Dodaj do ulubionych

Czy jest dobre wyjście?

05.05.05, 20:58
Witam, jestem nowa...
Czytam i szukam na tym forum jakiejs nadziei, ze można wyjsc
z kanalu jakim jest brak seksu w malzenstwie.
Jestem w takim kanale i o dziwo jestem strona, ktora chce mniej
niz ta druga. Zwiazek - 4,5 roku, blisko 2 lata po slubie. Seks
od poczatku znajomosci. Do momentu zaobraczkowania wspaniale,
przy kazdej okazji a nawet w miejscach i w porze nie do konca
standardowej. Po slubie: mieszkanie z rodzicami w ciasnym, akustycznym
domu, potem tabletki hormonalne i zupelny spadek libido z mojej strony.
Praca meza i jego zmiana (z czulego, wyrozumialego spokojnego czlowieka
stal sie cholerykiem z ciaglymi pretensjami). Byl to okres, kiedy seks
zdazal sie raz w miesiacu. Od roku nie biore hormonow, libido powoli
wraca. Ale i tak czesciej niz raz, dwa razy w tygodniu to dla mnie max,
dla niego codziennie. Jest coraz gorzej, ciagle pretensje do mnie o wszystko,
ciagle robie cos zle. Juz mi sie nie chce starac, a wierzcie staram sie
bardzo. Nie bez naczenie sa te jego humory, bo na seks wieczorem pracuje sie
caly dzien. A on mnie od siebie wprost odpycha. Szantazuje. Ciagle klotnie.
Pracuje cale dnie i czasem noce. Mamy malo czasu dla siebie. Czesto widzimy
sie: on mnie spiaca gdy kladzie sie spac w srodku nocy, ja jego spiacego gdy
wstaje rano. Gdy juz sie spotykamy, to albo ja nie mam ochoty, albo mam okres,
albo cos tam innego. Wiem, to ja jestem ta strona mniej aktywna, mam problemy
ale zawsze myslalam, ze wspolpracujac, wykazujac zrozumienie i cierpliwosc
mozna przeniesc gory. Bo przeciez kiedys bylo dobrze, wiec to nie tak, ze
jestesmy "niedopasowani". Mozna to chyba naprawic?
Ale on sie poddal, znalazl sobie przyjaciolke, podobno tylko internetowo -
telefocznina co to sie jej zwierza a ona jemu. Podobno chęć seksu z nia
skonczyla sie tylko na checi. I nawet mu wierze. Tylko czuje sie potwoernie
zraniona, zdradzona. Bo nie staral sie rozmawiac ze mna, tylko z inna.
Bo poszedl na latwizne. Bo sie poddal. Bo szantazuje, ze juz stracil ochote
na podejscia do mnie. Ze juz nie ma sily.
I ja sie pytam: czy malzenstwo nie zobowiazuje do ciaglej walki o nie?
Ja z nim bylam w tylu trudnych chwilach, i tez myslalam czasem, ze nie mam
juz sily, po czym bralam sie w garsc i znow ciagnelam tez woz. A on sie
poddal i juz.
Czy nie ma nadziei dla mnie, czy naprawde nie warto sie starac? Czy jestem
przypadkiem beznadziejnym, neuleczalnym?
No i strasznie sie boje, ze tej "zdrady" nie bede umiala zapomniec, i teraz
zablokuje sie na Amen.
Co robic, co myslec. Od paru dni jestem chodzacym strzepkiem nerwow. Rozne mysli
chodzily mi po glowie. Ale kocham go i chcialabym zeby bylo jak dawniej.
Boje sie, ze on poddal sie calkiem, a przeciez teraz to on musi byc silnejszy,
bo ja czuje sie zbyt zraniona zeby byc sila napedowa do zgody.
Poradzcie.
Obserwuj wątek
    • marcin1973 Re: Czy jest dobre wyjście? 05.05.05, 23:12
      No tak
      1) mieszkanie z rodzicami, którzy siła rzeczy blokuują życie seksualne (dla
      nich za częste za głośnie, zbędnę - to arguemtny, których używała moja
      tesciowa) - idealnie blokuje i zniechęca...
      2) praca za długa tez na seks nie wpływa korzystnie - gdzieś tyrzeba dać upust
      energii - lepiej w łożku niż w pracy
      3) na pretensje seks najlepszy - jak go nie ma, to się wszystko nakręca jak
      cholera (jak sobie nie pobzykam, jestem, nie wytrzymania, a jak mi świadomie i
      z premedytacją "nie da" to tym gorzej)
      4) kłotnie to normalka - małpy bonobo mają na to sposoby - pobzykać się! u mnie
      po kłotni to jest na ogól super pier... bo żona jest skruszona, wystraszona, a
      ja mogę udawać niezdobytego hehehehehe
      5) na seks wieczorem pracuje sie cały dzien - to ja dlatego wole dzien od seksu
      zaczać, to zwieksza prawdopodobienstow seksu wieczornego, a poza tym stępia
      jezyk i cheći do kłotni osłabia - no i stara prawda- baba porzadnie z rana
      wyboracana szykuje do pracy kanapki (jak czasem, ale niewyobracan nie naszykuje
      nigdy) za co dostaje sniadania (jak sie wyobraca nie pozowli musi sobie zrobic
      sama)
      6) czy jest wyjście - a spróbuj na niego wskoczyć z rańca, tak z tydzien pod
      rzad? może mu pracoholizm przejdzie, na neta nie bedzie miał czasu i babkę
      wirtualną zaniedba!! a juz lodzik o poranku - mmmmmmmm.
      Marcin



      adanik napisała:

      > Witam, jestem nowa...
      > Czytam i szukam na tym forum jakiejs nadziei, ze można wyjsc
      > z kanalu jakim jest brak seksu w malzenstwie.
      > Jestem w takim kanale i o dziwo jestem strona, ktora chce mniej
      > niz ta druga. Zwiazek - 4,5 roku, blisko 2 lata po slubie. Seks
      > od poczatku znajomosci. Do momentu zaobraczkowania wspaniale,
      > przy kazdej okazji a nawet w miejscach i w porze nie do konca
      > standardowej. Po slubie: mieszkanie z rodzicami w ciasnym, akustycznym
      > domu, potem tabletki hormonalne i zupelny spadek libido z mojej strony.
      > Praca meza i jego zmiana (z czulego, wyrozumialego spokojnego czlowieka
      > stal sie cholerykiem z ciaglymi pretensjami). Byl to okres, kiedy seks
      > zdazal sie raz w miesiacu. Od roku nie biore hormonow, libido powoli
      > wraca. Ale i tak czesciej niz raz, dwa razy w tygodniu to dla mnie max,
      > dla niego codziennie. Jest coraz gorzej, ciagle pretensje do mnie o wszystko,
      > ciagle robie cos zle. Juz mi sie nie chce starac, a wierzcie staram sie
      > bardzo. Nie bez naczenie sa te jego humory, bo na seks wieczorem pracuje sie
      > caly dzien. A on mnie od siebie wprost odpycha. Szantazuje. Ciagle klotnie.
      > Pracuje cale dnie i czasem noce. Mamy malo czasu dla siebie. Czesto widzimy
      > sie: on mnie spiaca gdy kladzie sie spac w srodku nocy, ja jego spiacego gdy
      > wstaje rano. Gdy juz sie spotykamy, to albo ja nie mam ochoty, albo mam okres,
      > albo cos tam innego. Wiem, to ja jestem ta strona mniej aktywna, mam problemy
      > ale zawsze myslalam, ze wspolpracujac, wykazujac zrozumienie i cierpliwosc
      > mozna przeniesc gory. Bo przeciez kiedys bylo dobrze, wiec to nie tak, ze
      > jestesmy "niedopasowani". Mozna to chyba naprawic?
      > Ale on sie poddal, znalazl sobie przyjaciolke, podobno tylko internetowo -
      > telefocznina co to sie jej zwierza a ona jemu. Podobno chęć seksu z nia
      > skonczyla sie tylko na checi. I nawet mu wierze. Tylko czuje sie potwoernie
      > zraniona, zdradzona. Bo nie staral sie rozmawiac ze mna, tylko z inna.
      > Bo poszedl na latwizne. Bo sie poddal. Bo szantazuje, ze juz stracil ochote
      > na podejscia do mnie. Ze juz nie ma sily.
      > I ja sie pytam: czy malzenstwo nie zobowiazuje do ciaglej walki o nie?
      > Ja z nim bylam w tylu trudnych chwilach, i tez myslalam czasem, ze nie mam
      > juz sily, po czym bralam sie w garsc i znow ciagnelam tez woz. A on sie
      > poddal i juz.
      > Czy nie ma nadziei dla mnie, czy naprawde nie warto sie starac? Czy jestem
      > przypadkiem beznadziejnym, neuleczalnym?
      > No i strasznie sie boje, ze tej "zdrady" nie bede umiala zapomniec, i teraz
      > zablokuje sie na Amen.
      > Co robic, co myslec. Od paru dni jestem chodzacym strzepkiem nerwow. Rozne
      mysl
      > i
      > chodzily mi po glowie. Ale kocham go i chcialabym zeby bylo jak dawniej.
      > Boje sie, ze on poddal sie calkiem, a przeciez teraz to on musi byc silnejszy,
      > bo ja czuje sie zbyt zraniona zeby byc sila napedowa do zgody.
      > Poradzcie.
      >
      • anula36 Re: Czy jest dobre wyjście? 05.05.05, 23:16
        bo żona jest skruszona, wystraszona,

        co ta twoja zona taka zestrachana- tluczesz ja czy co??
        • adanik Re: Czy jest dobre wyjście? 06.05.05, 05:41
          Kurde, nie rozumiem...nie jestem skruszona, bo nie mam powodu.
          To on zdradzil.
          Seks ze strachu...??
          Ja teraz dretwieje gdy mnie chce czubkiem palca dotknąc w łokieć,
          co dopiero sex??
          No i co w ogole, do seksu mamy sie, my kłody, zmuszac? Robic cos
          wbrew sobie? W imie spokoju w małżeństwie? Nie należy nam się trochę
          wyrozumiałości i pomocy ze strony facetów?
          • anula36 Re: Czy jest dobre wyjście? 06.05.05, 07:20
            No i co w ogole, do seksu mamy sie, my kłody, zmuszac? Robic cos
            > wbrew sobie? W imie spokoju w małżeństwie? Nie należy nam się trochę
            > wyrozumiałości i pomocy ze strony facetów?
            >

            Hmm a w takim razie co sie nalezy facetowi lubiacemu seks a zwiazanemu z zimna
            kloda, tylko "prace reczne" i frustracje?
            • petar2 Re: Czy jest dobre wyjście? 06.05.05, 08:39
              adanik napisała:
              > No i co w ogole, do seksu mamy sie, my kłody, zmuszac? Robic cos
              > wbrew sobie? W imie spokoju w małżeństwie? Nie należy nam się trochę
              > wyrozumiałości i pomocy ze strony facetów?

              anula36 napisała:
              >Hmm a w takim razie co sie nalezy facetowi lubiacemu seks a zwiazanemu z zimna
              > kloda, tylko "prace reczne" i frustracje?

              No właśnie, 2 pytania. A pomimo, że połowa forum o tym, powtarzają się często.
              I jakoś odpowiedzi mało satysfakcjonujące. Dlaczego?

              • anula36 Re: Czy jest dobre wyjście? 06.05.05, 16:55
                Po prostu dla kazdego odpowiedz jest inna - ja na szczescie juz znalazlam
                swoja :)
                • zupelnie_nikt Re: Czy jest dobre wyjście? 07.05.05, 17:53
                  anula36 napisała:

                  > Po prostu dla kazdego odpowiedz jest inna - ja na szczescie juz znalazlam
                  > swoja :)

                  jako ze jestes dla mnie wielkim autorytetem tutaj - podzielisz sie nia?

                  z_n
                  • anula36 Re: Czy jest dobre wyjście? 07.05.05, 17:56
                    haha niezla nobilitacja;)
                    ozieblego spakowalam i odeslalam skad przyszedl i zamienilam na goracego:)
                    Ale mnie o tyle prosto ze nie czuje wielkiej potrzeby tworzenia rodziny a
                    jeszcze mniejsza posiadania dzieci.
                    • anula36 Re: Czy jest dobre wyjście? 07.05.05, 17:58
                      ps. czuje sie jakbym sie obudzila z glebokiej spiaczki:)
                    • zupelnie_nikt Re: Czy jest dobre wyjście? 07.05.05, 18:43
                      anula36 napisała:

                      > haha niezla nobilitacja;)
                      > ozieblego spakowalam i odeslalam skad przyszedl i zamienilam na goracego:)
                      > Ale mnie o tyle prosto ze nie czuje wielkiej potrzeby tworzenia rodziny a
                      > jeszcze mniejsza posiadania dzieci.


                      no no... sie porobilo.
                      czy ten oziebly to z tego zwiazku o ktorym kiedys pisalas:
                      "Nie pytaj mnie dlaczego abstynencja mialaby byc przyczyna zerwania zwiazku. ja
                      nei zrywam mimo ze moglabym uprawiac 5 razy wiecej seksu niz mam.
                      Ale ja wyznaje zasade ze razem sie jest w szczesciu i nieszczesciu i tyle. Moj
                      wybor."?
                      pamietam rowniez ze pisalas ze tak dlugo jak dasz rade to wytrwasz a jak nie
                      bedziesz mogla wytrzymac to zerwiesz zwiazek ale nie zdradzisz. znaczy sie -
                      nie zlamalas tej zasady...?
                      czy opisujesz to gdzies dokladniej? to znaczy jak doszlas do takiej decyzji,
                      jak przebieglo rozstanie, jak sie znalazl ten "goracy"?
                      jesli nie - opiszesz?
                      gdybys nie chciala tutaj a zdecydowalabys sie na maila to rowniez bardzo
                      chetnie poczytam.

                      z_n
                      • adanik Re: Czy jest dobre wyjście? 07.05.05, 19:19
                        Tak czytam Wasze wypowiedzi i dochodze do wniosku, ze cos chyba jest
                        nie tak, skoro "anula36" najpier pisze, ze bedzie trwac z cierpliwoscia
                        u boku ozieblego, a potem nie wytrzymuje i odchodzi... i takich wypowiedzi
                        cale mnostwo na forum... Zastanawiam sie, czy nie zdajesz sobie sprawy,
                        ze to niekonieczne dobre rozwiazanie.
                        Przyklad - ja. Jestem obecnie ta bardziej oziebla. Widze poprawe, jeszcze rok
                        temu seks mogl dla mnie nie istniec. Nie czulam zadnej potrzeby. Teraz jest
                        troche lepiej, czasem czuje potrzebe, czasem nie ale po grze i zabiegach ze
                        strony meza udaje sie. A czasem tez nie mam ochoty, ale on jest juz tak
                        sflustrowany, ze wiele razy sie poddaje.
                        Ale do czego daze - kiedys bylo zupelnie inaczej. Jeszcze 3 - 4 lata temu
                        bylam tygrysica w lozku, lezelismy kiedys caly tydzien i nie wychodzilismy
                        spod koldry na dluzej niz 0,5 godz.
                        Wiec moral taki: Zycie jest zmienne, niesie ze soba wiele zmian i wiele roznych
                        sytuacji a czlowiek dostosowuje sie do nich, zmienia, poznaje roznych ludzi,
                        ktorzy sprawiaja ze jego zachowanie, czesto swiatopoglad sie zmieniaja. Czesto
                        zmienia sie takze libido, temperament lozkowy.
                        Tak wiec moze okazac, ze ten "gorący" anuli36 tez sie zmieni na ozieblego, i co
                        wtedy? Bedziesz szukala kolejnego goracego? A co jesli twoj temperament sie
                        zmieni? "Goracy" poszuka innej "goracej"? Czy zycie polega na szukania
                        odpowiedniego partnera do seksu? Czy nie tym roznimy sie od zwierzat ze
                        wazniejsze sa dla nas uczucia i mozemy panowac nad potrzebami ciala?

                        Wiem, ze niezbedna jest praca z obydwu stron, bo jesli tylko aktywna strona
                        pracuje nad poprawa, to nic z tego nie wyjdzie. Na odwrot rowniez. Ale mam
                        wrazenie, czytajac to forum, ze w wiekszosci przypadkow traktuje sie potrzeby
                        aktywniejszych jak odnisnik do normalnego stanu rzeczy, tzn. to oziebla strona
                        musi sie dostosowac do potrzeb strony aktywnej, a aktywna ma ja oczywiscie
                        cierpliwie wspierac. Ech... to chyba troche niesprawiedliwe, co?
                        • armila Do adanik! 07.05.05, 21:16
                          Wiesz co, aż się wzruszyłam jak czytałam o tym mailingi i jak mokłaś i miotałaś
                          się po mieście. Nie napisałaś za dużo o tej rozmowie z "przyjaciółką" ale -
                          może to jest tak, że Ty szukasz porady tutaj - a on u konkretnej osoby, z którą
                          może szczerze i otwarcie pogadać.

                          Ja na twoim miejscu, za swój cel w najbliższej przyszłości postawiłabym
                          sobie "wskoczenie" w miejsce tej "przyjaciółki" - przecież Wy też możecie być
                          przyjaciółmi. Z moim mężem znam sie ponad 10 lat (w tym 8 lat w małżeństwie) -
                          bardzo powoli zaczynałam się przed nim odkrywać, nabierać zaufania. Podam
                          przykład


                          Cholera - musze kończyć - bo mąż zarzuca mi że flirtuje z jakimś facetem na
                          necie (O ironio!!!) - a nie chce mu pokazywać co tutaj wypisuje. Odezwe się NA
                          PEWNO i skończe tą myśl, jeśli Cię oczywiście interesuje.
                          Pa.
                          • adanik Re: Do adanik! 07.05.05, 21:34
                            Pewnie ze interesuje :)

                            Tak sobie mysle, ze masz sporo racji w tym szukaniu zrozumienia... Tylko ja
                            zawsze chcialam byc jego przyjaciolka... tylko on sie jakos tak zagubil, a ja
                            stracilam czujnosc, ze cos jest nie tak. No i wyszlo jak wyszlo.

                            Mysle, ze moze za jakis czas przestanie bolec ta jego znajomosc.

                            Heh, moj tez wrocil, i tez kocze... dokoncze potem, zeby nie bylo ze mu czasu
                            nie poswiecam ;)
                            • armila Re: Do adanik! 08.05.05, 00:09
                              Dobra, już jestem - zasnął biedaczek - tez jest strasznie zmęczony po pracy...
                              a miało być tak fajnie... - ale nic straconego - rano odrobimy :-)

                              Skoro Cię ineteresuje; to podam Ci pare przykładów z własnego życia.

                              Myslę, że jak każda kobieta - wyobrażałam sobie, że mój facet po ślubie to
                              będzie czytał w moich myślach, przynosił kwiaty (przed ślubem po każdym
                              kochaniu dostawałam różyczkę - nieźle to sobie wymyślił..., ale było to
                              szalenie miłe i czułam się taka "szanowana" --
                              • ewolwenta Re: Do adanik! 08.05.05, 10:43
                                Nic dodać, nic ująć. Tyle, że jak to wdrożyć?
                                • adanik Re: Do ewolwenta! 08.05.05, 11:03
                                  ewolwenta napisała:

                                  > Nic dodać, nic ująć. Tyle, że jak to wdrożyć?


                                  Ano własnie... facet introwertyk, ktorego trzeba "zmuszac" do wygadania sie
                                  zonie, zona zraniona niesamowicie ta przyjaciolka...
                                  Ale powiem wam, ze moze sie uda. Narazie rokowania dobre, zeby mi tylko znow
                                  nie odbijalo z ta zazdroscia.
                                  Poprosilam, zeby sobie z ta przyjaciolka sprawy powyjasnial, ale zeby mnie
                                  uprzedzil o takiej rozmowie i potem zreferowal. Sama nie wiem czy to rozdrapywanie rany czy wyciagniecie zadry z rany (zeby sie zagoilo trzeba to
                                  zrobic).
                                  I zdaje sie normalnie rozmawiamy,wszystkie zale wygadalismy chyba... Czas pokaze
                                  jak wyjdzie w praktyce, po tygodniu, dwóch, trzech, w czasie mojego zespolu
                                  napiecia przedmiesiaczkowego, w czasie kolejnego nawalu pracy itd.
                                  • ewolwenta Re: Do ewolwenta! 08.05.05, 12:34
                                    trzymam kciuki
                                    • armila Re: Do ewolwenta! 08.05.05, 18:30
                                      Ja również trzymam kciuki!
                        • anula36 Re: Czy jest dobre wyjście? 07.05.05, 21:42
                          nie mam potrzeby z toba polemizowac.
                          JAk napisalam- ja znalazlam wlasna droge. BYc moze moja droga jest wlasnie
                          szukanie dobrego partnera do seksu. To moje zycie i szczerze mowiac nie
                          interesuje mnie opinia bliznich o moim postepowaniu, bo to ja je przezyje,nikt
                          za mnie.
                          • adanik Re: Czy jest dobre wyjście? 07.05.05, 23:06
                            Kurcze no, nie piłam do Ciebie. Tez nie lubie osadzania... bylas powiedzmy
                            ogolnym przykladem, bo mase przeczytalam tego typu wypowiedzi, i mam czasem
                            takie obawy, czy aby moj maz tez sie poddal...
                            A wiem, ze zycie nie jest czarno - biale, ze sa odcienie szarosci, w kazdym
                            zwiazku inne. I nigdy osoba z zewnatrz nie ma prawa oceniac decyzji dwojga
                            ludzi, ktorzy jakos tam sobie zycie ukladaja.
                            Przepraszam, jesli Cie urazilam.
                            Chcialam jednak poruszyc taka ogolna dyskusje, czy aby nie za szybko sie
                            skresla ta druga oziebla osobe. Czy aby napewno zawsze zostalo wlozone maksimum
                            pracy alby wyjsc z takiego kanalu?



                            anula36 napisała:

                            > nie mam potrzeby z toba polemizowac.
                            > JAk napisalam- ja znalazlam wlasna droge. BYc moze moja droga jest wlasnie
                            > szukanie dobrego partnera do seksu. To moje zycie i szczerze mowiac nie
                            > interesuje mnie opinia bliznich o moim postepowaniu, bo to ja je przezyje,nikt
                            > za mnie.
                            • anula36 Re: Czy jest dobre wyjście? 07.05.05, 23:18
                              Nie spokojnie,nie czuje sie urazona:)
                              Co to znaczy " za szybko sie skresla te oziebla osobe" kiedy to jest za szybko?
                              JA wlozylam w ten zwiazek 4 lata moze jestem slaba ale dla mnie to juz byl max.
                      • anula36 do z_n 07.05.05, 21:48
                        jesli juz to na priv:)
                        niebezpiecznie tu opisywac wlasne przezycia-latwo mozna trafic pod pregiez:)
          • marcin1973 Re: Czy jest dobre wyjście? 07.05.05, 08:48
            jasne - byłem wyrozumiały ze dwa lata i pomocny w tym sensie że sam sobie upust
            energii organizowałem we własnym zakresie (bez boków) i co? było jeszcze gorzej!
            w końcu lepiej sie czasem pobzykać (nawet jeśli się bywa "zimnym" - tylko się
            wtedy nie powinno chyba mieć orgazmu co? a ona ma prawie zawsze) niż znosić
            kwaśną atmosfere w domu. A pomoc? jasne - chcecie, żeby seks był kiedy wy macie
            ochotę, czyli bardzo rzadko! więc facet musi być wyrozumiały cierpliwy a potem
            jak wam się zachce za 10 lat kochać to będziecie mieć wyrzuty, ze jak mógł po
            2 razy dziennie to nic nie robił w celu przełamania waszych oporów.
            Marcin

            adanik napisała:

            > No i co w ogole, do seksu mamy sie, my kłody, zmuszac? Robic cos
            > wbrew sobie? W imie spokoju w małżeństwie? Nie należy nam się trochę
            > wyrozumiałości i pomocy ze strony facetów?
            >
        • marcin1973 Re: Czy jest dobre wyjście? 07.05.05, 08:43
          no nie! ale jej głupio czasem jest, że za mało z siebie wnosi do życia nie
          tylko erotycznego
          anula36 napisała:

          > bo żona jest skruszona, wystraszona,
          >
          > co ta twoja zona taka zestrachana- tluczesz ja czy co??
    • adanik Re: Czy jest dobre wyjście? 06.05.05, 05:43
      Ps, nie mieszkamy od dawna z rodziacami. Przeprowadzilismy sie
      na swoje po 4 miesiącach.
    • ambx Zmiana klimatu... albo małżonka 06.05.05, 08:25
      Ada-nik
      Wpuściliście sie w prawdziwy kanał. Doraźnie kup Persen i proś męża, żeby brał,
      zanim znowu zacznie się wściekać. Kiedy ostatni raz zrobiłaś mu loda? Mam
      jeszcze taki pomysł: Bierzcie urlop i rozejrzyjcie sie za przedsezonową
      ofertą "last minute" gdzieś pod palmą - żadnego zwiedzania zabytków, tylko
      hotel, plaża, jacuzzi i powrót do dawnych obyczajów. Do tego wonne olejki,
      masaże, studiowanie kamasutry i korepetycje z francuskiego. Jeśli to nie
      pomoże - przegraliście swoje życie... intymne i musicie zaczynać od zera.
      • nizynska Re: Zmiana klimatu... albo małżonka 06.05.05, 17:09
        jak mozna robic loda komus kogo sie brzydzi?To on powinien zaczac myslec o nich,ona mysli,ale sama nic nie zrobi.
    • pieroth Re: Czy jest dobre wyjście? 06.05.05, 08:26
      kilka lat temu też oszalałem na punkcie kobiety z netu, tez nazywałem ja
      przyjaciółką, tylko gg, telefony, potem sms coraz więcej sms. Nie wyobrażałóem
      sobie , że moge zdradzic żonę,ale zycie płata figle . Jeden real drugi, trzeci
      już w łózku , czwarty piaty, ech i tak dwa lata życia w dwóch światach. Moja
      żona nic nie wie do dzis , rok temu zerwałem znajomość ......... Tak naprawdę
      bałagan w mojej głowie trwa do dziś. Spytaj męża czy ta koleżanka nie jest
      przypadkiem z nad morza..... Pozdrawiam
    • krzysiek_dwadziesciapare Re: Czy jest dobre wyjście? 06.05.05, 09:25
      mieszkanie z rodzicami [ a każdy dorosły chce mieć kawałek SWOJEJ przestrzeni,
      na które ustanawia SWOJE zasady ] praca, stres i brak czasu - to , wydaje mi
      się, jest przyczyną.
      Jedyne co przychodzi mi do głowy - to spróbować jakiejś odmiany, jakiś wyjazd,
      cokolwiek byle na kilka dni wyrwać sie z rutyny. Jesli wtedy, nie obudzi sie w
      was to,co było w was [ a więc jestescie do tego zdolni ] - to już po ptokach. A
      jak sie obudzi - to masz nam to tu zakomunikować :)
    • nizynska ślub kościelny nie jest dla niewierzących 06.05.05, 11:36
      Nie rozumiem dlaczego ludzie nie bedacy katolikami zawieraja malzenstwo w kosciele katolickim.Przeciez to klamstwo.A jak ktos od klamstwa swoje zycie wspolne zaczyna to nie ma sie co dziwic ze potem problemy sa.Nie mam tu na mysli Ciebie adanik,ale szczerze watpie by twoj maz byl praktukujacym i prawdziwie wierzacym czlowiekiem.Malzenstwo nie moze obyc sie bez szacunku do drugiej osoby,a niestety twoj maz Cie nie szanuje.Ono ma wyplywac z wiary w jednego Boga obydwu stron.No,ale niestety mimo,ze razem obiecaliscie,ze na dobre i na zle,to juz tylko Ty mozesz dotrzymac slowa,bo On ma to w dupie.Ale nie martw sie on nie szanuje nie tylko Ciebie.Osoba ktora jest zupelnie pozbawiona szacunku z jego strony jest on sam.Jego slowo nic nie znaczy.Nie wiem czy jestes wierzaca,choc jesli wzielas slub i widze ze nie chcesz rozwodu,to chyba moge przypuszczac,ze jestes wierzaca.Twoja sytuacja nie jest za dobra,ale obiecalas,ze na cale zycie,wiec jedyne co Ci zostaje to modlic sie.O cierpliwosc dla Ciebie,o odpowiedzialnosc dla niego.Kurcze,gdybyscie w pelni swiadomie przyjeli sakrament malzenstwa,ze swiadomoscia konsekwencji,ze swiadomoscia,ze nie ma odwrotu,nie ma rozwodu,ze musicie sie dogadac bo bedziecie ze soba do konca zycia,to moze by bylo inaczej.Wiara wam potrzebna,jakkolwiek konserwatywnie to zabrzmi.Moze sobie pojedzcie na rekolekcje jakies razem.To nie jest glupia sprawa.Nie traktujcie mnie jak stuknietej katoliczki bo bynajmniej nia nie jestem.Moi rodzice sa po rozwodzie,praktycznie nie mialam dziecinstwa,teraz jestem dorosla i widze,ze gdyby moi rodzice zyli tak jak w kosciele przyzekali ze zyc beda to byloby inaczej.Nienawidze klamstwa i ciemnoty.
      • krzysiek_dwadziesciapare Re: ślub kościelny nie jest dla niewierzących 06.05.05, 12:25
        yyyyy....

        wydawało mi sie, ze jesteśmy tu po to, by sobie pomagać, a nie wydawać osądy,
        ale - jak widać - jeszcze za mlody/głupi jezdem....
    • drak62 Re: Czy jest dobre wyjście? 06.05.05, 16:16
      Wyjeźcie razem jak najszybciej na urlop- np. gdzieś na wieś (agroturystyka).
      Generalnie tam gdzie nie ma zgiełku i ludzi. Taki wspólny wyjazd zbliża i bywa
      lekiem na tego typu problemy.
    • nizynska bez przesady 06.05.05, 16:48
      no to przeciez jej powiedzialam ze sie modlic moze.Co mam jej kity wciskac,ze wszystko bedzie dobrze,ze on zrozumie i sie zmieni?Jezeli ktos raz zdradzil to zdradzi i drugi raz przy nastepnym kryzysie.Poprostu on jest do tego zdolny,miesci sie to w jego moralnosci...
      • petar2 Re: bez przesady 06.05.05, 17:02
        nizynska napisała:

        > Poprostu on jest do tego zdolny,miesci sie to w jego moralnosci...

        Ale ludzie się zmieniają. Natomiast co do rekolekcji, to może to być dobry
        pomysł. Organizowane są pod egidą Kościoła "spotkania małżeńskie". Jest to
        pewien rodzaj terapii, zbliżenia małżonków, udrożnienia komunikacji między
        nimi. Byłem uczestnikiem takiego spotkania parodniowego, polecam.
        Organizowane jest to przez małżeństwa, które wcześniej to przeszły i są w
        pewien sposób przygotowane do ich prowadzenia.
        Nie ma tam nachalnej religijności, prowadzone są te zajęcia czy też spotkania w
        delikatny i dyskretny sposób.
        Przy pewnej dozie chęci obu stron może przynieść niezłe rezultaty.
        • nizynska Re: bez przesady 06.05.05, 17:06
          Oczywiscie gdyby On zaczal wierzyc to moze by sie zmienil,ale bez wiary , nie wierze w to...Bardzo sie ciesze,ze polecasz te rekolekcje i podkreslasz ze nie ma tam nachalnej religijnosci :-)
          • petar2 Re: bez przesady 06.05.05, 17:12
            nizynska napisała:

            >Oczywiscie gdyby On zaczal wierzyc to moze by sie zmienil,ale bez wiary , nie w
            >ierze w to...Bardzo sie ciesze,ze polecasz te rekolekcje i podkreslasz ze nie m
            > a tam nachalnej religijnosci :-)

            Czyli niewierzący lub ci trochę na bakier z religią nie mogą stworzyć
            szczęśliwych i długotrwałych związków?
            W tych spotkaniach małżeńskich od biedy ateista też może uczestniczyć (choć nie
            wiem czy są w tym wzgledzie jakieś formalne wymogi).
            • nizynska Re: bez przesady 06.05.05, 21:13
              Tego,ze niewierzacy nie moga stworzyc dlugotrwalych zwiazkow nie powiedzialam.Ja mysle,ze wierzacym jest latwiej bo na pierwszym miejscu jest Bog,a potem dzieci i ta druga osoba,a przynajmniej tak powinno byc.A u niewierzacych czesciej na pierwszym miejscu wystepuje wlasne szczescie,a jezeli na pierwszym miejsu stawiamy wlasne szczescie to, moim zdaniem,jest wieksze prawdopodobienstwo rozstania...Nie wiem czy rozumiesz o co mi chodzi...
              • petar2 Re: bez przesady 06.05.05, 23:41
                Zgadzam się. Wiara w Boga i religijność stabilizuje związek i wzmacnia go. Wiem
                to po swoich rodzicach, którzy bez wiary już dawno rozeszliby się. I pomimo, że
                ich związek nie był idealny, przetrwał mimo kryzysów ponad czterdzieści lat i
                trwa nadal. Nie sądzę, że lepiej by im było rozstając się.
                • armila Re: bez przesady 07.05.05, 01:22
                  Wiecie co, chyba pomyliliście troche wątki.

                  Jak słyszę takie... do mnie to po prostu nie przemawia, mówicie o nienachalnej
                  religijności - ale właśnie to robicie.
                  Nie wiem, może do autorki tego wątku wasze wywody przemawiają.

                  Moim zdaniem na pewno potrzebna jest między nimi szczera rozmowa, ale tego
                  muszą chcieć obydwoje (połowa sukcesu już jest - adanik chce). Wyjazdy pod
                  palmy, jakuzzi - to już zaraz po tym.
                  Najpierw musisz sie zastanowić jak do tego twojego faceta dotrzeć, wspominasz o
                  kłótniach, długie pobyty w pracy - poniewaz to juz trochę trwa, więc oboje w
                  tej swojej złości juz tak się zatrzeciewiliście - że ciężko tak, po prostu
                  jakgdyby nigdy nic zrobić loda... nawet z rana.
                  Wiem jak to jest, obojgu duma nie pozwala odpuścić. Ale niestety ktos musi
                  zrobic pierwszy krok - a poniewarz to ty Adaniko tutaj napisałaś i szukasz
                  rady - to moim zdaniem powinnaś to być ty.
                  Kto nie próbuje - ten nie wygrywa. teraz pewnie, jak Ci powiedział o tej
                  przyjaciółce, tez jesteś wściekła i masz go dość. Nie znam twojego męża - ale
                  możliwe że powiedział Ci o niej, po to żeby wymusić na tobie jakąś reakcję,
                  sprawdzić Cię - skoro świadomie chce cię wkurzyć - to wnioskuję, że mu zależy.
                  W końcu to Ty jesteś tą stroną, która zaniedbała seksualność tego związku - tak
                  przynajmniej napisałaś.
                  Facet próbuje, z której strony uderzyć abyś się nim w końcu zainteresowała.

                  Więc na początek dobrze się zastanów jak zacząć rozmowe i jakich użyć
                  argumentów - aby potoczyła się w kierunku zgody - to w domu - SAMI. Może
                  skończy się w łóżku. Następnego dnia zadzwoń do niego do pracy, że nie
                  ugotujesz obiadu - bo idziecie na obiad do knajpy, potem spacer, kawiarnia z
                  winem przy świecach - łóżko.
                  Powinno się udać - to wypróbowany sposób!!! - i spontaniczny. Wakacje pod
                  palmami owszem - ale pracując nie da się od tak, z dnia na dzień spakować i
                  wyjechać.
                  Nie wiem czy ty tez pracujesz - jak czasowo - ale myślę, że wypad na obiad albo
                  kolację powinien się udać.
                  • adanik Re: bez przesady 07.05.05, 13:22
                    Ech, jestescie super, dziekuje Wam za wszystkie wypowiedzi. Dokaldnie
                    za wszystkie. A byly rozne, i negujace i podtrzymujace na duchu, ale wszystkie
                    byly super i utwierdzaaly mnie w przekonaniu ze moze sie udac to wszystko
                    jeszcze uratowac. Do niekltorych wnioskow doszlam juz wczesniej i gdy
                    potwierdzenie znajdowalam w waszych wypowiedziach bylo to bardzo budujace.

                    Pokomentuje sobie trochę:

                    1. petar2 napisał: "No właśnie, 2 pytania. A pomimo, że połowa forum o tym,
                    powtarzają się często. I jakoś odpowiedzi mało satysfakcjonujące. Dlaczego?"

                    - Ja tez nie znalazlam recepty na problemy w malzenstwie, szczegolnie ten
                    nieustajacy konflikt kloda - sexoholik. Mysle, ze moj maz tak naprawde ma
                    spore zadatki na seksoholika, moze kilka razy dziennie i po kilka razy pod rzad,
                    ja wymiekam po prostu. Kiedys ja mialam wiekszy temperamet niz teraz, a on
                    mniejszy. Pokielbasilo sie, biologia sie rozchybotala niestety;

                    2. anula36 napisala: "Po prostu dla kazdego odpowiedz jest inna - ja na
                    szczescie juz znalazlam swoja :)"

                    - Podziel się z nami swoja receptą :)

                    3. ambx napisał: " Mam jeszcze taki pomysł: Bierzcie urlop i rozejrzyjcie sie
                    za przedsezonową ofertą "last minute" gdzieś pod palmą..."
                    drak62 napisał: "Wyjeźcie razem jak najszybciej na urlop- np. gdzieś na wieś
                    (agroturystyka). Generalnie tam gdzie nie ma zgiełku i ludzi. Taki wspólny
                    wyjazd zbliża i bywa lekiem na tego typu problemy.

                    - Heh, o niczym bardziej nie marze :) Mysle, ze mogloby pomoc.

                    4. pieroth napisał: "kilka lat temu też oszalałem na punkcie kobiety z netu,
                    tez nazywałem ja przyjaciółką, tylko gg, telefony, potem sms coraz więcej sms.
                    Nie wyobrażałóem sobie , że moge zdradzic żonę,ale zycie płata figle . Jeden
                    real drugi, trzeci już w łózku , czwarty piaty, ech i tak dwa lata życia w
                    dwóch światach. Moja żona nic nie wie do dzis , rok temu zerwałem znajomość ...
                    Tak naprawdę bałagan w mojej głowie trwa do dziś. Spytaj męża czy ta koleżanka
                    nie jest przypadkiem z nad morza..."

                    - Ogilnie mnie przeraziles :( Co jest takiego w dziewczynach z nad morza? Hy? :P
                    Swoją drogą, myslisz, ze żona nic sie nie domyslala? Ja nie wiedzialam przez
                    miesiac, potem to juz bylo nie do zauwazenia. Swoja droga, to kto u Was robi
                    oplaty, placi rachunki, trzyma kaske? U nas ja, i trudno bylo nie zauwazyc
                    rachunku za telefon opiewajacego na sume kilka razy wyzsza niz normalnie.

                    5. nizynska napisała: " Co mam jej kity wciskac,ze wszystko bedzie dobrze,ze on
                    zrozumie i sie zmieni?Jezeli ktos raz zdradzil to zdradzi i drugi raz przy
                    nastepnym kryzysie.Poprostu on jest do tego zdolny,miesci sie to w jego
                    moralnosci..."

                    - Hmmm... wlasnie tegosie obawiam, nie wiem czy pisalam, ze nie jest to jego
                    pierwsza taka internetowa kolezanka. Dlatego mysle, ze wiedzial jak mnie to
                    zaboli, bo wiedzial jak bylo kiedys w podobnej sytuacji, aczkolwiek bardzo
                    innej, bo nie bylo obraczek, bo kolezanke mi przedstawil, bo poznana przede
                    mna, ale tez bolalo i tez troche schizowalam. Ale skonczylo sie dobrze, wtedy.
                    Z drugiej strony jesli zaloze, ze skoro raz to zrobi, to zrobi to przy
                    nastepnej okazji, to jak budowac zaufanie do niego, jak odbudowac ten zwiazek?

                    petar2 napisał: "Ale ludzie się zmieniają."

                    - No wlasnie, moze przemysli, moze dotrze do niego jak wielka krzywde mi zrobil
                    i nastepnego razu nie bedzie. Bo tak naprawde bardzo mnie kocha, ja jego tez.
                    Choc faktycznie mysle, ze jego granice moralne troszke inaczej przebiegaja
                    niz moje. A w malzenstwie powinno byc chyba tak, ze moga przebiegac w dziwnych
                    miejscach, ale dla obydwojga malzonkow w jednym i tym samym. Bo jedni robia
                    schadzki na dziki grupowy seks z roznymi partnerami i nikt nie czuje sie
                    pokrzywdzony, a dla innych "niewiny" flirt z kolezanka z internetu to zdrada
                    pierwszej kategori. Ja jestem tym drugim przypadkiem niestety.
                    Moj maz na poczatku mowil, ze jestem zaborcza, ze przesadzam, ze go chce
                    ograniczac. Dopiero gdy zaczelam szalec totalnie zobaczyl, jak bardzo mnie to
                    zranilo i zaczol zalowac. Dotarlo do niego, ze postapil zle i jest mu z tym zle.

                    0. krzysiek_dwadziesciapare napisał: "Jedyne co przychodzi mi do głowy - to
                    spróbować jakiejś odmiany, jakiś wyjazd, cokolwiek byle na kilka dni wyrwać sie
                    z rutyny. Jesli wtedy, nie obudzi sie w was to,co było w was [ a więc jestescie
                    do tego zdolni ] - to już po ptokach. A jak sie obudzi - to masz nam to tu
                    zakomunikować :)"

                    - Komunikuje oczywiscie wszystko :) Napisze Wam co sie zdazylo wczoraj:

                    Zobaczylam biling, oniemialam. Latwo bylo sie domyslic jaki numer telefonu
                    ma jego przyjaciolka. Byla normalnie jak w amoku. Wyszlam na deszcz, chodzilam
                    zmoknieta w parku i nie widzialam co mam zrobic. Mowil, ze to rozmowy na gg
                    dwa razy w tygodniu i czasm jakis sms, a tu lista od gory do dolu... szok.
                    Lazilam i lazilam zmoknieta po miescie, ludzie sie usmiechali i byli mili.
                    A ja chcialam wpasc pod samochod (nie udalo sie, przepuszczali na pasach), chcialam
                    sie rzucic do rzeki, ale bylo mi zbyt zimno. Chialam sie rozchorowac z tego
                    przemoczenia, tez sie nie udalo. I zadzwonilam do niej. Byla mila, taka
                    kolazanka zwyczajna. Zaskoczona. Prosila, zebysmy porozmawiali, zebym wszystkiego
                    nie przekresala. Wlasciwie nie wiem po co do niej zadzwonilam. To bylo zupelnie
                    w afekcie. Potem przyszlo mi do glowy, ze skoro nie wiem co ze soba zrobic,
                    to pojde do kosciola.

                    nizynska napisała: "no to przeciez jej powiedzialam ze sie modlic moze."

                    - Kicha tam, nie udalo mi sie to modlenie. Wyszlam po 10 min. Pojechalam
                    do kolezanki, nie odbieralam telefonu od niego, ucieklam. Wylaczylam komorke.
                    Potem rozsadek wziol gore, balam sie, ze cos sobie zrobi, czesto mnie tym
                    szantazowal, gdy mowilam, ze odejde tak mnie boli (potem okazalo sie, ze niewiele brakowalo zeby cos sobie zrobil zlego). Zadzwonilam, powiedzialam ze
                    nic mi nie jest, ze wroce rano. Siedzialysmy z kolezanka, pilysmy piwo i
                    gadalysmy o kosmetykach, ciuchach, zakupach, meblach, firankach i sie jakos
                    wyciszylam. No teraz moglam z nim pogadac. Zadzwonilam, i przyjechal po mnie.
                    Rozmawialismy az posnelismy ze zmeczenia. Rano tez rozmawialismy. Chyba sie
                    dogadamy. Troche ustepstw i mase codziennej ciezkiej pracy i moze sie uda.
                    armila napisała: "teraz pewnie, jak Ci powiedział o tej przyjaciółce, tez
                    jesteś wściekła i masz go dość. Nie znam twojego męża - ale możliwe że
                    powiedział Ci o niej, po to żeby wymusić na tobie jakąś reakcję, sprawdzić Cię
                    - skoro świadomie chce cię wkurzyć - to wnioskuję, że mu zależy."

                    Tez tak wlasnie mysle, ze ta przyjaciolka to wierzcholek gory lodowej (ironia slowna)
                    ale ta znajomosc mnie tak strasznie zabolala jakby mial kochanke od 20 lat.

                    armila napisała: "Więc na początek dobrze się zastanów jak zacząć rozmowe i
                    jakich użyć argumentów - aby potoczyła się w kierunku zgody - to w domu - SAMI.
                    Może skończy się w łóżku."

                    Przeczytalam cala twoja wypowiedz dzis rano, i choc juz po fakcie [ ;) ] wydaje
                    mi sie swietna. Szkoda, ze zawalony praca (ja tez pracuje, ale w normalnym
                    wymiarze czasu)... najlepiej byloby wyjechac teraz... w ramach namiastki
                    chodzilismy po sklepach i wybieralismy meble :)

                    I w sumie wierze, ze jest mozliwa zgoda i odbudowanie zaufania, ale boje sie
                    moich ciaglych zmianow nastroju, popadania z takiego stanu jak dzis w totalny
                    dol emocjonalny z wracaniem do tego bilingu i innych takich tam szczegolow z
                    jego znajomosci z "przyjaciolka". (wahania mam scisle zwiazane z gospodarka hormonalna) Ale bede sie starala, on tez :)
                    • chickenhawk Re: bez przesady 07.05.05, 17:59
                      > I w sumie wierze, ze jest mozliwa zgoda i odbudowanie zaufania, ale boje sie
                      > moich ciaglych zmianow nastroju, popadania z takiego stanu jak dzis w totalny
                      > dol emocjonalny z wracaniem do tego bilingu i innych takich tam szczegolow

                      Jest możliwa, tak z mego, całkiem świeżego, doświadczenia.
                      Byłem w dość podobnej sytuacji - kłótnie, pretensje, żale...
                      Wygląda na to, że to już chyba przeszłość. Trzeba sobie zdać sprawę, i nie
                      dotyczy to tylko seksu, że choć robimy coś wspólnie w rzeczywistości wykonujemy
                      zupełnie różne rzeczy. Konieczne jest tu wzajemne zrozumienie i zaufanie.
                      Obecnie, kiedy zupełnie szczerze i swobodnie rozmawiamy na dowolny temat,
                      ciągle jestem zdziwiony, (czasem nawet zafascynowany) jak różnie odbieramy te
                      same zdarzenia czy sytuacje. Teraz, mądry po szkodzie, dostrzegam jak to różne
                      rozumienie prowadziło do konfliktów.
                      Wiele razy tu czytałem radę: romawiać i rozmawiać ze sobą. Tak, potwierdzam.
                      Tyle, że to najpierw ja musiałem nauczyć się rozmawiać. U Was coś na kształt
                      tego mojego przełomu chyba widać.
                      Trzymam kciuki. :)
                      C.

                      PS
                      Nie martw sie na zapas swymi wahaniami nastrojów. Od pewnego czasu
                      nieprzewidywalność żony uznaję jako coś w rodzaju normy. A nawet miłego
                      urozmaicenia.
                    • orales73 Re: bez przesady 17.05.05, 15:55
                      Ja tez nie znalazlam recepty na problemy w malzenstwie, szczegolnie ten
                      > nieustajacy konflikt kloda - sexoholik. Mysle, ze moj maz tak naprawde ma
                      > spore zadatki na seksoholika, moze kilka razy dziennie i po kilka razy pod
                      rzad

                      z tym seksoholizmem to bym nie przesadzał. Jakby miał seks kilka razy dziennie,
                      po tygodniu libido by spadło, zapewniam. Jak jestem wyposzczony, to wydaje mi
                      się że mógłbym kilka razy dziennie. Po dobrym seksie w zasadzie dopiero po
                      dwóch dniach czuję że znów bym chciał.
                  • petar2 Re: bez przesady 09.05.05, 10:29
                    armila napisała:

                    > Wiecie co, chyba pomyliliście troche wątki.
                    >Jak słyszę takie... do mnie to po prostu nie przemawia, mówicie o nienachalnej
                    > religijności - ale właśnie to robicie.

                    A co to jest nienachalna religijność? Milczenie?

    • adanik Re: Czy jest dobre wyjście? 07.05.05, 20:22
      Tak mi przyszło do głowy, że doświadczenia osób którym udało się wyjść z
      oziębłości mogłyby być dla nas takim światełkiem w tym kanale w jaki wpadliśmy
      - mówię o tych mało aktywnych stronach w małżeństwie.
      Zakładam nowy wątek: "Osoby, które wyszły z oziębłości poszukiwane"
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=23618580
    • adanik Re: Czy jest dobre wyjście? 22.05.05, 06:17
      Nie myslalam, ze wroce do tego watku, nie myslalam, ze bede pisala, to
      co napisze... Nie myslalam, ze moj maz, ktoremy ufalam na tyle, zebym dala
      sobie za niego reke obiciac, wykorzysta to zaufanie bez mrugniecia okiem...
      Ze tak latwo bedzie mu mnie oklamywac... Ja po prostu chyba wcale nie myslalam :(
      Odkrylam przedwczoraj wiadomosci, ktore jego "przyjaciolka" mu wysyala. Nie bylo
      wiadomosci bez slowa: kocham, kochanie, ukochany itd.
      Jeszcze dwa, trzy tygodnie temu myslalam, ze sie dogadamy, ze wyjasnilismy sobie
      wszystko... choc czulam ze to niekoniecznie cala prawda. Moj maz jak sie okazalo
      bywal u tej dziewczyny, przytulal ja i calowal, ona wyznawala mu milosc (jego
      wiadomosci nie sa zarchiwizowane). Ale byly tez wiadomosci typu: "ja ciebie tez"...
      Moge sie wiec domyslal, na jakiego sms'a byla to odpowiedz.
      Jestem zalamana. Nie wiem co myslec, co robic...
      On przeprasza, mowi ze nie chcial mi mowic o prawdziwym obliczu tej znajomosc,
      poniewaz bardzo mnie kocha, zrozumial jaka krzywde mi wyrzadzal, chcial o tym
      zapomniec, chcial zaczac wszytko od nowa.
      Ale dla mnie to oklamywanie, a jak mozna budowac zgode na klamstwie?
      Nie spie, nie jem, jestem powaznie chora. Podejrzenia lekarzy sa okropne.
      Jestem w totalym dolku, z jednej strony zdradzona, z drugiej boje sie o moje
      zdrowie (a moze i zycie). Mamy powazne problemy finansowe, a on na nia lekka
      rekka wydal kilkaset zlotych.
      Nie wiem co robic, nie wiem co myslec.
      Czy on naprawde wie jak wielkie zlo zrobil? Czy mam jakakolwiek gwarancje, czy
      chociaz nadzieje, ze to sie nie powtorzy za rok, za 5 czy 10 lat?
      Czy mam go wywalic za zbity pysk, czy starac sie rozmawiac.
      Chcialabym niezyc...
      • woman-in-love Re: Czy jest dobre wyjście? 22.05.05, 15:46
        Pierwsza pomoc w takich przypadkach: zawiesić porozumiewanie się słowne, kupić
        sobie ciuch, kosmetyk, ew. fryzjer, kosmetyczka, niepowrót do domu, następnie,
        kiedy odrobinę skruszeje zgodzić się na rozmowę. Postawić warunki i przyjąć
        na "okres próbny". Dalej się okaże.
      • armila A to ...!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 23.05.05, 01:19
        Aż mnie zatkało. Te wiadomości są jakieś świeże? tzn. teraz z ostatnich dni, po
        waszej rozmowie sprzed 2 tygodni?
        • adanik Re: A to ...!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 23.05.05, 11:12
          Tak, drugie dno odkrylam w piatek :(
          Potem moze sie zbiore, wyzale sie bardziej...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka