Dodaj do ulubionych

nastepny zwiazek.

12.01.06, 21:06
nie pamietam czy byl juz taki watek a sprawa mnie ostatnio zywo interesuje.
czy po zwiazku pelnym zimna, pretensji, mentalnego zdeptania i bezseksia
komus udalo sie stworzyc pelny, staly satysfakcjonujacy zwiazek?
Ja jestem poki co na przednowku i z lekkim znerwicowaniem ogladam ta sfere
zycia a jeszcze chetniej sledzilabym ja z lupa;)
Jakies wspierajace posty??
Obserwuj wątek
    • ankamk78 Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 22:00
      Podniose Cie na duchu i to moze nawet bardzo:)
      Jest to mozliwe,nawet po 25 latach nieudanego, badz co badz zwiazku,bliskie mi
      osoby stworzyly bardzo udane nowe zwiazki.
      Grunt, to wyjsc z załozenia, zeby nie powielac tych samych bledow i zwyczajnie
      dbac o nowy zwiazek tak mocno jak tylko sie da.

      Moim skromnym zdaniem osoby po tzw. przejciach, sa na tyle bogatsze w
      doswiadczenia,ze duzo lepiej wiedza czego pragna,czego oczekuja i co same moga
      wniesc do nowego zwiazku.

      Pozdr
    • katechina Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 22:10
      Dobry związek ZAWSZE można stworzyć,bez względu na przeszłość.A statystycznie
      rzecz ujmując drugie związki są nawet lepsze niz te pierwsze,ponieważ mając w
      pamięci to,przez co przeszliśmy,bardziej doceniamy i szanujemy to,co mamy
      obecnie.Jeśli jeszcze trafimy na "tę"osobę - satysfakcja gwarantowana;)
      Mnie po 7 latach beznadziei cos takiego spotkalo,wreszcie uwierzylam,że nie wisi
      nade mną żadne fatum,klątwa ani czarny kot.
      Powodzenia!
    • kraszan1 Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 22:28
      Mnie się udało.

      To wcale nie jest trudne - wręcz pzeciwnie, człowiek dąży do normalnej relacji
      z normalną osobą. To bardzo naturalne.

      powodzenia życzę
      -K
      -------------------------------------------------
      Ja nie jestem hakerem, ta pani przyszła tu z tymi plikami i z nimi wychodzi.
      • woman-in-love Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 22:30
        A znasz rytuał przyciagający męzczyznę?
        • anula36 Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 22:31
          ten etap mam juz za soba;)
          • woman-in-love Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 22:32
            no to "alleluja i do przodu" :-))))))))))))
        • kraszan1 Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 22:33
          To było pytanie do mnie?


          -K
          -------------------------------------------------
          Ja nie jestem hakerem, ta pani przyszła tu z tymi plikami i z nimi wychodzi.
          • woman-in-love Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 22:35
            a po co Tobie Kraszan męzczyzna??? ;-))) do Anuli ofkors!
            • anula36 Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 22:36
              odkad przestalam cierpiec na syndrom niedopchniecia facetow ci wokol mnie jak
              pszczol wokol ula:)
              • kraszan1 Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 22:42
                I to jest chyba sedno sprawy.

                Jak idę z kolegami na wódkę w miejscu publicznym i nie mam najmniejszej ochoty
                na obcowanie z płcią przeciwną to właśnie wtedy jest wokół mnie najwięcej
                wielbicielek. ;-))


                -K
                -------------------------------------------------
                Ja nie jestem hakerem, ta pani przyszła tu z tymi plikami i z nimi wychodzi.
                • woman-in-love Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 22:48
                  Ale tu nie chodzi o rój, ale o tę Jedyną, a w przypadku Anuli (i nie tylko) -
                  tego Jedynego. Jak go z roju wyłuskac? Przetestować? Na dłuzej przywabić?
                  Omotac? Aby stał sie ta odrobiną mężczyzny na codzień?
                  • anula36 Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 22:49
                    jak sie nie okaze ten jedyny to sie zmieni na lepszy model.
                    • kraszan1 Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 22:53
                      Podoba mnie się ta koncepcja :-)

                      Anula - 3mam kciuki!!

                      pzdr
                      -K
                      -------------------------------------------------
                      Ja nie jestem hakerem, ta pani przyszła tu z tymi plikami i z nimi wychodzi.
                      • anula36 Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 22:55
                        wyleczylam sie juz z koncepcji " jeden mezczyzna na cale zycie".
                        Nie zawsze wybiera sie dobrze ale to nei znaczy ze tym jednym wyborem mamy
                        zdolowac sobie zycie na zawsze.
                        • woman-in-love Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 22:57
                          Ja też trzymam, ustaw paru rezerwowych ;-)
                          • anula36 Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 22:58
                            z forum???
                            • woman-in-love Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 23:00
                              Why not? Trzeba zmienić język, zeby nas nie posądzono o prywatę :-)
                        • kraszan1 Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 23:00
                          Ja z kolei po burzliwym okresie dojrzałem do tego, żeby kochać kogoś tak na
                          prawdę i bezwarunkowo. I co najciekawsze taki ktoś jest obok mnie!! No bo w
                          sumie uczucie + dobry seks to chyba to czego trzeba nam wszystkim ;-)))


                          -K
                          -------------------------------------------------
                          Ja nie jestem hakerem, ta pani przyszła tu z tymi plikami i z nimi wychodzi.
                          • anula36 Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 23:03
                            oj tak podpisuje sie pod tym:)
                            • anais_nin666 Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 23:10
                              Ja też!!!
    • drobiazg Re: nastepny zwiazek. 12.01.06, 23:14
      Bliska kumpela z po kiepskich 9 latach ma świetnego (młodszego ;-) faceta, są
      ponad rok i jest rewelacja z tego co widzę i super rewelacja z tego co opowiada
      ;-) Ostatnio usłyszalam "żałuję tylko ze tak długo dawalam szanse czemuś co nie
      miało racji bytu..."
      • anula36 Re: nastepny zwiazek. 13.01.06, 11:26
        przeczytalam jeszcze raz wszystkie watki- chodzilo mi tak naprawde o to czy
        nasz wlasne nerwicowe zachowania wyniesione z porzedniego zwiazku, ciagle
        czekanie az cos sie zepsuje nie maja dektrukcyjnego wplywu na nastepny zwiazek.
        Jak sie wylozwac, jak nie obserwowac , jak nie interpretowac wszystkiego na
        niekorzysc. Jak nei zadreczac sie chwilowym spadkiem zainteresowania drugiej
        strony, jak nie dac sie ogarnac zwatpieniu?
        • woman-in-love Re: nastepny zwiazek. 13.01.06, 11:47
          własnie, tez to mam, mówię sobie:-"oj, coś nie gra, zwijam żagle". Sęk w tym,
          żeby nie popełnic falstartu.
        • loppe Re: nastepny zwiazek. 13.01.06, 11:54
          Ułóż sobie Anulo jednozdaniową mantrę dotycząca Twojej wiary, nadziei i
          miłości, i powtarzaj codziennie po przebudzeniu
        • kawitator Re: nastepny zwiazek. 14.01.06, 14:37
          przeczytalam jeszcze raz wszystkie watki- chodzilo mi tak naprawde o to czy
          nasz wlasne nerwicowe zachowania wyniesione z porzedniego zwiazku, ciagle
          czekanie az cos sie zepsuje nie maja dektrukcyjnego wplywu na nastepny zwiazek.
          Jak sie wylozwac, jak nie obserwowac , jak nie interpretowac wszystkiego na
          niekorzysc. Jak nei zadreczac sie chwilowym spadkiem zainteresowania drugiej
          strony, jak nie dac sie ogarnac zwatpieniu?

          Może trochę obok Twojego głównego pytania Ale tak sobie napiszę aby nie
          wpisywać się w chór głosów hurra optymistycznych
          Czy drugi związek może być lepszy ??
          A dlaczego nie? Może by lepszy, rewelacyjny jak i całkiem do dupy . Zależy od
          ciebie jako kobiety
          Statystycznie rzeczywiście drugie związki są stabilniejsze ale to chyba sprawa
          wieku, zmiany oczekiwań i priorytetów obu stron jak i większej dojrzałości.
          Dlaczego to zależy głownie od ciebie jako kobiety ??? Tak już jest w świecie
          zwierząt i ludzi żę to samice wybierają samca Kobiety są znacznie mnie zmienne
          genetycznie od mężczyzn jest wśród nich mniej osobników wybitnych ale także
          znacznie mniej kretynów. Faceci wnoszą zmienność czyli znacznie więcej
          profesorów ale też znacznie więcej idiotów. Z Faktu ze to kobieta wybiera
          faceta wynikają dalsze implikacje . Napisałaś że poprzedni związek był nieudany
          ale to ty zdecydowała o tym związku. Musisz się zastanowić i sama sobie
          uczciwie odpowiedzieć Dlaczego wybrałaś takiego faceta i dlaczego potem wybór
          ten okazał się nietrafiony. Jeżeli przeprowadzisz to uczciwie wobec samej
          siebie to masz znaczne szanse nie popełnić tego samego błędu w przyszłości.
          Co nie znaczy ze nie popełnisz innego. Jeżeli będziesz się sama oszukiwać i
          zamiast myślenia wyleżą kompleksy i chciejstwo to jest spore
          prawdopodobieństwo ze możesz z deszczu pod inny deszcz wpaść. Takie
          optymistyczne zakończenie Wierze że sobie z takim zadaniem poradzisz

          • anula36 troche prawdy. 14.01.06, 14:54
            I dalej sie nie rozumiemy - ja nie mowie o DRUGIM zwiazku tylko o nastepnym po
            nieudanym.
            Niestety to jak wyglada zwiazek nie zalezy tylko ode mnie jako kobiety ale
            takze od partnera.
            Czemu wybaralam tego mezczyzne? bo wydawalo mi sie ze jest dobrym czlowiekiem i
            dobrym partnerem na zycie. Czemu odeszlam? Bo mnie od poczatku oszukiwal do
            czego sie w koncu przyznal prosto w oczy (w skrocie: robilem to wszystko bo
            wiedzialem ze tego oczekujesz i inaczej bys odeszla ale juz mi sie nie chce,
            zreszta i tak za chwile bierzemy slub)
            Czemu sie przyznal? bo myslal ze nie uciekne z odleglosci 3 m od oltarza. A ja
            nie potrafilam zostac z kims kto przez 3 lata mieszkajac ze mna myslal inaczej
            a robil inaczej.I meczyl sie tymi czynami w imie posiadania rodziny ( bo tak
            wypada).
            Kompleksow nie mam. Oceniam dosc realnie rzeczywistosc. Po porstu tli sie we
            mnie wciaz to ziarenko nipewnosci, podejrzliwosci, oczekiwania az kolejny
            mezczyzna mojego zycia wyleci zkolejna rewelacja ktora mnie rzuci o siciane i
            powali na kolana.
            Szukam sposobu zeby sie jakos wyciszyc i uspokoic nie czekac na kleske. I tyle.
            • new1 Re: troche prawdy. 14.01.06, 19:34
              Mam za soba niejeden nieudany zwiazek i zawsze sie zastanawiałam nad kazdym
              kolejnym - na ile bedzie źle :)... a tak na serio to po każdej kolejnej nie
              trafionej próbie miałam wrażenie jakbym w pewien sposób "nasiąkła" partnerem czy
              pewnymi sytuacjami, nie sądze żeby udało mi się pozbyć tego balastu. Nie jeden
              raz sama siebie przyłapałam na wpadaniu w wcześniejsze schematy zachowań czy
              określone "tory myślowe" - nie chce sie kochać bo pewnie mu sie nie podobam a
              jak mu sie nie podobam to.... itd. Zazwyczaj uświadamiałam sobie fakt
              powtarzania schematów po karkołomnej awanturze - błąd. I tak z czasem nauczyłam
              sie nad tym panowac- można choć na początku nie było łatwo. Doszłam nawet do
              wniosku ze moje przesadzone czy momentami błedne reakcje mogą sie na cos przydac
              - kazda reakcja ma swój powód ja zazwyczaj źle go oceniałam poprzez pryzmat
              wczesniejszych doświadczeń - teraz juz wiem że jeżeli włącza mi sie czerwona
              lampka to znaczy ze cos sie dzieje, musze teraz tylko rosądnie sie zastanowić
              nad tym co naprawde jest nie tak a nie wpadac w stare histerie. Dzięki takiemu
              wyczulenie nie jeden raz ocaliłam ...
              uff ale sie rospisałam - jednym słowem twoje przewrażliwienie może sie przydać
              jeżeli tylko mądrze je wykorzystasz
              pozdrawiam
              M
            • kawitator Re: troche prawdy. 16.01.06, 10:42
              Kompleksow nie mam. Oceniam dosc realnie rzeczywistosc. Po porstu tli sie we
              mnie wciaz to ziarenko nipewnosci, podejrzliwosci, oczekiwania az kolejny
              mezczyzna mojego zycia wyleci zkolejna rewelacja ktora mnie rzuci o siciane i
              powali na kolana.
              Szukam sposobu zeby sie jakos wyciszyc i uspokoic nie czekac na kleske. I tyle.

              Większość ludzi nie umie wyciągać konstruktywnych wniosków z własnych błędów.
              Wnoszą oni do swoich następnych związków e tylko niedojrzałość towarzyszącą ich
              poprzedniemu związkowi, lecz dodatkowo bagaż obciążających doświadczeń z
              przeszłości. Jeśli nie uświadomimy sobie dziedzictwa jakie pozostało w nas po
              poprzednim związku, może ono zasnuć czarną chmurą naszą teraźniejszość.
              Często cechuje nas skłonność do jednostronnego obarczania winą za rozpad związku
              naszego partnera. To “on” lub “ona” zawinili swoją kłótliwością, brakiem troski
              o rodzinę, egocentryzmem, despotycznością, niewiernością. A i buc z niego był
              prawdziwy.. Lista zarzutów jest zwykle długa. Rozstanie szczególnie po dłużej
              trwającym związku spostrzegamy jako wynik niewłaściwie dobranego partnera. Nasza
              uwaga skoncentrowana jest na charakterystyce byłego (byłej) a nie na dynamice
              nieudanego związku, w który zaangażowanych było przecież nas dwoje. Zapominamy o
              tym, że nieporozumienia dotyczyły przecież różnicy stanowisk dwóch stron.
              Ulegamy mitowi, że istnieją związki, w których partnerzy są idealnie dopasowani
              do siebie pod względem temperamentów, zainteresowań czy przekonań. Młodzi żyją
              często iluzją “Jeżeli tylko znajdę właściwą osobę, która mnie pokocha, wszelkie
              problemy odejdą w cień”. Nam, doświadczonym i racjonalnym starym zgredom (to
              faceci) i wiecznie młodym choć wspaniałym i mądrym niespotykanie ( to kobiałki)
              wbrew pozorom wydaje się tak samo. Mówimy znajomym : “ Nie zrobię tego głupstwa
              drugi raz”, ale niestety nieświadomie często je popełniamy. Są kobiety
              wychodzące kolejny raz za mąż za alkoholika czy mężczyźni dobierający sobie
              wciąż dziecięco niedojrzałe kobiety. Czemu to robimy? Co nas tak pociąga w danym
              typie partnera czy partnerki? Jeżeli nie spojrzymy sobie w twarz, po to by
              odkryć własne, często głęboko ukryte potrzeby i lęki, naszymi kolejnymi wyborami
              będzie wciąż kierowała najmniej świadoma część nas. A to bywa bolesne...

              Tyle i tylko tyle chciałem powiedzieć Aby nie było bolesne należy się spojrzeć
              bardzo obiektywnie na tę mordę w lustrze rankiem przy myciu lub tu kieruje apel
              do tej lepszej połowy ludzkości przy goleniu.
              • kawitator Re: troche prawdy. 16.01.06, 11:09
                Ponieważ poprosiłem kiedys o powoływanie się na źródła niniejszym to czyniE

                Poglady powyższe na podstawie artykułu Hary Estroff Marano zamieszczonego w
                Psychology Today Tam też mozna poszukać jak to kogoś zainteresuje rozwinięcia
                fachowego przedstawinych przeze mnie z konicznoci uproszczonych tez.
    • krybara Re: nastepny zwiazek. 13.01.06, 11:50
      Nigdy nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Nie lepiej z nowym facetem
      robić nowe błędy, zawsze będzie ciekawiej?
      • raqu46 Re: nastepny zwiazek. 13.01.06, 13:53
        to nawet nie kwestia doswiadczeń tylko oczekiwań.
      • katarzyna_z Re: nastepny zwiazek. 13.01.06, 14:05
        ja jestem drugi raz z tym samym facetem i jest... zupełnie inaczej niz było w
        ciagu wcześniejszych 3 lat , jest dojrzalej , jest więcej zrozumienia ,
        czułosci zainteresowania druga stroną , mniej egoizmu... ale czasem jeszcze sie
        boję... po tym wszytskim co było gdzieś w podswiadomości cos zadaje mi pytanie
        czy znowu za jakis czas nie bedzie tak jak kiedys było ..

        wiem , że nie na temat , ale chwilowo chciałam to wyrzucic z siebie
        pozdrawiam
        Kasia
    • glamourous Wszystko pieknie, ale.... 13.01.06, 20:01
      Niby jest tak jak piszecie, czyli w drugim zwiazku czlowiek popelnia mniej
      bledow, bardziej uwaza zeby nic nie zepsuc, bardziej sie cieszy zwiazkiem i
      szczesciem (poniewaz wyszedl z koszmaru), potrafi zyc chwila, taki uklad ma
      wieksza szanse na przetrwanie, itp, itd...
      Tylko ze jest jedno male "ale".
      Ja mam za soba koszmarny 4 letni zwiazek i niby faktycznie wyszlam z niego
      madrzejsza i dojrzalsza, co pomaga mi w zyciu z aktualnym (cudownym) partnerem,
      tyle ze niestety do nowego zwiazku wnioslam rowniez moje male traumy z
      poprzedniego. Na przyklad miedzy innymi to ze teraz szaleje z niepokoju kiedy
      tylko moj partner nie ma erekcji na zalwolanie (czyli wtedy kiedy ja bym sobie
      tego zyczyla )A moj niepokoj bierze sie stad, ze z moim poprzednim facetem
      mialam powazne problemy z seksem, i takie tam... To z kolei rodzi klotnie i
      pogorszenie atmosery miedzy nami. Na szczescie moj narzeczony jest wyrozumialy -
      rozumie i akceptuje moje male "psychozy" ;))

      Takie psychologiczne "siniaki" i rany z poprzednich zwiazkow tkwia w nas gleboko
      i potrafia popsuc czasami atmosfere w nowym, udanym stadle...
      • woman-in-love Re: Wszystko pieknie, ale.... 13.01.06, 22:23
        ja to nazywam:"remanenty przeszłości". Tak jest istotnie, że ten następny chłop
        trochę obrywa za poprzedniego. Ale potem juz jest dobrze ;-)
      • ritta76 Re: Wszystko pieknie, ale.... 14.01.06, 14:37
        Kłócisz się ze swoim partnerem bo nie ma erekcji na zawołanie???Myślisz,że on
        ma powód do dumy? Zamknij wreszcie drzwi za poprzednimi związkami albo podejmij
        leczenie.
        Powodzenia.
        Rita.
        • glamourous Re: Wszystko pieknie, ale.... 16.01.06, 12:03
          Sugerujesz mi leczenie? ;)
          Nie przesadzaj, psychoterapeuta nie powie mi niczego, na co w moich
          przemysleniach sama wpasc bym nie mogla...
          Potrafie poddac sie autoanalizie i sama wiem z czym mam problem. Ale stare rany
          musi zabliznic czas, oraz to, ze moj partner codziennie udowadnia mi, ze nasz
          zwiazek to zupelnie inna bajka niz moj poprzedni i ze tamten koszmar sie nie
          powtorzy. On sam zreszta tez ma traumy z poprzednich zwiazkow, i tak sobie
          nawzajem lizemy rany ;)
          Byc moze sa ludzie po ktorych stare traumy "splywaja jak po kaczce" i potrafia
          wejsc w nowy zwiazek bez obciazen. Wiekszosc z nas jednak potrzebuje duchowej
          rekonwalescencji i udowodnienia samemu sobie ze w nowym zwiazku dawna choroba
          nie powroci (ze sie tak obrazowo wyraze :)A do tego potrzeba troche czasu.
    • ritta76 Re: nastepny zwiazek. 13.01.06, 23:19
      Jestem z rocznika 76.
      Poznalismy się na studiach. Przed ślubem byliśmy prawie 5 lat. Małokontaktowy,
      małomówny, wygodny, leniwy egoista. Za rękę niemozna było go złapać bo co
      powiedzą ludzie. Inne okazywanie publicznie uczuć kategorycznie odpadało.Taki
      był. I masa innych wad które widziałam. Przygotowaniami do ślubu zajełam się
      tylko ja. On nawet nie chciał kupić nowego garnituru bo twierdził,że szkoda
      pieniędzy. Do dziś dnia nie umiem wytłumaczyć dlaczego za niego wyszłam. Ja po
      prostu myślałam że ślub to wszystko zmieni. Miałam bajeczną , skromniutką
      sukienkę a podczas przysięgi nie spojrzał na mnie ani razu. Zabolało. Ślub był
      piękny ale on na niego nie zasłużył. Od dnia ślubu było tylko coraz gorzej. I
      chyba nie było dnia bez awantury. Nieczuły do granic mozliwości, brak troski,
      opieki i szacunku dla mnie jako kobiety i jako żony.potajemnie smsy do moich
      koleżanek z pracy, osmieszanie mnie. Po 3 latach nie wytrzymałam i
      wyprowadziłam się do mamy.Rok mieszkałam sama a on nie wykazał własciwie
      zadnego zainteresowania. I poczułam niesamowitą ulgę. Podjełam decyzję o
      rozwodzie. I wtedy poznałam Jego. I strzelił mnie, nas piorun. Nie mogliśmy
      skończyć rozmawiać.Od tej chwili jestesmy nierozłączni.Wszystko robimy wspólne,
      jesteśmy jak dwie krople wody. Zakwitłam. Czuję się najpiękniejszą kobietą na
      Świecie, o którą się troszczy i zabiega. Której się codziennie mówi jaka jest
      piękna i jak się ją kocha. Której się robi masę malutkich niespodzianek,
      czułych smsów w ciągu dnia, romantycznych kolacyjek i malutkich bukiecików
      stokrotek. Nauczył mnie tego wszystkiego bo żyłam w chorych normach. Pokazał
      jak może być kobieta traktowana. Jak mozna ją kochać i o nią dbać, troszczyć
      się i nieustannie kochać.
      I tak bym się rozwiodła ale przyznaję,że spotkanie JEGO przyśpieszyo moją
      decyzję. Od grudnia jestem wolna. A 18 stycznie 2006 mieszkamy razem.
      spotkałam miłość swojego życia. Widocznie musiaam tyle przecierpieć by teraz Go
      spotkać. Ale warto było. Żałuje tylko tych straconych lat na tamtego.....
      5 sierpnia bierzemy ślub.
      Pozdrawiam was dziewczyny.
      R.
      • albacor Re: nastepny zwiazek. 14.01.06, 10:55
        No musicie od razu brać ślub -a weź na wstrzymanie. Pomieszkajcie rok, dwa -
        wtedy można wszystko własciwie ocenić. A poza tym - szczęścia życzę....
        • woman-in-love Re: nastepny zwiazek. 14.01.06, 13:20
          No, to mi sie podoba. Dostałas nagrodę za swoje przechlapane małzeństwo.
          Dlatego ciarki mnie przechodzą, jak niezonaci faceci w sutannach prawią
          o "nierozerwalnosci węzła małżeńskiego". A niech sie sami zenia!
          • ritta76 Re: nastepny zwiazek. 14.01.06, 13:46
            No właśnie! A te ich pseudo nauki przedślubne? Kpina. Wysiedzieć niemogłam.
            Niech lepiej sami pilnują swojego celibatu...bo do szkoły chodziłam.....z synem
            proboszcza!
            Pozdrawiam Cię,
            Rita.
        • ritta76 Re: nastepny zwiazek. 14.01.06, 13:42
          Spokojnie..:) Znamy się intensywny rok a do sierpnia daleko.....Ale dzięki za
          radę. Pozdrawiam
          Rita.
          • jagodnik Re: nastepny zwiazek. 15.01.06, 18:03
            Pozdrawiam anula! Nigdy więcej syndromu niedopchnięcia :)
          • glamourous Re: nastepny zwiazek. 15.01.06, 18:16
            Mozna znac sie lat i dziesiec, ale jezeli ludzi ze soba nie mieszkali to sie NIE
            ZNAJA tak naprawde. Ba, nawet rok wspolnego mieszkania to tez jest za malo na
            poznanie drugiego czlowieka od podszewki.
            Tak naprawde zaczynamy poznawac druga osobe w momencie kiedy :
            a) wspolnie mieszkamy juz od jakiegos czasu
            b) chemia zaczyna troche nam uciekac, faza hormonalna mija, rozowe okularki ida
            do lamusa i to wtedy ludzie pokazuja swoje prawdziwe oblicza - wtedy mozemy
            dopiero stwierdzic czy ten zwiazek ma przyszlosc, czy w ogole ludzie potrafia
            razem zyc. Mile sa sluby zawarte w fazie poczatkowej sielanki, to bardzo
            romantyczne, ale...zwiazku nie da sie przetestowac w rok czy poltora...
            • ewolwenta Re: nastepny zwiazek. 15.01.06, 18:57
              Z drugiej strony facet (babeczka) z którym zamieszkało się 10 lat temu to inny
              człowiek niż nasz obecny mąż, nawet jeżeli w dowodzie dane się nie zmieniły :)
            • ritta76 Re: nastepny zwiazek. 15.01.06, 19:29
              I tak i nie.
              Nigdy tak naprawdę nikogo nie poznamy na 100%. Dobry związek to cięzka praca
              obojga i w tym jest ambaras aby dwoje chciało naraz. Super jest poznawać się
              wspólnie mieszkając, pokonując znoje codziennego życia.Podstawa to patrzeć w
              tym samym kierunku, kompromis, rozmowa i akceptacja drugiej strony.
              Więc nie przesadzaj z tym ,że nie mozna się poznać przez rok wspólnego
              mieszkania.
              Życzę więcej optymizmu.
              R.
              • glamourous Re: nastepny zwiazek. 15.01.06, 22:28
                ritta76 napisała:

                > I tak i nie.
                > Nigdy tak naprawdę nikogo nie poznamy na 100%. Dobry związek to cięzka praca
                > obojga i w tym jest ambaras aby dwoje chciało naraz. Super jest poznawać się
                > wspólnie mieszkając, pokonując znoje codziennego życia.Podstawa to patrzeć w
                > tym samym kierunku, kompromis, rozmowa i akceptacja drugiej strony.
                > Więc nie przesadzaj z tym ,że nie mozna się poznać przez rok wspólnego
                > mieszkania.
                > Życzę więcej optymizmu.
                > R.

                Optymizmu mi nie brakuje. Romantyzmu rowniez. Ale staram sie byc jednoczesnie
                realistka. Idealizm to domena dwudziestolatek, ja po moich przejsciach staram
                sie patrzec na to wszystko realnie. Pieknie wszystko wyglada dopoki jest chemia,
                wtedy ludzie staraja sie jak szaleni wypasc jak najlepiej w oczach drugiej
                osoby, a wiec sila rzeczy jest "patrzenie w jednym kierunku", piekne hasla
                :"kompromisy", "akceptacja", a jakze! Kobieta zimna udaje goraca (bo wie ze tego
                oczekuje jej partner) facet balaganiarz sprzata po sobie ciuchy (zagryzajac
                zeby) bo nie chce wypasc przed ukochana dziewczyna na flejtucha. Ludzie staja na
                glowie, zeby sie przypodobac drugiej polowce.

                A potem chemia mija i ludzie sa po prostu soba, z calym "dobrodziejstwem
                inwentarza". "Akceptacja", "kompromis" - super hasla, ale jak zaakceptowac fakt,
                ze np. zona nie cierpi calowania, a facet je uwielbia? Jaki kompromis mozna
                wypracowac, gdy w facecie budzi sie nieuleczalny poligamista? Albo kiedy facet
                zupelnie nie ma ochoty na seks a zona ma ja ciagle? Ma sie zmusic?

                Wystarczy poczytac posty na tym forum, zeby dojsc do wniosku ze ci wszyscy
                ludzie skarzacy sie na swoje "drugie polowy" po prostu sa niedpoasowani, a
                przeciez wszyscy zgodnie pisza ze "kiedys bylo inaczej". Jak myslisz, dlaczego
                tak sie dzieje?

                Ktos kto deklaruje szalona chec pracy nad zwiazkiem w okresie kiedy chemia
                przeslania mu swiat, niekoniecznie bedzie musial chciec nad nim pracowac po
                kilku latach szarej codziennosci, problemow i rozczarowan. Dlatego wspolne
                pomieszkanie ze soba do czasu kiedy przestanie nami rzadzic chemia pozwala
                sprawdzic jak te piekne deklaracje pozniej wygladaja w praktyce. Ale to jest
                moje zdanie, nie musisz sie z nim zgadzac.
                • woman-in-love Re: nastepny zwiazek. 16.01.06, 09:06
                  kompromis w sprawie całowani? Całowac półgębkiem :-)
                  • glamourous Re: nastepny zwiazek. 16.01.06, 09:32
                    dokladnie ;)))
                    Albo jaki kompromis wypracowac z facetem ktory po fazie "klapek na oczach" nagle
                    odkryl, ze owszem, kocha zone i chce z nia byc, ale jednak ma nature
                    poligamisty? Zaproponowac mu kompromis : zamiast 10 przelecianych panienek w
                    miesiacu tylko 2 panienki w miesiacu? ;))
                    Kompromis w zwiazku - piekne haslo, ale czasami w praktyce naprawde trudno o
                    kompromis jesli nagle (kiedy minie etap sielanki) okazuje sie ze ludzie sa pod
                    jakims wzgledem kompletnie niedopasowani.
    • jagodnik Re: Kawitator... 15.01.06, 18:09
      Kawitator, poproszę źródło stwierdzenia: "Statystycznie rzeczywiscie drugie
      zwiazki sa stabilniejsze" Czekam :)
    • maheda tak 15.01.06, 18:16
      udało się. Chociaż to jest stan zawsze niedokonany :) Bo trzeba się starać na
      nowo i wciąż.
      No i - nie mogę powiedzieć, że udaje się MI, ale powinnam powiedzieć, że udaje
      się NAM.
      Pozdrawiam i życzę znalezenia swojego szczęśliwego miejsca na ziemi.
    • roza52 Re: nastepny zwiazek. 17.01.06, 11:08
      najlepiej nie rozstrząsać starych dziejów i patrzeć i myśleć pozytywnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka