hogata28
08.12.06, 23:06
Kilka lat temu wyszlam za maz za mezczyzne starszego ode mnie 9 lat. Bylam
zakochana, jako narzeczony byl cudowny - przejmowal sie, sluchal, mozna bylo
na niego liczyc, zawsze byl, nigdy nie czulam, ze mnie olewa, nic takiego.
Bardzo chcial, zebysmy sie pobrali.
Seksu nie bylo za bardzo warunkow uprawiac w czasie narzeczenstwa. Narzeczony
nigdy nie "konczyl" w stosunku, zawsze musialam go recznie zaspokoic po
stosunku. Tlumaczyl to strachem przed ciaza, mimo, ze bralam tabletki i
uzywalismy prezerwatyw (!).
Po slubie zamieszkalismy razem. Myslalam - wreszcie bedzie normalnie z
seksem - nic z tego. Totalny brak zainteresowania. Zmeczony, wolal lezec z
piwem na kanapie, a po filmie za pozno, bo trzeba do pracy pojsc. W ciagu 1,5
roku po slubie kochalismy sie moze 10 razy, z mojej inicjatywy. Wszelkie
sztuczki z sexy bielizna maz uwazal za zrazajace go do seksu - bo czul sie
przeze mnie przymuszony i kuszony. Skarzyl sie tez, ze od seksu go glowa
boli.
W malzenstwie wialo chlodem. Zaczelismy miec inne problemy. Maz ukrywal
przede mna pieniadze - odkrylam, ze mial konta oszczednosciowe pozakladane, o
ktorych nie wiedzialam i przelewal tam pieniadze, a mnie mowil, ze wydalismy.
Mial do mnie pretensje, ze nie zachowuje sie jak jego matka - tzn nadskakuje
mu z gotowym ulubionym jedzeniem bez przerwy. Pracowalam tyle samo godzin co
on, dlaczego niby mialam ja wszystko robic? Traktowal mnie jak dziecko,
wyznaczal kary za 'zle zachowanie' w stylu - zabiore Ci auto, bo zrobilas
wgiecie w blasze. Nie bede ci pomagal w domu w tym tygodniu, bo nie zrobilas
prania, jak obiecalas i ja musialem sam wlozyc i wyjac z pralki.
Wyznal mi kiedys, ze nie ozenilby sie ze mna, gdybym sie nie spodobala jego
rodzicom i nie uznaliby mnie za 'dobry plastyczny material na zone'.
Tak wiec zdecydowalam sie na rozstanie. Bojac sie (glupia) wlasnych rodzicow,
przeciagalam niepotrzebnie sprawe o pare miesiecy (a moze ludzilam sie, ze
sie cos zmieni). Ktoregos dnia poznalam kogos innego i... trach. Zakochalam
sie. On tez. Poznalam go u znajomych i widzialam kilkakrotnie nigdy zupelnie
sam na sam bo w knajpie przy moich znajomych. Mielismy okazje pare razy
rozmawiac prywatnie. Fizycznie nie zrobilam nic. Zapowiedzialam tamtemu
drugiemu, ze mam jeszcze meza, i dopoki z nim mieszkam, nie zrobie nic. Potem
rozmawialam z tym drugim przez telefon, wymienialismy maile. Nie zgodzilam
sie na spotkanie, dopoki mieszkam z mezem.
Rozstalam sie z mezem. Zaczelam sie spotykac z tym drugim. Teraz jestesmy
malzenstwem od ponad roku i jestem bardzo szczesliwa.
I tak sie mojego meza zapytalam... czy ja mialam romans?