Dodaj do ulubionych

Teoria podrywu

09.07.15, 22:24
Niedawno radziłem tu jednemu koledze jak poderwać dziewczyny, a że miałem okazje wcielić w życie swoje rady. Więc to zrobiłem. Miałem imprezę i okazało się że w sąsiedniej sali jest wieczór panieński, dziewuchy miedzy 10-15 lat młodsze ode mnie. Gdy już nasza impreza zrobiła się mniej oficjalna zostałem wydelegowany - głównie przez siebie ;) - by zaprosić panie do nas. Nie jestem może zbyt przystojny, średnia +, ale w ciągu 15 minut udało mi się namówić 10 ładnych dziewczyn by przyszły do nas. Część moich kolegów ściągnęło obrączki;) ja swoją zostawiłem bo wiem że pewnej graniczy przekroczyć nie mogę - żona nie pozwala ;) Może to też był mój plus bo nie miałem parcia by kogoś przelecieć, wymacać lub coś w tym stylu. Po prostu chciałem się zaprzyjaźnić, nawiązać kontakt, z którego może mogło by się coś rozwinąć w dalszej znajomości. Z każdą do które podszedłem się udało, jedna powiedziała mi że szkoda że mam żonę. A pani młoda w rozpaczy że traci wolność chciała nawet się ze mną całować, uwierzcie mi łatwo było odmówić, taki odruch: przecież wiesz że mam żonę. I nawet nie sądziłem że tak łatwo mi to przyjdzie, łatwo jest być wiernym jak się nie ma okazji a ta okazja naprawdę ładna była;)
Podsumowując dalej twierdzę że jeśli chcemy poderwać wartościowa dziewczynę, trzeba podejść bez presji, na luzie i spokojnie się z nią zaznajomić.
A to zaznajamianie się szło mi o wiele lepiej niż gościom którzy zdjęli obrączki... nic im to nie dało, też poszli spać do pokoju sami jak ja.
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Teoria podrywu 09.07.15, 22:37
      (...) Po prostu chciałem się zaprzyjaźnić, nawiązać kontakt, z którego może mogło by się coś rozwinąć w dalszej znajomości.(...)
      Ahahahhahahah <ociera łzy>

      Chciałeś się jako ten piernik w srednim wieku dowartościować rzekomym zainteresowaniem młodszych lasek nastawionych na zabawę i podlanych alkoholem. To żaden wstyd, wstyd to sobie tak kłamać.
      • sid_15 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 08:34
        > Chciałeś się jako ten piernik w srednim wieku dowartościować rzekomym zainteres
        > owaniem młodszych lasek nastawionych na zabawę i podlanych alkoholem.

        O - to, to.:)
        Czasami faceci nie rozumieją różnicy między flirtem imprezowym i właśnie zabawą, kiedy ze wszystkimi się gada, plecie jakieś głupoty, jest klimat na zasadzie "bawimy się" a rzeczywistym zainteresowaniem. Też miałam takie akcje, że imprezujemy sobie, żartujemy, gadka-szmatka, a tu nagle koleś zaczyna się przystawiać, bo myśli, że jeśli nie uciekam z krzykiem, to na niego lecę.
        • kombinerki_pinocheta00 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 09:38
          Kogo obchodzi ta różnica? Tzn. mnie obchodzi, bo później przeżywam swoje niepowodzenia, ale taki Czesiek na imprezie nie ma nic do stracenia. Efekt końcowy jest ważny, czyli czy jego wacek znajdzie się we właściwym miejscu po imprezie.
          Dlaczego miałby się nie przystawiać? Bo panienka ma inne pragnienia? Trzeba ją przekonać, że się myli i chyba na tym polega podryw najwyższej klasy.
          Babka nie chciała, ale gość zadziałał tak, że sama nie wiedziała kiedy i jak trafili do wspólnej sypialni.
          Bo co to za sztuka bzykać, gdy ma się kaloryfer, dobrze skrojoną marynarkę, męskie rysy twarzy i modną fryzurę, a wpadając na imprezę laski na widok takiego osobnika przy wejściu mają mokro. Żadna sztuka.
          • sid_15 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 10:08
            > Efekt końcowy jest ważny, czyli czy jego wacek znajdzie się we właściwym miejscu po imprezie.

            No to przecież tłumaczę po polsku, że się nie znajdzie.

            > Dlaczego miałby się nie przystawiać? Bo panienka ma inne pragnienia? Trzeba ją
            > przekonać, że się myli i chyba na tym polega podryw najwyższej klasy.

            :DDD
            Ok, nie mam dzisiaj na to siły.
    • sea.sea Re: Teoria podrywu 09.07.15, 22:37
      Cały czas powtarzam, że sposób na powodzenie to dobra gadka i brak lęku przed kobietami :>
    • kombinerki_pinocheta00 Re: Teoria podrywu 09.07.15, 22:39
      W jaki sposób się zaznajamiałeś z tymi dziewczynami? Taniec był clou programu?

      Trzeba mieć jaja żeby zapraszać w ten sposób kobiety. Nie bałeś się ostrej reakcji z ich strony?

      Kuźwa, jak wy to robicie.
      • zombi135 Re: Teoria podrywu 09.07.15, 23:10
        Po prostu poszedłem do nich i się ich pytam, skierowały mnie do organizatorki, usiadłem pogadliśmy trochę i o pierdołach. Odesłała mnie do młodej a że akurat skończyła śpiewać. Poprowadziłem tak rozmowę by wyszło że nie śpiewam za dobrze ale piszę wiersze (w młodości pisywałem dziewczyny zawsze to lubiły) powiedziałem jej dwa, jeden Tishnera drugi swój, mój był chyba śmieszniejszy. I poszliśmy razem na naszą sale, reszta nie miała wyjścia poszła za nami. Fajne dziewczyny nie jakieś wywłoki. Następnego dnia zjedliśmy razem śniadanie i zaliczyłem 6 całusów w policzek... ale nie takich wiecie jak córka ojca, normalne takie na pożegnanie.

        I tak chciał się stary piernik dowartościować w miarę możliwości, udało mi się. Tobie też polecam.
        • zombi135 Re: Teoria podrywu 10.07.15, 00:25
          Ale najlepsi na taj imprezie byli goście którzy przyszli z żonami, ciężko trwali na posterunku przy nich. A żony pewnie do dziś kombinują jak o tym powiedzieć moje, niestety ludzie oceniają przez swoje zboczone myśli. Moja żona wie o wszystkim zna mnie i wie że lubie gadać z kobietami.
          • mabelle2000 Re: Teoria podrywu 10.07.15, 10:55
            zombi135 napisał:

            > i wie że lubie gadać z kobietami.

            :-) No to ja tez chce opowiedziec historie o tym, ze warto zagadac ludzkim glosem.
            Jakis czas temu bylam na imprezie branzowej w pieknym lesnym osrodku wypoczynkowym. Poniewaz malo pije, a lubie sie bawic, wiec imprezy opuszczam trzezwa, zwykle nad ranem, jako jedna z ostatnich. Tym razem wychodzac potknelam sie na schodach.
            Spadajaca ze schodow lebiege obserwowalo dwoch facetow siedzacych na lawce. Przystojni, mlodzi, ladnie zbudowani, ale twarzy nie kojarzylam, zreszta bylo jeszcze ciemno. Spac mi sie nie chcialo, wlasnie switalo, pomyslalam- zagadam, pewnie to "nasi". Chyba mysleli ze jestem wstawiona wiec zaczeli od razu z grubej rury od niewybrednych zartow. Zagadalam jednak ludzkim glosem, przedstawilam sie, zainteresowalam co tu robia. Po pol godzinie zaczeli sie zwierzac, a zanim slonce wstalo na dobre poruszylismy wiele tematow, tych bardziej osobistych takze.
            Jedno jest pewne- zegnalismy sie z sympatia.
            I jeszcze taki fakt bez znaczenia- troche pozniej sie okazalo, ze cala obsluga tego osrodka, kucharze, kelnerzy, ochroniarze to wiezniowie, ktorzy tutaj odpracowuja swoj wyrok.
        • marek.zak1 Praktyka podrywu 10.07.15, 09:21
          Dlaczego piszesz o teorii? To kawał praktyki, na podstawie której możesz teraz nap[isać jakąś teorię. Uogólnienia, wnioski, porady.
          • zombi135 Re: Praktyka podrywu 10.07.15, 10:24
            A bo ostatnio czytałem o filmie Teroia wszystkiego, że to była totalna kalpa i mi się teoria rzuciła jak pierwsze słowo ;)
      • glamourous Re: Teoria podrywu 10.07.15, 02:16
        kombinerki_pinocheta00 napisał(a):

        > W jaki sposób się zaznajamiałeś z tymi dziewczynami? Taniec był clou programu?
        >
        > Trzeba mieć jaja żeby zapraszać w ten sposób kobiety. Nie bałeś się ostrej reak
        > cji z ich strony?
        >
        > Kuźwa, jak wy to robicie.

        Najwazniejsza, podstawowa zasada nr 1 to : NIE BAC SIE KOBIET.
        Jezeli facet nie boi sie kobiet w ogole, tylko traktuje je z sympatia i naturalnie, to ma gdzies ich ostre reakcje w jakiejkowiek sytuacji. Od "spierdalaj" korona nikomu z glowy jeszcze nie spadla, i czego tu sie bac? A swoja droga facet nie bojacy sie kobiet pewnie i tak nie zaliczy spuszczenia go po brzytwie na drzewo, bo kobiety wyczuwaja u faceta pewnosc siebie, naturalnosc, brak stresu oraz spinki - i odpowiadaja luzem na luz. Tak pewnie bylo w przypadku opisanym przez autora watku.
        • urquhart Magia umysłu Randki Keith Barry 10.07.15, 06:33
          glamourous napisała:
          > rona nikomu z glowy jeszcze nie spadla, i czego tu sie bac? A swoja droga face
          > t nie bojacy sie kobiet pewnie i tak nie zaliczy spuszczenia go po brzytwie na
          > drzewo, bo kobiety wyczuwaja u faceta pewnosc siebie, naturalnosc, brak stresu
          > oraz spinki - i odpowiadaja luzem na luz. Tak pewnie bylo w przypadku opisanym
          > przez autora watku.

          Dokładnie. Czy to nie paradoks jednak że najbardziej się boją kobiet i ich krytycznej oceny ci wychowani przez kobiety głównie? Które przekazują że kobiety takie wrażliwe, że należy im sie szczególny szacunek itp? Nie ma to jak meski wzorzec radzący sobie śmiało z kobietami :)
          Postawy że męskość to testosteron, ryzyko, brak lęku też powinny pomóc.
          A w temacie korelacji przezwycieżania lęku o której pisze Glam i skuteczności podrywu skorelowanej z pewności siebie polecam pragmatyczny dokument Magia umysłu Randki Keith Barry zeby sobie utrwalać.
          www.youtube.com/watch?v=YzPyRBKg8f0
          • mabelle2000 Re: Magia umysłu Randki Keith Barry 10.07.15, 11:12
            urquhart napisał:

            > Czy to nie paradoks jednak że najbardziej się boją kobiet i ich kryt
            > ycznej oceny ci wychowani przez kobiety głównie?

            Jeszcze bardziej boja sie kobiet mezczyzni, ktorzy mieli wycofanego/nieobecnego ojca.
            Moj najlepszy kumpel, z ktorym znam sie od ponad dwudziestu lat, zostal wychowany przez matke, babcie i dwie siostry. Mial wiec kompletny babiniec w domu niemal od urodzenia. I nie ma bardziej smialego faceta w kontaktach z kobietami. Nie dziwie mu sie, przeciez on o kobietach wie wszystko ;-)
            • urquhart Re: Magia umysłu Randki Keith Barry 10.07.15, 12:03
              > Moj najlepszy kumpel, z ktorym znam sie od ponad dwudziestu lat, zostal wychowa
              > ny przez matke, babcie i dwie siostry. Mial wiec kompletny babiniec w domu niem
              > al od urodzenia. I nie ma bardziej smialego faceta w kontaktach z kobietami. Ni
              > e dziwie mu sie, przeciez on o kobietach wie wszystko ;-)

              Tacy co wiedzą wszystko obseruję jak mimo śmiałości trafiają i utykają we friendzone tzw mili faceci.
              Z drugiej strony często ci gburowaci i agresywni rżną laski ale jednocześnie mając spaczone wzorce przemocy w rodzinie dziedziczą polaryzują się i gardzą kobietami z którymi łatwo im idzie jednocześnie powielając pragmatycznie skuteczny model pożadania seksu i reprodukcj, ale nie szczęśliwego związku.
              Tych po środku z pozytywnym nastawieniem do kobiet a jednocześnie skutecznych nie jest tak wielu moim zdaniem bo te dwa modele sie polaryzuja łatwo.

              Pomijając roztrząsanie winy której płci, nie maco kierować sie solidarności a jajników jedynie, sporo forumowiczek ma jednak męskiego potomka, dla któego chciałaby nieba przychylić więc warto się zastanowić nad tym.

              Sam przy piwie roztrząsaliliśmi z kumplami jakby tak mieć dzisiejszą wiedzę ale 20 lat to by sie działo :)
              Dla siebie niewiele można zrobić już ale odpowiednio skutecznie przekazać to doświadczenie synowi i córce - bezcenny kapitał.
              (co się mówi musi być spójne z tym co sie robi bo młodzi ludzie wyczulenie są organicznie na obłudę jak przy wyborach Kukiza i Korwina)
              Pozdrawiam
        • kombinerki_pinocheta00 Re: Teoria podrywu 10.07.15, 10:34
          >obiety wyczuwaja u faceta pewnosc siebie, naturalnosc, brak stresu
          > oraz spinki - i odpowiadaja luzem na luz

          A jak jest się spiętym to co? Źle to na was wpływa? Ogranicza w jakiś sposób? Nie lepiej delikatnie zachęcić czy automatycznie oceniacie spiętego jako gorszego?

          Całe dorosłe życie jestem wewnętrznie spięty. Po alkoholu trochę mnie puszcza, ale i tak nie potrafię flirtować, baa, nawet rozmawiać z kobietami. Nie wiem o czym, nie wiem jak, nie wiem na jakie tory sprowadzić rozmowę.
          I jestem przekonany, że cały czas oceniacie i szukacie negatywnych cech u facetów, a ja czuję, że otwierając się odsłaniam swoje wady.

          Zawsze byłem sprowadzany na ziemię.
          Jak się z czegoś cieszyłem i głośno o tym mówiłem to kobieta mnie punktowała mówiąc żebym się tak nie podniecał.
          Jak tańczyłem to się z mojego tańca śmiały.
          Mam wrażenie, że nawet z mojej mowy ciała miały ubaw.

          Miałem dobry humor przez kilka ostatnich tygodni. Już dawno tak komfortowo się nie czułem, ale postanowiłem zaryzykować i teraz myślę po co mi to, że przecież i tak nic z tego nie będzie i tak druga strona negatywnie mnie oceni, obgada, wyśmieje. I humor od rana zjebany jak ostatnia kampania Komorowskiego.

          Glam przeanalizowałabyś mi pewną sytuację na @?

          Zombi, tańczyliście z tymi pannami?
          Koledzy sukcesu nie odnieśli, ale zabawiali te dziewczyny na odpowiednim poziomie? Dobrze się bawiły? Siedziały i długo z nimi - indywidualnie - rozmawiały?
          • kombinerki_pinocheta00 Re: Teoria podrywu 10.07.15, 10:44
            Jeszcze jedno.
            Rozmawiając z kobietą zastanawiam się w jaki sposób mnie ocenia. Co sądzi o mojej - raczej plastusiowatej - urodzie, mojej mowie ciała, moim tembrze głosu, fizyczności. Siedzi naprzeciw mnie, mówię do niej, ale myślę sobie - "kurwa mać, na pewno uważa, że w okularach wyglądam jak pizda, nic z tego nie będzie i jeszcze na motorze i nartach nie jeżdżę, a za granicą ostatni raz byłem 6 lat temu, co ja tutaj robię? Znowu mnie wyśmieje." I zamiast skupiać się na tym aby podać jej płaszcz czy też składać prawidłowo zdania to ja koncentruję się na swoich wadach, a że mam słabą podzielność uwagi to często zmieniam wątki, zdarza mi się nie słuchać (koncentracja na sobie), jestem zestresowany jak podczas wygłaszania seminarium czy wizyty u urologa.
            • sea.sea Re: Teoria podrywu 10.07.15, 10:51
              Zajączek chciał usmażyć sobie jajecznicę. Nie miał jednak patelni. Jedynym zwierzęciem, o którym wiedział, że miała patelnię była lisica. Ale że lisica chytra i wredna, zajączek myśli:
              - Nie pożyczy - stara i wredna jest, nie pomoże mi i jeszcze się śmiać będzie. Chociaż może pomoże, w sumie borsuk mówił że lisica mnie lubi... Eee, ale mówił też że to stara suka. Nie pożyczy. Ale lis ma u mnie dług, tyle razy orżnąłem go w pokera...
              Zajączek tak myśli, myśli, wciąż idąc przez las aż w końcu dochodzi do lisiej nory. Puka, czeka.
              - Pożyczy. Nie pożyczy... Pożyczy! Nie pożyczy!
              W końcu otwierają się drzwi a zajączek drze się na lisicę:
              - A wsadź se tę patelnię w dupę!
              • sid_15 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 10:58
                :D
            • marek.zak1 Re: Teoria podrywu 10.07.15, 10:57
              kombinerki_pinocheta00 napisał(a):

              > Jeszcze jedno.
              > Rozmawiając z kobietą zastanawiam się w jaki sposób mnie ocenia. Co sądzi o mojej - raczej plastusiowatej - urodzie, mojej mowie ciała, moim tembrze głosu, fizyczności.
              -------------------------------------------------------------------------------------------------

              Przestań się skupiać na sobie. Podziwiaj ja, słuchaj, co ona mówi, uśmiechaj się i bądź miły.
              • mabelle2000 Re: Teoria podrywu 10.07.15, 11:19
                marek.zak1 napisał:

                > Przestań się skupiać na sobie. Podziwiaj ja, słuchaj, co ona mówi, uśmiechaj si
                > ę i bądź miły.

                Podziw moze sobie darowac, za grube slowo, lepsze bedzie zyczliwe zainteresowanie. Jak babka bedzie gadac totalne glupoty, to tez ma dwa wyjscia- moze potakiwac (czego nie polecam), albo spektakularnie wejsc z nia w dyskusje i zaskoczyc sila swoich argumentow. Zablysnie przynajmniej inteligencja i troche zbije ja z tropu, wiec juz nie bedzie taka harda. Co do usmiechu zgoda, byle nie szczerzyl zebow nadmiernie. Mily tak, ale nie usluzny, normalni ludzie nie lubia wazeliny.
            • mabelle2000 Re: Teoria podrywu 10.07.15, 12:00
              kombinerki_pinocheta00 napisał(a):

              > Jeszcze jedno.
              > Rozmawiając z kobietą zastanawiam się w jaki sposób mnie ocenia. Co sądzi o moj
              > ej - raczej plastusiowatej - urodzie, mojej mowie ciała, moim tembrze głosu, fi
              > zyczności. Siedzi naprzeciw mnie, mówię do niej, ale myślę sobie - "kurwa mać,
              > na pewno uważa, że w okularach wyglądam jak pizda, nic z tego nie będzie i jesz
              > cze na motorze i nartach nie jeżdżę, a za granicą ostatni raz byłem 6 lat temu,
              > co ja tutaj robię? Znowu mnie wyśmieje."

              Kombi, czy Ty myslisz, ze kazda babka to panna na wydaniu i kazdego faceta, ktorego spotka natychmiast widzi we wspolnym lozku, kiblu i przy stole, dlatego musi go predko zlustrowac ? :-) Prawdopodobnie to o czym Ty myslisz, to jej nawet nie przychodzi do glowy. Mnie przynajmniej by nie przyszlo. Prawda jest, ze rozmowce obserwuje, no w koncu stoimy twarza w twarz, on tez na mnie patrzy. Czasem skupiam sie na jakis szczegolach -na przyklad jak zgina duze, meskie palce trzymajac malenka filizanke do kawy, albo jak poprawia okulary, jak robia mu sie zmarszczki mimiczne w kacikach oczu, ale to nie nabiera wagi oceny, mam oczy wiec patrze. A jesli dopuszczam sie jakis ocen, to tylko jesli wyniknie to z naszej rozmowy, a nie z moich domyslow czy nie daj boze obserwacji jego wygladu.
              • proteinowy Re: Teoria podrywu 09.10.15, 19:10
                > Kombi, czy Ty myslisz, ze kazda babka to panna na wydaniu i kazdego faceta, kto
                > rego spotka natychmiast widzi we wspolnym lozku, kiblu i przy stole, dlatego mu
                > si go predko zlustrowac ? :-) Prawdopodobnie to o czym Ty myslisz, to jej nawe
                > t nie przychodzi do glowy.

                To jest bardzo dobra rada. Moja mama wspomniała kiedys ze jej matka kiedys ja próbowała podobnie pocieszyć ale poszło rykoszetem:
                - wstydzę sie rozmawiać z chłopakami.
                - nie ma po co, kto tam na ciebie zwraca uwage.
                - ...

                Ja Ci podrzucę inna: siła woli nie zmienisz swojej nerwowości. Lepiej zmień otoczenie czy kontekst w którym sie z kobietami spotykasz. Klub czy inna dyskoteka to zły pomysł. Co jest dobrym pomysłem w Twoim przypadku nie wiem, ale zazwyczaj ludzie idą w jakies góry, mecze, pielgrzymki moze. Jak nie to mistrzostwa WoW, albo klub Bozon. Aikido. Wykopki. Chodzi o to, zeby w założeniu robić cos innego niz "wyrywać", dac sobie czas na oswojenie sie. Zobaczyć kobiety w stanie nie-zrobienia, spocone, zmęczone i rozczochrane.
            • zombi135 Re: Teoria podrywu 10.07.15, 16:03
              A z matką, siostrą, kuzynka, żoną kumpla jak rozmawiasz. Po prostu nie chcesz ich przelecieć - mam nadziej;) - i jakoś rozmowa się klei. Nie spinaj się na to że jakaś panna fajna byłaby na kochankę żonę itd. Bo to wyjdzie dopiero jak ją poznasz, więc podejdź na luzie, że chcesz poznać nowa osobę jak się wam zacznie kleić rozmowa jak się trochę poznacie to nie wtedy jakoś to rozwiniesz... tylko znowu nie miesiącami, myślę że jeden dwa dni wystarczą by stwierdzić czy chciało by się czegoś więcej, nie musisz super wyglądać by się z kimś zaprzyjaźnić. A jak się zaprzyjaźnisz to już będziesz miał wiele plusów za sobą. Ludzie wszystkiego chcą odrazu, k... nie da się. W sporcie który uprawiam od ponad 5 lat jestem teraz całkiem niezły chłopaki które ze mną zaczynały odpadły po paru miesiącach bo oni już chcieli mieć to co ja mam po tych pięciu latach. Za wysoko mierzyli i zbyt szybko się zniechęcili.
              A jak nie wiesz jak gadać z pannami poszukaj kogoś w sieci, tylko z tego co czytałem na zarywki w stylu hej mała żadna ie reaguje. Więc trzeba poczytać o niej i spróbować choć trochę znaleźć coś co was łączy i kilka zdań o tym napisać. Znajdź pannę w sieci pomożemy ci do niej zgadać.
            • zyg_zyg_zyg Re: Teoria podrywu 10.07.15, 16:45
              I zamiast skupiać się na tym aby poda
              > ć jej płaszcz czy też składać prawidłowo zdania to ja koncentruję się na swoich
              > wadach, a że mam słabą podzielność uwagi to często zmieniam wątki, zdarza mi s
              > ię nie słuchać (koncentracja na sobie), jestem zestresowany jak podczas wygłasz
              > ania seminarium czy wizyty u urologa

              Zamiast okazać zainteresowanie kobiecie, zamiast oddać jej choć trochę swojej uwagi, zrobić jej trochę miejsca jesteś całkowicie skupiony na sobie. Skoncentrowany wyłącznie na SWOIM lęku, SWOIM skrępowaniu, SWOJEJ niepewności, SWOICH myślach o SOBIE, o tym, jak TY wypadasz i jak TY jesteś odbierany. Nastawiony w stu procentach na siebie.

              To nie kompleksy są przyczyną Twoich niepowodzeń - kompleksy ludzie po prostu mają i to normalne. Źle jest tylko, gdy używają ich stale jako okularów do patrzenia na świat i innych, których nie są w stanie ani na chwile oderwać od oczu. Źle jest, kiedy ich umysł i dusza są maniakalnie ogarnięte przez "JA, JA, JA" i nie ma w nim miejsca dla drugiego człowieka. Przyczyną Twoich niepowodzeń jest (wynikające może z tych kompleksów) Twoje przyklejenie się do siebie samego. I nic a nic nie czyni Cie to lepszym, wrażliwszym czy szlachetniejszym - raczej egoistycznym, podejrzliwym i "nieużytecznym".

              Nie liczyłabym na to, że miłość kobiety Cię uzdrowi. Bo nawet jak się znajdzie jakaś, która te miłość będzie chciała Ci dać, to zatrujesz ją, podepczesz albo zniszczysz. I skończysz jak ML. Dopóki nie zrobisz ze sobą porządku, nie odkleisz się od siebie. Dopóki nie odkleisz się od siebie, masz marne szanse na zdrową miłość.
              • sid_15 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 11:00
                Mogę się podpisać pod tym postem.
                • triss_merigold6 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 13:46
                  Ja też.
                  Maniakalne skupienie na sobie w połączeniu z tak głebokimi deficytami, że żadna kobieta tego nie uleczy. Utopiłaby się w tej otchłani niedowartościowania.
                  • sid_15 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 14:37
                    A że ludzie takie rzeczy wyczuwają, to świetlanej przyszłości nie widzę - skoro delikwent błądzi, niby ma świadomość swoich wad, ale wnioski wyciąga jak kulą w płot, a terapii mówi niet.
                  • kombinerki_pinocheta00 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 16:00
                    W ostatnim czasie zauważam duże zmiany w swoim zachowaniu.

                    Kilkukrotne zainteresowanie moją osobą ze strony kobiet zmieniłoby moje podejście i zwiększyło pewność siebie. Tutaj nie trzeba cudów. Przez ostatnią dekadę utrzymałem z kobietami jedną dłuższą znajomość i dwie krótkie jeszcze na studiach. Gdybym na kwartał poznał jedną, z którą chodziłbym do kina, do pubu na piwo, pojechał w góry czy nad jezioro to po roku osiągnąłbym niezłe dla siebie wyniki. Bez podtekstów seksualnych, po prostu bywać, czasami usłyszeć jakiś komplement, dowartościować się. Do tego praca, czyli wyższe zarobki i sport. Wychodzenie ze swojej przytulnej jamy, w której czuję się bezpiecznie.
                    Problem polega na tym, że nie mam nawet jednej znajomej. :)
                    Do tego mam wątpliwości czy jestem na tyle rozrywkowy aby jakąkolwiek 30stkę do siebie przyciągnąć, nawet na płaszczyznę koleżeńską. Zostaje praca i sport.
              • kombinerki_pinocheta00 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 11:48
                > Zamiast okazać zainteresowanie kobiecie, zamiast oddać jej choć trochę swojej u
                > wagi, zrobić jej trochę miejsca jesteś całkowicie skupiony na sobie. Skoncentro
                > wany wyłącznie na SWOIM lęku, SWOIM skrępowaniu, SWOJEJ niepewności, SWOICH myś
                > lach o SOBIE, o tym, jak TY wypadasz i jak TY jesteś odbierany. Nastawiony w st
                > u procentach na siebie.

                W pełni się z tobą zgadzam.

                > To nie kompleksy są przyczyną Twoich niepowodzeń - kompleksy ludzie po prostu m
                > ają i to normalne. Źle jest tylko, gdy używają ich stale jako okularów do patrz
                > enia na świat i innych, których nie są w stanie ani na chwile oderwać od oczu.
                > Źle jest, kiedy ich umysł i dusza są maniakalnie ogarnięte przez "JA, JA, JA" i
                > nie ma w nim miejsca dla drugiego człowieka. Przyczyną Twoich niepowodzeń jest
                > (wynikające może z tych kompleksów) Twoje przyklejenie się do siebie samego. I
                > nic a nic nie czyni Cie to lepszym, wrażliwszym czy szlachetniejszym - raczej
                > egoistycznym, podejrzliwym i "nieużytecznym".

                Pełna zgoda.
                Egoizm, niestety. Kiedyś Jedna Osoba mi to uświadomiła. Przekazała mi to, co ty ujęłaś w swoim poście dodając kilka cennych uwag.

                > Nie liczyłabym na to, że miłość kobiety Cię uzdrowi. Bo nawet jak się znajdzie
                > jakaś, która te miłość będzie chciała Ci dać, to zatrujesz ją, podepczesz albo
                > zniszczysz. I skończysz jak ML. Dopóki nie zrobisz ze sobą porządku, nie odklei
                > sz się od siebie. Dopóki nie odkleisz się od siebie, masz marne szanse na zdrow
                > ą miłość.

                W ogóle nie liczę na to, że miłość mnie uzdrowi.
                Albo polubię siebie takiego, jakim jestem albo będę dążył do idealnej wersji. Sam nie wiem, która droga jest łatwiejsza. :)
                • kombinerki_pinocheta00 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 11:50
                  Dobra, wystarczy.
                  Za dużo o sobie piszę i rozwalam tym wątek.
                  Sam wiem co mi dolega, co mogłoby mi pomóc, ale brakuje mi kilku czynników żeby zacząć działać.
          • mabelle2000 Re: Teoria podrywu 10.07.15, 11:34
            kombinerki_pinocheta00 napisał(a):

            > A jak jest się spiętym to co? Źle to na was wpływa? Ogranicza w jakiś sposób?

            Mnie nie ograncza w zaden sposob. Przeciez to widac jak na dloni, ze gdy ludzie sa spieci to reaguja nieadekwatnie do sytucji - zwykle sa zbyt glosni, albo byt wulgarni, albo cisi i wycofani wlasnie. Nie wiem, domyslam sie tylko, co moze im sie klebic pod czaszka, ale na pewno nie jest to dla mnie powod, zeby tego czlowieka linczowac. No chyba, ze jest chamem, zaczyna mnie bez powodu obrazac, wtedy rzeczywiscie mam otwarta furtke, zeby mu odplacic pieknym za nadobne.
          • glamourous Re: Teoria podrywu 10.07.15, 18:53
            kombinerki_pinocheta00 napisał(a):

            > Glam przeanalizowałabyś mi pewną sytuację na @?

            Ok, dawaj.
          • midnight_lightning Re: Teoria podrywu 11.07.15, 04:02
            @kombinerki_pinocheta00

            "A jak jest się spiętym to co? Źle to na was wpływa? Ogranicza w jakiś sposób? Nie lepiej delikatnie zachęcić czy automatycznie oceniacie spiętego jako gorszego?"


            Oczywiście, że to nic dziwnego, gdy młody, miły chłopak podchodzi po nieznanej sobie sytuacji z nieśmiałością i obawą, delikatnością i szacunkiem.

            Jak jednak pokazuje życie, a forum potwierdza, tacy będą dostawać kopa za kopem, aż się w końcu zrażą. I z każdym kopniakiem będzie gorzej. Kobiety tak chcą, bo są podłe z natury.

            Jak widać na początku liczy się tylko "doświadczenie" z kobietami. Pieniądze kobietom przychodzą do głowy później, gdy zaczynają kalkulować, że warto połączyć przyjemne z pożytecznym. (chociaż czasy się zmieniają, już w gimnazjach są prostytutki)

            I taki miły, wykształcony z dobrego domu z definicji przegra z największym debilem z klasy z patologicznego środowiska, gdzie alkoholowe libacje i orgietki to częsta rzecz, i gdzie starsi koledzy, zmęczeni ru..niem zamiłowanej w patologii i gangbangach kobiety dla żartów dopuszczą szczawika na zasadzie "niech i młody sobie poru...cha". No taki to potem nie będzie się bał kobiet :) wie, do czego służą.

            I taki miły przegra ze starszym, hehe, "doświadczonym" w uwodzeniu gówniar żonatym łajdakiem. Z kasą, samochodem, mieszkankiem, gdzie można spokojnie się ru..ać.

            I żadna determinacja tu nic nie da, nie ma postawy ruchacza, bo i skąd. Nie jesz, więc nie dostaniesz jeść i zdychaj. A tamtym wystarczy się pojawić. Taka jest mentalność kobiet.
            I potem rzeczywiście 20% najgorszych facetów używa sobie 80% kobiet.

            Najgorsze jest później, po 30-40-ce, gdy one staną się dla swoich super dojrzałych samców za stare i zużyte. Jak bezczelnie wtedy pominą Twoje cierpienie i odrzucenie, uważając, że niby nic się nie stało, (no im nie, bawiły się przecież świetnie) z jaką perfidią będą łgać, że całe życie niby to szukały wrażliwego i ciepłego mężczyzny, takiego na całe życie. Tylko przypadkiem trafiały ciągle na drani. Ba, nawet i inteligencję wtedy zauważą i pochwalą, chociaż nie mają pojęcia, co to takiego.

            Tu jakaś pisała, że nigdy nie poru...sz. Jeśli będziesz jeszcze chciał się z tym czymś ohydnym zadawać, to i owszem. Z ich podstarzałą, zużytą formą. One są uzależnione od seksu, po 40-ce to nawet i na wrażliwca i inteligenta się skuszą, chociaż za młodu w życiu takiego nigdy by nie wzięły.

            Twój wybór, czy będziesz miał ochotę taplać się jako ostatni, najbardziej wzgardzony, czy będziesz miał ochotę na stały związek i robić za miłą przystań dla zużytej kobyły, której już nie chce żaden sponsor czy kibol i debil, a która gardziła podobnymi tobie w młodości. Która rozdawała się gorszym od ciebie za darmo, gdy była na topie, a szuka wsparcia u ciebie, gdy jest na dnie. Pomogła Tobie, gdy ty byłeś w potrzebie? Twój wybór, i pamiętaj, że wartość mężczyzn, ustalana przez kobiety zresztą, rośnie z wiekiem, czyli z kasą. Im więcej masz kasy, tym młodszą możesz mieć. I to za darmo. Kobiety "nagradzają" seksem facetów imponujących kasą, nieważne jak zdobytą, za sam fakt jej posiadania :) Sprzedajność doskonała.

            P.S. kolejny przykład wpajanych, bzdurnych przekonań to tzw. dyskrecja. Gentelman jest dyskretny. I nie ma wzięcia. A prymityw chlapie jęzorem na około, dzięki czemu plotki o jego podbojach trafiają do kobiet, ktore oczywiście "muszą się sprawdzić", no nie wytrzymają, jak zostaną pominięte przez ruchacza. Ich godność ucierpi :)




            P.P.S.S. fajnie poczytać, jak to kobiety radzą podrywać :) no niech spróbują same, jak na razie widać, że kiepsko sobie radzą z odrzuceniem, to a propos mojego eksperymentu. No zero poprawy, pani ani urody nie poprawiła, ani podejścia, wiek też nadal nie spełnia wymagań. Szkoda. Gdyby sie odmłodziła o te 15 lat, to może, może....
          • sid_15 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 10:58
            > I jestem przekonany, że cały czas oceniacie i szukacie negatywnych cech u facetów,
            > a ja czuję, że otwierając się odsłaniam swoje wady.

            Jak brzmiało to powiedzonko?
            Tak naprawdę nikt nie myśli o tobie, tylko każdy myśli o sobie - zupełnie tak jak ty.
            Zgadzam się z tym, że ludzie ogólnie są wścibscy, plotkarze, itp. Ale fiksowanie się na tym, jak skupiają uwagę akurat na mnie i wyłapują każdy błąd, to no właśnie - fiksowanie się. Czy ty rozmyślasz o tym, że Zdzisiek potknął się na schodach, Krysia oblała się kawą, Krzysiek powiedział nieśmieszny żart, a Lidzia zgubiła klucze i pół godziny stała przed drzwiami? No właśnie.
            • kombinerki_pinocheta00 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 11:32
              Nie rozmyślam, a jeżeli nawet to jak Krysia ma plamę po kawie i stara się to ukryć dodając do całości nieśmiały uśmiech to wydaje mi się to, ekhem, słodkie.

              Ale ja muszę być idealny dla siebie, dlatego szukam potwierdzenia swojego perfekcyjnego obrazu w oczach innych. I przegrywam.

              To są pozostałości po fobii. Kiedyś byłem przekonany, że każdy mnie obserwuje i ocenia. Gdy przechodziłem koło większej grupy zupełnie obcych mi ludzi, w której ktoś się zaśmiał to miałem wrażenie, że śmieją się ze mnie. Później rozkładałem wszystko na czynniki pierwsze. Tak samo stresowało mnie jedzenie czy rozmawianie przez telefon w miejscu publicznym. Baa, sama rozmowa musiała być perfekcyjna i po jakimś lapsusie językowym byłem przekonany, że druga strona odebrała mnie jako prostaka, co sobie później wypominałem, jeszcze bardziej koncentrując się na tym, aby nie popełniać błędów, przez co nie radziłem sobie w innych sferach podczas interakcji np. nie patrząc w oczy, spuszczając głowę, nie podając płaszcza itd.
              Teraz patrzę na to ze sporym dystansem i obecnie czuję się lepiej i zachowuję pewniej niż kiedykolwiek, ale fakt jest taki, że najlepsze lata na zdobywanie doświadczeń (16-25) zmarnowałem siedząc w domu i rozmyślając o własnych słabościach i teraz nie jestem zbyt atrakcyjny dla kobiet w moim wieku. Żyję z tą świadomością i jeszcze bardziej się stresuję. :))
          • kachaa17 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 12:45
            "Jak się z czegoś cieszyłem i głośno o tym mówiłem to kobieta mnie punktowała mówiąc żebym się tak nie podniecał." - oo to dokładnie tak ci mówiły jak mój były mąż do mnie. Zawsze za bardzo się cieszyłam, ekscytowałam i co tam jeszcze.

      • sid_15 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 08:30
        > Taniec był clou programu?

        Jak nie egzotyczni, to żel, a jak nie żel, to tańce. Zaprawdę powiadam ci - jak zwykle błądzisz.
        • kombinerki_pinocheta00 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 09:31
          > Zaprawdę powiadam ci - jak
          > zwykle błądzisz.

          Ty organizowałaś panieński, byłaś zaproszoną czy kelnerką, że wiesz lepiej?

          Tak, wiem, inteligencja, pewność siebie, nieustępliwość w podrywie, atrakcyjny wygląd.

          Starsi cię kiedyś nie kręcili, a później pojawił się Clint. Kobieta zmienną jest.
          • sid_15 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 10:06
            No, pojawił się konkretny facet, który mi się spodobał. Nie forumowy twór złożony z teorii zawartych w postach, produkt wirtualny z kursu PUA, czy inny wynalazek. Konkretni ludzie, konkretna sytuacja, pożądanie, chemia, interakcja, rozmowy, dotyk, seks, emocje.
            • kombinerki_pinocheta00 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 10:25
              >No to przecież tłumaczę po polsku, że się nie znajdzie.

              > No, pojawił się konkretny facet, który mi się spodobał. Nie forumowy twór złożo
              > ny z teorii zawartych w postach, produkt wirtualny z kursu PUA, czy inny wynala
              > zek. Konkretni ludzie, konkretna sytuacja, pożądanie, chemia, interakcja, rozmo
              > wy, dotyk, seks, emocje.

              Miażdżysz mi kłykcie swoją chłodną, pewną kalkulacją.

              Jest tak, jak pisałem wcześniej. Starsi cię nie interesowali i nagle powiało ze wschodu i pojawił się Clint, o którym myślisz po nocach.

              Kiedyś bym ci uwierzył, ale teraz nie kupuję takich bajeczek, a już na pewno nie tekstów o tym, że kobieta czegoś na pewno by nie zrobiła. Jesteście zbyt emocjonalnymi osobami.

              Pod wpływem faceta panny decydują się na zmianę miejsca zamieszkania, urodzenie dziecka, jednorazowy numerek, chociaż wcześniej zarzekały się, że to do nich niepodobne, nie lubią dzieci czy też u siebie na wsi czują się najlepiej.
              "Ojej, sama nie wiem jak to się stało". Stało się, bo facet zadziałał i zrobił to tak, że same przyjęłyście jego koncepcję uważając ją teraz za swoją.

              WSZYSTKO JEST KWESTIĄ ODPOWIEDNIEGO MĘŻCZYZNY.

              A twoje podejście do podrywu, ech, też mi się nie chce, ale muszę - nigdy nie miałaś tak, że się nie kleiło, nie podobał się, a później zmieniłaś zdanie i chętnie dałabyś przytulić?
              • sid_15 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 10:49
                Panny pod wpływem facetów, faceci pod wpływem kobiet, ludzie ogólnie pod wpływem pracy, pieniędzy, rodziny, jakichś zakrętów życiowych czy kiedy za dużo wypiją. No tak to już jest w życiu.
                To że ktoś jedno mówi, a inne robi to nie taka rzadkość u obu płci. Natomiast ty jak zwykle nie odróżniasz gruszki od pietruszki, w tym przypadku zarzekania się "ja nigdy" od wątpliwości, braku zainteresowania czy braku określonych doświadczeń.
                Co do ostatniego zdania - no jasne, że zdarza się, że nie od razu iskrzy, tylko dopiero po bliższym poznaniu. Ale nie wiem, co to ma wspólnego z panem, który podbudował sobie ego, bo pijane laski z nim flirtowały i nawet dały mu buzi.
                • kombinerki_pinocheta00 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 11:11
                  > podbudował sobie ego, bo pijane laski z nim flirtowały i nawet dały mu buzi.

                  Umniejszasz wagę jego flirtu, a sama nie wiesz jak mocno były wstawione.

                  Kiedyś pisałaś o jakimś koledze ojca, który cię podrywał. Twój poprzedni (pierwszy? nie chce mi się sprawdzać) wpis zapewne odnosił się do tej sytuacji i kojarzy ci się mocno tamta sytuacja. Nie skojarzyłaś sobie tych sytuacji, przez co masz negatywny stosunek do wyczynów Zombiego? Co innego, gdyby na jego miejscu pojawił się obecny kochanek?
                  Skąd wiesz czy Zombi nie byłby odpowiednikiem twojego obecnego dla którejś z dziewczyn ze wspomnianej zabawy?

                  Byłbym wniebowzięty gdyby jakaś panna dała mi buzi po 2-3 godzinnej znajomości. Przez miesiąc bym o tym rozmyślał, + 100 punktów do zajebistości.
                  • sid_15 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 11:33
                    Zombi pisze o sytuacji, gdy grupka kobiet bawiła się na wieczorze panieńskim, a takie imprezy mają specyficzny klimat. Niedawno byłam ze znajomymi na imprezie, gdzie przyszło ośmiu facetów, twój ulubiony gatunek - korpogoście, widać że spuszczeni że smyczy i tylko szukają okazji, żeby poflirtować czy nawet coś wyrwać. Dwóch z nich nie wyglądało źle - myślisz, że powinnam się ucieszyć, że mnie zaczepiali i zacząć rozmyślać "a może coś z tego będzie"?:)
                    • kombinerki_pinocheta00 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 11:58
                      I ty wiesz jaki był klimat tej imprezy, jakie tam były kobiety, w jakim stanie i jak wyglądał podryw tamtejszych facetów, bo ostatnio...

                      A może Zombi to taki Clint z dobrym krokiem tanecznym? Pomyślałabyś? :))

                      > ać. Dwóch z nich nie wyglądało źle - myślisz, że powinnam się ucieszyć, że mnie
                      > zaczepiali

                      A dlaczego nie? Myślę, że lubisz takie zabawy.

                      >i zacząć rozmyślać "a może coś z tego będzie"?:)

                      Gdyby to był gość o urodzie Giroud to zaczęłabyś szybciej o tym myśleć niż ci się wydaje.
                      • triss_merigold6 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 13:49
                        Nudzisz Kąbi. Trzeba mieć ogromne poczucie braku komplementów, zainteresowania, adoracji, że jakąkolwiek zaczepkę czy zagadanie, zwłaszcza w luźnej atmosferze imprezy, traktować jako dowód na cokolwiek, jako potencjalne rozpoczęcie znajomości.
                        Chwila rozmowy przy barze czy na parkiecie to żadna znajomość i żaden dowód na skuteczny podryw.
                        • kombinerki_pinocheta00 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 14:40
                          To kiedy jest mowa o rozpoczęciu znajomości? Pierwsze zagadanie jest rozpoczęciem, a później wszystko zależy od tego czy kobieta wyrazi chęć na kontynuację.

                          W przypadku atrakcyjnych kobiet rzeczywiście takie zaczepki nic nie znaczą, ponieważ takie laski są świadome, że mogą mieć prawie każdego, więc wybrzydzają (patrz Sid). Ty z kolei masz lekkie podejście, bo masz inne priorytety i w młodości faceci za tobą biegali, więc raz, że swoje przeżyłaś, a dwa, że tego zainteresowanie już nie potrzebujesz.
                          Są za to kobiety, które tylko czekają, aż panowie z korpo zagadają.

                          A wymiana telefonów po rozmowie przy barze jest już udanym podrywem, można to nazwać znajomością? Czy też nic nie znaczy?
                      • sid_15 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 14:35
                        > A może Zombi to taki Clint z dobrym krokiem tanecznym? Pomyślałabyś? :))

                        Wiesz, na tej zasadzie to może facet, za którym wczoraj stałam w kolejce do kasy w supermarkecie, jest miłością mojego życia.

                        > A dlaczego nie? Myślę, że lubisz takie zabawy.

                        Jak zazwyczaj źle myślisz, bo "takich" zabaw nie lubię.
                        • kombinerki_pinocheta00 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 14:45
                          > Wiesz, na tej zasadzie to może facet, za którym wczoraj stałam w kolejce do kas
                          > y w supermarkecie, jest miłością mojego życia.

                          Z góry przyjęłaś, nie znając gościa, że to stary pryk szukający dowartościowania. Dlaczego nie w drugą stronę?

                          > Jak zazwyczaj źle myślisz, bo "takich" zabaw nie lubię.

                          Nie lubisz jak cię zagadują przystojni goście? Dobra, niech ci będzie. Zawsze przecież możesz zmienić zdanie.
                          • sid_15 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 14:56
                            > Nie lubisz jak cię zagadują przystojni goście?

                            Jak zagadują w fajny sposób - ok. Jak zagadują zachowując się jak rywalizujące koguciki czy ci twoi dżolero, których tak podziwiasz - niekoniecznie.
                            • kombinerki_pinocheta00 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 15:03
                              A niby skąd mam wiedzieć w jaki sposób cię zaczepiali? Z ruchu twoich powiek miałem to wyczytać? Jakby wpadł taki korpo przystojniak, przysiadł się i normalnie podrywał to nie miałabyś nic przeciwko.
                              I dalej nie wiemy w jaki sposób podrywał Zombi. Patrzysz na to przez pryzmat zaczepek tego starszego typa, który się kiedyś do ciebie przystawiał.
                              • sid_15 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 15:06
                                O matko, teraz na starszym typie się zawiesiłeś. Idę stąd.
                      • zombi135 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 19:40
                        kombinerki_pinocheta00 napisał(a):
                        > A może Zombi to taki Clint z dobrym krokiem tanecznym? Pomyślałabyś? :))

                        Nie było tańców, to trochę inny rodzaj imprez był, można było więcej pogadać.
                        Nie wiem czy mam jakiś dobry krok taneczny, mam niezłą kondycje dobrą koordynacje ruchów i trochę fantazji w tańcu, ale czy to się podoba nie wiem, ja się dobrze bawię.
                        • hello-kitty2 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 20:29
                          zombi135 napisał:

                          > Nie było tańców, to trochę inny rodzaj imprez był, można było więcej pogadać.
                          > Nie wiem czy mam jakiś dobry krok taneczny, mam niezłą kondycje dobrą koordynac
                          > je ruchów i trochę fantazji w tańcu, ale czy to się podoba nie wiem, ja się dob
                          > rze bawię.

                          Jak nie bylo tancow to mysle, ze najbardziej 'fantazja w tancu' mogla sie spodobac ;-) Opowiesci byly?
                          • zombi135 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 22:27
                            hello-kitty2 napisała:
                            > Jak nie bylo tancow to mysle, ze najbardziej 'fantazja w tancu' mogla sie spodo
                            > bac ;-) Opowiesci byly?

                            Czepiasz się koleżanko ;) Jakoś nie miałem okazji nigdy być na kursie tańca może też się nie pchałem, więc idę na żywioł... ale jeszcze na youtobe'ach się nie wiedziałem;)
                            Rozmowa była bardziej niż opowieści i w zasadzie o wszystkim łącznie z dziećmi- tam było kilka dzieciatych mężatek- więc w ruch poszły też telefony i zdjęcia dzieci. Była gitara więc ktoś śpiewał. Ja też pieski małe dwa ;D to podobno wszyscy umieją zaśpiewać;) nawet ja. Z tym całowaniem to też był raczej taki żarcik.
    • ina_nova Re: Teoria podrywu 10.07.15, 08:35
      >>jedna powiedziała mi że szkoda że mam żonę. A pani młoda w rozpaczy że traci wolność chciała nawet się ze mną całować,

      Jak ty nic nie wiesz pijanych dziewczynach :D:D:D
      • socrates11 Re: Teoria podrywu 09.10.15, 12:38
        :D
    • romantyk999 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 10:46
      Oj w młodości za mało szalałeś :) By w tym wieku mając kobietę brnęło Cię w pokusę ;) Widać że brakuje Ci bycie kawalerem:) Miłego szaleństwa ;) Tylko pamiętaj życie odwdzięcza się dwa razy bardziej;) Aby tylko żonka nie posmakowała namiętnych ust innego i co innego;) Powodzenia :)
      • zombi135 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 19:46
        romantyk999 napisał:
        > Oj w młodości za mało szalałeś :) By w tym wieku mając kobietę brnęło Cię w pok
        > usę ;) Widać że brakuje Ci bycie kawalerem:) Miłego szaleństwa ;) Tylko pamięta
        > j życie odwdzięcza się dwa razy bardziej;) Aby tylko żonka nie posmakowała nami
        > ętnych ust innego i co innego;) Powodzenia :)

        I o to właśnie mi chodziło pisząc o ocenianiu przez swoje zboczone myśli, każdy swoją miarką mierzy prawda. W pracy według Ciebie też mam nie rozmawiać z kobietami, nie żartować nie śmiać się z ich żartów... W średniowieczu żyjesz czy jeszcze wcześniej?!
        • triss_merigold6 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 20:46
          Ależ rób to, tylko uprzejmej i usmiechnietej reakcji nie traktuj jako wstępu do podrywu.

          Mam takiego gościa w pracy, pan pod 60-tkę, wyglądający na dekadę mniej. Gdybym postrzegała osobiście to, co potrafi powiedzieć przy okazji "część" albo podczas mijanki przy mikrofalówce, to uznałabym, że jestem miłością jego życia, olśnieniem. A facet po prostu wali czasem mocno czerstwe komplementy absolutnie każdej babie, panią na kasie i sprzątaczkę wliczając. Taki ma cześkowaty styl.

          Rozumiesz, lekka wymiana zdań nic nie znaczy, nie jest dowodem na jakąś szczególną atrakcyjność.

          Kiedy człowiek jest w średnim wieku powinien mocno uważać na to, żeby - w pogoni za iluzją młodości i atrakcyjności - nie popadać w smieszność zbyt osobiście odbierając cudze zachowania.

          • kombinerki_pinocheta00 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 22:05
            > Ależ rób to, tylko uprzejmej i usmiechnietej reakcji nie traktuj jako wstępu do
            > podrywu.

            A jako OKAZJĘ do podrywu?
            Przecież to nic nie kosztuje, a zaryzykować chyba można?
            Z jednej strony czekacie na ruch faceta, ale z drugiej mężczyzna ma uważać aby nie popaść w śmieszność.
            Przecież według tych wszystkich teorii trzeba ryzykować, wpadać dynamicznie, rozmawiać, wysyłać jasny sygnał. A jak nie wyjdzie? Trudno.

            Ja nie popadam w śmieszność, ale tylko dlatego, że nie próbuję.
            • marek.zak1 Re: Teoria podrywu 11.07.15, 22:24
              kombinerki_pinocheta00 napisał(a):


              > Ja nie popadam w śmieszność, ale tylko dlatego, że nie próbuję.
              --------------------------------------------------------------------------------------------

              Wojny Gwiezdne. Mistrz Joda:

              "Dont try, just do it"
    • sea.sea Re: Teoria podrywu 09.10.15, 17:26
      stayfly.pl/2015/09/jak-nie-wpasc-we-friendzone/
      To ciekawe jest i IMO prawdziwe.
      • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 17:57
        sea.sea napisała:

        > stayfly.pl/2015/09/jak-nie-wpasc-we-friendzone/
        > To ciekawe jest i IMO prawdziwe.

        Dobre dobre sea.sea! I nie czy mozemy rozmawiac bez emocji zeby bylo milo Kolezanko z Kutasem tylko masz byc Jebanym Gejzerem ;-)))))
        • sea.sea Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 18:25
          Dokładnie, masz być jebanym gejzerem i ma ci o coś chodzić, masz mieć w sobie, jakieś, kurna, życie!
          • kag73 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 18:37
            Moim zdaniem dosc istotne jest wlasnie wczesnie pokazac, wyraznie sygnalizowac, ze jest sie zainteresowanym kobieta jako kobieta a nie kolezanka. Stad mysle, ze ta zasada, ze na trzeciej randce sie wydarza, jezeli nie seks, to jakas tam intymnosc: pocalunek, bliskosc fizyczna itd., proby, jest dobra i pomocna. Jezeli babka jest bardzo na nie, to sobie czesto mozna dac spokoj, albo ona da sobie spokoj, jezeli chciala tylko kolegi a nie faceta do lozka.
            • kag73 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 18:44
              "Im ładniejszą rwiesz pannę, tym więcej kolesi w jej życiu próbowało zdobyć ją prezencikami, komplementami, stawianiem wyjść do kina i byciem posłusznymi pieskiem czekającym na pochwałę od swojej pani. Po pierwsze szybko się tym znudzi, bo może mieć to na kiwnięcie palcem, a ludzie nie cenią rzeczy, które przychodzą im bez wysiłku. Po drugie, jeśli cały czas stawiasz ją w pozycji nagrody, na którą musisz zasłużyć, to ona też tak się zachowuje. Tyle, że nie czuje, żebyś na nią zasługiwał."

              Hmm, no dokas jednak trzeba pojsc, cos wymyslic na mile spedzenie czasu. Jedno jest pewne jezeli facet nie pokaze chociaz troche gestu i skapi na kawe to szybko moze sprawic wrazenie skapego. A skapy facet...bardzo odstercza, to moim zdaniem, jedna z najgorszych cech.
              • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 19:07
                kag73 napisała:

                A skapy facet...bardzo odstercza, to moim zda
                > niem, jedna z najgorszych cech.

                Prawda. Kiedys mialam kochanka, ktory zapraszal mnie do siebie, gotowal dla nas ale pobieral ode mnie oplate za polowe zakupionych produktow. Dosc szybko zaczelo mnie wkurwiac to gotowanie i chcialam sie od razu rznac. Ta zdrowa hipokryzja wydawala mi sie zbedna i mi bylo szkoda czasu i kasy na nia zwlaszcza, ze partaczyl to zarcie i oddzielal co mu musi zostac z niego na jutro i pojutrze. Typowy stary kawaler ;-0
                • kag73 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 19:17
                  hello-kitty2 napisała:
                  > Prawda. Kiedys mialam kochanka, ktory zapraszal mnie do siebie, gotowal dla nas
                  > ale pobieral ode mnie oplate za polowe zakupionych produktow. Dosc szybko zacz
                  > elo mnie wkurwiac to gotowanie i chcialam sie od razu rznac. Ta zdrowa hipokryz
                  > ja wydawala mi sie zbedna i mi bylo szkoda czasu i kasy na nia zwlaszcza, ze pa
                  > rtaczyl to zarcie i oddzielal co mu musi zostac z niego na jutro i pojutrze. Ty
                  > powy stary kawaler ;-0

                  Jezuuuu, uchowaj nas od takich! Skapcom mowimy NIE!
                  To niekoniecznie ma zwiazek ze starokawalerstwem, on po prostu byl skapy, pewnie nawet nie byl jakis slabo przy kasie.
                  Moj maz ma takiego kolege, sikam. Tez stary kawaler, ale z kim mam go oswatac jak wiem, ze on by potem co do centa sie rozliczal a facet kase ma :)
              • wont2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 19:19
                No przeczytałem tego experto... Jakieś dwadzieścia lat temu, jak miałem dwadzieścia lat, to bym sobie to wydrukował i uczył się na pamięć tej pobudki z matrixa. Ale teraz? W 2015 roku? Niczym niewyróżniający się stek życzeniowych farmazonów jakich pełno w sieci i to jeszcze dodatkowo gęsto podlany tym irytującym sosem wszechwiedzy i, he he, dowcipu.

                Już nie chcę pisać o bzdurach typu "na początku znajomości ona musi się starać co najmniej na tym samym poziomie co Ty".

                Litościwie nie będę cytować akapitu z Zakościelnym i Liroyem. Tak, są laski, które lecą na piękną buźkę a la Zakościelny, są laski, które lecą na hajs i są laski które lecą na sześciopak. I nie przeszkadza to zupełnie, to nie są zbiory rozłączne, żeby laski leciały na pewność siebie. Tyle że stawiam kutasy przeciw kondomom, że Liroy, jakby był tylko pewny siebie a nie stałby za nim realny finansowy i komercyjny sukces, to by sobie teraz z stukał w kolejarza z kumplami jakieś bezzębne alkoholiczki w krzaczkach nad Silnicą a nie, podobno, bujał się z mocnym HB8 (wierzę na słowo autorowi).

                Nie no, czytam dalej i ręce mi opadają... Tylko nie wiem jeszcze czy ze śmiechu czy z zażenowania.

                "Pewność siebie, często granicząca z bezczelnością, wabi kobiety lepiej niż przecena w Rossmanie. Jeśli w trakcie Waszej relacji będziesz również dyktował warunki, a nie tylko przystawał na jej sugestie, a przede wszystkim komunikował, że w żadnym wypadku nie masz zamiaru spotykać się z nią za wszelką cenę i musi się starać, żeby utrzymać tak świetnego gościa jak Ty, zdobędziesz jej zainteresowanie."

                Rily? :) No weźcie, jak piszecie takie pierdy to uzupełniajcie je przypisami, że to dotyczy oczywiście sytuacji w których pan podoba się pani. Bo "pewność siebie, często granicząca z bezczelnością" w sytuacji gdy pan nie podoba się pani jest nie tyle bezczelnością co chamstwem :)

                Reszty nie komentuję, bo to mix banałów i bzdur podlanych gęstych sosem egzaltacji.
                • kag73 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 19:29
                  Oh, wont, dziekuje Ci za Twoj wpis. Nic nie chcialam pisac, bo sie i tak nazywa, ze ja jestem "inna" i sie urwalam skasis(juz nie pamietam) ale czytalam ze zdziwiniem wywody tego pana cwaniaka pseudo pewniaka.
                  wont:
                  "Już nie chcę pisać o bzdurach typu "na początku znajomości ona musi się starać co najmniej na tym samym poziomie co Ty".

                  Ja sie jeszcze nigdy, ale to przenigdy w calym moim dluuuugim zyciu nie staralam na poczatku znajomosci. I nigdy bym tego zadnej kobiecie nie polecala.
                  Poza tym ja tez nie lubie bezczelnych, nie lubie zbyt pewnych siebie, nie lubie gierek typu "ja mam jeszcze piec innych w zanadrzu", bo mnie sie zaraz wlacza "no to dalej zmiataj do nich, czego tu jeszcze szukasz".
                  Ale ja mam podejscie klasyczne/konserwatywne: to facet ma zabiegac o kobiete a nie odwrotnie. Kropka.
                  Dodam, moze inne maja inaczej, tylko o sobie moge pisac.
                  • wont2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 19:42
                    kag73 napisała:

                    > Oh, wont, dziekuje Ci za Twoj wpis.

                    Proszę, Pippo. Ja co prawda uważam, że dziewczyna TEŻ się powinna w jakiś sposób starać, bo nie trawię księżniczek, ale na pewno nikt nie może oczekiwać, że na początku znajomości będzie się starać na tym samym poziomie. No bo na czym to by miało polegać niby? Pierwszą randkę ja, a drugą ona? Fajnie, ale to trzeba być albo Zakościelnym albo co najmniej Liroyem :)
                    • kag73 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 19:49
                      wont2 napisał:

                      > kag73 napisała:
                      >
                      > > Oh, wont, dziekuje Ci za Twoj wpis.
                      >
                      > Proszę, Pippo. Ja co prawda uważam, że dziewczyna TEŻ się powinna w jakiś sposó
                      > b starać, bo nie trawię księżniczek, ale na pewno nikt nie może oczekiwać, że n
                      > a początku znajomości będzie się starać na tym samym poziomie. No bo na czym to
                      > by miało polegać niby? Pierwszą randkę ja, a drugą ona? Fajnie, ale to trzeba
                      > być albo Zakościelnym albo co najmniej Liroyem :)

                      Az sprawdzilam kto to ten Zakoscielny. I momencik, ten Liroy (tez musialam sprawdzic) i Zakoscielny to pewnie dostana w ogole szanse na randke ale o reszcie i tak nie ma mowy:))
                      >
                      >
                      • kag73 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 20:03
                        > wont2 napisał:

                        > > Proszę, Pippo. Ja co prawda uważam, że dziewczyna TEŻ się powinna w jakiś
                        > sposób starać, bo nie trawię księżniczek...

                        No jasne, nie spoznic sie na randke i wlozyc na siebie cos ladnego, buzie i rece umyc :))
                        • wont2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 20:24
                          kag73 napisała:

                          > No jasne, nie spoznic sie na randke i wlozyc na siebie cos ladnego, buzie i rec
                          > e umyc :))
                          -------
                          Buzię i ręce umyć to po randce he he he*.

                          *oblizał lubieżnie lewą brew
                  • gogol77 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 10.10.15, 18:56
                    kag73 napisała:

                    > Ja sie jeszcze nigdy, ale to przenigdy w calym moim dluuuugim zyciu nie staralam na poczatku znajomosci. I nigdy bym tego zadnej kobiecie nie polecala.>

                    Kiedyś, faceta zabiegającego o względy niewiasty w celu matrymonialnym nazywano starającym się. Miałam kilku starających się mówiła moja babcia. Oczywiście dotyczyło to tylko facetów - ona to miała być obleganą twierdzą łaskawie pozwalającą się zdobywać.
                    Ale tak to było dawno Kag, więc chyba ściemniasz. Może w tym sensie to się nie starałaś ale gdy miałaś ochotę na faceta to wysyłałaś mu takie różne sygnały (może nawet podświadomie): jak się postarasz to może kiedyś rozłożę ci nogi. Werbalne, jakieś gesty, jakieś spojrzenie, uśmiech. My faceci mamy takie radary odbierające te sygnały, zachęcające nas do tego "starania się". Nie ma pozytywnego sygnału - spadamy, a przynajmniej powinniśmy spadać bo wiadomo że z tej mąki chleba nie będzie

                    • kag73 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 10.10.15, 19:01
                      gogol77 napisał:
                      > Ale tak to było dawno Kag, więc chyba ściemniasz. Może w tym sensie to się nie
                      > starałaś ale gdy miałaś ochotę na faceta to wysyłałaś mu takie różne sygnały (
                      > może nawet podświadomie): jak się postarasz to może kiedyś rozłożę ci nogi. Wer
                      > balne, jakieś gesty, jakieś spojrzenie, uśmiech. My faceci mamy takie radary od
                      > bierające te sygnały, zachęcające nas do tego "starania się". Nie ma pozytywneg
                      > o sygnału - spadamy, a przynajmniej powinniśmy spadać bo wiadomo że z tej mąki
                      > chleba nie będzie

                      Pozytywnym sygnalem bylo juz, ze sie w ogole z nim na randke umowilam albo ze dalam mu numer telefonu. To chyba jasne, co nie ;)
                • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 20:01
                  wont2 napisał:

                  > Reszty nie komentuję, bo to mix banałów i bzdur podlanych gęstych sosem egzalta
                  > cji.

                  Ale co? Stosowales i sie nie sprawdzilo? ;-)

                  Mnie interesuje co myslisz o akapicie dotyczacym wzbudzania emocji, hehe
                  • wont2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 20:16
                    hello-kitty2 napisała:

                    > Mnie interesuje co myslisz o akapicie dotyczacym wzbudzania emocji, hehe
                    ----------
                    Krótko, bo zarobiony jestem :)

                    Ja wiem, że większość kobiet (niestety) jest na tyle ograniczona, że nie jest w stanie sama sobie zapewnić emocji i trzeba ich im dostarczać. Inaczej nuda. No i ja nie jestem nimi (takimi kobietami a nie emocjami) zainteresowany. No bo ja jestem generalnie zainteresowany ludźmi samodzielnymi, którzy mnie wzbogacają a nie zubażają.
                    • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 20:44
                      wont2 napisał:

                      > Ja wiem, że większość kobiet (niestety) jest na tyle ograniczona, że nie jest w
                      > stanie sama sobie zapewnić emocji i trzeba ich im dostarczać. Inaczej nuda. No
                      > i ja nie jestem nimi (takimi kobietami a nie emocjami) zainteresowany. No bo j
                      > a jestem generalnie zainteresowany ludźmi samodzielnymi, którzy mnie wzbogacają
                      > a nie zubażają.

                      Oh oh ile przemyconych epitetow: 'organiczone', 'niesamodzielne', 'zubazajace'. Rozumiem, ze jako kobieta mam sobie sama wzbudzic do mezczyzny milosc, pozadanie, bo jak nie potrafie we wlasnym zakresie, to jestem ograniczona. Jezeli mezczyzna wzbudza chocby powyzsze w kobiecie, to ona go zubaza ;-) Samodzielnosc do emocji to juz w ogole nie przypial ni przylatal, ciezko nawet wymyslec przyklad. A to wzbogacanie to na zasadzie wymiany rozumiem, bo skoro meczyzna nie wzbudza we mnie zadnych emocji (i vice versa) to co mnie z nim wlasciwie laczy? Jakis handelek? ;)
                      • wont2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 21:01
                        hello-kitty2 napisała:

                        > Oh oh ile przemyconych epitetow: 'organiczone', 'niesamodzielne', 'zubazajace'.
                        > Rozumiem, ze jako kobieta mam sobie sama wzbudzic do mezczyzny milosc, pozada
                        > nie, bo jak nie potrafie we wlasnym zakresie, to jestem ograniczona. Jezeli mez
                        > czyzna wzbudza chocby powyzsze w kobiecie, to ona go zubaza ;-) Samodzielnosc d
                        > o emocji to juz w ogole nie przypial ni przylatal, ciezko nawet wymyslec przykl
                        > ad. A to wzbogacanie to na zasadzie wymiany rozumiem, bo skoro meczyzna nie wzb
                        > udza we mnie zadnych emocji (i vice versa) to co mnie z nim wlasciwie laczy? Ja
                        > kis handelek? ;)
                        ----------
                        Kitka, ty sobie wzbudzaj co chcesz :) Ja tylko uśmiecham się czytając ten artykuł i przyznaję się, że już mi się po prostu nie chce bawić się w te damsko-męskie gierki. Udawanie że zależy. Że nie zależy. Ja pierdolę. Ja wiem czego szukam - przyjaciela i kochanki.
                        • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 21:07
                          wont2 napisał:

                          Ja wiem czego szukam
                          > - przyjaciela i kochanki.

                          Obnizyles wymagania i slusznie. Ja tez obnizylam i sie powiodlo ;-)
                          • wont2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 21:13
                            hello-kitty2 napisała:

                            > wont2 napisał:
                            >
                            > Ja wiem czego szukam
                            > > - przyjaciela i kochanki.
                            >
                            > Obnizyles wymagania i slusznie. Ja tez obnizylam i sie powiodlo ;-)
                            -------------
                            Nie kumam. Dla jasności - przyjaciela i kochanki w jednej osobie (nie sądzę, żeby to było obniżenie wymagań, bo w sumie zawsze tego szukałem). I nie kojarzę tego kiedy ty obniżyłaś wymagania i kiedy się to powiodło (masz na myśli ojca? powiodło?)
                            • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 21:28
                              wont2 napisał:

                              > Nie kumam. Dla jasności - przyjaciela i kochanki w jednej osobie (nie sądzę, że
                              > by to było obniżenie wymagań, bo w sumie zawsze tego szukałem). I nie kojarzę t
                              > ego kiedy ty obniżyłaś wymagania i kiedy się to powiodło (masz na myśli ojca? p
                              > owiodło?)

                              Ja to zinterpretowalam, ze zrezygnowales z poszukiwania milosci. Ja tez zrezygnowalam (nie bylo Cie przeciez dlugo, to skad masz wiedziec) i wyglada na to, ze do milosci tylko fizycznej nietrudno znalezc kogos. Nie wiem o ktorego ojca pytasz ale z moimi ojcami wszystko po staremu ;)
                              • wont2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 21:33
                                hello-kitty2 napisała:

                                > Ja to zinterpretowalam, ze zrezygnowales z poszukiwania milosci. Ja tez zrezygn
                                > owalam (nie bylo Cie przeciez dlugo, to skad masz wiedziec) i wyglada na to, ze
                                > do milosci tylko fizycznej nietrudno znalezc kogos. Nie wiem o ktorego ojca py
                                > tasz ale z moimi ojcami wszystko po staremu ;)
                                ------------
                                Z miłości? A co to tak konkretnie jest? Jeśli przyjaźń i pożądanie to szukam miłości. Jeśli coś innego, to szukam pożądania i przyjaźni :)

                                Chodziło mi o ojca syna, o twojego partnera tylko coś (roztargnienie) mi zjadło wyraz.
                                • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 21:44
                                  wont2 napisał:

                                  > Z miłości? A co to tak konkretnie jest? Jeśli przyjaźń i pożądanie to szukam mi
                                  > łości. Jeśli coś innego, to szukam pożądania i przyjaźni :)

                                  O pozadaniu nic nie pisales tylko o przyjazni i seksie.

                                  > Chodziło mi o ojca syna, o twojego partnera tylko coś (roztargnienie) mi zjadło
                                  > wyraz.

                                  Po staremu albo nawet gorzej. Wczoraj mu sie wyrwalo nawet 'fuck off', a to zawsze bardzo spokojny czlowiek byl ;) Niszcze mu zycie sama swoja obecnoscia. Teraz to juz tylko kwestia rozliczenia finansowego.
                        • sabat777 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 22:33
                          wont2 napisał:

                          > Kitka, ty sobie wzbudzaj co chcesz :) Ja tylko uśmiecham się czytając ten artyk
                          > uł i przyznaję się, że już mi się po prostu nie chce bawić się w te damsko-męsk
                          > ie gierki. Udawanie że zależy. Że nie zależy. Ja pierdolę. Ja wiem czego szukam
                          > - przyjaciela i kochanki.

                          Interesowało się mną w życiu kilka kobiet. Nigdy żadnej nie podrywałem, nie uwodziłem, nie stosowałem żadnych tricków, nawet nie dałem odczuć, że byłbym w jakikolwiek sposób zainteresowany. Natomiast te które próbowałem uwodzić, podrywać, wcielać z nimi w życie te farmazony, których się naczytałem... ech, efekty lepiej pominąć milczeniem. Po prostu tragedia...
                          • loppe Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 22:37
                            sabat777 napisał:
                            >
                            > Interesowało się mną w życiu kilka kobiet. Nigdy żadnej nie podrywałem, nie uwo
                            > dziłem, nie stosowałem żadnych tricków, nawet nie dałem odczuć, że byłbym w jak
                            > ikolwiek sposób zainteresowany. Natomiast te które próbowałem uwodzić, podrywać
                            > , wcielać z nimi w życie te farmazony, których się naczytałem... ech, efekty le
                            > piej pominąć milczeniem. Po prostu tragedia...

                            Dokładnie. Lew tylko spaceruje:

                            www.trojmiasto.pl/wiadomosci/ZOO-lew-spaceruje-lwica-sie-podkochuje-n85201.html
                            • sabat777 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 22:50
                              loppe napisał:

                              > Dokładnie. Lew tylko spaceruje:
                              >
                              > www.trojmiasto.pl/wiadomosci/ZOO-lew-spaceruje-lwica-sie-podkochuje-n85201.html

                              Wiesz, po prostu wydaje mi się, że jak facet podoba się kobiecie w ujęciu całościowym - odpowiada jej fizycznie, statusem, intelektualnie - to wszystko idzie bez oporu i nie potrzeba żadnych dodatkowych tricków ani psychologicznych łamigłówek. To tak jak w tym dowcipie:
                              - Małgocha, dupy dasz? - Zapytał rzeczowo Jasio.
                              - Ot, prosił, prosił i wyprosił! - zaszczebiotała radośnie Małgosia.
                              • kag73 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 23:54
                                sabat777 napisał:
                                > Wiesz, po prostu wydaje mi się, że jak facet podoba się kobiecie w ujęciu całoś
                                > ciowym - odpowiada jej fizycznie, statusem, intelektualnie - to wszystko idzie
                                > bez oporu i nie potrzeba żadnych dodatkowych tricków ani psychologicznych łamig
                                > łówek. To tak jak w tym dowcipie:
                                > - Małgocha, dupy dasz? - Zapytał rzeczowo Jasio.
                                > - Ot, prosił, prosił i wyprosił! - zaszczebiotała radośnie Małgosia.

                                Ooo tez tak mi sie wydaje, ja to nazywam: "co ma wisiec nie utonie" albo "jak bedzie mialo byc to bedzie". Niemniej jednak tak czy siak ktos kogos zagaic musi, najlepiej tak z boczku a nie nachalnie i tutaj tym kims zazwyczaj bywa mezczyzna.
                                • sabat777 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 10.10.15, 08:59
                                  Ale ja nie mowie, ze chlop ma stac jak dupa, tylko ze jak sie lasce facet nie podoba, to chocby przed nia na ptaku skakal i z tylka sobie motor zrobil, to i tak jej nie przekona. O tym czy facet ma szanse czy nie decyduje kobieta i zwykle jest to decyzja nieodwolalna. Dlatego nie da sie wyjsc z friendzone. W sumie tez znamienne jest to, ze zwykle babka bardzo szybko jest w stanie ocenic, czy pan ma szanse na przerobienie z nia seksualnego alfabetu czy nie. Jesli kobieta stwarza silny opor przy rozwoju znajomosci to najkorzystniej jest sie elegancko wycofac. Natomiast nie przecze, ze facet moze na pozniejszym etapie wszystko spieprzyc, ujawniajac jakas bardzo nieatrakcyjna ceche.
                                  Wedlug mnie uwodzenie to przede wszystkim sztuka autoprezentacji, tak jak to ma miejsce w swiecie zwierzat. Samiec koncentruje sie na podkreslaniu swoich walorow, a nie wyprowadzaniu samicy w pole albo natarczywym zachowaniu. Jak sie nie podoba a przegnie pale to zwykle samica daje mu to odczuc pazurami i klami - i tak sie dzieje tez u ludzi ;)
                                  Pewnosc siebie jest cecha pozadana tylko w okreslonych okolicznosciach.
                                  Odpada u dziewczyn sie na roznych etapach.
                                  Pierwszy odsiew to fizycznosc, ubir, zadbanie i zapach. Drugi to rozmowa, demonstracja umiejetnosci intelektualnych, wiedza, doswiadczenie, cechy charakteru. Trzeci to demonstracja statusu spolecznego, zdolnosci zwiazkowej, umiejscowienie w grupie. Zeby przeskoczyc ktorys z etapow i zniwelowac zle wrazenie trzeba dysponowac niespotykanym potencjalem w kolejnych. Mezczyzna niespotykanie przystojny, o niesamowitej magnetycznej osobowosci albo o niebywale wysokim statusie spolecznym moze zdolac nadrobic jakis powazny defekt w pozostalych sferach. Na przyklad aktor niskiego wzrostu, polityk z duza nadwaga itd. Ale w wiekszosci wypadkow posiadanie jakiegos solidnego defektu w ktorejs z wymienionych sfer sprawia, ze facet staje sie dla kobiet niewidzialny i generalnie ma przerabane.
                                  • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 10.10.15, 13:54
                                    sabat777 napisał:

                                    > Ale ja nie mowie, ze chlop ma stac jak dupa, tylko ze jak sie lasce facet nie p
                                    > odoba, to chocby przed nia na ptaku skakal i z tylka sobie motor zrobil, to i t
                                    > ak jej nie przekona. O tym czy facet ma szanse czy nie decyduje kobieta i zwykl
                                    > e jest to decyzja nieodwolalna. Dlatego nie da sie wyjsc z friendzone. W sumie
                                    > tez znamienne jest to, ze zwykle babka bardzo szybko jest w stanie ocenic, czy
                                    > pan ma szanse na przerobienie z nia seksualnego alfabetu czy nie. Jesli kobieta
                                    > stwarza silny opor przy rozwoju znajomosci to najkorzystniej jest sie eleganck
                                    > o wycofac.

                                    Prawda. Mnie jedynie dziwi tylko postawa takiej friendzonujacej laski. Dla mnie to by bylo mega krepujace lazic gdzies z jakims gosciem, ktory mnie nie interesuje, do ktorego mnie nic nie ciagnie, nie dac sie dotknac. Masakrycznie bym sie czula, no przeciez musialabym udawac jakis cien zinteresowania, ktorego nie ma.
                                    • mabelle2000 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 10.10.15, 14:16
                                      hello-kitty2 napisała:

                                      > Prawda. Mnie jedynie dziwi tylko postawa takiej friendzonujacej laski. Dla mnie
                                      > to by bylo mega krepujace lazic gdzies z jakims gosciem, ktory mnie nie intere
                                      > suje, do ktorego mnie nic nie ciagnie, nie dac sie dotknac. Masakrycznie bym si
                                      > e czula, no przeciez musialabym udawac jakis cien zinteresowania, ktorego nie m
                                      > a.

                                      Plus naciaganie na kase. Facet inwestuje, liczac na seks, w bilety, prezenty, restauracje, a babka jak udzielna ksiezna laskawie z tego korzysta, wiedzac dobrze, ze nog i tak nie rozlozy. Rzyg.
                                      • urquhart Friendrzone gratyfikacja intymnościa vs zaliczanie 10.10.15, 18:11
                                        mabelle2000 napisała:
                                        > Plus naciaganie na kase. Facet inwestuje, liczac na seks, w bilety, prezenty, r
                                        > estauracje, a babka jak udzielna ksiezna laskawie z tego korzysta, wiedzac dobr
                                        > ze, ze nog i tak nie rozlozy. Rzyg.

                                        Friendzone typowe to nie wyciąganie kasy a to przecież intymność. To gratyfikuje jak u Wojcieszke większość kobiet najbardziej (wiem nie was koleżanki). To że nie gratyfikuje mężczyzn nikogo nie obchodzi przecież.
                                        To maksymalizacja gratyfikacji.
                                        Ale znów ci mężczyżni którzy roddaja karty mają wybór i atuty , podrywacze naturalsi i PUA, typowo dla oddania sprawiedliwości robi dokładnie odwrotnie, znaczy gratyfikują się seksem i namiętność a nie chcą inwestować nic w intymność i po zaliczeniu babki porzucają ją i podrywają nastepną...
                                        • sea.sea Re: Friendrzone gratyfikacja intymnościa vs zalic 10.10.15, 20:42
                                          Ja mam generalnie problem z pojęciem friendzony bo całe życie wierzyłam w bezinteresowną przyjaźń damsko-męską. Foro mi tłumaczy, że jest inaczej :] A ja nie wiem, jak się ze mną dość blisko koleguje człowiek płci odmiennej, o którym ogólnie jest wiadome na przykład, że ma silny typ na filigranowe jasne blondynki [nie jestem obecnie filigranową blondynką], a do mnie się z rękami w ogóle nie pcha, no to po wuja się koleguje? Foro jest w stanie to wyjaśnić? :)
                                          • hello-kitty2 Re: Friendrzone gratyfikacja intymnościa vs zalic 10.10.15, 20:51
                                            sea.sea napisała:

                                            > Ja mam generalnie problem z pojęciem friendzony bo całe życie wierzyłam w bezin
                                            > teresowną przyjaźń damsko-męską. Foro mi tłumaczy, że jest inaczej :] A ja nie
                                            > wiem, jak się ze mną dość blisko koleguje człowiek płci odmiennej, o którym ogó
                                            > lnie jest wiadome na przykład, że ma silny typ na filigranowe jasne blondynki [
                                            > nie jestem obecnie filigranową blondynką], a do mnie się z rękami w ogóle nie p
                                            > cha, no to po wuja się koleguje? Foro jest w stanie to wyjaśnić? :)

                                            NIc prostszego aczkolwiek byc moze niewygodnego w konsekwencjach jak powiedziec 'sprawdzam' tj zaproponowac delikwentowi numerek ;) Tez sie ostatnio przekonuje, ze nawet mezczyzni co innego deklaruja, a co innego robia. Tylko ze ja akurat mam zamiar na tym skorzystac ;)
                                            • sea.sea Re: Friendrzone gratyfikacja intymnościa vs zalic 10.10.15, 21:08
                                              Ale po wuj, skoro nawet moje koleżanki bez kutasa bywają bardziej ekscytujące :D
                                              BTW ja tam się właśnie zajęłam zapewnianiem sobie emocji samodzielnie. Jeśli chodzi o ten miesiąc, idzie mi znakomicie, zrealizowałam dwa ciągnące się za mną marzenia, realizacja trzeciego jest w trakcie, czwarte jest w drodze ale jest niezależne ode mnie, o piątym myślę ale nie wiem kiedy znajdę czas, bo trzecie mi go dość poważnie zajęło, a szóste chyba ogarnę w nadchodzącym tygodniu. Także, tego :]
                                              • hello-kitty2 Re: Friendrzone gratyfikacja intymnościa vs zalic 10.10.15, 21:15
                                                sea.sea napisała:

                                                > Ale po wuj, skoro nawet moje koleżanki bez kutasa bywają bardziej ekscytujące :
                                                > D
                                                > BTW ja tam się właśnie zajęłam zapewnianiem sobie emocji samodzielnie. Jeśli ch
                                                > odzi o ten miesiąc, idzie mi znakomicie, zrealizowałam dwa ciągnące się za mną
                                                > marzenia, realizacja trzeciego jest w trakcie, czwarte jest w drodze ale jest n
                                                > iezależne ode mnie, o piątym myślę ale nie wiem kiedy znajdę czas, bo trzecie m
                                                > i go dość poważnie zajęło, a szóste chyba ogarnę w nadchodzącym tygodniu. Także
                                                > , tego :]

                                                Oh Ty, zbiesilas sie! ;-) Szkoda, ze nie jestesmy bi, mozna by bylo eksplorowac babki w miedzyczasie. Emocje z innych zrodel? No pewnie, czemu nie.
                                                • sea.sea Re: Friendrzone gratyfikacja intymnościa vs zalic 10.10.15, 21:16
                                                  Kto nie jest, ten nie jest.................... :]
                                          • nina.bhang Re: Friendrzone gratyfikacja intymnościa vs zalic 15.10.15, 00:26
                                            No właśnie też nie rozumiem... Dość często przecież zdarza się tak, że poznajesz ciekawego człowieka, z którym uwielbiasz rozmawiać, świetnie się rozumiecie, ale z przeróżnych powodów nie chcesz akurat z nim uprawiać seksu (jesteś hetero, jedno lub obydwoje z was jest w związku, łączą was relacje służbowe, ten ktoś nie jest w twoim typie, itp., można tak dlugo wymieniać). Czy znaczy to, że taka relacja nie ma żadnego sensu i nosi znamiona wykorzystywania jednej strony przez drugą? Może spróbujmy zdefiniować, czym tak naprawdę jest friendzona i czym różni się od zwykłej przyjaźni damsko-męskiej?
                                            • sea.sea Re: Friendrzone gratyfikacja intymnościa vs zalic 15.10.15, 07:38
                                              Foro naucza, jak może zauważyłaś, że mężczyznom podobają się wszystkie niegarbate kobiety.
                                              Ergo, jeśli mężczyzna z Tobą rozmawia, na pewno chce Cię przelecieć. Chyba że masz garba. Jak masz garba, to możliwe, że też chce, w końcu fetyszyści też są wśród nas.

                                              A co za tym idzie, jeśli też z nim rozmawiasz, ale nie zamierzasz mu dać, trzymasz go złośliwie we friendzonie. A jeśli nie dajcie bogowie korzystasz z jakiejś przysługi od niego, to jesteś podstępną, wykorzystującą mężczyzn, harpią. Cbdo :)
                                              • zawle Re: Friendrzone gratyfikacja intymnościa vs zalic 15.10.15, 07:46
                                                Niedawno w moim małym miasteczku pewna sekretarka w jednej z niewielu dużych firm była miła i dawała wielu. Dzisiaj jest w ciąży z kolejką domniemanych tatusiów i nikt już jej nie lubi i do domu nie zaprasza. Wiem, bo mąż koleżanki z pracy jest na tej liście.Nie warto być miłą. Czasami warto być garbatą?;)
                                                • hello-kitty2 Re: Friendrzone gratyfikacja intymnościa vs zalic 15.10.15, 08:46
                                                  Otoz zgodnie z tym, czego chca byc mezczyzni czyli zeby bylo milo, zebys sie puszczala i nie leciala na kase. A jak nie jestes ladna, to mezczyznie nie oplaca sie z Toba rozmawiac, bo szkoda na to czasu.
                                                  • marek.zak1 Re: Friendrzone gratyfikacja intymnościa vs zalic 15.10.15, 08:51
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    A jak nie jestes ladna, to mezczyznie nie oplaca sie z Toba rozmawiac, bo szkoda na to czasu.
                                                    ---------------------------------------------------------------
                                                    Nie rozmawiać tylko spotykać się.
                                                    >
                                                  • wont2 Re: Friendrzone gratyfikacja intymnościa vs zalic 15.10.15, 08:53
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Otoz zgodnie z tym, czego chca byc mezczyzni czyli zeby bylo milo, zebys sie pu
                                                    > szczala i nie leciala na kase. A jak nie jestes ladna, to mezczyznie nie oplaca
                                                    > sie z Toba rozmawiac, bo szkoda na to czasu.
                                                    ----------
                                                    Pierwsze zdanie - zgoda. Ale skąd pomysł, że jak dziewczyna nie jest ładna, to mężczyźnie nie opłaca się rozmawiać? Rozmawiać zawsze można, najlepiej w knajpie przy wódeczce i jakoś tak magicznie, z czasem, coraz ładnej wokoło się robi :)
                                    • sabat777 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 10.10.15, 14:30
                                      Wedlug mnie chodzi o wampiryzm energetyczny. Sa osoby, ktorym towarzystwo slugusow plci przeciwnej po prostu odpowiada. Zawsze moga liczyc na pocieszenie, dobre slowo, komplement, plaszczenie sie przed nimi, zalatwianie roznych spraw. To jest po prostu wygodne.
                                      Nie siedze w tej tematyce, ale z zewnatrz niektore relacje BDSM wygladaja mi na podobny uklad. Strona dominujaca wykorzystuje psychicznie strone ulegla, dajac w zamian jakis ochlap w postaci rzadko rzuconego komplementu, jakiegos pozorowanego skierowania uwagi, chociaz w gruncie rzeczy gardzi i brzydzi sie slaboscia uleglego.
                                      Dla sprawiedliwosci, zwiazki bez seksu to tez czesto malzenska mutacja friendzony. Strona "nie dajaca" tez musi raz na jakis czas sie poswiecic, jesli uznaje ze grilluje emocjonalnie druga strone za mocno, albo ze ta zaczyna sie wymykac.
                                      Bez wzgledu na kontekst, ta wykorzystujaca strona przypomina mi obrzydliwego pajaka tkajacego siec, wywoluje we mnie gniew i agresje.
                                      • wont2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 10.10.15, 15:07
                                        W pełni zgadzam się z waszym oburzeniem na tego typu zachowania ludzi (kobiet i mężczyzn dodajmy, bo mężczyźni też potrafią tacy być). Jako osoba, która trochę czasu spędziła w podobnym układzie (jako dawca) i nie mogła się z niego z uwagi na pewnego rodzaju zobowiązania łatwo wyplątać, to powiem wam jedno - jestem teraz jak Neo w tej scenie z Matrixa :)

                                        www.youtube.com/watch?v=SdkdQtlF-RU&feature=youtu.be&t=16s
                                        Nic już mnie nie jest w stanie w zachowaniu kobiety ruszyć czy zadziwić. Jak widzę jakąś krzywą akcję to nie rusza ona żadnej struny w moich emocjach - pojawia się tylko myśl "naprawdę, tylko na tyle cię stać?" :) Pewnie to jest racjonalizacja z gatunku słodkich cytryn, ale naprawdę, jestem obecnie niezniszczalny :)
                                        • sabat777 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 10.10.15, 15:23
                                          Ty tez widzisz kod naszego damsko-meskiego Matrixa? Szkoda ze to tylko gra, od kiedy to zrozumiesz to troche przestaje byc zabawne. Jak teatrzyk kukielkowy, gdy widzisz wszystkie rece i linki sterujace kukla. Niestety konsekwencje sa juz jak najbardziej prawdziwe. O ile... cokolwiek jest prawdziwe w tym swiecie... ;)
                                          • wont2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 10.10.15, 15:39
                                            Tru, bro.

                                            Idziesz wziąć udział w zawodach tańca towarzyskiego, podchodzisz do partnerki, sięgasz po jej dłonie a tu JEB!!! Bo to nie zawody tańca towarzyskiego tylko MMA. Dostajesz kopa w jaja, z kolana w twarz, podduszają cię. Urqu krzyczy z rogu: To MMA a nie taniec towarzyski!!! NAPIERDALAJ!!! Ale ty się nie pisałeś na jakieś walki, jakieś napierdalanki, z których wyjdziesz tylko poobijany. Ty się pisałeś na taniec towarzyski, w miłej, ciepłej atmosferze.
                                            • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 10.10.15, 16:16
                                              wont2 napisał:

                                              > Tru, bro.
                                              >
                                              > Idziesz wziąć udział w zawodach tańca towarzyskiego, podchodzisz do partnerki,
                                              > sięgasz po jej dłonie a tu JEB!!! Bo to nie zawody tańca towarzyskiego tylko MM
                                              > A. Dostajesz kopa w jaja, z kolana w twarz, podduszają cię. Urqu krzyczy z rogu
                                              > : To MMA a nie taniec towarzyski!!! NAPIERDALAJ!!! Ale ty się nie pisałeś na ja
                                              > kieś walki, jakieś napierdalanki, z których wyjdziesz tylko poobijany. Ty się p
                                              > isałeś na taniec towarzyski, w miłej, ciepłej atmosferze.

                                              hehe posmialam sie, szczegolnie z Urqu krzyczacego z rogu. Wiesz jako to mowil master Yoric sztuka walki musi byc agresywna, a nikt w MMA nie wywodzi sie z aikido ;-) Niebywala rzecz donosi moja kolezanka, ze np w takiej humanitarnej Holandii to w ogole jest zakaz walki w klatce. Nie wiem czy w dzisiejszym swiecie znajdziesz cos towarzyskiego w milej, cieplej atmosferze. Ciepelko zapewne znajdziesz pod kocykiem.
                                              • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 10.10.15, 16:27
                                                A poza tym Wont to sie rozpedziles, bo klelismy na friendzone, a we friendzonie nikt nie bije. Jesli Cie cos wtedy boli to jajka od nieupuszczenia cisnienia, jak z opisow kutuzowskich ;)
                                            • sabat777 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 10.10.15, 16:22
                                              Zycie generalnie to walka, wiec czemu milosc bedaca jego waznym elementem nie mialaby nia byc?
                                              • loppe Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 10.10.15, 16:28
                                                Kitty napisała: Nie wiem czy w dzisiejszym swiecie znajdziesz cos towarzyskiego w milej, cieplej atmosferze. Ciepelko zapewne znajdziesz pod kocykiem.

                                                sabat777 napisał:
                                                > Zycie generalnie to walka, wiec czemu milosc bedaca jego waznym elementem nie m
                                                > ialaby nia byc?

                                                Życie generalnie to walka z samym sobą. "Poznaliśmy naszych wrogów - to my":)
                                                • loppe Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 10.10.15, 16:44
                                                  Świetnie tam wyżej opisałeś toksykę Sabat, ale jeśli generalnie życie to walka to musiałoby być głównie z sobą, bo inaczej to walki tylko się zdarzają. A tak to ludzie pracują, wspinają po szczeblach, nudzą się, dostają zasiłki, wyjeżdżają na wakacje, nie wyjeżdżają itd. Oczywiście i przebijanie się przez poranne korki żeby zdążyć można nazwać walką, ale bez przesady, to znowu raczej walka ze swoim wkurwem i niecierpliwością albo za późnym wstawaniem.
                                  • nina.bhang Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 01:08
                                    sabat777 napisał:

                                    > O tym czy facet ma szanse czy nie decyduje kobieta i zwykl
                                    > e jest to decyzja nieodwolalna. Dlatego nie da sie wyjsc z friendzone. W sumie
                                    > tez znamienne jest to, ze zwykle babka bardzo szybko jest w stanie ocenic, czy
                                    > pan ma szanse na przerobienie z nia seksualnego alfabetu czy nie. Jesli kobieta
                                    > stwarza silny opor przy rozwoju znajomosci to najkorzystniej jest sie eleganck
                                    > o wycofac.

                                    Tu się nie zgodzę, kobieta zmienną jest, więc to, co zupełnie nie odpowiadało jej na pewnym etapie życia może okazać się idealnie pasujące na innym. Pomijając, że nasze definicje friendzony są nieco rozbieżne, mi osobiście zdarzyło się to dwa razy. Raz, gdy szczerze i bezinteresownie pocieszałam przyjaciela po rozstaniu z dziewczyną, efektem czego dopadł nas znienacka namiętny seks i nawet przez jakiś czas byliśmy potem ze sobą. W sumie kolega z wyglądu podobał mi się od zawsze, ale z racji sparowania nie rozpatrywałam go wcześniej w ogóle w kategoriach damsko-męskich.

                                    Dużo bardziej zaskakoczyło mnie wyjście z friendzony z facetem, który mnie nigdy nie interesował inaczej niż tylko intelektualnie i po przyjacielsku. Nie wiem, czy ja jego też, relacje służbowe nie pozwalały, ja byłam przez cały ten czas sparowana, więc żadne z nas nic w tym kierunku nigdy nie próbowało. Przez parę lat pracy razem zdążyliśmy się jednak mocno zaprzyjaźnić, wliczając w to dosyć prywatne zwierzenia i doradzanie sobie nawzajem w tematach damsko-męskich.

                                    Relacje służbowe ustały, ja się wymiksowałam ze związku, poszliśmy razem na pijacką rundkę po knajpach i nie wiem jakim cudem zakończyliśmy ją w łóżku. To było jak objawienie. Nagle ten facet, starszy o naście lat i wizualnie kompletnie nie w moim typie, okazał się robić ze mną takie cuda, że na samą myśl o nim mam kisiel w gaciach. Nie wiem, jak to się skończy, bo sprawa jest bardzo świeża, ale chwilowo próbuję zbierać szczękę z podłogi...
                                    • zawle Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 07:47
                                      nina.bhang napisał(a): oszliśmy razem na pij
                                      > acką rundkę po knajpach i nie wiem jakim cudem zakończyliśmy ją w łóżku. To był
                                      > o jak objawienie. Nagle ten facet, starszy o naście lat i wizualnie kompletnie
                                      > nie w moim typie, okazał się robić ze mną takie cuda, że na samą myśl o nim mam
                                      > kisiel w gaciach. Nie wiem, jak to się skończy, bo sprawa jest bardzo świeża,
                                      > ale chwilowo próbuję zbierać szczękę z podłogi...

                                      Matko Boska...myślałam że to sabat się puścił z facetem:))))))))))))))
                                    • sabat777 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 08:03
                                      Dlatego napisalem, ze zwykle decyzja kobiety jest nieodwolalna. "Zwykle" wiec nie "zawsze". Uwodzenie umozliwia obejscie wielu barier, ale trzeba byc doskonalym psychologiem, zeby ta sztuka sie udala.
                                      Moim zdaniem po przekroczeniu w relacji pewnego progu intymnosci i bliskosci ona bedzie w naturalny sposob grawitowac w strone zadurzenia ze strony kobiety. Wtedy mozna sprobowac uruchomic hustawke emocji i przewartosciowac uklad. No ale tego chlopcy z friendzone zwykle nie potrafia.
                                      • wont2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 08:13
                                        A nie mylimy tutaj aby pojęć? W moim mniemaniu friendzona to jest sytuacja kiedy jedna strona chce czegoś więcej ponad koleżeństwo a druga albo o tym niby nie wie albo wie ale nie chce.

                                        A jak obie strony są w związkach, podobają się sobie i się lubią, to to nie jest żadna friendzona. I oczywistą oczywistością jest, że jeśli związki im się posypią - to wcześniej czy później, jak nie są lebiegi, do czegoś dojdzie.
                                        • marek.zak1 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 08:28
                                          wont2 napisał:

                                          > A jak obie strony są w związkach, podobają się sobie i się lubią, to to nie jest żadna friendzona.
                                          ----------------------------------------------------------------------------------
                                          Jak to nazwiesz? Friendzona jest z kobieta, z która powiedzmy pracuję, spotykam się służbowo, jest miła, i mi się nie podoba.
                                          • wont2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 08:38
                                            marek.zak1 napisał:

                                            > wont2 napisał:
                                            >
                                            > > A jak obie strony są w związkach, podobają się sobie i się lubią, to to n
                                            > ie jest żadna friendzona.
                                            > -------------------------------------------------------------------------------
                                            > ---
                                            > Jak to nazwiesz? Friendzona jest z kobieta, z która powiedzmy pracuję, spotykam
                                            > się służbowo, jest miła, i mi się nie podoba.
                                            ----------
                                            Ty sobie Marku możesz to nazywać jak chcesz - twoje prawo, twoja licentia poetica.

                                            Dla mnie to nie jest żadna friendzona, tylko koleżanka z pracy. Dla urbandictionary też:
                                            www.urbandictionary.com/define.php?term=Friend+Zone
                                            Jeśli "friendzona" to byłaby każda bliższa, nieintymna relacja z osobą płci przeciwnej to Beverly Hills 90210 był serialem o wychodzeniu z friendzony - przecież tam chyba każdy z każdym w tej grupce przyjaciół chodził ze sobą i się stuknął :)
                                      • nina.bhang Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 17:49
                                        sabat777 napisał:

                                        > Dlatego napisalem, ze zwykle decyzja kobiety jest nieodwolalna. "Zwykle" wiec n
                                        > ie "zawsze". Uwodzenie umozliwia obejscie wielu barier, ale trzeba byc doskonal
                                        > ym psychologiem, zeby ta sztuka sie udala.
                                        > Moim zdaniem po przekroczeniu w relacji pewnego progu intymnosci i bliskosci on
                                        > a bedzie w naturalny sposob grawitowac w strone zadurzenia ze strony kobiety.
                                        > Wtedy mozna sprobowac uruchomic hustawke emocji i przewartosciowac uklad. No al
                                        > e tego chlopcy z friendzone zwykle nie potrafia.

                                        Widzisz, ja sama jeszcze tydzień temu bym napisała, że jak na starcie nie iskrzy, to nie ma co sobie głowy zawracać, bo się i tak nic nie zdziała. Ale jak widać na moim przykładzie, czasem żeby zaciągnąć babę do łóżka wystarczy odpowiednio dobrana mieszanka dużych ilości zioła i wódy. Cała sztuka polega na tym, żeby wtedy w tym łóżku zaczarować ją tak, żeby zdążyła zmienić zdanie o 180 stopni, biorąc poprawkę na to, że ona po takiej mieszance ma spore szanse nic nie pamiętać następnego dnia, a i samemu nie jest się raczej wtedy w szczytowej formie. Gdyby mi ktoś opowiedział taką historię, nie uwierzyłabym, że to w ogóle możliwe...
                                      • ninek04 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 20:57
                                        >Moim zdaniem po przekroczeniu w relacji pewnego progu intymnosci i bliskosci ona bedzie w naturalny sposob grawitowac w strone zadurzenia ze strony kobiety. Wtedy mozna sprobowac uruchomic hustawke emocji i przewartosciowac uklad. <

                                        Nie sądzę, by to ciągnięcie w kierunku zadurzenia było regułą, owszem, oczarowanie i fascynacja pozwala wejść w relacje intymne, i je kontynuować, ale bez przekraczania granicy,za którą mieści się zakochanie, czy miłość. Z tym, że jeśli miałby to być znajomy,czy kolega,którego wcześniej nie postrzegałam jako potencjalnego "obiektu"seksualnego, to do tego by zaiskrzyło, potrzebna by mi była chociaż odrobina tajemniczości, czy enigmatyczności,nie całkowitego odkrycia się, nawet w kwestii zwierzania się, bo inaczej nie wykrzesam pożądania i z seksu nici;)
                          • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 22:46
                            sabat777 napisał:

                            Natomiast te które próbowałem uwodzić, podrywać
                            > , wcielać z nimi w życie te farmazony, których się naczytałem... ech, efekty le
                            > piej pominąć milczeniem. Po prostu tragedia...

                            A jestes w stanie opowiedziec na przykladzie?
                            • sabat777 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 09.10.15, 22:57
                              hello-kitty2 napisała:

                              > A jestes w stanie opowiedziec na przykladzie?

                              Ciężko by mi było walić konkretami, bo od lat nie próbowałem nikogo uwodzić. Ostatnio to chyba w czasach studenckich. Jak próbowałem być ostry i bezczelny dżoler, to dostawałem krótkie, ale zajebiście dosadne i dotkliwe ścinki od kobiet. Jeśli nie posłuchałem - wpadały w szał.
                  • sea.sea Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 10.10.15, 20:33
                    No właśnie ja to wrzuciłam głównie z powodu akapitu dotyczącego wzbudzania emocji.
                    Kolega (AFAIK zupełnie mną niezainteresowany) mi ostatnio rzucił aluzją, że sobie tworzę taki wianuszek zfriendzonowanych wokół siebie i ja się zaczęłam zastanawiać nad tym, co ludzie robią, albo czego nie robią, że mi lądują we friendzonie. A teraz mnie olśniło: nie spotykam Jebanych Gejzerów, jak to czule określiłaś :)
                    • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 10.10.15, 21:09
                      sea.sea napisała:

                      > No właśnie ja to wrzuciłam głównie z powodu akapitu dotyczącego wzbudzania emoc
                      > ji.
                      > Kolega (AFAIK zupełnie mną niezainteresowany) mi ostatnio rzucił aluzją, że sob
                      > ie tworzę taki wianuszek zfriendzonowanych wokół siebie i ja się zaczęłam zasta
                      > nawiać nad tym, co ludzie robią, albo czego nie robią, że mi lądują we friendzo
                      > nie. A teraz mnie olśniło: nie spotykam Jebanych Gejzerów, jak to czule określi
                      > łaś :)

                      Hehe witaj w klubie. Ja to tak widze: jako samodzielna, swiadoma siebie i otwarta kobieta ulozylas sie w stos gotowy do sploniecia plomieniem namietnosci, a gosc nie wie nawet jak wykrzesac jedna iskre zeby to podpalic. Namietnosc nie rodzi sie z ciepelka i z bycia w porzadku.
                      (nazewnictwo sciagnelam od tego goscia)
                      • zawle Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 07:50
                        hello-kitty2 napisała: Namietnosc nie ro
                        > dzi sie z ciepelka i z bycia w porzadku.
                        > (nazewnictwo sciagnelam od tego goscia)

                        No popatrz...a u mnie z tego się rodzi. Po przeleceniu iluś tam facetów odkrywam że ciepełko z wielkim kutasem jarają mnie jak cholera.
                        • wont2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 08:07
                          zawle napisała:
                          >
                          > No popatrz...a u mnie z tego się rodzi. Po przeleceniu iluś tam facetów odkrywa
                          > m że ciepełko z wielkim kutasem jarają mnie jak cholera.
                          ---------
                          Sex-tourismus w Kenii? :)

                          A swoją drogą chciałem zauważyć, że słowa "miły" i "miłość" wywodzą się z tego samego pnia. Kitty niby cały czas mówi o namiętności, no ale namiętność polegająca na ciągłych sporach, kłótniach i krzykach przerywanych zwierzęcym ruchańskiem, przegrywa w moich oczach z miłą miłością :)
                          • zawle Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 08:34
                            wont2 napisał:
                            > Sex-tourismus w Kenii? :)
                            >
                            Jestem rasistką. Dla mnie Włoch to już kolorowy.

                            > A swoją drogą chciałem zauważyć, że słowa "miły" i "miłość" wywodzą się z tego
                            > samego pnia. Kitty niby cały czas mówi o namiętności, no ale namiętność polegaj
                            > ąca na ciągłych sporach, kłótniach i krzykach przerywanych zwierzęcym ruchański
                            > em, przegrywa w moich oczach z miłą miłością :)

                            Wypisz wymaluj Doda. Ja osobiście wolę zwykłą miłość. Wielkie przeżyłam już dwie i jestem cholernie po nich zmęczona;)
                            • wont2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 08:48
                              zawle napisała:

                              > Jestem rasistką. Dla mnie Włoch to już kolorowy.
                              ----------
                              No to jak ma być ciepły z dużym kutasem, to musisz na targu staroci sobie kupić specjalne futro - "wilczura atłasowego, karmazynem podszywanego, na sznur gruby srebrny lub złoty z kutasami pod szyją podwiązanymi".


                              > Wypisz wymaluj Doda. Ja osobiście wolę zwykłą miłość. Wielkie przeżyłam już dwi
                              > e i jestem cholernie po nich zmęczona;)
                              -----------
                              Jakoś zupełnie nie widzę tego żaru w Dodzie. Albo ona dobrze udaje namiętność albo Majdan i Nergal są do dupy albo była im potrzebna do promocji. Teraz zdaje się jest z jakimś bogatym biznesmenem. I ja naprawdę nie rozumiem dlaczego mężczyźni uważają ją za atrakcyjną - przecież to wulgarna bazarówa, taka z opowieści ML-a o "ziomalach" :)
                          • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 09:00
                            wont2 napisał:

                            A swoją drogą chciałem zauważyć, że słowa "miły" i "miłość" wywodzą się z tego
                            > samego pnia. Kitty niby cały czas mówi o namiętności, no ale namiętność polegaj
                            > ąca na ciągłych sporach, kłótniach i krzykach przerywanych zwierzęcym ruchański
                            > em, przegrywa w moich oczach z miłą miłością :)

                            Mowie o namietnosci - stronie romantycznej milosci (tego czego chca mezczyzni), a Ty mowisz o intymnosci - stronie przyjaznej milosci (tego czego chca kobiety).
                            • loppe Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 09:10
                              hello-kitty2 napisała:

                              > wont2 napisał:
                              >
                              > A swoją drogą chciałem zauważyć, że słowa "miły" i "miłość" wywodzą się z tego
                              >
                              > > samego pnia. Kitty niby cały czas mówi o namiętności, no ale namiętność p
                              > olegaj
                              > > ąca na ciągłych sporach, kłótniach i krzykach przerywanych zwierzęcym ruc
                              > hański
                              > > em, przegrywa w moich oczach z miłą miłością :)
                              >
                              > Mowie o namietnosci - (czego chca mezczyzni),
                              > a Ty mowisz o intymnosci - stronie przyjaznej milosci (tego czego chca kobiety ).
                              >

                              Nie zwiodą mnie zaklęcia
                              Gdy na dnie pocałunków braknie serca
                              Dobrze wiem co to miłość prawdziwa
                              - gorące pocałunki
                              i stosunki
                            • wont2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 09:14
                              hello-kitty2 napisała:
                              >
                              > Mowie o namietnosci - stronie romantycznej milosci (tego czego chca mezczyzni),
                              > a Ty mowisz o intymnosci - stronie przyjaznej milosci (tego czego chca kobiety
                              > ).
                              -----------
                              Nie wiem jak inni mężczyźni ale ja najchętniej bym chciał "stronę przyjazną miłości", przerywaną zwierzęcym ruchańskiem :)

                              A od kłótni i krzyków to mnie głowa boli. A jak mnie boli głowa to nici z seksu. Chyba za dużo mam estrogenów :)
                              • loppe Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 09:23
                                wont2 napisał:

                                > A od kłótni i krzyków to mnie głowa boli. A jak mnie boli głowa to nici z seksu

                                To samo u mnie. A idź babo paskudna - sobie myślę, i nici z seksu.


                              • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 09:42
                                wont2 napisał:

                                > A od kłótni i krzyków to mnie głowa boli. A jak mnie boli głowa to nici z seksu
                                > . Chyba za dużo mam estrogenów :)

                                A skad Ty sobie wziales w definicji namietnosci klotnie i krzyki? Bo nie przypominam sobie tego ani z wykladu Wojcieszke ani z tekstu 'Jebanego Gejzera', ktory wstawila sea.sea. Wiec nie bardzo wiem do czego referujesz i na czym opierasz swoja charakterystyke namietnosci, bo na pewno nie na tych zrodlach powyzej.
                                • wont2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 10:56
                                  hello-kitty2 napisała:

                                  > A skad Ty sobie wziales w definicji namietnosci klotnie i krzyki? Bo nie przypo
                                  > minam sobie tego ani z wykladu Wojcieszke ani z tekstu 'Jebanego Gejzera', ktor
                                  > y wstawila sea.sea. Wiec nie bardzo wiem do czego referujesz i na czym opierasz
                                  > swoja charakterystyke namietnosci, bo na pewno nie na tych zrodlach powyzej.
                                  ---------
                                  Być może dokonałem pewnego skrótu myślowego. Chodziło mi o to, że nie zgadzam się z twoim postawieniem sprawy - że "bycie miłym" jest antonimem "namiętności". Wyciągnąłem z tego wniosek, być może nieuprawniony, że wg ciebie namiętność to bycie niemiłym, a bycie niemiłym kojarzy mi się z kłótniami i krzykami (ale to już moje autorskie skojarzenie). Stąd wzięły się w jednym zdaniu namiętność oraz krzyki i kłótnie. Krzyki i kłótnie co prawda świadczą o jakiejś jeszcze żywej namiętności (na pewno to lepsze niż zupełna obojętność) ale jest to rodzaj namiętności, który mi nie pasuje. Są wydaje mi się inne sposoby, żeby utrzymać namiętność i jednocześnie być wobec siebie miłym oraz rozwiązywać nieuniknione spory i różnice zdań w sposób cywilizowany :)
                                  • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 11:28
                                    wont2 napisał:

                                    > Być może dokonałem pewnego skrótu myślowego. Chodziło mi o to, że nie zgadzam s
                                    > ię z twoim postawieniem sprawy - że "bycie miłym" jest antonimem "namiętności".
                                    > Wyciągnąłem z tego wniosek, być może nieuprawniony, że wg ciebie namiętność to
                                    > bycie niemiłym, a bycie niemiłym kojarzy mi się z kłótniami i krzykami (ale to
                                    > już moje autorskie skojarzenie). Stąd wzięły się w jednym zdaniu namiętność or
                                    > az krzyki i kłótnie. Krzyki i kłótnie co prawda świadczą o jakiejś jeszcze żywe
                                    > j namiętności (na pewno to lepsze niż zupełna obojętność) ale jest to rodzaj na
                                    > miętności, który mi nie pasuje.

                                    Owszem podsmiewam sie z Twoich postulatow forumowych o oczekiwaniu od kobiet by bylo 'milo' ale nie odnosze tego do namietnosci w zaden sposob. To Tobie kojarzy sie osoba klotliwa z osoba namietna. Ja tego nie promuje.

                                    Są wydaje mi się inne sposoby, żeby utrzymać na
                                    > miętność i jednocześnie być wobec siebie miłym oraz rozwiązywać nieuniknione sp
                                    > ory i różnice zdań w sposób cywilizowany :)

                                    To je realizuj.
                                    • loppe Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 11:34
                                      Kłótnie, zerwania - to są namiętności dla ubogich młodzieńców, mężczyźni dojrzali już wiedzą że do niczego im to niepotrzebne, zwłaszcza do szczęścia. Partnerka jak byliśmy dwudziestoparolatkami to potrafiła nieraz się na pięcie obrócić i jakby odejść ode mnie... Tu mi się przypomina bohater filmu Samotari, któremu wydawało się że stracił dziewczynę bo pamiętał jak odjeżdżała gdy on stał na peronie, a nie pamiętał że tylko na wakacje jechała.
                                • zawle Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 10:57
                                  Może mu się trafiła taka baba? I teraz jak ognia będzie unikał namiętności jako pierwszego objawy awantury. Faceci sa tacy delikatni i tak łatwo ich złamać. Potem do takiego się mówi "Ty złamasie";)
                                  • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 11:20
                                    zawle napisała:

                                    > Może mu się trafiła taka baba? I teraz jak ognia będzie unikał namiętności jako
                                    > pierwszego objawy awantury. Faceci sa tacy delikatni i tak łatwo ich złamać. P
                                    > otem do takiego się mówi "Ty złamasie";)

                                    Pomylil klotnie z namietnoscia ;)
                                    • loppe Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 11:26
                                      hello-kitty2 napisała:

                                      > zawle napisała:
                                      >
                                      > > Może mu się trafiła taka baba? I teraz jak ognia będzie unikał namiętnośc
                                      > i jako
                                      > > pierwszego objawy awantury. Faceci sa tacy delikatni i tak łatwo ich zła
                                      > mać. P
                                      > > otem do takiego się mówi "Ty złamasie";)
                                      >
                                      > Pomylil klotnie z namietnoscia ;)

                                      Ale Ty pisałaś kiedyś Kitty że z jakiegoś powodu pociągają Cię tylko mężczyźni z którymi nie idzie łapka w łapkę...
                                      • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 11:36
                                        loppe napisał:

                                        > Ale Ty pisałaś kiedyś Kitty że z jakiegoś powodu pociągają Cię tylko mężczyźni
                                        > z którymi nie idzie łapka w łapkę...

                                        Nie lubie wchodzacych w dupe komplemenciarzy zeby mnie urabiali na swoja modle jak ciasto drozdzowe. Mile slowka to najtansze badziewie.
                                        • kag73 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 11:45
                                          hello-kitty2 napisała:
                                          > Nie lubie wchodzacych w dupe komplemenciarzy zeby mnie urabiali na swoja modle
                                          > jak ciasto drozdzowe. Mile slowka to najtansze badziewie.

                                          Eee tam, komplemetowac nie znaczy z automatu "urabiac na swoje..."
                                          Zreszta jestes kobieta, nie mow, ze rozbroi Cie komplement !:)
                                        • loppe Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 11:47
                                          hello-kitty2 napisała:

                                          > loppe napisał:
                                          >
                                          > > Ale Ty pisałaś kiedyś Kitty że z jakiegoś powodu pociągają Cię tylko mężc
                                          > zyźni
                                          > > z którymi nie idzie łapka w łapkę...
                                          >
                                          > Nie lubie wchodzacych w dupe komplemenciarzy zeby mnie urabiali na swoja modle
                                          > jak ciasto drozdzowe. Mile slowka to najtansze badziewie.

                                          A jak myślisz, dlaczego nie lubisz miłej komunikacji? Ty się zresztą bardzo ładnie komunikujesz z ludźmi, poza oczywiście jakimiś aktami agresji (Marka, Sabata zdaje się strasznie kiedyś...), ale w Twoim wypadku ten wysoki poziom imho wynika z uważności, a nie chęci przypodobania się rozmówcy. Ludzie rzadko spotykają kogoś potrafiącego tak uważnie na nich spojrzeć jak Ty i to cenią... No i nikt nie potrafi tak pytać jak Ty Kitty... Byłabyś świetną terapeutką.
                                          • sabat777 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 11:49
                                            loppe napisał:

                                            > A jak myślisz, dlaczego nie lubisz miłej komunikacji?

                                            Ojciec jej nie chwalił.
                                          • hello-kitty2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 12:02
                                            loppe napisał:

                                            > A jak myślisz, dlaczego nie lubisz miłej komunikacji?

                                            Bo ja lubie rozmawiac. NIe mozesz rozmawiac jak cos ukrywasz. Wczoraj mowilam z kims caly dzien, a nie rozmawialam. Po takim dniu wpadam w dol.
                                        • zawle Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 12:28
                                          hello-kitty2 napisała:
                                          > Nie lubie wchodzacych w dupe komplemenciarzy zeby mnie urabiali na swoja modle
                                          > jak ciasto drozdzowe. Mile slowka to najtansze badziewie.

                                          CA jeszcze gorzej jak za tym idą rozbiegane chucią oczka i lepiące łapki...brrrr. Badziew dla mnie też. Uważność na drugiego człowieka to coś co kosztuje.
                                          • sabat777 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 12:33
                                            zawle napisała:

                                            > Uważność na drugiego człowieka to coś co kosztuje.

                                            Tak. Ale czy odróżnisz od skupionego wzroku polującego wilka?
                                            Może i śliniący się piesek z rozbieganą rzycią jest mdły i nijaki, ale nie jest niebezpieczny. Może co najwyżej wyżreć karmę z miski i walnąć kupę na przedpokoju.
                                            • zawle Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 13:23
                                              sabat777 napisał:
                                              > Tak. Ale czy odróżnisz od skupionego wzroku polującego wilka?
                                              > Może i śliniący się piesek z rozbieganą rzycią jest mdły i nijaki, ale nie jest
                                              > niebezpieczny. Może co najwyżej wyżreć karmę z miski i walnąć kupę na przedpok
                                              > oju.

                                              A wiesz że jakoś podprogowo to czuję? Zresztą, co złego w byciu przelecianą raz na jakiś czas przez wilka? ;)
                              • sabat777 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 09:48
                                wont2 napisał:

                                > A od kłótni i krzyków to mnie głowa boli. A jak mnie boli głowa to nici z seksu
                                > . Chyba za dużo mam estrogenów :)

                                To ożeń się z modliszką. Odgryza głowę na samym początku stosunku i potem nie ma już co boleć.
                                • wont2 Re: Kolezanka z Kutasem vs Jebany Gejzer ;-) 15.10.15, 10:57
                                  sabat777 napisał:

                                  > To ożeń się z modliszką. Odgryza głowę na samym początku stosunku i potem nie m
                                  > a już co boleć.
                                  ----
                                  Od modliszek i bluszczy uchowaj nas Panie! :)
      • urquhart Re: Teoria podrywu 09.10.15, 18:10
        Sea.sea napisała:

        > rel="nofollow">stayfly.pl/2015/09/jak-nie-wpasc-we-friendzone/
        > To ciekawe jest i IMO prawdziwe.

        "Laski nie lecą na hajs, ciuchy, sześciopak, fryz na hitlerjugend, ani buźkę jak Zakościelny. Gdyby tak było, nie widywałbyś na ulicach mega sztuk z łysymi świniami w skórach z lumpeksu, ani z dresami bez dwójek. Kobiety przyciąga pewność siebie. "

        Trafne. Ale poniekąd blizej obserwacji i wniosków ML niż dyskusji o kulturystyce czy statusie :)
        • sea.sea Re: Teoria podrywu 09.10.15, 18:22
          Ja zawsze twierdziłam via autopsja, że dziewczyny lecą na pewność siebie i dobry bajer. Jak grzebnę w pamięci przypominając sobie eksów czy znajomych, którzy mieli zawsze wokół siebie wianuszek zapatrzonych panien, to mi wychodzi, że stanowczo wystarczy dobre gadane i nie ma nic do rzeczy ani hajs, ani sześciopak, ani żona :)
          • zombi135 Re: Teoria podrywu 10.10.15, 09:29
            sea.sea napisała:
            > Ja zawsze twierdziłam via autopsja, że dziewczyny lecą na pewność siebie i dobr
            > y bajer.

            Ten bajer to czasem sobie można odpuścić;) Mój brat w zasadzie nie jest przystojny, wydaje mi się że ja jestem bardziej. A zawsze miał powodzenie u kobiet i to do tego stopnia że nawet nie musiał się odzywać. Byłem raz z nim na takiej imprezie gdzie lekko podpita pani już zaczęła się o niego ocierać mimo że akurat tańczył ze swoją żoną a ona ze swoim mężem i z tego co wiem to nawet się nie znali. A przykładów świergolących do niego sprzedawczyń gdy tylko wejdzie do sklepu można by mnożyć. Może jest samcem Alfą nie wiem dla mnie to starszy brat trochę większy więc zawsze czuje się przy nim mały i może też takie i emocjonalnie chowam się w jego cieniu. Więc może wtedy bardziej góruje nad innymi jak ten Król lew - Pan stada.
        • hello-kitty2 Re: Teoria podrywu 09.10.15, 18:56
          urquhart napisał:

          > "Laski nie lecą na hajs, ciuchy, sześciopak, fryz na hitlerjugend, ani buźkę ja
          > k Zakościelny. Gdyby tak było, nie widywałbyś na ulicach mega sztuk z łysymi św
          > iniami w skórach z lumpeksu, ani z dresami bez dwójek. Kobiety przyciąga pewnoś
          > ć siebie. "
          >
          > Trafne. Ale poniekąd blizej obserwacji i wniosków ML niż dyskusji o kulturysty
          > ce czy statusie :)

          Sek w tym, ze hajs, fryz, sixpack i co tam jeszcze to tak naprawde maja za zadanie pomoc facetowi, zeby to on sie poczul pewnie przed laska. Takze to on ich bezposrednio potrzebuje, a nie ona (tj ona tylko posrednio). Ale tez nie mozna ich lekcewazyc, bo pewnosc siebie tez sie skad bierze.

          Co to sa dresy bez dwojek? ;)
          • sea.sea Re: Teoria podrywu 09.10.15, 18:58
            Pewnie bez zębów :)
          • kag73 Re: Teoria podrywu 09.10.15, 19:13
            hello-kitty2 napisała:

            > urquhart napisał:
            > Sek w tym, ze hajs, fryz, sixpack i co tam jeszcze to tak naprawde maja za zada
            > nie pomoc facetowi, zeby to on sie poczul pewnie przed laska. Takze to on ich b
            > ezposrednio potrzebuje, a nie ona (tj ona tylko posrednio). Ale tez nie mozna i
            > ch lekcewazyc, bo pewnosc siebie tez sie skad bierze.

            On jest taki madry ale jakby tak zebral do kupy wszystkich kolesi, to sam by sie zdziwil, ze z nog nie powala :( a jak sie chce kogosc "miec" to trzeba wybierac z tego co jest. I albo bierzesz co jest, albo jestes sama ;)
            Inna rzecz to taka, ze troche sie facet musi odwazyc, kto nie probuje, na pewno nie wyladuje;)
            Przeciez nikt za niego podrywla nie bedzie. A co mu doda pewnosci siebie to juz jego problem.
          • loppe Re: Teoria podrywu 09.10.15, 19:18
            Znałem faceta, który miał taką charyzmę że bez zębów i forsy miał - i to na lata - ładną dziewczynę prawie 30 lat młodszą. To się nazywa charyzma:)
            • loppe Re: Teoria podrywu 09.10.15, 19:31
              loppe napisał:

              > Znałem faceta, który miał taką charyzmę że bez zębów i forsy miał - i to na lat
              > a - ładną dziewczynę prawie 30 lat młodszą. To się nazywa charyzma:)

              To był artysta malarz i rzeźbiarz. Zapytałem go na co tę dziewczynę poderwał; odpowiedział - na sztukę.
              • loppe Re: Teoria podrywu 09.10.15, 19:37
                Gdy się poznawaliśmy powiedziałem mu, że był jedynym człowiekiem na balu halloweenowym, który po zdjęciu maski wyglądał właściwie tak samo jak w masce (a miał straszną maskę:).
              • wont2 Re: Teoria podrywu 09.10.15, 19:38
                loppe napisał:

                > To był artysta malarz i rzeźbiarz. Zapytałem go na co tę dziewczynę poderwał; o
                > dpowiedział - na sztukę.
                -------
                Dwudziestocentymetrową sztukę mięsa ;)

                PS. No i jak bezzębny to pewnie zajebiście minetkę robił - języczkiem i dziąsełkami.
                • kag73 Re: Teoria podrywu 09.10.15, 19:41
                  wont2 napisał:

                  > loppe napisał:
                  >
                  > > To był artysta malarz i rzeźbiarz. Zapytałem go na co tę dziewczynę poder
                  > wał; o
                  > > dpowiedział - na sztukę.
                  > -------
                  > Dwudziestocentymetrową sztukę mięsa ;)
                  >
                  > PS. No i jak bezzębny to pewnie zajebiście minetkę robił - języczkiem i dziąseł
                  > kami.

                  A mnie zaraz przyszla do gowy "sztuka kochania";))
                  No ale rzezbiarz i malarz zapewne potrafil studiowac anatomie ;)
                  >
                  >
                • loppe Re: Teoria podrywu 09.10.15, 19:43
                  A jeszcze miał taki głos jak Himilsbach i yyyyaaak odpowiedział to krótkie: "Na sztukę" to było czego posłuchać:). Zakumplowaliśmy się, co niestety oznaczało że ja płaciłem za wódkę przy barze za każdym razem kiedy się spotkaliśmy.
                  • loppe Re: Teoria podrywu 09.10.15, 19:49
                    loppe napisał:

                    > A jeszcze miał taki głos jak Himilsbach i yyyyaaak odpowiedział to krótkie: "Na
                    > sztukę" to było czego posłuchać:). Zakumplowaliśmy się, co niestety oznaczało
                    > że ja płaciłem za wódkę przy barze za każdym razem kiedy się spotkaliśmy.

                    Ale za to przedstawił mnie m.in. b. znanemu reżyserowi i b. znanemu muzykologowi, bo znał prawie wszystkich w artystycznej Wwie. Z tym muzykologiem też się zakumplowaliśmy i nawet on mi piwo stawiał.
                    • loppe Re: Teoria podrywu 10.10.15, 18:08

                      > loppe napisał:
                      >
                      > > A jeszcze miał taki głos jak Himilsbach i yyyyaaak odpowiedział to krótki
                      > e: "Na sztukę" to było czego posłuchać.

                      Ale to nie było moje najlepsze pytanie: "na co ją poderwałeś", bo to nie był żaden podryw, oni się naprawdę pokochali i nawet dziś gdy jest już nad grobową deską, ona dba o niego, choć się nie pobrali. Bardzo kulturalny facet, mimo tego wyglądu i głosu.
              • marek.zak1 Re: Teoria podrywu 09.10.15, 19:38
                loppe napisał:

                > loppe napisał:

                > To był artysta malarz i rzeźbiarz. Zapytałem go na co tę dziewczynę poderwał; o dpowiedział - na sztukę.
                ----------------------------------------------------
                Akurat wracam do Warszawy. Syn prowadzi. Na otwarciu fabryki był koncert W. Malickiego. Zagrał jeden utwór i powiedział: ,,zacząłem delikatnie, a skończyłem ostro - tak jak lubią kobiety". Jaki trafne powiązanie sztuki i kobiet :).
                • loppe Re: Teoria podrywu 09.10.15, 19:44
                  marek.zak1 napisał:

                  > loppe napisał:
                  >
                  > > loppe napisał:
                  >
                  > > To był artysta malarz i rzeźbiarz. Zapytałem go na co tę dziewczynę poder
                  > wał; o dpowiedział - na sztukę.
                  > ----------------------------------------------------
                  > Akurat wracam do Warszawy. Syn prowadzi. Na otwarciu fabryki był koncert W. Mal
                  > ickiego. Zagrał jeden utwór i powiedział: ,,zacząłem delikatnie, a skończyłem
                  > ostro - tak jak lubią kobiety". Jaki trafne powiązanie sztuki i kobiet :).

                  Malicki zawsze bardzo dowcipny. Szerokiej drogi!
                  • marek.zak1 Re: Teoria podrywu 09.10.15, 19:48
                    loppe napisał:

                    > Malicki zawsze bardzo dowcipny. Szerokiej drogi!
                    ------------------------------------------------------
                    Był super. Sandomierz. Jeszcze 200 KM. A jutro rano do córki do Berlina na weekend :).
                    A nowa fabryka Olimpu imponująca.
                    • loppe Re: Teoria podrywu 09.10.15, 19:52
                      marek.zak1 napisał:

                      > loppe napisał:
                      >
                      > > Malicki zawsze bardzo dowcipny. Szerokiej drogi!
                      > ------------------------------------------------------
                      > Był super. Sandomierz. Jeszcze 200 KM. A jutro rano do córki do Berlina na week
                      > end :).
                      > A nowa fabryka Olimpu imponująca.

                      Jest więc dużo ruchu, podziwiam! W Sandomierzu byłem kiedyś odebrać z aresztu wojskowego sapera który uciekał z jednostki. Zjadłem kolację w restauracji przy rynku wraz z towarzyszącym mi kapralem. Bardzo ciekawie się to potoczyło, kiedyś opowiem.
                      • loppe Re: Teoria podrywu 09.10.15, 21:33
                        Z Homo Zodiacus, bo właśnie przeglądam, archetypiczne, skrótowe reakcje na wyrzucenie na bezludną wyspę:
                        Baran: I co ja tu będę robił? (akcja i energia znaku)
                        Byk: Ładny kawałek ziemi jest mój (lubi posiadanie i komfort)
                        Bliźnięta: Poszukam, może ktoś tu jest? (B. towarzyskie i rozmowne)
                        Rak: Mamusia będzie się martwić (uczucia, troska)
                        Lew: Jest tu Piętaszek? (potrzebuje splendoru)
                        Panna: Zastanówmy się (analiza i praktyczność)
                        Waga: Ślicznie tutaj
                        Skorpion: Jedyny problem to brak kobiet
                        Strzelec: Jakoś to będzie
                        Koziorożec: Trzeba zbudować solidny dom
                        Wodnik: Sytuacja robi się ciekawa
                        Ryby: płacz
                        • loppe Re: Teoria podrywu 10.10.15, 08:18
                          Co w przypadku Strzelca wyraża optymizm ludzi tego znaku
                    • ninek04 Re: Teoria podrywu 09.10.15, 20:44

                      >A nowa fabryka Olimpu imponująca. <

                      Zmodernizowali starą, czy wybudowali nową? -Tak,czy siak,interes musi iść dobrze, skoro się rozwijają, choć szkoda, że większość tego,co tam tłuką,to jednak suplementy. :)
          • urquhart Re: Teoria podrywu 09.10.15, 20:14
            > Sek w tym, ze hajs, fryz, sixpack i co tam jeszcze to tak naprawde maja za zada
            > nie pomoc facetowi, zeby to on sie poczul pewnie przed laska. Takze to on ich b
            > ezposrednio potrzebuje, a nie ona (tj ona tylko posrednio). Ale tez nie mozna i
            > ch lekcewazyc, bo pewnosc siebie tez sie skad bierze.

            Dokladnie to pokazuje K Barry w likowanej przeze mnmnie wczesniej Magii Umysłu. Podnosi gościowi pewnosc siebie przez wzięcie ryzyka (testoseron) i mimo ze facet ma te same atuty staje sie skuteczny

            > Co to sa dresy bez dwojek? ;)
            Dresiarz bez zębów przednich

            vignette4.wikia.nocookie.net/nonsensopedia/images/6/6e/Miledresy.jpg/revision/latest?cb=20081107212154
            • hello-kitty2 Re: Teoria podrywu 09.10.15, 20:54
              urquhart napisał:

              > Podnosi gościowi pewnosc siebie przez wzięcie ryzyka (testoseron) i mimo ze fa
              > cet ma te same atuty staje sie skuteczny

              Pozwol, ze powtorze:
              Testosteron podnosi facetowi pewnosc siebie. A testosteron wydzieli sie, gdy facet zaryzykuje.

              Dobrze zrozumialam?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka