urquhart
05.04.14, 10:55
O kobiecym orgaźmie z innej strony. Pomijając tą jedną mechaniczną stymulowania łechtaczki z każdej strony na którą ogniskuje dyskusję TB to moim zdaniem to niesłuszne, szkodliwe i aroganckie zawężenie. Ja uważam że szeroko rozumiana atrakcyjność partnera (budowa, pozycja, pieniądze, inteligencja) jest podstawowym kluczem pożądania i orgazmu a technika dopiero drugorzędna i mechaniczne bodźce czy ich brak (bo większość ludzi jest zwyczajna) i to w efekcie daje opisywany w statystykach deficyt orgazmu u kobiet.
Oczekiwanie że mężczyzna będzie jak u Żiżka symbolicznym księciem który uwolni księżniczkę z symbolicznej wieży kulturowych zahamowań i przekonań o profanum seksu i poniesie na wyżyny ekstazy techniką sesku to też wyidealizowane i utopijne skodliwe oczekiwania, jeżeli blokady są w podświadomości to z trudem może dotrzeć do nich ewentualnie psychoterapeuta.
>>>
Już sama chęć do współżycia powoduje wyraźne symptomy podniecenia seksualnego. Ich ilość, intensywność przekłada się na orgazm. Kobieta czuje się dowartościowana, czuje się jak zdobywczyni czegoś, co jest cenne. My myślimy o zdobywcy wyłącznie jako o mężczyźnie. A często jest odwrotnie – to kobieta wybiera. To właśnie daje jej poczucie sukcesu i może przekładać się na orgazm. Często słyszę „takiej ekscytacji nie przeżyłam jeszcze nigdy”. Kobieta nie spodziewała się, że może tego mężczyznę mieć. Coś, co było dla niej trudne, nieosiągalne, nagle stało się dostępne. Kobieta ma poczucie triumfu – i w konsekwencji orgazm.
www.focus.pl/czlowiek/kobieta-ma-orgazm-gdy-czuje-sie-zdobywca-10850
>>>
Z poziomu fizjologii mogę powiedzieć tak: mamy układ sympatyczny i parasympatyczny, tworzące wegetatywny układ nerwowy. Jeden z nich napina, drugi rozluźnia. W momencie orgazmu oba te układy najintensywniej się ze sobą komunikują. (...) Prywatnie uważam, że orgazm jest bardzo ważny, natomiast jako terapeuta wiem, że ważny jest proces. Paradoks polega na tym, że orgazmu nie osiąga się dzięki partnerowi ani dzięki psychoterapeucie. Jest on wynikiem dogłębnego poznania siebie. Ludzie uważają, że orgazm jest konieczny, a kiedy go nie ma, są niezadowoleni, sfrustrowani, że coś nie wyszło, nie zostało dokończone. Są smutni, czasami agresywni, bo napięcie, jakie w nich powstało, nie uległo rozładowaniu.
www.focus.pl/czlowiek/szczyt-wszystkiego-7926?utm_source=focus&utm_medium=boksy&utm_campaign=podobne
>>>
Istnieją cztery rodzaje orgazmu. Każdy ma związek z tym, gdzie znajdują się receptory, dające możliwość przeżycia najsilniejszych doznań seksualnych. Pierwszy to orgazm pochwowy. Nie wszystkie kobiety go mają, więc bardzo możliwe, że wiąże się to z brakiem punktu G. Drugi – orgazm łechtaczkowy – powstaje wtedy, kiedy u kobiety receptory najbardziej wrażliwe na bodźce seksualne znajdują się w łechtaczce. U mężczyzn odpowiednikiem orgazmu pochwowego jest orgazm przeżywany w wyniku stymulacji jąder, a odpowiednikiem orgazmu łechtaczkowego jest orgazm wynikający z pobudzania członka. O trzecim i czwartym rodzaju mówi się mniej. Trzeci to orgazm oralny, związany z receptorami na języku, w ustach, na wargach. Są mężczyźni i kobiety, którzy nie muszą odbywać stosunku, do orgazmu może u nich dojść w wyniku stymulowania stref erogennych w ustach. Czwarty to orgazm taktylny, czyli związany z dotykiem – orgazm powoduje stymulowanie pewnej strefy ciała, na przykład odbytu, całej skóry, sutków. Oba długo uchodziły za mniej wartościowe.
>>>
Przeprowadzili wielką ankietę socjologiczną, która objęła pięć tysięcy mieszkańców Chin. Pytania dotyczyły życia osobistego, w tym seksualnego, a także dochodów partnera i komfortu życia. Okazało się, że spośród 1534 badanych kobiet około 8 procent przeżywało orgazm przy każdym stosunku, 26 procent szczytowało często, około połowa – czasami, a 16 procent – nigdy. Najciekawsze było jednak porównanie zarobków partnera z częstotliwością przeżywania orgazmów (...) Okazuje się więc, że nie tyle same pieniądze partnera, ile uzyskane dzięki nim poczucie spokoju, bezpieczeństwa i zaufania sprzyjają przeżywaniu przez kobiety seksualnej rozkoszy. A nagrodą dla mężczyzny ma być większa pewność, że w zamian za wszystkie wysiłki to właśnie jego nasienie zapłodni kobietę. Może nie jest to do końca uczciwy układ, ale to natura tak zaprogramowała kobiety, by przekazywały swojemu potomstwu jak najlepsze geny.
www.focus.pl/czlowiek/cena-orgazmu-6301?strona=2