glamourous
18.06.15, 18:02
Wiedziona moim odwiecznym zamilowaniem do wszelkich analiz, zrobilam sobie ostatnio bilans moich wazniejszych zwiazkow i milosci (tak, wiem, mam chyba wszelkie objawy midlife crisis ;) )
I wyodrebnilam nastepujace skladniki pozadania, ktore u mnie determinowaly sile przyciagania oraz sile uczuc do tych facetow. Oraz wplywaly na caly pozniejszy przebieg zwiazkow.
A wiec glownych attraction factors jest IMO szesc :
1. fizyka (czyli na ile dana osoba podoba nam sie estetycznie - krecenie wizualne)
2. chemia (te nieuchwytne i niedefiniowalne fluidy, ktore sprawiaja, ze nawet delikatny dotyk wywoluje podniecenie - krecenie fizjologiczne)
3. biologia (czyli krecenie organiczne objawiajace sie tym, na ile mialam z facetem swiadoma faze na reprodukcje. Czy tez rodzaj podswiadomego instynktu ktory sprawial, ze zapominalam o pigulce, mialam ochote na seks bez zabezpieczenia itp, itd. Inny objaw szalejacej biologii to dla mnie ochota niejako polkniecia faceta w calosci)
4. status socjalno-materialny (czyli jak ja to nazywam polkowosc partnera)
5. intelekt (tego tlumaczyc nie trzeba)
6. porozumienie duchowe (niewyczerpane tematy do rozmow, nie nudzenie sie ze soba, poczucie komfortu we wspolnym pozaseksualnym spedzaniu czasu)
Mozna sobie te czynniki a propos kazdego partnera zwyczajnie odhaczyc, a mozna sobie to bardziej doprecyzowac np. w skali od 0 do 10.
Pisze o tym, bo nasuwaja sie ciekawe wnioski a propos tego zestawienia : jego wplyw na dlugosc zwiazku, sila uczuc, odwlekanie rozstania pomimo ewidentnego niedopasowania charakterologicznego, intensywnosc i dlugosc cierpienia po rozstaniu, latwosc wymiany na inny model itp.
Ciekawi mnie, czy tez tak to widzicie? A moze macie jakies uwagi, uzupelnienia, czy korekty?