzki.
                          Niemniej mój mąż ma swoją działkę pracy, którą wypełnia jak należy i o której z kolei ja nie musze myśleć.
                          Dzieci - to już bardziej skomplikowana historia. To są uczucia, miłość, niesamowite zaangażowanie. Jesli kobieta nie czuje, że facet je podziela, to wyobrażam sobie (bo sama dzieci nie mam), że jest to coś, co ostatecznie można rozumowo ogarnąć, ale emocjonalnie rodzi żal i zawód. Bo w końcu to są wspólne dzieci - a on też ich chciał, albo udawał, że chciał.
                          Stąd tak ważne jest, żeby być otwartym i uczciwym wobec siebie nawzajem - nie grać, nie spekulować, nie obiecywać gruszek na wierzbie w nadziei, że coś się na tym zyska. Bo potem jest własnie taka historia: ona chce dziecko, on dla świętego spokoju jej dziecko robi, potem nie jest w stanie się zmusić do zaangażowania, bo w sumie ten dzieciak tylko go irytuje, a ona ma pretensje, że on się nie zachłystuje własnym ojcostwem, a przecież też chciał dziecka (znaczy zgodził się)... itd.
                          No ale jak wiemy, to nie jest wszystko łatwe, bo ludzie ogólnie lubią żyć złudzeniami i interpretować cudze słowa i gesty na korzyść własnych pragnień.
                          • hello-kitty2 Re: Zyg --> jesteś tu nowa? 21.03.14, 15:46
                            rekreativa napisała:

                            ona ma pretensje, że on się nie
                            > zachłystuje własnym ojcostwem, a przecież też chciał dziecka (znaczy zgodził s
                            > ię)... itd.

                            :-)

                            > ludzie ogólnie lubią żyć złudz
                            > eniami i interpretować cudze słowa i gesty na korzyść własnych pragnień.

                            Tak jest a i tez z wygody czesto nie wyprowadzamy ich z bledu ;)
                      • urquhart Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 13:14
                        rekreativa napisała:

                        > Nie wiem, co pisała TB 10 lat temu, ale z ostatnich postów wynika, że chodzi o
                        > to, by jedna strona nie czuła, że ciągnie wózek domowo-rodzinno-związkowy SAMA,
                        > a ta druga strona ma w dupie, robi minimum i tylko wtedy, kiedy się ją zrzedze
                        > niem zagoni do roboty.

                        No i w tym kontekście ma racje. Miłość to kombinacja: namiętność, intymność, zaangażowanie. Dom porządki dzieci to ta część zaangażowanie. Mężczyźni mają tu niższe standardy i oczekiwania statystycznie a znacznie wyższe jeżeli chodzi o namiętność czy intymność. Ale manipulacja polega na przedstawianiu wyższych spełnianiu oczekiwań kobiet jako jakiejś oczywistej dojrzałej oczywistości a wyższych oczekiwań mężczyzn jako Opresyjności Uprzedmiotawianiu kobiet...
                        A chodzi o to samo przecież nakłonienia jednej strony do spełniania innych wyższych oczekiwań drugiej i udany związek to kompromis przy zrozumieniu że oczekiwania mamy z natury różne zamiast genderowych rewelacji o różnicach kulturowych jedynie.
                        • urquhart Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 13:28
                          Ale zwiększanie już istniejącego zaangażowania nie spowoduje automatycznego wzrostu namiętności i intymności u drgiej strony zwiazku .
                          Natomiast odwrotnie jej pozbawienie spowoduje że ten stołek bez jednej z 3 nóg sie wywróci. Podobnie jak ten stołek wywróci się bez intymności czy namiętności na wspomnienie czego panie na emamie czy życiu rodzinnym reagowały w dyskusji alergicznie że to herezje i brednie , bo implikowało to ich wkład w rozpady związków...
                          • hello-kitty2 Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 14:28
                            urquhart napisał:

                            > Ale zwiększanie już istniejącego zaangażowania nie spowoduje automatycznego wzr
                            > ostu namiętności i intymności u drgiej strony zwiazku .
                            > Natomiast odwrotnie jej pozbawienie spowoduje że ten stołek bez jednej z 3 nóg
                            > sie wywróci. Podobnie jak ten stołek wywróci się bez intymności czy namiętnośc
                            > i na wspomnienie czego panie na emamie czy życiu rodzinnym reagowały w dyskusji
                            > alergicznie że to herezje i brednie , bo implikowało to ich wkład w rozpady zw
                            > iązków...

                            A nie bierze sie to stad, ze kobiety nie sa od poczatku informowane wprost przez mezczyzn, zreszta przez nikogo JAK WAZNY jest dla mezczyzn seks w zwiazku? Ani rodzice mi tego nie powiedzieli ani zadna z ciotek, wsrod ktorych sie wychowywalam. Jak taka wielka tajemnica wiary: wierzacy wierzy ale nie wie o co w tych dogmatach w ogole chodzi? Chyba tylko Kutuzow mowi o tym wprost, ze od poczatku na randkach babki uprzedzal co do swoich wymagan w tym zakresie. Ja np nie wiedzialam tego, owszem slyszy sie tu i owdzie, ze facet poleci za kiecka ale sadzilam, ze to jak z kawalami o tesciowych czy blondynkach? I pewnie nigdy bym sie nie dowiedziala gdyby nie to forum i nie kochankowie. Instytucja kochanka najlepiej pokazuje ile dla faceta znaczy seks, ile on jest w stanie za ten seks z siebie dac. Ja tego nigdy w swoich zwiazkach nie widzialam. Zaden facet mi tego prosto w oczy nie powiedzial ani swoim konsekwentnym zachowaniem nie pokazal.


                            • marek.zak1 Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 14:39
                              Masz racje. Ja żadnej kobiecie tego nie mówiłem, ale sposób , w jaki na nie patrzyłem, mówil więcej, niż słowa :).
                              • kutuzow Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 14:51
                                marek.zak1 napisał:

                                > Masz racje. Ja żadnej kobiecie tego nie mówiłem, ale sposób , w jaki na nie pat
                                > rzyłem, mówil więcej, niż słowa :).

                                Taaa. Pisząc takie głodne kawałki możesz sobie przybić "żółwika" z loppe.
                                • marek.zak1 Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 14:58
                                  Myslisz, ze bardziej wymowne byłoby: słuchaj, podobasz mi sie, a najbardziej chciałbym iśc z toba do łóżka jak najpredzej?
                                  • kutuzow Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 15:07
                                    marek.zak1 napisał:

                                    > Myslisz, ze bardziej wymowne byłoby: słuchaj, podobasz mi sie, a najbardziej ch
                                    > ciałbym iśc z toba do łóżka jak najpredzej?

                                    To że chciałbyś iśc do łóżka owszem to pewnie "widać" po zachowaniu.

                                    Za to, to że uważasz iż "bez seksu nie ma związku" już moze być czymś nowym dla tej kobiety i z
                                    tym może się nie zgadzać.
                                    Chodziło o rolę seksu w związku a nie poziom pożądania na początku.
                                    • marek.zak1 Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 15:22
                                      Tu masz pewna racje bo nie rozmawialismy na wiele tematów, nie tylko o seksie, ale także o dzieciach, w jakim kraju chcemy mieszkać itp. Wszystko szło na spontanie. Byłby dramat, gdyby okazało się, że mamy różnice w libido, ale na szczęście tak nie było.
                              • hello-kitty2 Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 15:04
                                marek.zak1 napisał:

                                > Masz racje. Ja żadnej kobiecie tego nie mówiłem, ale sposób , w jaki na nie pat
                                > rzyłem, mówil więcej, niż słowa :).

                                Marek ja pisalam na powaznie. Co w wieku dwudziestu paru lat mialam z czyis spojrzen prawdy o zyciu wyczytywac? Moze rzeczywiscie bylam zbyt malo rozgarnieta. W zasadzie dopiero po spieprzeniu paru zwiazkow, grubo po trzydziestce zaczelam sie dopiero zastanawiac o co w zwiazku w ogole chodzi?
                                • urquhart Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 15:10
                                  > jrzen prawdy o zyciu wyczytywac? Moze rzeczywiscie bylam zbyt malo rozgarnieta.
                                  > W zasadzie dopiero po spieprzeniu paru zwiazkow, grubo po trzydziestce zaczela
                                  > m sie dopiero zastanawiac o co w zwiazku w ogole chodzi?

                                  Jakbyś miała dobry bagaż rodzinny to rozumienie pewnych sygnałów niewerbalnej komunikacji damsko-męskej wyniosłabyś z domu. To przewaga którą mają niektórzy a inni muszą sie tego uczyć na błędach czy terapiach...
                                • marek.zak1 Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 15:17
                                  A czy wiedziałabyś wiecej, jesli facet by ci Powiedział, : ,,miłośc miłościa, związek zwiazkiem, ale chodzi mi o to, zeby sie z Tobą bzykać bez opamietania i o to głównie mi chodzi?"
                                  • hello-kitty2 Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 15:29
                                    marek.zak1 napisał:

                                    > A czy wiedziałabyś wiecej, jesli facet by ci Powiedział, : ,,miłośc miłościa, z
                                    > wiązek zwiazkiem, ale chodzi mi o to, zeby sie z Tobą bzykać bez opamietania i
                                    > o to głównie mi chodzi?"

                                    Wiesz co Marek, paradoksalnie wystarczyloby mi jakby mi kiedys ktos zaufany (facet, matka, ojciec, przyjaciolka) powiedzial ''nie ma seksu nie ma zwiazku'' czy jak to Ty zawsze mawiasz.
                                    • marek.zak1 Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 15:37
                                      Widzisz, to jest slabośc naszej szkoły, która nie uczy kim byc, kim nie być (jak słusznie napisalas co cie drażni w facetach) jak zyć, jak wyznaczać sobie i osiagac wyznaczone cele,kim jestesmy i na czym nam zależy, a skupia sie na budowie pantofelka, macierzach i wojnach narodowo-wyzwoleńczych.
                                      Przy okazji:)
                                      zakbajka.blog.onet.pl/2014/03/20/grozne-miny-lawrowa/
                            • kutuzow zawrócenie z podróżny -zagadka 21.03.14, 15:05
                              hello-kitty2 napisała:
                              > A nie bierze sie to stad, ze kobiety nie sa od poczatku informowane wprost prze
                              > z mezczyzn, zreszta przez nikogo JAK WAZNY jest dla mezczyzn seks w zwiazku?

                              Widzisz Kitty, bo poza odwagą, to jeszcze trzeba zrozumieć że działania nakierowane na szybki efekt, potem się mszczą w przyszłości. Facet który gra "miłego,czułego itp" (czyli w ogóle nie porusza kwestii seksu -że jest on dla niego bardzo ważny w związku), dużo łatwiej przejdzie przez pierwszą fazę znajomości i wyląduje w łóżku. To trochę odpowiednik działania kobiety która nie mówi od razu od pierwszej randki że bardzo chciałaby dziecko.

                              Z tym, że ten sam facet wpada potem we własną pułapkę. O ile nie zależy mu na przelotnym związku, to potem głupio tak nagle wyskoczyć z tekstem, że zasadniczo albo seks raz dziennie, albo sie rozstajemy. Grał przecież takiego miłego i kulturalnego.

                              Analogicznie kobieta która nie wspomina o palącej potrzebie posiadania dziecka, też nie za bardzo może od razu naciskać na szybką ciężę. Skoro wcześniej grała pewną siebie szczęśliwą singielkę na pierwszych randkach.

                              Co do tego jak ważny dla facetów jest seks, to lata temu zrobiliśmy ze znajomymi pewien eksperyment. Zadawaliśmy kobietom i facetom to samo pytanie:
                              - po jaką rzecz, wrócił by się facet nawet z połowy (dalekiej) drogi. Zakładamy że wybierają się gdzieś we dwoje -np. z Krakowa nad Bałtyk. Co ważne wróciłby się nawet bez dużego marudzenia.
                              Podpowiem Ci, że zdecydowana większość facetów odpowiedziała tak samo (jakieś 9 na 10) :-)




                              .....

                              chodziło o pigułki anty.
                              Faceci wiedzieli że ich brak (przerwanie zażywania) mocno odbije się na seksie na wakacjach, a w przeciwieństwie do gumek, nie jest to coś co można kupić na stacji benzynowej (kwestia recepty, odpowiedniej kolejności zażywania itp).

                              większość odpowiedzi które wymieniały kobiety (jakieś ubranie na wakacje, buty, zapasowe okulary itp) faceci "olewali" jako mało ważne -można albo kupić zamiennik na miejscu albo obejść się bez tego.
                              • hello-kitty2 Re: zawrócenie z podróżny -zagadka 21.03.14, 20:26
                                kutuzow napisał:

                                > chodziło o pigułki anty.
                                > Faceci wiedzieli że ich brak (przerwanie zażywania) mocno odbije się na seksie
                                > na wakacjach, a w przeciwieństwie do gumek, nie jest to coś co można kupić na s
                                > tacji benzynowej (kwestia recepty, odpowiedniej kolejności zażywania itp).
                                >
                                > większość odpowiedzi które wymieniały kobiety (jakieś ubranie na wakacje, buty,
                                > zapasowe okulary itp) faceci "olewali" jako mało ważne -można albo kupić zamie
                                > nnik na miejscu albo obejść się bez tego.

                                Moja odpowiedz to zawsze jedno i to samo gdy wyjezdzam: paszport i karta kredytowa. Zakladam, ze wszystko moge kupic w razie czego ale moze dlatego, ze ja antykoncepcje nosze na slale w sobie ;) Ale rozumiem odpowiedz.
                            • rekreativa Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 18:44
                              Masz rację, kitty.
                              Jest nawet odwrotnie - faceci często umniejszają znaczenie seksu w rozmowie z kobietą, czy hamują swoje apetyty. Taki pan jawi się jako ktoś, kto wyżej stawia wartości rodzinne, czy wspólne rozmowy o literaturze, a zmanipulowana babka w trakcie związku ze zdziwieniem odkrywa, że on właściwie to by się ciągle tylko ruchał :)
                              • marek.zak1 Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 18:49
                                A zobacz tu na forum ile jest przypadków, że facet nie mówi o seksie, babka jest zachwycona jego wstrzemięźliwością, delikatnoscią, a po ślubie seksu tez nie ma. To jest lepiej?
                                • rekreativa Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 18:51
                                  No, może być i taki przypadek, że babka naprawde trafi na aseksualnego i weźmie jego szczerość za element gry godowej, a potem płacz i zgrzytanie zębów ;)
                              • hello-kitty2 Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 20:05
                                rekreativa napisała:

                                zmanipulowana babka w
                                > trakcie związku ze zdziwieniem odkrywa, że on właściwie to by się ciągle tylko
                                > ruchał :)

                                hehe no wlasnie pisalam, ze masz dzisiaj super puenty! :) Przyznaj sie popijasz cos?
                                • marek.zak1 Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 20:13
                                  Chce dużo i często- źle, nie chce - jeszcze gorzej. To co ma ten facet robić, żebyscie były zadowolone?
                                  Juz wiem. Nie przejmować się specjalnie .
                                • urquhart Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 20:16
                                  hello-kitty2 napisała:

                                  > rekreativa napisała:
                                  >
                                  > zmanipulowana babka w
                                  > > trakcie związku ze zdziwieniem odkrywa, że on właściwie to by się ciągle
                                  > tylko
                                  > > ruchał :)
                                  >
                                  > hehe no wlasnie pisalam, ze masz dzisiaj super puenty! :) Przyznaj sie popijasz
                                  > cos?

                                  Jak coś podobnego napisał niejaki Groszek na życiu rodzinnym w dobrej wierze że dzieki temu zwiazek z żoną jego był tak harmonijny pamietam to rozsierdzone harpie go obsiadły że jest trolem zbokiem i obraża mężczyzn i uprzedmiotawia kobiety i mało mu oczu nie wydrapały...
                                  • rekreativa Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 20:41
                                    To już mechanizm obronny - jeśli babka sama seksu nie za bardzo lubi i się miga, to kreowanie świata, w którym napaleni faceci sa zbokami nienormalnymi, a facet normalny i kochający potrzebuje raz w miesiącu najwyżej sprzyja podtrzymaniu dobrego samopoczucia na własny temat, bo przenosi "winę" na kogoś.
                                    To też przywiązanie do ideału miłości jako "czystej" i nieskalanej zwierzęcym pożądaniem, a który to ideał obowiązuje w każdej bajeczce dla dziewczynek: długa historia starań i zalotów, a z seksu pocałunek i koniec pieśni.
                                    • urquhart "facet który pragnie mnie dla mojego mózgu" 21.03.14, 23:17
                                      rekreativa napisała:

                                      > To już mechanizm obronny - jeśli babka sama seksu nie za bardzo lubi i się miga
                                      > , to kreowanie świata, w którym napaleni faceci sa zbokami nienormalnymi, a fac
                                      > et normalny i kochający potrzebuje raz w miesiącu najwyżej sprzyja podtrzymaniu
                                      > dobrego samopoczucia na własny temat, bo przenosi "winę" na kogoś.
                                      > To też przywiązanie do ideału miłości jako "czystej" i nieskalanej zwierzęcym p
                                      > ożądaniem, a który to ideał obowiązuje w każdej bajeczce dla dziewczynek: długa
                                      > historia starań i zalotów, a z seksu pocałunek i koniec pieśni.

                                      Tak mi sie skojarzyło...
                                      demotywatory.pl/4310002/Kobieta
                                • rekreativa Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 20:31
                                  Wypiłam trzy kawy, ledwo moge oddychac i mam gonitwę mysli
                                  :D
                        • rekreativa Re: Zaangażowanie a Uprzedmiotowienie ? 21.03.14, 18:39
                          "przy zrozumieniu że oczekiw
                          > ania mamy z natury różne zamiast genderowych rewelacji o różnicach kulturowych
                          > jedynie."

                          Szczerze mówiąc nie wiem, co tam studia gender dokładnie mówią na temat seksualności .
                          Z obserwacji własnych skłonna bym była przychylić się do teorii, że kobiety statystycznie mają mniejsze libido. Niemniej zawsze trzeba mieć na wzgledzie, że statystycznie to nie znaczy 100% i że nie mozna w związku z tym zakładać, iż każda spotkana babka ma mniejsze apetyty. Zawsze się znajdzie ileś babek z apetytem większym , albo porównywalnym.
                          Co do samych potrzeb zw. z seksem, to są już one bardzo podobne, jeśli nie identyczne: obie płcie pragną adoracji, akceptacji dla swej fizyczności, zadbania o ich przyjemność cielesną, zaangażowania w sam akt itp.

                          " Ale manipulacja polega na przedstawianiu wyższych speł
                          > nianiu oczekiwań kobiet jako jakiejś oczywistej dojrzałej oczywistości a wyższy
                          > ch oczekiwań mężczyzn jako Opresyjności Uprzedmiotawianiu kobiet..."

                          Tak na spokojnie, to ja się z tym nawet zgadzam. Tylko odnoszę wrażenie, że wy tu, panowie, na forum, zbyt wiele rzeczy chcecie wtłoczyć pod to hasło o zawyżonych oczekiwaniach kobiet.
                          Bo jeśli mamy na myśli wymagania babki, żeby podloge pastować dwa razy na tydzień, to tak - to sa fanaberie i z dojrzałością gówno maja wspólnego. Ale jeśli mówimy o nakarmieniu dziecka czy ostrożności przy rzucaniu nielubianej pracy akurat w momencie, gdy żona w ciąży - to to już chyba nie są kaprysy roszczeniowej baby, prawda?
                          To samo w drugą stronę - czy facet ma prawo oczekiwać, że w dobrowolnym związku z kobietą będzie seks i intymność? No ma prawo, po to, między innymi ludzie w ogóle wchodzą w związki - żeby zaspokoić swoje potrzeby seksualne.
                          Ale oczekiwanie, że ten seks ma być codzień, albo koniecznie w fikuśnej bieliźnie, albo zawsze z lodem, to może już sie łapać na "w dupie mu sie poprzewracało".
                          • nocnymarek2 Libido, libido... 22.03.14, 11:38
                            rekreativa napisała:

                            > Z obserwacji własnych skłonna bym była przychylić się do teorii, że
                            > kobiety statystycznie mają mniejsze libido.

                            Nie strasz facetów, bo z kobietami nie jest tak źle, jak się to czasem
                            wydaje. Mąż mojej dziewczyny też myśli, że ona ma małe libido, ale
                            jest w baaardzo dużym błędzie.
                  • bigbadpig Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 11:19
                    Podział obowiązków to był kiedyś w jej tezach fundamentalny i z góry zakładany powód bswm, w podobnym stopniu jak teraz są to męskie braki w technice.
      • lybbla Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 00:22
        yoric napisał:

        > Stary, wyjątkowo źle trafiłeś w tym wątku, niestety.
        >
        > Mam krótką radę, nie czytaj Loppe, który nie ma generalnie nic do powiedzenia,
        > ani TB, która karmi Cię swoją ideologią, bo trafiła na podatny grunt - na przyk
        > ład twierdzi, że różnice między seksualnością męską i kobiecą biorą się z uwaru
        > nkowań kulturowych, albo wie lepiej od Ciebie, co Twoja kobieta czuje w łóżku.
        >
        > Zamiast tego poczytaj całą resztę Forum,

        Myślę, że stary nie trafił tylko świadomie chciał wywołać TB.

        Czytajmy TB. Opisuje ona
        kobiety z rozrośniętym Yang i mężczyzn z rozrośniętym Yin. Coś co dotyczy mnie bezpośrednio. Pisanie TB stanowi odskocznie dla głównego nurtu w naszym społeczeństwie (i tego forum)
        gdzie dla mężczyzn wartością jest seks odrobiną zobowiązań
        a dla kobiet związek z odrobiną dobrego seksu.
        Do kompletu brakuje jeszcze drugiej skrajności gdzie
        dla mężczyzn wartością jest seks bez zobowiązań
        a dla kobiet związek niekoniecznie z dobrym seksem.

        Pisanina TB jest dla mniejszości. Być może ta mniejszość zmieni się wkrótce w większość za sprawą dwóch względnie nowych czynników
        a) skutecznych środków antykoncepcyjnych
        b) testów na ojcostwo

        O tym, że póki co jest to nisza pisze sama TB

        >Co do satysfakcji seksualnej żony - moim skromnym zdaniem to jest sedno >problemu, ale nie sądzę, po latach doświadczeń w tej materii aby zbyt wielu >mężczyzn było w stanie wziąć taką prawdę na swą męską klatę. Zazwyczaj >kończy się na zapewnieniu, że żona ma orgazmy, satysfakcje i lubi seks, tylko >się do niego nie garnie z przyczyny nieznanej.

        >Na wiele, wiele przypadków takich kłopotów małżeńskich spotkałam się jedynie >z trzema przypadkami w których nie doszło po takim wyznaniu kobiety do >rozwodu. Za to w tych właśnie przypadkach udało się małżonkom nawiązać >satysfakcjonującą wieź seksualną. Są mężczyźni i są faceci.

        Opisywane przez TB przypadki zazwyczaj kończą się rozwodem. Tylko 3 przypadki
        (SIC!) na wiele wiele zakończyły się satysfakcjonującym seksem w małżeństwie. Kobieta chcąca wejść na ścieżkę satysfakcjonującego seksu w małżeństwie stąpa po polu minowym.

        TB nie jest już jednostronna, pisze bowiem że

        >Kobiety udają orgazmy, udają satysfakcję seksualną i jest to w sumie zjawisko >dość powszechne.

        Udają bo związek z tym konkretnym jak się później okaże facetem jest wartością nadrzędną. A mężczyzna okazuje się facetem bo gdy do niego dotrze w jakim jest związku wyrusza w świat poszukać swoich jaj.

        I na koniec wyjątek z TB

        >Jest to wierutną bzdurą. Wystarczy aby kobieta i jej stały partner skupili się na >kobiecym aspekcie seksualności, poznali go - i kobieta okazuje się osoba >równie seksualną jak jej mąż.

        W trzech przypadkach wystarczyło.
        • yoric Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 02:35
          Ale jak to przystaje, jeśli w ogóle, do tego o czym pisze autor wątku?
          • that.bitch.is.sick Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 09:04
            yoric napisał:

            > Ale jak to przystaje, jeśli w ogóle, do tego o czym pisze autor wątku?

            No dobra, przyznaj że jeśli chodzi o ideologiczne skrzywienie to bogini jest odpowiednikiem żeńskim urquharta, z jednym minusem dla bogini względem wymienionego, że bogini ma tendencję do rozpisywania się na temat rzeczy oczywistych, natomiast kwestie cokolwiek dyskusyjne serwuje jako oczywistości.
            • urquhart odpowiednikiem żeńskim urquharta, 20.03.14, 12:31
              that.bitch.is.sick napisała:

              > yoric napisał:
              >
              > > Ale jak to przystaje, jeśli w ogóle, do tego o czym pisze autor wątku?
              >
              > No dobra, przyznaj że jeśli chodzi o ideologiczne skrzywienie to bogini jest od
              > powiednikiem żeńskim urquharta, z jednym minusem dla bogini względem wymienione
              > go, że bogini ma tendencję do rozpisywania się na temat rzeczy oczywistych, nat
              > omiast kwestie cokolwiek dyskusyjne serwuje jako oczywistości.

              No jak sobie przygadujemy tak pięknie to bardziej widzę w tobie mój odpowiednik po żeńskiej stronie. Polaryzujesz się i jesteś kąśliwa, ale zapamiętałem wątki w których jesteś ciekawa odkryć, badań, na ich podstawie budujesz swój światopogląd, pisałaś o modyfikowaniu swojego zachowania, a nie jak większość babek tutaj jedynie oczekujesz zmian i dopasowania jedynie od innych, tych niedojrzałych facetów czy idealnych kochanków jak u TB.

              A to że raz słodzisz a zaraz kąsasz i odpychasz to myślisz że to jakieś może oryginalne? Książkowe skuteczne okręcanie facetów wokół palca - klasyka babskiego seduction...
              www.youtube.com/watch?v=fMjavRu4v5c
              :)
          • lybbla Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 21.03.14, 04:57
            Będzie rozwód.
        • that.bitch.is.sick lybbla 20.03.14, 09:11
          lybbla napisał:

          >
          > I na koniec wyjątek z TB
          >
          > >Jest to wierutną bzdurą. Wystarczy aby kobieta i jej stały partner skupili
          > się na >kobiecym aspekcie seksualności, poznali go - i kobieta okazuje się
          > osoba >równie seksualną jak jej mąż.
          >
          > W trzech przypadkach wystarczyło.

          Lybbla. Jesteś prześmiewcą. Bardzo to się robi interesujące po co ty tu jesteś, przedstawiając się jako wysmakowany koneser głupoty i zaślepienia innych. To jakiś nowy sposób na forumową wyższość? Już nie będzie kazań? Myślałam że z Ciebie będzie nowy guru bo widzisz wszystko, wiesz wszystkko i jesz wszystko.
          • lybbla Re: lybbla 21.03.14, 04:45
            that.bitch.is.sick napisała:

            > Lybbla. Jesteś prześmiewcą. Bardzo to się robi interesujące po co ty tu jesteś,
            > przedstawiając się jako wysmakowany koneser głupoty i zaślepienia innych. To
            > jakiś nowy sposób na forumową wyższość? Już nie będzie kazań? Myślałam że > z Ciebie będzie nowy guru bo widzisz wszystko, wiesz wszystkko i jesz wszystko.

            TB ostatnio popełniła wyważone wpisy na tym forum.
            W tym wątku bronię TB jak lew (salonowy). Przy okazji kopiąc ją po kostkach.
            A co potrzebujesz więcej uwagi?

            O co chodzi z tymi kazaniami?

            Sama bądź guru.

            Tak jednostronny ogląd potrafi mnie zirytować. I wtedy kopię.
            Ale żeby od razu koneser głupoty.

            Wciągają mnie takie uwagi, że
            suchy wytrysk, super wrażliwe łechtaczki, squirt to na wyspach Bergamutach.
        • mojemail3 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 10:26
          lybbla napisał:

          (...)"Opisywane przez TB przypadki zazwyczaj kończą się rozwodem. Tylko 3 przypadki
          (SIC!) na wiele wiele zakończyły się satysfakcjonującym seksem w małżeństwie. Kobieta chcąca wejść na ścieżkę satysfakcjonującego seksu w małżeństwie stąpa po polu minowym (...)"

          A ja się wcale nie dziwię, tej ilości rozwodów, wcale a wcale...
        • yoric Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 21.03.14, 17:17
          > Czytajmy TB.

          nie zgłaszam sprzeciwu :). Może poza długością wpisu :).

          W moim komentarzu chodzi mi o to, że facet wchodzi na Forum i na wejściu dostaje strony wypracowań od TB. Więc nie tyle "nie czytaj jej", co poczytaj resztę forum; tak jak pisałem w poprzednim porównaniu, nie buduj obrazu sytuacji politycznej tylko na tym, co ci powie ryuska telewizja, bo akurat na nią traiłeś jako pierwszą :).
          I dwa chciałem się upomnieć o poprzednią teorię TB, która została jak widzę zupełnie porzucona, tymczasem jak od początku mówiłem, że to bzdura, TB broniła jej 'piesią i pazurami'.
    • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 17:44
      Sorry stary,

      albo zajmujesz się ochroną własnego ego, albo własnego związku. Jeśli nawet na forum, gdzie jesteś anonimową postacią zależy ci na udowodnieniu, że żona ma orgazmy, nic a nic nie udaje i myślisz w kategoriach "spisywania się", czy "zaspokajania kobiety" - nie dziw się, że żona boi zdobyć się na szczerość.

      Nie ma na świecie osób, którym seks sprawia przyjemność, ale jednak podczas seksu da się wyczuć, że robią to niechętnie i to do tego stopnia, że ich partnera aż jak to ująłeś "odrzuca".

      Oczywiście możesz też przyjąć, że:
      - przestałeś być dla żony atrakcyjny,
      - że jest samicą, której odbiło macierzyństwo,
      - że ona uwielbia seks z tobą, ma orgazmy, wytryski i wszystko co opisano i sfilmowano a unika seksu i jest mu niechętna, bo...widziała ufoludki albo jej libido zależy od obrotów alfa centauri względem podstawowej osi drogi mlecznej,
      - ma kochanka/kochankę albo jest uzależniona od swojego wibratora lub onanizmu,
      - ma małe potrzeby seksualne ma ciebie gdzieś, nie kocha cię i nie szanuje.

      Swoją drogą - kobiety niskolibidowe są dobrymi partnerkami długoterminowymi. Same mają niewielkie potrzeby seksualne, więc seks "dla partnera" nie frustruje ich, nie pozostają po wszystkim z nierozładowanym napięciem seksualnym. Są więc w stanie kochac się częsciej, niż same potrzebują - dla partnera dobra związku i nie mają z tym problemów.
      Niezaspokojenie kobiety w seksie jest problemem w związkach z kobietami wysokolibidowymi, seks je nakręca, a długo nie dochodzi do zaspokojenia - zamieniają się wtedy w suki, dostają pierdolca, albo - zaczynają unikać seksu, bo to na nie źle wpływa. Albo jedno i drugie.
      • enia17 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 22:05
        Zgadzam sienw 10000% z tym co napisalas
        Slowo w slowo wszystko prawda
        Obecnie jestem na etapie zwiazku ze frustracja wychodzi mi uszami
        Czy masz jakies porady jak zmienic nawyki masturbacyjne (kobiety) w stalym zwiazku?

        Dzieki!
      • yoric Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 02:42
        A... a co się stało z teorią, wg której samiec nie pomaga przy garach? Przecież wedłgu doświadczeń, praktyki terapeutycznej oraz rozległej literatury tematu to właśnie to jest przyczyną większość braku seksu w małżeństwie... :)
        • urquhart aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku-newsw 20.03.14, 07:39
          yoric napisał:

          > A... a co się stało z teorią, wg której samiec nie pomaga przy garach? Przecież
          > wedłgu doświadczeń, praktyki terapeutycznej oraz rozległej literatury tematu t
          > o właśnie to jest przyczyną większość braku seksu w małżeństwie... :)

          Yoric, przybywa świeżych komplementarnych badań we wspomnianym temacie, a udowodnioną rozbieżność podświadomych potrzeb z deklarowanymi oczekiwaniami podkreśla coraz więcej publikacji, i to jest poniekąd naukowe stwierdzenie znanego faktu że baby same nie wiedzą o co im chodzi , co jest nie do pogodzenia z feministycznym postulatem że to baby to rasa najmądrzejsza a żródłem zła na świecie jest że chłopy są zbyt głupie i prymitywne żeby się do ich mądrości dostosować i podporządkować :)

          nauka.newsweek.pl/aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku-newsweek-pl,artykuly,281117,1,2.html
          >>>
          Przypuszczają, że u mężczyzn oddających się domowym zajęciom spada poziom testosteronu. Im jest go mniej, tym panowie mniej podobają się kobietom, a i oni sami też mają mniejszą ochotę na seks. Jednak pewności co do tego nie ma. Na razie dr Lee Gettler z amerykańskiego Northwestern University dowiódł jedynie, że zmiany w stężeniu testosteronu zachodzą w organizmach mężczyzn, którzy zostali ojcami i dużo czasu zaczęli poświęcać dziecku: karmili je, zmieniali pieluchy, chodzili z nim na spacery. Praca Gettlera ukazała się trzy lata temu w czasopiśmie naukowym „Proceedings of the National Academy of Sciences”. (...)
          Mniej seksu w związkach opartych na równouprawnieniu wcale nie musi być efektem zmiany stężenia hormonów – uważa Julie Brines, współautorka pracy „Równość, prace domowe i częstotliwość seksualna w małżeństwie”. Mężczyźni wykonujący domowe obowiązki stają się w oczach kobiet po prostu mniej męscy, bardziej kobiecy, a im mniej różnic między płciami, choćby tych podświadomie odbieranych, tym mniej pożądania. Tezę tę uczona formułuje na postawie badań, które w latach 70. i na początku 80. przeprowadzili seksuolożka Pepper Schwartz i socjolog Philip Blumstein, oboje z University of Washington w Seattle. Uczeni porównali życie seksualne 22 tys. amerykańskich par – małżeństw heteroseksualnych, par heteroseksualnych żyjących w związkach nieformalnych, par gejowskich i lesbijskich. Badacze ustalili, że najrzadziej uprawiają seks pary lesbijskie, a do łóżka chadzają tym rzadziej, im dłużej trwa ich związek. Natomiast najbardziej aktywne seksualnie okazały się pary gejowskie. Wyniki analiz uczeni opublikowali w książce „American Couples: Money, Work, Sex” (Amerykańskie pary: pieniądze, praca, seks). (...)
          Jak jest naprawdę, zapewne jeszcze długo pozostanie tajemnicą, bo wciąż niewiele wiadomo o potrzebach seksualnych kobiet – uważa seksuolog Meredith Chivers z kanadyjskiego Queen’s University. W ankietach panie przekonują, że idealny mężczyzna powinien być oddany i czuły dla partnerki, ale z jej badań wynika, że podświadomość domaga się czegoś zupełnie innego – intensywnego seksu z brutalnym macho.
          Uczona podłączyła grupę młodych, średnio 28-letnich kobiet do urządzenia, które miało obiektywnie ocenić, co je podnieca. Umieściła zatem w ich pochwach sieć czujników, które rejestrowały zmiany w ukrwieniu i wydzielaniu śluzu. Tak przygotowanym uczestniczkom eksperymentu wyświetlała filmy erotyczne i pornograficzne i pytała o wrażenia. Wszystkie mówiły, że podniecają je wyłącznie tradycyjne stosunki seksualne między kobietą a mężczyzną. Jednak zupełnie co innego rejestrowały czujniki. Z analizy ich wskazań wynikało, że panie podniecał także ostry seks, m.in. obrazy gwałtu z udziałem macho.
          Jak wielkie są różnice między deklaracjami a podświadomymi potrzebami, pokazało też badanie Martie Haselton i Kelly Gildersleeve z University of California w Los Angeles. Uczone przeprowadziły słynny test brudnego podkoszulka. Poprosiły grupę panów, by nosili T-shirty i nie zmieniali ich przez trzy dni, a potem dali je do wąchania kobietom. Panie (szczególnie w czasie owulacji) bez większego trudu wyczuwały atrakcyjnych mężczyzn. Co ciekawe, im bardziej męski był właściciel podkoszulka, tym chętniej chciały go poznać. Jak mówią uczone – odezwała się prawdziwa natura kobiety, która na co dzień chętnie skorzysta z pomocy mężczyzny uległego, ale do seksu woli samców umięśnionych, przystojnych, buzujących testosteronem.
          Co zatem zrobić, by mieć udany związek? Nie dopuszczać mężczyzn do kobiecych zajęć? Czy jednak równo rozdzielać domowe obowiązki? Z analiz dr Lynn Prince Cooke z University of Kent wynika, że ryzyko rozwodu maleje, jeśli mężczyzna wykonuje mniej niż 40 proc. prac domowych, a kobieta resztę. I jeszcze jedna rada dr Cooke: jeśli związek ma być udany, to ona nie może przynosić do domu więcej pieniędzy niż on.
          • that.bitch.is.sick Re: aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku- 20.03.14, 09:13
            o ja pitolę, rzeczywiście zobaczmy w newsweeku co tam nowego w nauce:)))))
          • hello-kitty2 Re: aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku- 20.03.14, 09:52
            urquhart napisał:

            Mężczyźn
            > i wykonujący domowe obowiązki stają się w oczach kobiet po prostu mniej męscy,
            > bardziej kobiecy, a im mniej różnic między płciami, choćby tych podświadomie od
            > bieranych, tym mniej pożądania.

            Jest jeszcze taka opcja: on moze sprzatac tylko nie na jej oczach. Bierzesz sobie wolne jak zona w pracy i jedziesz na szmacie, tylko uwazaj, zeby skonczyc zanim wroci, zeby cie na sprzataniu nie zlapala ;-) Aha i bron boze zadnych potem opoweisci, jak to nie mogles kibla doszorowac czy cos ;)

            Jak mówią uczone – odez
            > wała się prawdziwa natura kobiety, która na co dzień chętnie skorzysta z pomocy
            > mężczyzny uległego, ale do seksu woli samców umięśnionych, przystojnych, buzuj
            > ących testosteronem.

            Otoz zatem pytanie kontrolne do panow: jakie przyrosty odnotowaliscie na przestrzeni zalozmy ostatnich 12 miesiecy? Wystarczy przyrost sily ;) Niestety nie da sie w oczach kobiety ''buzowac tesosteronem'' czytajac gazetke na kanapie czy napierdzielajac caly dzien w klawiature komputera, nawet krecac umiejetnie kierownica samochodu sie nie da, to za malo. Klata ma ci napinac podkoszulek (dostaniesz za to w zamian opiecie kiecki na moim tylku), a rekawek ma sie niechcacy rolowac do gory na bicepsie, jak zegniesz ramie w lokciu. Dopasowane t-shirty z elastycznej bawelny nos, a nie jakies lejby XXL. Jak cie widze z tylu to chce widziec V, a nie jakiegos klocka czy czcinke.

            I jeszcze jedna rada dr
            > Cooke: jeśli związek ma być udany, to ona nie może przynosić do domu więcej pie
            > niędzy niż on.

            Nie ma sprawy, nadwyzki beda sprawnie odprowadzane bez jego wiedzy, jak wiadomo mezowi sie calej dupy nie pokazuje ;)
          • bigbadpig Re: aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku- 20.03.14, 10:55
            Tu Urqu jak rozumiem, dajesz wiarę tej koncepcji, bo zakładasz. że to całe sprzątanie niszczy atrybut męskości w oczach kobiety; przecież, że nie chodzi o jakiś fatalny wpływ na podświadomość sprzątania jako takiego, szkodliwy sens tego sprzątania - to tworzenie z mężczyzny pokojówki w symbolicznym fartuszku. Jasne - kobiety poszukują w mężczyznach męskości - jakkolwiek by to trywialnie brzmiało. Jednak - czy ty naprawdę wierzysz, że sprzątanie samo w sobie "ukobieca"? Mogę sobie wyobrazić mnóstwo prac których wykonanie, dla mnie jest par excellence męskie, a ich zepchnięcie na kobietę będzie dla męskiego wizerunku niszczące. Ciekaw jestem czy się ze mną zgadzasz w tym punkcie? Czy uważasz, załóżmy hipotetycznie, że po remoncie pomieszczenia gospodarczego, należy zagonić żonę do szmaty i miotły? Nie chcę wymyślać skrajnych przypadków, od których ta koncepcja powyższa się odetnie magicznym hasłem "chodzi o prace domowe", wychodzę jednak z takiego założenia - że jak widać w powyższej scenie sprzątanie samo w sobie, nie jest po prostu kobiece. Nie ma też nic obiektywnego w pracy domowej, bo gdzie jest absolutna granica między zadaniem męskim i kobiecym? To by była jakaś bzdura. Kończy się na myciu kibla które już nie umniejsza męskości? Kończy się za drzwiami pomieszczeń mieszkalnych domu? Przy 500kcal? Jasne - jak mężczyzna będzie latał po domu z miotełką do kurzu, przesuwając ramkę ze zdjęciem bo nie zamiatał tam od trzech dni to może się stać śmieszny. Ale jeśli umyje podłogę, gary i co tam jeszcze, klepnie w tyłek żonę która w międzyczasie robiła obiad i poleci na trening, albo powie ogarnąłem pokój i łazienkę, idę się zająć czym tam mam ochotę albo muszę, gdzie tu miejsce na zniewieścienie? Chodzi mi o to, o czym poniekąd kitty wspomniała, męskość i kobiecość mają wiele mniej subtelnych emanacji niż to kto trzyma szmatę w ręce. I nie mówię, że zniewieścienie związane z umyciem naczyń może być skompensowane co piątkowymi sparingami na treningach muay, a mycie podłogi - niskim głosem i trzydniowym zarostem. One w ogóle nie musza być kompensowane, bo mogą nie mieć znaczenia. Jeśli w oczach konkretnej kobiety będziesz spełniał tą męską rolę, będziesz gościem który nie rozkłada bezradnie rąk szukając telefonu bo coś się z lampą zepsuło, który nie schodzi wieczorem z drogi młodym menelom z osiedla, itd. - ja wymyślam tutaj jakieś bzdury, chodzi mi o zasadę, tym bardziej, że szczegóły są wysoce subiektywne - jeśli, więc będziesz tym 'typem' a nie 'piórnikiem', to jaki może mieć na Twój odbiór fakt, ile % sprzątania w domu jest po Twojej stronie? To tak jakbyś chciał powiedzieć, że vito corleone to mięczak bo przecież go dzieci wzruszały, to rujnuje jego wizerunek twardziela? No nie bardzo. Moja żona mówi, że ją drażni u mężczyzn, gdy chodzą w modnych szaliczkach, myślisz, że Mamed Khalidov, którym się niby podnieca, wydałby się jej kobiecy gdyby go rozpoznała gdzieś na ulicy pod wrzosowym szalikiem? Naiwnej moim zdaniem jest wiera, że męskość to jakiś konkretny, zamknięty zestaw zachowań i naruszenie któregoś elementu burzy konstrukcję. Można być mężczyzną na tak wątłych podstawach, że programowe niemycie garnków będzie jakimś elementem budowania wizerunku, ale można mieć to w d.. i po prostu robić rzeczy które uznasz za potrzebne, choćby Twoja motywacją było to, że jak ty tego nie zrobisz to twoja kobieta będzie musiała. Ciężkie torby chyba za nią nosisz, choć pewnie dałaby sobie radę, czemu nie miałbyś wziąć się za robotę w domu, choć też dałaby radę sama? Nie wiem czy jasno wyraziłem swoją myśl w tej epistole, myślę, że skupiasz się na czymś co może być elementem dynamiki damki-męski o której mówisz, ale jest wiele zachowań i postaw przy których kwestie sprzątania to dziecinada. Jak reagujesz na nagłe, pozornie nierozwiązywalne problemy? Jak znosisz fizyczne niedogodności? W jakim stopniu Twoja kobieta czuje, że zapewniasz jej fizyczne bezpieczeństwo? Jakim oddajesz się pasjom? Na ile jesteś niezależny? Na ile jesteś zdecydowany? Jak odnosisz się do innych mężczyzn w sytuacji konfliktu? Czy nie za dużo sprzątasz i myjesz? - trochę nie pasuje :P
            • mojemail3 Re: aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku- 20.03.14, 11:03
              bigbadpig napisał:

              (...)" Można być mężczyzną na tak wątłych podstawach, że programowe niemycie garnków będzie jakimś elementem budowania wizerunku, ale można mieć to w d.. i po prostu robić rzeczy które uznasz za potrzebne, choćby Twoja motywacją było to, że jak ty tego nie zrobisz to twoja kobieta będzie musiała (...)"

              O, brawo Prosiaczku, z ust mi to prawie wyjąłeś ;-)
              Tak, ja mi ostatnio ślubny kuchnię wysprzątał ( a umie, tak na błysk, szkoda że tak rzadko...)
              to nawet mogłam się wcześniej położyć spać, sennym głosem coś zagadnęłam,że pachnie prawdziwym samcem i potem musiałam się denerwować, czy nie będzie konsekwencji, bo o prezerwatywie nikt nie pamiętał...
            • hello-kitty2 Re: aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku- 20.03.14, 11:47
              bigbadpig napisał:

              Nie wiem czy jasno wyraziłem swoją my
              > śl w tej epistole,

              Wyraziles jasno i zrozumiale.

              myślę, że skupiasz się na czymś co może być elementem dynami
              > ki damki-męski o której mówisz, ale jest wiele zachowań i postaw przy których k
              > westie sprzątania to dziecinada. Jak reagujesz na nagłe, pozornie nierozwiązywa
              > lne problemy? Jak znosisz fizyczne niedogodności? W jakim stopniu Twoja kobieta
              > czuje, że zapewniasz jej fizyczne bezpieczeństwo? Jakim oddajesz się pasjom? N
              > a ile jesteś niezależny? Na ile jesteś zdecydowany? Jak odnosisz się do innych
              > mężczyzn w sytuacji konfliktu? Czy nie za dużo sprzątasz i myjesz? - trochę nie
              > pasuje :P

              Z pozoru tak jest jak mowisz ale jakby sie przyjrzec z bliska to cos w tym co pisze Urqu jest. Ile masz w zyciu sytuacji typu "nagłe, pozornie nierozwiązywalne problemy", w ktorych ja, jako kobieta moge Cie zaobserwowac jak sie zachowasz? Dalej czy zachowania z zycia codziennego (w tym dotyczace tego przykladowego podejscia do szprzatania) nie przekladaja sie na te zachowania w przypadku naglych nierozwiazalnych problemow i w zwiazku daja jednak pre-obraz tego jak sie zachowasz w sytuacji naprawde trudnej? Wg mnie tak.

              Podales przyklad smiesznego mezczyzny z miotelka do kurzu. Dobry przyklad, wbrew pozorom takich mezczyzn nie brakuje. Mnie np odrzucaja meskie ataki 'paniki' jak telefony emergency w sprawie rozmrazania miesa na kolacje (wyjac - nie wyjac - nie za duzo wyjac - nie za malo wyjac - ktore wyjac - kuuurrwa mac ;) albo gdy cos sie rozleje na kanape. U mnie facet rzuca wtedy wszystko, przerywa kazda rozmowe i z obledem w oczach chwyta sie za pierwsza lepsza sciere, ktora zwilza i szoruje kanapowa plame na czworaka przy zaskoczeniu calego zgromadzonego towarzystwa, ktore generalnie jakas glupia plama nie rzuca na kolana i nie wyprowadza z rownowagi ;) Najlepsza sa akcje podlogowe: plame na podlodze w pedzie zmywa chusteczka do nosa albo gabka do mycia naczyn albo co ci wyrwie z reki ;) Dalej jesli miales wlasnie fajna kolacyjke z zona, po to sie postarala, ze miec fajny wstep do akcji lozkowej albo na tym samym stole, co kolacja, ona zaczyna, a Ty jednak upierasz sie: kochanie NAJPIERW trzeba posprzatac kuchnie, zaladowac zmyware ect. Moj facet sprzata kuchnie codziennie zaraz po kolacji razem z mysciem podlogi (!)Ty wiesz ile to trwa? Ja pierdzile sorry ale ja sie zdaze przez ten czas wygrzmocic z sasiadem albo porzadnie spocic na treningu, bo wiem, ze nikogo innego procz spiecego na kanapie, perfekcyjnego pana domu po powrocie z silki w chacie nie spotkam :) Ja nie mieszkam z kochankiem, niestety ale w domu sie nie narobie.

              Takze obstawiam, ze te zachowania w sprawach sprzataniowych przekladaja sie na zachowania w sprawch grubszego kalibru. Taka probka.

              Jak odnosisz się do innych
              > mężczyzn w sytuacji konfliktu?

              A tu mnie zastanowilo: dlaczego napiales "do innych mezczyzn''? A nie ma wplywu na postrzeganie Cie jako samca jak odnosisz sie do KOBIET w sytuacji konfliktu? Dlaczego podkresliles tych mezczyzn?
              • zyg_zyg_zyg Re: aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku- 20.03.14, 12:04
                > Takze obstawiam, ze te zachowania w sprawach sprzataniowych przekladaja sie na
                > zachowania w sprawch grubszego kalibru. Taka probka.

                Czy Twój facet, Kitty, jawiłby Ci się jako bardziej męski, gdyby odstawił tę ścierę? Czy byłoby to tylko farbowanie lisa?
                • hello-kitty2 Re: aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku- 20.03.14, 12:15
                  zyg_zyg_zyg napisała:

                  > Czy Twój facet, Kitty, jawiłby Ci się jako bardziej męski, gdyby odstawił tę śc
                  > ierę? Czy byłoby to tylko farbowanie lisa?

                  Tak, zdecydowanie tak, wystarcza drobne korekty, ktore dziewczyny wysmiewaja na forum jako nic niewnoszace triki ale jednak. Na codzien nie wymagam ratowania swiata ale scierowe obsesje mnie lozkowo mocno wystudzaja.
              • bigbadpig Re: aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku- 20.03.14, 12:14
                > Takze obstawiam, ze te zachowania w sprawach sprzataniowych przekladaja sie na
                > zachowania w sprawch grubszego kalibru. Taka probka.

                Może się przekładać, może nie. Zależy o czym mówimy, te przypadki które podałaś są dość skrajne; sprzątanie po kolacji, ale koniecznie przed seksem - to brzmi jak jakaś nerwica z Koterskiego. Nie łapię tez do końca o co chodzi z tą plamą, może drażni Cię nerwowość w jego ruchach i jakaś histeryczność reakcji? Bo chyba nie o to chodzi, że prawdziwy mężczyzna pogardliwie popatrzy na sok wsiąkający w kanapę i mentalnie splunie w jego stronę? :P

                > A tu mnie zastanowilo: dlaczego napiales "do innych mezczyzn''? A nie ma wplywu
                > na postrzeganie Cie jako samca jak odnosisz sie do KOBIET w sytuacji konfliktu
                > ? Dlaczego podkresliles tych mezczyzn?

                Bo nie mówię o konfliktach kulturalnych ludzi - na płaszczyźnie przykładowo: kto jest winny, że nie został dotrzymany termin projektu. Raczej o konflikcie typu - Twój dzieciak rzuciła kamieniem prawie trafiając jakiś samochód, chcesz go opierdzielić, a tu nagle podchodzi znikąd mężczyzna/kobieta i łapie go za ramię żeby mu nawrzucać. Albo, stoisz pod nocnym, czekając aż zmęczona Pani obsłuży grupę przed Tobą przez małe okienko w drzwiach, a z tyłu podchodzi dwóch typów i poleca Ci się odsunąć bo nie mają czasu u stać. Pomijam fakt, że nie bardzo sobie wyobrażam takie sytuacje w wariancie z kobietą, ale gdyby założyć, że to się zdarza - różnica jest oczywista, zresztą nie ma co tego roztrząsać - wymieniłem to jako jeden z wielu probierzy; ani się nie chce przy żadnym upierać, anie to nie aspiruje do zamkniętej listy. Chodziło mi o co innego, o to mianowicie, że jak dasz komuś po pysku w słusznej sprawie; albo w nagłej trudnej sytuacji powiesz "ja to ogarnę" i ogarniesz, to Twojemu wizerunkowi żadne sprzątanie nie zaszkodzi. Mówisz, że takie sytuacje nie dzieją się codziennie, ja jestem innego zdania - oczywiście niecodziennie daje się i dostaje po gębie, ale w mniejszym lub większym stopniu w stałym związku, dzień w dzień jesteś obserwowana w życiowych testach z Twojego charakteru. Moja żona przeprowadza czasem przy mnie trudne telefony związane z jej pracą i sposób w jaki ona sobie radzi w tych rozmowach, niezmiennie mnie fascynuje, ona nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Na dłuższą metę w związku - słabości się nie ukryje, ale też zalety będą oczywiste.
                • orzech69 Re: aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku- 21.03.14, 08:46
                  Podsumowując oboje macie rację.
                  bbg-> sprzątanie nie niszczy wizerunku faceta ale jakoś tak się składa że statystycznie faceci mocno zaangażowani w prace domowe nie maja cech które kobiety uważają za męskie.
                  Ps.
                  Bitch więc twój post o ludziach będących w związkach bez seksu z lenistwa i wygody, pisany był z własnych doświadczeń ?
                • hello-kitty2 Re: aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku- 21.03.14, 12:15
                  bigbadpig napisał:

                  > > Takze obstawiam, ze te zachowania w sprawach sprzataniowych przekladaja s
                  > ie na
                  > > zachowania w sprawch grubszego kalibru. Taka probka.
                  >
                  > Może się przekładać, może nie. Zależy o czym mówimy, te przypadki które podałaś
                  > są dość skrajne; sprzątanie po kolacji, ale koniecznie przed seksem - to brzmi
                  > jak jakaś nerwica z Koterskiego. Nie łapię tez do końca o co chodzi z tą plamą
                  > , może drażni Cię nerwowość w jego ruchach i jakaś histeryczność reakcji? Bo ch
                  > yba nie o to chodzi, że prawdziwy mężczyzna pogardliwie popatrzy na sok wsiąkaj
                  > ący w kanapę i mentalnie splunie w jego stronę? :P

                  Histetycznosc, pierdolowatosc (koncetrowanie sie na pierdolach, roztrzasanie pierdol), latwe rozkojarzanie sie (na maksa niemeskie!), trzepanie sie, kwokowatosc, krzatanie sie, brak wewnetrznego spokoju, brak dystansu, brak luzu, brak humoru w sytuacjach stresowych, nieumiejetnosc skoncentrowania uwagi, brak priorytetow. Nienawidze jak dorosly rozmawiajacy z innym doroslym o rzeczach waznych daje sie latwo rozproszyc dzieckiem, plama albo telewizorem.
                  • urquhart Re: aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku- 21.03.14, 12:24
                    Trafnie, mnie też to potwornie irytuje.
                    • orzech69 Re: aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku- 21.03.14, 13:57
                      urquhart napisał:

                      > Trafnie, mnie też to potwornie irytuje.

                      Co by znaczyło że w życiu płodowym koteczek miał za dużo testoteronu ;)
            • zyg_zyg_zyg Re: aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku- 20.03.14, 11:56
              Aha, właśnie tak.
              Męskość "z rdzenia" i wynikający z niej pewność i luz - na przykład w podejściu do ściery, a strachliwe trzymanie się sztucznej sztancy "zachowań prawdziwie męskich".

              Tylko czy tego się nie wypija z mlekiem ojca, z potem kolegów i własną krwią z rozbitego nosa? ;-) Nie jest z kształtowaniem męskości jak tak, jak z budową domu? Jeśli dom już stoi, nie da się przebudować jego fundamentów. Można otynkować, pomalować, maksymalnie wyburzyć ścianę.
              • hello-kitty2 Re: aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku- 20.03.14, 12:10
                zyg_zyg_zyg napisała:

                > Aha, właśnie tak.
                > Męskość "z rdzenia" i wynikający z niej pewność i luz - na przykład w podejściu
                > do ściery, a strachliwe trzymanie się sztucznej sztancy "zachowań prawdziwie m
                > ęskich".

                Podoba mi sie okreslenie ''meskosc z rdzenia'' ;-) Szczegolnie, ze rdzen kojarzy mi sie z atomowym ;))

                > Tylko czy tego się nie wypija z mlekiem ojca, z potem kolegów i własną krwią z
                > rozbitego nosa? ;-)

                No wlasnie tu przychylalabym sie znowu do koncepcji Urqu, ze jednak z mlekiem matki. Do dzisiaj kraza po rodzinie opowiesci jak to moj facet idealnym dzickiem byl. Matka nie pracowala, podobniez sadzala go przed soba na poduszcze na podlodze w kuchni czy tam gdzie sie aktualnie krzatala, a on siedzial grzecznie i caly dzien sie w nia wpatrywal i to mu wystarczylo do szczescia. Mozliwe to?

                Nie jest z kształtowaniem męskości jak tak, jak z budową do
                > mu? Jeśli dom już stoi, nie da się przebudować jego fundamentów. Można otynkowa
                > ć, pomalować, maksymalnie wyburzyć ścianę.

                Jak dla mnie teoretycznie mozliwe jest to zeby oduczyc sie reagowania panika na plame ale jak mu to mowi to on w ogole nie widzi problemu. Plama jest dla niego problemem, a nie jego reakcja. Mnie sie po prostu juz nie chce walczyc z wiatrakami, po co zmieniac drugiego czlowieka, skoro on sie ze soba czuje dobrze i jest z siebie zadowolony.
            • kutuzow Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZORUJE 20.03.14, 18:56
              bigbadpig napisał:

              > Tu Urqu jak rozumiem, dajesz wiarę tej koncepcji, bo zakładasz. że to całe sprz
              > ątanie niszczy atrybut męskości w oczach kobiety; przecież, że nie chodzi o jak
              > iś fatalny wpływ na podświadomość sprzątania jako takiego, szkodliwy sens tego
              > sprzątania - to tworzenie z mężczyzny pokojówki w symbolicznym fartuszku.

              Big, ja sądzę że problem jest gdzie indziej. Nie chodzi tutaj o samo sprzątanie, albo o to ile tego sprzątania jest (czy sprzątają po połowie czy mają inny podział).

              Wg mnie najważniejsze jest to KTO ustala co jest standardem porządku. Czyli w skrócie kto trzyma "bat". Jeśli dla faceta wystarczy ogarnąć dom raz na tydzień, ale dla jego kobiety trzeba zmywać podłogę codziennie, to nawet jeśli podzielą się 50/50 i jednego dnia będzie zmywała ona kolejnego on, to nadal ON dostosował się do JEJ wzorców.

              Osobiście nie mam problemów ze sprzątaniem (pewnie dla tego, że długo mieszkałem sam i musiałem sam się wszystkim zajmować). Z narzeczoną podzieliliśmy zakres prac wg specjalizacji (ja np. wbrew stereotypom szoruję kibel, łazienkę i inne powierzchnie płaskie -mam już niezłą specjalizację w tym zakresie).

              Mamy jednak taką zasadę, że gdy jednemu z nas zaczyna przeszkadzać poziom brudu, to nie instruuje drugiego na "Twoja część się ubrudziła- posprzątaj", tylko ma do wyboru:
              a) czeka aż ta druga strona sama to zrobi
              b) bierze za szmatę i sprząta

              Dzięki temu nie ma u nas podziału na szefa i sprzątacza/sprzątaczki. Jest równa struktura.

              Jeśli mi przeszkadzają naczynia w zlewie, to nie mówię "kochanie może byś pozmywała" tylko sam to robię. Jeśli jej przeszkadza brudna podłoga, to nie każe mi sprzątać, tylko albo czeka do weekendu, albo sama zmywa.

              Problem wg mnie jest wtedy gdy to kobieta nadzoruje i rozdziela zakres pracy, a facet mniej lub bardziej pokornie go realizuje. Wtedy widać "strukturę" w której facet jest podległy i żadne zaklęcia i puszenie się tego nie zmienią.
              • rekreativa Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 20.03.14, 19:03
                " Problem wg mnie jest wtedy gdy to kobieta nadzoruje i rozdziela zakres pracy, a
                > facet mniej lub bardziej pokornie go realizuje. Wtedy widać "strukturę" w któr
                > ej facet jest podległy i żadne zaklęcia i puszenie się tego nie zmienią"

                Dokładnie.
                Kiedys nawet napisałam coś podobnego, że nie chodzi o to, że męzczyzna wykonuje prace domowe, ale o to, że je wykonuje na rozkaz - to własnie może go umniejszać, ta służalczość, podporządkowanie, a nie sam fakt umycia podłogi czy uprania gaci.
              • sabat.77 Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 20.03.14, 19:32
                Troche inaczej bym to ujal. To jest tak, ze jedna osoba jest ofensywna a druga unikowa. Podaj jak widzisz opcje, bo diagnoza jest z grubsza ok. Wedlug mnie w ukladach silnie ze soba zwiazanych nie ma na to chyba zadnej recepty, poza swoistym hijackingiem - czyli rozpoczeciem walenia chamskich wyrzutow drugiej osobie, az wycofa sie pod sciane. Skoro ktos przypuszcza szturm, to chyba nienajlepszy czas na pokojowe negocjacje.
                • kutuzow Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 20.03.14, 19:34
                  sabat.77 napisał:

                  > Troche inaczej bym to ujal. To jest tak, ze jedna osoba jest ofensywna a druga
                  > unikowa. Podaj jak widzisz opcje, bo diagnoza jest z grubsza ok. Wedlug mnie w
                  > ukladach silnie ze soba zwiazanych nie ma na to chyba zadnej recepty, poza swoi
                  > stym hijackingiem - czyli rozpoczeciem walenia chamskich wyrzutow drugiej osobi
                  > e, az wycofa sie pod sciane. Skoro ktos przypuszcza szturm, to chyba nienajleps
                  > zy czas na pokojowe negocjacje.

                  Możesz jaśniej, bo nie zrozumiałem jak to się odnosi do kwestii sprzątania i wpływu na poziom seksu?
                  • sabat.77 Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 20.03.14, 19:39
                    E, nijak, bo seksu i tak nie bedzie a sprzatac trzeba, bo sie zakopiesz w smieciach :) Ale przynajmniej jest szansa, ze "partner" sie w koncu odpieprzy i nie bedzie zlosliwego buczenia nad uchem :)
                    • kutuzow Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 20.03.14, 22:43
                      sabat.77 napisał:

                      > E, nijak, bo seksu i tak nie bedzie a sprzatac trzeba, bo sie zakopiesz w smiec
                      > iach :) Ale przynajmniej jest szansa, ze "partner" sie w koncu odpieprzy i nie
                      > bedzie zlosliwego buczenia nad uchem :)

                      Sabat,
                      Każdy ma inny poziom tolerancji na brud. Pokolenie naszych matek miało hopla na punkcie czystości podłogi. Na zasadzie - "moja podłoga świadczy o mnie (jako gospodyni)". Dlatego w Polsce są tak popularne wszystkie nabłyszczacze do podłóg.
                      Więc dla jednych, gdy nie odkurzysz przez 2 dni to już jest brudno, a dla innych raz na tydzień to świat i ludzie.
                      Także to nie "zakopanie w śmieciach" jest tu problemem tylko ew. narzucenie poziomu czystości innego niż chciałby drugi partner.

                      P.S. Jeśli się boisz "buczenia nad uchem" to gdzieś na początku popełniłeś błąd, że pozwoliłeś na to buczenie.

                      • sabat.77 Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 20.03.14, 22:58
                        Tu nie chodzi o strach, ale o doskwierajacego natreta, ktory bezustannie buczy nad uchem te swoje madrosci. To jest nieznosne, a niektorzy ludzie chyba zwyczajnie juz maja taki charakter, ze nawet jakbys sie od nich z calej sily obkopywal nogami to i tak beda pogdakiwac nad glowa. Poobrazac na maksa jest wtedy chyba dobra recepta, bo przynajmniej jakis czas milcza :)
                        • kutuzow Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 20.03.14, 23:45
                          sabat.77 napisał:

                          > Tu nie chodzi o strach, ale o doskwierajacego natreta, ktory bezustannie buczy
                          > nad uchem te swoje madrosci. To jest nieznosne, a niektorzy ludzie chyba zwycza
                          > jnie juz maja taki charakter, ze nawet jakbys sie od nich z calej sily obkopywa
                          > l nogami to i tak beda pogdakiwac nad glowa. Poobrazac na maksa jest wtedy chyb
                          > a dobra recepta, bo przynajmniej jakis czas milcza :)

                          Sabat, ale przecież ludzie nie biorą ślubu na drugi dzień po randce w ciemno.
                          Chyba można najpierw zamieszkać razem i sprawdzić czy PASUJEMY do siebie. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że jakaś kobieta przez X lat potulnie znosi bałagan we WSPÓLNYM mieszkaniu i nagle na drugi dzień po ślubie zaczyna gderać.

                          Tylko kwestia jest taka, że zazwyczaj to faceci najpierw się godzą na te "rządy" kobiety we wspólnym domu bo liczą na seks, dopiero z czasem gdy seks jest coraz rzadszy zaczynają czuć się zrobieni w przysłowiowego balona.

                          Mam znajomą, która nie ma jakiegoś super poczucia własnej wartości, więc gdy poznawała jakiegoś gościa (a zależy jej na małżeństwie) to od razu grała kartą "jestem cudowną gospodynią -zadbam o Ciebie". Jasne jest że to ma rekompensować jej ew. inne braki (np. urody). Tak samo gdy facet gra kartą "będę bardzo pomocny gdy zdecydujesz się na związek ze mną" bo nie ma innych mocnych kart, to nie dziwne, że z czasem kobieta czuje się zrobiona w balona gdy zaczyna się migać. Jeśli bogaty starszy pan jest atrakcyjny dla małolaty ze względu na swoją kasę, to jasne jest że gdy nagle zbankrutuje, to atrakcyjność znika.
                          Trzeba po prostu uważać jakimi kartami się gra na początku związku.
                          • sabat.77 Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 21.03.14, 08:56
                            kutuzow napisał:

                            > Trzeba po prostu uważać jakimi kartami się gra na początku związku.

                            Ot co. Właściwie cały czas trzeba uważać, jakimi gra się kartami. Człowiek powinien jak najwcześniej w życiu zdać sobie sprawę z tego, że bierze udział w pewnej rozgrywce, w której nie będzie żadnej taryfy ulgowej ze względu na "związek", "uczucie" i tym podobne pierdy.
                            Ważniejsze decyzje w życiu, takie jak wiązanie się z kimś na stałe, decyzja o małżeństwie, dzieciach itd. powinny być efektem chłodnej kalkulacji i zrobienia jakiegoś bilansu "za i przeciw", a nie emocjonalnego rozbiegania z założeniem, że jakoś to będzie, bo praktyka pokazuje, że jednak nigdy nie jest.
                            Wydaje mi się, że główną osią problemu ludzi obojga płci, którzy doświadczają problemów związkowych, jest ich patologiczne i nagminne kierowanie się emocjami, nad którymi nie panują. Głównie chodzi o pewne mity przekazywane na ten temat w społeczeństwie, typu wiara w "tą jedyną/tego jedynego", "wybaczającą miłość", altruistyczną współpracę itd.
                            Ktoś kto z góry zakłada, że związek jest jak dobrze (lub źle) kooperująca spółka lepiej na tym wyjdzie. Trzeba zastanowić się co się wnosi do kapitału i jakie profity otrzymują strony spółki. Łatwo też przewidzieć co może się stać, gdy zacznie się w podejmowaniu decyzji w spółce kierować łatwowiernością, emocjami i zakładaniem z góry dobrej woli wspólnika...
                            • kutuzow Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 21.03.14, 10:13
                              sabat.77 napisał:

                              > Ważniejsze decyzje w życiu, takie jak wiązanie się z kimś na stałe, decyzja o m
                              > ałżeństwie, dzieciach itd. powinny być efektem chłodnej kalkulacji i zrobienia
                              > jakiegoś bilansu "za i przeciw", a nie emocjonalnego rozbiegania z założeniem,
                              > że jakoś to będzie, bo praktyka pokazuje, że jednak nigdy nie jest.

                              Wiesz, chwila zastanowienia jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła. Problem jest tylko taki, że ty zderzasz dwie SKRAJNE postawy. U Ciebie to albo jest zimny cyborg, albo osoba emocjonalna która jest jak dziecko we mgle. Nic pośrodku.

                              > Głównie chodzi o pewne mity przekazywane na ten temat
                              > w społeczeństwie, typu wiara w "tą jedyną/tego jedynego"

                              Zaskoczę Cię Sabat, bo ja np. wierzę w tą jedną/jedynego, ale dla tego iż osobą z którą jestem faktycznie pasuje do mnie pod bardzo wieloma cechami (pisałem już tutaj o teście z "Psychologii Miłości" Wojciszke. Podobny system wartości, pasje, podejście do seksu, religii, rodziny itp. Żadne z nas także nie przestaje się starać o to żeby związek był nadal atrakcyjny. Tylko widzisz to nie powoduje, że nagle przestaje myśleć. Zakładam możliwość rozstania, bo nigdy nie wiadomo co będzie za lat 5-10-15?

                              Problem zaczyna się gdy związki (nawet te początkowo idealne), są budowane na nierównych pozycjach partnerów. Jeden partner zrobiłby wszystko, żeby tylko być w związku (bo partner/partnerka jest dla niego mega atrakcyjny/a), druga strona zaś czuje tą przewagę i dyktuje warunki.
                              • marek.zak1 Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 21.03.14, 10:31
                                Jak masz wewnętrzną pewność siebie żadne odkurzanie i sprzątanie nie ma najmniejszego wpływu na relacje i seks.
                                Pozycja w zwiazku zależy w głównej mierze od charakteru, tego, czy wiesz, czego chcesz, czy sie starasz, czy się udaje. Oczywiscie, sa kobiety, którym zwyczajnie każdy facet się nudzi, i wtedy nic nie pomoże.
                                • bigbadpig Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 21.03.14, 10:40
                                  > Oczywiscie, sa kobiety, którym zwyczaj
                                  > nie każdy facet się nudzi, i wtedy nic nie pomoże.

                                  Ciekaw jestem czemu akcent pada akurat na kobiety? Mężczyźni mają solidną, trwałą wrażliwość na wdzięki partnerki? :P
                                  • marek.zak1 Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 21.03.14, 11:04
                                    Oczywiscie masz rację, jest wielu takich mężczyn, a moze i wiecej.
                                  • hello-kitty2 Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 21.03.14, 11:07
                                    bigbadpig napisał:

                                    > > Oczywiscie, sa kobiety, którym zwyczaj
                                    > > nie każdy facet się nudzi, i wtedy nic nie pomoże.
                                    >
                                    > Ciekaw jestem czemu akcent pada akurat na kobiety? Mężczyźni mają solidną, trwa
                                    > łą wrażliwość na wdzięki partnerki? :P

                                    hehe po tym jak wymienil z czego wynika silna pozycja faceta w zwiazku (od wewnętrznej pewnosci siebie, charakteru, czy wiesz czego chcesz, czy sie udaje) dodal, ze pozycja moze tak naprawde wynikac z tego czy jej sie zwyczajnie nie znudziles ;)

                                    • marek.zak1 Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 21.03.14, 11:21
                                      Oczywiscie, sa ludzie, którzy szybko sie nudza wszystkim i ciągle potrzebuja nowych wrażeń.
                                  • urquhart Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 21.03.14, 11:30
                                    bigbadpig napisał:
                                    > Ciekaw jestem czemu akcent pada akurat na kobiety? Mężczyźni mają solidną, trwa
                                    > łą wrażliwość na wdzięki partnerki? :P

                                    Nie trwałą ale statystycznie znacznie trwalszą. Badania i teorie psychoewolucjonistów skąd są te różnice, można poczytać najszybciej u Bussa. To coś więcej niż ogólna habituacja.
                                    A taK pobieżnie popularnonaukowo to masz skrót.
                                    www.poradnikzdrowie.pl/seks/problemy-z-seksem/Wahania-kobiecego-libido-jak-staly-zwiazek-wplywa-na-ochote-na-seks_35183.html?page=0&
                                    • hello-kitty2 Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 21.03.14, 11:48
                                      urquhart napisał:

                                      > Nie trwałą ale statystycznie znacznie trwalszą. Badania i teorie psychoewolucjo
                                      > nistów skąd są te różnice, można poczytać najszybciej u Bussa. To coś więcej ni
                                      > ż ogólna habituacja.
                                      > A taK pobieżnie popularnonaukowo to masz skrót.
                                      > www.poradnikzdrowie.pl/seks/problemy-z-seksem/Wahania-kobiecego-libido-jak-staly-zwiazek-wplywa-na-ochote-na-seks_35183.html?page=0&

                                      "Okazało się, że podczas gdy kobietom stały związek służy tylko w pierwszym etapie, później raczej im nie służy, tak mężczyznom jest w zasadzie wszystko jedno – wyjaśnia dr Dietrich Klusmann, psycholog prowadzący badania."

                                      Bo ''mezczyznom jest w zasadzie wszystko jedno'' ;)


                                      • urquhart Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 21.03.14, 12:06
                                        Naturalnym zakodowanym mechanizmem są związki w plemionach pierwotnych trwających 4 do 7 lat czyli żeby potomek mógł się samodzielnie poruszać do czego dąży rzeczywistość tam gdzie dziś nie ma zależności ekonomicznej. Monogamia po grób to piękny idealizm ,to nadbudowa kultury w imię społecznej spawiedliwosci i utrzymania porzadku z deczka niepasujacy do natury.
                                        Generalnie smutne i rozczarowjace...
                                        Stąd przelamywanie tych ograniczeń to piękny coś więcej niż kierowanie się ochota, intuicją, uczuciami i emocjami...
                                        • hello-kitty2 Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 21.03.14, 12:25
                                          urquhart napisał:

                                          Monogamia po grób t
                                          > o piękny idealizm ,to nadbudowa kultury w imię społecznej spawiedliwosci i utrz
                                          > ymania porzadku z deczka niepasujacy do natury.
                                          > Generalnie smutne i rozczarowjace...
                                          > Stąd przelamywanie tych ograniczeń to piękny coś więcej niż kierowanie się ocho
                                          > ta, intuicją, uczuciami i emocjami...

                                          Przelamanie ograniczen natury czy monogamii?

                                          Piekny co? (zabraklo obiektu w tym zdaniu)

                                          Rekreativia juz Cie karcila za niegramatycznosc wypowiedzi. Tez Cie pogonie za :-)
                                      • rekreativa Re: Nie to ważne, kto trzyma ścierę, ale kto NADZ 21.03.14, 18:58
                                        Dobre, z tego wynika, że babki są jeszcze mniej przystosowane do monogamii niż faceci.
          • kag73 Re: aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku- 20.03.14, 17:14
            "Jak mówią uczone – odezwała się prawdziwa natura kobiety, która na co dzień chętnie skorzysta z pomocy mężczyzny uległego, ale do seksu woli samców umięśnionych, przystojnych, buzujących testosteronem."

            Jak dla mnie jedno drugiego nie wyklucza. Czy "ulegly" nie moze byc przystojny np.? I zreszta co znaczy ulegly, pierodoly.

            "Co zatem zrobić, by mieć udany związek? Nie dopuszczać mężczyzn do kobiecych zajęć? Czy jednak równo rozdzielać domowe obowiązki? Z analiz dr Lynn Prince Cooke z University of Kent wynika, że ryzyko rozwodu maleje, jeśli mężczyzna wykonuje mniej niż 40 proc. prac domowych, a kobieta resztę. I jeszcze jedna rada dr Cooke: jeśli związek ma być udany, to ona nie może przynosić do domu więcej pieniędzy niż on.

            Nastepne pierdoly. A u tych homo to niby samo sie sprzata? Nie dziwi tez, ze maja najwiecej seksu, w koncu dwoch facetow, wiecej tesosteronu i do tego czestsze zmiany partnera.
            A kto sie rozwodzi i kto sprzata, to sa bardziej skomplikowane zaleznosci niz by sie komus wydawalo.
            • orzech69 Re: aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku- 21.03.14, 11:54
              kag73 napisała:
              > A kto sie rozwodzi i kto sprzata, to sa bardziej skomplikowane zaleznosci niz b
              > y sie komus wydawalo.
              Zgadzam się z tobą. Jak dla mnie przyczyna braku seksu w związkach gdzie facet zajmuje się domem nie jest to że robi więcej prac domowych tylko jego charakter. Z niego wynika brak seksu (który może mu nie przeszkadzać bo ma mniejsze potrzeby) oraz większy udział w pracach domowych.
        • mojemail3 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 10:25
          yoric napisał:

          > A... a co się stało z teorią, wg której samiec nie pomaga przy garach? Przecież
          > wedłgu doświadczeń, praktyki terapeutycznej oraz rozległej literatury tematu t
          > o właśnie to jest przyczyną większość braku seksu w małżeństwie... :)

          Ja Ci to yoric wytłumaczę po koleżeńsku, bez psychologizowania i podawania linków do badań "naukowych"...
          Otóż, mało ma współczesny mężczyzna typowo "męskich" zajęc w domu i zagrodzie, drewna rąbać nie musi, jelenia z lasu przynieść nie musi, wozem z końmi nie powozi, więc ma tyolko ryzyko zrobienia sobie odcisków od pilota tudzież nadwyrężenie cieśni nadgarstka od myszki komputerowej...
          Toteż, jak żonie nie pomoże w tej wygodzie i luksusie, mimo że pralki automatyczne są, zmywarki, na zakupy nawet żona może sobie autem, a jakże, to jak się żona nie wyrobi z obowiązkami domowymi ( a ja np. poczucie obowiązku mam) to z mężem w ogóle w sensie dosłownym od łóżka nie chodzi, bo jeszcze nocami jakieś projekty robi ( mimo,że zarabia dwa razy mniej, poza pracami zleconymi...)
          Proste jak budowa cepa, nic się samo nie zrobi.
          A wielu mężczyzn kombinuje, co tu zrobić,żeby się nie narobić...
          Tyle jest prostszych rozwiązań przecież...
          • yoric Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 14:50
            To jest wszystko bardzo dobrze, tylko jak to pogodzić
            a) z sytuacją omawianą w wątku
            b) z nowym wyjaśnieniem, że seksu nie ma ze względu na kiepskość factó jako kochanków?
            • mojemail3 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 21.03.14, 14:10
              yoric napisał:

              > To jest wszystko bardzo dobrze, tylko jak to pogodzić
              > a) z sytuacją omawianą w wątku
              > b) z nowym wyjaśnieniem, że seksu nie ma ze względu na kiepskość factó jako koc
              > hanków?

              A skąd ja mam wiedzieć??? Nie wiem, jak to jest mieć dziecko przed trzydziestką, nie wiem, jak się można nie chcieć kochac z młodym, podobno przystojnym mężem...
              Coś musi szwankowac w ich wzajemnych relacjach, jakiś uraz, rozczarowanie, różnice w seksualności???
              Tego przytulania przyznam się nie kumam, ja nie jestem typem lalki przytulanki, raczej się nakręcam od przytulania jak facet...
              No i tu widzisz może być pies pogrzebany, bo ja się ostatnio w rokowaniach pojednawczych dowiedziałam,że taka chętna, żywiołowa babka też może być powodem męskiej frustracji, no bo trzeba się wykazać, bardziej niż przy pasywnej lali...
              • yoric Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 21.03.14, 16:57
                > A skąd ja mam wiedzieć???

                W takim razie proszę o wyjaśnienie, co Twój wpis polemiczny ze mną wniósł do dyskusji :).
                • mojemail3 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 21.03.14, 18:14
                  yoric napisał:

                  > > A skąd ja mam wiedzieć???
                  >
                  > W takim razie proszę o wyjaśnienie, co Twój wpis polemiczny ze mną wniósł do dy
                  > skusji :).

                  Ale z Ciebie manipulant...Wpis polemiczny dotyczył wpływu podziału obowiązków domowych na BSwM, a moje " skąd mam wiedzieć" było odpowiedzią, na Twoje pytanie co jest przyczyną braku seksu w małżeństwie autora wątku.
                  Jeśli chcesz mnie znowu zapędzić w kozi róg, to ja się nie dam, o nie;-)
          • szopen_cn Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 21.03.14, 06:51
            mojemail3 napisała:
            (w ciut innej kolejnosci)

            > A wielu mężczyzn kombinuje, co tu zrobić,żeby się nie narobić...
            > Tyle jest prostszych rozwiązań przecież...

            Cywilizacje zbudowali tacy co chcieli zrobic tak by sie nie narobic.
            W efekcie zamiast caly czas spedzac na lapaniu drobnych futrzastych stworzonek i wykopywaniu korzonkow mozemy sobie polezec i poseksic sie tez.
            To akurat bardzo pozytywna cecha ludzka.

            Co innego tacy co kombinuja jak tu uniknac zrobienia czegokolwiek.

            mojemail3 napisała:
            > Otóż, mało ma współczesny mężczyzna typowo "męskich" zajęc w domu i zagrodzie,
            > drewna rąbać nie musi, jelenia z lasu przynieść nie musi, wozem z końmi nie pow
            > ozi, więc ma tyolko ryzyko zrobienia sobie odcisków od pilota tudzież nadwyręże
            > nie cieśni nadgarstka od myszki komputerowej...

            Homo Apartamentus.
            Zamieszkujacy jaskinie w betonowych kanciastych gorach pochodzenia sztucznego. W poszczegolnych koloniach mozna zaobserwowac zachowania bardzo dziwne dla stworzen spolecznych: praktyczny brak komunikacji pomiedzy osobnikami zamieszkujacymi sasiednie jaskinie, tworzenie wiekszych grup w celu eskalacji konfliktow o duperele, czesc populacji preferujaca aktywnosc nocna i spodnie z paskami aktywnie grupami poluje na slabsze osobniki.
            Odciety od natury i w wiekszosci pozbawiony zachowan i instynktow pozwalajacych na przetrwanie poza betonowa dzungla tylko w swoich myslach jest lowca i przywodca stada.
            Powroty do natury zauwazane podczas corocznej tygodniowej migracji w blizsza lub dalsza egzotyke koncza sie karmieniem komarow, drobnymi kontuzjami i zmiana skory na wystawionych na slonce czesciach ciala (u niewielkiej czesci osobnikow jest to cale cialo).

            U samic gatunku podejrzewa sie wewnetrzny konflikt pomiedzy atawistycznym pociagiem do Hustajacych Sie Na Lianach Tarzanow z dawnej przeszlosci i swiezo wyewoluowanym pociagiem do spelniajacych wszystkie polecenia Miskow W Cieplych Kapciach.

            U coraz wiekszej ilosci osobnikow zauwazyc mozna dosc szybka ewolucje w kierunku Homo Lemingus. Ta ewolucje przyspiesza zanikajaca odpornosc na wirusa konsumpcjonizmu co objawia sie chorobliwie czesta zmiana urzedzen do komunikacji bezprzewodowej i noszeniem butow ze szpiczastym czubkiem. Prognozy wskazuja na potencjalny zanik aktywnosci seksualnej u Homo Lemingus....

            Milego weekendu.
            • mojemail3 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 21.03.14, 17:48
              szopen_cn napisał:

              > Co innego tacy co kombinuja jak tu uniknac zrobienia czegokolwiek.

              A to o ten kwiat męskości mi szło...

              > U coraz wiekszej ilosci osobnikow zauwazyc mozna dosc szybka ewolucje w kierunk
              > u Homo Lemingus. Ta ewolucje przyspiesza zanikajaca odpornosc na wirusa konsump
              > cjonizmu co objawia sie chorobliwie czesta zmiana urzedzen do komunikacji bezpr
              > zewodowej i noszeniem butow ze szpiczastym czubkiem. Prognozy wskazuja na poten
              > cjalny zanik aktywnosci seksualnej u Homo Lemingus....


              Wszystko to pięknie i ładnie i ja to rozumiem, ale zrozumieć nie mogę awersji do butów ze spiczastym czubkiem, jak to dobrze,ze wróciły do łask zamiast babcino-pensjonarskich nosków okrągłych...
      • mojemail3 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 11:42
        twojabogini napisała:

        (...)"Swoją drogą - kobiety niskolibidowe są dobrymi partnerkami długoterminowymi. Same mają niewielkie potrzeby seksualne, więc seks "dla partnera" nie frustruje ich, nie pozostają po wszystkim z nierozładowanym napięciem seksualnym. Są więc w stanie kochac się częsciej, niż same potrzebują - dla partnera dobra związku i nie mają z tym problemów.
        Niezaspokojenie kobiety w seksie jest problemem w związkach z kobietami wysokolibidowymi, seks je nakręca, a długo nie dochodzi do zaspokojenia - zamieniają się wtedy w suki, dostają pierdolca, albo - zaczynają unikać seksu, bo to na nie źle wpływa. Albo jedno i drugie (...)"

        No to mi się rozjaśniło, w której grupie kobiet jestem...
        Dobre zestawienie:)
        • urquhart > w związkach z kobietami wysokolibidowymi, 20.03.14, 12:03
          mojemail3 napisała:
          > Niezaspokojenie kobiety w seksie jest problemem w związkach z kobietami wysokol
          > ibidowymi, seks je nakręca, a długo nie dochodzi do zaspokojenia - zamieniają s
          > ię wtedy w suki, dostają pierdolca, albo - zaczynają unikać seksu, bo to na nie
          > źle wpływa. Albo jedno i drugie (...)"
          >
          > No to mi się rozjaśniło, w której grupie kobiet jestem...
          > Dobre zestawienie:)

          Czytałaś o związku Dygata z Jędrusik ?
          Jeżeli monogamia nie jest paradygmatem to związek i miłość z wysokolibidową też nie jest problemem. :)
          kobieta.onet.pl/zdrowie/psychologia/taka-milosc-sie-nie-zdarza-historia-zwiazku-kaliny-jedrusik-i-stanislawa-dygata/vq97j
          • mojemail3 Re: > w związkach z kobietami wysokolibidowym 21.03.14, 14:13
            urquhart napisał:
            > Czytałaś o związku Dygata z Jędrusik ?
            > Jeżeli monogamia nie jest paradygmatem to związek i miłość z wysokolibidową też
            > nie jest problemem. :)
            > kobieta.onet.pl/zdrowie/psychologia/taka-milosc-sie-nie-zdarza-historia-zwiazku-kaliny-jedrusik-i-stanislawa-dygata/vq97j

            Czytałam, ale to nie moja bajka, do Kaliny to mam tylko podobny wzrost ( lub jego niedobór) i typ figury.Zdradzać i prowadzić takiego życia nie umiałabym, teraz dopiero zrozumiałam, co miała na myśli koleżanka co się rozwiodła a potem związała z całkiem fajnym facetem,że już nie umiałaby go pokochac jak pierwszego męża...
            • hello-kitty2 Re: > w związkach z kobietami wysokolibidowym 21.03.14, 14:51
              mojemail3 napisała:

              > urquhart napisał:
              > > Czytałaś o związku Dygata z Jędrusik ?
              > > Jeżeli monogamia nie jest paradygmatem to związek i miłość z wysokolibido
              > wą też
              > > nie jest problemem. :)
              > > kobieta.onet.pl/zdrowie/psychologia/taka-milosc-sie-nie-zdarza-historia-zwiazku-kaliny-jedrusik-i-stanislawa-dygata/vq97j
              >
              > Czytałam, ale to nie moja bajka, do Kaliny to mam tylko podobny wzrost ( lub je
              > go niedobór) i typ figury.Zdradzać i prowadzić takiego życia nie umiałabym

              A Twoj maz o tym wie?
              • mojemail3 Re: > w związkach z kobietami wysokolibidowym 21.03.14, 18:01
                hello-kitty2 napisała:
                > > Czytałam, ale to nie moja bajka, do Kaliny to mam tylko podobny wzrost (
                > lub je
                > > go niedobór) i typ figury.Zdradzać i prowadzić takiego życia nie umiałaby
                > m
                >
                > A Twoj maz o tym wie?

                Wie, wie.U nas teraz rewolucja, może potem transformacja. Dużo się dzieje.
                • hello-kitty2 Re: > w związkach z kobietami wysokolibidowym 22.03.14, 10:58
                  mojemail3 napisała:

                  > hello-kitty2 napisała:
                  > > > Czytałam, ale to nie moja bajka, do Kaliny to mam tylko podobny wzr
                  > ost (
                  > > lub je
                  > > > go niedobór) i typ figury.Zdradzać i prowadzić takiego życia nie um
                  > iałaby
                  > > m
                  > >
                  > > A Twoj maz o tym wie?
                  >
                  > Wie, wie.U nas teraz rewolucja, może potem transformacja. Dużo się dzieje.

                  A wlasnie, moze lepiej zeby nie wiedzial zeby nie byl taki pewny. Moze lepiej zeby wiedzial, ze Twoja uwaga jest podzielona miedzy paru panow i zeby zaczal z deczka o nia zabiegac.
      • ewanoga Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 10.01.21, 14:55
        nic dziwnego, że mężczyźni boją się kobiet z dużymi potrzebami jak się naczytają takich bzdur. Duże potrzeby spełnia się również pieszczotami, palcami, językiem różnie. Fantazją, otwartością. Różnie. Niskolibodowe kobiety jeśli rozumieją, że mają obowiązek zaspokajania to dobrze. Ale teraz czytają o swoich prawach dosłownie wszędzie i zamieniają bliskiej osobie życie w piekło.
    • slepafuria15 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 10.10.14, 09:18
      Zdadzam sie ze słowami TB. Przerobiłam to na swojej skórze. Orgazm nie równa sie satysfakcji seksualnej. A kiepski kochanek z czasem doprowadza do aseksualności. Niestety. Moj die obrażał kiedy zwracałam mu uwagę. Ignorował tez kiedy mówiłam, ze jestesmy niedopasowani seksualnie. Miałam orgazmy, ale co z tego. Czułam sie po nich jakby tornado po mnie przeszło . Z drugiej strony czułam sie niedopieszczona i nie podrapana tam gdzie potrzebowałam najbardziej. Skonczylo sie rozwodem
      • slepafuria15 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 10.10.14, 09:19
        Maz zarzucał mi oszustwo. Ze udawałam niby, ze mam duże libido.
    • florista35 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 28.05.20, 08:08
      z moją żoną też tak było gdy pojawiło się dziecko seks przestał być ważny. Dopiero rozruszały ją na nowo tabletki feminam libido które na początku rozpuszczałem później przekonała się do nich i sama zaczęła brać. Wszystko wróciło do normy sprzed ślubu kochamy się kilka razy w tygodniu.
      • milotu Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 02.01.21, 06:56
        A teraz lepiej u was czy nie
    • ewanoga Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 10.01.21, 14:49
      Zmień żonę. Kopnij w dupę tak, żeby się kurzyło. Nie kochasz tylko boisz się zmian. Wiesz, chodzić do seksuologa to można, po 30 latach jak się coś trochę wypaliło. Oziębłość kobiety to grzech jak mężczyzna jest czuły, zainteresowany, atrakcyjny fizycznie mam nadzieję, i z fantazją. Bo może Ty dla niej jesteś jakiś taki the second best? Z innym, którego bardziej kochała nie wyszło, to teraz leży i porównuje? Tak czy owak to ona ma problem a nie Ty. A żyjemy teraz w czasach w których takich pań już się nie wygania na terapię, żeby zrobiły coś ze sobą bo w Wyborczej zaraz wyczyta, że ma orientację aseksualną i trzeba ją akceptować, bo przecież jest taka wspaniała i ma dużo czułości do zaoferowania. Noż kurde. Wiem, jak cierpisz bo mnie mój eks karał za samo istnienie brakiem seksu. Czułam się niekochana i to najbardziej naturalny odruch na ziemi. I czy chcesz by dziecko rosło okaleczone z pięknej sfery wyrażania uczuć? Żeby miało obraz rodziny jako takiej w której nie ma fizycznej bliskości? Pozew rozwodowy i już. Jak macie kościelny to jej postawa gwarantuje Ci unieważnienie małżeństwa. Próbowałeś terapii, terapii odmawia. Następnym krokiem jest pozew o rozwód, zaniedbywany pomimo staran nie masz już żadnych zobowiązań. Kropka.
    • ania.mart07 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 13.02.21, 11:19
      Hej, znajdź grupę na fb o nazwie Kobiety,mezczyzni - zrozumieć się wzajemnie. Prowadzi ja autor poradników damsko-meskich. Znajdziesz tam odpowiedź na nurtujące Cię pytania dotyczące zachowania mężczyzn.
    • love310 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 22.02.21, 15:31
      ten feminam libido działa. Rozpuściłem w soku
    • oliwer80 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 24.03.21, 13:12
      Wasz związek się rozpadnie.... Nie mam złych intencji. Znam to z autopsji
    • aleksandrakoss Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 09.08.21, 12:32
      Aby coś zmienić na pewno 2 strony muszą tego chcieć i zaangażować się odpowiednio. Warto czasem sięgnąć po jakieś gadżety, suplementy czy preparaty, które rozbudzą naszą wyobraźnię i zmysły. Ja się do tego przekonałam i jest dużo lepiej. Polecam zajrzeć na suplementy-max.co.pl i rozejrzeć się co jest ciekawego
    • ewella Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 05.07.23, 20:03
      Sex jest istotny w każdym związku jednak początkowa namiętność stopniowo przemienia się w rutynowy sex bez emocji. Może warto porozmawiać o problemie i wspòlnie go rozwiazać🙂
      Polecam ewelinanatalia2008.blogspot.com/2023/07/jak-zwiekszyc-libido.html
    • ewella Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 15.07.23, 12:44
      Problemy z libido dotykają coraz częstszej grupy młodych ludzi problemem może być stres, zła dieta, brak snu
      Zapraszam do poczytania
      livestyleewella.pl/
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka