glamourous
17.12.15, 00:00
Nieco zirytowana rozwojem wypadkow w moim aktualnym romansie, rozwijam mysl z mojego wpisu w ktoryms z aktualnych watkow. Ano kiedys bylo tak fajnie, zdrowo i normalnie, bo towar do sprzedania musial byc wylozony na lade , wzglednie powieszony na haku z tylu za ekspedientka (w wersji z miesnego) zeby klient go wzial w celu konsumpcji. Na porzadku dziennym bylo tez ogladanie, wachanie, oraz macanie, po ktorym za towar czesto-gesto trzeba bylo zaplacic, bo dotkniete uwazalo sie za sprzedane jezeli sprzedawczyni okazala sie upierdliwa. Ale wszystkim rzadzil real i autentyzm, a flirt opieral sie prawdziwych wrazeniach wizualnych, dotykowych, feromonalnych i na naturalnym narastaniu napiecia oraz chemii ad personam.
Dzisiaj koniecznie musi byc trailer, czyli zajawka, czyli obrazek na zachete. Trzeba obowiazkowo zareklamowac swoj produkt w pikselach, bo - pomimo ze klient i tak chce go kupic - to MUSI miec wirtualny support. Juz na poczatku obiecujacej - zawartej, przypominam, w realu - znajomosci pada niesmiertelne "wyslij mi jakies zdjecie do poduszki". I w tym momencie dla mnie zaczyna sie poczatek zonka. Bo zazwyczaj osoba (tu konkretnie ja) poproszona o zdjecie nie ma czasu nawet sie do tej prosby ustosunkowac, a juz zostaje zbombardowana na zachete cala miriada jakichs strasznych samojebek typu srednio czyste lustro, poza, balagan w tle i jakis nagi kawalek ciala bez glowy przeswietlony flashem.
Ludzie kochani, to ma byc podniecajace??? Czy to ja jestem taka odschoolowa, ze wole autentyzm, magie, tajemnice i powolne odkrywanie sie nawzajem? Ze wole jak iskry przeskakuja same, prowokowane autentycznym kontaktem, stopniowaniem napiecia, spontanicznym przeplywem energii, niedopowiedzeniem, jakas fantazja, uslyszeniem swojego glosu w sluchawce...? Nie zycze sobie zeby ktos bombardowal mnie na dzien dobry (czy tam na dobranoc) zdjeciami przeswietlonego fiuta w erekcji, czy jakiegos bladego torsu bez glowy. Przeciez to jest totalnie aseksualne, mi na przyklad wszystko wtedy opada i kompletnie odechciewa mi sie seksu czy nawet kontynuowania obiecujacej znajomosci po takich z bozej laski zajawkach. Kompletnie mnie to nie podnieca i cale zainteresowanie facetem mi sie wygasza do zera.
To juz bym chyba wolala, zeby towar wisial na haku za ekspedientka... :/
Tez tak macie, czy lubicie?