Dodaj do ulubionych

Kto się boi leniwych kobiet?

15.01.16, 19:44
Trochę mnie zirytowała kolejna próba hejtu na kobietę "pracującą w domu" - to określenie używane przez zastraszoną grupę kobiet bojącą się oskarżeń o lenistwo, podczas gdy statystyczny chłop nie kryje że jego jedynym życiowym marzeniem jest " cały dzień leżeć i pierdolić dziwki" mówiąc słowami poety, kobieta musi odgrywać rolę Zosi samosi, pracowitej sroczki która lenić się nie umie a zapier.. Chce i lubi ponad wszystko. Nie bywa leniwym, ekscentrycznym geniuszem. Nie bywa bezwstydną trutnią (nie ma rodzaju żeńskiego do truteń, leń), nie bywa klasą posiadającą. Nie, bywa pszczółką: jedną ręką prowadzi telekonferencję z klientem, drugą miesza konfitury, a trzecią ćwiczy to co jej perfekcyjna pani domu zadała na weekend. Mówię wam - bullshit. Czas przestać przepraszać że się ma i że się do góry kołami leży. I oczywiście kobieta w domu - podejmująca ten bardziej lub mniej angażujący etap - komu, no? Komu stoi ością w gardle?
Proszę, co wam się nie podoba w gospodyniach domowych, w boginiach domowego ogniska, pełnoetatowych matkach, utrzymankach itd. Nazw jest setki. Czemu to dla tak wielu kobiet taki wstyd? Praca zawodowa dla większości kobiet to nie jest droga do niezależności - wedle mediany zarobków np., jednak wybór dobra rzecz. Martwi mnie przegięcie pały w stronę drugą: Stygmatyzacja gospodyń domowych, pań domu. O co wam ludzie gula rośnie i ocieka jadem gdy ktoś się tak z mężczyzną umówi?
Obserwuj wątek
    • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 15.01.16, 20:04
      A niech się umawiają, byle nie ze mną. Tyle, że najczęściej (piszę widząc po moich znajomych), że nikt się z nikim nie umawia, tylko tak jakoś wychodzi. Najpierw ambitna kobieta, potem mąż, potem dziecko, ciąże wiadomo w XXI są generalnie zagrożone, potem dzidziuś, potem małe dzieciątko, które strach oddać w brudne łapy niańki, potem drugie dziecko, a potem to już nie ma dla mnie pracy w zawodzie :)

      No, takich "poetów" to ja lubię!
      www.youtube.com/watch?v=DroDP8qBdQU
      • that.bitch.is.sick Re: Kto się boi leniwych kobiet? 15.01.16, 20:22
        Masz dzidziusiowo pieluchową traumę?. I znowu wnioski oparte o obserwacje znajomych:). Więc znajomi przeciw znajomym. Znam szczęśliwych tatusiów - autentycznie od ucha do ucha:) teraz pewnie lepią bałwany. I w tych związkach z kilkorgiem dzieci - autentycznie lepiej się sprawia podział - ty dajesz kasę, ja obrabiam dom i przychówek. niż wszyscy miotają się między babcią żłobkiem opiekunką i poczuciem winy:)
        • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 15.01.16, 20:57
          that. bitch.is.sick napisała
          >w tych związkach z kilkorgiem dzieci - autentycznie lepiej się sprawia podział - ty dajesz kasę, ja obrabiam dom i przychówek. niż wszyscy miotają się między babcią żłobkiem opiekunką i poczuciem winy:)<

          I jeśli tym kobietom taki układ odpowiada, to nie ma o co się czepiać za bardzo, rzecz w tym, że nie każda będzie usatysfakcjonowana takim podziałem i spełnianiem się tylko w roli perfekcyjnej pani domu i mamusi.Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że poczucie winy z powodu zostawienia dziecka pod inną opieką i pójścia do pracy na pełny etat jest tylko na początku, potem wszystko wraca do normy i w zasadzie nic nie dzieje się kosztem dziecka i nie kończy wyrzutami sumienia ze strony matki, ten czas adaptacji do nowych warunków nie jest znowu aż tak długi.
          • that.bitch.is.sick Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 00:33
            ninek04 napisała:

            > that. bitch.is.sick >
            > I jeśli tym kobietom taki układ odpowiada, to nie ma o co się czepiać za bardzo
            > , rzecz w tym, że nie każda będzie usatysfakcjonowana takim podziałem i spełnia
            > niem się tylko w roli perfekcyjnej pani domu i mamusi.Ze swojego doświadczenia
            > mogę powiedzieć, że poczucie winy z powodu zostawienia dziecka pod inną opieką
            > i pójścia do pracy na pełny etat jest tylko na początku, potem wszystko wraca d
            > o normy i w zasadzie nic nie dzieje się kosztem dziecka i nie kończy wyrzutami
            > sumienia ze strony matki, ten czas adaptacji do nowych warunków nie jest znowu
            > aż tak długi.

            Gdy Cię czytam to mam wrażenie, że twoja mowa pełna jest wyświechtanych frazesów rodem z pisemek dla " nowoczesnych" pań, pierdolisz sorry koleżanko. Skąd możesz wiedzieć w jakiej roli spełnia się niepracująca zawodowo kobieta? W jakim zwierciadle ci napisali że jest tylko niańką czy kucharką? Kto ci wmówił że tylko działalność zarobkowa jest wartościowa? Albo że tylko etat? kto ci powiedział że " kobieta w roli zawodowej " się spełnia? A może się intelektualnie degraduje na przykład? Każda kobieta? I skąd wiesz czy ten istnieje coś takiego jak "okres adaptacji" dziecka i matki do bycia rozdzielonymi? To że ty nie czujesz wyrzutów sumienia, czy zabiłaś je w sobie, o niczym nie świadczy i co się dzieje kosztem dziecka to skąd do nędzy Ty, Pani stereotyp możesz o tym wiedzieć? Dziecko chyba Cię oceni, jak dorośnie, podobnie jak schematy myślowe w których żyjesz.
            Ostatnia sprawa jest taka że większość kobiet pracuje z ekonomicznej konieczności, a nie jak w serialu - " żeby się spełniać". Naprawdę niewielu mężczyzn w naszym kraju stać na wspomniany układ. Proponuję prześledzić dane o zarobkach.
            • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 07:05
              Właśnie o to chodzi, ilu ludzi stać na to, biorąc pod uwagę realia zarobkowe, by jedna osoba w związku mogła sobie pozwolić na nie podejmowanie pracy zarobkowej? No raczej mało kogo. Ale mam na myśli również to,że jeśli taki układ, gdzie kobieta nie pracuje,albo nie pracowała prawie wcale posypie się, to będzie jej o wiele trudniej wejść w nowe realia, niż takiej, która w takim schemacie tkwi na codzień. To,że żyli długo i szczęśliwie to chyba tylko w tych ckliwych serialach się zdarza, a w życiu nic nie jest pewne,jak się posypie, to ja przynajmniej wiem, że moje dzieci głodne chodzić nie będą. Ja nie twierdzę, że kobieta niepracująca nie jest spełniona, a ta aktywna zawodowo jest,ale mam swoje zdanie na ten temat, podobnie, jak Ty masz swoje. Może to kwestia środowiska społecznego, z którym się stykam,ale przeważnie powtarza się jeden schemat-kobieta szybko chce wyjść za mąż, potem zaraz jest w ciąży, około 3 miesiąca idzie na zwolnienie do końca ciąży, i już do tej pracy najczęściej nie wraca, choć mogłaby teoretycznie, bo dzieckiem mialby kto się opiekować.A w międzyczasie narzeka, jak jej ciężko, bo żyją tylko z pensji męża, a ona nie ma na nic czasu,bo dziecko,bo dom i wszystko na jej głowie.Jasne, to jej prawo i wybór, skoro jej tak pasuje i tak woli, ale skoro tak wybrała, to niech nie ględzi, jak jej źle.
            • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 10:20
              that.bitch.is.sick napisała:

              > nych frazesó
              > w rodem z pisemek dla " nowoczesnych" pań, pierdolisz sorry koleżanko. Skąd możesz wiedzieć w jakiej roli spełnia się niepracująca zawodowo kobieta? W jakim zwierciadle ci napisali że jest tylko niańką czy kucharką? Kto ci wmówił że tylk o działalność zarobkowa jest wartościowa? Albo że tylko etat? kto ci powiedział że " kobieta w roli zawodowej " się spełnia? A może się intelektualnie degraduje na przykład?
              =======================================

              No wreszcie ktoś potwierdził, że 90% prac to prace proste, generalnie degradujące intelektualnie. Kolorowe pisma prace dla kobiety utożsamiają z zawodem dziennikarki, aktorki, czy bizneswoman. To robota kapitalistów, którzy chcieli mieć tanią siłę roboczą i wmówili kobietom, że sens życia leży w pracy. Może i tak jest ale dotyczy to tych 10%. Reszta zapierdala wykonując proste często odmóżdżające pracy bo musi.
              • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 10:29
                marek.zak1 napisał:

                > No wreszcie ktoś potwierdził, że 90% prac to prace proste, generalnie degradują
                > ce intelektualnie. Kolorowe pisma prace dla kobiety utożsamiają z zawodem dzien
                > nikarki, aktorki, czy bizneswoman. To robota kapitalistów, którzy chcieli mieć
                > tanią siłę roboczą i wmówili kobietom, że sens życia leży w pracy. Może i tak
                > jest ale dotyczy to tych 10%. Reszta zapierdala wykonując proste często odmóżdż
                > ające pracy bo musi.
                ------
                Ale dzięki nawet takim "prostym i generalnie degradującym intelektualnie" pracom, kobieta jest s a m o d z i e l n a. Nie jest zdegradowana do roli potencjalnego podnóżka pana i władcy, zdana na łaskę dostarczyciela środków do życia. I jeśli się w jej związku coś spierdoli to może po prostu odejść. A jak jest kurą domową, bez możliwości samodzielnego utrzymania się, to niestety jest to dużo bardziej utrudnione. Kilka dni temu przeczytałem w necie, że jakiś dom samotnej matki błaga o kilka ton węgla, bo kończy im się opał.

                Poza tym, bądźmy szczerzy - kura domowa to nie zawód jest, to mentalność.
                • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 10:44
                  wont2 napisał:


                  > Ale dzięki nawet takim "prostym i generalnie degradującym intelektualnie" pracom, kobieta jest s a m o d z i e l n a. Nie jest zdegradowana do roli potencjalnego podnóżka pana i władcy, zdana na łaskę dostarczyciela środków do życia. I jeśli się w jej związku coś spierdoli to może po prostu odejść.
                  =======================================================
                  Woint, żona z racji prawa dysponuje w taki sam sposób wszystkimi środkami rodziny, w tym zarobkami, jak mąż. Wyjątkiem są spadki, [przedmioty osobiste i nagrody specjalne.
                  Jeśli więc jedna ze stron ogranicza te prawa, przywłaszczając sobie, z racji powiedzmy zarobków, środki rodziny, jest przestępcą. To tak jakbyś pisał, że kobieta powinna ćwiczyć, bo facet, jako silniejszy, może ją bić, wykorzystując fizyczną przewagę.
                  • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 11:03
                    marek.zak1 napisał:

                    > Woint, żona z racji prawa dysponuje w taki sam sposób wszystkimi środkami rodzi
                    > ny, w tym zarobkami, jak mąż. Wyjątkiem są spadki, [przedmioty osobiste i nagro
                    > dy specjalne.
                    > Jeśli więc jedna ze stron ogranicza te prawa, przywłaszczając sobie, z racji po
                    > wiedzmy zarobków, środki rodziny, jest przestępcą. To tak jakbyś pisał, że ko
                    > bieta powinna ćwiczyć, bo facet, jako silniejszy, może ją bić, wykorzystując fi
                    > zyczną przewagę.
                    ----
                    Coś mi wcięło wpis, więc jeszcze raz - teoria teorią a realiom cały czas bliżej do "Placu Zbawiciela".

                    www.youtube.com/watch?v=pDcFQPaNaQk
                    Gdybym kiedykolwiek miał córkę (odpukać w niemalowane) to uczyłbym ją, że musi być samodzielna, musi umieć się sama utrzymać i nie być zależna od mężczyzny. Po to, aby w razie czego (odpukać w niemalowane) móc, mieć w ogóle taką możliwość, trzasnąć drzwiami od zewnątrz.
                    • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 11:10
                      wont2 napisał:
                      > Gdybym kiedykolwiek miał córkę (odpukać w niemalowane) to uczyłbym ją, że musi być samodzielna, musi umieć się sama utrzymać i nie być zależna od mężczyzny. Po to, aby w razie czego (odpukać w niemalowane) móc, mieć w ogóle taką możliwość, trzasnąć drzwiami od zewnątrz.
                      > ==============================================
                      teoretyzujesz. ja mam 2 dorosłe córki, które pracują a czy trzaskają czy nie, to zależy tylko od ich charakteru i wzajemnych relacji z facetem.
                      A posiadanie córki jest zupełnie fantastyczne. Zawsze jest twoja i zawsze Cie kocha. Teraz jadę do Berlina do jednej z nich :).

                      • sea.sea Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 11:16
                        Nie trzeba mieć córek ani samemu mieć cycków, żeby wiedzieć, że jak ktoś się nie ma sam za co utrzymać, to będzie się średnio wyrywał do rozstania, na tym się przecież zasadza skuteczność przemocy ekonomicznej.
                        • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 11:24
                          sea.sea napisała:

                          > Nie trzeba mieć córek ani samemu mieć cycków, żeby wiedzieć, że jak ktoś się nie ma sam za co utrzymać, to będzie się średnio wyrywał do rozstania, na tym się przecież zasadza skuteczność przemocy ekonomicznej.
                          ==============================================
                          Jeśli piszesz o przemocy, czy szantażu, piszesz o przestępstwie, tak samo jak o przemocy fizycznej. W przypadku rozstania środki dzieli się na pół.
                          >
                          • sea.sea Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 11:36
                            Masz jakieś statystyki na temat karalności tego typu przestępstwa? :)))) Co można ugrać w sądzie i po jakim czasie, w przypadku, gdy małżonek wylicza niepracującej kobiecie pieniądze na podpaski? :))) Kurna, przecież w Polsce ciężko wyegzekwować alimenty na dzieci, które się należą jak psu micha, no już widzę, jak przemocowy mąż radośnie się godzi na oddanie porzucającej go żonie połowy majątku :)))
                            • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 11:40
                              sea.sea napisała:

                              > Masz jakieś statystyki na temat karalności tego typu przestępstwa? :)))) Co można ugrać w sądzie i po jakim czasie, w przypadku, gdy małżonek wylicza niepracującej kobiecie pieniądze na podpaski?
                              =========================================
                              Masz jakieś statystyki o przemocy psychicznej nad facetami i ich upokarzaniu przez kobiety?
                              >
                              • sea.sea Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 11:48
                                A jaki to ma związek z tematem? To Ty tutaj podnosisz argument, że niedzielenie się majątkiem z małżonkiem, to przestępstwo - jakby sam fakt nazwania tego przestępstwem cokolwiek zmieniał i magicznym sposobem sprawiał, że wszyscy stosujący przemoc ekonomiczną lub mający niepracującego zawodowo, zależnego ekonomicznie małżonka, lecą z pieśnią na ustach oddawać mu połowę swojego majątku po rozstaniu.
                                • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 11:55
                                  sea.sea napisała:

                                  > A jaki to ma związek z tematem? To Ty tutaj podnosisz argument, że niedzielenie
                                  > się majątkiem z małżonkiem, to przestępstwo - jakby sam fakt nazwania tego przstępstwem cokolwiek zmieniał i magicznym sposobem sprawiał, że wszyscy stosujący przemoc ekonomiczną lub mający niepracującego zawodowo, zależnego ekonomicznie małżonka, lecą z pieśnią na ustach oddawać mu połowę swojego majątku po rozstaniu.
                                  =====================================
                                  Cały czas mylisz pojęcia. Majątek jest wspólny bez względu na to, kto pracował. Poza tym żale kobiet sa głośne, a jeśli kobieta stosuje przemoc, o tym nie wie NIKT. Stąd opinia, że to faceci sa źl, a kobiety krzywdzone.i. Ludzie lubią świat czarno-biały.
                                  • sea.sea Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 12:21
                                    Marku, skoncentruj się, dasz radę! Idziesz w ciężki offtop, bo temat nie jest o tym, kto stosuje więcej przemocy i jakie ponosi z tego tytułu konsekwencje, a o tym, że jak nie masz pieniędzy na WŁASNYM koncie i nie zarobkujesz, to masz problem z wyjściem ze związku, w którym ktoś Cię utrzymywał, jeśli ten ktoś nie jest w nastroju (a najczęściej nie jest), oddawać ci po rozstaniu połowy majątku, mimo, że ten majątek według prawa należy w połowie także do osoby niezarobkującej, jeśli jest małżonkiem. Możesz się z nim wtedy bujać w sądzie i może nawet coś ugrać, tyle, że to trwa, a przez ten czas coś jeść i gdzieś mieszkać jednak trzeba.
                                    • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 12:42
                                      Mnie wkurwiają niepracujące żony i siedzące z dziećmi mamuśki. Sama kiedyś byłam jedną i drugą. Mam nadzieję że nie kwękałam wtedy jak bardzo nie mam czasu na nic i nie udostępniałam na FB sucharów jak ciężkie jest bycie mamą na cały etat. I dlaczego do cholery mają prawo do emerytury męża???
                                      • jesod Mnie wkurwiają 16.01.16, 13:42
                                        zawle napisała:
                                        > Mnie wkurwiają niepracujące żony i siedzące z dziećmi mamuśki.

                                        Co Ty powiesz...?! Mnie nie wkurwiają, bo... to nie moja sprawa zaprowadzać sprawiedliwość świra.
                                        Nie Twoje małpy, nie Twój cyrk, więc... o co Ci biega?

                                        zawle napisała:
                                        > I dlaczego do cholery mają prawo do emerytury męża???

                                        A dlaczego mają nie mieć tego prawa?
                                        Coś w Cię w dupę uwiera z tego powodu?
                                        Czy też... chciałabyś wspaniałomyślnie i z gestem wyposażyć mężów, którzy zeszli z tego świata, w świadczenia na drugim brzegu?
                                        • zawle Re: Mnie wkurwiają 16.01.16, 15:23
                                          jesod napisała: > Co Ty powiesz...?! Mnie nie wkurwiają, bo... to nie moja sprawa zaprowadzać spr
                                          > awiedliwość świra.
                                          > Nie Twoje małpy, nie Twój cyrk, więc... o co Ci biega?

                                          pytanie było, to jest odpowiedź, ale parafrazując Ciebie.. nie Twoja sprawa, nie Twój cyrk.

                                          > A dlaczego mają nie mieć tego prawa?
                                          > Coś w Cię w dupę uwiera z tego powodu?
                                          > Czy też... chciałabyś wspaniałomyślnie i z gestem wyposażyć mężów, którzy zeszl
                                          > i z tego świata, w świadczenia na drugim brzegu?

                                          na drugi brzeg idzie się gołym a wcześniej wyposaża żonę nie pracującą.
                                          • jesod Re: Mnie wkurwiają 16.01.16, 22:33
                                            zawle napisała:
                                            > pytanie było, to jest odpowiedź, ale parafrazując Ciebie.. nie Twoja sprawa, ni
                                            > e Twój cyrk.

                                            No, fakt. Co mnie obchodzi Twoje wkurwienie? Nic, zupełnie nic.
                                            Jedyne co mnie zainteresowało to... to, że musisz to obwieszczać innym. Na co liczysz? Na poparcie swojego wkurwienia, czy też przekonanie, że tak przy okazji jego nagłaśniania kogoś do niego przekonasz i będzie wkurwiony razem z Tobą. Wsparcia szukasz?

                                            zawle napisała:
                                            > na drugi brzeg idzie się gołym a wcześniej wyposaża żonę nie pracującą.

                                            A co...? Dwie byłe żony puściły Ciebie w skarpetkach i ... stąd ta gorycz oraz poczucie niesprawiedliwości?
                                            • zawle Re: Mnie wkurwiają 16.01.16, 22:47
                                              jesod napisała: > A co...? Dwie byłe żony puściły Ciebie w skarpetkach i ... stąd ta gorycz oraz
                                              > poczucie niesprawiedliwości?

                                              Nie, uważam na natomiast że powinnaś wrócić tam skąd Cię wypuścili.
                                              • jesod Re: Mnie wkurwiają 16.01.16, 23:01
                                                zawle napisała:
                                                > Nie, uważam na natomiast że powinnaś wrócić tam skąd Cię wypuścili.

                                                Niespecjalnie interesuje mnie co uważasz. Właściwie... to jest zupełnie dla mnie nieistotne.
                                                Rejestruję jednak, że poziom agresji rośnie. Czyżby samodzielność Ci zaszkodziła...? Niedobrze się tak wkurwiać na inne kobiety, przecież złość piękności szkodzi.
                                      • that.bitch.is.sick Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 20:24
                                        zawle napisała:

                                        > Mnie wkurwiają niepracujące żony i siedzące z dziećmi mamuśki. Sama kiedyś była
                                        > m jedną i drugą. Mam nadzieję że nie kwękałam wtedy jak bardzo nie mam czasu na
                                        > nic i nie udostępniałam na FB sucharów jak ciężkie jest bycie mamą na cały eta
                                        > t. I dlaczego do cholery mają prawo do emerytury męża???
                                        >

                                        Ale dlaczego Cię wkurwiają? Gdy obie strony zadowala taka sytuacja ( bądź jest znośna), co w niej widzisz nieprawidłowego? I co ci do czyjejś emerytury, gdy chce ją dać żonie?
                                        Nie rozumiem czemu wszystko podciągasz pod analogie ze swojego życia, fakt że odeszłaś od faceta z jakiegoś powodu, nie czyni wszystkich kobiet które są z facetami, godnymi pożałowania. Cóż to za argumentacja? Gdybyś nadal była z facetem, rozumiem że godne pożałowania byłyby te, które się na facetów i związki obraziły. Musisz utwierdzać się w słuszności swojego wyboru kosztem spaczonej percepcji? Istnieją szczęśliwe tego typu związki, więc może nie byłaś akurat TAKĄ kobietą. Ogólnie musisz sobie uświadomić że nie jesteś every woman zawle, widzę że masz z tym problem.
                                        • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 20:37
                                          that.bitch.is.sick napisała: > Ale dlaczego Cię wkurwiają? Gdy obie strony zadowala taka sytuacja ( bądź jest
                                          > znośna), co w niej widzisz nieprawidłowego? I co ci do czyjejś emerytury, gdy c
                                          > hce ją dać żonie?

                                          Bo to niesprawiedliwe. ja chciałabym swoją emeryturę oddać swojej ciotce, ale nie mam takiego prawa. To mnie wkurwia.

                                          > Nie rozumiem czemu wszystko podciągasz pod analogie ze swojego życia, fakt że
                                          > odeszłaś od faceta z jakiegoś powodu, nie czyni wszystkich kobiet które są z fa
                                          > cetami, godnymi pożałowania. Cóż to za argumentacja? Gdybyś nadal była z facete
                                          > m, rozumiem że godne pożałowania byłyby te, które się na facetów i związki obra
                                          > ziły.

                                          A ja nie rozumiem czemu moje uważasz że moje życie prywatne podciągasz pod moje poglądy? Bo coś o sobie mówię? I jedno można połączyć z drugim? Czy to nie zbyt proste? I skąd wniosek że kobiety będące w związku są według mnie godne pożałowania?

                                          Musisz utwierdzać się w słuszności swojego wyboru kosztem spaczonej perce
                                          > pcji? Istnieją szczęśliwe tego typu związki, więc może nie byłaś akurat TAKĄ ko
                                          > bietą. Ogólnie musisz sobie uświadomić że nie jesteś every woman zawle, widzę ż
                                          > e masz z tym problem.

                                          Tak też nie uważam. Ludzi mają różne priorytety. Dla jednych jest to pełna rodzina, dla innych poświęcanie się innym, jeszcze inni wybiorą samodzielność czy kasę. Nie zamierzam jednak wznosić pieśni pochwalnych dla wartości których ja nie preferuje i udawać że nie mają swoich ciemnych stron tylko dlatego że są cudze.
                                          • that.bitch.is.sick Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 21:41
                                            zawle napisała:

                                            > >
                                            > Bo to niesprawiedliwe. ja chciałabym swoją emeryturę oddać swojej ciotce, ale n
                                            > ie mam takiego prawa. To mnie wkurwia.
                                            >
                                            To chyba pretensja do kształtu systemu ubezpieczeń społecznych, że uprzywilejowuje jakiś typ relacji rodzinnych, a nie do kobiet które z tego świadczenia korzystają. Pomyłka adresu. Widocznie ustawodawca widzi uzasadnienie w tego typu współwłasności : męża i żony, nie widzi u ciotki i bratanicy( siostrzenicy).
                                            Masz prawa obywatelskie, masz prawo założyć partię ruch społeczny - postulujący małżeństwa między ciotką a bratanicą, tudzież takie dziedziczenie świadczeń. Jeśli dostateczna liczba ludzi będzie widziała uzasadnienie...tak to działa. Nadal nie rozumiem niechęci do kobiet, czy innych grup z powodu posiadania konkretnych uprawnień. Mam nie lubić matek bo nie będę nigdy miała szansy skorzystać z macierzyńskiego?

                                            Poproszę jakieś sensowne wyjaśnienia.
                                            • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 22:45
                                              that.bitch.is.sick napisała: > To chyba pretensja do kształtu systemu ubezpieczeń społecznych, że uprzywilejo
                                              > wuje jakiś typ relacji rodzinnych, a nie do kobiet które z tego świadczenia kor
                                              > zystają.


                                              Brawo Bitch!! Super że sam na to wpadłaś, na pewno nie przyszłoby mi do głowy żeby komukolwiek to tłumaczyć:))
                                              • that.bitch.is.sick Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 23:03
                                                zawle napisała:

                                                > >
                                                >
                                                > Brawo Bitch!! Super że sam na to wpadłaś, na pewno nie przyszłoby mi do głowy ż
                                                > eby komukolwiek to tłumaczyć:))

                                                Tylko szkoda że twoje wkurwienie na system i twoje przeżycia którymi raczyłaś się dzielić, nijak się mają do tytułu, podtytułu wątku, jego treści i mojego pytania. Masz jeszcze potem pretensje że ktoś ci tłumaczy ten bezsens ? Co wy tam pijecie w tym archeo:)?

                                                Don't hate what you can't imitate.
                                            • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 23:00
                                              >Nadal nie rozumiem niechęci do kobiet, czy innych grup z powodu posiadania konkretnych uprawnień. Mam nie lubić matek bo nie będę nigdy miała szansy skorzystać z macierzyńskiego?

                                              Poproszę jakieś sensowne wyjaśnienia.<

                                              Niech nie jęczą na okrągło, ile to mają obowiązków, bo w porównaniu z matkami pracującymi ich jęki i zawodzenia wypadają blado. A poza tym, niech będą łaskawe nie raczyć innych, często postronnych słuchaczy, jednymi i tymi samymi opowieściami, że dziecko się posrało, albo dostało kataru, a męża to ciągle nie ma i one już nie wyrabiają.
                                              • that.bitch.is.sick Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 23:10
                                                ninek04 napisała:

                                                > >>
                                                > Niech nie jęczą na okrągło, ile to mają obowiązków, bo w porównaniu z matkami p
                                                > racującymi ich jęki i zawodzenia wypadają blado. A poza tym, niech będą łaskawe
                                                > nie raczyć innych, często postronnych słuchaczy, jednymi i tymi samymi opowieś
                                                > ciami, że dziecko się posrało, albo dostało kataru, a męża to ciągle nie ma i o
                                                > ne już nie wyrabiają.

                                                O żesz w mordę. Niech się suki czołgają, zamkną i mają jak najgorzej.:) a jak usłyszycie z zawle że taką rzucił chłop z trójką dzieci i noga jej się powinęła to odtańczycie taniec radości przy ognisku. Tak, z pewnością twoja " niezależność" obyła się bez kosztów. ;)
                                                • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 23:14
                                                  that.bitch.is.sick napisała: > O żesz w mordę. Niech się suki czołgają, zamkną i mają jak najgorzej.:) a jak
                                                  > usłyszycie z zawle że taką rzucił chłop z trójką dzieci i noga jej się powinęł
                                                  > a to odtańczycie taniec radości przy ognisku. Tak, z pewnością twoja " niezależ
                                                  > ność" obyła się bez kosztów. ;)

                                                  tańca nie będzie. Nikt tego jednak w szkole nie uczy że chłop może odejść i mieć wyjebane. A szkoda.
                                                • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 16:54
                                                  Pytałaś, co kogo wkurwia w temacie,,więc wypowiedzialam się w swoim imieniu. Powtórzę jeszcze raz:nie wyobrażam sobie kobiety w miarę samodzielnej,która nie podejmuje pracy zawodowej, będąc zdaną na łaskę, niełaskę lub widzimisię partnera, który w danym momencie zapewnia komfort niepracowania i utrzymywania, a w następnym nagle może zmienić zdanie.A sugestie odnośnie zawiści, czy zazdroszczenia takim kobietom są naprawdę nieuzasadnione, bo czego tu zazdrościć -siedzenia w domu 24h na dobę? Jak lubią, to niech siedzą, co mnie do tego.
                                                  Natomiast, to,że nie dałam usadzić się na grzędzie przypisanej kurze domowej zaliczam właśnie do poniesionych kosztów, z którymi muszę się zmierzyć, ale dzięki między innymi swojej niezależności przypuszczam, czy sądzę, że dam radę.
                                                  • sidsidsid Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 16:57
                                                    > A sugestie odnośnie zawiści, czy zazdroszczenia takim kobietom są naprawdę
                                                    > nieuzasadnione, bo czego tu zazdrościć

                                                    Mnie tez bawią takie "zarzuty". Ale dobrze mi to robi na ego, bo przy tego typu dyskusjach (najczęściej w realu) mogę poczuć się prawdziwą indywidualistką, bo w ogóle nie łapię klimatu.:>
                                              • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 23:48
                                                ninek04 napisała:

                                                > Niech nie jęczą na okrągło, ile to mają obowiązków, bo w porównaniu z matkami p
                                                > racującymi ich jęki i zawodzenia wypadają blado. A poza tym, niech będą łaskawe
                                                > nie raczyć innych, często postronnych słuchaczy, jednymi i tymi samymi opowieś
                                                > ciami, że dziecko się posrało, albo dostało kataru, a męża to ciągle nie ma i o
                                                > ne już nie wyrabiają.

                                                To im pokaz swoja prawdziwa twarz to sie juz do Ciebie wiecej nie odezwa i bedziesz miala z glowy ;)
                                                • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 17:03
                                                  Ale którą?;) Myślisz, że całkowite odkrycie się i pokazanie siebie takim,jakim się jest, jest możliwe w każdym przypadku? A Ty Kitty, dogryzając mi za moją fałszywość i obłudę możesz szczerze przyznać się przed sobą, że Ty nigdy nie udajesz i żyjesz w zgodzie ze sobą?Bo chyba też nie jesteś do końca zadowolona z tego w jakim punkcie swojego życia jesteś, no chyba, że się mylę, to sorry ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 19:33
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Ale którą?;)

                                                    Ta ktora tu pokazujesz. Przyjaciele sie wtedy ostana, a reszta poucieka i bedziesz miala spokoj.

                                                    Myślisz, że całkowite odkrycie się i pokazanie siebie takim,jakim
                                                    > się jest, jest możliwe w każdym przypadku? A Ty Kitty, dogryzając mi za moją fa
                                                    > łszywość i obłudę możesz szczerze przyznać się przed sobą, że Ty nigdy nie udaj
                                                    > esz i żyjesz w zgodzie ze sobą?Bo chyba też nie jesteś do końca zadowolona z te
                                                    > go w jakim punkcie swojego życia jesteś, no chyba, że się mylę, to sorry ;)

                                                    A co ma niezadowolenie z zycia do bycia soba? Oczywiscie, ze jestem soba tylko ja akurat nie dbam czy jestem szanowana, lubiana i akceptowana wiec nie jest mi wcale trudno byc soba. Gdybym nie mogla byc soba to bym chyba zachorowala psychicznie.
                                                • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 19:43
                                                  hello-kitty2 napisała: > To im pokaz swoja prawdziwa twarz to sie juz do Ciebie wiecej nie odezwa i bedz
                                                  > iesz miala z glowy ;)

                                                  A wiesz ze niektórzy pomimo prawdziwej twarzy zostają? W realu bywam bardziej "bezpośrednia" niż tu, a jednak znajomych mam- nawet wśród kur domowych.
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 20:14
                                                    zawle napisała:

                                                    > A wiesz ze niektórzy pomimo prawdziwej twarzy zostają? W realu bywam bardziej "
                                                    > bezpośrednia" niż tu, a jednak znajomych mam- nawet wśród kur domowych.

                                                    Moze plusujesz tym, ze nie rypiesz sie z ich mezami? ;-) Ale co, ze uwazasz, ze im sie nie nalezy emerytura po mezu tez mowisz wprost?
                                                  • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 20:24
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Moze plusujesz tym, ze nie rypiesz sie z ich mezami? ;-) Ale co, ze uwazasz, ze
                                                    > im sie nie nalezy emerytura po mezu tez mowisz wprost?

                                                    Ale jak nie należy? Należy bo tak mówi prawo. Mówię że to niesprawiedliwe. I wiele innych rzeczy kitka mówię. Mam markę wariatki i dobrze mi z tym, bo nie muszę się w ogóle szczypać. Nawet powiem Ci więcej, mam z tego tytułu profity. Większość ludzi obchodzi mnie kołem;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 20:44
                                                    zawle napisała:

                                                    i dobrze mi z tym, bo nie mus
                                                    > zę się w ogóle szczypać. Nawet powiem Ci więcej, mam z tego tytułu profity. Wię
                                                    > kszość ludzi obchodzi mnie kołem;)

                                                    Ot to to radzilam Ninek. Wystarczy zeby sie otworzyla ;)
                                                  • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 20:48
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Ot to to radzilam Ninek. Wystarczy zeby sie otworzyla ;)

                                                    A ninek sie może otworzyć jeszcze bardziej? :)))
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 21:08
                                                    zawle napisała:

                                                    > A ninek sie może otworzyć jeszcze bardziej? :)))

                                                    W realu Zawle, w realu.
                                                  • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 21:12
                                                    zawle napisała
                                                    >hello-kitty2 napisała:
                                                    > Ot to to radzilam Ninek. Wystarczy zeby sie otworzyla ;)

                                                    >A ninek sie może otworzyć jeszcze bardziej? :)))<

                                                    Ale przed kim?Przed kurami domowymi? Toż mnie zadziobią,jak nic ;)
                                                    --
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 22:21
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Ale przed kim?Przed kurami domowymi? Toż mnie zadziobią,jak nic ;)

                                                    A to Ty sie boisz? Skoro sa takie glupie i niegramotne to czego sie boisz?
                                                  • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 18.01.16, 08:31
                                                    hello -kitty2 napisała
                                                    >A to Ty sie boisz? Skoro sa takie glupie i niegramotne to czego sie boisz?<

                                                    Nie twierdziłam nigdzie, że są głupie, tu bardziej chodzi o brak porozumienia i różne punkty widzenia tych samych spraw,a tu już naprawdę ciężko o znalezienie wspólnych tematów do rozmowy.Strach przed opinią społeczną też nie odgrywa aż takiej roli,bo i tak jestem postrzegana jako ta odstająca od normy, to jaki jest sens odsłaniania się przed kimś, z kim nie mam żadnych punktów stycznych, a kto ma wdrukowany w siebie tylko jeden, słuszny i normalny ogląd świata i rodziny? Zamienić kilka słów można,ale na wchodzenie w bliższe znajomości to już za mało.
                                                  • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 22:58
                                                    Kurki mają małe dziobki. Przy takim kruczym dziobiszczu jak Twoje nic Ci nie grozi. Rozłupiesz im łebki raz dwa.
                                    • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 13:17
                                      Jesli chodzi o prace to po rozstaniu nie ma z nia problemu. Te 90% prostych prac nie wymaga cv ani wielkiego szkolenia. Czy do tej pory kobieta pracowala czy nie ma niewielkie znaczenie.
                                      • that.bitch.is.sick Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 23:16
                                        marek.zak1 napisał:

                                        > Jesli chodzi o prace to po rozstaniu nie ma z nia problemu. Te 90% prostych pra
                                        > c nie wymaga cv ani wielkiego szkolenia. Czy do tej pory kobieta pracowala czy
                                        > nie ma niewielkie znaczenie.


                                        I to boli ich Marku, że komuś by było łatwiej bez konsekwencji. I przejdzie przez ucho igielne. I są kołacze bez " pracy".
                                  • jesod Czarno- biały 16.01.16, 13:34
                                    marek.zak1 napisał:
                                    > Ludzie lubią świat czarno-biały.

                                    A Ty jaki jesteś...?
                                    Czarny czy biały?
                                    Jako czarny lubisz biały, a jako biały lubisz czarny? Czy też inaczej, bardziej jednoznacznie: jako czary lubisz czarny, a jako biały lubisz biały?
                                    Inna sprawa, że sam wybierasz kolor i sam go nazywasz... No, ale... w takim razie: co z daltonistami, niedowidzącymi i ślepcami?
                                    Poza tym... z połączenia czerni i bieli, wychodzi szarość, proszę pana, szarość, szarość... Marność i szarość. Miałkość i nijakość. Szarość to kamuflaż istnienia.
                                • sidsidsid Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 16:59
                                  > A jaki to ma związek z tematem?

                                  Żadnego, ale zdaje się, że żona Marka od wielu lat nie pracuje zawodowo, więc wracamy do klimatu różowych jednorożców i odwracania kota ogonem. :>
                • hello-kitty2 Re: Samodzielna jak c h u j 16.01.16, 16:05
                  wont2 napisał:

                  > Ale dzięki nawet takim "prostym i generalnie degradującym intelektualnie" praco
                  > m, kobieta jest s a m o d z i e l n a.

                  Samodzielna jak c h u j.

                  that.bitch.is.sick napisała:
                  > Praca zawodowa dla większości kobiet to nie jest
                  > droga do niezależności - wedle mediany zarobków
                  • zawle Re: Samodzielna jak c h u j 16.01.16, 16:10
                    Samodzielniejsza o te 1500. To nadal dużo więcej niż nic
                    • hello-kitty2 Re: Samodzielna jak c h u j 16.01.16, 16:31
                      zawle napisała:

                      > Samodzielniejsza o te 1500. To nadal dużo więcej niż nic

                      Puknij sie w leb. Jaka samodzielnosc daje Ci 1500 zl (?) jako dajmy na to matce dwojki dzieci? Dekade temu zanim wyemigrowalam 1200 zl kosztowalo wynajecie skromnego mieszkania dwupokojowego w miescie, w ktorym mieszkalam.
                      • zawle Re: Samodzielna jak c h u j 16.01.16, 16:38
                        dawno temu z taką pensją odeszłam od kasowego męża. Mieszkałam z matką w pokoju z kuchnia, dojeżdżałam 130 km do pracy po te 1300. Chcesz powiedzieć że głupia byłam?:))
                        • bgz0702 Re: Samodzielna jak c h u j 16.01.16, 16:59
                          zawle napisała:

                          > dawno temu z taką pensją odeszłam od kasowego męża. Mieszkałam z matką w pokoju
                          > z kuchnia, dojeżdżałam 130 km do pracy po te 1300. Chcesz powiedzieć że głupia
                          > byłam?:))
                          >

                          no co ty?;) w zyciu, tez bym dojezdzała
                        • hello-kitty2 Re: Samodzielna jak c h u j 16.01.16, 17:12
                          zawle napisała:

                          > dawno temu z taką pensją odeszłam od kasowego męża. Mieszkałam z matką w pokoju
                          > z kuchnia, dojeżdżałam 130 km do pracy po te 1300. Chcesz powiedzieć że głupia
                          > byłam?:))

                          NIe, chce powiedziec, ze bylas niesamodzielna.
                          • zawle Re: Samodzielna jak c h u j 16.01.16, 17:19
                            Kurczę, nawet nie zauważyłam;) A..o to mieszkanie Ci chodzi? Opieka by mi dofinansowała wynajem.
                            • hello-kitty2 Re: Samodzielna jak c h u j 16.01.16, 18:33
                              zawle napisała:

                              > A..o to mieszkanie Ci chodzi? Opieka by mi dofin
                              > ansowała wynajem.

                              No przeciez mowie: samodzielnosc jak chuj: przestac brac od jednego i zaczac brac od drugiego. Przeciez to Ty spiewasz na forum pogardzajaco jak to ciagnie jedna z druga z opieki. A to jakas roznica w 'samodzielnosci' od kogo ciagniesz?
                              • zawle Re: Samodzielna jak c h u j 16.01.16, 18:48
                                Różnica jest taka że że jak sama nazwa wskazuje opieka zaczęła być pomocą. Nie bez kozery. Pomoc w sytuacji przejściowej. Po której człowiek staje na nogi. Nie wiem co to ma wspólnego z samodzielnością. To ty ją włożyłaś w kwestie finansowe. Dla mnie to sposób myślenia. O sobie i jutrze. I jedni mają taki sposób myślenia że im jest wszystko jedno od kogo ciągną, a inni taki że nie jest ujmą gdy ktoś mu pomoże stanąć na nogi. Jak widzisz stoję na własnych. A z opieki nigdy nie brałam.
                                Zresztą nie potępiam ludzi korzystających okazjonalnie lub trwale ze względu na realny brak możliwości ( malutkie dzieci, kalectwo, brak możliwości zatrudnienia), ale wkurwiają mnie sytuacje w których ktoś ciągnie kasę od państwa bo można. Bo przez taką mentalność naprawdę potrzebujący dostają marne grosze.
                                • hello-kitty2 Re: Samodzielna jak c h u j 16.01.16, 19:29
                                  zawle napisała:

                                  Po której człowiek staje na nogi. Ni
                                  > e wiem co to ma wspólnego z samodzielnością. To ty ją włożyłaś w kwestie finans
                                  > owe. Dla mnie to sposób myślenia. O sobie i jutrze. I jedni mają taki sposób my
                                  > ślenia że im jest wszystko jedno od kogo ciągną, a inni taki że nie jest ujmą g
                                  > dy ktoś mu pomoże stanąć na nogi. Jak widzisz stoję na własnych. A z opieki nig
                                  > dy nie brałam.

                                  Odpowiedzialam na post Wonta o rzekomej samodzielnosci (finansowej) dzieki wykonywaniu pracy zawodowej bedacej wykonywaniem prostych czynnosci, ktore to przekonanie podwazylam. Skoro odpowiadasz na moje posty zakladam, ze wiesz o czym pisze. Jesli twierdziesz, ze samodzielnosc to sposob myslenia, a nie samodzielnosc finansowa to zmieniasz temat. Na ten nowy ja akurat niewiele mam do powiedzenia, bo mnie interesuje niezaleznosc finansowa.

                                  Ja z opieki tez nigdy nic nie bralam, natomiast jak nie czynie rozroznienia: ze od tego brac to ok, a od tamtego brac to nie ok. Dla mnie jeden pies = brak samodzielnosci finansowej.
                                  • zawle Re: Samodzielna jak c h u j 16.01.16, 19:36
                                    W wasze dyskusje nie wchodzę, bo są zbyt osobiste.

                                    Ogólnie....widziałam kobiety podnoszące głowy bo znalazły kawałek roboty na czarno. Zmieniały sposób myślenia i znajdywały siły na rzeczy dla mnie nieosiągalne. I powtarzam....jest samodzielniejsza o te 1500 zł.
                                    • hello-kitty2 Re: Samodzielna jak c h u j 16.01.16, 19:51
                                      zawle napisała:

                                      > W wasze dyskusje nie wchodzę, bo są zbyt osobiste.

                                      NIe widze nic osobistego w rozmowach na forum, chyba, ze chodzi Ci, ze powolujemy sie na osobiste doswiadczenia zyciowe.

                                      > Ogólnie....widziałam kobiety podnoszące głowy bo znalazły kawałek roboty na cza
                                      > rno. Zmieniały sposób myślenia i znajdywały siły na rzeczy dla mnie nieosiągaln
                                      > e. I powtarzam....jest samodzielniejsza o te 1500 zł.

                                      Nie przecze. Dla mnie jednak to 1500 to za malo zeby sie podniesc. Raczej mysle nad samobojstem zeby byc lzejszym ciezarem o to co rzeczywiscie kosztuje minus to przyslowiowe 1500.
                                  • zawle Re: Samodzielna jak c h u j 16.01.16, 19:45
                                    hello-kitty2 napisała: Jesli twierdziesz, ze samodzielnosc to sposob myslenia, a nie samodzielnos
                                    > c finansowa to zmieniasz temat. Na ten nowy ja akurat niewiele mam do powiedzen
                                    > ia, bo mnie interesuje niezaleznosc finansowa.

                                    To absolutnie jeden temat Kitka. Jedna mając te 1500 stwierdzi że właśnie niezależna się stała, inna nie będzie mając 15.000. Ile Tobie jest potrzeba?

                                    > Ja z opieki tez nigdy nic nie bralam, natomiast jak nie czynie rozroznienia: ze
                                    > od tego brac to ok, a od tamtego brac to nie ok. Dla mnie jeden pies = brak sa
                                    > modzielnosci finansowej.
                                    >

                                    Bo Pomoc społeczna finansowana jest z podatków które być może i Ty płacisz. To jak kasa zapomogowa do której włożyłaś i w razie złych zrządzeń losu możesz poprosić o pomoc. A siedzenie na głowie człowiekowi, który nie chce Ci niczego dać, ale się wpieprzył w sytuację bo wziął babę pod swój dach/zmajstrował jej dziecko to zupełnie co innego. Ale dla Ciebie może być tym samym. My tu tylko swoje zdanie mówimy. Uważam że człowiek samodzielny bywa rzadko, odkąd pracuje u kogoś, od kogoś zależy.
                                    • hello-kitty2 Re: Samodzielna jak c h u j 16.01.16, 19:58
                                      zawle napisała:

                                      > To absolutnie jeden temat Kitka. Jedna mając te 1500 stwierdzi że właśnie nieza
                                      > leżna się stała, inna nie będzie mając 15.000. Ile Tobie jest potrzeba?

                                      10.000 - 12.000 euro wystarczyloby mi na poczatek by wyrwac mnie i przyjaciolke z zaleznosci finansowej. A potem tarzam sie w pogardzie dla gatunku meskiego hehe moze byc?

                                      > Bo Pomoc społeczna finansowana jest z podatków które być może i Ty płacisz. To
                                      > jak kasa zapomogowa do której włożyłaś i w razie złych zrządzeń losu możesz pop
                                      > rosić o pomoc. A siedzenie na głowie człowiekowi, który nie chce Ci niczego dać
                                      > , ale się wpieprzył w sytuację bo wziął babę pod swój dach/zmajstrował jej dzie
                                      > cko to zupełnie co innego. Ale dla Ciebie może być tym samym. My tu tylko swoje
                                      > zdanie mówimy. Uważam że człowiek samodzielny bywa rzadko, odkąd pracuje u kog
                                      > oś, od kogoś zależy.

                                      Ja raczej dziele na tych, od ktorych dostaje bez jeczenia i proszenia i innych z proszeniem. Trzymam sie tych pierwszych ale i tak mi nie lezy.
                                      • zawle Re: Samodzielna jak c h u j 16.01.16, 20:15
                                        hello-kitty2 napisała: > 10.000 - 12.000 euro wystarczyloby mi na poczatek by wyrwac mnie i przyjaciolke
                                        > z zaleznosci finansowej. A potem tarzam sie w pogardzie dla gatunku meskiego h
                                        > ehe moze byc?

                                        hehe....wysoka półka. A co jeśli nigdy jej nie osiągniesz? Plan "B"?

                                        > Ja raczej dziele na tych, od ktorych dostaje bez jeczenia i proszenia i innych
                                        > z proszeniem. Trzymam sie tych pierwszych ale i tak mi nie lezy.

                                        Kiesko to brzmi. Plus za szczerość:))
                    • sidsidsid Re: Samodzielna jak c h u j 17.01.16, 16:41
                      Nadal - lepiej mieć 1500 zł niż mieć 0 zł, acz to jest kwestia mentalności, bo pani, która wybiera rolę niepracującej gospodyni domowej, nie podejrzewam o dużą samodzielność życiową.
                • that.bitch.is.sick Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 20:45
                  wont2 napisał:

                  > marek.zak1 napisał:
                  >
                  > > > > ce > Poza tym, bądźmy szczerzy - kura domowa to nie zawód jest, to mentalność.
                  >

                  Mówisz o stereotypie, czy wszystko wokół widzisz stereotypowo? I doprecyzuj cóż to za mentalność? Stworzymy jakiś model teoretyczny? Rozumiesz że kupy trochę twoja wizja nie trzyma - rozumiem że obejrzałeś Plac zbawiciela i tu się mocno wyedukowałeś ok. :) ale w jednym poście przedstawiasz kobietę jako niewolnicę, w poprzedniej zaś odsłonie przedstawiałeś ją jako czerpiącą korzyści z sytuacji manipulantkę. Tym bardziej ciekawa jestem tej mentalności: zaradność, spryt i niezaradność w jednym? Taka dwoistość myślenia : Wolność jest niewolą? Jest Panią sytuacji a zarazem jej ofiarą...taki trochę czarny lud do stygmatyzacji i wrzucania dowolnych pretensji:-)
                  • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 22:39
                    that.bitch.is.sick napisała:

                    > wont2 napisał:
                    >
                    > > marek.zak1 napisał:
                    > >
                    > > > > > ce > Poza tym, bądźmy szczerzy - kura domowa to nie zawód jest, to mentalność.
                    > >
                    >
                    > Mówisz o stereotypie, czy wszystko wokół widzisz stereotypowo?
                    ===========================================

                    Teza wzięta z szafy, do dyskusja u cioci na imieninach, zero argumentów. Na marginesie o leniwych kobietach, ja po weekendzie z trojgiem małych dzieci w domu, szedłem w poniedziałek do pracy, jak na odpoczynek. Co na ten temat może wiedzieć Wont?
                    • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 22:49
                      marek.zak1 napisał: > Teza wzięta z szafy, do dyskusja u cioci na imieninach, zero argumentów. Na mar
                      > ginesie o leniwych kobietach, ja po weekendzie z trojgiem małych dzieci w domu,
                      > szedłem w poniedziałek do pracy, jak na odpoczynek. Co na ten temat może wiedz
                      > ieć Wont?

                      Prawda? niepracujące matki trójki dzieci mają gorzej niż te pracujące bo nie mają gdzie wypoczywać:))
                      • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 22:54
                        Wracając samochodem z koleżanką usłyszałam historię z ostatnich dni. Małżonek porzucił niepracującą żonę z trójką dzieci oraz dwa dodatkowe etaty które zabezpieczały potrzeby rodziny. Ale co można mieć do niepracujących kobiet, tych którzy wychodzą w klapkach w góry i palaczy? A gdzie tam. Wolna wola.
                        • jesod Tych którzy wychodzą w klapkach w góry 16.01.16, 23:13
                          zawle napisała:
                          > Ale co można mieć do niepracujących kobiet, tych którzy wychodzą w klapkach w góry i palaczy?

                          Zawsze jest jakieś rozwiązanie. Mogą iść boso, a wcześniej rzucić palenie. Mogą również pozostać klapkach, ale nie wybierać się w góry i też rzucić palenie. Palenie raczej szkodzi, a niepracująca kobieta już niekoniecznie.
                          Poza tym... palacz w góry niech się raczej nie wybiera, bo dostanie zadyszki. Jeśli jednak pójdzie boso, to jest przynajmniej szansa, że zafunduje sobie zabieg refleksoterapii.
                  • potwor_z_piccadilly Re: Mentalność 16.01.16, 23:47
                    that.bitch.is.sick napisała:

                    > > marek.zak1 napisał:
                    - kura domowa to nie
                    > zawód jest, to mentalność.
                    >
                    > Mówisz o stereotypie, czy wszystko wokół widzisz stereotypowo? I doprecyzuj cóż
                    > to za mentalność? Stworzymy jakiś model teoretyczny?

                    Może to nie mentalność, a po prostu potrzeba zadbania o miejsce w którym kobieta jest szczęśliwa?
                    Może ona kocha to miejsce, bo ona w tym miejscu jest kochana i żyją w nim ludzie, których ona kocha?



                    • marek.zak1 Re: Mentalność 17.01.16, 11:14
                      potwor_z_piccadilly napisał:


                      > > > marek.zak1 napisał:
                      > - kura domowa to nie zawód jest, to mentalność.
                      ===================================
                      To napisał Wont, nie ja. Nie znam takowych i się nie wypowiadam.
      • bgz0702 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 15.01.16, 20:43
        wont2 napisał:

        > A niech się umawiają, byle nie ze mną. Tyle, że najczęściej (piszę widząc po mo
        > ich znajomych), że nikt się z nikim nie umawia, tylko tak jakoś wychodzi.

        samo "wychodzi"? to musi wszystkim pasowac
        • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 10:13
          bgz0702 napisała:
          >
          > to musi wszystkim pasowac
          -----
          Raczej - to wszystkim pasuje bo musi ;)
          • bgz0702 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 13:47
            wont2 napisał:

            > bgz0702 napisała:
            > >
            > > to musi wszystkim pasowac
            > -----
            > Raczej - to wszystkim pasuje bo musi ;)
            >

            a kto bardziej jest niezadowolony? koledzy czy żony?
    • mabelle2000 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 15.01.16, 20:09
      that.bitch.is.sick napisała:

      > Proszę, co wam się nie podoba w gospodyniach domowych, w boginiach domowego ogn
      > iska, pełnoetatowych matkach, utrzymankach itd.

      Wszystko mi sie podoba, absolutnie wszystko. Sama bym chciala taka miec. Przed chwila wymienilam anode magnezowa w kotle gazowym, wiec gdyby przyszla gospodyni domowa i posprzatala ten syf, ktory przy okazji zrobilam, to bylabym dozgonnie wdzieczna. Ciepla kolacja tez bym nie pogardzila :-)
      • bgz0702 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 15.01.16, 20:38
        mabelle2000 napisała:

        > that.bitch.is.sick napisała:
        >
        > > Proszę, co wam się nie podoba w gospodyniach domowych, w boginiach domowe
        > go ogn
        > > iska, pełnoetatowych matkach, utrzymankach itd.
        >
        > Wszystko mi sie podoba, absolutnie wszystko. Sama bym chciala taka miec. Przed
        > chwila wymienilam anode magnezowa w kotle gazowym, wiec gdyby przyszla gospodyn
        > i domowa i posprzatala ten syf, ktory przy okazji zrobilam, to bylabym dozgonni
        > e wdzieczna. Ciepla kolacja tez bym nie pogardzila :-)

        musisz sobie jakąś znaleźć...;))
    • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 15.01.16, 20:14
      Gdy ktoś się umówi w ten sposób, to pół biedy, jego wolna wola,ale co wówczas, gdy umowa zostanie wypowiedziana, w sposób nagły i niezapowiedziany i to przez tę stronę, która jest dysponentem kasy?Z czym się wtedy zostaje i na czym się stoi? Przypuszczam, że na lodzie, bo na czymże więcej.
      • that.bitch.is.sick Re: Kto się boi leniwych kobiet? 15.01.16, 20:17
        Pracodawca ile ci daje wypowiedzonka? :)
        • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 15.01.16, 20:29
          Na razie nie zanosi się, żeby mi dał, ale jeśli nawet, to natychmiast rozglądam się za nowym pracodawcą, żeby zachować tak zwaną ciągłość, jednocześnie będąc przekonaną, że sobie poradzę, nie musząc zdawać się na innych, bliższych, czy dalszych pociotków, czy też pomoc społeczną.
          • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 15.01.16, 20:44
            ninek04 napisała:

            > Na razie nie zanosi się, żeby mi dał, ale jeśli nawet, to natychmiast rozglądam
            > się za nowym pracodawcą, żeby zachować tak zwaną ciągłość, jednocześnie będąc
            > przekonaną, że sobie poradzę, nie musząc zdawać się na innych, bliższych, czy d
            > alszych pociotków, czy też pomoc społeczną.

            Tak Ci sie przygladam Ninek i mysle, ze mimo tej pracy/pieniedzy/ciaglosci i tak jestes 'zdana' na zycie ze swoim mezem i zdana na opinie spoleczna. Do radzenia sobie to tu daleka droga. Zyjesz przekonaniem. O poziomie szczescia/nieszczescia sie nawet nie wypowiadam.
            • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 15.01.16, 21:15
              hello -kitty2napisala
              >Tak Ci sie przygladam Ninek i mysle, ze mimo tej pracy/pieniedzy/ciaglosci i tak jestes 'zdana' na zycie ze swoim mezem i zdana na opinie spoleczna. Do radzenia sobie to tu daleka droga. Zyjesz przekonaniem. O poziomie szczescia/nieszczescia sie nawet nie wypowiadam.<

              Nie żyję ze swoim mężem, nie jestem też na niego zdana w ten sposób, jak pewnie myślisz, ani też nie będę zdana na niego w przyszłości, bo to jest niemożliwe po prostu. A na opinię społeczną to myślę, że każdy w mniejszym, czy większym stopniu jest jakoś tam zdany i nie ze wszystkim obnosi się szczerze dookoła.Co masz na myśli mówiąc o zdaniu się na opinię społeczną -że prowadzę podwójne życie i muszę się z tym kryć i że mnie to w jakiś sposób uwiera,czy co innego?
            • that.bitch.is.sick Re: Kto się boi leniwych kobiet? 15.01.16, 22:24
              Ninek jest pod wpływem propagandy różnych Swetru, którzy grają na nucie samowystarczalności a są ogólnie świetni w dojeniu budżetowej kasy...
              • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 15.01.16, 23:24
                Mylisz się stukrotnie ;) Po pierwsze daleko mi do i od Swetru, bo takich pieniędzy, które on i jego nowocześni posiadają, w życiu na oczy nie widziałam,więc to trochę nie moja ideolo, a po drugie z budżetówką nigdy nie miałam do czynienia, stąd i kasy nie doiłam.
                Pracuję na siebie i dzieci, w miarę lubię swoją pracę i będę pracować, póki starczy sił i zdrowia, ale bez popadania w pracoholizm i pogoń za pieniędzmi.
              • wheels.of.steel Można być za prawdziwym wolnym rynkiem 16.01.16, 12:08
                Nie patrząc na popłuczyny po Unii Wolności i sieroty po Balcerowiczu, które nie mają z nim nic wspólnego. Rozsądny i zdrowy, umiarkowany wolny rynek to ogromny zastrzyk energii dla gospodarki, socjalizm to dla niej spadek w dół i garb na plecy. Nie jestem zwolennikiem dzikiego kapitalizmu, ale podoba mi się to co się dzieje w Japonii, Korei Południowej, Singapurze. Dobrobyt, jakby nie patrzeć. Dlatego Azjaci rosną w siłę, a socjalna Europa Zachodnia chyli się ku dołu. Bo wyrosła tak wysoko na protestanckim etosie pracy, który dawno już porzuciła. Owszem, można zarzucać dorabiania się na kolonializmie, ale to i tak efekt przedsiębiorczości (nie zawsze zgodnej z dzisiejszymi normami moralnymi), której dzisiaj już nie ma. Bo socjalizm jest jej zaprzeczeniem.
                • triismegistos Re: Można być za prawdziwym wolnym rynkiem 16.01.16, 15:00
                  I dlatego przeciętny Chińczyk żyje na wyższym poziomie niż przecietny Duńczyk. Oh, wait...
                  • hateuall Re: Można być za prawdziwym wolnym rynkiem 16.01.16, 16:01
                    Przeciętny Duńczyk zaczął 500 lat temu a przeciętny Chińczyk 10 lat temu i właśnie Duńczyka dogania. Oh, wait, daj im jeszcze 20 lat, będziesz prawdopodobnie naocznym świadkiem zmian dziejowych.


                  • wheels.of.steel Re: Można być za prawdziwym wolnym rynkiem 17.01.16, 14:28
                    Nie pisałem akurat o Chinach, które są krajem postkomunistycznym relatywnie dopiero od niedawna (mimo, że oficjalnie nadal tam rządzi partia komunistyczna). Mimo to, jak napisał ktoś niżej w Chinach mocno się zmienia. Płace rosną, a niektóre regiony to już europejski poziom życia. A już chiński pracownik biurowy na pewno nie narzeka.
        • bgz0702 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 15.01.16, 20:41
          that.bitch.is.sick napisała:

          > Pracodawca ile ci daje wypowiedzonka? :)
          >

          daj spokój;) jak pracodawca daje wypowiedzonka to jeszcze pozostaje zywiciel MAŻ;) a poza tym nic nie mam do niepracujacych kobiet, nic mnie to nie obchodzi i w niczym nie przeszkadza
    • druginudziarz Re: Kto się boi leniwych kobiet? 16.01.16, 10:58
      that.bitch.is.sick napisała:

      > Proszę, co wam się nie podoba w gospodyniach domowych, w boginiach domowego ogn
      > iska, pełnoetatowych matkach, utrzymankach itd. Nazw jest setki. Czemu to dla
      > tak wielu kobiet taki wstyd? Praca zawodowa dla większości kobiet to nie jest d
      > roga do niezależności - wedle mediany zarobków np., jednak wybór dobra rzecz. M
      > artwi mnie przegięcie pały w stronę drugą: Stygmatyzacja gospodyń domowych, pań
      > domu. O co wam ludzie gula rośnie i ocieka jadem gdy ktoś się tak z mężczyzną
      > umówi?

      Ale komu się nie podoba? kto stygmatyzuje?
    • sidsidsid Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 16:35
      Zgadzam się z pierwszą częścią wypowiedzi - czyli z ocenianiem kobiet jako leniwych. Jeśli spędzasz czas wolny jak chcesz, układasz sobie życie jak chcesz, nie tyrasz do upadku na dziób przy przygotowaniu Wigilii, nie masz mnóstwa obowiązków, tylko przyznasz się odważnie, że spędziłaś sobotę na rozrywkach, piciu kawy i leżeniu na sofie, jeśli jak Martyna Wojciechowska idziesz w góry zostawiając dziecko z ojcem/dziadkiem/babcią/opiekunką, jeśli powiesz, że nie chcesz mieć dzieci, bo lubisz swoja wygodę - masz 99% szans na bycie nazwaną leniwą lub egoistką. Nie raz to słyszałam od pań tyrających oraz panów, w których lęk wywołuje kobieta bez mentalności Matki Polki. Mój hit to bycie nazwana egoistką za to, że wyjechałam sama na urlop - widocznie za dużo luzu, to dla niektórych egoizm
      Natomiast co do gospodyń domowych - ja uważam, ze dorosła, zdolna do pracy osoba pracuje zawodowo. Ja tak uważam, a nie że każdemu tak każę. Czy ktoś się spełnia w pracy, czy nie, to inna inszość - zauważyłam (uwaga, seksizm), że to na ogół kobiety mają takie podejście do pracy, żeby się w niej jakoś spełniać. Dla mnie najważniejsze jest, żeby zarobić wystarczająco i nie iść do fabryki z obrzydzeniem, czyli mieć do zrobienia coś na miarę swoich możliwości i pracować w zdrowej atmosferze. Swoją pracę lubię, ale gdyby ktoś dał mi 50 mln euro, jacht i willę nad brzegiem Morza Śródziemnego, to już by mnie w niej nie zobaczyli.:)
      A to, że pani Gienia umówiła się tak z mężem, że ona będzie robiła w domu, a mąż będzie zarabiał na pociechy i żonę, średnio mnie interesuje. Nawet jeśli prywatnie mam panią Gienię za idiotkę, to nie będę komentowała ani oceniała, dopóki pani Gienia nie zacznie czepiać się mnie i mojego stylu życia. A jakoś dziwnie panie Gienie tak mają, że lubią się czepiać kobiet, które żyją zupełnie odwrotnie, niż one - takie mam obserwacje.
      • that.bitch.is.sick Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 17:16
        sidsidsid napisał(a):

        > Zgadzam się z pierwszą częścią wypowiedzi - czyli z ocenianiem kobiet jako leni
        > wych. Jeśli >
        > A to, że pani Gienia umówiła się tak z mężem, że ona będzie robiła w domu, a mą
        > ż będzie zarabiał na pociechy i żonę, średnio mnie interesuje. Nawet jeśli pryw
        > atnie mam panią Gienię za idiotkę, to nie będę komentowała ani oceniała, dopóki
        > pani Gienia nie zacznie czepiać się mnie i mojego stylu życia. A jakoś dziwnie
        > panie Gienie tak mają, że lubią się czepiać kobiet, które żyją zupełnie odwrot
        > nie, niż one - takie mam obserwacje.

        I jak straszny mieszczanin Tuwima widzisz wszystko oddzielnie, nie widząc związku między zjawiskiem presji na kobiety opisanej w pierwszej części wypowiedzi, a jadem w drugiej części Twojego posta? Jesteś pewna że epitety i jad którymi " prywatnie" a jednak publicznie obdarzasz te kobiety, nie mają żadnego związku z tym, że gdyby pani Gieni trafił się majętny facet z kasą, który by ją otoczył luksusem i np.zafundował jej jakiś własny, niewymagający biznesik gwoli zabezpieczenia, tudzież jakieś nieruchomości ( znam taki przypadek), to Ty przy pani Gieni wychodzisz na idiotkę i frajerkę średnio rozgarniętą życiowo- choć to nie jest moja prywatna opinia.;-)?
        • sidsidsid Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 18:01
          > I jak straszny mieszczanin Tuwima widzisz wszystko oddzielnie, nie widząc związ
          > ku między zjawiskiem presji na kobiety opisanej w pierwszej części wypowiedzi,
          > a jadem w drugiej części Twojego posta?

          A skąd ten wniosek? I czy musisz mnie atakować mieszczanami, żeby "mieć rację"?:>
          Widzę związek, ale co w związku z tym związkiem, mam mieć więcej zrozumienia dla pań Gień ulegających presji, czy może aż im klaskać i podziwiać? Już pisałam, to jest swojego rodzaju reakcja zwrotna - ja do pań Gień się nie wtrącam, o ile one nie wtrącają się do mnie.

          > Jesteś pewna że epitety i jad którymi " prywatnie" a jednak publicznie obdarzasz te kobiety

          O rany, to już nawet nie można myśleć ani pisać na forum tego, czego się uważa?

          > z tym, że gdyby pani Gieni trafił się majętny facet z kasą, który by ją otoczy
          > ł luksusem i np.zafundował jej jakiś własny, niewymagający biznesik gwoli zabez
          > pieczenia, tudzież jakieś nieruchomości ( znam taki przypadek), to Ty przy pani
          > Gieni wychodzisz na idiotkę i frajerkę średnio rozgarniętą życiowo

          Kwestia podejścia. Dla pani Gieni, która ma wybór między sponsorem, byciem kurą domową, a przepracowaniem życia na kasie w markecie - pewnie tak. Ja jednak bardziej cenię sobie kilka tysięcy wypracowywane co miesiąc swoją wiedzą, umiejętnościami, pracą i wykształceniem, niż gdyby pojawił się dobroczyńca i dał mi dużo większą kasę na otwarcie biznesu. Przy takiej perspektywie, jaką przyjęłaś, to ze swoją atrakcyjnością mogłabym pójść zarobić dupą na własny biznes, tylko widzisz, jakoś dziwnie tego nie robię. Dla ludzi różne rzeczy są nieakceptowalne, a ja do tego mam sporą potrzebę niezależności.
          • that.bitch.is.sick Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 18:29
            sidsidsid napisał(a):

            > > I ja> A skąd ten wniosek? I czy musisz mnie atakować mieszczanami, żeby "mieć rację"?
            > :>
            > Widzę związek, ale co w związku z tym związkiem, mam mieć więcej zrozumienia dl
            > a pań Gień ulegających presji, czy może aż im klaskać i podziwiać? Już pisałam,
            > to jest swojego rodzaju reakcja zwrotna - ja do pań Gień się nie wtrącam, o il
            > e one nie wtrącają się do mnie.

            No jak to co? Narzekasz i kwękasz że podlegasz presji, po czym przyłączasz się do chóru wywierających presję na przymusową chorobę ambicji i zaradności, bo jakby nie było " prywatnie" stygmatyzujesz " idiotki" . Przez to my, kobiety ( czyli i ty) wszystkie cierpimy przez społeczne ograniczenia o których było wyżej.
            "
            >
            > O rany, to już nawet nie można myśleć ani pisać na forum tego, czego się uważa?

            Mylisz cele dyskusji? Najpierw ustalmy - pienisz się i wyzłośliwiasz na kobiety tego typu, kiedy to przyznasz i przestaniemy się krygować, ja będę miała podkładkę by analizować głęboko skrywaną przyczynę takiej niechęci. To co myślisz o Gieni mi zwisa - interesuje mnie natomiast dlaczego tak myślisz, czaisz bazę?
            >
            > > z tym, że >
            > Kwestia podejścia. Dla pani Gieni, która ma wybór między sponsorem, byciem kurą
            > domową, a przepracowaniem życia na kasie w markecie - pewnie tak. Ja jednak ba
            > rdziej cenię sobie kilka tysięcy wypracowywane co miesiąc swoją wiedzą, umiejęt
            > nościami, pracą i wykształceniem, niż gdyby pojawił się dobroczyńca i dał mi du
            > żo większą kasę na otwarcie biznesu. Przy takiej perspektywie, jaką przyjęłaś,
            > to ze swoją atrakcyjnością mogłabym pójść zarobić dupą na własny biznes, tylko
            > widzisz, jakoś dziwnie tego nie robię. Dla ludzi różne rzeczy są nieakceptowaln
            > e, a ja do tego mam sporą potrzebę niezależności.

            Widzisz tyle, że to znowu nie jest o tym rozmowa. Nie spieramy się o to czy lepiej być piękną, mądrą, zaradną i bogatą bo to jest dość oczywiste, tylko o to że nie dajemy sobie wolności wyboru dróg do tego prowadzących. Możemy się spierać czy Pani Gienia ryzykuje więcej inwestując w więzi rodzinne więcej niż ty ale mnie nadal interesuje pytanie skąd jad i stygmatyzacja kur domowych?
            • wont2 Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 19:00
              Ustalmy najpierw o co tak naprawdę chodzi, bo nie kumam tego wątku... Jasne, że kobieta może sobie zostać kurą domową, jej prawo, tak samo jak mężczyzna może sobie rozkosznie włożyć chuja do snopowiązałki i z rozmarzeniem obserwować jak pętla zaciska się na jajach. Czemu nie? Tak fajnie snopki gilgotały człona na początku, pewnie ta pętelka też będzie przyjemna. Ale żeby takie pytanie, taki wątas na forum, żebyś takie piardy założyła ty, bitch? Nie powiem, że kobieta mądra i rozsądna, bo po co mam ściemniać, ale za to bardzo inteligenta? Złapałaś dzianego gościa i potrzebujesz podbudówki teoretycznej? O co chodzi?
              • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 19:18
                Ale tak jak się nie dziwię się kobietom, które wybierają rolę kur domowych (no bo w sumie czego spodziewać się po kobietach wybierających rolę kur domowych), to trochę dziwię się mężczyznom, którzy z kurami domowymi są. O czym wy z kurami rozmawiacie w ogóle? No, po prostu, jaką w ogóle można mieć nić porozumienia z człowiekiem, który cały dzień siedzi w domu i zajmuje się dziećmi a w przerwach ogląda seriale? Ale to w sumie drobiazg, bo czymże to w sumie jest przy wytrysku bycia panem i władcą rodziny. Ale, skoro to o dobro dzieci tak naprawdę w tym wszystkim chodzi, żeby nie zostawiać ich niańkom, które uzależnią ich od narkotyków i nawrócą na satanizm, to nie boicie się że jak wam się nagle i nieplanowanie zejdzie z tego świata (rak, wypadek) to że wasze dzieci, wasze geny, wasza krew, z taką niegramotną matką wpadną w bezdenny niedostatek?
                • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 19:40
                  No co ty Wont, nie oglądałeś żon Hollywood, czy jak im tam? Wiesz jakie te polskie kury domowe zajęte? ;) A co do pilnowania dzieci....masz rację, dziecko trzeba do szkoły odprowadzać. A w zasadzie we wczesnej podstawowej odwozić samochodem z uwagi na wagę plecaka....tak do 5 klasy kiedy to latorośl matkę przerasta. A potem zaczynają się narkotyki i lepiej z domu siedzieć i pilnować.
                  Super jeśli mąż zabezpieczy swoją ślubną w sytuacji gdy ona zawodowo nie pracuje, ale procent takich fantastycznych sytuacji jest nikły. Większość to kobiety zdane na łaskę i niełaskę Pana-Pieniążka. Mnie głowy nie zajmują rodziny w których mąż uwielbia swoją pozycję dostarczyciela kasy. Ale znam też sytuacje panów którzy lata proszą żony-ciągle- małych- dzieci żeby wspomogły budżet. Nie chciałabym być w sytuacji takiego. Pójdzie do sądu i powie: Żona nie chce pracować? W drugą stronę to jest argument.
                • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 20:02
                  wont2 napisał:

                  to nie boicie się że jak wam się nagle i niepla
                  > nowanie zejdzie z tego świata (rak, wypadek) to że wasze dzieci, wasze geny, wa
                  > sza krew, z taką niegramotną matką wpadną w bezdenny niedostatek?

                  A Ty z rodziny prawnikow pochodzisz podobno, tak? Niegramotnych jakis? Bo wiesz u mnie to nawet kury domowe maja pozakladane i oplacane polisy na zycie, bo gdyby sie takowej zmarlo to zeby pan mogl sie porzadnie dzieckiem zajac to zakladaja, ze nie bedzie juz mogl pracowac na pelen etat. Poniewaz widze po Twoich naiwnych pytaniach, ze wyobrazni i wiedzy nie starcza to delikatnie unaocznie, ze polisy na takie kwoty opiewaja, ze za jednym zamachem 30 letni kredyt splacaja. Slyszal? To moze mamusi i tatusia dopytaj jak sie to robi? Da sie?
                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 20:11
                    hello-kitty2 napisała:

                    > A Ty z rodziny prawnikow pochodzisz podobno, tak? Niegramotnych jakis? Bo wiesz
                    > u mnie to nawet kury domowe maja pozakladane i oplacane polisy na zycie, bo gd
                    > yby sie takowej zmarlo to zeby pan mogl sie porzadnie dzieckiem zajac to zaklad
                    > aja, ze nie bedzie juz mogl pracowac na pelen etat. Poniewaz widze po Twoich na
                    > iwnych pytaniach, ze wyobrazni i wiedzy nie starcza to delikatnie unaocznie, ze
                    > polisy na takie kwoty opiewaja, ze za jednym zamachem 30 letni kredyt splacaja
                    > . Slyszal? To moze mamusi i tatusia dopytaj jak sie to robi? Da sie?
                    ----------
                    Łolaboga, kolejna bajka z cyklu "bo u mnie w wielkim świecie...". Nie, Latającego Holendra też nie widział :)
                    • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 20:32
                      wont2 napisał:

                      > Łolaboga, kolejna bajka z cyklu "bo u mnie w wielkim świecie...". Nie, Latające
                      > go Holendra też nie widział :)

                      Zaraz wpadnie Zombi i powie, ze forum jest tylko dla Polakow zyjacych w Polsce ;) Dla Ciebie bajka, a dla mnie rzeczywistosc/powszechnosc. No ale skoro zmyslam to pytaj prawnikow. Moze slyszeli. Czekaj, bo Ty po Unii jezdziesz tak? I taki zacofany jestes? Czy takiego udajesz typu: proste prace wykonywane zawodowo zapewniaja kobiecie samodzielnosc finansowa, hell yeah! ;) Z ludzmi na tych wyjazdach nie rozmawiasz? Pewnie masz tylko slownictwo z zakresu small talk i jakby tu jakas samodzielna wyruchac za friko, co? Na jakis real talk pewnie nie starcza, co? ;-)
                      • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 20:40
                        hello-kitty2 napisała:

                        > Zaraz wpadnie Zombi i powie, ze forum jest tylko dla Polakow zyjacych w Polsce
                        > ;) Dla Ciebie bajka, a dla mnie rzeczywistosc/powszechnosc. No ale skoro zmysla
                        > m to pytaj prawnikow. Moze slyszeli. Czekaj, bo Ty po Unii jezdziesz tak? I tak
                        > i zacofany jestes? Czy takiego udajesz typu: proste prace wykonywane zawodowo z
                        > apewniaja kobiecie samodzielnosc finansowa, hell yeah! ;) Z ludzmi na tych wyja
                        > zdach nie rozmawiasz? Pewnie masz tylko slownictwo z zakresu small talk i jakby
                        > tu jakas samodzielna wyruchac za friko, co? Na jakis real talk pewnie nie star
                        > cza, co? ;-)
                        ---------
                        No ja wiem. A powiedz mi, skoro już sobie konwersujemy przy tym temacie właśnie - ty w Polsce lat temu kilkanaście byłaś samodzielna, miałaś własną pracę, mieszkanie i pieniądze. I zamieniłaś to, z własnej nieprzymuszonej woli, na bycie kurą domową w Holandii. I jak na tym wyszłaś? Ubezpieczenie, jakoś pechowo, nie objęło twojego przypadku?
                        • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 21:00
                          wont2 napisał:

                          > No ja wiem. A powiedz mi, skoro już sobie konwersujemy przy tym temacie właśnie
                          > - ty w Polsce lat temu kilkanaście byłaś samodzielna, miałaś własną pracę, mie
                          > szkanie i pieniądze. I zamieniłaś to, z własnej nieprzymuszonej woli, na bycie
                          > kurą domową w Holandii. I jak na tym wyszłaś? Ubezpieczenie, jakoś pechowo, nie
                          > objęło twojego przypadku?

                          A powiedz mi dlaczego Ty podwazasz, od samego poczatku zauwazylam, bo to juz nie pierwsza uwaga z Twojej strony do mnie, ze ja zawsze pracowalam i pracuje zawodowo? Rowniez tu w Holandii zawsze pracowalam i pracuje. Uwazasz, ze klamie? Dlaczego nie szanujesz mnie, a wrecz pogardzasz za wykonywana przeze mnie prace? Uwazasz, ze czlowiekiem mozna gardzic z uwagi na to jaka prace zawodowo wykonuje? Uwazasz, ze wykonywanie prostych prac fizycznych hanbi czlowieka? Co wlasciwie chcesz mi przekazac? No powiedz wprost!
                          • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 21:09
                            hello-kitty2 napisała:

                            > A powiedz mi dlaczego Ty podwazasz, od samego poczatku zauwazylam, bo to juz ni
                            > e pierwsza uwaga z Twojej strony do mnie, ze ja zawsze pracowalam i pracuje zaw
                            > odowo? Rowniez tu w Holandii zawsze pracowalam i pracuje. Uwazasz, ze klamie? D
                            > laczego nie szanujesz mnie, a wrecz pogardzasz za wykonywana przeze mnie prace?
                            > Uwazasz, ze czlowiekiem mozna gardzic z uwagi na to jaka prace zawodowo wykonu
                            > je? Uwazasz, ze wykonywanie prostych prac fizycznych hanbi czlowieka? Co wlasci
                            > wie chcesz mi przekazac? No powiedz wprost!
                            -----------
                            Ja nigdy nie gardziłem żadnym człowiekiem ani tym bardziej pracą więc proszę, żebyś mi nie wkładała w usta rzeczy innych niż sutek. No jakoś tak się złożyło, że w Polsce się umiałaś utrzymać sama, a w Holandii nie umiesz. To nie jest tak, że pojechałaś do Holandii robić za kurę domową vel utrzymankę tylko się zjebało? No powiedz, bo może twoje doświadczenie będzie przydatne w tym wątku.
                            • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 21:50
                              wont2 napisał:

                              > Ja nigdy nie gardziłem żadnym człowiekiem ani tym bardziej pracą więc proszę, ż
                              > ebyś mi nie wkładała w usta rzeczy innych niż sutek. No jakoś tak się złożyło,
                              > że w Polsce się umiałaś utrzymać sama, a w Holandii nie umiesz.

                              A Ty bys umial, bez jezyka, laczac nauke z wykonywaniem zawodowo prostych prac fizycznych i wychowujac male dziecko? Taki jestes madry? To chodz, przyjedz, pokaz mi jak to sie robi! Wiesz ile mi zajelo nauczenie sie jezyka od zera? Jezyka, w ktorym nie rozumialam na starcie ani jednego slowa jak przyjechalam? 10 lat.

                              To nie jest tak
                              > , że pojechałaś do Holandii robić za kurę domową vel utrzymankę tylko się zjeba
                              > ło? No powiedz, bo może twoje doświadczenie będzie przydatne w tym wątku.

                              A co? Na poczatku nie pracowalam? A potem sie zjebalo? Od samego poczatku pracowalam. Do dnia porodu pracowalam, w dniu porodu pracowalam, dwa tygodnie po porodzie juz bylam spowrotem w pracy. Fizycznie zapierdalajac po 8-10 godzin. Bo jak kobieta chce zalozyc rodzine czyli miec dziecko to nierob i utrzymanka, prawda?
                              • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 22:47
                                No ale z jakiegoś powodu wyjechałaś z Polski do Holandii. No bo, jak już ustaliliśmy, nie dla lepszej pracy. Zakochałaś się?
                                • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 23:17
                                  wont2 napisał:

                                  > No ale z jakiegoś powodu wyjechałaś z Polski do Holandii. No bo, jak już ustali
                                  > liśmy, nie dla lepszej pracy. Zakochałaś się?

                                  Przeciez ja juz to opowiadalam. Pracowalam na emigracji w miedzynarodowej firmie z siedziba w Holandii. Bylam singielka po rozwodzie, dobiegalam 30stki, co z tego ze mialam pieniadze i prace jak czulam sie samotna, chcialam sie zwiazac i zalozyc rodzine. Poznalam Holendra, ktory chcial tego samego. Nigdy nie oklamywal mnie ze moglabym nie pracowac. Dodatkowo w Polsce nie moglam sie z nikim zwiazac, bo bylam za gruba. Przy Holenderkach po 1,80 m z dupa w jablko nagle zaczelam wygladac dla zachodniakow drobno, kobieco i atrakcyjnie. Ocenilam, ze i tak juz nikt inny mnie nie bedzie chcial. Zwiazalam sie. Mam bardzo udanego syna. Wszystko.
                                  • sea.sea Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 23:25
                                    > Dodatkowo w Polsce nie moglam sie z nikim zwiazac, bo bylam za gruba

                                    Whaaat? Tak, pamiętam, że pisałaś, że Polacy jak jeden mąż kazali Ci chudnąć, ale i tak właśnie przeżywam szok poznawczy, mam koleżanki w najróżniejszym wieku i w najróżniejszych gabarytach i żadna nigdy nie zgłaszała takich historii, nawet na babskim wieczorku po pijaku, kiedy się ludzie wywnętrzają z naprawdę najrozmaitszych przypadłości damsko-męskich.
                                    • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 00:18
                                      sea.sea napisała:

                                      > Whaaat? Tak, pamiętam, że pisałaś, że Polacy jak jeden mąż kazali Ci chudnąć, a
                                      > le i tak właśnie przeżywam szok poznawczy, mam koleżanki w najróżniejszym wieku
                                      > i w najróżniejszych gabarytach i żadna nigdy nie zgłaszała takich historii, na
                                      > wet na babskim wieczorku po pijaku, kiedy się ludzie wywnętrzają z naprawdę naj
                                      > rozmaitszych przypadłości damsko-męskich.

                                      Moze sa szczuplejsze ode mnie ;) A moze mialam pecha choc Polki bywaja jednak wyjatkowo szczuple wiec naprawde sie roznie. Na zachodzie nie mam tego problemu w ogole. Aha jesli chodzi o rzniecie to nawet ten co zglaszal zastrzezenia to i tak rznal az sie uszy trzesly ;) Ja prostu sie wpisuje w inny typ urody. Kiedys trafil mi sie Turek ktory zachwycal sie moimi umiesnionymi nogami i ogolnie w dupolubnych sie wpisuje dobrze ale poniewaz mam tez duzy biust to przyciagam tez cyckolubnych i wtedy oni mojego dolu nie toleruja. NIe ma sie czym przejmowac. Do seksu i tak sie kogos znajdzie.
                                    • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 09:06
                                      sea.sea napisała:
                                      mam koleżanki w najróżniejszym wieku
                                      > i w najróżniejszych gabarytach i żadna nigdy nie zgłaszała takich historii, na
                                      > wet na babskim wieczorku po pijaku, kiedy się ludzie wywnętrzają z naprawdę naj
                                      > rozmaitszych przypadłości damsko-męskich.

                                      Pewnie nie pytały:)))
                                  • burzowa.kejt Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 00:41
                                    hello-kitty2 napisała:
                                    > Ocenilam, ze i tak juz nikt inny mnie nie bedzie chcial. Zwiazalam sie. Mam bardzo udanego syna
                                    > . Wszystko.

                                    Kitty, tak z perspektywy lat i doświadczenia, względnie jesteś zadowolona?

                                    A odpowiadając na pytanie o gospodynie vel kury domowe, to mnie babki nie wadzą, bo jakoś tak wyszło, że w otoczeniu brak, ale te z którymi miałam przyjemność, uważam za osoby nudne i monotematyczne. Dla mnie dodam, bo może innych ich osobowość powala.
                                    I wydaje mi się, że cały ambaras nie polega na tym, że są zdane na pieniądze zarobione przez kogos innego, ale na tym, że siedząc w domu pozbawiają się kontaktu z ludźmi, ze światem, że brak im perspektywy, że po prostu siedzenie w domu jest drętwe do bólu.

                                    Kilka lat temu przeprowadziłam się do innego miasta, a po przeprowadzce dałam sobie kilka miesięcy na aklimatyzację, bo wymyśliłam, że po wielu latach zawodowo wyczerpujących przydadzą mi się takie wakacje.
                                    Długo nie wytrzymałam, wakacje były krótkie, bo okazało się, że na dłuższą metę nicnierobienie jest jednak kiepskie i zupełnie nie dla mnie, ale nie ma co odsądzać od czci i wiary kobitek ktorym z pracą nie po drodze, bo to wyłącznie kwestia charakteru.




                                    • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 00:56
                                      burzowa.kejt napisała:

                                      > Kitty, tak z perspektywy lat i doświadczenia, względnie jesteś zadowolona?

                                      Nie jestem Kejt ale w Polsce tez nie bylam. Z perspektywy lat to doszlam do wniosku ze nieszczescie nosze w sobie. Ja po prostu zawsze bede (w duchu) nieszczesliwa. Praca zawodowa jest tylko najlepszym zagluszaczem tego. Na zewnatrz bywam radosna, duzo sie smieje ale nic mnie nie nasyca spelnieniem. A najbardziej to brakuje mi chlopa do ruchania (na stale) ;)

                                      Ciesze sie, ze Tobie sie uklada.
                                      • burzowa.kejt Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 01:19
                                        hello-kitty2 napisała:
                                        > Nie jestem Kejt ale w Polsce tez nie bylam. Z perspektywy lat to doszlam do wni
                                        > osku ze nieszczescie nosze w sobie. Ja po prostu zawsze bede (w duchu) nieszcze
                                        > sliwa. Praca zawodowa jest tylko najlepszym zagluszaczem tego. Na zewnatrz bywa
                                        > m radosna, duzo sie smieje ale nic mnie nie nasyca spelnieniem. A najbardziej t
                                        > o brakuje mi chlopa do ruchania (na stale) ;)

                                        Wiesz, ja już dawno doszłam do wniosku że jesteś najsmutniejszą osobą tutaj.
                                        Zaraz po sea. sea ;)
                                        Więc nie sądzę, że znalezienie kogoś, kto by Cię regularnie posuwał, sprawi że staniesz się szczęśliwa, bo smutek i melancholia to Twoje pierdolone siostry.

                                        > Ciesze sie, ze Tobie sie uklada.
                                        Dziękuję, staram się jak mogę żeby tak było.
                                        • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 01:32
                                          burzowa.kejt napisała:

                                          > Wiesz, ja już dawno doszłam do wniosku że jesteś najsmutniejszą osobą tutaj.
                                          > Zaraz po sea. sea ;)
                                          > Więc nie sądzę, że znalezienie kogoś, kto by Cię regularnie posuwał, sprawi że
                                          > staniesz się szczęśliwa, bo smutek i melancholia to Twoje pierdolone siostry.

                                          ;-) Trafna obserwacja. Nie wiem czy o sea.sea. Nie myslalam tak o niej. Czyli mowisz jak ta dziewczyna z Kochanka? Kojarzysz film? MOze by Ci sie spodobal? www.youtube.com/watch?v=7KKH6LULwEU

                                          Mam nadzieje, ze nie przekaze tego synowi. Ja mam to po matce. A Ty jak to robisz zeby byc szczesliwa?
                                          • burzowa.kejt Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 12:41
                                            hello-kitty2 napisała:
                                            > ;-) Trafna obserwacja. Nie wiem czy o sea.sea. Nie myslalam tak o niej. Czyli mowisz jak ta dziewczyna z Kochanka? Kojarzysz film? MOze by Ci sie spodobal? www.youtube.com/watch?v=7KKH6LULwEU

                                            Kochanka widziałam wieki temu, szczegółów nie pamiętam, ale chętnie sobie odświeżę.

                                            > Mam nadzieje, ze nie przekaze tego synowi.
                                            Wydaje mi się że splin i taka melancholijna osobowość przechodzi z matek na córki, ja w każdym razie nie spotkałam się żeby syn odziedziczył po matce osowiałość.

                                            > A Ty jak to robisz zeby byc szczesliwa?
                                            Staram się utrzymywać jak najlepsze relacje z partnerem i nie wpierniczać za bardzo w życie córki. Brzmi może absurdalnie, ale spokój ducha i równowaga są dla mnie najwazniejsze na aktualnym etapie życia.
                                            A szczęśliwa to ja nie jestem, ani nigdy nie byłam. Bywam szczęśliwa sporadycznie i przez moment. Ostatnio zdarzyło się to jesienią, podczas urlopu na pięknej wyspie - piłam wino w pustej knajpie przy plaży, wiał ciepły wiatr, a morze było czarne jak smoła. Pamiętam każdą sekundę tego wiekopomnego incydentu:D
                                            I poczułam w pewnym momencie, ze jestem szczęśliwa. Ot tak, po prostu.
                                            Do rana szczęście się ulotniło hehe.
                                            Wymyśliłam nawet że tym roku znowu tam polecę, pójdę w to samo miejsce i zobaczę co będzie się działo.
                                            A tak na co dzień, to staram się dostrzegać i doceniać pierdoły typu nic mnie nie boli, moi najbliżsi są zdrowi, wczoraj pojeździłam na nartach etc.
                                            Permanentnie szczęśliwa to ja nigdy nie będę, choćby z tego powodu, ze jestem juz zmęczona i za dużo rzeczy mnie wkurwia ;)

                                      • burzowa.kejt Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 13:02
                                        hello-kitty2 napisała:
                                        > > Kitty, tak z perspektywy lat i doświadczenia, względnie jesteś zadowolona
                                        > Nie jestem Kejt ale w Polsce tez nie bylam. Z perspektywy lat to doszlam do wni
                                        > osku ze nieszczescie nosze w sobie. Ja po prostu zawsze bede (w duchu) nieszcze
                                        > sliwa. Praca zawodowa jest tylko najlepszym zagluszaczem tego.

                                        Kitty, a z takich zwyklych, codziennych rzeczy, jest coś, co sprawia Ci przyjemność?

                                        • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 13:39
                                          burzowa.kejt napisała:

                                          > Kitty, a z takich zwyklych, codziennych rzeczy, jest coś, co sprawia Ci przyjem
                                          > ność?

                                          Idziemy w offtop ale skoro pytasz ;) To np:
                                          1. prasowanie pieknych, damskich ciuchow, organizacja szafy
                                          2. bycie samemu = posiadanie dnia/domu tylko dla siebie na caly dzien
                                          3. gotowanie + jedzenie, w tym gotowanie dla gosci
                                          4. bieg po zmroku
                                          5. rozmowa z przyjaciolka
                                          6. seks ale nie szybki numerek
                                          7. patrzenie w horyzont jadac na rowerze zaraz przed/przy zachodzie slonca
                                          8. spanie w sloncu (w naslonecznionej sypialni czyli z oknem na wschod)
                                          9. praca w zespole = wspolpraca z ludzmi (ale to nie jest prosta czynnosc dnia codziennego)
                                          10. patrzenie jak syn spi

                                          W ogole bonus mam kazdego dnia w momencie jak zapada wzrok. Wtedy w sekunde sie czuje lepiej, a potem jest znowu normalnie. Zauwazylam tez, ze zawsze lubie wychodzic na dwor jak zapada zmrok, siedzac w domu czy w jakims oswietlonym biurze mozna troche przegapic ten najfajniejszy moment dnia.

                                          A Tobie? Moze cos dorzuce do swojej listy? ;)
                                          • burzowa.kejt Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 21:06
                                            hello-kitty2 napisała:
                                            > Idziemy w offtop ale skoro pytasz ;) To np:
                                            > 1. prasowanie pieknych, damskich ciuchow, organizacja szafy
                                            > 2. bycie samemu = posiadanie dnia/domu tylko dla siebie na caly dzien
                                            > 3. gotowanie + jedzenie, w tym gotowanie dla gosci
                                            > 4. bieg po zmroku
                                            > 5. rozmowa z przyjaciolka
                                            > 6. seks ale nie szybki numerek
                                            > 7. patrzenie w horyzont jadac na rowerze zaraz przed/przy zachodzie slonca
                                            > 8. spanie w sloncu (w naslonecznionej sypialni czyli z oknem na wschod)
                                            > 9. praca w zespole = wspolpraca z ludzmi (ale to nie jest prosta czynnosc dnia
                                            > codziennego)
                                            > 10. patrzenie jak syn spi
                                            > W ogole bonus mam kazdego dnia w momencie jak zapada wzrok. Wtedy w sekunde sie
                                            > czuje lepiej, a potem jest znowu normalnie. Zauwazylam tez, ze zawsze lubie wy
                                            > chodzic na dwor jak zapada zmrok, siedzac w domu czy w jakims oswietlonym biurz
                                            > e mozna troche przegapic ten najfajniejszy moment dnia.
                                            > A Tobie? Moze cos dorzuce do swojej listy? ;)

                                            Kitty, cały ten wątek jest offtopowy.
                                            I chyba połowa forum.

                                            Spanie na słońcu byłoby dla mnie koszmarem. Lubię półmrok, sypialnię mam od strony północnej, w oknach ciemne rolety, a kiedy noce krótkie zakładam opaskę na oczy.
                                            A na kolację zjadam niegrzeczne dzieci :)

                                            No nie wiem czy mogłabym coś dodać do Twojej listy.
                                            Lubię czytać nekrologi i ogłoszenia drobne. To kompletnie odmóżdżające, wiem, ale robię to chyba od kiedy nauczyłam się czytać. Kiedyś na tapecie miałam jeszcze książki telefoniczne haha.
                                            Szukałam dziwacznych nazwisk i oryginalnych imion.
                                            Często też wchodzę na flightradar24 i przeglądam loty.
                                            Jak mam wolny poranek to zdarza się, że pół dnia przesiedzę w piżamie i przeglądam na necie pierdoły typu loty właśnie, buty i perfumy.

                                            Widzisz ileż to interesujących rzeczy można robić, żeby mimo przeciwności było całkiem przyjemnie;)

                                            • ninek04 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 04:32
                                              >Lubię czytać nekrologi i ogłoszenia drobne. <

                                              Dobrze wiedzieć, że jest ktoś, kto też lubi czytać nekrologi -ja też je lubię czytać i nigdy nie pomijam tych stron, czytając gazetę na przykład.
                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 07:25
                                    hello-kitty2 napisała:

                                    Poznalam Holendra, ktory chcial tego samego. Nigdy nie oklamy
                                    > wal mnie ze moglabym nie pracowac.
                                    -------
                                    No to słaby deal zrobiłaś. Okupiłaś emigrację do Holandii i dziecko degradacją społeczną i zawodową. Myślę, że twój partner czy ex-partner, skoro jemu też zależało na posiadaniu dziecka, powinien wziąć to pod uwagę i cię wspierać finansowo. Wiedziałaś, że tak będzie jak podejmowałaś decyzję o zmianie życia czy jednak liczyłaś na więcej?
                                    • that.bitch.is.sick kryzysowa narzeczona 18.01.16, 08:21
                                      wont2 napisał:

                                      > hello-kitty2 napisała:
                                      >
                                      > Poznalam Holendra, ktory chcial tego samego. Nigdy nie oklamy
                                      > > wal mnie ze moglabym nie pracowac.
                                      > -------
                                      > No to słaby deal zrobiłaś. Okupiłaś emigrację do Holandii i dziecko degradacją
                                      > społeczną i zawodową. Myślę, że twój partner czy ex-partner, skoro jemu też zal
                                      > eżało na posiadaniu dziecka, powinien wziąć to pod uwagę i cię wspierać finanso
                                      > wo. Wiedziałaś, że tak będzie jak podejmowałaś decyzję o zmianie życia czy jedn
                                      > ak liczyłaś na więcej?
                                      >

                                      Widzisz Kitty, zawsze będą kwękania takich wontów. Słaby deal zrobiłaś - tu czekała Cię nobilitacja społeczna, starzenie się będąc bez zobowiązań ruchana przez wontów proszących cię byś schudła i ewentualne samotne macierzyństwo. Potem zusowska emerytura. Zawsze mogłabyś liczyć na zapewnienie o niezależności u forumowego żmijowiska :) to zawsze coś choć nie wiem na czym ta niezależność ma polegać:). Szczęśliwa jak zawle i wont :D. Mogłaś być już na dnie a nie byłaś, nigdy nie dowiesz się, co straciłaś.
                                      • wont2 Re: kryzysowa narzeczona 18.01.16, 09:16
                                        that.bitch.is.sick napisała:

                                        > Widzisz Kitty, zawsze będą kwękania takich wontów. Słaby deal zrobiłaś - tu cze
                                        > kała Cię nobilitacja społeczna, starzenie się będąc bez zobowiązań ruchana prz
                                        > ez wontów proszących cię byś schudła i ewentualne samotne macierzyństwo. Potem
                                        > zusowska emerytura. Zawsze mogłabyś liczyć na zapewnienie o niezależności u for
                                        > umowego żmijowiska :) to zawsze coś choć nie wiem na czym ta niezależność ma po
                                        > legać:). Szczęśliwa jak zawle i wont :D. Mogłaś być już na dnie a nie byłaś, n
                                        > igdy nie dowiesz się, co straciłaś.
                                        -----------
                                        No interes jak chuj zrobila! Zamiast byc ruchana bez zobowiazan jest bez zobowiazan nieruchana.
                                        • zawle Re: kryzysowa narzeczona 18.01.16, 09:22
                                          wont2 napisał: > No interes jak chuj zrobila! Zamiast byc ruchana bez zobowiazan jest bez zobowi
                                          > azan nieruchana.

                                          Czy interes zrobiła to się okaże na starość jak życie będzie wspominać. A o ile kitke znam to nie ruchania jej potrzeba.
                                          • wont2 Re: kryzysowa narzeczona 18.01.16, 09:32
                                            zawle napisała:

                                            > Czy interes zrobiła to się okaże na starość jak życie będzie wspominać. A o ile
                                            > kitke znam to nie ruchania jej potrzeba.
                                            ----------
                                            Nie no, jasne. Bo to czy czlowiek jest szczesliwy dzisiaj, tu i teraz, jest nieistotne. Wazne, jak bedzie wspominac na starosc.
                                            • zawle Re: kryzysowa narzeczona 18.01.16, 09:36
                                              wont2 napisał:
                                              > Nie no, jasne. Bo to czy czlowiek jest szczesliwy dzisiaj, tu i teraz, jest nie
                                              > istotne. Wazne, jak bedzie wspominac na starosc.

                                              Ciebie do tej grupy nie zaliczam, więc nie łudzę się że zrozumiesz o czym piszę.
                                        • hello-kitty2 Re: kryzysowa narzeczona 18.01.16, 14:34
                                          wont2 napisał:

                                          > No interes jak chuj zrobila! Zamiast byc ruchana bez zobowiazan jest bez zobowi
                                          > azan nieruchana.

                                          Boze Wont skup sie. Ruchanie bez zobowiazan to tylko Ciebie, Ninek i Sid (jesli kogos pominelam to przepraszam) interesuje. Reszte, a szczegolnie kobiety interesuje ruchanie ze zobowiazaniami, roznego rodzaju. Mnie np nie interesuje ruchanie z facetem, ktory rano nie moze sie doczekac zebym juz wyszla albo z facetem, ktory z gory twierdzi, ze mnie nie kocha i nigdy nie pokocha (przyklady zaczerpniete z opisow Twojego zycia). Nie przykladaj swojej miary szczescia w zyciu do zycia innych. Zreszta nie udawaj tez takiego bezuczuciowego.
                                          • sidsidsid Re: kryzysowa narzeczona 18.01.16, 18:38
                                            > Boze Wont skup sie. Ruchanie bez zobowiazan to tylko Ciebie, Ninek i Sid (jesli
                                            > kogos pominelam to przepraszam) interesuje.

                                            To się nazywa życzeniowe myślenie. :>
                                            Mężczyzn zainteresowanych seksem bez zobowiązań jest większość, tylko nie każdy ma ku temu możliwości. Części kobiet to także nie przeszkadza i są za. A że sporo osób uskutecznia takie klimaty między związkami, a nie zamiast nich lub lub równolegle ze związkami - życie.

                                            > Reszte, a szczegolnie kobiety interesuje ruchanie ze zobowiazaniami, roznego rodzaju.

                                            O dupie za związek był cały oddzielny wątek - jeszcze nie wyczerpaliśmy tematu? :>
                                            • hello-kitty2 Re: kryzysowa narzeczona 18.01.16, 20:28
                                              sidsidsid napisał(a):

                                              > To się nazywa życzeniowe myślenie. :>
                                              > Mężczyzn zainteresowanych seksem bez zobowiązań jest większość, tylko nie każdy
                                              > ma ku temu możliwości. Części kobiet to także nie przeszkadza i są za. A że sp
                                              > oro osób uskutecznia takie klimaty między związkami, a nie zamiast nich lub lub
                                              > równolegle ze związkami - życie.

                                              Ale ja temu nie zaprzeczam. Odnioslam sie tylko imiennie do uzytkownikow, ktorzy zainteresowanie seksem bez zobowiazan deklaruja na forum wprost. I analogicznie do reszty uzytkownikow, ktorzy tego na ten moment nie deklaruja, nie do calej populacji. Deklaracji tez nie podejmowalam sie weryfikowac.

                                              > > Reszte, a szczegolnie kobiety interesuje ruchanie ze zobowiazaniami, rozn
                                              > ego rodzaju.
                                              >
                                              > O dupie za związek był cały oddzielny wątek - jeszcze nie wyczerpaliśmy tematu?
                                              > :>

                                              Gdybys nie byla tak zafiksowana na stereotypowym zwiazku to bys moze dostrzegla wilorakosc mozliwych miedzyludzkich zobowiazan. Samo slowo 'zwiazek' tez rozumiesz bardzo wasko. Tez tak kiedys je pojmowalam dopoki nie skorygowal mnie jeden Brytyjczyk. Zwrocil mi uwage, ze za mocno zawezam znaczenie slowa 'relationship', bo jak wyjasnil na przykladzie: ''The relationship with my boss is that he is my boss''. Stosowane przez Ciebie powracajace jak refren "dupa za związek" jest chorobliwym czy swiadczacym o jakims skrzywieniu uproszeniu roznorodnych relacji miedzyludzkich mieszczacych w swoim skladzie seks. Ja z jakimis manifestujacymi sie czyimis fobiami czy cholera wie co to jest (?) nie dyskutuje. Nie mam do tego psychologicznego przygotowania. Przepracuj temat ''dupa za zwiazek'' ze swoim psychiatra/psychoteraputa.
                                              • sidsidsid Re: kryzysowa narzeczona 18.01.16, 20:59
                                                Następna nie potrafi bez osobistych wycieczek i wysyłania na terapie - tak naprawdę nie da się dyskutować. A przynajmniej ja nie mam ochoty.
                                                Ok, związki są sobie różne, ale piszesz o sytuacji, kiedy za seks ktoś chce otrzymać zaangażowanie, deklaracje zobowiązań, perspektywę bycia razem, czyli bez tych rzeczy nie ma seksu. Do takiego podejścia się odniosłam. Łopatologicznie - podoba mi się facet i aż przebieram nogami, żeby wskoczyć z nim do łóżka, ale nie zrobię tego przed jego deklaracją, że to na poważnie. Czyli moja chcica jest drugorzędna względem tego, co mogę dostać za seks.
                                      • zawle Re: kryzysowa narzeczona 18.01.16, 09:19
                                        that.bitch.is.sick napisała: Szczęśliwa jak zawle i wont :D.

                                        A ja jestem jedynie zadowolona z siebie. Jak rolnik któremu się udało zebrać okupione ciężką pracą ziemniaki na zimę z kamienistego pola. Ale na swoim. I tego mi nikt nie odbierze.
                                    • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 08:42
                                      wont2 napisał:

                                      > No to słaby deal zrobiłaś. Okupiłaś emigrację do Holandii i dziecko degradacją
                                      > społeczną i zawodową. Myślę, że twój partner czy ex-partner, skoro jemu też zal
                                      > eżało na posiadaniu dziecka, powinien wziąć to pod uwagę i cię wspierać finanso
                                      > wo. Wiedziałaś, że tak będzie jak podejmowałaś decyzję o zmianie życia czy jedn
                                      > ak liczyłaś na więcej?

                                      Jaka narzeczona (Bitch dobrze prawi, ze kryzysowa) taki deal. Zycie.
                                    • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 09:14
                                      wont2 napisał:

                                      > hello-kitty2 napisała:
                                      >
                                      > Poznalam Holendra, ktory chcial tego samego. Nigdy nie oklamy
                                      > > wal mnie ze moglabym nie pracowac.
                                      > -------
                                      > No to słaby deal zrobiłaś. Okupiłaś emigrację do Holandii i dziecko degradacją
                                      > społeczną i zawodową.


                                      Ciebie chyba pojebało? Degradacja społeczna i zawodowa? To jak Twoją można nazwać? Bo co Tobie się udało osiągnać i czego dorobić że tak mówisz? Jednym słowem, co zbudowałeś Wont?
                                      >
                                      • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 09:27
                                        zawle napisała:

                                        > Ciebie chyba pojebało? Degradacja społeczna i zawodowa? To jak Twoją można nazw
                                        > ać? Bo co Tobie się udało osiągnać i czego dorobić że tak mówisz? Jednym słowem
                                        > , co zbudowałeś Wont?
                                        ---------
                                        Przypierdalasz sie bo lubisz czy po prostu nie umiesz czytac ze zrozumieniem? To co ja mam to mam ja i nic ci do tego. Degradacja spoleczna i zawodowa kitty oznacza spadek jej pozycji spolecznej i zawodowej po przeprowadzce do Holandii wzgledem jej statusu przed przeprowadzka. Mnie nie ma w tym rownaniu. Nie wiem na chuj to w ogole wyjasniam zamiast jebnac ignora, bo wydawalo mi sie, ze dyskustuje z ludzmi kumatymi.
                                        • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 09:35
                                          wont2 napisał:> Przypierdalasz sie bo lubisz czy po prostu nie umiesz czytac ze zrozumieniem? T
                                          > o co ja mam to mam ja i nic ci do tego. Degradacja spoleczna i zawodowa kitty o
                                          > znacza spadek jej pozycji spolecznej i zawodowej po przeprowadzce do Holandii w
                                          > zgledem jej statusu przed przeprowadzka. Mnie nie ma w tym rownaniu. Nie wiem n
                                          > a chuj to w ogole wyjasniam zamiast jebnac ignora, bo wydawalo mi sie, ze dysku
                                          > stuje z ludzmi kumatymi.
                                          >

                                          Nie, ma po prostu inne zdanie niż Twoja ocena. I wtedy..o kurwa..pojawiasz się w tym równaniu. Gdybym byłą głupią cipą to bym Ci tu napisała że matką została, na zachodzi siedzi, studia skończyła, języka się nauczyła. Ale ja Ci powiem że jebie mnie pozycja społeczna i zawodowa bo znam niejedno dno z taką pozycją że hoho. Pierdolisz coś o tym że nie rozumiesz o jakie półki chodzi, a sam ludzi na nie wpychasz. Wiem, Ty byś wyruchał nawet żulicę bez zawodu, ale Twoje ruchanie to jak wytarcie o kogoś brudnego fiuta, cokolwiek byś na ten temat tu nie wypisywał w chwilach posuchy.
                                          • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 10:00
                                            zawle napisała:

                                            > Nie, ma po prostu inne zdanie niż Twoja ocena. I wtedy..o kurwa..pojawiasz się
                                            > w tym równaniu.
                                            -------
                                            O kurwa. Zdanie to mozesz miec jakie sobie tam chcesz. I tak jebaloby mnie ono, gdyby mnie w ogole mialo czas i ochote jebac, mocno i doglebnie jak czarne dildo.

                                            Gdybym byłą głupią cipą to bym Ci tu napisała że matką została,
                                            > na zachodzi siedzi, studia skończyła, języka się nauczyła. Ale ja Ci powiem że
                                            > jebie mnie pozycja społeczna i zawodowa bo znam niejedno dno z taką pozycją że
                                            > hoho. Pierdolisz coś o tym że nie rozumiesz o jakie półki chodzi, a sam ludzi
                                            > na nie wpychasz.
                                            ---------
                                            A widzisz, mnie tez pierdoli pozycja spoleczna czy zawodowa, tylko ze ja nie ignoruje jej istnienia. Zreszta, co ja ci bede pisac...


                                            Wiem, Ty byś wyruchał nawet żulicę bez zawodu, ale Twoje rucha
                                            > nie to jak wytarcie o kogoś brudnego fiuta, cokolwiek byś na ten temat tu nie w
                                            > ypisywał w chwilach posuchy.
                                            ----------
                                            Calkiem mozliwe, ze bym wyruchal zulice bez zawodu. Jakby byla atrakcyjna, inteligenta i miala rowno pod sufitem to czemu nie? :)
                                            • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 10:09
                                              wont2 napisał:> O kurwa. Zdanie to mozesz miec jakie sobie tam chcesz. I tak jebaloby mnie ono,
                                              > gdyby mnie w ogole mialo czas i ochote jebac, mocno i doglebnie jak czarne dil
                                              > do.

                                              Mogę i mam. Już Ci miałam napisać żebyś na jakąś instytucję charytatywną dał, żeby Ci spadło ciśnienie, ale doczytałam że Cię twoja fantazja jednak nie wyjebała. Szkoda, może znowu byłbyś romantyczny;)

                                              > Calkiem mozliwe, ze bym wyruchal zulice bez zawodu. Jakby byla atrakcyjna, inte
                                              > ligenta i miala rowno pod sufitem to czemu nie? :)

                                              Mówię i mam. Jakbyś nie ruchał tych co mają nierówno. Tym sposobem poddaję w wątpliwość pozostałe wymogi;)
                                            • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 10:10
                                              Tak mi sie skojarzylo przy okazji klotni z zawle na temat "degradacji spolecznej i zawodowej" - wiadomo, ze po drugiej wojnie swiatowej dziesiatki tysiecy polskich zolnierzy zostalo na emigracji i wielu z nich emigracje przyplacilo wlasnie degradacja spoleczna i zawodowa. General Maczek na przyklad byl barmanem w Edynburgu. General Sosabowski - zwyklym robotnikiem. No i biada, jakby ktos nie daj Boze, napisal, ze Sosabowski czy Maczek przyplacili emigracje degradacja spoleczna i zawodowa, bo zaraz by taka ciotuchna rewolucji, zawle, zaatakowala - oni nauczyli sie jezyka i mieszkaja na Zachodzie! A ty co, chuju? Cozesz zrobil ze swoim zyciem ze krytykujesz?! :)
                                              • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 10:13
                                                Drugi marek się z Ciebie robi. A jak tak było u Clintonów?
                                              • marek.zak1 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 11:36
                                                wont2 napisał:

                                                > Tak mi sie skojarzylo przy okazji klotni z zawle na temat "degradacji spolecznej i zawodowej" - wiadomo, ze po drugiej wojnie swiatowej dziesiatki tysiecy polskich zolnierzy zostalo na emigracji i wielu z nich emigracje przyplacilo wlasnie degradacja spoleczna i zawodowa. General Maczek na przyklad byl barmanem w Edynburgu. General Sosabowski - zwyklym robotnikiem. No i biada, jakby ktos nie daj Boze, napisal, ze Sosabowski czy Maczek przyplacili emigracje degradacja spoleczna i zawodowa,
                                                ================================================
                                                A wiesz kiedyś dawno temu spotkałem w UK byłego polskiego oficera, który mi powiedział, że woli za zachodzie w wolnym świecie pracować jako robotnik i jeździć na wakacje na Majorkę, niż mieszkać pod sowiecką okupacją.
                                                • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 12:12
                                                  marek.zak1 napisał:

                                                  > A wiesz kiedyś dawno temu spotkałem w UK byłego polskiego oficera, który mi pow
                                                  > iedział, że woli za zachodzie w wolnym świecie pracować jako robotnik i jeździć
                                                  > na wakacje na Majorkę, niż mieszkać pod sowiecką okupacją.
                                                  --------
                                                  Ja to doskonale rozumiem, tyle, ze fakt, ze polskiemu oficerowi WP, pracujacemu po wojnie w angielskiej fabryce bylo i tak czesto lepiej niz gdyby wrocil do powojennej Polski, to nie jest to argument uzsadaniajacy traktowanie polskich weteranow przez UK. Przypomne - tylko czterech ze 130 generalow otrzymalo skromna emeryture. 15 generalom przyznano specjalny jednorazowy grant w wysokosci tysiaca funtow. Tylko nieliczni zolnierze otrzymali mozliwosc kontynuowania nauki na uniwersytetach. Jednym slowem - potraktowano ich jak nikomu niepotrzebnych ludzi, ktorzy moga sie przydac jedynie jako parobasy. I o to mi chodzilo z kitty - ze dala bardzo duzo od siebie - zrezygnowala z dotychczasowej kariery zawodowej, urodzila i odchowala facetowi dziecko, to czegos powinna jednak od tego faceta oczekiwac, jakiejs wymiernej pomocy a nie godzic sie na wszystko.
                                                  • marek.zak1 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 12:19
                                                    wont2 napisał:


                                                    > Ja to doskonale rozumiem, tyle, ze fakt, ze polskiemu oficerowi WP, pracujacemu po wojnie w angielskiej fabryce bylo i tak czesto lepiej niz gdyby wrocil do powojennej Polski, to nie jest to argument uzsadaniajacy traktowanie polskich weteranow przez UK. Przypomne - tylko czterech ze 130 generalow otrzymalo skromna emeryture. 15 generalom przyznano specjalny jednorazowy grant w wysokosci tysiaca funtow. Tylko nieliczni zolnierze otrzymali mozliwosc kontynuowania nauki na uniwersytetach.
                                                    =====================================
                                                    Wont, UK po IIWŚ było całkowitym bankrutem.

                                                    ---------------------------------------------------------------------

                                                    Jednym slowem - potraktowano ich jak nikomu niepotrzebnych ludzi, ktorzy moga sie przydac jedynie jako parobasy. I o to mi chodzilo z kitty - ze dala bardzo duzo od siebie - zrezygnowala z dotychczasowej kariery zawodowej, urodzila i odchowala facetowi dziecko, to czegos powinna jednak od tego faceta oczekiwac, jakiejs wymiernej pomocy a nie godzic sie na wszystko.
                                                    ---------------------------------------------
                                                    Z korpoświata: "You don't get what you deserve, you get what you negootiate".
                                                    >
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 13:09
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    Wont, UK po IIWŚ było całkowitym bankrutem.
                                                    ------------
                                                    Jasssssne. I nie stac ich bylo na zaproszenie polskich zolnierzy na londynska defilade z okazji zakonczenia II wojny swiatowej. Dzielni zolnierze z Fiji dostali zaproszenie. Brytyjscy generalowie rowniez nie dostali zolnierskich emerytur, a brytyjscy zolnierze nie dostali zasilkow i pomocy w kontynuowaniu nauki lub znalezieniu pracy.


                                                    > Z korpoświata: "You don't get what you deserve, you get what you negootiate".
                                                    -----------
                                                    No tak, tylko zeby negocjowac to trzeba miec jakakolwiek karte negocjacyjna. A Brytole mieli - mogli ich wszystkich wyslac do komunistycznej Polski.
                                                  • marek.zak1 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 13:47
                                                    wont2 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > Wont, UK po IIWŚ było całkowitym bankrutem.
                                                    > ------------
                                                    > Jasssssne. I nie stac ich bylo na zaproszenie polskich zolnierzy na londynska defilade z okazji zakonczenia II wojny swiatowej. Dzielni zolnierze z Fiji dostali zaproszenie. Brytyjscy generalowie rowniez nie dostali zolnierskich emerytur, a brytyjscy zolnierze nie dostali zasilkow i pomocy w kontynuowaniu nauki lub znalezieniu pracy.
                                                    ===========================================

                                                    Wont, będąc korpo i mając tyle lat jesteś idealista. Nie wiesz, ze są równi i równiejsi?
                                                    Dziadek mojej żony, będąc inżynierem wyjechał do Kanady i tam sobie świetnie poradził.


                                                    > > Z korpoświata: "You don't get what you deserve, you get what you negootiate".
                                                    > -----------
                                                    > No tak, tylko zeby negocjowac to trzeba miec jakakolwiek karte negocjacyjna. A Brytole mieli - mogli ich wszystkich wyslac do komunistycznej Polski.
                                                    ===========================================

                                                    No właśnie, mieli i wykorzystali.
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 12:24
                                                    wont2 napisał: I o to mi chodzilo z kitty
                                                    > - ze dala bardzo duzo od siebie - zrezygnowala z dotychczasowej kariery zawodow
                                                    > ej, urodzila i odchowala facetowi dziecko, to czegos powinna jednak od tego fac
                                                    > eta oczekiwac, jakiejs wymiernej pomocy a nie godzic sie na wszystko.
                                                    >

                                                    O....Wont wie na co POWINNA się godzić, na co nie. I zna doskonale układy kitki z ojcem jej dziecka. Dobre rady daje. Świat się kończy;)
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 13:01
                                                    zawle napisała:

                                                    > O....Wont wie na co POWINNA się godzić, na co nie. I zna doskonale układy kitki
                                                    > z ojcem jej dziecka. Dobre rady daje. Świat się kończy;)
                                                    ---------
                                                    W przeciwienstwie do ciebie zawle, ja nie pisze ze WIEM, ja pisze ze UWAZAM. A ukladow kitty z ojcem jej dziecka nie znam. Znam, bo je sama opisuje na forum, efekty tych ukladow.
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 13:16
                                                    wont2 napisał: > W przeciwienstwie do ciebie zawle, ja nie pisze ze WIEM, ja pisze ze UWAZAM. A
                                                    > ukladow kitty z ojcem jej dziecka nie znam. Znam, bo je sama opisuje na forum,
                                                    > efekty tych ukladow.

                                                    A co ja wiem? Jak kitka ma się z ojcem dziecka? Czy jest zdegradowana społecznie i zawodowo? Czy może piszę że wiem o sprawach o których wiem że wiem. Niestety o niewielu rzeczach wiem. Wiele się tutaj dowiedziałam. Że faceci "pozwalają" swoim kobietom na dziecko ale większość z nich nie chce. Może i tak było u kitki? On jej "pozwolił" żeby zaruchać? To takie wasze.
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 13:29
                                                    zawle napisała:

                                                    > Może i tak było u kit
                                                    > ki? On jej "pozwolił" żeby zaruchać? To takie wasze.
                                                    ---------
                                                    Wczoraj wieczorem kitty pisala, ze on tak samo jak ona chcial dziecka i sie zgadali. Przeciez to jest w ogole clou. Przeciez jakby on tego dziecka nie chcial, to caly moj wywod o tym, ze... ech, szkoda gadac.
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 13:41
                                                    wont2 napisał:
                                                    > Wczoraj wieczorem kitty pisala, ze on tak samo jak ona chcial dziecka i sie zga
                                                    > dali. Przeciez to jest w ogole clou. Przeciez jakby on tego dziecka nie chcial,
                                                    > to caly moj wywod o tym, ze... ech, szkoda gadac.
                                                    >

                                                    Widzisz wont. Ty nawet jakbyś wiedział na pewno to dalej mógłbyś mieć argumenty z dupy.Czy Ty myślisz że któryś z tu obecnych tatusiów- nie chcących- dzieci głosi te swoje mądrości w domach przy niedzielnym rosole po mszy świętej? Gówno głosi. Dlatego ludziom nie ma co ufać i wierzyć że mówią prawdę albo to, co na serio czują. Gadają nakręcani hormonami, machiną społeczną, chęcią sprowokowania czy błyśnięcia. Partner kitki z tego co ona pisze to bardzo dobry ojciec. Mój były mąż też taki był. I gdybym z nim zostawiła dzieci to pewnie nadal by je kochał. Ale pojechały ze mną, a jemu się zrobiło za daleko i mało warte. I czy ja mogę żądać? Bo oboje chcieliśmy? Czy mam wykrzykiwać że udawał? Nie żądam i nie udawał. Mam wpływ na siebie i swoje życie. On nie dał rady, dałam ja. Nie da się nikogo do niczego przymusić, ani się na każda ewentualność zabezpieczyć, zwłaszcza cudzym kosztem. Sobą można się chronić.
                                                  • bianka02 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 19:31
                                                    zawle napisała:
                                                    > Widzisz wont. Ty nawet jakbyś wiedział na pewno to dalej mógłbyś mieć argumenty
                                                    > z dupy.Czy Ty myślisz że któryś z tu obecnych tatusiów- nie chcących- dzieci g
                                                    > łosi te swoje mądrości w domach przy niedzielnym rosole po mszy świętej? Gówno
                                                    > głosi. Dlatego ludziom nie ma co ufać i wierzyć że mówią prawdę albo to, co na
                                                    > serio czują. Gadają nakręcani hormonami, machiną społeczną, chęcią sprowokowani
                                                    > a czy błyśnięcia. Partner kitki z tego co ona pisze to bardzo dobry ojciec. Mój
                                                    > były mąż też taki był. I gdybym z nim zostawiła dzieci to pewnie nadal by je k
                                                    > ochał. Ale pojechały ze mną, a jemu się zrobiło za daleko i mało warte. I czy j
                                                    > a mogę żądać? Bo oboje chcieliśmy? Czy mam wykrzykiwać że udawał? Nie żądam i n
                                                    > ie udawał. Mam wpływ na siebie i swoje życie. On nie dał rady, dałam ja. Nie da
                                                    > się nikogo do niczego przymusić, ani się na każda ewentualność zabezpieczyć, z
                                                    > właszcza cudzym kosztem. Sobą można się chronić.


                                                    zawle nic juz nie musisz jak wiesz. Mozesz jedynie zadac sobie pytanie czy czy on nie dal rady byc dalej fajnym ojcem dla Waszych dzieci bo TY nic w tej sprawie nie zrobilas.

                                                    A czasami warto chlopu pomoc byc dalej DOBRYM ojcem. Ty nie stracisz a dzieci zyskaja.
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 19:41
                                                    bianka02 napisała: >
                                                    > A czasami warto chlopu pomoc byc dalej DOBRYM ojcem. Ty nie stracisz a dzieci
                                                    > zyskaja.

                                                    Czyli? Może jakieś dobre rady? Najlepiej konkrety.
                                                  • bianka02 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 18:35
                                                    Nie mam dla Ciebie dobrych rad. Masz swoje racje ale skoro Twoj byly byl dobrym ojcem a teraz corka nie ma z nim kontaktu to chyba cos tu nie halo...czy czasem nie pomoglas tej sytuacji ?
                                                • mabelle2000 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 12:26
                                                  marek.zak1 napisał:

                                                  > A wiesz kiedyś dawno temu spotkałem w UK byłego polskiego oficera, który mi pow
                                                  > iedział, że woli za zachodzie w wolnym świecie pracować jako robotnik i jeździć
                                                  > na wakacje na Majorkę, niż mieszkać pod sowiecką okupacją.

                                                  Szczerze, to tez wole w wolnym swiecie pracowac jako robotnik, nawet bez tych wyjazdow na Majorke ;-), niz mieszkac pod watykanska okupacja.
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 12:29
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > A wiesz kiedyś dawno temu spotkałem w UK byłego polskiego oficera, który
                                                    > mi pow
                                                    > > iedział, że woli za zachodzie w wolnym świecie pracować jako robotnik i j
                                                    > eździć
                                                    > > na wakacje na Majorkę, niż mieszkać pod sowiecką okupacją.
                                                    >
                                                    > Szczerze, to tez wole w wolnym swiecie pracowac jako robotnik, nawet bez tych w
                                                    > yjazdow na Majorke ;-), niz mieszkac pod watykanska okupacja.

                                                    jedyny plus Polski to to że tu nie ma tylu kolorowych
                                                  • mabelle2000 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 12:36
                                                    zawle napisała:

                                                    > jedyny plus Polski to to że tu nie ma tylu kolorowych

                                                    Chyba minus ? ;-) Ludzie dziela sie na "kolorowych" i "akuratnych". Prawda, w Polsce za duzo kolorowych nie ma, a akuratnosc jest malo atrakcyjna :-P
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 12:45
                                                    Akuratność jest w Polsce mało atrakcyjna? Wzorzec jaki jest każdy wie i co zrobić żeby być akurat. No chyba że inaczej to pojęcie rozumiemy. Ja kolorowych nie lubię. W nadmiarze ich nie lubię. Mieszkałam obok wielu, jednak lubię wiedzieć że tu jestem u siebie, a tam u nich. Własne zasady i cudze zasady. Świat jest wtedy prostszy.
                                                  • mabelle2000 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 13:11
                                                    zawle napisała:

                                                    > Mieszkałam obok wielu, jednak lubię wiedzieć
                                                    > że tu jestem u siebie, a tam u nich. Własne zasady i cudze zasady. Świat jest
                                                    > wtedy prostszy.

                                                    Wlasne zasady, a ktore sa wlasne, skoro polski Bog jest zydem, demokracja grecka, wodka rosyjska, auto japonskie, alfabet lacinski, cyfry arabskie, pizza wloska, kawa brazylijska, filmy amerykanskie, kebab turecki, a urlop kroacki ? ;-)
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 13:24
                                                    hehe...dobrych rzeczy nie pytam się o pochodzenie:)) Nie chcę znaleźć się z państwie w którym będzie mi się wydawało że mam prawo sama po sylwestrze do domu wrócić, krótkie kiecki nosić i mijać ludzi tak blisko jak pozwalają warunki i nie bać się że obrażam czyjeś uczucia religijne na każdym kroku. Kiedyś wpuściliśmy do naszego kraju chrześcijan to może powinniśmy się uczyć na błędach? ;)
                                                  • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:05
                                                    Tu się z zawle zgodzę. Róznorodność etniczna i kulturowa jest bardzo fajnym zjawiskiem dopóty dopóki jest w mniejszości do kultury tubylców.
                                                    To jak z daniem i przyprawą - odpowiednia ilość wzbogaca smak potrawy, nadmierna zabija ten smak.
                                                    W tej chwili, niestety, w paru miejscach Europy ten balans zaczyna się chwiać. To nie jest dobre.
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:15
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Tu się z zawle zgodzę. Róznorodność etniczna i kulturowa jest bardzo fajnym zja
                                                    > wiskiem dopóty dopóki jest w mniejszości do kultury tubylców.
                                                    > To jak z daniem i przyprawą - odpowiednia ilość wzbogaca smak potrawy, nadmiern
                                                    > a zabija ten smak.
                                                    > W tej chwili, niestety, w paru miejscach Europy ten balans zaczyna się chwiać.
                                                    > To nie jest dobre.

                                                    I dopóki jest pełna pokory, tolerancji i zrozumienia. Czego w naszym świecie nie ma zbyt wiele.
                                              • mabelle2000 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 11:39
                                                wont2 napisał:

                                                > Tak mi sie skojarzylo przy okazji klotni z zawle na temat "degradacji spoleczne
                                                > j i zawodowej" - wiadomo, ze po drugiej wojnie swiatowej dziesiatki tysiecy pol
                                                > skich zolnierzy zostalo na emigracji i wielu z nich emigracje przyplacilo wlasn
                                                > ie degradacja spoleczna i zawodowa.

                                                To jest typowy przeciez problem pierwszego pokolenia emigracji, nic nadzwyczajnego nie piszesz. Drugie pokolenie nie ma juz tych wszystkich schiz, nie walczy do upadlego, nie urabia sie po uszy, nie stoi w rozkroku miedzy dwoma krajami, nie musi zmudnie uczyc sie obcego dla siebie jezyka. Drugie pokolenie na obczyznie sie rodzi, wiec czuje sie jak u siebie, a ta obczyzna jest jego ojczyzna. Wiem o czym pisze, bo sama jestem tym pierwszym pokoleniem i poczatki, podobnie jak u Kitty, byly dla mnie bardzo trudne. Niechetnie wracam wspomnieniami do tamtych czasow, bo te walke przyplacilam takze wlasnym zdrowiem. Zauwazylam natomiast, ze wiekszosc ludzi zyjacych w Polsce i nigdy sie z niej nie ruszajac, w ogole nie ma pojecia czym jest emigracja i jak trudny to etap w zyciu. Nie nazwalabym jednak emigracji degradacja spoleczna i zawodowa, chocby z tego wzgledu, ze wyjazd z kraju miedzy innymi pozwolil mi sie uporac z takim widzeniem swiata jaki Ty przedstawiasz- "w Polsce bylem kims , a teraz jestem nikim". Serio to mysle, ze Polsce bylam nikim i teraz tez jestem nikim :-) z ta roznica, ze tutaj nikogo nie obchodzi na jakim stanowisku pracuje i jaka wykonuje prace, nie czuje sie wiec ani gorsza, ani glupsza od tubylcow. Faktem jest natomiast, ze dostalam szanse, aby zjednac sobie tych ludzi otwartoscia, uczciwoscia, solidnoscia i pracowitoscia, i z tej szansy skorzystalam. Bilans wiec, dla mnie przynajmniej, wychodzi na plus, mimo, ze w opinii przecietnego Polaka jestem tu bardziej robolem, niz kims kto zrobil zawodowa kariere.
                                            • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:55
                                              wont2 napisał:

                                              > O kurwa. Zdanie to mozesz miec jakie sobie tam chcesz. I tak jebaloby mnie ono,
                                              > gdyby mnie w ogole mialo czas i ochote jebac, mocno i doglebnie jak czarne dil
                                              > do.

                                              Jessu co Ci sie stalo Wont? Zawsze nawolywales do wzajemnej uprzejmosci, zwracales sie do ludzi zdrobnieniami zeby bylo milo i sympatycznie, a teraz tak z grubej rury? NIe poznaje.

                                              > Gdybym byłą głupią cipą to bym Ci tu napisała że matką została,
                                              > > na zachodzi siedzi, studia skończyła, języka się nauczyła. Ale ja Ci pow
                                              > iem że
                                              > > jebie mnie pozycja społeczna i zawodowa bo znam niejedno dno z taką pozy
                                              > cją że
                                              > > hoho. Pierdolisz coś o tym że nie rozumiesz o jakie półki chodzi, a sam
                                              > ludzi
                                              > > na nie wpychasz.
                                              > ---------
                                              > A widzisz, mnie tez pierdoli pozycja spoleczna czy zawodowa, tylko ze ja nie ig
                                              > noruje jej istnienia. Zreszta, co ja ci bede pisac...

                                              Tak zdegradowalam sie spolecznie i zawodowo i z tego powodu cierpie ale to ja (przeciez nie Wy ;) i tez nie wiem na ile jest w tym noszonego nieszczescia we mnie i ogolnego zjebania, a na ile jakis racjonalizacji mojego umyslu. ALE to wazne wracajac do polek:
                                              1. w Polsce z rzetelna pozycja spoleczno-zawodowa po rozwodzie zaraz przed 30stka nie interesowalam nikogo (chyba ze na niezobowiazujacy seks)
                                              2. w Holandii z chujowa pozycja spoleczno-zawodowa po rozwodzie zaraz przed 30stka mialam mozliwosc wejscia w zwiazek i zalozenia rodziny (+ mozliwosci niezobowiazujacego seksu tez).
                                              Rynek ksztaltowal mozliwosci, ja dokonalam wyboru. Wszystko. Mozemy sie najwyzej zastanawiac dlaczego w Polsce rynek byl tak wymagajacy. Ale to np sea.sea moze popisac, bo jest w podobnej sytuacji, jak ja bylam dekade temu. U mnie to juz generalnie pozamiatane.

                                              Nie ma sie o co zrec.
                                              • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 15:08
                                                hello-kitty2 napisała:

                                                > Jessu co Ci sie stalo Wont? Zawsze nawolywales do wzajemnej uprzejmosci, zwraca
                                                > les sie do ludzi zdrobnieniami zeby bylo milo i sympatycznie, a teraz tak z gru
                                                > bej rury? NIe poznaje.
                                                --------
                                                Oj, bo sie dojebala do mnie w zlym czasie i mi zylka pekla. Sorry.


                                                > Tak zdegradowalam sie spolecznie i zawodowo i z tego powodu cierpie ale to ja (
                                                > przeciez nie Wy ;) i tez nie wiem na ile jest w tym noszonego nieszczescia we m
                                                > nie i ogolnego zjebania, a na ile jakis racjonalizacji mojego umyslu. ALE to wa
                                                > zne wracajac do polek:
                                                > 1. w Polsce z rzetelna pozycja spoleczno-zawodowa po rozwodzie zaraz przed 30st
                                                > ka nie interesowalam nikogo (chyba ze na niezobowiazujacy seks)
                                                > 2. w Holandii z chujowa pozycja spoleczno-zawodowa po rozwodzie zaraz przed 30s
                                                > tka mialam mozliwosc wejscia w zwiazek i zalozenia rodziny (+ mozliwosci niezob
                                                > owiazujacego seksu tez).
                                                > Rynek ksztaltowal mozliwosci, ja dokonalam wyboru. Wszystko. Mozemy sie najwyze
                                                > j zastanawiac dlaczego w Polsce rynek byl tak wymagajacy. Ale to np sea.sea moz
                                                > e popisac, bo jest w podobnej sytuacji, jak ja bylam dekade temu. U mnie to juz
                                                > generalnie pozamiatane.
                                                ----------
                                                No jakos nie wierze, ze nikt cie nie chcial do zwiazku te kilkanascie lat temu. Tylko ty wsrod jakichs chujkow szukalas, imponowaly ci, zreszta nadal imponuja, tanie lobuzerskie chwyty, pozory, to nie ma sie co dziwic.
                                                • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 15:12
                                                  wont2 napisał: > Oj, bo sie dojebala do mnie w zlym czasie i mi zylka pekla. Sorry.

                                                  Bliższe prawdy jest że Tobie dojebałam, nie do Ciebie się.
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 15:18
                                                    zawle napisała:

                                                    > Bliższe prawdy jest że Tobie dojebałam, nie do Ciebie się.
                                                    --------
                                                    Najbardziej mnie zabolalo twoje stwierdzenie, ze mam brudnego kutasa, chlip chlip. Kogo jak kogo ale kutasa mam czystego, zadbanego i przystrzyzonego jak Ogrod Lazienkowski.
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 15:26
                                                    wont2 napisał:
                                                    > Najbardziej mnie zabolalo twoje stwierdzenie, ze mam brudnego kutasa, chlip chl
                                                    > ip. Kogo jak kogo ale kutasa mam czystego, zadbanego i przystrzyzonego jak Ogro
                                                    > d Lazienkowski.

                                                    hehe....jak ma na imię? Ręki mu jednak nie podam;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 16:07
                                                    zawle napisała:

                                                    > wont2 napisał:
                                                    > > Najbardziej mnie zabolalo twoje stwierdzenie, ze mam brudnego kutasa, chl
                                                    > ip chl
                                                    > > ip. Kogo jak kogo ale kutasa mam czystego, zadbanego i przystrzyzonego ja
                                                    > k Ogro
                                                    > > d Lazienkowski.
                                                    >
                                                    > hehe....jak ma na imię? Ręki mu jednak nie podam;)

                                                    hehe mamy sympatyczny final dzisiajszej napierdalanki: zadbanego kutasa z grzywka, czyscioszka. W podstawowkach za moich czasow tarcze sie dostawalo za bycie czysciochem do przyszycia na fartuszek. Wiem, bo mialam, na zdjeciu klasowym tak ja eksponowalam, ze nie zauwazylam ze w spodniczne w rozkroku siedzie i mi kino widac ;) Od razu mi sie przypomnialy deklarowane sabatowe chaszcze przypomnialy. Dementuje zem widziala (juz wole dmuchac na zimne).
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 16:15
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > hehe....jak ma na imię? Ręki mu jednak nie podam;)
                                                    >
                                                    > hehe mamy sympatyczny final dzisiajszej napierdalanki: zadbanego kutasa z grzyw
                                                    > ka, czyscioszka.
                                                    --------
                                                    No i gdzie ty tu widzisz sympatyczny final, bo jakos go nie dostrzegam? Sympatyczny final bylby wtedy gdyby zawle podala mu jednak reke i doprowadzila do sympatycznego finalu :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 16:49
                                                    wont2 napisał:

                                                    > No i gdzie ty tu widzisz sympatyczny final, bo jakos go nie dostrzegam? Sympaty
                                                    > czny final bylby wtedy gdyby zawle podala mu jednak reke i doprowadzila do symp
                                                    > atycznego finalu :)

                                                    Jak mam byc szczera to wole Cie z bluzgami na ustach niz jako ducha minionych walentynek mizdzacego sie interakcyjnie do bab. Wtedy to mi sie robi na te dialogi jak temu psu na mysl o dziecku - nowym nabytku domowego ogniska ;) (bohaterowie filmiku przypadkowi tj nie zwiazani z dyskusja)
                                                    www.youtube.com/watch?v=Wz4JI6ebqJk
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 16:57
                                                    hello-kitty2 napisała: > Jak mam byc szczera to wole Cie z bluzgami na ustach niz jako ducha minionych w
                                                    > alentynek mizdzacego sie interakcyjnie do bab.

                                                    Wont lubi różnorodne smaki:))
                                                • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 16:14
                                                  wont2 napisał:

                                                  > No jakos nie wierze, ze nikt cie nie chcial do zwiazku te kilkanascie lat temu.
                                                  > Tylko ty wsrod jakichs chujkow szukalas, imponowaly ci, zreszta nadal imponuja
                                                  > , tanie lobuzerskie chwyty, pozory, to nie ma sie co dziwic.

                                                  hehe rozne chujki z doktoratami ;) Problemem bylo, ze nie szukalam, jak i teraz nie szukam. Ale gdybym byla calkowicie wolna i bez zobowaiazan to bym dzialala metodycznie tj szukalabym za pomoca stron randkowych. Wszyscy tutaj, ktorzy tej metody uzywali chwalili sobie i sa w udanych zwiazkach. Tak przynajmniej kojarze. Dziwie Ci sie, ze sam tak nie robisz.
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 16:20
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > hehe rozne chujki z doktoratami ;) Problemem bylo, ze nie szukalam, jak i teraz
                                                    > nie szukam. Ale gdybym byla calkowicie wolna i bez zobowaiazan to bym dzialala
                                                    > metodycznie tj szukalabym za pomoca stron randkowych. Wszyscy tutaj, ktorzy te
                                                    > j metody uzywali chwalili sobie i sa w udanych zwiazkach. Tak przynajmniej koja
                                                    > rze. Dziwie Ci sie, ze sam tak nie robisz.
                                                    ---------
                                                    No nie wiem... Bo ja to taki bardziej romantyk jestem, wierze w wyjatkowosc, porozumienie dusz, a te serwisy randkowe to jakies takie odhumanizowane, tasmowe. Zobacze.
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 16:37
                                                    wont2 napisał:

                                                    > No nie wiem... Bo ja to taki bardziej romantyk jestem, wierze w wyjatkowosc, po
                                                    > rozumienie dusz, a te serwisy randkowe to jakies takie odhumanizowane, tasmowe.
                                                    > Zobacze.

                                                    Przylacze sie do: no tez nie wiem... Romantyzm Ci wyszedl jak wsiadles na Zawle ;) NIe zebym krytykowala, znamy sie tu wszyscy jak lyse konie, jezdzimy po sobie rowno ale ale ten Twoj romantyzm to taki naciagany jak na moje oko. Brdziej obstawaialabym, ze Ci sie nie chce roboty wykonac, bo to pewnie w cholere grzebania jest w tych randkowych profilach i gadke trzeba zaczac. Ale mozesz szybciutko odsiac niesamodzielne od samodzielnych. To na pewno, a tak to sie w jakies przypadkowo niesamodzielnej zakochasz, co ja na przystanku czy w sklepie przypadkowo-romantycznie spotkasz... ;) i potem walka ze soba.
                                              • sea.sea Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 21:00
                                                Ja się też rozwodziłam tuż przed 30tką i akurat tamten okres znakomicie wspominam, nigdy wcześniej i nigdy później się wokół mnie nie kłębiły takie dzikie zainteresowane tłumy. Ciekawe, czy to ma związek z faktem, że nigdy wcześniej, ani nigdy później nie byłam tak chuda ;))))

                                                Przez miniony rok, nawet się specjalnie nie rozglądając, właściwie w ogóle się nie rozglądając, spokojnie bym znalazła co najmniej dwóch osobników zainteresowanych związkiem. Mimo, że jesteśmy w Polsce, jestem już jak forumowa mądrość głosi - stara i w dodatku (chwilowo) wcale nie chuda ;) Tyle, że ja zawsze byłam w tej komfortowej sytuacji, że nie chciałam i nadal nie chcę się rozmnażać i w dodatku raczej powoli się angażuję, więc bardzo możliwe, że to, co we mnie głównie kręci, to atmosfera mania ogólnie wy*bane. Bo nie to, że jestem znowu jakaś wybitnie czarująca od pierwszego, czy nawet od trzeciego wejrzenia, albowiem chyba raczej nie ;)

                                                Mój główny obecnie problem to jest taki, że ja nie szukam związku - rozumianego przez: mieszkanie razem, wspólny budżet, plany na przyszłość itp itd, w sensie potocznym. Ja szukam kogoś do kochania, czasami zdaje mi się nawet, że bardziej mi na tym zależy, niż na byciu kochaną. O ile oczywiście obiekt uczuć rzeczonej miłości jawnie nie bojkotuje ;) Szukam relacji, interakcji, czegoś, co poruszy moje serce i mój mózg. I jeśli nie znajdę, to jestem pewna, że nie dlatego, że jestem za stara, że mam za dużą dupę czy za małe oczy ;)
                                                • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 21:05
                                                  > Ciekawe, czy to ma związek z faktem, że nigdy wcześniej, ani
                                                  > nigdy później nie byłam tak chuda ;))))

                                                  Mogę potwierdzić tezę, która łamie również życzeniowe myślenie, jak to mężczyźni masowo (podkreślam - masowo, ja wiem, że fani są) lecą na nadwagę, zwaną poprawnie politycznie krągłościami, czy na lansowane obecnie tyłki o cztery rozmiary większe, niż reszta sylwetki. Najwięcej ważyłam w życiu jakieś 56 kg, cyc był stosownie większy i jakoś takiego szału, jak w wersji szczupłej/chudej, nie robiłam. Oczywiście chętni byli, ale tłumy pojawiają i pojawiały się, gdy jestem bardzo szczupła.
                                                  • sea.sea Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 21:26
                                                    No niezupełnie, bo wcześniejsze apogeum, choć mniej imponujące, miałam, jak byłam dość mocno zaokrąglona. A jak Ty się czujesz sama ze sobą w większej wersji? Bo mnie się wydaje, że w pewnych granicach normy i przy odpowiednio szczęśliwie rozłożonej nadwadze (taką ma np Ewa Farna teraz, jest spora, ma cyc, ale nadal trzyma proporcje, a nie że pączek na chudych nóżkach) to jednak największą różnicę robi attitude nosicielki/nosiciela nadwagi. Ja się osobiście zaokrąglona czuję tak sobie, więc jakby odruchowo nie wysyłam sygnałów do wyrywu, ale zaobserwowałam, że jak mimo tego mam dobry humor i postawę "Świat jest, kurwa, mój", to koledzy z fabryki się robią nagle momentalnie bardziej zagadujący i uczynni, jakby im kto pstryczek przestawił. Dzisiaj miałam humor wyjątkowo dobry i wygrzebałam z szafy wcześniej nienoszony żakiecik, skutkiem tego jeden z kolegów bliższych zagapił się na mnie w niejakim zaskoczeniu i zdiagnozował z tonem podziwu "e, ty coś ze sobą zrobiłaś! ale co?". Właśnie, poza attitude, to nic, nawet umalowana nie byłam :))
                                                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 19.01.16, 19:36
                                                    > No niezupełnie, bo wcześniejsze apogeum, choć mniej imponujące, miałam, jak był
                                                    > am dość mocno zaokrąglona. A jak Ty się czujesz sama ze sobą w większej wersji?
                                                    > Bo mnie się wydaje, że w pewnych granicach normy i przy odpowiednio szczęśliwi
                                                    > e rozłożonej nadwadze (taką ma np Ewa Farna teraz, jest spora, ma cyc, ale nada
                                                    > l trzyma proporcje, a nie że pączek na chudych nóżkach) to jednak największą ró
                                                    > żnicę robi attitude nosicielki/nosiciela nadwagi.

                                                    W "większej" wersji, to ja rozmiar 38 zamiast 34 nosiłam.:) Zdecydowanie wolę siebie teraz, ewentualnie ze 3-4 kg na plusie mogłyby być - 50 kg byłoby spoko. Nie mam figury klepsydry i tyję proporcjonalnie wszędzie, co z jednej strony jest ok, a z drugiej nie.
                                                    Farna jak dla mnie jest gruba i wygląda bardzo źle jak na tak młodą kobietę, niezależnie od proporcji i chociaż buzia ładna. Ale szacun, że nie zwala na czynniki zewnętrzne typu tarczyca i "nic nie jem i tyje", tylko uczciwie przyznaje, że siedzi na tyłku i żre fastfoody. Sama tak miałam, kiedy przytyłam - śmieciowe żarcie, odstawienie ruchu, wszędzie samochodem i był efekt.
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 19.01.16, 22:41
                                                    sidsidsid napisał(a): > Farna jak dla mnie jest gruba i wygląda bardzo źle jak na tak młodą kobietę, ni
                                                    > ezależnie od proporcji i chociaż buzia ładna. Ale szacun, że nie zwala na czynn
                                                    > iki zewnętrzne typu tarczyca i "nic nie jem i tyje", tylko uczciwie przyznaje,
                                                    > że siedzi na tyłku i żre fastfoody.

                                                    Do niedawna ważyłam 48-54 kg przy wzroście 168. Od zawsze. Przy mojej budowie nosiłam spodnie w rozmiarze 25. A teraz mam kosmiczną niedoczynność tarczycy i czekam na wizytę u lekarza. I parę rozmiarów więcej. Ale straciłam po drodze sposób myślenia że grube baby to są te utuczone co żrą co popadnie. Życzę Ci tego samego bez przytycia. Pokory
                                                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 16:45
                                                    No, ja tez mam niedoczynność, więc pozostanę przy swoim zdaniu.
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 18:41
                                                    sidsidsid napisał(a):

                                                    > No, ja tez mam niedoczynność, więc pozostanę przy swoim zdaniu.

                                                    To wstaw jeszcze co dzisiaj zjadlas, bo ta niska wage (niedowage?) utrzymujesz, tak?
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 18:49
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > sidsidsid napisał(a):
                                                    >
                                                    > > No, ja tez mam niedoczynność, więc pozostanę przy swoim zdaniu.
                                                    >
                                                    > To wstaw jeszcze co dzisiaj zjadlas, bo ta niska wage (niedowage?) utrzymujesz,
                                                    > tak?
                                                    --------
                                                    Na sniadanie, obiad i kolacje - jogurt truskawkowy. Ten sam...

                                                    Taki tam anorektyczny zarcik... ;)
                                                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 19:46
                                                    Nie lubisz mnie dlatego, że jestem chuda, a Ty wręcz przeciwnie, czy dlatego, że miałam romans z żonatym, a Ciebie zdradzał mąż, o ile dobrze kojarzę?
                                                    Dzisiaj zjadłam dwie kanapki (pieczywo pełnoziarniste, szynka, ser, sałata), jabłko, banana, na obiad filet z piersi kurczaka, surówka i frytki. Oczywiście frytek nie wcinam codziennie (mam fazę na nie i na chipsy raz w miesiącu:) - wczoraj na obiad zjadłam gołąbka, przedwczoraj zupę pomidorową. Poza tym dzisiaj wypiłam dwie kawy, kilka herbat, dużo wody, a teraz kieliszek wina. Generalne jadam na śniadanie kanapkę/muesli z jogurtem/jakieś ryże czy kasze z orzechami, owocami, miodem itepe. Obiad zawsze jednodaniowy, nigdy nie jadałam dwóch dań. Pomiędzy posiłkami coś przegryzam, na kolację też przegryzam, bo o ile rano muszę zjeść, o tyle nie lubię jeść wieczorem, więc nie jadam regularnie kolacji jako takich, a tylko wtedy, kiedy mi się chce. Na szaleństwa typu fastfood pozwalam sobie czasami kiedy wychodzę, czyli nie częściej niż dwa razy w miesiącu, słodycze jadam, ale z umiarem - kiedy byłam grubsza, to potrafiłam pochłonąć tabliczkę czekolady na raz, a jak miałam "lepszy" dzień, to i dwie.
                                                    Jeszcze jakichś informacji potrzebujesz?:>
                                                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 20:03
                                                    Aha, jeszcze dodam, że oprócz siebie znam cztery babki z niedoczynnością/Hashimoto. Tylko jedna z nich jest gruba - ta, która na samo śniadanie pochłania chyba taki bilans kaloryczny, jak ja w ciągu całego dnia. Oczywiście kobieta uważa, że bardzo mało je, a tyje od choroby tarczycy. Niestety, nie każdemu łatwo się przestawić, szczególnie jeśli pół życia mógł jeść wszystko i waga ani drgnęła, a nagle okazało się, że jeśli chce się być szczupłym, to trzeba zważać na to, co się je.
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 20:07
                                                    sidsidsid napisał(a):

                                                    > Aha, jeszcze dodam, że oprócz siebie znam cztery babki z niedoczynnością/Hashim
                                                    > oto. Tylko jedna z nich jest gruba - ta, która na samo śniadanie pochłania chyb
                                                    > a taki bilans kaloryczny, jak ja w ciągu całego dnia. Oczywiście kobieta uważa,
                                                    > że bardzo mało je, a tyje od choroby tarczycy. Niestety, nie każdemu łatwo się
                                                    > przestawić, szczególnie jeśli pół życia mógł jeść wszystko i waga ani drgnęła,
                                                    > a nagle okazało się, że jeśli chce się być szczupłym, to trzeba zważać na to,
                                                    > co się je.
                                                    ----------
                                                    To z kolei dodam, z znam pewna femme fatale, ktora tez ma Hashimoto, je normalnie, wcale niemalo, i ma figure osy. Chudej osy. Ja do tej pory myslalem, ze to wlasnie dzieki Hashimoto :)

                                                    Aha - i ma juz pod czterdziestke.
                                                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 20:13
                                                    > To z kolei dodam, z znam pewna femme fatale, ktora tez ma Hashimoto, je normaln
                                                    > ie, wcale niemalo, i ma figure osy. Chudej osy. Ja do tej pory myslalem, ze to
                                                    > wlasnie dzieki Hashimoto :)

                                                    Widzisz, ja rozumiem, że hormony czy sterydy potrafią dawać niepożądane efekty. Ale kiedy słyszę/czytam, jak to babki masowo rzekomo jedzą jak wróbelki i wszystkie jak jeden mąż tyją od tarczycy, to już mi się cofa. To coś jak z obecnymi uczniami, że każdy nienadążający ma dysleksję, dysortografie czy inną dyskalkulię, a nie jest niekumaty, leniwy, czy mniej uzdolniony w danej dziedzinie.
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 20:21
                                                    sidsidsid napisał(a):

                                                    > Aha, jeszcze dodam, że oprócz siebie znam cztery babki z niedoczynnością/Hashim
                                                    > oto. Tylko jedna z nich jest gruba - ta, która na samo śniadanie pochłania chyb
                                                    > a taki bilans kaloryczny, jak ja w ciągu całego dnia. Oczywiście kobieta uważa,
                                                    > że bardzo mało je, a tyje od choroby tarczycy. Niestety, nie każdemu łatwo się
                                                    > przestawić, szczególnie jeśli pół życia mógł jeść wszystko i waga ani drgnęła,
                                                    > a nagle okazało się, że jeśli chce się być szczupłym, to trzeba zważać na to,
                                                    > co się je.

                                                    ja całe życie byłam szczuplutka ( wręcz bardzo) bez żadnych ograniczeń. Jadałam ile i co chciałam. Znam dwie osoby niezdiagnozowane ( pomimo wizyt u wszelkiej maści specjalistów), na diecie od lat ważących ponad 100. Znam je bardzo dobrze i nie są to opychające się niedbaluchy. Wiem więc że takie osoby istnieją.
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 20:30
                                                    zawle napisała:

                                                    > ja całe życie byłam szczuplutka ( wręcz bardzo) bez żadnych ograniczeń. Jadałam
                                                    > ile i co chciałam. Znam dwie osoby niezdiagnozowane ( pomimo wizyt u wszelkiej
                                                    > maści specjalistów), na diecie od lat ważących ponad 100. Znam je bardzo dobrz
                                                    > e i nie są to opychające się niedbaluchy. Wiem więc że takie osoby istnieją.
                                                    ----------
                                                    Zawle, nie kwestionujac (a wrecz postulujac) potrzeby konsultacji z dietetykiem, ewentualnie psychologiem, to jednak wszystko sprowadza sie do bilansu kalorycznego. Jak jest dodatni - tyjesz, jak ujemny - chudniesz. Jakos w obozach koncentacyjnych nie bylo stukilowych grubasow.
                                                  • sea.sea Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 21:14
                                                    W dzisiejszych czasach dietę obozową stosują anorektyczki i mają znakomite efekty. Najczęściej są szczupłe do końca życia. A że wypadają im włosy, łamią się paznokcie, ciągle im zimno, porastają meszkiem, zanika im tkanka mięśniowa (przypominam, serce to też mięsień), odwapniają się zęby i kości - nikt nie mówił, że będzie łatwo.

                                                    Jeśli czyjś metabolizm nagle wpada na pomysł, że jego dzienne zapotrzebowanie to 1000 kcal, to ja życzę szczęścia w utrzymywaniu diety 500 kalorii celem schudnięcia <3 Oczywiście można jeść 1000 i zużywać 500 przez wysiłek fizyczny, tyle że część osób ze zwaloną tarczycą literalnie nie ma siły się podrapać po dupie, a co dopiero zasuwać godzinę na orbitreku. Ha, istnieją nawet tacy magicy, co potrafią trzymać dietę i zasuwać na siłce - i nie chudnąć. Why, oh why? Bo kortyzol ---> www.fitvital.pl/kortyzol-wrog-spalania-tluszczu
                                                  • ninek04 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 04:44
                                                    sea.sea napisała
                                                    >W dzisiejszych czasach dietę obozową stosują anorektyczki i mają znakomite efekty. Najczęściej są szczupłe do końca życia. A że wypadają im włosy, łamią się paznokcie, ciągle im zimno, porastają meszkiem, zanika im tkanka mięśniowa (przypominam, serce to też mięsień), odwapniają się zęby i kości - nikt nie mówił, że będzie łatwo.<

                                                    Nie sądzę, żeby wszystkie te mało jedzące, czy mocno ograniczające kalorie można było podciągnąć pod metkę anorektyczek w klasycznym tego słowa znaczeniu.Bo anoreksja to straszna choroba, głównie o podłożu psychicznym, a to, że ktoś mało je, nie oznacza, że ma zaraz,czy stale ciężkie niedobory witaminowe, czy takie przypadłości, które wymienilas.Jak zwykle chodzi o zachowanie umiaru, jeśli dieta codzienna jest zbilansowana i dostarcza wszystkich potrzebnych składników, to organizm pozostaje zdrowy i sprawny (no i szczupły),co ma przecież przełożenie w różnorakich wynikach badań.
                                                  • sea.sea Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 07:14
                                                    Fascynujące. Ja też nie sądzę, no i? Ja nie twierdzę, że każdy, kto je MAŁO, od razu ma anoreksję, względnie galopujące niedobory. Ale Wont się powołał na argument, od którego ciśnienie mi skacze tak, że mi brwi wypadają :P Dieta obozowa miała jakieś powalające 500 kalorii właśnie. No ciekawe, ile dorosłych ludzi jest w stanie przeżyć o 500 kaloriach i się nie rozchorować, ciekawe :) Gdyby chudnięcie było prostą funkcją: liczysz zapotrzebowanie, ucinasz paręset i jest super, to by było fajnie, ale tak nie jest. Nie znasz przykładów, gdzie ktoś zgłasza, że nie mógł schudnąć, ale odstawił nabiał/gluten/mięso i teraz, mimo że wpieprza jak górnik wszystkie pozostałe produkty, schudł i trzyma sylwetkę? Albo, że ktoś nie jadł i nie chudł, ale zaczął jeść kalorycznie więcej niz wcześniej, tyle że czegoś innego, i dopiero zaczął chudnąć? No właśnie...
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 07:35
                                                    sea.sea napisała:

                                                    Ale Wont się powołał na arg
                                                    > ument, od którego ciśnienie mi skacze tak, że mi brwi wypadają :P
                                                    -------
                                                    Jejku sea, przecież lojalnie uprzedzałem wczoraj, że mam włączony troll mode :) A argument obozów koncentracyjnych to takie dietetyczne reductio ad Hitlerum ;)
                                                  • sea.sea Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 07:37
                                                    Wypadające brwi przesłoniły mi oczy i nie doczytałam o troll mode :P
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 07:42
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Wypadające brwi przesłoniły mi oczy i nie doczytałam o troll mode :P
                                                    ---------
                                                    Ale mam nadzieję, że nie wszystkie brwi wypadły, bo bym sobie nie darował. Co prawda Twoje piękne oczy nie potrzebują rozpraszających uwagę oprawek, no ale wiesz - po prostu człowiek bez brwi wygląda idiotycznie :P
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 07:54
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Fascynujące. Ja też nie sądzę, no i? Ja nie twierdzę, że każdy, kto je MAŁO, od
                                                    > razu ma anoreksję, względnie galopujące niedobory. Ale Wont się powołał na arg
                                                    > ument, od którego ciśnienie mi skacze tak, że mi brwi wypadają :P Dieta obozowa
                                                    > miała jakieś powalające 500 kalorii właśnie. No ciekawe, ile dorosłych ludzi j
                                                    > est w stanie przeżyć o 500 kaloriach i się nie rozchorować, ciekawe :) Gdyby ch
                                                    > udnięcie było prostą funkcją: liczysz zapotrzebowanie, ucinasz paręset i jest s
                                                    > uper, to by było fajnie, ale tak nie jest. Nie znasz przykładów, gdzie ktoś zgł
                                                    > asza, że nie mógł schudnąć, ale odstawił nabiał/gluten/mięso i teraz, mimo że w
                                                    > pieprza jak górnik wszystkie pozostałe produkty, schudł i trzyma sylwetkę? Albo
                                                    > , że ktoś nie jadł i nie chudł, ale zaczął jeść kalorycznie więcej niz wcześnie
                                                    > j, tyle że czegoś innego, i dopiero zaczął chudnąć? No właśnie...

                                                    Ja sobie niedawno test robiłam. Ile ważę, ile bym chciała ważyć i w jakim czasie bym chciała wagę zrzucić. Fakt, pojechałam, ale jak marzyć to marzyć;)) Obliczyło i wypluło że mam jeść mniej o 500 kalorii. No to świetnie!!! Co to jest 500 kalorii mniej. PO zastanowieniu i dogłębnej analizie okazało się że mam jeść -500 kalorii:)))
                                                    A co do zbawinnego wpływu diety na dupę. Pracuję w miejscu w którym przebywa kilkadziesiąt zamkniętych dziewczyn karmionych zbilansowaną dietą ( zwłaszcza po ostatnich zmianach żywieniowych w oświacie). I wiecie co? Żadna nie urosła, zmian w budowie dupy wielkich nie zaobserwowałam.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 07:57
                                                    wont2 napisał:

                                                    > > Zawle, nie kwestionujac (a wrecz postulujac) potrzeby konsultacji z dietetykiem
                                                    > , ewentualnie psychologiem, to jednak wszystko sprowadza sie do bilansu kaloryc
                                                    > znego. Jak jest dodatni - tyjesz, jak ujemny - chudniesz. Jakos w obozach konce
                                                    > ntacyjnych nie bylo stukilowych grubasow.
                                                    >

                                                    Nic się nie sprowadza do bilansu kalorycznego po co piszesz bzdury? ponieważ przy b.zredukowanej kalorycznie diecie nie masz szans dostarczyć organizmowi koniecznych składników odżywczych
                                                    , dochodzi do niedoborów, metabolizm przestawia się na inną wydajność, więc przy powrocie do diety bardziej energetycznej, co musi nastąpić by nie wyniszczyć organizmu - tyjesz szybciej i łatwiej.
                                                    Na nadwagę i wygląd w wieku tzw.średnim ma wpływ sposób odżywiania całego życia. Śmieciowa dieta biedaków jedzenie przetworzone, jedzenie odpadków mięsnych z dań gotowych czy firm cateringowych, czy jedzenie świni 3 razy dziennie prowadzi do nadwagi, otyłości biorącej się b.często z chorób które nabyte zostały podczas degeneracji organizmu niewłaściwą dietą i trybem życia. Liczne diety zwłaszcza głodówki - prowadzą do spowolnienia metabolizmu i jako takie, niczego nie dają oprócz wpędzania się w chorobę. Do czego prowadzi obóz - wiemy. Nie idzie i to by schudnąć - bo to może każdy, chodzi o to by utrzymać wydajność intelektualną, zdrowie i wygląd pozostając szczupłym całe życie. To nie jest łatwe biorąc pod uwagę tryb życia i dostęp do śmieciowego jedzenia, typ budowy ciała która wygląda mniej lub bardziej smukle.
                                                    Mam nadzieję że prostymi słowy wytłumaczyłam bo mam wrażenie że rozmowa z tobą przypomina często rozmowę z dzieckiem. A ty masz ile lat wont? 40 ? Ogarnij się.
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 08:10
                                                    that.bitch.is.sick napisała: ponieważ p
                                                    > rzy b.zredukowanej kalorycznie diecie nie masz szans dostarczyć organizmowi kon
                                                    > iecznych składników odżywczych

                                                    Czasami nawet przy niezredukowanej diecie też nie masz szans. Bo masz żołądek w złym stanie, bo brak enzymów trawiennych, bo za mało składników odżywczych jest w pożywieniu, bo brakuje pożytecznych bakterii itd. I wtedy organizm woła o więcej i dostaje więcej mało wartościowego pożywienia które nie zaspokaja głodu komórkowego. To bardzo skomplikowany i zależny od wielu czynników proces.
                                                  • sabat777 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 10:07
                                                    W najkrotszym ze skrotow: prawo minimum Liebiga
                                                  • sabat777 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 10:03
                                                    Mialem nie pisac, ale na temat mojego konika sie wypowiem. W sumie to oboje macie racje - wszystko sprowadza sie do bilansu kalorycznego, tylko pozycje w tym bilansie nie sa stale. Zarowno przemiana spoczynkowa jaki i strona wydatku energetycznego to sa czynniki zmienne. Przeciez wielu sportowcow zre 6-10 tys kalorii i utrzymuje wage (mowimy o poziomie olimpijskim). Ale ich organizmy sa jak rozpedzone bolidy. Zatem owszem - przede wszystkim bilans - ale czym innym jest bilans kaloryczny finalisty olimpiady a czym innym bilans blondyneczki, ktora niesie pod pacha skoroszyt na ksero, a w drugiej rece talerzyk z polowa buleczki posmarowana serkiem Almette :D
                                                    Pamietam jak dzubdzialy jedzenie rozne panieneczki stazystki z dzialu rachunkowosci. Ja bym po takim zarciu musial jeszcze zezrec talerz, zeby nie czuc glodu. No i to tez trza uwzglednic. Ciezko porownywac takiego swiniaka jak ja z jakas mala pchelka w okularach, swiezo po studiach i raczkami jak zapalki. Przemiana spoczynkowa ze dwa razy nizsza pewnie :)
                                                    Ogolnie moja rada jest taka, zeby nie schodzic ponizej 20% niedoboru kalorii i robic cykling kaloriami np. 2 tygodnie redukcji i 2 tygodnie utrzymanie wagi. Wtedy co prawda rezultaty ida powoli ale sa najtrwalsze. Trening tez jest kluczowy, zeby utrzymac mase miesniowa.
                                                  • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 12:03
                                                    Sabacie, a jak to się właściwie oblicza, o ile mniej tych kalorii zjeść, żeby zacząć chudnąć?
                                                  • sabat777 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 12:26
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Sabacie, a jak to się właściwie oblicza, o ile mniej tych kalorii zjeść, żeby z
                                                    > acząć chudnąć?

                                                    Obserwacja. Ustalić dietę, zacząć liczyć kalorie, wrzucić jakiś standardowy wysiłek w plan dnia i po miesiącu, dwóch możesz zobaczyć czy waga idzie w dół czy rośnie. Chodzi o regularne obserwacje i średnią z nich, bo po impce z dużą dozą alkoholu, albo solidniejszym czyszczeniu jelit możesz ważyć trochę mniej. Po paru tygodniach skrupulatnej obserwacji będziesz mogła ocenić jakie masz zapotrzebowanie kaloryczne. Bo jeśli chudniesz, to wiesz ile. Jeśli tyjesz - wiesz o ile przybrałaś. Jeśli ważysz tyle samo - to znaczy, że to co aktualnie jesz się bilansuje z wydatkiem. W sumie dość prosta sprawa, tylko wymagająca konsekwencji. Standardowe kalkulatory kalorii można mieć na uwadze, ale to jest dla typowych przypadków. U mnie się nie sprawdza.
                                                  • marek.zak1 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 12:59
                                                    sabat777 napisał:


                                                    > Obserwacja. Ustalić dietę, zacząć liczyć kalorie, wrzucić jakiś standardowy wysiłek w plan dnia i po miesiącu, dwóch możesz zobaczyć czy waga idzie w dół czy rośnie.
                                                    -----------------------------------------------------

                                                    Sabat, ja się ważę codziennie, mam określona wagę, i przy różnicy powyżej 200 g podejmuję następnego dnia określone akcje, w jedną czy w drugą stronę.
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 15:02
                                                    sabat777 napisał:

                                                    Jeśli ważysz tyle samo - to znaczy, że to co aktualnie jesz się
                                                    > bilansuje z wydatkiem.

                                                    A w przypadku uprawiania sportu mierzyc centymetrem + fota, a nie wazyc.
                                                    www.roypumphrey.com/wp-content/uploads/2013/03/tumblr_mbpxovG8cG1rd0tw8o1_1280-425x275.jpg
                                                    33.media.tumblr.com/tumblr_m3pqqwpDxQ1r8xeln.jpg
                                                    www.shopwithme.co.za/uploads/1/1/8/4/11848896/1410007843.jpg
                                                  • sabat777 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 17:38
                                                    A najlepiej mierzyc faldomierzem. Ja oceniam po widocznosci miesni brzucha,, doslownie pare kilo robi duza roznice.
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 12:55
                                                    calcoolator.pl/dzienny_kalkulator_kalorii.html#
                                                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 16:59
                                                    > rel="nofollow">calcoolator.pl/dzienny_kalkulator_kalorii.html#

                                                    W zależności od tego, jaki tryb życia wybiorę (bo np. jeden tydzień mam jeżdżący samochodem i siedzący na tyłku, a w drugim latam na aerobik i dużo chodzę piechotą, więc w sumie nie wiem), wychodzi mi od 1500 do prawie 2000 kalorii.
                                                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 20:32
                                                    > ja całe życie byłam szczuplutka ( wręcz bardzo) bez żadnych ograniczeń. Jadałam
                                                    > ile i co chciałam. Znam dwie osoby niezdiagnozowane ( pomimo wizyt u wszelkiej
                                                    > maści specjalistów), na diecie od lat ważących ponad 100. Znam je bardzo dobrz
                                                    > e i nie są to opychające się niedbaluchy. Wiem więc że takie osoby istnieją.

                                                    Ależ ja wierzę, że istnieją. Ale osłabia mnie wywalanie tarczycy, hormonów i "nic nie jem, a tyję" prawie zawsze w temacie nadwagi czy otyłości, podczas gdy takie przypadki to margines, nie norma. Tyje się od niedostosowanego (nadmiernego) do zapotrzebowania odżywiania i braku ruchu. A że jedna osoba może zjeść 2800 kalorii dziennie i raz w tygodniu pójść na spacer, a druga nie może zjeść więcej niż 1800 kcal i musi poruszać się intensywnie trzy razy w tygodniu, żeby być szczupłą - no niestety, życie nie jest sprawiedliwe.
                                                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 20:41
                                                    Aha, jeszcze dodam (oczywiście nie dotyczy to znacznej nadwagi), że jest coś potocznie zwane zbieraniem się wody w organizmie. A ja przed okresem zawsze jestem jakby trochę spuchnięta, tzn. wydaje się sobie grubsza czy raczej pełniejsza niż normalnie, a w spodnie rurki też jakoś ciężej się wbić. Gdzieś tak w 3-5 dniu cyklu wszystko wraca do normy.
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 21:07
                                                    sidsidsid napisał(a): > Ależ ja wierzę, że istnieją. Ale osłabia mnie wywalanie tarczycy, hormonów i "n
                                                    > ic nie jem, a tyję" prawie zawsze w temacie nadwagi czy otyłości, podczas gdy t
                                                    > akie przypadki to margines, nie norma. Tyje się od niedostosowanego (nadmierneg
                                                    > o) do zapotrzebowania odżywiania i braku ruchu. A że jedna osoba może zjeść 280
                                                    > 0 kalorii dziennie i raz w tygodniu pójść na spacer, a druga nie może zjeść wię
                                                    > cej niż 1800 kcal i musi poruszać się intensywnie trzy razy w tygodniu, żeby by
                                                    > ć szczupłą - no niestety, życie nie jest sprawiedliwe.

                                                    Ale tak jest w każdej dziedzinie. Każdy ma swoje obszary na których ściemnia albo siebie, albo siebie i innych. Według mnie ludzie mają gorsze przewiny na karku niż waga;)
                                                  • ninek04 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 04:22
                                                    >Ale osłabia mnie wywalanie tarczycy, hormonów i "nic nie jem, a tyję" prawie zawsze w temacie nadwagi czy otyłości, podczas gdy takie przypadki to margines, nie norma. Tyje się od niedostosowanego (nadmiernego) do zapotrzebowania odżywiania i braku ruchu. <

                                                    He,he,ciekawe co powiem, jak się znajdę w fazie menopauzy, gdzie wtedy dopiero hormony szaleją, a waga szybuje w zastraszającym tempie w górę, ale teraz podzielam Twoje zdanie -ograniczona podaż kalorii i ruch to podstawa. Nie istnieją żadne inne cudowne środki czy wymyślne diety cud,szkoda kasy na nie nawet.
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 20.01.16, 23:15
                                                    sidsidsid napisał(a):

                                                    > Nie lubisz mnie dlatego, że jestem chuda, a Ty wręcz przeciwnie, czy dlatego, ż
                                                    > e miałam romans z żonatym, a Ciebie zdradzał mąż, o ile dobrze kojarzę?
                                                    > Dzisiaj zjadłam dwie kanapki (pieczywo pełnoziarniste, szynka, ser, sałata), ja
                                                    > błko, banana, na obiad filet z piersi kurczaka, surówka i frytki. Oczywiście fr
                                                    > ytek nie wcinam codziennie (mam fazę na nie i na chipsy raz w miesiącu:)

                                                    Gratulacje dzieki frytkom dociagnelas dzisiaj do 1200 kcal, normalnie pochlaniasz pewnie do 1000 kcal. Twoje zapotrzebowanie w zaleznosci od aktywnosci wynosi 1600-1800 kcal. Czyli jestes na nieustajacej diecie odchudzajacej. Jak zaczniesz pochlaniac tyle co powinnas normalnie zaczniesz tyc. Jestes antyprzykladem dla kazdej kobiety, a co dopiero dla chorej.

                                                    NIe lubie Cie z tego samego powodu dla ktorego inni Cie nie lubia.
                                                  • ninek04 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 05:02
                                                    hello -kitty2napisala
                                                    >Twoje zapotrzebowanie w zaleznosci od aktywnosci wynosi 1600-1800 kcal. Czyli jestes na nieustajacej diecie odchudzajacej. Jak zaczniesz pochlaniac tyle co powinnas normalnie zaczniesz tyc. Jestes antyprzykladem dla kazdej kobiety, a co dopiero dla chorej. <

                                                    A skąd Ty to wiesz, ile wynosi zapotrzebowanie kaloryczne osoby, nie widząc jej na oczy,nie wiedząc, jaki tryb życia prowadzi, jak wygląda jej dieta,jak wyglądają wyniki jej badań.? I w dodatku z góry ustalasz, ile kalorii ma zjeść, by można było ją uznać za nie chorą.Dlaczego ktoś, kto mało je,bo tyle potrzebuje i dobrze się czuje, zarówno fizycznie, psychicznie, jak i dobrze ze swoim ciałem ma być zaraz antyprzykladem? Każdy odpowiada za siebie, więc nie wiem, czemu Ty ustalasz, że ktoś mało jedząc bezustannie się odchudza, i odbiega od normy.? Z głodu to mało kto umiera, a wystarczy rozejrzeć się dookoła i zobaczyć, że nawet małe dzieci żrą o wiele za dużo, a tych szczupłych i w normie wagowej ludzi to jakoś ciężko spotkać, większość to ciężka liga- i oni to są dopiero chorzy, długo by wymieniać na co.

                                                    >NIe lubie Cie z tego samego powodu dla ktorego inni Cie nie lubia >

                                                    Na pewno nie wszyscy inni, mów za siebie;)

                                                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 16:56
                                                    > A skąd Ty to wiesz, ile wynosi zapotrzebowanie kaloryczne osoby, nie widząc jej
                                                    > na oczy,nie wiedząc, jaki tryb życia prowadzi, jak wygląda jej dieta,jak wyglą
                                                    > dają wyniki jej badań.?

                                                    To raz, a dwa - nie wie, ile zjadłam (np. 100 gramów czy 300), co jadłam między posiłkami, jak przyrządziłam główne posiłki (tłusto czy chudo). Ale przecież tutaj wcale nie o to chodzi, tylko o to, żeby doczepić się do nielubianego nicka plus samej będąc bardzo grubą, uprawiać życzeniowe myślenie, jak to szczupła osoba musi się głodzić, bo gdyby jadła "normalnie", to na pewno by przytyła. Nie kopmy lezącej.
                                                  • sabat777 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 17:53
                                                    Kitty nie jest bardzo gruba. Chyba ze jestem nie na czasie. Ale nawet jak ma - strzelam - z 5kg nadwagi teraz, bo z jakichs wzgledow olala sprawe ostatnio, to wizualnie wciaz ma bardzo duzy potencjal. Mozna jej wiele zarzucic - nieprzewidywalnosc, zmienne nastroje - ale nie robiac sobie z geby dupy zareczam, ze babka jest bardzo spoko jesli chodzi o wyglad. Niektorzy panowie placa za seks z mniej atrakcyjnymi niz ona, wiec Twoj argument ad personam jest niestety z dupy wziety.
                                                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 18:01
                                                    > Kitty nie jest bardzo gruba.

                                                    No sorry, sama pisała, że jest/była za gruba, żeby znaleźć sobie w Polsce faceta. I to takiego do związku, a nie do seksu. Poza tym wykazuje typową dla bardzo grubych kobiet niechęć do kobiet szczupłych - pytanie mnie o jadłospis, wyliczanie kalorii, sugerowanie niedowagi/anoreksji. No chyba, że jej ocena własnej tuszy to problem w głowie, a nie w wadze, a niechęć do mnie jest personalna, bardziej za romans z żonatym (bo w tym temacie tez jest jakaś przewrażliwiona) czy cholera wie za co, niż za moją szczupłość.
                                                    Z autopsji - nieprzychylne lub takie z podtekstem komentarze, dotyczące mojej wagi/figury, spotykają mnie tylko od grubych (grubych, nie z lekką nadwagą) kobiet, no - ze dwa razy się zdarzyło od facetów mających żony jak szafy czterodrzwiowe. Babki noszące, tak na oko, rozmiar 36-42, czyli w normie, nigdy nie miały problemu z moją szczupłością i nie musiały leczyć kompleksów w taki sposób.
                                                  • sabat777 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 18:19
                                                    Albo miala pecha do facetów, bo typ ktory chodzi za babka i zasuwa jej, ze jest za gruba, dla mnie idealnie komponuje sie z obrazem toksycznej mendy. Sam takich czasem spotykam, ale w tych chwilach wstydze sie, ze laczy mnie z nimi to, ze oni tez nosza jaja. Jakbym mogl, to bym im nie pozwolil, bo nie zasluguja. W ogole zrzedliwy i czepialski facet to najgorsze co sie moze babie przytrafic. Zauwazylem tez, ze tacy maja tendencje do nie ruchania swoich partnetek, wiec czarna dupa podwojna w tym miejscu.
                                                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 19:13
                                                    > Albo miala pecha do facetów, bo typ ktory chodzi za babka i zasuwa jej, ze jest
                                                    > za gruba, dla mnie idealnie komponuje sie z obrazem toksycznej mendy.

                                                    Biorąc pod uwagę, że w Polsce ma lub miewa facetów szeroki przekrój kobiet, także pod względem wizualnym, to musiałby to być nawet nie pech, co fatum jakieś.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 19:02
                                                    > Poza tym wykazuje typową dla bardzo
                                                    > grubych kobiet niechęć do kobiet szczupłych

                                                    Pierdzielisz, Sid. Ja tam jestem szczupła, a niechęci ze strony Kici nie doświadczyłam. To znaczy wiem już, że do łóżka by ze mną nie poszła ;-) ale to nie niechęć, tylko upodobanie seksualne. Podobne zresztą do mojego - drugiego chudzielca w wyrku bym nie zdzierżyła.

                                                    Żonaci też pudło, bo przecież Kicia już pisała, że stukała i żonatych. Więc szukaj dalej, za co Cię nie lubi... ;-)
                                                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 19:11
                                                    > Żonaci też pudło, bo przecież Kicia już pisała, że stukała i żonatych.

                                                    No i znowu nie odrobiłam lekcji i nie zapoznałam się z historią forum.:)

                                                    > Więc szukaj dalej, za co Cię nie lubi... ;-)

                                                    Zauważyłam, że lubi się do mnie przypieprzać, ale aż tak mnie to nie nurtuje, żeby szukać.:)
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 20:44
                                                    sidsidsid napisał(a):

                                                    > No sorry, sama pisała, że jest/była za gruba, żeby znaleźć sobie w Polsce facet
                                                    > a. I to takiego do związku, a nie do seksu. Poza tym wykazuje typową dla bardzo
                                                    > grubych kobiet niechęć do kobiet szczupłych - pytanie mnie o jadłospis, wylicz
                                                    > anie kalorii, sugerowanie niedowagi/anoreksji. No chyba, że jej ocena własnej t
                                                    > uszy to problem w głowie, a nie w wadze, a niechęć do mnie jest personalna, bar
                                                    > dziej za romans z żonatym (bo w tym temacie tez jest jakaś przewrażliwiona) czy
                                                    > cholera wie za co, niż za moją szczupłość.
                                                    > Z autopsji - nieprzychylne lub takie z podtekstem komentarze, dotyczące mojej w
                                                    > agi/figury, spotykają mnie tylko od grubych (grubych, nie z lekką nadwagą) kobi
                                                    > et, no - ze dwa razy się zdarzyło od facetów mających żony jak szafy czterodrzw
                                                    > iowe. Babki noszące, tak na oko, rozmiar 36-42, czyli w normie, nigdy nie miały
                                                    > problemu z moją szczupłością i nie musiały leczyć kompleksów w taki sposób.

                                                    hehe niepotrzebne dyplomy z dietetyki i psychiatrii wystarczy babke podeslac do Sid, ktora na oko oceni jej rozmiar, do tego dorzuci jej poziom uczulenia na wlasne pierdy i obliczy poziom nadwagi czy jak w moim przypadku (niestety nie do ukrycia) poziom otylosci ;-)

                                                    A na powaznie: Twoja waga mnie nie obchodzi ani z kim sypiasz ale sugerowanie Zawle zeby brala przyklad z Ciebie (pomijajac w ogole roznice wieku 10-15 lat), porownywanie sie do niej z nieklamana wyniosloscia mnie po prostu wkurwia, bo jest delikatnie mowiac szkodliwe.
                                                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 21:01
                                                    > ale sugerowanie Zawle zeby brala przyklad z Ciebie (...) porownywanie sie do niej z
                                                    > nieklamana wyniosloscia

                                                    A to już Twoja interpretacja, bo ja odniosłam się do zjawiska "tyję przez tarczycę" jako takiego. Jak na osobę, której nie obchodzi ani moja waga, ani to z kim sypiam, lubisz łazić za mną po wątkach, kiedy pojawiają się te dwa tematy i wypowiadać się w tonie mającym na celu, że się tak wyrażę, popsuć mi humor/w jakiś dziwny sposób polepszyć twój. Coś jak moja koleżanka od mieszkania z kredytem, o której już pisałam. I nie muszę oceniać twojego rozmiaru i obliczać poziomu nadwagi - napisałaś, ze byłaś za gruba, żeby znaleźć sobie w Polsce faceta? Napisałaś. No chyba, że to jakimś szyfrem było.
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 22:44
                                                    sidsidsid napisał(a):

                                                    I nie muszę oceniać twojego rozmiaru i obliczać poziom
                                                    > u nadwagi - napisałaś, ze byłaś za gruba, żeby znaleźć sobie w Polsce faceta? N
                                                    > apisałaś. No chyba, że to jakimś szyfrem było.

                                                    Napisalam, ze w Polsce nie moglam sie z nikim zwiazac, bo bylam za gruba. Czytaj: jak mialam sie wiazac i sluchac, ze moze bym cos zrzucila, to juz mi sie odechciewalo, bo takie mialam doswiadczenia z tymi, z ktorymi bylam wczesniej zwiazana. Na zachodzie tego nie doswiadczam.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 22:56
                                                    sidsidsid napisał(a):

                                                    > > ale >
                                                    > A to już Twoja interpretacja, bo ja odniosłam się do zjawiska "tyję przez tarcz
                                                    > ycę" jako takiego. Jak na osobę, której nie obchodzi ani moja waga, ani to z ki
                                                    > m sypiam, lubisz łazić za mną po wątkach, kiedy pojawiają się te dwa tematy i w
                                                    > ypowiadać się w tonie mającym na celu, że się tak wyrażę, popsuć mi humor/w jak
                                                    > iś dziwny sposób polepszyć twój. Coś jak moja koleżanka od mieszkania z kredyte
                                                    > m, o której już pisałam. I nie muszę oceniać twojego rozmiaru i obliczać poziom
                                                    > u nadwagi - napisałaś, ze byłaś za gruba, żeby znaleźć sobie w Polsce faceta? N
                                                    > apisałaś. No chyba, że to jakimś szyfrem było.

                                                    Sid, masz obsesje urojeń że kogoś obchodzisz, w kimś wzbudzasz emocje lub ktoś za tobą chodzi. Rzadko w życiu jesteśmy gwiazdami. Rozumiem że to odbicie Twoich podświadomych pragnień- jednakowoż, ile byś tu nie przemycała swych zalet - zapewniam Cię że to nie jest tego typu forum, to smutne forum, np. kitty, która nie pisze tu w celach konfrontacyjnych, tylko z sercem na dłoni, by inni z jej doświadczeń skorzystali. Nie musisz z żadną tu kobietą rywalizować, mimo że miotasz się mocno z jakimś ukrytym bólem szarżując ad personam na każdego kto się zbliży. Wyluzuj trochę. Nie jesteśmy przeciwko Tobie, rozumiemy że to faza nieuchronnie mijającego buntu:).

                                                    Ps. Tyle postów i to tylko na temat relacji z innymi na forum, oj Sid mniej się zajmuj sobą, będzie Ci lżej.
                                                  • sabat777 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 23:03
                                                    Zgadzam sie Bitch, ze to smutne forum. Kiedys porownywalem forum do domu wariatow, ale nie dlatego, zeby komus zarzucic szalenstwo, ale wyczytalem u Kepinskiego, ze chorzy w osrodkach tworza hermetyczne kregi, zwierzaja sie i ufaja tylko sobie nawzajem. Takie sprzysiezenie w nieszczesciu. A na forum mnostwo osob to ludzie gleboko nieszczesliwi, nawet jesli to poczucie nieszczescia jest tylko kaprysem ich umyslu, czy tam wlasnorecznie wybudowana klatka. Przerwana lekcja muzyki, jak nic...
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 23:41
                                                    sabat777 napisał:

                                                    > Zgadzam sie Bitch, ze to smutne forum. Kiedys porownywalem forum do domu wariat
                                                    > ow, ale nie dlatego, zeby komus zarzucic szalenstwo, ale wyczytalem u Kepinskie
                                                    > go, ze chorzy w osrodkach tworza hermetyczne kregi, zwierzaja sie i ufaja tylko
                                                    > sobie nawzajem. Takie sprzysiezenie w nieszczesciu. A na forum mnostwo osob to
                                                    > ludzie gleboko nieszczesliwi, nawet jesli to poczucie nieszczescia jest tylko
                                                    > kaprysem ich umyslu, czy tam wlasnorecznie wybudowana klatka. Przerwana lekcja
                                                    > muzyki, jak nic...

                                                    A słyszałeś o realizmie depresyjnym?:) jesteśmy mędrcami..ile razy próbuję tu być pozytywna to jestem źle odbierana :). To najsmutniejsze na świecie gdy nie ma seksu lub nie chce się seksu.
                                                  • sabat777 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 23:50
                                                    No powiedzmy, ze jest jeszcze pare innych smutnych rzeczy, ale brak seksu jest jedna z najsmutniejszych. O realizmie depresyjnym nie slyszalem w sensie zdefiniowanego zjawiska, ale zdawalem sobie sprawe z jego istnienia, bo jest to dosc oczywiste.
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 00:41
                                                    Czy mogę zdementować moją wagę? Zamiast 32 noszę obecnie 38/40. Mówiłam o tym że przytyłam bez związku ze zmiana diety czy aktywności fizycznej. Wierzę więc osobom które się z tym problemem borykają. Znam też bardzo apetyczną 44 i mało fajną 34. I cenię sobie różnorodność w budowie. Niestety nastały czasy gdzie wszyscy muszą być klonami jakichś gwiazdek pop.
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 01:37
                                                    zawle napisała:

                                                    > Czy mogę zdementować moją wagę? Zamiast 32 noszę obecnie 38/40. Mówiłam o tym ż
                                                    > e przytyłam bez związku ze zmiana diety czy aktywności fizycznej. Wierzę więc o
                                                    > sobom które się z tym problemem borykają. Znam też bardzo apetyczną 44 i mało f
                                                    > ajną 34. I cenię sobie różnorodność w budowie. Niestety nastały czasy gdzie wsz
                                                    > yscy muszą być klonami jakichś gwiazdek pop.

                                                    Pozostaje tylko jedno pytanie: czemu sie boczysz na silke? Kiedys chodzilas i chwalilas, ze sie wstapilas czy skurczylas, jakis tak to szlo. Znudzenie to tez dobry powod jakby co.

                                                    A moze niech ludzie popisza co za sporty uprawiaja, to cos sobie wybierzemy nowego? Kejt pisala, ze narty. Ja nie umiem jezdzic :( Poza tym sniegu u mnie nie bylo jeszcze tej zimy i chyba juz nie bedzie. Na Swieta bylo 16 stopni.
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 10:44
                                                    hello-kitty2 napisała: > Pozostaje tylko jedno pytanie: czemu sie boczysz na silke? Kiedys chodzilas i c
                                                    > hwalilas, ze sie wstapilas czy skurczylas, jakis tak to szlo. Znudzenie to tez
                                                    > dobry powod jakby co.

                                                    No właśnie znudzenie. ja się bardzo szybko nudzę. Rok napieprzania na siłce skutecznie mnie do niej zniechęcił. Do tego mam tendencję do łapania masy mięśniowej. Mam bice jak mój syn;) Na siłce chudłam 2 kg miesięcznie. Mam wrażenie że trzeba potem trzymać wagę bo mięśnie oblewają się tłuszczem i człowiek robi się większy, co dla faceta jest ok, ale dla babki niekoniecznie. Zle się do tego zabrałam, nieumiejętnie.
                                                    >
                                                    > A moze niech ludzie popisza co za sporty uprawiaja, to cos sobie wybierzemy now
                                                    > ego? Kejt pisala, ze narty. Ja nie umiem jezdzic :( Poza tym sniegu u mnie nie
                                                    > bylo jeszcze tej zimy i chyba juz nie bedzie. Na Swieta bylo 16 stopni.
                                                    >
                                                    Myślę o basenie i jodze. Moja córa od lat ją uprawia. I czekam do wakacji....domek działkowy mam do obicia w środku boazerią, podłogę położę i taras nowy. Zaraz schudnę:)) Liczę też na leki. Mój obecny też lubi szczuplutkie, sam ma ciało 16 latka.
                                                  • burzowa.kejt Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 18:13
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > A moze niech ludzie popisza co za sporty uprawiaja, to cos sobie wybierzemy now
                                                    > ego? Kejt pisala, ze narty. Ja nie umiem jezdzic :( Poza tym sniegu u mnie nie
                                                    > bylo jeszcze tej zimy i chyba juz nie bedzie. Na Swieta bylo 16 stopni.

                                                    A wiesz, że tutaj gdzie jeżdżę tak na co dzień, przyjeżdża mnóstwo Holendrów?
                                                    Najwięcej jest ich zawsze w lutym, bo chyba wtedy macie ferie w NL , ale generalnie są cały sezon i zawsze mnie zastanawiało, dlaczego zamiast do Szwajcarii czy Włoch, gdzie ośrodków narciarskich zatrzęsienie, wolą przyjechać do Czech.
                                                    Aż partner zagadnął na wyciągu Holendra i okazało się, że przyjeżdżają z powodu egzotyki oraz niższych cen.
                                                    W Karkonoszach zima że hej, na stokach choinki uginają się pod śnieżnymi czapami, jest bardzo dobrze.
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 23.01.16, 00:04
                                                    burzowa.kejt napisała:

                                                    > A wiesz, że tutaj gdzie jeżdżę tak na co dzień, przyjeżdża mnóstwo Holendrów?
                                                    > Najwięcej jest ich zawsze w lutym, bo chyba wtedy macie ferie w NL , ale genera
                                                    > lnie są cały sezon i zawsze mnie zastanawiało, dlaczego zamiast do Szwajcarii c
                                                    > zy Włoch, gdzie ośrodków narciarskich zatrzęsienie, wolą przyjechać do Czech.
                                                    > Aż partner zagadnął na wyciągu Holendra i okazało się, że przyjeżdżają z powodu
                                                    > egzotyki oraz niższych cen.

                                                    Ci to sa wszedzie, bo maja swira na punkcie wakacji/wypoczynku. Wyjezdzasz kilka tys km dalej, rozbijasz namiot, patrzysz a na okolo glownie oni, odczepic sie nie mozna ani innej kutury poznac ;-)

                                                    A w Czechach nigdy nie bylam, choc Czechow paru poznalam i lubilam.

                                                    > W Karkonoszach zima że hej, na stokach choinki uginają się pod śnieżnymi czapam
                                                    > i, jest bardzo dobrze.

                                                    O kurcze, fajnie, a u mnie deszcz leje. Snieg ani razu nie spadl ;(
                                                  • lampardzikus Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 10:05


                                                    sabat777 napisał:
                                                    /
                                                    Zgadzam sie Bitch, ze to smutne forum. Kiedys porownywalem forum do domu
                                                    wariatow, ale nie dlatego, zeby komus zarzucic szalenstwo, ale wyczytalem u Kepinskie
                                                    go, ze chorzy w osrodkach tworza hermetyczne kregi, zwierzaja sie i ufaja
                                                    tylko sobie nawzajem. Takie sprzysiezenie w nieszczesciu./

                                                    No właśnie. Spoiwem tego forum i ludzi (są tu przecież stali bywalcy od X lat!!) co jest? Mógłbym wymienić tu kilka, a nawet kilkanaście nicków ludzi, którzy są tu właściwie od zawsze i są zawsze ;). Co ich trzyma tutaj? Czy wszyscy są tu - jak to napisałeś sabat - "sprzysiężeni w nieszczęściu"?
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 10:10
                                                    > No właśnie. Spoiwem tego forum i ludzi (są tu przecież stali bywalcy od X lat!!
                                                    > ) co jest? Mógłbym wymienić tu kilka, a nawet kilkanaście nicków ludzi, którzy
                                                    > są tu właściwie od zawsze i są zawsze ;). Co ich trzyma tutaj?

                                                    Lubią gadać o seksie? Chociaż ostatnio na forum to o seksie akurat się nie gada... :-)
                                                  • lampardzikus Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 10:44
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:


                                                    > Lubią gadać o seksie? Chociaż ostatnio na forum to o seksie akurat się nie gada
                                                    > ... :-)

                                                    Gadają i gadają. A coś z tego wynika? ;). Tyle lat gadania i są jakieś sukcesy?
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 10:49
                                                    > Gadają i gadają. A coś z tego wynika? ;). Tyle lat gadania i są jakieś sukcesy?

                                                    Ale tak mam w imieniu wszystkich się wypowiedzieć, czy tylko we własnym? ;-)
                                                  • lampardzikus Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 10:57
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    > > Gadają i gadają. A coś z tego wynika? ;). Tyle lat gadania i są jakieś su
                                                    > kcesy?
                                                    >
                                                    > Ale tak mam w imieniu wszystkich się wypowiedzieć, czy tylko we własnym? ;-)

                                                    To najpierw we własnym, a potem w imieniu wszystkich :)
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 12:03
                                                    To może odwrotnie :-)

                                                    Sukces to pozytywny wynik jakiegoś zaplanowanego i założonego działania, które w zamiarze ma trwać przez określony czas. Sukces to rzeczownik dokonany ;-) Gadanie o seksie nie. Więc można po prostu siedzieć na forum i nie nastawiać się na osiąganie żadnych spektakularnych wyników, a jedynie sączyć na bieżąco małe przyjemności płynące z interakcji z ludźmi i tematem :-)

                                                    Osobiście obecnie przyświeca mi głównie powyższa motywacja. Chociaż faktycznie mam na koncie jeden sukces, do którego prawdopodobnie przyczyniło się to forum. Znalazłam odpowiedź na pytanie, co zrobić żeby przestać cierpieć z braku seksu w pewnym związku (brzmi ona "Spierdalać!"). I jeszcze interesuje mnie, co robić, żeby przypadkiem nie trafić (nie zaprowadzić siebie) znów w to samo miejsce, albo w inną związkową czarną dupę, tylko żyć długo i szczęśliwie. Tu forum nie dostarcza mi już tak zgrabnie sformułowanych wytycznych. Widać ta wiedza jest bardziej mglista i rozmyta, a jej nabywanie bardziej rozciągnięte w czasie i miejscu... :-)





                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 12:23
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    Więc można po prostu siedzieć na forum i nie nastawiać się n
                                                    > a osiąganie żadnych spektakularnych wyników, a jedynie sączyć na bieżąco małe p
                                                    > rzyjemności płynące z interakcji z ludźmi i tematem :-)

                                                    POdoba mi sie: smutni (i mniej smutni) ludzie saczacy male przyjemnosci ;)

                                                    I jeszcze interesuje mnie, co robi
                                                    > ć, żeby przypadkiem nie trafić (nie zaprowadzić siebie) znów w to samo miejsce,
                                                    > albo w inną związkową czarną dupę, tylko żyć długo i szczęśliwie. Tu forum ni
                                                    > e dostarcza mi już tak zgrabnie sformułowanych wytycznych. Widać ta wiedza jest
                                                    > bardziej mglista i rozmyta, a jej nabywanie bardziej rozciągnięte w czasie i
                                                    > miejscu... :-)

                                                    Kochana najpierw musisz przdrzec sie przez szereg odpowiedzi na pytania typu: czy tluszcz lepiej wazyc czy mierzyc? czy grozi Europie wojna domowa? czy basen jest lepszy od jogi? ktore miasto jest w Polsce najbrzydsze? i jaki to jest rozmiar 42? ;-)
                                                  • sabat777 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 12:32
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > POdoba mi sie: smutni (i mniej smutni) ludzie saczacy male przyjemnosci ;)

                                                    No co, panuje atmosfera cafe baru :)
                                                    Chociaz zaraz... Nie mial to czasem byc klub gogo? :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 13:23
                                                    sabat777 napisał:

                                                    > No co, panuje atmosfera cafe baru :)
                                                    > Chociaz zaraz... Nie mial to czasem byc klub gogo? :)

                                                    Mowil mi jeden czlowiek, ze kluby gogo sie teraz zepsuly i staly sie niebezpieczne ale ja nigdy nie bylam wiec jestem zielona ;)
                                                  • lampardzikus Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 12:32
                                                    zyg - małe przyjemności - to brzmi rozsądnie. Do tego trzeba dołożyć jeszcze "ambicje experckie" - to także źródło satysfakcji dla wielu z nas. Tak czy inaczej wszyscy zaglądają tu po to, żeby się lepiej poczuć. Jedni bo mają mega problemy, a inni którzy radzą, a jeszcze inni żeby powolutku sączyć Idealna symbioza.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 14:05
                                                    Tak czy inacze
                                                    > j wszyscy zaglądają tu po to, żeby się lepiej poczuć. Jedni bo mają mega proble
                                                    > my, a inni którzy radzą, a jeszcze inni żeby powolutku sączyć Idealna symbioza.

                                                    A Ty z której jesteś frakcji? :-)
                                                  • sabat777 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 11:36
                                                    Ja za siebie moge powiedziec, ze z 2,5 letniego okresu bez seksu wrocilem w malzenstwie do czestotliwosci raz na 3-4 miesiace. Jesli ktos uwaza ze to sukces (ja nie) to moze tak uwazac.
                                                    Natomiast trzeba powiedziec, ze przebywanie na tym forum przez ponad trzy lata dalo mi wiekszy oglad na swiat stosunkow damsko-meskich niz cale poprzednie zycie. Wiec bylo warto jesli o to chodzi. Poza tym czuje sie blizej wewnętrznego przelomu i kolejnej transformacji niz kiedykolwiek przedtem.
                                                  • mabelle2000 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 12:49
                                                    lampardzikus napisał:

                                                    > Gadają i gadają. A coś z tego wynika? ;). Tyle lat gadania i są jakieś sukcesy?

                                                    Oczywiscie, ze wynika. Mnie na przyklad, przez te dwa czy trzy lata pobytu tutaj, wyklarowal sie w glowie i sprecyzowal moj erotyczny ideal ;-)
                                                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 17:29
                                                    > Zgadzam sie Bitch, ze to smutne forum.

                                                    No właśnie zaczynam to zauważać. Na początku fajnie mi się pisało (a wcześniej czytało), bo można o seksie wprost, można rzucić mięchem, są ciekawe dyskusje, analizy takie często wbrew poprawności politycznej i temu jak_myślą_wszyscy, jest szukanie drugiego dna, a nie lans typu "jestem najbardziej zajebistą laską w mieście i mam orgazm podczas każdego seksu" czy w druga stronę, w stylu naiwnej i romantycznej ematki-kwoki: "wolę tuli-tuli, a mąż pożąda tylko mnie", są szczególaste rozmowy o seksie, technikach, o tym co kto lubi. Nie na każdym forum tak się da. Lecz teraz widzę ile tu frustracji, niespełnienia, problemów ze sobą i swoim życiem, czasami maskowanych myśleniem życzeniowym. Chyba średnio trafiłam - nie mam natury Pollyanny, a taki klimat może dobić, jeśli człowiek ma gorszy dzień.
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 20:22
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > A skąd Ty to wiesz, ile wynosi zapotrzebowanie kaloryczne osoby, nie widząc jej
                                                    > na oczy,nie wiedząc, jaki tryb życia prowadzi, jak wygląda jej dieta,jak wyglą
                                                    > dają wyniki jej badań.? I w dodatku z góry ustalasz, ile kalorii ma zjeść, by m
                                                    > ożna było ją uznać za nie chorą.

                                                    Przeciez podala dane wystarczajace do dokonania obliczen (dane nie tylko z tego watku). ''Uznac za nie chora''? Slucham? Ja nie zajmuje sie diagnozowaniem chorob lub ich braku.

                                                    Dlaczego ktoś, kto mało je,bo tyle potrzebuje i
                                                    > dobrze się czuje, zarówno fizycznie, psychicznie, jak i dobrze ze swoim ciałem
                                                    > ma być zaraz antyprzykladem? Każdy odpowiada za siebie, więc nie wiem, czemu T
                                                    > y ustalasz, że ktoś mało jedząc bezustannie się odchudza, i odbiega od normy.?

                                                    Sorry ale Ty nie mozesz byc lekarzem, jak Cie Wont podejrzewal skoro twierdzisz, ze osoba dorosla przyjmujaca 1000-1200 kcal dziennie moze byc przykladem dla innych kobiet, a tym bardziej chorych. I tak jesli ktos CELOWO utrzymuje niedowage to odbiega od normy, byc moze nie tylko tej wagowej. Przypominam, ze temat rozpoczal sie od przypadku Zawle do ktorej Sid sie przyrownala. No wiec ja twierdze, ze jest gowno nie przykladem dla Zawle.

                                                    > Z głodu to mało kto umiera, a wystarczy rozejrzeć się dookoła i zobaczyć, że na
                                                    > wet małe dzieci żrą o wiele za dużo, a tych szczupłych i w normie wagowej ludz
                                                    > i to jakoś ciężko spotkać, większość to ciężka liga- i oni to są dopiero chorzy
                                                    > , długo by wymieniać na co.

                                                    Wiekszosc ludzi ma nadwage i otylosc, a CIEZKO SPOTKAC osobe w normie wagowej? A nie masz troche spaczonej percepcji? A moze norme masz jakas inna, swoja?

                                                    > >NIe lubie Cie z tego samego powodu dla ktorego inni Cie nie lubia >
                                                    >
                                                    > Na pewno nie wszyscy inni, mów za siebie;)

                                                    Przeczytaj jeszcze raz, co napisalam, bo ja akurat nie napisalam, ze wszyscy inni jej nie lubia.
                                                  • ninek04 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 20:48
                                                    hello -kitty2napisala
                                                    >Sorry ale Ty nie mozesz byc lekarzem, jak Cie Wont podejrzewal skoro twierdzisz, ze osoba dorosla przyjmujaca 1000-1200 kcal dziennie moze byc przykladem dla innych kobiet, a tym bardziej chorych. I tak jesli ktos CELOWO utrzymuje niedowage to odbiega od normy, byc moze nie tylko tej wagowej. Przypominam, ze temat rozpoczal sie od przypadku Zawle do ktorej Sid sie przyrownala. No wiec ja twierdze, ze jest gowno nie przykladem dla Zawle.<

                                                    Nigdzie nie napisałam, że jestem lekarzem, natomiast uważam, że można być zdrowym, przyjmując nawet te góra 1200 kcal,bo dla danej osoby może być to wystarczające zapotrzebowanie. A dlaczego ma to się równać utrzymywaniu celowej niedowagi,to też do końca nie rozumiem, o co Ci chodzi. Jeśli ktoś lubi być szczupłym tak sam z siebie, to tę pożądaną przez siebie wagę stara się utrzymywać, nawet jeśli inni uznają, że jest to już niedowaga. Tylko też nie wiem, którzy inni.Co jest normą, możesz mi powiedzieć?Jeśli ktoś mieści się w BMI, to jest w normie wtedy?



                                                    >Wiekszosc ludzi ma nadwage i otylosc, a CIEZKO SPOTKAC osobe w normie wagowej? A nie masz troche spaczonej percepcji? A moze norme masz jakas inna, swoja?<

                                                    No pewnie, że większość jest powyżej swojej normy wagowej, to już na przykładzie dzieci doskonale widać.Ty tego nie zauważasz, chodząc po ulicy, na basenie,w sklepie , gdziekolwiek indziej zresztą?Moja percepcja nie ma tu nic do rzeczy, bo takie są fakty i rzeczywistość,że nadwaga i otyłość są powszechne, a towarzyszą im niestety liczne choroby, na których leczenie wydaje się gigantyczne pieniądze, również z naszych składek. Więc problem istnieje, nie da się go zignorować, czy nie zauważać.


                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 21:29
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Nigdzie nie napisałam, że jestem lekarzem, natomiast uważam, że można być zdrow
                                                    > ym, przyjmując nawet te góra 1200 kcal,bo dla danej osoby może być to wystarcza
                                                    > jące zapotrzebowanie. A dlaczego ma to się równać utrzymywaniu celowej niedowag
                                                    > i,to też do końca nie rozumiem, o co Ci chodzi. Jeśli ktoś lubi być szczupłym t
                                                    > ak sam z siebie, to tę pożądaną przez siebie wagę stara się utrzymywać, nawet j
                                                    > eśli inni uznają, że jest to już niedowaga. Tylko też nie wiem, którzy inni.Co
                                                    > jest normą, możesz mi powiedzieć?Jeśli ktoś mieści się w BMI, to jest w normie
                                                    > wtedy?

                                                    Uwazam, ze podaz 1000-1200 kcal dziennie to dieta odchudzajaca, ktora w dluzszym okresie czasu prowadzi do wyniszczenia organizmu (nota bene na forach spotowych nazywana glodowka). Za norme mozna przyjac BMI.

                                                    > >Wiekszosc ludzi ma nadwage i otylosc, a CIEZKO SPOTKAC osobe w normie wago
                                                    > wej? A nie masz troche spaczonej percepcji? A moze norme masz jakas inna, swoja
                                                    > ?<
                                                    >
                                                    > No pewnie, że większość jest powyżej swojej normy wagowej, to już na przykładzi
                                                    > e dzieci doskonale widać.Ty tego nie zauważasz, chodząc po ulicy, na basenie,w
                                                    > sklepie , gdziekolwiek indziej zresztą?Moja percepcja nie ma tu nic do rzeczy,
                                                    > bo takie są fakty i rzeczywistość,że nadwaga i otyłość są powszechne, a towarzy
                                                    > szą im niestety liczne choroby, na których leczenie wydaje się gigantyczne pien
                                                    > iądze, również z naszych składek. Więc problem istnieje, nie da się go zignorow
                                                    > ać, czy nie zauważać.

                                                    Czyzby Polska zamienila sie w Wielka Brytanie czy USA, bo ja na swojej ulicy widze wiekszosc osob w normie.
                                                  • ninek04 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 22:29
                                                    hello -kitty2napisala
                                                    >Uwazam, ze podaz 1000-1200 kcal dziennie to dieta odchudzajaca, ktora w dluzszym okresie czasu prowadzi do wyniszczenia organizmu (nota bene na forach spotowych nazywana glodowka). Za norme mozna przyjac BMI. <

                                                    No dobra,ja tymi wyliczeniami odnośnie zapotrzebowania kalorycznego i jego redukcji , tak,jak tu niektórzy tak dokładnie się rozpisywali,się nie zajmowałam się i nie zajmuję, bo i tak nie miałabym na tyle samozaparcia, żeby ściśle trzymać się dokładnych wyliczeń w razie, gdyby przyszło mi się odchudzać -dlatego trzymam się tego, że mnie się po prostu skurczył żołądek i nie potrzebuję naprawdę wiele, by poczuć sytość, a przez to mniej jestem w stanie zjeść.Gdy przekroczę swój próg, od razu odczuwam fatalne skutki w postaci niestrawności, itp,więc rzadko to robię.

                                                    >Czyzby Polska zamienila sie w Wielka Brytanie czy USA, bo ja na swojej ulicy widze wiekszosc osob w normie.<

                                                    A ja jednak dalej się będę upierać, że większość jest powyżej normy.
                                                  • sea.sea Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 22:47
                                                    No jeśli założymy, że do 42 włącznie jest w normie, to ja się będę upierać, że większość widuję w normie, niezależnie od płci.

                                                    Choć z drugiej strony wspominałam już tu chyba, że będąc latem nad jeziorem byłam zdziwiona ilością otyłych dzieci oraz trzydziestoletnich chłopaków z brzuszkami. Dziewczyny akurat nad tym jeziorem trzymały formę - no ale może dlatego, że takie zaokrąglone się bardziej wstydzą wyjść w bikini nad wodę, niż panowie swoich brzuszków, zazwyczaj jednak faceci mają na własnym punkcie nieco lepsze samopoczucie niż kobiety.
                                                  • sabat777 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 22:56
                                                    No nie wiem, ja tam sie brzuszka wstydze. Ale zwalcze gada. :)
                                                  • ninek04 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 23:20
                                                    >No jeśli założymy, że do 42 włącznie jest w normie, to ja się będę upierać, że większość widuję w normie, niezależnie od płci.<

                                                    Może w takim razie te różnice w normie zależą od danego regionu, stąd to różne postrzeganie, kto się w tej normie mieści, a kto nie.Nie wiem, czy takie dane statystyczne faktycznie istnieją czy nie.

                                                    >Choć z drugiej strony wspominałam już tu chyba, że będąc latem nad jeziorem byłam zdziwiona ilością otyłych dzieci oraz trzydziestoletnich chłopaków z brzuszkami. Dziewczyny akurat nad tym jeziorem trzymały formę - no ale może dlatego, że takie zaokrąglone się bardziej wstydzą wyjść w bikini nad wodę, niż panowie swoich brzuszków, zazwyczaj jednak faceci mają na własnym punkcie nieco lepsze samopoczucie niż kobiety.<

                                                    No tak otylosc u dzieci to już plaga -ok.30% 11 latków ma nadwagę, to jest straszne.
                                                    A że panowie swoimi obwislymi brzuszyskami się nie przejmują, eksponując je ochoczo na plaży i żłopiąc jedno piwo za drugim to jasne, że tak jest. Pewnie nie mają kompleksów, bo cóż tam taki okrągły brzuchol komu przeszkadza -im z pewnością nie.
                                                  • sabat777 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 21.01.16, 23:39
                                                    Kurcze, mysle ze okragly brzuchol to jednak kazdemu przeszkadza, a szczegolnie samemu posiadaczowi... Kto by nie wolal eksponowac na plazy szesciopaka miesni zamiast szesciopaka piwa..?
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 09:52
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > No jeśli założymy, że do 42 włącznie jest w normie, to ja się będę upierać, że
                                                    > większość widuję w normie, niezależnie od płci.
                                                    ---------
                                                    Wrzucilybyscie fote, co konkretnie macie na mysli piszac "42" bo google images wyrzuca mi zdjecia bardzo utytych, tylko troche utytych i kurde bardzo szczuplych. Mowimy o sukienkach, sukniach, spodniach? Dla jakiego wzrostu?
                                                  • sea.sea Re: Ale o co w ogóle chodzi? 22.01.16, 21:21
                                                    Damskie rzeczy mają rozmiary właśnie w takiej numeracji. Zarówno spodnie, jak i bluzki czy kiecki. Nie tyczy się to dżinsów, bo one mają inne oznaczenia - ze względu na długość nogawki i zdaje się obwód w biodrach/talii. Dla każdego wzrostu, bo to chodzi bardziej o wymiary szerokościowe. 42 to takie L, ja przez 42 rozumiem coś koło tego:

                                                    bi.gazeta.pl/im/26/72/11/z18296102Q,idealne-jeansy-dla-noszacych-rozmiar-42-.jpg
                                                    img.szafa.pl/forum/0/foto_cache/3a9/c1f/5e6/ea0/2f5/af9/e1a/6f0/e3e/ad9/a9_485x640.jpg
                                                    encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQjeOGfekmSeBbAvVLvi0qU6NQrxR0hr9FXtUvHbJNIYJps2JI8
                                                    bi.gazeta.pl/im/a0/96/12/z19492000Q,Sukienki-na-zime-dla-noszacych-rozmiar-42-.jpg

                                                    Aczkolwiek ludzie bywają niesymetryczni i mogą mieć np górę ciała w rozmiarze 40 a dół w 42, albo w ogóle się różnić nawet o dwa rozmiary względem góra/dół - to wtedy, kiedy ktoś jest wyraźnym jabłkiem albo gruszką.
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 23.01.16, 08:37
                                                    Dzięki sea (seajuś? kurde durny nick sobie wybrałaś, że nie mogę zdrobnić) za linki.

                                                    OK, to teraz wiem na czym stoimy. No i moim zdaniem to jest standard. Ale to nie powinien być standard, bo te babki są jednak utyte. Szczególnie to widać na pierwszym zdjęciu.
                                                  • sea.sea Re: Ale o co w ogóle chodzi? 23.01.16, 13:36
                                                    Ta ale jest to jeszcze poziom utycia, który nie zwraca na siebie większej uwagi. Człowiek się mieści na pojedynczym siedzeniu w samolocie, a jak to dobrze rozegra i odpowiednio się ubierze, to co prawda nie poudaje kruszynki, ale też nie jest odruchowo opisywany jako "ta gruba baba spod piątki" :D
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 22:37
                                                    sidsidsid napisał(a):

                                                    > Mogę potwierdzić tezę, która łamie również życzeniowe myślenie, jak to mężczyźn
                                                    > i masowo (podkreślam - masowo, ja wiem, że fani są) lecą na nadwagę, zwaną popr
                                                    > awnie politycznie krągłościami, czy na lansowane obecnie tyłki o cztery rozmiar
                                                    > y większe, niż reszta sylwetki. Najwięcej ważyłam w życiu jakieś 56 kg, cyc był
                                                    > stosownie większy i jakoś takiego szału, jak w wersji szczupłej/chudej, nie ro
                                                    > biłam. Oczywiście chętni byli, ale tłumy pojawiają i pojawiały się, gdy jestem
                                                    > bardzo szczupła.

                                                    Dyskusja z cyklu czy mezczyzni leca na tylek Kim Kardashian i kraglosci Beyonce? I czy te panie maja nadwage? Mysle, ze czasem maja, a czasami nie (obie rodzily wiec moze okoloporodowo przybieraly). Odpowiedz brzmi: zalezy gdzie na swiecie. I tu masz racje: w Polsce leca na maksymalna szczuplosc. Natomiast kazdy kolorowy zabije sie za wielki tylek i cyc. NIe bez powodu wstawiaja sobie czarni raperzy w teledyskach monstrualne dupska pan. Przeciez nikt by sobie nie obnizyl sprzedazy wstawiajac cos, co sie nie sprzedaje jak swieze buleczki. A jak sie podniecaja Nicki Minaj? Z kolei na forach sportowych najczestsza prosba pan to brazylijski tylek i zarysowane miesnie brzucha. Reasumujac: w Polsce najlepiej byc w mozliwie najszczuplejszej wersji. I to moze nie starczyc. Dlatego ja tam nie wracam ;)
                                                    Co do poprawnosci politycznej: mi tam wszystko jedno czy mnie ktos nazywa gruba czy kragla. Wystarczy mi jak kochankowi kutas stoi.
                                                  • kynane Re: Ale o co w ogóle chodzi? 19.01.16, 11:22
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    Reasumujac: w Polsce najlepiej byc w mozliwie najszczuplejszej wersji. I to moze nie starczyc.

                                                    Reasumując: najlepiej mieć wyjebane na to, na co lecą mężczyźni _generalnie_. No, chyba że ktoś tak ma, że musi być atrakcyjny dla wszystkich - a nie da się.
                                                    Kitty, musiałaś mieć strasznego pecha... Z mojego doświadczenia wynika, że w Polsce jest jak wszędzie - mężczyźni w większości lecą na kobiety i tyle...
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 19.01.16, 15:20
                                                    A propos tylka, to mimo ze jestem z frakcji cyckowej a tylek, to ok, fajnie ze jest i sie czlowiek nie obija o kosci, to to co laska wyczynia na filmie ze swoim tylkiem jest dla mnie absolutnie fantastyczne:

                                                    m.youtube.com/watch?v=gZae32HDvI8
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 19.01.16, 15:50
                                                    Ja zeby sie nakrecic zawsze wybieram te Rihanne, laski na rurze poezyyyja (MAbelle?? ;) i kompletny top, ze odpadam jest w ostatniej sekundzie, jak juz zeszla z tronu ;)
                                                    www.youtube.com/watch?v=ehcVomMexkY
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 19.01.16, 16:01
                                                    m.youtube.com/watch?v=C6vinrXWxls

                                                    Kurde, chyba zostane milosnikiem twerkingu! :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 19.01.16, 17:48
                                                    wont2 napisał:

                                                    > m.youtube.com/watch?v=C6vinrXWxls

                                                    Kurde fajnie to wyglada!

                                                    Ale co? Myslisz ze mialbys czym po silce (?)/umialbys zatanczyc? ;)

                                                    Mamy podobny gust ale to sie w dzisiejszej Europie nie przyjmie ;(

                                                    Odpowiadam Rihanna przy zalonce ;-)
                                                    www.youtube.com/watch?v=Bs7VhKv5y3Q
                                                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 19.01.16, 21:21
                                                    Obejrzałam twerking - dzięki, teraz jestem pewna, że jestem 100% hetero.:)
                                                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 19.01.16, 21:18
                                                    Obejrzałam Rihannę i cóż... Aż się łezka w oku kręci na nie takie stare, dobre czasy, kiedy Kylie zrobiła furorę taką figurą i takim tyłkiem w szortach:
                                                    www.youtube.com/watch?v=t1DWBKk5xHQ
                                                    Rzeczywiście, zmiana standardów chyba ma związek z tym, że Murzyni i Latynosi coraz bardziej trzęsą amerykańskim rynkiem muzycznym i lansują swoje gusta.
                                                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 19.01.16, 19:27
                                                    > Dyskusja z cyklu czy mezczyzni leca na tylek Kim Kardashian i kraglosci Beyonce
                                                    > ? I czy te panie maja nadwage? Mysle, ze czasem maja, a czasami nie (obie rodzi
                                                    > ly wiec moze okoloporodowo przybieraly). Odpowiedz brzmi: zalezy gdzie na swiec
                                                    > ie. I tu masz racje: w Polsce leca na maksymalna szczuplosc. Natomiast kazdy ko
                                                    > lorowy zabije sie za wielki tylek i cyc. NIe bez powodu wstawiaja sobie czarni
                                                    > raperzy w teledyskach monstrualne dupska pan. Przeciez nikt by sobie nie obnizy
                                                    > l sprzedazy wstawiajac cos, co sie nie sprzedaje jak swieze buleczki. A jak sie
                                                    > podniecaja Nicki Minaj? Z kolei na forach sportowych najczestsza prosba pan to
                                                    > brazylijski tylek i zarysowane miesnie brzucha.

                                                    Wiadomo, że to kwestia kulturowa i Murzyni czy Latynosi generalnie miewają inne preferencje niż np. mężczyźni z północy Europy. Ale panie, które wymieniłaś - Beyonce z całkiem wysportowaną sylwetką nie mającą szans na bycie wiotką, nabitymi nogami i małym biustem, karykaturalne Kardashian i Minaj, które mają więcej w tyłkach niż wzrostu - one wszystkie są po trenerach, ćwiczeniach a dwie ostatnie po tonach operacji plastycznych (pierwsza tylko ćwierć tony). Żadna z nich nie jest gruba w takim sensie, że opona się fałduje czy tłuszcz z tyłka zwisa i się majta. Mają masywne, lecz nabite sylwetki. Czyli nie są grube w sensie tłuste. O ile Beyonce, Lopez czy Pamela oczywiście fanów mają, to nie lansowałabym popularności w naszym kręgu kulturowym typów o wymiarach 90-60-150 czy 150-90-150.
                                                • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 22:08
                                                  sea.sea napisała:

                                                  Ja szukam kogoś do kochania, czasami zdaje mi się nawet, że bardzie
                                                  > j mi na tym zależy, niż na byciu kochaną. O ile oczywiście obiekt uczuć rzeczon
                                                  > ej miłości jawnie nie bojkotuje ;) Szukam relacji, interakcji, czegoś, co porus
                                                  > zy moje serce i mój mózg. I jeśli nie znajdę, to jestem pewna, że nie dlatego,
                                                  > że jestem za stara, że mam za dużą dupę czy za małe oczy ;)

                                                  Tylko dlaczego nie znajdziesz? Ze nikt Cie nie poruszy? (oprocz wymienionego bojkotowania)
                                                  • sea.sea Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 22:21
                                                    Bo się nie znajdę we właściwym miejscu albo czasie, bo coś zaniedbam, bo zabraknie mi odwagi albo wiary.

                                                    Moim targetem są ci, którzy szukają tego, co ja. Którzy mają podstawową checklistę opartą na czymś innym, niż to, czy ktoś jest jeszcze płodny, ile zarabia, albo czy umie gotować. To, co opisujesz, że facet chętnie bzykał, ale że miałaś mięśnie, dupę i cycki to się nie chciał wiązać, to dla mnie jest w ogóle zupełnie popieprzone. Skoro umięśniona sylwetka z dupą nie pociąga, to powinien konsekwentnie nie bzykać, a jeśli daje radę bzykać, a nieodpowiedniego rozmiaru dupa mu przesłania wszystkie inne Twoje walory, to coś z kolesiem poważnie niehalo, a nie z Twoją dupą.
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 22:26
                                                    Kochać to jest chyba najtrudniej.
                              • kruche_ciacho Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 09:23
                                10 lat zajelo ci nauczenie sie jezyka? to w jakim systemie sie uczylas?
                                • mabelle2000 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 11:49
                                  kruche_ciacho napisała:

                                  > 10 lat zajelo ci nauczenie sie jezyka? to w jakim systemie sie uczylas?

                                  W wersji szkolnej to pewnie mozna sie nauczyc i w pol roku, ale o ile znam Kitty, to chodzilo jej o taka znajomosc jezyka, aby moc wyrazac w nim wszystkie swoje skomplikowane mysli i emocje :-) Samo opanowanie obcego akcentu, ludziom w naszym wieku, wypadaloby zaczac od zapisania sie na kurs u logopedy. Wiec sa to bardziej jednak lata, a nie miesiace nauki.
                                  • kruche_ciacho Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 15:22
                                    mimo wszystko uwazam ze 10 lat to bardzo duzo
                                    ale mysle ze Kitty laczyla to czesciowo z praca, wiec pewnie dlatego
                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 15:57
                                    mabelle2000 napisała:

                                    > kruche_ciacho napisała:
                                    >
                                    > > 10 lat zajelo ci nauczenie sie jezyka? to w jakim systemie sie uczylas?
                                    >
                                    > W wersji szkolnej to pewnie mozna sie nauczyc i w pol roku, ale o ile znam Kitt
                                    > y, to chodzilo jej o taka znajomosc jezyka, aby moc wyrazac w nim wszystkie swo
                                    > je skomplikowane mysli i emocje :-) Samo opanowanie obcego akcentu, ludziom w n
                                    > aszym wieku, wypadaloby zaczac od zapisania sie na kurs u logopedy. Wiec sa t
                                    > o bardziej jednak lata, a nie miesiace nauki.

                                    Najpierw lata walki z oporem. Nie podobal mi sie ten jezyk, nie brzmial dobrze. Potem lata walki z pozbyciem sie automatyzacji angielskiego. Przegrana zreszta. Do dzisiaj jak sie zdenerwuje czy zemocjonuje to automatem lece po angielsku dzieki czemu czesc reprymend syn puscil kolo uszu, po czym zaczal uzywac angielskich przeklenstw. Mam analityczny umysl i musialam poznac wszystkie zasady zeby w ogole sie odezwac. Najpierw kursy, a ostatnie byly regularne studia. Nie mam talentu do jezykow i jestem przyglucha. Widzialam tez ludzi z talentem, ktorzy sie nie boja robienia bledow. Wyprzedzali takie osoby jak ja natychmiast. Poza tym bylam za stara na nauke nowego jezyka. Tego nie przewidzialam/nie sprawdzilam przed emigracja. Blad. Inna sprawa, ze usystematyzowana nauka jezyka jest bardzo droga. Np 3 miesieczny kurs 2 razy w tygodniu po 1,5 godziny to 600 euro. Studia dla osob z Uni Europejskiej to z 2000 euro rocznie. Trzeba bylo najpierw na to zarobic. Wszystko sie rozciagalo w czasie w nieskonczonosc. Kiedys sobie marzylam, ze ostatnie 10 lat zycia poswiece na francuski ale chyba zycia mi nie starczy ;)
                                    • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 17:42
                                      Kitka, a nie ma darmowych kursów dla obcokrajowców? Bo u mnie są, choć nie korzystałam.

                                      Apropos Twojego niderlandzkiego (bo o tym mowa, tak?) to pamiętam, że kiedyś chciałam się go uczyć. Miałam taką fazę w młodości na próbowanie różnych języków. No i tenże niderlandzki to był jedyny język, w którym nie byłam w stanie powtórzyć prawidłowo ani jednego słowa. Wymowa jest dla mnie kompletnie nie do przejścia. W dodatku chyba jeden z najbrzydszych, najbardziej nieprzyjemnie brzmiących języków na świecie :D
                                      Także rozumiem Twój ból :)
                                      Przy okazji powiem, że inaczej się człowiek uczy jak ma lat 20, a inaczej jak ma 30 i więcej. Ja się wciąż uczę portugalskiego i wciąż miewam problemy językowe, choć też już dekadę tu siedzę. Pomijam już że z niektórych dziedzin kompletnie nie znam słownictwa.
                                      • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 19:31
                                        rekreativa napisała:

                                        > Kitka, a nie ma darmowych kursów dla obcokrajowców? Bo u mnie są, choć nie korz
                                        > ystałam.

                                        Sa ale z poza Unii. Pewnie wychodza z zalozenia, ze skoro nie potrzebujesz pozwolenia na prace (z uwagi na otwarte granice) to mozesz sobie sam zarobic na nauke jezyka + znajomosc niderlandzkiego dla pochodzacych z krajow Unii nie jest wymagana prawem. Skoro nie jest wymagana to odpada obowiazek (darmowego) nauczania.

                                        > Apropos Twojego niderlandzkiego (bo o tym mowa, tak?) to pamiętam, że kiedyś ch
                                        > ciałam się go uczyć. Miałam taką fazę w młodości na próbowanie różnych języków.

                                        Dobra jestes ;)

                                        > No i tenże niderlandzki to był jedyny język, w którym nie byłam w stanie powtó
                                        > rzyć prawidłowo ani jednego słowa. Wymowa jest dla mnie kompletnie nie do przej
                                        > ścia. W dodatku chyba jeden z najbrzydszych, najbardziej nieprzyjemnie brzmiący
                                        > ch języków na świecie :D
                                        > Także rozumiem Twój ból :)

                                        hehe no no jak mowila moja nauczycielka angielskiego ze studiow: niderlandzki to jezyk chorego gardla.
                                        Jak juz plotkujemy w offtopie to powiem Ci, ze mialam taka faze, ze juz duzo rozumialam i bylam gotowa mowic. Mowilam i nikt absolutnie nikt nie byl w stanie mnie zrozumiec (wlasnie przez skopana wymowe). To dopiero jest konsternacja i stres jak ktos Cie ze 2-3 razy prosi o powtorzenie, bo za cholere nie rozumie, co do niego mowisz ;) Nie wiem jak ja ta faze przeskoczylam. Na studiach nas nagrwali kamera, potem kazali w domu spisywac slowo slowo co sie w wystapieniu powiedzialo ze wszystkimi bledami, zacinaniem sie + kazdemu takiemu wystepieniu przypisanych bylo 2 krytykow, ktorzy tez spisywali i oceniali cie w formie ostrej krytyki. Ja sie upijalam przez tymi zajeciami pamietam z nerwow. Bo tez na ocene byly. Moze to pomoglo?

                                        > Przy okazji powiem, że inaczej się człowiek uczy jak ma lat 20, a inaczej jak m
                                        > a 30 i więcej. Ja się wciąż uczę portugalskiego i wciąż miewam problemy językow
                                        > e, choć też już dekadę tu siedzę. Pomijam już że z niektórych dziedzin kompletn
                                        > ie nie znam słownictwa.

                                        Bierz to na czas, spokojnie, najgorsza jest presja, mozna sie zablokowac. Ja tez sie myle caly czas i nieraz powiem zupelna glupote, a jak mi ktos sepleni, ma jakas wade wymowy to w ogole nie skumam co do mnie mowi. Najwazniejsze to miec luz wkolo siebie. I tak my juz jestes przystare. To jest przeciez naukowo potwierdzone.

                                        Lecac plota dalej: pracowalam z Portugalczykami (malzenstwem) i czasem mowili do siebie w swoim jezyku. Ocenialam wtedy, ze to jeden z najpiekniejszych jezykow jakie slyszalam. Zdziwilo mnie jak moja kolezanka Niemka twierdzila, ze portugalski ze sluchu (jako melodia) dla niej podobny jest do rosyjskiego.
                                        • sea.sea Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 21:04
                                          To co prawda tyczy angielskiego, ale mi cholernie pomogło: www.youtube.com/watch?v=yT5FUx7xrp8
                                          Ja angielski zasadniczo rozumiem bardzo dobrze, pomijając dziedziny, na których się nie znam także po polsku ;) ale zawsze miałam opory przed czynną komunikacją. Przeszło mi dość mocno, gdy obejrzałam powyższe.
                                    • kruche_ciacho Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 21:54
                                      Aaaa to w Belgii inaczej. Podstawy jezyka mialam za darmo przez kilka miesiecy i tylko koszt podrecznikow. Zalapalam basis ale nie mowilam. Potem zaciazylam i pod koniec ciazy doslownie oglupialam bo nie nie szlo mi nic z nauki. Bylam gruba i lezalam przed tv katujac belgijska telewizje z napisami. Chyba to mi tez duzo dalo zeby oblukac sie z ta ich konstrukcja zdaniowa. Potem poszlam juz na bardziej profesjonalny kurs i po 1,5 roku mowilam ok. Na tyle zeby znalezc prace (administracyjna) w jedej z wiekszych firm. do tej pory nie mowie perfect, czesto nie znam bezposredniego slowa wiec robie "na okretke" ale chyba jest ok, od 1,5 roku pracuje w dziale klientow kluczowych i nie trafila mi sie gafa. No ale angielski mi sie uwstecznil. a francuski..... to tez taka moja ambicja ;) tylko cholera czasu brak. Pozno w domu jestem no i mlody...
                                      • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 22:50
                                        kruche_ciacho napisała:

                                        > Aaaa to w Belgii inaczej. Podstawy jezyka mialam za darmo przez kilka miesiecy
                                        > i tylko koszt podrecznikow. Zalapalam basis ale nie mowilam. Potem zaciazylam i
                                        > pod koniec ciazy doslownie oglupialam bo nie nie szlo mi nic z nauki. Bylam gr
                                        > uba i lezalam przed tv katujac belgijska telewizje z napisami. Chyba to mi tez
                                        > duzo dalo zeby oblukac sie z ta ich konstrukcja zdaniowa. Potem poszlam juz na
                                        > bardziej profesjonalny kurs i po 1,5 roku mowilam ok. Na tyle zeby znalezc prac
                                        > e (administracyjna) w jedej z wiekszych firm. do tej pory nie mowie perfect, cz
                                        > esto nie znam bezposredniego slowa wiec robie "na okretke" ale chyba jest ok, o
                                        > d 1,5 roku pracuje w dziale klientow kluczowych i nie trafila mi sie gafa. No a
                                        > le angielski mi sie uwstecznil. a francuski..... to tez taka moja ambicja ;) ty
                                        > lko cholera czasu brak. Pozno w domu jestem no i mlody...

                                        I tak wydaje mi sie ze jestes Ciacho bardziej utalentowana jezykowo. I dobrze, mozesz byc z siebie dumna. Popchnelas i jezyk i dobra prace, to wazne.
                • ninek04 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 20:03
                  >o nie boicie się że jak wam się nagle i nieplanowanie zejdzie z tego świata (rak, wypadek) to że wasze dzieci, wasze geny, wasza krew, z taką niegramotną matką wpadną w bezdenny niedostatek? <

                  W tym wypadku akurat niegramotne dotąd panie domu będą umiały wykazać się obrotnością rozglądając się w miarę szybko za następnym jedynym i wyłącznym żywicielem rodziny ;)
                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 20:16
                    ninek04 napisała:

                    > W tym wypadku akurat niegramotne dotąd panie domu będą umiały wykazać się obrot
                    > nością rozglądając się w miarę szybko za następnym jedynym i wyłącznym żywiciel
                    > em rodziny ;)
                    ------
                    No jedyny ratunek, że ktoś się zlituje i je weźmie na garnuszek. Ale, bądźmy szczerzy - żeby ktoś wziął niegramotną babę z przychówkiem, to się trzeba chętnie i dobrze ruchać. Czy to nie jest quasi-prostytucja?
                    • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 20:27
                      wont2 napisał:
                      > No jedyny ratunek, że ktoś się zlituje i je weźmie na garnuszek. Ale, bądźmy sz
                      > czerzy - żeby ktoś wziął niegramotną babę z przychówkiem, to się trzeba chętnie
                      > i dobrze ruchać. Czy to nie jest quasi-prostytucja?

                      O naiwności ludzka. Znam jedną taką, cwana gapa. Wszyscy jej pomagają. Nawet chłopa własnego ustawiać ( tego drugiego z którym dzieciaka sobie w nieświadomości któregoś z kolei zrobiła). Ja ją za to podziwiam. Taka bidulka wymagająca wsparcia i opieki, normalnie dusza-człowiek. A uparta i twarda jak góra:))
                      • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 20:33
                        zawle napisała:

                        > O naiwności ludzka. Znam jedną taką, cwana gapa. Wszyscy jej pomagają. Nawet ch
                        > łopa własnego ustawiać ( tego drugiego z którym dzieciaka sobie w nieświadomośc
                        > i któregoś z kolei zrobiła). Ja ją za to podziwiam. Taka bidulka wymagająca wsp
                        > arcia i opieki, normalnie dusza-człowiek. A uparta i twarda jak góra:))
                        ----------
                        Powiedz mi zawle, czy twoje miasto ma obwodnicę, czy też jest jakaś szansa, że kiedyś jednak przez nie przejadę? Pytam, bo się boję, że kiedyś złapię gumę (samochodową oczywiście) czy z jakiegoś innego powodu się rozkraczę i wpierdolę się na minę. Są tam jeszcze jakieś normalne kobiety u was?
                        • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 20:38
                          wont2 napisał: > Powiedz mi zawle, czy twoje miasto ma obwodnicę, czy też jest jakaś szansa, że
                          > kiedyś jednak przez nie przejadę? Pytam, bo się boję, że kiedyś złapię gumę (sa
                          > mochodową oczywiście) czy z jakiegoś innego powodu się rozkraczę i wpierdolę si
                          > ę na minę. Są tam jeszcze jakieś normalne kobiety u was?

                          Są, ale po kiego pisać o normalności? Co w niej ciekawego? Poza tym ja się o Ciebie wont nie boję. TY musisz dostać jakąś heterę za karę, tak jak mój dostał mnie:))) Więc ilej obwodnicę i pamiętaj że moje miasto leczy smutki;)))
                  • sidsidsid Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 21:16
                    > W tym wypadku akurat niegramotne dotąd panie domu będą umiały wykazać się obrot
                    > nością rozglądając się w miarę szybko za następnym jedynym i wyłącznym żywiciel
                    > em rodziny ;)

                    To ci majętni żywiciele tak w kolejkach stoją i czekają, szczególnie do pań powiedzmy 50+ i z przychówkiem? Nie wiedziałam. :>
                    • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 21:19
                      Ja też nie....dajcie namiar, to się na wszelki wypadek w kolejkę ustawię. Żeby mieć wybór;)
                    • ninek04 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 21:34
                      Niekoniecznie zaraz majętni, wystarczy, żeby nowy pan zapieprzał na panią i jej przychówek, bo ona wiadomo, nie jest przyzwyczajona, albo nie ma dla niej odpowiednio dobrej pracy.Ale to się tyczy raczej tych młodszych, tym 50+ to może już jakieś świadczenia się należą.
                    • triss_merigold6 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 22:32
                      Ktoś przedawkował amerykańskie kino familijne.
                • marek.zak1 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 20:11
                  wont2 napisał:

                  > Ale tak jak się nie dziwię się kobietom, które wybierają rolę kur domowych (no bo w sumie czego spodziewać się po kobietach wybierających rolę kur domowych), to trochę dziwię się mężczyznom, którzy z kurami domowymi są.
                  ====================================================

                  Dziwię się, że nie mając swoje zerowe doświadczenie wypowiadasz się na temat małżeństwa, żon i dzieci. Stąd śmiałe wnioski, bo skoro nie masz o tym pojęcia, to możesz pisać, co chcesz. Poza tym twoja pogarda dla kobiet, które nie będąc opłacanymi zajmują się dziećmi dziwi mnie jeszcze bardziej. Patrząc na społeczną przydatność mojej pracy w korpo, uważam, że przydatność realna pracy mojej żony jest znacznie większa. Jako zawodowa nauczycielka brała udział w wychowaniu naszych dzieci to jest wartość realna. Jestem poza tym niemal pewien, że jej poziom intelektualny, oczytanie , znajomość świata i języków jest o kilka długości powyżej średniej krajowej.
                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 20:13
                    marek.zak1 napisał:

                    Jestem poza tym niemal pewien, że jej p
                    > oziom intelektualny, oczytanie , znajomość świata i języków jest o kilka długoś
                    > ci powyżej średniej krajowej.
                    ---------
                    No to cholerna szkoda, że dziećmi nie zająłeś się ty :(
                    • marek.zak1 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 20:32
                      wont2 napisał:

                      > No to cholerna szkoda, że dziećmi nie zająłeś się ty :(
                      =====================================
                      Zejdź na ziemię. Czy wiesz ile w naszym kraju zarabiają nauczyciele?
                      >
                      • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 20:36
                        marek.zak1 napisał:

                        > Zejdź na ziemię. Czy wiesz ile w naszym kraju zarabiają nauczyciele?
                        -------
                        Czyli jednak niegramotna? W sensie - nie utrzyma się bidula i cię potrzebuje do przeżycia?
                        • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 20:40
                          No i prawda. nauczycielka to tylko o 3000 bardziej samodzielna jest:)))
                        • marek.zak1 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 20:45
                          wont2 napisał:

                          > marek.zak1 napisał:
                          >
                          > > Zejdź na ziemię. Czy wiesz ile w naszym kraju zarabiają nauczyciele?
                          > -------
                          > Czyli jednak niegramotna? W sensie - nie utrzyma się bidula i cię potrzebuje do przeżycia?
                          ============================================

                          Zrozumiałem, że opcja jest, żeby moja żona pracowała, a ja zajmował sie dziećmi. Ja byłem chętny, ale finanse były przeciw.
                          Jedynym krajem, w którym nauczyciele zarabiają tyle, ile inżynierowie, to Szwajcaria, ale w Polsce jest inaczej.
                          • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 20:54
                            marek.zak1 napisał:

                            > Zrozumiałem, że opcja jest, żeby moja żona pracowała, a ja zajmował sie dziećmi
                            > . Ja byłem chętny, ale finanse były przeciw.
                            > Jedynym krajem, w którym nauczyciele zarabiają tyle, ile inżynierowie, to Szwaj
                            > caria, ale w Polsce jest inaczej.
                            ------------
                            Ja się odnosiłem do tego: "jej poziom intelektualny, oczytanie , znajomość świata i języków jest o kilka długości powyżej średniej krajowej". I pomyślałem, że pewnie potrafiłaby zarobić więcej od ciebie.
                        • jesod Bidul wont2 17.01.16, 20:46
                          wont2 napisał:

                          > marek.zak1 napisał:
                          >
                          > > Zejdź na ziemię. Czy wiesz ile w naszym kraju zarabiają nauczyciele?
                          > -------
                          > Czyli jednak niegramotna? W sensie - nie utrzyma się bidula i cię potrzebuje do
                          > przeżycia?

                          Nie będę wdawać się z Tobą w dyskusję, bo to strata czasu, ale coś ci napiszę jasno i wyraźnie, abyś nie miał złudzeń co do odbioru tego, co tutaj głosisz: Jesteś zwyczajnym gnojem, a kiedy awansujesz już na niezwyczajnego, a potem na nadzwyczajnego, to niewątpliwie będzie to dla ciebie życiowa nobilitacja.
                          • wont2 Re: Bidul wont2 17.01.16, 20:56
                            jesod napisała:

                            > Nie będę wdawać się z Tobą w dyskusję, bo to strata czasu, ale coś ci napiszę j
                            > asno i wyraźnie, abyś nie miał złudzeń co do odbioru tego, co tutaj głosisz: J
                            > esteś zwyczajnym gnojem, a kiedy awansujesz już na niezwyczajnego, a potem na n
                            > adzwyczajnego, to niewątpliwie będzie to dla ciebie życiowa nobilitacja.
                            -------
                            Czyżby kolejna utrzymanka? Chyba ex-utrzymanka, biorąc pod uwagę ilość żółci :)
                            • jesod Re: Bidul wont2 17.01.16, 23:06
                              wont2 napisał:

                              > jesod napisała:
                              >
                              > > Nie będę wdawać się z Tobą w dyskusję, bo to strata czasu, ale coś ci nap
                              > iszę j
                              > > asno i wyraźnie, abyś nie miał złudzeń co do odbioru tego, co tutaj głos
                              > isz: J
                              > > esteś zwyczajnym gnojem, a kiedy awansujesz już na niezwyczajnego, a pote
                              > m na n
                              > > adzwyczajnego, to niewątpliwie będzie to dla ciebie życiowa nobilitacja.
                              > -------
                              > Czyżby kolejna utrzymanka? Chyba ex-utrzymanka, biorąc pod uwagę ilość żółci :)

                              Twoje wnioski są tutaj naprawdę mało istotne. Mogą, ale nie muszą być prawdziwe...
                              Moja żółć jest zarezerwowana specjalnie dla takich typów jak ty.
                              Nie lubię ludzi wrednych, podłych, perfidnych, cynicznych, bezwzględnych i pozbawionych jakichkolwiek uczuć. Tacy też klasyfikują się do pewnej kategorii biduli - osobowościowo-charakterologicznej. W moim pojęciu jesteś kaleką i tępym facetem, operującym na poziomie prymitywnej mentalności.
                              Gdybyś miał masę kasy, taką masę, że srałbyś nią na lewo i prawo przy każdym stąpnięciu, a przy tym byłbyś przystojnym facetem, z jakąś tam pozycją społeczną to dla mnie i tak byłbyś nikim. Niestety.
                              Nie wiem jednak, czy jesteś w stanie to pojąć... ale nie zamierzam się tym przejmować.
                              • wont2 Re: Bidul wont2 18.01.16, 07:22
                                jesod napisała:
                                (swoje piardy)

                                To ja ci jesod dam radę, niestety spóźnioną - trzeba było się nie uzależniać od mężczyzny to byś teraz nie wylewała na rodzaj męski tyle pomyj tylko zachwycała się piękną słoneczną zimową pogodą i przytulała się na starość z uśmiechem do brzózek w lesie. Wychodziła z koleżankami na nordic walking albo narty biegowe, no generalnie cieszyła się życiem a nie pluła żółcią. Żal mi ciebie.
                                • jesod Re: Bidul wont2 19.01.16, 00:58
                                  wont2 napisał:
                                  > jesod napisała:
                                  > (swoje piardy)

                                  Chama poznaje się między wierszami, a prymitywnego chama po tym, że nie ma żadnych skrupułów. Jednemu i drugiemu obca jest empatia oraz szacunek do drugiego człowieka.

                                  wont2 napisał:
                                  > To ja ci jesod dam radę, niestety spóźnioną - trzeba było się nie uzależniać od
                                  > mężczyzny to byś teraz nie wylewała na rodzaj męski tyle pomyj tylko zachwycał
                                  > a się piękną słoneczną zimową pogodą i przytulała się na starość z uśmiechem do
                                  > brzózek w lesie. Wychodziła z koleżankami na nordic walking albo narty biegowe
                                  > , no generalnie cieszyła się życiem a nie pluła żółcią. Żal mi ciebie.

                                  Zmień psychiatrę, bo ten, który się aktualnie tobą zajmuje niestety nie rokuje dobrze na przyszłość dla ciebie.
                                  • wont2 Re: Bidul wont2 19.01.16, 10:55
                                    Jesod, zeby mnie obrazic to musialabys sie bardziej postarac. Tymczasem, mam do Ciebie grzeczna prosbe - odjeb sie ode mnie, glupia cipo.
                                    • jesod Re: Bidul wont2 19.01.16, 14:16
                                      wont2 napisał:
                                      > Jesod, zeby mnie obrazic to musialabys sie bardziej postarac.

                                      Sęk w tym, że ja się wcale nie staram tego robić...
                                      Nie muszę, ponieważ ty sam to robisz - swoją postawą, zachowaniem, reakcjami, teoriami, tekstami, które tu wypisujesz pod różnymi nickami. To twoja najbardziej wyrazista wizytówka.
                                      Dlatego też wcześniej napisałam, że:
                                      "Chama poznaje się między wierszami, a prymitywnego chama po tym, że nie ma żadnych skrupułów. Jednemu i drugiemu obca jest empatia oraz szacunek do drugiego człowieka."
                                      A w trosce o twoje zdrowie zaproponowałam:
                                      "Zmień psychiatrę, bo ten, który się aktualnie tobą zajmuje niestety nie rokuje dobrze na przyszłość dla ciebie."
                                      No i... nie wspomniałam jeszcze, co niniejszym czynię, byś przestał pić, ponieważ już być może nie zdajesz sobie sprawy, iż alkohol poczynił spustoszenie w twoim mózgu, zmieniając osobowość i stąd ta agresja.

                                      wont2 napisał:
                                      >Tymczasem, mam do Ciebie grzeczna prosbe - odjeb sie ode mnie, glupia cipo.

                                      Jeśli uważasz, że jest to grzeczne prośba, to tym bardziej, w sposób dobitny potwierdza to, co napisałam wcześniej.
                                      Więc nie degraduj się oraz nie ośmieszaj jako człowiek i mężczyzna, bo jest to żałosne i pokazuje całą prawdę o tobie. W sieci nikt nie jest aż tak anonimowy, jakby się mogło wydawać.

                                      Jeśli jednak cierpisz na chorobę psychiczną, nieważne już czy z powodu choroby alkoholowej czy też o innym podłożu, to ja ci mimo wszystko serdecznie współczuję.
                                      Męczysz się sam, męczysz innych i zatruwasz wokół siebie atmosferę. Postaraj się coś z tym zrobić, zawalcz jeszcze o siebie. Naprawdę warto.
                                      Patrząc ile mozolnego wysiłku wkładasz w idiotyczne klepanie w klawiaturę i defekację internetu swoją nienawiścią, a nienawiść nie jest przecież drogą do szczęścia, postaraj się przekierować tę energię pozytywnie, na wszystko co jeszcze może zmienić ciebie na dobre.
                                      Będąc dobrym człowiekiem, będziesz dobry nie tylko dla siebie, będziesz również dobry dla innych. A pieniądze... nie mają tutaj, aż tak wielkiego znaczenia.

                                      Pozdrawiam i życzę szczęścia.
                  • ninek04 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 21:22
                    marek.żak. 1napisal
                    >Jestem poza tym niemal pewien, że jej poziom intelektualny, oczytanie , znajomość świata i języków jest o kilka długości powyżej średniej krajowej. <

                    No to aż żal bierze, że mając taki zestaw talentów pozwoliła się wtłoczyć w rolę żony przy mężu i matki dzieciom.
                    • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 21:30
                      To tak nie działa. Własnie najfajniej obdzielać najbliższych.
                    • marek.zak1 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 17.01.16, 21:52
                      ninek04 napisała:


                      > No to aż żal bierze, że mając taki zestaw talentów pozwoliła się wtłoczyć w rolę żony przy mężu i matki dzieciom.
                      =======================================
                      Teoretyzujesz. W rodzinie, jak w firmie, rozważa się rozmaite opcje przychodów i wybiera optymalną. Hilary Clinton tez się dała wtłoczyć w role zony Billa, jak on był prezydentem. Wg Ciebie jest kura domową.
                      • ninek04 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 08:40
                        >Hilary Clinton tez się dała wtłoczyć w role zony Billa, jak on był prezydentem. Wg Ciebie jest kura domową.<

                        Żartujesz? Kandydatka na prezydenta jest według mnie kurą domową? Trochę to zły przykład, bo ona swoją niezależną pozycję sama sobie wypracowała i to na długo przed tym,jak stała się panią Clintonową.Zresztą każdy wiek jest dobry na rozwój siebie, czy na podjęcie pracy również, nawet po odchowaniu dzieci można zacząć, jeśli są chęci.
                • that.bitch.is.sick Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 08:31
                  wont2 napisał:

                  > Ale tak jak się nie dziwię się kobietom, które wybierają rolę kur domowych (no
                  > bo w sumie czego spodziewać się po kobietach wybierających rolę kur domowych),
                  > to trochę dziwię się mężczyznom, którzy z kurami domowymi są. O czym wy z kuram
                  > i rozmawiacie w ogóle? No, po prostu, jaką w ogóle można mieć nić porozumienia
                  > z człowiekiem, który cały dzień siedzi w domu i zajmuje się dziećmi a w przerwa
                  > ch ogląda seriale? Ale to w sumie drobiazg, bo czymże to w sumie jest przy wytr
                  > ysku bycia panem i władcą rodziny. Ale, skoro to o dobro dzieci tak naprawdę w
                  > tym wszystkim chodzi, żeby nie zostawiać ich niańkom, które uzależnią ich od na
                  > rkotyków i nawrócą na satanizm, to nie boicie się że jak wam się nagle i niepla
                  > nowanie zejdzie z tego świata (rak, wypadek) to że wasze dzieci, wasze geny, wa
                  > sza krew, z taką niegramotną matką wpadną w bezdenny niedostatek?
                  >
                  Czy ty przypadkiem wont swojej wiedzy i relacjach rodzinnych nie czerpiesz z serialu trudne sprawy?? :)
                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 09:20
                    that.bitch.is.sick napisała:

                    > Czy ty przypadkiem wont swojej wiedzy i relacjach rodzinnych nie czerpiesz z se
                    > rialu trudne sprawy?? :)
                    --------
                    • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 13:06
                      Męzczyźni odchodzą i od kurożon i od korpożon.
                      Czy jest jakaś statystyka, która mówi, że od kurożon częściej?
                      • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 13:11
                        rekreativa napisała:

                        > Męzczyźni odchodzą i od kurożon i od korpożon.
                        > Czy jest jakaś statystyka, która mówi, że od kurożon częściej?
                        -------------
                        Nie znam takowej statystyki. Tyle, ze korpozona sobie poradzi sama bez meza a kurozona nie.
                        • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 13:30
                          Ale skąd to założenie, że se nie poradzi? I skąd pewność, że poradzi sobie np. pani Basia , kasjerka z Tesco, która zostanie z 1500 na rękę i trójką dzieci?
                          Te panie niepracujące, które ja znam (pokolenie 50 plus), są dobrze zabezpieczone na okoliczność utraty małżonka. No ale żadna z nich nie wpisuje się w Twój stereotyp tumana, to może dlatego.
                          • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:02
                            rekreativa napisała:

                            > Ale skąd to założenie, że se nie poradzi? I skąd pewność, że poradzi sobie np.
                            > pani Basia , kasjerka z Tesco, która zostanie z 1500 na rękę i trójką dzieci?
                            > Te panie niepracujące, które ja znam (pokolenie 50 plus), są dobrze zabezpieczo
                            > ne na okoliczność utraty małżonka. No ale żadna z nich nie wpisuje się w Twój s
                            > tereotyp tumana, to może dlatego.
                            ------------
                            Rozumiem, ze pani Basia, kasjerka z Tesco, to ta wspomniana przez ciebie wczesniej "korpozona" :) No, w kazdym razie, do mojego swiata dotarly juz reformy zainicjowane przez sufrazystki i powiem ci, ze w moim swiecie zyja kobiety, ktore nie pracuja na kasie, tylko wyobraz sobie prowadza wlasne firmy, sa prawnikami, lekarzami, bankowcami, weterynarzami, psychologami, urzednikami, nawet lecialem kiedys naszym LOT-em z kobieta pilotem. Swiat sie zmienia, naprawde.
                            • marek.zak1 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:06
                              wont2 napisał:

                              > Rozumiem, ze pani Basia, kasjerka z Tesco, to ta wspomniana przez ciebie wczesniej "korpozona" :) No, w kazdym razie, do mojego swiata dotarly juz reformy zainicjowane przez sufrazystki i powiem ci, ze w moim swiecie zyja kobiety, ktore nie pracuja na kasie, tylko wyobraz sobie prowadza wlasne firmy, sa prawnikami, lekarzami, bankowcami, weterynarzami, psychologami, urzednikami, nawet leciale m kiedys naszym LOT-em z kobieta pilotem. Swiat sie zmienia, naprawde.
                              ==================================================
                              O tym pisaliśmy. Ile ich jest? 10% i to może w Warszawie.
                              >
                              • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:13
                                marek.zak1 napisał: > O tym pisaliśmy. Ile ich jest? 10% i to może w Warszawie.

                                Dokładnie. Dlatego też pozostałe nie zostaną żonami marków, tylko prostych facetów z małą pensją. Niektórzy z nich do końca życia będą płakać że wzięli nieroba na głowę a przecież od zawsze wiedzieli że na gospodynię ich nie stać. Inni będą terroryzować ekonomicznie rodzinę. Inni w spokoju i ciszy kontemplować biedę. I tyle w temacie.
                                • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:30
                                  No ale te, co zostają zonami facetów z małą pensją, to raczej się nie szykują na siedzenie w domu?
                                  A jesli siedzą, to częściej z braku laku, bo bezrobocie, a nie z wyboru czy z wrodzonego lenistwa.
                                  Nie wiem, znowu wchodzi w grę prywata tutaj, bo mi się niepracujące panie kojarzą raczej z osobami zamoznymi i to nie średnio, ale bardzo (bo takie znam).
                                  I jak na złość te panie mają lub miały przyzwoitych mężów. Żaden ich nie porzucił, nie wyrzucił na bruk, nie zostawił z długami.
                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:32
                                    A ja znam z różnych środowisk. I różne zakończenia takich historii. Niektóre bardzo tragiczne. I szkoda mi tych kobiet że tak się to skończyło.
                                    • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:58
                                      A kobiet pracujących tragicznych historii nie znasz? Też znasz.
                                      No i tak sie możemy przerzucać.
                                      Jak zwykle w tych forumowych dyskusjach opartych ściśle na stereotypach.
                                      • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 15:10
                                        Znam mnogość. Ale kasę własną miały. Jedna bilet sobie kupiła do Irlandii dla siebie i dzieciaka. Druga dziuplę wynajęła i powoli coraz lepiej dawała sobie radę. A trzecia wylądowała w domu samotnej matki, wydębiła kasę na mieszkanie od dalekiej rodziny męża, drugiego sobie znalazła co ją utrzymuje, zaraz dziecko się pojawiło. Opieka dołoży i żyją. To mentalność. I zostawmy na boku kobiety niepracujące/pracujące w domu, mające bogatych mężów, pasje, rozwijające się i że jest z nimi o czym pogadać- bo tych niestereotypowych to raczej jest mało. Za biednym państwem nadal jesteśmy niestety. A egzekwowanie prawa jest żenująco nieskuteczne.
                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:32
                                    A ja znam z różnych środowisk. I różne zakończenia takich historii. Niektóre bardzo tragiczne. I szkoda mi tych kobiet że tak się to skończyło.
                              • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:20
                                marek.zak1 napisał:

                                > O tym pisaliśmy. Ile ich jest? 10% i to może w Warszawie.
                                ---------
                                Czyli co? Baby to sa po prostu glupsze? No bo skoro niby 90% kobiet zapierdala za jakies marne grosze na kasie i sie nie jest w stanie utrzymac, to znaczy, ze jakies 90% facetow musi zapierdalac za wieksze pieniadze, zeby utrzymac i siebie i czesciowo zone.
                                • marek.zak1 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:26
                                  wont2 napisał:


                                  > Czyli co? Baby to sa po prostu glupsze? No bo skoro niby 90% kobiet zapierdala za jakies marne grosze na kasie i sie nie jest w stanie utrzymac, to znaczy, ze jakies 90% facetow musi zapierdalac za wieksze pieniadze, zeby utrzymac i siebie i czesciowo zone.
                                  ======================================
                                  Wont, na ziemię. 90% ludzi wykonuje proste prace. Pisanie o jakimś wielkim rozwoju przez pracę dotyczy 10% i jest ściemą.
                            • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:09
                              A czy ja mówię, że nie ma kobiet z dobrą pracą?
                              Bo nie rozumiem tej wyliczanki.
                              • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:16
                                rekreativa napisała:

                                > A czy ja mówię, że nie ma kobiet z dobrą pracą?
                                > Bo nie rozumiem tej wyliczanki.
                                -----------
                                Wyliczanka ma na celu wyliczenie zawodow (nie wszystkich oczywiscie), w ktorych kobiety z sukcesem pracuja, realizuja sie i jeszcze zarabiaja jakies pieniadze i ze swiat kobiet, przynajmniej ten swiat w ktorym ja zyje, nie sklada sie wylacznie z pan Bas z kasy w Tesco.
                                • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:21
                                  Podobnie jak świat kobiet niepracujących zawodowo nie składa się z Twoich stereotypowych, umysłowo otępiałych kurek, co to bez pana męża ani me, ani be, ani kukuryku.
                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:34
                                    rekreativa napisała:

                                    > Podobnie jak świat kobiet niepracujących zawodowo nie składa się z Twoich stere
                                    > otypowych, umysłowo otępiałych kurek, co to bez pana męża ani me, ani be, ani k
                                    > ukuryku.
                                    ----------
                                    Ale jedna cecha je laczy - nie pracuja bo albo nie potrafia (dwie lewe rece) albo nie chca, bo mezus zarobi. No jest to zespol cech pasozytniczych, ktory mi nie odpowiada. A ze sobie w czasie wolnym czytaja Milosza i sluchaja Cztery Pory Roku Vivaldiego? Niech se sluchaja!
                                    • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:56
                                      "Ale jedna cecha je laczy - nie pracuja bo albo nie potrafia (dwie lewe rece) albo nie chca, bo mezus zarobi."

                                      Moja niezyjąca już ciotka nie pracowała. Obrabiała za to 6 dzieci, inwentarz i gospodarstwo. Którą z tych cech chcesz jej przypisać? Dwie lewe ręce czy lenistwo?
                                      • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 15:13
                                        rekreativa napisała:

                                        > Moja niezyjąca już ciotka nie pracowała. Obrabiała za to 6 dzieci, inwentarz i
                                        > gospodarstwo. Którą z tych cech chcesz jej przypisać? Dwie lewe ręce czy lenist
                                        > wo?
                                        ---------
                                        Alergie na wyroby polskiego przemyslu gumowego. Albo ciezka przypadlosc - "cierpienie to zbawienie". No a tak powaznie, to coz to za sredniowieczna historia mnie raczysz? Mowimy o sytuacji kobiet tu i teraz. W swiecie, w ktorym istnieja zlobki, przedszkola, nianie, pralki, nie ma inwentarza i gospodarstwa do obrobienia, tylko mieszkanie w bloku, odkurzacz i zmywarka do naczyn. Jakie to obowiazki poza wychowywaniem nastoletnich czesto dzieci ma dzisiejsza kura domowa?
                                      • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 15:14
                                        rekreativa napisała:
                                        > Moja niezyjąca już ciotka nie pracowała. Obrabiała za to 6 dzieci, inwentarz i
                                        > gospodarstwo. Którą z tych cech chcesz jej przypisać? Dwie lewe ręce czy lenist
                                        > wo?

                                        Chyba umniejszasz swoją ciotkę porównując ją do obecnych niepracujących mam. To nie stereotyp że niepracujące mamy to wiele dzieciaków mają?
                                        • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 15:29
                                          No dobra, częściowo macie rację o tyle, że nie mówię o pokoleniu dzisiejszych 30 stek, bo akurat z takich to żadnej niepracującej nie znam.

                                          Abstrahując jednak od obowiązków tych pań, czy ich braku, to wciąż nie wiem, podbnie jak bitch nie wie, co was tak uwiera, że jakiś facet umówił się ze swoją babą , że ją będzie utrzymywał? Przecież wy się do jej talerza nie dokładacie?
                                          Czy to jest po prostu taki zwykły wkurw, że ja muszę, a ta inna nie musi?
                                          • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 15:35
                                            Mnie na serio nic nie uwiera, dopóki ją utrzymuje i mają się dobrze. I o ile się tak umówili razem. Jeszcze fajniej byłoby gdyby on ją w jakiś sposób zabezpieczył, tak jak napisała bitch. Wtedy to uczciwy deal.
                                            • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 15:44
                                              Mnie tez nic nie uwiera, ich sprawa. Pod warunkiem, ze rzeczywiscie sie tak od poczatku umowili a nie ze ona to wymogla taktyka salami. Tyle, ze jako forumowy ex-dziwkarz, musze zwrocic uwage na nastepujacy element tego ukladu - on jej daje kase, ona mu dupy. I kto mi zareczy, ze ona z nim jest bo go kocha? Jak kobieta jest samodzielna, to jakos widze wieksze szanse na to, ze ludzie ze soba sa, bo siebie chca.
                                              • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 15:51
                                                " Tyle, ze jako forumowy ex-dziwkarz, musze zwrocic uwage na nastepujacy element tego ukladu - on jej daje kase, ona mu dupy. I kto mi zareczy, ze ona z nim jest bo go kocha?"

                                                A co to kogo obchodzi, skoro daje dupy? Dupa przynajmniej z pewnością istnieje, w odróznieniu od miłości, której egzystencję poddaje się w wątpliwość (sabat, pozdrawiam).
                                                :) - emotikona walnę, bo jeszcze ktoś to weźmie na serio.
                                            • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 15:46
                                              " Jeszcze fajniej byłoby gdyby on ją w jakiś sposób zabezpieczył, tak jak napisała bitch."

                                              No dla mnie jest to podstawa, by w ogóle rozważać opcję zostania w domu. Te, co o swoją dupę nie zadbają na czas, faktycznie pewnie należą do wontowych niegramotnych.
                                              • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 15:55
                                                rekreativa napisała:

                                                > " Jeszcze fajniej byłoby gdyby on ją w jakiś sposób zabezpieczył, tak jak napis
                                                > ała bitch."
                                                >
                                                > No dla mnie jest to podstawa, by w ogóle rozważać opcję zostania w domu. Te, co
                                                > o swoją dupę nie zadbają na czas, faktycznie pewnie należą do wontowych niegra
                                                > motnych.
                                                ---------
                                                No ale jakie zabezpieczenie macie na mysli? Zostawmy na boku, zony dzianych dzentelemenow, ktore sa zabezpieczone na mocy prawa dziedziczenia i skupmy sie na normalnych rodzinach - ile osob kupuje polise na zycie? A nawet jak kupuje to ile wynosi wartosc takiej polisy? Milion zlotych? Dla czterdziestoletniej kobiety z dwojka dzieci milion zlotych rozejdzie sie w dziesiec albo pietnascie lat. I co dalej? Kasa w Tesco? Ustalilismy juz, ze nie da sie z tej pensji utrzymac.
                                                • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 16:10
                                                  Artykul Samcika sprzed roku (wiec sprawdzone info):

                                                  Polisa na zycie dla piecdziesiecioletniego mezczyzny o sumie ubezpieczeniowej 0,5 mln zl - skladka miesieczna 500-600 zl. Kogo na to stac? I na ile starczy 0,5 mln zl?
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 16:12
                                                    Aha - te 500-600 zl to jest dla osoby w pelni zdrowej, ktora nie choruje na zadne przewlekle choroby, nie pali papierosow i nie ma zadnych obciazen genetycznych (historii raka w rodzinie). Jak nie spelniasz tych kryteriow to stawka mosze pojsc w gore nawet kilkakrotnie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 17:13
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Artykul Samcika sprzed roku (wiec sprawdzone info):
                                                    >
                                                    > Polisa na zycie dla piecdziesiecioletniego mezczyzny o sumie ubezpieczeniowej 0
                                                    > ,5 mln zl - skladka miesieczna 500-600 zl. Kogo na to stac? I na ile starczy 0,
                                                    > 5 mln zl?

                                                    Ty pytaj u zrodla, tych Twoich znajomych, co mowia?
                                                • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 16:35
                                                  A ile żon w tych normalnych przeciętnych rodzinach nie pracuje z wyboru czy z ustalenia z mężem? Bo chyba na tyle niewiele, że nie ma o czym dyskutować.
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 16:40
                                                    Niestety i o tym tu piszemy.
                                                  • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 16:44
                                                    Ale niestety co? Że niewiele?
                                                  • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 16:56
                                                    Z wyboru to chyba wszystkie. Własnego. Do mnie do pracy przyszła teraz starsza kobieta. Od kilku lat to jej pierwsza praca legalna. Ale pracuje od zawsze. Jej powiedzenie: w domu 1000 nie wysiedzę. Mam znajomą co by i może do pracy poszła, ale nie do pilnowania dzieci, nie do sprzątania, nie do sklepu. WC zasadzie to samochodem lubi jeździć. Druga nie po to studia kończyła, żeby na kasie siedzieć. U mnie kucharki poszukiwali. Nie było chętnej osoby, bezrobocie naprawdę duże. Dwie pozostałe nie pracujące mają się dobrze. Mężowie na czarno pracują, rodziny żyją dostatnio. Ciekawe czy myślą?
                                                  • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 17:05
                                                    Wiesz, ja w tej dyskusji miałam na myśli rodziny, gdzie męża faktycznie stać na utrzymywanie całej czeredy, a w takim przypadku nie widzę problemu z zabezpiueczeniem materialnym przyszłości żony i dzieci.
                                                    To, co z wontem opisujecie, to inna para kaloszy. Niemniej, skoro państwo tacy obrotni jak opisujesz, to nie ma się co martwić o nich , nie?
                                                    O zdrową czterdziechę, której zostaje polisa na milion też bym się nie martwiła.
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 17:18
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > A ile żon w tych normalnych przeciętnych rodzinach nie pracuje z wyboru czy z u
                                                    > stalenia z mężem? Bo chyba na tyle niewiele, że nie ma o czym dyskutować.
                                                    ---------
                                                    Tak na szybko, to z pierwszej dziesiatki najlepszych kumpli, zony klasycznie niepracujace sa dwie a jedna sobie od czasu do czasu u znajomych dorabia (szkoda bo jest architektem a po jej pracach u znajomych widac ze jest bardzo dobra). Wszyscy trzej kumple po dwojce dzieci, zarobki w przedziale pewnie jakies 15-30 tys. W pracy stresy i robota od rana do wieczora. Jeden z kumpli zakochal sie juz w kolezance z pracy a drugi zamierza w koncu pojsc na dziwki. Nie wiem co u nich bo gadalem z nimi kilka miesecy temu. Trzeci sie boi albo jest na tyle cwany, ze sciemnia. Poza tym zona innego kumpla pracuje, bo jej sfinansowal restauracje. Zona nastepnego jakas tam biurowa praca pod Wawa za grosze. Jeszcze inna, nauczycielka wf. Tak z reka na sercu to znam trzy zony kumpli, ktore maja swoje zycie zawodowe, umieja na siebie zarobic i mi imponuja. Tyle ze udany zwiazek jest tylko jeden. I tutaj tez moze mi sie wydawac bo kumpel z miesiaca na miesiac ma coraz wiecej siwych wlosow.
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 17:27
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Tak na szybko, to z pierwszej dziesiatki najlepszych kumpli, zony klasycznie ni
                                                    > epracujace sa dwie a jedna sobie od czasu do czasu u znajomych dorabia (szkoda
                                                    > bo jest architektem a po jej pracach u znajomych widac ze jest bardzo dobra).

                                                    A do jakiej grupy kobiet zaliczasz ta niepracujaca pania architekt? Do niegramotnych kur domowych?

                                                    W
                                                    > szyscy trzej kumple po dwojce dzieci, zarobki w przedziale pewnie jakies 15-30
                                                    > tys.

                                                    15-30.000 zl miesiecznie i nie stac ich na polise na zycie za 5-6 stow? Smiem twierdzic, ze jednak nie wiesz wszystkiego o ich aktywach i tak sobie demonizujesz dla funu.
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 17:38
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A do jakiej grupy kobiet zaliczasz ta niepracujaca pania architekt? Do niegramo
                                                    > tnych kur domowych?
                                                    ---------
                                                    Do grupy ciezkich frajerow. Tym bardziej, ze kumpel potrafi byc bezwzgledny oraz ze maja intercyze. Jak z nim rozmawialem to byl na etapie motylkow i chcial odchodzic. Nie wiem co dalej bo boje sie do nich odzywac.


                                                    > 15-30.000 zl miesiecznie i nie stac ich na polise na zycie za 5-6 stow? Smiem t
                                                    > wierdzic, ze jednak nie wiesz wszystkiego o ich aktywach i tak sobie demonizuje
                                                    > sz dla funu.
                                                    ---------
                                                    Ich stac. Ale czy wykupili polisy to nie wiem, nie pytalem sie. Ale nie sadze (moze z korpo maja?)
                                                  • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 17:35
                                                    15 - 30 tysi to jest dla mnie grupa "żony dzianych dżentelmenów", a nie żadne normalne rodziny.
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 17:56
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > 15 - 30 tysi to jest dla mnie grupa "żony dzianych dżentelmenów", a nie żadne n
                                                    > ormalne rodziny.
                                                    -------
                                                    Bez przesady. A jakiz to niby majatek mozna zostawic zonie i dzieciom, zeby zona nie musiala isc do pracy. Poza tym w dzisiejszych czasach jednego dnia robota jest, a drugiego jej nie ma, bo ktos w centrali w Londynie cos tam albo doszlo do fuzji i stanowiska w Polsce sie dubluja. Ja tych moich kumpli podziwiam, bo to jest olbrzymi ciezar ktory nosza.
                                                  • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 18:00
                                                    To tym bardziej powinni se te rozmaite polisy wykupić, póki ich stać.
                                                    Sam piszesz, robotę mozna stracić, można mieć wypadek, wylew, rozne inne rzeczy.
                                                    Niefrasobliwość i krotkowzroczność nie dotyczy wyłacznie kur domowych, jak widać.
                                                  • marek.zak1 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 18:05
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > To tym bardziej powinni se te rozmaite polisy wykupić, póki ich stać.
                                                    > Sam piszesz, robotę mozna stracić, można mieć wypadek, wylew, rozne inne rzeczy
                                                    > .
                                                    > Niefrasobliwość i krotkowzroczność nie dotyczy wyłacznie kur domowych, jak widać.
                                                    ========================================================

                                                    W moim korpo są polisy: 2 roczne pensje na wypadek śmierci i 3 roczne - na wypadek kalectwa i niemożności podjęcia pracy.
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 18:16
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > W moim korpo są polisy: 2 roczne pensje na wypadek śmierci i 3 roczne - na wypa
                                                    > dek kalectwa i niemożności podjęcia pracy.
                                                    -----------
                                                    Zakladajac, z braku innych danych, ze to sa standardowe firmowe polisy na zycie, to niestety nie da sie z ta kasa docipac do smierci i dzieci wyksztalcic. Starczy pewnie na 5 lat. A potem trza na kase do Tesco, no bo co innego?
                                                  • marek.zak1 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 18:18
                                                    wont2 napisał:


                                                    > Zakladajac, z braku innych danych, ze to sa standardowe firmowe polisy na zycie
                                                    > , to niestety nie da sie z ta kasa docipac do smierci i dzieci wyksztalcic. Starczy pewnie na 5 lat. A potem trza na kase do Tesco, no bo co innego?
                                                    ===================================================>
                                                    Wszystkie moje dzieci już pracują, więc jakoś się udało.
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 18:06
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Niefrasobliwość i krotkowzroczność nie dotyczy wyłacznie kur domowych, jak wida
                                                    > ć.
                                                    ------------
                                                    No wlasnie ze dotyczy :( Ach te kury domowe, one to maja pecha... No bo to one wlasnie nie skorzystaja z niewykupionej polisy a nie jej dumny nieposiadacz, ktoremu bedzie juz wszystko jedno.
                                                  • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 18:14
                                                    Co mu będzie wszystko jedno? Ja nie miałam na myśli przeniesienia się na tamten świat.
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 18:20
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Co mu będzie wszystko jedno? Ja nie miałam na myśli przeniesienia się na tamten
                                                    > świat.
                                                    ------------
                                                    Wiem, chcialas przyrownac niefrasobliwosc kury domowej, ktora jak zywiciel umrze nie bedzie miala co dzieciom do garnka wlozyc z niefrasobliwoscia mezczyzny zarabiajacego ponad kilkanascie tysiecy zlotych, ze nie ubezpieczyl sie od wylewu/udaru etc :)
                                                  • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 18:47
                                                    No jak dostanie wylewu to już tych kilkunastu tysięcy zarabiał nie będzie. I może już w ogóle przez następne 15 lat nie będzie nic zarabiał.
                                                    Usiłuję jedynie powiedzieć, że shit happens nie tylko kurom domowym, ale wypasionym panom biznesmenom również. I Tobie też, i mi.
                                                    Także wieszczenie wszelkich plag egipskich tej jednej grupie społecznej mija się z celem.
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 19:56
                                                    No ale ja sie w pelni zgadzam z toba, ze mezowie kurozon tez sa niefrasobliwi :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 18:43
                                                    wont2 napisał:

                                                    > No wlasnie ze dotyczy :( Ach te kury domowe, one to maja pecha... No bo to one
                                                    > wlasnie nie skorzystaja z niewykupionej polisy a nie jej dumny nieposiadacz, kt
                                                    > oremu bedzie juz wszystko jedno.

                                                    Wont przyznaj, ze sam uwazasz siebie za dumnego nieposiadacza niegramotnej niedorajdy zwanej kobieta ;-)
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 19:58
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Wont przyznaj, ze sam uwazasz siebie za dumnego nieposiadacza niegramotnej nied
                                                    > orajdy zwanej kobieta ;-)
                                                    -------------
                                                    Nieee, ja po prostu za bardzo szanuje i kocham kobiety, zeby przyjac ze sa ode mnie gorsze.
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 20:32
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Nieee, ja po prostu za bardzo szanuje i kocham kobiety, zeby przyjac ze sa ode
                                                    > mnie gorsze.

                                                    Co to znaczy 'kocham kobiety'? A jesli sie okaze, ze sa, to przestaniesz je kochac i szanowac?
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 20:46
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Co to znaczy 'kocham kobiety'? A jesli sie okaze, ze sa, to przestaniesz je koc
                                                    > hac i szanowac?
                                                    --------
                                                    Oj tam zaraz przestaniesz je kochać i szanować... Przestają mnie interesować.
                                                  • marek.zak1 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 18:02
                                                    wont2 napisał:


                                                    > Bez przesady. A jakiz to niby majatek mozna zostawic zonie i dzieciom, zeby zona nie musiala isc do pracy. Poza tym w dzisiejszych czasach jednego dnia robota jest, a drugiego jej nie ma, bo ktos w centrali w Londynie cos tam albo doszlo do fuzji i stanowiska w Polsce sie dubluja. Ja tych moich kumpli podziwiam, bo to jest olbrzymi ciezar ktory nosza.
                                                    ===================================================

                                                    Jaki ciężar, bo może nie doczytałem? Tych pieniędzy, czy stresu, ze dzisiaj mają, a jutro mogą nie mieć? A gwarancji nie było i nie będzie ani w korpo, ani jak masz najniższą krajową, bo zawsze mogą cię zwolnić.
                                                  • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 18:10
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > Jaki ciężar, bo może nie doczytałem? Tych pieniędzy, czy stresu, ze dzisiaj maj
                                                    > ą, a jutro mogą nie mieć? A gwarancji nie było i nie będzie ani w korpo, ani ja
                                                    > k masz najniższą krajową, bo zawsze mogą cię zwolnić.
                                                    ----------'
                                                    Ciezar tego ze sa jedynymi zywicielami.
                                                  • marek.zak1 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 18:20
                                                    wont2 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    > >
                                                    > > Jaki ciężar, bo może nie doczytałem? Tych pieniędzy, czy stresu, ze dzisiaj mają, a jutro mogą nie mieć? A gwarancji nie było i nie będzie ani w korpo, ani jak masz najniższą krajową, bo zawsze mogą cię zwolnić.
                                                    > ----------'
                                                    > Ciezar tego ze sa jedynymi zywicielami.
                                                    ==============================

                                                    Nigdy tego ciężaru nie odczuwałem. Zresztą strachu przed zwolnieniem także nie.
                                                    >
                                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 18:58
                                                    Rozwiazaniem mogloby byc, jak gdzies czytalam, ze w jakims wieku w jakim kraju wdowa wchodzila lub musiala wejsc (o to zadbano) w ogien, w ktorym plonal jej zmarly malzonek.

                                                    Inna sprawa to, ze nagle zmienily sie czasy i kobiety dostaly mozliwosc wdrapania sie na traktory to nie znaczy, ze kobiety masowo wiedza i potrafia radzic sobie z uzyskana wolnoscia. Ja tez sie dziwilam dlaczego moja matka po 1989 nagle nie wyrwala sie z fabryki, do ktorej rodzice ja zaprowadzili jak skonczyla 15 lat i nie rozpoczela blyskotliwej kariery business woman tylko nadal zapieralala na tasmie by po przepacowaniu 35 lat w jednym zakladzie zakonczyc kariere z pensja nizsza niz moja startowa w wysokosci 800 zl. Glupia czy co? ;-)
                            • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:17
                              wont2 napisał:

                              w moim swiecie zyja kobiety, ktore
                              > nie pracuja na kasie, tylko wyobraz sobie prowadza wlasne firmy, sa prawnikami,
                              > lekarzami, bankowcami, weterynarzami, psychologami, urzednikami, nawet leciale
                              > m kiedys naszym LOT-em z kobieta pilotem. Swiat sie zmienia, naprawde.

                              Oooo! Wreszcie mamy nowa tj skorygowana definicje kobiety s a m o d z i e l n e j. Bo ta pierwsza definicja o kobiecie co wykonuje proste prace to jednak zjebala sie Wontowi, nie przeszla weryfikacji z zyciem po prostu. No i teraz to ma sens, ze Wont nie moze spotkac w zyciu kobiety samodzielnej, z ktora moglby sie zwiazac. A na kasach w W-wce roboty pracuja ;) No to teraz czekam na Sabata, ktory opowie nam jak to jest na Slasku z placami kobiet samodzielnych.
                              • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:23
                                hello-kitty2 napisała:> Oooo! Wreszcie mamy nowa tj skorygowana definicje kobiety s a m o d z i e l n e
                                > j. Bo ta pierwsza definicja o kobiecie co wykonuje proste prace to jednak zjeb
                                > ala sie Wontowi, nie przeszla weryfikacji z zyciem po prostu. No i teraz to ma
                                > sens, ze Wont nie moze spotkac w zyciu kobiety samodzielnej, z ktora moglby sie
                                > zwiazac. A na kasach w W-wce roboty pracuja ;) No to teraz czekam na Sabata, k
                                > tory opowie nam jak to jest na Slasku z placami kobiet samodzielnych.

                                Ale że do życia? Bo do bzykania to chyba wymagań aż takich nie ma? ;) Sabat to ci nic nie powie bo sam się do tej grupy zalicza. Pracujących niesamodzielnych. Tobie Kitka 12ooo, a sabatowi ile? I uściślijmy walutę:))
                                • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 17:12
                                  zawle napisała:

                                  > hello-kitty2 napisała:> Oooo! Wreszcie mamy nowa tj skorygowana definicje k
                                  > obiety s a m o d z i e l n e
                                  > > j. Bo ta pierwsza definicja o kobiecie co wykonuje proste prace to jednak
                                  > zjeb
                                  > > ala sie Wontowi, nie przeszla weryfikacji z zyciem po prostu. No i teraz
                                  > to ma
                                  > > sens, ze Wont nie moze spotkac w zyciu kobiety samodzielnej, z ktora mogl
                                  > by sie
                                  > > zwiazac. A na kasach w W-wce roboty pracuja ;) No to teraz czekam na Saba
                                  > ta, k
                                  > > tory opowie nam jak to jest na Slasku z placami kobiet samodzielnych.
                                  >
                                  > Ale że do życia? Bo do bzykania to chyba wymagań aż takich nie ma? ;)

                                  Focus Zawle! ;) Tak jak napisano powyzej: do zwiazku. I zeby nie marudzil, ze mu nie imponuje ;)

                                  Sabat to
                                  > ci nic nie powie bo sam się do tej grupy zalicza. Pracujących niesamodzielnych.
                                  > Tobie Kitka 12ooo, a sabatowi ile? I uściślijmy walutę:))

                                  To to, pracujacy niesamodzielni to najwieksza grupa. Ja w euro, a Sabat gdzies sie zapodzial, moze przelicza ile mu trzeba i sie nie moze doliczyc? ;)

                                  Juz mi sie glupawka wlacza. Tak sobie mysle, ze to dobrze ze my nie pracujemy razem wszyscy w realu (nie mylic ze supermarketem ;), bo chyba bysmy nic nie zrobili dzisiaj w robocie. Chciaz przy prostych pracach fizycznych to i sie slownie pozrec da i dniowke wypracowac tez ;)
                          • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:05
                            Nie chodzi czy sobie poradzi czy sobie nie poradzi. Trzeba nie umiec liczyc zeby twierdzic, ze sobie poradzi, a o to dyskutantow nie podejrzewam. Chodzi o to, ze jak ma zatrudnienie to mozna ja bez wyrzutow sumienia i bez alimentow (na nia) kopnac w dupe vide rozslawiane tu na forum zycie i seks bez zobowiazan.
                            • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:28
                              hello-kitty2 napisała:

                              Chodzi o to,
                              > ze jak ma zatrudnienie to mozna ja bez wyrzutow sumienia i bez alimentow (na n
                              > ia) kopnac w dupe vide rozslawiane tu na forum zycie i seks bez zobowiazan.
                              -----------
                              Chyba dotknelas sedna. Jak ma sie w domu niegramotna babe, ktora nie potrafi o siebie zadbac, na siebie zarobic, to ewentualne rozstanie to to jest tak jakbys biednego psa wykopal za drzwi. Tyle, ze czlowiek nie powinien byc zalezny od drugiego czlowieka jak pies. Tak, mysle, ze wiazanie sie z kobieta niesamodzielna, to jest branie na swoje barki ciezaru zycia drugiego czlowieka.
                              • zawle Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:30
                                wont2 napisał:
                                > Chyba dotknelas sedna. Jak ma sie w domu niegramotna babe, ktora nie potrafi o
                                > siebie zadbac, na siebie zarobic, to ewentualne rozstanie to to jest tak jakbys
                                > biednego psa wykopal za drzwi. Tyle, ze czlowiek nie powinien byc zalezny od d
                                > rugiego czlowieka jak pies. Tak, mysle, ze wiazanie sie z kobieta niesamodzieln
                                > a, to jest branie na swoje barki ciezaru zycia drugiego czlowieka.

                                Może o ile lubi i znajdzie dobrego pana:)))
                              • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:35
                                Naprawdę nie słyszałeś nigdy o przypadkach, gdy kobieta REZYGNUJE ze swojej pracy i zostaje w domu z dziećmi, bo się tak z mężem UMÓWILI?
                                Bo nie wiem, bardziej im się ekonomicznie opłaca, albo sa konserwatywni, albo jeszcze coś. I nic to nie ma wspólnego z samodzielnością czy gramotnością kobiety.
                                • wont2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:42
                                  rekreativa napisała:

                                  > Naprawdę nie słyszałeś nigdy o przypadkach, gdy kobieta REZYGNUJE ze swojej pra
                                  > cy i zostaje w domu z dziećmi, bo się tak z mężem UMÓWILI?
                                  > Bo nie wiem, bardziej im się ekonomicznie opłaca, albo sa konserwatywni, albo j
                                  > eszcze coś. I nic to nie ma wspólnego z samodzielnością czy gramotnością kobiet
                                  > y.
                                  -----------
                                  No jak to nie ma nic wspolnego z samodzielnoscia kobiety? No wlasnie w tej wlasnie chwili, kiedy kobieta godzi sie NA STALE zrezygnowac z wlasnej pracy i rozwoju zawodowego na rzecz zostania w domu - staje sie niesamodzielna i ekonomicznie zalezna od mezczyzny. Jeszcze raz podkreslam - jesli sie tak umawiaja to ich sprawa, nic mi do tego, tylko potem niech nie placze w mankiet, ze po dwudziestu latach mazlzenstwa zostawil ja dla innej i z czego ona bedzie zyc?
                                  • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 14:53
                                    Nie chodziło mi o stan aktualny pani, tylko o jej potencjał umysłowy, psychiczny, emocjonalny do bycia samodzielną.
                                  • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 16:29
                                    wont2 napisał:

                                    tylko potem niech nie placze w mankiet, ze po dwudzies
                                    > tu latach mazlzenstwa zostawil ja dla innej i z czego ona bedzie zyc?

                                    Jak ma dzieci to moze skarzyc o alimenty przypuszczam. A dwa czy nie jest tak, ze ZUS przygotowuje taka bombke, ze te samodzielne tez beda na starosc plakac z czego zyc? Moze sam tez zaplaczesz? To jest dopiero bol skladac sie na emeryture ze 35 lat w imie samodzielnosci, a system Ci na koniec pokaze srodkowy palec. Przypomnialo mi sie jak mi ojciec ksiazeczke oszczednosciowa na mieszkanie zalozyl w 1980 roku, hehe se wyplacilam tysiaka PLN 20 lat pozniej czy jakos. Ojciec chcial zeby mnie na mieszkanie bylo stac zebym byla samodzielna ooo tak tak dokladnie jak mowisz Wont w tym przykladzie jakbys mial corke, nie? wiec mial pomysl z ksiazeczka. A teraz tak to widze: zebym byla samodzielna mieszkaniowo to powinien byl mi to mieszkanie zyczajnie kupic, co nie? Wtedy bym byla madra i pisala elaboraty o niezaleznosci finansowej kobiet, o!

                                    O swoje interesy dbasz Wont, a nie o interesy kobiet piszac takie rzeczy. Sorry, taka prawda.
                                    • rekreativa Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 16:42
                                      Wont pewnie oszczędza prywatnie i sra na ZUS.
                                      • hello-kitty2 Re: Ale o co w ogóle chodzi? 18.01.16, 17:19
                                        rekreativa napisała:

                                        > Wont pewnie oszczędza prywatnie i sra na ZUS.

                                        Ale z czego, panie z czego? Z tego 1500 PLN? Najpierw sie dzielisz z ZUSem obowiazkowo, a z tego co Ci zostanie masz sobie jeszcze realnie zaoszczedzic? (to nie pytanie do Ciebie jakby co, Ty pewnie tez srasz na ZUS jak i ja). Bo to sie robi paranoja.
            • sidsidsid Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 21:13
              > No jak to co? Narzekasz i kwękasz że podlegasz presji

              Widzę, ze merytorycznego dnia to ty dzisiaj nie masz.

              > po czym przyłączasz się do chóru wywierających presję na przymusową chorobę ambicji i zaradności

              Przecież ja nikogo do niczego nie zmuszam. Jeszcze żyjemy w wolnym kraju i mam swoją opinię - nie wiem, dlaczego tak cie to kłuje. Chcesz komuś zabronić czegoś myśleć i przyjąć twoja jedyną słuszną, uniwersalną opinię?

              > Mylisz cele dyskusji? Najpierw ustalmy - pienisz się i wyzłośliwiasz

              Dyskutuję, a dyskusja polega na tym, że ludzie maja różne opinie i punkty widzenia. Ale nie chce mi się dyskutować z twoimi histerycznymi tekstami.

              > ja będę miała podkładkę by analizować głęboko skrywaną przyczynę takiej niechęci.
              > interesuje mnie natomiast dlaczego tak myślisz, czaisz bazę?

              Wannabe psycholog szukający drugiego dna? Dzięki, postoję, wyżyj się na innym nicku, ja nie po to wchodzę na fora, żeby robić za obiekt badań. Btw. zawsze się tak dopieprzasz personalnie, zamiast skupić się na meritum?

              > tylko o to że nie dajemy sobie wolności wyboru dróg do tego prowadzących.

              Bo to nie jest wolność i to nie jest wybór. Wybór jest wtedy, kiedy nie podążasz z prądem lub przynajmniej się zastanawiasz.
              Idąc taką drogą, o jakiej piszesz, dojdziemy do punktu, gdzie wolnością będzie "wybór" na męża gościa, który przepija cały domowy budżet i udowadnianie, że tak też może być dobrze.
              • that.bitch.is.sick Re: Kto się boi leniwych kobiet? 18.01.16, 08:40
                sidsidsid napisał(a):

                > > >
                > Przecież ja nikogo do niczego nie zmuszam. Jeszcze żyjemy w wolnym kraju i mam
                > swoją opinię - nie wiem, dlaczego tak cie to kłuje. Chcesz komuś zabronić czego
                > ś myśleć i przyjąć twoja jedyną słuszną, uniwersalną opinię?

                Dlaczego masz obsesje że ktoś ci czegoś broni? Zwrócenie uwagi na głupotę i niespójność twojego zachowania to też opinia.
                >
                > >
                >
                > Dyskutuję, a dyskusja polega na tym, że ludzie maja różne opinie i punkty widze
                > nia. Ale nie chce mi się dyskutować z twoimi histerycznymi tekstami.

                To po co się wypowiadasz jeśli nie na temat, za dużo masz czasu?

                > > ja > Wannabe psycholog szukający drugiego dna? Dzięki, postoję, wyżyj się na innym n
                > icku, ja nie po to wchodzę na fora, żeby robić za obiekt badań. Btw. zawsze się
                > tak dopieprzasz personalnie, zamiast skupić się na meritum?

                Mimo dłuższej wymiany - nie było meritum. Obawiam się że już nie będzie:).
                >
                > > .
                >
                >
                > Bo to nie jest wolność i to nie jest wybór. Wybór jest wtedy, kiedy nie podążas
                > z z prądem lub przynajmniej się zastanawiasz.
                > Idąc taką drogą, o jakiej piszesz, dojdziemy do punktu, gdzie wolnością będzie
                > "wybór" na męża gościa, który przepija cały domowy budżet i udowadnianie, że ta
                > k też może być dobrze.

                Nie chce mi się dyskutować z tak odległym rzeczywistości bełkotem. Przyrównać było gospodynie domowe do nazistów to bym nie straciła czasu na głupie gadki z tobą.
                • sidsidsid Re: Kto się boi leniwych kobiet? 18.01.16, 18:34
                  Prowadzisz dyskusję w taki sposób, że gdyby to była rozmowa face to face, to rzuciłabyś się na podłogę i zaczęła uderzać rękami i nogami w podłogę, jak dzieciak, który nie dostał lizaka. Ewentualnie jeszcze mogłabyś kopać i gryźć bo jesteś zaczepna, co dowodzi, że nerwy ci puszczają i nie masz argumentów. Napij się melisy lub idź na spacer, minusowa temperatura może pomóc w ochłodzeniu emocji, chociaż frustracji raczej nie da rady. A tak szerzej - jeśli nie umiesz wziąć na klatę swojego wyboru, bo boli cie presja społeczna, to zacznij pracować zawodowo i dopiero po godzinach pracy prasuj facetowi koszule i pierz gacie, jak zapewne robi większość twoich koleżanek.
                  • that.bitch.is.sick Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 07:55
                    sidsidsid napisał(a):

                    > Prowadzisz dyskusję w taki sposób, że gdyby to była rozmowa face to face, to rz
                    > uciłabyś się na podłogę i zaczęła uderzać rękami i nogami w podłogę, jak dzieci
                    > ak, który nie dostał lizaka. Ewentualnie jeszcze mogłabyś kopać i gryźć bo jest
                    > eś zaczepna, co dowodzi, że nerwy ci puszczają i nie masz argumentów. Napij się
                    > melisy lub idź na spacer, minusowa temperatura może pomóc w ochłodzeniu emocji
                    > , chociaż frustracji raczej nie da rady. A tak szerzej - jeśli nie umiesz wziąć
                    > na klatę swojego wyboru, bo boli cie presja społeczna, to zacznij pracować zaw
                    > odowo i dopiero po godzinach pracy prasuj facetowi koszule i pierz gacie, jak z
                    > apewne robi większość twoich koleżanek.

                    Masz ogromny problem ze sobą, który mi szczerze mówiąc wisi jednak nakłaniam do minimum kojarzenia faktów przed napisaniem posta. Gdyby bolała mnie presja społeczna względem gospodyń domowych i niepracujących żon, to bym takowej unikała. Jak widać tworzę wątek w celu poznania i analizy :), więc walnęłaś w płot rogami z rozpędu.
                    • sidsidsid Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 19:18
                      Nieco przykre, że jesteś taka zaczepna, sfrustrowana i plujesz żółcią, bo to zapewne nie bierze się z sufitu, tylko wynika z jakichś przykrości czy nieszczęść, które cię spotkały. Ale ja nie jestem twoim psychiatrą i naprawdę nie mam ochoty pomagać nikomu w autoterapii na forum (szczególnie prowadzonej w takiej formie). Chociaż uważam, że to w sumie dobrze, że wyżywasz się w necie, zamiast atakować ludzi na ulicy czy w sklepie. A może jakiś sport? Wysiłek fizyczny dobrze robi na nerwy. Inaczej nie potrafię i szczerze mówiąc nie chcę ci pomóc, chyba dorosła jesteś. Prowadzenie (pseudo)dyskusji w retoryce, jaką narzucasz, to tak samo jakbym poszła z tobą na kawę, wchodzimy do kawiarni, ty ściągasz gacie, walisz klocka na środku sali, a później dziwisz się, że nie chcę siedzieć przy kawie z tobą i klockiem. To naprawdę nie moje klimaty, obojętnie, czy odpowiesz na jednego mojego posta raz, dwa razy, czy pięć razy.
                  • that.bitch.is.sick Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 08:34
                    sidsidsid napisał(a):

                    > Prowadzisz dyskusję w taki sposób, że gdyby to była rozmowa face to face, to rz
                    > uciłabyś się na podłogę i zaczęła uderzać rękami i nogami w podłogę, jak dzieci
                    > ak, który nie dostał lizaka. Ewentualnie jeszcze mogłabyś kopać i gryźć bo jest
                    > eś zaczepna, co dowodzi, że nerwy ci puszczają i nie masz argumentów. Napij się
                    > melisy lub idź na spacer, minusowa temperatura może pomóc w ochłodzeniu emocji
                    > , chociaż frustracji raczej nie da rady. A tak szerzej - jeśli nie umiesz wziąć
                    > na klatę swojego wyboru, bo boli cie presja społeczna, to zacznij pracować zaw
                    > odowo i dopiero po godzinach pracy prasuj facetowi koszule i pierz gacie, jak z
                    > apewne robi większość twoich koleżanek.

                    Albo czekaj zaraz rozmawiać się z tobą nie da bo emocje przeszkadzają ci w sformułowaniu wypowiedzi na temat, chęć negacji prasowania koszul jest zbyt silna..może to istotnie próba redukcji dysonansu. Może ty się czujesz winna że tych koszul nie pracujesz?:) chcąc nie chcąc trafiłam w czułą strunę, niektóre kobiety naprawdę się miotają między rolami?
                    Na szczęście większości tych wojujących z rolami społecznymi wystarczy dobry facet i wracają do normy. Niestety tym co facet trafi się kiepski, zupełnie we łbie się kiełbasi.
                    Czemu tak wiele wciąż losów kobiet jest kwestią wyciągnięcia losu na loterii związkowej?
                    • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 09:08
                      that.bitch.is.sick napisała:
                      > Czemu tak wiele wciąż losów kobiet jest kwestią wyciągnięcia losu na loterii związkowej?
                      =======================================
                      1.Nie uczą tego w w szkole,
                      2. Uczucia, emocje zakłócają logiczne myślenie,
                      3. Połączenie cech faceta atrakcyjnego, jako faceta i atrakcyjnego związkowo jest rzadkie,
                      4. Pozostaje szczęście, czyli loteria.

                      >
                      >
                      • that.bitch.is.sick Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 18:51
                        marek.zak1 napisał:

                        > that.bitch.is.sick napisała:
                        > > Czemu tak wiele wciąż losów kobiet jest kwestią wyciągnięcia losu na lote
                        > rii związkowej?
                        > =======================================
                        > 1.Nie uczą tego w w szkole,
                        > 2. Uczucia, emocje zakłócają logiczne myślenie,
                        > 3. Połączenie cech faceta atrakcyjnego, jako faceta i atrakcyjnego związkowo j
                        > est rzadkie,
                        > 4. Pozostaje szczęście, czyli loteria.
                        >
                        > >
                        > >

                        Ja bym stawiała Marku na przyczyny społeczne. W Polsce trochę jak w Rosji. Kobiety ocenia się przez pryzmat relacji z facetem i pogłębia to zależność emocjonalną większości kobiet. Będąc matkami w naszym kraju siłą rzeczy kobiety stają się zależne od otoczenia czy pracują czy nie. Deficyt mieszkaniowy, dysproporcje w zarobkach(miażdżąca część kobiet - zarobki poniżej średniej) to oznacza że trafisz dobrego faceta wygrałaś, trafisz złego- przegrałaś.
                        Najciekawsze że one nie zabiegają o poprawę bytu. Być może zajmują się gnojeniem siebie nawzajem jak tu na forum- nie wiem. Może to mechanizm rywalizacyjny w różnych grupach w post kapitalizmie. Jak rynek pracy. Wyścig szczurów. Wmówiono ludziom że jak się b.postarają to im się uda. Nie mówią że uda się nielicznym - ale to wystarczy by zaczęli się deptać. Podobnie zagospodarowano kobiety. Wmówiono im że muszą się bardzo starać w zamian za równość praw, a i tak uda się nielicznym. A równość ekonomiczna nie równa się taka sama ciężka praca i
                        Jednakowe umiejętności. Zrobili kobiety w trąbkę jak i całą klasę średnią.
                        • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 20.01.16, 12:08
                          that.bitch.is.sick napisała:

                          > marek.zak1 napisał:

                          > > =======================================
                          > > 1.Nie uczą tego w w szkole,
                          > > 2. Uczucia, emocje zakłócają logiczne myślenie,
                          > > 3. Połączenie cech faceta atrakcyjnego, jako faceta i atrakcyjnego związkowo j
                          > > est rzadkie,
                          > > 4. Pozostaje szczęście, czyli loteria.
                          > >
                          ----------------------------------------------------
                          > Ja bym stawiała Marku na przyczyny społeczne. W Polsce trochę jak w Rosji. Kobiety ocenia się przez pryzmat relacji z facetem i pogłębia to zależność emocjonalną większości kobiet. Będąc matkami w naszym kraju siłą rzeczy kobiety stają się zależne od otoczenia czy pracują czy nie. Deficyt mieszkaniowy, dysproporcje w zarobkach(miażdżąca część kobiet - zarobki poniżej średniej) to oznacza że trafisz dobrego faceta wygrałaś, trafisz złego- przegrałaś.
                          =======================================================
                          Zgodnie z forumową mądrością jedynie 15% facetów kręci kobiety, a z tych 15% sukces zawodowy / finansowy osiąga powiedzmy 10%, z czego tylko część chce / nadaje się do związku. Tak więc kręcących i jednocześnie rokujących związkowo jest w granicach 1%.
                          Matematyka i rachunek prawdopodobieństwa nie rokują dobrze szczęściu kobiet.
                          • that.bitch.is.sick Re: Kto się boi leniwych kobiet? 20.01.16, 20:58
                            marek.zak1 napisał:

                            > > > > =======================================
                            > > > 1.Nie uczą tego w w szkole,
                            > > > 2. Uczucia, emocje zakłócają logiczne myślenie,
                            > > > 3. Połączenie cech faceta atrakcyjnego, jako faceta i atrakcyjnego
                            > związkowo j
                            > > > est rzadkie,
                            > > > 4. Pozostaje szczęście, czyli loteria.
                            > > >
                            > ----------------------------------------------------
                            > > Ja bym =======================================================
                            > Zgodnie z forumową mądrością jedynie 15% facetów kręci kobiety, a z tych 15% su
                            > kces zawodowy / finansowy osiąga powiedzmy 10%, z czego tylko część chce / nada
                            > je się do związku. Tak więc kręcących i jednocześnie rokujących związkowo jest
                            > w granicach 1%.
                            > Matematyka i rachunek prawdopodobieństwa nie rokują dobrze szczęściu kobiet.

                            Ojej;) jestem pewna że udanych małżeństw jest znacznie więcej. Udanych niekoniecznie w kontekście forumowej mądrości.
                            • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 20.01.16, 21:06
                              that.bitch.is.sick napisała:


                              > > Zgodnie z forumową mądrością jedynie 15% facetów kręci kobiety, a z tych
                              > 15% sukces zawodowy / finansowy osiąga powiedzmy 10%, z czego tylko część chce
                              > / nadaje się do związku. Tak więc kręcących i jednocześnie rokujących związkowo
                              > jest w granicach 1%. Matematyka i rachunek prawdopodobieństwa nie rokują dobrze szczęściu kobiet.
                              >
                              > Ojej;) jestem pewna że udanych małżeństw jest znacznie więcej. Udanych niekoniecznie w kontekście forumowej mądrości.
                              ==================================
                              No tez tak sądzę, ale po lekturze forum już nie jestem tego tak pewien, jak kiedyś :).
                              • lampardzikus Re: Kto się boi leniwych kobiet? 21.01.16, 13:18
                                marek.zak1 napisał:

                                > that.bitch.is.sick napisała:

                                > > Ojej;) jestem pewna że udanych małżeństw jest znacznie więcej. Udanych ni
                                > ekoniecznie w kontekście forumowej mądrości.
                                > ==================================
                                > No tez tak sądzę, ale po lekturze forum już nie jestem tego tak pewien, jak kie
                                > dyś :).


                                Forumowa mądrość jest specyficzna. W końcu po co przychodzi się na to forum? Żeby piać o pięknych małżeństwach? ;) Czy większość przychodzi podzielić się swoimi nieudanymi próbami w dziedzinie...? Czyli jest tu zbiór ludzi o określonych doświadczeniach (w większości). No a jeśli tak - to forumowa mądrość jest specyficzna
      • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 17:25
        >Jeśli spędzasz czas wolny jak chcesz, układasz sobie życie jak chcesz, nie tyrasz do upadku na dziób przy przygotowaniu Wigilii, nie masz mnóstwa obowiązków, tylko przyznasz się odważnie, że spędziłaś sobotę na rozrywkach, piciu kawy i leżeniu na sofie, jeśli jak Martyna Wojciechowska idziesz w góry zostawiając dziecko z ojcem/dziadkiem/babcią/opiekunką, jeśli powiesz, że nie chcesz mieć dzieci, bo lubisz swoja wygodę - masz 99% szans na bycie nazwaną leniwą lub egoistką. Nie raz to słyszałam od pań tyrających oraz panów, w których lęk wywołuje kobieta bez mentalności Matki Polki.<


        No tak dokładnie jest. Jak mówisz, że nie pieczesz ciast, albo nie umyłaś okien przed świętami, to patrzą na ciebie, jakbyś była co najmniej niespełna rozumu, a w praktyce mając cię za leniucha i nieroba. Bo przecież każda kobieta po przyjściu z pracy, choćby nawet padała na pysk, to będzie się krzątać, jak ta mroweczka, żeby wszystko ogarnąć na full wypas najlepiej. Wtedy nikt jej nie posądzi, że się obija i że się nie nadaje do niczego w zasadzie.


        > A jakoś dziwnie panie Gienie tak mają, że lubią się czepiać kobiet, które żyją zupełnie odwrotnie, niż one - takie mam obserwacje.<

        Bez tego czepialstwa nie byłyby sobą, może to nadmiar czasu wolnego tak na nie działa ;)
        • sidsidsid Re: Kto się boi leniwych kobiet? 17.01.16, 18:08
          > Bez tego czepialstwa nie byłyby sobą, może to nadmiar czasu wolnego tak na nie
          > działa ;)

          To raczej tzw. dysonans podecyzyjny i próba jego redukcji.:)
          Pamiętam, że kiedy kupiłam mieszkanie, to koleżanka, też kupiła mieszkanie - podobny standard, tylko jej metraż większy, bo ona z rodziną, no i u niej z długoletnim kredytem, a u mnie bez, więc już było pole do popisu. Wbijała szpileczki, gdzie mogła, nawet na zasadzie, że dwie ulice dale od mojej kogoś napadli i czy w związku z tym nie boję się mieszkać w TAKIEJ dzielnicy. To jest coś w podobnym stylu, jak z tymi paniami domu, które nie mogą znieść, że sprzątasz, kiedy ci się chce i generalnie robisz, co chcesz.
          • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 18.01.16, 18:03
            Sid, czy to nowy nick leniwca, czy inna osoba?
            • sidsidsid Re: Kto się boi leniwych kobiet? 18.01.16, 18:40
              To ja, a jakże.:)
    • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 18.01.16, 13:22
      Mnie osobiście najbardziej irytuje stereotyp, również w tej dyskusji powielany, że jeśli kobieta nie pracuje zawodowo, to z pewnością musi być tumanem, co to tylko dzieci, kupki, zupki i seriale w TV.
      Niby dlaczego?
      Przecież nie pracując też można czytać, uczyć się, rozwijać intelektualnie, mieć rozmaite hobby i zainteresowania. A nawet bardziej można, bo jest na to czas.
      Z drugiej strony czy każda praca zawodowa działa stymulująco na mózg, wymaga kreatywności i doskonalenia intelektualnego? No chyba raczej mniejszość.
      I tak szczerze, z ręką na sercu powiedzcie, ile z was poszłoby jutro do tej swojej pracy, gdyby dzisiaj wygrało 50 milionów w Lotto?
      • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 18.01.16, 13:31
        rekreativa napisała:

        > Mnie osobiście najbardziej irytuje stereotyp, również w tej dyskusji powielany,
        > że jeśli kobieta nie pracuje zawodowo, to z pewnością musi być tumanem, co to
        > tylko dzieci, kupki, zupki i seriale w TV.
        > Niby dlaczego?
        > Przecież nie pracując też można czytać, uczyć się, rozwijać intelektualnie, mie
        > ć rozmaite hobby i zainteresowania. A nawet bardziej można, bo jest na to czas.
        >
        > Z drugiej strony czy każda praca zawodowa działa stymulująco na mózg, wymaga kr
        > eatywności i doskonalenia intelektualnego? No chyba raczej mniejszość.
        > I tak szczerze, z ręką na sercu powiedzcie, ile z was poszłoby jutro do tej swo
        > jej pracy, gdyby dzisiaj wygrało 50 milionów w Lotto?

        Popolemizuję z Tobą. Można, ale ile osób to robi? Mnie natomiast wkurza gdy uważa się że mama na pełen etat ma więcej czasu od matki pracującej? Bo mi wychodzi że mniej...z doświadczenia własnego.

        Ja do swojej bym nie wróciła. Zrobiłabym ją sobie od początku na swoich zasadach. Ale nie robiłabym nic innego. I nie wyobrażam sobie siebie bez roboty. Ja mam dwa miesiące urlopu i tylko jedną działką i jedno mieszkanie do obrabiania- dla mnie za mało:))) Również czytam, mam hobby. ;)
        • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 18.01.16, 13:50
          "Można, ale ile osób to robi? "

          No ale to dotyczy wszystkich równo. Tych pracujących też. Ludzie ogólnie mało są chętni do wysiłków umysłowych i zrobienia czegoś ponad normę. Cała rzesza chce po prostu zarobić, by zjeść, pierdnąć i zalec na kanapie z pilotem w łapie.

          "Mnie natomiast wkurza gdy uważa się że mama na pełen etat ma więcej czasu od matki pracującej? "

          Więcej do zagospodarowania o te 8 godzin, które inna spędza np. za biurkiem w urzędzie. A na co zagospodaruje, to już inna sprawa.

          " I nie wyobrażam sobie siebie bez roboty. "
          Ale jednak do tej samej roboty, co ją teraz masz, byś nie wróciła, gdybyś miała forsę :)
          Nie chodzi mi zawle o gloryfikację nic nierobienia.
          Chodzi mi raczej o nieprzecenianie tej pracy zarobkowej, której znakomita większość jest nudna, upierdliwa i stresująca i którą ludzie podejmują głównie po to, by mieć za co żarcie kupić, a pasje i rozwój to znajdują gdzie indziej.
          (robię rozróżnienie na pracę w sensie zajęcia i pracę w sensie zarabiania kasy. Ktoś, kto nie zarabia, też może pracować i to intensywnie np. w wolontariacie, a brak zarobkowania nie oznacza z automatu leżenia do góry brzuchem i bycia leniem)
          • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 18.01.16, 14:02
            rekreativa napisała:
            > No ale to dotyczy wszystkich równo. Tych pracujących też. Ludzie ogólnie mało s
            > ą chętni do wysiłków umysłowych i zrobienia czegoś ponad normę. Cała rzesza chc
            > e po prostu zarobić, by zjeść, pierdnąć i zalec na kanapie z pilotem w łapie.

            Z tym że ta pracująca to musi wstać, ogarnąć się, umyć i do roboty pójść. Potem w tej robocie to ma z ludźmi do czynienia, posłucha co inni mówią, jak żyją. A ta siedząca w chałupie to tylko se telewizor włączy. Hobby to się ma jak kasy trochę zostaje i głowa wolniejsza od najpospolitszych trosk- co do gara i na grzbiet włożyć. W Polsce niewiele jest takich gospodarstw w których zostaje nawet przy dwójce pracujących, a co dopiero przy jednym?

            > Więcej do zagospodarowania o te 8 godzin, które inna spędza np. za biurkiem w u
            > rzędzie. A na co zagospodaruje, to już inna sprawa

            Większość kobiet w domu zna swoje obowiązki. W domu błysk, dzieci lśniące, obiad na czas. A te zawodowe to może więcej oleju, chłopem się wesprą, dzieciaki poustawiają? I z tych wolnych 16 godzin więcej dla siebie wydrą? Ja mogę zegarek nastawiać według odkurzacza mojej niepracującej sąsiadki. Ja sprzątam gdy jest brudno lub gdy nie chce mi się czegoś ważniejszego robić:))

            > Ale jednak do tej samej roboty, co ją teraz masz, byś nie wróciła, gdybyś miała
            > forsę :)
            > Nie chodzi mi zawle o gloryfikację nic nierobienia.
            > Chodzi mi raczej o nieprzecenianie tej pracy zarobkowej, której znakomita więks
            > zość jest nudna, upierdliwa i stresująca i którą ludzie podejmują głównie po to
            > , by mieć za co żarcie kupić, a pasje i rozwój to znajdują gdzie indziej.

            Ależ do tej samej roboty bym wróciła. Tylko w innym miejscu. Swoją biedro bym otworzyła i na kasie stanęła, bo robotę tę lubię:))
            Szkoda mi ludzi którzy robią coś tak nie sprawiającego im przyjemności że woleliby tego nie robić. Ich życie ich wybór ich możliwości. Nie kasa w biedro? A co poza tym? Co umieją i lubią? Bo może nic? I dlatego więcej się nie da i nie chce?
            • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 18.01.16, 14:18
              "Z tym że ta pracująca to musi wstać, ogarnąć się, umyć i do roboty pójść. Potem w tej robocie to ma z ludźmi do czynienia, posłucha co inni mówią, jak żyją. A ta siedząca w chałupie to tylko se telewizor włącz"

              Znowu same stereotypy. Bo jak w domu siedzi, to musi fleja, panie. Fleja i tuman. :)
              Nie wiem, może to jest kwestia własnych doświadczeń, bo ja mam w otoczeniu parę kobiet niepracujących zawodowo i żadna się w ten stereotyp nie wpisuje. Wręcz przeciwnie. Za to największy tuman to znajoma mojej matki, pracująca na uczelni. Z tą to dopiero o niczym nie można pogadać.
              Może akurat Ty, czy wont znacie tylko te domowe fleje.
              Niemniej wciąż nie widzę podstaw, by akurat kurom domowym przypisywać takie a nie inne wady i z automatu ustawiać je jako mniej wartościowe od reszty zacnego zapierdalającego na etacie społeczeństwa.
              • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 18.01.16, 14:28
                rekreativa napisała: > Znowu same stereotypy. Bo jak w domu siedzi, to musi fleja, panie. Fleja i tuma
                > n. :)
                > Nie wiem, może to jest kwestia własnych doświadczeń, bo ja mam w otoczeniu parę
                > kobiet niepracujących zawodowo i żadna się w ten stereotyp nie wpisuje. Wręcz
                > przeciwnie. Za to największy tuman to znajoma mojej matki, pracująca na uczelni
                > . Z tą to dopiero o niczym nie można pogadać.
                > Może akurat Ty, czy wont znacie tylko te domowe fleje.
                > Niemniej wciąż nie widzę podstaw, by akurat kurom domowym przypisywać takie a n
                > ie inne wady i z automatu ustawiać je jako mniej wartościowe od reszty zacnego
                > zapierdalającego na etacie społeczeństwa.

                Ani fleja ani tuman. Ale obstaję przy swoim. Kontakt z innymi ludźmi rozwija, a koła gospodyń miejskich to chyba już nie istnieją? Co do pani doktor, to może z Tobą nie ma o czym w jej mniemaniu? I nie chodzi o mniejszą wartość, ale o inność. O inny zespół cech. Cech które pretendują do siedzenia w domu, zdawania się na innych.
                • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 18.01.16, 14:45
                  "Kontakt z innymi ludźmi rozwija,"

                  Ojej, ojej, zależy z jakimi przecież. To tak na fali uchodźczej - jakoś brak ochoty na te rozwijające kontakty, co nie?

                  "Co do pani doktor"

                  Nie doktor, lektorka języka.

                  "Cech które pretendują do siedzenia w domu, zdawania się na innych."

                  To jeszcze ciekawa jestem Twej opinii o pracy... z domu? Bo ja od dekady zarobkuję wyłacznie w ten sposób.
                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 18.01.16, 18:35
                    rekreativa napisała:

                    > "Kontakt z innymi ludźmi rozwija,"
                    >
                    > Ojej, ojej, zależy z jakimi przecież. To tak na fali uchodźczej - jakoś brak oc
                    > hoty na te rozwijające kontakty, co nie?

                    No wlasnie zalezy z jakimi ludzmi. Z jednymi rozwija z innymi zwija. Ja np pracujac w restauracji jako kucharz zawsze modlilam sie zeby byl zapierdol, bo wtedy nie trzeba bylo rozwijac sie socjalnie w kontaktach z kolegami. Raz ze gadali do mnie w dialekcie i za chuja nie mogli zrozumiec, ze dialekt to inny jezyk, ktorego ja nie znam. Ale z drugiej strony co mieli zrobic jak niesprawnie poslugiwali sie holenderskim (tak tak Zawle plebs w Holandii nie mowi w jezyku swojego kraju, bo sie nie naumieli ale im sie nie chcialo, cholera wie, nie mowiac o jezykach obcych), a dwa za kazdym razem slyszalam zewszad malpowanie mojego kulawego akcentu przez co dorobilam sie kompleksu, ze sie w ogole przestalam odzywac. Plebs nie wie, ze akcentu sie w pewnym wieku juz nie nauczysz, bo skad ma wiedziec. Najwiekszym stresem byly dla mnie jakies socjalne wyjscia, z ktorych zawsze sie wymigiwalam wiec dorobilam sie metki niewdziecznej ekscentryczki z obcego kraju. Jedynie co rozwinelam z tego kontaktu z ludzmi to oprocz wspomnianego kompleksu silne poczucie, ze trzeba jak najszybciej z tej roboty spierdalac i chuj z niezaleznoscia.

                    Ostatecznie ucieklam do roboty, ktora wykonuje samotnie, w pojedynke, a z szefem mam tylko kontakt emailowy, co mnie upodabnia do:

                    > To jeszcze ciekawa jestem Twej opinii o pracy... z domu? Bo ja od dekady zarobk
                    > uję wyłacznie w ten sposób.

                    I jeszcze dalej na temat rozwijajacego kontaktu z innymi ludzmi: a co to jest co teraz robimy? Gadajac z Wami rozwijam sie bardziej niz z tymi cymbalami z restauracji, choc ojciec mojego dziecka dawno uznal, ze to strata czasu i lepiej jakbym zmyla pare kibli za najnizsza krajowa, a mi wystarczy jak myje swoj, bo przeciez on nie myje.

                    Suma summarum: punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Ale tak: tesknie do roboty zgodnej z moimi kwalifikacjami wiec Cie Zawle doskonale rozumiem.
                    • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 18.01.16, 22:27
                      rekreativa napisała:

                      > "Kontakt z innymi ludźmi rozwija,"
                      >
                      > Ojej, ojej, zależy z jakimi przecież. To tak na fali uchodźczej - jakoś brak oc
                      > hoty na te rozwijające kontakty, co nie?

                      No nie mam. Języka nie znam, to jak ma mnie rozwijać?
      • sidsidsid Re: Kto się boi leniwych kobiet? 18.01.16, 20:25
        > I tak szczerze, z ręką na sercu powiedzcie, ile z was poszłoby jutro do tej swo
        > jej pracy, gdyby dzisiaj wygrało 50 milionów w Lotto?

        Ja bym jutro poszła, bo jestem taka, że lubię podomykać sprawy, które mam do zrobienia, no i nie chciałabym tak rach-ciach pożegnać się z ludźmi, bo niektórych bardzo lubię. Pewnie złożyłabym standardowe, trzymiesięczne wypowiedzenie, a może pracowałabym w firmie na zasadzie wolnego strzelca-doradcy, gdyby szefostwo się zgodziło? A co do Lotto, to najważniejsze byłoby, ze to byłoby moje 50 mln, które ja wygrałam, a nie kasa, którą ktoś zarabia i mi daje za upranie ciuchów i rodzenie dzieci.
        • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 18.01.16, 22:50
          " nie kasa, którą ktoś zarabia i mi daje za upranie ciuchów i rodzenie dzieci. "

          Mozna też patrzeć inaczej, że nie jest to kasa, którą ktoś Ci daje za coś, tylko się nią z Toba po prostu dzieli.
          Chociaż oczywiście zdaję sobie sprawę, że wśród samych facetów niewielu jest takich, coby w ten sposób rzecz postrzegali. Nader często wchodzą jednak w rolę klienta, który płaci i wymaga. I w tym ja upatruję główną niedogodność bycia żoną na utrzymaniu.
          • sidsidsid Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 21:39
            > Mozna też patrzeć inaczej, że nie jest to kasa, którą ktoś Ci daje za coś, tylko
            > się nią z Toba po prostu dzieli.

            Tak, to zdecydowanie ładniej i ambitniej brzmi. Ale nadal - ja nie zarabiam, druga osoba zarabia i daje/przekazuje mi zarobione przez siebie pieniądze w zamian za ogarnianie wspólnej chałupy. A ja sama nie mam nic swojego. Już nawet pomijając potrzebę niezależności lub jej brak, ciągoty do bycia panią domu lub ich brak, bo to rzeczy oczywiste, mam nadzieję. Ale jak rodziców kocham, znam od urodzenia i im ufam, tak nie weszłabym z nimi w taki układ, a co dopiero z nabytym chłopem. Nawet nie mam ochoty rozumieć, jak można tak całkowicie uzależniać się od drugiej osoby.
      • sidsidsid Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 21:31
        > Przecież nie pracując też można czytać, uczyć się, rozwijać intelektualnie, mieć
        > rozmaite hobby i zainteresowania. A nawet bardziej można, bo jest na to czas.

        No popatrz, a jednak większość tego nie robi. Tego typu zryw (uczenie się języka, jakieś hobby, babskie spotkania, wychodzenie na aerobiki, na kursy, później uniwersytety trzeciego wieku) zauważam u kobiet 40+, 50+, 60+ - kiedy dzieci odchowane, zostaje mąż do ogarnięcia, bo bidulek sam nie umie, ale jednak czasu dla siebie więcej. No chyba, że za chwile będzie podrzut w postaci wnuków. Myślisz, że dlaczego takim hitem niedawno była książka Danuty Wałęsy, umęczonej obowiązkami matki wielodzietnej, czekającej w domu na męża-bohatera? Bo wiele Polek się w niej odnalazło, bo przeżyły życie podobnie. Tylko najczęściej nie z mężem działaczem, tylko jakimś zwykłym Zdziśkiem chodzącym do zwykłej pracy i czasami urywającym się z domu z kuplami, takim, który nie wie, gdzie w domu jest masło i jak włączyć pralkę, bo on jest do wyższych celów.
    • aureamediocritas Re: Kto się boi leniwych kobiet? 18.01.16, 15:45
      no to chyba wlaśnie jest tak że wtedy sie cuzją gorsze trochę bo jednak stereotyp jest taki, żę kobieta siedzi w domu, bo to jest gorsze, nei wiem dokłądnie, jak to działa, ale tak mi się wydaje ze stąd się może brać pójście w drugą stronę że potem się wstydzą i nie chcą, bo na siłę były w to wtłaczane wiec teraz jak nie na siłeę jakaś być chciała, to już trudno jest się tak określić, to tak jakby nie wiem, żę jak jest zakaz robienia czegoś to masz pęd żeby to robić, a jak nie chcesz tego robić to jakoś głupio, chociaż to też bez sensu, no ale w każdym razie jakoś tak to działa, że jakby to nie by,ło takie stygmatyzwane to by pewnie chciały
    • kynane Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 11:45
      A bo pojęcie kury domowej jest bardzo pojemne.
      Mnie irytują te matki-polki-męczennice, które zostają w domu dla dobra dzieci, a potem podają obiadki z taką miną, że w gardle staje. Które nie idą do pracy, choć mają dzieci odchowane, a mają pretensję do mężów, że siedzą za długo w pracy. I które wojująco nawracają wszystkich i pouczają, że ich model jest najlepszym modelem. Te "matki domowe" krytykuję. Bo w domu miałam pokazane, jak to powinno wyglądać - wzajemny szacunek: mamy do taty za to, że tata zarabia i nas utrzymuje; taty do mamy, że zapewnia dzieciom i jemu dom. Szacunek, wyrażany nie tylko wobec siebie, ale i wobec nas, a także wobec znajomych, rodziny, obcych... Bez podkreślania jednocześnie, że taki model jest jedynym słusznym/właściwym. Moja mama, która ma mieszkanie na błysk, nigdy nie krytykowała faktu, że jej córka chce zatrudnić kogoś do sprzątania...

      Z obserwowania znajomych i rodziny wychodzi mi, że nawet 400 zł miesięcznie zarobione, a nie dostane, potrafi zrobić mentalną różnicę (bo wydaję na "głupoty" pieniądze swoje, a nie dane przez męża na dom... bo potrafię zarobić 400, a jeżeli 400, to może 600, a jeżeli 600, to może... bo pojawia się coś, o czym ja mogę mężowi opowiadać, a czego on nie potraktuje jak narzekania, że za mało w domu robi...). 1500 złotych jest czasem wystarczające do podjęcia decyzji "wynoszę się". Jakiekolwiek pieniądze są lepsze niż żadne. Tu uwaga do Marka - tak, jest tak, że majątek jest wspólny; ale w większości przypadków jedynym majątkiem jest mieszkanie; więc trzeba mieć "fach" w ręku, żeby móc mieszkanie podzielić (bosko, jeżeli wystarczy na dwa oddzielne), i mieć za co żyć... A co, jeżeli jedynym majątkiem jest mieszkanie w kredycie?
      Polisy... zanim wypłacą pieniądze, trzeba mieć za co żyć. Zanim uporasz się z kruczkami prawnymi, trzeba mieć za co żyć. Ba, polisy się czasem likwiduje, bo trzeba mieć za co żyć...

      Niestety za często wybór "kobieta zostaje w domu, mężczyzna na dom zarabia" nie jest wyborem wolnym - tak "wychodzi" bo presja otoczenia, bo takie a nie inne uwarunkowania finansowe (facet zarabia więcej, kobieta mniej itp.). A gdy choć na jednej ze stron jest on wymuszony, zaczyna się syf...

      Ach, i powiem wam, że ja się Wontowi nie dziwię, a wręcz go rozumiem. Byłam w sytuacji "jedynego żywiciela rodziny", i pamiętam jakie to uczucie, ta presja finansowa, jak ciągnie w dół kamieniem. A potem człowiek przychodzi do domu i dostaje po łbie - ja za to że nie ma obiadu, Wont pewnie dostawałby za to, że za długo siedzi w pracy ;-) albo że śmiał pójść na wódkę... I wszystkiego się odechciewa...
      • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 12:08
        kynane napisała:
        . Jakiekolwiek pieniądze są lepsze niż żadne. Tu uwaga do Marka - tak, jest tak, że majątek jest wspólny; ale w większości przypadków jedynym majątkiem jest mieszkanie; więc trzeba mieć "fach" w ręku, żeby móc mieszkanie podzielić (bosko, jeżeli wystarczy na dwa oddzielne), i mieć za co żyć... A co, jeżeli jedynym majątkiem jest mieszkanie w kredycie?
        > Polisy... zanim wypłacą pieniądze, trzeba mieć za co żyć. Zanim uporasz się z kruczkami prawnymi, trzeba mieć za co żyć. Ba, polisy się czasem likwiduje, bo trzeba mieć za co żyć...
        >
        > Niestety za często wybór "kobieta zostaje w domu, mężczyzna na dom zarabia" nie
        > jest wyborem wolnym - tak "wychodzi"
        =============================================
        Tak wychodzi, jak się ma troje dzieci. Gdybyśmy mieli jedno, a może i dwoje, żona wróciłaby do pracy. As simple as that. Podejmuje się rozwiązania optymalne dla danej sytuacji, natomiast ideologizowanie, co jest lepsze, a co gorsze nie ma sensu, bo każdy przypadek jest inny.
        • kynane Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 12:21
          Marku, do Ciebie jako do Ciebie, była tylko ta uwaga, że czasem to, co jest majątkiem małżeństwa, nie jest w stanie zapewnić utrzymania po rozwodzie, stąd obawy przed rozwodem i faktyczne uzależnienie strony niepracującej od pracującej.

          Ja nie neguję konieczności podejmowania takich a nie innych decyzji... Tylko uważam, że sporo problemów bierze się z ego, że często jest to konieczność, a nie wola :)
          • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 12:43
            kynane napisała:

            > Marku, do Ciebie jako do Ciebie, była tylko ta uwaga, że czasem to, co jest majątkiem małżeństwa, nie jest w stanie zapewnić utrzymania po rozwodzie, stąd obawy przed rozwodem i faktyczne uzależnienie strony niepracującej od pracującej.
            ================================================
            A ja pisałem kilka razy, że w 90% przypadków ludzi wykonujących proste prace, w przypadku rozwodu osoba dotychczas niepracująca zwyczajnie podejmuje pracę. Obawa przed rozwodem wynika z wielu przyczyn, a nie dotyczy tylko pieniędzy.

            --------------------------------------------------------------
            > Ja nie neguję konieczności podejmowania takich a nie innych decyzji... Tylko uważam, że sporo problemów bierze się z ego, że często jest to konieczność, a nie wola :)
            ===================================
            Zgoda, ja także pracuję w moim korpo wyłącznie z konieczności. Mam fajną pracę, dobrany przeze mnie zespół ludzi, a jednak, gdybym mógł, od jutra bym przestał pracować.
            >
            • kynane Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 12:58
              >Zgoda, ja także pracuję w moim korpo wyłącznie z konieczności. Mam fajną pracę, dobrany przeze mnie zespół ludzi, a jednak, gdybym mógł, od jutra bym przestał pracować.

              Zawsze powtarzałam, że moim życiowym powołaniem jest leżeć i ładnie pachnieć :)
          • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 14:14
            kynane napisała:

            > Marku, do Ciebie jako do Ciebie, była tylko ta uwaga, że czasem to, co jest maj
            > ątkiem małżeństwa, nie jest w stanie zapewnić utrzymania po rozwodzie, stąd oba
            > wy przed rozwodem i faktyczne uzależnienie strony niepracującej od pracującej.

            Moze to troche w bok od tematu watku ale dlaczego nikt nie zwraca uwagi, ze najwieksza grupa spoleczeczna w sile wieku to pracujacy uzaleznieni od pracujacych. Sabat o tym trabi wiele lat, ze nie stac go na rozwod, a przeciez z jajami nie lezy tylko popierdala rowno. Ja sie tez pod tym podpisze, bo tez tak zyje w ''faktycznym uzaleznieniu''. Dwa ludzie z dziecmi sa uzaleznieni jeszcze bardziej, bo musza zaorganizowac cala okolodzieciowa logistyke. Bez uzaleznienia to sie jednak latwiej wypiac (vide Zawle maz, ze mu sie nagle zrobilo za daleko, eks zona zaczela sobie sama radzic, ect). Dalej nawet Wont nie jest taki niezalezny jak deklaruje, bo jak teraz sobie smignie na zapowiadany trzy tygodniowy urlop to piesek sobie sam do sklepu nie skoczy, zarcia nie kupi, ect. ktos go musi obsluzyc, ktos od kogo Wont jest zalezny. Ja np wole byc zalezna od ojca swojego dziecka niz od mamusi, ktora mnie tak wkurwia, ze nie wytrzymalabym z nia ani jednego dnia. Ale z drugiej strony jak jej sie kasa skonczy to tez ode mnie zassie. Czy w Polsce zaleznosci dzieci - starzy nie sa rownie silne? Plus w tym wszystkim jeszcze element zaleznosci - wnuki.

            Jak mieszkalam w Polsce to przyznam sie ze osobiscie nie znalam ani jednej kury domowej. Pierwsza osoba trwale niepracujaca to byla tu z forum Kag i Marka zona, ktore jakos blizej poznalam z zapisow forumowych. Moze teraz sie tak nasililo. Natomiast faktyczne uzaleznienie to bylo zawsze, jak nie od tego to od tamtego. Zreszta uzaleznic sie mozna nie tylko finansowo od drugiej osoby.
            • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 14:26
              hello-kitty2 napisała: > Moze to troche w bok od tematu watku ale dlaczego nikt nie zwraca uwagi, ze naj
              > wieksza grupa spoleczeczna w sile wieku to pracujacy uzaleznieni od pracujacych

              To uzależnienie to bardzo rzeczywiste się wydaje;) A ty nie ogarniasz kitka że to uzależnienie to ściema? Zwykły rachunek zysków i strat. I księgowo wychodzi na to, że się siedzieć opłaca. To się siedzi.
              • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 14:50
                zawle napisała:

                > To uzależnienie to bardzo rzeczywiste się wydaje;) A ty nie ogarniasz kitka że
                > to uzależnienie to ściema? Zwykły rachunek zysków i strat. I księgowo wychodzi
                > na to, że się siedzieć opłaca. To się siedzi.

                Ale ja tego nie neguje. Dla mnie oplacalnosc miesci sie w definicji uzaleznienia.

                A Twoim dzieciom nie oplacaloby sie zebys troche pociagnela z uzaleznieniem od meza, skoro jak piszesz powyzej byl bardzo dobrym ojcem i dzieci chcieliscie razem miec? Piszesz: " I gdybym z nim zostawiła dzieci to pewnie nadal by je kochał." Jak nalezy to zatem rozumiec, ze Twoja potrzeba niezaleznosci zabrala im dobrego ojca, tak? I one teraz za to placa?

                Takze do tego rachunku zyskow i strat podstawiam troche wiecej pozycji, a nie tylko to, czego ja chce.
                • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 16:37
                  hello-kitty2 napisała: > A Twoim dzieciom nie oplacaloby sie zebys troche pociagnela z uzaleznieniem od
                  > meza, skoro jak piszesz powyzej byl bardzo dobrym ojcem i dzieci chcieliscie ra
                  > zem miec? Piszesz: " I gdybym z nim zostawiła dzieci to pewnie nadal by je koch
                  > ał." Jak nalezy to zatem rozumiec, ze Twoja potrzeba niezaleznosci zabrala im d
                  > obrego ojca, tak? I one teraz za to placa?

                  Chyba mnie na spytki bierzesz właśnie. Nie, nie opłacałoby się. Ojciec który kocha swoje dizeci nie musi być dobrym ojcem. Bo o miłości pisałam. Tylko o miłości.

                  > Takze do tego rachunku zyskow i strat podstawiam troche wiecej pozycji, a nie t
                  > ylko to, czego ja chce.

                  A znasz MÓJ rachunek zysków i strat? Bo może na mojej liście jako pierwsze są inne punkty niż na Twojej. 12.000 euro to na mojej w ogóle nie ma;)
                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 19:59
                    zawle napisała:

                    > Chyba mnie na spytki bierzesz właśnie. Nie, nie opłacałoby się. Ojciec który ko
                    > cha swoje dizeci nie musi być dobrym ojcem. Bo o miłości pisałam. Tylko o miłoś
                    > ci.

                    ;-)
                    zawle napisała:
                    Partner kitki z tego co ona pisze to bardzo dobry ojciec. Mój
                    > były mąż też taki był.

                    > A znasz MÓJ rachunek zysków i strat? Bo może na mojej liście jako pierwsze są i
                    > nne punkty niż na Twojej. 12.000 euro to na mojej w ogóle nie ma;)

                    A w moim rachunku zyskow i strat 12.000 euro jest? Rachunkowosci to jak widac nie liznelas wiec nie rob z siebie idioty.

                    Powiem Ci krotko: kreujesz sie na gwiazde niezaleznosci tylko zapominasz wspomniec o kosztach tego gwiazdorstwa tj. dzieci pozbawilas jak sama twierdzisz bardzo dobrego ojca. Tez mi kurna sukces. Musialabym bys idiota zeby zrobic to samo. Chyba, ze sciemniasz i wcale nie byl dobry, a dzieci mial w dupie.
                    • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 22:30
                      hello-kitty2 napisała: > Powiem Ci krotko: kreujesz sie na gwiazde niezaleznosci tylko zapominasz wspomn
                      > iec o kosztach tego gwiazdorstwa tj. dzieci pozbawilas jak sama twierdzisz bard
                      > zo dobrego ojca. Tez mi kurna sukces. Musialabym bys idiota zeby zrobic to samo
                      > . Chyba, ze sciemniasz i wcale nie byl dobry, a dzieci mial w dupie.

                      Kreacja zakłada świadome działanie w celu wywarcia określonego wrażenia. Więc nie, nie kreuję się. I nie uważam siebie za gwiazdę niezależności. Gdybym się na kogokolwiek kreowała to bym się chwaliła tym czego nie mam. A niezależna jestem. Tak zwyczajnie. Nikomu nic nie jestem winna. Ani człowiekowi ani bankowi. Od nikogo nie zależę, nie mieszkam u nikogo, nikt nie pomaga mi płacić rachunków. To chyba jest niezależność? Co do gwiazdorstwa.....to osąd. I szczerze mówiąc nie jest dla mnie ważny.
                      Co do pozbawienia dzieci ojca, to każdy w życiu ma swoje wartości które są dla niego nadrzędne. Dla mnie to spójne życie, brak konieczności kłamania nawet kosztem kasy. I najważniejsze.Nigdy nie wzięłabym swoich dzieci za pieluchę i robiła z nich alibi na własną wygodę czy czegokolwiek innego. Ani z siebie zakładnika "pełnej rodziny".Mój dobry ojciec dobrym ojcem mógł być nadal. Nie chciał.
            • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 14:43
              >Czy w Polsce zaleznosci dzieci - starzy nie sa rownie silne? Plus w tym wszystkim jeszcze element zaleznosci - wnuki.<

              Pewnie że są, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, gdzie często bywa tak, że rodzice i dzieci żyją w jednym domu, albo obok siebie. Ale to nie oznacza, że nawet jeśli babcia jest chętna wspomóc opiekę nad wnukami, to ta córka idzie do pracy, a skąd, ona do opieki nad dzieckiem, czy dziećmi potrzebuje wsparcia z każdej strony, nawet jak wybiera się z dzieckiem do lekarza, to babcia stanowi konieczny i niezbędny element obstawy.Jak jest taka możliwość, to się korzysta, bo po co się męczyć samej.
      • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 13:40
        kynane napisała:

        > Wont pewnie dostawałby za to, że za d
        > ługo siedzi w pracy ;-) albo że śmiał pójść na wódkę... I wszystkiego się odech
        > ciewa...
        -------
        Ha ha ha :) W mojej pracy m.in. kocham to, ze rzadko zdarza mi sie w niej dlugo siedziec. A z moja dna, to ja za czesto juz na wodke nie pochodze. Co tu duzo mowic, jestem wylinialym kocurem z tepymi pazurami. Idealnym kandydatem dla kury domowej :(
        • kynane Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 13:52
          wont2 napisał:
          > Ha ha ha :) W mojej pracy m.in. kocham to, ze rzadko zdarza mi sie w niej dlugo siedziec. A z moja dna, to ja za czesto juz na wodke nie pochodze. Co tu duzo mowic, jestem wylinialym kocurem z tepymi pazurami. Idealnym kandydatem dla kury domowej :(

          Dajcie mi faceta, a powód do narzekania się znajdzie ;) O, to za podróże służbowe byś dostawał - że ona zarobiona w domu, urobiona, utyrana, a Ty sobie po świecie latasz, za babami oglądasz. A za długo byś siedział jak na pieniądze zarabiane, bo inni, to wiesz, w godzinę tyle, co Ty w miesiąc ;)...
          Muszę Cię rozczarować - nie jesteś idealnym kandydatem, bo nie będziesz karnie, w zębach i bez szemrania kasy przynosił :)
          ... Allle, allle... z drugiej strony... taki babiarz jak Ty, idealny powód do narzekania, prawdziwy-nie-wydumany "krzyż pański" co to go można z miną cierpiętniczą znosić, i jego niewyżyte karesy... Kurczę, cofam co napisałam wyżej, jednak masz potencjał... Ale celuj w kury domowe z bogatym tatusiem ;)
          • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 14:19
            >Ty, idealny powód do narzekania, prawdziwy-nie-wydumany "krzyż pański" co to go można z miną cierpiętniczą znosić, i jego niewyżyte karesy... <

            A co tam,dopóki kasę będzie dostarczał na czas i o odpowiednio dużej wartości, to mina cierpiętnicza zniesie zapewne wiele, oj wiele ;)
          • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 15:00
            kynane napisała:

            > Dajcie mi faceta, a powód do narzekania się znajdzie ;) O, to za podróże służbo
            > we byś dostawał - że ona zarobiona w domu, urobiona, utyrana, a Ty sobie po świ
            > ecie latasz, za babami oglądasz. A za długo byś siedział jak na pieniądze zarab
            > iane, bo inni, to wiesz, w godzinę tyle, co Ty w miesiąc ;)...
            > Muszę Cię rozczarować - nie jesteś idealnym kandydatem, bo nie będziesz karnie,
            > w zębach i bez szemrania kasy przynosił :)
            > ... Allle, allle... z drugiej strony... taki babiarz jak Ty, idealny powód do n
            > arzekania, prawdziwy-nie-wydumany "krzyż pański" co to go można z miną cierpięt
            > niczą znosić, i jego niewyżyte karesy... Kurczę, cofam co napisałam wyżej, jedn
            > ak masz potencjał... Ale celuj w kury domowe z bogatym tatusiem ;)
            ---------
            Ozesz! I ty macedonska Brutusico przeciwko mnie?! Ja nie jestem idealnym kandydatem dla kurozony?! Ja? Fakt, pewnie z moja gola pensja musielibysmy jesc chleb ze smalcem, a jakby dzieci sie pojawily to i scigac sie z osiedlowymi golebiami, kto pierwszy dorwie czerstwe pieczywko. No to jak zyc? Jak odnalezc milosc i szczescie? Mowisz, ze kurozona z dzianymi starymi? Nie wiem, chyba by sie wpierdalali i za duzo rzadzili - a to ze mamy jezdzic Porsche a nie Ferrari bo cos tam, a to, ze w zimie Mauritius jest lepszy niz Kajmany, a to ze jak jacht to tylko zaglowo-motorowy bo sam motorowy to dla nieobytych z woda snobow. Pierdole, nie bedzie mi nikt mowic jak mam zyc.
            • kynane Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 18:26
              wont2 napisał:
              > ---------
              > Ozesz! I ty macedonska Brutusico przeciwko mnie?! (...)

              Oj sam przyznałeś w końcu, że jednak masz wady (i raczej nie o finanse a o charakter ten teges mię się rozchodziło) i nie nadajesz się na koguta-monogamistę, w skrócie na kapłona* ;)

              Wrocław jest fajny, Krakówek jest fajny, Szczecin jest boski, ale Warszawa jest "ze best"**. Howgh.

              * Swoją drogą, to nawet ładnie brzmi - "kapłon domowego ogniska"...
              ** Mała dawka patriotyzmu lokalnego
              • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 20.01.16, 18:42
                kynane napisała:

                > Wrocław jest fajny, Krakówek jest fajny, Szczecin jest boski, ale Warszawa jest
                > "ze best"**. Howgh.
                --------
                Zeby rozruszac dyskusje, ktora jakos ostatnio ostygla i pouprawiac troche trollingu i hejterstwa, proponuje podawac miasta ktore sa "ze lerst", czyli po naszemu - najbardziej chujowe on erf.

                Moje typy - niekwestionowany numer 1 - Poznan. Wyjasniac chyba nie musze, wszyscy wiedza o co chodzi. Numer 2 - Lodz. Tyle, ze Lodz jest ze molst brzydka i chujowa, ale lodzianie, w przeciwienstwie do poznaniakow, sa bardzo kul i spox.
                • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 20.01.16, 19:37
                  wont2 napisał:

                  > Zeby rozruszac dyskusje, ktora jakos ostatnio ostygla i pouprawiac troche troll
                  > ingu i hejterstwa, proponuje podawac miasta ktore sa "ze lerst", czyli po nasze
                  > mu - najbardziej chujowe on erf.
                  >
                  > Moje typy - niekwestionowany numer 1 - Poznan. Wyjasniac chyba nie musze, wszys
                  > cy wiedza o co chodzi. Numer 2 - Lodz. Tyle, ze Lodz jest ze molst brzydka i ch
                  > ujowa, ale lodzianie, w przeciwienstwie do poznaniakow, sa bardzo kul i spox.

                  Chcesz wkurwu to masz: co to kurwa za maniera zeby pisac w ten sposob: ze lerst? Komu to ma pomoc i w czym? Tym co nie mowia po angielsku (?), tym co mowia ale w czym dokladnie? Za cholere nie umiem odszyfrowac 'LERST'??? Jakie lerst? Napisz Wont jakie slowo tak chujowo wymawiasz. Chcesz stosowac zapis fonetyczny (po chuj?) to uzywaj do tego odpowiednich znakow. Miodek Ci sie nie uruchamia jak walisz takie klocki? ;)

                  W temacie: najpaskudniejsze sa polskie blokowiska nie ma znaczenia w jakim miescie. W kazdym sa paskudne.
                  • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 20.01.16, 19:53
                    hello-kitty2 napisała:

                    > Chcesz wkurwu to masz: co to kurwa za maniera zeby pisac w ten sposob: ze lerst
                    > ? Komu to ma pomoc i w czym? Tym co nie mowia po angielsku (?), tym co mowia al
                    > e w czym dokladnie? Za cholere nie umiem odszyfrowac 'LERST'??? Jakie lerst? Na
                    > pisz Wont jakie slowo tak chujowo wymawiasz. Chcesz stosowac zapis fonetyczny (
                    > po chuj?) to uzywaj do tego odpowiednich znakow. Miodek Ci sie nie uruchamia ja
                    > k walisz takie klocki? ;)
                    >
                    > W temacie: najpaskudniejsze sa polskie blokowiska nie ma znaczenia w jakim mies
                    > cie. W kazdym sa paskudne.
                    --------
                    Hell yeah! Nie mam teraz na podoredziu polskiej literki "l", ale masz ja na przyklad w wyrazie laska. Laska to jest ta rzecz, ktora robilismy przez ostatnie kilka lat Amerykanom :)
                • sidsidsid Re: Kto się boi leniwych kobiet? 20.01.16, 19:47
                  Będę nieoryginalna i płynąca z prądem - Radom.
                  • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 20.01.16, 19:55
                    sidsidsid napisał(a):

                    > Będę nieoryginalna i płynąca z prądem - Radom.
                    ------
                    No co ty mowisz? Przeciez Radom jest o rzad dlugosci fajnieszy niz Kielce na przyklad! :)
                    • sidsidsid Re: Kto się boi leniwych kobiet? 20.01.16, 19:56
                      Nie znam Kielc, ale w Radomiu niestety byłam.:)
                      • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 20.01.16, 20:02
                        sidsidsid napisał(a):

                        > Nie znam Kielc, ale w Radomiu niestety byłam.:)
                        ------
                        Ja nie bylem ani tam ani tam, ale wlaczyl mi sie troll mode ;)
                • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 20.01.16, 19:48
                  Moj typ to Katowice. I potwierdzaja to nie tylko przybysze z zewnątrz, ale i sami Katowiczanie. Tylko nie mow tego kibolom ;)
                  • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 20.01.16, 20:01
                    sabat777 napisał:

                    > Moj typ to Katowice. I potwierdzaja to nie tylko przybysze z zewnątrz, ale i sa
                    > mi Katowiczanie. Tylko nie mow tego kibolom ;)
                    ---------
                    Bez przesady, sabat. Zjezdilem Gorny Slask na studiach, bo rozlepialismy plakaty Sony (to znaczy polowe rozlepialismy a druga polowe wyrzucalismy bo nie dalo rady fizycznie we dwoch kurwa kilka tysi plakatow w weekend rozwiesic) no i Katowice byly jeszcze jak cie moge. Straszne bylo Zabrze. Czy ta nazwa nie pochodzi od "zebrze" - trzeciej osoby liczby pojedynczej czasownika "zebrac"? Chodwi mi o "rzebrac" bez ortografa a nie "zebrac" ze zdania "zebrac alimenty od ojcow trojki dzieci".
                • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 21.01.16, 04:11
                  >Moje typy - niekwestionowany numer 1 - Poznan. Wyjasniac chyba nie musze, wszyscy wiedza o co chodzi. Numer 2 - Lodz. Tyle, ze Lodz jest ze molst brzydka i chujowa, ale lodzianie, w przeciwienstwie do poznaniakow, sa bardzo kul i spox.<

                  Wrocław -zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Uwielbiam to miasto, gdybym miała jeszcze raz zaczynać życie zamieszkałabym właśnie tam, no ewentualnie Gdańsk, Sopot-z wiadomych powodów.
                  • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 21.01.16, 06:34
                    Miało być o najgorszych, a ja poleciałam z najlepszymi.Ale uważam, że nie ma czegoś takiego, jak najpaskudniejsze miasto -w każdym znajdzie się coś ładnego, fajnego, może nie od razu do zamieszkania na stałe, ale chociaż do miłego spędzenia czasu.
                    • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 21.01.16, 07:36
                      ninek04 napisała:

                      w każdym znajdzie się coś ładnego, f
                      > ajnego, może nie od razu do zamieszkania na stałe, ale chociaż do miłego spędze
                      > nia czasu.
                      -------
                      Powaga? To spotykamy się w Kielcach! :)
                      • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 21.01.16, 21:00
                        wont2napisal
                        >Powaga? To spotykamy się w Kielcach! :)<

                        Hmm,coś jest na rzeczy z tymi Kielcami widocznie, skoro tak się upierasz. Może Twoja pierwsza miłość stamtąd pochodziła, stąd ten sentyment?
                        Ale w końcu nie skupiamy się na celach krajoznawczych (bo te już przerobilismy w liceum), więc mogą być Kielce, Radom, czy inne Białobrzegi ;)
                        • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 09:57
                          ninek04 napisała:

                          > Hmm,coś jest na rzeczy z tymi Kielcami widocznie, skoro tak się upierasz. Może
                          > Twoja pierwsza miłość stamtąd pochodziła, stąd ten sentyment?
                          > Ale w końcu nie skupiamy się na celach krajoznawczych (bo te już przerobilismy
                          > w liceum), więc mogą być Kielce, Radom, czy inne Białobrzegi ;)
                          ----------
                          Moja pierwsza milosc pochodzila z Saarbrucken (taka piosenkarka Sandra). Ale z Kielc moze bedzie pochodzic ostatnia? :P

                          Dobra, wiem, niesmaczne zarty sobie robie. Ale ja nie umiem na powaznie :( Trzymajmy sie tego Krakowa i juz nie kombinujmy!
                          • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 10:04
                            Krakow dobre miejsce. Po wszystkim moglbym was wyciagnac na drinka :D
                            • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 10:27
                              Btw - zawsze mozecie sie spotkac w pol drogi w Katowicach :>
                              • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 10:32
                                sabat777 napisał:

                                > Btw - zawsze mozecie sie spotkac w pol drogi w Katowicach :>
                                --------
                                Nigdy nie wlaz pomiedzy psa i jego mieso! :)
                                • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 10:37
                                  Przeciez nie zabiore ci miski piesku :)
                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 12:51
                                    Jak komus nie zalezy to rozciaga w nieskonczonosc.
                              • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 19:59
                                >Btw - zawsze mozecie sie spotkac w pol drogi w Katowicach :>

                                Jasne, że możemy, w końcu może moją fantazję udałoby się zrealizować ;)
                                • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 20:04
                                  ninek04 napisała:

                                  > >Btw - zawsze mozecie sie spotkac w pol drogi w Katowicach :>
                                  >
                                  > Jasne, że możemy, w końcu może moją fantazję udałoby się zrealizować ;)

                                  Alleluja, wreszcie ktos domyslny :>
                          • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 12:28
                            wont2 napisał:

                            > Moja pierwsza milosc pochodzila z Saarbrucken (taka piosenkarka Sandra). Ale z
                            > Kielc moze bedzie pochodzic ostatnia? :P

                            Z Kielc pochodzi Liroy ale go tam nikt nie lubi, to wie kazdy glupi ;)
                            www.youtube.com/watch?v=VB3GzmC_9rI
                            • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 20:06

                              >Z Kielc pochodzi Liroy ale go tam nikt nie lubi, to wie kazdy glupi ;)<

                              No co Ty nie powiesz? ;)Widzisz, z Kielc, a teraz posłuje i kto mu podskoczy? Facet ma głowę na karku, wyczuwa doskonale skąd wieją pomyślne wiatry ;)
                • kynane Re: Kto się boi leniwych kobiet? 21.01.16, 11:08
                  wont2 napisał:
                  > Zeby rozruszac dyskusje, ktora jakos ostatnio ostygla i pouprawiac troche trollingu i hejterstwa, proponuje podawac miasta ktore sa "ze lerst", czyli po naszemu - najbardziej chujowe on erf.

                  Moje typy - niekwestionowany numer 1 - Poznan. Wyjasniac chyba nie musze, wszyscy wiedza o co chodzi. Numer 2 - Lodz. Tyle, ze Lodz jest ze molst brzydka i chujowa, ale lodzianie, w przeciwienstwie do poznaniakow, sa bardzo kul i spox.

                  Poznań nie jest najgorszy, bo poniemiecki, a ja lubię poniemieckie miasta... Miasto "Uć" faktycznie brzydkie, ale ratują je ludzie...
                  Częstochowa jest straszna. Fuj.
                  • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 21.01.16, 11:22
                    Poniemiecki Poznan, tego jeszcze w swojej krytyce tego miasta nie uzywalem :)

                    youtu.be/nCgXGdHuaGI?t=9s
                    PS. Probujesz przebic mnie w trollowaniu? ;)
                    • kynane Re: Kto się boi leniwych kobiet? 21.01.16, 13:10
                      wont2 napisał:

                      > Poniemiecki Poznan, tego jeszcze w swojej krytyce tego miasta nie uzywalem :)
                      >
                      > youtu.be/nCgXGdHuaGI?t=9s
                      > PS. Probujesz przebic mnie w trollowaniu? ;)
                      Dotrzymuję Ci towarzystwa :P
        • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 14:27
          wont2 napisał:

          . Idealnym kandydatem dla kur
          > y domowej :(

          Tu Cie boli, ze niezalezne Cie nie chca, bo pewnie mierza wyzej, a Ty na polce (grzedzie, hehe) z kurami siedzisz.
        • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 14:28
          >Co tu duzo mowic, jestem wylinialym kocurem z tepymi pazurami. Idealnym kandydatem dla kury domowej :(<

          A jednak..wyszło szydło z worka, z tępymi pazurami, a miziania mu się zachciewa.No weź, bez manicure to się nawet nie wychylaj ;)
          • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 15:04
            ninek04 napisała:

            > A jednak..wyszło szydło z worka, z tępymi pazurami, a miziania mu się zachciewa
            > .No weź, bez manicure to się nawet nie wychylaj ;)
            ----------
            Spokololo, do wiosny odrosna. A ty co taka niecierpliwa? Masz juz bilet na 21 marca do Wawki? Na Pierdolino? ;)
            • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 15:56
              >---------
              Spokololo, do wiosny odrosna. A ty co taka niecierpliwa? Masz juz bilet na 21 marca do Wawki? Na Pierdolino? ;)<

              Słuchaj, Pierdolino to jeździ z częstotliwością co godzinę mniej więcej w wiadomym kierunku, więc z rezerwacją nie będzie problemów. Ale chcę Ci powiedzieć, że Cracow by night nie jest porównywalny z niczym, ta Twoja Wawka to się może przy nim schować, więc przemyśl to jeszcze :)
              • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 16:09
                ninek04 napisała:

                > Słuchaj, Pierdolino to jeździ z częstotliwością co godzinę mniej więcej w wiado
                > mym kierunku, więc z rezerwacją nie będzie problemów. Ale chcę Ci powiedzieć, ż
                > e Cracow by night nie jest porównywalny z niczym, ta Twoja Wawka to się może p
                > rzy nim schować, więc przemyśl to jeszcze :)
                ---------
                Wiem, bylem kiedys w Krakowie. Ladnie tam u was, ale bys miala okazje sie wyrwac z tego krakowskiego smogu i pooddychac swiezym warszawskim powietrzem. Poza tym Warsaw by night tez jest good:
                m.youtube.com/watch?v=uuatDhMvktg
                A zreszta, mozemy sie spotkac w polowie drogi, gdzies kolo Kielc. Jakbysmy porzadzili tak z weekend w hotelu, to moze zamiast "pizdzi jak w kieleckiem" zaczeliby mowic "rucha jak w kieleckiem"? Kto wie?
                • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 19.01.16, 16:34
                  wont 2 napisał
                  >Poza tym Warsaw by night tez jest good:
                  m.youtube.com/watch?v=uuatDhMvktg
                  A zreszta, mozemy sie spotkac w polowie drogi, gdzies kolo Kielc. Jakbysmy porzadzili tak z weekend w hotelu, to moze zamiast "pizdzi jak w kieleckiem" zaczeliby mowic "rucha jak w kieleckiem"? Kto wie?<

                  O tak, very good jest ta Warsaw, szczególnie by night,a jaka pokorna w dodatku. A Kieleckie,mimo, że takie cudne, to no,no,i jeszcze raz no! Nie po to wyrwałam się ze Scyzorykowa iks lat temu, żeby tam wracać, nawet za cenę niebiańskiego ruchania ;)
    • urquhart Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 08:31
      that.bitch.is.sick napisała:

      > Trochę mnie zirytowała kolejna próba hejtu na kobietę "pracującą w domu" - to o
      > kreślenie używane przez zastraszoną grupę kobiet bojącą się oskarżeń o lenistwo
      > , podczas gdy statystyczny chłop nie kryje że jego jedynym życiowym marzeniem(...)
      > domu. O co wam ludzie gula rośnie i ocieka jadem gdy ktoś się tak z mężczyzną
      > umówi?

      Zastanawiałem się nad opdpowiedzią dlaczego, bo sam paradoks który poruszyłaś wyśmiewa przecież często Szlendak że feminizm postuluje niby wolność wyboru dla kobiet ale akceptuje określony jednocześnie jedynie słuszny wybór a bycie kurą domową traktuje jako zdradę ideałów i rzekome podporządkowanie się patriarchalnej opresji :)

      Natomiast emocjonalnie nie ideowo chodzi raczej ową umowę kobiety z mężczyzną, szczegóły, bo seks w związku jest wtedy integralną określoną częścią tej umowy i wzajemnej zależności. Do czego przyznanie się staje kością w gardle.

      • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 09:32
        urquhart napisał:
        > Natomiast emocjonalnie nie ideowo chodzi raczej ową umowę kobiety z mężczyzną,
        > szczegóły, bo seks w związku jest wtedy integralną określoną częścią tej umowy i wzajemnej zależności. Do czego przyznanie się staje kością w gardle.
        ==================================================
        Seks w związku jest zawsze integralną częścią umowy. Nie ma seksu - kończy się związek.
        Jeśli chodzi o kość w gardle to może kością jest, że to kobieta oddaje się facetowi, a nie odwrotnie.
        >
      • zyg_zyg_zyg Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 09:36
        > Natomiast emocjonalnie nie ideowo chodzi raczej ową umowę kobiety z mężczyzną,
        > szczegóły, bo seks w związku jest wtedy integralną określoną częścią tej umowy
        > i wzajemnej zależności. Do czego przyznanie się staje kością w gardle.

        Znaczy, że jak kobieta chodzi do pracy i zarabia, to już nie musi dawać dupy mężowi?
        • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 09:46
          zyg_zyg_zyg napisała:

          > Znaczy, że jak kobieta chodzi do pracy i zarabia, to już nie musi dawać dupy mę
          > żowi?
          ---------
          Znaczy, ze wtedy daje bo chce a nie bo musi :)

          To tak jakby porownywac panszczyznianego chlopa zapierdalajacego w znoju i gnoju z milosniczka florystyki, ktora w przydomowym ogrodku hoduje tulipany :)
          • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 10:01
            True. Dlatego malzenstwo to chyba jeden z najmniej ekscytujacych sposobow realizowania swoich potrzeb i fantazji seksualnych.
            • zyg_zyg_zyg Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 10:08
              > True. Dlatego malzenstwo to chyba jeden z najmniej ekscytujacych sposobow reali
              > zowania swoich potrzeb i fantazji seksualnych.

              No to zależy. Jak marzy Ci się seksualna niewolnica, to wystarczy zacząć zarabiać tyle, żeby jedna pensja wystarczyła na utrzymanie rodziny, namówić żonę, żeby została w domu dla dobra dzieci. I jedziesz :-)
              • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 12:10
                zyg_zyg_zyg napisała:


                > No to zależy. Jak marzy Ci się seksualna niewolnica, to wystarczy zacząć zarabiać tyle, żeby jedna pensja wystarczyła na utrzymanie rodziny, namówić żonę, żeby została w domu dla dobra dzieci. I jedziesz :-)
                --------------------------------------------------------------------------------------
                Myślisz, że lepiej być seksualną niewolnicą, czy nie mieć seksu w ogóle?
                • mabelle2000 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 12:36
                  marek.zak1 napisał:

                  > Myślisz, że lepiej być seksualną niewolnicą, czy nie mieć seksu w ogóle?

                  To zalezy co rozumiesz pod slowem "seks". Bo jesli ma to byc udostepnienie swojego ciala bez pozadania i checi, tudziec z litosci, albo pod presja, to lepiej nie miec seksu w ogole. Czesc ludzi zadowola sie fiutem i cipa oderwana od cial, ktore do tych organow sa przyporzadkowane. I to jest ok, tylko musza brac pod uwage, ze inni moga miec inaczej i z definicji ten seks co innego u nich znaczy.
                  • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 12:49
                    Mabelle, a jakimi pobudkami Twoim zdaniem kieruja sie ludzie pielegnujacy swoj promiskuityzm na portalach randkowych, ruchajacy sie na grupen seksach, sesjach bdsm, bawiacy sie w swing i cuckolding , pieprzacy w one night standach po dyskotece... cipa czy fiut oderwana od ciala kontra big love, zwiazek cial i dusz... fajnie tak spolaryzowac sprawe, ale rzeczywistosc jest zwykle gdzies po srodku. Ludzie uprawiaja seks z mnogich pobudek i nie zawsze potrzebna jest przemoc samca nad samica albo z drugiej strony przejmujacy zwiazek duchowy dwojga ludzi. Jesli mam byc szczery to mnostwo razy widzialem akcje gdzie babka dala facetowi, bo ona miala ochote na seks a on byl w tym momencie chetny i pod reka. W XXI wieku seks nie jest jakas wielka sprawa, mnostwo ludzi traktuje rzecz rozrywkowo. To jest przyjemne kurde. I moim zdaniem jest to cos co jednak lepiej miec niz nie miec, bo nie miec przez dluzszy czas to malo ciekawa perspektywa.
                    • mabelle2000 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 12:57
                      sabat777 napisał:

                      > Mabelle, a jakimi pobudkami Twoim zdaniem kieruja sie ludzie pielegnujacy swoj
                      > promiskuityzm na portalach randkowych, ruchajacy sie na grupen seksach, sesjach
                      > bdsm, bawiacy sie w swing i cuckolding , pieprzacy w one night standach po dys
                      > kotece... cipa czy fiut oderwana od ciala kontra big love, zwiazek cial i dusz.

                      Przeciez napisalam, ze jest ok, wiec czego sie czepiasz ? :-) Skoro ludzie, jak twierdzisz, z roznych powodow uprawiaja seks ( tu sie calkowicie zgadzamy), to chyba logiczne, ze mozna trafic na kogos, kto akurat kieruje sie innymi pobudkami, czego tu nie rozumiesz ? Sek w tym, zeby nie oklamywac samego siebie i przy okazji tej drugiej osoby i nie wciskac kitu jesli w rzeczywistosci oczekuje sie czegos zupelnie innego.
                      • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 13:17
                        Wiesz, co do wciskania kitu to babki sa co najmniej tak samo dobre jak faceci. Wiekszosc musi przemielic wszystko przez jakies emocjonalne mlyny, sytuacje samej sobie jakos quasi-zwiazkowo przedstawic, a w gruncie rzeczy chodzi im tak samo jak facetom, o zaspokajanie popedu z wystarczajaco atrakcyjnym parterem.
                        • mabelle2000 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 13:31
                          sabat777 napisał:

                          > Wiesz, co do wciskania kitu to babki sa co najmniej tak samo dobre jak faceci.

                          A u was murzynow bija.

                          > Wiekszosc musi przemielic wszystko przez jakies emocjonalne mlyny, sytuacje sam
                          > ej sobie jakos quasi-zwiazkowo przedstawic, a w gruncie rzeczy chodzi im tak sa
                          > mo jak facetom, o zaspokajanie popedu z wystarczajaco atrakcyjnym parterem.

                          Nie wiem jak jest z wiekszoscia. Zauwazylam natomiast, ze dopoki samemu sobie nie odpowie sie na pytanie czego sie chce w seksie, czego sie od seksu oczekuje, to w tej materii satysfakcji sie nie osiagnie. Jesli ktos mimo tego woli sciemie, to jest to jego wolny wybor.

                          • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 13:36
                            mabelle2000 napisała:

                            > Nie wiem jak jest z wiekszoscia. Zauwazylam natomiast, ze dopoki samemu sobie n
                            > ie odpowie sie na pytanie czego sie chce w seksie, czego sie od seksu oczekuje,
                            > to w tej materii satysfakcji sie nie osiagnie. Jesli ktos mimo tego woli scie
                            > mie, to jest to jego wolny wybor.

                            Masz rację. Każdy powinien przede wszystkim sobie zadać to pytanie. Ja już sobie odpowiedziałem - nie potrzebuję miłości do seksu, to akurat było dla mnie jasne od dawna. Teraz się zastanawiam nad pożądaniem. Moja żona mnie nie pożąda i nie wiem czy to nie jest przyczyną, dla której seks z nią odbieram jako mało fajny. Trudno mi powiedzieć. W każdym razie ostentacyjna niechęć ze strony kobiety by mnie wychładzała z całą pewnością.
                        • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 20:35
                          sabat777napisal
                          >w gruncie rzeczy chodzi im tak samo jak facetom, o zaspokajanie popedu z wystarczajaco atrakcyjnym parterem.<

                          No przecież, że tak, w końcu dlaczego miałoby im o to nie chodzić? Bo to im nie wystarczy do szczęścia -ależ skąd, jak najbardziej może wystarczyć,dlaczegóżby nie? ;)
                  • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 12:56
                    mabelle2000 napisała:

                    > marek.zak1 napisał:
                    >
                    > > Myślisz, że lepiej być seksualną niewolnicą, czy nie mieć seksu w ogóle?
                    >
                    > To zalezy co rozumiesz pod slowem "seks". Bo jesli ma to byc udostepnienie swojego ciala bez pozadania i checi, tudziec z litosci, albo pod presja, to lepiej nie miec seksu w ogole.
                    ---------------------------------------------------------------------------------------------------
                    Przed chwilą napisałaś, że forum nauczyło cię, że jak w związku nie ma seksu, to trzeba spierdalać. Wcześniej, że jak Sabat będzie więcej zarabiać i namówi żonę, żeby zajęła się dziećmi, to będzie miał seksualna niewolnicę. Czy więc pieniądze potrafią wyzwolić pożądanie i chęć?
                    • mabelle2000 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 13:00
                      marek.zak1 napisał:

                      > Przed chwilą napisałaś, że forum nauczyło cię, że jak w związku nie ma seksu, t
                      > o trzeba spierdalać. Wcześniej, że jak Sabat będzie więcej zarabiać i namówi żo
                      > nę, żeby zajęła się dziećmi, to będzie miał seksualna niewolnicę. Czy więc pien
                      > iądze potrafią wyzwolić pożądanie i chęć?

                      Marek, czy Ty cos piles dzisiaj ? :-)
                      • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 13:18
                        mabelle2000 napisała:

                        > marek.zak1 napisał:
                        >
                        > > Przed chwilą napisałaś, że forum nauczyło cię, że jak w związku nie ma seksu, to trzeba spierdalać. Wcześniej, że jak Sabat będzie więcej zarabiać i namwi żonę, żeby zajęła się dziećmi, to będzie miał seksualna niewolnicę. Czy wię pieniądze potrafią wyzwolić pożądanie i chęć?
                        ------------------------------>
                        > Marek, czy Ty cos piles dzisiaj ? :-)
                        ----------------------------------
                        Nie, ale wracamy do ulubionego tematu: seks i kasa. Zyg sugeruje, że małżeństwo, w którym kobieta nie zarabia pieniędzy, to już prawie ekonomiczne niewolnictwo. Post wcześniej, że najgorszy jest brak seksu, a seks to tylko z chęci i pożądania. Ostatnio, że niewolnictwo to jednak nie w małżeństwie, tylko gwałcenie dziewczynek. Pogubiłem się. Za dużo faktów.
                        .
                        • zyg_zyg_zyg Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 14:02
                          > Pogubiłem się. Za dużo faktów.

                          Nie za dużo faktów, tylko pieprzy Ci się wszystko, Maruś.

                          > Zyg sugeruje, że małżeństwo
                          > , w którym kobieta nie zarabia pieniędzy, to już prawie ekonomiczne niewolnictwo.

                          Nie Zyg, tylko Urqu. Nie ekonomiczne, tylko seksualne. A poza tym nie odróżniasz ironicznego podszczypywania od prezentacji poglądów. Nie mam nic do zgodnego układu, w którym kobieta dba o dom, a mężczyzna na to zarabia. Urqu napisał, że w takim przypadku kobieta jest seksualnie zależna od męża, a ja z tego zażartowałam w poście do Sabata.

                          Post wcześniej, że najgorszy jest brak seksu, a seks to tylko z chęci i poż
                          > ądania.

                          Rozmówczynie Ci się mylą, Maruś. Mabelle, nie ja, pisała o pożądaniu i chęci. A to, że brak seksu jest najgorszy, to już nie wiem u kogo wyczytałeś.

                          >Ostatnio, że niewolnictwo to jednak nie w małżeństwie, tylko gwałcenie
                          > dziewczynek.

                          Nic takiego nie twierdzę, bo w małżeństwie na pewnie też może być. Sens wypowiedzi, którego nie załapałeś, był taki, że niewolnictwo seksualne to zło i gówno funkcjonujące w rzeczywistości, a nie fajna rozrywka istniejąca tylko w czytadłach dla dorosłych i w pornosach o Kaliguli.
                          • urquhart Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 21:04
                            > Nie Zyg, tylko Urqu. Nie ekonomiczne, tylko seksualne. A poza tym nie odróżnias
                            > z ironicznego podszczypywania od prezentacji poglądów. Nie mam nic do zgodnego
                            > układu, w którym kobieta dba o dom, a mężczyzna na to zarabia. Urqu napisał, że
                            > w takim przypadku kobieta jest seksualnie zależna od męża, a ja z tego zażarto
                            > wałam w poście do Sabata.

                            W idealnym świecie Zyg kobieta docenia utrzymywanie jej i rodziny przez męża, ma on jej uznanie które okazuje czułością, a facet przez staranie się o utrzymanie rodzinę pokazuje zaangażowanie i adoruje żonę w która inwestuje. To wcale nie seksualne niewolnictwo. To sprawdza sie w plemnionach pierwotnych, gdzie ojcostwo nie wiąże sie z genami ale z zaagazowaniem, żywcem z cytatu Starowicza "Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć."

                            Wiem to trochę jak z podejściem idealnym że w pracy robisz to co cię pasjonuje, interesuje dowartościowuje i jeszcze ci za to płacą. Może ja mam takie szczęście ale jestem realistą że większość robi bo ma taka umowę z pracodawcą: coś czego nie lubi i niewiele ich interesuje po to żeby zapłacić rachunki i zrealizować inne swoje życiowe potrzeby dzięki zapłacie.
                            • zyg_zyg_zyg Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 21:36
                              > W idealnym świecie Zyg kobieta docenia utrzymywanie jej i rodziny przez męża, m
                              > a on jej uznanie które okazuje czułością, a facet przez staranie się o utrzyman
                              > ie rodzinę pokazuje zaangażowanie i adoruje żonę w która inwestuje. To wcale ni
                              > e seksualne niewolnictwo.

                              Tak, ale to z deka inna sytuacja niż ta, którą - wydaje mi się - opisywałeś wcześniej:

                              >Natomiast emocjonalnie nie ideowo chodzi raczej ową umowę kobiety z mężczyzną, >szczegóły, bo seks w związku jest wtedy integralną określoną częścią tej umowy i >wzajemnej zależności.

                              Napisałeś "wtedy", więc rozumiem, że to jest sytuacja jakościowo inna od tej, gdy oboje zarabiają na rodzinę. Ta zależność widzi mi się jako podległość i podporządkowanie. Jako osławiona wymiana seksu za dobra w sensie dosłownym i według schematu "płacę - wymagam". Coś w stylu: on jej da pieniądze, więc ona mu da dupy. Ona mu nie da dupy, więc on jej nie da pieniędzy.
                              • urquhart Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 16:06
                                zyg_zyg_zyg napisała:
                                > Napisałeś "wtedy", więc rozumiem, że to jest sytuacja jakościowo inna od tej, g
                                > dy oboje zarabiają na rodzinę. Ta zależność widzi mi się jako podległość i podp
                                > orządkowanie. Jako osławiona wymiana seksu za dobra w sensie dosłownym i wedłu
                                > g schematu "płacę - wymagam". Coś w stylu: on jej da pieniądze, więc ona mu da
                                > dupy. Ona mu nie da dupy, więc on jej nie da pieniędzy

                                Zyg od początku. Pytaniem przewodnim Tbis było skąd tyle jadu kobiet na kobiety na utrzymaniu mężczyzn bo sie tak z nimi umówiły.
                                No to jestem przekonany że emocjonalnie wywołuje takie emocje bo to polaryzacja która obnaża że seks jest podstawowym punktem tej umowy :)
                                Czyli jak Wojciske przekonuj na biologicznym poziomie umowa: seks za męskie zaangazowanie. Ze jest pewna podstawowa nierówność oczekiwań co do tego co gratygikuje i deficyt zaangazowania u mężczyzn i seksu u kobiet. w którym feministyczny postulat przestawiany tu przez Mabelle w "seks za seks" czy roszczeniowe podejście co do meskiego zaangażowania nie ma sensu.
                                Że to co te feminiastyczne aktywistystki z dłuższym palcem serdecznym przedstawiają jako patrialchalny ucisk: czas z dzieckiem i aktywności gniazda jest wybirane jako coś co zaspokokaja kobiece potrzeby :)
                                • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 16:39
                                  urquhart napisał:

                                  > Zyg od początku. Pytaniem przewodnim Tbis było skąd tyle jadu kobiet na kobiety na utrzymaniu mężczyzn bo sie tak z nimi umówiły.
                                  ---------------------------------------------------------------------------------------------
                                  Skąd tyle jadu? To proste, bo w ten sposób, czyli twierdząc, że kobieta nie pracująca zawodowo jest od męża zależna, a w istocie to taka prawie prostytutka. On zarabia, ona płaci seksem. Tak więc skoro ona to prawie prostytutka, to ja jestem od niej o kilka wielkości lepsza.
                                  =========================================================

                                  > Że to co te feminiastyczne aktywistystki z dłuższym palcem serdecznym przedstawiają jako patrialchalny ucisk: czas z dzieckiem i aktywności gniazda jest wybirane jako coś co zaspokokaja kobiece potrzeby :).
                                  ===================================================
                                  A wiec kobiety nie pracujące są nie tylko leniwe, ale jeszcze uciskane. Nie cieszą się wolnością, związaną z zarabianiem kasy.
                                  Zaraz idę do Biedronki. Tam pracują same kobiety. Zaraz zobaczę wyraz szczęścia na ich twarzy, z wolności i pracy w sobotę wieczorem. Jutro też będą pracować, bo stawka X 2
                                  • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 17:10
                                    marek.żak 1napisal
                                    >Skąd tyle jadu? To proste, bo w ten sposób, czyli twierdząc, że kobieta nie pracująca zawodowo jest od męża zależna, a w istocie to taka prawie prostytutka. On zarabia, ona płaci seksem. Tak więc skoro ona to prawie prostytutka, to ja jestem od niej o kilka wielkości lepsza.<

                                    To w ogóle nie o to chodzi,czyli o żadne wartościowanie się w stosunku do tych, które nie pracują.To zależy od wewnętrznej potrzeby człowieka, nie tylko kobiety -ten brak pracy, siedzenie w domu, nawet jeśli teoretycznie tego czasu jest więcej, jest strasznie ograniczające. Nawet jeśli czeka się z utęsknieniem na urlop, czy jakieś wolne dni, to perspektywa 365 dni bez pójścia do pracy jest niewyobrażalna i strasznie nudna.
                                    • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 17:30
                                      ninek04 napisała:

                                      > marek.żak 1napisal
                                      > >Skąd tyle jadu? To proste, bo w ten sposób, czyli twierdząc, że kobieta nie pracująca zawodowo jest od męża zależna, a w istocie to taka prawie prostytutka. On zarabia, ona płaci seksem. Tak więc skoro ona to prawie prostytutka, to ja jestem od niej o kilka wielkości lepsza.<
                                      >
                                      > To w ogóle nie o to chodzi,czyli o żadne wartościowanie się w stosunku do tych,
                                      > które nie pracują.To zależy od wewnętrznej potrzeby człowieka, nie tylko kobiety -ten brak pracy, siedzenie w domu, nawet jeśli teoretycznie tego czasu jest więcej, jest strasznie ograniczające.
                                      ===============================================
                                      No tak, a wiec kobiety pracujące w domu są jeszcze ograniczone. Skoro praca w domu to ,,siedzenie" to wszystko jasne. Leniwe i ograniczone to kobiety, nie to, co my - elita.
                                      • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 18:26
                                        >No tak, a wiec kobiety pracujące w domu są jeszcze ograniczone. Skoro praca w domu to ,,siedzenie" to wszystko jasne. Leniwe i ograniczone to kobiety, nie to, co my - elita.<

                                        He,he, pracująca elita? Weź przestań z tą elitą. Jedne lubią siedzieć w domu bez przerwy,oczywiście wykonując dużo pracy przy tym, a drugim to nie wystarcza, bo by ich kurwica zjadła, więc nie ma co się indyczyć, które są lepsze, czy gorsze. Każdy decyduje o sobie i tego trzeba się trzymać.
                                  • zyg_zyg_zyg Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 18:07
                                    Dalej nie rozumiesz, Maruś. Może to Ci coś rozjaśni:

                                    marek.zak1 napisał:
                                    > kobieta nie pracująca zawodowo jest od męża zależna, a w istocie to taka prawie prostytutka. On zarabia, ona płaci seksem.
                                    >kobiety nie pracujące są nie tylko leniwe, ale jeszcze uciskane. Nie cieszą się wolnością, związaną z zarabianiem kasy.
                                    >kobiety pracujące w domu są jeszcze ograniczone. (...) Leniwe i ograniczone

                                    Naśladując Twoją reakcję na moje wypowiedzi powinnam Cie teraz zapytać: skąd w Tobie tyle pogardy dla kobiet niepracujących?
                                    • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 18:27
                                      zyg_zyg_zyg napisała:

                                      > Dalej nie rozumiesz, Maruś. Może to Ci coś rozjaśni:
                                      >
                                      > marek.zak1 napisał:
                                      > > kobieta nie pracująca zawodowo jest od męża zależna, a w istocie to taka prawie prostytutka. On zarabia, ona płaci seksem. >kobiety nie pracujące są nie tylko leniwe, ale jeszcze uciskane. Nie cieszą się wolnością, związaną z zarabianiem kasy. Kobiety pracujące w domu są jeszcze ograniczone. (...) Leniwe i ograniczon
                                      > e
                                      >
                                      > Naśladując Twoją reakcję na moje wypowiedzi powinnam Cie teraz zapytać: skąd w Tobie tyle pogardy dla kobiet niepracujących?
                                      =========================================
                                      To nie są moje opinie, tylko tłumaczę, skąd bierze się pogarda dla kobiet niepracujących u tych, które pracują. Chcą czuć się lepsze.
                                      • zyg_zyg_zyg Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 18:35
                                        > To nie są moje opinie

                                        Ciepło, ciepło...
                                      • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 18:39
                                        marek.zak1 napisał: > To nie są moje opinie, tylko tłumaczę, skąd bierze się pogarda dla kobiet niepr
                                        > acujących u tych, które pracują. Chcą czuć się lepsze.

                                        Po "zazdroszczą", to ma numer jeden. Są inne. Tylko tyle i aż tyle. Inność, nie wyższość.
                                • zyg_zyg_zyg Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 18:46
                                  > No to jestem przekonany że emocjonalnie wywołuje takie emocje bo to polaryzacja
                                  > która obnaża że seks jest podstawowym punktem tej umowy :)
                                  > Czyli jak Wojciske przekonuj na biologicznym poziomie umowa: seks za męskie zaa
                                  > ngazowanie. Ze jest pewna podstawowa nierówność oczekiwań co do tego co gratygi
                                  > kuje i deficyt zaangazowania u mężczyzn i seksu u kobiet. w którym feministyczn
                                  > y postulat przestawiany tu przez Mabelle w "seks za seks" czy roszczeniowe pode
                                  > jście co do meskiego zaangażowania nie ma sensu.

                                  Ja dalej nie rozumiem, dlaczego Twoim zdaniem seks jest podstawowym punktem tej umowy. Gdybym przestała pracować, to wymiana "seks za seks", która według mnie istnieje między mną a mężem, automatycznie stałaby się wymianą "seks za dobra"? Bo mnie się wydaje, że kobiety płacą inną walutą za to, że dom jest na utrzymaniu mężczyzny. Że ta waluta to bardziej: chata wysprzątana na wysoki połysk, zaopiekowane dzieci i przejęty w całości pierdolnik organizacyjny związany z nimi, trzydaniowe obiadki, czyste gacie w szufladzie, wyprasowane koszule w szafie, umawianie wizyt do lekarza, szykowne przyjęcia dla kolegów z pracy i niech będzie: podziw i wdzięczność dla jedynego żywiciela rodziny. Itp. A nie po prostu dawanie dupy.
                            • mabelle2000 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:04
                              urquhart napisał:

                              > żywcem z cytatu Starowicza "Gd
                              > yby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeński
                              > ego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wiel
                              > u kryzysów można by uniknąć."

                              Pan Lew popelnil w tym cytacie klasyczne maslo maslane. Adoracja to zachwyt, PODZIW i UZNANIE. Chlapnal wiec jezorem, bo do slownika nie zajrzal i wyszlo, ze ona i on pragna tego samego.
                    • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 13:36
                      marek.zak1 napisał:

                      Czy więc pien
                      > iądze potrafią wyzwolić pożądanie i chęć?

                      Odpowiem za siebie: TAK. Mnie pieniadz podnieca, jest fetyszem. I zauwazylam, ze nie podniecaja mnie prezenty tylko dysponowanie pieniedzmi przez kochanka, w tym rowniez szastanie. Natomiast to nie ma nic wspolnego z wiazaniem sie w sposob trwaly (czyli to walkowalne przez Sid dupa za zwiazek) ani z niewolnictwem seksualnym. Bo ja dzieki obecnosci pieniadza jestem bardziej podniecona, a nie bardziej oddana, kochajaca i mila.
                      • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 13:42
                        hello-kitty2 napisała:

                        > Odpowiem za siebie: TAK. Mnie pieniadz podnieca, jest fetyszem. I zauwazylam, z
                        > e nie podniecaja mnie prezenty tylko dysponowanie pieniedzmi przez kochanka, w
                        > tym rowniez szastanie. Natomiast to nie ma nic wspolnego z wiazaniem sie w spos
                        > ob trwaly (czyli to walkowalne przez Sid dupa za zwiazek) ani z niewolnictwem s
                        > eksualnym. Bo ja dzieki obecnosci pieniadza jestem bardziej podniecona, a nie b
                        > ardziej oddana, kochajaca i mila.

                        No bo pieniądz to władza i pozycja. Gdyby robił Ci prezenty, to by się płaszczył i okazywał słabość. A szastając i dysponując okazuje moc. Ciebie podnieca siła.
                        Byłabyś moim zdaniem idealną żoną mafioza :D
                      • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 15:33
                        hello-kitty2 napisała:

                        > marek.zak1 napisał:
                        >
                        > Czy więc pieniądze potrafią wyzwolić pożądanie i chęć?
                        >
                        > Odpowiem za siebie: TAK. Mnie pieniadz podnieca, jest fetyszem. I zauwazylam, ze nie podniecaja mnie prezenty tylko dysponowanie pieniedzmi przez kochanka,
                        -----------------------------------------------------------------

                        Nie jesteś jedyna w tym względzie. babki wyczuwają kasę na koncie nawet bez wglądu w saldo :)
                        • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 15:54
                          marek.zak1 napisał:

                          > Nie jesteś jedyna w tym względzie. babki wyczuwają kasę na koncie nawet bez wgl
                          > ądu w saldo :)

                          Dupa tam, pewność siebie wyczuwają, a ta towarzyszy gościom z kasą, bo wyobrażają sobie Bóg wie co. Gostek tak ostro gra, że laski myślą sobie - wow, on musi mieć jakiegoś asa w rękawie. Demoniczna pewność siebie i psychologia obfitości - to wystarczy.
                          Poza tym bardziej byłbym dumny z takiej sylwety:
                          4.bp.blogspot.com/_97IMWP13dII/TC15yPM427I/AAAAAAAAAQI/OHH1tS6YJAA/s1600/eightpack.jpg
                          niż z jakichś groszy na koncie, które dostałbym za lizanie dupy szefowi w korpo albo wydarł jakimś wałkiem. Sorry Marek, ale budowanie męskiej atrakcyjności na pliku banknotów uważam za tak uwłaczające, że wolałbym chyba po prostu iść na kurwy niż machać lasce przed oczami mamoną, ze świadomością, że bez tego jestem dla niej nikim. Żałosne to jest.
                          • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 18:01
                            sabat777 napisał:


                            > Dupa tam, pewność siebie wyczuwają, a ta towarzyszy gościom z kasą, bo wyobrażają sobie Bóg wie co. Gostek tak ostro gra, że laski myślą sobie - wow, on musimieć jakiegoś asa w rękawie. Demoniczna pewność siebie i psychologia obfitości to wystarczy.
                            > Poza tym bardziej byłbym dumny z takiej sylwety niż z jakichś groszy na koncie, które dostałbym za lizanie dupy szefowi w korpo albo wydarł jakimś wałkiem. Sorry Marek, ale budowanie męskiej atrakcyjności na pliku banknotów uważam za tak uwłaczające, że wolałbym chyba po prostu iść na kurwy niż machać lasce przed oczami mamoną, ze świadomością, że bez tego jestem dla niej nikim. Żałosne to jest.
                            ==========================================
                            A to nie jest forumowa mądrość, że atrakcyjność to look, money, status?

                          • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 19:39
                            sabat777 napisał:

                            Sorry Marek, ale budowanie męskiej atrakcyjności n
                            > a pliku banknotów uważam za tak uwłaczające, że wolałbym chyba po prostu iść na
                            > kurwy niż machać lasce przed oczami mamoną, ze świadomością, że bez tego jeste
                            > m dla niej nikim. Żałosne to jest.

                            Uwlaczajace/zalosne. Buntujesz sie przeciwko rzeczywistosci jak Wont czy jak ja przeciwko presji urody. Sylwete nie zaszkodzi zrobic, a rzeczywistosc zaakceptowac, wiem, niestety. Tyle, ze to nie jest wszystko takie oddzielne jak przedstawiasz. Pamietasz ten film Kochanek, o mlodej biednej kochance bogatego Chinczyka? Ona go kochala takiego, jakim byl czyli z pieniedzmi i ze wszystkimi konsekwencjami, jakie z tego wynikaly.
                            • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 20:08
                              Kurde, Kitty, nie zaprzeczam rzeczywistosci, tylko kreuje wlasna. Taka jaka jest dla mnie lepsza i ktora pozwala mi lepiej funkcjonowac. Moge sie zadreczac tym, ze babki leca na forse, ktorej nigdy nie bede mial, albo olac sprawe i stworzyc taki punkt widzenia, ktory pozwoli mi zobaczyc szklanke do polowy pelna.
                              • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 21:08
                                sabat777 napisał:

                                > Kurde, Kitty, nie zaprzeczam rzeczywistosci, tylko kreuje wlasna. Taka jaka jes
                                > t dla mnie lepsza i ktora pozwala mi lepiej funkcjonowac. Moge sie zadreczac ty
                                > m, ze babki leca na forse, ktorej nigdy nie bede mial, albo olac sprawe i stwor
                                > zyc taki punkt widzenia, ktory pozwoli mi zobaczyc szklanke do polowy pelna.

                                Tworzenie wlasnej rzeczywistosci (zwanej tu zyczeniowa) to jest wlasnie zaprzeczanie tej, ktora istnieje ;) Ja bym na Twoim miejscu wziela sie za nia sposobem tj niech one sobie leca na forse, a ja se stukam taka, co jeszcze doplaci mi do hotelu, rozumiesz? Podejscie, ktore prezentujesz 'albo wszystko albo nic' to spalanie sie we wlasnym plomieniu.
                                • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 21:14
                                  hello-kitty2 napisała:


                                  > Tworzenie wlasnej rzeczywistosci (zwanej tu zyczeniowa) to jest wlasnie zaprzec
                                  > zanie tej, ktora istnieje ;) Ja bym na Twoim miejscu wziela sie za nia sposobem
                                  > tj niech one sobie leca na forse, a ja se stukam taka, co jeszcze doplaci mi d
                                  > o hotelu, rozumiesz? Podejscie, ktore prezentujesz 'albo wszystko albo nic' to
                                  > spalanie sie we wlasnym plomieniu.

                                  Rozumiem, jest w tym jakas logika. Trzeba szukac swojej niszy.
                              • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 21:26
                                sabat777 napisał:

                                > Kurde, Kitty, nie zaprzeczam rzeczywistosci, tylko kreuje wlasna. Taka jaka jest dla mnie lepsza i ktora pozwala mi lepiej funkcjonowac. Moge sie zadreczac tym, ze babki leca na forse, ktorej nigdy nie bede mial, albo olac sprawe i stworzyc taki punkt widzenia, ktory pozwoli mi zobaczyc szklanke do polowy pelna.
                                =====================================================
                                Sabat, Ty znowu o forsie, a to nie jest tak. Forsa jest jednym z elementów w pakiecie.
                      • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 20:49
                        hello -kitty2napisala
                        >marek.zak1 napisał:

                        Czy więc pien
                        > iądze potrafią wyzwolić pożądanie i chęć?

                        >Odpowiem za siebie: TAK. Mnie pieniadz podnieca, jest fetyszem. I zauwazylam, ze nie podniecaja mnie prezenty tylko dysponowanie pieniedzmi przez kochanka, w tym rowniez szastanie. <

                        A w życiu. Mnie raczej blokują,a ostentacyjne okazywanie wysokiego statusu materialnego i próby ugrania czegoś w ten sposób skutecznie mnie ochładzają.
                        • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 21:20
                          ninek04 napisała:

                          > A w życiu. Mnie raczej blokują,a ostentacyjne okazywanie wysokiego statusu mate
                          > rialnego i próby ugrania czegoś w ten sposób skutecznie mnie ochładzają.

                          Wow nie galopuj ;) Ja nie mowie o osobie, ktora probuje cos ugrac pieniadzem, ona musi miec do pieniadza podejscie stale, zawsze takie samo, a nie tylko w mojej obecnosci ma je zmieniac pode mnie, to raz, a dwa mnie podnieca posiadanie pieniadza, a nie szczypanie sie z kazdym groszem, a nie jakies ostentacyjne okazywanie wysokiego statusu materialnego. Nawet nie wiem co by to moglo byc i nie chce wiedziec ;)
                          • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 21:38
                            hello -kitty2 napisała
                            >a dwa mnie podnieca posiadanie pieniadza, a nie szczypanie sie z kazdym groszem, a nie jakies ostentacyjne okazywanie wysokiego statusu materialnego. <

                            A co dla Ciebie znaczy konkretnie posiadanie pieniądza i w jaki sposób przekłada się ten fakt na Twoje podniecenie i pożądanie?Że chętniej oddałabyś się takiemu facetowi? Próbuję to jakoś zrozumieć, ale nie wiem do końca, co masz na myśli, mówiąc, że pieniądz to dla Ciebie fetysz.
                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 13:16
                    mabelle2000 napisała:

                    > To zalezy co rozumiesz pod slowem "seks". Bo jesli ma to byc udostepnienie swoj
                    > ego ciala bez pozadania i checi, tudziec z litosci, albo pod presja, to lepiej
                    > nie miec seksu w ogole. Czesc ludzi zadowola sie fiutem i cipa oderwana od cial
                    > , ktore do tych organow sa przyporzadkowane. I to jest ok, tylko musza brac pod
                    > uwage, ze inni moga miec inaczej i z definicji ten seks co innego u nich znacz
                    > y.

                    Tez sie od dluzszego czasu zastanawiam nad soba w tym temacie czy do mnie wlasnie nie pasuje to stosowane tu czasem powiedzenie, ze sie masturbuje cudzym cialem? Bo mi generalnie potrzebny jest fiut. Jak jest stojacy fiut to juz jestem happy. I tez te komentarze: poprzedniego, ktory napomknal cos o poczuciu wykorzystania seksualnego, a ostatni o tym, ze przeciez ja i tak mam orgazm wystarczy sie tylko polozyc i lezec, a ja i tak mam. To tak jakby tam brakowalo jakiegos istotnego elementu, na ktory mi niewprost zwracano uwage. Aha gosc mi mowi ze moze bylo przymalo seksu oralnego, a ja na to: no jak mi nie wkladal do ust, to ja mam o jego interesy dbac, he? I tu odpowiedz ma pewnie Mabelle ale az sie boje pytac zeby mi nie wyszlo, ze jestem seksualnym pustakiem ;-) Mnie nie kreci 'dawanie', 'oddawanie sie' w seksie w ogole, mnie kreci 'przejmowanie inicjatywy' i 'wymuszanie', 'rozkazywanie' w obie strony zreszta. Jak ktos czeka, ze ja mam mu cos 'dac' to sie nie doczeka.
                    • mabelle2000 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 13:52
                      hello-kitty2 napisała:

                      > I tu odpowiedz ma pewnie Mabelle ale az sie b
                      > oje pytac zeby mi nie wyszlo, ze jestem seksualnym pustakiem ;-)

                      Kicia, ale dlaczego zaraz pustakiem ? :-) Szukasz goscia, ktory ma tak samo jak Ty i jest pelnia szczescia.

                      > . Aha gosc mi mowi ze
                      > moze bylo przymalo seksu oralnego, a ja na to: no jak mi nie wkladal do ust, to
                      > ja mam o jego interesy dbac, he?

                      Zasadniczo to chyba nie ma obowiazku dbac o interesy drugiej strony, mozna tylko o swoje, ale odpada radosc, przynajmniej dla mnie, poznawania reakcji tego z kim seks sie uprawia. Ja to lubie po prostu, lubie odkrywac miejsca i pieszczoty, o ktorych ich wlasciciel nie wie nawet, ze moga mu sprawic przyjemnosc.

                      > Mnie nie kreci
                      > 'dawanie', 'oddawanie sie' w seksie w ogole, mnie kreci 'przejmowanie inicjaty
                      > wy' i 'wymuszanie', 'rozkazywanie' w obie strony zreszta. Jak ktos czeka, ze ja
                      > mam mu cos 'dac' to sie nie doczeka.

                      Cale forum kreci sie wokol tego, ze "inni maja mi dac" :-) Ja jestem przeciwna jakby co.
                    • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 20:23
                      hello -kitty2 napisała
                      >Mnie nie kreci 'dawanie', 'oddawanie sie' w seksie w ogole, mnie kreci 'przejmowanie inicjatywy' i 'wymuszanie', 'rozkazywanie' w obie strony zreszta. Jak ktos czeka, ze ja mam mu cos 'dac' to sie nie doczeka. <

                      To ja mam odwrotnie, oddawanie się, dawanie całej siebie-to mnie kręci, jara niesamowicie ;chcę oddać mu się w całości, zaspokoić jego potrzeby od początku do końca, wtedy dopiero ja sama czuję się uskrzydlona i zaspokojona.
                • zyg_zyg_zyg Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 12:59

                  > Myślisz, że lepiej być seksualną niewolnicą, czy nie mieć seksu w ogóle?

                  Termin "niewolnictwo seksualne" obecnie nie kojarzy mi się z podniecającym fantazjowaniem, tylko z brutalną rzeczywistością. Nie z odgrywaniem ról, poniżaniem za przyzwoleniem i ku wspólnej uciesze w filmach BDSM, nie z czekaniem z napaleniem na rozkaz "na kolana!", żeby zrobić loda panu ani fantazjowaniem o pożądliwych i wyszkolonych suczkach Petroniusza. Niewolnictwo seksualne to dla mnie raczej cos w stylu gwałcenia, torturowania i sprzedawania na targu małych jazydzkich dziewczynek. Więc zdecydowanie lepszy brak seksu niż seksualne niewolnictwo.
                  • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 13:11
                    No tutaj sie zgadzamy, ale seksualna niewolnice w tym sensie to jednak malo kto by chcial...
                    • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 13:21
                      To dlaczego tyle tego jest na świecie, skoro mało kto by chciał?
                      • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 13:31
                        Podobnie jest ze zjadaczami mięsa. To ono naprawdę jest z zabitych zwierząt? ;)
                      • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 13:31
                        rekreativa napisała:

                        > To dlaczego tyle tego jest na świecie, skoro mało kto by chciał?

                        Miałem na myśli to, że mężczyźni generalnie chcą być pożądani i nie różnią się w tym wiele od kobiet. Ale faktycznie jeśli chodzi o inne kultury to nie będę się wypowiadał, bo zdaje się oboje byliśmy kiedyś zdania, że formatowanie kulturowe ma duże znaczenie. Zwróć uwagę, że w niektórych państwach kobieta jest postrzegana przez mężczyzn jako coś w rodzaju dobytku, jak bydło czy trzoda. Bydła i trzody się o zdanie nie pyta, mam rację?
                        • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 13:47
                          sabat777 napisał:

                          > Miałem na myśli to, że mężczyźni generalnie chcą być pożądani i nie różnią się
                          > w tym wiele od kobiet.

                          A ja mysle, ze to generalnie babskie podejscie, jakie Wy tu z Wontem prezentujecie. Wont to jeszcze potrzebuje zeby mu kobieta imponowala ;-) Toz to jest typowe babskie podejscie. Sorry. Babki czesto dziwia sie, ze facet idzie do burdelu i rucha dziwke, ktora udaje, ze go pragnie i ze jej dobrze zamiast brac autentyk. A ja po wysluchaniu ilus burdelowych opowiesci stwierdzam, ze nie o to facetowi chodzi. Facetowi chodzi zeby dopasc babe i sie nie posluzyc, podporzadkowac ja, wykorzystac. I zeby ona to lubila, prowokowala. A czy ona tam chce nie chce waha sie sprzedaje cos chce wzamian who cares? Moze to niepoprawne politycznie ale ja to akurat czaje. Czy Was np nie podniecaja gwalty, jak ogladacie?
                          • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 13:52
                            hello-kitty2 napisała:

                            > sabat777 napisał:
                            >
                            > > Miałem na myśli to, że mężczyźni generalnie chcą być pożądani i nie różni
                            > ą się
                            > > w tym wiele od kobiet.
                            >
                            > A ja mysle, ze to generalnie babskie podejscie, jakie Wy tu z Wontem prezentuje
                            > cie. Wont to jeszcze potrzebuje zeby mu kobieta imponowala ;-) Toz to jest typo
                            > we babskie podejscie. Sorry. Babki czesto dziwia sie, ze facet idzie do burdelu
                            > i rucha dziwke, ktora udaje, ze go pragnie i ze jej dobrze zamiast brac autent
                            > yk. A ja po wysluchaniu ilus burdelowych opowiesci stwierdzam, ze nie o to face
                            > towi chodzi. Facetowi chodzi zeby dopasc babe i sie nie posluzyc, podporzadkowa
                            > c ja, wykorzystac. I zeby ona to lubila, prowokowala. A czy ona tam chce nie ch
                            > ce waha sie sprzedaje cos chce wzamian who cares?

                            Tak raczej nie jest. Tu akurat lubią wiedzieć. Czy mają za tą chęć zapłacić, czy mają ją za darmo. Chociaż nie...wycofuję to. Niektórzy to po prostu wiedzą;)

                            Moze to niepoprawne polityczn
                            > ie ale ja to akurat czaje. Czy Was np nie podniecaja gwalty, jak ogladacie?
                          • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 14:02
                            hello-kitty2 napisała:

                            > Czy Was np nie podniecaja gwalty, jak ogladacie?

                            Nieeee! Fuj! Rzygamy na sam widok...
                            Polecam serię "Hazel anal training". Ale ostrzegam że jest bardzo mocna pozycja i babka drze się wniebogłosy :P
                          • mabelle2000 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 14:40
                            hello-kitty2 napisała:

                            > A ja po wysluchaniu ilus burdelowych opowiesci stwierdzam, ze nie o to face
                            > towi chodzi. Facetowi chodzi zeby dopasc babe i sie nie posluzyc, podporzadkowa
                            > c ja, wykorzystac. I zeby ona to lubila, prowokowala.

                            No bardzo fajnie, ze lubia i zycze im, zeby takich kobiet bylo jak najwiecej. Ona sie lasi i prowokuje, on ja dopada i rznie ostro. A po szybkiej akcji on ryczy jak zwierze ;-)

                            > Czy Was np nie podniecaja gwalty, jak ogladacie?

                            Nie, gwalty mnie akurat nie podniecaja. Gwalt zgodny z definicja, a nie zabawa w przemoc. Chyba lubie emanacje erotyzmu na tyle subtelnym poziomie, ze brutalnosc, chaos i darcie ryja bardziej osusza mi cipke niz podnieca.
                            • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 14:43
                              Mam wrazenie, ze Kitty chodzilo o inscenizacje gwaltu, bo sam gwalt jest przeciez przestepstwem.
                              • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 15:04
                                W "Nieodwracalne" też masz inscenizację gwałtu, ale to Cię chyba nie jara?
                                • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 15:16
                                  rekreativa napisała:

                                  > W "Nieodwracalne" też masz inscenizację gwałtu, ale to Cię chyba nie jara?

                                  No wlasnie, dobry przyklad (chodzi o gwalt analny jesli dobrze kojarze). A dlaczego zakladasz, ze to ma mnie nie jarac? (jesli to pytanie do mnie)
                                  • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 17:23
                                    A co konkretnie mialoby Cie w tej scenie podniecac?
                                    Bo z tego, co pamietam, bohaterka skonczyla jako krwawa miazga.
                                    • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 18:10
                                      rekreativa napisała:

                                      > A co konkretnie mialoby Cie w tej scenie podniecac?
                                      > Bo z tego, co pamietam, bohaterka skonczyla jako krwawa miazga.

                                      Przypomniala mi sie rozmowa z sea.sea na temat czy mozna powiedziec co konkretnie podnieca w konkretnej seksualnej akcji? Nie wiem/nie pamietam co konkretnie mnie podnieca w tej scenie (nie widzialam jej od kilku lat) ale pamietam, ze ta scena podniecala mnie nieziemsko i stawiam teze, ze podnieca tez wiekszosc facetow.
                                • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 16:01
                                  rekreativa napisała:

                                  > W "Nieodwracalne" też masz inscenizację gwałtu, ale to Cię chyba nie jara?

                                  Akurat tam mnie nie jara, nie wiedzieć czemu. Ale generalnie przemoc, bdsm, przewaga, dominacja, niektóre inscenizacje gwałtów - owszem, poruszają moją ciemną stronę natury. Jakiś czas temu trafiłem na porno, gdzie chłopak nalegał na seks, a dziewczyna przekonywała go że jest religijna i chce być dziewicą do ślubu. Ale że chłopak bardzo cisnął, a jej zależało na nim, to dała mu od początku do końca zerżnąć się w dupę. Jej oddanie. Strasznie mnie to nakręciło, szczególnie że filmik był wysokiej jakości a aktorka seksowna.
                                  • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 17:15
                                    Wiesz, takie sytuacje filmowe, ze ona niby sie wzbrania, a on nalega to mnie tez kreca. W kazdych ukladach, hetero i homo.
                                    Ale szczerze mowiac, gdybym sie podniecila na scenie gwaltu z filmu Nieodwracalne, to chyba bym poszla do terapeuty. Balabym sie, ze zrobie komus krzywde w realu.
                                    • mabelle2000 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 18:03
                                      rekreativa napisała:

                                      > Wiesz, takie sytuacje filmowe, ze ona niby sie wzbrania, a on nalega to mnie te
                                      > z kreca. W kazdych ukladach, hetero i homo.

                                      Mnie podnieca jak upadaja spoleczne bariery i utopijna wizja heteroseksualnego raju ;-) Scena w filmie Wasilewskiego "Plynace wiezowce" miedzy Michalem a Kuba zwilzyla mnie okrutnie.
                                      • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 18:28
                                        Tak, mnie tez zwilzyla, jak to zwykle, kiedy widze dwoch niebrzydkich facetow w sytuacji niedwuznacznej:)
                                    • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 18:17
                                      rekreativa napisała:

                                      > Ale szczerze mowiac, gdybym sie podniecila na scenie gwaltu z filmu Nieodwracal
                                      > ne, to chyba bym poszla do terapeuty. Balabym sie, ze zrobie komus krzywde w re
                                      > alu.

                                      O i mamy wartosciowanie, a seksualnosc nie ksztaltuje sie za pomoca swiatopogladu.
                                      • mabelle2000 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 18:22
                                        hello-kitty2 napisała:

                                        > O i mamy wartosciowanie, a seksualnosc nie ksztaltuje sie za pomoca swiatopogla
                                        > du.

                                        To nie jest wartosciowanie, prawdopodobnie Rekreativa potrafi rozroznic czy czlowiek posuwany w odbyt drze sie z bolu czy z rozkoszy. Zreszta nie ona jedna to odroznia ;-)
                                      • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 18:23
                                        Tak, wartosciuje. Boje sie ludzi, ktorzy fantazjuja o rozrywaniu lasce odbytu.
                                        • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 20:43
                                          rekreativa napisała:

                                          > Tak, wartosciuje. Boje sie ludzi, ktorzy fantazjuja o rozrywaniu lasce odbytu.

                                          Ja nie fantazjuje, pisze tylko, ze ta scena w filmie (!) jest dla mnie podniecajaca. Jeszcze raz: seksualnosc ksztaltuje sie odrebnie od swiatopogladu. Promujesz akceptacje dla seksualnosci gejow, a sama jestes pokurczona brakiem akceptacji dla innej seksualnosci niz Twoja. A moze masz jakas fobie np ze zostaniesz zgwalcona i stad strach, a jadnoczesnie widoczne zainteresowanie tematem gwaltow.
                                          • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 21:23
                                            Wiem, że się kształtuje seksualność na poziomie podświadomym i nie bardzo masz wpływ na to, co Cię podnieca. Jednakowoż jako kobieta i osoba nie mam obowiązku podchodzić neutralnie do każdej fantazji seksualnej, co nie?
                                            Są fantazje, które mnie obrzydzaja do porzygania, są takie, które mnie przerażają, są takie, które mnie śmieszą, a są takie, przy których ogarnia mnie zażenowanie.
                                            Nie mam też zaufania do męzczyzn, którzy fantazjują o bestialstwach. Po prostu za dużo obejrzałam filmów o seryjnych mordercach, a każdy z nich od fantazjowania zaczynał.

                                            Nie przeczę też bynajmniej, że strach w dużej części ukształtował mój seksualny gust. Ja wprost mówię, że boję się mężczyzn, tych waszych forumowych alfów i macho menów. Swego czasu miałam obsesyjny wręcz lęk, że mnie ktoś zgwałci. Potrafiłam nadłożyć drogi o godzinę, żeby nie musieć przejść jakąś odludniejszą uliczką.
                                            Stąd mnie od nastolatki ciągnęło do gejów i do niemęskich facetów.
                                            Krótko mówiąc im mniej mężczyzny w mężczyźnie, tym lepiej dla mnie.
                                            • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 21:51
                                              rekreativa napisała:

                                              > Nie przeczę też bynajmniej, że strach w dużej części ukształtował mój seksualny
                                              > gust. Ja wprost mówię, że boję się mężczyzn, tych waszych forumowych alfów i m
                                              > acho menów. Swego czasu miałam obsesyjny wręcz lęk, że mnie ktoś zgwałci. Potra
                                              > fiłam nadłożyć drogi o godzinę, żeby nie musieć przejść jakąś odludniejszą ulic
                                              > zką.
                                              > Stąd mnie od nastolatki ciągnęło do gejów i do niemęskich facetów.
                                              > Krótko mówiąc im mniej mężczyzny w mężczyźnie, tym lepiej dla mnie.

                                              Fuck, to fatalnie. To wychodzi mi, że jesteś takim jakby antywzorcem tego co generalnie podoba się kobietom w mężczyznach. Czyli to co podoba się kobietom en masse, nie podoba się Tobie i odwrotnie. No bo babki raczej grawitują do skrajnie męskich postaw, a sama piszesz, że podobają Ci się takie cioty raczej...
                                              • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 21:59
                                                sabat777 napisał:

                                                > Fuck, to fatalnie. To wychodzi mi, że jesteś takim jakby antywzorcem tego co ge
                                                > neralnie podoba się kobietom w mężczyznach. Czyli to co podoba się kobietom en
                                                > masse, nie podoba się Tobie i odwrotnie. No bo babki raczej grawitują do skrajn
                                                > ie męskich postaw, a sama piszesz, że podobają Ci się takie cioty raczej...

                                                Ale co fatalnie? Ze jest antywzorem? CZy ze zrodlo info z niej do Twojej biblioteczki zadne? ;-)
                                                Moze czegos nie zlapalam.
                                                • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:07
                                                  hello-kitty2 napisała:

                                                  > Ale co fatalnie? Ze jest antywzorem? CZy ze zrodlo info z niej do Twojej biblio
                                                  > teczki zadne? ;-)
                                                  > Moze czegos nie zlapalam.

                                                  Fatalnie dla mnie, przecież wiesz, że jestem egocentrykiem. Jeśli kojarzę proste fakty, to wychodzi że ja pedałem zalatuje i jestem niemęski w odbiorze. To trochę chujowo, co nie?
                                                  Czemu? Sposób mówienia? Zbyt złożone zdania? "Kwiecista wymowa"? Czy chodzi o poglądy?
                                                  Nie chcę być tak odbierany.
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:32
                                                    sabat777 napisał:

                                                    > Fatalnie dla mnie, przecież wiesz, że jestem egocentrykiem. Jeśli kojarzę prost
                                                    > e fakty, to wychodzi że ja pedałem zalatuje i jestem niemęski w odbiorze. To tr
                                                    > ochę chujowo, co nie?
                                                    > Czemu? Sposób mówienia? Zbyt złożone zdania? "Kwiecista wymowa"? Czy chodzi o p
                                                    > oglądy?
                                                    > Nie chcę być tak odbierany.

                                                    Przeciez ja juz dawno to mowialam, nie czytales, nie zwrociles uwagi, tylko uzywalam mniej kontrowersyjnego bardziej zmiekczonnego odnosnika, a mianowicie, ze jestes bi, a jeszcze dokladniej, ze nalezysz do ludzi srodka (rowne palce) i ona to wyczwa = czuje sie bezpiecznie. No ale przeciez jestes bi i masz rowne palce. Cos sie nie zgadza? Co zlego w byciu odbieranym tym, kim sie jest? Na kogo Ty bys sie chcial przerobic?
                                                  • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:45
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Przeciez ja juz dawno to mowialam, nie czytales, nie zwrociles uwagi, tylko uzy
                                                    > walam mniej kontrowersyjnego bardziej zmiekczonnego odnosnika, a mianowicie, ze
                                                    > jestes bi, a jeszcze dokladniej, ze nalezysz do ludzi srodka (rowne palce) i o
                                                    > na to wyczwa = czuje sie bezpiecznie. No ale przeciez jestes bi i masz rowne pa
                                                    > lce. Cos sie nie zgadza? Co zlego w byciu odbieranym tym, kim sie jest? Na kogo
                                                    > Ty bys sie chcial przerobic?

                                                    Zwróciłem, ale odbierałem to inaczej. Teraz mam czarno na białym, potwierdziła to co napisałaś i się normalnie przeraziłem.
                                                    I z całą pewnością nie jestem kimś takim jak to sobie projektujesz. Widać nie tylko Ty. Więc gdzieś musi być rozjazd pomiędzy tym jaki tworzę sieciowy image, a tym jaki jestem w realu. Usiłuję to zidentyfikować.
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:58
                                                    sabat777 napisał:

                                                    > Zwróciłem, ale odbierałem to inaczej. Teraz mam czarno na białym, potwierdziła
                                                    > to co napisałaś i się normalnie przeraziłem.
                                                    > I z całą pewnością nie jestem kimś takim jak to sobie projektujesz. Widać nie t
                                                    > ylko Ty. Więc gdzieś musi być rozjazd pomiędzy tym jaki tworzę sieciowy image,
                                                    > a tym jaki jestem w realu. Usiłuję to zidentyfikować.

                                                    O! Rozjazd mamy, ludzie ROZJAZD. Masz Ci babo placek ;-)
                                                    (usmialam sie)
                                                  • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 23:05
                                                    "I z całą pewnością nie jestem kimś takim jak to sobie projektujesz. Widać nie tylko Ty. Więc gdzieś musi być rozjazd pomiędzy tym jaki tworzę sieciowy image, a tym jaki jestem w realu. "

                                                    A jesteś pewien, że w realu nie czynisz podobnego wrażenia, jak tu na forum? Nie mówię, że faktycznie jestes taki, jak Cię odbieramy, tylko że właśnie może kobiety Cię odbierają na żywo tak jak tutaj?
                                                  • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 23:18
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > A jesteś pewien, że w realu nie czynisz podobnego wrażenia, jak tu na forum? Ni
                                                    > e mówię, że faktycznie jestes taki, jak Cię odbieramy, tylko że właśnie może ko
                                                    > biety Cię odbierają na żywo tak jak tutaj?

                                                    Z całą pewnością nie. Na żywo jestem raczej postrzegany jako zamknięty w sobie, nieobecny, małomówny, ponury, wycofany. Mam raczej dość niski głos, chociaż mam tendencję do mówienia za cicho, ludzie czasem zwracają na to uwagę.
                                                    Nie mam w image generowanym irl nawet cienia tych cech, które powszechnie przyjmuje się za "gejowskie" czy "niemęskie", jak - nie wiem - jakiś stylista mody o innej orientacji. W życiu! Prędzej jestem człapiącym, małomównym, smutnym niedźwiedziem niż preorującym wysokim, ożywionym głosem spedalonym kogucikiem.
                                                  • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 23:34
                                                    Jedziesz trochę stereotypem. Że jak gej, to już przegięta cioteczka :)
                                                    No nie, sabat, ja wprawdzie kocham przegięte cioteczki, ale nie to miałam na myśli. Raczej taki brak podskórnej agresji, jaką wyczuwam w męzczyznach wielu, nie wiem, jak to dokładnie wytłumaczyć.

                                                    "zamknięty w sobie, nieobecny, małomówny, ponury, wycofany. Mam raczej dość niski głos, chociaż mam tendencję do mówienia za cicho, ludzie czasem zwracają na to uwagę. "

                                                    Ha, ha, opisałeś mojego małżonka, razem z tym mówieniem za cicho :D
                                                    No może za wyjątkiem "ponury". On raczej "smutny".
                                                    Czyli widzisz, nie chodzi o gejowatość, nie załamuj się.
                                                    Chodzi o cechy, które nie są kojarzone ze stereotypową męskością. Jak wycofanie, introwersja, nierzucanie się w oczy, nieśmiałość, ale też autorefleksja czy skłonność do filozofowania. No nie są to cechy samców alfa.
                                                  • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 00:09
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Chodzi o cechy, które nie są kojarzone ze stereotypową męskością. Jak wycofanie
                                                    > , introwersja, nierzucanie się w oczy, nieśmiałość, ale też autorefleksja czy s
                                                    > kłonność do filozofowania. No nie są to cechy samców alfa.

                                                    Ja tam nie wiem... :D

                                                    www.youtube.com/watch?v=DK8ednS0skQ
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 00:24
                                                    sabat777 napisał:

                                                    > Z całą pewnością nie. Na żywo jestem raczej postrzegany jako zamknięty w sobie,
                                                    > nieobecny, małomówny, ponury, wycofany. Mam raczej dość niski głos, chociaż ma
                                                    > m tendencję do mówienia za cicho, ludzie czasem zwracają na to uwagę.
                                                    > Nie mam w image generowanym irl nawet cienia tych cech, które powszechnie przyj
                                                    > muje się za "gejowskie" czy "niemęskie", jak - nie wiem - jakiś stylista mody o
                                                    > innej orientacji. W życiu! Prędzej jestem człapiącym, małomównym, smutnym nied
                                                    > źwiedziem niż preorującym wysokim, ożywionym głosem spedalonym kogucikiem.

                                                    Preorujacym? ;-) No patrz, a ja mam szczescie ostatnio do mezczyzn bardzo glosno mowiacych ale to tak, ze jak rozmawialam z panem w samolocie to az sie kobieta z siedzenia przed nim ostentacyjnie odwracala az mi bylo glupio mu zwrocic uwage, bo taki byl podekscytowany swa mowa ze nie zauwazyl jej znakow, choc to ja saczylam juz drugie wino, a najgorzej to w lozku jak spisz tylko z jednej strony np od sciany, a ten Ci krzyczy ciagle do tego samego ucha. Az przyglucha jestem.

                                                    Aha znalam tez dwoch bardzo meskich gejow. Oboje mnie pociagali ale nie smialam sie wychylac.
                                                  • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 08:58
                                                    Do kitu Kitty. Moim zdaniem to kobieta powinna w lozku krzyczec ;)
                                              • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:45
                                                " Czyli to co podoba się kobietom en masse, nie podoba się Tobie i odwrotnie."

                                                Dokładnie. Więc bierz moje zwierzenia jako freak show :), a nie regułę.
                                            • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 21:54
                                              rekreativa napisała:

                                              > Wiem, że się kształtuje seksualność na poziomie podświadomym i nie bardzo masz
                                              > wpływ na to, co Cię podnieca. Jednakowoż jako kobieta i osoba nie mam obowiązku
                                              > podchodzić neutralnie do każdej fantazji seksualnej, co nie?
                                              > Są fantazje, które mnie obrzydzaja do porzygania, są takie, które mnie przeraża
                                              > ją, są takie, które mnie śmieszą, a są takie, przy których ogarnia mnie zażenow
                                              > anie.

                                              W porzadku. Wiedz tylko, ze to co mnie podnieca na ekranie, nie bedzie mnie podniecalo w rzeczywistosci i na pewno gdybym byla swiadkiem zachowania zagrazajacego jakiejs kobiecie to zaaregowalabym agresja przeciwko napastnikowi. Tak samo jak babka fantazjuje o gwalcie zbiorowym nie oznacza, ze chce byc zgwalcona nawet przez pojedynczego mezczyne. To sie nie przeklada 1 na 1. Ale to pewnie wiesz. Strach tez mozesz kontrolowac pewnie tylko w niewielkim stopniu lub wcale wiec akceptuje, ze go odczuwasz. I wszelkie inne odczucia Twoje i emocje tez akceptuje.

                                              > Nie mam też zaufania do męzczyzn, którzy fantazjują o bestialstwach. Po prostu
                                              > za dużo obejrzałam filmów o seryjnych mordercach, a każdy z nich od fantazjowan
                                              > ia zaczynał.
                                              >
                                              > Nie przeczę też bynajmniej, że strach w dużej części ukształtował mój seksualny
                                              > gust. Ja wprost mówię, że boję się mężczyzn, tych waszych forumowych alfów i m
                                              > acho menów. Swego czasu miałam obsesyjny wręcz lęk, że mnie ktoś zgwałci. Potra
                                              > fiłam nadłożyć drogi o godzinę, żeby nie musieć przejść jakąś odludniejszą ulic
                                              > zką.
                                              > Stąd mnie od nastolatki ciągnęło do gejów i do niemęskich facetów.
                                              > Krótko mówiąc im mniej mężczyzny w mężczyźnie, tym lepiej dla mnie.

                                              Fajnie, ze potrafisz o tym mowic, ze sie nie zamknelas w sobie. To doceniam w Tobie najbardziej. Ale tak Cie wlasnie wyczuwalam, ze musisz sie bac. Sluchaj, a czy ta terapia pomogla Ci sobie jakos z tym strachem radzic? Czy tego w ogole dotyczyla? Od siebie to bym dodala, choc psycholog ze mnie zaden: to moze nie ogladaj i nie czytaj o tych okrucienstwach gwalcicieli i seryjnych mordercow zeby sie nie nakrecac i nie podsycac strachu. Pomogloby to? Ja np nie ogladam w ogole horrorow, bo cale dziecinstwo i mlodosc (do 25 roku zycia, naprawde dlugo) bardzo balam sie zmarlych i duchow (w konsekwencji spalam tyle przy zapalonym swietle). Potem mi przeszlo ale nie ryzykuje nawet rozmyslaniem ani czytaniem ani ogladaniem. A tez mnie ciagnie.
                                              • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:55
                                                " Ale tak Cie wlasnie wyczuwalam, ze musisz sie bac."

                                                No żadna to tajemnica. Zresztą wspominałam na forum o swych zaburzeniach.
                                                Moim życiem kieruje lęk. Od dziecka. Jest to emocja tak mi znana, że aż nudna.

                                                Z drugiej strony mam trochę obsesyjną naturę. Im bardziej się boję, tym więcej strasznych rzeczy czytam i oglądam. Tak było już, gdy miałam z 5 lat. Chciałam, by dziadek opowiadał mi straszne bajki :)
                                                Swego czasu, w podstawówce miałam obsesję wojenną. Oglądałam i czytałam wszystko, co znalazłam na ten temat, fabułę i wspomnienia, wszystko. Całymi latami miewałam sny, że jestem w obozie...
                                                Potem była faza na narkomanię, pedofilię, seryjnych morderców, handel ludźmi, eksperymenty medyczne, niszczenie środowiska itp. plagi światowe.
                                                Do tego jestem fanką horrorów, surprise :D
                                                Ale horrory mnie nie ruszają tak bardzo, bo jest gdzieś cały czas świadomość, że to na niby ta krew i flaki .
                                                Podobnie z tymi scenami gwałtu, to znaczy jestem poruszona, bo się jakoś z tą ofiarą identyfikuję, ale nie odwracam oczu.
                                                Sceny gwałtu prawdziwego, nakręconego np. komórką nie obejrzałabym.
                                                • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 23:06
                                                  rekreativa napisała:

                                                  > No żadna to tajemnica. Zresztą wspominałam na forum o swych zaburzeniach.
                                                  > Moim życiem kieruje lęk. Od dziecka. Jest to emocja tak mi znana, że aż nudna.
                                                  >
                                                  > Z drugiej strony mam trochę obsesyjną naturę. Im bardziej się boję, tym więcej
                                                  > strasznych rzeczy czytam i oglądam. (...)

                                                  No masz. Wypisz wymaluj nakrecanie sie. Ja nie ogladam nawet jak mnie ciagnie, no. A co mowili na tej terapii? Czy z tego nie da sie wyleczyc/podleczyc? Jak sobie z tym strachem radzic? Czy Ty tym strachem emanujesz na bliskich? Starasz sie ich wkrecic zeby sie tez bal razem z Tobai? (jak pytania niewygodne, to ignoruj, nie chce Cie meczyc ale to b.interesujace).
                                                  • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 23:38
                                                    "A co mowili na tej terapii? "

                                                    Na terapii mówili "proszę nie oglądać i nie czytać" :D

                                                    " Czy Ty tym strachem emanujesz na bliskich? Starasz sie ich wkrecic zeby sie tez bal razem z Tobai? "

                                                    Nie. Boję się, że tak powiem, we własnym zakresie. Te horrory też oglądam sama, bo mój mąż nie lubi.
                                                    Przy okazji taka ciekawostka, że osoby postronne mi mówiły, że nie widać po mnie tego lęku, czyli że on się nie udziela.
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 00:36
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Nie. Boję się, że tak powiem, we własnym zakresie. Te horrory też oglądam sama,
                                                    > bo mój mąż nie lubi.
                                                    > Przy okazji taka ciekawostka, że osoby postronne mi mówiły, że nie widać po mni
                                                    > e tego lęku, czyli że on się nie udziela.

                                                    Tak myslalam, bo inaczej nie funkcjonowalabys w udanym zwiazku. To nie jest tak zle ale oszczedzaj sie dla siebie samej ;)
                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 18:12
                                    sabat777 napisał:

                                    > Akurat tam mnie nie jara, nie wiedzieć czemu.

                                    Klamczuszek ;-)
                                    • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 18:32
                                      Nieeee... no zobacz, tam tak malo widac. Jak ten terminator z ostatniej czesci jedzie Hazel w dupe, to prawie jej hemoroidy wychodza :)
                                      A tak serio - probowalem sie kiedys branzlowac do tej sceny z irreversible, ale troche za duzo wspolczucia czuje. Generalnie mam przekonanie, ze jak nie jestem psychopata to przynajmniej rys psychopatyczny mam w osobowosci. To jest taki konflikt, ze z jednej strony podnieca mnie wladza i panowanie, z drugiej czuje wspolczucie jak sie zidentyfikuje z ofiara. Pojebane troche, ale tak jest. Mysle ze jak bym nie byl takim tchorzem to bdsm mogloby mnie krecic. Ale w mojej sytuacji to komicznie nawet fantazjowac o takich klimatach. Troche jakby Ania z Zielonego Wzgorza miala zabawiac sie z piecioma BBC w seksie grupowym :D
                                      • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 18:43
                                        A na malpy sie krzywisz. Ja tam nie widze wielkiej roznicy w bestialstwie.
                                        • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 18:49
                                          Krzywie sie, bo sa brzydkie i wlochate. Przeciez to zwierzeta, to zboczenie. To obrzydliwe posuwac malpe.
                                          • urquhart Goat Sex? 22.01.16, 20:33
                                            sabat777 napisał:

                                            > Krzywie sie, bo sa brzydkie i wlochate. Przeciez to zwierzeta, to zboczenie. To
                                            > obrzydliwe posuwac malpe.

                                            No popatrz co dla kogo możne być obrzydliwe :) Co kraj to obyczaj.
                                            www.youtube.com/watch?v=b6uXmp9AWng
                                            • sabat777 Re: Goat Sex? 22.01.16, 20:48
                                              W takim razie nie bede wchodzic w droge niektorym Pakistanczykom i Hindusom.
                                      • sea.sea Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 19:02
                                        Hazel się należy nagroda za aktorstwo, znakomicie przekonująco odgrywa KONAJĄCĄ z bólu niewinność, podczas gdy pan jej inputuje zaledwie koniuszek, góra 2 cm grubo naoliwionego dildo z koralików o końcówce grubości damskiego palca. Mówię tu o pierwszym filmie, który wyskakuje z gugla po wpisaniu "Hazel Anal Training", na pornhub.
                                        • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 19:14
                                          Sa chyba trzy czesci. Potem jest akcja z typem, ktory ja posuwa. Ale przede wszystkim bardzo piekna ta aktorka (oczy!) i ma przesliczna dupe. Nie ma nic gorszego niz plaskodupie, a ona ma piekna klepsydre.
                                          • sea.sea Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 19:19
                                            Dwa wcześniejsze a raczej chronologicznie późniejsze, widziałam już wcześniej, panna faktycznie jest prześliczna.
                                            • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 20:28
                                              sea.sea napisała:

                                              > Dwa wcześniejsze a raczej chronologicznie późniejsze, widziałam już wcześniej,
                                              > panna faktycznie jest prześliczna.
                                              >

                                              Ogolnie temat z dominowaniem, krepowaniem czy symulowana przemoca - slynne zagadnienie ilosci soli w zupie. Jeden lubi wiecej, drugi mniej, ale jednak sama sol to troche przegiecie paly ;)
                                  • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 08:49
                                    sabat777 napisał:

                                    > rekreativa napisała:
                                    >
                                    > > W "Nieodwracalne" też masz inscenizację gwałtu, ale to Cię chyba nie jara
                                    > ?
                                    >
                                    > Akurat tam mnie nie jara, nie wiedzieć czemu.
                                    ---------
                                    Mnie też w sumie nie jara ta scena i też nie wiem czemu, bo generalnie przemoc mnie jara. Wiem, że to złe i tak dalej ale no co ja zrobię, jak mnie jara.

                                    Jak chcecie zobaczyć naprawdę "disturbing" film to polecam (a raczej nie polecam, bo ten film jest naprawdę bezbrzeżnie chory) - Srpski film.
                                    • urquhart Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 14:50
                                      wont2 napisał:
                                      > Mnie też w sumie nie jara ta scena i też nie wiem czemu, bo generalnie przemoc
                                      > mnie jara. Wiem, że to złe i tak dalej ale no co ja zrobię, jak mnie jara.

                                      Mnie też jarają sceny przemocy ale jest granica po której ta z scena z Irrevelsible budzi tylo obrzydzenie: kopanie i bicie po twarzy na krwawą miazgę.
                                      Też reakcje taki własne uważałem długo za niewłaściwe ale przecież to jedynie dowód że podniecenie i pożądanie nie jest pod kontolą świadomości i logiki.
                                      Możemy jedynie zablokować ale zahamowania też mają swoje konsekwencje.
                                      A poniekąd odpowiada paradoksalnie z punktu widzenia neurologii za to empatia, współczująca cześć mózgu że utożsamiajac sie z strachem, przerażeniem, rośnie poziom endorfin , i jezeli jest kontest seksualny to od razu wchodzimy na poziom emocji które może dać zakochanie i namietność jedynie. Bo przecież aktywność neuroprzekażników m mózgu jest bardzo podobna w jednym i drugim przypadku a to co jedynie odróżnia to kontekst i źródło bodźców.
                            • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 15:11
                              mabelle2000 napisała:

                              > No bardzo fajnie, ze lubia i zycze im, zeby takich kobiet bylo jak najwiecej. O
                              > na sie lasi i prowokuje, on ja dopada i rznie ostro. A po szybkiej akcji on ry
                              > czy jak zwierze ;-)

                              Brzmi znajomo? ;-)
                              A na powaznie babki tez tu czesto pisza slowami: chce zeby mnie przestal glaskac po tylku, a zeby mnie wzial i zerznal. Kto wie czy tam w watku obok u Zonatego o to nie poszlo? On sie pindrowal i latal ze smieciami, na scierce, a ona chciala zeby ja ostro przelecial.

                              > > Czy Was np nie podniecaja gwalty, jak ogladacie?
                              >
                              > Nie, gwalty mnie akurat nie podniecaja. Gwalt zgodny z definicja, a nie zabawa
                              > w przemoc. Chyba lubie emanacje erotyzmu na tyle subtelnym poziomie, ze brutal
                              > nosc, chaos i darcie ryja bardziej osusza mi cipke niz podnieca.

                              Nie wiem jak mozna sie bawic w przemoc. Nie potrafie sobie tego nawet wyobrazic. Chodzilo mi o gwalty na filmach nie w realu.

                              Powoli sobie poskladalam Twoja seksualnosc Mabelle, jest dla mnie bardzo spojna.
                              • mabelle2000 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 17:51
                                hello-kitty2 napisała:

                                > A na powaznie babki tez tu czesto pisza slowami: chce zeby mnie przestal glaska
                                > c po tylku, a zeby mnie wzial i zerznal. Kto wie czy tam w watku obok u Zonateg
                                > o o to nie poszlo? On sie pindrowal i latal ze smieciami, na scierce, a ona chc
                                > iala zeby ja ostro przelecial.

                                Uwazam, ze wiekszosc nieporozumien i rozczarowan wynika wlasnie z tego, ze robimy dobrze drugiej stronie kierujac sie swoja wlasna wizja dobroci, dlatego w efekcie koncowym druga strona ma w dupie oferowane przez nas szczescie :-)

                                > Nie wiem jak mozna sie bawic w przemoc. Nie potrafie sobie tego nawet wyobrazic.

                                Jesli balansuje sie na cienkiej linii miedzy rozkosza, a bolem, bez zamiaru skrzywdzenia, to tak, to jest to zabawa. Ale moze masz racje, ze w przypadku dorowolnego dzialania obu stron przemocy jako takiej nie da sie odegrac.
                                Natomiast brutalna ingerencja w czyjas intymnosc i celowe sprawianie bolu na pewno zabawa nie jest i bardziej to chyba podnieca psychopate.
                                • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 21:30
                                  mabelle2000 napisała:

                                  > Uwazam, ze wiekszosc nieporozumien i rozczarowan wynika wlasnie z tego, ze robi
                                  > my dobrze drugiej stronie kierujac sie swoja wlasna wizja dobroci, dlatego w ef
                                  > ekcie koncowym druga strona ma w dupie oferowane przez nas szczescie :-)

                                  Mabelle idealnie ujete. Wielokrotnie sie z tym spotykam szczegolnie na poczatku znajomosci damsko-meskiej kiedy to zakochany (tak go nazwijmy) facet chce mi nieba przychylic i od razu wpadke wali chocby tym, ze od momentu spotkania wisi swoja geba przy mojej gebie nawet w cholera glupim autobusie stojac, gdzie ja od tej czulosci nie moge sie ani wyprostowac ani rownowagi utrzymac ani oddechu zlapac w tym zgnieceniu, uff ;)
                              • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 20:59
                                hello -kitty2 napisała
                                >Chodzilo mi o gwalty na filmach nie w realu.<

                                Tak, inscenizowane sceny gwałtu mogą być podniecające, ale nie tylko na filmach, w realu również -jeśli obie strony tego chcą i tak się umówią, również wtedy, gdy "gwałtu" na partnerze dokonuje kobieta.To bywa mega podkrecające.
                                • mabelle2000 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 21:17
                                  ninek04 napisała:

                                  > Tak, inscenizowane sceny gwałtu mogą być podniecające, ale nie tylko na filmach
                                  > , w realu również -jeśli obie strony tego chcą i tak się umówią, również wtedy,
                                  > gdy "gwałtu" na partnerze dokonuje kobieta.To bywa mega podkrecające.

                                  No dobrze, zalozmy, ze scena jest inscenizowana, film jest na niby, ale gwalt jest brutalny, ofiara sie wyrywa, szarpie, krzyczy. Po wszystkim zamienia sie w zmaltretowana, pelna bolu kupe nieszczescia. Ta rozpacz w jej oczach tez jest mega krecaca ?
                                  Skoro jednak sie umowili, ze ona go na ostro, albo on ja, to chyba zaden gwalt to jednak nie jest, co ?
                                  • sea.sea Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 21:33
                                    Jak się umówili, że na ostro, to nie gwałt.

                                    Gwałt inscenizowany, hm. Czemu gwałt jest jedną z częstszych fantazji seksualnych u kobiet? Próbuje się to tłumaczyć tym, że tęsknią za zdecydowaną męskością, za kimś, komu się poddadzą, kto zdejmie z nich odpowiedzialność za ich seksualne pragnienia. Pytanie, czy to fantazje o gwałcie, czy jednak, precyzując, o brutalnym seksie. Ciekawe, czy kobiety fantazjują o tym, że gwałciciel je zmusza do czegoś, czego tak naprawdę nie chcą, co je brzydzi - czy też jednak o tym, że jest silny, zdecydowany i szorstki i stosuje przymus, jednak przymusza je do rzeczy, które sprawiają im fizyczną przyjemność, a nie ból nie do zniesienia.
                                    • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:11
                                      sea.sea napisała:

                                      Czemu gwałt jest jedną z częstszych fantazji seksualny
                                      > ch u kobiet? (..)

                                      Sea,sea jak Ty sie fajnie rozkrecasz?! :) Podobasz mi sie teraz o niebo bardziej niz przed laty gdy rzucalas jedno na krzyz zimne haslo jakby z gory i tyle Cie widzieli ;-)

                                      A na tyle pytan szkoda, ze nie mam nic do powiedzenia, bo akurat o gwalcie nie fantazjuje w sensie zebym grala glowna role kobieca, to nie (podnieca mnie tylko na ekranie). Pamietam tylko, ze w temacie Bitch kiedys pisala ale juz nie co. Moze sie pojawi.
                                      • sea.sea Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:26
                                        Dziękuję za dobre słowo, możliwe, że mi lepiej, bo odstawiłam alkohol - w tym miesiącu piłam raz i ćwierć (za ćwierć liczą się dwie szklanki herbaty z odrobiną rumu) i nawet mi się jakoś nie ckni :D BTW tak jak myślałam, alkohol mi fatalnie robił w wagę, po odstawieniu od razu widać skutki, mimo że żarłam między innymi tak niepoprawne ideologicznie rzeczy jak uczciwy hummus ociekający tłustą tahiną, i to więcej niż raz.
                                        • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:42
                                          sea.sea napisała:

                                          BTW tak jak myślałam, alkohol mi fatal
                                          > nie robił w wagę, po odstawieniu od razu widać skutki, mimo że żarłam między in
                                          > nymi tak niepoprawne ideologicznie rzeczy jak uczciwy hummus ociekający tłustą
                                          > tahiną, i to więcej niż raz.

                                          Zgubilam sie, za duzo ozdobnikow ;-) a to cenna info dla mnie, bo ja za cholere nie umiem odstawic (uzaleznienie), a redukcja mi sie zaciela ostatnio. Czyli, ze jak odstawilas alko to waga spada, tak? A jesz jak? Wtedy do teraz?
                                          • sea.sea Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 23:03
                                            Waga spada. Odstawiłam alko i ser żółty, ale nie żrę jakoś specjalnie niskokaloryczniej tak poza tym, bo był grany właśnie między innymi hummus, który ma pewnie tyle co sery, a pory posiłków też mam nadal zupełnie z dupy.
                                        • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 10:30
                                          sea.sea napisała:

                                          > Dziękuję za dobre słowo, możliwe, że mi lepiej, bo odstawiłam alkohol - w tym m
                                          > iesiącu piłam raz i ćwierć (za ćwierć liczą się dwie szklanki herbaty z odrobin
                                          > ą rumu) i nawet mi się jakoś nie ckni :D BTW tak jak myślałam, alkohol mi fatal
                                          > nie robił w wagę, po odstawieniu od razu widać skutki, mimo że żarłam między in
                                          > nymi tak niepoprawne ideologicznie rzeczy jak uczciwy hummus ociekający tłustą
                                          > tahiną, i to więcej niż raz.

                                          Ja nie mam zacięcia do szukania, ale moja córa twierdzi że tłuszcze jeść trzeba, tyle że zdrowe. Humus jest ok. Też lubię i mam w lodówce cały czas ( domowej roboty). Ona nigdy się nie obżerała, posiłki małe i do 18. Ale jej rozmiar w tamtych czasach to 40. Teraz ma 34 pilnując 2000 kalorii i zdrowego odżywiania. Pilnując żeby zjeść, nie żeby nie przekroczyć. Więc może o to chodzi? Że jak się organizmowi dostarczy co potrzebuje, to łaknienie na śmieci i jedzenie w ogóle spada?
                                          • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 10:43
                                            Ja teraz staram sie jechac na 2000kcal wlasnie + lekki ruch. Probowalem ostrzej biegac ale zapalenie oskrzeli mnie uziemilo na tydzien.
                                            • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 10:57
                                              U mnie pewnie to powinno być 1500, bo jestem mniejszą babką po 40. I tego usiłuję się od kilku dni trzymać.
                                              • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 11:31
                                                Trzymam kciuki Zawle, zrob sixpacka :)
                                                • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 13:15
                                                  Nigdy nie było to moim marzeniem. Lubię zwyczajne ciała, sześciopaka to mogę obalić;)
                                            • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 12:58
                                              sabat777 napisał:

                                              > Ja teraz staram sie jechac na 2000kcal wlasnie + lekki ruch. Probowalem ostrzej
                                              > biegac ale zapalenie oskrzeli mnie uziemilo na tydzien.
                                              ------------
                                              Trzeba w okresie jesienno-zimowym suplementowac witamine d albo chodzic raz czy dwa razy w tygodniu na kilka minut (3-5) na solarium. I/lub brac naprzemienne prysznice.
                                              • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 13:16
                                                Z witaminą D to moda. Pogadaj na ten temat z nefrologiem Wont.
                                              • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 13:33
                                                wont2 napisał:

                                                > Trzeba w okresie jesienno-zimowym suplementowac witamine d albo chodzic raz czy
                                                > dwa razy w tygodniu na kilka minut (3-5) na solarium. I/lub brac naprzemienne
                                                > prysznice.

                                                Boze na solarium w naszym wieku? Nie szkoda Ci skory niszczyc i zreszta po co? Wit d mozna pobierac z pozywienia, jak wszystko zreszta. Ewentualnie w gory pojechac i na sloncu polazic.
                                          • burzowa.kejt Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 13:00
                                            zawle napisała:
                                            > Ja nie mam zacięcia do szukania, ale moja córa twierdzi że tłuszcze jeść trzeba
                                            > , tyle że zdrowe.

                                            Oczywiście, ze tłuszcze jeść trzeba, ale tylko roślinne.
                                            Na zimno - oliwę z oliwek, olej lniany, rydzowy.
                                            Do smażenia, duszenia najlepszy nasz rodzimy olej rzepakowy.

                                            A w ogóle to wiecie, ze piramida żywieniowa została przebudowana i podstawą jest ruch, warzywa i owoce?
                                            Cukier i czerwone mięso na niechlubnym szczycie, czyli by żyć w zdrowiu i chudości, można się bez nich obejść.

                                            • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 13:13
                                              A ryby?;)
                                              • burzowa.kejt Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 13:22
                                                zawle napisała:
                                                > A ryby?;)

                                                Oczywiście że tak.


                                              • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 13:26
                                                zawle napisała:

                                                > A ryby?;)

                                                Ryby jak najbardziej mozesz w tym te tlusciutkie (najlepiej niehodowlane).
                                            • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 13:33
                                              Ja jem praktycznie tylko biale mieso i jajka. Cukru wcale. Za to warzywa jem ciezarowkami. Co do owocow - smiem sie nie zgodzic, wiele z nich to przeslodzone mutanty hodowlane.
                                              • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 13:37
                                                sabat777 napisał:

                                                > Ja jem praktycznie tylko biale mieso i jajka. Cukru wcale. Za to warzywa jem ci
                                                > ezarowkami. Co do owocow - smiem sie nie zgodzic, wiele z nich to przeslodzone
                                                > mutanty hodowlane.

                                                Ja mam dobrze, bo nie lubie owocow, chyba, ze jakies sezonowe i wpadna w oko ale tez sa drogie jak cholera u mnie. Tez jem duzo warzyw z 1 kg dziennie i nigdy mi sie nie nudza.
                                                • sea.sea Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 13:40
                                                  Kitka jak masz problem z dalszą redukcja, to zrób eksperyment i odstaw na miesiąc cały nabial oprócz jajek. Czyli wszystko, co z mleka. Jak coś zawiera mleko w składzie na dalszym miejscu, to możesz ewentualnie zjeść. Spróbuj i zobacz, co będzie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 14:01
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Kitka jak masz problem z dalszą redukcja, to zrób eksperyment i odstaw na miesi
                                                    > ąc cały nabial oprócz jajek. Czyli wszystko, co z mleka. Jak coś zawiera mleko
                                                    > w składzie na dalszym miejscu, to możesz ewentualnie zjeść. Spróbuj i zobacz, c
                                                    > o będzie.

                                                    Sea.sea ja nie jem nabialu od lat, bo u mnie nie ma nawet sera bialego, natomiast na jogurcikach sie odchudzalam jak bylam nastolatka i tak mi obrzydly, ze do geby nie wezme. Ale dobrze prawisz. Ja to za duzo pije (przykladowo w ubieglym tygodniu wypilam 5 litrow wina czerwonego wytrawnego i krate piwa =24 butelki 0,3l), no i musze codziennie popierdalac ze sportem zeby cos ruszyc. Najlepsze jest to, ze ani razu sie nie upilam, a ja pije wylacznie po to zeby sie upic. Na co kurna zamienic alko? A Ty cos trenujesz sea.sea?
                                                  • sea.sea Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 14:37
                                                    No to sobie wesolutko wciągnęłaś 10600 pustych kalorii (zakładając, że wino czerwone, a piwo jasne), masz szczęście, że nie tyjesz, tylko stoisz :> Nie wiem, na co zamienić alko, ale na logikę, skoro się i tak nie upijasz, to Ci się nie opłaca ani w bilansie kalorycznym, ani w bilansie codziennego budżetu.

                                                    Na razie nie trenuję, ja jestem z tych dziwaków, co nie reagują na standardowe dawki kardio, nawet takie z uczciwym zachowaniem tętna. No i nie znoszę kardio, chyba ze jest to zasuwanie na rowerze po górkach na zewnątrz, kardio pod dachem nudzi mnie śmiertelnie, nawet jeśli próbuję przy tym oglądać seriale :/ Latem się zamieniłam w siedzącego kartofla, bo sobie uszkodziłam rękę tak, że nie bylam w stanie utrzymać kierownicy od roweru, zresztą i tak było tak piekielnie gorąco, że trudno było iść na rower przed zapadnięciem głębokiej nocy, a potem jak już byla lepsza pogoda a ręka się naprawiła, jakoś nie mogłam się zebrać z powrotem. Na razie sobie dokładam takiego codziennego ruchu, schody zamiast windy, chodzenie na nogach nawet gdybym mogła podjechać 3 przystanki tramwajem. Jak się ogarnę, to spróbuję może dla odmiany ćwiczeń siłowych, bo tego jeszcze nie grałam, a może być fajnie.
                                                  • burzowa.kejt Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 16:03
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Sea.sea ja nie jem nabialu od lat, bo u mnie nie ma nawet sera bialego, natomia
                                                    > st na jogurcikach sie odchudzalam jak bylam nastolatka i tak mi obrzydly, ze do
                                                    > geby nie wezme. Ale dobrze prawisz.

                                                    Dlaczego nie chcecie jeść białego sera?
                                                    Jest źródłem łatwo przyswajalnego, lekkostrawnego białka.

                                                    >Ja to za duzo pije (przykladowo w ubieglym
                                                    > tygodniu wypilam 5 litrow wina czerwonego wytrawnego i krate piwa =24 butelki
                                                    > 0,3l), no i musze codziennie popierdalac ze sportem zeby cos ruszyc. Najlepsze
                                                    > jest to, ze ani razu sie nie upilam, a ja pije wylacznie po to zeby sie upic. N
                                                    > a co kurna zamienic alko?

                                                    Kitty, a ile % ma wino, które pijesz? Może to 10 - 12% szczyny.
                                                    Ja nie kupuję wina poniżej 13%, zresztą te mocniejsze są lepsze gatunkowo.
                                                    Wytrawne wino nie ma dużo kalorii, ale z alkoholem jest taki problem, że zakłóca i przyhamowuje metabolizm, bo organizm najpierw musi się uporać z C2H5OH, który jest dla niego toksyczny.
                                                    Dlatego ja piję 2-3 godz. po posiłku i podczas picia nie jem.

                                                  • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 16:56
                                                    >Dlatego ja piję 2-3 godz. po posiłku i podczas picia nie jem.<

                                                    Czyli alkohol jako posiłek, a nie jego towarzysz, poza tym wtedy szybciej "wchodzi" ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 17:38
                                                    burzowa.kejt napisała:

                                                    > Dlaczego nie chcecie jeść białego sera?
                                                    > Jest źródłem łatwo przyswajalnego, lekkostrawnego białka.

                                                    Kejt u mnie nie ma, nie produkuja po prostu, nie znaja takiego produktu. Slynna i specjalizuja sie w produkcji zoltego sera. Gouda to przeciez z Goudy ;)
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Gouda_(ser)
                                                    > Kitty, a ile % ma wino, które pijesz? Może to 10 - 12% szczyny.
                                                    > Ja nie kupuję wina poniżej 13%, zresztą te mocniejsze są lepsze gatunkowo.
                                                    > Wytrawne wino nie ma dużo kalorii,

                                                    O to to szczyny 11%. Jak bylam w Polsce to kopalam po polkach i dokopalam sie do 15% nawet. Odstawilam piwo, bo tam to nie wiem ile musialabym wlac zeby cosik poczuc.

                                                    ale z alkoholem jest taki problem, że zakłóc
                                                    > a i przyhamowuje metabolizm, bo organizm najpierw musi się uporać z C2H5OH, któ
                                                    > ry jest dla niego toksyczny.
                                                    > Dlatego ja piję 2-3 godz. po posiłku i podczas picia nie jem.

                                                    A potem juz wiecej nie jesz? Czyli jak Ninek proponuje wino zamiast posilku? I ewentualnie znowu przerwa 2-3 godziny do kolejnego posilku? Nie wiem jak to ustawic, bo ja popoludniami trenuje, a po treningu nie da sie bez posilku.
                                                  • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 18:17
                                                    >A potem juz wiecej nie jesz? Czyli jak Ninek proponuje wino zamiast posilku? I ewentualnie znowu przerwa 2-3 godziny do kolejnego posilku? Nie wiem jak to ustawic, bo ja popoludniami trenuje, a po treningu nie da sie bez posilku.<

                                                    Kitty, gdzie mi tam równać się do Ciebie w kwestii treningu -Ty jesteś profesjonalistką, jeśli o to chodzi, to jasne, jak słońce :)

                                                    Ale ja, jeśli już wrócę do domu po ćwiczeniach i zachce mi się pić, to wtedy piję (ale niekoniecznie wodę), i w ogóle nie czuję głodu i w ten sposób zaspokajam swoje pragnienie :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 18:38
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Ale ja, jeśli już wrócę do domu po ćwiczeniach i zachce mi się pić, to wtedy pi
                                                    > ję (ale niekoniecznie wodę), i w ogóle nie czuję głodu i w ten sposób zaspokaja
                                                    > m swoje pragnienie :)

                                                    NIc nie zrozumialam. Ja pytalam jak mam sobie rozlozyc najefektywniej posilki i picie wina w ciagu dnia przy zalozeniu, ze trenuje popoludniu miedzy 16:00-18:00. Posilki zwykle jem 4 gdzies 9:00 13:00 18:00 (potreningowy) 22:00. Chodze spac nie wczesniej niz o 2:00.
                                                  • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 18:40
                                                    zamiast ostatniego ;))
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 19:06
                                                    zawle napisała:

                                                    > zamiast ostatniego ;))

                                                    To szczerze mowiac wolalabym nie pic w ogole albo nadal oslabiac swoj metabolizm, ktory generalnie dobrze chodzi pewnie pobudzany treningiem silowym albo rozsunac bardziej posilki 3 i 4 i pic posrodku. Ale niech Kejt doradzi. Wiem z doswiadczenia, ze wywrotowe, ekstremalne dzialania typu 'teraz nie jem tylko pije' to prowadza do upadku calego planu. Dla mnie jest wazne zeby nie doprowadzac do glodu. Glod to moj wrog ;)
                                                  • burzowa.kejt Re: Kto się boi leniwych kobiet? 24.01.16, 19:29
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Wiem z dosw iadczenia, ze wywrotowe, ekstremalne dzialania typu 'teraz nie jem tylko pije'
                                                    > to prowadza do upadku calego planu. Dla mnie jest wazne zeby nie doprowadzac do
                                                    > glodu. Glod to moj wrog ;)

                                                    Kitty, z tego co piszesz, masz sporo ruchu, więc prawdopodobnie i nieźle podkręcony metabolizm, to jeśli wieczorem, do wina, zjesz coś maleńkiego, niskokalorycznego uszczerbku na wyglądzie sobie nie zrobisz.
                                                    Miej zawsze w lodówce jakieś bezpieczne żarcie, jakiś zapychacz, oczywiście najlepiej wege, jakby co, to służę przepisami.
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 24.01.16, 19:40
                                                    burzowa.kejt napisała:

                                                    > Kitty, z tego co piszesz, masz sporo ruchu, więc prawdopodobnie i nieźle podkrę
                                                    > cony metabolizm, to jeśli wieczorem, do wina, zjesz coś maleńkiego, niskokalory
                                                    > cznego uszczerbku na wyglądzie sobie nie zrobisz.
                                                    > Miej zawsze w lodówce jakieś bezpieczne żarcie, jakiś zapychacz, oczywiście naj
                                                    > lepiej wege, jakby co, to służę przepisami.

                                                    OK zalapalam pozno cos malego albo nic. A co to jest wege? Wegetarianskie?
                                                  • burzowa.kejt Re: Kto się boi leniwych kobiet? 24.01.16, 19:58
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > OK zalapalam pozno cos malego albo nic. A co to jest wege? Wegetarianskie?
                                                    tak
                                                  • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 18:56
                                                    hello -kitty2 napisała
                                                    >NIc nie zrozumialam. Ja pytalam jak mam sobie rozlozyc najefektywniej posilki i picie wina w ciagu dnia przy zalozeniu, ze trenuje popoludniu miedzy 16:00-18:00. Posilki zwykle jem 4 gdzies 9:00 13:00 18:00 (potreningowy) 22:00. Chodze spac nie wczesniej niz o 2:00.<

                                                    To ja Ci nie pomogę, bo moim życiem rządzi chaos i nieuporzadkowanie, a jakbym miała sobie wyliczać, kiedy, co i ile kalorii, to prędzej bym chyba ocipiała,niż miała te reguły zastosować w praktyce. Już nie mówiąc o tym,że z konieczności muszę stosować pewien rodzaj diety do końca życia, więc już w ogóle jestem antyprzykladem, jeśli chodzi o rozkład posiłków i liczenie kalorii .Ja to tak na czuja raczej wszystko biorę i w sumie na dobre mi to wychodzi. Fachowcem w kwestii diety itp.to na pewno jest Sabat, On Ci pewnie poradzi co i jak :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 19:10
                                                    ninek04 napisała:

                                                    w kwe
                                                    > stii diety itp.to na pewno jest Sabat, On Ci pewnie poradzi co i jak :)

                                                    Sabat ma jeden mankament: nie pije ;-) Poczekam na Kejt.
                                                  • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 19:23
                                                    >Sabat ma jeden mankament: nie pije ;-) Poczekam na Kejt.<

                                                    No, ale jak pijesz, to podjadasz przy tym,nie jesteś w stanie nie jeść? U mnie jest tak, że, gdy piję, to w ogóle nie ciągnie mnie do jedzenia, nie mam potrzeby, żeby jeść i automatycznie zastępuję posiłek piciem, nie włącza mi się wtedy tryb ssania. No bo co by nie mówić, ale alko, to jednak puste kalorie,ale za to jakie przyjemne niekiedy :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 19:55
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > No, ale jak pijesz, to podjadasz przy tym,nie jesteś w stanie nie jeść? U mnie
                                                    > jest tak, że, gdy piję, to w ogóle nie ciągnie mnie do jedzenia, nie mam potrze
                                                    > by, żeby jeść i automatycznie zastępuję posiłek piciem, nie włącza mi się wtedy
                                                    > tryb ssania. No bo co by nie mówić, ale alko, to jednak puste kalorie,ale za t
                                                    > o jakie przyjemne niekiedy :)

                                                    Gdzie podjadam? Ja nigdy nie podjadam najwyzej na wakacjach jakies slodycze, a w domu jem tylko posilki, bo jak chce cos zjesc, a jem tylko jak czuje glod, to musze sobie ugotowac, bo ja nie jem zadnych gotowcow. JEsli juz bym miala traktowac cos jako podjadanie to jest to wlasnie alkohol, ktory z kolei nie wplywa specjalnie na glod.
                                                  • burzowa.kejt Re: Kto się boi leniwych kobiet? 24.01.16, 19:21
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > O to to szczyny 11%. Jak bylam w Polsce to kopalam po polkach i dokopalam sie d
                                                    > o 15% nawet. Odstawilam piwo, bo tam to nie wiem ile musialabym wlac zeby cosik poczuc.
                                                    Jeśli pilnujesz wagi, to lepiej całkowicie odstaw piwo - zawiera maltozę, ktora nie dość że kaloryczna, to jeszcze IG ma w kosmos

                                                    > ale z alkoholem jest taki problem, że zakłóc
                                                    > > a i przyhamowuje metabolizm, bo organizm najpierw musi się uporać z C2H5O
                                                    > H, który jest dla niego toksyczny.
                                                    > > Dlatego ja piję 2-3 godz. po posiłku i podczas picia nie jem.

                                                    > A potem juz wiecej nie jesz? Czyli jak Ninek proponuje wino zamiast posilku? I
                                                    > ewentualnie znowu przerwa 2-3 godziny do kolejnego posilku? Nie wiem jak to ust
                                                    > awic, bo ja popoludniami trenuje, a po treningu nie da sie bez posilku.

                                                    Kitty, ja w ciągu dnia nie piję, tylko wieczorami ( chyba że jestem na wakacjach, no i teraz na stoku grzańca rąbnę, o ile nie muszę jechać samochodem).
                                                    No i potem już nic nie jem, bo po takich późnych kolacjach źle śpię, mam koszmary i w ogóle do dupy samopoczucie. Wolę być głodna.
                                                    A ponieważ Ty trenujesz, to najlepiej gdybyś przestała pić w ciągu dnia, przed wysiłkiem, bo sport i alko to bardzo, bardzo zły duet.
                                                    Jesli mam trening po południu, to potem normalnie jem, a wieczorem spokojnie można się napić. Natomiast jeśli wieczorem i wracam do domu ok. 21 to nic już nie jem, ale za to piję:D
                                                    Spróbuj przestawić się tylko na wieczorne picie, tak będzie lepiej, z korzyścią dla Twoich treningów, wagi i samopoczucia.
                                                    To takie przyjemne - nalać sobie wieczorem kielich wytrawnego, ciemnoczerwonego wina;)



                                                  • sea.sea Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 19:53
                                                    Sporo ludzi się źle czuje po twarogach czy jogurtach, tylko nie kojarzy tego od razu z faktem spożywania twarogów czy jogurtów, bo "przecież to takie zdrowe". Ja osobiście po wrąbaniu twarożku albo jogurtu czy innej maślanki, czuję się senna i zamulona, szczególnie zimą, ale latem też tak sobie. Żeby nie było - jadłam wyłącznie naturalne, nie te owocowe z łyżkami cukru, więc trudno to zwalić na cukier.

                                                    I mam kilka koleżanek weganek, które po przejściu z wegetarianizmu na weganizm ze zdziwieniem odkryły, że zelżały im lub znikły prawie całkiem bóle miesiączkowe. Oczywiście może to być najzupełniej przypadkowa koincydencja, chociaż jak zajrzałam w google, to się okazuje, że to nie jest jakiś ewenement, tylko częsty "skutek uboczny" weganizmu.
                                                  • burzowa.kejt Re: Kto się boi leniwych kobiet? 24.01.16, 19:38
                                                    sea.sea napisała:
                                                    > Sporo ludzi się źle czuje po twarogach czy jogurtach, tylko nie kojarzy tego od
                                                    > razu z faktem spożywania twarogów czy jogurtów, bo "przecież to takie zdrowe".
                                                    > Ja osobiście po wrąbaniu twarożku albo jogurtu czy innej maślanki, czuję się s
                                                    > enna i zamulona, szczególnie zimą, ale latem też tak sobie.
                                                    Dziwne. Z wiekiem organizm wytwarza mniej laktazy, ale to powoduje raczej bóle brzucha, wzdęcia, ale nie senność.

                                                    > I mam kilka koleżanek weganek, które po przejściu z wegetarianizmu na weganizm
                                                    > ze zdziwieniem odkryły, że zelżały im lub znikły prawie całkiem bóle miesiączko
                                                    > we. Oczywiście może to być najzupełniej przypadkowa koincydencja, chociaż jak z
                                                    > ajrzałam w google, to się okazuje, że to nie jest jakiś ewenement, tylko częsty
                                                    > "skutek uboczny" weganizmu.
                                                    Hmm, ciekawe. Myślę ze to zwyczajny globus u koleżanek, taki zbiorowy zanik bóli menstruacyjnych.
                                                    One z wiekiem zanikają, im babka starsza, tym bóle mniejsze, nie wiązałabym tego z unikaniem nabiału.
                                                  • sea.sea Re: Kto się boi leniwych kobiet? 24.01.16, 19:47
                                                    Tak, magicznie dostają akurat takiego globusa i zamiast nawijać np o poprawie cery, znikaniu cellulitu, łatwiejszym zasypianiu, chudnieciu czy o czym tam ludzie nawijaja po zmianie diety, one sie zmowily głosić, że przeszły im akurat bóle miesiaczkowe. Bo tak. Tej co ma 24 lata też przeszło że starości. Może jednak z tym nabialem jest jak z cukrem albo z margaryna? Też były rzekomo super zdrowe dla wszystkich, a teraz już nagle nie są, bo czasy się zmieniły? :D
                                                  • mabelle2000 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 24.01.16, 19:54
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Może jednak
                                                    > z tym nabialem jest jak z cukrem albo z margaryna? Też były rzekomo super zdro
                                                    > we dla wszystkich, a teraz już nagle nie są, bo czasy się zmieniły? :D

                                                    Kampanie reklamowa "Pij mleko- bedziesz wielki" zamieniono na "Pij mleko- bedziesz kaleka". W sumie sie nie dziwie , po produkcie mlekopodobnym o nazwie "mleko UHT" mozna dostac wylacznie rostroju zoladka i jelit.
                                                  • burzowa.kejt Re: Kto się boi leniwych kobiet? 24.01.16, 20:03
                                                    sea.sea napisała:
                                                    > Tak, magicznie dostają akurat takiego globusa i zamiast nawijać np o poprawie c
                                                    > ery, znikaniu cellulitu, łatwiejszym zasypianiu, chudnieciu czy o czym tam ludz
                                                    > ie nawijaja po zmianie diety, one sie zmowily głosić, że przeszły im akurat ból
                                                    > e miesiaczkowe. Bo tak. Tej co ma 24 lata też przeszło że starości. Może jednak
                                                    > z tym nabialem jest jak z cukrem albo z margaryna? Też były rzekomo super zdro
                                                    > we dla wszystkich, a teraz już nagle nie są, bo czasy się zmieniły? :D

                                                    Nie słyszałam nigdy żeby nauka głosiła o rzekomo cudownym wpływie cukru czy margaryny, wręcz przeciwnie.
                                                    To raczej takie urban legend, jak z tym bólami.
                                                  • sea.sea Re: Kto się boi leniwych kobiet? 24.01.16, 20:15
                                                    Jesteś z wykształcenia dietetykiem? :) wrócę tu jutro po researchu, bo niestety na telefonie nie jestem w stanie ogarnąć porządnego :)
                                                  • burzowa.kejt Re: Kto się boi leniwych kobiet? 24.01.16, 20:17
                                                    sea.sea napisała:
                                                    > Jesteś z wykształcenia dietetykiem? :)
                                                    nie:)

                                                  • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 24.01.16, 20:51
                                                    >Nie słyszałam nigdy żeby nauka głosiła o rzekomo cudownym wpływie cukru czy margaryny, wręcz przeciwnie.
                                                    To raczej takie urban legend, jak z tym bólami.<

                                                    A te bóle to nie znikają czasem po urodzeniu dziecka? U mnie akurat to się sprawdziło, bo odkąd zostałam matką bóle miesiączkowe, potworne i wyłączające z życia zniknęły, jak ręką odjął, natomiast z tym, że znikają pod wpływem diety, to też się nie spotkałam.
                                                  • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 06.02.16, 06:12
                                                    wyborcza.pl/duzyformat/1,133683,14400304,Utrzymanka.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Duzy_Format
                                                  • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 06.02.16, 09:10
                                                    zawle napisała:

                                                    > wyborcza.pl/duzyformat/1,133683,14400304,Utrzymanka.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Duzy_Format
                                                    =========================================================
                                                    Już tytuł i już manipulacja, jak często w GW. Żona pracuje w domu, z dziećmi, zajmując się wieloma rzeczami i za to NIKT JEJ NIE PŁACI. Nazwaniem, nawet ze znakiem zapytania ,,utrzymanką" czyli prostytutką jest poniżej jakiegokolwiek poziomu.
                                                    No ale GW uważa, że spełnienie to tylko w pracy poza domem.

                                                  • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 06.02.16, 09:26
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Już tytuł i już manipulacja, jak często w GW. Żona pracuje w domu, z dziećmi, z
                                                    > ajmując się wieloma rzeczami i za to NIKT JEJ NIE PŁACI. Nazwaniem, nawet ze z
                                                    > nakiem zapytania ,,utrzymanką" czyli prostytutką jest poniżej jakiegokolwiek po
                                                    > ziomu.
                                                    > No ale GW uważa, że spełnienie to tylko w pracy poza domem.
                                                    >

                                                    Marek, unaocznie Ci roznice. Twoja zona rozwodzac sie z Toba bylaby w czarnej dupie, a moja po rozwodzie ze mna - w komfortowej sytuacji.
                                                    To rzutuje na stosunek zony do meza.
                                                  • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 06.02.16, 09:31
                                                    sabat777 napisał:

                                                    > Marek, unaocznie Ci roznice. Twoja zona rozwodzac sie z Toba bylaby w czarnej dupie, a moja po rozwodzie ze mna - w komfortowej sytuacji. To rzutuje na stosunek zony do meza.
                                                    =================================================
                                                    Sabat, nie znasz sytuacji finansowej mojej i rodziny żony. Myślę, że byłaby w bardziej komfortowej sytuacji, aniżeli Twoja żona, choćby z tego powodu, że mamy dzieci odchowane i wszystkie pracują.
                                                  • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 06.02.16, 10:19
                                                    Sabat ma zawsze najgorzej- to fakt. Marek, traktujesz to zbyt ambicjonalnie i pesonalnie. Twoja żona nie jest każdą żoną na utrzymaniu męża. To że TY zapewniłbyś jej byt, to że nie wydzielasz jej kasy i wszystkie zarobione przez ciebie pieniądze traktujesz jak wspólne, nie znaczy że tak mają WSZYSCY. Przeczytaj artykuł jeszcze raz i pomyśl że sa kobiety które męża traktują jak połączenie bankomatu z tatusiem i takie które same zamknęły się w klatce. Do tego sma napisałes że praca w domu nie jest płatna. No właśnie nie jest, wiec i trudno za nią wyegzekwować zapłatę a czasami nawet odrobinę człowieczeństwa.
                                          • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 13:47
                                            zawle napisała:

                                            Więc może o to chodzi? Że jak się
                                            > organizmowi dostarczy co potrzebuje, to łaknienie na śmieci i jedzenie w ogóle
                                            > spada?

                                            O to to. Smiem twierdzic, ze Ty sobie ta tarczyce zajechalas dieta niskoweglowodanowa. Ja jak zjem posilek bez wegli to w pol godzinny zaczyna mnie ssac glod taki nie wiadomo czego, niby brzuch pelny ale czegos sie chce i wtedy najlatwiej poplynac ze smieciami. Polecalabym Ci z wegli: ziemniaki, babtaty, potem kasze, ryz, platki owsiane. Male porcje: pyry 200-250g, kasze, ryz nie cala torebka, owsiane tylko 30-40g na posilek. Wy tam chyba wiecej macie platkow jeczmienne jakies cuda, mozna urozmaicac. Zadnych musli bo sa dosladzane, zadnych owocow suszonych, dzemow, wszystko cukier. Chleb tez sie samemu powinno piec.

                                            Ooo Zawle a jak dajesz rade z alko?

                                            Sabat Ty jesz chleb?
                                            • marek.zak1 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 13:52
                                              www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,19517800,nowa-piramida-zdrowego-zywienia-podstawa-warzywa-owoce-i.html#MTstream
                                            • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 14:21
                                              Jasne ze jem chleb. Pieczywo pelnoziarniste dwa razy dziennie po 50 gram. Ziemniaki tez popycham. Teraz nie jestem na low carbo tylko na zrownowazonej diecie, ale z lekkim deficytem kalorycznym. Ale u mnie podstawa wegli to brokuly, kalafiory, seler, marchew, pory, seler naciowy itd. Te low carbo to bzdety, obniza ilosc wody w organizmie, ale czlowiek czuje sie jak gowno i nie ma sily reki nad glowe podniesc. Po prostu unikac cukrow prostych i jechac na zlozonych + tluszcze z orzechow, oliwa z oliwek i odrobina prawdziwego masla.
                                            • urquhart Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 14:33
                                              Odpowiadasz na:
                                              hello-kitty2 napisała:

                                              > zawle napisała:
                                              >
                                              > Więc może o to chodzi? Że jak się
                                              > > organizmowi dostarczy co potrzebuje, to łaknienie na śmieci i jedzenie w
                                              > ogóle
                                              > > spada?
                                              >
                                              > O to to. Smiem twierdzic, ze Ty sobie ta tarczyce zajechalas dieta niskoweglowo
                                              > danowa. Ja jak zjem posilek bez wegli to w pol godzinny zaczyna mnie ssac glod
                                              > taki nie wiadomo czego, niby brzuch pelny ale czegos sie chce i wtedy najlatwie
                                              > j poplynac ze smieciami

                                              Mój przyjaciel endokrynolog który ustawia ludziom diety był zdania co ty Kitty. Ze jego zdaniem dominuje efekt że mięśnie to jedno ale mózg odżywia się glukozą którą organizm produkuje z węglowodanów, a to on odpowiedzialny jest za odczuwanie głodu.
                                            • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 17:26
                                              hello-kitty2 napisała: > Ooo Zawle a jak dajesz rade z alko?

                                              Mój obecny to abstynent więc razem sobie nie popijemy.
                                              • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 17:42
                                                zawle napisała:

                                                > Mój obecny to abstynent więc razem sobie nie popijemy.

                                                No nie: abstynent co woli szczuplutkie i juz dwie przyjemnosci w zyciu odpadaja. Zastanawiam sie co on ma za mocne strony, ze Ci sie oplaca ;-)
                                                • zawle Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 17:48
                                                  hello-kitty2 napisała:

                                                  > zawle napisała:
                                                  >
                                                  > > Mój obecny to abstynent więc razem sobie nie popijemy.
                                                  >
                                                  > No nie: abstynent co woli szczuplutkie i juz dwie przyjemnosci w zyciu odpadaja
                                                  > . Zastanawiam sie co on ma za mocne strony, ze Ci sie oplaca ;-)

                                                  Ma dużego i jest świetnym kochankiem, mieszka blisko, sam się utrzymuje:)) No i bardzo mnie lubi.
                                    • mabelle2000 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:15
                                      sea.sea napisała:

                                      > Pytanie, czy to fantazje o gwałcie, czy jednak, precyzując, o br
                                      > utalnym seksie.

                                      Tez mi sie wydaje, ze slowo "gwalt" jest w tym przypadku naduzyciem. Seks- namietny, brutalny, zarliwy, pelen sily i zdecydowania, pierwotnie dziki, a nie kurna zaden gwalt ;-) W dodatku w fantazji pod pelna kontrola.
                                      • sea.sea Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:20
                                        Przypomniała mi się akcja z filmu - wiecie którego, tego ze sceną z telefonistką, która pośredniczy, kiedy głuchoniemy chce do kogoś zadzwonić i zgłasza się do niej chłopak, który prosi o połączenie i tłumaczenie z sekstelefonem, nie przypomnę sobie tytułu teraz. Tam jest storyline o pannie, która się zwierza narzeczonemu, że chciałaby, żeby ją zgwałcił, a on na to wyznanie zalicza system error i w ogóle nie rozumie, o co jej chodzi :))
                                        • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:44
                                          >Przypomniała mi się akcja z filmu - wiecie którego, tego ze sceną z telefonistką, która pośredniczy, kiedy głuchoniemy chce do kogoś zadzwonić i zgłasza się do niej chłopak, który prosi o połączenie i tłumaczenie z sekstelefonem, nie przypomnę sobie tytułu teraz. Tam jest storyline o pannie, która się zwierza narzeczonemu, że chciałaby, żeby ją zgwałcił, a on na to wyznanie zalicza system error i w ogóle nie rozumie, o co jej chodzi :))<

                                          To nie był "Little Death" czasem? Tam przekrój tych fantazji seksualnych był różnorodny-np gdy kobieta była w stanie osiągnąć orgazm tylko wówczas, gdy udało jej się doprowadzić męża do płaczu, a jaką wskazywała się genialną intencją, by płakał, ile wlezie to już trzeba zobaczyć ,a scena, o której piszesz, z gluchoniemą dziewczyną i wręcz kapitalna.
                                          • sea.sea Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:50
                                            O właśnie ten, ktoś go gdzieś polecał na forum, więc obejrzałam i faktycznie było to dobre!
                                          • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:52
                                            ninek04 napisała:

                                            > To nie był "Little Death" czasem? Tam przekrój tych fantazji seksualnych był ró
                                            > żnorodny-np gdy kobieta była w stanie osiągnąć orgazm tylko wówczas, gdy udało
                                            > jej się doprowadzić męża do płaczu, a jaką wskazywała się genialną intencją, by
                                            > płakał, ile wlezie to już trzeba zobaczyć ,a scena, o której piszesz, z glucho
                                            > niemą dziewczyną i wręcz kapitalna.

                                            Ooo dzieki Ci, bo az mi sie przykro zrobilo, ze nie ogladalam, a brzmi lakomie ;)
                                  • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 21:53
                                    mabelle 2000 napisała
                                    >No dobrze, zalozmy, ze scena jest inscenizowana, film jest na niby, ale gwalt jest brutalny, ofiara sie wyrywa, szarpie, krzyczy. Po wszystkim zamienia sie w zmaltretowana, pelna bolu kupe nieszczescia. Ta rozpacz w jej oczach tez jest mega krecaca ?
                                    Skoro jednak sie umowili, ze ona go na ostro, albo on ja, to chyba zaden gwalt to jednak nie jest, co ?<

                                    Jeśli się umówili i wyznaczyli sobie oboje granice, do których mogą się posunąć,a po fakcie, czy nawet w trakcie okazuje się, że któraś ze stron zamiast funu i przyjemności czuje się zmaltretowana i wykorzystana, to wówczas ktoś te dopuszczalne granice przekroczył, nie licząc się z emocjami i uczuciami swojego partnera.W takim przypadku nie można mówić o konwencji gry erotycznnej, tylko o zwyczajnym akcie przemocy. Podstawą jest umowa i zgoda odnośnie tego, w co się bawimy.
                                  • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:23
                                    mabelle2000 napisała:

                                    > No dobrze, zalozmy, ze scena jest inscenizowana, film jest na niby, ale gwalt j
                                    > est brutalny, ofiara sie wyrywa, szarpie, krzyczy. Po wszystkim zamienia sie w
                                    > zmaltretowana, pelna bolu kupe nieszczescia. Ta rozpacz w jej oczach tez jest m
                                    > ega krecaca ?

                                    Ja sprobuje odpowiedziec, bo pewnie sie nikt nie podejmie (ponizej)
                                    Rekreativa NIE czytaj najwyzej.
                                    /
                                    /
                                    /
                                    /
                                    /
                                    /
                                    /
                                    /
                                    /
                                    /
                                    /
                                    /
                                    /
                                    /
                                    /
                                    /
                                    /
                                    /
                                    /
                                    Mnie nie podnieca ofiara (jej nieszczescie) tylko postawa gwalciciela, a dokladniej jego podniecenie, pozadliwosc, lapczywosc, gwaltownosc. Podnieca mnie jak on sie zaspokaja.
                                    • mabelle2000 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:26
                                      hello-kitty2 napisała:

                                      > Mnie nie podnieca ofiara (jej nieszczescie) tylko postawa gwalciciela, a doklad
                                      > niej jego podniecenie, pozadliwosc, lapczywosc, gwaltownosc. Podnieca mnie jak
                                      > on sie zaspokaja.

                                      I chuj mu w dupe.
                                      • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:30
                                        mabelle2000 napisała:

                                        > hello-kitty2 napisała:
                                        >
                                        > > Mnie nie podnieca ofiara (jej nieszczescie) tylko postawa gwalciciela, a
                                        > doklad
                                        > > niej jego podniecenie, pozadliwosc, lapczywosc, gwaltownosc. Podnieca mni
                                        > e jak
                                        > > on sie zaspokaja.
                                        >
                                        > I chuj mu w dupe.

                                        I to jest fajne zakończenie sceny. Wpada banda Rockersów gejów i gwałcą gwałciciela :D
                                      • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 22:50
                                        mabelle2000 napisała:

                                        > I chuj mu w dupe.

                                        hehe Mabelle, taki ten swiat, ludzi podniecaja rozne rzeczy ale lubie jak sie wkurzasz. Lecac prywata: ja sie od Ciebie ucze mowic 'jestem zla', jak jestem, a teraz nie jestem.
                          • wont2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 08:46
                            hello-kitty2 napisała:

                            > A ja mysle, ze to generalnie babskie podejscie, jakie Wy tu z Wontem prezentuje
                            > cie. Wont to jeszcze potrzebuje zeby mu kobieta imponowala ;-) Toz to jest typo
                            > we babskie podejscie. Sorry.
                            ----------
                            Może i babskie :( Ale, podkreślam - mówimy o babce do związku a nie ruchania. Bo do ruchania, to nie musi mi imponować.
                            • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 08:57
                              Ba. Do ruchania to musi sie ruchac :)
                            • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 13:20
                              wont2 napisał:

                              > Może i babskie :( Ale, podkreślam - mówimy o babce do związku a nie ruchania. B
                              > o do ruchania, to nie musi mi imponować.

                              No wiem, tylko kto by sie chcial z Toba zwiazac ;)
                              • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 13:34
                                No przeciez niedawno byl wątek, ze babka chciala a on nie. Praktyka jest ostatecznym kryterium prawdy.
                                • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 23.01.16, 13:53
                                  sabat777 napisał:

                                  > No przeciez niedawno byl wątek, ze babka chciala a on nie. Praktyka jest ostat
                                  > ecznym kryterium prawdy.

                                  Ta starsza o 8 lat? ;-) Nie wiem, moze przestane sie podsmiewac, jak Wont sie ozeni albo conajmniej z kims zamieszka i to potrwa rok dwa lata powiedzmy.
                        • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 14:28
                          A ja myślę, że patrzysz troszku przez różowe okulary na tę sławetną europejską kulturę...
                          Jestem świeżo po kilku dokumentach o prostytucji dziecięcej w krajach 3 świata.
                          Niestety, ale przeważająca większość klientów to biali mężczyźni z Europy i USA.
                          No i gdzie ta kultura i te wartości i prawa człoweika? W dupie. Czy raczej w chuju.
                          • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 14:34
                            Akurat prostytucja dziecieca dotyczy pedofili. Zauwaz, ze to dosc specyficzny typ psychiki, nie rozciagalbym tego na ogol mezczyzn.
                            • rekreativa Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 14:59
                              Nie, sabat,
                              Nie wszyscy męzczyxni, którzy korzystają z prostytucji dziecięcej czy oglądają takie porno to pedofile. Niestety. I skala tych zjawisk jest znacznie wieksza, niż byśmy się tu chcieli pocieszać.

                              Czlowiek z natury to bestia. Stworzony na podobieństwo Boga, tego starotestamentowego - okrutny, morderczy, mściwy, bezlitosny. Kultura to cienka pozłota, którą w pocie czoła wypracowały jednostki nieco mniej bestialskie od innych, ale wystarczy mocniejsze drapnięcie pazurem i pozłota pęka wszerz i wzdłuż, bestie wyrywają się na wolność.
                              Popatrz na świat. Gdziekolwiek jest zawierucha: wojna, rewolucja, wielka migracja, kataklizm, tam jest mordowanie i gwałcenie słabszych. Zawsze. Bez względu na szerokość geograficzną, kolor i wyznanie.
                              Kiedyś mignął mi na youtube dokument o prostytucji orangutanów. Dobrze widzisz. Małpy przykute łańcuchami do ścian, mężczyźni płacą i wiadomo, co robią. Jak jeszcze raz usłyszę "czlowiek to brzmi dumnie", puszczę wielkiego pawia.
                              • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 16:02
                                Obrzydliwe z tymi orangutanami, kurwa, chyba by mi musieli śmiercią grozić. A żeby jeszcze płacili?
                • ninek04 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 20:14
                  -
                  marek.żak napisał
                  >Myślisz, że lepiej być seksualną niewolnicą, czy nie mieć seksu w ogóle?<

                  No, w nawiązaniu do aktualnych trendów, to wczucie się w rolę seksualnej niewolnicy nie jest nie wiadomo jakim wyczynem znowu ;)
                  • sabat777 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 20:25
                    ninek04 napisała:

                    > No, w nawiązaniu do aktualnych trendów, to wczucie się w rolę seksualnej niewol
                    > nicy nie jest nie wiadomo jakim wyczynem znowu ;)

                    Co wiecej, aktualne trendy podpowiadaja, ze to wcale nie musi byc taka zla fucha... zalezy z czym i kim komu po drodze :)
          • hello-kitty2 Re: Kto się boi leniwych kobiet? 22.01.16, 12:37
            wont2 napisał:

            > Znaczy, ze wtedy daje bo chce a nie bo musi :)

            Ten co musi wyplata kobiety przekonywac sie o wlasnej seksualnej atrakcyjnosci ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka