Dodaj do ulubionych

Nie potrafię się z nim kochać

14.09.05, 11:25
Postaram się jak najkrócej opisać moją sytuację. Od kilku lat jestem żoną.
Sex z moim mężem nwet przed ślubem nie był jakiś wybujały, to był mój
pierwszy facet, z którym poszłam do łóżka. Ceniłam w nim dobroć, opiekuńczość
i myślałam, że jak ze sobą zamieszkamy to będzie fajniej i było ale nie do
końca, bo nawet nie mieliśmy prawdziwej nocy poślubnej, tzn. myślałam, że
facet będzie chciał nacieszyć się swoją żona i rzuci się na mnie w sexualnym
uniesieniu ale niczego takiego sie nie doczekałam. Generalnie było mizernie
jesli idzie o sex, bo tak poza tym to rozumieliśmy sie bez zastrzeżeń. MIjały
miesiace, a ze ja pracowłam w miejscu, gdzie wciąż przewijały sie nowe osoby
(mężczyźni) to zaczynałam dostrzegac innych, to jacy są, jak się zachowują,
jak patrzą na mnie. Zakochałam się, choć broniłam się przed tym długo, zdrada
była dla mnie czymś niewyobrażalnym, a jednak stało się...Zobaczyłam jak może
być super namietnie w łózku z kims innym. Tamto się skończyło, ale nastapiła
jakas zmiana we mnie. Do tej pory myślałam, że ze mna jest cos nie tak, że to
ja nie potrzebuje sexu i obwiniałam siebie, dodam że z mężem sex był coraz
żadszy, doszło nawet do tego że przez ostatnie ponad 2 lata nie kochalismy
się wcale. Ale okazało się, że ja tego potzebuje, pragnę, myśle o tym ale na
myśl ze mialabym to robic z mężem nastepuje jakas blokada. Wiem ze wynika to
z tego, ze wiem czego sie po nim moge spodziewc, a raczej to ze wiem ze nie
wiele moge sie po niem spodziewać. Porównujac to do tego co dośwaidczyłam z
kims innym wiem czego brakuje, że brakuje ognia, namietności i klimatu jaki
powienien być między kobietą a mężczyzną. Ostatnio zdecydowaliśmy sie na
rozwód, rozmaiwlaiśmy o tym jak jest miedzy nami, doszlismy do wniosku ze
takie zycie, bez sexu na przyszłość nie ma perspektyw dla nas. Jestesmy
jeszcze młodzi po co marnowac czas? Choc i tak już tamte lata uciekły...co
były. Ale w koncu nie roziedlismy sie, jest cos co nas łączy, choc były próby
z sexem, to ja nie czuje nic, wiem tez ze nawet mówienie mężowi tego czego
oczekuje nic nie da, bo on jest jaki jest, próbowałam juz, ale przeciez nikt
nagle nie stanie sie demonem sexu, nie zmieni swojej mentalnosci a tym
bardziej temperamentu. A ja znowu zaczynam czuc, ze chcę się kochac ale nie z
nim :-(

Dzięki że dotrwaliście do kona tej i tak bardzo skróconej historii. Uwieżcie
mi ja na prawde nie wiem co mam robic. Bardzo chciałąbym miec dziecko, ale
nie dlatego ze juz czas, bo jest kilka lat po ślubie,ale chcialabym zeby to
był owoc namietnosci, pożadania i miłosci a tego w moim malzeństwie nie
ma.Jest tylko sympatia i poczucie bezpieczenstwa.
Obserwuj wątek
    • raqu46 Re: Nie potrafię się z nim kochać 14.09.05, 11:33
      zupełnie jak u mnie, tyle, ze moja była żona miała jakieś opory.
      Pojechalismy jako młodzi małżonkowie na wczsy FWP. Domek dwa pokoje, trzyletnie
      dziecko, na stół podane, pokoik sprzątniety, słoneczko, jezioro, plaza, las,
      jednym słowem sielanka. i przez dwa tygodnie nie dała sie namówić na krótki
      bodaj numerek. miałem 25 lat. myslałem, ze mi j...a pękną. dokoła tyle pieknych
      lasek, u mnie piekna młoda żonka .. i nic.
      po powrocie do domu powrót do rutyny:
      seks raz w miesiacu, akurat jak sie jej okres skończył.

      czasem sobie myslałem, ze dobrze byłoby gdyby ja jakis inny facet ostro
      przeleciał.
      • une_femme Re: Nie potrafię się z nim kochać 14.09.05, 11:44
        powiem Ci, że ja też mam takie mysli, że chciałabym dowiedziec sie, że on np.
        kogoś ma, wtedy sprawa byłaby załatwiona, raz że może by się czegoś nauczył od
        niej, a dwa - ja nie miałabym żadnych wyrzutów sumienia, że to tylko ja taka
        niegrzeczna...
        • raqu46 Re: Nie potrafię się z nim kochać 14.09.05, 11:48
          teraz mam 46, inną partnerkę, i nawet mysleć mi sie nie chce o innych kobietach.
          • une_femme Re: Nie potrafię się z nim kochać 14.09.05, 11:50
            No to jesteś szczęściarzem, gratuluje i życze powodzenia:-) Ja mam 30 i jestem
            pełna nadziei, że jeszcze cos mnie spotka w tym życiu.....
            • raqu46 Re: Nie potrafię się z nim kochać 14.09.05, 11:54
              ;)
              szczęściarzem? no tak i nie, bo tęsknię za moimi dziećmi, wiem, ze nie bedą
              niańczył wnuków itp.
              ta szara rzeczywistość domaga się pieniędzy, pracy, uznania tej jakiejś tam
              społeczności w ktorej zyjemy i odpowiedzi na pytanie: czy ja jestem uczciwy?
            • skrzynka5 Re: Nie potrafię się z nim kochać 24.10.05, 12:13
              Moja sytuacja jest podobna, ale w gruncie rzeczy troche inna. Z moim facetem
              nie mam ochoty bo mnie nie pociaga, pomimo tego ze robi to dobrze i jest b.
              dobrze wyposazony. Natomiast z kochankiem, ktory jest bardzo przystojny i
              doswiadczony robie to czesto. Najciekawszy jest fakt, ze kochanek jest gorzej
              wyposazony niz chlopak i nie czuje z nim tak wiele jak z moim facetem. Pomimo
              to pociaga mnie on niesamowicie bo jest niezlym facetem.
        • tomek_abc Re: Nie potrafię się z nim kochać 14.09.05, 11:52
          Myslę, że pęd do ołatarza przeważył i w zasadzie trudno tu mówić o miłości....
          a zwalanie teraz winy na męża (że nie jest demonem seksu) jest bez sensu....
          w sumie pewnie nigdy go nie kochałaś i nie chciałaś się z nim kochać, więc po
          co wyszukiwać jakieś winy po jego stronie (że mało czuły, ze mało namietany, ze
          tratatata...)
          • mixin Re: Nie potrafię się z nim kochać 14.09.05, 11:57
            to nie ped...
            tak jest jak sie sympatie i zrozumienie pomyli z miloscia/pozadaniem (jak zwal,
            tak zwal, to co powinno byc w zwiazku ;)))
          • une_femme Re: Nie potrafię się z nim kochać 14.09.05, 11:59
            Twój pogląd na ten temat jest prosty i bardzo stereotypowy, jesli uwazasz, ze
            przyczyna tych problemow jakie mam moze byc brak milosci przed slubiem i
            malzenstwo z rozsadku to jestes w bledzie. Niestety taki sposób patrzenia na
            zycie ma wiekszosc ludzi, dlatego dochodzi do sytuacji niezrozumienia i
            frustracji. Życzę Ci, żeby Tobie w zyciu wszystko tak gładko i wedlug tak
            prostych pogladów jakie masz. Musisz wiedziec ze jest nie tylko białe i czarne,
            ale jest jeszcze mnóstwo odcieni tych dwóch kolorów. Pozdrawiam

            • tomek_abc Re: Nie potrafię się z nim kochać 14.09.05, 12:07
              Une femme

              Nie uwierzę, że to, że w łóżku jest mniej namietnie niż mogłoby być może być
              przyczyną rozwodu.
              Czy to, że stosunek trwa 5 minut , a nie 30 minut to powód do rozwodu?
              albo to , że facet ma nie takie wymiary jak potrzeba?
              Oczywiscie, gdy seks zanika całkowicie, gdy ludzie nie mogą na siebie
              patrzec.....to juz inna sprawa....
              Z tego co piszesz (moze intencja była inna) można wnioskowac, że po prostu juz
              go nie kochasz...

              un homme
            • raqu46 Re: Nie potrafię się z nim kochać 14.09.05, 12:10
              wiesz, kobiety często idealizuja miłość. nawet te oziębłe pragna uniesień...
              duchowych, adoracji kwiatków szeptów itp. ale żeby sie zycie dwojga ludzi udało
              muszą byc spełnione trzy rzeczy:
              zgoda co do ilosci potomstwa,
              bezpieczeństwo materialne,
              i spełnienie w seksie.
              prawdziwa miłość jest wtedy gdy oprócz kwiatków szeptów i uniesień marzysz
              jeszcze bu swojego partnera wszędzie całować i nie robisz tego żeby chuć wlasna
              zaspokoić tylko wyrazić swoje jemu oddanie.
              w tym sensie, skoro dojrzalaś do tego później jestes stracona. Z nim sie juz
              nie da, a z innym też nie.
              • mixin Re: Nie potrafię się z nim kochać 14.09.05, 13:57
                wiesz co femme? wcale nie mam takiego prostego ogladu... moze i niewiele
                widzialam i wiem, ale wlasnie probuje sie uczyc nie dzielic wlosa na
                dziesiecioro (w moim przypadku "na czworo" to by byl sukces...); napisalam cos,
                co mi sie nasunelo, byc moze nieslusznie, nigdy nie znamy do konca calej
                sytuacji... z boku to moze tak dokladnie wygladac;
                a i takie przypadki tez sa (to "z rozsadku" to troche za mocno powiedziane, to
                dosc delikatny problem), nawet wiele; wlacznie z osobami ktore tego po prostu
                nie widza i faktycznie zastanawiaja sie co jest nie tak (tylko nie wez tego
                znow do siebie, stwierdzam bez picia w czyimkolwiek kierunku)
                • une_femme Re: Nie potrafię się z nim kochać 14.09.05, 15:30
                  MAXIN!!!!!
                  komentarz o stereotypowym podejsciu nie był do Ciebie:-) tylko do Tomasza_ABC,
                  ale on najwyraźniej nawet sie nie zorientował...no cóż.
                  Poza tym jak czytam niektóre wypowiedzi to nasuwa mi sie jedna refleksja -
                  jesli ktoś nie czuje tematu to niech sie lepiej nie wypowiada, bo nie sztuką
                  jest moralizować, człowiek jest tylko człowiekiem, a dopóki ktos sam nie
                  doświadczy bólu nie będzie wiedział co to cierpienie.

                  Aha! i jeszcze jedno - sex to nie tylko fizyka ale tez cos więcej, więc
                  sprowadzanie mojej sytuacji do zwykłego zaspokajania potrzeb jest źle pojete.

                  Nie rzowiedlismy się, bo uznalismy że jest cos co nas łaczy i chcemy to
                  przezwycięzyć, te problemy, problem w tym że nie jest to łatwe.
                  • jack20 Re: Nie potrafię się z nim kochać 14.09.05, 15:36
                    Tzn. interesuja cie tylko osoby myslace twoim tokiem rozumowania?
                    Powinnas ta uwage zamiescic w swoim poscie.
                    Tak prosto madame to nie jest, gdy wystawia sie publicznie na forum swoje
                    problemy. Dlaczego oczekujesz wczucia w swoja osobe a nie partnera?
                    To jest twoj PROBLEM, ktory stworzylas i sama musisz sie fair do innych z nim
                    uporac. Wspolczucie innych niewiele cie do przodu popchnie.
                  • nowy_login73 Re: Nie potrafię się z nim kochać 16.09.05, 18:58
                    zaczekaj, czasami przychodzi moment przesytu i znudzenia partnerem. zdarza się
                    też tak, że przez dłuższy czas sex jest niesatysfakcjonujący. czasami wystarczy
                    długa, poważna rozmowa, czasami aż zdrada, ale uwierz, partnerzy mogą odnaleźć
                    się po latach małżeństwa.
                    ja przez długi czas nie czułam zainteresowania sexem, nie pociągał mnie mąż.
                    kochałam go bardzo ale ponieważ nie byłam zainteresowana sexem nie byłam
                    zainteresowana też jego osobą.
                    wiele lat trwała praca nad związkiem, nadal nie jest idealnie, ale mąż stał się
                    dla najbardziej atrakcyjnym mężczyzną na świecie, nie wspominając już o tym
                    jakim potrafi być wspaniałym kochankiem.
                    radzę wam rozmawiać ze sobą, dużo, dużo.

                    rozwieść sie zawsze zdązycie, to jest łatwe, trudniej jest naprawić to co się
                    psuje.
                    i uwierz w męża, jeśl spróbujesz mu mówić czego do niego czekujesz w łóżku,
                    jeśli sama będziesz mu dużo dawała >>> nie wierzę zeby się nie starał. a
                    ćwiczenie czyni mistrza :D
    • sagittka Re: Nie potrafię się z nim kochać 14.09.05, 14:22
      une_femme napisała:

      > Sex z moim mężem nwet przed ślubem nie był jakiś wybujały, to był mój
      > pierwszy facet, z którym poszłam do łóżka.

      I to był twój wybór, żeby z nim być. Znałaś jego temperament. To chyba jest
      powszechnie wiadomo, że namietność nie zwiększa sie wraz ze starzeniem się
      związku, lecz jest odwrotnie.

      > Ceniłam w nim dobroć, opiekuńczość
      > i myślałam, że jak ze sobą zamieszkamy to będzie fajniej i było ale nie do
      > końca, bo nawet nie mieliśmy prawdziwej nocy poślubnej, tzn. myślałam, że
      > facet będzie chciał nacieszyć się swoją żona i rzuci się na mnie w sexualnym
      > uniesieniu ale niczego takiego sie nie doczekałam.

      Jesli tego pragnęłaś, to trzeba było się na niego "rzucić w seksualnym
      uniesieniu", pokazać mu co lubisz.

      > Generalnie było mizernie
      > jesli idzie o sex, bo tak poza tym to rozumieliśmy sie bez zastrzeżeń.

      Jesli nie rozmawialiście o tym, to skąd wiesz że dla niego też było mizernie?
      Może facet był zadowolony z takiego poziomu seksu. Nie wszyscy pragną tego
      samego.

      > miesiace, a ze ja pracowłam w miejscu, gdzie wciąż przewijały sie nowe osoby
      > Zobaczyłam jak może
      > być super namietnie w łózku z kims innym.

      Innym? Raczej kimś, w kim jest się zakochanym, kogo się nie zna od tej strony.
      To naturalne, nowośc zawsze bardzo pociąga.

      > Do tej pory myślałam, że ze mna jest cos nie tak, że to
      > ja nie potrzebuje sexu i obwiniałam siebie,

      Bo tak chyba było. Jesli potrzebowałabyś tego, starałabyś się bardziej. Chyba,
      że twój mąż był kompeltnie oziębły i mimo twoich pomysłow i starań nie miał na
      nic ochoty. Ale chyba nie było żadnych starań, co?

      > dodam że z mężem sex był coraz
      > żadszy, doszło nawet do tego że przez ostatnie ponad 2 lata nie kochalismy
      > się wcale.
      ...
      > doszlismy do wniosku ze
      > takie zycie, bez sexu na przyszłość nie ma perspektyw dla nas. Jestesmy
      > jeszcze młodzi po co marnowac czas?

      Skoro życie bez seksu nie ma dla was sensu, to dlaczego przez dwa lata nic się
      nie działo??? Oboje pragniecie seksu, ale nie siebie nawzajem? Nie bardzo w to
      wierzę.

      Jesli para chce seksu i ta para się kocha, to ten seks jest. Czyli, może nie ma
      miłości?

      > ale przeciez nikt
      > nagle nie stanie sie demonem sexu, nie zmieni swojej mentalnosci a tym
      > bardziej temperamentu.

      A z opowieści twojej wynika, że ty własnie się zmieniłaś. Bo wczesniej byłaś w
      łóżku kiepska (ani ty, ani mąż nie czuliście satysfakcji i nie dążyliscie do
      zbliżeń), a teraz uwielbiasz namiętny seks.

      Mój komentarz końcowy do twojego postu:
      Nie kochasz męża, nie pragniesz go. ta wtwoja nagła zmiana jest tylko
      pretekstem do rozwodu.
    • woman-in-black Re: Nie potrafię się z nim kochać 14.09.05, 14:57
      Ja ci wspolczuje bo twoja sytuacja jest faktycznie nieciekawa.

      Ale tak to juz jest na tym swiecie z seksem i nie mozna oczekiwac ze kazdy
      bedzie bardzo namietny.Kazdy ma inny temperament, a skoro kochaliscie sie z
      mezem przed slubem to wiedzialas jaki z niego kochanek zanim
      powiedzialas "tak", wiedzialas na co sie decydujesz...

      A czemu w koncu nie doszlo do tego rozwodu???
    • infomed Re: Nie potrafię się z nim kochać 14.09.05, 15:07
      Muszę koniecznie wtrącic dwa słowa:)))
      przezyłam cos podobnego, tylko w moim małżeństwie brakowało i sympatii i
      bezpieczenstwa, ale nie w głowie była mi zdrada, miałam swoje zasady i
      niewyobrazalne było dla mnie - "inny facet":))))
      ale przyszedł czas, ze poznałam kogos, zdrasdziłam i............... zostawiłam
      męża i jestem z tym facetem, który daje mi wszystko:))) w seksie baardzo duzo,
      nigdy nie załowałam swojej decyzji
      powodzenia życzę, wszystko pzred Toba, ja mam juz ponad 30lat:))0
      • indianprincess Re: Nie potrafię się z nim kochać 16.09.05, 16:57
        mam podobny problem. z moim poprzednim (a zarazem pierwszym) partnerem było mi
        w łóżku cudownie, kochalismy się bardzo często, nawet kiedy miałam okres i
        nigdy nie mieliśmy dość. Teraz jestem z kim innym, jest przystojniejszy,
        wyższy, lepiej zbudowany, ogólnie o wiele bardziej atrakcyjny fizycznie.
        Uwielbiam spędzać z nim czas i jest nam wspaniale do momentu
        kiedy.....pójdziemy do łóżka. Po prostu nie mam wogóle ochoty się z nim kochać,
        nie pociąga mnie, nie lubie nawet się z nim całować. Nie wiem co się ze mną
        dzieje, czy zrobiłam się oziębła czy z nim coś jest nie tak. Wiem tylko, że
        muszę jak najszybciej skończyć ten związek. Ale jak mu to powiedzieć?:(
    • sofi84 Re: Nie potrafię się z nim kochać 16.09.05, 17:16
      moim zdaniem błędem jest hatac sie z pierwszym partnerem seksualnym, wczesniej
      niz np po 7 latach. kobieta przez ten czas dojrzewa a z reguly jest tak ze
      ciekawosc jak to jest z innym bierze gore. po tym czasie wiesz czy kochasz czy
      nie. mam przyjaciolke po 8 latach pobrala sie ze swoim facetem (tez jego
      pierwsza) i kochaja sie i pewnie nigdy nie przestana, ale to inny typ
      czlowieka. kochalam swojego pierwszego na zaboj ale jakbym sie z nim hajtnela
      wtedy tez by sie tak samo to skonczylo:(
      glowa do gory pouklada Ci sie jeszcze jak nie tu to tam pamietaj ze masz 1 zycie
    • tamika7777 Re: Nie potrafię się z nim kochać 20.10.05, 03:34
      czesc une femme...jest godz.02.10...po tym jak wczoraj majac problemy ze snem
      trafilam na twoje zwierzenia-caly czas myslalam czy powinnam do ciebie
      napisac...bo robi sie to bardzo przykre ze my osoby dorosle walczace z
      problemami codziennego zycia nie potrafimy sobie poradzic...zwracajac sie o
      pomoc do kogos,kto tak wlasciwie nigdy do konca nie potrafi nas zrozumiec i dac
      dobra rade...bo nie siedzi w naszej skurze...z biegiem czasu zrozumialams ze ze
      swoimi problemami niestety trzeba sie nauczyc radzic samemu...ale stwierdzilam
      ze jednak odpowiem na twoj list,bo moze cos z niego wyciagniesz lub poczujesz
      sie lepiej...no i tez nie wiem od czego tu zaczac...mamy w pewnym sensie
      podobna sytuacje...z ta roznica ze u mnie jest o wiele bardziej
      skamlikowana...mam 29 lat...od 11 jestem mezatka i mam wspanialego synka od 10
      lat...jak widzisz bylam bardzo mloda jak wyszlam za maz i wlasciwie oprocz tego
      ze chcialam stwarzyc wspaniala rodzine i cieply dom nie wiedzialam o zyciu
      nic...moj maz tez byl moim pierwszym...a malo tego odrazu za pierszym razem
      zaszlam w ciaze!...bylam troche wystraszona,a zarazem sie cieszylam...i
      wiedzialam ze sobie poradze...po tym 1 razie juz sie nie kochalismy,bo ja
      zielona w sprawach sexu balan sie o dziecko...sadzilam ze moze mu sie cos
      stac,a moj "doswiadczony" maz nie zaprzeczal...minelo 9 miesiecy...przyszedl na
      swiat moj kochany synek...i zaczely sie obowiazki...poniewaz tak sie zlozylo ze
      nie mial mi kto pomoc musialam radzic sobie ze wszystkim sama...a ze
      postanowilam byc "idealna" zona,wic zaczelam sie przeistaczac w robota...brak
      snu(karmilam piersia przez1.5 roku)pyszne obiadki,sprzatanie,pranie.prasowanie
      (majtek i prawie ze sznurowek)a wieczorem kapiel (balsamowanie
      sie,perfumowanie..)i......czekanie az minie troche czasu zebym wriescie mogla
      zaczac sie ucyc uprawiac normalny sex ze swoim mezem...miunelo jeszcze 5
      miesiecy...zaczelismy po woli do siebie docierac...po woli sie uczyc siebie...
      (smieszne,ale tak bylo)a ja przegladajac te wszystkie czasopisma i chcac byc
      dobra kochanka-zaczelam po woli wprowadzac eksperymenty...i coraz lepie mi
      szlo :)i coraz bardziej mi sie to podobalo...az nie moglam coraz czesciej bez
      tego wytrzymac...z ta roznica ze moj malzonek niestety byl
      ciagle "zmeczony"...a ja starawlam sie to rozumiec...po 1.5 roku wrocilam do
      pracy...zaczelam wychodzic do ludzi..kochalismy sie 2-3 razy na miesiac,a ja
      wpadalam w coraz wiekszego dola ze cos ze mna jest nie tak...ale spojrzenia i
      zachowanie innych mezczyzn poza domem dawaly mi do zrozumienia ze wszystko ze
      mna jest jak najbardziej TAK...az wrecz zaczelam paradowac po mieszkaniu w
      sexownej bieliznie :)a on byl wpatrzony tylko w T E L E W I Z O R!!!!zaczelam z
      nim rozmawiac bardzo czesto...bo chcialam zrozumiec CO JEST NIE TAK...ale
      ciagle to bylo zmeczenie...i nie wazne ze ja po 8 g.pracy wracalam i musialam
      robic tysiac innych rzeczy...krotko mowiac nadszedl taki moment ze przerwy w
      naszym wspolzyciu byly polroczne...a ja juz prawie ze rzucalam talerzami i tez
      nie wiedzialam co mam dalej robic...mialam rozne mysli...sama z nimi walczylam
      i robilam wszystko zeby nie doszlo do zdrady...bo to bylo wbrew moim
      przekonaniom...ale czlowiek sie zmienia...zycie cie zmienia...bo ile mozna
      wytrymac?!mijaly miesiace,a on nawet tego nie zauwazal..oddalilismy sie od
      siebie,zaczely sie klutnie...a ja probowalam rekapensowac sobie to praca i
      miloscia do dziecka...wiele razy mialam mysli o rozwodzie,ale nie myslalam o
      dziecku...nie chcialam je narazac na to..az stalo sie...po 8 latach zakochalam
      sie...on probolal przez rok sie chociaz umowic na kawe,a ja obracalam to w zart
      dopoki sama sobie nie uswiadomilam ze juz zapozno...rozumielismy sie bez
      slow,bo on byl w takiej samej sytuacji...i trwal w zwiazku ze wzgledu na
      dziecko...spotykalismy sie w miare mozliwosci i to co nas laczylo bylo nie do
      opisania..a sex z nim sprawial ze uwierzylam w raj:)...nie moglam tak dluzej
      wytrzymac...wyprowadzilam sie z domu...zostawilam wszystko...wzielam
      synka,wynajelam mieszkanie i chcialam zaczac wszystko od nowa...po 2
      mies.dowiedzialam sie ze moja mama jest bardzo chora...miszka daleko,wiec ja
      musialam zaopiekowac sie nia.zrezygnowalam z mieszkania,a synek musial byc z
      mezem jakis czas...po moim powrocie wszystko sie zmienilo...moja wielka milosc
      niestety nie przetrwala,bo on stwierdzil ze to nie ma sensu...a moj maz robi
      wszystko zebym od niego znow nie odeszla...a NAWET chce sie kochac:)...tylko ze
      ja nie potrafie... zablokowalam sie tak jak ty...i pomimo tego ze mi brakuje
      strasznie milosci,czulosci i sexu-nie potrafie...zabil we mnie duzo pozytywnych
      cech,milosc do siebie i wiare w prawdziwy zwiazek...nie wiem czy to sie kiedys
      zmieni i co bedzie dalej...jak narazie po prostu mija dzien za dniem......tak
      ze trzymaj sie...buzka
      • zwiirek Re: Nie potrafię się z nim kochać 20.10.05, 08:55
        Czy lepsza jest milosc bez seksu czy seks bez milosci?
        Sprobuj sie przekonac, ze to drugie i moze w ten sposob jakos dotrzec do meza. Moze razem musicie tak podejsc, bo jest za dlugo nie bedziesz go dopuszczala to wkoncu on znowu straci zaangazowanie i wszystko wroci do "normy".
        • horse45 Re: Nie potrafię się z nim kochać 20.10.05, 10:13
          Zacząłem podobny watek, jak widać, mężczyźni mają podobne problemy. Wydaje mi
          się, że mój związek jest szczęśliwy, ale żona nie chce seksu, czy też chce go
          bardzo mało, ledwie parę razy do roku. I też nie wiem, jak sobie z tym
          poradzić. Wejście z takim problemem na forum na ten plus, że człowiek
          spostrzega, że nie jest jedyny. Z drugiej jednak strony trudno liczyć na rady,
          może dlatego że naprawdę celnych i dobrych rad nie da się udzielić, ale też
          dlatego że rad udzielają najczęściej ci, którzy mają do tego skłonność, a więc
          wszelkiej maści moraliści i "wiedzący lepiej".
          Nawet ci, którzy mówią "rozmawiajcie, rozmawiajcie" - choć mają rację - mówią
          banały, bo czasem właśnie porozmawiać się nie da, do rozmowy potrzeba dwojga
          gotowych partnerów, a nawet gdy jest gotowośc, to okazuje się, że dwoje mówi a
          nie słucha, nie rozumie się, inaczej odczytuje intencje drugiej osoby, a nawet
          sensy słów, czy coś takiego jak ton głosu i "język ciała".
          Smutne to, ale chyba trzeba mieć nadzieję, że jednak coś się uda. Bo inaczje to
          życie nie miałoby przecież sensu.
          • zwiirek Re: Nie potrafię się z nim kochać 20.10.05, 10:46
            Mam nadzieje, ze to nie ja jestem moralista lub "wiedzacym lepiej". A zreszta, nawet jakby.... Masz okazje poznac spojrzenie ludzi podobnych do Ciebie jak i zupelnie innych. Ludzi, ktorych zwiazki niszczy utrata milosci czy "katolickie" wychowanie. Masz (ja tez) jakas szanse na znalezienia jakiejs odpowiedzi na nurtujace nas pytania czego Ci (jak i sobie :)) bardzo zycze. Jest szansa, ze dotrze do nas cos na co teraz jestesmy slepi. Zobaczymy. Powodzenia.
          • margarita17 Re: Nie potrafię się z nim kochać 20.10.05, 10:56
            Tak, wiele osób mówi rozmawiać, mówisz że to banały , bo czasem się nie da. To
            jakie jest wyjście? A może go po prostu nie ma z tym partnerem? Moze trzeba dać
            sobie trochę czasu na przemyślenia i ... jakoś żyć jako singiel dalej?
    • kroqus Re: Nie potrafię się z nim kochać 23.10.05, 08:12
      A wystarczyło przed ślubem mieć swoje doświadczenia i nie byłoby problemu. To
      tak samo jak kobiety myślą że facet po ślubie już nie będzie pił bo przecież
      się kochają. Nie wolno kupować kota w worku.
    • dee.jay Re: Nie potrafię się z nim kochać 25.10.05, 00:16
      napisz mi prosze czy jestes z Wrocławia. Bedzie mi latwiej. Ja mieszka we
      Wroclawiu. Pozdrawiam. dee.jay@gazeta.pl
    • zydmason Re: Nie potrafię się z nim kochać 25.10.05, 02:08
      zabij meza, zostan wdową, wyjdz ponownie za mąz proste? postaraj sie o
      kompetentnych ludzi i zelazne alibi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka