szarliz
06.01.06, 11:44
Takie właśnie pytania cisna mi się wciąż na usta. Z grubsza sprawa wyglada
tak - mam malutką córcię, któa jest dla nas obojga oczkiem w głowie, znamy
się od 5 lat o roku jesteśmy małżeństwem. Długo na siebie czekaliśmy, miłość,
seks, porozumienie na wsyztkich płąszczynzach, wsparcie w każdej sytuacji,
wybaczania, rozmowy o wsyztkim, łągodnosć, dobroć. Tak to mniej wiecej
wyglądało i prawie wyglada tak nadal, ale...
Znalazłam kiedyś ślad po wirtualncyh znajomosciach - okąłmywał mnie na ten
temat wiele razy i nawet przyparty do muru prawdy do końca nie powiiedizał,
ale uznałam, że jestem mu w stanie wybaczyć i wybacyzłąm i Dalej było bosko -
jest wspaniałym mezem - czułym, troskliwym, spędza z nami każdą wolną
chwilę,z ajmuje się dzieckiem itp, itd Obiecywał mi kilka miesiecy temu, ze
juz zrozumiał swój bład i to, ze mnie zranił i ze wiecej sie to nie powtórzy.
Ja uspokojona przez 2 miesiace żyłam w bajce, ale wcozraj znowu znalazłam -
nowy adres pocztowy, czaty... Miedzy nami nic się nie zmieniło, seks jest
namietny i wspaniały, maż czuły i dbający o mnie i córcię - z zewnatrz nic
się nie zminiło, ale we mnie sie gotuje. Obiecałam jemu, ale rpzede wsyztkim
sobie, z.e jeśli ejszcze raz mnie oczuka, to odejdę, bo nie zamierzam zyc w
takim związku, w którym nie ma miejsca na zaufanie. Wiec co teraz? co mam
zrobić? Ja go kocham tak, zę nawet nie potrafie tego wysłowić. Wiem, zę jest
wspaniałym ojcem i nikt nigdy takim nie będize. Sama córci nie zastąpię go w
żadnej mierze. Chodzę dziś roztrzęsiona, ledi mi wsyztko z rąk, skaleczyłąm
sie nożem... boje się, ze upuszczę małą... Pomóżcie! Boje się, cholernie się
boję i jeszcze ten ból kolejnego oszustwa, takie niepostrzeżenie czynionego...
dlaczego? Dlaczgo? Dlaczego?