kwiatek401
16.05.06, 17:14
Czytam od dluższego czasu Wasze forum, uważam,że często opinia z zewnątrz
wiele wnosi, bo pozbawiona jest emocjonalnego zaangażowania, a co za tym
idzie dużej dozy subiektywizmu.Potrzebuje Waszej rady, bo sama zapędziłam się
w ślepy zaułek i nie wiem, jak z niego wybrnąć...
Od dwóch lat jestem w nieformalnym związku, cudownym, ciepłym, pełnym
miłościi wspano iałego sexu...Obydwoje jesteśmy po przejściach, on w
separacji, ja po rozwodzie.Ja z moim ex-męzem nie mam zadnych kontaktów,
brzydko mowiąc olal naszą córkę, z którą kontaktuje się raz na rok, albo i
radziej. Natomiast moj partner bardzo dba o swoje dzieci, za co go bardzo
szanuje. Ale co za tym idzie ma również dobre stosunki ze swoja ex. I to jest
moja pieta Achillesowa, moj ból i moj kompleks.Nie raz dochodziło do scysji
na tym pukncie, ale zawsze moj meżczyzna uważał, ze mnie rozumie, że mam
prawo do takich a nie innych reakcji, choc czasami wkurzały go te moje wywody
i pretensje.Od stycznia moja miłość wyjechała na kontrakt z firmy do Włoch.No
i powstał problem wakacji.Propozycja była taka, ze najpierw przyjadą jego
dzieci, a potem ja.Znając moj ból chciał, żeby dzieci przyejchały z jego
ojcem, bo najmłodsze ma niecałe 6 lat, wiec wymaga opieki dorosłej
osoby.Niestety ojciec przeszedł poważną operację kręgosłupa i nie bedzie mogł
jechać.Wiec moj facet zaproponował przyjazd swojej ex, na zasadzie, ze
wynajmnie im wszystkim hotel, a on w wolnych chwilach, kiedy nie bedzie
pracował, bedzie spedzal z dzieciakami czas.Kiedy sie o tym dowiedzialam
dostalam szalu, zrobilam mu tak potoworna awanture, ze sama sie wstydze tego,
co mu nagadałam, po prostu sie wstydze, bo nie zalużyl sobie niczym na takie
sądy i słowa.Potem jeszcze, po czterech wypitych drinkach, dolożyłam mu
mailem, bo przez telefon już nie chciał ze mna rozmawiać. Kiedy ochłonełam,
wytrzeźwiałam i opadły mi wszelkie emocje, próbowałam to wszystko odkręcić.
Na skype był niedostepny, komórkę miał wyłaczona, wiec napisałam mu kilka
maili przepraszając, prosząc o wybaczenie, prosząc o spokojną rozmowę. Bez
odzewu. Nadal milczy, nie odpisuje na moje moje maile, nie odbiera telefonów.
Boje sie, ze to juz koniec.Poradźcie mi co moge jeszcze zrobic.Czy jedna
kłotnia moze przekreslic naprawdę wspaniały związek? Do tej pory nie zdarzyła
nam sie taka sytuacja.Moze raz, kiedy ja narozrabiałam, ale wtedy odbierał
moje telefony i mogłam mu wszystko wytlumaczyć.Co ma robic? Nie moge sobie
znaleźć miejsca...