Dodaj do ulubionych

początek końca?

14.05.07, 15:23
nie wiem co się stało, jesteśmy miesiąc po ślubie i to był najgorszy miesiąc
w moim życiu- prze ślubem układało nam się świetnie potrafiliśmy rozmawiać ze
sobą spędzać czas, cieszyć się sobą- wszystko prysło dwa dni po ślubie gdy
wyjechaliśmy w naszą podróz poślubną - nagle on okazał się całkiem innym
facetem, i od tamtej pory to się pogłębia- praktycznie nie rozmawiamy ze sobą
(on nie widzi problemu, o kochaniu się nie wspomne bo mogę tylko pomarzyć,
śpimy prawie osobno w jednym łóżku ale zdala od siebie, a najgorsze wczoraj
obudziłam się w momencie jak się masturbował- on nie widzi w tym problemu-
powiedział mi że tak bardzo miał na mnie ochotę- tylko że ja byłam obok mogł
mnie obudzić. dziś czuję się fatalnie, może byłoby lepiej gdybyśmy
sięwyprowadzili w końcu na swoje (remont mieszkania przedłuża się od ślubu,
na razie mieszkamy z moimi rodzicami) kocham go próbuje robić coś by było
dobrze, ale w zamian mam głupie wymówki, odzywki. czy tak dużo chcę?? po tym
co przeżyłam wieczorem nie mam ochoty wracaćz pracy do domu- nie wiem jak z
nim rozmawiac- żeby trafiło
Obserwuj wątek
    • glosatorr Re: początek końca? 14.05.07, 15:46
      Po prostu rozmawiaj szczerze, nie obwijając w bawelnę.
      Inaczej będziesz się męczyć i zastanawiac, czyli wpadać w depresje.
      Zapytaj go wprost co się stało? Co się zmieniło?
      Nie wiem w jakim wieku jesteście, jak długo byliście
      razem wczesniej... bo raczej nie można podejrzewać Was
      o syndrom wypalenia.

      Ale obawiam się, że facet po prostu widzi, że już nie musi się wysilać -
      to niestety problem dla wielu niedojrzałych facetów, którzy nagle pomyśleli
      że kobieta już zaklepana, więc oni mogą sobie odpuścić.

      Wiesz... zawsze magicznie działa takie zdanie: Albo mi powiesz prawdę
      co się stalo, albo odchodzę - i Ty bedziesz mial wstyd.
      • kugo1 Re: początek końca? 14.05.07, 15:56
        jeśteśmy młodzi ja mam 23 a on 26, 16 maja będzie 5 lat jak jesteśmy ze sobą
        (ciekawa jeste czy o tej rocznicy chociaż będzie pamiętał) domyślam się że on
        tak myśli że jeste już zaklepana - tylko jak pokazaćmu że tak nie jest
        • glosatorr Re: początek końca? 14.05.07, 16:59
          Po prostu zacznij od tego czym zakończyłem poprzedni post.
          Potem powiedz mu, iż to że jesteś jego żona nic jeszcze nie znaczy.
          Istnieje coś takiego jak separacja, rozwody....
          I powiem może twardo - im szybciej postawisz sprawę na ostrzu noża,
          tym większą jest szansa, że facet sie obudzi.
          Poczytaj inne wpisy, gdzie ludzie tak szarpią sie latami bez....
          Jeśli chcesz iść ich śladami - zostań męczennicą - oczywiście do czasu, kiedy
          nie spotkasz kogoś innego, dla którego oszalejesz.
          Nie zniżaj si jednak do proszenia go o cokolwiek.
          Stawiaj spraw zdecydowanie. Z tego co piszesz Pan sie wyszumiał,
          ślub traktuje jak za przeproszeniem papier toaletowy a widząc Twoje
          zaangażowanie, to go może jeszcze dodatkowo rajcować.
          Wybacz, ale wybrałaś fajtłap a nie meżczyzne na partnera.
          Wiec nic nie tracisz stawiając mu ultimatum. Ciesz sie, że jeszcze Ci dziecka
          nie zafundował. Zresztą - możesz uzyskać stwierdzenie nieważności związku
          małżeńskiego, bo de facto Twoje małżeństwo nie zostało skonsumowane nawet jeśli
          wcześniej bzykaliście sie do utraty tchu...
          Innej rady niestety Droga Kugo nie widze
          • kugo1 Re: początek końca? 14.05.07, 17:30
            tak łatwo sięmówi ale gorzej jest to powiedzieć komuś kogo się kocha mimo tego
            wszystkiego- fakt nie chcębyć męczennicą
            • be_lata1 Re: początek końca? 14.05.07, 17:42
              Jeżeli ciężko postawić Ci ultimatum to powiedz szczerze co czujesz. To wszystko
              co leży na sercu, co boli. Piszesz, że kiedyś rozmawialiście więc porozmawiaj.
              Powiedz jakie to dla ciebie upokarzające, spytaj co się zmieniło i skąd ta
              zmiana. Podaj przykłady tego co było wcześniej a czego ci brakuje teraz. Jeżeli
              jest ci ciężko o tym mówić to napisz list to pomaga wyrzucić z siebie wszystko
              i ułatwia przełamanie się. Wiem, bo sama pisałam do swojego męża a potem była
              rozmowa. List to też forma rozmowy. Jeśli kochasz to walcz i pamiętaj, że
              kochać to nie znaczy przymykać oczy na wszystko lub wybaczać bez końca. To
              dobrze, że nie chcesz być męczennicą.
              • kugo1 Re: początek końca? 14.05.07, 17:47
                już próbowałam rozmawiać, mówiłam co się zmieniło i że nie podoba mi się to-
                ale on w tym wszystkim nie widzi żadnego problemu uważa że jest tak jak było
                wcześniej- tylko że wcześniej nie podnosiłby na mnie głosu przy znajomych -
                wiem że cośsiędzieje -ale on uważa że ni się nie dzieje
                • glosatorr Pomyśl i działaj zamiast się rozczulać 15.05.07, 09:57
                  Ja i przedmówca wiemy co się dzieje - jest źle. Ty czujesz też,
                  że jest źle. Możesz wylać litry łez - sytuacja się nie zmieni.
                  A na końcu jest Twój mąż, który uważa Cię chyba za idiotkę, krzyczy (tak
                  napisałaś) i mówi, że nic się nie zmieniło.
                  Nawet ślepy widzi, że zmieniło się wiele i bedzie jeszcze gorzej.
                  Zakładasz się? Tu większość to przećwiczyła.
                  Jesli ktoś nie reaguje na pierwszy sygnal alarmowy - nie zareaguje na następne.
                  Ty bedziesz się starzeć, marnieć a Pan nadal bedzie twierdził, że to "efekt
                  wpływu monsunów" czyli nie jego sprawka.
                  Radę dostałaś: ultimatum. Jeśli to nie dziala, nie zadziała nic.
                  I trzeba sobie czasami uzmysłowić, że popełniło się błąd i wybrało
                  niewłaściwego partnera.
                  Następnego będziesz dobierać już mam nadzieję wyciągając odpowiednie wnioski.
                  Nawet dla katolików jest taka instytuacja separacji. Może jak Ciebie zabraknie,
                  to sobie przypomni co mówiłaś? A może zacznie słuchać?
                  Użalanie się nic Ci nie da - dla takiego i tak bedziesz jędzą, która zawraca
                  mu "d..." bzdetami.
                  Zdajesz sobie z tego sprawę? Jeśli tak - do dzieła i nie ma co czekać.
                  • kugo1 Re: Pomyśl i działaj zamiast się rozczulać 15.05.07, 10:49
                    tak to wiem ze użalanie się nie ma sensu, tylko ja już nie wiem co robićby nie
                    wychodziło że ja za nim latam, takie ultimatum nie działa wobec niego, dajcie
                    mi jakiś przykład co zrobić by mu nie pokazywać że to ja za nim skaczę, a żeby
                    jakoś pokazaćmu że est nie dobrze- bo niestety ja nie mam pomysłu :(
                    • glosatorr Re: Pomyśl i działaj zamiast się rozczulać 15.05.07, 14:35
                      Po prostu zacznij go olewać i traktuj jak upierdliwego sublokatora.
                      Jeśli po tygodniu nie zauwazy zmiany - możesz zacząć się pakować (albo jego
                      pakować).
                      Jeśli i tego nie zauważy - wyprowadź się - (albo wystaw jemu walizki przed
                      drzwi.
                      Jeśli później zauwazy, że nie ma obiadu, jest w domu syf i nie ma kto mu kapusi
                      na nóżki założyć lub piwo z lodówki przed TV przynieść - i zada ważne
                      pytanie: "Czy coś się stało kochanie?"
                      wtedy poczujesz to co czuje zdrowo mysląca kobieta!
                      I jak go nie majtniesz patelnią bez łeb to wtedy zdziwienie na jego twarzy
                      będzie dla Ciebie pociechą a w ten sposób wymuszony przyśpieszony kurs myślenia
                      może odniesie jakiś skutek.

                      Wyląduj na ziemi i nie lataj za nim - poleć w innym kierunku i lookaj, czy leci
                      za Tobą. Wątpię by poleciał, ale przynajmniej będziesz miałą czyste sumienie,
                      że zrobiłaś wszystko co było w Twojej mocy... i nic nie wyszyło.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka