Dodaj do ulubionych

mam konkurencję

13.07.07, 08:51
Tak .... Mam konkurencję.

Moja konkurencja to gra komputerowa, aukcje na allegro i piwo do obiadu.
I to one sprawiaja przyjemność a nie ja.

Chcę być w centrum uwagi? Tak
Chcę czuć sie doceniana, pożądana, kochana? Tak
Jestem egoistką? Już tak
Dziecko i kredyt powinny mnie powstrzymać przed chwilowym szaleństwem????
....... eeeeee ..... NIE ......

Piątek 13-ego to świetna data ... padają same celne odpowiedzi na zadane
pytania ;)
Obserwuj wątek
    • sphinx10 Re: mam konkurencję 13.07.07, 09:25
      Mocna opozycja...
      Zainteresuj się to grą, niech Cię nauczy w nią grać (jaka to gra?).
      Wtocz się na allegro razem z nim i coś sprzedaj.
      Poproś o piwko dla siebie.
      Cierpisz na brak wspólnych zainteresowań z mężem. Oprócz namiętnego sexu oczywiście.
      • jaktota Re: mam konkurencję 13.07.07, 09:41
        Nie rozumiem gier komputerowych - widocznie tej właśnie szarej komórki mi
        brakuje, piwo mnie nie usypia, a wręcz przeciwnie - więc wspólne picie nie ma
        sensu .... coś sprzedać na allegro ... hmmm ... to co przychodzi mi do głowy
        trudno tam wystawić ...

        czy cierpię ? tak ... bardzo ...
        • gomory Re: mam konkurencję 13.07.07, 10:25
          > coś sprzedać na allegro ... hmmm ... to co przychodzi mi do głowy
          > trudno tam wystawić ...

          Przyszla mi do glowy pewna aukcyjna historia. Na Allegro maz zaoferowal noc ze swoja zona. Jednakze za zlamanie regulaminu aukcja zostala zamknieta.
          Uczestnicy porozumieli sie poza aukcja. Sprzedajacy uznal, ze i tak mu bardziej zalezy na zabawie niz kasie, wiec za zwyciezce uznal tego ktory byl najwyzej w stawce. Historyjka w zasadzie z happy endem, bo cala trojka byla zadowolona po zrealizowaniu tej transakcji.
          Wiec nie moze nie skreslaj tak od razu tego Allegro ;).
    • be_lata1 Re: mam konkurencję 13.07.07, 12:19
      Zadbaj o swoje przyjemności nie można się cały czas wieszać na facecie:-)) A
      poważnie- to zależy jak wyglądają proporcje, czyli ile czasu spędza z tobą a
      ile sam.
      • sylwiamich Re: mam konkurencję 13.07.07, 12:22
        A czy istnieja związki gdzie kobieta jest na pierwszym miejscu nadal po 3
        miesiącach?
        Przed samochodem, praca, motocyklem, komórą,muzyką...i co tam jeszcze
        ?
        • sagittka Re: mam konkurencję 13.07.07, 13:08
          > A czy istnieja związki gdzie kobieta jest na pierwszym miejscu nadal po 3
          > miesiącach?

          Jeśli jej zdobywanie jeszcze trwa. Jak jest już całkowicie zdobyta, to staje
          się jednym z wielu zainteresowań.

          Nie wiem jednak, czy to dobrze, gdy jest jedynym i najważniejszym
          zainteresowaniem mężczyzny, bo co to za mężczyzna?
          • uwolniony Re: mam konkurencję 13.07.07, 13:43
            sagittka napisała:
            > Nie wiem jednak, czy to dobrze, gdy jest jedynym i najważniejszym
            > zainteresowaniem mężczyzny, bo co to za mężczyzna?

            i dlatego że takie głupie i mało wymagające jesteście Drogie Panie... mężczyźni
            traktują WAS jak towar zdobyty/przechodni...

            same nie macie do siebie szacunku a chcecie od mężczyzn?

            a jak facet chleje, bałagani i jeździ dobrą furą to co ma wyższy poziom
            testosteronu czy raczej etykiete macho?

            PARANOJA
            • sagittka Re: mam konkurencję 13.07.07, 14:08
              > i dlatego że takie głupie i mało wymagające jesteście Drogie Panie...
              mężczyźni
              >
              > traktują WAS jak towar zdobyty/przechodni...


              Cóż, po pierwsze jesteś niegrzeczny, po drugie nie zrozumiałeś sensu tego, co
              zacytowałeś.

              Jak miałam 20 lat, to oczywiście pragnęłam być dla mojego mężczyzny
              najważniejszą rzeczą na świecie, chciałam by spędzał ze mną każdą wolną chwilę,
              wielbił, rozpieszczał, itp. Chciałam mu przesłonić cały świat, co było typowe
              dla wieku i stanu zakochania.

              Teraz wystarcza mi, że jestem dla niego najważniejszą kobietą i bardzo mnie
              cieszy że są w jego życiu inne ważne rzeczy, na których skupia swoją uwagę i
              poświęca czas (praca, dzieci, hobby). Wystarcza mi świadomość, że gdyby musiał
              stanąć przed np. wyborem: ta praca czy ja, to zrezygnowałby dla mnie z tej
              pracy, czy hobby.

              Ja też zrozumiałam (choć dość późno), że miłość do mężczyzny nie może
              przesłonić mi całego świata, że inne sfery życia także są ważne i potrzebne,
              przy takim podejściu ma się lepszą pozycję w związku, a sam związek jest
              zdrowszy.


              > same nie macie do siebie szacunku a chcecie od mężczyzn?

              Mam do siebie szacunek, a szanuję i podziwiam takich mężczyzn, którzy mają w
              życiu pasje, hobby, lubianą pracę, jednocześnie ukochaną kobietę, o którą dbają
              i zachowują przy tym wszystkim zdrową równowagę.
              • uwolniony Re: mam konkurencję 13.07.07, 14:16
                sagittka napisała:
                > Cóż, po pierwsze jesteś niegrzeczny, po drugie nie zrozumiałeś sensu tego, co
                > zacytowałeś.

                wow... z wrażenia po pierwsze stanąłem w kącie... po drugie postukałem sie w
                głupią łepetynę... może to związane z wiekiem rozmiękanie mózgu? i po trzecie
                nie chciałem obrazić... co najwyżej wstrząsnąć

                i tak na marginesie... ta wypowiedź zdecydownie różni się przesłaniem niż Twa
                pierwsza... może dzieki temu że ... jest bardzo konkretna

                i zgadzam się z Tobą... prawie w 100% tym razem ;-)
              • ewolwenta Re: mam konkurencję 14.07.07, 00:27
                >
                > Teraz wystarcza mi, że jestem dla niego najważniejszą kobietą i bardzo mnie
                > cieszy że są w jego życiu inne ważne rzeczy, na których skupia swoją uwagę i
                > poświęca czas (praca, dzieci, hobby). Wystarcza mi świadomość, że gdyby musiał
                > stanąć przed np. wyborem: ta praca czy ja, to zrezygnowałby dla mnie z tej
                > pracy, czy hobby.
                >
                > Ja też zrozumiałam (choć dość późno), że miłość do mężczyzny nie może
                > przesłonić mi całego świata, że inne sfery życia także są ważne i potrzebne,
                > przy takim podejściu ma się lepszą pozycję w związku, a sam związek jest
                > zdrowszy.

                Sagittko toż to recepta na szczęście w związku i w życiu :)
                • sagittka Re: mam konkurencję 14.07.07, 16:13
                  > Sagittko toż to recepta na szczęście w związku i w życiu :)

                  O, gdybyż to wystarczyło :)
              • avide Re: mam konkurencję 16.07.07, 12:06
                Sagittka napisała:

                > Ja też zrozumiałam (choć dość późno), że miłość do mężczyzny nie może
                > przesłonić mi całego świata, że inne sfery życia także są ważne i potrzebne,
                > przy takim podejściu ma się lepszą pozycję w związku, a sam związek jest
                > zdrowszy.
                >


                No i za ten fragment Sagitatko masz u mnie butelkę dobrego czerwonego wina.
                Kobiety (najczęściej co nie znaczy zawsze) czeto zapominają, że kochać to znaczy
                również mieć życie poza związkiem, ale właśnie w chwilach najważniejszych gdy
                dokonujemy wyborów to tak naprawdę nie ma co wybierać, bo moja kobieta jest dla
                mnie najważniejsza koniec i kropka. Co innego oczywiście olewanie partnera w
                związku.
                Po prostu wszystko musi współgrać. Jak miłość, choć najpiękniejsza przesłoni
                całą resztę spali ten związek szybciej niż się to może wydawać.
                Ale do takiej postawy, jak Twoja Sagitatko trzeba nie lada doświadczenia i
                wyrozumiałości, nie każdego na to stać choć można się tego nauczyć tak jak Ty
                sie tego nauczyłaś.

                Moja żona nie potrafi zrozumieć, że ja czasem potrzebuję czasu zwyczajnie dla
                siebie. Że potrzebuję od niej odetchnąć, spędzić wolny wieczór, słuchając muzyki
                czy uprawiając sport. Powoli zaczyna do niej docierać że kochać to wcale nie
                znaczy przebywać ze sobą 24h na dobę, wyłączają przymusowe rozstanie na pracę.
                Uczy się tego choć widzę jak cierpi gdy gdzieś wychodzę a ona przecież tak mało
                mnie miała dziś, po iluś tam latach. Sam do niej często mówię bierz koleżanki i
                idź gdzieś na wieczór. Baw się, poplotkujcie, a ja przyjadę po Ciebie jak tylko
                dasz mi znać. Dopiero niedawno zaczęło mi się uwadać ją do tego przekonać, ale
                idzie jak po grudzie. :))

                Pozdrawiam.
                Avide
                • sagittka Re: mam konkurencję 16.07.07, 12:20
                  Dziękuję za uznanie, ale przyznaję się, że takie przekonanie pojawiło się u
                  mnie z czasem, nie byłam taka mądra :) od poczatku związku, co zresztą jest
                  chyba naturalne.

                  Wiesz, u kobiet jest trudniej o takie podejście, bo są z zasady bardziej
                  zazdrosne, o czas spędzany bez nich, o inne towarzystwo (nawet męskie), a
                  intymny męski świat. Zresztą te same błędy popełniają w stosunku do własnych
                  dzieci, skoro dzieci są dla wielu kobiet najważniejsze na świecie, to w imię
                  tej miłości ograniczamy i siebie i te dzieci, unieszczęśliwiając wszystkich.

                  Dlaczego w szkole nie uczą o psychologii miłości, zwiazków, rodzicielstwa? To
                  ważniejsze niż wkucie lewych dopływów Wisły. :)))
                  • nikita366 Re: mam konkurencję 16.07.07, 14:03
                    Masz rację Sagitko, powinnismy miec przynajmniej podstawy psychologii
                    rodzicielstwa,c zy zwiazkow. Choć podejrzewam ,ze wiekszość i tak nauczyłaby sie
                    niestety na swoich błedach..

                    Wkleję cos ,co nie jest moje ale mam nadzieję, ze autor się nie obrazi.
                    Uważam,ze to rownież ma wielkie znaczenie w zwiazku.
                    Chodzi o nastawienie na tymczasowość:
                    "
                    A co dobrego może
                    wyniknąć z nastawienia na tymczasowość?

                    Wszystko.
                    Im bardziej czujesz, że coś jest tymczasowe, tym więcej energii, zaangażowania
                    w to wkładasz. Czujesz, że może się wymknąć z rąk, więc chcesz wydobyć z tego
                    jak najwięcej. Starasz się. Nie na darmo jedne z lepszych podręczników
                    psychologii było napisanych pod tytułem: "Co byś zrobił, gdybyś miał przed sobą
                    tylko rok życia?".
                    Dokładnie tak.
                    Nie przykladamy się do życia, do miłości,
                    jeśli czujemy, że to będzie jakby trwało wiecznie.
                    A jak masz np. diagnozę
                    lekarską: "Drogi Panie, ma pan raka, przed sobą pół roku życia". To co robię?
                    ZACZYNAM wtedy naprawdę żyć. Żyć intensywniej, płomieniem, zapominam o rzeczach
                    NIEWAŻNYCH, zaczynam całą energię wkładać w to, CO WAŻNE.

                    Nie przejmują mnie rozrzucone skarpetki na podłodze, tylko miłość.

                    Tymczasowość jest bardzo ważna. Największym dramatem ślubów (i późniejszych
                    rozwodów) jest to, że ludzie w momencie powiedzenia"Tak, będę cię kochał do
                    końca życia" nagle zamieniają tę drugą osobę we własną lodówkę, pralkę,
                    telewizor, - to JUŻ jest MOJE i będzie forever, nie muszę się starać, mam to
                    zapewnione. Mogę juz olać, mam papier.

                    Tymczasowość zabiera ci ten papier. Musisz się starać codziennie: nad ranem, po
                    południu i wieczorem, nie możesz odpuścić, bo miłość zniknie. Musisz
                    pielęgnować.

                    I to jest chyba dobra diagnoza życia, o której zapominamy.

                    Lepiej mieć przed sobą rok życia pełnego niż 100 lat życia udawanego."
          • ilragazzo Re: mam konkurencję 13.07.07, 13:55
            > Jeśli jej zdobywanie jeszcze trwa. Jak jest już całkowicie zdobyta, to staje
            > się jednym z wielu zainteresowań.

            Cynicznie: to jest optymistyczny wariant. Pesymistyczny brzmi: "(...) zostaje
            zastąpiona przez jedno z wielu zainteresowań" ;-)

            > A czy istnieja związki gdzie kobieta jest na pierwszym miejscu nadal po 3
            > miesiącach?

            Poważnie rzecz ujmując, bazując na doświadczeniu swoim i kilku zaprzyjaźnionych
            par odpowiem: tak, istnieją, i to w większości. Moja kobieta jest na pierwszym
            miejscu. W tym samym związku - jestem tego świadomy - kobieta (moja) uważa, że
            za mało czasu jej poświęcam, że czuje konkurencje ze strony innych
            zainsteresowań, którym - wg mojej parnterki - poświęcam zbyt dużo czasu...
            (czyli czuje się jednym z wielu zainteresowań)... a przecież ja z tylu już
            zrezygnowałem, by chołubić moją kobietę...

            Problem podejrzewam stary jak świat, chyba nierozwiązany, bo albo mężczyzna
            poświęci się całkowicie kobiecie (...i niestety zmieni kierunek po wspomnianych
            3 miesiącach na przeciwny), albo związek wypracuje jakiś kulawy kompromis, w
            którym część zainteresowań trzeba pominąć (ale ja żyję bez nich i jestem nie
            mniej szczęśliwy), a kobieta niestety dostanie tylko część tego czasu, którego
            potrzebuje/chce...

            U nas działa kompromis... całkiem nieźle jak sądzę. Ale przymiotnik "kulawy" i
            tak zostanie, bo każde z nas z czegoś rezygnuje.
            • eeela Re: mam konkurencję 13.07.07, 14:34
              Nie da sie zyc w grupie, z niczego nie rezygnujac na rzecz innej osoby/innych
              osob. Nie kradniemy towaru z polek, gdy nikt nie widzi, albo nie wyrywamy innym
              na ulicy portfeli, bo wyrzekamy sie nabycia dobr dla nabycia poczucia
              bezpieczenstwa. Zycie jakiejkolwiek grupie spolecznej, czy to jest rodzina, czy
              Unia Europejska, wymaga rezygnowania z czegos. Nie nazwalabym tego 'kuleniem',
              tylko zdrowym rozsadkiem. 'Kuleje' naprawde dopiero wtedy, kiedy zdrowy rozsadek
              zawodzi.
              • ilragazzo Re: mam konkurencję 13.07.07, 15:59
                > Nie nazwalabym tego 'kuleniem',
                > tylko zdrowym rozsadkiem. 'Kuleje' naprawde dopiero wtedy, kiedy zdrowy
                rozsade
                > k
                > zawodzi.

                Tak, masz racje. Aczkolwiek jako idealista chciałbym mieć wystarczająco czasu i
                dla Kobiety i dla reszty zainteresowań. Wtedy bym sie pozbył przymiotnika.
            • be_lata1 Re: mam konkurencję 13.07.07, 16:03
              W miarę jedzenia apetyt rośnie. Ty rezygnujesz a jej ciągle mało czyżby to
              zaborczość była?
              • ilragazzo Re: mam konkurencję 13.07.07, 20:28
                > W miarę jedzenia apetyt rośnie. Ty rezygnujesz a jej ciągle mało czyżby to
                > zaborczość była?

                hihi - nie sądzę. Nie czuję się pokrzywdzony, więc raczej nie jest to zaborczość.
                • be_lata1 Re: mam konkurencję 13.07.07, 22:22
                  To tylko wam życzyć dłuższej doby, żeby czasu na wszystko starczyło;-))
    • miedzianakonefka Re: mam konkurencję 13.07.07, 21:12
      Kiedyś było inaczej ? W sumie musiało skoro jest związek. Trzeba by sie
      zastanowić co było wcześniej teges i czego teraz brakuje że jest nie teges.

      Alleluja i do przodu...
      • jaktota Re: mam konkurencję 14.07.07, 00:18
        Więcej wzajemnej uwagi, większa zależność, mniejsze dziecko, pożądanie ....

        Przede wszystkim pożądanie !!!

        To chyba faktycznie prawda, że co około 1 do 10 lat związki się zmieniają. Mój
        rok jest 9, a przemiana trwa już jakieś 2. Cy to oznacza, że jeszcze rok i
        będzie z głowy?
        • vincentyna Re: mam konkurencję 14.07.07, 01:20
          A sa jakies rzeczy, ktore Ty robisz bez niego ???
          I on bywa o to zazdrosny ????

          Jesli odpowiedzialas 2x nie to jestes typowa kuchta wiszaca na swoim gachu i nic
          wiecej, i wcale sie nie dziwie, ze twoj woli sledzic allegro niz z toba
          gadac....moze pora miec swoje wlasne hobby ??????
          • miedzianakonefka Re: mam konkurencję 14.07.07, 01:29
            Allegro ? To dopiero jest chore. Ja tam wolę gołe baby pooglądać :P

            Alleluja i do przodu...
        • sagittka Re: mam konkurencję 14.07.07, 16:21
          > To chyba faktycznie prawda, że co około 1 do 10 lat związki się zmieniają.

          Tak to prawda, bo miłość nie jest stanem, ale procesem toczącym się w długim
          związku. Związek przechodzi różne fazy, od zakochania, przez miłość kompletną,
          aż do związku pustego lub rozpadu.
          Każdy, kto przeżył w związku choć kilka lat, widzi, ze inny był okres
          zakochania, wielkiej namiętności i ślepej miłości, a inny jest okres związany
          ze wspolnym życiem, codziennością, itp.
          Niektóre uczucia wygasają, bo taka jest ich natura. Np. poziom namiętności,
          który na początku gwałtownie rośnie, skazany jest nieuchronnie na spadek.
          Namiętność zastępowana jest szeroko rozumianą intymnością, bliskością,
          podtrzymywanym pożądaniem (choć siłą rzeczy na niższym poziomie, bo nie da się
          pożądać tak samo mocno jak w pierwszym roku kogoś, kogo zna się na wylot od 20
          lat).
          Trzeba się pogodzić z tym, że związki ewoluują, co nie oznacza że nie mogą być
          satysfakcjonujące.
          A jeśli dla kogoś przeżywanie namiętności i fascynacji jest najważniejsze, to
          nalezy się nastawić na częste zmiany partnerów, bo one umożliwiają stały dopływ
          nowych bodźców erotycznych.
          • kawitator Re: mam konkurencję 14.07.07, 20:52
            sagitka
            Dwa dzisiejsze posty w tym wątku
            Chylę czoła Jesteś w wyśmienitej formie intelektualnej Aż strach sie w tym
            wątku odzywać :-))))))))
            • sagittka Re: kawitator 15.07.07, 19:30
              kawitator napisał:
              > sagitka
              > Dwa dzisiejsze posty w tym wątku
              > Chylę czoła Jesteś w wyśmienitej formie intelektualnej Aż strach sie w tym
              > wątku odzywać :-))))))))

              To przyznam ci się, że jak pisałam ten post o tym, za co podziwiam mężczyzn, to
              pomyślałam między innymi o Tobie :) Przypomniały mi się twoje posty i o
              stosunkach damsko-męskich, o żaglach, o wódce z kolegami, wychowywaniu dzieci,
              itd. Wirtualnie jawisz mi się właśnie jako taki mężczyzna, który osiągnął w
              życiu równowagę, o jakiej pisałam.
    • lilyrush Re: mam konkurencję 16.07.07, 14:35
      jaktota napisała:

      > Tak .... Mam konkurencję.
      >
      > Moja konkurencja to gra komputerowa, aukcje na allegro i piwo do obiadu.
      > I to one sprawiaja przyjemność a nie ja.

      Skad ja to znam....
      Choć ja podobno tez sprawiałam przyjemnośc jaks ie dałam zaciagnąc do łóżka. A
      dawałam od czasu do czasu, zeby mieć potem swiety spokój.
      I bywałam w centrum uwagi- miałam być i siedziec razem z nim w domu na kanapie.
      Potrafił nawet wymysleć 100 powodów dla mnie, żebym nie musiała isc na moje
      ukochane zajęcia sportowe...Argument, ze ja to uwielbiam i nie zrezygnuje nie
      trafiał.
      słowo "rozwód" trafiło...
    • aandzia43 Re: mam konkurencję 16.07.07, 21:56
      No to ja startowałam z innego punktu widzenia na związek, niż panie, ktorym
      wydawało się, że małżonek zobowiązany jest spędzać z nimi każdą swoją nie
      przeznaczoną na pracę godzinę. Sama mam duszę samotnika i lubię mieć dużo czasu
      i przestrzeni dla siebie. Stąd moje mniej lub bardziej świadome wybory życiowe:
      jedno dizecko, mąż pochłonięty swoimi zajęciami itd.

      Doskonale wiedziałam, od zarania moich dziejów, że człowiek, mężczyzna też,
      potrzebuje chwili (raczej dłuższej niż krótszej) dla siebie. Nawet mówiłam, że
      mogłabym być żoną marynarza. To nie obojętność, to potrzeba dystansu i ciszy, w
      której można dogadać się samemu ze sobą. A potem wyjść do ludzi i mieć im coś do
      zaofiarowania.

      No i wpadłam w pułapkę własną ręką na siebie zastawioną. Mąż sie tak wyluzował,
      że zaczął dom i rodzinę traktować jak hotel, a siebie jak gościa honorowego. Na
      cudze baby nie chodził, bo on jakoś nie z takich, ale złapałam sie na tym, że
      nie mam właściwe męża i partnera, takiego, jaki jest mi potrzebny do szczęścia.
      On był zadowolony, że ma żonę tolerancyjną, nie wymagającą jego nieustannego
      towarzystwa, taką równą babę, która rozumie męską duszę. A ja byłam coraz
      bardziej nieszczęśliwa. Zagalopowałam się w tolerancji i robieniu miejsca koło
      siebie dla jego spraw.

      Nadal rozumiem męską duszę, przynajmniej w kwestii potrzeby posiadania własnego
      życia i rozrywek. Bo sama poniekąd mam taką. Ale nie toleruję już konkurencji w
      takim wymiarze, jak kiedyś.

      Nie ma to jak złoty środek. Ale jak trudno go złapać i utrzymać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka