e.globtrotuar
27.01.06, 15:28
Z uporem maniaka opieram sie opiniom, ze nieuchronna koleja rzeczy jest
znudzenie sie wieloletnim partnerem. Mysle, ze opadniecie temperatury w
sypialni nie jest spowodowane nuda, tylko poczuciem obcosci. Nowych partnerow
szukamy, gdy wydaje nam sie, ze dotychczasowy nas juz nie widzi. A ten nowy
taki wszystkiego ciekawy i my tacy nowi w jego/jej oczach. W stalych
zwiazkach zachodzi ciekawe zjawisko zeskorupienia w stadium pierwszych
kontaktow. Podswiadomie tkwimy w personie, ktora przyciagnela partnera i
obawiamy sie, ze zachodzace w nas zmiany nie wspolgraja z oczekiwaniami wobec
nas. Skrzetnie wiec je ukrywamy udajac te osobe sprzed lat. Dlaczego ta
nowa, ktora sie ciagle stajemy i ktora wywoluje bardzo zywe (:))))
zainteresowanie innych, mialaby znudzic lub odepchnac malzonka ? Moze wiec
wiecej odwagi w odkrywaniu siebie i walki z ta skorupa ? Co myslicie ?