05.10.06, 09:47
Więc tak, po 3 latach abstynencji, wymyślania powodów niechęci do seksu,
obiecywania wizyty u lekarza (hormony, ciąża) stało się to co miało się chyba
stać. Spotkałem swoją byłą, urodą przebija żonę w każdym calu, postawą i
zachowaniem także. To był mój ideał kobiety, rozstaliśmy się ze wzgędlu na
czynniki zewnętrzne, na które nie mieliśmy wpływu. Każde z nas poszło swoją
drogą. Ja ożeniłem się, mam syna, ona ma córkę. I wszystko byłoby OK. No ale
niestety 3 lata abstynencji doprowadziło do tego, że stałem się drażliwym
człowiekiem, unikałem ludzi, zamykałem się w sobie, zaczęły się
niekontrolowane wybuchy złości, coraz więcej nienawiści między mną i żoną. Bo
przeciez skoro ja jestem taki niedobry to ona ani myśli się ze mna kochac ja
najpierw muszę się zmienić. Nie umiem się zmienić juz dla niej, co z tego że
przez 2,5 roku byłem kochającym mężem, mam dośc udawania, że jest ok.

Spotkałem przypadkowa moją byłą... spędziliśmy ze sobą 2h (pociąg) i przez te
2h ja czułem jak wraca we mnie cała wiara, czułem się znów zdolnym przenosić
skały, czułem się znów najbardziej atrakcyjnym na świecie i pożądanym
mężczyzną. A wystarczyło tylko kilka jej gestów, kilka słów przypomnienia jaki
kiedyś byłem, kilka słow zapewnienia, że to nie moja wina. Oboje chcielibyśmy
się spotkac ponownie, ale oboje mamy rodziny. Wiemy, że byłoby nam dobrze,
znaliśmy się doskonale. Czy tak dużo trzeba, aby żona zrozumiała, że to teraz
od niej zależy, aby było dobrze? A może jej już nie zależy. W zasadzie
przestało mi zależeć na niej, przestało mi zależeć na seksie z nią, moja
wyobraźnia zaapsorbowana jest moją byłą. Nie nie planuje skoku w bok, ale
spotkanie z nią uświadomiło mi, że są kobiety dla których mogę być wciąż
atrakcyjnym mężczyzną, wciąż pożadanym. Uświadomiło mi, że ktoś może pragnąć
seksu ze mną. Że to nie we mnie jest problem. Że moja wybuchy złości nie mają
wpływu na postawę mojej żony, poprostu nareszcie znalazła dla siebie
wiarygodne wytłumaczenie odmowy.

I co teraz... przez żonę będę cierpiał tak czy siak, jeśli odejdę (rozwód)
stracę w pewnym sensie syna (2 latka), jeśli zostanę będę człowiekiem wrakiem,
albo oszustem zdradzającym "legalną" żonę. Jak zwykle to facet będzie
wszystkiemu winien, nie kobieta, bo ona biedna sama z dzieckiem zostanie.
Żaden sąd nie da mi syna na wychowanie, taka juz jest natura kaczolandu.
Obserwuj wątek
    • lolant Re: champion 05.10.06, 10:31
      No nie wiem ...
      myślę ,że twoja wyobraznia jak to może być cudownie z tą byłą podpowiada Ci ,
      że twoje małżeństwo to pomyłka.
      Jednak zanim zrobisz coś , czego potem będziesz żałować , daj sobie samemu czas
      na przemyślenie , co jest jednak ważniejsze.
      Wiadomo , jeśli są kłopoty w domu , wszystko inne wydaje się takie fajne ,
      super , a żona wiecznie się czepia , nie chce się wracać do domu itd.
      Jednak , choć teraz tak o tym nie myślisz , jeśli dasz się ponieść emocjom ,
      możesz tego pózniej żałować .
      Wiem , że będą ci zaraz pisać , że na co czekasz , masz tylko jedno życie ,
      skoro żona wiecznie ci odmawia , a ty masz prawo do szczęścia itp.

      Jednak moje przemyślenia i doświadczenia pozwalają mi teraz tu napisać właśnie
      to , żebyś dał sobie trochę czasu :)
      • jaonmy Re: champion 05.10.06, 10:40
        jak to juz ktos kiedys slusznie zauwazyl, trawa za plotem zawsze wydaje sie byc
        bardziej zielona
        oczywiscie ze masz prawo do szczescia i do seksu, ale jesli masz odejsc od
        zony to dlatego ze zrobiles juz wszystko co mogles i nie widzisz zadnej
        mozliwosc poprawy sytuacji a nie dlatego ze nagle poczules iskry przy spotkaniu
        z dawna miloscia
        poza tym odpowiedz sobie na pytanie czy gdyby miedzy twoja zona a toba wszystko
        bylo ok, to tez bys tak poczul?
        i z drugiej strony, czy gdybys nie spotkal dawnej narzeczonej, to stawialbys
        rownie skrajne diagnozy odnosnie swojego malzenstwa?
        • champion2007 Re: champion 05.10.06, 10:47
          Diagnozę to ja już stawiam bardzo długo. Identyczną. Z tą jednak różnicą, że
          przestało mi zależeć na "leczeniu". Nie ma możliwości utrzymania związku z byłą.
          Oboje to wiemy, dzielą nas czynniki zewnętrzne, które bardzo trudno przeskoczyć.
          Chodzi tylko o to, że dzięki spotkaniu zrozumiałem, że tak być nie musi jak jest
          w moim związku.
          • jaonmy Re: champion 05.10.06, 11:15
            A gdybys tak zonie na sucho wyluszczyl jak wyglda sytuacja? Bez pretensji,
            wrzaskow i klotni powiedzial ze nie wyobrazasz sobie dluzej zycia w celibacie i
            zakladasz ze skoro ona nie jest zainteresowana ta strona zycia to pozostawia ci
            wolna reke w kwestii zaspokojenia wlasnych potrzeb?
            Jak myslisz, jaka bylaby jej reakcja?
            • champion2007 Re: champion 05.10.06, 11:17
              Odpowiedź brzmiała - zdrada = rozwód.
              • jaonmy Re: champion 05.10.06, 11:28

                czyli twoja zona to klasyczny pies ogrodnika!
                Ponadto czuje sie bardzo pewnie w waszym zwiazku bo najwyrazniej zaklada ze
                rozwod jest dla ciebie wystarczajacym straszakiem i wolisz zyc w bezseksiu niz
                do niego dopuscic
                Moze sie okazac ze gdybys pokazal pazurki i postwil na swoim to lekko by sie
                jej zahwial grunt pod nogami i w obliczu faktow dokonanych nie bylalby taka
                twarda, kozakowanie w teorii z reguly dotyczy ludzi ktorzy w praktyce wlasnie
                by nie umieli wprowadzic w czyn swoich postulatow wiec na wszelki wypadek
                lepiej o nich pokrzyczec..
                Istnieje tez opcja ze wowczas bys jej zaimponowal jako facet i seks by wrocil,
                moze wydajesz sie jej za miekki i przez to nieco niemeski
                No i oczywiscie rozwiazanie trzecie czyli ze faktycznie to ona ma jaja i jak
                mowi tak postapi, a wtedy decydujac sie na seks pozamalzenski albo musisz stac
                sie mistrzem kamuflazu albo byc przygotowany na konsekwencje
                To wszystko sa oczywiscie takie gdybania, musielibysmy poznac sprawe z drugiej
                strony
                Ochota na seks nie zanika ot tak sobie i przyczyna gdzies byc musi, moze to
                faktycznie hormony , moze zmeczenie, moze przestala cie kochac, moze jej juz
                nie pociagasz, moze nigdy nie blyo jej dobrze z toba w lozku i sie jej
                odechcialo
                • wypasior niekoniecznie pies ogrodnika 11.10.06, 23:41
                  może ma w pracy kolegę, który ją regularnie bzyka

                  nudny mąż w domu nie jest jej do tych spraw potrzebny
    • champion2007 Re: champion 05.10.06, 10:39
      Z byłą związek trwał 4 lata, z tego 3 lata mieszkaliśmy razem. Więc chyba mam
      już pogląd jak powinien wygdlądać związek. Nikt nie mówi o wodotryskach i
      wodospadach. Średnio po dwóch latach namiętności w łóżku zaczął się okres
      normalności, seks przyjemny, potrzebny ale nie na pierwszym miejscu i trwało to
      następne 2 lata. Rozstanie było bolesne dla nas obojga.

      Z żona jestem prawie 6 lat z tego 3 to abstynencja na poziomie 0 (zero).

      pzdr
      • anula36 Re: champion 05.10.06, 11:29
        skoro wiesz jak powinien wygladac normalny zwiazek nie dziwie sie ze sie
        meczysz w obecnym.
        Chcesz tak zyc nastepne pol wieku?
        • champion2007 Re: champion 05.10.06, 11:55
          Nie - tylko, że niestety mózg każe spierdalać za przeproszeniem, ale serce każe
          zostać przy dziecku.
          Cokolwiek zrobię i tak będzie złe.
          Jeśli odejdę nikt nie będzie chciał słuchac moich tłumaczeń.
          Jeśli zostanę nikt nie będzie chciał zrozumieć dlaczego jestem zgorzkniałym facetem.
          • anula36 Re: champion 05.10.06, 12:00
            pomysl o sobie nie innych.
            To twoje zycie. jest jedno.
            • champion2007 Re: champion 05.10.06, 12:09
              Więc muszę wybrać co daje mi większą radośc w życiu.

              Przebywanie z dzieckiem, czy seks.

              To nie jest moje pytanie - takie zadała mi żona :)
              • sagittka Re: champion 05.10.06, 12:42
                > Przebywanie z dzieckiem, czy seks.
                >
                > To nie jest moje pytanie - takie zadała mi żona :)

                Jeśli żona daje ci taki wybór, to znaczy że jest świadoma tego, że manipuluje
                tobą.
                Zastanów się, czy musisz wybierać?

                Zakładając, że żony już nie kochasz, że oprócz dziecka niewiele was łączy,
                dalsze trwanie małżeństwa nie ma sensu, bo nie uda wam się odgrywać ról
                wspaniałych rodziców pod jednym dachem. Zwłaszcza, ze jak piszesz, żona nie
                zaakceptuje twojego życia seksualnego poza domem (swoją drogą typowy pies
                ogrodnika). Czy dalsze białe (i co najważniejsze nie kochające się) małżeństwo
                jest najlepsze dla synka?

                Inny wariant to rozstanie, masz wtedy szansę na życie z inną kobietą, na
                normalne życie seksualne i nie oznacza to, że tracisz syna. Kontakt z nim nie
                będzie taki jak teraz, ale dlaczego żona miałaby cię pozbawić praw do dziecka?
                Jeśli będziesz wywiązywał się ze swoich obowiązków, płaił alimenty, to masz
                prawo do kontaktu z dzieckiem prawnie zagwarantowane (zakładając że żona
                otrzyma opiekę).

                Nie stawiaj sobie tylko wyboru dziecko albo seks. To żaden wybór, a takie
                myślenie doprowadzi do tego, że będziesz podświadomie winił dziecko, że przez
                to że jest i że je kochasz, musisz rezygnować z ważnej dla ciebie sfery życia.
                NIE MUSISZ. Nie myśl w ten sposób, są różne wyjścia z takiej sytuacji.
                • irys28 Re: champion 06.10.06, 09:10
                  witam!sagittka jesteś w błędzie rozwód to nie wyjscie z sytuacji.Ja jestem ze
                  swoim partnerem od 13 lat mamy 6-letniego syna na seks z nim nie mogłam
                  narzekać ale od jakiegoś czasu przestało mnie to intresować wszystko mi
                  przeszkadza chrapanie ,jak mnie dotyka całuje nawet jak się zbliża i chce
                  przytulić dosłownie wszystko.Niewiem co jest tego przyczyną może to że syn jest
                  niepełnosprawny,może że małżonek jest bardzo wybuchowy -nie chyba nie
                  to.Przedewszystkim zauważyłam że od momentu jak dowiedziałam się że syn jest
                  chory te współżycie zaczeło powoli przeszkadzać.Na dzien disiejszy jak ktoś
                  mówi coś na temat seksu albo widze jak znajomi się przytulają,całują to uważam
                  że to jest chore.Nie wyobrażm sobie żeby mąż z tego powodu zaraz musiał ode
                  mnie odchodzić.
                  • anula36 Re: champion 06.10.06, 09:17
                    ma sobie zawiazac na supel???

                    moze podswiadomie sie obwiniasz za niepelnosprawnosc syna, chcesz jeszcze
                    bardziej umartwic? Mysle ze relacje malzonkow w zwiazku z chorym dzieckiem sa
                    duzo trudniejsze niz tak gdzie dzieci ssa piekne zdrowe i bezproblemowe.
                    Moze warto wpasc na kilka soptkan do psychologa.
                    nie pomyslalas ze maz moze sie meczyc bez bliskosci fizycznej, zwyczajnie
                    fizycznie meczyc? ze brakuje mu tej odrobiny radosci z zycia? Ze moze jej
                    poszukac gdzie indziej?
                    • irys28 Re: champion 06.10.06, 09:32
                      anula36-może masz racje też myślałam o psychologu ale chce spróbować sama z tej
                      sytuacji wyjśc a jesli chodzi o męża on nie jest taką osoba która lubi skoki w
                      bok.Fakt że jest mu przykro z tego powodu czasami snuje aluzje że ja mam
                      kochanka i dlatego nie chce z nim spać dosłownie bo nawet osobno śpimy, bo on
                      cały dzien pracuje a ja siedze w domu i ciekawe co ja robie cały dzien robie w
                      domu .A ja oprócz tego że opiekuje się dziecmi co mam cały dom ,ogród na
                      dłowie.
                      pozdrawiam
                      • abdulian Re: champion 06.10.06, 14:46
                        Wiesz co, może nie mam doświadczenia małżeńskiego, ale jak będziesz permanentnie
                        olewać meża, to stanie się zgorzkniały, bez siły i energi na robienie
                        czegokolwiek, itp. itd. i aż w końcu piep... drzwiami i sobie gdzieś pójdzie,
                        albo zacznie skakać w bok.

                        Nie wierzę w to żeby normlany zdrowy facet i normalna zdrowa kobieta, którzy są
                        razem, na dłuższą metę bez żadnych konsekwencji nie uprawiali seksu. Jest to po
                        prostu nierealne...

                        anula36 ma rację - psycholog i to najlepiej jak najszybciej...
                        ----
                        Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
                  • sagittka Re: champion 06.10.06, 13:41
                    irys28 napisała:
                    > witam!sagittka jesteś w błędzie rozwód to nie wyjscie z sytuacji.

                    Dla wielu par jest to niestety jedyne wyjście z sytuacji (oczywiście dla ludzi,
                    którzy nie chcą do końca życia tkwić w złym, nieszczęśliwym związku, w którym
                    obie strony, a także dziecko, są przegrane).

                    Nie doradzałam championowi rozwodu, bo go nie znam, pisałam jedynie, że jesli
                    doszłoby do rozstania, to nie oznacza to końca bycia ojcem i dobrych kontaktów
                    z dzieckiem.


                    > Nie wyobrażm sobie żeby mąż z tego powodu zaraz musiał ode
                    > mnie odchodzić.

                    A ja nie wyobrażam sobie, że mąż zachowuje się jak żona championa, czyli
                    skazuje mnie na życie bez seksu, który jest mi do życia potrzebny, nie jest w
                    stanie mi tego dać, jednocześnie nie pozwalając na własne życie.
                    Zakładam oczywiście, że nie wchodzą tu w grę powodu, typu ciężka choroba, itp,
                    które usprawiedliwiają abstynencję.
            • remax2 Re: champion 05.10.06, 12:09
              No to jest najlepsza rada jaką można dac na rozwalenie każdego związku.
    • remax2 Re: champion 05.10.06, 12:08
      > ... jeśli zostanę będę człowiekiem wrakiem,
      > albo oszustem zdradzającym "legalną" żonę.

      Brak seksu wcale nie musi oznaczać, że staniesz się wrakiem. Przecież człowiek
      to znacznie więcej niż tylko seksualnośc. Można być szczęśliwym nawet gdy
      strefa w życiu leży (choć nie jest to rzecz jasna proste.)
      Wszak jesteśy kimś więcej niż tylko zwierzętami muszącymi zaspokajać swój
      popęd.
      • champion2007 Re: champion 05.10.06, 12:11
        Biorąc ślub i składając pod nim podpis nie podpisywałeś zgody na manipilację
        Twoją osobą i sferą erotyczną. Żeniłeś się z kobietą, która była namiętną
        kochanką, a teraz wykluczając oczywiście choroby, zostajesz zmuszony do zmiany
        poglądów bez Twojej wiedzy.

        Wybacz jak dla mnie to jedno wielkie oszustwo, wymaganie od jednej strony
        poświęcenia nie otrzymując nic w zamian.
        • jaonmy Re: champion 05.10.06, 12:16
          i z ta opinia sie zgadzam, ale najwyrazniej nie wszyscy biorac slub wychodza z
          tego zlaozenia, wystarczy zerknac na sasiedni watek pana aseksualisty
          • jacusslavus Re: champion 05.10.06, 12:19
            jaonmy napisała:

            > i z ta opinia sie zgadzam, ale najwyrazniej nie wszyscy biorac slub wychodza
            z
            > tego zlaozenia, wystarczy zerknac na sasiedni watek pana aseksualisty

            to zly przyklad. moj aseksualizm jest nabyty.
            • remax2 Re: champion 05.10.06, 12:24
              a gdzie to można nabyć ?? ja bym chętnie nabył ze 2 kg - to by mi pomogło w
              zrównoważeniu potrzeb w moim małżeństwie
          • anula36 Re: champion 05.10.06, 12:20
            ciekawe czemu taki zoniny sadyzm i manipulacja najlepiej trzymaja przy nich
            facetow?
            • kici10 Re: champion 05.10.06, 14:12
              Bo najlepsze jest to, o co trzeba zawalczyć. Element polowania. To co dostępne
              o każdej porze, na każde zawołanie, tak jak chcesz, w końcu obrzydnie. Nie jest
              niezwykłe. Jest pospolite.
              • anula36 Re: champion 05.10.06, 14:15
                oj masz racje. Jak sie o cos nie zawalczy to sie tego nie ceni.
        • remax2 Re: champion 05.10.06, 12:22
          manipulowanie osobą i seksem to rzecza jasna oszustwo i to powazne

          to co ci doskwiera najbardziej to pewnie nie brak seksu sam w sobie ale
          poczucie, ze zostales oszukany - ale czy jetses pewny co Twoja zaona naprawde
          czuje, co ona o tym myśli ? moze to nie oszustwo, ale coś ją zablokowało ?
          przeciez chyba nie udawała namiętności tylko po to, żeby cie zaciagnac przed
          ołtarz...
          • champion2007 Re: champion 05.10.06, 13:18
            Ponoc 90% kobiet jest przed ślubem niesamowicie namiętna, po ślubie około 70% z
            tych 90% okazuje się niestety nadmuchiwanym mocno balonem. Nie pamiętam skąd te
            procenty ma chyba durexa badania, ale nie dam głowy ściąć.
            • groszek_73 Re: champion 05.10.06, 13:39
              czasem kobieta potrzebuje się otworzyć na seks. czasem w wyniku różnych
              okoliczności udaje jej się to. ale w twoim wypadku jest to podła manipulacja.
              nie może zabtronić ci widywania syna. to tylko szantaż emocjonalny. może
              wyprowadź się z domu na trochę ?
            • zlota-puma Re: champion 05.10.06, 13:42
              Być może przyjdzie mi umrzeć i nie zrozumieć, skąd się biorą takie zimne baby.
              I nie chodzi mi wyłącznie o oziębłość seksualną ,ale...jak to
              nazwać...rozpasanie w emocjonalnym lenistwie...

              Dla ścisłości, jestem kobietą...
              • anula36 Re: champion 05.10.06, 13:45
                kazda taka babe stworzyl lub stolerowal jakis facet, ktory woli sie meczyc niz
                zwiac.
                • zlota-puma Re: champion 05.10.06, 13:51
                  Może masz rację. A na pewno jeszcze parę innych powodów istnieje.
                  Mimo to, nadal mnie to dziwi.
                  A mże nie tyle dziwi, co budzi zażenowanie ; taka mentalno- emocjonalna słoma z
                  butów...
                  Przepraszam, Champion, że używam wobec Twojej żony (również) tego typu zwrotu,
                  ale tak to widzę.

                  Jeśli miałabym wyrazić własną opinię ...
                  Szkoda życia, postaw sprawę na ostrzu noża. Wybór należy do Ciebie, może
                  propozycja wizyty u seksuologa albo wspólna psychoterapia -
                  • kici10 anula, złota-puma 05.10.06, 14:50
                    Kobitki, kalacie własne kobiece gniazdo. Sugerując, że jesteście lepsze. A nie
                    lepiej próbować wytłumaczyć facetm kobiecą logikę i sposób myślenia. Po to by
                    poprawiły się ich relacje z własnymi partnerkami? To nie, zjechałyście kobitę,
                    sugerując natychmiastowe rozstanie.

                    Gdzieś przeczytałam, że rozwody propagują ci, którzy właśnie chcą się rozwieść,
                    ci, którzy są rozwiedzeni, i ci, którzy mają nadzieję na partnera z odzysku.

                    Co do statystyk, to ostatnio opublikowano badania odnośnie ilości partnerów, w
                    krajach Europy zachodniej. Średni facet miał 39 partnerek. Średnia kobieta
                    miała 8 partnerów. Tylko, że liczby się nie zgadzają. Faceci ci deklarowali się
                    jako heteroseksualni. Z kim więc się kochali? Wytłumaczenie jaest takie, że
                    facet mnoży liczbę partnerek przez 2, zaś kobieta dzieli przez dwa. I teraz
                    wszystko się zgadza.

                    Tak samo sprawa ma się z bezseksiem. Facet mówi, że kocha się raz na dwa
                    tygodnie i mu mało. Partnerka tego faceta mówi, że kocha się dwa razy w
                    tygodniu. Średnio wychodzi raz w tygodniu.
                    Kto wie, co by się okazało gdyby spytać o to żonę championa?
                    Nic nie pisze o uczuciach do żony. Może już jej nie kocha i szuka
                    usprawiedliwienia do odejścia? Nic nie pisze o dziecku, czy wyręcza partnerkę w
                    opiece nad nim. Chce odejść, bo nie ma wystarczającej ilości seksu.
                    Jego wola. Nie bez znaczenia jest też spotkanie byłej dziewczyny. Jak to zwykle
                    w takich sytuacjach, poglądy się radykalizują. Czy można porównywać związek
                    bezdzietny, ze związkiem w którym jest małe dziecko? Przecież to są zupełnie
                    inne warunki.
                    Dla osób noszących się z zamiarem rozwodu polecam przeczytanie książki "Druga
                    szansa". Jest to opis par po 10 latach od rozwodu. Bardzo pouczające, dla
                    wszystkich, którym się wydaje, że rozwód to takie nic.
                    • lolant Re: anula, złota-puma 05.10.06, 15:00
                      kici - nareszcie , nie chciało mi się aż tak dużo pisać , ale zgadzam się z
                      Tobą
                      • zlota-puma Re: anula, złota-puma 05.10.06, 15:58
                        Nigdzie nie napisałam o natychmiastowym rozstaniu.
                        Nie rzucam kamieniami we wszystkie kobiety. Doskonale wiem, że są zimni
                        emocjonalnie mężczyźni i kobiety, to nie jest sprawa płci.

                        Pozdrawiam.
                    • champion2007 Re: anula, złota-puma 06.10.06, 07:15
                      Kici oto moje odpowiedzi :)

                      -moja była miała z poprzedniego związku córkę, mieszkaliśmy razem - wtedy ta
                      córka miała 2 latka tak jak teraz mój syn;
                      -moja żona do opieki na synem mam babcie - dostępną o każdej porze dnia i nocy,
                      pracuje tak jak i ja od rana do popoludnia, nie ma u nas podziału obowiązków,
                      każdy robi to co trzeba i nikt się nie wymiguje od żadnych prac czy opieki nad
                      dzieckiem;
                      -nie ma prawa byc ani bardziej zmęczona ode mnie ani mniej;
                      -jedynym problemem w związku jest całkowita abstynencja w łóżku, więc jeżeli
                      kogokolwiek tu oskarżać o brak uczucia do drugiej strony to tylko moją żonę;
                      -spotkanie byłej nie ma żadnego znaczenia w sensie rozwodu, czy czegokolwiek
                      innego, spotkanie to pokazało mi tylko, że nadal jestem facetem atrakcyjnym,
                      podniosło moje ego z bruku, powoli staję się znów człowiekiem pewnym siebie i
                      uśmiechniętym, wystarczy, iz przypomnę sobie słowa mojej byłej podczas tych 2h
                      rozmowy w pociągu;
                      • kici10 Re: anula, złota-puma 06.10.06, 08:45
                        Tak naprawdę, to chyba mentalnie nigdy nie odszedłeś od byłej dziewczyny. Zbyt
                        dużo tu zachwytów nad nią. Czy wobec tego żona nie była erzacem tamtej? Zły to
                        prognostyk dla związku.
                        Z tych wszystkich liczb wynika dla mnie, że poczęcie syna było ostatnią
                        seksualnę czynnością w Twoim związku. Czy aby napewno? Czy nie mijasz się
                        trochę z prawdą?
                        Widać ponadto, że masz wielką ochote na powtórkę z rozrywki z byłą dziewczyną.
                        Widać również, że ją bardzo idealizujesz.
                        Nie wierzę w takie deklaracje - wszystko się świetnie układa, tylko ona mnie
                        nie chce. Różny może być poziom libido u człowieka, ale Ty piszesz, że ono
                        zanikło w 100 procentach. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Prawdopodobnie
                        rozmawialiście na ten temat. Tylko czy słyszysz co partnerka mówi do Ciebie,
                        czy tylko przyjmujesz dźwięki, a odrzucasz sens wypowiedzi?
                        Wiele niedobrych rzeczy wynika z niezrozumienia. Dla mnie najbardziej niepojętą
                        rzeczą było to, że każdy facet utożsamia się ze swoim fiutkiem. Gdybym o tym
                        wiedziała, to wiele rzeczy potoczyło by się pewnie inaczej. A czy Ty wiesz
                        dlaczego kobiety odmawiają, mimo, że kochają partnerów? Zainteresuj się tym,
                        mimo, że argumenty pewnie przyjmiesz jako księżycowe. Poprostu usłysz co się do
                        Ciebie mówi.
                        • champion2007 Re: anula, złota-puma 06.10.06, 09:33
                          Piszę o mojej byłej tylko dlatego, że sama wciąż wg. mnie szukasz problemu w
                          niej i we mnie. Patrzysz na aktualny związek przez pryzmat poprzedniego. Gdybym
                          ja tak patrzył, to uwierz uciekłbym na 1000% od aktualnej żony.

                          Nie idealizuję mojej byłej, pokazuję Ci tylko, że będąc z nią i to w czasie
                          także miała małe dziecko, staż nasz był prawie podobny, mieszkaliśmy razem, a
                          jednak związek wyglądał inaczej. Nie będę już wspominał o drobnostkach typu
                          wygląd po ciąży, bo o ile obie wyglądały podobnie o tyle była szybko wzięła się
                          w garść i stała znowu atrakcyjną kobietą. Jednak wygląd mojej żony nie
                          deprymował mnie, pożądałem jej tak samo ja poprzednio, starałem się okazać
                          cierpliwość, ale najzwyczajniej w świecie ona się skończyła. Poczułem się przy
                          mojej żonie jak bezwartościowy lump, a nie mężczyzna. Ktos kogo się nie pożąda,
                          nie kocha itp. Rozmowy kończyły się krótkimi zdaniami ze strony żony w formie,
                          "Nie wiem dlaczego, ale nie mam ochoty nic na to nie poradzę. Pójdę do lekarza."
                          Idzie do niego już 2 rok z rzędu. Pominę fakt, że jako kobieta, która urodziła
                          dziecko juz dawno powinna byc u ginekologa conajmniej.

                          Nie idealizuję byłej, nie zmienia to faktu, że porównywanie tych dwóch związków
                          mija się poprostu z celem. I nie robie tego, mam to co mam, jednak nie oznacza
                          to, iż chcę aby tak było.
                          • zlota-puma Re: anula, złota-puma 06.10.06, 09:41
                            Ponawiam moją radę, którą zaproponowałam wczoraj.
                            Jak dla mnie, zrobiłeś już wszystko co można było zrobić, a co polega na
                            cierpliwości i wykazywaniu dobrej woli.
                            Nie jestem skora do wydawania szybkich sądów ; wszystko, co napisałeś do tej
                            pory przekonuje mnie, że poświęciłeś wiele dla Twojej żony.
                            I jakoś naprawdę nie widzę w tym wszystkim jej starań o Ciebie.
                            • champion2007 Re: anula, złota-puma 06.10.06, 11:13
                              Moje wady wg. żony:

                              - upomina mnie, że mlaskam jak jem - uważam, że nie przekraczam granic dobrego
                              smaku, jej nie jestem wstanie zadowolić, żona moja hmm nadawałaby się na żonę
                              "męża dyplomacji", nienaganne maniery, umiejętność konwersacji i co najlepsze
                              ona wie do czego służą te wszystkie widelce, widelczyki itp, próbowała mnie tego
                              uczyć, ale ja np. ciasto wolę zjeśc łyżeczką (nic mi nie spada), zamiast jakimś
                              nieporadnym widelcem;
                              - zbyt rozpieszczam dziecko - wg. niej nie mam u syna autorytetu, bo dostaje ode
                              mnie co chce, ma rację, z tym, że z największym gówienkiem syn leci do mnie nie
                              do niej;
                              - nie okazuję jej uczucia, no ma rację, sęk w tym, że mam powody, za każdym
                              razem gdy próbowałem się przytulic słyszałem daj mi spokój, nie mam ochoty,
                              oczywiście każdą pieszczotę i przytulenie traktowała jak grę wstępną z mojej strony;
                              - za mało zarabiam, fakt zdaję sobie sprawę, iż nie moge konkurować z jej ojcem
                              (ciągły przykład), który m-cznie zarabia 4-5 średnich krajowych, jednak nie
                              przeszkadzało jej to a nawet imponowała jej moja praca, jednak 2000 tys netto w
                              zachodniej Polsce to tak jak w warszawie ok. 8 tys netto, tyle mógłbym zarabiać
                              we warszawie na takim samym stanowisku;
                              - nie dbam o samochód, fakt rozpada się toto juz - nie cierpię w nim sprzątać,
                              od czasu do czasu podjadę do myjni aby wyczyścili komforotowo - moim zdaniem to
                              wystarczy, dla mnie auto to środek przemieszczania z pukntu A do B, popsuje się
                              to się go sprzedaje, a nie naprawia w nieskończoność, drażni ją urwany zamek w
                              bagażniku, a mnie on zwisa, tym bardziej, że to ja nim non stop jeżdże a ona ma
                              służbowe, tym bardziej, że auto kupiłem jeszcze przed nią i w zasadzie czas je
                              sprzedać;
                              - nie dbam i ciuchy, wracając z pracy nie chce mi się przebierać w jakieś
                              wytarte drechy, jak to robi moja żona - wada to czy zaleta, zależy jak patrzeć,
                              uważam, że mogłaby docenić, iż dla niej w domu staram się też wyglądać;
                              - mam dwie lewe ręce - ma rację jak jasna cholera - nie znoszę majsterkowania,
                              oczywiście z jej ojcem przegrywam na starcie (budowlaniec - złota rączka -
                              siedzi za granicą), zamiast cos naprawic jeszcze bardziej popsuję (najczęściej),
                              wolę wezwać speca tak jak mnie wzywaja ludzie, gdy sobie nie radzą w
                              specjalności, w której jestem specem;
                              - maruda ze mnie - bo ciągle o tym samym :) seks :)

                              itd itp

                              • miang Re: anula, złota-puma 06.10.06, 11:28
                                fajna ta Twoja żona - widelczyki do ciasta i jednoczesnie wytarty dres, rany ;)
                                a swoja droga jaki masz problem z jedzeniem ciasta widelczykiem?
                                • champion2007 Re: anula, złota-puma 06.10.06, 11:32
                                  Poprostu nie cierpie jak mi z widelca bita smietana spada np lub cos innego :)
                                  • niezapominajka333 Re: anula, złota-puma 06.10.06, 11:56
                                    A moze doszliście do etapu, w którym partner zaczyna widziec same wady i tylko
                                    wady. Zalety są oczywiste i należne, nie trzeba ich dostrzegac, a tym bardziej
                                    doceniac. Najwyraźniej żonę drażni wszystko to, co wymieniłeś.
                                    Ja na szantaż odpowiedziałabym podobną zagrywką.
                                    Napisałeś, ze już nie masz ochoty na seks z żoną. Czy ona o tym wie?
                                    Powiedziałes jej o tym, czy dalej myśli, że ma kilka ważnych kart przetargowych
                                    w ręku.

                                    • lolant Re: anula, złota-puma 06.10.06, 12:20
                                      no teraz to już bardziej przychylam się do twojej opinii na temat szanownej
                                      małżonki - rzeczywiście i świętego diabli by wzięli z taką kobietą ;))
                              • maja5952 Re: anula, złota-puma 06.10.06, 12:19
                                Napisałeś: ...to nie we mnie jest problem. Że moja wybuchy złości nie mają
                                wpływu na postawę mojej żony, poprostu nareszcie znalazła dla siebie
                                wiarygodne wytłumaczenie odmowy...

                                Gdyby mój facet miał "wybuchy złości" to też nie wyobrażam sobie udanego seksu i
                                w ogóle małżeństwa. Winisz tylko żonę, siebie idealizujesz. Idealizujesz też
                                byłą dziewczynę, która pewnie będąc z tobą wiele lat miałaby do ciebie podobne
                                jak twoja żona zastrzeżenia.

                                Mlaskanie przy jedzeniu to większości osób kwestia złego wychowania więc jej się
                                nie dziwię. W restauracji też mlaskasz?

                                To co piszesz o dziecku też przerabiałam z mężem tylko w naszym przypadku mąż
                                sam zrozumiał że popełnia błąd. Kiedy rozpieszczana przez niego córka miała 3
                                lata okazało się, że faktycznie mąż nie ma u niej autorytetu i zaczęła go
                                traktować jak kolegę do zabawy. A mężowi przestało się to podobać ponieważ
                                jednocześnie córka przestała go w czymkolwiek słuchać, a zaczęła nim po prostu
                                rządzić.

                                Jazda upapranym w środku samochodem grozi przyklejeniem sie do niego! Na
                                szczęsie zdanie mojego męża na ten temat jest podobne bo w przeciwnym razie też
                                pewnie sprzeczalibyśmy się o to. A chodzenie po domu w tych samych "ciuchach" co
                                w pracy nie jest dla mnie przejawem elegancji i dobrego smaku. Wręcz przeciwnie.
                                Nikt nie każe ci się przebierać w podarty dres.

                                Zgadzam się natomiast w sprawie ojca. Porównywanie współmałżonka z tatusiem to
                                nie jest zdrowe podejście.

                                Zastanawiam się tylko dlaczego wy się w ogóle popraliście? Żona nie wiedziała
                                jaki jesteś? Nie wiedziała, że nie lubisz sprzątać itd ale myślała, że cię
                                zmieni? Czy ty po ślubie się zmieniłeś?
                                Nie chcę powiedzieć, że tylko ty jesteś zły, ale sam przyznasz, że nie opisujesz
                                się tutaj w dobrym świetle. A wina zawsze leży po obu stronach...
                                Pozdrawiam.



                                • champion2007 Re: anula, złota-puma 06.10.06, 12:48
                                  Droga Maju :)

                                  Moje wybuchy złości, są związane tylko z tym, iz traktowany jestem jak żywiciel,
                                  nosidło śmieci, zabawiacz dziecka, sługa uniżony, a nie jak mężczyzna, którego
                                  się pożąda. Dość miałem miauczenia, skamlenia i proszenia. Dość miałem
                                  okazywania uczucia komuś kto traktował je jak należne hołdy nic w zamian nie
                                  dając. Frustracja moja sięgnęła poprostu zenitu. Trwa od około pół roku, nie mam
                                  żadnych konsekwencji z tego tytułu, bo nawet jak byłem człowiekiem do rany
                                  przyłóż to i tak gówno dostawałem. Zacząłem się stawiać, olewać jej potrzeby,
                                  być złym gdy coś spierniczyła a nie jak dotychczas wyrozumiałym i wszystkie
                                  akceptującym facetem. Krótko mówiąc moja złośc i frustracja związana jest
                                  brakiem seksu trwa to od ok. pół roku, kiedy sam soba wstrząsnołem i
                                  powiedziałem dość.

                                  Sprzątac sprzątam w domu jak każdy, auto jest moje ja nim sie poruszam, żona jak
                                  raz na dwa-trzy m-ce skorzysta z mojego auta to jest ok. Każe ma swoje auto, do
                                  rodziny nie jeździmy bo to u nas w domu wszyscy siedzą najczęściej, więc
                                  problemu nie ma. Ona poprostu nie może zdzierżyć, że u mnei w aucie nie ma
                                  takiego idealnego porządku jak u niej w służbówce :) A co do przyklejenia się
                                  rozumiem, że to forma przenośny ponieważ świn w nim nie wożę :)

                                  Mlaskanie - wiesz - gdybys siedziała na talerzem i słuchała swojego męża to i u
                                  niego usłyszałabyć mlask mlask :). To się nazywa chyba "projektowanie zachowań".

                                  Hmm - pewnie nie - ale ja nie widzę powodu, aby jensy które miałem w pracy
                                  zamieniać na inne tylko dlatego, że byłem w nich w pracy. Co innego gdybym do
                                  pracy chodził w galerkach no to już by było przegięcie, chodząc po domu w
                                  garniturze.

                                  Zastanawiasz się dlaczego się wogóle pobraliśmy. A wyobraź sobie, że się chyba
                                  kochaliśmy, że zona była namietną kochanką, że jeździła autem, które było i jest
                                  w takim samym stanie technicznym jak teraz czyli niesprzątanych z przesadą, a
                                  wyobraź sobie, że jakoś w narzeczeństwie mieszkając razem nigdy nie usłyszałem,
                                  iż mlaskam, tylko właśnie teraz. I dałbym głowę, że to co ona nazywa mlaskaniem
                                  zapewne wielu z was robi nie zdając sobie sprawy.

                                  A powiedz mi dlaczego mam opisywać siebie w dobrym świetle. Co miałoby mi to
                                  dać. Fałszywy obraz siebie?? Coż za podpowiedzi by były wtedy skoro wszyscy
                                  mysleliby, że jestem ideałem. Twój mąż też nie jest ideałem nie ma takich,
                                  zapewne pierdzi, chrząka, pryka i mlaska. Ale ty nie zauważasz tego, albo nie
                                  robiz z tego problemu na skale rozwodową.

                                  pzdr
                                  • maja5952 Re: anula, złota-puma 06.10.06, 13:30
                                    No cóż, dzięki za wyczerpujące odpowiedzi :-)
                                    Tak szczerze mówiąc to ciebie rozumiem. Wystarczy, że przypomnę sobie minę męża
                                    kiedy czepiam się czegoś co ty opisujesz. Szkopuł w tym, że nie robię tego zbyt
                                    często. Gdybym robiła, to obawiam się, że nasze małżeństwo nie wyglądałoby tak
                                    kolorowo :-)
                                    Po prostu rozumiem też niektóre z pretensji twojej żony. Przy czym oczywiście
                                    jeśli słyszysz je na każdym kroku to faktycznie współczuję :-( A nie dopuszczasz
                                    do siebie myśli, że oboje robicie to samo? Oboje marudzicie i żadne z was nie
                                    widzi racji tego drugiego?
                                    Jestem fanką "szczerych rozmów" :-) ale czasem i one nic nie dają :-( Ale czy
                                    jesteś pewien, że nie mógłbyś trochę nagiąć swoich zasad? Że ty zmienisz w sobie
                                    coś co drażni żonę, a ona wtedy zmieni swój stosunek do ciebie? Nie da się
                                    faktycznie pójść na jakieś ustępstwa z obu stron?
                                    Chociaż skoro taka sytuacja tak długo się ciągnie to w sumie rozumiem, że możesz
                                    już nie mieć na to ochoty.
                                    Czytając to co napisałeś o pretensjach żony mnie najbardziej zraziła sprawa z
                                    jej ojcem. Wiem, że kiedyś porównałam męża do mojego ojca (oczywiście mąż był
                                    tym gorszym wtedy :-)) Zrobiłam to może dwa razy. Na zawsze zapamiętam jego
                                    wyraz twarzy. Nigdy więcej tego nie zrobiłam ponieważ wiem, że bardzo go to
                                    bolało. A skoro go kocham to nie chcę sprawiać mu bólu.
                                    Pozdrawiam
                                  • miang Re: anula, złota-puma 06.10.06, 14:08


                                    > Hmm - pewnie nie - ale ja nie widzę powodu, aby jensy które miałem w pracy
                                    > zamieniać na inne tylko dlatego, że byłem w nich w pracy. Co innego gdybym do
                                    > pracy chodził w galerkach no to już by było przegięcie, chodząc po domu w
                                    > garniturze.

                                    przegieciem by bylo jakbys chodzil w domu w roboczej odziezy pracujac na budowie ;)

                                    a z tym mlaskaniem to Ci wspolczuje bo mam taka mila koleznake w pracy - wedlug
                                    niej strasznie siorbie pijac kawe - i pewnei to spostrzezenie nei ma nic
                                    wspolnego z tym ze mnie baba generalnie nie cierpi
                              • kici10 Re: anula, złota-puma 06.10.06, 13:50
                                No i po wierzchołku góry lodowej ujawniła się cała góra. Ale czy napewno cała?
                                To opis tylko z Twojej strony. Pierwsze co mnie uderzyło w tej wypowiedzi, to
                                podejrzenie o utratę szacunku partnerki. Przemyśl to. Pamiętaj, że dla kobitki
                                tatuś jest najczęściej wzorem mężczyzny i często szuka sobie podobnego, ze
                                wszystkimi wadami i zaletami.
                                Jeśli chodzi o rozpieszczanie dziecka i utrate autorytetu, to pooglądaj sobie w
                                niedzielę na TVN program niania, zobaczysz w jaki sposób można brakiem granic
                                wychować sobie potwora w domu.
                                Co do manier, jeśli byś zajmował jakieś eksponowane stanowisko, to znajomość
                                tych manier byłaby na wagę złota. Czyli wszystko się zmienia z punktem
                                siedzenia.

                                Jeśli chodzi o przebieranie się w domu - ja np. sie przebieram, bo dom jest dla
                                mnie miejscem dodatkowej pracy (przy garach, praniu, sprzątaniu) itd. Ponadto
                                uwielbiam w domu czuć się wygodnie. Tak samo reszta mojej rodziny. Co nie
                                znaczy, że przebieram się w szmaty. Ale tu każdy robi jak woli. Pod warunkiem,
                                że sam dba o swoją ewentualnie pobrudzoną garderobę. Itd.
                                Tak naprawdę to kolejny raz widać, że cały problem polega na komunikacji. Tej
                                prawdziwej, a nie tylko namiastce. Czasami potrzebna jest potężna awantura, aby
                                wywalić wszystko co leży na wątrobie.
                                • champion2007 Re: anula, złota-puma 06.10.06, 14:19
                                  Potężna awantura już była :)

                                  Dziecko pojechało do babci, a my mieliśmy rozmawiać.
                                  Efektem awantury jest rozbita szyba w drzwiach wejściowych domu (trzasnąłem
                                  drzwiami wychodząc), kilka kubków do wyrzucenia z urwanymi uchami (wrzuciła
                                  talerz do suszarki) i pare drobiazgów do wyrzucenia.

                                  Ja wam powiem tak gdyby żona przyszła do mnie wieczorem zaciągnęła mnie do łóżka
                                  na następny dzień miałaby kawe i śniadanie do łóżka jak za dawnych czasów.
                                  Zaznaczam, że ja próbowałem w ten sposób.

                                  Naprawdę za przeproszeniem "niech mi da" w tym dawaniu okaze uczucie to zobaczy
                                  znów we mnie tego człowieka co dawniej.
                                  ---
                                  Kiedys był taki kawał jak żona męzowi rano po seksie robi śniadanie, a on
                                  zdziwiony pyta się co się stało - odpowiedź brzmiała - ty do mnie jak do kobiety
                                  ja do ciebie jak do mężczyzny.
                                  • champion2007 Re: anula, złota-puma 06.10.06, 14:24
                                    Przypomniało mi się coś jeszcze dośc wulgarne :)

                                    Mąż budzi się po wielkim kacu, patrzy na stolik nocny a tam karteczka - kochanie
                                    dzwoniłam do ciebie do pracy powiedziałam, że jesteś chory, nie musisz dziś iść
                                    do pracy, na kuchence stoi ulubiony rosól, w lodówce 2 puszki piwa na kaca i sok
                                    pomidorowy. Gdybyś coś chciał zadzwoń. Twoja kochana żona. Mąż przeciera oczy
                                    zdziwiony, woła syna i pyta się co on wczoraj wywinął. A syn mówi - nic tata
                                    koledzy przyprowadzili cię byłeś zalany w trupa. Jak matka cię położyła i
                                    ściągała ci spodnie do wydarłeś się na nią "spieprzaj dziwko ja mam żonę" :)

                                    Chociaż to wulgarne jest to jednak oddaje obraz pewnej sytuacji, tak wiele nie
                                    trzeba aby poczuć się kochanym i dowartościwanym przez druga połówkę.
                                  • maja5952 Re: anula, złota-puma 06.10.06, 14:34
                                    Może się mylę, ale po twoim opisie ostatniej awantury uważam, że dojście do
                                    porozumienia między wami będzie baaardzo trudne, o ile w ogóle możliwe, o ile
                                    tego chcecie itd. Jesteście oboje bardzo "temperamentni" i uparci. Nie rozumiem
                                    jednak jeszcze czegoś. Po pierwsze skoro ty byłbyś gotów odejść (na pewno byś to
                                    zrobił gdyby nie dziecko) tzn, że nie kochasz już żony. Tak myślę. A po drugie
                                    pisałeś gdzieś, że ona powiedziała "rozwód albo dziecko - wybieraj". Co to
                                    znaczy? Że tym szantażem chce cię zmusić do pozostania w domu dla samego faktu
                                    posiadania ciebie, czy może kocha cię jednak i posunie się do wszystkiego aby
                                    cię zatrzymać?
                                    • champion2007 Re: anula, złota-puma 06.10.06, 14:41
                                      Rozwód albo dziecko - zagrała tu na najniższych instynktach chcąc mi pokaząć, że
                                      interes mojego penisa jest dla mnie ważniejszy od dziecka. W ten sposób jak się
                                      domyślam wszystkim później by opowiadała, iż jej były zboczony mąż odszedł bo
                                      myślał fiutkiem a nie głową czy sercem.

                                      A czy jej zależy na mnie nie mam zielonego pojęcia. Co zaś do uczucia mojego do
                                      niej - czasem się zastanawiam czy to nie jest syndrom sztokholmski, gdzie
                                      nawiązała się pewna więź :) A tak na serio to czym jest uczucie, są tacy co
                                      kochają na zabój, ale odchodzą bo np. czują się źle. Wiesz ktoś mi kiedyś
                                      powiedział, że moja żona przypomina mu wampira, która wysysa energię z bliskich
                                      jej osób. Uważa, że od czasu związku z żoną ja stałem się "kapciem". Nie mylić z
                                      pantoflarzem. Poprostu brak mi ikry, tego błysku w oku. Więc czy odejście zawsze
                                      musi się równać brakowi uczucia? Myślę i wiem, że nie - ponieważ czasem miłość
                                      może być zabójcza szczególnie gdy ja odczuwam, że kocham platonicznie.
                                      • maja5952 Re: anula, złota-puma 06.10.06, 15:09
                                        Kiedyś myślałam "miłość ci wszystko wybaczy" ale to było dawno :-)
                                        Każdy pojmuje miłość na swój sposób. Trudno zdefiniować miłość, szczęście.
                                        W "dobrym" związku ludzie są po prostu radośni.
                                        Nigdy nie udzieliłam nikomu rady w stylu "musisz odejść" lub "musisz zostać".
                                        Nie czuję się do tego upoważniona. Ale wiem jedno. Jeśli ty zdecydujesz się
                                        odejść to na pewno nie zrobisz tym krzywdy dziecku. Nie chciałabym żyć w centrum
                                        ciągłych awantur lub cichych dni rodziców. Kiedy jest się dzieckiem chce się
                                        połączyć rodziców za wszelką cenę i każdym kosztem. Ale kiedy jednak dojdzie do
                                        ich rozstania to z czasem ten ból mija i okazuje się, że spokojne życie jest
                                        jednak lepsze. Pod warunkiem, że oboje rodzice pragną aby dziecko było częścią
                                        ich życia bez względu na to z kim mieszka na codzień.
                                      • jaonmy kapec 06.10.06, 15:28
                                        Champion
                                        Przeczytalam raz jeszcze twoje wypowiedzi i wyraznie wylania mi sie kilka
                                        wnioskow:
                                        Przede wszystkim podtrzymuje swoj poglad ze twoja zona czuje sie nadto pewnie w
                                        waszym zwiazku i uwaza ze to ona dzierzy wszystkie karty, poza tym mam wrazenie
                                        ze jestes dla niej zbyt udomowiony – wnosze to po tym porownywaniu do ojca,
                                        uwagi o niskich zarobkach, kiepskim aucie i niedbalosci o siebie...ona nie widz
                                        w tobie faceta tylko goscia ktory pozwala na to zeby nim manipulowac,
                                        szantazowac, jednym slowem nie ma jaj, jest mieczakiem i to na dodatek daleko
                                        odbiegajacym wygladem od tych fantastycznych, pachnacych i dobrze ubranych
                                        kolesi ktorych widuje na ulicy i pewnie w pracy.
                                        I rownie dobrze przyczyna moze byc jej zniechcenie twoim mniej lub bardziej
                                        wyimaginowanym niechlujstwem i brakiem przedsiebiorczosci. Tak naprawde ona
                                        sama musialaby sie wypowiedziec bo nie ma sensu sie targowac czy dzinsy po domu
                                        te same co w pracy sa ok czy nie, i jak brudny jest twoj samochod.... aby to
                                        ocenic trzeba by sie przekonac na wlasne oczy, poki co znamy tylo twoja wersje
                                        wydarzen i opinie ze jej zarzuty sa mocno przesadzone.. jakbym zobaczyla to bym
                                        ci powiedziala czy dla mnie to tez brudne czy nie.
                                        Ona moze nawet nie do konca sobie uswiadamiac co nia powodowalo i to jak sie
                                        zachowywala.

                                        Absolutnie nie mowie tego po to by ja usprawiedliwiac, szukam przyczyny ktora
                                        sprawila ze odechcialo jej sie seksu z toba, bo jakas BYC MUSI.

                                        W tym momencie ty jestes zmeczony, wsciekly, zniechecony i wcale nie do konca
                                        pewien co do niej czujesz.
                                        Przede wszystkim wydaje mi sie ze twojej zonie nalezy uswiadomic ze wcale nie
                                        trzyma wszystkich kart w reku bo jak bedziesz chcial zdradzic to zdradzisz a
                                        jak ona sie bedzie chciala rozwiesc to sie rozwiedzie aczkolwiek nie odbierze
                                        ci w ten sposob ojcostwa.
                                        Jak pisalam wyzej, moze sie okazac ze to tylko taki kozak w gebie a jak
                                        przyjdzie co do czego to zmieknie – moze ale nie musi i z tego tez trzeba
                                        zdawac sobie sprawe.
                                        Ponadto twoja zona musi sobie uswiadomic ze takie zachowanie jest nie fair, jak
                                        nie chce seksu to ok, nie bedziesz jej gwalcil ale nie ma prawa tobie go
                                        odmawiac a szantaz na zasadzie albo rozwod albo dziecko jest zenujacy i
                                        smieszny... ona tez to wie ze przeciez wcale nie ma takiej mocy sprawczej ale
                                        poki co jej pogrozki dzialaja i czuje sie silna.
                                        I to wcale nie jest tak ze jak sie rozejdziecie to ona bedzie opowiadac ze jej
                                        maz zboczeniec myslal wylacznie fiutem... uswiadom sobie i jej ze ty mozesz tez
                                        opowiadac inna wersje wydarzen, i co? Bedziecie sie tak przescigac wsrod
                                        znajomych i rodziny?
                                        Nie jest to tak ze ty jestes ofiara a ona katem.
                                        A mam wrazenie ze ani ty ani ona nie zdajecie sobie z tego sprawy, ona czuje
                                        sie silna i szantazuje seksem a ty uwazasz ze nie masz wyboru.
                                        Masz, zdaj sobie z tego sprawe i daj to jej do zrozumienia rowniez, a byc moze
                                        wyrowna to nieco sily miedzy wami, bo faktycznie z tego co piszesz to stales
                                        sie troche kapciem... i pewnie ona tez to widzi
                                        a widziales kiedys podniecajacego kapcia?!
                                        • kici10 Re: kapec 06.10.06, 22:44
                                          A co ona mówi? Dlaczego Ci nie chce "dać". Jakoś to chyba tłumaczy?
                                          • yvona73pol Re: kapec 07.10.06, 13:50
                                            "daje" komus innemu? o to jeszcze nikt nie zapytal..... a w koncu trzeba i te
                                            ewentualnosc oddalic, na ten przyklad
    • misssaigon malzenstwo to... 06.10.06, 17:45
      wzajemne zaspajanie swoich potrzeb emocjonalnych, fizycznych materialnych - trzy
      elementy, ktore sa niezbedne, zeby w miare zgodnie i bez zgrzytow funkcjonowalo
      proporcje miedzy tymi trzema elementami najlepiej ustalic jeszcze przed slubem
      kiedy jeden z tych elemtow zanika...coz ...wszystko zaczyna kulec, psuc sie...
      zanik wiezi czy to emocjonalnych, cze seksualnych, nie dbanie o rodzine - razem
      czy oddzielnie sa wystarczajacym powodem do rozwodu - szczegolnie kiedy jena ze
      stron nagle "zapomniala", ze do jej obowiazkow tez to nalezy...
      to tyle teorii..
      a konkretnie - zapytaj sie champion swojeje zony, czy to nie jest symptomatyczne
      ze jej drugi zwiazek z kolei sie sypie i oczywiscie to ta druga strona jest
      winna nie ona..
      skoro nie potrafila wyciagnac wnioskow z poprzedniej porazki czy bedzie umiala z
      tej????
      zapytaj siebie, czy chcesz zyc w zwiazku, w ktorym dominuje niechec mogaca z
      biegiem czasu przerodzic sie w nienawisc? czy uwazasz, ze te negatywne emocje
      nie wplyna na wasze relacje z dzieckiem...czy w takiej rodzinie sam xhcialbys
      dorastac?
      skoro zona ma juz corke - jezeli zdecydujesz sie na rozstanie postaraj przejac w
      duzym stopniu opieke nad synem..
    • kici10 Re: champion 06.10.06, 22:27
      zdrowie.onet.pl/1362130,2042,0,1,,jak_rozpalic_zmysly_od_nowa,seks.html
    • zorka99 Re: champion 12.10.06, 09:06
      Czytam posty na tym forum od jakiegoś czasu, gdyż też mam problemy. Wypowiadam
      się po raz pierwszy. Champion, moim zdaniem powinieneś czym prędzej wyjechać
      np. do Wa-wy, czy za granicę, w celu zarobienia większej kasy. Rozterki i myśli
      o byłej zostaw za sobą. Wyjazd da Ci konieczny dystans, przemyslenie,
      polepszenie bytu, materialny awans podniesie Ci ego i pewnosc siebie.
      Jednocześnie udowodnisz małżonce i innym, że nie jesteś kapciem, tylko kimś.
      Upieczesz dwie pieczenie, karty będą po twojej stronie. Żona czując większą
      kasę nabierze dla Ciebie szacunku, będzie miała więcej do stracenia... Dziecko
      niech czuje, że ojciec dba o jego potrzeby materialne i inne. Sprawy z seksem
      same się ułożą tak czy inaczej. Wtedy ewentualnie podejmij dopiero decyzję o
      rozwodzie.
      • abdulian Re: champion 12.10.06, 09:43
        "Money makes the world goes round, world goes round, world goes round..."

        Była taki znany musical, w kótrym był ten utwór, a jego tytuł najbardziej
        koresponduję z tym co napisała zorka99.
        • zorka99 Re: champion 12.10.06, 09:57
          Abdulian, a czyż to nie prawda? Po przeczytaniu wszystkich wypowiedzi Championa
          po raz pierwszy poczułam po prostu potrzebę napisania tego postu. To było takie
          nagłe i oczywiste rozwiązanie jego problemu, jak ułożenie puzzli. Poza tym nie
          ma w nim żadnych minusów, czy zagrożeń. Niestety, moje problemy są dużo
          poważniejsze do rozwikłania, pomału zbieram się do założenia wątku...Pozdrawiam
          wszystkich.
          • abdulian Re: champion 12.10.06, 11:40
            To czekam w takim razie na Twój wątek z niecierpliwością.
            ----
            Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
          • matylda_n Re: champion 12.10.06, 13:49
            zorka99 napisała:
            > po raz pierwszy poczułam po prostu potrzebę napisania tego postu. To było takie
            >
            > nagłe i oczywiste rozwiązanie jego problemu, jak ułożenie puzzli. Poza tym nie
            > ma w nim żadnych minusów, czy zagrożeń.

            Umknęło ci jeno zonko99. Jeżeli żona championa pochodzi z rodziny, w której ojciec więcej przebywał na wyjazdach - zarabiając niz w domu, to żona może uważać, że takie życie na dwa domy jest Ok i wcale tak bardzo nie zatęskni...
            • zorka99 Re: champion 12.10.06, 16:48
              Może tak być. O to chodzi, żeby champion sam się przekonał o co chodzi i wtedy
              dopiero podejmował radykalne kroki. Żona - czy zatęskni, czy nie, nie jest
              takie ważne. Życie przez jakiś czas na dwa domy nie jest wcale w czymś złe.
              Najważniejsze, aby champion zobaczył z perspektywy swoje życie, odkrył
              prawdziwe relacje z żoną i dzieckiem, jednocześnie podnosząc swój prestiż.
              Facet, który potrafi zapewnić byt na wysokim poziomie swojej rodzinie, staje
              się automatycznie najatrakcyjniejszym partnerem dla kobiety w ogóle, nie tylko
              dla olewającej go dotąd żony. Szansa, że zostanie odrzucony jest bardzo nikła.
              Zauważ matyldo, że bardzo rzadko się zdarza, żeby żony zdradzały czy odrzucały
              facetów bardzo dobrze zarabiających. Gdyby się tak jednak stało (tzn. gdyby
              żona była głupia),champion sam zostanie znaleziony przez mądrzejszą, ładniejszą
              babkę, która potrafi go docenić. Dziecko championa zyska tylko zaradnego
              tatusia, obdarowującego je prezentami, którego (w opinii publicznej też)
              odrzuciła bezmyślna mamuśka. Tak czy siak życie jest za krótkie i nie wolno go
              marnować, pozwalając zapędzać się żonie, czy komukolwiek "w kozi róg", trzeba
              zmieniać je na lepsze dla siebie.
              • matylda_n Re: champion 13.10.06, 09:03
                Twierdzisz, ze wraz ze wzrostem stopy życiowej rodziny pojawi sie w niej co raz wiecej czułości, bliskości między partnerami ??? Jaką ma się satysfakcję ze zwiazku, wiedząc, ze żona jest obok tylko ze wzgledu na wysokie zarobki męża ? Masz rację, że warto nabrac dystansu do własnego życia, że nie wolno dać się zapedzić w "kozi róg" ale nie ma takich pieniędzy za które kupisz sobie miłość, przyjaźń drugiego człowieka.
                O co chodzi będzie wiadomo wtedy, kiedy zona zdecyduje się wyrzucić z siebie te wszystkie rozterki, z którymi nie potrafi sobie poradzić. Dopóki nie ustalą co jest problemem, dopóty nie znajdą rozwiązania i wyjścia z sytuacji.
                • ambx Champion - zasłuż na swojego nicka! 13.10.06, 10:46
                  Zgadzam się ze Zdaniem Zorki99, ale powinieneś pójść dalej. Załóż sprawę
                  rozwodową z winy żony (rozpad pożycia małżeńskiego ze względu na jej odmowę
                  współżycia od trzech lat). Tę przyczynę powinna poznać cała wasza rodzina i
                  wszyscy znajomi. Wiesz co? Podaj wszystkim link do tego topiku! Bezzwłocznie
                  wyprowadź się daleko od domu. Jak możesz to poza kraj, albo przynajmniej
                  do "stolycy". Skup się na zarabianiu. Na rozprawę rozwodową przyjedź nowym
                  (no... mniej używanym;-) wozem, w eleganckim garniturze. Przelewaj na jej konto
                  przyzwoitą kwote na dzieciaka i bezwzględnie egzekwuj prawa do kontaktu z
                  synem. Np. w towarzystwie twoich rodziców. Tatuś ma być dobry ale twardy i
                  surowy. Syn musi usłyszeć "tatuś nie mieszka z wami, bo mamusia już go nie
                  kocha. Ale ciebie tatuś będzie kochał zawsze". W dniu uprawomocnienia się
                  rozwodu - zaczynaj od nowa. Nie reaguj na prośby i błagania, bo takie się
                  zaczną! Nie ma zmiłuj! Kolejne dzieci miej z kobietą która będzie cię kochać i
                  szanować.
                • zorka99 Re: champion 13.10.06, 11:00
                  Kiedy między dwojgiem ludzi jest miłość, a tylko się pogubią w szarej
                  codzienności, to rozstanie nie spowoduje rozpadu związku, tylko go wzmocni.
                  Doceniamy to, co tracimy. Jeśli nie ma miłości ze strony żony, to przy wzroście
                  atrakcyjności męża (z powodu zaradności i ...tak, tak - zarabiania większych
                  pieniędzy), na pewno się pojawi. Skoro mają dziecko, to nie był kiedyś jej
                  obojętny...Nie jest to rozstanie "przeciw" tylko "dla dobra" rodziny. Champion
                  czuje się niedoceniony jako mężczyzna, zdominowany przez żonę, nieszczęśliwy i
                  ma zerowe poczucie własnej wartości. Chce uciekać. Żyje złudzeniami miłej
                  rozmowy z "byłą". To miła chwila i nic więcej. Z dystansu łatwiej zauważyć i
                  miłość i przyjaźń, jeśli są. Chodzi mi o ułożenie sobie życia przez championa
                  tak, jak będzie On chciał (nie myślałam o żonie), ale z dystansu, nie
                  pochopnie, po przemyśleniu i przede wszystkim z pozycji podniesionego poczucia
                  własnej wartości. Matyldo, ja to przeszłam. Szkoda mi championa, z którego żona
                  robi "kapcia", skoro w prosty sposób może on zostać "kimś", aby świadomie
                  decydować i kierować swoim życiem.
                  • niezapominajka333 Re: champion 13.10.06, 11:32
                    Oni się wzajemnie szantażują. Ona nie chce, bo on się awanturuje i musi sie
                    zmienic. On nie chce sie dla niej zmieniac. Jej sie wydaje, ze ma w ręku same
                    asy. Kazde nieposłuszeństwo karane zabraniem dziecka. Jemu nie chce sie chyba
                    nic zmieniac, cierpi, ale dla dobra dziecka. A moze to tylko przykrywka? Boi
                    sie radykalnych kroków...
                    Moze wyjazd pozwoliłby troche zmienic relacje. Rozstac się na dłuzej, ale nie
                    odchodzic. Odpoczac od siebie...
                    No i jeszcze jest sposób Tomka, nieco zmodyfikowany.
                    Sprawic, zeby seks przestał byc karta przetargową. Niech żona sie dowie, ze mąż
                    już nie ptrzebuje, że ona na niego nie działa, że juz go nie podnieca. Dla
                    kobiety taka świadomośc nie jest zbyt przyjemna i założę się, że zacznie sie
                    akcja w druga stronę...
                    Moim zdaniem Champion powinien troche poudawac, oczywiście bez awantur, pełna
                    kultura, wyluzowac, a kiedyś przy okazji przyznac sie żonie, ze zmiana
                    charakteru wynika z tego, ze juz nie wkurza go brak seksu, bo przestała na
                    niego działac, przestała go podniecac jako kobieta. Że woli sam przed kompem i
                    że nareszcie moze dacjej spokój, co jej na pewno odpowiada.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka