Dodaj do ulubionych

Poniżanie , objaw desperacji ???

14.06.06, 10:23
Jedna z forumowieczek napisala na priva zebym nie probował zrozumiec tej
zdrady. Dziekuje za te slowa....nie robie juz tego. Kobieta ktora kochalem
zdradzila. Wybrala inne zycie....kochamja nadal ale nie ma juz dla niej
miejsca w moim zyciu. Było jejlepiej z innym facetem a nawet dwoma (to wiem
na pewno).Moze było ich wiecej.Nie mam oporow przed wamizeby przyznac sie ze
poszedlem do psycholga. Nasze trzy spotkania duzo mi daly.Utwierdzily w
przekonaniu ze podjalem rozsadna decyzje. Czuje sie okey w zgodzie ze soba.
Psychologo potwierdzil to co wielu/e z was pisalo. Kto zdradzi raz zazwyczaj
zdradzi i drugi. Z kazdym kolejnym razem bedzie mu latwiej.Mozliwe ze sa
wyjatki moze i na tym forum. Mysle ze jedyna sytuacja w ktorej bylbym gotow
rozwazac wybaczrnie bylby jednrazowy skok w bok. Moja zona zaangazowala sie w
ten drugi zwiazek. Tego wybaczyc nie umiem.

Dziwi mnie obecne zachowanie mojej zony.... to zachowanie wzbudza we mnie
obrzydzenie. To jak sie teraz zachowuje swiadczy o desperacji.......czeka na
mnie pod praca,pare razy przychodzila w czasie lunchu,wysyla blagalne smsy, e-
maile z prosba o spotkanie, pare razy jechala za mna do domu. Odlaczylem tel
domowy a komorke wylaczam jak nie potrzebuje. Zanoszac jej walizke do
samochodu powiedzialem jasno czego odniej chce./
Chyba jest w szoku jej poukladane zycie runelo w gruzach.Skonczyly sie
wakacje w zagranicznych kurortach i wspolne konto (zarabiam trzy razy tyle
ile ona. Skonczyl sie dostep do karty kredytowej......nie wiem kim jest ten
facet......jaka ma sytuacje zyciowa.....czy ma rodzine.Nie musze wiedziec.
Moze powiedzial jej pa pa stad ta desperacja. Ona wie ze ja kocham dlatego
probuje. Probowala juzmediacji przez swoich krewnych.Czytalem od rana watek
jaki tu zalozylem. Sam jestem zaskoczony swoim zdecydownaniem i
nieustepliwoscia. Psycholog zapewnil ze uczucie minie a najwazniejszy jest
moj spokoj wewnetrzny. Wiem ze nie chce zasypiac ibudzic sie kolo dwulicowej
kobiety ktora przez dlugi czas przyprawiala mi rogi. Chcialbym zeby moja zona
przestala sie ponizac i zachowala twarz. Prosilem o to bezskutecznie. Moze
jak dostanie pozew to sie ocknie. Chce zeby dala spokoj. Po co baby w takich
sytuacjach sie ponizaja? Ma to czego sama chciala.
m4
Obserwuj wątek
    • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 10:42
      Hmmm... Po co? To pytanie będzie się pojawiać w Twoich rozmyślaniach. Nikt nie
      będzie wiedział jaki jest cel tych "poniżań" siebie... Mogę jedynie domniemywać
      i napisać moje zdanie.
      Zacznijmy od samej zdrady - bo od tego się posypało. Otóż Twojej żonie było po
      prostu nudno. (ja to tak odbieram) Nie mieliście dzieci, kłopotów finansowych i
      prowadziliście może i urozmaicone ale nudne zycie bez celu... Właśnie brak celu
      spowodował nudę - którą zabijała prowadząc "życie z pieprzykiem". Pewnie było to
      podniecajace, wprowadzało świeżość itd. Pewnie teraz jak myślisz o tym to
      dostrzeżesz widoczne symptomy, których wtedy nie widziałeś.... Ale nie o to
      chodzi - Twoja żona straciła wszystko przez zabawę! Tak właśnie uważam - zabawę!
      Z nudów sobie znajdywała koleżkowców a teraz przez "głupotę" - ma nie miec jak
      sam piszesz - wspólnej karty, wakacji w zagranicznych kurortach itd...
      Poza tym (co prawda nie wiem na ile prawdziwa jest Twoja opowieść o wystawieniu
      walizek i czy opisałes wszystko) potraktowałeś ją z klasą... Może to nie jest
      właściwe słowo - ale tak to wygląda. Dlatego próbuje się z Toba skontaktować -
      wytłumaczyć itp pierdu, pierdu...
      Powinieneś byc konsekwentny. Powiedziałeś A to powiedz i Z.
      Pozdrawiam i życzę uspokojenia!
    • oolla Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 10:44
      Często człowieka naprawdę się docenia tracąc go. W jej przypadku może też tak to
      wygląda stąd te poniżania.
      • anula36 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 10:59
        msciwosc przez ciebie przemawia, ale moze to i dobrze - bedziesz konsekwentny i
        kobieta pouklada sobie od nowa zycie - a moze faktycznie jedyne co trzymalo
        przy tobie zone byly wakacje, karta kredytowa i wygodne zycie a milosci musiala
        szukac gdzie indziej?
        • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:15
          A przez Anulę przemawia złośliwość... ;o)))
          • anula36 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:23
            raczej solidarnosc jajnikow-poczytaj sobie w jaki sposob bohater pisze o zonie.
            Co innego zal, co innego niechec czy nienawisc, a co innego pogarda. Mysle ze
            kobieta byla tak samo zimno traktowana w malzenstwie i szukala odrobiny uczuc
            gdzie indziej. Ciepla i bliskosci nie kupisz.. za wszystko inne zaplacisz
            mezowska karta mastercard:)
            • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:27
              No tak... Masz rację. Ale jej nie masz również :o)))
              Bo co jeśli faktycznie jej się poprzestawiało w głowie? Co jeżeli naprawdę go
              kocha a romansik na boku był "pikantnym urozmaiceniem"?
              Jak widac nie przyjmujesz tego, że facet może być w porządku... Niekoniecznie
              ten - ale jakikolwiek... I tu się naprawdę Twoje problemy zaczynają... :o)))
              • anula36 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:31
                na szczescie nie martwie sie ani troche poniewaz wszystkie moje problemy
                zdiagnozuje i uleczy Dr Dixia:) Co prawda chyba bede zmuszaona pozostac tylko
                na receptach, bo leczenie praktyczne mogloby byc nei w smak pani dixiowej...ale
                lepszy rydz niz nic:)

                • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:34
                  dr dixia? :o))) OK moge zostac doktorem... a potem "zhabilituje się przy
                  ludziach" :o)))
                  • wypasior ta historia jest przez autora podkolorowana 19.06.06, 12:28
                    może nawet bardzo
                    • xvqqvx Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 19.06.06, 13:30
                      > może nawet bardzo
                      Może. :-)))
                      Ale tak czy siak jest fajna. :-)
                      • petar2 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 19.06.06, 14:24
                        Ale tak czy siak jest fajna. :-)

                        Prawda?
                        Takie połączenie telenoweli z reality-show. W kolejnym odcinku (posty M.4)
                        powolny rozwój sytuacji i garść informacji rzucająca trochę światła na
                        historię, ale na tyle mało by coś wyjaśnić, raczej jedynie podtrzymać napięcie
                        widzów. Akcja jak i aspekt moralny musi być oczywiście prosty jak pytania w
                        audio-tele aby nawet przysłowiowa gospodyni domowa wiedziała co sie dzieje, kto
                        zły a kto dobry. Ważne aby sytuacja była realistyczna, dramatyczna, na końcu
                        prawda wyszła na jaw a zło potępione i ukarane. Charaktery bohaterów papierowe
                        (znów kwestia zrozumienia i braku wątpliwości moralnych dla gosposi). Między
                        odcinkami więc wybuchają komentarze, głebokie spostrzeżenia typu "ona
                        wzgardziła to on również" czy "ona podjeła decyzję w tym trybie więc on
                        również".
                        Żarty, klaskanie w ręce, poklepywanie po ramieniu, radość jak w zakończeniu
                        bajki gdy wilk pada od strzału a babcia i czerwony kapturek uratowane.

                        Uśmieszki na koniec każdego Twojego postu Xvqqvx, prawda, że się dobrze bawisz?
                        • dixia Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 19.06.06, 14:28
                          A czemu by sie nie bawić? Nic nowego sie raczej nie da wnieść do dyskusji...
                          • petar2 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 19.06.06, 14:30
                            > A czemu by sie nie bawić? Nic nowego sie raczej nie da wnieść do dyskusji...

                            Z prostego powodu, to dramat dla tych dwojga i ich najbliższych.
                            • dixia Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 19.06.06, 14:45
                              Nie bawi mnie sytuacja ale komentarze... Sprawa była wyczerpana już po "amen"
                              Kawiego... Ale rozwija sie całkiem nieźle i niezależnie :o)))
                              • xvqqvx Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 19.06.06, 14:50
                                > Nie bawi mnie sytuacja ale komentarze...
                                Mnie też. :-)
                                "Solidarność jajników" rządzi. :-)
                                • dixia Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 19.06.06, 14:54
                                  No nie tylko jajników ale i "penisów" jak ktoś tu raczył nazwać :o)))
                                  A po za tym to każdy facet to pijak... itd :o)))
                            • xvqqvx Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 19.06.06, 14:48
                              > Z prostego powodu, to dramat dla tych dwojga i ich najbliższych.
                              O ile historia jest prawdą, a nie zmyśleniem. :-)
                        • xvqqvx Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 19.06.06, 14:37
                          Widzisz drogi Petarze drugi - ja od początku podejrzewałem, że z dużym
                          prawdopodobieństwem historia jest wyssana z palca. :-)
                          I bawię się tym, jak niektórym paniom "solidarność jajników" przesłania
                          postrzeganie świata, że bronią tej papierowej żony - mnie ciekawi jednak, jak
                          obrończynie żonki atakujące m.4 za nieporozmawianie etc., zareagowałyby, gdyby
                          m.4 był kobietą, która wystawiła walizeczkę niewiernego męża za drzwi. Idę o
                          zakład, że żadna nie sugerowałaby rozmowy etc.:-)
                          • petar2 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 19.06.06, 15:02
                            > Widzisz drogi Petarze drugi - ja od początku podejrzewałem, że z dużym
                            > prawdopodobieństwem historia jest wyssana z palca. :-)

                            Nie ma to jak robić dobrą minę do złej gry.
                            • xvqqvx Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 19.06.06, 18:14
                              > Nie ma to jak robić dobrą minę do złej gry.
                              Masz 100% racji - oczywiście masz na myśli siebie. :-)
                              • petar2 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 20.06.06, 09:46
                                > > Nie ma to jak robić dobrą minę do złej gry.
                                > Masz 100% racji - oczywiście masz na myśli siebie. :-)

                                A to dlaczego?
                                Przecież ja nie zmieniam zdania. Uważam, że historia prawdziwa, podana
                                subiektywnie i tylko informacje korzystne dla M.4 ("byłem dobrym mężem" i
                                koniec). Dlatego podchodzę z pewnym sceptycyzmem. Nawet jeśli wymyślona to tak
                                naprawdę niewiele to zmienia.
                                Swgo czasu młody człowiek opisywał perypetie swojego związku, część dziewczyn
                                sikała z podziwu i w skrytości marzyła o takim gościu. Sytuacja się mocno
                                zmieniła gdy napisała jego dziewczyna.

                                Mój syn z wielkim zaangażowianiem śledzi "Na Wspólnej", nie uroni minuty,
                                komentuje, przewiduje rozwój sytuacji i niedopowiedziane sceny, wczuwa się
                                mając świadomość fikcji ale trochę zacierając granice między tą fikcją i
                                rzeczywistością.
                                Twoje wypowiedzi w tym wątku przypominają mi go, tylko on ma 10 lat.
                                • dixia Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 20.06.06, 09:55
                                  Równie dobrze można przytoczyć tu opowieść Mojanoga... Jest rzeczą oczywistą, że
                                  każda z osób inaczej postrzega :o)))
                                • xvqqvx Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 20.06.06, 12:57
                                  Widzisz drogi Petarze drugi - niezależnie od tego, czy historia jest prawdziwa
                                  (aczkolwiek zniekształcona), czy wymyślona, mam zabawę i nie przeczę, ale nie z
                                  powodu owej historii, lecz z powodu zademonstrowanej tu i ówdzie "solidarności
                                  jajników" i tego nie raczysz dostrzec.
                                  Twój przykład chłopaka i dziewczyny, którzy się tu wypowiadali jest o tyle
                                  niemiarodajny w tym kontekście, że zauważ, że osoby zarzucające m.4 "pogardę"
                                  czy "pieprznięcie" żony bez rozmowy nie negowały tego, co m.4 rzekł, ale pomimo
                                  tego oczekiwały, że zachowa się inaczej.
                                  W swoim 2. poście m.4 napisał, co żona kochasiowi pisała, że on i tak jej
                                  wszystko powybacza. Jakoś nie spotkałem w krytycznych postach potem słów, że
                                  kłamie lub przeinacza słowa żony. :-)
                                  • petar2 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 20.06.06, 15:02
                                    > Widzisz drogi Petarze drugi - niezależnie od tego, czy historia jest prawdziwa
                                    >(aczkolwiek zniekształcona), czy wymyślona, mam zabawę i nie przeczę, ale nie z
                                    > powodu owej historii, lecz z powodu zademonstrowanej tu i ówdzie "solidarności
                                    > jajników" i tego nie raczysz dostrzec.

                                    To prawda, jest taka solidarność zauważalna. Ale czy to coś śmiesznego?
                                    Dziwne raczej byłoby gdybyśmy potrafili się całkowicie wyzwolić z naszych ról i
                                    doświadczeń. Naturalne, że kobiety przez większą empatię bardziej zrozumieją
                                    dramat żony (co z tego, że w wyniku głupoty i ptrzypadku). Naturalne, że ktoś
                                    kto sam miał romanse inaczej spojrzy.
                                    Nie dostrzegłem natomiast w tym "obozie" tego co w drugim, pogardy dla kobiety
                                    o której nic nie wiemy poza mało obiektywnymi postami M.4 i pewnej satysfakcji
                                    i niezdrowej uciechy z rozwoju historii.
                                    • dixia Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 20.06.06, 15:05
                                      Ja przynajmniej nie ukrywam, że bawi mnie to w jaką stroną podąża ta dyskusja.
                                      Od zdrady żony po samobójstwo Wokulskiego :o)))
                                    • xvqqvx Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 20.06.06, 17:23
                                      > To prawda, jest taka solidarność zauważalna. Ale czy to coś śmiesznego?
                                      Widzisz - mam wrażenie, że m.4 (a ściślej troll używający tego nicku) testuje
                                      granice owej solidarności.
                                      Zauważ, że z każdym postem m.4 przedstawiał żonę w coraz gorszym świetle
                                      (najpierw jeden mail, potem korespondencja i 2 długotrwałych kochasiów, później
                                      robienie z siebie szmaty tym poniżaniem a na końcu wyrachowany stosunek do m.4 -
                                      "On mi wszystko wybaczy."), a mimo to dalej było...
                                      Inna rzecz, że te próby skazane są z góry na niepowodzenie. Znalazłem w starych
                                      wątkach coś takiego:
                                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12264&w=29193935&v=2&s=0
                                      Że to jest trollowanie świadczy fakt, że ponad rok wcześniej był tekst (i autor)
                                      jota w jotę:
                                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=291&w=13333186&v=2&s=0
                                      Ów troll "zatyczka" przedstawił odgrywaną postać w bardzo negatywnym świetle -
                                      osoba wyrachowana, która chce oszukać faceta, bo jest "bardzo miły, fajny,
                                      bogaty, z dobrego domu" i której zależy na ślubie, bo " wtedy to nie będzie miał
                                      już innego wyjścia i ze mna będzie". Porównaj to z sytuacją żony m.4. I co?
                                      Może tu solidarność skapitulowała?
                                      Były wcale nierzadkie posty kobiet z podpowiedziami, jak skutecznie oszukać
                                      facia.:-)
                                      • petar2 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 08:21
                                        Widzę, że masz duże zacięcie detektywistyczne więc by minimalizować straty nie
                                        będę owijał w bawełnę.

                                        W ostatnich latach klasyczne formy naboru przez służby bezpieczeństwa agantów i
                                        TW są coraz mniej skuteczne. Dawniej szedł oficer do knajpy, wybierał
                                        potencjalnego kandydata, stawiał parę kolejek i albo się udało albo efektem
                                        tylko kac na drugi dzień (na szczęście co parę lat wymiana wątroby w szpitalach
                                        MSWiA). Teraz pełno pedałów i nie dość, że z werbunku nici to jeszcze na drugi
                                        dzień człowiek budzi się nie tylko z bólem łba ale i odbytu, z którego wystaje
                                        prezerwatywa.

                                        Werbunek przenieśliśmy więc do netu, stąd tego typu wątki mające selekcjonować
                                        kandydatów.
                                        Demaskując TW Zatyczka pozbawiłeś nas jednego z lepszych oficerów i naraziłeś
                                        na wielkie koszty. Teraz trzeba mu zmienić adres IP i adres zamieszkania,
                                        opłacić parę operacji plastycznych i zmiany płci, przeczyścić siatkę
                                        i "utylizować" współpracowników.
                                        Widzisz co narobiłeś?

                                        Ale masz szansę się zrehabilitowć. Doceniamy dociekliwość i talenty, Żelazny
                                        Ludwik "Edgar" Dorn przejrzał Twoją teczkę i uśmiechnął się znacząco. Problem
                                        tylko z nickiem, którego nie udało się nam jeszcze rozszyfrować (podejrzenia o
                                        kontakty z CIA, SVR czy innym BSD). A pracują nad tym najsilniejsze serwery,
                                        dwa się zagotowały (ale to pewnie od upałów bo "Edgar" pożałował na klimę). Jak
                                        tylko to wyjaśnimy, odezwiemy się.
                                        • dixia Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 08:38
                                          ;o)))
                                          Dziś jak widzę Petar2 ma kłoopty z upałem... ;o))) albo kaca po świętowaniu
                                          zwycięstwa polskiej reprezentacji nad Kostaryką ;o)))
                                          • petar2 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 08:53
                                            Klima działa, to drugie :-)
                                            Wygraliśmy dzięki napastnikowi Bosackiemu i obrońcy Smolarkowi.
                                            Tylko mój faworyt (od serca) Angole zremisowali, no!
                                        • xvqqvx Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 09:04
                                          Dziękuję za uznanie. :-)
                                          A dla zaoszczędzenia waszych serwerów (z racji cięć budżetowych może być
                                          problem z wymianą i naprawą) podam parę informacji (ale nie wszystkie, aby nie
                                          pozbawiać szefostwa satysfakcji zawodowej - w końcu z autopsji wiem, jak to
                                          jest potrzebne).
                                          Wasz szef nie wie, że prawdziwym wywiadem jest wywiad wojskowy (np. GRU czy
                                          DIA), który nie dba o rozgłos (ma ważniejsze sprawy na głowie jak chociażby
                                          praca) w przeciwieństwie do instytucji złożonych z wymoczków lubiących
                                          autoreklamę, jak wymienione przez Ciebie agencje. :-)
                                          • petar2 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 09:17
                                            Nadajesz otwartym tekstem na publicznym forum?!!?!!?
                                            Jeśli pojawią się kolejne tego typu informacje, będziemy musieli wysłać naszych
                                            ludzi do serwerowni Agory (a oni nie znają się na informatyce i pierdołach z
                                            kasowaniem danych, w zasadzie to najlepiej wychodzi im uzbrajanie zapalnika).

                                            Przechodzimy na szyfrowanie (kod pod trzecią ławką w alei róż)

                                            tLW2t7i5usLDxMXGx8jJytLT1NXW19jZ2uLj5OXm5+jp6vLz9PX29/j5+v/aAAwDAQACEQMRAD8A
                                            +Wf2kfH0njz4veKdR8zz4o7h7eJvVVJwf0rws6mxB3Dax5IroLG5fULe8uHYvI5Lsx7k965l7JiW
                                            baTkmvOoR5I2PRxMufUjbU/KbcfWvTvhn8Qjpt5HGzYRjg15JdW7MCNpxUNtdXFnMrxkqy9635E0
                                            ctGs17p9SfFb4UJ4n8Pr4n0MxzXCp++izy1fOIvvKOxkYj+LcORXrvwr+KNxHCtnJORg/wCrY5B/
                                            A123jn9ma98Z+F7rxf4RtzdPCN95ZRDJ8v8AvoB74/Oq5nJcr6CnBRfMjwCLUQluSDk4rDuJhK5f
                                            vV/7M0QdHjdSj7WXBBAHBBHY+tUp7ExsxUZUnIPtWbjqQ3fUjhvQv3uoqymqqvY1kSxyI+7BwPam
                                            Gdh1H6VrGKJ5jWm1tEfitHT783ahuxrlSokYVt6U/kxY9M0pU0axka894IVJHWs6+u/7QQHPzLQz
                                            NITk9e1MFm0ZJKkZ9elJKysDk2xiJIFGDU0aTzP5UMfmbjheMsa7fwB8IPEfjyWMWFjOIHOPOljI
                                            UfQ19f8Awc/ZW0rw1DJeXcP2y7wMzS/MB/wHoPyquVS3JlZbHz38Iv2Zde8dPa3OpL9kspXGIlUt
                                            • dixia Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 10:01
                                              A świstak siedzi i zawija w sreberka...
                                              • misssaigon Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 10:15
                                                a od upału to niektórym sie juz zagotowało po podkywka...
                                                • m.4 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 10:40
                                                  Opine i rady wiekszosci z was bardzo pomogly.Nie rozumiem nazywania mnie
                                                  trollem i zarzucana ze moja historia jestfalszywa. Puknijcie sie w czolo zanim
                                                  cos napiszecie. Jakbym był trollem to bym pisal na zamknietych forach dla
                                                  doroslych a nie tu. Nadal udzielam się na kilku f tematycznych i stale tu
                                                  zagladam jako m.4. chociaz nie pisze. To chamowa co rbicie z moim
                                                  watkiem......... Porownywanie do jakiegos trolla zatyczkijest czystym
                                                  chamstwem. Czlowiek wchodzi na forum bo wie ze tam pisza madrzy ludzie.......
                                                  pisze o bolesnych dla siebie sprawach i dostaje kamieniami w twarz.Opisanie
                                                  swojej tragedi wnecie widocznie może spotkac się z takim odzewem. Poza
                                                  wspolczuciem propozycjami telewizyjnymi zylczliwymi radami masa zartow
                                                  iprzesmiewczych komentarzykow. Ale nie zaluje ze szukalem tu pomocy. Wielu z
                                                  was pomoglo i im dziekuje. Tym co pisali ze wsparciem na priva szczególnie.
                                                  Widze jak dobrze się bawicie.Moja zona tez się dobrze bawila ale z
                                                  kochankiem.Za pare miesiecy będzie rozwodka wiec jakby ktos chcial ja
                                                  przeleciec to nie krepujcie się. Obawiam się tylkoze i wam nie będzie
                                                  wierna.ale niektórym to nie przeszkadza. Wracam do pracy bo odechcialo mi się
                                                  szukania pomocy na forum.

                                                  Wiadomosc specjalna:
                                                  [QpnnmxEWWxywvWWe^^78==+2@T68@@gndyIOPejn3518oeynml,a^^pfe&&fewie468i2% ,./?’’ee
                                                  eppwfrfgrfri9t475493GS2nsjdkw;a;aaai++&&&&@@@dnakdeialabcvdusqoaplskzm^^87%%%
                                                  6667ffdt56$332iT7Y4hj7%##ghnmMO09s6iq&***hkqWWqqqnmx.,swww87%
                                                  4420m.4.ahwoq23i91__iee8^533nkfnmwwfJJJaYYub$$.,wew892^hj&&gfdQQ,m.4.
                                                  • aska372 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 10:51
                                                    Mam nadzieję,że jesteście z siebie zadowoleni o wszechwiedzący ignoranci -
                                                    Panowie tego forum.Nadmiar pychy zabija udławcie sie...to nie było ani śmieszne
                                                    ani zabawne, ani tez lotne.M4 ma racje,trudno tu znalezc sens niektórych
                                                    wypowiedzi.
                                                  • misssaigon Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 10:57
                                                    m4 - jesli szukales klubu dla gentelmanów to chyba pomyliles adres - twoje
                                                    pretensje sa o tyle smieszne co nieuzasadnione...
                                                    generalnie radze nie traktowac swojego wielkiego Ja z tak smiertelna
                                                    powaga...przyda sie w przyszlosci
                                                  • petar2 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 11:05
                                                    Wygłupy nie dotyczyły Ciebie tylko ośmieszały spiskową teoryjkę Xvqqvx, to
                                                    chyba widać?

                                                    Na forum jest trochę "podwórkowych psychologów" nie oczekuj więc samego taniego
                                                    moralizatorstwa i poklepywania po plecach. Taki urok forum, że spotkasz się z
                                                    różnymi opiniami, choćby taką: gorycz dramatu nie usprawiedliwia epatowania
                                                    pogardą dla żony.
                                                  • misssaigon Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 11:12
                                                    petar...chyba gorsza jest pogarda dla siebie? bo m4 jak widac znacznie gorzej
                                                    znosi fakt ze zona osmieszyla go jako mezczyne piszac traktujac jakos faceta
                                                    bez jaj niz ze go zdradzila jako meza....
                                                    pamietam ze moj pierwszy maz nie mogl mi wybaczyc ze ta JA go zostawilam
                                                    bo "narobilam mu obciachu w towarzystwie" :D
                                                  • xvqqvx Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 11:19
                                                    > bo m4 jak widac znacznie gorzej
                                                    > znosi fakt ze zona osmieszyla go jako mezczyne piszac traktujac jakos faceta
                                                    > bez jaj niz ze go zdradzila jako meza....
                                                    I dlatego akurat ta jego pogarda tutaj jest przynajmniej w częsci zrozumiała. :-)
                                                  • annubis74 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 11:24
                                                    wiesz, xvqqvx, zastanawiam sie czy znamy te samą definicje słowa pogarda?
                                                    to, że żona uważała, że m.4 wybaczy jej zdrade nie oznacza, ze nim gardziła
                                                    tylko, ze uważała go za naiwnego człowieka o bardzo dobrym sercu i dużych
                                                    pokładach miłości - i tu sie przeliczyła. tyle, poza tym po ostatnim poście
                                                    autora ja też powiem - troll:)
                                                  • xvqqvx Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 11:28
                                                    Zauważ, że dałem zastrzeżenie, że takie myślenie ("On i tak mi wszystko
                                                    wybaczy.") może być oznaką albo pogardy albo niedojrzałości.

                                                    > uważała go za naiwnego człowieka o bardzo dobrym sercu i dużych
                                                    > pokładach miłości - i tu sie przeliczyła.
                                                    Takie podejście to oznaka niedojrzałości, bo w ten sposób myślą rozpieszczane od
                                                    dzieciństwa małe dzieci - niezależnie od tego, co zrobią, to rodzice i tak
                                                    wszystko wybaczą.
                                                  • xvqqvx Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 11:24
                                                    I jeszcze jedno - uprzedzając ewentualną odpowiedź droga MissSaigon.

                                                    > pamietam ze moj pierwszy maz nie mogl mi wybaczyc ze ta JA go zostawilam
                                                    bo "narobilam mu obciachu w towarzystwie" :D
                                                    Tyle tylko, że raczej mu w przeciwieństwie do żony m.4 nie dałaś mu potem okazji
                                                    do rewanżu skomleniem o wybaczenie. :-)
                                                  • misssaigon Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 12:04
                                                    slusznie przewidziales....ale to zupelnia inna historia ...aczkolwiem
                                                    mentalnoscia m4 jest w duzym stopniu podobny do mojego ex meza...
                                                    szkoda jednakowoz ze m4 niszczy mit jaki zbudowal na swoj temat na tym forum bo
                                                    w koncu mielibysmy kogo postawic na postumenciku..a tak zamiast cokolu pozostal
                                                    katafalk (dla wizerunku..nie dla ciala:))
                                                  • xvqqvx Cóż oboje byli siebie warci. :-) 21.06.06, 12:08
                                                  • petra77 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 12:15
                                                    Misssaigon co ty wypisujesz kobieto? Niszczy swój mit?! To ty niszczysz na tych
                                                    forum wszystkich przyzwoitych ludzi, bo sama jesteś kobietą bez zasad moralnych
                                                    i wydaje Ci się, że wszyscy wokół też tacy są i co najwyżej udają uczciwych.
                                                    Lepiej się wtedy czujesz, prawda? Bo już nie jesteś tą gorszą, tylko jesteś
                                                    taka jak wszyscy... Nie oszukuj samej siebie.
                                                    A co do m.4 to uważam, że postąpił słusznie i z klasą. Uwierzcie, że tacy
                                                    ludzie naprawdę istnieją!
                                                  • annubis74 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 12:28
                                                    może i słusznie postąpił, ale w czym widzisz te klase?
                                                    osobiscie wolałabym nie spotkać faceta z taką "klasą" w żanej sytuacji w życiu
                                                  • kawitator Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 12:58
                                                    Szanowni dyskutanci
                                                    Analizując „klasę” czy brak klasy należy brać pod uwagę stan psychiczny osoby analizowanej.
                                                    Nawet jak na co dzień używacie tylko wykwintnego języka i nawet drobniutka kurwa nie wymknie ci się z ust to w momencie gdy zobaczycie zamiast auta puste miejsce parkingowe trudno będzie i zupełnie bez klasy będziecie życzyć złodziejowi uschnięcia kuśki , psiej krwi czy innych polskich chorób
                                                    Nawet sądy uznają, że istnieje cos takiego określanego w prawniczym żargonie „stanem wzburzenia' W tym stanie słowa a nawet czyny oceniane są zupełnie inaczej Dużo łagodniej traktuje się na przykład pobicie współmałżonka przyłapanego „in flagrante” Dla przykładu żona która obije męża żelazkiem jak go złapie na tak zwanej dupie będzie znacznie łagodniej potraktowana niż gdyby obiła go żelazkiem kiedy oglądał mecz mistrzostw świata i nie chciał z nia pogadać o kłopotach sąsiadki z dzieckiem.
                                                    M jest w stanie wzburzenia czemu się nie dziwie bowiem świat w którym żył zawalił się mu na głowę W tym większym wzburzeniu im bardziej kochał żonę . To tłumaczy jego zachowanie formę jego postów Jak ostygnie to będzie mógł spojrzeć z dystansu i wtedy jego wypowiedzi będą mieć odpowiednia klasę
                                                  • petra77 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 13:03
                                                    Podejrzewam, że facet bez klasy złapałby taką za kłaki, nazwał po imieniu,
                                                    sprał po pysku i kopniakiem wypieprzył z domu. Następnie opowiedział o jej
                                                    postępowaniu całej rodzinie i wszystkim znajomym, żeby wiedzieli z kim mają do
                                                    czynienia. Niewykluczone też, że będąc w afekcie po prostu by ją zabił.
                                                    annubis74 napisała:

                                                    > może i słusznie postąpił, ale w czym widzisz te klase?
                                                    > osobiscie wolałabym nie spotkać faceta z taką "klasą" w żanej sytuacji w życiu



                                                    Wolałabyś zapewne spotkać takiego macho...
                                                  • rumiane Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 13:08
                                                    niektórym nigdy nie dogodzisz :/
                                                  • annubis74 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 14:15
                                                    petra77 napisała:

                                                    > Podejrzewam, że facet bez klasy złapałby taką za kłaki, nazwał po imieniu,
                                                    > sprał po pysku i kopniakiem wypieprzył z domu. Następnie opowiedział o jej
                                                    > postępowaniu całej rodzinie i wszystkim znajomym, żeby wiedzieli z kim mają
                                                    do
                                                    > czynienia. Niewykluczone też, że będąc w afekcie po prostu by ją zabił.

                                                    aaaaa, rozumiem, problemy z defincją, to co opisujesz ja po nie nazywam brakiem
                                                    klasy tylko patologią zasługującą na prawomocny wyrok sądowy. facet z klasą
                                                    może wystawić walizki za drzwi, ale później nie wystawia wiarołomnej żony pod
                                                    pregierz opinii na forum, nie opowiada jaka to ona ździra a on jaki szlachetny,
                                                  • petra77 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 14:30
                                                    facet z klasą
                                                    > może wystawić walizki za drzwi, ale później nie wystawia wiarołomnej żony pod
                                                    > pregierz opinii na forum, nie opowiada jaka to ona ździra a on jaki
                                                    szlachetny,
                                                    A w którym miejscu tak powiedział? Chyba sama wyciągnęłaś takie wnioski na
                                                    podstawie przytoczonej sytuacji(czyli: on szlachetny, ona zdźira). Niektóre
                                                    kobiety na tym forum do złudzenia przypominają mi posłanke Senyszyn- też plotą
                                                    od rzeczy z przekonaniem, że wszystkie rozumy pozjadały.
                                                  • dixia Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 14:33
                                                    Senyszyn z jej aksamitnym głosem przypominającym wodzenie styropianem po szybie
                                                    rzeczywiście jest bardzo błyskotliwym i wdzięcznym porównaniem :o)))
                                                  • xvqqvx Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 14:35
                                                    > ale później nie wystawia wiarołomnej żony pod
                                                    > pregierz opinii na forum, nie opowiada jaka to ona ździra
                                                    Z jednym wyjątkiem - jeśli ona pierwsza zacznie opowiadać, jaka to ona biedna
                                                    ofiara, bo mąż ją rzucił i chce się rozwieść, to dlaczego mąż nie ma prawa
                                                    ujawnić prawdy?
                                                  • dixia Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 14:39
                                                    Bo nie!!!!
                                                  • misssaigon Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 15:34
                                                    dixia, a pamietasz ty historie , ktore na tym forum rozpalaly dyskusje do
                                                    czerwonosci? a potem nagle odzywala sie "ta druga strona" ktora zawitala na
                                                    forum, przeczytala post swojego partnera i nasmarowala zgola zupelnie inna
                                                    historyjke?? i lyso wszystkim bylo troszke...
                                                  • dixia Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 15:42
                                                    A pewnie - to słynna opowieśc Mojejnogi!!! Już kiedyś proponowałem by ten wątek
                                                    na stałe przykleić na początku. Tak ku przestrodze :o)))
                                                  • misssaigon Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 15:43
                                                    i jaki z tego moral? he?
                                                  • kawitator Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 16:03
                                                    > i jaki z tego moral? he?

                                                    Żaden Morały to są w bajkach a w życiu ech..... Życie ty życie jesteś jak koszulka niemowlaka.
                                                  • misssaigon Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 16:23
                                                    kawi a jakie tu zycie???kazdy sie wdzieczy do audytorium... bajki tylko wiec i
                                                    moral sie nalezy...
                                                  • dixia Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 22.06.06, 08:06
                                                    Drogi Kawitatorze - czy byłbys łaskaw rozwinąć myśl z koszulką niemowlaka?
                                                    Bardzo zaciekawiła mnie ta asocjacja... :o)))
                                                  • petar2 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 22.06.06, 08:31
                                                    Po mojemu Kawi trawersował znane powiedzenie "życie to nie jebajka"
                                                    gdzie "nie je" to oczywiście niemowlak a "bajka" to koszulka.
                                                    I nie każ mi Dixia uzasadniać tego drugiego skojarzenia bo nie mam czasu na
                                                    rozprawkę.
                                                  • dixia Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 22.06.06, 08:40
                                                    Hmmm... pierwsza część OK - ale druga???
                                                  • petar2 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 22.06.06, 08:49
                                                    bajka -> książka -> papier -> celuloza -> bawełna -> koszulka
                                                    może być??
                                                  • dixia Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 22.06.06, 08:56
                                                    W ten sposób możemy udowodnić, że krowa jest kuzynem termita w drugim stopniu
                                                    pokrewieństwa :o)))
                                                    krowa -> trawa -> sawanna -> termit
                                                  • petar2 Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 22.06.06, 09:02
                                                    Dixia, czytaj uważniej Xvqqvx, miszcza teorii spiskowych i tropiciela trolli!
                                                    Kawi zastosował tą ... no ... steganografię.
                                                  • kawitator Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 22.06.06, 09:04
                                                    Nie męczcie się już To jest cytat ze zbioru mądrości ludowych
                                                    "Życie jest jak koszulka niemowlaka krótkie i posrane"
                                                  • dixia Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 22.06.06, 09:24
                                                    Wielkie dzięki :o))) Rzeczywiście coś w tym jest podobnie jak z porównaniem do
                                                    papieru toaletowego :o)))
                                                  • rumiane do miss saigon 21.06.06, 13:14
                                                    miss- pozwól, że będą się tu wypowiadać ludzie mądrzy a nie ktoś kto siedzi zbyt długo na forum i tylko czeka, żeby móc komuś dokopać (rym niezamierzony)
                                                    twoj stosunek do męża świadczy o braku klasy, zatem wybacz, ale Twoje zdanie jest niewiele warte
                                                  • kawitator Re: do miss saigon 21.06.06, 13:35
                                                    Na forum wypowiadają sie różni ludziska . Kryterium nie jest mądrość czy jej brak a fakt dopuszczenie przez wysokich w sprawach forum nieomylnych Moderatorów. ( proszę zpamietać z dużej litery napisałem )
                                                    natomiast zwyczajem dobrym jest aby dyskutować z wyrażonymi poglądami, ATAKOWAĆ PROBLEM JEGO PRZEDSTAWIENIE A NIE WYRAZICIELA LUB DYSKUTANTA Jest specjlany watek waleniowy gdzie wszelkie ekscecy są dopuszczalne takie jak czatownie, wycieczki osobiste i inne.
                                                  • misssaigon polecam zimny prysznic 21.06.06, 13:53
                                                    szanowne dyskutanki i dyskutanci w tym petra 77 i rumiane - nadmierna
                                                    ekscytacja w czasie upałów grozi udarem...zalecam umiar i schladzanie czola
                                                    zimnym okladem...
                                                    dla niezorientowanych - forum to jest swiat nierzeczywisty - dyskutujemy o
                                                    problemach , ktora moga byc wyimaginowane z ludzmi, ktorzy moga sie kreowac
                                                    dowolnie - mozna przezywac problemy z "m jak milosc" czy "na wspolnej" itd -
                                                    mozna sie ekscytowac opisanymi tu historiami - ale sa to historie w ktorych
                                                    zdarzenia moga byc podobne do rzeczywistych.....i nic wiecej.
                                                    _______
                                                    napisala kobieta bez zasad (tych moralnych) za to z mocnym kopem
                                                  • rumiane Re: polecam zimny prysznic 21.06.06, 14:19
                                                    mogą ale nie muszą
                                                    życie zna wiele "nieprawdopodobnych" scenariuszy
                                                  • dixia Re: do miss saigon 21.06.06, 14:25
                                                    Hmmmm.... Czytam to po raz kolejny ale za cholerę rymu nie mogę znaleźć... :o(((
                                                  • xvqqvx Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 11:17
                                                    > Wygłupy nie dotyczyły Ciebie tylko ośmieszały spiskową teoryjkę Xvqqvx, to
                                                    > chyba widać?
                                                    Akurat niekoniecznie najbardziej o to mu chodziło. :-)

                                                    > poklepywania po plecach.
                                                    Zauważ, że sporo ludzi wypowiadających się na forach uwielbia rolę "ofiary" i
                                                    oczekuje chóru, jaki to on/ona jest biedny/biedna.

                                                    > gorycz dramatu nie usprawiedliwia epatowania pogardą dla żony.
                                                    Owszem, ale pogarda żywiona doń przez żonę wcześniej tak, a jeśli prawdą jest
                                                    to, co pisał, że ona kochasiowi pisała, że on i tak wszystko jej wybaczy, to dla
                                                    mnie jest to albo oznaka pogardy, albo niedojrzałości.
                                                  • xvqqvx Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 11:10
                                                    I po co się tak rzucać - czyżby posądzenie o trollowanie było przynajmniej w
                                                    jakiejś części trafne, skoro tak się unosisz. :-)

                                                    > Opine i rady wiekszosci z was bardzo pomogly.
                                                    I bardzo dobrze.

                                                    > Nie rozumiem nazywania mnie
                                                    > trollem i zarzucana ze moja historia jestfalszywa.
                                                    Niektóre elementy są dość dziwne - przykłady:
                                                    - cały domowy osobisty majątek żony mieści się w jednej walizce (i to po 6
                                                    latach małżeństwa);
                                                    - po wyrzuceniu żona nie idzie na policję walcząc o wejście do domu, w którym
                                                    jest zameldowana?

                                                    > Puknijcie sie w czolo zanim
                                                    > cos napiszecie. Jakbym był trollem to bym pisal na zamknietych forach dla
                                                    > doroslych a nie tu.
                                                    Akurat nie rozumiesz pojęcia troll przynajmniej w części. :-)

                                                    > Nadal udzielam się na kilku f tematycznych i stale tu
                                                    > zagladam jako m.4. chociaz nie pisze. To chamowa co rbicie z moim
                                                    > watkiem......... Porownywanie do jakiegos trolla zatyczkijest czystym
                                                    > chamstwem.
                                                    Taki jest urok forum - to po pierwsze.
                                                    A po drugie - ja osobiście nie lubię, gdy ktoś na forum wchodzi, żeby wszyscy
                                                    chóralnie powtarzali - "Jaki ty jesteś biedny. Buuu...".

                                                    > Czlowiek wchodzi na forum bo wie ze tam pisza madrzy ludzie.......
                                                    > pisze o bolesnych dla siebie sprawach i dostaje kamieniami w twarz.Opisanie
                                                    > swojej tragedi wnecie widocznie może spotkac się z takim odzewem. Poza
                                                    > wspolczuciem propozycjami telewizyjnymi zylczliwymi radami masa zartow
                                                    > iprzesmiewczych komentarzykow.
                                                    Jw.

                                                    > Ale nie zaluje ze szukalem tu pomocy. Wielu z
                                                    > was pomoglo i im dziekuje. Tym co pisali ze wsparciem na priva szczególnie.
                                                    > Widze jak dobrze się bawicie.
                                                    Nie - wszyscy razem mieliśmy rozdzierać szaty płącząc, jaki on (ona) biedny. :-)

                                                    > Moja zona tez się dobrze bawila ale z
                                                    > kochankiem.
                                                    I za to oberwała - IMHO słusznie. :-)

                                                    > Za pare miesiecy będzie rozwodka
                                                    Rozumiem, że:
                                                    - macie pełną rozdzielność majątkową;
                                                    - zawarliście szczegółową intercyzę;
                                                    - posiadasz niepodważalne dowody winy żony (pardon to akurat masz);
                                                    - masz także spore chody we własnym Sądzie Okręgowym.
                                                    Bo tylko w takiej sytuacji możesz liczyć na takie szybkie zakończenie sprawy
                                                    rozwodowej.

                                                    > wiec jakby ktos chcial ja
                                                    > przeleciec to nie krepujcie się.
                                                    Akurat rozwódki o mentalności kobiety z twoich postów kompletnie mnie nie
                                                    interesują (mężatkji zresztą też).:-)

                                                    > Obawiam się tylkoze i wam nie będzie
                                                    > wierna.ale niektórym to nie przeszkadza.
                                                    Dopóki są kochasiami a nie zdradzanymi mężami.:-)

                                                    > Wracam do pracy bo odechcialo mi się
                                                    > szukania pomocy na forum.
                                                    Miłej pracy.
                                            • xvqqvx Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 12:45
                                              Jak się bawimy (wg m.4), to się bawimy.

                                              > Nadajesz otwartym tekstem na publicznym forum?!!?!!?
                                              Poczytaj sobie o stenografii i metaforach.
                                              Prosty przykład - jak w krajach muzułmańskich sugerowano ongiś, że ktoś jest
                                              "biernym" homoseksualistą?
                                              - Zostawia codziennie 60 dirhemów.
                                              A wynikło to z tego, że tamtejsi kupcy wymyślili system przedstawiania na pacach
                                              liczb do 10000 i 90 to było małe kółeczko z wskaziciela i kciuka, a 30 duże. :-)

                                              > Przechodzimy na szyfrowanie (kod pod trzecią ławką w alei róż)
                                              I żeby wszyscy wiedzieli, że to jest ważna wiadomość.
                                              Więcej pomyślunku - 11.09.2001 został przygotowany bez szysfrowania etc.
                                              (Echolon i NSA poprzechwytywały wszystkie wiadomości - jak stwierdzono post
                                              factum - ale zostały zlekceważone).

                                              Drogi Petarze drugi - twoje dyplomy ukończenia szkoły wywiadu nadają się tylko
                                              na makulaturę - ale skoro teraz w szkołach wyższych i tak się wszystkich
                                              przeciąga, to... :-)
                                              • xvqqvx Re: ta historia jest przez autora podkolorowana 21.06.06, 14:09
                                                > stenografii
                                                Mea culpa - miało być "steganografii". :-)
        • aksamitka35 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:25
          Hej Anula, swieta racja. Jesli bedzie konsekwentny - zonie wyjdzie to na dobre
          choc sama jeszcze o tym nie wie. No bo widocznie nie potrzebny byl jej chlop
          ktory "tylko" zarabial na wygodne zycie. Czesto spotykam sie z tym ze facetom
          wydaje sie ze jesli zarabiaja duzo kasy to spelniaja sie wtedy najbardziej jako
          mezczyzni. I niektorzy nie przyswajaja prawdy ze kobiety sa z Wenus. Nasz
          bohater wogole nie widzi swojej winy. A jak wiadomo wina ZAWSZE jest po obu
          stronach. Pozdrawiam.
          • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:29
            Pewnie... Za zdradę odpowiada zdradzany...
            Ciekaw jestem czy równiez odpowiada za koklusz... Przestańcie wreszcie uogólniac
            bo np. mi się wydaje, że każdy przypadek jest inny...
            • anula36 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:32
              moze w takim razie opowiesz nam o swoim jakze innym przypadku??
              • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:35
                Zdradziłem kiedyś swoją dziewczynę - fakt! Powód? Bo mi się podobała ta, z którą
                ją zdradziłem... Ale to pewnie zbyt proste, co? ;o)))
                I zapraszam na walenie - bo znów mnie zablokują ;o)))
            • phokara Re: Poniz˙anie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:33
              Nie tylko baby sie ponizaja w takich sytuacjach. Znam to swietnie z drugiej strony, tyle ze ja od
              tego jestem duzo dalej bo minelo wiecej czasu.

              "ma to czego chciala" - wiesz tu jest chyba blad w mysleniu. Mowilam tak samo - ale tak
              naprawde moj Ex nie wiedzial czego chce. Serio to pisze. Do dzisiaj nie wie i jest mocno
              zdziwiony moja kategoryczna decyzja, do ktorej nota bene sam mnie zmusil.
              Ale mysle, ze najwiekszy problem ma z tym, ze ja go przestalam kochac. To jest dla niego "nie
              do wiary" jak w tvn-ie. No bo jak to - on jest taki fajny i wspanialy, no moze troszku sie z tymi
              romansami "przestrzelil" (jego okreslenie) a ja tak sie zaparlam, jak oslica i unioslam duma i
              honorem. Tego, ze go juz nie kocham w ogole nie przyjal do wiadomosci. Minal rok czasu a on
              wciaz robi buuuuu i jeczy, ze 'jestem kobieta jego zycia'. haha... jedna z wielu, oczywiscie.
              Ewentualnie stara mi sie uswiadomic, ze on jest mezczyzna mojego zycia, co jest jeszcze
              bardziej komiczne.

              Nie wiem jakie motywy nim kieruja i szczerze mowiac nie bardzo mnie to juz obchodzi.
              Notoryczne zadawanie sobie pytania 'dlaczego' to straszny kanal...
              Ale napisze Ci jedno, zebys mogl spojrzec na swoja sytuacje z innej strony - takie a nie inne
              zachowanie mojego mezczyzny bardzo mi pomoglo wbraw pozorom. Gdyby zachowal sie jak
              facet z jajami ... byc moze bym sie zlamala i sprobowala kolejny raz. Ale facet bez twarzy i bez
              jaj to juz zdecydowanie zbyt wybrakowany egzemplarz, nawet dla takiej frajerki, jak ja.

              >Chcialbym zeby moja zona przestala sie ponizac i zachowala twarz.

              Smiem watpic, ze masz na to jakikolwiek wplyw.
              • wojo65 Re: Poniz˙anie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:38
                Trzeba pamiętac o jednej najważniejszej rzeczy, dla faceta nie ma nic gorszeo
                niż zdradzająca go żona. To tylko potwierdzi facet.
            • aksamitka35 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:37
              Nasz bohater dowiedzial sie o sprawie 2 tygodnie temu. Czyli jeszcze jest w
              szoku. To za krotki okres zeby podejmowac rozsadne decyzje. Napisal:
              "Ona zrobila cos czego nie wolno było jej zrobic jako mojej zonie.I ciesze się
              ze nie mamy dzieci.Nie chciałbym żeby moje dzieci mialy taka matke".
              Z tych slow dla mnie wynika jedno: ja jestem panem i wladca i ja decyduje co ci
              wolno robic a co nie. Przykre ze zadnej winy w sobie nie widzi. Nie uwazam ze
              za zdrade odpowiada tylko zdradzony.Kazdy przypadek jest inny ale analizujemy
              wlasnie ten- zimny mezczyzna sie nam objawil. Msciwy, zlosliwy. Gdyby kochal,
              gdyby bylo w nim troche ciepla - probowalby rozmawiac, dal szanse na
              wyjasnienie. Moze nie chce sie dowiedziec o swojej winie. Pewno ze lepiej zyc z
              poczuciem ze ktos mnie skrzywdzil, bo prawda boli.
              • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:43
                Nie wolno zdradzić męża. Nie wolno zdradzić żony. A świadomość zdrady naszych
                rodziców? Zapraszam! Podyskutuj w linku poniżej..
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=32894643&wv.x=2&a=43592830
          • petra77 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:46
            No bo widocznie nie potrzebny byl jej chlop
            > ktory "tylko" zarabial na wygodne zycie.
            Więc dlaczego tak desperacko pragnie do niego wrócić, skoro :"nie potrzebny byl
            jej chlop,ktory "tylko" zarabial na wygodne zycie"
            Widocznie był jej potrzebny. Tylko go nie kochała...
            • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:48
              Albo go kochała i dodatkowo bawiła się na boku ;o)))
    • petra77 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:37
      Bardzo dobrze facet zrobiłeś!!! A ona, cóż... przeliczyła się, była zbyt pewna
      siebie i wciąż nie może uwierzyć w to, co się stało. Chyba Cię nie doceniała i
      teraz właśnie przejrzała na oczy. Chciała mocnych wrażeń , to je ma.
      A co do poniżania- ona się nie poniża, ona po prostu jest poniżej twojego
      poziomu, tylko Ty dopiero teraz to dostrzegłeś.
      Pozdrawiam i życze szczęścia.
    • kinkygirl Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:44
      "Po co baby w takich sytuacjach sie ponizaja? Ma to czego sama chciala."

      brzmisz jak mizogin.
      niewykluczone, ze tak ci sie zrobilo na skutek ostatnich wydarzeń, a moze juz
      wczesniej byles taki uroczy...
      • mja-1 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 11:56
        Podziwiam konsekwencję autora wątku. Nie zgadzam się z wszystkimi, którzy
        twierdzą,jakiekolwiek "braki" we wzajemnych relacjach usprawiedliwiają czy
        choćby tłumaczą zdradę.Człowiek odważny i odpowiedzialny najpierw definitywnie
        kończy niesatysfakcjonujący go zwiazek, dopiero po tym "rusza na łowy".
        • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 12:00
          No własnie ja tez w kółko o tym :o)))
          Nic nie usprawiedliwia zdrady... Ale dzięki za świadomość, że jeszcze ktoś mysli
          podobnie :o)))
          • anula36 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 12:09
            jasne chyba ze ktos sie podoba bardziej...
            • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 12:13
              Jasne! Przecież należy z założenia nikt nie uczy sie na własnych błędach i w
              kółko je powtarza... Dlatego teraz jak tylko widze ładną lalę to już o niczym
              innym nie myślę jak tylko o tym by ją przelecieć i zdradzić żonę....
              • anula36 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 12:15
                znaczy zdrowy mezczyzna z ciebie. tak trzymaj.
                • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 12:40
                  dzieki za zrozumienie ;o)))
        • aksamitka35 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 12:05
          Zgadzam sie calkowicie. To ona powinna byla wczesniej zakonczyc ten zwiazek
          skoro nie byla zadowolona, a potem dopiero szukac innego faceta. Tylko kto tak
          robi? Jak swiat swiatem malzonkowie szukali poza zwiazkami tego czego im
          brakowalo, a malzenstwa trwaly nadal. Tylko o tym sie nie mowilo.
          • neila3 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:00
            To teraz ja swoje trzy grosze, choć pewnie mnie zlinczuja, że nie mam prawa, bo
            zdradziłam. A jednak mam prawo i sądzę, ze oświetlenie z mojej strony może
            przydać się osobom łatwo ferującym wyroki i proponującym radykalne rozwiązania (
            jak niejaki Dixia). I o ile mogę pojać desperację bohatera omawianego dramatu (
            szok), o tyle dziwię się osobom postronnym, które: 1. nie potrafią zobaczyć
            omawianego problemu od jego środka, a mimo to wypowiadają się o nim w sposób
            zadziwiająco jednoznaczny; 2. nie widzą związku między swoją traumą i
            wynikajacym z tego mechanizmem rzutowania ( projekcji) swojej historii na cudzą.
            O wnioski zaś w takim mechanizmie dość prosto ( wnioski jakże uproszczone,
            bowiem zaciemnione przez rzeczoną traumę). To tyle do ogródka zwolenników
            radykalnych rozwiązań.
            Teraz ad rem. Problemów jest kilka.
            1.Przyczyny zdrady są różne, w większości podejrzewam, że wysokiego stopnia
            skomplikowania. Zdrada nie bierze się znikąd. Coś bardzo musiało w związku
            zaszwankować. Po obu stronach, bo nawet jesli tylka jedna osoba miała jakieś
            problemy, to druga ich nie widziała dostatecznie wyraźnie i nie pomogła ich
            rozwiązać. Pytanie: dlaczego? Dlaczego nie widziała, że coś nie gra? A jeśli
            widziała: dlaczego zlekceważyła? Moze jeszce coś innego zadecydowało, że nie
            przystąpiła do rozwiązywania problemu wcześniej? Tutaj juz widać, jak bardzo
            problem jest skomplikowany.
            2. Kwestia samej zdrady, jej jawnosci bądź ukrytości. Zauważcie z łaski swojej,
            że cokolwiek by osoba zdrzadająca w tym zakresie zrobiła- zawsze zostanie jej to
            policzone za złe. Jak ukrywała- źle, że oszukiwała, jak nie ukrywała ( jak ja)-
            żle, bo na oczach tej drugiej strony, i się znęcała. Oczywistością, ale jakże
            czasem pozorną, wydaje się stwierdzenie, że najpierw powinno sie zakonczyć jeden
            zwiazek, by wstąpić w jakimkolwiek aspekcie w drugi. Pozorną dlatego, że wówczas
            zakłada się już u początku dramatu rezygnację z pierwszego związku. A to nie tak
            łatwe. Przede wszystkim dlatego, ze nie ejst zawsze tak, ze się już nie kocha.
            Czasem się walczy o tę miłość. Jak bardzo niekiedy dramatycznie wiedzą osoby,
            które walczyły. A przecież mogły łatwo zrezygnować. Zostawiam Cię mężu ( żono),
            bo coś mi się w naszym zwiazku nie podoba, natomiast zaczął podobać mi się ktoś
            inny. Chcę być uczciwy i odchodzę. Nie takie proste. Powodów mozna podać wiele,
            ale najwazniejszy jest ten, że się jeszcze wierzy w zwiążek, ze się uda ten
            konflikt rozwiązać. Tymczasem nowa znajomość ma swoja dynamikę, i tę także
            trzeba brać pod uwagę. Jakże winny był bohater Goethego, i ajkie śmieszne jego
            oraz jego zamężnej ukochanej dylematy, prawda? O czym pieprzył ten niemoralny
            niemiecki romantyk, zapyta pewnie Dixia.
            3. Rezygnacja ze zwiazku strony zdradzonej. Przy caej tragedii i skomplikowaniu
            ona też o czymś świadczy. Może w jakimś stopniu o braku miłości, i to takim,
            który nie pojawił sie w momencie ujawnienia się zdrady. Może tak, może nie. Ale
            jest tu nad czym tutaj podumać.
            Moim zdaniem żona bohatera dramatu nei zachowuje się dziwnie. Walczy o związek.
            Mój mąż też walczył, choć był po drugiej stronie. Ja też. Walczyć oz wiazek, jak
            widac, mogą wsyzscy, i nie jest to w żadnej mierze śmieszne, czy poniżające.
            Dziwię się dawaniu wyrazu "pogardy" dla osoby próbującej choćby rozmawiać.
            Niezwykły to rodzaj honoru -stawiającego sie wyżej nad miłosć, choćby
            najbardziej ułomną. Dopóki się walczy, dopóty są szanse, i dopóty jest choćby
            ślad miłości.
            Powiem tak: moze bohater, kiedy ochłonie, pomyśli takze nad sobą samym w tym
            "przeszłym"- dla niego związku. Do jakich wniosków dojdzie, to już dalsza rzecz,
            ale przynajmniej będzie miał poczucie, że zrobił wszystko. Bo na teraz nie
            zrobił wiele poza zrozumiałą i oczywistą ( nie dla wszystkich, ale dla
            większosci)reakcją urazy, złości i zemsty.
            I jeszcze na koniec: nie wierzę, by profesjonalny psycholog wypowiedział tak
            rażące uogólnienie- chodzi oczywiście o to, że osoba, która zdradziła, zdradzi
            ponownie. To poza wszelkim kanonem. Nie poważyłby się takze na stwierdzenie, że
            uczucie minie. Jeśli sie poważył, to znaczy że miesza własny system wartości z
            warsztatem pracy, a to jest pełna dyskwalifikacja i tenże psycholog szybko
            powinien poddać się superwizji.
            Pozdrawiam.

            • aksamitka35 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:08
              Neila, chyle czola dla tylu madrosci. Pomimo ze bylam zdradzona a nie
              zdradzlam - zgadzam sie z kazdym Twoim slowem. Pozdrawiam.
            • petar2 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:11
              Świetnie napisane Neila!
              Choć wiele aspektów przewijało się w dyskusji ale to pierwsza tak syntetyczna i
              przemyślana wypowiedź.

              Skomentuję tylko końcówkę dotyczącą porad psychologa. Mnie również wydały się
              podejrzane. Albo kiepsko z jego profesjonalizmem albo M.4 zniekształcił jego
              wypowiedzi albo facet wydał diagnozę pod oczekiwania klienta.
              • annubis74 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 20:26
                mnie to też zdziwiło 3 spotkania i psycholog już utwierdza kategorycznie autora
                w podjetej przez niego decyzji. Poza tym, z tego co wiem o zawodzie psychologa,
                to oni nie ferują wyroków czy sądów tylko pomagają djść samodzielnie do jakichś
                wniosków czy rozwiązań. Coś mi sie zdaje ze m.4 mało uwaznie słuchał tego
                psychologa, podobnie chyba jak żony. Przeczytałam obydwa wątki m.4 o zdradzie,
                w jego wypowiedziach kipi od urażonej dumy, ambicji i miłości własnej (co
                zrozumiałe), ale też od zacietosci i nieustepliwości i pogardy dla zony. Ani
                chwili refleksji przy tak poważnej decyzji, ani chwili zawahania, którą
                powinien miec człowiek, ktory rzekomo kocha. Po trzech wizytach u psychologa
                juz czuje sie pogodzony ze swoją decyzją, z czyściutkim sumieniem... hmmm...
                kruche to było uczucie... Mysle sobie, że moze też nie umialabym wybaczyc
                zdrady, ale przez wzgląd na lata małżenstwa wysłuchałabym dugiej strony
                • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 20:33
                  > pogardy dla zony.
                  Akurat to jest zrozumiałe - skoro żona nim gardziła ("Mąż mi wybaczy, mnie tak kocha, że mogę go poniżać, a on i tak nic mi nie zrobi."), to dlaczego on ma nią nie gardzić?:-)
                  • annubis74 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 19.06.06, 09:11
                    Co myślała żona, co czuła i dlaczego zdradzała nie wiemy i nie dowiemy sie
                    nigdy, znamy tylko jednostronna relację m.4, a każdy z nas ma skłonnośc do
                    wybielania siebie i oczerniania innych. żeby było jasne mysle, że zdrada jest
                    czyms strasznym dla związku i wcale nie bronie zdradzającej żony, niestety
                    czytając wypowiedzi autora, tez coraz mniej sympatii i wspólczucia odczuwam
                    wobec niego, rozumiem zranioną dumę, ale nie rozumiem pogardy dla rzekomo wciąz
                    kochanej żony, szybkiej rekonwalscencji po nieudanym związku i całkowitej
                    niecheci do wysłuchania zony. Przez Ciebie nie przemawia przypadkeim
                    solidarność hmmm penisów, ze widzisz tylko jedną strone tej historii?
                    • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 19.06.06, 11:04
                      > Przez Ciebie nie przemawia przypadkeim solidarność hmmm penisów
                      Gwoli ścisłości jąder, skoro piszę o "solidarności jajników". :-)

                      A teraz ad meritum.
                      Zgoda, że znamy sprawę jednostronnie i też sądzę, że warto poznać relacje
                      drugiej strony, jednakże pewne aspekty krytycznych wypowiedzi wobec m.4 mnie
                      drażnią i daję temu wyraz.
                      Przykładem jest chociażby jego "pogarda" wobec żony. Jeśli powiedział prawdę o
                      tym, co żona pisała kochasiowi (że on jej wszystko wybaczy i może ona robić, co
                      chce), to ona dała wyraz swej pogardzie wobec niego i nie rozumiem zdziwienia z
                      tego powodu, że on ją traktuje z taką samą pogardą. :-)
                      • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 19.06.06, 11:27
                        Przeciez z dyskusji wynika jasno:
                        - to wina m.4 że zdradzała go żona...
                        - potraktował ją strasznie niesprawiedliwie bo wywalił z domu nie pytając
                        dlaczego...
                        - z tego m.4 to nie dość, że straszny ślepiec - bo przez 2 lata nie widział, ze
                        ma rogi, to jeszcze niewrażliwiec bo żona napeno słała mu milardy sygnałów, że
                        jest źle a on nie rozumiał jej i nie widział jej cierpienia...
                        - m.4 jest zły bo śmiał zachować się jak facet(?) wgardził niewierną...
                        • petra77 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 19.06.06, 11:41
                          I w dodatku ogląda się za innymi!
                          • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 19.06.06, 11:44
                            Ooooo - własnie!! I napewno to pijak! I złodziej!
                            Bo każdy pijak to złodziej!!! ;o)))
                        • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 19.06.06, 12:07
                          > - m.4 jest zły bo śmiał zachować się jak facet(?) wgardził niewierną...
                          Powinien zacząć "walczyć", czyli zalegalizować trójkąt. Po co kobieta ma się
                          kłopotać z ukrywaniem. :-)))
                          Oczywiście to żart (dla niedomyślnych).
                          • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 19.06.06, 12:27
                            Zawsze mógłby przebaczyć i uwierzyć, że to bbył ostatni raz... ;o)))
                            • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 19.06.06, 13:29
                              > Zawsze mógłby przebaczyć i uwierzyć, że to bbył ostatni raz...
                              Aż do następnego "ostatniego razu". :-)
                        • annubis74 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 19.06.06, 17:02
                          > Przeciez z dyskusji wynika jasno:
                          > - to wina m.4 że zdradzała go żona...
                          nikt tego nie mówi (a przynajmniej nie ja) ale też nie wierze w ten ulukrowany
                          obrazek siebie jaki m.4 przedstawił - on dobry, wierny, kochający mąż bez skazy
                          i ona zimna bezwzgledna suka, która go zdradza dla sportu

                          > - potraktował ją strasznie niesprawiedliwie bo wywalił z domu nie pytając
                          > dlaczego...
                          tu podtrzymuje to co powiedziaałm : nie był ciekawy dlaczego przyprawiała mu
                          rogi, ja bym była - mógłby może z tego miec jakąs nauczkę na przyszłość

                          > - z tego m.4 to nie dość, że straszny ślepiec - bo przez 2 lata nie widział,
                          ze
                          > ma rogi, to jeszcze niewrażliwiec bo żona napeno słała mu milardy sygnałów, że
                          > jest źle a on nie rozumiał jej i nie widział jej cierpienia...


                          kiedy mówi sie o róznicy w zdradzie meżczyzn i kobiet, sami faceci z
                          upodobaniem powtarzają argument, że facet, to zwykle dla sportu, bo juz taka
                          jego poligamiczna natura i zwykle to nic nie znaczy, bo po numerku to szybki
                          prysznic i wracają gzrecznie do żony, a kobiety to inaczej bo sie angażują, bo
                          zdradzają, kiedy w związku coś nie halo itd. wiec przyjmując taki punkt
                          widzenia należy stwierdzic, ze albo a) kobieta gdzies poza domem szukała uczuc,
                          których jej brakowało, albo b) szukała seksu którego jej brakowało albo.... jak
                          kos ma inny pomysł, niech dopisze....

                          > - m.4 jest zły bo śmiał zachować się jak facet(?) wgardził niewierną...

                          to akurat nie mój problem wzgardził, nie wzgardził, ale dośc szybko sie
                          wyleczył, a poza tym niech nie wciska przy tym kitów o miłości bo to jakoś
                          cieżkostrawne
                          • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 19.06.06, 18:33
                            Przyjmijmy założenie, że cała historia jest prawdą (a warto zauważyć, że pewne podejrzenia wynikają ze względów czysto praktycznych:-)).

                            > > Przeciez z dyskusji wynika jasno:
                            > > - to wina m.4 że zdradzała go żona...
                            > nikt tego nie mówi (a przynajmniej nie ja)
                            Niektóre to sugerują. :-)

                            > ale też nie wierze w ten ulukrowany
                            > obrazek siebie jaki m.4 przedstawił - on dobry, wierny, kochający mąż bez skazy
                            Tak czy siak zdrada to zdrada i winna jest WYŁĄCZNIE strona zdradzająca.
                            Oczywiście strona zdradzana mogła stworzyć warunki etc. i tego nie neguję, a nawet wręcz uważam, że trzeba to poznać, żeby zrozumieć, ale nie można obarczać strony zdradzanej winą za czyn zdradzającej.

                            > i ona zimna bezwzgledna suka, która go zdradza dla sportu
                            Niekoniecznie dla sportu, ale np. z:
                            - wyrachowania ("Wyszłam zań, choć go nie kochałam, a gaszka mam na boku, żeby zaspokojał moje potrzeby, których mąż nie może zaspokoić.");
                            - niedojrzałości ("On mi i tak wszystko wybaczy.");
                            - pogardy dla męża ("Mi się wszystko należy, bo jestem SUPER.").

                            > > - potraktował ją strasznie niesprawiedliwie bo wywalił z domu nie pytając
                            > > dlaczego...
                            > tu podtrzymuje to co powiedziaałm : nie był ciekawy dlaczego przyprawiała mu
                            > rogi, ja bym była - mógłby może z tego miec jakąs nauczkę na przyszłość
                            Tu się z Tobą zgadzam, ale akurat w tej fazie taka rozmowa nie ma sensu, ponieważ idę o zakład, że ze strony żony będzie to mieszanina:
                            - skomlenia o wybaczenie;
                            - twierdzenia, że wybaczenie jest jego obowiązkiem, skoro ją kocha;
                            - obarczania go winą;
                            - bluzgania nań.

                            > kiedy mówi sie o róznicy w zdradzie meżczyzn i kobiet, sami faceci z
                            > upodobaniem powtarzają argument, że facet, to zwykle dla sportu,
                            Nie wszyscy. :-)

                            > > - m.4 jest zły bo śmiał zachować się jak facet(?) wgardził niewierną...
                            >
                            > to akurat nie mój problem wzgardził, nie wzgardził, ale dośc szybko sie
                            > wyleczył, a poza tym niech nie wciska przy tym kitów o miłości bo to jakoś
                            > cieżkostrawne
                            Tu też się z Tobą zgadzam, że te teksty o miłości to kit, taki sam, jak skamlenie jego żony, bo go "kocha".:-)
            • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:15
              Nie zlinczują, choć widać tutaj, że ty także ulegasz projekcji etc.
              Po prostu solidaryzujesz się ze zdradziecką żoną (nie wiem, jak było w twoim
              wypadku, ale tutaj mieliśmy do czynienia z kompletnie 2 alternatywnymi
              związkami).
              A co do walki o związek etc. posłużę się analogią z zakresu medycyny - gdy ktoś
              ma zwęgloną rękę, chirurg ją usuwa, ale nie jest to wtedy amputacja, tylko
              nekrotomia (czyli usunięcie martwicy), bo amputacja nastąpiła w momencie
              zwęglenia. Czyli związek zniszczyła ta żona, a autor wątku dokonał nekrotomii.
              Natomiast idąc twoim tropem należałoby próbować zostawić ową kończynę, bo
              lepsza ułomna (zwęglona) ręka aniżeli jej brak.
              • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:19
                Jeszcze dodam - widocznie autor wątku uznał, że małżeństwo nie ma racji bytu
                (zwęglona kończyna) i trudno go zmuszać, żeby postąpił inaczej.
              • aksamitka35 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:21
                Związek zniszczyla zona. Owszem, ale moze maz wczesniej podpalil ta reke i
                dlatego sie zweglila? A moze zona ja odciela?
                • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:41
                  > Związek zniszczyla zona. Owszem, ale moze maz wczesniej podpalil ta reke i
                  > dlatego sie zweglila? A moze zona ja odciela?
                  Tak czy siak małżeństwa już nie ma.
              • petar2 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:31
                > Nie zlinczują, choć widać tutaj, że ty także ulegasz projekcji etc.
                > Po prostu solidaryzujesz się ze zdradziecką żoną

                Czyli cokolwiek krytycznego wobec M.4 to solidaryzowanie się z żoną?
                Zauważ, że ci którzy poklepują M.4 po plecach jednocześnie jeżdżą po jego żonie
                (z kiepsko ukrywaną satysfakcją) o której mają tylko strzępy informacji od
                autora wątku.

                Analogia fatalna.
                1. Chirurg zauważył zwęglenie dopiero jak mu resztki zachlapały biurko. Gdyby
                nie to, pacjent żyłby może długo ze świadomością zdrowej ręki.
                2. Neila nie postuluje zostawienia martwicy tylko poprawną diagnozę a nie
                najpierw ślepotę chirurga a potem paniczną nekrotomię.

                • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:48
                  > 2. Neila nie postuluje zostawienia martwicy tylko poprawną diagnozę a nie
                  > najpierw ślepotę chirurga a potem paniczną nekrotomię.
                  Postępowanie tej żony tego umożliwi, bo na razie jest to szarpanina o to,
                  żeby "wybaczył".
                  • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 14:04
                    > tej żony tego umożliwi,
                    Oczywiście miało być "nie umożliwi".
                • xvqqvx Film "Dwa żebra Adama" a rebours. :-) 16.06.06, 17:59
                  > 2. Neila nie postuluje zostawienia martwicy tylko poprawną diagnozę a nie
                  > najpierw ślepotę chirurga a potem paniczną nekrotomię.
                  Raczej przez nią mówi obawa, że mąż nagle postąpi jak m.4 i koniec wygodnego życia. :-)
                  Po prostu w filmie "Dwa żebra Adama" z 1964 jest opisany delikwent, co był legalnym bigamistą - z jedną żoną tylko ślub cywilny, a z drugą tylko kościelny - obie żony na wyścigi dogadzały mu, żeby akurat ją wybrał (ta "walka" z wątku Neili), aż wreszcie chyba jednej (a może i obu :-)) się to znudziło i zostawiła delikwenta.
                  I mam wrażenie, że żona m.4 pisała kochasiowi nie tylko, że mąż jej wybaczy, ale nawet może zaakceptuje trójkąt "walcząc o nią", a wtedy będzie się z nim (kochasiem) mogła otwarcie widywać.
                  I może dlatego celowo zostawiła tego maila, żeby mąż poznał sytuację i "ulegalnił" trójkąt - niestety dla niej m.4 zareagował w zupełnie niespodziewany sposób wyrzucając ją. :-)
            • kinkygirl Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:22
              swietnie napisane. szczególnie punkt 3.
            • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:36
              Pięknie napisane...
              Ty byłaś osoba zdradzająca - a więc znajdziesz trylion powodów by wytlumaczyć
              swoje postępowanie. Nie ganię Cię za to. Sam kiedyś zdradziłem i wiem jak to
              jest. Byłem tez zdradzony oraz perfidnie oszukany. Znam więc sprawę z dwóch
              stron. Nie zmienia to jednak samego faktu zdrady... A jest to świadome działanie
              przeciwko drugiej osobie! Tak PRZECIWKO!!!
              Napisałaś, że osobie zdradzającej zawsze zostanie to policzone za złe... I
              nieważne co zrobi. Hmmm.... Dziwne... Naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia
              dlaczego tak się dzieje.... jacy ci ludzie są mało elastyczni...
              Wina strony zdradzanej. Nie twierdzę, że nie jest winna frustracji osoby
              zdradzającej. Ale zdrady? Aktu płciowego? Zaraz, zaraz... Czy wobec problemów,
              kryzysów i bezradności w związku wyjściem jest zdrada? (jednym z możliwych) To
              czy nie mamy wolnej woli (dla niewierzących - pełni władz umysłowych do
              czynności wszelakich) by osądzić czy postępujemy źle czy dobrze?????

              A negatywny osąd m4 i stwierdzenie, że widać ceni bardziej honor niż miłość do
              żony nie dając jej prawa do wytłumaczenia... No nie wiem... m4 wybrał taką drogę
              (ktora NB mnie przekonuje) - jego sprawa! Ja się tylko zapytam - po co ma z nią
              rozmawiać? Czemu ma służyć taka rozmowa? Jeszcze większemu bólowi? Dowiedział
              się o zdradzie z listów. Napisał dość oględnie o tym co tam znalazł. Może
              własnie tam kryje się odpowiedź na niechęć do dalszych rozmów?
              ________________________________
              Moje radykalne rozwiązania wynikają z doświadczeń!!! Zapewne istnieje mechanizm
              rzutowania na moja percepcję opisanego przypadku. Niemniej jednak trwam przy
              swoim i wedle siebie oceniam jak również zgodnie z moim sumieniem piszę.
              ________________________________
              A cierpienia młodego Wertera już zostawmy... Dziś gramy z Niemcami, więc raczej
              nie jestem przychylnie nastawiony na psychiczne rozterki naszyhc zaodrzańskich
              sasiadów... ;o)))
              • aksamitka35 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:46
                dixia napisał:

                > Ja się tylko zapytam - po co ma z nią
                > rozmawiać? Czemu ma służyć taka rozmowa? Jeszcze większemu bólowi? Dowiedział
                > się o zdradzie z listów. Napisał dość oględnie o tym co tam znalazł. Może
                > własnie tam kryje się odpowiedź na niechęć do dalszych rozmów?
                >
                No jasne, po co wogole rozmawiac z zona? Mozna tylko piep... I bedzie bez bolu.
                Przynajmniej dla niego. Po co probowac zrozumiec druga osobe? A po co my tutaj
                wogole dyskutujemy?
                • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:51
                  > No jasne, po co wogole rozmawiac z zona? Mozna tylko piep... I bedzie bez
                  bolu.
                  > Przynajmniej dla niego. Po co probowac zrozumiec druga osobe?
                  Żona podjęła decyzję w takim samym trybie - dlaczego m.4 ma postępować
                  inaczej? :-)
                  • aksamitka35 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:54
                    Moze ona mowila, tylko on nie sluchal bo byl zbyt zajety robieniem kasy.
                    Przeciez to dzisiejsze realia. Facet nie chce zrozumiec kobiety a jak sie
                    konczy zwiazek to jest zdziwiony. Przeciez nie wiemy jak to wygladalo z drugiej
                    strony?
                    • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:57
                      Może tak było, ale najważniejszy jest faktyczny - tego związku już nie ma. :-)
                    • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 14:07
                      A co tu rozumieć? Puszczała się na boku i teraz się dziwi, że się koleś wpienił...
                • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 14:11
                  aksamitka35 napisała: A po co my tutaj wogole dyskutujemy?

                  No właśnie cały czas się zastanawiam... :o)))
            • kici10 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 18:31
              Jak widać możliwe są nawet najbardziej karkołomne procesy myślowe, aby
              usprawiedliwić to co się zrobiło i za wszelką cenę nie przyznać do błędu.
              Inaczej by wyszło że się jest człowiekiem bez honoru, tchórzem i że się
              zabezpiecza na wszelki wypadek tyły. Na wszelki wypadek, czyli na wypadek
              pogonienia przez nowego partnera. W przypadku m4 to nie był jednorazowy wyskok,
              ani jednorazowy romans tłumaczony zawsze zakochaniem, które spadło nagle jak
              grom z jasnego nieba. To była recydywa, albo sposób na życie znudzonej
              panienki. Skoro małżeństwo, jak twierdzicie było takie do bani, to po co teraz
              tak o niego walczy. Czy nie chodzi czasem o rzeczoną kartę kredytową i wygodne
              życie? Ponadto nie wiadomo czy nowy partner, po wyrzuceniu z domu przytulił,
              czy kopnął w tyłek i teraz bidna kobitka nie ma się gdzie podziać. Bajeruje
              więc męża jak może. Zdrada jest zawsze zwycięstwem własnego egoizmu nad
              wszystkim innym. Każdy średnio rozumny człowiek zdaje sobie sprawę, że kładzie
              na szali nową "miłość" przeciwko stałemu partnerowi i całemu dotychczasowemu
              życiu. I jeśli szala z nowym partnerem przeważa, to po co potem żale, że traci
              się tą pierwszą. Takie jest ryzyko, które każdy sam podejmuje. Ale zdradzający
              często uważają, że im się wszystko należy. A niby z jakiej racji? Są kimś
              lepszym? Pytacie, czy można się nagle odkochać? Pewnie, że można, jeśli się
              stwierdza, że ktoś kogo kochaliśmy to nie ten wspaniały człowiek, tylko oszust
              i tchórz. Czy gdyby ktoś, kogo kochacie zamordował wam matkę, to też byście go
              dalej kochali? Miłość na przestrzeni czasu też się zmienia, ewoluuje lub się
              kończy.
    • borys.m Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:26
      Dałbym kobiecie druga szansę, dostała nauczkę, będzie mądrzejsza.
      A weźmiesz nową , zrobi ci to samo.
      • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:52
        > Dałbym kobiecie druga szansę, dostała nauczkę, będzie mądrzejsza.
        I będzie się lepiej maskowała zdradzając. :-)

        > A weźmiesz nową , zrobi ci to samo.
        Albo i nie. :-)
    • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:40
      Wydaje mi się, że od początku w tym małżeństwie brakowało miłości. Np. przed
      laty ta kobieta weszła w to małżeństwo, bo facet przystojny, bogaty, kochający
      ją etc. Niekoniecznie była wyrachowana - mogła sądzić, że go jednak pokocha.
      Niestety tak się nie stało. Oczywiście w niejednym małżeństwie tak jest i
      niekoniecznie dochodzi do zdrady - tutaj zawiniło to, że nie było dzieci i
      delikwent był zamożny (normalnie życie codzienne nie dałoby czasu na nudę) i
      kobieta znalazła romantyzm poza małżeństwem.
      A teraz musi zaczynać od nowa i tu jest ból...
      • petar2 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 13:53
        Dość prawdopodobna diagnoza.
        Oboje żyli bardziej obok siebie niż z sobą.
        Mąż niefrasobliwie nie interesował się wolnym czasem i zachowaniem żony a ona
        niefrasobliwie nie zamknęła okienka.
        Gdyby nie przypadek, patrząc z boku być może uważalibyśmy ich za dobraną parę z
        perspektywami.
        Teraz wiemy, że to byłoby mylne, może jednoznaczne osądzanie po odkryciu mejla
        jest równie mylne?
        • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 14:00
          > Teraz wiemy, że to byłoby mylne, może jednoznaczne osądzanie po odkryciu mejla
          > jest równie mylne?
          Gdyby chodziło o jeden mail, ale delikwent zebrał potem całą korespondencję,
          więc. :-)
          • petar2 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 14:20
            > Gdyby chodziło o jeden mail, ale delikwent zebrał potem całą korespondencję,
            > więc. :-)

            To taki skrót :-)
            Nasze wyobrażenia o tym związku zmieniają się radykalnie po ujawnieniu pewnych
            faktów. Może więc wnioski teraz wysnuwane, mocno podbudowane emocjami są równie
            błędne jak poprzednie?

            Zapętlamy się w tych dywagacjach. Z jednej strony dyskutujemy ogólnie o
            aspektach zdrady i to jest OK.
            Z drugiej strony poruszamy się wokół przypadku M.4 a tak naprawdę za mało wiemy
            żeby coś oceniać. Znamy parę faktów i przebieg sprawy od 2 tygodni. Nie wiemy
            nic o tym jaki był ich związek, jaka jest jego żona, jak on podchodził do
            związku, planowania dzieci.
            Ci, którzy podchodzą z dystansem do zachowania m.4 zadają pytania, unikają ocen.
            Druga strona natomiast nie przejmuje się brakiem informacji, wręcz przeciwnie,
            ocena żony i m.4 wydaje im się przez to łatwiejsza :-)
        • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 14:13
          Ja tam uważam, ze prędzej czy później zdrada zostałaby odkryta! Gdyby to był
          jednorazowy manwer to może jeszcze ale dwa lata? I tak długo m4 był iewidomy...
          ;o)))
          • m.4 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 14:16
            Czytalem wszystkie wypowiedzi. Wypowiedz Neili nawet wydrukowaem. Usiluje wam
            uzmyslowic jedna wazna rzecz.Neila w szczegonosci powinna mnie zrozumiec, bo
            zdradzila. Z tego co pisze zdradzala na oczach meza. Maz walczyl o nia i ich
            zwiazek. Mogl postapic doklanie tak jak ja wobecmojej niewiernej zony.Mogl jej
            spakowac walizke........ Tylko ona wie dlaczego trgo nie zrobil,dlaczego wteyd
            nie walczyl, dlaczego znosil te upokorzenia, patrzenie na zdrade na jego
            oczach. (nie znam jej syt, nie wiem czy mieli dzieci, nie wiem czy sa z mezem
            czy Neila jest z nowym parterem). Uwazam ze wlasnie Neila powinna dobrze
            zrozumiec moja decyzje. Podjela decyzje o zdradzie meza!!!!

            Moze poczatkowo pod wyplywem chwili zauroczenia namietnosci ale potem pewnie
            brnela w to swiadonie. Zdradzajac musiala liczyc siez tym ze maz powie do
            widzenia.....Moze zdradzala na jego oczach bo wiedziala zebedzie walczyl????
            Nie chce jej osadzac. Musiala liczyc sie z tym ze maz zareaguje
            niespodziewanie. /tak jak ja. Moja malzonka tego nie podejrzewala...... Pisala
            o tym w swojej namietnej korespndencji do kochanka. Pisala......ze gdybym
            odkryl ich romans to na pewno wybaczyl bym jej.... bo ja ja tak kocham.... tak
            mocno... i tak bezgranicznie...... bo jestem..... /////

            Mozecie myslec o mnie co chcecie ale nie myslcie ze jestm msciwy zlosliwy ze
            przemawia przeze mnie zlosc i zal. Zrozumialem ze zylem z dwulicowa kobieta.Nie
            chce przy takiej dalejzyc. Nie chce z taka jadac sniadan, spedzac czas, nie
            chce takiej na matke dzieci. Nie chce!!!!!!!! Mam do tego prawo. Od 2 tygodni
            zauwazam inne kobiety. sa usmiechniete, radosne, rano spiesza sie do pracy,
            niektore znich nie maja do kogo wracac po pracy. Nie wierze ze wszystkie bylyby
            w stanie zdradzic.Nie ougolniajmy.Moi rodzice kochaja sie tak samo jak przed
            slubem, a moze mocniej.Ich milosc jest dojrzalsza.Sa dla mnie wzorem.
            Oszczedzcie sobie komentarze o tym ze mama pewnie przyprawiala rogi tak ze tata
            nie widzial. Ludzie uczciwi i wierni istnieja.Kazdy kto decyduje sie na zdrade
            musi brac pod uwage wpadke i koniec zwiazku /jesli jest w jakims//. Ktos
            napisal ze wina lezy po 2 stronach. Moze tak jest......Jak mam wam udowodnic ze
            bylem dobrym mezem?Nie widze sensu. Kochalem,dbalem....... Niektorzy z was i
            tak wiedza lepiej. (ze winna byla sypialnia, moja oziemblosc itd....)czytam
            wszystkie kometarze. Moja decyzja jest przemyslana.Nie jestem juz w szoku.
            Pisalem w 1 wiadomosci ze zy...ac mi sie chcialo jak czytalem pierwszego e-
            maila. Wyobrazcie sobie co czulem czytjac wiele podobnych e-miali ktore
            ukladaly sie w calosc.Bolesna calosc. Przyznaje: tajemnica niezmiennosci mojej
            decyzji jest zakorzeniona w tym co tam wyczytalem. Aktualnie dziwi mnie jej
            zachowanie..... bo ona wie co pisala...... i majac tego swiadomosc powinna o
            tym pamietac.....podejrzewam ze kochanek siewycofal. Zal mi jej. Na siebie
            jestem w....y za toze bylem tak dlugo slepy.Jedno wiem na pewno: nigdy nie
            zdradze mojej nastepnej kobiety /jesli z kims sie zwiaze/.
            m4
            • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 14:43
              m.4. - ja bym się nie sugerował opinią Neili - ponieważ zdrada na oczach męża to
              już niezły hardcore... :o))) Niemniej jednak masz rację - każdy kto podejmuje
              jakąś decyzję świadomie - musi liczyć się z jej konsekwencjami! No i Twoja żona
              poniosła takowe. W jednej z moich wypowiedzi uprościłem i trywialnie opisałem
              sprawę... :o)))
              Jak już wspominałem - doskonale Cię rozumiem. Sam też z maili dowiedziałem się,
              że nie jestem jedynym. Byc może dlatego Twój przypadek jest mi bliski i wiem co
              czuje ślepy facet, który nagle odzyskał wzrok. Człek zachodzi w głowę,
              analizuje, klnie, pije albo popada w apatię. Z początku szok. Potem złość. Potem
              przyzwyczajanie się do nowej sytuacji. I pewnie dopiero po pół roku dojdziesz do
              siebie. Albo po rozwodzie :o))) Zadra jednak zostaje. Dlatego jestem tak bardzo
              radykalny jesli chodzi o właśnie o problem zdrady.
              Nie potępiam Ciebie za Twoje zachowanie. Jak napisałeś - masz pełne prawo do
              tego by tak postapić! Dlatego nie masz co się tłumaczyc z powodów Twojej
              decyzji! ;o)))
              Pozdrawiam serdecznie iżyczę Ci bys jak najszybciej się poskładał i uwierzył, ze
              jutro będzie lepiej!
            • kawitator Amen n/tx 14.06.06, 14:43
              • mja-1 Re: Amen n/tx 14.06.06, 16:17
                "Zdrajcy" i "zdrajczynie" mogą sobie dowolnie manipulować teoriami
                psychologicznymi (w końcu żyjemy w wolnym kraju), jedno jest pewne:
                życzę wam więcej cywilnej odwagi mili "zdrajcy" i więcej szacunku dla bliźnich,
                mniej konformizmu, wygodnictwa i zabezpieczania własnego zaplecza!
                Jeśli nie potraficie albo nie chcecie w swym związku z drugą osobą "czysto"
                grać, zdobądźcie się choć na odwagę, by się do tego przyznać (choćby tylko przed
                sobą samym)...
                • neila3 Re: Amen n/tx 14.06.06, 16:30
                  Amen to w chwili śmierci, i to wyłącznie dla wierzących (a i tu nie dla
                  wszystkich). M.4 powiedział jednak amen ( a przynajmniej tak mu się na dziś
                  zdaje) swoejmu związkowi, i oczywiście ma do tego pełne prawo. Ma też prawo do
                  nietłumaczenia się z tej decyzji, jednakże my- rozmawiajacy na tym forum- mamy
                  prawo się wypowiedzieć, skoro temat ten został poddany do dyskusji, oczywiście
                  nie wypytujac go o intymne szczegóły, tylko opierajać się na tym, co sam nam
                  uzna za stosowne powiedzieć..
                  Do Dixi w sprawie onego hardcoru, co to go uskuteczniłam- nie bardzo, Dixia, ale
                  skoro sobie wyobrażasz sobie, że NA OCZACH ( rzeczywistych) męża, to Cię
                  informuję, że nie. Spokojnie. I jeszcze jedna uwaga- darowałabym sobie na Twoim
                  miejscu uwagi ad personam, zwłaszcza żeś sam nie bez winy w tym kierunku ( zdrady).
                  W kwestii dopowiedzenia- mój mąż wiedział, że moje nowe uczucie się rodzi, bo z
                  nim o tym rozmawiałam. To w niego płakałam, widąc jak bardzo jestem bezradna
                  wobec nowej miłosci. Wieleśmy rozmawiali, i sądzę, że właśnie dlatego
                  zdecydowaliśmy się ratować nasz związek. Bez rozmowy on by poszedł sobie w swoim
                  żalu, a ja w kierunku tego, co mi tamten nowy zwiazek dawał ( a dawał wiele). A
                  tak, wiemy przynajmniej, co w przeszłości było między nami złego. Wiemy też,
                  przynajmniej z grubsza, pewnie na tyle, na ile się w ogóle da to objaśnić, czym
                  mógł być ten nowy związek dla mnie, jakie deficyty mógł wypełnić. Ale przede
                  wszystkim staramy się określić, czego CHCEMY dla naszego związku, siebie samych,
                  siebie wzajem. A nawet, czego CHCEMY CHCIEĆ, bo wiemy, jaka jest różnica miedzy
                  chceniem a wykonaniem, i jak bardzo kruche jest to względme emocji, które będa
                  nami targać, zatem to, czego chcemy chcemy chcieć może być kotwicą naszego związku.
                  W kwestii mojej projekcji- oczywiście, takie niebezpieczenstwo istnieje.
                  Jednakże już sam fakt, że zdaję sobie sprawę z takiego niebezpieczeństwa, pomaga
                  mi nie ufać nadmiernie swoim odczuciom i poddawać je kontroli. Czy to się udaje
                  całkowicie, to juz inna sprawa.
                  M.4. Ty wybrałeś tak, nie inaczej. Jak będzie ostatecznie, to się okaże. My
                  Ciebie nie oceniamy. Analizujemy. Po prostu. Większość z nas tu piszących jest
                  po przejściach albo w trakcie nich, zatem mamy inne spojrzenie niż ktoś, kto
                  przez podobne historie nie przechodził.
                  A co do "Wertera..."- to arcydzieło. Myśli. Ja bym tak łatwo nie odkładała tego
                  do lamusa. Goethe wiedział, co mówi. Inna rzecz, ze nie każdy jest Werterem.
                  I jeszcze całkiem na końcu- do ostatniego wpisu "amenowego"- skąd myśl, że
                  zabezpieczamy sobie zaplecze? I może też jest tak, że to nasze zdradzone połówki
                  mają coś do stracenia, gdybyśmy odeszli- chociażby nas? Trudna to myśl, ale
                  pewnie się czasem zdarza.
                  • xvqqvx Re: Amen n/tx 14.06.06, 18:02
                    A m.4 odszedł i zrobił to, co uważał za stosowne i słuszne.
                    I wg mnie ZROBIŁ DOBRZE.:-)
                  • xvqqvx Re: Amen n/tx 14.06.06, 18:04
                    > I jeszcze całkiem na końcu- do ostatniego wpisu "amenowego"- skąd myśl, że
                    > zabezpieczamy sobie zaplecze? I może też jest tak, że to nasze zdradzone połówk
                    > i
                    > mają coś do stracenia, gdybyśmy odeszli- chociażby nas? Trudna to myśl, ale
                    > pewnie się czasem zdarza.
                    Jak ktoś jest tym, co można określić, jako "lebiega bez kości", to tak może zareagować. :-)
                    • mja-1 Re: Amen n/tx 14.06.06, 20:01
                      Tak, zdradzone połówki mogą bezpowrotnie utracić partnera,na którego lojalność i
                      ucziwość i tak nie mogą liczyć.
                      Mnie nie byłoby żal "wybrakowanego towaru".
                      Życie jest zbyt krótkie.
                      • xvqqvx Re: Amen n/tx 14.06.06, 20:14
                        Ale niektórzy są tacy, że uważają, że lepsze najgorsze małżeństwo, w którym jest się traktowany jak śmieć/szmata niż bycie samym. :-)
            • xvqqvx Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". :-) 14.06.06, 18:22
              Widzisz niewielu ludzi jest ludźmi "jednobitowymi" (ja np. mam sporo tej cechy) - "Wszystko, albo nic". :-)
              Ludzie tacy stosują zasadę, że do pewnej granicy potrafią znieść i tolerować bardzo wiele zostawiając partnerom spory margines na to, co w psychologicznej nowomowie zwie się samorealizacją. A po przekroczeniu tej granicy nie wybaczają niczego i potrafią wszystko przekreślić (a ściślej "dokonać nekrotomii"). :-)
              Niestety - im jest ciężko, ponieważ większość ludzi nie jest wystarczająco dojrzała, żeby korzystać z tej swobody, tylko jak małe dzieci badają granice, na jakie mogą sobie pozwolić. I taka była twoja żona i sporo forumowiczów. I nie rozumieją, że to, że ktoś nie bije ukochanego za trącenie ręką, nie oznacza, że nie odda kopniaka.
              Sądzę, że to, że tolerowałeś i akceptowałeś różne wcześniejsze "wyskoki" żony spowodowało, że doszła do wniosku i że i taką zdradę też jej wybaczysz, podczas gdy Ty zareagowałeś "jednobitowo".
              I neila krytykująca psychologa nie zdaje sobie sprawy z tego, że on dostrzegł twoją "jednobitowość" i zareagował stosownie do niej, zamiast namawiać na rozmowy, próbę wybaczenia etc. - takie rozwiązanie jest dla "niejednobitowców", którzy boją się twojej decyzji i tylko oczekują rady fachowca, żeby móc zachować resztki godności.
              • xvqqvx Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 14.06.06, 18:26
                Aha i reakcja twojej żony nie jest dziwna (aczkolwiek niezrozumiała dla "jednobitowca") - po prostu zachowuje się, jak wychowywany bezstresowo jedynak, któremu pozwalano na wszystko dotąd i który poszedłszy do szkoły myślał, że tak może dalej, a tu nagle dostał lanie od kolegów, których zaczepiał. :-)
              • ewolwenta Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 14.06.06, 18:35
                Jednobitowość? A może nazwijmy to po imieniu niedojrzałość – "pokaże kto tu
                rządzi nawet jeśli będę tego żałować".
                • xvqqvx Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 14.06.06, 18:40
                  Droga ewolwento - niedojrzałością jest podejście typu "On i tak wszystko mi wybaczy.". :-)
                  Po prostu dojrzałość polega na umiejętności przyjęcia także i negatywnych konsekwencji swoich wyborów, a że żona m.4 tego nie potrafi, to jej problem.
                  • ewolwenta Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 14.06.06, 18:49
                    > Droga ewolwento - niedojrzałością jest podejście typu "On i tak wszystko mi
                    >wyb aczy.". :-)

                    ależ oczywiście, ale nie o tym mówiłam prawda?:)

                    > Po prostu dojrzałość polega na umiejętności przyjęcia także i negatywnych onse
                    > kwencji swoich wyborów,

                    ależ się zgodzę!

                    >a że żona m.4 tego nie potrafi, to jej problem.

                    To był ich problem.
                    W tej historii jedna rzecz jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Jak można,
                    kochając kogoś, nie widzieć zmiany w zachowaniu? Nie widzieć oddalenia się
                    emocjonalnego, które zazwyczaj towarzyszy romansom? Więc może to nie była
                    miłość? Cóż za trudność powiedzieć odejdź osobie niekochanej a powód jest
                    wystarczający.
                    Ale to tylko taka moja mała wątpliwość.
                    • xvqqvx Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 14.06.06, 18:54
                      > > Droga ewolwento - niedojrzałością jest podejście typu "On i tak wszystko
                      > mi
                      > >wyb aczy.". :-)
                      > ależ oczywiście, ale nie o tym mówiłam prawda?:)
                      O tym nie. :-)

                      > > Po prostu dojrzałość polega na umiejętności przyjęcia także i negatywnych
                      > onse
                      > > kwencji swoich wyborów,
                      > ależ się zgodzę!
                      Miło mi. :-)

                      > >a że żona m.4 tego nie potrafi, to jej problem.
                      > To był ich problem.
                      Zgadzam się. :-)

                      > W tej historii jedna rzecz jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Jak można,
                      > kochając kogoś, nie widzieć zmiany w zachowaniu? Nie widzieć oddalenia się
                      > emocjonalnego, które zazwyczaj towarzyszy romansom? Więc może to nie była
                      > miłość? Cóż za trudność powiedzieć odejdź osobie niekochanej a powód jest
                      > wystarczający.
                      > Ale to tylko taka moja mała wątpliwość.
                      Może rzeczywiście to nie była miłość, a wtedy tym bardziej powinni się rozstać.
                    • scholastyka2 Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 14.06.06, 21:53
                      >>W tej historii jedna rzecz jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Jak można,
                      kochając kogoś, nie widzieć zmiany w zachowaniu? Nie widzieć oddalenia się
                      emocjonalnego, które zazwyczaj towarzyszy romansom? Więc może to nie była
                      miłość?<<
                      Chciałabym odpowiedzieć na to pytanie- zmiany można zauważyć, oddalenie, brak
                      zainteresowania ale jeśli się kogo kocha i mu ufa to nie myśli się się: "pewnie
                      mnie zdradza".. Ja zostałam zdradzona, przez 3 miesiące widziałam zmiany-
                      diametralne, pytałam, krzyczałam i byłam sfrustrowana ale ufałam!Nie
                      dopuszczałam do siebie myśli, że mój ukochany, jedyny męzczyzna, moja połówka
                      mnie zdradzi.Mnie? On? Nigdy..To nie możliwe, przecież wie, ze dla mnie oznacza
                      to koniec.
                      Nawet gdy przeczytałam sms od jego kochanki to uwierzyłam ze to pomyłka,
                      takk..Teraz wiem, ze nie dopuszczałam tej myśli do siebie ze strachu, że to
                      jest możliwe. Dziś czuję się fatalnie z tym, że byłam taka naiwna, choć
                      terapeutka wytłumaczyła mi że to poprostu była kwestia kredytu zaufania..Boli
                      to cholernie, ale pracujemy nad naszym związkiem, choś moja duma mówi mi: won
                      zdrajco.. Myślę, ze zawsze warto spróbować jeśli się tak czuje w głębi serca.Bo
                      jesli nie to po co reanimować trupa?
                  • mojanoga Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 14.06.06, 19:42
                    Znam tą "jednobitowość"...Mój ukochany pozwalal mi na wszystko-wlazlam mu na
                    głowę i deptalam ją bez litości(teraz to widzę).On nie reagował,zbywal to
                    wzruszeniem ramion.I nie pisze tu o zdradzie tylko o tym,że to awsze ja bylam
                    najwżniejsza,liczyło się to co JA chcę.Przez wiele lat przyzwyczail mnie do
                    tego...Gdy zaszłam w ciązę i zaczęły się problemy z jej utrzymaniem-
                    potrzebowałam go jeszcze bardziej niż zwykle,wymagałam więcej.I okazało się,że
                    przekroczyłam gragicę(jak to określił xvqqvx).Nie sprawdzalam gdzie kończy się
                    granica tolerancji-raczej sądziłam,że taka granica nie istnieje.
                    Niestety zostalam sama ze sobą,zagożoną ciążą,a potem dzieckiem,bo nieświadomie
                    przekroczyłam granicę.
                    Moja wina?Na pewno.Jego wina(bo pozwalał mi na zbyt dużo)?Z pewnością.
                    No to mamy czego chcieliśmy:(
                    • xvqqvx Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 14.06.06, 20:09
                      >raczej sądziłam,że taka granica nie istnieje.
                      Niestety typowe...

                      > Moja wina?Na pewno.Jego wina(bo pozwalał mi na zbyt dużo)?Z pewnością.
                      > No to mamy czego chcieliśmy:(
                      Może to niesprawiedliwe, ale ja pozwolę sobie wziąć w tym kontekście faceta w obronę - dostałaś wolność i swobodę (niejedna forumowiczka na tym i pokrewnych forach użala się na męża/partnera egoistę), a nie umiałaś z niej skorzystać...
                • kasia_ruchasia Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 14.06.06, 18:42
                  sądzę że aby poznać prawdę trzeba usłyszeć szczere odpowiedzi obu stron. Tu
                  jest szczerosc tylko m4.
              • kici10 Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 14.06.06, 19:00
                Ktoś kiedyś powiedział, że wyrządzone zło niukarane rozzuchwala je czyniących i
                deprawuje pozostałych.
                • ewolwenta Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 14.06.06, 19:02
                  daj mi jeszcze definicję zła
                  • xvqqvx Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 14.06.06, 19:04
                    W tym konkretnym wypadku była to zdrada żony m.4, która uważała, że "Mąż i tak wszystko mi wybaczy." - cóż, przeliczyła się. :-)
                    • ewolwenta Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 14.06.06, 19:07
                      zgoda
                      i jeszcze to że chwile wcześniej m.4 coś przeoczył i to też nie było dobre
                      • xvqqvx Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 14.06.06, 19:10
                        > i jeszcze to że chwile wcześniej m.4 coś przeoczył i to też nie było dobre
                        Oki.
                  • kici10 Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 15.06.06, 23:51
                    Definicja zła jest analogiczna do definicji konia - "koń jaki jest, każdy
                    widzi".
                    • ewolwenta Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 16.06.06, 18:26
                      żeby to było takie proste...

                      Kali zje dobrze, Kalego zjedzą nie dobrze
                      • kici10 Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 19.06.06, 11:16
                        O tak, tu masz rację. Ja zdradzę - dobrze, mnie zdradzą - nie dobrze. I co z
                        tego, że zdradziłem pierwszy. Mnie zdradzą - nie dobrze.
                • xvqqvx Bingo. 14.06.06, 19:02
                  Jak w temacie. :-)
              • onka75 Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 28.06.06, 11:23
                Coś takiego naprawdę istnieje?!?! Opis pasuje do mnie jak ulał. Muszę doczytać
                resztę i to przeanalizować...
                • xvqqvx Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 28.06.06, 13:18
                  Ano istnieje i jest często dość niewygodne dla posiadacza, bo inni lubią
                  testować granicę. :-)
                  • onka75 Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 28.06.06, 13:27
                    To że niewygodne to ja czuję na własnej d... dzień w dzień. W poprzednim swoim
                    związku dostawałam za to po łbie przez 7 lat. Każdego dnia byłam badana,
                    podchodzona z lewej lub z prawej, a jak po wielu, wielu różnych "akcjach" w
                    końcu powiedziałam dość, to usłyszałam, że to jest niesprawiedliwe, bo on mi TO
                    zrobił jeden raz. o_o A że podobnych wcześniej zrobił 154 to już nie pamiętał,
                    bo za nie po oczach nie dostał. :) Przerąbane.
                    Jest na to jakiś mały sposobik? Tzn. na to by nie być testowanym?
                    • xvqqvx Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 28.06.06, 18:04
                      > Jest na to jakiś mały sposobik? Tzn. na to by nie być testowanym?
                      Obawiam się, że nie ma poza rezygnacją z "jednobitowości". :-(
                      • onka75 Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 29.06.06, 07:45
                        To z tego można zrezygnować? Obawiam się, że to siedzi gdzieś głęboko w
                        środku. :/
                        • xvqqvx Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 29.06.06, 08:48
                          > To z tego można zrezygnować?
                          Chodzi o to, że nie za bardzo i w tym cały ból. :-(
                          • onka75 Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 29.06.06, 14:20
                            No właśnie. Boli. I to jak cholera. :(
              • kici10 Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 29.06.06, 15:52
                Ja bym to nazwała "przepełnieniem licznika". Wyobraź sobie nie jeden bit, a
                jeden bajt, który jak wiadomo składa się z 8 bitów. Na początku wszystkie bity
                sa wyzerowane. Kolejne wyskoki partnera powodują zapełnianie się jedynkami
                kolejnych bitów (tak jak w arytmetyce binarnej). Kolejne jedynki wskakują na
                bardziej znaczące bity. To wszystko trwa do czasu, aż cału bajt wypełni się
                jedynkami. Kolejny wyskok powoduje wskoczenie kolejnej jedynki, która
                przeskakuje na wyższą pozycję, zerując tym samym cały bajt. Ta kolejna jedynka
                powoduje przeskok klapki z napisem "rozwód", a zeruje pozycje z
                napisem "małżeństwo".
                • onka75 Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 29.06.06, 22:03
                  Wytlumacz mi jeszcze raz te koncowke, ale duzymi literami. ;)
                  Od "ta kolejna jedynka powoduje przeskok klapki..." :)
                  • kawitator Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 29.06.06, 22:50
                    Kici 10 ma widać do czynienia z programowaniem i to w językach niższego rzędu
                    Powiem inaczej tak po chłopsku
                    Kolejne wyskoki partnera możemy przyrównać do wkładania w zawieszone na gumce majtki barchanowe kolejnych arbuzów(zapełnianie się jedynkami kolejnych bitów)
                    Po włożeniu ósmego arbuza gumka pęka i majtki wypełnione arbuzami spadają z wysokości (Kolejny wyskok powoduje wskoczenie kolejnej jedynki, która przeskakuje na wyższą pozycję, zerując tym samym cały bajt. Ta kolejna jedynka powoduje przeskok klapki z napisem "rozwód", a zeruje pozycje z napisem "małżeństwo".) I bęc czyli zamiast majtek na gumce mamy stos rozpieprzonych arbuzów lub jak wolisz zamiast małżeństwa mamy dwoje wolnych ludzi po przejściach Jest tylko pytanie który z arbuzów jest najważniejszy i czy kolejność wkładania cos zmieni.
                    • onka75 Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 30.06.06, 11:10
                      Opcja arbuzowa podoba mi się bardziej. :)))))))))) Zdecydowanie. :)
                      • kawitator Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 30.06.06, 11:20
                        Głosuję za bitowo-bajtową Jest o wiele bardzie precyzyjna, czysta zrozumiała przynajmnie dla mnie
                        • petar2 Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 30.06.06, 11:59
                          > Głosuję za bitowo-bajtową Jest o wiele bardzie precyzyjna, czysta zrozumiała
                          > przynajmniej dla mnie

                          Bitowo-bajtowa to po prostu przepełnienie licznika. Obie efektowne ale na
                          szczęście poziom uproszczenia powoduje, że niewiele wyjaśniają. Inaczej 256 x
                          brak_obiadu = rozwód lub 8 x brak_seksu = rozwód ;-) Można trochę podrasować
                          układ zmniejszaniem licznika przez pozytywne wydarzenia i upływ czasu.

                          Ale i tak matematyka oraz logika formalna mało przydatne w poruszanych tematach
                          tak jak komputery w rozwiązywaniu problemów nieprzekładanych na funkcje i
                          algorytmy, z dużą ilością danych wejściowych i parametrów.
                          Lepiej już jakaś sieć neuronowa, ale taka musi się nauczyć najpierw :-)
                          • kawitator Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 30.06.06, 12:32
                            Zaraz nas wywalą za pierdoły z tego wątku
                            Roamawiałem kiedyś z prof Tad. specjalista od sieci nueronowych który powiedziła leniwe one som strasznie Działają czasami na odpieprz zupełnie jak studenci
                  • kici10 Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 29.06.06, 23:17
                    Na początku małżeństwa stan jest taki 00000000. Czyli czysta karta.
                    W bajcie każda pozycja ma swoją wagę. Poczynając od prawej pierwszy bit ma
                    wartość 1, drugi 2, trzeci 4, czwarty 8, piąty 16, szósty 32, siódmy 64, ósmy
                    128. Tak więc na jednym bajcie możesz zapisać maksymalnie liczbę 255 (same
                    jedynki). Gdybyś do liczby 255 chciała dodać 1, to już by było 256, a 256 nie
                    da się zapisać na jednym bajcie (8 bitów), potrzeba do tego 9 bitów -
                    100000000, czyli dwóch bajtów. Jeśli wytrzymałość m4 jest na poziomie jednego
                    bajta, to następuje krótko mówiąc przegięcie pały. Przy czym w bajcie jedynki
                    mogą wskakiwać nie tylko na pozycje najmniej znaczące. Np. brak obiadu - 1
                    punkt, brak czułości - 4, brak seksu 32, zdrada - 128 itd. Każdy ma swoją
                    punktację i swoją wytrzymałość. To co wytrzymuje mąż neili, tego m4 już nie
                    wytrzymał. Widocznie mąż neili ma wytrzymałość na dwa bajty cnd.
                    • onka75 Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 30.06.06, 11:09
                      Moja wytrzymałość jest spora, wytrzymałam siedem lat. :) Pytanie moje nie
                      dotyczy tego jak tę granicę wytrzymałości przesunąć, bo i po co, zmarnowane 7
                      to już dużo, po cholerę marnować 10 np. :) Idzie mi o to, żeby za każdym bitem
                      czy arbusem w majtach :D partner wiedział, że przegina pałę, a nie myślał, że
                      może zbierać dalej w nieskończoność i nie dziwił się potem, że jeden bit/arbuz
                      zrobił bum. :)
                      • kici10 Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 30.06.06, 11:27
                        No tego to nie wytłumaczysz nikomu, dopóki nie będzie bum.
                        • onka75 Re: Po prostu jesteś człowiekiem "jednobitowym". 04.07.06, 13:19
                          I to jest właśnie takie smutne. :/
            • annubis74 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 20:35
              > chce przy takiej dalejzyc. Nie chce z taka jadac sniadan, spedzac czas, nie
              > chce takiej na matke dzieci. Nie chce!!!!!!!! Mam do tego prawo.

              masz prawo, ale może mógłbyś dac szanse drugiej stronie wytłumaczenia dlaczego
              to zrobiła (przecież nie musi to wpływać na Twoją decyzje) a moze nie chcesz
              usłyszec wyznania, które czescią winy obarczałoby i Ciebie (nie sugeruje
              sypialni, ale z Twoich maili wydajesz mi sie człowiekiem troche oschłym,
              surowych zasad i dośc szorstkim)
              > Od 2 tygodni
              > zauwazam inne kobiety. sa usmiechniete, radosne, rano spiesza sie do pracy,
              > niektore znich nie maja do kogo wracac po pracy. Nie wierze ze wszystkie

              no własnie ta Twoja szybka rekonwalescencja jest dla mnie wysoce podejrzana. 2
              tygodnie i już kruch to uczucie, kruchutkie
              • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 20:40
                > człowiekiem troche oschłym,
                > surowych zasad i dośc szorstkim)
                Nie musiała zań wychodzić przecież. :-)

                > no własnie ta Twoja szybka rekonwalescencja jest dla mnie wysoce podejrzana. 2
                > tygodnie i już kruch to uczucie, kruchutkie
                Tym bardziej powinni się zatem rozstać. :-)
              • a.b1 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 19.06.06, 12:03
                > > Od 2 tygodni
                > > zauwazam inne kobiety. sa usmiechniete, radosne, rano spiesza sie do prac
                > y,
                > > niektore znich nie maja do kogo wracac po pracy. Nie wierze ze wszystkie
                >
                > no własnie ta Twoja szybka rekonwalescencja jest dla mnie wysoce podejrzana.
                2
                > tygodnie i już kruch to uczucie, kruchutkie
                wiesz, nie oceniaj, jedni skłądają się przez lata inni podnoszą się z dołka
                bardzo szybko. Ja też myślałam, ze kocham męża aż po grób, miesiąc wystarczył,
                żeby mnie zburzyć i zebym zbudowała się na nowo, nie można komuś mówic o sile
                jego uczuć znając osobe tylko z forum
                • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 19.06.06, 12:26
                  Podobnie miał literacki Wokulski... :o)))
                  Po miesiącu siedzenia w chałupie wyszedł i skonstatował, że inne laseczki też są
                  do rzeczy... ;o)))
                  • annubis74 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 19.06.06, 17:10
                    taaak tylko w końcu popełnił samobójstwo????

                    temu Wokulskiemu wystarczyły 3 wizyty u psychologa
                    • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 20.06.06, 09:25
                      Oooo! Ciekawych rzeczy się dowiaduję... Do tej pory myślałem, że na końcu
                      książeczki wyjechał gdzies na Krym robić interesy... A tu popatrz... Biedaczek
                      odebrał sobie życie... Widać miałem wyrwanych kilka kartek... ;o)))
                      • neila3 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 20.06.06, 10:13
                        E tam, zaraz na Krym- do Geista pojechał! Tropy? Dwa: Pani Zasławska i gotówka,
                        co to się nie zgadza pod koniec powieści. W końcu to ona ( ta książkowa
                        "ździra")była idealnym typem dla Wolulskiego, o czym uważny czytelnik dowiaduje
                        się bezpośrednio od niego.
                        Dixia- nie dość, że kartki pogubiłeś, to jeszcze te, co miałeś, czytałeś
                        nieuważnie:-)))
                        • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 20.06.06, 10:25
                          No nie jestem w kursie dzieła... Laleczkę poczytywałem w 1990 roku... Ale i tak
                          nie moge uwierzyć w śmierć Wokulskiego... ;o))))

                          Aż zapalę świeczkę... [*][*][*]

                          ___________________________
                          Zawsze podobały mi się wycieczki w tematach :o))) Od zdrady żony po śmierc
                          Wokulskiego. I co na to mamuty?
                          • dixia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 20.06.06, 10:36
                            I jedna uwaga - faktycznie Wokulski próbował popełnić samobójstwo ale został
                            uratowany. Potem znika i zostaje tylko pamiętnik Rzeckiego...
                            • annubis74 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 20.06.06, 17:01
                              Zakończenie nie jest jednoznaczne - czesc tropów prowadzi do Geista, czesc
                              sugeruje samobójstwo - nie mówie o próbie samobójstwa w Skierniewicach na
                              torach, tylko na zamku w Zasławiu? (wybuch w ruinach) polecam powrót do
                              lektury:))))))
                • annubis74 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 19.06.06, 17:09
                  > wiesz, nie oceniaj

                  a dlaczego niby nie, przeciez facet sam podtyka temat zdrady żony gromadzie
                  obcych ludzi pod ocenę - wypowiadam swoje zdanie i na tym polega idea forum
                  dyskusyjnego. poza tym rozumiem, ze mozna z dnia na dzien dojsc do wniosku, ze
                  sie z kimś nie chce byc (np. po zdradzie), ale wydaje mi sie ze odbudowanie w
                  sobie wiary w miłośc w zwiazki w uczucia trwa troche dużej, (przynajmniej u
                  mnie trwało i to chyba kilka lat)
            • onka75 udowadnianie, że się nie jest wielbłądem :) 28.06.06, 11:21
              Nie jesteś ani mściwy ani złośliwy. Wiesz, że masz swoje prawa, że wolno Ci
              wymagać wierności. To super. Większość zdradzanych ludzi nie ma instynktu
              samozachowawczego i nie wie, że mają prawo być wk...ni na maksa, że wolno im
              zrobić dym i wywrócić chatę do góry nogami. :) Dobrze, że Ty wiesz, że Ci
              wolno. :)
              I nie musisz nikomu udowadniać, że byłeś dobrym mężem. Udowadnianie, że się nie
              jest wielbłądem nie ma sensu. :)
              Faktem jest, że się często ludziom wydaje, że są super i że robią dla innych
              cuda-wianki (tak jak mojemu się wydaje, że powinnam skakać w chmury, bo on nie
              pije i siedzi w domu :/), ale to Ty byłeś w tym związku i Ty chyba jednak wiesz
              lepiej, mimo wszystko.
    • loppe Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 19:24
      Cwaniary nie popuszczają
      • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 19:27
        > Cwaniary nie popuszczają
        Szczególnie, jak im mąż zastrzeże kartę kredytową i nie ma za co kupić kosmetyków. :-)
        • anula36 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 19:30
          prawdziwa cwaniara ma od poczatku swoje konto i swoja karte - albo zalozone
          przez meza albo wlasnarecznie na ktore wplaca co urwie ze wspolnego.
          • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 20:04
            > prawdziwa cwaniara ma od poczatku swoje konto i swoja karte - albo zalozone
            > przez meza albo wlasnarecznie na ktore wplaca co urwie ze wspolnego.
            O ile liczy się z tym, że mąż ją rzuci, jak m.4.
            Jego żona w ogóle tego nie zakładała ("wybaczy mi, nawet jak odkryje nasz romans"). :-)
            A co do karty i konta - mogła mieć, ale kartę trzeba spłacić a konto zasilać, a zarabia 1/3 tego, co mąż. :-)
            • anula36 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 20:07
              pisze o PRAWDZIWEJ cwaniarze - ktora przwiduje wszystkie opcje lacznie z
              uczieczka mezusia bo zlapac na zdrodzie prawdziwa cwaniara zlapac sie nei da.
              • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 20:12
                > pisze o PRAWDZIWEJ cwaniarze - ktora przwiduje wszystkie opcje lacznie z
                > uczieczka mezusia bo zlapac na zdrodzie prawdziwa cwaniara zlapac sie nei da.
                Chyba, że tak. :-)
                Inna rzecz, że najcwańsi przestępcy wpadają przez najgłupsze błędy, bo kiedy na początku wszystko się udaje, to potem dla wygody rezygnuje się ze środków bezpieczeństwa. :-)
                • kasia_ruchasia Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 21:34
                  co niektórym pozostaje więc podziw dla założyciela wątku. Podziw- głupie słowo
                  w tej sytuacji, ale dotyczy słuszności podjetej decyzji.
                  Od dawna wiadomo że okazja nie czyni złodzieja- więc czegoś musiało
                  zdecydowanie brakować. W kazdym bądz razie ja na miejscu m4 chciałabym chociaż
                  wiedziec dlaczego??Chociazby po to aby drugi raz nie popełnić tego samego błędu
                  z nową partnerką. Teraz pojawia się pytanie <zdrada jest złem samym w sobie>
                  gdzie jest wina? Tylko po jednej stronie?I znowu posypią się gromy a
                  propo's "kont bankowych, rachunków, zarobków..itd.."
                  Bo najłatwiej jest odejść. Zamknąć drzwi. Trudniej zmierzyć się z "racją" obu
                  stron.
                  Moim zdaniem warto to zrobić, chociażby dla "przyszłego zwiazku"
                  Sadzę ze myślenie o innych uśmiechniętych kobietach pomaga, ale jeżeli szczerze
                  jakochasz to moim zdaniem tylko puste "optymistyczne słowa"- ktore pozwola
                  przetwać.
                  Pozdrawiam
                  • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 22:53
                    Zgoda, ale m.4 teraz nie powinien szukać takiej rozmowy, jeśli uwzględni się opisane przezeń obecne postępowanie żony. Bo na razie będzie najpierw błagała o wybaczenie, a potem go zbluzga, jeśli odmówi. :-)
                    • mala20033 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 23:17
                      Tez uwazam , ze na dociekanie, rozmowy z "byla" za wczesnie.
                      Po co chlopak ma sie ranic niepotrzebnie? Po co?
                      Jest przed rozwodem...nie wie jeszcze co moze "byla" wymyslec.
                      Na razie ma nadzieje na pojednanie i skomle.
                      Ale gdy straci ja moze pokazac swa prawdziwa nature. Skoro zdradzila moze
                      naklamac nauszukiwac...
                      • anula36 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 14.06.06, 23:23
                        ....uciac przyrodzenie tepa brzytwa...
    • veronika62 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 19.06.06, 15:02
      racjonalnie rzecz ujmujac - to masz racje, ale to tylko jedna strona medalu.
      I nie wiem dlaczego, czytajac Twoj post o perypetiach malzenskich przypomnial
      mi sie stary kawal o goralu i panu Bogu - jak to panbucek wychylil sie zza
      chmur , spojrzal na gorala o rzekl- a bo cie nielubie.
      Jest cos koszmarnie niesympatycznego w Tobie.
      Nie twierdze, ze bedziesz mnie za to lubial.
      I nie pozdrawiam.
      • xvqqvx Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 19.06.06, 18:38
        > racjonalnie rzecz ujmujac - to masz racje, ale to tylko jedna strona medalu.
        A tak z ciekawości to jaka jest druga?:-)
      • kinkygirl Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 19.06.06, 19:59
        veronika: uff, więc to nie tylko mnie sie tak zdawało :)
        • annubis74 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 20.06.06, 09:11
          mnie niestety też, facet antypatyczny jak rzadko
    • dixia Wątek się rozwija planowo :o))) 21.06.06, 14:13
      Brawo!!! Wystarczy na 2 godzinki wyskoczyc z biiura a tu post m.4 zdryfował w
      ciekawym kierunku i można odnieśc wrażenie, że to misssaigon jest omawianą
      niewierną żoną :o)))
      Bravissimo!!!
      • m.4 Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 10:31
        Prowokujecie tak ze nie moge milczec.Nie rzucam sie ale poprosze o wyjasnienie
        definicji trolla skoro zostalem posadzony o bycie trollem.Na forach na ktorych
        bywam nie ma trolli

        „facet z klasą
        może wystawić walizki za drzwi, ale później nie wystawia wiarołomnej żony pod
        pregierz opinii na forum, nie opowiada jaka to ona ździra a on jaki
        szlachetny, „

        Facet z klasa wstawia te walizki do samochodu. W walizkach były
        najpotrzebniejsze rzeczy (w.g. mojego uznania). W pozniejszym czasie
        umożliwiłem zonie zabranie inncych rzeczy. Podałem jej godzine i termin w jakim
        może po nie przyjechac. Uprzedzilem ze bede w towarzystwie rodzicow.
        Przyjechala, spakowalasie i pojechala .Nie uwazam ze wystwiam ja pod pregierz
        opinii na forum,nie podaje jej imienia, nazwiska,wieku, zawodu wykonywanego,
        miejsca zamieszkana.Jest tutaj anonimowa. Zrobilem z niejjedna z wielu
        zdradzajacych zon(ale przylapanych). Mam prawo uwazac ja za kogo chce bo to
        moja zona..... zdrada mnie i moj bol....... Jestem szlachetny bez wzgledu na to
        co mowicie. Odbyło siespotkanie w towarzystwie naszych prawnikow. Nie mialem
        potrzeby rozmawiac znia w cztery oczy no bo o czym niby........? interesuje
        mnie rozwod i podzial majatku. Jej zalezy najbardziej na nieposzlakowanej
        opinii wsrod rodziny i naszych wspolnych przyjaciol/znajomych.Zarabiam wiecej i
        zalezalo mi na korzystym podziale majatku. Lubie miejsce w którym mieszkam
        dlatego wole wyplacic jej pewna kwote za która kupi sobie kawalerke. Poszlismy
        na ugode- ja zgodzilem sie na rozwod bez orzekania o winie(chociaz wiem od
        adwokata ze dowody zdrady plus swiadkowie wystarczylyby) a ona przyjela moje
        roszczenia majatkoe (korzystniejsze dlamnie bo wiedziala ze w sadzie bez
        problemu bylbym w stanie udownodnic ze to ja przyzyczynilem się w 3/4do
        powstania majatku wspolnego). Prosila zebym nie psul jej reputacji wsrod
        rodziny i przyjaciol.Jeszcze nie podjalem decyzji w tej sprawie Dla faceta
        zdrada kobiety to rzecz nielatwa. Nie chciala mnie , wolala innego,seks z innym
        wiec nie ma się czym chwalic ze zostalem zdradzony. To nawet jest powod do
        wstydu przed kumplami wiec na reke jest mi nieiformowanie o prawdzwej
        przyczynie rozwodu dalszych znajomych , sasiadow itp./ Bliskiej rodzinie
        powiedzialem,bo w lipcu i serpniu jest kilka duzych uroczystosci rodzinnych
        (trzy wesela,25lecie malzenstwa itp./) Rozwod dostane za pare miesiecy , już
        moja w tym glowa. Na zakonczenie cytuje slowa

        „Podejrzewam, że facet bez klasy złapałby taką za kłaki, nazwał po imieniu,
        sprał po pysku i kopniakiem wypieprzył z domu. Następnie opowiedział o jej
        postępowaniu całej rodzinie i wszystkim znajoym, żeby wiedzieli z kim mają do
        czynienia. Niewykluczone też, że będąc w afekcie po prostu by ją zabił. „

        Kilka osob radzilo mi takie postepowanie. Nie umial bym tam zrobic. Może w
        oczach niektórych z was nie jestem szlachetny ale to moje zycie i mialemprawo
        sam wybrac.Dziekuje za kolejne wiadomosci na priva i przepraszam zenie na
        wszystkie odpowiadam.Wszystkie czytam z uwaga wyciagajc wnioski.
        m.4
        • petar2 Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 11:04
          M.4, Ty chłodno i spokojnie pokazałeś żonie jej korespondencję i oznajmiłeś
          decyzję a potem zaniosłeś walizki do samochodu.
          Inny "złapałby taką za kłaki, nazwał po imieniu, sprał po pysku i kopniakiem
          wypieprzył z domu".
          To nie kwestia klasy tylko emocji bądź opanowania. Zależy przede wszystkim od
          temperamentu ale również od stanu emocjonalnego wywołanego tragedią.
          Dużo trudniej zachować chłód, spokój i rozsądek (taka zbita i wypieprzona baba
          narobiła by krzyku i zamieszania niepotrzebnie informując otoczenie, czego
          chciałeś uniknąć) gdy rzeczywiście się kochało i świat się wali niż gdy tak
          naprawdę wcześniej miałeś świadomość kiepskich perspektyw małżeństwa.
          Łatwo potrafię sobie wyobrazić faceta z klasą, który zachowałby się tak jak w
          drugim przypadku. Mylenie klasy ze spokojem i opanowaniem to tak jak kojarzenie
          przemocy jedynie do strony fizycznej zapominając o często dotkliwszej -
          psychicznej.

          Uważam, że facet z klasą zamiast mówić, że bardzo kochał, był dobrym mężem i
          jest szlachetny, udowadnia to działaniem czy faktami a nie słowami bez
          potwierdzeń.

          Tak jak we wcześniejszym poście pisałem a teraz potwierdziłeś, zachowałeś się
          racjonalnie z dbałością o swój interes i bez zbędnych rozterek. I miałeś do
          tego prawo!
          Tylko nie mówmy o klasie i szlachetności.
          • anula36 Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 11:09
            to dorozly facet potrzebuje tatusia i mamusizeby go chronili w czasie wizyty
            niewiernej polowicy:P Czad;)
            • dixia Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 11:11
              Nie potrzebuje! Ale skoro nie chciał tłumaczeń, łez, błagań itd. to wybrał takie
              (całkiem rozsądne) wyjście. Dzięki temu:
              - zona nie szeleściła mu z tym co w/w
              - szybko i sprawnie spakowała się
            • mala20033 Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 17:56
              Po prostu nie zyczyl sobie zbednych lez, zebraniny o powrot..wystarczajaco duzo
              przezyl...
            • m.4 Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 23.06.06, 15:41
              Tak dorosly facet potrzebowal.Nie dlatgo ze bal sie zony.Wiedzial ze gdyby byli
              sami to zachowala by sie tak samo jak przychodzac wczesniej dobiura, w czasie
              lunchu i czekajac pod praca. (blaganie o rozmowe, wdzieczenie sie, placz..... a
              do tego..... stroj.... biust na wierzchu itp.... czyli miala ochote przypomniec
              mi o swoich wdziekach). Uprzedzilem ja ze będe wtowarzystiwe
              rodzicow.Przyjechala stosownie ubrana i zachowywala sie nienagannie. Ciekaw
              jestem czy nadal bedziesz sie Anulo36 nabijala ze mnie. Copowiesz o mojej zonie?
          • kawitator Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 11:36
            > M.4, Ty chłodno i spokojnie pokazałeś żonie jej korespondencję i oznajmiłeś
            > decyzję a potem zaniosłeś walizki do samochodu.

            > To nie kwestia klasy tylko emocji bądź opanowania. Zależy przede wszystkim od
            > temperamentu ale również od stanu emocjonalnego wywołanego tragedią.
            Ależ nie tylko. Zależy do tego jaki byliśmy wychowani Jakie wzorce w postępowania w takich jednak ekstremalnych sytuacjach uważamy za „klasowe” Istnieje też pojęcie „stuporu emocjonalnego”. Przy przeżywaniu emocji przekraczających nasza wytrzymałość zachowujemy się na pozór oschle i zimno. Właściwe przeżycie traumy następuje później. Klasycznym przykładem jest reakcja na śmierć bliskich osób Przygotowania do pogrzebu sam pogrzeb niby opanowani niby sprawni a potem kiedy emocje opadną do akceptowanego przez psychikę poziomu następuje rozklejenie i rozmamłanie Czasami bardzo długo zbieramy sie po czymś takim Podejrzewam ze M najgorsze ma dopiero przed sobą

            > Dużo trudniej zachować chłód, spokój i rozsądek (taka zbita i wypieprzona baba
            > narobiła by krzyku i zamieszania niepotrzebnie informując otoczenie, czego
            > chciałeś uniknąć)
            Tak już jest, że zdradzona żona trąbi na cały świat o swoim nieszczęściu. Wszyscy jej współczują. Zostanie z mężem super jaka to ona jest wspaniała bo wybaczyła Wykopie faceta jaka to ona jest wspaniała i dzielna bo odważyła się wsiąść odpowiedzialność za życie w swoje ręce , a zdradzony facet jest po prostu śmieszny Ot rogacz i tyle . To nie jest komentarz to stwierdzenie faktu

            gdy rzeczywiście się kochało i świat się wali niż gdy tak
            > naprawdę wcześniej miałeś świadomość kiepskich perspektyw małżeństwa.
            > Łatwo potrafię sobie wyobrazić faceta z klasą, który zachowałby się tak jak w
            > drugim przypadku. Mylenie klasy ze spokojem i opanowaniem to tak jak kojarzenie
            Według mnie kasa zawsze zawiera spokój o panowanie Nie widzę klasy u wrzeszczącego podskakującego lub bijącego żonę w emocji z miłości oczywiście faceta .
            > przemocy jedynie do strony fizycznej zapominając o często dotkliwszej -
            > psychicznej.
            Jeżeli chodzi o przemoc psychiczną to kobiety są tu mistrzyniami.

            > Uważam, że facet z klasą zamiast mówić, że bardzo kochał, był dobrym mężem i
            > jest szlachetny, udowadnia to działaniem czy faktami a nie słowami bez
            > potwierdzeń.
            >
            > Tak jak we wcześniejszym poście pisałem a teraz potwierdziłeś, zachowałeś się
            > racjonalnie z dbałością o swój interes i bez zbędnych rozterek. I miałeś do
            > tego prawo!
            > Tylko nie mówmy o klasie i szlachetności.

            Facet z klasą zadbał tez o interes małżonki Nie lata z pyskiem po mieście opowiadając wszem i wobec o jej zachowaniu. Zadbał o jej interes materialny. Tylko często tak bywa ze bycie facetem z klasą nawet jeżeli Piter ma do tej klasy zastrzeżenia nie opłaca się . Po rozwodzie może okazać się ze był impotentem i dlatego to zona wystąpiła o rozwód .
            • dixia Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 11:42
              Kawitator! Ty wstrętny uogólniaczu stwierdzający fakty!!! ;o)))
              Zgadzam się z Toba w pełni pomimo, że jest to politycznie-forumowo-waleniowo
              niepoprawne ;o))) Trafniej bym tego nie ujął!!!
            • petar2 Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 12:54
              > Zależy do tego jaki byliśmy wychowani Jakie wzorce w postępowan
              > ia w takich jednak ekstremalnych sytuacjach uważamy za „klasowe” Is
              > tnieje też pojęcie „stuporu emocjonalnego”.

              Tak, znam to po sobie. Ale w takim stanie nie zakłada się wątków na forum.

              > Tak już jest, że zdradzona żona trąbi na cały świat o swoim nieszczęściu.
              > Wszyscy jej współczują. Zostanie z mężem super jaka to ona jest wspaniała bo
              > wybaczyła Wykopie faceta jaka to ona jest wspaniała i dzielna bo odważyła się
              > wsiąść odpowiedzialność za życie w swoje ręce , a zdradzony facet jest po
              > prostu śmieszny Ot rogacz i tyle . To nie jest komentarz to stwierdzenie faktu

              Tak jest, że tak jak facetowi łatwiej wybaczy się skok w bok, tak trudniej to,
              że został rogaczem. Dziwi Cię to?

              > Facet z klasą zadbał tez o interes małżonki Nie lata z pyskiem po mieście opow
              > iadając wszem i wobec o jej zachowaniu. Zadbał o jej interes materialny.

              Zrobił to przede wszystkim w sowim interesie, o czym zresztą napisał.
              Próby rozmowy to niezrozumiałe skomlenie a zachęta do przelecenia jej po
              rozwodzie jakoś nie wpisuje się w tą klasę.
              • xvqqvx Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 21:26
                > Zrobił to przede wszystkim w sowim interesie, o czym zresztą napisał.
                Tak samo, jak żona znalazła sobie 2 kochasi w swoim, więc oboje są kwita. :-)

                > Próby rozmowy to niezrozumiałe skomlenie
                Jeśli kochasiowi napisała to o mężusiu, co m.4 cytował, to po prostu m.4
                potraktował ją z takim samym lekceważącym stosunkiem, jak ona pisała o nim
                (naiwniak, który i tak wszystko wybaczy). :-)
            • aska372 Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 12:57
              Facet z klasą zadbał tez o interes małżonki Nie lata z pyskiem po mieście opow
              > iadając wszem i wobec o jej zachowaniu. Zadbał o jej interes materialny. Tyl
              > ko często tak bywa ze bycie facetem z klasą nawet jeżeli Piter ma do tej klasy
              > zastrzeżenia nie opłaca się . Po rozwodzie może okazać się ze był impotentem i
              > dlatego to zona wystąpiła o rozwód .

              - I to jest niestety smutna prawda.Znam taki przypadek,w którym czas zatarł
              fakty i niewierna zona obraca przegraną w wygraną w oczach ludzi.Mąż z ofiary
              staje sie katem.A facet z klasą milczy bo cokolwiek nie powie to i tak juz nie
              ma znaczenia.Przykre to ale prawdziwe.Nie ma zlotego środka.


            • xvqqvx Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 13:13
              > a zdradzony facet jest po prostu śmieszny Ot rogacz i tyle . To nie jest
              komentarz to stwierdzenie faktu

              Rozwiedzie się - "Co za okrutnik/cham/etc., który nie potrafi dać żonie drugiej
              szansy."
              Zostanie z żoną - "Co za dupa wołowa/lebiega bez kości, a nie mężczyzna, żona
              się puszcza a on nie zareaguje."

              Z dwojga złego lepiej być okrutnikiem niż dupą wołową. :-)
              • neila3 Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 15:01
                Czy na pewno?
                Może ta "dupa wołowa" obiera jednak najbardziej skuteczną strategię? Oczywiście
                ze swego punktu widzenia. Wtedy, cokolwiek my byśmy wybrali na jego miejscu, ma
                się nijak do "dupy wołowej", bowiem osiąga sukces- czyli nie jest tym, czym
                chcielibyśmy go widzieć.
                • xvqqvx Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 16:46
                  Wszystko zależy od korzyści i strat. :-)
                  A w swoim poście odniosłem się do swego zdania, bo dla mnie człowiek o
                  postawie "męczennicy", "dupy wołowej" etc. to po prostu dupa wołowa, która nie
                  ma odrobiny godności i IMHO zasługuje na pogardę - a to jest moje prawo, że
                  mam własne zdanie. :-)
                • xvqqvx Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 16:57
                  > Czy na pewno?
                  Dla mnie tak. :-)

                  > Może ta "dupa wołowa" obiera jednak najbardziej skuteczną strategię?
                  Jeśli ktoś lubi być poniżany i nie ma odrobiny godności to istotnie strategia
                  ta jest najlepsza, a dla pozostałych już nie. :-)
                • kici10 Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 23.06.06, 00:04
                  Jeśli notoryczne cierpienie psychiczne jest skuteczną strategią, to mamy do
                  czynienia z syndromem ofiary lub masochistą.
                  Jakoś mam nieodparte wrażenie, że strategia taka jest najbardziej pożądana dla
                  niewiernej żony. Rachunek zysków i strat wychodzi na plus.
              • m.4 Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 23.06.06, 15:48
                Wole byc okrutnikiem i chamem niż dupą wolowa.
            • petra77 Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 17:55
              Tyl
              > ko często tak bywa ze bycie facetem z klasą nawet jeżeli Piter ma do tej klasy
              > zastrzeżenia nie opłaca się . Po rozwodzie może okazać się ze był impotentem i
              > dlatego to zona wystąpiła o rozwód .
              No właśnie, radziłabym się dobrze zastanowić nad tym, czy warto ukrywać prawdę.
              Jeśli nie powiesz znajomym jaka była przyczyna waszego rozstania, to ona będzie
              musiała coś wymyślić...
          • xvqqvx Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 22:33
            > wcześniej miałeś świadomość kiepskich perspektyw małżeństwa.
            I tu jest pies pogrzebany - raczej oboje mieli taką świadomość.
            Tyle tylko, że z powodu zwykłego lenistwa (ustabilizowane i dość wygodne życie
            - szkoda go zmieniać :-)) każde udawało przed sobą, że jest wszystko OK.
            Żona tylko poszła o krok dalej i w swoim interesie (zaspokojenie potrzeb to
            też interes) znalazła sobie kochasi.
            Potem chłodna decyzja m.4 i zachowanie żony ("skomlenie" - tutaj m.4
            prawdopodobnie trafił pisząc, że najbardziej żonce chodziło o wygodne życie),
            a później jej szybka kapitulacja (skoro "pogarda" m.4 uświadomiła jej, że
            szans na powrót do dawnego życia nie ma, a de facto niewiele ją z nim łączyło,
            to szybko zawarła ugodę).
            Jeszcze kwestia rozmowy - może po rozwodzie, albo przynajmniej wtedy, kiedy
            oboje do końca uświadomią sobie to, co wiedzieli od dawno, że małżeństwo było
            od dawna (może nawet od początku) zwęglone i żona zaczęła nekrotomię, którą
            m.4 skończył.
            • m.4 Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 23.06.06, 15:57
              do xvqqvx
              o jakiej rozmowie piszesz?dalem jejszanse rozmowy. Zapytalem a ona zaprzeczyla.
              zaczalem cytować e-maile to sie przyznala. Po co mialbym z nia rozmawiac? O
              czym?O podziale majatku przy prawnikach ok. Nie mamy dzieci odpadaja kwestie
              alimentow, wspolopieki itp.Widzisz sens rozmowy?Nie musze wiedziec dlaczegoto
              zrobila. Moze dla sportu z powodunudy,moze bylem zlymmezem, moze bylem kiepski
              w lozku moze...... ale ona nie chciala porozmawiac o tym ze czegosjej brakowalo
              tylko poszla w ramiona 2 innych facetow.O czym tu rozmawiac?
              • xvqqvx Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 23.06.06, 19:59
                Ja jestem takim człowiekiem, który lubi znać przyczynę i dlatego bym się
                zdecydował na chłodną rozmowę, ale już po rozwodzie.
              • rumiane m4 08.07.06, 11:22
                a pytałeś sam siebie: czego jej mogło zabraknąć w związku z Tobą?
                nie chodzi mi tu o opieranie się na mailach, tylko prawdziwy rachunek sumienia.
                często przecież się zdarza, że kobiecie najpierw w związku czegoś brakuje a dopiero potem pojawia się zdrada.

                dziwi mnie Twoja obojętność- człowiek który kochał i został zdradzony nie może nie czuć bólu po rozstaniu. nie można znienawidzieć kogoś błyskawicznie!

                czytając Twoje wypowiedzi mam w głowie obraz m4 jako ambitnego faceta, dla którego ważne są rzeczy materialne. nieokazujący emocji lub też niepoddający się nim. trudno żyć z kimś takim. popraw mnie bo mogę się mylić (i chciałabym)
        • xvqqvx Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 13:07
          Drogi m.4, teraz ja czuję się przywołany do tablicy i zatem pozwolę sobie po
          kolei odpowiedzieć.

          1. Sprawa trollowania - widzisz troll w najszerszym znaczeniu jest to ktoś,
          który zamierza wywołać burzliwą dyskusję na forum, więc nie dziw się, że mogłeś
          tak być odbierany (twoje wątki dyskusję taką wywołały), tym bardziej, że obecnie
          trolle w wiekszości zmądrzały i nie piszą ewidentnych idiotyzmów, ale często
          teksty mające ręce i nogi.
          W sytuacji, gdy ktoś trolluje, najskuteczniejszą metodą jest próba znalezienia
          sprzeczności w szczegółach. :-) Poza tym przeanalizuj swoje fundamentalne
          wypowiedzi - jak napisałem wcześniej wyglądało wszystko, że wypowiadasz się "na
          zamówienie" (1 - pojedynczy mail i podejrzenie, 2 - korespondencja i rozstanie,
          3 - "poniżanie się", 4 - fragmenty korespondencji żony z kochasiem).

          2. W bardzo dobry sposób rozwiązałeś sprawę rzeczy żony i podziału majątku.

          3. Zakładam oczywiście, że przy pisaniu ugody zabezpieczyłeś się przed
          ewentualnymi roszczeniami alimentacyjnymi żony w przyszłości (najpewniejsze
          zabezpieczenie to orzeczenie winy, ale...) i tym, że mogłaby w otoczeniu kreować
          się na "niewinną ofiarę". :-)
          • lolobrigida Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 15:38
            Drogi M.4,
            dawno mnie tutaj nie było
            ale z dużą uwagą i zainteresowaniem
            przeczytalam Twoje wątki.
            Zdradę znam z autopsji.
            Każde doświadczenie nas wzbogaca.
            Czuję, że jesteś bardzo mądrym męzczyzną.
            Wiesz już, że przeszłości zmienić nie możesz,
            więc musisz ją zaakceptować.
            Widzę, że chcesz jak najszybciej
            przestać żyć przeszłością.
            To nie będzie łatwe ale musi się udać,
            bo... CHCESZ tego.
            Nie rozpamiętujesz i nie
            deliberujesz nad swoim cierpieniem,
            choć zapewne jeszcze cierpisz.
            Trzeba myśleć do przodu,
            nie tylko dlatego, że tak jest logiczniej,
            ale również dlatego że jest zdecydowanie
            zdrowiej dla nas i naszych następnych związków
            :-)
            Dzisiaj nie myślisz o innych kobietach ale
            przyjdzie czas, ze zaczną Ciebie
            poważnie interesować.
            Bądź wtedy uważny, sluchaj intuicji.
            Miej oczy i serce szeroko otwarte.
            Uciekaj od przeszłości, bo tkwiąc emocjonalnie
            zbyt długo w tym chorym związku
            (piszesz, że kochasz żonę)
            możesz tkwić tak miesiące i... lata.
            Można wtedy ominąć i nie zauważyć
            ewentualnego partnera do... związku z PRZYSZŁOŚCIĄ.
            Szkoda byloby Ciebie. Jesteś jeszcze młody i
            masz szansę na ułożenie sobie życia z partnerką,
            która doceni Twoje walory i dobre serce.
            Daj czas czasowi, uczucie do żony minie...
            Wierzę, że znów komuś zaufasz, a
            ten ktoś zmieni Twoje życie.
            I pamiętaj, że Ona może być całkowitym
            przeciwieństwem Twojej (jeszcze) żony.
            (wizualnie, charakterologicznie etc.)
            Życzę Ci tego z całego serca.
            • xvqqvx Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 22.06.06, 16:50
              > Nie rozpamiętujesz i nie
              > deliberujesz nad swoim cierpieniem,
              > choć zapewne jeszcze cierpisz.
              Właśnie dlatego m.4 ma u mnie plusika, że poza wczorajszym postem mało
              biadolił na swój temat ("Jaki to ja biedny!!! Buuu..." i chórek "Jaki to on
              biedny!!! Buuu..."), tylko podjął decyzję i rozpoczął skuteczne działania,
              które aczkolwiek części się nie podobają to jednak stokroć lepsze są od
              męczennictwa. :-)
              • zdzichu-nr1 Poszło za szybko moim zdaniem 22.06.06, 23:34
                W małżeństwie m.4 zabrakło adrenaliny, żonie było nudno i sztampowo - tak mi
                się wydaje po przeczytaniu chyba wszystkich postów jakie napisał m.4. Seks też
                nie urzekał, a prawdopododobnie m.4 jest bardzo zapracowanym człowiekiem i nie
                spędza dużej ilości czasu w domu (w przeciwieństwie do byłej małżonki, która
                zdaje się dzieki pieniądzom m.4 tego czasu miała w nadmiarze). Trudno jest mi
                wyrokować, czy walka o ten związek ze strony żony (już po odkryciu zdrady)
                miała wyłącznie materialne podłoże - ostrożnie sadzę, że jednak nie tylko o to
                jej chodziło. Można oczywiście założyć jak m.4, że żona to szwarccharakter i
                starała się odbudować związek tylko dlatego, że kochaś ją rzucił, bądź nie
                dorównywał materialnie mężowi. No ale... ja bym jednak SPRÓBOWAŁ ROZMOWY. M.4
                nie dał tej szansy, podjął szybko ostateczną decyzję i z chirurgiczną precyzją
                ją wykonał. Ja rozumiem, że wydźwięk korespondencji żony był dla niego nie do
                zniesienia, jednak WARTO ROZMAWIAĆ, nie tylko w TVP. Rozstać się bez próby
                odbycia choćby jednej rozmowy o tym wszystkim uważam za nierozsądne i pochopne.
                Poza tym życzę m.4 dużo szczęścia w nowych związkach, mam nadzieję, że znajdzie
                wymarzoną kobietę o czytelnym, szczerym i trwałym systemie wartości...
                • annubis74 Re: Poszło za szybko moim zdaniem 23.06.06, 08:59
                  Dobrze, że w końcu coś takiego napisał facet, który nie bedzie od razu
                  posądzony o solidarność jajników. Warto rozmawiać, bo mozna dowiedziec sie
                  czegoś o sobie i związku, i nawet jeśli naprawianie sytuacji w tym związku jest
                  niemożliwe, to może wynieść z tego coś na przyszłość.
                  • xvqqvx Re: Poszło za szybko moim zdaniem 23.06.06, 21:30
                    Z takim rozumieniem rozmowy się zgadzam, natomiast mam wrażenie, że dla
                    niektórych pań ta rozmowa to miał być wstęp do wybaczenia. :-)
                • m.4 Re: Poszło za szybko moim zdaniem 23.06.06, 16:09
                  do zdzichanr1
                  dzieki Ci za dobre rady ja jedak na rozmowe z nia sie nie zdecyduje. Chcialem
                  pogadac, chcialem jej umozliwic rozmowe.Skoro ona nie chciala zaprzeczajac
                  jakoby miala romans wszystko bylo dlamnie jasne.Moze i moja decyzja jest
                  pochopna.Minal juz prawie miesiac czuje sie z nia dobrze i nie zmienil bym
                  jej.Już nie.
                  • kawitator Re: Poszło za szybko moim zdaniem 23.06.06, 16:50
                    do M.
                    Nie wiem czy nadszedł już czas na takie rozważania, ale jeżeli chiałbyś mi
                    odpowiedziec na tak postawione pytanie
                    Powiedziałeś Chcialem pogadac, chcialem jej umozliwic rozmowe.Skoro ona nie
                    chciala zaprzeczajac jakoby miala romans wszystko bylo dlamnie jasne
                    Czy zastanawiałeś się nad tym co byś zrobił gdyby twoja można już powiedziec
                    była żona na twoje pytania odpowiedziała: Tak mam romans bo...... Czy twoja
                    reakcja byłay taka sama? Czy wtedy otrzymała by szansę na uratowanie waszego
                    związku. Czy ty postąpił byś wtedy inaczej? Czy może po przeczytaniu jej
                    korespondencji decyzję już podjąłeś a pytanie było tylko formalnością
                    ułatwiającą rozstanie ? Z jakim nastawieniem przystępowałeś do tej rozmowy ?
                    Chciałeś porozumienia lub zrozumienia czy też miała ona tylko postawic kropkę
                    nad i.
                    • annubis74 Re: Poszło za szybko moim zdaniem 23.06.06, 21:06
                      mnie sie wydaje, ze wszytskie decyzje zapadły jeszcze prze tą "rozmową",
                      chociaż nie jeszcze później były rozmowy w asyscie mamusi, tatusia i adwokata.
                      Z jednej strony wspólczuć należy facetowi, że zdradziła go żona - zdrada to
                      paskudna rzecz, wcale sie nie dziwie, że go to zabolało, ale z drugiej strony
                      to co facet pisze jest tak cholernie antypatyczne - myśle sobie, że albo jest
                      zupełnie pozbawiony uczuć bez jakiegokolwiek krytycznego spojrzenia na siebie,
                      albo zdawał sobie sprawe, ze ten związek sie wypalił i żona dała mu wspaniały
                      pretekst, albo jak ktoś napisał prawdziwy kryzys ma przed sobą.... albo facet
                      chce sie załapać na stanopwisko piszącego łzawe historie do brukowcó i ćwiczy
                      na tym forum - bo dla mnie ta historia mocno szeleści papierem.
                  • zdzichu-nr1 Re: Poszło za szybko moim zdaniem 24.06.06, 01:01
                    Ja myślę, że to co najbardziej Cię ubodło, to ton jakim o Tobie wyrażała się
                    żona w listach do kochanków. Ton, który Cię kompletnie znegował jako męskie
                    troki od kaleson "które i tak wybaczą bo kochają", i które służą do
                    dostarczania szmalu i zapewniania życiowego bezpieczeństwa. Tak było?

                    Musisz jednak wiedzieć, że kobiety mają swoje chimery, nastroje, czasem taki
                    ogólny "weltschmerz", a ponadto podobnie jak Panowie lubią czasem stroszyć
                    piórka przed facetami pozą "jaka to ja nie jestem" (zwłaszcza na tle
                    bezbarwnego Jego - męża, z którym nie jest tak jak byc powinno). Nie powinieneś
                    tych listów brać jako stuprocentowej prawdy objawionej, bo to tak jakby
                    wystawiac ludziom świadectwa moralności wyłącznie na podstawie stenogramów ich
                    rozmów towarzyskich po wypiciu pół litra na twarz. Chodzi mi o to, że Ona to
                    wszystko mówiła (pisała) W SYTUACJI SZCZEGÓLNEJ tzn. w sytuacji adorowania
                    innego faceta, którego chciała zafascynować swoją osobą (bo przeciez nie
                    chodziło jej wyłącznie o seks, jak mniemam). To, że nie chciała się na początku
                    przyznać jest ludzkie. Większość kobiet nie chce przyznać się do zdrady, no
                    chyba, że robi to demonstracyjnie w odwecie metodą "na kłucie oczu". Nie
                    wiedziała, że czytałeś listy, więc chciała przyznać się do jak najmniejszej
                    przewiny. Być może stopniowo wyjawiłaby Ci prawdę. Moim zdaniem, wykazałeś się
                    podejściem żołnierskim do tej sprawy, przypomina mi to film "Kroll" i inne
                    dokonania polskiej szkoły filmowej z Lindą i Kondratem, gdzie czarne to tylko
                    czarne, a białe to śnieżna biel. Tymczasem życie składa się z odcieni szarości.
                    Zdrada bardzo boli, jednak może też mieć czasem moc oczyszczającą. Wiem, że to
                    co teraz piszę, w aktualnej sytuacji jest dla Ciebie tekstem z Marsa, jednak za
                    pół roku być może przyznasz, że coś w tym jest. Oczywiście, wiadomo, że po
                    Twoich krokach ten związek jest już przeszłością na zawsze. Jednak ta refleksja
                    jest pożądana z uwagi na Twoją przyszłość. Tyle na razie. pozdrawiam
                    • xvqqvx Re: Poszło za szybko moim zdaniem 24.06.06, 01:31
                      Równie dobrze można przyjąć taką interpretację, że kochasiowi pisała prawdę o
                      tym, za kogo męża ma, a potem skomlała, bo te "troki" pokazały, że jednak mają
                      kły i pazury. :-)
                      Podobnież można podejść do tekstu po pół litra - może akurat wtedy powiedzą
                      prawdę. :-)
                      Natomiast "szarość" życiowa nie oznacza, że należy się męczyć w czymś, czego
                      się nie akceptuje, np. w kontynuacji małżeństwa ze zdradzającą żoną. :-)
            • m.4 Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 23.06.06, 16:04
              do lolobirigidy
              dziekuje Ci za cieple slowa, tomile ze wierzysz w to,że jeszcze jakas kobieta
              kiedyś skradnie mi serce.Nie ma takiej rzeczy ktora moja zona moglaby zrobic
              azebym cofnal swoja decyzje.Moja jeszcze zona nalezy juzdo mojej przezlosci.
              Dziekuje i pozdrawiam m.4
              • gagatek10 Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 24.06.06, 02:09
                mam pytanie- nie wiem czy o tym juz pisales, ale chyba nie- jak twoja zona
                zachowywała sie po tym jak sie przyznała? tzn przepraszała cie czy obwiniała?
                czym tlumaczyła zdradę? a druga rzecz to co tera Ci mowi jak juz Cie "dorwie"
                czekając na Ciebie po pracy? twierdzi ze juz nigdy tego nie zrobi etc? no i jak
                zareagowała na zarzut ze zaangazowała sie w tamten związek, ze to byl trwaly romans?
                • m.4 Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 24.06.06, 20:25
                  do kawitatora
                  naprawde chcialem z nia wtedy pogadac.Widze ze sugerujesz ze ja już byłem pewny
                  jak postapie......Pewne wydarzenia o ktorych nie pisalem dalymi pewnosc. Nikt
                  z was nie zapytal mnie o jedna rzecz. Odpowiedzial bym gdyby ktos zapytal.
                  Wyjechalem w delegacje wczwartek rano. Napisalem na forum ze nie było mnie dwie
                  noce. Oficjalnie tak było..... Wrocilem do miejsca zamieszkania poznym
                  wieczorem w piątek. Planowo miałem wrocic w sobote.Napisalem wam ze pomogl mi
                  przyjaciel. Nikt z was nie zapytal jakpomogl..... Obserwowal ja. Był jej czw-
                  owym i pt-owym cieniem. Dolaczylem do niego w piątek poznym wieczorem.
                  Siedzielismy nieopodal domu w pozyczonym samochodzie. Jak w filmiejakims.Miala
                  goscia ktory opuscil nasz dom nad ranem.W czwartek tez spedzila z nim wieczor.
                  Widzialem go z daleka. Jest sieczym chwalic????? Ciekawe czy na waszych ustach
                  pojawil sie usmiech gdy to czytacie. Przyprawiala mi rogi a ja siedzialem w
                  samochodzie. Moglem wejsc i miec pewnosc i dowod. Ktos moze powiedziec ze
                  ogladali znaczki w klaserach albo ze naprawial jej kran bo mnie nie było....
                  Nie moglem tam wejsc i zobaczyc jak to robili.Nie chcialem tego
                  widziec.....Wrocilem w sobote rano. Była zaskoczona gdyz myslala ze wroce około
                  poludnia. Poszla na zakupy a ja spakowalem walizke. Dlaczego nie napisalem na
                  forumo tym czego doswiadzylem tamtej nocy? Było mi........... wstyd.Wstyd
                  przyznac się do tego ze posunalemsie do sledzeniai szpiegostwa. Było mi wstyd
                  bo okazalo sie ze przyprawia mi rogi w naszym lożku. Tamten dzien byłpieklem.
                  Wtedy nie moglem wam o tym napisac ze wstydu. Teraz zalapalem już dystans do
                  tego.nie mnie jednemu przyprawiano rogi we wlasnym lozku. Sa takie baby co to
                  potrafia.......

                  „Czy zastanawiałeś się nad tym co byś zrobił gdyby twoja można już powiedziec
                  była żona na twoje pytania odpowiedziała: Tak mam romans bo...... Czy twoja
                  reakcja byłay taka sama? Czy wtedy otrzymała by szansę na uratowanie waszego
                  związku. Czy ty postąpił byś wtedy inaczej?”

                  Nie postapilbym inaczej a le wysluchal bym jej wtedy. Wysluchal bym dlaczego ma
                  ten romans, co jejdaje tamten facet.Wyobraz sobie ze widzisz faceta z ktrym
                  godzine temu twoja zona uprawiala seks........ czujesz zlosc i zal.nic wiecej.

                  „Czy może po przeczytaniu jej
                  korespondencji decyzję już podjąłeś a pytanie było tylko formalnością
                  ułatwiającą rozstanie ? „

                  nie potrafie odpowiedziec na te pytania. Musialem ja zapytac bo chcialem
                  wiedziec jak postapi. Oklamala mnie w 4oczy.To był koniecnaszego malzenstwa.

                  „Z jakim nastawieniem przystępowałeś do tej rozmowy ?”

                  wiedzialem ze zaniose jej te walizke do auta.Czulem ze ona się nie przyzna.....

                  „Chciałeś porozumienia lub zrozumienia czy też miała ona tylko postawic kropkę
                  nad i. „
                  gdyby się przyznala rozmawialibysmy dalej. Być może rozpakowal bym walizke.Nie
                  moglem kontynuowac rozmoy po klamstwe.

                  „facet chce sie załapać na stanopwisko piszącego łzawe historie do brukowcó i
                  ćwiczy
                  na tym forum - bo dla mnie ta historia mocno szeleści papierem. „

                  nie byłoby ich stac na mnie.poza tym robie za duzo bledow wiec zatrudniliby
                  kogos kto pisze bez bykow.

                  „Ja myślę, że to co najbardziej Cię ubodło, to ton jakim oTobie wyrażała się
                  żona w listach do kochanków. Ton, który Cię kompletnie znegował jako męskie
                  troki od kaleson "które i tak wybaczą bokochają", i które służą do
                  dostarczania szmalu i zapewniania życiowego bezpieczeństwa. Tak było?”

                  Przyznaje Ci racje. Tak było. Szczegolow korespondencji nie jestem w stanie
                  zdradzic..... sa podle.

                  ”mam pytanie- nie wiem czy o tym juz pisales, ale chyba nie- jak twoja zona
                  zachowywała sie po tym jak sie przyznała? tzn przepraszała cie czy obwiniała?”

                  Kiedy odczytywalem e-maile ryczala i prosila zebym przestal. No to przestalem i
                  zanioslem walizke.Powiedialem pare zdan i tyle. Chcialem rozmawiac szczerze a
                  ona nie miala na to odwagi albo potrzeby.

                  ”czym tlumaczyła zdradę? a druga rzecz to co tera Ci mowi jak juz Cie "dorwie"
                  czekając na Ciebie po pracy? twierdi ze juz nigdy tego nie zrobi etc? no i jak
                  zareagowała na zarzut ze zaangazowała sie w tamten związek, ze to byl trwaly
                  romans? ”

                  nie tlumaczyla zdrady,. Nie chce wiedziec. Jak mnie dorwala po pracy czy w
                  czasie lunchu to blagala o rozmowe,przepraszala i stawila naswoje wdzieki i
                  walory (biust). Uparty byłem. Nie zarzucilem jej ze to był zwiazek trwaly
                  romans ja to wywnioskowalem z listow.Nie rozmawialismy o tym bo ja nie miałem
                  takiejpotrzeby. Pare rzeczy usilowala powiedziec przychodzac do pracy ale były
                  to proby wymuszenia spotkania.Ostatnia szanse rozmowy stracila zaprzeczajac,=
                  klamiac w 4oczy.
                  m.4
                  • zdzichu-nr1 Re: Wątek się rozwija planowo :o))) 25.06.06, 00:02
                    No cóż, po takich przeżyciach jakie tu opisałeś, to ja nie mam więcej pytań i
                    wątpliwości. Rzeczywiście nie mogłes postąpić inaczej, bo żaden normalny facet
                    by tego nie wytrzymał.

                    Na marginesie, b. ci współczuję, że kolega był świadkiem tych upokarzających
                    scen. Mam nadzieję, że zachował to wyłącznie dla siebie. Trzymaj się i oby
                    dalsze życie oszczędziło Ci podobnego przeczołgiwania. Pozdrawiam
                  • kawitator do M.4 26.06.06, 10:02
                    do m4
                    Widze ze sugerujesz ze ja już byłem pewny jak postapie..

                    Starałem sie zadać pytania w subiektywnie obiektywny sposób. Nie ukrywam jednak ze odniosłem wrażenie, że rozmowa była z twojej strony tylko formalnością.

                    Nikt z was nie zapytal mnie o jedna rzecz.

                    I to właśnie cenię w tym forum ze pomimo znacznej przewagi kobiet oraz tysięcy chyba uczestników nikt nie robi tu magla. To ty przedstawiasz swoją sytuację i piszesz tyle ile chcesz i to co chcesz. Wypytywanie cie o szczegóły faktów o których nie chcesz mówić byłoby w moim odczuciu grubym nietaktem. Co potwierdzają według mnie te fragmenty Twej wypowiedzi

                    Dlaczego nie napisalem na forumo tym czego doswiadzylem tamtej nocy? Było mi........... wstyd.Wstyd
                    Teraz zalapalem już dystans do tego

                    Zauważ wszystkie pytania zawarte w tym wątku dotyczyły Ciebie Twoich uczuć emocji i przemyśleń
                    Zwróć uwagę, że po raz kolejny następuje taka sytuacja Twój mail przedstawiający nowe fakty przybliżając nam Twoja sytuację puentuje i zamyka cała dotychczasową dyskusję.

                    pierwszy mail- coś znalazłem nie jestem pewien Wywołał dyskusje o tym co powinieneś zrobić i jakie to może mieć dla ciebie konsekwencje

                    drugi mail – odkryłem zdradę wywaliłem babę
                    Spowodował jakby dwa tory dyskusji Część osób jak to zwykle bywa poczuła, że może znaleźć się się w Twojej sytuacji a część w sytuacji Twojej żony co spowodowało znamienną polaryzację postaw. Drugi tor dyskusji na temat czy to co zrobiłeś jest prawdopodobne psychologicznie czy nie jesteś trolem została ucięta i wyjaśniona Twoim trzecim postem
                    Jest zrozumiałe ze po nocy spędzonej pod własnym domem gdzie Twoja żona przyjmowała kochanka wpłynęła na ciebie w ten sposób ze spakowanie jej było raczej łagodną formą uzewnętrznienia przeżywanych przez Ciebie emocji.
                    Tutaj już nie ma co dyskutować. Twoja sytuacja jest klarowna jak tragedia grecka z zachowaną jednością czasu miejsca i bohaterów.

                    Mam jednak wrażenie, że ta próba rozmowy szczególnie, że nie wkroczyłeś aby złapać ja na gorącym uczynku była ostatnią z możliwych rzeczy które chciałeś zrobić aby ratować wasz związek lub przynajmniej dobre mniemanie o sobie i swojej już byłej żonie .
                    Błędem jedna wynikającym z olbrzymiej presji w jakiej się wtedy znajdowałeś było przekonanie, że nawet po przedstawieniu niezbitych dowodów wiarołomności żona tak nagle z marszu zacznie mówić prawdę. Odkrycie przez ciebie dowodów jej zdrady dla niej także stanowiło szok i jako kobieta uciekła w jedyny znany jej sposób czyli zaczęła płakać. Tak to bowiem zwykle bywa ze radosne motyle w brzuchu, emocjonujący seks, lub poprawianie ego faceta z chwila wykrycia zamieniają się w tragedię dla obu stron. Rozmowa jedna jest wam potrzebna. Jest potrzebna Tobie bardziej jak Twojej żonie. Może jeszcze nie teraz Może po rozwodzie. Może po pól roku lub po roku kiedy emocje opadną do bezpiecznego poziomu. Potrzebna jest Tobie albowiem tu sam siebie zacytuję : :-)))))
                    Aby zacząć budować coś od nowa trzeba zasypać i zaleczyć krwawiące rany. Jak tego nie zrobisz nie rozliczysz się z przeszłością nie zamkniesz jej nie zbudujesz czegoś nowego. Próba zamiecenia problemu pod dywan nic nie da Wrzody się rozcina.
                    • misssaigon Re: do M.4 26.06.06, 11:33
                      kawi - bohater naszego dramatu nie zadaje pytan, bo on juz zna odpowiedzi - tak
                      jakby je juz wczesniej sam napisal- sytuacja jest bowiem nader prosta - byl
                      dobry maz i zla zona, zla zona zdradzila , zostala przylapana, ukarana,
                      poniewaz nie przyznala sie do winy nie zostalo zastosowane nadzwyczajne
                      zlagodzenie kary czyli mozliwosci zabrania dwoch walizek zamiast jednej.

                      ale coz - metody sa rozne , jedni plombuja zepsuty zab - inni wola wyrwac..i na
                      marginesie - to czego brakuje mi w tej historii to głebiej zarysowanych
                      portretow psychologicznych glownych bohaterow
                      ponadto ciekawi mnie, dlaczego glowny bohater - pomimo braku watpliwosci co do
                      slusznosci swego postepowania postanowil cala te historie tu opisac - ku czemu?
                      ku przestrodze? czy po to aby odciac sie od tych "brudów", zostawic je w necie
                      wymazujac ze swego realnego zycia? czy takie wyparcie da mu spokoj? moze...
                      • xvqqvx Re: do M.4 26.06.06, 11:37
                        > jedni plombuja zepsuty zab - inni wola wyrwac
                        Wszystko zależy od stopnia zepsucia. Czasami plombowanie bardzo popsutego zęba i
                        tak kończy się wyrwaniem. :-)
                      • kawitator Re: do M.4 26.06.06, 12:24
                        sytuacja jest bowiem nader prosta - byl
                        > dobry maz i zla zona, zla zona zdradzila , zostala przylapana, ukarana,
                        > poniewaz nie przyznala sie do winy nie zostalo zastosowane nadzwyczajne
                        > zlagodzenie kary czyli mozliwosci zabrania dwoch walizek zamiast jednej.
                        Tak to zostało opisane przez M.4 Przyznaję . Sam zauważyłem, że w swej klarowności przypomina antyczna tragedię.
                        Ty razem tak to sie ułożyło. Sytuacji odwrotnych: dobra żona, wstrętny samiec walizki jest na kopy na różnych forach.

                        na marginesie - to czego brakuje mi w tej historii to głebiej zarysowanych
                        > portretow psychologicznych glownych bohaterow
                        > ponadto ciekawi mnie, dlaczego glowny bohater - pomimo braku watpliwosci co do
                        > slusznosci swego postepowania postanowil cala te historie tu opisac - ku czemu?
                        Niestety przypuszczam, że to nie powieść wiec zastrzeżenia literackie tutaj nie za bardzo pasują a wymaganie w tej chwili od strony pokrzywdzonej aby w sposób wyważony opisywała dobre i złe strony swojego partnera jest nieporozumieniem.
                        M.4 chyba nie ma wątpliwości co do słuszności swego postępowania. On nie zadaje na forum pytań co robić z tym pasztetem poza pierwszy postem. On informuje o swoich decyzjach nawet nie szukając akceptacji Dlaczego opisał ? Chyba dlatego żeby się wygadać, podobnie jak setki forumowiczów przed nim jak i mam nadzieje po nim.
                        Rozmowa nawet jak to jest taki bardziej monolog do lustra na sieci ma wielorakie aspekty terapeutyczne Według mnie niefachowca najważniejszym elementem przy pisaniu takich wypowiedzi jak pisał M4 jest konieczność zwerbalizowania swoich emocji. Pewnego rodzaju nazwania ich i oswojenia.
                        Jeżeli chodzi o moje wątpliwości psychologiczne to mam je inne. Nie wyobrażam sobie siebie siedzącego przed domem gdzie jest moja dziewczyna z kochankiem i spokojnie czekającego aby skończyli bzykanie i żeby facet sobie poszedł Znam siebie jak reaguję w ekstremalnych sytuacjach.
                        • m.4 Re: do M.4 26.06.06, 12:58
                          do Misssaigon

                          Dlaczego opisalem sprawe? Gdy zaczalem pisac 31 maja nie wiedzialem jeszcze czy
                          na pewno mnie zdradza..... nie miałem pewnosci, jedynie jednego e-maila.
                          Liczylem na to ze uzyskam pomoc radyjak poznac na 100 % prawde. Znam fora
                          gazety gdyz pisze na paru tematycznych.oczywiście pod innym loginem. Nie
                          pisalem mojej historiiku przestrodze.Gdybym wszystko dzisiaj opisal to tak by
                          towygladalo.Ja dzieki wam podejmowalem swoje decyzje.To był najgorszy miesiac
                          mojego zycia.Nie chce pisac w moralizatorskim tonie ale dzisiaj wiem ze dla
                          zdray nie ma wytulmaczenia. Dlaczego wybralem wasze forum?gdy wrzucilem slowo
                          zdrada w wyszukiwarke najwiecej watkow wyskoczylo tu, na psychologii forach
                          towarzyskich itp. Poczytalem wasze rady do innych osob i stwierdzilem ze
                          uzyskam pomoc.Jeszcze niedawno dalbym sobie reke uciac za uczciwosc mojej
                          zony!!!! Wnioski..... trzeba ograniczyc zaufanie......ufać możemy tylkosobie!!!

                          kawitator napisl
                          „Dlaczego opisał ? Chyba dlatego żeby się wygadać,
                          podobnie jak setki forumowiczów przed nim jak i mam nadzieje po nim.
                          Rozmowa nawet jak to jest taki bardziej monolog do lustra na sieci ma
                          wielorakie aspekty terapeutyczne Według mnie niefachowca
                          najważniejszym elementem przy pisaniu takich wypowiedzi jak pisał M4 jest
                          konieczność zwerbalizowania swoich emocji. Pewnego
                          rodzaju nazwania ich i oswojenia. „

                          Chcialem się wygadac, w pracy myslalem tylko o tym wiec uznalem ze pisane
                          pomoze. Piszac czulem się jakbym rozmawial z zyczliwymi osoami. Czytalem wasze
                          jak i swoje wypowiedzi po wiele razy. Pisanie jest jak terapia a na tym forum
                          jest wiele madrych osob i wszystkim wam jeszcze raz dziekuje!!!

                          xvqvx dlaczego upierasz sie przy rozmoie?Moze sie myle ale na dzien dzisiejszy
                          nie czuje potrzeby rozmowy i nie sadze zebym poczul ja po rozwodzie albo za 5
                          lat.
                          m.4

                          • kawitator Re: do M.4 26.06.06, 13:48
                            > xvqvx dlaczego upierasz sie przy rozmoie?Moze sie myle ale na dzien dzisiejszy
                            > nie czuje potrzeby rozmowy i nie sadze zebym poczul ja po rozwodzie albo za 5
                            > lat.
                            > m.4

                            To chyba było jednak do mnie a nie do XVQVX.
                            Powtórzyłem swoją myśl o konieczności rozmowy w dwóch postach bo uważam ze powinieneś się nad nią zastanowić. Rzeczywiście teraz nie odczuwasz takiej potrzeby. Życie jest jednak procesem i niesie różne niespodzianki. Widziałem już małżeństwa rozwodzące po znacznie gorszych przejściach, które jednak po latach dochodziły do wniosku ze są jednak sobie przeznaczeni. Nie twierdze oczywiście że to częste czy też tym bardziej, że to dotyczy Ciebie. Jesteś zraniony w swojej dumie jako facet, w swoim poczuciu sprawiedliwości jako człowiek Możesz to rozpamiętywać dowolnie długo ale prawdziwe zwycięstwo nada samym sobą co jest najtrudniejsze odniesiesz jeżeli będziesz potrafił zamknąć ten etap swojego życia. Jeżeli nie rozwiążesz, zrozumiesz a będziesz starał zagłaskać problem lub schować go pod dywanem to jest duża szansa ze pozostaniesz zgorzkniałym samotnym facetem nienawidzących kobiet. A tyle pięknych wartościowych i co dziwne samotnych dziewczyn chodzi po świecie
                            • petar2 Re: do M.4 26.06.06, 14:43
                              M.4 nie ma potrzeby rozmawiać. Jego pytanie "po co miałbym z nią rozmiawiać? O
                              czym?" jest retoryczne. Taka rozmowa mogłaby odsłonić prawdę o ich małżeństwie,
                              o rozminięciu, braku komunikacji i zrozumienia. Mogłoby się okazać, że wbrew
                              temu co pisze, były jakieś próby sygnalizowania ze strony żony tego, że nie
                              jest dobrze. Nie zawsze łatwo to wypowiedzieć wprost, komunikacja niewerbalna w
                              normalnej rozmowie zawiera większość komunikatów a co dopiero w sferze intymnej.

                              Lepiej więc nie wnikać w przeszłość, ich małżeństwo czy osobowości i potrzeby.
                              Wystarczy opisyw coraz szczegółowiej fakty ostatniego miesiąca, tylko to jest
                              istotne. Lepiej nie zaglądać w przeszłość zadowalająć się zapewnieniem, że M.4
                              dobrym mężem był i "Jeszcze niedawno dalbym sobie reke uciac za uczciwosc mojej
                              zony!!!" a cała historia z tego, że to zła kobieta była.
                              Ot, nie trafił w losowaniu, teraz mądrzejszy wpadnie w drugą skrajność - ufać
                              tylko sobie.

                              Tak jak pisze Kawi czy Miss to ucieczka, chowanie głowy przed konfrontacją,
                              niewygodną prawdą i zamknięciem tego związku. Może w następnym związku M.4
                              zabezpieczy się przed taką traumą tylko jakim kosztem? Nieufnością,
                              kontrolowaniem, relacjami na dystans, niechęcią do zakładania rodziny itd.
                              Skoro reakcje żony (nieprzyznanie się po pierwszym pytaniu, płacz, próby
                              kontaktu i rozmowy) były dla M.4 niezrozumiałe to chyba ta historia nie
                              zbliżyła go do poznania kobiet.
                              • kici10 Re: do M.4 27.06.06, 01:45
                                Sugerujesz Petar, że nie ma na świecie złych kobiet, ani mężczyzn? Cóż za
                                realistyczne podejście do życia? Same dobre, tylko zagubione owieczki chodzą po
                                tym padole. Wyrachowanie, pogarda. A co to takiego? Dlaczego bronicie ludziom
                                ponoszenia odpowiedzialności za swoje czyny? Z drugiej strony owa małżonka
                                chyba też dobrze zna m4. Zna jego słabe punkty. Tak więc, gdyby chciała wysilić
                                mózgownicę, znalazłaby sposób by porozmawiać z m4. Taki, by m4 chciał sam z nią
                                rozmawiać. Chyba, że też niezbyt dobrze go zna, lub nie chce jej się zbytnio
                                wysilać.
                                • xvqqvx Re: do M.4 27.06.06, 05:21
                                  > Chyba, że też niezbyt dobrze go zna, lub nie chce jej się zbytnio
                                  > wysilać.
                                  Raczej go kompletnie lekceważyła (te maile do kochasia) i zupełnie nie
                                  przewidziała sytuacji, że to ona będzie musiała zabiegać o rozmowę etc.,
                                  szczególnie w sytuacji, kiedy m.4 poznał jej zdanie o nim wyrażone w tychże
                                  mailach.:-)
                                  • dixia Re: do M.4 27.06.06, 07:51
                                    Ja się tak zastanawiam po co w kółko rozmawiamy o tym, że powinien z nią
                                    porozmawiać i dowiedzieć się czemu go zdradzała. Facet nie chce i już.
                                    Przyjmijmy to z dobrodziejstwem inwentarza. Bo możliwości dlaczego tak się stało
                                    jest od cholery. I pewnie żadna przedstawiona przez nas nie będzie prawdziwa...
                                    A osobiście mam wrażenie, że m.4 wie bardzo dobrze dlaczego jego żona puszczała
                                    się na boku...
                                    Dlaczego nie mówi o tym? Jego rzecz!!! ;o)))
                                    • m.4 Re: do M.4 04.07.06, 12:37
                                      do dixi

                                      nie wiem dlaczego puszczala sie na boku..... i nie chce wiedziec. Mozesz to
                                      sobie wyobrazic?Nie musze wiedziec!Jak pokazuje przykladpani betrayal kobiety
                                      zdradzaja i same nie wiedza czemu. Bo "czegos zabraklo". No to mojej tez pewnie
                                      czegos zabralo.Nie interesuje mnie co to bylo. Teraz moze tego szukac u
                                      innych.Mnie nicdo tego
                                      • dixia Re: do M.4 04.07.06, 12:45
                                        Ja Cie tam chłopie rozumiem! :o)))
                                        Bo to zła kobieta była ;o))))
                                • petar2 Re: do M.4 27.06.06, 08:25
                                  Sugeruję, że prawie nic nie wiemy o tej kobiecie. Nie wiemy jak wyglądało ich
                                  małżeństwo, czy były jakieś próby szczerych rozmów czy sygalizacja, że jedna
                                  strona jest rozczarowana. M.4 się nie zająknął o tym poprzestając na
                                  wyczerpującym opisie zdarzeń po znalezieniu mail'a. Zachowanie żony i to co
                                  było mailach trafnie wyjaśnił Zdzichu. Podzielam równeż zdziwienie bodajże
                                  Annubis, że nie dało się nic zauważyć przez 2 lata.

                                  Nigdy nie podważałem prawa M.4 do tego co zrobił ani nie kwestionowałem
                                  konsekwencji, które może ponieść zdradzająca. Dyskusja nie dotyczy tych
                                  elementarnych spraw, mimo uporczywości Xvqqvx w prawieniu wyświechtanych
                                  komunałów rodem z bajek dla dzieci, że prawda zawsze zwycięży a zło będzie
                                  ukarane.
                                  No chyba, że chcemy rozmawiać jak dzieci.

                                  Podmiotem dyskusji jest M.4 a nie jego żona i komentujemy opisane wydarzenia by
                                  mógł się zastanowić nad rozwiązaniem faktycznego problemu. A tym problemem jest
                                  nie tyle nagłe i przypadkowe odkrycie wiarołomności żony ale tkwienie w związku
                                  z kiepską komunikacją, wypalonymi uczuciami, życiem bardziej obok niż razem,
                                  niedostrzeganiem żony, jej życia, zainteresowań, potrzeb, zmian i generalnie
                                  niedostrzeganiem, że coś się święci.

                                  I nie chodzi o wybaczenie czy powrót do sytuacji sprzed ale o przyszłe relacje
                                  z bliską osobą.


                                  • dixia Re: do M.4 27.06.06, 08:31
                                    Ale czy co to napisałeć dowodzi tego iz m.4 koniecznie i teraz musi pójść do
                                    swojej żony i zapytać się: - słuchaj, czemu waliłaś mnie po rogach? wyjasniej mi
                                    to, proszę....
                                    Czy:
                                    a) to coś da?
                                    b) dowie się prawdy?
                                    c) rzeczywiście mu ta wiedza pomoże w najbliższym czasie?
                                    _______________
                                    Bo moim skromnym zdaniem - nic mu to nie da teraz. Jak juz oboje ochłoną, kurz
                                    opadnie i dym się rozwieje - to owszem, ale teraz?????
                                  • misssaigon ściema 27.06.06, 08:36
                                    petar..czy naprawde uwazasz ze wszyscy tu piszacy kieruja sie dobrem m4 i chca
                                    mu zapewnic lepsza przyszlosc poprzez nakierowanie go na rozmowe z zona w celu
                                    unikniecia tych samych bledow? ja tam uwazam ze po ludzku zwyczajnie lubimy sie
                                    babrac w brudzie szczegolnie w cudzym zyciu...zapewne gdyby m4 porozmawial z
                                    zona to by cos tu ciekawego i nowego skrobnal i znowu by bylo o czym
                                    deliberowac...
                                    moze jestem zbyt cyniczna i zblazowana ale nie przypisywalabym uczestnikom tej
                                    dyskusji zbyt idealistycznych intencji;_))
                                    • dixia Re: ściema 27.06.06, 08:45
                                      No masz rację... Co można wymyśleć ciekawego w taki upał przy gorącej kawie we
                                      wtorek skoro świt? ;o)))
                                      Przypominamy wszyscy gapiów zebranych obok torów i oglądających truchło
                                      rozjechanego człeka. Podziwiamy i dyskutujemy gdzie leżą płuca, gdzie wątroba,
                                      gdzie ręce i mózg... Czasem ktoś powie - a to ten co go Jadźka zdradza - więc
                                      pewnie skończył z sobą... Inny mówi - przecież pijany wlazł pod pociąg, nie
                                      czujecie? itd itp...


                                      ;o)))
                                    • petar2 Re: ściema 27.06.06, 09:02
                                      No fakt, trochę przegiąłem z intencjami. Chodzi nie tyle o dobro M.4 (a i ta
                                      historia wcale nie musi być prawdziwa) co o rozstrząsanie pewnej sytuacji
                                      życiowej. Może robimy to dla przyjemności babrania się w brudach i porażkach
                                      cudzego życia a może interesuje nas natura ludzka, pułapki psychologiczne itd.
                                      • dixia Re: ściema 27.06.06, 09:05
                                        Albo trzewia nieboszczyka....
                                      • kici10 Re: ściema 27.06.06, 10:42
                                        A może poprostu facet wystartował z tym tematem, bo nie miał z kim o tym
                                        pogadać. Nie jest to temat, który rzuca się na spotkaniu towarzyskim wśród
                                        znajomych, z prośbą o wyrażenie różnorakich opinii i punktów widzenia. Jeśli
                                        mówi, że te dyskusje pozwalały mu ustalić perspektywę, to pewnie tak jest.
                                        Człowiek po otrzymaniu takiej informacji czuje się jak walnięty obuchem w łeb.
                                        Nie potrafi jasno i racjonalnie myśleć. Tak więc z tej dyskusji wybierał sobie
                                        to co mu pasowało, z czym się zgadzał. Na postawie różnych przedstawionych
                                        punktów widzenia, wyrabiał sobie własny. Co w tym dziwnego. Przecież każdy z
                                        nas jest na tym forum po coś. Najczęściej nie radzi sobie z własnymi problemami
                                        i chce zobaczyć jak poradzili sobie inni. A że przy okazji prezentuje swoje
                                        własne refleksje, to co w tym złego? Może to komuś pomoże. może go natchnie
                                        jakąś dotychczas nie braną pod uwagę możliwością. Nie nazwałabym tego zwykłą
                                        chęcią babrania się w ludzkich brudach. To zbyt cyniczne uproszczenie. To
                                        raczej chęć poszerzania choryzontów. Wyjście poza obręb swojego zamkniętego
                                        wewnętrznego świata. Nie zawsze da sie prowadzić takie dyskusje w realu. Co nie
                                        znaczy, że nikt tego nie potrzebuje
                                        • dixia Re: ściema 27.06.06, 10:48
                                          Kici... Wszak ponoć tylko ćmy leca w stronę światła :o))) A ludzie? Częściej w
                                          odwrotną! Jak tylko ktoś ma zamiar coś przeskrobac to idzie z alpagą w krzaki a
                                          nie wali jej pod centralnie sklepem... :o)))
                                          Co do Twojego zdania iż m.4 chciał poznac opinie innych nie wystawiając się przy
                                          tym na widok publiczny (GIODO czuwa...) ;o))) to zgadzam się z Tobą! Poszukiwał
                                          wsparcia do swej decyzji i potwierdzenia, że zrobił dobrze!
                                          • misssaigon Re: ściema 27.06.06, 10:53
                                            m4 wiedzial co ma zrobic i to zrobil bez wsparcia i watpliwosci - przestawil
                                            sie na inny tryb i zaczal dzialac wg innego schematu....a co chcial uslyszec to
                                            uslyszal - chorek klakierow - "dobrze uczyniles ze babe pogonil bo to zla
                                            kobieta byla" i naprawde naprawde nic wiecej , jak dla mnie, sie pod tym nie
                                            kryje...
                                            • dixia Re: ściema 27.06.06, 10:55
                                              No to w końcu nie rozumiem... Wg Ciebie dobrze zrobił, że pogonił żonę czy źle?
                                              • misssaigon Re: ściema 27.06.06, 10:56
                                                wiesz ...po namysle dochodze do wniosku ze dobrze zrobil ...nie dlatego ze go
                                                zdradzala ale dlatego ze byla na to za glupia....
                                                • dixia Re: ściema 27.06.06, 10:58
                                                  Za głupia na zdradzanie? O rany... teraz to pojechałas po bandzie... Czyżby
                                                  zdrada była uzależniona od wysokiego IQ albo pokończonych szkół tudzież innych
                                                  kursów????
                                                  • misssaigon Re: ściema 27.06.06, 11:09
                                                    dixia, zdradzanie to nie ejst sport dla glupich..to trzeba umiec..najlepiej
                                                    przejsc szkolenie na tajnego agenta ;P
                                                  • dixia Re: ściema 27.06.06, 11:12
                                                    Raczej tajnego kretyna... Bo czasem bywa wielka wsypa... ;o))))
                                                  • misssaigon Re: ściema 27.06.06, 11:20
                                                    dixia - ryzyko zawsze jest, ale ten dreszczyk podniecenia....
                                                • kici10 Re: ściema 27.06.06, 11:13
                                                  Jak to jest, z jednej strony była za głupia na zdradzanie. Tzn. była zbyt
                                                  kiepską aktorką. A z drugiej pretensje do m4 jak mógł nie zauważyć wcześniej.
                                                  Prawda chyba leży po środku. Była średnią aktorką, wcale nie ostatnią. Zaś m4
                                                  miał bielmo na oczach.
                                                  • petar2 Re: ściema 27.06.06, 11:23
                                                    > Jak to jest, z jednej strony była za głupia na zdradzanie. Tzn. była zbyt
                                                    > kiepską aktorką. A z drugiej pretensje do m4 jak mógł nie zauważyć wcześniej.
                                                    > Prawda chyba leży po środku. Była średnią aktorką, wcale nie ostatnią. Zaś m4
                                                    > miał bielmo na oczach.

                                                    Oczywiście.
                                                    Miss, gdyby nie przypadkowa wpadka z pocztą, romans by się ciągnął a M.4 tak
                                                    jak do tej pory byłby święcie przekonany o jej uczciwości, to pewnie byłaby
                                                    mądrą i sprytną dziewczyną?
                                                  • dixia Słusznie mniemacie tow. Petar :o))) 27.06.06, 11:29
                                                    Może w takim razie podzielimy się tym w jaki sposób dochodziło do odkrycia
                                                    zdrady. Proponuje konkurs nieograniczony na najbardziej banalną wpadkę :o)))
                                                  • misssaigon zona 27.06.06, 12:50
                                                    dixia, zona m4 powinna brac pod uwage mozliwosc wpadki - ryzyko wklakulowane i
                                                    miec plan dzialania na taka okolicznosc a nie swiecic biustem przed m4 post
                                                    factum, widac ze kobitka glowa nie myslala...
                                                  • dixia Re: zona 27.06.06, 13:34
                                                    No tak... Słynny "plan B"...
                                                    Może miała - tylko nie myślała, że jej mąż znajdzie wszystkie informacje...
                                                    Wtedy najlepszy plan staje się niewiele wart....
                                                  • misssaigon do m4 27.06.06, 13:43
                                                    tak sobie pomyslalam ze nie pomyslales ze twoja zona nie przyznala sie do
                                                    romansu z jednego podstawowego powodu - a mianowicie nie wiedziala ile wiesz,
                                                    jesli by sie przyznala - musialaby sama udzielic wyczerujacych informacji na
                                                    zadawane pzrez ciebie pytania - nie przyznajac sie zmusila ciebie do odkrycia
                                                    kart....czyz nie bylo tak?
                                                  • xvqqvx Re: zona 27.06.06, 14:39
                                                    > widac ze kobitka glowa nie myslala
                                                    Gwoli ścisłości myślała, ale przyjęła idiotyczne założenie a priori, że m.4 i
                                                    tak jej wybaczy, a gdy to się nie sprawdziło, to wpadła w panikę i świeciła
                                                    biustem. :-)
                                                  • kici10 Re: zona 27.06.06, 18:02
                                                    Jasne, że miała plan B. Zakładał on, że m4 skuli ogon i wybaczy.
                                                  • xvqqvx Re: ściema 27.06.06, 14:36
                                                    Drogi Petarze drugi.

                                                    Głupotą z jej strony była nie wpadka z pocztą, ale założenie, że choćby i
                                                    wszystko się wydało, to m.4 i tak jej wybaczy.

                                                    A akurat życie uczy, że takie założenia czynić mogą tylko małe dzieci w stosunku
                                                    do swych rodziców.
                                                • xvqqvx Re: ściema 27.06.06, 14:33
                                                  > byla na to za glupia
                                                  I właśnie o to mi chodziło, kiedy pisałem o nagrodzie Darwina.:-)
                                        • annubis74 Re: ściema 27.06.06, 17:15
                                          > A może poprostu facet wystartował z tym tematem, bo nie miał z kim o tym
                                          > pogadać. Nie jest to temat, który rzuca się na spotkaniu towarzyskim wśród
                                          > znajomych, z prośbą o wyrażenie różnorakich opinii i punktów widzenia.


                                          Przecież wczesniej wciagnął w to kumpla detektywa-amatora co to z nim prowadził
                                          obserwacje, no Rutkowski normalnie... znając ludzką dyskrecję to cały krąg
                                          bliższych i dalszych znajomych już wie o tle rozstania
                                      • misssaigon Re: ściema 27.06.06, 10:55
                                        ekhem...skoro mamy takie zainteresowania to moze zalozmy kólko
                                        psychologiczne??? bo nie wierze ze spotykaja sie tu sami wielbiciele tego
                                        kierunku
                                        • misssaigon Re: ściema 27.06.06, 10:55
                                          to ponizej bylko do petara - jakby co;-))
                                        • dixia Re: ściema 27.06.06, 11:00
                                          Proponuje założyć wątek w waleniach pt: Kółko psychologiczne dla zblazowanych
                                          forumowiczów :o)))
                                  • xvqqvx Re: do M.4 27.06.06, 14:28
                                    Drogi Petarze drugi.

                                    Zacznijmy od owych "komunałów". Bądź łaskaw wskazać, gdzie ja je non stop
                                    powtarzam. Może Ty wiesz lepiej ode mnie, co powiedziałem.
                                    Zgadzam się, że powtarzam tekst, że żona m.4 go zlekceważyła (przede wszystkim w
                                    ocenie tego, że jej wybaczy) i na tym polega jej głupota, że nie uwzględniła
                                    tego, że może zareagować inaczej.
                                    Po drugie decydując się na zdradę powinna była przewidzieć, że może kiedyś
                                    zostać to odkryte. Widzisz dobry przestępca przewiduje, że może wpaść i szykuje
                                    sobie alibi. Zły myśli, że mu się zawsze uda, więc po co bawić się w alibi. A
                                    owa kobieta poszła o krok dalej i założyła, m4. jej i tak wszystko wybaczy.
                                    A sam twierdzisz, że życie to nie bajka, a tylko dzieci zakładają, że rodzice i
                                    tak wszystko wybaczą, jak coś zbroją.
                                    Zgadzam się i twierdziłem od początku, że ów związek był związkiem dwojga ludzi
                                    żyjących obok siebie.
                                    Tyle tylko, że oboje rozwiązali wszystko na swój sposób - żona znalazła
                                    kochasiów, m.4 wmawiał sobie (i uwierzył), że wszystko jest OK.
                                    • xvqqvx A w ogóle to "bawi" mnie "tragedia" żony m.4. :-) 27.06.06, 17:21
                                      Już widzę drogi Petarze drugi, jak ci skacze ciśnienie i zaraz zapałasz
                                      świętym oburzeniem na mnie, który ośmielił się gardzić bidulką. :-)
                                      Jednakże przyznam się szczerze, że "bawi" mnie tragedia osoby opisanej przez
                                      m.4 (kwestią domysłów pozostaje na ile jest to opis prawdziwy) i czuję do niej
                                      "pogardę", ale nie dlatego, że zdradzała m.4, ani nie dlatego, że "zło zostało
                                      ukarane", ale dlatego, że ma ona 3 z cech, których nie cierpię.

                                      1. Głupotę - ponieważ zdradzając m.4 nie zatroszczyła się nawet o minimalne
                                      środki ostrożności, aż prawdopodobnie dostrzegł to nawet jej kochaś (IMHO te
                                      maile o "wybaczaniu" wyglądały tak, że on się pytał, czy mąż jednak tego nie
                                      zauważy, a ona na to, że to i tak nie ma znaczenia, bo wszystko jej wybaczy).
                                      Czyż np. archiwizowanie maili na CD, DVD, penie czy nawet dyskietce to taka
                                      czarna magia?
                                      Niestety dla niej w życiu mają dobrze zazwyczaj 2 kategorie ludzi - osoby w
                                      100% uczciwe i osoby na tyle sprytne, żeby nie dać się złapać, a przynajmniej
                                      zapewnić sobie alibi, a ona nie zalicza się do żadnej z tych 2 kategorii.:-)

                                      2. Skrajną niedojrzałość - tylko małe rozpieszczone dziecko może uważać, że
                                      wszystko zawsze zostanie mu wybaczone, jak trochę popłacze i powie
                                      "Pseprasam!". Dorosły człowiek powinien albo nie wyrządzać zła, albo nie dać
                                      się złapać.
                                      A żona m.4 tak myślała o m.4, jak 10-latek wychowywany bezstresowo myśli o
                                      swoich rodzicach.:-)

                                      3. Brak godności - jest takie piękne przysłowie: "Szanuj siebie, aby inni cię
                                      szanowali.". Żona m.4 powinna zatem nie skamleć i świecić biustem, a tylko
                                      zachować odrobinę godności - m.4 wtedy nie pisałby o niej z taką pogardą.:-)

                                      A w ogóle to ta cała sprawa dla żony m.4, przyniesie dobro, ponieważ może:
                                      - zmądrzeje i nie będzie tak głupio postępowała (ale albo nie zdradzała, albo
                                      zdradzała sprytnie);
                                      - przestanie liczyć na cudzą wielkoduszność;
                                      - zacznie odrobinę siebie szanować.
                                      • petar2 Re: A w ogóle to "bawi" mnie "tragedia" żony m.4. 28.06.06, 08:43
                                        1. Archiwizowanie maili owszem, tylko kto ze zwykłych użytkowników to robi?
                                        Kogo, szczególnie wśród kobiet, interesuje archiwizacja, szyfrowanie itd? I
                                        gdzieś trzeba te archiwa trzymać, a to ryzyko znalezienia i wpadki. Mądrujesz
                                        się po faktach a spróbuj sobie wyobrazić jak to było. Raczej mało kto, a
                                        najmniej mężatki, planuje taką przygodę jako wielomiesięczny czy wieloletni
                                        romans. Prawdopodobnie żona to kobieta potrzebująca potwierdzenia uczuć
                                        słowami, romantycznym nastrojem, ekscytacją wyznań. Znudzona mało uczuciowym
                                        małżonkiem (a na takiego wygląda M.4), kiepsko rozumiejącym potrzeby kobiet w
                                        tej sferze skorzystała z nadarzającej się okazji bądź sama ją sprowokowała. A
                                        potem wypadki się potoczyły. Dawka przyjemności czy rozkoszy płynaca z
                                        zauroczenia czy zakochania jest duża, działa jak narkotyk, uzależnia. Z kolei
                                        pierwsze obawy, że się wyda zostają stłumione bo okazuje się, że mąż niczego
                                        się nie domyśla, wszystko gra. To tak jak początkujący alkoholik, tylko 1 drink
                                        więcej wieczorem, codziennie a nie 2 razy na tydzień, 2 lampki koniaku w pracy,
                                        piwo po obiedzie, wszystko gra, wszystko pod kontrolą.
                                        Bezpieczeństwo danych na pececie czy w sieci jest złudne, ale mało kto zdaje
                                        sobie z tego sprawę. Hasło niby gwarantuje, że nikt nie ma dostępu. A maili nie
                                        kasowała bo zapewne wracała do nich z przyjemnością.

                                        Więc to bardziej niefrasobliwość niż głupota, a jeśli głupota, to wynikająca z
                                        motyli w brzuchu. Piszesz, że "nie zatroszczyła się nawet o minimalne środki
                                        ostrożności". Otóż zadbała, przez co najmniej 2 lata mężowi nawet nie przyszło
                                        do głowy że coś na rzeczy. Nie była ani w 100% uczciwa ani wystarczająco
                                        sprytna.

                                        2. Jeśli chodzi o tekst, że mąż jej wybaczy to Zdzichu to wytłumaczył z dużym
                                        prawdopodobieństwem. Zaangażowała się drugi związek, chciała uspokoić kochanka.
                                        Poza tym wiele rzeczy się pisze w uniesieniu, szczególnie jak się ma
                                        romantyczne inklinacje.
                                        Inna sprawa to to, że sprawa wybuchła w dość nietypowy sposób. Mąż dotarł do
                                        historii 2 romansów, trudno się bronić. Z reguły są mniej oczywiste zdarzenia,
                                        jakiś sms, spotkanie z koleżanką o którym ona nic nie wie, czy nawet nakrycie w
                                        sypialni. To łatwiejsze do obrony, można dowodzić że nic nie było albo
                                        jednorazowy wyskok.

                                        3. Skamlenie czy świecenie biustem to subiektywne stwierdzenie M.4, który nie
                                        szukał pozytywów u żony i od obiektywizmu dzieliły go lata świetlne.
                                        Być może żona nie wiązała większych nadziei ze swoim małżeństwem, niemniej
                                        takie dramatyczne rozwiązanie z oczywistą winą po jej stronie jest druzgocące.
                                        Naturalnym odruchem jest próba "minimalizacji strat", a bardziej normalnym
                                        językiem, próba rozmowy, wyjaśnienia, wybadania faktycznego nastawienia M.4 a
                                        może uratowania związku. Działając pod wpływem dużych emocji i mając wiele do
                                        stracenia, można zdobyć się na wiele.

                                        Naprawdę tego nie rozumiesz?
                                        Nie próbowałeś nawet na chwilę postawić się w jej sytuacji?
                                        Nie zauważyłeś, że podmiotem wątku jest M.4 a nie jego żona o której prawie nic
                                        nie wiemy, która nie ma szans przedstawienia swojej wersji czy obrony.
                                        Po prostu kopiesz leżącego, w dodatku kobietę i sprawia Ci to nieukrywaną
                                        satysfakcję.
                                        Może chcesz o tym porozmawiać?

                                        I nie pisz po raz 50-ty o tym, że sama sobie winna, że najpierw ona pogardziła
                                        to czemu M.4 nie mógł itd bo to właśnie te komunały. Nikt nie kwestionuje, że
                                        zrobiła źle.

                                        Xvqqvx, podchodzisz do sprawy z czysto męskiego, mało refleksyjnego punktu
                                        widzenia. Z paru faktów i prostej logiki wysnuwasz mało wyszukane wnioski
                                        pomijając całą sferę emocjonalną, motywy, dotchczasowe relacje w małżeństwie i
                                        ich osobowości. Możesz tak robić, Twoje prawo, tylko nie uważasz, że takie
                                        zachowanie ma cechy które przypisujesz żonie, tzn jest niemądre, niedojrzałe i
                                        niegodne?
                                        • dixia A mnie bawi Wasza dyskusja.... 28.06.06, 09:00
                                          Rozwodzisz się Petarze w obronie kobiety. Próbujesz ją wytłumaczyć... Tylko co
                                          to da? Sądzisz, że przekonasz m.4 do tego by ją teraz wysłuchał? Albo Xvqqvx do
                                          tego by zmienił zdanie o kobiecie? W moim odczuciu próżny Twój trud...
                                          Bo czym tu się podniecać? Facet sie wnerwił bo odkrył, że jego żona się puszcza
                                          na boku. Postapił jak postąpił. A tu chór "obrońców" kobiety. Biednej,
                                          pokrzywdzonej i napewno zmuszonej szukać wrażeń u kochanków...
                                          Wszyscy wiemy, że m.4 nie opisał całej sytuacji. Nawet swoją część podał w
                                          zarysie. Ale po co szukać tu drugiego dna? Zwykle odpowiedź jest dużo prostsza...
                                          _____________________________________________
                                          Ale z drugiej strony rozwój tego wątku jest ciekawy... Niebawem bedzie lepszy od
                                          "tygrysów"... ;o)))
                                          • petar2 Re: A mnie bawi Wasza dyskusja.... 28.06.06, 09:28
                                            Dixia, po raz kolejny, gdy jesteś znudzony jakimś wątkiem (a z niezrozumiałych
                                            dla mnie przyczyn jesteś zobligowany do czytania go i pisania) dajesz temu
                                            wyraz kwestionowaniem sensu dzielenia włosa na czworo i dość dziwacznego dla
                                            wszelkich dyskusji argumentu "bo i tak nikt nikogo nie przekona".
                                            W dyskusji nie jest najważniejsze przekonanie drugiej strony.

                                            O motywach brania udziału w takich dyskusjach już rozmawialiśmy, ale spróbuję
                                            usystematyzować:
                                            1. przyjemność babrania się w czyichś brudach
                                            2. znudzenie
                                            3. popisywanie się elokwencją
                                            4. wyrażenie swoich emocji wywołanych opisywaną sytuacją i dyskusją
                                            5. rzucenie szerszego światła na sprawę, spojrzenie z innej perspektywy
                                            6. podzielenie się doświadczeniem lub wiedzą, udzielenie rady
                                            7. szersza dyskusja dotycząca relacji i problemów w związkach.

                                            O ile "klakierzy" M.4 ograniczają się do pkt 4, czasem 6 to "obrońcy" żony
                                            bardziej 5 i 6.

                                            Żona ani biedna, ani pokrzywdzona, ani zmuszona. Raczej zagubiona.
                                            Pamietaj, że na decyzje człowieka wpływają rózne czynniki, nie tylko moralność,
                                            zobowiązania, rozsądek czy logika. Targają nami różne potrzeby, pragnienia i
                                            dlatego lepiej unikać prostych ocen i odpowiedzi.
                                            • annubis74 Re: A mnie bawi Wasza dyskusja.... 28.06.06, 17:13
                                              petar2 - mądry z Ciebie facet
                                          • neila3 Re: A mnie bawi Wasza dyskusja.... 28.06.06, 09:31
                                            "Ale po co szukać tu drugiego dna? Zwykle odpowiedź jest dużo prostsza."

                                            Jednak raczej nie, Dixia. Ich małżeńskie życie to już drugie dno, a kto wie,
                                            jakie są kolejne (ukształtowanie przez dom rodzinny, profile charakterologiczne,
                                            traumy, systemy wartości).
                                            Uważasz, że to się kwalifikuje do tzw. "prostych odpowiedzi"?

                                            Pytasz Petara, co to da, że staje w obronie kobiety, że się rozwodzi nad
                                            sytuacją. Ty też się rozwodzisz nad tematem, próbując go mocno "obciąć". Zatem,
                                            dlaczego o to pytasz? Czyżby tylko dlatego podważasz sens jego wypowiadania się,
                                            że zajmuje inne zdanie niż Ty?

                                            • dixia Re: A mnie bawi Wasza dyskusja.... 28.06.06, 09:54
                                              Raczej nie? No cóż... Mam dość matematyczny punkt widzenia na ogół spraw. Staram
                                              się znajdywać maksymalne uproszczenia. A w tym przypadku m.4 chyba nie chodziło
                                              o zbudowanie portretu psychologicznego jego żony. Nie pytał o zrozumienie jej
                                              motywów, dlaczego zdradziła i co legło u podstaw jej decyzji!!! Także cała
                                              dyskusja w tej materii jest zupełnie poboczna...
                                              _________________________
                                              Zdaję sobie sprawę, że życie bywa czasem bardziej skomplikowane niz to się MI
                                              wydaje! ;o))) Ale niestety wiem z własnego doświadczenia, iż:
                                              "Cierpi człowiek bo sam sobie służy za kata.
                                              Sam sobie robi koło i sam się w nie wplata." A.Mickiewicz
                                              Dlatego właśnie w pełni popieram decyzję m.4, który niczym Aleksander - jednym
                                              zamachem przeciął to koło niczym węzeł gordyjski!
                                              Czasem po prostu trzeba wyjść i trzasnąć drzwiami...
                                              • neila3 Re: A mnie bawi Wasza dyskusja.... 28.06.06, 11:13
                                                "Staram się znajdywać maksymalne uproszczenia"
                                                To już coś wiemy. Mnie uproszczenia, zwłaszcza maksymalne, naprawdę nie interesują.

                                                "A w tym przypadku m.4 chyba nie chodziło o zbudowanie portretu psychologicznego
                                                jego żony. Nie pytał o zrozumienie jej motywów, dlaczego zdradziła i co legło u
                                                podstaw jej decyzji!!!"
                                                A powinien. Bo to zasadnicze w tej sprawie.

                                                "Zdaję sobie sprawę, że życie bywa czasem bardziej skomplikowane niz to się MI
                                                wydaje! ;o)))"
                                                Zdajesz sobie sprawę, ale jednocześnie interesują Cię maksymalne uproszczenia.
                                                Czy uważasz, że maksymalne uproszczenia są najlepsze dla wyjaśniania
                                                skomplikowanych spraw?

                                                "'Cierpi człowiek bo sam sobie służy za kata.
                                                Sam sobie robi koło i sam się w nie wplata.' " A.Mickiewicz
                                                Pojedynczy człowiek moze stanowić sytuację, ale jakże to słaba sytuacja.
                                                Małżeństwo zaś to dwoje ludzi.

                                                "Czasem po prostu trzeba wyjść i trzasnąć drzwiami...".
                                                Nie trzeba. Najwyżej: można. To nie jedyne wyjście. Choćby dlatego, że może być
                                                szkoda...drzwi.




                                                • dixia Re: A mnie bawi Wasza dyskusja.... 28.06.06, 11:37
                                                  > To już coś wiemy. Mnie uproszczenia, zwłaszcza maksymalne, naprawdę nie
                                                  interesują.
                                                  - Twoje prawo. Podobnie jak moje do trwania przy swoim stanowisku. Podobnie jak
                                                  m.4 do tego by załatwic sprawę w ten a nie inny sposób...
                                                  ______________________
                                                  > A powinien. Bo to zasadnicze w tej sprawie.
                                                  - Ale nie chciał - więc tego nie zrobił! Jest dorosły i wybrał takie a nie inne
                                                  wyjście!!!
                                                  ______________________
                                                  > Czy uważasz, że maksymalne uproszczenia są najlepsze dla wyjaśniania
                                                  skomplikowanych spraw?
                                                  - Bo tak naprawdę my widzimy sprawy w skomplikowany sposób. W normalnym, zwykłym
                                                  i szarym życiu intrygi są zawikłane tylko do dwóch niewiadomych ;o)))
                                                  ______________________
                                                  > Pojedynczy człowiek moze stanowić sytuację, ale jakże to słaba sytuacja.
                                                  Małżeństwo zaś to dwoje ludzi.
                                                  Ale zdrada w małżeństwie to akcja jednostronna. Podobnie jak jednostronna jest
                                                  ocena osoby zdradzonej!!
                                                  _____________________
                                                  > Nie trzeba. Najwyżej: można. To nie jedyne wyjście. Choćby dlatego, że może
                                                  być szkoda...drzwi.
                                                  Hmmm... A tu wchodzimy w indywidualne oceny rzeczywistości. W moim życiu akurat
                                                  zdarzyło się tak, że ilekroć "trzasnąłem drzwiami" - wychodziło to na dobre i
                                                  NIEGDY tego nie żałowałem!!! A wręcz przeciwnie... ;o)))
                                                  ______________________
                                                  I co teraz? Nadal będziemy dyskutować w wątkach pobocznych, prezentując swoje
                                                  zdania i odwołując się do własnego życia bądź do ulubionych bohaterów
                                                  literackich? Od Wertera po Wolulskiego... Brakuje tylko odwołania się do
                                                  aktualnej sytuacji Czesi z Klanu.... ;o)))
                                                  Mam nieodparte wrażenie, że dyskusja staje się jałowa... I coraz bardziej nie na
                                                  temat, który wyczerpany został w okolicach 50 odpowiedzi wraz z "amen" Kawitatora...
                                                  • misssaigon ale o co i komu chodzi? 28.06.06, 11:52
                                                    jw
                                                  • neila3 Re: A mnie bawi Wasza dyskusja.... 28.06.06, 13:45
                                                    Owszem, Dixia, protokołu rozbieżności spisać nigdy nie zaszkodzi, gorzej, jak
                                                    ktoś chce ordynaryjnie ( by nie rzec- ordynarnie) kończyć rozmowę na swoich
                                                    warunkach. Jak Ty lub Kawitator nie macie nic więcej do powiedzenia poza amen,
                                                    bardzo proszę, kończcie, ale reszty Wasze amen nie dotyczy, skoro się
                                                    wypowiadają ( już Ci Petar o tym pisał, ale Ty go zlekceważyłeś). Ja w rozmowę
                                                    wierzę, wiecej- sądzę, że jak nie starcza rozmowy, pojawia się w jej miejsce
                                                    wiele złych rzeczy.

                                                    Dalej: jeżeli ktoś nie odróżnia poziomu prezentacji Wokulskiego od Czesi z Klanu
                                                    i ekstrapoluje to na życie, to mnie wiele w jego podejściu nie zdziwi. Czarne-
                                                    białe w życiu się rzadko sprawdza – chyba tylko rzeczywiście u Czesi, tak jak
                                                    jasne określenie, kto w małżeństwo zrobił komu kuku i kto kogo i w czym zdradził.
                                                  • dixia dixia - profan artystyczno kulturowy... :o)) 28.06.06, 14:31
                                                    :o))))
                                                    Widać Twoja percepcja moich postów jest mocno zaburzona przez własne
                                                    doświadczenia życiowe... Ale cóż - to mnie akurat nie dziwi ;o)))
                                                    A poziom prezentacji? Cóż - wszystko zależy bardziej od poziomu samego przekazu.
                                                    Co z tego, że od wielu lat jesteśmy zmuszani do czytania czegoś co coraz mniej
                                                    jest dla nas zrozumiałe? Owszem poszerza to nasze horyzonty ale jak widać nie
                                                    przekłada się na czyny. Jakoś nie widzę bezpośredniego wpływu (a zatem i
                                                    przydatności w życiu codziennym) znajomości starożytnej greki w zawodzie kierowcy...
                                                    A może jednak się przekłada? Czyż nie łacniej być egzaltowanym romantykiem i
                                                    przeżywać po raz kolejny wspaniałą prozę albo wiersz? Siedzieć w blasku księżyca
                                                    i rozmyślać?


                                                    _____________________________
                                                    No to ja wlezę w swoją skorupę. Zamykając mój udział w tym wątku. Profan - niech
                                                    wraca do swojej fizycznej pracy - dając pole manewru dla spełnionych i
                                                    spragnionych romantyzmu z sentymentalną nutą... ;o)))
                                                  • petar2 Re: dixia - profan artystyczno kulturowy... :o)) 28.06.06, 14:45
                                                    Oj przerost formy nad treścią Dixia ...
                                                    więcej, "czysta forma baco"
                                                  • neila3 Re: dixia - profan artystyczno kulturowy... :o)) 28.06.06, 14:58
                                                    Ło matko, Dixia, toć to Ty przywołałeś Czesię z Klanu, nie ja, zjeżdżając
                                                    okrutnie w stronę magla. Czyżbym odkryła jakiś niebezpieczny mechanizm (
                                                    zjeżdżania)?
                                                    Kierowcą zawodowym nie jestem, więc nie wiem, czy znajomość starożytnej
                                                    literatury przydaje mu się, czy nie, ale mniemać mogę, że na pewno nie
                                                    zaszkodzi. Ktoś radził, by uczyć się na cudzych błędach, ale to pewnie jakiś
                                                    romantyczny ( czyli głupi, ergo porąbany, ergo nieuczciwy, skłonny do zdrad,
                                                    itd.) poeta- gadulec czyli, nic wartościowego, który nie dość, ze za dużo czytał
                                                    i pisał, to jeszcze szedł własną drogą.

                                                    A ja dziś siądę z mężem przy winie i będę rozmawiała, ot co…Między innymi,
                                                    Dixia, o tym, że jakiś czas temu sama nie uwierzyłabym, że to, co się nam
                                                    przytrafiło, jest możliwe.
                                                  • dixia Re: dixia - profan artystyczno kulturowy... :o)) 28.06.06, 15:08
                                                    Jakiego znów magla????? A może jestem z czymś nie na bieżąco...
                                                    ________________________________
                                                    Ja dzis niestety nie siądę i nie będę pił wina... Będę pisał ciekawy raport nt.
                                                    inwestycji... siorbiąc piwo... drapiąc się po owłosionym torsie...
                                                    Po czym wstanę, wyjdę i podleję trawnik. Pospaceruje z kundlami i wreszcie
                                                    położę sie w swoim barłogu uprzednio dłubiąc w zębach nożem miast wykałaczką...

                                                    ;o)))
                                                  • misssaigon Re: dixia - profan artystyczno kulturowy... :o)) 28.06.06, 15:16
                                                    dixia - bo watek jest jak z magla - " a slyszala pani o tym spod siodemki co go
                                                    zona zdradza, taki jeden wieczorami do niej przyjezdza"...to i dyskusja schodzi
                                                    do oficyny
                                                  • dixia Re: dixia - profan artystyczno kulturowy... :o)) 28.06.06, 15:22
                                                    Alez czy ja nie pisałem, że nie jestem romantykiem - stąd takie informacje
                                                    "magielne" sa mi po prostu nieznane...
                                                    W przeciwieństwie do sentymentalnych forumowiczów... ;o)))
                                                • kici10 Re: A mnie bawi Wasza dyskusja.... 28.06.06, 17:03
                                                  Neila, czy nie możesz zrozumieć, że m4 już tej kobiety nie chce. Nie, bo nie.
                                                  Inny może by jeszcze chciał, ale on już nie. Prawdopodobnie jawi mu się nie
                                                  jako madonna, ale jako dziwka. I takie jego prawo i wolność wyboru. Czy to się
                                                  komuś podoba, czy nie.
                                                  • neila3 Re: A mnie bawi Wasza dyskusja.... 28.06.06, 17:49
                                                    "czy nie możesz zrozumieć, że m4 już tej kobiety nie chce"
                                                    Ależ , rozumim. Ino mam zdanie w tej sparwie. Odrębne.
                                                • annubis74 Re: A mnie bawi Wasza dyskusja.... 28.06.06, 17:20
                                                  > "A w tym przypadku m.4 chyba nie chodziło o zbudowanie portretu
                                                  psychologiczneg
                                                  > o
                                                  > jego żony. Nie pytał o zrozumienie jej motywów, dlaczego zdradziła i co legło
                                                  u
                                                  > podstaw jej decyzji!!!"
                                                  > A powinien. Bo to zasadnicze w tej sprawie

                                                  problem polega na tym, że on chyba nie zna dobrze swoje żony - to że mieszkali
                                                  pod jednym dachem to jeszcze nie oznacza że ją znał choć trochę.
                                                  • xvqqvx Re: A mnie bawi Wasza dyskusja.... 28.06.06, 18:12
                                                    > problem polega na tym, że on chyba nie zna dobrze swoje żony - to że
                                                    mieszkali
                                                    > pod jednym dachem to jeszcze nie oznacza że ją znał choć trochę.
                                                    Zgadzam się, ale z zastrzeżeniem, że tak naprawdę oboje siebie nie znali.:-)
                                                    Exemplum to ten "biust na wierzchu" - zauważ, że m.4 od początku uważał ten
                                                    strój za "niestosowny" (post, kiedy przy rodzicach przyszła "stosownie
                                                    ubrana"), a po 6 latach małżeństwa większość żon raczej wie, jakie ich stroje
                                                    mężowie lubią, a jakich nie.:-)
                                              • onka75 Re: A mnie bawi Wasza dyskusja.... 28.06.06, 12:57
                                                Świetna sentencja! I jaka życiowa, choć stara. :)
                                                I faktycznie - czasem trzeba wyjść. Wyjść i nigdy nie wracać. I nie analizować,
                                                nie wracać do tego, nie płakać i nie żałować. Poza tym krótkie cięcia mniej
                                                bolą. :)
                                        • xvqqvx Re: A w ogóle to "bawi" mnie "tragedia" żony m.4. 28.06.06, 09:32
                                          Drogi Petarze drugi.
                                          Nie do końca zrozumiałeś moje intencje. :-)
                                          Ja tu nie oceniam, kto miał rację, w jakim stopniu m.4 przyczynił się do zdrady
                                          żony.

                                          Ja właśnie postanowiłem wczuć się w rolę owej żony i zobaczyć, co z jej punktu
                                          widzenia jest najkorzystniejsze w danej sytuacji. A najkorzystniejsze było
                                          utrzymanie tego układu albo przsynajmniej minimalizacja skutków ewentealnego
                                          rozpadu etc.
                                          Osoba opisana w mailach przez m.4 (poprzednie zastrzeżenie poczyniłem w
                                          poprzednim poście) zaś zrobiła wszystko, żeby m.4 ułatwić zadanie i temu nie
                                          zaprzeczysz. :-)

                                          Teksty o zakochaniu, motylkach etc. nie w pełni odpowiadają sytuacji, ponieważ
                                          nie jest to jedyna osoba zdradzająca i jakoś inne lepiej się pilnują, żeby nie
                                          wpaść, a ona nie, więc... :-)
                                          Albo starają się zminimalizować skutki. To, że przez 2 lata się udawało to żaden
                                          argument, ponieważ większość laureatów Nagród i Wyróżnień Darwina twierdzi, że
                                          dotąd się udawało, a potem nagle... klops.:-)

                                          Archiwizacja maili była tylko przykładem określonych działań, o których żona m.4
                                          nie pomyslała, a powinna.:-)
                                          Ja nie wnikam, czy owa głupota wynikała z nałogu, przyzwyczajenia, lenistwa
                                          (środki bezpieczeństwa jednak wiążą się z wysiłkiem), ale głupota pozostaje
                                          głupotą i nic tego nie zmieni. I tak ludzie postępujący "z głupotą" powinni być
                                          wdzięczni Boga/naturze/etc. za to, że inni ludzie są tolerancyjni i zwykle
                                          minimalizują skutki głupoty {Nagrody Drawina wynikają przede wszystkimz tego, że
                                          urządzenia techniczne czy siły natury tego nie potrafią i jeśli inni ludzie
                                          (konstruktorzy, ratownicy) nie zdabają, to :-)}.
                                          I właśnie głupotą było doprowadzenie do sytuacji, że m.4 tak łatwo dotarł do
                                          całej historii (krótkie "śledztwo").

                                          Sprawa wybaczenia - być może nie wynika to nie tylko z niedojrzałości, ale ze
                                          zwykłego lenistwa (środki ostrożności wymagają jednak wysiłku, a założenie, że
                                          mężuś wszystko wybaczy, ułatwia sprawę).

                                          Świecenie biustem jest dla mnie może zsubiektywizowanym nieco opisem określonego
                                          stroju żony, który zdecydowanie m.4 nie przypadł do gustu od początku (vide
                                          jeden z jego postów).
                                          I tu widać, że żona m.4 też nie w pełni znała swego męża i np. nie wiedziała, że
                                          nie lubi on za bardzo frywolnych strojów ("ubrana nienagannie", gdy byli
                                          rodzice) - m.4 nie napisał czegoś w stylu "myślała, że i teraz podziałają na
                                          mnie jej wdzięki, ale się przeliczyła", lecz od razu uznał ten wygląd za
                                          nieodpowiedni. Co jak co, ale po 6 latach małżeństwa powinna się tego domyślać.
                                          I być może istniała jakaś nadzieja choćby na rozmowę, ale strojem i wdzięczeniem
                                          się pogrzebała ją koncertowo.

                                          Miło mi, że przeznałeś mi rację, iż "Nie była ani w 100% uczciwa ani
                                          wystarczająco sprytna.". I O TO MI CHODZIŁO, ŻE TACY LUDZIE PRĘDZEJ CZY PÓŹNIEJ
                                          W ŻYCIU OBERWĄ.
                                          Nie piszę komunałów, bo nie o to mi chodzi, ale o to, że życie to nie kreskówka
                                          dla dzieci, gdzie delikwent po upadku z 100 piętra i przejechany przez walec
                                          drogowy wyciąga rękę, podnosi siebie, otrzepuje się (derozpłaszcza :-)) i dalej
                                          idzie. W życiu albo nie trzeba skakać, albo skakać ze spadochronem o otwarciu
                                          natychmiastowym i lądować w miejscu, gdzie walce nie jeżdżą. :-)
                                          A dorosłych ludzi którzy dobrowolnie skaczą pod walcec drogowy (z wyjątkiem
                                          chcących celowo popełnić samobójstwo, upośledzonych i chorych psychicznie), bo
                                          myślą, że im się uda, będę "kopał", ponieważ dla mnie ewidentna głupota nie
                                          zasługuje na współczucie.
                                          Zresztą przykład pijanego kierowcy - współczuć należy niewinnym ofiarom głupca,
                                          a jeśli np. pijany kierowca sam zginie (i nikogo nie zrani etc.), to na żadne
                                          współczucie nie zasługuje.

                                          Jeszcze raz podkreślam, że nie obchodzi mnie ta cała sfera emocjonalna etc.,
                                          tylko czysty pragmatyzm - i nie mów mi, że to tylko męski punkt widzenia,
                                          ponieważ misssajgon też doszła do podobnych wniosków co ja (post "zona"), a
                                          jakoś nie jest mężczyzną.:-)
                                      • m.4 Re: A w ogóle to "bawi" mnie "tragedia" żony m.4. 04.07.06, 12:45
                                        do xvqqvx

                                        nie chcialem pisac o niej z pogarda. Moze to dziwnie zabrzmi ale chcialbym
                                        zachowac w sobie wmiare dobre wpomnienia. Piszac o jejzachowaniu, nagabywaniu
                                        mnie, swieceniu biustem itd stwierdzalem suche fakty. To bylo dla mnie
                                        zenujace.Moze i to jest pogarda. Jak czlowiekowi sie zdawalo ze znal kogos z
                                        kim zyl w malzenstwie pare lat a nagle okazuje sie ze ten czlowiek zachowuje
                                        sie w nie przewidywany sposob to jest to zaskoczenie niemale.

                                        "A w ogóle to ta cała sprawa dla żony m.4, przyniesie dobro, ponieważ może:
                                        > - zmądrzeje i nie będzie tak głupio postępowała (ale albo nie zdradzała, albo
                                        > zdradzała sprytnie);
                                        > - przestanie liczyć na cudzą wielkoduszność;
                                        > - zacznie odrobinę siebie szanować."

                                        Chcialbym zebts sie nie mylil. Mysle ze to taki typ co zawsze bedzie
                                        zdradzal...... nie zycze jej zle bo wiele jej zawdziecam.Lepiej jednak zeby nie
                                        decydowala sie na macierzynstwo bo teraz widze ze taka kobieta nie mozebyc
                                        dobra matka.
                            • onka75 Re: do M.4 28.06.06, 11:48
                              Nie trzeba przegadywać spraw z drugą stroną, żeby je sobie w głowie załatwić.
                              Ja np. niczego nie przegadywałam ze swoim byłym, a bardzo szybko doszłam z tym
                              do ładu, on też, chociaż jemu zajęło to więcej czasu. Czasem wszystko jest
                              jasne. Jeśli jedna strona ewidentnie robi drugiej kuku, nie powinna się
                              spodziewać cudów. To raz. A dwa - przecież wie do ciężkiej cholery, że to kuku
                              zrobiła, prawda? :) To o czym tu gadać? :)
                          • annubis74 Re: do M.4 26.06.06, 16:34
                            >Jeszcze niedawno dalbym sobie reke uciac za uczciwosc mojej
                            > zony!!!! Wnioski..... trzeba ograniczyc zaufanie......ufać możemy
                            tylkosobie!!!


                            Ja mojego meża znam od zaledwie 2,5 roku, małżeństwem jesteśmy od 2 miesiecy.
                            Nie bede twierdzic, ze znam go na wylot, ale nawet teraz jestem w stanie
                            zauważyć różnice w jego zachowaniu, gdy cos sie wydarzy, gdy ma jakiś problem.
                            Znając moje i jego podejście do zdrady mam nadzieje ze ten problem w
                            małżeństwie nas ominie, ale gdyby jednak tak sie stało nie wyobrażam sobie, że
                            nie zauważyłabym w nim zmiany, tego, że ochłódł w uczuciach do mnie, bo nie
                            wierze ze Twoja żona wyznawałą Ci miłość, szeptała czułe słopwka, z zapałem
                            kochała sie z Tobą, a jednoczesnie przyjmowała kochasia w waszej sypialni. Z
                            twoich maili wynika jasno, że masz tylko jedną wizję swiata, jedną wizję
                            prawdy, wszyscy, którzy popierają Twoją decyzję chcą Ci pomóc, a jej
                            przeciwnicy są obrońcami Twojej żony. Nie wierze w Twoje dobre checi w całej
                            tej sprawie, z drugiej strony nie mój to problem. Przyznaj jednak sam przed
                            sobą jak bardzo oddaliłeś sie od swojej żony, że nie zauważyłeś jej długiego
                            romansu.
                            • petra77 Re: do M.4 26.06.06, 21:43
                              bo nie
                              > wierze ze Twoja żona wyznawałą Ci miłość, szeptała czułe słopwka, z zapałem
                              > kochała sie z Tobą, a jednoczesnie przyjmowała kochasia w waszej sypialni.

                              Chyba, że była nimfomanką i sex z każdym facetem sprawiał jej przyjemność.
                              Wtedy nie musiała udawać. Może sex to jej hobby? Może jest uzależniona od sexu?
                          • kici10 Re: do M.4 27.06.06, 01:34
                            Też jestem zdania, że należy przeprowadzić taką rozmowę. Pozwoli Ci ona
                            zrozumieć tok myślenia Twojej żony. Nie wybaczyć, nie zapomnieć, ale zrozumieć.
                            Ponadto być może wywoła refleksję w jaki sposób sam pozwoliłeś żonie na takie
                            zachowanie. Dlaczego dałeś jej takie wewnętrzne przekonanie, że może sobie na
                            to pozwolić. Być może to uchroni Cię w przyszłości przed wejściem w podobny
                            związek, z podobną kobietę, który podobnie się zakończy. Cóż, nie przepracowane
                            błędy lubią się powtarzać. Tak więc rozmowa ta może być terapią oczyszczającą
                            dla Ciebie. Ale musisz być na nią gotowy. Nic na siłę. Pozdrawiam
                    • xvqqvx Re: do M.4 26.06.06, 11:45
                      > Odkrycie przez ciebie dowodów jej zdrady dla niej
                      także stanowiło szok i jako kobieta uciekła w jedyny znany jej sposób czyli
                      zaczęła płakać.
                      Owo "wdzięczenie się" etc. też można próbować wyjaśnić tym, iż była w szoku i
                      zaskoczona, bo ten pogardzany i lekceważony mąż (te maile do kochasia) pokazał,
                      że ma zęby i potrafi boleśnie ugryźć.

                      > Może jeszcze nie teraz Może po rozwodzie.
                      Po rozwodzie, kiedy ta żona się oswoi z sytuacją - z tego powodu, że obecnie
                      może jeszcze mieć nadzieję, że m.4 jej wybaczy, a potem czuć złość, że tego nie
                      zrobił.
                      • woman-in-love Re: do M.4 26.06.06, 15:17
                        koledzy i koleżani ten watek staje sie tragiczny! Co z nim zrobic???
                        • misssaigon Re: do M.4 26.06.06, 15:46
                          w-i-l - ale tragiczny dla kogo? m4 czy bardziej jego zony? moze jednak zostawic
                          tylko dac adnotacje "czytac tylko na wlasna odpowiedzialnosc" ;))
                          • xvqqvx Re: do M.4 26.06.06, 18:07
                            > m4 czy bardziej jego zony?
                            Gwoli ścisłości żona m.4 zdradą nawarzyła sobie tego piwa i dla niej jest tak
                            samo tragiczny, jak dla laureatów nagród Darwina (czyli tragedia, ale na
                            podłożu głupoty doświadczonego tąże tragedią).
                            • woman-in-love Re: do M.4 27.06.06, 14:34
                              no nie wiem, moze upał ma na mnie wpływ ane nijakiego sensu w tej dyspucie nie
                              mogę złapać. Autor stwierdził konkretnie, że woli być okrutny niż wołowy.
                              Koniec kropka.
                              • misssaigon Re: do w-i-l 27.06.06, 14:47
                                widzisz, sens jest tu tak gleboki ze nijak go na pierwszy ani ostani rzut oka
                                nie widac...a my tu sobie tak gadamy zeby sobie gadac - bo cala historia m4
                                jest li tylko pretekstem...czy nie tak?
                                • dixia Re: do w-i-l 27.06.06, 14:49
                                  Bo wszystko zmierza do tego by założyć kółko domorosłych psychologów :o)))
                                  • woman-in-love Re: do w-i-l 27.06.06, 19:06
                                    a to mówcie tak od razu ;-)
                                  • lolobrigida Re: do w-i-l 27.06.06, 20:45
                                    Kochani,
                                    lubię to kółko domoroslych psychologów :-)
                                    czytajac dzisiejsze wypowiedzi
                                    naszła mnie taka oto refleksja:
                                    doszłam do wniosku, iż autor wątku nie
                                    powinien spieszyć się z poszukiwaniem
                                    „współspacza” płci żenskiej ;-)
                                    Decyzja oczywiście należeć będzie do M4
                                    wydaje mi się ze dlugo jeszcze
                                    nie będzie gotowy na zaangazowanie.
                                    Myślę, że bardzo mocno będzie
                                    ten nieudany związek przeżywał.
                                    Nam nie musi się przyznać.
                                    Siebie nie oszuka.
                                    Powodzenia
                                    ;-)
                                    • anula36 Re: do w-i-l 28.06.06, 09:21
                                      jesli juz szybko szukac to i tak lepiej wspolspacza niz partnera:)
                                    • m.4 Re: do w-i-l 04.07.06, 12:32
                                      spokojnie..... dziekuje za troske. Nie szukam ani partnerki ani
                                      wspolspaczki.Niedlugo jade na slub iwesele.Będzie kilka samotnych panienek,
                                      rozwodek itp ale nie zamierzam sie w nic angazowac.Obawiam sie ze moja jeszce
                                      zona bedzie mialaczelnosc przyjechac na slub do koscila.Mam nadzieje ze tego
                                      nie zrobi.....jesli zrobi.... spotka ja z mojej strony to na co zasluzyla czyli
                                      totalny olew....... Tak myslalem czy nie zabrac na ten slub
                                      kolezankijakiejs..... :)))))))
                                      m.4 ktoremu poczucie humoru wraca :)))))
                                      • dixia Re: do w-i-l 04.07.06, 12:36
                                        i dobrze... za jakiś czas zaczniesz znowu zartować na pogrzebie ;o)))
                      • tadziewczyna hmmmmmm 30.06.06, 23:42
                        Przeczytalam tylko kilka wyrywkowych wypowiedzi.... Nie wiem co inni pisali,
                        ale nasunela mi sie taka mysl, ze m.4 pisze, ze swiat runal, bylo pieknie,
                        dostatnio, ale czy to jest to wszystko? Czego zabraklo Jego kobiecie? Gdzie
                        popelniles blad? Czy zadales sobie to pytanie??? Czy ją kochales? Co
                        przeoczyles? W ktorym momencie?
                        Piszesz, ze koniec z wypadami na urlopy za granice, trzy razy wyzsza Twoja
                        pensja? Czy tylko liczy sie kasa?
                        Prawda lezy pewnie po srodku....
                        A jesli odejdziesz - bedziesz szczesliwy?

                        Prawdziwy, trwaly, mocny zwiazek nie runie od wstrzasu nawet takiego jak zdrada
                        Twojej zony. A odejsc to rzecz najprostsza, ale ucieczka to takie typowe i
                        wygodne.
                        A zycie nie jest latwe...
                        m.4 - trzymaj sie!
                        • m.4 Re: hmmmmmm 04.07.06, 12:27

                          ja juz odszedlem.Moje malzenstwo juz nie istnieje. Formlnie jeszcze tak ale nas
                          juz nie ma. Jestem szczesliwy gdyz nie zyje w klamstwie.Jesem sam ale nie
                          zaluje decyzji. Nawet przez ulaek sekundy jej nie zalowalem.
    • onka75 Re: Poniżanie , objaw desperacji ??? 28.06.06, 11:09
      Rzeczywiście, baby w takich sytuacjach często tracą rozum. :) Przypomniał mi
      się fragment z filmu "Przeminęło z wiatrem" kiedy to Rhett powiedział do
      Scarlet, że jest jak złodziej, który nie żałuje, że kradł, ale że go
      złapano. :))))
      Tak więc zostaje tylko żal, że się zostało odkrytym i nagle przebudzenie:
      zepsułam coś! Kubeł zimnej wody dobrze robi.
      A Tobie życzę powodzenia. Bez niej. :)
    • dixia Wiecie co? 28.06.06, 19:08
      Teraz to juz ględzimy tu wszyscy jak potłuczeni...
      • my_betrayal Zdrada widziana oczami zdradzajacej 29.06.06, 20:15
        Dostałam od mojej przyjaciolki link do tego wątku. Przyslala mi go bez zadnego
        komentarza. Zastanawialam się czy zabrac glos w tej dyskusji.

        Zabieram- anonimowo, pod nowym nickiem.

        Jestem kobietą która zdradza.

        O moim romansie wie tylko moja przyjaciolka i moj męzczyzna.
        Moj maż nie wie.
        Jestem jedna z wielu kobiet ktore zdradzaja.
        Widzę ze temat zdrady wzbudza w Was wiele emocji.
        Jutro opowiem Wam moją historie i jezeli ktos bedzie mial pytania-
        sprobuje na nie odpowiedziec.
        Mam nadzieje ze nie kamienujecie wirtualnie.
        • woman-in-love Re: Zdrada widziana oczami zdradzajacej 30.06.06, 12:43
          ależ pisz, prąd ozywczy wniesiesz. Juz sam twój nick intryguje :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka