Dodaj do ulubionych

zamysliłam sie dzisiaj nad forum...

23.05.05, 20:17
.. i dochodzę do wniosku, że omawiając wyczerpujaco problemy braku seksu -
własciwie mówimy o czyms innym - o radosci zycia. Czy jest możliwe cieszyć
się zyciem bez tego? Moze sa tacy ludzie? (Papież :-))) Ja nie potrafie
cieszyc sie życiem bez tej zabawy. A jak zyć w związku - nie ciesząc się,
tonąc w smutku i marazmie? Moze niektórzy tak potrafią?
Obserwuj wątek
    • marmullo Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 23.05.05, 23:45
      Zamyśliłam się dzisiaj nad forum.....i wycięłam wątek o wazelinie w pochwie,bo
      wskazywał na głupotę admina,a nie wypada by admin sie kompromitował...swoimi
      radami.
      • anula36 Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 00:04
        ten watek akurat ja wycielam-podpadl pod pseudodyskusje.
    • petar2 Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 07:39
      No, no, dokonałaś niezłych uproszczeń, wręcz manipulacji.
      Dedukcja: mało/brak seksu -> brak radości życia -> smutek i marazm jest błędna.
      Wyciąganie zbyt daleko idących wniosków z tego forum to tak jak budowanie
      obrazu świata po wizycie na oddziale psychiatrycznym.
      Afirmacja, w tym wypadku seksu, mogłaby dotyczyć wielu innych przyjemności
      życia. W ten sposób rozumując doszlibyśmy do wniosku, że nie da się żyć bez
      dobrej literatury, windsurfingu, golonki z mrożoną wódką, internetu czy lodów
      algida :)
      • woman-in-love Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 08:12
        ...może i dokonałam uproszceń, manipulacji... ylkopo co miałabym to robic? Nie
        mam zadnego interesu,zeby wynosic pod niebiosa radośc seksu. Interesuje mnie,
        czy jest mozliwe zycie radosne, spełnione bez tej dziedziny. Ja nie potrafie,
        zaraz łapię doła, ale moze mam za duze wymagania?
      • ewolwenta Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 21:59
        Brak dobrej lektury czy kiepski film w kinie nie przyprawia mnie, o taki atak
        szału jak brak zbliżenia. Wydaje mi się, że na dłuższą metę te inne potrzeby są
        do odstawienia i można bez nich żyć, tak jak żyli nasi pra pra.... Bez seksu,
        zdrowy człowiek, przestanie być zdrowy. To zupełnie inna bardziej pierwotna
        potrzeba.

        No dobra to moje osobiste odczucie – ja bym zwariowała.
    • violka30 Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 08:21
      dla mnie to czysta fizjologia;

      sprowadzanie radości życia do tego, czy w tym tygodniu uda mi się rozładować
      napięcie seksualne czy nie, zależy wyłącznie od libido konkretnej osoby-ta z
      niskim spokojnie będzie czerpać radość życia nie frustrując się brakiem orgazmu
      przynajmniej raz w tygodniu; organizm nie zgłasza potrzeby, nie odczuwa tym
      samym braku jej zaspokojenia=niezmącona radość życia trwa:)
      • gosiaczek265 Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 14:54
        Jeśli to tylko czysta fizjologia to równie dobrze mozna sobie samemu zrobic
        dobrze... Po co sie wysilac.
        • ewolwenta Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 22:03
          Bo to przyjemne i potrzebne jak szklanka wody po wysiłku w upalny dzień.
    • kampai Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 09:33
      Jeśli tak to zaprząta twoją głowę i cie męczy, to masz z tym problem. Ale to
      się dobrze leczy. Seks w życiu to nie podstawa. To zaledwie narzędzie, byśmy
      ewentualnie korzystając z niego byli lepsi do siebie wzajemnie. Ale to nie
      istota relacji partnerskich.
      • selfmademan Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 09:49
        W rzeczy samej.
        Nic dodać, nic ująć.
        • woman-in-love Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 14:05
          Wiem, ze bez seksu mozna żyć, podobnie - jak bez dobrej książki, muzyki, nawet
          bez pieniędzy, ale co to za życie? Zauwazyłam, że czesto zakłamujemy sie do
          szpiku kości wykrzykując, ze seks to nie istota związku, ale.....prawda i tak w
          koncu wypływa. Więc ciekawi mnie, jak wy to widzicie? A moze ja mam jakieś
          spaczone podejście?
          • anula36 Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 14:15
            jaka prawda?
            Ze nie da sie wszystkich zmierzyc jedna linijka??
            • drobiazg Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 14:18
              a do tego jest taka stara prawda "syty głodnego nie zroumie", ławo mi napisać,
              że obędę sie spokojnie bez seksu jak go mam...
            • woman-in-love Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 14:19
              A skoro kampai wie, co nie jest istotą zwiazku, to moze mógłby sie podzielic
              wiedzą - co nią JEST?
              • anula36 Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 14:20
                a czy isttota kazdego zwiazku jest to samo??
                • woman-in-love Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 14:26
                  Ja tego nie wiem, ale jak sama nazwa wskazuje - związek jest wtedy, jak jest
                  coś związane! Więc co jest tym spoiwem (może więzadłem, sznurem, klejem, nicią)
                  jesli nie seks? Mówię o związku miłosnym. A małzeństwo chyba takim powinno być
                  z definicji!
                  • anula36 Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 14:44
                    dla mnie :przyjazn i seks
                    ale wielu ludzi nie jest takimi romantykami - dla nich spoiwem moga byc
                    pieniadze, dom, kredyt, dzieci
                    A czasem mysle ze to zalezy od okresu zycia - trzeba sie pomeczyc zeby odchowac
                    potomstwo a potem hulaj dusza - piekla nie ma:)Nie problemow finansowych, z
                    dziecmi, dom wybudowany, zreszta nie trzeba mieszkac razem i mozna sie naprawde
                    dobrze bawic,oddajac w weikszosci rozrywkom i budowaniu zwiazku stricte
                    milosnego.
                    • petar2 Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 16:06
                      Ech, jak kobiety zaczną dyskutować a szczególnie w temacie z natury
                      emocjonalnym to logiki się nie doprosisz :)
                      Rozumiem, że szukamy czegoś wspólnego co wiąże większość związków a nie wyjątki
                      (bo pewnie znajdzie się para, którą wiąże głównie zbieranie znaczków
                      czechosłowackich).
                      Woman, jeśli masz na myśli, jak to nazwałaś "związek miłosny" to tym co go
                      wiąże jest miłość. Trudno definiowalne pojęcie ale mała wstawka:
                      "Miłość, o
                      czym pisali greccy klasycy,a dwa tysiące lat póżniej Freud,to przeplatające
                      się ze sobą w róznych proporcjach:seks,eros,przyjażń i caritas,czyli miłość
                      poświęcona dobru drugiego człowieka.Tyle tylko,że ta ostatnia,podobnie jak
                      eros i przyjażń,ma zupełnie inną chemię i może trwać przez całe
                      życie."

                      Seks jest jednym z jej elementów. Nie zawsze wszystkie występują naraz, zmienia
                      to się w czasie. Mogą więc istnieć (i istnieją) związki bez seksu czy przyjaźni.
                      Z czasem przecież wygasają potrzeby seksualne, czasem dopiero po 80-tce, czasem
                      pod wpływem choroby lub jakichś defektów fizjologicznych.
                      Nieraz wygasa miłość między dwojgiem ludzi ale pozostaje miłość do dzieci czy
                      uwarunkowania materialne. Niemniej ta miłość była i to jest jedyna wspólna
                      rzecz, która powoduje powstanie i rozwój związku.


                      • drobiazg Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 25.05.05, 08:15
                        petar2 napisał:
                        > Niemniej ta miłość była i to jest jedyna wspólna
                        > rzecz, która powoduje powstanie i rozwój związku.

                        to takie bardzo romantyczne i idealistyczne jest, nie znasz ludzi którzy tworzą
                        związek z wygody, lenistwa, braku chęci do zmiany, a do tego zaczeli go wcale
                        nie z miłości tylko np. z wyrachowania przynajmniej jednej strony
                        • petar2 Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 25.05.05, 09:54
                          Chwila, pogubiłem się.
                          Jaki związek masz na myśli?
                          PZPN, romans czy małżeństwo?
                          W pierwszym i drugim przypadku rzeczywiście miłość nie jest konieczna.
                          • kropla10 Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 25.05.05, 10:20
                            petar2 napisał:
                            > Chwila, pogubiłem się.
                            > Jaki związek masz na myśli?
                            > PZPN, romans czy małżeństwo?
                            > W pierwszym i drugim przypadku rzeczywiście miłość nie jest konieczna.

                            naprawdę nie znasz małżeństw, które są dlatego, że bogaty starszy pan (starsza
                            pani) zaspokaja finansowe potrzeby młodego dziewczątka (młodego chłopca) i wg
                            mnie ten związke nie ma nic wspólnego z miłością ( no ewentualnie jedna strona
                            może kochac a druga to wykorzystuje ) choć jest związkiem małżeńskim i żeby
                            nie było, że jestem cyniczna ja nie pisze, że nie może byc pary naprawdę się
                            kochającej się gdzie jest duża różnica wieku
                            albo para która po paro dniowej fascynacji i "wyprodukowaniu" potomka
                            postanowiła się pobrać dla dobra dziecka ( jak mniemam w nadzieji, że uczucie
                            przyjdzie później .. .) no a teraz sie rozwodzi
                            życie czasem ma mało wspólnego z romantyczną bajką...
              • kampai Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 24.05.05, 22:10
                Istotą związku jest ta myśl, żeby zestarzeć się razem. Oczywiście nie chodzi o
                to by cały czas o niej myśleć. Chodzi mi o to, że jeśli jest coś co do bólu
                zaprząta ci głowę, to masz problem z głową. Bo ciało jest zdrowe.
                • woman-in-love Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 25.05.05, 12:17
                  "zestarzeć sie razem" - naprawdę tak to czujesz? I w dodatku jako istotę
                  związku? Nie wpadłabym na ten koncept.
                  • kociaszek Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 25.05.05, 12:34
                    nie sadze aby milosci w wieku lat -nastu kierowaly sie pragnieniem wspolnej
                    starosci...
                    malzenstwo juz raczej tak...
                    dla mnie jest wspolnota: ducha, ciala, potrzeb...
                    a najwazniejsza jest przyjazn, bez tej chyba nie da rady w powaznym zwiazku...al
                    inne zwiazki...zalezy od powagi takowych...
                    a seks...bardzo wazny. ale chyba wciaz nie najwazniejszy...bez uczucia sam seks
                    traci fizjologia...
                  • anula36 Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 25.05.05, 20:16
                    to jaki koncept mialas wychodzac za maz???
                    • woman-in-love Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 25.05.05, 22:04
                      anula36 napisała:

                      > to jaki koncept mialas wychodzac za maz???

                      wychodząc za mąz miałam taki koncept, zeby razem budzić sie i zasypiać ze swoim
                      ukochanym. Miałam tez taki koncept, zeby miec z nim dzieci. Zeby stworzyć dom.
                      O starosci nie myślałam, zresztą w ogóle nie zamierzam sie starzeć.
                      • ewolwenta Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 25.05.05, 22:13
                        > O starości nie myślałam, zresztą w ogóle nie zamierzam się starzeć.

                        I pod tą filozofią się podpisuję :)

                        • anula36 Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 25.05.05, 22:50
                          tak czy inaczej jest to zalozenie spedzenia pewnej ilosci czasu z jedna osoba-
                          poprostu niektorzy poza dziecmi chca doczekac sie jeszcze razem wnukow.
    • thistle Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 27.05.05, 10:46
      A gdy to właśnie seks jest źródłem stresu? Długo czułam się szykanowana z tego
      powodu, że w zupełnosci wystarcza mi 2 godziny kochania się raz na dwa
      tygodnie, czasem raz na tydzień. Uległam swego czasu parszywemu szantażowi,
      który w mniemaniu Ślubnego miał "dodać radości i szczescia" naszemu zwiazkowi -
      zadne z nas nie było szczesliwe. On miał seks w odpowiedniej ilosci, ale nie
      miał juz moich uczuć ( bo jak, skoro walczył o seks, a nie o nie) a ja nie
      miałam już nawet świętego spokoju, a seks kojarzył mi się głównie z dreszczem
      obrzydzenia na sam widok pościelonego łózka. Najszczęśliwsza byłam w pracy.

      Gdy miarka się przelała, to ja się spakowałam. Bardzo niedawno.

      I nagle seks stracił u niego na wartości. I okazało sie, że da się cieszyć
      życiem w którym większość czasu spędza się poza pościelą. I w którym seks jest
      jedną z wielu opcji, a nie programem obowiazkowym.
      • ewolwenta Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 27.05.05, 10:57
        Przegięcia, nie zależnie w którą stronę, nie prowadzą do szczęścia.
      • kampai Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 27.05.05, 14:58
        Nie po to żona ma mnie, bym realizował jej cielesne potrzeby. Jak słucham heavy
        metalu żona z reguły każe mi przyciszać a najlepiej wyłączyć. I chociaż mam
        potrzebę naładowania się intensywną muzyką, nie zmuszam żony by słuchała ze
        mną. W seksie jest podobnie i działa to w obie strony.
        • ewolwenta Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 27.05.05, 16:13
          No tak tylko jak mam potrzebę na seks to z radiem jej nie zaspokoję. Chyba, że
          usiądę na subwooferze, ale nie wiem czy to coś da.
          A poważnie to analogia nie za bardzo udana, bo niby zamiast małżonka mam prosić
          sąsiada? Tu się nie da bez partnera, do tego trzeba dwojga, inaczej to nędzna
          namiastka.

          A na marginesie to po co żona Cię ma? Czy zaspakajanie tych cielesnych potrzeb
          nie jest właśnie jaką cząstką celu bycia razem.
          Oczywiście o zmuszaniu mowy być nie może. Nie w tej sferze.

        • thistle Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 27.05.05, 18:36
          żeby tak dało się takiego terrorystę łózkowego słuchawkami bezprzewodowymi
          spławić ;P
          • leszix Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 28.05.05, 17:12
            ...a gdyby tak thistle założyć słuchawki na Twoje uszy z muzyką miłości to czy zrodziło się w Tobie jakieś uczucie i potrzeby cielesnej miłości? :)
            • thistle Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 28.05.05, 19:16
              uczucie - nprawdopodobnie, potrzeby cielesne - nie wiem, możebne, ale nie
              konieczne. Uszy mam akurat wyjątkowo wrażliwe ;)
    • yoric Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 29.05.05, 13:54
      Jak zauważył ktoś wcześniej:

      geny ludzi, którzy nie czytali i do teatru nie chadzali mają się w nas całkiem
      dobrze - a gdzie są geny tych, którzy nie uprawiali seksu? ;)
      I dwa, również z ewolucyjnego punktu widzenia - statystycznie dwa główne
      korelaty myśli samobójczych u faceta to poczucie bycia ciężarem dla rodziny
      oraz brak seksu (trochę upraszczając).

      Jasna sprawa, że wielkość potrzeb to sprawa osobnicza, więc mogą być one
      mniejsze - co jednak nie znaczy, że seks można trywializować i zaliczać do
      potrzeb tego samego rzędu, co rozrywki i hobby.

      Mówienie, że coś w związku jest lub nie jest 'ważniejsze' niż seks to
      niewłaściwy sposób formułowania tej sprawy - trochę jak 'wolisz, żeby umarł ci
      tata, czy mama?', albo czy ważniejsza jest straż pożarna, czy pogotowie. Tego
      się tak nie mierzy.
      DLA WIELU OSÓB (do tej grupy się zaliczam) seks jest sprawą fundamentalną, tj.
      wchodzi w skład elementów 'nienegocjowalnych', takich jak wierność, miłość,
      zaufanie, itd. - z których nie można zrezygnować i nadal mieć udany związek.
      pzdrv
      • thistle Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 29.05.05, 14:47
        Przesadzasz. Do przekazania genów nie trzeba wogóle być entuzjasta seksu, w
        naszych czasach mozna być zupełnie dziewicą w tej dziedzinie - dosłownie i w
        przenośni. Temperament nie jest chyba warunkowany genetycznie, choć płodnosć
        jest. Co wtedy, gdy te nasze geny już przekazane dobrze dbają o siebie same w
        postaci zdrowego udanego i wystarczająco licznego potomstwa? Po co wówczas
        seks w tym ujęciu?
        gdy dzieci są na świecie, seks pozostaje juz TYLKO sposobem zagospodarowania
        wolnego czasu razem, równie dobrym jak zbieranie znaczków, bajdurzenie o
        malarstwie i literaturze czy gra w brydża. Dla niektórych bardziej, dla innych
        mniej ekscytującym niz poprzednie.

        DLA WIELU OSÓB (do tej grupy się zaliczam) seks jest sprawą fundamentalną,
        tj.
        > wchodzi w skład elementów 'nienegocjowalnych', takich jak wierność, miłość,
        > zaufanie, itd. - z których nie można zrezygnować i nadal mieć udany związek.

        A dla INNYCH - NIE - ja jestem z tej drugiej grupy. Więcej radosci i chęci do
        życia dostarcza mi interesująca rozmowa niż 1,5 godzinna sesja łóżkowa.
        Pewnie to uwarunkowanie hormonalne, ale dla mnie seks nie jest fundamentem
        niczego - bo nie gwarantuje tez niczego,poza sennoscia po. Jeden lubi róże,
        drugi piwo duże.
        Stawianie zaufania w jednym rzędzie z seksem jest dla mnie za to nadużyciem -
        seks się kończy, prędzej lub później, tak jak namiętność i bezwzględna
        atrakcyjność fizyczna ( choć ta względna, w oczach osoby kochajacej zostaje
        podobno na całe życie, wzmocniona nawet przyzwyczajeniem)i co wtedy?
        • yoric Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 29.05.05, 18:14
          Thistle,

          to nie działa w ten sposób. Żeby jakaś genetycznie uwarunkowana cecha utrwaliła
          się w populacji potrzeba wielu pokoleń, więc my nosimy te geny, które
          sprawdziły się kilkaset-kilkadziesiąt tysięcy lat temu. A byłoby naprawdę
          bardzo dziwne, wręcz absurdalne, gdyby temperament nie był uwarunkowany
          genetycznie, zważywszy, że na tę cechę jest mozna selekcja (celibat =
          nieprzekazanie genów).
          Zgodzę się tylko, że ilość seksu nie musi być związana z sukcesem
          reprodukcyjnym, zwłaszcza u kobiet, tj. więcej sexu nie równa się więcej
          przekazanych genów. Natomiast mężczyzna, który mimo licznej gromadki potomstwa
          nadal uprawia seks statystycznie przekaże więcej genów, niż taki, który da
          sobie spokój. Sporo upraszczam, bo tu jest wiele rozmaitych czynników, jednak
          ogólnie tak to właśnie wygląda.

          > A dla INNYCH - NIE ... Jeden lubi róże, drugi piwo duże.

          Dokładnie. Właściwie trudno o lepszą puentę.

          > Stawianie zaufania w jednym rzędzie z seksem jest DLA MNIE za to nadużyciem...

          Dla Ciebie. Dla mnie zupełnie nie, bo udany seks jest dokładnie w taki sam
          sposób niezbędny do funkcjonowania związku. A że z wiekiem się kończy w sposób
          naturalny? Wybacz, ale to śmieszny arguemnt. Np. wychowanie dzieci to dla wielu
          małżeństw podstawa. A dzieci też kiedyś opuszczają dom rodzinny i co wtedy?

          pzdrv
          • thistle Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 29.05.05, 19:23
            Wspomaganie rozrodu i antykoncepcja już jakieś dwa pokolenia temu przerwały
            zwiazek przyczynowo - skutkowy między propagacja genów i temperamentem. Nawet
            celibat nie jest przeszkodą w posiadaniu dzieci, można dzieci zrobić najpierw.
            Ponadprogramowa płodnosć tez nie jest gwarantem wysokiego libido - a to
            sugerowazł by wywód ewolucyjny. Ja jestem nna to chodzącym dowodem - dzieci
            mogłabym mieć nawet 10 ( i nie byłabym pierwszym ani drugim takim przypadkiem w
            rodzinie)czy np. jednoczesnie wykarmic trojaczki, a jakos mnie juz natura nie
            ciśnie w tym kierunku. Udana dwójka wystarczy ;0)
            Dzieci to inna kategoria, ale one równiez nie cementują ani nie ulepszają
            związku ( ileż na psychologii wpisów od dzieci, które marzyły o tym, by ich
            rodzice się rozstali, zamiast katować wzajemnie - "dla nich"). Dlatego nie
            podałam tego argumentu.
            Dla mnie zwiazek , który z którejś strony opiera się na seksie, zwyczajnie
            krzywo stoi. I w momencie, gdy seksu zabraknie, albo coś " z przyczyn losowych"
            (praca, choroba, wyjazd itp.) zacznie szwankować, wyjdzie jego słabośc -
            rozwieje się, jak sen złoty.
            • woman-in-love Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 29.05.05, 19:46
              Najciekawsze, ze to co myslimy o roli seksu i innych składowych dla trwałosci
              związku - ma niewielki wpływ na prawa natury, psychologii etc. Podobnie, jak
              chorągiewka nie ma wpływu na kierunek wiatru. Zaobserwowałam, ze wieloletnie
              stabilne związki walą sie, jak domki z kart, kiedy przemawia namiętnośc (do
              kogoś innego of course)
            • thistle Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 29.05.05, 20:07
              co, poniekąd, potwierdza moje przekonania - jeśli znajdzie się ktos
              atrakcyjniejszy seksualnie, zwiazek na seksie oparty diabli biorą tak samo,
              jak przy braku seksu, czyli nie ma co się na nim zbytnio opierać.
              • woman-in-love Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 29.05.05, 20:11
                thistle - jeśli zwiazek jest oparty na doskonałym seksie - nic go nie ruszy.
                Walą sie te takie "przyjacielskie", gdzie seks anemiczny, za to mnóstwo
                kompensujacych "pasji" typu hodowla kaktusów, filatelistyka etc.
                • anula36 Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 29.05.05, 20:24
                  byly jakies badania na ten temat?
                • landrynka8 Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 29.05.05, 20:27
                  >jeśli zwiazek jest oparty na doskonałym seksie - nic go nie ruszy.

                  mylisz się.

                  Owszem seks jest baardzo ważny, ale nie jest najwazniejszy. Udane pożycie
                  seksualne nie jest zadnym gwarantem. Mam kilka takich par wokół siebie.
                • ewolwenta Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 29.05.05, 20:33
                  Stanę po środku między Wami Dziewczyny . Udany seks, moim zdaniem, nie jest
                  gwarantem szczęścia w związku ale jego zazwyczaj istotnym przyczynkiem. Jeżeli
                  jest udany seks to związek raczej nie gruchnie z hukiem (przy pojawieniu się
                  atrakcyjnej sekretarki), a rozpad takiego związku z innych przyczyn jest o tyle
                  mało prawdopodobny, że jak pojawiają się problemu (innej natury) to dopiero ich
                  konsekwencją jest zanik chęci na fizyczną miłość.
                  Tristle mnie się zdaje, że w starszym wieku chęć na kochanie się zaniknąć
                  zupełnie nie musi. Niewiele chorób eliminuje zupełnie potrzebę zbliżenia. To
                  raczej inne przyczyny niezależne od wieku jak nuda, niechęć do wysiłku itp. Z
                  drugiej strony, jeżeli dobiorą się dwa umiarkowanie ciepłe temperamenciki to
                  związek będzie udany i nie runie z byle powodu.
                  • yoric Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 29.05.05, 21:15
                    Thistle,

                    >Wspomaganie rozrodu i antykoncepcja już jakieś dwa pokolenia temu przerwały
                    zwiazek przyczynowo - skutkowy między propagacja genów i temperamentem...

                    Krótko. Nie rozumiesz perspektywy ewolucyjnej. Wrzuć w
                    wyszukiwarkę "evolutionary psychology"; z agnielskim i z bystrością u Ciebie
                    bardzo dobrze (tak sądzę), więc złapiesz raz-dwa.
                    DISCLAIMER - nie twierdzę, że psychologia ewolucyjna ma odpowiedzi na wszystkie
                    pytania - tylko, że czasem potrafi wiele wyjaśnic.

                    Natomiast nie wiem co ma znaczyć całe to gadanie o 'związku opartym tylko na
                    seksie' i jak to się ma do dyskusji. To jest zupełnie nie na temat.

                    Motywacją zdrady nie zawsze musi być niezadowolenie z obecnego związku - często
                    może to być potrzeba dowartościowania się, albo zwykłe zawrócenie w głowie
                    przez przystojnego faceta/ładną kobietę. W żadnym razie tego nie pochwalam! Ale
                    nie możemy udawać, że tak się nie dzieje, bo się dzieje, nawet jeśli w łózku i
                    poza nim wszystko gra (choć wtedy na pewno rzadziej).

                    I jeszcze raz: NIE MOŻNA MÓWIĆ, ŻE DOBRY SEKS JEST LUB NIE JEST WAŻNIEJSZY OD
                    CZEGOŚTAM. To jest bzdura, błąd kategorialny. Czy przy pieczeniu chleba
                    ważniejsza jest, żeby dodać mąki, czy wody?
                    Dla wielu (nie wszystkich) par jest po prostu jednym z niezbędnych elementów
                    udanego związku. I tyle.
                    pzdrv
                    • ewolwenta Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 29.05.05, 21:29
                      To nie było do mnie. Uwaga na drzewko!
                      • yoric Dziewko :) 29.05.05, 23:24
                        fakt, że to 'Thistle' to miało być w tytule wpisu; natomiast nie lubię wrzucać
                        swoich postów gdzieś w środek wątku, bo potem trudno je wyłowić. Np. widzę, ze
                        pojawił się nowy wpis, a nie mogę zlokalizować. Dlatego dźefka nie
                        przestrzegam :).
                        pzdrv
                    • thistle Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 30.05.05, 11:07
                      yoric napisał:

                      > >
                      > Krótko. Nie rozumiesz perspektywy ewolucyjnej. Wrzuć w
                      > wyszukiwarkę "evolutionary psychology"; z agnielskim i z bystrością u Ciebie
                      > bardzo dobrze (tak sądzę), więc złapiesz raz-dwa.

                      oświeć mnie ;)
                      twierdzę, ż pełnym przekonaniem, że perspektywa ewolucyjna w momencie, gdy
                      popęd i rozmnazanie są juz od dawna zagadnieniami rozłącznymi ( Louise Brown,
                      pierwsze dziecko "Z próbówki" jest jest starsza ode mnie !) ta perspektywa
                      odzwierciedla już tylko przeszłosc - lusterko wsteczne, nie lupa. Dodatkowym
                      ograniczeniem zastosowania jest załozenie generalizacji zjawisk, zawarte w
                      samych załozeniach.

                      > DISCLAIMER - nie twierdzę, że psychologia ewolucyjna ma odpowiedzi na
                      wszystkie
                      >
                      > pytania
                      zgadzam się :)

                      - tylko, że czasem potrafi wiele wyjaśnic.

                      jeszcze poczytam, może cos się przejaśni ;)





                      > Dla wielu (nie wszystkich) par jest po prostu jednym z niezbędnych elementów
                      > udanego związku. I tyle.

                      ponownie sie zgadzam ;)
                      > pzdrv
                      i wzajemnie ;)
                      Miłego tygodnia ;)
                      Oset
                      • yoric Psych. ewolucyjna 30.05.05, 12:51
                        Trafia do mnie takie motto: "zanim skrytykujesz jakiś pogląd, upewnij się, że
                        krytykujesz ten pogląd, a nie twoje wyobrażenie na temat tego poglądu".

                        tu masz linkę: www.psych.ucsb.edu/research/cep/primer.html

                        text długi i sztywny, więc nie zmuszam, ale najważniejszy jest pkt 2:
                        Principle 2. Our neural circuits were designed by natural selection to solve
                        problems that our ancestors faced during our species' evolutionary history.

                        Skłonności do zachowań, - te które mają komponent genetyczny - były celem
                        selekcji w historii ewolucyjnej gatunku, a to jest kilkaset tysięcy lat, a nie
                        dwa pokolenia. Przez dwa pokoolenia trudno nawet mówić o selekcji, co dopiero
                        utrwaleniu genu w populacji.

                        Z resztą się zgadzam :). Życzenia przyjmuję - i nawzajem.
                        pzdrv
                • thistle Re: zamysliłam sie dzisiaj nad forum... 29.05.05, 21:35
                  Tylko jak długo seks moze byc doskonały? U nas był 5 lat, potem okazało się, ze
                  poza nie ma nic - seks wział w łeb, bo koniec konców, choćby na rzęsach stawać
                  i uszami klaskać to nawet kamasutrę da się w 1,5 roku przerobić, moze z
                  wyjątkiem tych najbardziej akrobatycznych poycji, i żadna Wisłocka, Masterton
                  itp. nie pomogą - prochu poraz drugi się nie wymyśli. Rutyna wkracza tym
                  szybciej, im intensywniej się wcześniej urozmaicało. Jeśli ktoś jest
                  nieatrakcyjny poza łózkiem, nie będzie zajmujący w łóżku, choćbt nie wiem co.
                  te kompensacje nie zapełniajądziury łóżkowej, ale tępozałóżkową - znydzenie
                  ogólne, którego żadna ilosć seksu nie ożywi.
                  • ewolwenta Jak długo seks może być doskonały? 30.05.05, 19:33
                    Tyle ile chcemy aby był doskonały!

                    To tylko kwestia nastawienia. Jeżeli za każdym razem oczekuje się szalonych i
                    nowych uniesień, szybko się można rozczarować. Kiedy człowiek cieszy się tym co
                    ma, to może latami czerpać satysfakcję z seksu z TYM SMAYM partnerem, nawet w
                    tych samych pozycjach. Kamasutra nie jest wtedy konieczna ani żadne akrobacje.

                    Po prostu czerpiesz pierwotną, prymitywną, zwierzęcą radość ze zbliżenia. To
                    uczucie jest nieporównywalne z intelektualnymi rozrywkami. Przeciwnie, takie
                    sterylne, techniczne podejście do seksu niszczy go.

                    Lody czekoladowe zawsze pozostaną lodami czekoladowymi. Lubię je i jem z
                    niekłamaną przyjemnością, za każdym razem gdy mam na to ochotę. Tak samo, tylko
                    zdecydowanie w innej skali, odbieram seks.

                    Oj coś mnie prześladują ostatnio te kulinarne porównania;
                    • thistle Re: Jak długo seks może być doskonały? 31.05.05, 15:28
                      Zamiast szalonych uniesień zostaje nuuda, to się zgadza.
                      Tak zwierzęco cieszyć się czymś można, gdy tego czegoś naprawdę brakuje - a
                      mnie brakuje najwcześniej po dwóch tygodniach - tydzień po tygodniu - to już
                      często. Dzień w dzień - marnowanie czasu, w którym można np. jeść lody
                      czekoladowe lub orzechowe( mniam, też lubię ;), generalnie, przygnębiajaca
                      sprawa.
                      • leszix Re: Jak długo seks może być doskonały? 31.05.05, 17:46
                        thistle ciesze sie że choć nie jesteś amatorką seksu to gustujesz w czekoladowych podnietach podniebienia ;) Wszystkim wedlug potrzeb i może nie wpychajmy czekolady tym którzy się już nią przejedli
                      • ewolwenta Re: Jak długo seks może być doskonały? 31.05.05, 22:28
                        Nie nuuuda. Tak jak lody się nie nudzą tak i seks też nie musi. Oczywiście
                        kwestia apetytu. Ale z drugiej strony, czemu ochota na seks ma się zmniejszyć a
                        na lody nie?
                        • leszix Re: Jak długo seks może być doskonały? 01.06.05, 14:32
                          Wlasnie tego nie rozumie ale powyzsze teksty probuja mi to wytlumaczyc choc przyznam - bez efektu
                        • thistle czekoladowo;) 01.06.05, 15:57
                          Bo czekolada jest dla mnie wciaż pełna niespodzianek - stanęłam dziś twarzą w
                          twarz z tabliczką o 95% zawartosci kakao - zamarłam z wrazenia, zupełnie
                          serio:) Jutro podbiegnę i kupię dla porównania z tą 70% i 85%.
                          uff, aż mi się ręce pocą ;)
                          • leszix Re: czekoladowo;) 02.06.05, 13:27
                            Nawet wiem którą czekoladę kupujesz;)
                            A gdyby tak jesć ciągle tą samą codziennie to smakowałaby tak samo jak seks czy trochę mniej?
                            • thistle ;))))))))))))))))))) 02.06.05, 13:40
                              Pewnie, ze mniej - dlatego czekam do wieczora, leży na półce i już sie do mnie
                              uśmiecha, a ja czekam i nabieram apetytu, i zamierzam cieszyć sie nią po
                              odrobince, z dobrą kawą, wieczorkiem;)

                              Oczekiwanie zawsze nadaje tego specyficznego smaczku...pożądania? ;)

                              gdyby tak jesć ciągle tą samą codziennie to smakowałaby tak samo jak seks czy
                              > trochę mniej?

                              gdyby seks tak smakował, M. byłby prawdziwym szczęśliwcem - na razie ma w domu
                              czekoladową wiedźmę ;)
                              • leszix Re: ;))))))))))))))))))) 02.06.05, 17:15
                                Na dodatek gorzka;)
                                A kto powiedzial ze seks nie moze polezec na polce jesli nie do wieczora to nawet kilka dni? A potem z kawa lub bez, z papierosem po (tylko nie w trakcie)da tyle samo satysfakcji co znana nam obojga dobrej firmy czekolada? ;)
                                • thistle Re: ;))))))))))))))))))) 02.06.05, 21:24
                                  kto powiedzial ze seks nie moze polezec na polce jesli nie do wieczora to naw
                                  > et kilka dni?

                                  Mój M.


                                  z papierosem po


                                  absolutnie wykluczone - kawa i papierosy tylko u Jarmusha ;)
                                  • leszix Re: ;))))))))))))))))))) 03.06.05, 11:46
                                    Dobrze, papierosy wyrzucamy;) Zostają tylko czekolada Lindt (najlepiej chyba 70%) i seks. Wygląda to tak: Wspaniałe łoże, Ty na nim, wokół nastrojowe świece, 3 miesiące postu i półka z gorzką czekoladą. W Twoich oczach wreszcie widać jakieś pożądanie... Tylko nie wiem czy seksu czy czekolady? ;)
                                    • thistle nie ma lekko 03.06.05, 12:37
                                      3 m-ce? od dwóch była bym porzuconą małzonką ;(
                                      a tak, 70% jest naj, ta 95% to zdecydowanie perwersja ;)
                                      • leszix Re: nie ma lekko 03.06.05, 19:26
                                        Co dwa tygodnie to jeszcze mieści się w granicach błędu statystycznego czyli nie jest jeszcze tak źle;) Ważne że chociaż łączy nas czekolada i zgadzamy się co do jej procentów. Zawsze to coś;)
                                        Mam nadzieję że mąż także lubi czekoladę bez perwersji.
                                        • leszix Re: nie ma lekko 03.06.05, 19:31
                                          A poważniej to masz rację. Nie wszyscy muszą czerpać z tego dziką satysfakcę. Może to są jakieś uwarunkowania, może niedopasowanie. Sam mam odmienne poglądy ale szanuje Twoje.
                                          Pozdrawiam:)
                          • ewolwenta Re: czekoladowo;) 04.06.05, 10:39
                            Polecam Wawel 90% kakao. Jest super.
                          • ewolwenta Re: czekoladowo;) 04.06.05, 10:42
                            Właśnie tak smakuje. W głowie, na półeczce czeka ta myśl, jak czekolada w
                            lodówce. Pojawia się czasem w ciągu dnia i dojrzewa do skonsumowania...
                            • woman-in-love Re: czekoladowo;) 04.06.05, 14:09
                              No, nie spodziewałam sie, ze poruszę lawinę czekolady :-))) podobno zawiera
                              substancje leczace z tęsknoty ( a tak w ogóle - to najlepsza Goplana)
                              • leszix Re: czekoladowo;) 04.06.05, 20:45
                                Popieramy rodzimą produkcję;)
                                Moja czekolada często leży zbyt długo na półeczce. A ze mnie taki łasuch;)
                                • woman-in-love Re: czekoladowo;) 05.06.05, 09:18
                                  To juz pewnie cokolwiek zjełczała :-)
                                  • leszix Re: czekoladowo;) 06.06.05, 09:07
                                    Czekolady nie jełczeją. Robią się szare ale smak zachowują bardzo długo. :-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka