Dodaj do ulubionych

Moje problemy

30.06.14, 08:31
Tak naprawdę to coraz trudniej jest mi o tym pisać. Pomimo, że popełniłem przeróżne błędy i czasami nie byłem po prostu jak najlepszym mężem to nie zasłużyłem sobie niczym na taką niechęć mojej żony i odrzucenie we wszelkiej intymności.

Małżestwem jesteśmy od 6 lat, mamy 3 letniego syna i żyjemy ze sobą w sumie od 9 lat. Mieszkaliśmy od początku razem i jak dobrze pamiętam na samym początku naszego związku ona miała ochotę na seks - ale nigdy go nie inicjowała, zawsze domagała się tego ode mnie. Za każdym razem ja byłem za wszystko odpowiedzialny, a ona nie robiła zupełnie nic - jak przysłowiowa "kłoda".
Średnio układało nam się też w życiu codziennym - chwilami była przyjemna i pogodna, ale czasami zaczynała z niej wyłazić natura jej matki - żony alkoholika, która po latach męki z katem mściła sie na najbliższych sobie osobach i nie potrafiła z nikim zbudować zdrowej relacji. Zaczęła przenosić to na mnie - wszystko robiłem źle, za dużo albo za mało jadłem, źle się zachowywałem przy jej znajomych, źle w jej domu i źle na ulicy - potrafiła znaleźć problem we wszystkim co robiłem - jej za to nie można było na nic zwrócić uwagi, bo od razu ciężko się obrażała. Myślałem, że to minie, przejdzie jej kiedy weźmiemy ślub i poczuje się bezpiecznie.

Niestety, dziś wiem, że popełniłem błąd żeniąc się z nią i zakładając rodzinę. Swoim ciągłym marudzeniem, dogadywaniem mi i złośliwościami, byciem idealną - zniszczyła doszczętnie moje poczucie wartości. Sam zacząłem na wszystko narzekać, marudzić, warczeć na ludzi - czuję się nikim, unikam kontaktów z ludźmi, "warczę na nich" i w każdym widzę wroga. Tak samo niestety jest w łóżku. Jest oziębła, a podejrzewam nawet, że mnie okłamała i jest zwyczajnie aseksualna - choć, może to po prostu kwestia "chrześcijańskiego" wychowania. Nie pamiętam aby choć raz zainicjowała zbliżenie, żeby przyszła mnie poprzytulać, kiedy młody spał u siebie w pokoju. Ja wiele razy zalecałem się do niej, zachęcałem, "łapałem" za pupę, piersi - ona tego nienawidzi i nie pozwala się dotykać i robi mi potem awantury, że chodzi mi tylko o jedno.
Seks z nią jest jak gwałt - wszystko robię źle, pieszczę nie tak, dotykam źle, za szybko albo za wolno - nigdy w jej oczach nie widziałem zadowolenia i satysfakcji, pomimo, że skupiam się w całości na niej nie licząc się ze swoimi potrzebami. Zawsze - najważniejsze było jej spełnienie, zadowolenie, o siebie nie dbałem - ale ona nigdy naprawdę zadowolona nie była.

Z czasem pojawiły się u mnie problemy z erekcją, tak - mam problemy z postawieniem go na "baczność", choć z drugiej strony nie jest mi to już chyba wcale potrzebne, bo od miesiąca postanowiłem się nie poniżać przed nią, nie błagać o seks albo nie organizować zajebistych seansów ze świecami, muzyką, ekstatycznym seksem na futrze i masażami - nie! Mam już dość tej jednostronności, tego, że potrafi mi wytykać, że to moja wina, że nie ma seksu - bo "nie zaczynasz to nie masz"! Moje siły się wyczerpały.

Ona co prawda nie pracuje, ale - to ja młodego kąpię codziennie, kładziemy go spać naprzemiennie. Ja do niego wstaję, wyprawiam go do przedszkola. Ja po drodze robię zakupy lub czasem na większe jedziemy razem. Ona ma całe popołudnie wolne, wieczór też przeważnie tylko dla siebie - albo robi coś przy sobie albo idzie z synem spać zostawiając mnie na pastwę samotności. Ja naprawdę mam już tego dość. Bardzo potrzebuję akceptacji i czucia się pożądanym i chcianym, a wiem już chyba na pewno, że od niej tego nie dostanę. Czuję się jakbym nie był jej potrzebny. Ciekaw jestem tylko po co wciąż bierze tabletki "anty", tyjąc przy tym niemiłosiernie - bo pomimo, że kocham ją i podoba mi się (choć teraz już coraz mniej) to nie dba o siebie na potęgę....
Obserwuj wątek
    • loppe Re: Moje problemy 30.06.14, 08:48
      Żona znęca się nad Tobą psychicznie. Powinna poddać się terapii psychologicznej, a może nawet psychiatrycznej.
      • tomekwaw82 Re: Moje problemy 30.06.14, 08:49
        loppe napisał:

        > Żona znęca się nad Tobą psychicznie. Powinna poddać się terapii psychologicznej
        > , a może nawet psychiatrycznej.
        To się kłóci trochę z tym co ja czuję - bo czuję się totalnie winny temu wszystkiemu :(
        • loppe Re: Moje problemy 30.06.14, 08:53
          tomekwaw82 napisał(a):

          > loppe napisał:
          >
          > > Żona znęca się nad Tobą psychicznie. Powinna poddać się terapii psycholog
          > icznej
          > > , a może nawet psychiatrycznej.
          > To się kłóci trochę z tym co ja czuję - bo czuję się totalnie winny temu wszyst
          > kiemu :(

          Ty również potrzebujesz pomocy terapeutycznej, ale jako ofiara a nie kat.
          • urquhart Przemocowiec z definicji 30.06.14, 09:14
            Tak niestety zwykle podręcznikowo kończy się związanie z babą ze schematem DDA czy DDD.
            Ale to ona będzie widziała subiektywnie zawsze w partnerze przemocowca z którym musi walczyć w obronie zagrożnych interesów potomstwa ...
            • tomekwaw82 Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 09:17
              Zastanawiam się czy jest szansa jeszcze to zmienić zanim ja sam się pogrążę ?
              • sabat.77 Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 09:28
                Nie ma. Takie osoby nigdy sie nie zmienia. Tylko ty mozesz sie zmienic, chociaz to tez nie jest latwa sprawa.
                • tomekwaw82 Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 09:29
                  sabat.77 napisał:

                  > Nie ma. Takie osoby nigdy sie nie zmienia. Tylko ty mozesz sie zmienic, chociaz
                  > to tez nie jest latwa sprawa.

                  na co ja miałbym się zmienić?
                  • sabat.77 Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 09:36
                    To juz sam sobie musisz odpowiedziec. Przemysl, czemu wybrales taka kobiete. Cos bylo przyczyna...
                    • tomekwaw82 Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 09:38
                      sabat.77 napisał:

                      > To juz sam sobie musisz odpowiedziec. Przemysl, czemu wybrales taka kobiete. Co
                      > s bylo przyczyna...
                      Głęboka miłość i wiara w to, że ona spróbuje się zmienić. Serio - wierzyłem w to, byłem bardzo "ufny i naiwny".
                      • zyg_zyg_zyg Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 09:49
                        > Głęboka miłość i wiara w to, że ona spróbuje się zmienić. Serio - wierzyłem w t
                        > o, byłem bardzo "ufny i naiwny".

                        No to świetnie wpasowujesz się w schematy, jedyne, w których ona umie funkcjonować. Zachowujesz się pewnie jak jej matka, która wierzyła, że miłością wyleczy alkoholizm ojca. Skaczesz dokoła, spełniasz zachcianki (albo to, co Tobie wydaje się być zachcianką), kompletnie odrzucasz siebie i przestajesz stanowić o sobie, wypełnia Cię poświęcalnictwo i cierpiętnictwo. Wszystko kręci się wokół niej i wszystko uzależniasz od jej zachowania i stosunku do Ciebie. Pozbywasz się resztek mocy i męskiej energii. To bardzo przypomina chorobę współuzależnienia i z tego jak najbardziej możesz próbować się wyrwać. Na terapii. Ją zostaw w spokoju, bo jej nie zmienisz bez zmiany samego siebie.
                        • tomekwaw82 Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 09:56
                          No w zasadzie to masz rację - jestem usłużny - prawie wszystko w domu robię (taki gospoś), ale jak czasem coś mi upadnie albo zostawię w łazience ręcznik na wannie to od razu dostaję opierdol i każe mi to sprzątać. Jej za to o posprzątanie czegoś nie można poprosić - bo jest zmęczona, niewyspana - albo "nie muszę". Odrzucam siebie zupełnie - tak w seksie co opisałem jak i w życiu codziennym - tylko ja ją przytulam, całuję, komplementuję ją. Jeśli ona jedzie sobie coś kupić - to mnie nie wolno, bo "ja też chcę to samo co ona", ale jeśli ja coś sobie kupuję - to nie wolno nawet jęknąć, jeśli ona musi sobie też ciuchów nakupować - taka "sprawiedliwość kalego".
                          Pomimo, że zaczęliśmy się kłócić i dogadywać - bo już po prostu nie daję rady znosić tego odtrącenia i lodowego chłodu - to ja zawsze byłem dla niej ciepły, przytuliłem. Ona nigdy nie przeprosiła za nic.
                          • sabat.77 Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 10:00
                            No to skoro uwazasz to za nienormalne, to natychmiast przestan. I czemu sie przejmujesz tym, ze cie opierdala? Skoro seksu i tak nie ma, to nie moze Ci nic zlego zrobic. Powiedz jej, zeby spierdalala i tyle.
                            • tomekwaw82 Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 10:02
                              sabat.77 napisał:

                              > No to skoro uwazasz to za nienormalne, to natychmiast przestan. I czemu sie prz
                              > ejmujesz tym, ze cie opierdala?
                              Bo już sobie "zakodowałem" że sobie na to zasługuję.

                              >Skoro seksu i tak nie ma, to nie moze Ci nic zlego zrobic. Powiedz jej, zeby spierdalala i tyle.
                              Panicznie boję się utraty syna, że zemści się i nie pozwoli mi go widywać jeśli się rozwiedziemy...
                              • sabat.77 Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 10:22
                                No, w sumie to calkiem prawdopodobne. Ja musze przyznac, ze mam latwiej, dziecmi przejmuje sie mniej niz kasa, perspektywa alimentow i ogolnym zyciowym udupieniem. Na szczescie jestem egoista :) Jakbym mial takie dylematy jak ty to bym juz zupelnie zwariowal :l
                                • kag73 Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 10:26
                                  sabat.77 napisał:
                                  > No, w sumie to calkiem prawdopodobne. Ja musze przyznac, ze mam latwiej, dziecm
                                  > i przejmuje sie mniej niz kasa, perspektywa alimentow i ogolnym zyciowym udupie
                                  > niem. Na szczescie jestem egoista :) Jakbym mial takie dylematy jak ty to bym j
                                  > uz zupelnie zwariowal :l
                                  Przestan, sabat, moi zdaniem to sa bzdury, bo dzieci teraz rowniez Cie cos kosztuja. Jak ktos ma mala pensje to placi niewielkie alimenty. Slyszalam zreszta dramatyczne historie o alimentach w Polsce, mozg sie lasuje. A Ty do tego jestes "egoista", powiez, ze ni mosz i placil nie bedziesz ;)
                                  • sabat.77 Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 10:40
                                    Alimenciarz moze nie placic, ale dlug i tak rosnie. To nie takie proste. Potem wlaza na konto i blokuja wyplaty do kwoty kilkukrotnosci sredniej krajowej. Wiem, bo czesto blokowalem konta za alimenty. Czesto najlepsze wyjscie to wiac za granice, ale to zycie wygnanca i pariasa.
                            • zawle Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 10:46
                              sabat.77 napisał:

                              > No to skoro uwazasz to za nienormalne, to natychmiast przestan. I czemu sie prz
                              > ejmujesz tym, ze cie opierdala? Skoro seksu i tak nie ma, to nie moze Ci nic zl
                              > ego zrobic. Powiedz jej, zeby spierdalala i tyle.


                              A ty sabat swojej suce powiedziałeś żeby spierdalała gdy dostałeś zjebę że nabrudziłeś pzry malowaniu?
                              • sabat.77 Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 10:48
                                Pare razy :) Ale na forum zgrywam niewiniatko.
                                Moze herbatki?
                          • zyg_zyg_zyg Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 10:05
                            Opisywanie wszystkich jej wad, fatalnych zachowań, fochów, paskudnego traktowania Ciebie, manipulanctwa i wredoty może Ci przynieść chwilową ulgę, ale niczego na trwałe nie zmieni. Tutaj pewnie możesz usłyszeć "O w mordę, ale suka", na pewno nie usłyszysz "Chłopie, ale Ty jesteś dzielny".

                            Cały czas to robisz, cały czas zajmujesz się nią. Zamiast sobą. A tylko wzięcie się za siebie ma jakiś sens.
                            • tomekwaw82 Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 10:08
                              zyg_zyg_zyg napisała:

                              > Opisywanie wszystkich jej wad, fatalnych zachowań, fochów, paskudnego traktowan
                              > ia Ciebie, manipulanctwa i wredoty może Ci przynieść chwilową ulgę, ale niczeg
                              > o na trwałe nie zmieni. Tutaj pewnie możesz usłyszeć "O w mordę, ale suka", n
                              > a pewno nie usłyszysz "Chłopie, ale Ty jesteś dzielny".
                              >
                              > Cały czas to robisz, cały czas zajmujesz się nią. Zamiast sobą. A tylko wzięcie
                              > się za siebie ma jakiś sens.

                              Są takie dni, że jest naprawdę miła (choć bliskości wtedy i tak nie ma żadnej) i mięknę. W takie dni własnie czuję się fatalnie - wymyślam sobie, że to ja zniszczę małżeństwo jeśli pójdę na terapię. Czuję taką cholerną niemoc! Każde moje słowo potrafi obrócić tak żebym to ja był winny.
                              • zyg_zyg_zyg Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 10:30
                                > Są takie dni, że jest naprawdę miła (choć bliskości wtedy i tak nie ma żadnej)
                                > i mięknę. W takie dni własnie czuję się fatalnie - wymyślam sobie, że to ja zni
                                > szczę małżeństwo jeśli pójdę na terapię. Czuję taką cholerną niemoc! Każde moje
                                > słowo potrafi obrócić tak żebym to ja był winny.

                                Są takie dni, kiedy on przyniesie kwiatek i przytuli. Ale większość takich, kiedy zarzyguje podłogę w kuchni i wali przez łeb. Przecież nie można rozwalić takiego świetnego małżeństwa, w którym dostaje się kwiatki.

                                Stary, jesteś chory. CHORY. Wszystko jedno, na ile to ona Cię utwierdza i przytrzymuje w tej chorobie, na ile Ty sam. Bez pomocy z zewnątrz będziesz się tak bujał. Chyba że Ci paradoksalnie dobrze, umiesz się odnaleźć tylko w takim życiu i nie umiesz funkcjonować inaczej. Albo dojdziesz do ściany i będziesz musiał coś zmienić, albo nie dojdziesz i nie zmienisz. Twoje życie, Twoje wybory.

                                Z pierwszej z brzegu strony w goglach, cechy współuzależnienia:

                                T. Cermak twierdzi, że podstawowe symptomy współuzależnienia to:
                                -lokowanie uczucia własnej wartości w zdolności do kontrolowania uczuć i zachowań swoich i cudzych, mimo oczywistych doświadczeń, że konsekwencje są odwrotne;
                                -zaspakajanie potrzeb cudzych w sposób uniemożliwiający zaspakajanie potrzeb własnych;
                                -zaburzenie systemu granic, zarówno w sytuacjach intymności jak i osamotnienia;
                                -bierne trwanie w związku z osobą o zachwianej osobowości (alkoholizm, narkomania, chorobliwa impulsywność);
                                -doznawanie bardzo bolesnych emocji lub utrata wrażliwości emocjonalnej w okresie przynajmniej dwóch lat, bez szukania pomocy na zewnątrz.

                                Z kolei P. Mellody (1993, s. 177-8) sądzi, że podstawowe symptomy współuzależnienia to skłonność do następujących skrajności:
                                -brak poczucia własnej wartości lub arogancja i poczucie wyższości;
                                -nadmierna bezbronność wobec bolesnych przeżyć lub nadmierna odporność (brak wrażliwości);
                                -poczucie, że jest się człowiekiem złym i zbuntowanym lub poczucie, że jest się kimś zupełnie doskonałym;
                                -nadmierna zależność od innych ludzi lub nadmierna niezależność (utrata potrzeb i pragnień);
                                -brak elementarnej dyscypliny i wprowadzanie chaosu we własne życie lub przesadne, natrętne kontrolowanie siebie i innych ludzi.
                                www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IP/wspoluzaleznienie.html#
                                Pasuje Ci coś?


                                • tomekwaw82 Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 10:40
                                  zyg_zyg_zyg napisała:

                                  > T. Cermak twierdzi, że podstawowe symptomy współuzależnienia to:
                                  > -lokowanie uczucia własnej wartości w zdolności do kontrolowania uczuć i zachow
                                  > ań swoich i cudzych, mimo oczywistych doświadczeń, że konsekwencje są odwrotne;
                                  >
                                  > -zaspakajanie potrzeb cudzych w sposób uniemożliwiający zaspakajanie potrzeb wł
                                  > asnych;
                                  > -zaburzenie systemu granic, zarówno w sytuacjach intymności jak i osamotnienia;
                                  >
                                  > -bierne trwanie w związku z osobą o zachwianej osobowości (alkoholizm, narkoman
                                  > ia, chorobliwa impulsywność);
                                  > -doznawanie bardzo bolesnych emocji lub utrata wrażliwości emocjonalnej w okres
                                  > ie przynajmniej dwóch lat, bez szukania pomocy na zewnątrz.
                                  Bardzo mnie ta sytuacja boli, naprawdę bardzo :(
                                  >
                                  > Z kolei P. Mellody (1993, s. 177-8) sądzi, że podstawowe symptomy współuzależni
                                  > enia to skłonność do następujących skrajności:
                                  > -brak poczucia własnej wartości lub arogancja i poczucie wyższości;
                                  Czuję się paradoksalnie do poniższych komentarzy - lepszy, w myślach atakuję, w myślach jestem arogancki. Nie przenoszę tego "poza myśli".

                                  > -nadmierna bezbronność wobec bolesnych przeżyć lub nadmierna odporność (brak wr
                                  > ażliwości);
                                  Czuję sie raczej bezbronny, nie raz zdarzyło mi się wieczorem płakać lub siedzieć samotnie na sofie z totalną pustką w głowie nie wiedząc co dalej ze sobą robić kiedy ona "postawiła na swoim", walnęła focha i poszła spać.

                                  > -poczucie, że jest się człowiekiem złym i zbuntowanym lub poczucie, że jest się
                                  > kimś zupełnie doskonałym;
                                  Czuję się bardzo złym cżłowiekiem, nie pasującym do otoczenia, że wyrządzam wszystkim zło, że jestem głupi i wszyscy mogą mnie wyśmiewać.

                                  > -nadmierna zależność od innych ludzi lub nadmierna niezależność (utrata potrzeb
                                  > i pragnień);
                                  Czuję się totalnie zależny od "samopoczucia" i "uczuć" żony. Boję się żeby w czymkolwiek jej nie urazić albo nie zrobić czegoś co ona nie lubi.

                                  > -brak elementarnej dyscypliny i wprowadzanie chaosu we własne życie lub przesad
                                  > ne, natrętne kontrolowanie siebie i innych ludzi.
                                  Robię się leniwy, ospały. Odsuwam się od opieki nad synem bo boję się krytyki, wolę czegoś nie robić niż narazić się na komentarze :(
                                • yoric Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 15:31
                                  > Z kolei P. Mellody (1993, s. 177-8) sądzi, że podstawowe symptomy współuzależni
                                  > enia to skłonność do następujących skrajności:
                                  > -brak poczucia własnej wartości lub arogancja i poczucie wyższości;
                                  ...
                                  > Pasuje Ci coś?

                                  :)))

                                  ahahaha!

                                  Za to kocham 'jakoścowe' podejście do psychologii, zwłaszcza inspirowane psychoanalizą :).
                                  Jeśli X, to jesteś współuzależniony, a jeśli nie-X, to też jesteś współuzależniony. Jeśli jesteś wysoki, to jesteś współuzależniony, ale jeśli jesteś niski, to także, jeśli jest ci zimno - współuzależnienie, jeśli ciepło - jak wyżej :).
                                  • urquhart Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 16:07
                                    To wsparcie emocjonalne inspirowane psychologią :-)
                                    Podobnie jak klasyfikowanie na babskich forach każdego faceta jako przemocowca z definicji. W przypadku wątpliwości zawsze może być biernym przemocowcem :-)
                                  • zyg_zyg_zyg Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 20:51
                                    > Jeśli X, to jesteś współuzależniony, a jeśli nie-X, to też jesteś współuzależni
                                    > ony

                                    Po pierwsze Yoricu, nie załapałeś, o czym tu mowa. A tu mowa jest o SKRAJNOŚCIACH. Wytłumaczę Ci to na przykładzie poziomu cukru we krwi. Jeśli poziom cukru we krwi jest skrajnie wysoki, to masz problem zdrowotny. Jeśli poziom cukru we krwi jest skrajnie niski, to masz problem zdrowotny. A nie tak, że jeśli poziom cukru jest wysoki to jesteś chory, a jak nie to jesteś chory. Rozjaśniło Ci się coś?

                                    Po drugie temat współuzależnienia mi osobiście wisi i powiewa. Klasyfikacja i diagnozowanie współuzależnienia mi wisi i powiewa. Ale nie zaprzeczysz chyba, że są ludzie, którzy przyciągają świrów, którzy miewają samych zaburzonych partnerów, którzy spotykają tylko złych ludzi i katów - samych mężów, którzy biją i chleją, same żony, które pogardzają i traktują jak popychadło, samych współpracowników, którzy wykorzystują, samych szefów, którzy gnębią i nie doceniają. Ciągle i ciągle. Ludzie, którym przytrafiają się same nieszczęścia, którzy są stworzeni po prostu do roli ofiary. Kobiety i mężczyźni. Którzy niby próbują coś robić, żeby naprawić relacje z tym mężem, żoną, szefem, współpracownikami, ale ich działanie jest nieskuteczne, albo wręcz pogłębia problem. I w moim pojęciu ratunkiem i szansą dla takich ludzi jest pokazanie, że to w nich coś takiego siedzi, co każe im przyjmować tę rolę. I chuj z tym, czy ktoś to nazwie współuzależnieniem, czy wiktymizacją, czy czymś innym jeszcze. Ważne, że to po ich stronie jest możliwość działania, możliwość sięgnięcia po pomoc z zewnątrz, żeby coś zmienić, żeby się tego z siebie w części chociaż pozbyć. Przytakiwanie i potwierdzanie, że to tamci są źli donikąd nie prowadzi.

                                    A dodatkowo czasem ulgę i światełko w tunelu daje wpasowanie siebie w jakiś schemat opisany przez kogoś, kto dodatkowo jeszcze twierdzi, że wie, jak się z tego schematu wyrwać.
                        • sabat.77 Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 09:57
                          Ja to moze zmienic tylko na inny model. Ale po zmianie samego siebie, bo teraz trafi na taka sama suke.
                      • sabat.77 Re: Przemocowiec z definicji 30.06.14, 09:55
                        No to przestan byc ufny i naiwny. Przestan wierzyc.
        • marek.zak1 Re: Moje problemy 30.06.14, 09:37
          tomekwaw82 napisał(a):
          .
          > To się kłóci trochę z tym co ja czuję - bo czuję się totalnie winny temu wszystkiemu :(

          No bo jestes. Dałes się sterroryzować. Sorry.
          • sabat.77 Re: Moje problemy 30.06.14, 09:54
            Tak jak zona alkoholika jest winna temu, ze chlop ja bije. Zastanow sie, Marek...
            • marek.zak1 Re: Moje problemy 30.06.14, 10:14
              sabat.77 napisał:

              > Tak jak zona alkoholika jest winna temu, ze chlop ja bije. Zastanow sie, Marek.

              Po pierwszym podniesieniu reki idzie na policje i sprawa sie kończy. Nie wolno akceptować przemocy w żadnej postaci.
              • kag73 Re: Moje problemy 30.06.14, 10:20
                marek.zak1 napisał:
                > Po pierwszym podniesieniu reki idzie na policje i sprawa sie kończy. Nie wolno
                > akceptować przemocy w żadnej postaci.

                Otoz, mniej wiecej tak to wyglada. Ja sie w zyciu nauczylam jednego, ludzie posuna sie tylko tak daleko jak daleko im na to pozwolisz.
                Tomku, Ty rozpoznales problem, to juz pierwszy krok. Trzymaj sie tego: to nie Ty jestes wszystkiemu winien. I zacznij dzialac, malymi kroczkami zacznij cos zmieniac.
                Jakim sposobem, tak apropos, ona moze zabronic Ci widywania syna. Ma ku temu jakies podstawy? Jestes alkoholikiem, przemocowcem, zagrazasz jego zdrowiu i zyciu?

                • sabat.77 Re: Moje problemy 30.06.14, 10:24
                  W czasie rozwodu nie jedna su... przepraszam - zona - zrobilaa juz z normalnego faceta ludzkie bydle przed sadem. Najczesciej na spolke z jebnieta tesciowa :) Takie duety pojebana mamusia ze szczekajaca coreczka sa najlepsze. A to klasyka rocka.
                  • jesod Nie jedna su... 30.06.14, 14:04
                    sabat.77 napisał:
                    > W czasie rozwodu nie jedna su... przepraszam - zona - zrobilaa juz z normalnego
                    > faceta ludzkie bydle przed sadem. Najczesciej na spolke z jebnieta tesciowa :)
                    > Takie duety pojebana mamusia ze szczekajaca coreczka sa najlepsze. A to klasyk
                    > a rocka.

                    A oto jest wy-rock klasyki.
    • jesod Za każdym razem 30.06.14, 10:42
      tomekwaw82 napisał(a):
      > Mieszkaliśmy od początku razem i jak dobrze pamiętam na samym początku n
      > aszego związku ona miała ochotę na seks - ale nigdy go nie inicjowała, zawsze d
      > omagała się tego ode mnie. Za każdym razem ja byłem za wszystko odpowiedzialny,
      > a ona nie robiła zupełnie nic - jak przysłowiowa "kłoda".

      To naprawdę straaaszne.
      Wygląda na to, że... niewiele już z Ciebie zostało, a to wszystko uczyniła jedna kobieta. Współczuję... Przygniotła Ciebie Twoją własną odpowiedzialnością. Jak ona mogła!? Jak ona mogła? Jak ona śmiała? I zamiast dawać tylko brała. Doprawdy, nie mogę tego zrozumieć... Jak ona mogła czegoś od Ciebie chcieć, zamiast od razu dawać, a przy tej okazji coś tam mieć?
      • sabat.77 Re: Za każdym razem 30.06.14, 10:47
        Nie reaguj na nia Tomek. To taka nasza forumowa maskotka, cos jak papuzka falista w klatce. Cos napiszesz, to potem skrzeczy i papuguje, ale nie traktuje sie jej na forum powaznie. Chyba zeby sie podroczyc, a na koniec i tak dac przyjacielskiego, ale siarczystego klapsa w gola pupe.
        • jesod Re: Za każdym razem 30.06.14, 10:56
          sabat.77 napisał:
          > Nie reaguj na nia Tomek. To taka nasza forumowa maskotka, cos jak papuzka falis
          > ta w klatce. Cos napiszesz, to potem skrzeczy i papuguje, ale nie traktuje sie
          > jej na forum powaznie. Chyba zeby sie podroczyc, a na koniec i tak dac przyjaci
          > elskiego, ale siarczystego klapsa w gola pupe.

          Hej, Tomcio (Paluch?) te słowa wyskrobał specjalnie dla Ciebie Fallus Papuzi - Mistrz jebnięć i chłosty, co tworzy zamaszyście posty. Majestat powagi i odwagi, ale... bez wagi. Bez wagi??? Co to za wyrocznia...? Pewnie z samego krocznia... Poproś o specjalną dedykację - Mistrza, co twierdzi, że ma zawsze rację. :P
          • sabat.77 Re: Za każdym razem 30.06.14, 11:03
            Widzisz Tomek? Ktos jej rano znowu podsypal blekotu do siemienia lnianego, dzieki czemu nawiazala kontakt z wymiarem astralnym i wieszczy :) Ale spoko, przejdzie jej, jutro znowu bedzie "Poly chce krakersa" :)
            • tomekwaw82 Re: Za każdym razem 30.06.14, 11:08
              A może to po prostu taka niedorżnięta stara panna, która żałuje straconego życia ?!?
              • jesod Re: Za każdym razem 30.06.14, 12:28
                tomekwaw82 napisał(a):
                > A może to po prostu taka niedorżnięta stara panna, która żałuje straconego życi
                > a ?!?

                Szanowny Panie Tomciu, tłumaczyć się Panu ze swojego życia nie zamierzam, ani też wprowadzać Pan w swoją prywatność. Jednak, nadmienię Panu, że nie jestem już dawno, dawno, dawno panną, a obecnie - dojrzałą kobietę.
                Sposób w jaki Pan zadaje owo wścibskie pytanie świadczy raczej o Pana niedorżniętym umyśle, co też widać po skali serwowanego problemu w pierwszym wpisie.
                A pańskie stwarzanie problemu i szukanie rady, nie tu gdzie trzeba jedynie to potwierdza.
                Z prymitywem kobieta sobie życia nie ułoży, także Pana partnerka nie powinna mieć raczej złudzeń co do Pana, o ile rozsądnie myśli. No... chyba, że operuje na takim samym poziomie.
                Ale rżnij Pan dalej.... te posty. Może jeszcze sobie poczytam.
            • jesod Widzisz Tomek? 30.06.14, 12:16
              sabat.77 napisał:
              > Widzisz Tomek? Ktos jej rano znowu podsypal blekotu do siemienia lnianego, dzie
              > ki czemu nawiazala kontakt z wymiarem astralnym i wieszczy :) Ale spoko, przejd
              > zie jej, jutro znowu bedzie "Poly chce krakersa" :)

              No, ładnie, ładnie.... Jak dla mnie to Tomek może sobie to widzieć, albo i nie, ale... kobietom, które przeczytają takie posty i głębie treści w nich zawarte powinny włączyć się lampki alarmowe. Ku przestrodze... Właśnie reakcja jaką nam tu zaprezentował Jaśnie Pan Sabat, powinna szybko uświadamiać, że od tego typu mężczyzn należy uciekać gdzie pieprz rośnie.
              Taki facet po prostu nic dobrego nie rokuje i w tym aspekcie nie trzeba mieć żadnych złudzeń.
              Wiać, wiać, wiać.... i... jeszcze raz wiać, bo można sobie zrobić kuku, wypierając fakty mówiące same za siebie.
              • sabat.77 Re: Widzisz Tomek? 30.06.14, 12:35
                Alez ty jestes pocieszna, jak maly robaczek :)
                • jesod Ależ Ty jesteś 30.06.14, 12:54
                  sabat.77 napisał:
                  > Alez ty jestes pocieszna, jak maly robaczek :)

                  Nie wiem czy jestem pocieszna. Może w Twoich kategoriach tak to wygląda.
                  Ale... Tak. Jestem małym robaczkiem i w przeciwieństwie do Ciebie zdaję sobie z tego sprawę.
          • urquhart Re: Za każdym razem 30.06.14, 11:21
            No, no, negatywna energia nieźle daje ci kopa i uskrzydła :)
            Byłaś na Czarownicy z Angeliną?
            A właściwie może wydusisz z siebie kto i jak Cię skrzywdził że to dogryzanie tak cię napędza ?
            • sabat.77 Re: Za każdym razem 30.06.14, 11:25
              Jak to kto ja skrzywdzil? Tatus oczywiscie.
              • jesod Jak to kto 30.06.14, 12:56
                sabat.77 napisał:
                > Jak to kto ja skrzywdzil? Tatus oczywiscie.

                Cóż za narcystyczny żar empatii!
                Ale... pudło Panie "psychologu".
            • kag73 Re: Za każdym razem 30.06.14, 11:36
              urquhart napisał:
              > No, no, negatywna energia nieźle daje ci kopa i uskrzydła :)
              > Byłaś na Czarownicy z Angeliną?
              > A właściwie może wydusisz z siebie kto i jak Cię skrzywdził że to dogryzanie ta
              > k cię napędza ?
              Moim zdaniem on wcale przesadnie nie "dogryza". Zobacz jak po nim tutaj ciagle na forum jezdza:) Nie ma porownania.
            • jesod No, no 30.06.14, 14:08
              urquhart napisał:
              > No, no, negatywna energia nieźle daje ci kopa i uskrzydła :)
              > Byłaś na Czarownicy z Angeliną?
              > A właściwie może wydusisz z siebie kto i jak Cię skrzywdził że to dogryzanie ta
              > k cię napędza ?

              Nie muszę chodzić na żadną Czarownicę z jakąś tam Angeliną, bo sama jestem czarownicą, proszę Pana. :)
              A wyduszać nic z siebie nie będę, bo Pan nie zasługuje na moje zaufanie w jakiejkolwiek kwestii.
    • jesod Re: Moje problemy 30.06.14, 14:33
      tomekwaw82 napisał(a):
      (...)

      Ja, ja, ja.... i jaja jak berety, a potem.... gwałt przy zajebistym seansie ze świecami, muzyce, z masażami, jako ekstatyczny seks na futrze.
    • prosty_facet DDA 01.07.14, 07:36
      tomekwaw82 napisał(a):

      > Średnio układało nam się też w życiu codziennym - chwilami była przyjemna i pog
      > odna, ale czasami zaczynała z niej wyłazić natura jej matki - żony alkoholika,
      > która po latach męki z katem mściła sie na najbliższych sobie osobach i nie pot
      > rafiła z nikim zbudować zdrowej relacji.

      Twoja żona to DDA - poczytaj sobie. Wymaga terapii.
      • sabat.77 Re: DDA 01.07.14, 07:52
        prosty_facet napisał:

        > Twoja żona to DDA - poczytaj sobie. Wymaga terapii.

        A nie raczej obchodzenia szerokim łukiem obficie spluwając za lewe ramię? Z tymi terapiami to trochę według mnie naciągane. Jak ktoś nie chce się zmienić i mu z tym dobrze, to żadna terapia go nie zmieni. A jak chce, to terapia i tak będzie miała tylko dodatkowe znaczenie.
        Prawda jest taka, że większości tych porąbanych partnerów w małżeństwie jest dobrze tak jak jest. Oni nie mają normalnej empatii, deptają innych realizując swoje potrzeby i są zadowoleni. Dla nich jest wszystko ok.
        • zyg_zyg_zyg Re: DDA 01.07.14, 10:15
          > A nie raczej obchodzenia szerokim łukiem obficie spluwając za lewe ramię? Z tym
          > i terapiami to trochę według mnie naciągane. Jak ktoś nie chce się zmienić i mu
          > z tym dobrze, to żadna terapia go nie zmieni. A jak chce, to terapia i tak będ
          > zie miała tylko dodatkowe znaczenie.
          > Prawda jest taka, że większości tych porąbanych partnerów w małżeństwie jest do
          > brze tak jak jest. Oni nie mają normalnej empatii, deptają innych realizując sw
          > oje potrzeby i są zadowoleni. Dla nich jest wszystko ok.

          To prawda. Tylko zazwyczaj jest tak, że jak partner takiego popaprańca (z którym też musi być coś nie tak, bo inaczej obchodziłby, jak piszesz, szerokim łukiem spluwając przez lewe ramię) zaczyna "coś" robić ze sobą, to okazuje się, że popaprany traci komfort lub cel swoich zachowań. Przestaje trafiać nimi na żyzną glebę, przestaje mieć odbiorcę i widza, nie ma efektów. "Naprawianie świata zacznij od naprawiania siebie" - nawet jak świat się nie zmieni, to i tak będziesz do przodu.

          Prawda jest też taka, że partnerom popaprańców też często jest paradoksalnie "dobrze" w układzie z popapranym. Niektórzy lubią się tarzać we własnej udręce i się dzięki niej wyjątkowi, inni odczuwają taki lęk przed zmianą i nieznanym, że wolą zostać w znanym i swojskim syfie, jeszcze inni są siłaczami, którym wydaje się, że jeśli przestaną działać tak jak dotychczas, to cały świat się zawali, jeszcze inni wolą widzieć całą odpowiedzialność za życiowy syf na popaprańca, podtrzymują idealny obraz siebie. Trudno to wszystko nagle zostawić, bo trudno pozbyć się własnej tożsamości budowanej przez życie z popaprańcem, trudno budować nową.

          I nie Ciebie mam akurat na myśli, Sabacie :-)
          • loppe Re: DDA 01.07.14, 10:18
            Bardzo dobrze te zagadnienia Zyg przedstawiasz w wątku

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka