cyjanokobalamina
26.07.07, 15:35
Przyznam, ze mam lekka treme przed napisaniem tego postu. Nie wiem czy bede w
stanie wyrazic ‘na pismie’ wszystko to, co dzieje sie wokol mnie, a przede
wszystkim w mojej glowie. Sprobuje.
Z mezem jestem od ponad 10 lat. Do tej pory nasze zycie bylo bardzo udane,
przez lata poznawalismy sie i dogadywalismy coraz lepiej, wlasciwie na nic
nie moglam narzekac, nie wylaczajac seksu. Maz zawsze byl dla mnie
atrakcyjny, podniecal mnie, w lozku bylo nam swietnie.
Mniej wiecej rok temu nawiazalam blizsza znajomosc z jednym ze
wspolpracownikow. Pisze ‘blizsza’, poniewaz wychodzi ona poza ogolnie
rozumiane relacje pomiedzy znajomymi z pracy. W naturalny sposob pojawila sie
u nas ochota czestszych rozmow, przebywania ze soba. Wszystko to w godzinach
pracy, nigdy nie spotkalismy sie poza nia, on ma zone i dzieci, ja meza,
szanujemy to. Istnieje miedzy nami silna wiez, trudna do opisania sila
(chemia?), ktora pcha nas ku sobie. Do tej pory nie uwazalam tego za nic
niestosownego, ot, naturalna sklonnosc czlowieka do szukania bratniej duszy.
Po pewnym czasie jednak przestala byc to zwykla przyjazn, poniewaz ani on,
ani ja nie potrafimy zapomniec o wzajemnej seksualnosci. Rozmowy staly sie
coraz bardziej pikantne, gesty i slowa coraz smielsze. Wiele razy zdarzalo
nam sie wspominac o tym, co bysmy sobie na wzajem zrobili, wymyslac scenerie,
opowiadac o snach i fantazjach z nami w rolach glownych. Ktos moglby
powiedziec – flirt flirtem, rozmowa rozmowa, jesli do niczego nie doszlo w
czym problem...
No wlasnie problem w tym, ze mezczyzna ten ciagle gosci w mojej glowie.
Jestem nieustannie podniecona. W pracy po rozmowach z nim, w domu na ich
wspomnienie. Dodam, ze moje zycie intymne nie uleglo zmianie ilosciowej, z
mezem kocham sie czesto i z checia. Niestety coraz bardziej zmienia sie pod
wzgledem jakosci. I to nie takiej wymiernej jakosci odczuwalnej fizycznie.
Chodzi o jakosc...jak by to nazwac...psychiczna. Otoz, za kazdym razem kiedy
uprawiamy seks, ja wyobrazam sobie znajomego z pracy. Co gorsza, z czasem
doszlo do tego, ze juz nie potrafie osiagnac podniecenia bez tych wyobrazen,
maz jako maz nie jest w stanie doprowadzic mnie do orgazmu. Bez przerwy
wyobrazam sobie jak odlotowo byloby z tym drugim, czesto samozaspokajajac sie
do tych wyobrazen.
Czuje sie z tym bardzo zle. Rozmowy z partnerem nie planuje, wyznanie
zlamaloby mu serce. Nie wiem co robic. Moje cialo reaguje na innego jak
oszalale w pracy, ciagnac za soba umysl w domu. Czasem mysle, ze dla
odzyskania rownowagi powinnam zwyczajnie przespac sie z kolega, w nadziei, ze
fantazje fantazjami, a znajomy w lozku okaze sie do dupy. Jednak co jesli
byloby wspaniale? Mialabym reguralnie zdradzac meza? Nie chcialabym, wyrzuty
sumienia by mnie zabily. Przed pojawieniem sie drugiego nasz seks byl
niesamowity. Kolega niejako ‘wyparl’ meza z mojej glowy. Co zrobic, zeby
przywrocic stan rzeczy sprzed poznania wspolpracownika? Jakies pomysly,
rady?