Dodaj do ulubionych

Co dalej???

16.09.05, 09:48
Nie wiem od czego zacząć bo czytając Wasze posty odnajduję w każdym o
podobnym temacie, wiele rzeczy wspólnych dla mojej historii życia:
(.Pobraliśmy się z miłości po 11 miesiącach znajomości.Uczucie
szalone,porozumienie bez słów.Po 3 latach małżeństwa choroba mężą i pół roku
wypisane z życia. Później zapada decyzja o dziecku ale nie ma tak prosto i
łatwo. Po 2-letnich staraniach nareszcie jest ciąża.Jakoś wszystko układa się
po myśli i wychodzimy z każdego zakrętu obronną ręką.Likwidują męża firmę w
mieście i zapada decyzja o wyjeździe do pracy do Warszawy, gdzie firma ma
siedzibę. Dziecko ma 18 miesięcy. Jest mi ciężko. Mąż uspokaja,że to
tymczasowe rozwiązanie i tak do dzisiej.Dwa lata temu dowiaduję się o
kobiecie,zdradzie.Słowa ogromnej miłości do mnie i dziecka, chęć odbudowania
wszystkiego.A teraz od 2 miesięcy nie ma mowy o seksie,mąż odsunął się i po
rozmowie stwierdza,że już od dawna mnie nie kocha.Rozmawiamy często ale
okazuje się,że byłam okłamywana i do końca mąż nie był ze mną szczery!! Dwa
lata temu prosiłam,by jeżeli tylko zostaje ze mną dla dziecka nie robił tego.
Mówi,że się stara ale nie jest w stanie się zmusić i nie wie kiedy wszystko
się poknociło między nami!!. Obecnie mam ogromny dylemat - jesteśmy przed
decyzją zmiany mieszkania, zaciągnięcia kredytu.Mąż twierdzi,że trzeba
zmienić mieszkanie a ja mówię po co?? Piszę trochę chaotycznie ale takie mam
teraz myśli:( Przyjeżdza z pracy -rozmawiamy normalnie, zgadzamy się w
decyzjach dotyczących wychowania naszej już 5-letniej córy ale nie ma już
uśmiechów,dotyków. Podzielcie się w tym moim chaosie odrobiną porządku.
Obserwuj wątek
    • kroni Re: Co dalej??? 16.09.05, 09:59
      myslę, że powinniście kilka spraw przedyskutować...
      i nie chodzi mi o zakup mieszkania. stoicie przed poważną decyzja finansową,
      która wymaga pewnej "stałości", natomiast wy chyba nie do końca jesteście pewni
      przyszłości waszego związku - myśle, że przede wszystkim tą sprawę powinniście
      wyprostować...
      powodzenia
      • ajva Re: Co dalej??? 16.09.05, 10:40
        Ale mąż twierdzi,że chce oby tak było dalej. A ewentualna zmiana będzie na
        korzyść córki. Pytam się o sens tego posunięcia ale otrzymuję odpowiedź, że
        mieszkanie musimy zmienić. Pytam czy wierzy,że nam się jeszcze poukłada ale nie
        odpowiada!!!Mówi,że przecież będziemy pracowali i wszystko się spłaci.Mętlik
        wierzcie mi. Nie ten czas. Należę do osób, które siły witalne czerpią z rodziny
        a teraz brak mi zródła energii.
        • kroni Re: Co dalej??? 16.09.05, 10:50
          współczuję, jestem dość ostrożny, jeśli chodzi o zaciąganie zobowiązań
          finansowych, osobiście bez stabilizacji w rodzinie obawiałbym się takiego
          posunięcia...
          • abdulian Re: Co dalej??? 16.09.05, 10:54
            Ja się absolutnie zgadzam z tym co napisał kroni. To zbyt powazna decyzja finansowa.

            A co ze starym mieszkaniem? Dostanie je kochanka, tak? Ja wiem, że to cyniczne,
            ale nie napisałaś o tym czy jestes uzależniona finansowo od męża, jeżeli tak, to
            przemyśl schemat: ty się zgadzasz - zaciągacie kredyt - mąż rząda rozwodu. Co
            zrobisz wtedy?

            • kroni Re: Co dalej??? 16.09.05, 10:59
              dokładnie o to mi chodziło, znam juz takie sytuacje, kiedy po zaciągnięciu
              kredytu, mąż odchodzi a żona spłaca, bo skoro on nie płaci a ona jest
              współkredytobiorcą...
              • abdulian Re: Co dalej??? 16.09.05, 11:10
                Ja powiem tak, że w tej sytuacji przenigdy bym się nie zdecydował na kredyt.
                Jeszcze w dodatku hipoteczny, który spłacać można nawet przez następne dajmy na
                to 30 lat.

                Nie przepadam za udzielaniem rad, ale autorce wątku sugerowąłbym zdecydowaną
                odmowę. Może się wpakować w niezły pasztet :/
        • jakobieta1 Re: Co dalej??? 16.09.05, 11:04
          Moim zdaniem Wasze małżeństwo, to fikcja. Przeraszam, że tak otwarcie i prosto
          z mostu, ale jeżeli on mówi, że Cię nie kocha, to nie ma z jego strony żadnej
          więzi. Rozumiem, że chce abyscie byli razem dla "dobra dziecka". Tylko czasem
          warto się zastanowić, co czuje dziecko, które na pewno widzi, ze rodzice się
          nie kochają...Niezły z niego hipokryta.
          A propos' nowego mieszkania, to odradzałabym zaciąganie kredytu i kupno nowego
          mieszkania - po co? Tak jak moi poprzednicy uważam, że w Waszej sytuacji nie ma
          mowy o stabilnej sytuacji i mogą być z tego tylko same kłopoty.
          • mis_fozzie Re: Co dalej??? 16.09.05, 11:17
            Dokładnie to samo chcialem napisac. Jakie wzorce wyniesie dziecko z domu jesli
            bedzie widzialo ze rodzice spia obok siebie a nie ze soba, nie caluja sie, nie
            przytulaja? Czy to aby nie bedzie bardziej destrukcyjne dla jego psychiki niz
            rozwod rodzicow i zeby kazde z nich ulozylo sobie szczesliwe zycie z kims
            nowym? Zeby widzialo ze i mama i tata sa szczesliwi mimo ze nie sa razem?

            A co do kredytu: tak jak poprzednicy sadze ze to poroniony pomysl. Dajmy na to
            ze wezmiecie ten kredyt. Mezusiowi sie odwidzi, odejdzie do kochanki a Ty
            zostaniesz z kredytem na glowie. A splacac to go chyba bedziesz z renty
            Bolka...No chyba ze stac Cie na splate kredytu, utrzymanie domu, dziecka,
            siebie. No i oczywiscie trzeba pamietac ze trzeba do nowego domu kupic meble,
            wykonczyc je itp itd...
            • ajva Re: Co dalej??? 16.09.05, 11:37
              Nie jestem uzależniona finansowo od męża bo pracuję.I tak od dłuższego czasu
              mąż daje mi określoną kwotę pieniędzy na dom! Kochani ale ja Mu mówię,żeby
              odszedł bo wtedy czuję się lepiej, dobrze śpię i jakoś lepiej układam sobie
              dzień ale mąż mówi,że po co??? Że jest tak źle?? Tłumaczę,że On tak żyje 2 lata
              a ja dopiero 1 tydź.Wcześniej tłumaczyłam,że praca nie jest najważniejsza a
              teraz dowiedziałam się,że uciekał od nas w pracę!!Ja bym chciała żeby odszedł
              bo sama czuję,że to nie ma sensu ale nie mogę wygonić -bo to nie ja.Z tym
              dzieckiem to macie świętą rację ale ... wbrew pozorom jest dobrym ojcem (jak
              jest).Myślę,że chciałabym by spakował się i odszedł ale nie wiem czemu tego nie
              robi??? Mówi,że ja taka dobra i że ma poczucie,że mnie bardzo krzywdzi. Nie
              zdaje Sobie sprawy,że teraz pękło mi i pęka bardziej serce jak bliski mi
              człowiek staje się obcy.
              • ajva Re: Co dalej??? 16.09.05, 11:43
                A stare mieszkanie "planujemy" sprzedać.Kredyt na część kwoty ale sama się
                przed tym bronię.Mówicie mi to co wiem -ale nie wiem jak to zrobić.Mam
                wrażenie,że mąż chce tak żyć póki kogoś interesującego nie znajdzie.
                • silie Re: Co dalej??? 16.09.05, 11:59
                  Wiesz co?
                  Skoro Ty to wszystko wiesz, co było wyżej napisane i w dodatku masz
                  przypuszczenie, że on chce tak żyć, póki kogos nie znajdzie, to naprawdę
                  kopnęłabym go w tyłek!To co, Wasz dotychczasowy układ i kupienie nowego
                  mieszkania ma być komfortowym czasem oczekiwania na nową panią?
                  Pomysł jest wyjątkowo poroniony.
                  Skoro wiesz, że on Cię nie kocha, Tobie bez niego jest lepiej, dziecko będzie
                  patrzeć na ten chory układ, to dezycja jest naprawdę prosta: on musi odejść , a
                  Ty zostajesz w starym mieszkaniu.Podejmowanie decyzji o wspólnym kredycie w tej
                  sytuacji to paranoja.
                  Musisz znaleźć w sobie siłę...jak nie sama, to z pomoca psychologa?
                  Zastanów się nad tym.
                  Pozdrawiam serdecznie,
                  s.
              • mis_fozzie Re: Co dalej??? 16.09.05, 11:54
                > Myślę,że chciałabym by spakował się i odszedł ale nie wiem czemu tego nie
                > robi???
                Bo tak jest mu wygodniej? Ma uprane, uprasowane, ugotowane. Nie musi sie o nic
                starac...

                > Mówi,że ja taka dobra i że ma poczucie,że mnie bardzo krzywdzi
                Wiesz jak to sie nazywa? Wciskanie kitu. Nawet nie ma odwagi powiedziec: nie
                kocham Cie, chce sie rozwieść. Paranoja...

                > Nie zdaje Sobie sprawy,że teraz pękło mi i pęka bardziej serce jak bliski mi
                > człowiek staje się obcy.
                Z tego co widze to raczej mu to wisi...
    • anais_nin666 Re: Co dalej??? 16.09.05, 12:40
      Na życie z kims kto nas nie kocha, kto nas okłamuje (okłamywał), komu nie zależy
      na uczuciu, zdrowych relacjach, a jedynie na pozorach związku, trzeba mieć ogrom
      sił. Sama siebie zapytaj czy masz siłe na jałowy, pozbawiony przyszłości
      związek. Wspólne nowe mieszkanie przy takich relajach jest dla mnie czyms
      chorym. Po co? Dla doba dziecka? Ależ jakie to dobro? Patrzenie na sfrustrowaną
      brakiem miłości i ciepła matkę i ojca chodzącego od czasu do czasu do kochanki.
      Dzieci są bardzo bystre, sa swietnymi obserwatorami zycia, nie ukryje sie przed
      nimi choroby zwiazku... A związek wedle reguł Twego męża to związek trącący
      patologią.
      Jemu jest tak wygodnie - rozumiem, ale w tym jeszcze jesteś Ty! Młoda kobieta z
      potrzebami, nie szkoda Ci Twego zycia na bycie z kims bez milosci, bez czulosci
      itd.?
      • ajva Re: Co dalej??? 16.09.05, 12:55
        Może po cichu myślę,że coś się zmieni z czasem. Może nowe mieszkanie, moja
        obojętność otworzą oczy,że coś traci cennego. Nie wiem.W poniedziałek wybieram
        się do psychologa bo sama nie daję rady a rodziny nie chcę w to mieszać. Dla
        mnie też jest to chore i dlatego nie widzę sensu Jego uporu powracania do
        domu,dźwonienia wieczorami jak minął dzień i cieszenia się,że Małej ząbek
        wypadł!!!
        • anais_nin666 Re: Co dalej??? 16.09.05, 14:50
          Sądzisz, że po jakims czasie na nowo zacznie Cię kochać? Obawiam się, ze to
          niemozliwe.
          Jemu generalnie w tym ukladzie jest dobrze. Wraca do domu gdzie pewnie Ty
          wszystko juz zrobilas - zajelas dzieckiem, posprzatalas, ugotowalas. Czuje sie w
          porzadku wobec Ciebie, bo lozy na dom, interesuje sie dzieckiem. Powiedzial jaki
          ma stosunek do Ciebie, wiec w razie skoku w bok bedzie czul sie usprawiedliwony,
          bo przeciez Ci juz powiedzial, ze ani Cię kocha, ani pożada. Gdy spotka kogos
          kogo pokocha to... prawdopodobnie odejdzie... Chcesz takiego zycia?
          Poki jestes mloda postaraj sie na nowo sobie ulozyc wszystko. Bez niego. Bycie w
          takim ukladzie wydaje mi sie upokarzajace dla Ciebie.
          Ale to tylko moje zdanie, mysle, ze psycholog, do ktorego sie wybierasz pomoze
          Ci sie pozbierac i wskaże rozsądną drogę.
          Powodzenia.
          • silie Re: Co dalej??? 16.09.05, 15:35
            Anais powiedziała już wszystko.
            To faktycznie trąci patologią...ten pomysł Twego męża...

            Mam nadzieję, że psycholog uświadomi Ci to na tyle, że podejmiesz stosowne
            kroki.Chcesz, żeby On był zawsze górą? Ma Cię zdradzać, tym samym upokarzać,
            mieć Cię za służącą do prania i gotowania, no bo seksu od Ciebie nie chce?

            Każdego psychika jest inna. Ale ja bym tego nie wytrzymała.
            Dobro dziecka nie jest tu żadnym wytłumaczeniem.Pomijając, że to żadne dla
            niego dobro...
            s.
            • anais_nin666 Re: Co dalej??? 19.09.05, 18:53
              Mąż powiedział, że nie kocha. Przepraszam, ale nad czym tu debatować? Dlaczego
              nie kocha? Nie to jest istotą wątku. Nie kocha, nie ma na zone chęci. Żyje obok
              niej mimo, że z nią. Chce nowego mieszkania, wspolnych zobowiazan majątkowych,
              ale nie chce wspólnych doznań natury duchowej.
              Jakkolwiek między nimi się dotychczas układało sprawa jest dla mnie jasna.
              Życie razem pomimo braku uczuć jest kontraktem finansowym nie małżeństwem. To
              kto jest winny i czy w ogóle jest w tym przypadku nie ma znaczenia. Coś się
              skończyło. Trzeba to przyjąć. A co ważniejsze wybrać - uczucie czy zycie razem,
              ale osobno, bez jakichkolwiek glebszych uczuc, zwlaszcza ze strony męża.
              • anais_nin666 Re: Co dalej??? 19.09.05, 20:45
                To byla odp. na post niezapominajki i jakeww. Nie wiem czemu aż tak wysoko mi
                zawędrowała;)
                • ewolwenta Re: Co dalej??? 19.09.05, 22:05
                  Powiedział, czy palnął w grze na ciosy? To tylko on wie, albo i nie.
                  • anais_nin666 Re: Co dalej??? 19.09.05, 22:48
                    Wie tylko on, ale z opisu wynika, że wiedział co mówił.
    • ajva Re: Co dalej??? 16.09.05, 15:39
      Właśnie. Najbardziej chodzi mi o uporządkowanie myśli. Dziękuję.
    • messer_w Re: Co dalej??? 16.09.05, 16:05
      przykra sprawa... to co mnie najbardziej zdiwiło, że zauważasz zdarzenia, ale
      nie podałaś nawet najmniejszej wzmianki na temat ich przyczyn... Wydaje mi się,
      że jeśli rzeczywiście Wam na sobie zależy, to może warto abyście sięgnęli w
      głąb siebie. Mówiąc wprost, to podpowiadam tereapię dla par. Wiele naszych
      działań jest powodowane tym wszystkim co jest skryte w podświadomości. Czasmi
      sami do końca, nie zdajemy sobie sprawy z tego czego chcemy... Profesjonalny
      terapeuta może w tym pomóc, z czasem pozwoli Ci, czy też Wam dociec co jest
      przycznyą rozłamu, czego chcecie teraz itd. Część zajęć może być wspólna, część
      osobno. Pomyśl o tym, choć to nie łatwe, ale bardzo wierzę, że może to pomóc...
      • mis_fozzie Re: Co dalej??? 16.09.05, 16:47
        Ale po kiego grzyba jakas "terapia grupowa" skoro on jej po prostu nie kocha a
        jest z nia tylko dla wygody???
    • niki114 Re: Co dalej??? 16.09.05, 19:07
      Ludzie tutaj nie chodzi o kase! po co wogóle sie zatanawiać nad kupnem dla mnie
      to jest niemądra decyzja. Sorry ale tak uważam. Moim skromnym zdaniem
      powinniście sie skupić na tym co dalej. co dalej z wami? co dalej z rodziną?nie
      może być tak, że mąz wybiera to co mu jest wygodne w danej chwili.Mielibyscie
      zamieszkac razem w tym mieszkaniu? i co mijac się w progu? rozpad rodziny jest
      straszny( szczególnie dla dziecka) ale z drugiej strony ile można tak żyć ze
      sobą ale obok siebie 5 lat 10 lat?
      łatwo radzić ale moim zdaniem tutaj potrzebna jest rozmowa i to stanowcza i
      Twoje ultimatum albo rodzina w pełni tego słowa znaczeniu. nie może być tak że
      jesteście razem a jego ciągle nie ma gdy go potrzebujesz. bedziesz tylko się
      zadręczać.jesli zobaczysz, że jest choć iskierka nadziei na normalność to walcz
      o nią.Jeśli zaś okaże się, że jesteście na innych biegunach daj spokój sobie
      zaoszczędzisz dziecku wiecznych wymówek i kłótni.
      i co z Twoimk życiem i potrzebami.
      Powodzenia niki
      • mis_fozzie Re: Co dalej??? 16.09.05, 19:55
        Ale mi sie wydaje ze oni JUZ sa na dwoch biegunach. On powiedzial ze jej nie
        kocha. A odmowienie seksu jest juz takim "gwozdziem do trumny". Wydaje mi sie
        ze nic z tym fantem nie da sie juz zrobic. Pozostaje tylko i wylacznie rozwiesc
        sie, kopnac tego palanta w dupe i znalezc sobie kogos kto pokocha. I to z nim
        stworzyc normalny zwiazek w ktorym wszystkie relacje beda zdrowe.
        • silie Re: Co dalej??? 16.09.05, 20:06
          Popatrz Ajva...wszyscy jestesmy tu wyjątkowo zgodni:kopdnąc go w d...
          Siły zyczę,
          serdeczności, s.
          • mixin Re: Co dalej??? 17.09.05, 08:19
            ...nawet jesli wciaz go kochasz... co jak sadze jest przyczyna trwania w tej
            chorej sytuacji....
            • mis_fozzie Re: Co dalej??? 17.09.05, 08:59
              Czy dla milosci warto niszczyc zycie sobie i dziecku? A moze dla wygody tego
              palanta? Wg. mnie nie. Nie jest z nim szczesliwa. On jej nie kocha i nie
              zamierza. Ona jest takim "stanem przejsciowym" zeby mial kto uprac, posprzatac,
              ugotowac. "Stanem przejsciowym" az on znajdzie sobie inna...
              (pytanie retoryczne)
              • ambx Dwa mieszkania! 17.09.05, 11:31
              • ambx Dwa mieszkania i szybki rozwód! 17.09.05, 11:41
                Niech formalny mężuś kupuje kawalerkę dla siebie! Będzie mógł spokojnie
                testować koleżanki z pracy. Po jego wyprowadzce dla was miejsca wystarczy. To
                już po wszystkim. Opiekowałaś się nim w chorobie, chowasz jego córkę, a więc...
                czas wymienić cię na lepszy model... Tzw. "miłość" oparta na feromonach i
                hormonach kończy się po ok. 18 miesiącach. Półtora roku to akurat minimum by
                samicę zapłodnić oraz chronić podczas ciąży i karmienia. Jeśli do tego czasu
                nie zbuduje się wyższych relacjii nmiędzyludzkich opartych na zaufaniu i
                wzajemnym szacunku - matrymonium rozpada się z hukiem. Staraj się... zmniejszyć
                huk.
            • niezapominajka333 Re: Co dalej??? 17.09.05, 12:03
              Prawdę mówiąc, byłabym ostrożna w ocenie sytuacji. Mamy tu ok. 10 -11 lat
              trwania małżeństwa streszczone w 22 linijkach postu, napisanych przez
              zestresowaną kobietę. Niedaleko jest wątek mojejnogi, w którym przedstawia
              punkt widzenia jej partnera na ich związek. Ich prawdy i oceny sytuacji
              znacznie się różnią.
              To nauczyło mnie ostrożności w ocenie ludzkich wyborów i postępowania.
              Ajva naprawdę niewiele napisała o swojej sytuacji. Spróbuję uporzadkowac nieco
              podane fakty i postawię kilka pytań.
              Byli razem przez prawie rok przed ślubem, potem trzy lata radosnego małzeństwa,
              potem pół roku choroby męża, o której ajva mówi, że była wyłączeniem z życia,
              czyli pierwszym poważnym sprawdzianem ich uczucia i odpowiedzialności. Przez
              dwa lata po chorobie męza starali się o dziecko. Dwa lata starac się o dziecko.
              Może się mylę, ale czy nie odciska to piętna na życiu seksualnym? Czy w końcu
              seks nie sprowadza się głównie do roli prokreacji?
              W końcu upragniona ciąża. Jak przebiegała? Jak wtedy wyglądało ich życie
              intymne? Pierwsze półtora roku życia dziecka - radosny seks, czy powielony
              stereotyp o młodej mamie z wysokim poziomem prolaktyny i skoncentrowanej na
              dziecku, do której z trudem dociera, że mężowi libido nie spadło tak
              drastycznie jak jej.
              Dziecko ma półtora roku, realne zagrożenie utratą pracy przez męża. Jest
              wyjście, ale wymaga pracy poza miejscem zamieszkania. Początkowo ma to byc
              tymczasowe wyjście, ale trwa już - policzmy 5 - 1,5 = 3,5 roku.
              Trzy i pół roku trwa układ, gdy mąż jest poza domem przez pięc dni w tygodniu,
              a może i częśc weekendów. Chyba, że codziennie do tej pracy dojeżdża, ale wtedy
              bez sensu byłoby stwierdzenie, że dzwoni wieczorami, żeby zapytac, jak minął
              dzień i co u dziecka.
              Jak wyglądały wtedy wspólnie spędzone razem chwile? Pełne czułości i miłości,
              żeby zrekompensowac przymusową rozłąkę? A może więcej było wymówek, że żona
              zostawiona z małym dzieckiem, że zbyt długo trwa już układ tymczasowy. Zamiast
              uznania za poświęcenie - odepchnięcie i karanie brakiem seksu.
              A może żona z dzieckiem (pracowała, czy była na urlopie wychowawczym) straciła
              na atrakcyjności przy nowych znajomych z firmy w stolicy. Jak często wtedy
              bywał w domu? Jaka była w nim atmosfera? Czy w zachowaniu męza była jakas
              zmiana?
              Wreszcie dwa lata temu wiadomosc o zdradzie. Jak? Mąż sam się przyznał? Wyrzuty
              sumienia? A może czyjś życzliwy donos? Jak długo była w jego życiu inna
              kobieta? Czy tylko jedna? Czy zakończył tę znajomośc wcześniej, czy dopiero
              wtedy, gdy romans się wydał? Dlaczego zdradził?
              Jak wyglądało ich życie po odkryciu zdrady? Nie wiem, jak ja dałabym do
              zrozumienia mężowi, jak bardzo mnie zranił. Może piekła w domu bym mu nie
              zrobiła, ale solidna porcja czyścca na pewno by go nie ominęła. A wypominanie
              trwałoby długo, do tego brak zaufania i sprawdzanie każdej podejrzanej sytuacji.

              Ajva pisze, że przez ostatnie dwa lata była była okłamywana? Czy to znaczy, że
              mąż nie powiedział jej wszystkiego? Czy nadal kogoś ma?
              Po odkryciu zdrady zapewniał o swojej miłości, został z rodziną. A może chodzi
              o to, że okłamał żonę, że ją kocha i został z nią tylko ze względu na dziecko?
              Od dwóch tygodni brak seksu. Do tego twierdzi, że od dawna już jej nie kocha
              (od 2 lat?). Jest z nią, bo nie chce jej zostawic. A może jest zbyt wygodny?

              Za mało mam danych, żeby oceniac ich sytuację. Tak sobie myślę, że gdyby
              facetowi, który już od tylu lat daje sobie radę bez żony w życiu codziennym(
              mieszka przez większosc czasu poza domem, żywi się, sprząta, pierze lub w inny
              sposób dba o ubrania) nie zależałoby na żonie i dziecku, to już dawno by
              odszedł. Zwłaszcza, jakby miał do kogo.
              Dziecka i tak nie widuje codziennie.
              Zwłaszcza, że żona też deklaruje samodzielnośc (radzi sobie z pracą, z
              dzieckiem i z domem, przyzwyczajona do jego nieobecności od ponad trzech lat).
              Teraz myślą o kredycie na większe mieszkanie.
              To poważne zobowiązanie finansowe jest wyrazem troski o rodzinę, czy tylko
              wyrachowania? Co na tym zyska? A może ma nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży,
              że jeszcze jest co ratowac. Może robi to ze względu na dziecko, żeby miało
              rodzinę za wszelką cenę.
              Uważam (to tylko moje zdanie), że w tym związku brak umiejętności komunikacji
              oraz przymusowe oddalenie doprowadziły do takiego zapętlenia sytuacji, że
              zainteresowani nie poradzą sobie sami. Większośc osób na tym forum problem z
              komunikacją w związku. Bardzo łatwo w kłótni o słowa, które ranią. Znamy całą
              sytuację tylko z jednej strony, do tego opowiedzianą skrótowo, faktami, bez
              wnikania w przyczyny. Sądzę, że zanim podejmą decyzję o rozwodzie, powinni
              spróbowac ratowac związek, ale z pomocą specjalisty.


              • ewolwenta Re: Co dalej??? 17.09.05, 12:11
                Zastanawiające pojrzenie...
                Zawraca do punktu wyjścia. Jeśli jednak Niezapominajka ma rację?
                • ajva Re: Co dalej??? 19.09.05, 08:44
                  Nie miałam dostępu w weekend do kompa ale ogromnie dziękuję Niezapominajce za
                  list. Mądra i zdrowa wypowiedź. Masz rację, że na to Nasze życie składa się
                  bardzo wiele elementów i te zadane przez Ciebie pytania trafiają w sedno
                  Naszego życia. Poczynając od abstynencji seksualnej w trakcie choroby męża po
                  czasami czystą prokreację w okresie starania się o ciążę. Macieżyństwo to moja
                  depresja poporodowa i obniżenie libido do niezbędnego minimum!!! Praca w
                  terenie i weekendowe przyjazdy męża to czasami rzeczywiście wypominki,że Nas
                  zaniedbuje!!!Ogólnie mam problem bo z mężem bardzo ciężko rozmawiać- mimo
                  wieloletnich starań w tej materii. Może nie potrafię zadawać pytań, może emocje
                  biorą niejednokrotnie górę.Zawsze to ja wychodziłam z inicjatywą rozmowy ale
                  wiadomo,że chęć musi być z obydwu stron.Nadal pomimo weekendowej rozmowy mam
                  mętlik w głowie - "mamy ten wózek pchać razem". Gorąco pozdrawiam.
                • jakeww Re: Co dalej??? 19.09.05, 18:26
                  I znowu te wszechwiedzące mądrale zalecające rozwód po przeczytaniu kilku
                  linijek tekstu... Bravo Niezapominajka!
                  • petar2 Re: Co dalej??? 20.09.05, 09:17
                    Przyłączam się do gratulacji dla Niezapominajki.
                    Forum powoli zmierza do równowagi między szybkimi, emocjonalnymi i naiwnymi
                    radami "gorących głów" a trzeźwymi wypowiedziami podbudowanymi znajomością
                    życia.
    • joanmarie Re: Co dalej??? 19.09.05, 23:43
      Z checia bym Cie pocieszyla, ale tutaj raczej wypowiadaja sie sami
      nieszczesnicy, ja czasami przynajmniej tak mysle o sobie. Nie wplatuj sie w to
      mieszkanie. Nie bedziesz mogla sie wtedy juz z tego wyplatac.
      Ja tez mam coreczke, na razie sie nie zdradzamy, ale nie wiem, czy jeszcze
      kochamy. taz myslimy o wspolnycm wychowaniu, ale jezeli Wy sie bedziecia z soba
      meczyc, to na pewno dla niej to na dobre nie wyjdzie. Najlepiej jest dawac rady
      komus. Ja w myslach czasami sie przymierzam do rozstania, ale w rzeczywistosci
      sie nie odwazylam. Nie wiem, czy pracujesz, ale w moim przypadku, to jeden z
      powodow. Po drugie nie moglabym mu tego zrobic. Bo z nami to bylo tez glupio.
      Najpierw ja go kochalam, zbalamucilam, tragedia, ciaza. W ciazy wyszlo, ze on
      mnie nie kocha i czulam sie strasznie. A potem jakos zaczelam z tym zyc.
      Pojawila sie cudowna coreczka. minelo troche czasu, ja juz zwatpilam i
      pomyslalam, ze swiat sie nie konczy. Uczucie powoli zaczelo slabnac. Ikeidy juz
      wlasciwie nie wiedzialam, czy jeszcze cos czuje, on sie zdeklarowal, ze mnie
      kocha, poprosil mnie o reke, bo wczesniej nie bylo o tym mowy. A przez to, ze
      przestalismy ze soba sypiac, bo mielismy coraz wieksze z tym problemy,
      oddalilam sie od niego jeszcze bardziej. Ale ukrywam to przed nim. Czasem sie
      przytulamy, ale o pocalunku nie ma mowy.
      Ale ciecie jest konieczne. Mysle, ze w Twojej sytuacji jeszcze bardziej.
      Pozdrawiam Cie i trzymam kciuki!
      • joanmarie Re: Co dalej??? 20.09.05, 00:05
        NAjpierw odpisalam, a pozniej przeczytalam post niezapominajki i zrobilo mi sie
        glupio, ze tak powierzchownie odpowiedzialam, choc wciaz, sugerujac sie soba i
        tym, co ja przezywam i czuje, o czym mysle, wcale sie do konca nie wycofuje. To
        znaczy moze rada jest taka, zeby z mieszkaniem wstrzymac sie jeszcze, a dac
        sobie szanse. Sprobowac cos zmienic i przekonac sie. Uwazam, ze przeprowadzka w
        niczym nie pomoze, jesli liczysz na "nowe zycie" Mysle, ze ludzie sobie
        wymyslaja takie cele, jakies punkty w zyciu, jak zmiana mieszkania np. Nowe
        mieszkanie, nowy wystroj, nowe zycie. bez przeszlosci. Ale jak dla mnie to
        uluda. Bo przyczyna problemu tkwi gdzie indziej. Nie jest nia raczej to , czy
        inne mieszkanie.
        I przepraszam za ten chaos w moim poprzednim poscie, wyslalam zanim
        przeczytalam. Nie zdradzamy sie z mezem, nie z corka.
        A swoja droga sama bym chciala, zeby ktos rozlozyl na czynniki pierwsze moj
        problem, tak jak Twoj Niezapominajka. Troche obiektywizmu by mi sie przydalo w
        ocenie ogolnej...
    • loppe Re: Co dalej??? 20.09.05, 00:43
      1/Po wielokrotnym i długotrwałym przemyśliwaniu problemu często - wbrew
      intencji - powstaje chaos. Twoja sprawa dotyczy serca i intuicji, w nich
      znajdziesz odpowiedź - wycisz myśli, znajdziesz odpowiedź.

      2/Trudno miec pretensje że przez jakiś czas nie mówił, że uczucie zanikło; to
      raczej rozsądne i taktowne zachowanie, Ty zaś w nim znajdujesz powód do
      niezadowolenia - "okłamał"?

      3/ Co do tego kredytu wplecionego w ten poważny problem i często adresowanego w
      odpowiedziach: wydaje się, że jest on zabezpieczony na mieszkaniu, jak się nie
      chce go dalej spłacać to się sprzedaje mieszkanie i wraca do mniejszego
      (wybierz tylko taki kredyt gdzie nie ma jakiejś idiotycznej kary umownej za...
      wczesniejszą spłatę, chyba taki istnieje).
      • ajva Re: Co dalej??? 20.09.05, 08:37
        Witam Was. Właśnie zaczynam powoli się wyciszać. Potrzebuję spokoju,
        poskładania myśli. loppe napisał,że byłam "niezadowolana" bo wynikało to z
        biegu spraw poza mną. Może jak wiedziałabym wcześniej to coś bym próbowała
        robić. Sprawy toczyły się poza mną a ktoś o "Naszym wspólnym życiu"zadecydował
        sam.Mąż mój zawsze był człowiekiem bardzo skrytym w sobie i to na ile otwierał
        się zależało od mojej wytrwałości i Jego chęci. Życie toczy się powoli do
        przodu a My nadal rozmawiamy "jak minął dzień" i co planujesz na nadchodzący
        tydzień. Rozmawiamy o filmach (nasze wspólne zainteresowanie)i co ciekawego w
        gazetkach napisali. Dziękuję Wszystkim:)
    • anais_nin666 Re: Co dalej??? 20.09.05, 12:33
      Jeśli ajva to Ci wystarcza - rozmowa o tym jak minął dzień i pogawędki o
      filmach - to ok. Tylko na jak długo to Ci starczy. Można obyc się bez
      fajerwerków pożądania w małżeństwie, ale bez miłości...?
      • niezapominajka333 Re: Co dalej??? 20.09.05, 18:49
        „…Mąż powiedział, że nie kocha. Przepraszam, ale, nad czym tu debatować?
        Dlaczego
        nie kocha? Nie to jest istotą wątku…. „

        Może nie to jest istotą wątku, ale dla istoty związku jest bardzo ważne,
        dlaczego nie kocha, a równie ważne jest, w jakich okolicznościach doszło do
        tego wyznania. Podobnie jak okoliczności, w których doszło do tego, że
        przestali okazywać sobie czułość.
        Sprawy uczuć wcale nie są takie proste. A słowa tak naprawdę niewiele znaczą.

        Mówiąc "kocham" można zapewniać o swojej miłości, albo ukrywać obojętność,
        wyrachowanie i nienawiść. Jeśli ma się trochę zdolności aktorskich można tak
        dobrze kłamać w żywe oczy, że druga strona przez całe lata nie dowie się o
        naszych prawdziwych intencjach.

        Mówiąc "nie kocham" można wyrazić brak miłości, ale tez stan zagubienia i brak
        rozeznania we własnych uczuciach, można ukrywać miłość z powodu fałszywej
        dumy lub strachu przed odrzuceniem.

        Można wreszcie nie mówić kocham, sądząc, że o miłości aż nadto świadczy
        poświęcenie i troska o rodzinę.

        Powiedział, że nie kocha od dawna. I od dwóch miesięcy nie ma seksu i czułości.
        Czy naprawdę nie jest ważne jak do tego doszło?
        Nie lubi rozmawiać o uczuciach (introwertyk), ale jednak powiedział tak ważne
        rzeczy. Dlaczego i w jakich okolicznościach doszło do tej rozmowy? Czy najpierw
        było ochłodzenie uczuć i Ajva próbowała się dowiedzieć dlaczego? Czy może brak
        seksu i czułości był konsekwencją rozmowy? Kto się odsunął – on czy ona?
        ( -Skoro mnie nie kochasz, to nie widzę sensu spania razem.)
        A jeśli wcześniej było ochłodzenie uczuć i unikanie seksu, a potem próby
        rozmowy, to też ważne, dlaczego jego uczucie się wypaliło.
        Ja wiem - była zdrada, na pewno ciężko było Ajvie przejść nad nią do porządku
        dziennego. I prawdopodobnie nie był to banalny skok w bok. Bardziej mi to
        wygląda na romans, bo Ajva pisze, ze dwa lata temu prosiła męża, żeby nie
        zostawał z nią tylko dla dobra dziecka. Być może zaangażował się emocjonalnie i
        musiał wybierać – rodzina, czy nowy związek. Wybrał żonę i dziecko, może zdał
        sobie sprawę jak bardzo mu na nich zależy?
        Jaka jest sytuacja w małżeństwie po zdradzie, wiedzą tylko ci, którzy sami to
        przeżyli? Trudno jest odbudować to, co było kiedyś, czasem strona pokrzywdzona
        używa zdrady, żeby wzbudzić w partnerze olbrzymie poczucie winy, a potem nim
        manipulować. Trudno jest wybaczyć i zapomnieć, czasem atmosfera w domu jest
        taka, że ucieka się od niej nawet do pracy. I wtedy człowiek zaczyna sobie
        zadawać pytanie, czy to, co nas łączy, to na pewno miłość? Jak długo jeszcze
        będzie trwała pokuta? Ale przecież to ja jestem winny, to ja nawaliłem, więc
        muszę to znieść, w końcu jestem odpowiedzialny za rodzinę, byłbym ostatnia
        świnią, gdybym po tym wszystkim jeszcze ją opuścił.
        Najlepiej by było, żeby nie zdradzał. Akurat na tym forum zdrada jest
        najczęściej przepisywana receptą na kłopoty z seksem.

        „… Nie kocha, nie ma na zone chęci. Żyje obok
        niej mimo, że z nią. Chce nowego mieszkania, wspolnych zobowiazan majątkowych,
        ale nie chce wspólnych doznań natury duchowej…….”

        To jest stan obecny, ale kto powiedział, że ostateczny? Że już lepiej nie
        będzie? Przecież to dopiero dwa miesiące, a dla nich czas płynie inaczej.
        Okazję, żeby być razem i próbować coś zmienić maja tylko w weekendy, może nawet
        nie we wszystkie. Może właśnie są na początku uzdrowienia swojego małżeństwa,
        wszystko zależy od tego, jak się oboje postarają.
        Na razie nie ma wielkich uczuć, ale przynajmniej rozmawiają bez kłótni. A od
        czegoś trzeba zacząć ponowne ocieplanie stosunków. Jeśli coś się psuło przez
        lata to nie zawsze da się naprawić przez miesiąc czy dwa, mimo, że bardzo byśmy
        chcieli. Nie wystarczy powiedzieć „ja chcę” albo „tak być powinno”
        Chce nowego mieszkania. A może dotychczasowe jest naprawdę za małe. Gdyby był
        wyrachowany, co by mu szkodziło okłamać, ze kocha i uzyskać zgodę żony na
        kredyt. Może uczciwe postawienie sprawy nie tak źle o nim świadczy.

        ”…Jakkolwiek między nimi się dotychczas układało sprawa jest dla mnie jasna.
        Życie razem pomimo braku uczuć jest kontraktem finansowym nie małżeństwem. To
        kto jest winny i czy w ogóle jest w tym przypadku nie ma znaczenia. Coś się
        skończyło. Trzeba to przyjąć. A co ważniejsze wybrać - uczucie czy zycie razem,
        ale osobno, bez jakichkolwiek glebszych uczuc, zwlaszcza ze strony męża. „

        Jeszcze raz. Skąd wiadomo, że to ostateczny kształt ich małżeństwa? Czy
        naprawdę nie należy im się trochę czasu na naprawę sytuacji? Kilka tygodni bez
        kłótni może naprawdę ocieplić atmosferę. Może wyciągną wnioski z dawnych błędów
        i łatwiej im będzie rozmawiać o uczuciach. W końcu, jeśli Ajva dała mu szansę,
        to swiadczy, że jej miłośc nie wypaliła się zupełnie.
        • anais_nin666 Do Niezapominajki 20.09.05, 21:30
          Niezapominajko... jesli facet zdradza, to oznacza, ze w zwiazku czegos brak.
          Wina czesto lezy posrodku. Nie wnikam czego zabraklo akurat w tym zwiazku. Facet
          po zdradzie sie kajal. Zapewnial o milosci. Nie mijaja 2 lata, a on wyznaje, ze
          zony jednak nie kocha, od jak dawna tego nie wiemy, wiemy, ze 2 miesiace temu to
          wyznal, a czul juz jakis czas.
          Uwazasz, ze nagle mu sie odwidzi i zacznie kochac? Z opisu mozna wnioskowac, ze
          cos mu nie gralo od mniej wiecej 2 lat. Facet sie wypalil. Nie wiem czy jest tu
          nad czym debatowac. Na co dawac czas? Na zmiane uczuc? Wierzysz w cuda??
          Jak do tego doszlo jest bardzo istotne, jednak o tym autorka wątku chyba nie
          chciala rozmawiac skoro tego tematu nie poruszala. Wiemy to co chciala wyznac, a
          z tego co napisala sytuacja wyglada nieciekawie.
          Checi autorki watku, by wszystko bylo znowu pieknie to troche za malo. Gdy
          milosc sie wypali, chocby u jednej ze stron, nic tego nie wskrzesi. Jesli by sie
          ta milosc przynajmniej jeszcze tlila, to mozna walczyc. Ale w tym przypadku? O
          co? O zgliszcza? Po co ratowac cos co nie ma przyszlości?
          To nie jest ostateczny ksztalt ich malzenstwa - piszesz. Pewnie. Malzenstwo
          nigdy nie ma ostatecznego ksztaltu, bo sie ciagle zmienia. Ich zmienilo sie
          diametralnie odkad mąz powiedzial "nie kocham".
          Jestem zwolenniczka walki o malzenstwo, nawet takie z ogromnymi problemami, ale
          tylko wowczas gdy ludzie sie kochaja. Ów facet nie tylko powiedzial wprost jak
          jest, on jeszcze to okazal, brakiem czulosci, serca...
          To oczywiscie tylko moj subiektywny oglad sprawy. Nie potrafilabym żyć z kimś
          kto mnie nie kocha. Dlatego życzę kobiecie, by ułozyła sobie zycie z kims kto ją
          pokocha i da jej szczescie.
          Zycie bez milosci... Niezapominajko... to bardzo przykre zycie.
          Wierzysz w triumfalny powrot milosci u opisywanego pana? Wierzysz?
          • ajva Re: Do Niezapominajki 21.09.05, 09:24
            Anais napisała -jak do tego doszło??? Właśnie o to chodzi,że nie wiem. Mąż
            twierdzi,że Sam nie wie kiedy to zaczęło następować??? Powroty weekendowe były
            bardzo fajne.Wspólne wyjazdy, uściski, uśmiechy - tak jak być powinno (no
            czasami brak seksu bo nie da rady się zaprogramować,zwłaszcza jak dziecko
            chore!!!) i jak grom z nieba spada wiadomość o zdradzie. Odnoszę wrażenie,że
            ten romans był motorem dla męża.Zresztą jak ktoś życzliwy mi doniósł
            to "romans" miał się ku końcowi. Mąż wyprowadził się od tej kobiety ale ona nie
            dawała za wygraną. Prosiła, błagała itp. Ja wręcz odwrotnie - spokojnie
            płakałam w poduszkę. Było to 2 lata temu. Później zaczęło się stopniowe
            ochładzanie stosunków ale związane to było ( tak myślałam) ze zmianą pracy - bo
            nastąpiła. Mąż zaczął codziennie dojeżdzać do domu (nadal jednak wyjeżdza w
            tzw. tereny na 3 dni- stąd telefony wieczorne do domu). Myślałam ,że musi się
            zaaklimatyzować, przemyśleć czego chce. I tak jak piorun minęły 2 lata.
            Co do moich uczuć to jestem pewna,że nadal kocham i mam wiele siły na "rózne"
            przeszkody życiowe tylko nie chcę być z kimś "obok".
            Rozmawiałam z mężem, by odszedł ale powiedział - jaki to ma sens?? Że sam nie
            wie czego w życiu chce???
            Jezeli nie kocha to czemu jest??? Wiem mieszkanie, samochód itp. ale wie
            również ,że ja nie jestem złośnicą i jakoś dalibyśmy Sobie radę!!! Nie chcę być
            przyczyną Jego "nieszczęśliwego życia".Stąd moje dylematy. Bo rozumiem - nie
            kocham - odchodzę. Było ale minęło. Ale nie kocham a zmieniamy mieszkanie i
            ciągniemy ten wózek dalej??? Jaki to ma sens??? I na to nie uzyskuję
            odpowiedzi. Że cytuję "nie jestem złą kobietą i to Moja wina, że nie potrafię
            kochać". Niezapominajka pisze bardzo mądrze i wiele mądrych słów czytam.
            Pośrodkuję Wasze wypowiedzi ale to chyba nie ja mam "wyrzucić na próg"?? Ja
            chciałabym walczyć tylko nie wiem "Jak już teraz mogę"??? Pozdrowienia.
            • anais_nin666 Re: Do Niezapominajki 21.09.05, 10:25
              Ajva ... jeśli kochasz, jeśli jesteś zdeterminowana, masz ogrom sił,
              samozaparcia, motywacji - walcz. Miłością można podobno zdziałać cuda. Jak
              walczyć o tę miłośc wiesz tylko Ty, tylko Ty znasz sytuację, Ty wiesz co działa
              na Twego męża, czym go można przyciągnąc, a czym odstraszyć. Jeśli Twa walka
              nic nie da - będziesz przynajmniej miała świadomośc, że uczyniłaś wszystko co
              mogłaś, że nie złozyłaś broni przed czasem.
              Z mieszakniem, poki sytuacja miedzy Wami nie jest wyklarowana, dalabym sobie
              spokoj (mam na mysli kupno nowego). Szkoda inwestowac ogromne pieniadze w cos
              co byc moze z czasem bedzie przedmiotem sporu.
              Szukaj sposobu na odrodzenie milosci, ale nie za wszelką cenę. Szkoda byś
              gdzies po drodze zgubila w tym wszystkim siebie.
              • ajva Re: Do Niezapominajki 21.09.05, 13:00
                Anais mam siły tylko jak napisałaś, że tylko ja wiem jak o tę miłość walczyć!!!
                Otóż to co działało kiedyś nie działa, rozmowy, spokój, brak wymówek i względna
                samodzielność w podejmowaniu decyzji nie mają wpływu. Ja nie walczę tylko
                przyjmuję ciosy. Mąż w domu rodzinnym miał ciągłe kłótnie, spory rodziców i w
                konsekwencji rozwód. Miał ideały na początku mąłżeństwa nie powielania tych
                wzorów. Od początku starałam się wyciszać i rozmawiać a jak pisałam nie było
                łatwo. U Niego w domu wszystko załatwiano na rozkaz i krzykiem. Ja chciałam
                stworzyć spokojną enklawę. Ale nigdy nie myślałam o stagnacji i braku uczucia.
                • ambx Tak czy inaczej ajva... 21.09.05, 15:26
                  ...nie kupujcie większego wspólnego mieszkania. Niech kupi sobie jakieś małe
                  własne, na siebie, wyłącznie za swoje pieniądze i swój kredyt. Chyba będzie do
                  tego konieczna rozdzielność majątkowa. Kolejne spieprzone życie małżeńskie,
                  psiakrew.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka