Dodaj do ulubionych

Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy

26.07.07, 15:35
Przyznam, ze mam lekka treme przed napisaniem tego postu. Nie wiem czy bede w
stanie wyrazic ‘na pismie’ wszystko to, co dzieje sie wokol mnie, a przede
wszystkim w mojej glowie. Sprobuje.

Z mezem jestem od ponad 10 lat. Do tej pory nasze zycie bylo bardzo udane,
przez lata poznawalismy sie i dogadywalismy coraz lepiej, wlasciwie na nic
nie moglam narzekac, nie wylaczajac seksu. Maz zawsze byl dla mnie
atrakcyjny, podniecal mnie, w lozku bylo nam swietnie.

Mniej wiecej rok temu nawiazalam blizsza znajomosc z jednym ze
wspolpracownikow. Pisze ‘blizsza’, poniewaz wychodzi ona poza ogolnie
rozumiane relacje pomiedzy znajomymi z pracy. W naturalny sposob pojawila sie
u nas ochota czestszych rozmow, przebywania ze soba. Wszystko to w godzinach
pracy, nigdy nie spotkalismy sie poza nia, on ma zone i dzieci, ja meza,
szanujemy to. Istnieje miedzy nami silna wiez, trudna do opisania sila
(chemia?), ktora pcha nas ku sobie. Do tej pory nie uwazalam tego za nic
niestosownego, ot, naturalna sklonnosc czlowieka do szukania bratniej duszy.
Po pewnym czasie jednak przestala byc to zwykla przyjazn, poniewaz ani on,
ani ja nie potrafimy zapomniec o wzajemnej seksualnosci. Rozmowy staly sie
coraz bardziej pikantne, gesty i slowa coraz smielsze. Wiele razy zdarzalo
nam sie wspominac o tym, co bysmy sobie na wzajem zrobili, wymyslac scenerie,
opowiadac o snach i fantazjach z nami w rolach glownych. Ktos moglby
powiedziec – flirt flirtem, rozmowa rozmowa, jesli do niczego nie doszlo w
czym problem...

No wlasnie problem w tym, ze mezczyzna ten ciagle gosci w mojej glowie.
Jestem nieustannie podniecona. W pracy po rozmowach z nim, w domu na ich
wspomnienie. Dodam, ze moje zycie intymne nie uleglo zmianie ilosciowej, z
mezem kocham sie czesto i z checia. Niestety coraz bardziej zmienia sie pod
wzgledem jakosci. I to nie takiej wymiernej jakosci odczuwalnej fizycznie.
Chodzi o jakosc...jak by to nazwac...psychiczna. Otoz, za kazdym razem kiedy
uprawiamy seks, ja wyobrazam sobie znajomego z pracy. Co gorsza, z czasem
doszlo do tego, ze juz nie potrafie osiagnac podniecenia bez tych wyobrazen,
maz jako maz nie jest w stanie doprowadzic mnie do orgazmu. Bez przerwy
wyobrazam sobie jak odlotowo byloby z tym drugim, czesto samozaspokajajac sie
do tych wyobrazen.

Czuje sie z tym bardzo zle. Rozmowy z partnerem nie planuje, wyznanie
zlamaloby mu serce. Nie wiem co robic. Moje cialo reaguje na innego jak
oszalale w pracy, ciagnac za soba umysl w domu. Czasem mysle, ze dla
odzyskania rownowagi powinnam zwyczajnie przespac sie z kolega, w nadziei, ze
fantazje fantazjami, a znajomy w lozku okaze sie do dupy. Jednak co jesli
byloby wspaniale? Mialabym reguralnie zdradzac meza? Nie chcialabym, wyrzuty
sumienia by mnie zabily. Przed pojawieniem sie drugiego nasz seks byl
niesamowity. Kolega niejako ‘wyparl’ meza z mojej glowy. Co zrobic, zeby
przywrocic stan rzeczy sprzed poznania wspolpracownika? Jakies pomysly,
rady?
Obserwuj wątek
    • avide Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 16:14
      Tak duuuuży kubeł zimnej wody na głowe.
      Kobieto rozwalasz sobie życie. niszczysz je sobie i swojej rodzinie.
      Jest tylko jedna rada.
      Całkowicie zaprzestanie rozmów z kolegą, całkowite !!!!!!!!!!!!!
      żadnych smsów, żadnych uśmiechów, gestów. żadnego opowiadania. Najlepiej
      przejdzcie na Pan, Pani. Jesteś o krok od romansu który może Ci rozwalić całe
      życie.
      ŻEBY ZDRADZAĆ TRZEBA MIEĆ OGROMNE JAJA !!!!!!!!!!!!!

      Ty z pewnością ich nie masz bo masz wyrzuty sumienia na etapie myśli.
      Wpakujesz się w taki kanał że szkoda gadać.
      Gdyby seks nie grał, mąż Cię nie rozumiał, było źle w domu. Ale u Ciebie
      wszystko gra, przynajmniej z tego co piszesz.
      Wiej z tej znajomości. Bądź dla niego zimna. Inaczej cię przeleci. Nie dość że w
      domu sobie zrobisz bałagan to jeszcze się toksycznie w pracy zrobi i jest spora
      szansa że któreś z was poleci ze stanowiska.

      NIE, NIE, i jesze raz NIE.
      Powiedz mu Papaa i zacznij do niego się zwracać "Panie X"

      PS. Osobiście nie wierzę że pójdziesz za moją radą. Ty już postanowiłaś. On i
      tak Cie przeleci. Zrobił to już myślach, Ty również to zrobiłaś, czas
      zalegalizować ten związek. Podoba Ci się miano "czyjejś kochanki" ????????
      Heheh później Twoja bratnia dusza pochwali się przy piwku przed kumplami jak
      jest macho a Ty wyjdziesz na łatwą...

      życie ...
      tak często ludzie nie doceniają tego co dał im los.
      ech .... brak słów.
      • bugbuddy Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 16:27
        Łatwo Ci tak mówić. Tutaj działa chemia, emocje, oni oboje nie myślą juz
        racjonalnie. Oby tylko zachowali na tyle przytomności umysłu, aby nie wydało się
        w domu i pracy.
        • avide Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 17:05
          Nie bugbuddy jeszcze świadomość i umysł działa, choć i chemia już zaczęła
          działać. Pytanie co wygra ??? Rozsądek, czy namiętność.

          Widzisz nie jestem księdzem z kropidłem i nie chce karcić ani bawić się w
          morały. Zdrada wiele ma twarzy. Czasami jest nawet uzasadniona, ale ona ma
          WSZYSTKO, jest SZCZĘŚLIWA, mąż jest ATRAKCYJNY, w łóżku jest jej DOBRZE.
          Generalnie nie ma się do czego przyczepić.
          Z resztą .... niech się bzykną. może jej to pozwoli zrozumieć że tak naprawdę
          nie warto jeśli w domu wszystko gra.
      • cyjanokobalamina Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 17:05
        >PS. Osobiście nie wierzę że pójdziesz za moją radą. Ty już postanowiłaś. On i
        >tak Cie przeleci. Zrobił to już myślach, Ty również to zrobiłaś, czas
        >zalegalizować ten związek.

        Mylisz sie, Avide. Niczego nie postanowilam. Nie wiem jak u innych, ale u mnie
        od mysli jeszcze daleko do czynow. Gdybym chciala, zdradzilabym juz. Podalam
        mozliwosc zdrady jako przyklad jednego z rozwiazan, niekoniecznie najlepszego.

        Uwierz mi, ze jak najbardziej doceniam to, co mam. Desperacko jednak szukam
        wyjscia z calej tej sytuacji, zanim zacznie miec wplyw na moj stosunek do meza.
        Uwazasz, ze powinnam unikac znajomego. Jest w tym sporo racji, probowalam wiele
        razy, pomagalo na jakis czas. Niestety nie mam mozliwosci calkowitego odciecia
        sie od niego. Musialabym zmienic prace, czego bardzo nie chcialabym robic.

        Czy ktos z forumowiczow byl w podobnej sytuacji? Czy wlasnie tak zaczyna sie
        romans? Wyglada na to, ze tak. W takim razie moj watek srednio nadaje sie na to
        forum. Chyba podswiadomie chcialam podciagnac go pod temat fantazji seksualnych
        i tego w jakim nasileniu moga sie pojawiac w dlugoletnim zwiazku. Hmmm...
        • avide Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 17:18
          Twój wątek jak najbardziej nadaje sie na to forum i niejedne taki już tutaj był.

          Nie wiesz co zrobić ??? Przeczytaj co napisałem.
          Jest tylko jeden sposób.
          Powiedz mu wprost że zaczyna Ci ciążyć ta znajomość. Że masz wrażenie że
          idziecie w kierunku łóżka.
          Albo jeszcze lepiej czekaj mam pomysł. hehehhehehe
          Powiedz mu że świetnie się bawiłaś, i bardzo się cieszysz że jest dla Ciebie
          jako mężczyzna całkowicie aseksualny. Dodatkowo żonaty, dzieciaty.
          Fajnie się flirtowało ale już starczy. Bo "przecież nie myślałeś że się z Tobą
          prześpię no co ty ???" I śmiech szyderczy.
          Zrób to tak by pomyślał że się nim zabawiłaś. Jeśli ma odrobinę męskiej dumy,
          odwróci się na pięcie i to będzie koniec pięknie zapowiadającego się romansu
          biurowego.

          Dając mu do zrozumienia że sie nim zabawiłaś postąpisz okrutnie, ale spalisz za
          sobą wszystkie mosty.
          Wiesz wybór należy do Ciebie, albo romans, albo małżeństwo. Co wybierasz ??

          Flirtując z nim dalej bzykniecie się na milion procent. Funta kłaków nie
          postawie na Twoją wierność jeśli nie odetniesz się od tego jednoznacznie.

          Acha powiedz mu na koniec nieśmiertelny tekst spławiający "Zostańmy
          przyjaciółmi" :)))). To jak policzek w twarz dla faceta, który miał na Ciebie
          ochotę.

          Decyzja należy do Ciebie.
          Acha i nie pisz mi tutaj że od myślenia do działania jest u Ciebie daleko, sama
          nie wiesz jak blisko jest w rzeczywistości. Jeden wspólny wyjazd, delegacja,
          impreza firmowa, czy zwyczajne nadgodziny i przećwiczycie wytrzymałość firmowego
          biurka, a później sprawdzicie czy aby ściany są solidnie zamocowane, no i jaka
          jest ich dźwiękochłonność, usłyszy ktos czy nie ????
        • avide zapomniałem napisać. 26.07.07, 17:22
          nie napisałem zapomniałem.

          TAK tak właśnie zaczyna sie romans.

          PS. Glosator weź jej napisz tak od serca jak to tylko Ty potrafisz plizzzz :)).
      • ilragazzo Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 17:22
        > Tak duuuuży kubeł zimnej wody na głowe.

        No przydał by się, ale czy komukolwiek z obecnych w podobnej sytuacji coś ów
        kubeł pomógł? Mówiąc za siebie - nie.

        Można próbować uwięzić ciało, ale psychiki się raczej nie da.

        > Gdyby seks nie grał, mąż Cię nie rozumiał, było źle w domu. Ale u Ciebie
        > wszystko gra, przynajmniej z tego co piszesz.
        > Wiej z tej znajomości. Bądź dla niego zimna. Inaczej cię przeleci. Nie dość
        że
        > w
        > domu sobie zrobisz bałagan to jeszcze się toksycznie w pracy zrobi i jest
        spora
        > szansa że któreś z was poleci ze stanowiska.

        To wszystko prawda, ale jakie to ma znaczenie? Romans się już rozpoczął. Jeśli
        ulegną - będą zapewne żałowali, że ulegli. Jeśli nie ulegną - będą równie długo
        żałowali (jeśli nie dłużej, bo tak szybko flirt zapewne nie wygaśnie), że nie
        ulegli.

        ot, pat.

        > Powiedz mu Papaa i zacznij do niego się zwracać "Panie X"

        Gorąco życzę, aby pomogło i radzę tak zrobić, ale wątpię w powodzenie :(

        > On i
        > tak Cie przeleci.

        A fe! co za słowo. przecież oboje tego chcą! pasuje bardziej: kochac
        sie/spac/bzykac/chędożyć/pi*c etc. (niepotrzebne skreślić).

        > Heheh później Twoja bratnia dusza pochwali się przy piwku przed kumplami jak
        > jest macho a Ty wyjdziesz na łatwą...

        Avide, no to już jest nadużycie. skąd wiesz, że to taki typ? Zapewniam, że jest
        wielu (jeśli nie większość), którzy się nie chwalą. A jeśli już, to
        rzadko "imiennie". Nie znasz faceta a już go oceniła(e)ś.

        > tak często ludzie nie doceniają tego co dał im los.

        Można by sparafrazować Kochanowskiego:
        "Szlachetne _życie_,nikt się nie dowie jako smakujesz,aż się zepsujesz". I co?
        Mądrzejsi jesteśmy? Nie sądzę...
        • avide Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 17:37
          ilragazzo napisał:

          > > Tak duuuuży kubeł zimnej wody na głowę.
          >
          > No przydał by się, ale czy komukolwiek z obecnych w podobnej sytuacji coś ów
          > kubeł pomógł? Mówiąc za siebie - nie.
          >

          To tylko taka przenośnia.

          > Można próbować uwięzić ciało, ale psychiki się raczej nie da.
          >

          Nie można dlatego dopóki jeszcze mózg działa a nie jajniki co co tam jeszcze nie
          utnie to wszystko w zarodku. TO JEDYNA METODA. Inaczej romans.

          >
          > To wszystko prawda, ale jakie to ma znaczenie? Romans się już rozpoczął. Jeśli
          > ulegną - będą zapewne żałowali, że ulegli. Jeśli nie ulegną - będą równie
          długo żałowali (jeśli nie dłużej, bo tak szybko flirt zapewne nie wygaśnie), że
          nie ulegli.
          >
          > ot, pat.
          >

          Romans jeszcze sie nie zaczął tylko flirt. To ogromna różnica. Pat ?? jaki pat.
          Zdecydowanie większa jest rauma jak się zdradzi niz jak się ząłu że sie nie
          zdradziło zwłąszcza jak sie w domu ma wszyskto czego się od życia oczekuje.
          To jest tutaj podstawa. Gdyby jej facet dawał ciała. Ok jest sam sobie winien i
          jeszcze bym jej przyklasnął. Ale sama pisze że nie jest tak dlatego mam tutaj
          jednoznaczne zdanie. dlatego nie warto !!!! Ona teraz nie myśli szarymi
          komórkami tylko feromonami. Za 3 do 6 miesięcy przejdzie i być może wtedy będzie
          szczęśliwa że tego nie zrobiła. Zdradzić ZAWSZE zdąży. Faceta do łóżka sobie
          znaleść to żaden problem. Wystarczy że na tym forum napisze wprost i dostanie z
          10 propozycji !!!



          > > Powiedz mu Papaa i zacznij do niego się zwracać "Panie X"
          >

          Gorąco życzę, aby pomogło i radzę tak zrobić, ale wątpię w powodzenie :(

          To znowu była przenośnia do jednoznacznego postawienia sprawy. Jak ?? jeden ze
          sposobów napisałem powyżej.

          >



          > > On i
          > > tak Cie przeleci.
          >
          > A fe! co za słowo. przecież oboje tego chcą! pasuje bardziej: kochac
          > sie/spac/bzykac/chędożyć/pi*c etc. (niepotrzebne skreślić).

          plizzzzz to będzie istna króliczarnia. Jak dwa energizery będą kopulować a nie
          "kochać się". Mogę się założyć, zwłaszcza po tym jak opisała co i jak o nim
          myśli. Zwyczajnie sie zerżną i już.


          >
          > > Heheh później Twoja bratnia dusza pochwali się przy piwku przed kumplami
          > jak
          > > jest macho a Ty wyjdziesz na łatwą...
          >
          > Avide, no to już jest nadużycie. skąd wiesz, że to taki typ? Zapewniam, że jest
          >
          > wielu (jeśli nie większość), którzy się nie chwalą. A jeśli już, to
          > rzadko "imiennie". Nie znasz faceta a już go oceniła(e)ś.
          >

          oki nie wszyscy, wiem ale przejaskrawienie było celowe. Pewnie raczej nawet
          będzie dyskretny bo żonaty jest i dzieciaty. Nie zmienia to faktu że sobie w
          papierach nabruździ.


          > > tak często ludzie nie doceniają tego co dał im los.
          >
          > Można by sparafrazować Kochanowskiego:
          > "Szlachetne _życie_,nikt się nie dowie jako smakujesz,aż się zepsujesz". I co?
          > Mądrzejsi jesteśmy? Nie sądzę...

          śliczne, ciesze sie że literatura ojczysta nie jest ci obca tylko co z tego ????

          Pzdr.
          Avide.
          • ilragazzo Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 27.07.07, 09:35
            > > Można by sparafrazować Kochanowskiego:
            > > "Szlachetne _życie_,nikt się nie dowie jako smakujesz,aż się zepsujesz".
            > I co?
            > > Mądrzejsi jesteśmy? Nie sądzę...
            >
            > śliczne, ciesze sie że literatura ojczysta nie jest ci obca tylko co z
            tego ???
            > ?

            No właśnie to, że mimo zaprzęgnięcia historii, literatury, doświadczenia
            innych, wciąż wszyscy popełniamy błedy. Te same od wieków.

            Avide, nie kwestionuje Twoich rad, nawet się z nimi zgadzam, tylko że wątpię,
            czy ktokolwiek z nich korzysta. Sam doświadczyłem podobnej sytuacji. Może drugi
            raz uda mi się obronić, ale nie dlatego że jestem bardziej moralny, czy
            inteligentniejszy - wtedy dysponowałem podobna wiedzą jak teraz. Ale jedyne co
            mnie różni, to _własne_ doświadczenie. Cudze niestety do mnie nie przemawiało.

            Po prostu jestem sceptyczny, co do szans powodzenia.
      • glamourous Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 17:59
        Avide ma racje.

        Pewien moj kolega zawsze powtarza w takich razach malo elegancka, acz bardzo
        prawdziwa sentencje "gdzie sie pracuje, tam sie(.....)nie wojuje".

        I dokladnie tak to wyglada. Przekonalam sie o tym juz kilka razy. Fajnie jest,
        kiedy nudny biurowy dzien umila nam czyjas podniecajaca obecnosc, motylki
        fruwaja, czujemy sie piekne, pozadane itp. Ale w pracowe romanse wdawac sie nie
        wolno. Faceci sa rozni, a Ty nigdy nie masz gwarancji jak sie sprawy potocza.
        Teraz jestescie na etapie flirtu, wiec on zachowuje sie uroczo, uwodzi Cie,
        traktuje jak ksiezniczke - ale kto wie, jaki to wszystko przybierze obrot,
        jezeli sie ze soba przespicie. Plomienny romans i rozwalenie obu rodzin, a moze
        niesmak, zazenowanie - a potem obmawianie Cie przy wieczornym piwku z biurowymi
        kolegami. Nie kazdy facet ma niestety klase.

        Na otrzezwienie historyjka ktora ostatnio przytrafila sie mnie. Kilka miesiecy
        temu, w okresie mojego lozkowego kryzysu z mezem nawiazalam flirt z przystojnym
        kolega z pracy. Poniewaz mial on u mnie status "firmowego przyjaciela" i duzo
        ze soba rozmawialismy, chlapnelam mu kiedys to i owo o moim kryzysie w zwiazku.
        No i sie zaczelo. On poczul ze ma u mnie spore szanse i zaczal sie flirt. Facet
        przemily, kochany, maslane oczy, mile slowka, dlugie rozmowy. Rozpieszczal mnie
        bardzo, nieproszony przynosil kawki, zapraszal na obiadki, doszlo nawet do
        tego, ze z wlasnej inicjatywy sprzatal moje biurko ;-))) No cud-miod i wielka
        przyjazn. Oczywiscie caly czas dazyl do tego zeby polaczylo nas cos wiecej,
        chcial zebym w jeo ramionach pocieszyla sie z domowych frustracji. Twierdzil,
        ze chce ze mna byc, choc status kochanka w zupelnosci by mu wystarczyl. Powiem
        ze nawet pare razy uleglam erotycznej atmosferze, byly jakies tam pocalunki,
        itp. W koncu jednak kryzys z mezem minal, powiedzialam mu kilka razy stanowczo,
        acz delikatnie, ze meza jednak z nim nie zdradze - i pokazala sie druga strona
        medalu. Facet ni stad ni zowad zaczal mnie totalnie ignorowac. Zachowuje sie
        jak obrazony dzieciak, w pracy sie do mnie nie odzywa, praktycznie przestal mi
        nawet mowic "czesc". Totalna zimna wojna i okropna atmosfera. A ja za kazdym
        razem, kiedy go widze - juz teraz jako totalnie zimna, obca osobe - z
        przerazeniem mysle co by to bylo, gdybym sie jednak wtedy z nim przespala?? Byc
        moze tez by mnie tak teraz ignorowal, traktowal jak powietrze, zero szacunku,
        brrrrrrrrrrrrrr, okropnosc...

        Jeszzce raz powtarzam : nie kazdy facet ma klase i nie kazdego bedzie stac na
        to zeby - cokolwiek sie miedzy wami nie wydarzy - do konca traktowac cie z
        szacunkiem... A potem w pracy bedziesz skazana na jego towarzystwo...
      • marek_kolomanski moja koleżanka miała podobny przypadek... 06.08.07, 15:28
        ...będąc mężatką, poznała w pracy nowego "przyjaciela"
        Mąż często wyjeżdżał, ona zaś imprezowała po pracy z "przyjacielem" i innymi
        znajomymi.
        Jak nietrudno się domyśleć, zakochała się i odeszła od męża.
        W międzyczasie dla męża była zimna jak lód, co wielokrotnie już było opisywane
        na tym forum.
        Następnie wyszła za mąż za "przyjaciela", obecnie mają dziecko i są ze sobą
        raczej szczęśliwi.

        Zakończenia podobnych historii jak widać mogą być różne...
      • antylopa85 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 05.09.07, 16:16
        Zgadzam sie w zuepełności... lepiej ogranicz sie do krótkich rozmwó
        i to tylko na tematy słuzbowe, bo to całe opowiadanie o udanym
        małżenstwie niebedzie juz aktualne bo je zniszczysz... a pamiętasz
        jeszcze przysięge małżeńską? aż do śmierci....
      • ania19755 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 13.09.07, 17:31
        fajnie...
    • al9 avide ma rację 26.07.07, 17:15
      Masz dwa wyjścia: szybko skonsumuj swoje wyobrazenia i pozwól życiu przynieść
      nowe rozwiązania.... Z pełna świadomością mam nadzieję, że nowy facet może być
      kompletnie beznadziejny nawet nie w łóżku ale w zyciu. Może być skąpiradłem,
      leniem, egoistą ... nic o nim nie wiesz.
      Drugie - zmień SZYBKO pracę. I ratuj co masz.
      Trzeciego wyjścia nie ma, bo NIC nie robienie tylko pogarsza sytuację...
      Pozdr
      al
    • miedzianakonefka Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 17:35
      Kurde panowie was już całkiem pogło kompletnie z tym. Kuźwa widzicie w tej
      sytuacji siebie jako partnera czy co ? Dajcie dziewusze spokój niech robi co
      uważa. Jak jej kolega pasuje to niech z nim robi spotkania i przekłądańce na
      dziesiątą stronę, w dwójkę w tójkę albo w dziesiątkę. Życie ma tylko jedno i po
      co ma na stare lata żałować. Avide dziwie się. Przemawiasz jak ksiądz z ambony
      co to z buzi napomnienia padają o życiu w czystości w zakrystii dzieci czekają
      na tatusia.

      Alleluja i do przodu...
      • miedzianakonefka Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 17:38
        Eh. Przepraszam nie doczytałem i głupio napisałem. Przepraszam. W
        szczególności Avide-a Wybacz.

        Alleluja i do przodu...
        • avide Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 17:47
          kurde teraz to mnie z tropu zbiłeś ?????
          Za cholerę nie wiem za czo przepraszasz,
          konefka przypaliłeś coś czy co ???? Stary nie pal tego więcej. :)))

          Brzmiałem jak ksiądz z ambony z premedytacją i pełna świadomością. :))))
          Masz pełną racje. Ale tak miało zabrzmieć. :))
          • miedzianakonefka Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 17:58
            O to mi chodziło "ŻEBY ZDRADZAĆ TRZEBA MIEĆ OGROMNE JAJA !!!!!!!!!!!!!" I tu
            leży racja bo czasami lepiej się rozwieść niż zdradzać. Mniej nerwów.
            A przepraszałem bo Twój post nie był taki jednostronny jak mi się na pierwszy
            rzut oka wydawało.

            Alleluja i do przodu...
            • anais_nin666 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 18:03
              Też się zgodze z tym, że trzeba miec jaja, by zdradzać. Niezłą pamięc i sporo sił.
      • avide Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 17:44
        hehehe spoko konefka,
        w zasadzie to niech sie bzykają, ma to w d...
        Wiedziałem że jak Ty się pojawisz w tym wątku natychmiast dasz jej rozgrzeszenie
        zatem aby była równowaga tak mi się napisało.

        Ja ja przez kolano przełożę a Ty ... :))) dasz jej czułego klapsa w pupkę i po
        smyrasz po udzie :))).
        Wszyscy będą szczęśliwi.
        • bugbuddy Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 18:06
          > Ja ja przez kolano przełożę a Ty ... :))) dasz jej czułego klapsa w pupkę i po
          > smyrasz po udzie :))).

          Nie jest to głupia myśl ;-)
        • glosatorr Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 18:10
          avide napisał:

          > hehehe spoko konefka,
          > w zasadzie to niech sie bzykają, ma to w d...
          > Wiedziałem że jak Ty się pojawisz w tym wątku natychmiast dasz jej rozgrzeszeni
          > e
          > zatem aby była równowaga tak mi się napisało.
          >
          > Ja ja przez kolano przełożę a Ty ... :))) dasz jej czułego klapsa w pupkę i po
          > smyrasz po udzie :))).
          > Wszyscy będą szczęśliwi.

          Zboczeńcy! :_)))
    • anais_nin666 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 17:45
      Cyjanokobalamino, jesteś na prostej drodze do ogromnej fascynacji (a moze to
      juz w trakcie), być może zakochania w kims kto już ma rodzine i pewnie nie
      zechce Ci dac nic więcej niż seks w wolnej od rodziny chwili. Z tego co piszesz,
      Ty chwilowo tez niekoniecznie marzysz o zakończeniu związku z mężem, bo jest Wam
      razem dobrze.
      Jednak wejście w bliższą realcję z owym mężczyzną nieuchronnie zblizy Cie do
      niego tak bardzo, że od męża będziesz oddalac się z każda chwila mocniej, on
      oddali sie od zony. Być może oboje zniszczycie swoje dotychczasowe zwiazki,
      razem pewnie nigdy nie bedziecie, przezyjecie za to wiele bolu i rozczarowan,
      smutku i zwątpienia.
      Nie wiem czy warto ryzykowac to co masz dla chemii.

      Co zrobić, by o nim nie myśleć? Nie kontaktować sie... Codzienne widzenie
      niestety nie ostudzi Waszych zapędów, nawet jesli będziecie bardzo chciec
      skonczyc znajomość.
      Zmienic prace? Tak. Jesli tylko mozesz (lub on) - to na pewno.
      Nie ma innej rady. Nie na tym etapie.
      Zbyt mocno w siebie wsiąkliście, by słowa "trzeba to skonczyc" faktycznie
      znajomosc skonczyly.
      Poki masz w sobie dosc zdrowego rozsadku, by zauwazyc, ze flirt przeradza sie w
      cos bardziej intensywnego - zwijaj żagle.
      Choć ów stan zakochiwania - nie do przecenienia:)
      Powodzenia Cyjanokobalamino w trudnej sztuce odchodzenia :)
    • glosatorr Grzech - myślą, uczynkiem i zaniedbaniem 26.07.07, 18:08
      cyjanokobalamina napisała:

      AVIDE - napisałeś dobrze - ale dla mnie za delikatnie.
      Tak więc Cyjankobalamino - ja nie należę do delikatnych i mój kubeł zimnej wody
      będzie mocniejszy.

      Powiem Ci Cyjanko, że zło - tak, nie boję się tego nazwać dosadnie - zło rodzi
      się w głowie. Od głowy się zaczyna. Mnie cieszy jedno - czujesz, że dzieje się
      źle. Ja powiem więcej - już się stało. Jedyna szansa dla uratowania Twojego
      związku tkwi w tym, czy zdajesz sobie sprawę z tego co zrobiłaś....

      >
      > Z mezem jestem od ponad 10 lat. Do tej pory nasze zycie bylo bardzo udane.

      Wierzę Ci. Naprawdę wierzę. Jeśli czytają mnie inni forumowicze, którzy uważają,
      że jestem porąbany pisząc, że największe problemy w związkach rodzą się
      niechcący, jako drobnostka, jako coś zupełnie nieistotnego i niewinnego - i ten
      punkt przeoczają - to przypadek Cyjanki jest doskonałą ilustracją mojej tezy.
      Oto niewinny biurowy flirt - zadowolonej ze związku mężatki może sprawić problem
      wielu ludziom - jej mężowi i jej samej, koledze z pracy i jego związkowi, żonie,
      dzieciom.... Niewinne przecież rozmowy, złudzenie o możliwej przyjaźni między
      mężatką i żonatym.... A tu nagle srrrrrrruuu!

      >
      > Mniej wiecej rok temu nawiazalam blizsza znajomosc z jednym ze
      > wspolpracownikow. ...Istnieje miedzy nami silna wiez, ... sila
      > , ktora pcha nas ku sobie.

      Tak - nazwijmy to po imieniu. Pożądanie - między Wami jest pożądanie. Nie jest
      to ani miłość, ani fascynacja - tylko czyste fizyczne pożądanie. Nawet nie
      przyjaźń, bo przyjaciel, przyjacielowi by czegoś takiego nie zrobił.

      > Do tej pory nie uwazalam tego za nic
      > niestosownego,

      Oto pierwszy błąd - widzisz myliłaś się - to było niestosowne. Miejsce pracy -
      to miejsce wyłącznie na pracę.

      > ot, naturalna sklonnosc czlowieka do szukania bratniej duszy.

      A czemu jej szukałaś? Czegoś Ci brakowało w małżeństwie, czyż nie?
      Czy Twój mąż nie jest dla Ciebie bratnią duszą?

      > Po pewnym czasie jednak przestala byc to zwykla przyjazn,

      To w żadnym momencie nie była przyjaźń. Używasz nieproporcjonalnych zwrotów.
      Przyjaciel nie robi niczego co skrzywdzi jego przyjaciela i nie zrobi niczego by
      on poczuł się zagrożony. To co między Wami się dzieje - to nic innego jak birowy
      flirt, który przerodził się w biurowy romans. Ty się już dziewczno módl, aby
      jakaś Twoja nieżyczliwa Ci koleżanka, patrząc z boku nie dostrzegła, że się
      macie ku sobie i w ramach czystej babskiej złośliwości nie zadzwoniła do Ciebie
      do domu, by mężowi powiedzieć: "Jestem koleżanką Pańskiej żony z pracy. Żal mi
      patrzeć, jak Pańska żona migdali się z kolegą X. Niech pan porozmawia z żoną".
      Koleżanka może zasiać ziarno nieufności, które w końcu zniszczy to co uważasz za
      swoje szczęście. (Historia jaką tu ilustruję, jest autentyczna). Popatrz i sama
      sobie odpowiedz: Czy warto było przez rok ryzykować swoim własnym małżeństwem
      dla tego Twojego "niewinnego" romansu?

      > poniewaz ani on,
      > ani ja nie potrafimy zapomniec o wzajemnej seksualnosci.

      Przyjaźń pomiędzy przyjaciółmi, z których chociaż jeden jest w związku - jest z
      założenia ASEKSUALNA.

      > Rozmowy staly sie
      > coraz bardziej pikantne, jesli do niczego nie doszlo w czym problem...

      Wielki problem Nieznajoma. Widzisz - faceci zdradzają przede wszystkim ciałem.
      Kobiety zdradzają duszą, sercem lub umysłem. Ponieważ wszystko co przeżywacie
      jako przyjemne, przeżywacie w głowie - to w tym miejscu zdradzacie najłatwiej.
      DLatego kobieta może zdradzać męża w sieci - i wiele kobiet załatwiło sobie na
      amen związki przez "niewinne" romanse i seksik w sieci (np. na Skype czy GG).
      Nagle się obudziły jak ze snu, że nie chcą już męża, ale pragną faceta, z którym
      w realnym życiu nie spotkały się ani razu. Tak - tak bywa. Ty już zdradziłaś
      swojego męża. I nic już nie będzie takie samo jak było. Przecież będąc w łóżku z
      mężem, jesteś umysłem nie z mężem, ale z kolegą z pracy.

      > No wlasnie problem w tym, ze mezczyzna ten ciagle gosci w mojej glowie.

      Ychy - i będzie gościł, jeśli natychmiast, ostro, z miłości do męża, z szacunku
      dla samej siebie, z powodu tego, iż uświadomisz sobie, że na jednej szali
      postawiłaś całe swoje życie z mężem, to co budowaliście a na drugiej postawiłaś
      "niewinny" romansik z facetem, który pewnie miałby inny dylemat, gdyby jego żona
      dowiedziała się o "niewinnym romansie" z koleżanką w pracy. Wczuj się w żone
      kolegi - jak Ty byś odebrała wiadomość od "życzliwego", że Twój maż ma romansik
      z koleżanką.
      Jeśli Cię nie zaboli taka myśl - to znaczy, że już przesunęłaś granicę związku
      by być bliżej kolegi, potencjalnego kochanka. Już zaczynasz się usprawiedliwiać.
      Ale jeśli Cię lekko zakłuje serce, przeczytaj to co napisał Ci AVIDE - bo ma
      100%... nie - 1000% racji.


      > Jestem nieustannie podniecona. .. Niestety coraz bardziej zmienia sie pod
      > wzgledem jakosci.

      No właśnie - teraz narodził się problem wielu ludzi, którzy nie rozumieją, iż
      niby wszystko w ich małżeństwach jest ok - ale coś się psuje - ich żony, mężowie
      już nie kochają się z tą pasją jaką mieli pierwotnie. Jakoś ich relacji spadła i
      tu wchodzą i pytają się: Kocham go/ją - ale coś się zmieniło....
      Ty pokazujesz co może się zmienić. Ludzie nie doceniają szczęścia jakie mają.
      Przychodzi pokusa - niby coś nowego, coś co ożywia. Tak łatwo, w pracy, praca
      przez to nawet staje się milsza. I nagle budzą się w ramionach kolegi z pracy,
      który tak naprawdę bzyka tak jak mąż, daje to co dawał mąż, orgazm jest taki sam
      ale coś umarło. Ty jeszcze poszłaś po rozum do głowy - szukasz bo czujesz, że
      coś się psuje. Więc nie jest z Tobą źle.

      > maz jako maz nie jest w stanie doprowadzic mnie do orgazmu. Bez przerwy
      > wyobrazam sobie jak odlotowo byloby z tym drugim, czesto samozaspokajajac sie
      > do tych wyobrazen.

      Popatrz - razem z kolegą z pracy tworzycie iluzje. Jaki będzie zajebisty seks z
      nim. Iluzja zakradła się do Waszych głów i co? Czy jego penis jest inny niż
      penis męża? Kochasz kolegę? Odpowiedz sobie na pytanie - kochasz go?
      Czemu pomysły jakie Ci chodzą po głowie odnośnie Kolegi nie realizujesz z męzem?
      Mąż ma penisa na plecach? Ma jakieś opory? Myślę - że nie.
      Pociąga Cię nowość - myślisz iluzorycznie, że to co byś przeżyłą z kochankiem z
      pracy, byłoby zajebiste i o niebo lepsze. Bo Twoja iluzja Cię okłamuje. Ty
      siebie okłamujesz. Orgazm będziesz miałą taki sam - a moze nawet gorszy, jeśli
      Ci się włączy w trakcie seksu sumienie. Kochasz kochanka z pracy? Nie - nie
      kochasz - kręci Cię tylko seks - więc on może będzie superaśny - ale tylko raz.
      Potem jednak jak już orgazm opadnie pomyślisz sobie - K.....a, zdradziłam męża.
      Pomyśl, że w głowie - już go zdradzasz. Dociera to do Ciebie?

      >
      > Czuje sie z tym bardzo zle.

      Poczujesz się jeszcze gorzej - i powiem Ci, że jeśli zrozumiesz czemu się źle
      czujesz - to mam nadzieję, że to pchnie Cię do kroków, do jakich namawia Cię
      Avide. Do decyzji - czy przywrócisz porządek w swoim małżeństwie, otrząśniesz
      się z iluzji - czy porzucisz szczęście i miłość realnego męża, na rzecz
      spełnienia iluzji i mglistej konsekwencji zdrady, czyni dla zupełnie nieznanej
      Ci przyszłości - wcale nie takiej pięknej jak Ci iluzja podpowie. Bo idę o
      zakład, że Twój kolega nie za bardzo będzie chciał się rozwodzić ze swoją żoną.
      Zresztą.... na krzywdzie innych jeszcze niczego dobrego nie zbudowano.

      >Rozmowy z partnerem nie planuje, wyznanie
      > zlamaloby mu serce.

      Bo?
      Nazwij to po imieniu.
      Powiedz sobie głośno!
      Zdradziłam go w głowie - nawet nie miałam z tego przyjemności!

      >Nie wiem co robic.

      AVIDE DAŁ CI DOBE RADY~! - Posłuchaj go.

      >Mialabym reguralnie zdradzac meza? Nie chcialabym, wyrzuty
      > sumienia by mnie zabily.

      Tak, teraz mam tylko nadzieję, że jeśli uzmysłowisz sobie co zrobiłaś sobie,
      mężowi, własnemu szcześciu, że powstrzymasz się przed kolejną głupotą i poczucie
      winy - tak SYLWIO - tu p
      • miedzianakonefka Re: Grzech - myślą, uczynkiem i zaniedbaniem 26.07.07, 18:21
        Ześlizgnąłem się z krzesła i upadłem na podłogę. I tak czterdzieści siedem razy.
        Gloss daj spokój z tym umoralnianiem . Niech się bawi... Żałujesz jej czy co ?
        Za dwadzieścia lat będzie za stara nawet na to żeby ktoś plunął w jej kierunku.
        Niech sobie poszaleje póki może.

        Alleluja i do przodu...
        • glosatorr Re: Grzech - myślą, uczynkiem i zaniedbaniem 26.07.07, 18:39
          miedzianakonefka napisał:

          > Ześlizgnąłem się z krzesła i upadłem na podłogę.

          Mam nadzieję, że się Konewka nie potłukłeś :)))

          >I tak czterdzieści siedem razy .

          No masz...
          :-)

          > Gloss daj spokój z tym umoralnianiem . Niech się bawi... Żałujesz jej czy co ?

          Współczuję.

          > Za dwadzieścia lat będzie za stara nawet na to żeby ktoś plunął w jej kierunku.
          > Niech sobie poszaleje póki może.
          >
          Konewka - niech poszaleje z mężem - ma wyobraźnię, niech sobie z nim poflirtuje.
          Albo niech go zostawi i wtedy hulaj dusza piekła nie ma!

          > Alleluja i do przodu...
          Amen
      • sylwiamich Re: Grzech - myślą, uczynkiem i zaniedbaniem 26.07.07, 18:29
        > Tak, teraz mam tylko nadzieję, że jeśli uzmysłowisz sobie co zrobiłaś sobie,
        > mężowi, własnemu szcześciu, że powstrzymasz się przed kolejną głupotą i
        poczuci
        > e
        > winy - tak SYLWIO - tu p


        A co to "p" znaczy?:))))
        Bo mi się od razu skojarzyło z Twoim postem o zadowalaniu kobiety...żeby jej
        tam delikatnie dmuchnąć po orgażmie...hmmmm....że coś się więcej dowiem...
        Nie wiem tylko jak to w realu sprawdzić. Jak będę miała oragazm i powiem "po"
        facetowi
        -Dmuchnij mnie...
        Kurde...chyba nie dam rady tak od razu:)))
        • glosatorr Re: Grzech - myślą, uczynkiem i zaniedbaniem 26.07.07, 18:43
          sylwiamich napisała:

          > > Tak, teraz mam tylko nadzieję, że jeśli uzmysłowisz sobie co zrobiłaś sob
          > ie,
          > > mężowi, własnemu szcześciu, że powstrzymasz się przed kolejną głupotą i
          > poczuci
          > > e
          > > winy - tak SYLWIO - tu p
          >
          >
          > A co to "p" znaczy?:))))

          Wciało mi - oto co mi wcieło :_)

          Tak, teraz mam tylko nadzieję, że jeśli uzmysłowisz sobie co zrobiłaś sobie,
          mężowi, własnemu szcześciu, że powstrzymasz się przed kolejną głupotą i poczucie
          winy - tak SYLWIO - tu potrzebne jest poczucie winy, bo poczucie winy
          powstrzymuje czasami przed większym złem i nieszczęściem! Kiedy sumienie
          przejmie nad Twoim życiem kontrolę - może Cię powstrzyma przed zdradą fizyczną i
          rozwaleniem sobie i mężowi życia - i to w jakie imię!!!! W imię bzykania!?
          Żebyś TY tego swojego kumpla z pracy kochała jeszcze! Żeby Cię ten Twój mąż
          zdradzał, bił, źle traktował! Wy sobie z kolesiem marzycie - jak dzieciaki,
          które uciekają z domu bo chcą przepłynąć na Madagaskar!
          Ubudź się dziewczyno!


          > Jakies pomysly,
          > rady?

          Jest tylko jedna rada - zdać sobie sprawę, że na szali postawiłaś całe swoje
          szczęście tylko po to - bo sobie ubzdurałaś, że bzykanko z kumplem będzie tak
          zajebiste, że warto zdradzić dla tego bzykanka kochanego męża.
          Pomyśl, że jesteś nielogiczna albo nie powiedziałaś wszystkiego. I jakiś Anioł
          stróż podpowiedział Ci, byś tu zajrzała.
          Odpowiedz sobie - Kim jest kobieta, która rozwala sobie swoje szczęśliwe życie -
          dla spełnienia iluzji, jaką tworzy z kumplem z pracy? Dla orgazmu, który potrwa
          20 sek? No może 30? Dla kilku orgazmów? Myślisz, że potem życie będzie lepsze?
          NIEE! Nie będzie - będzie spieprzone życie.

          > że coś się więcej dowiem...

          Proszę uprzejmie ;))

          > Nie wiem tylko jak to w realu sprawdzić. Jak będę miała oragazm i powiem "po"
          > facetowi
          > -Dmuchnij mnie...
          > Kurde...chyba nie dam rady tak od razu:)))

          SYlwio - no co Ty - a gdzie Twoja odwaga?!
          :-)
      • beanr Re: Grzech - myślą, uczynkiem i zaniedbaniem 26.07.07, 18:31
        To nie jest takie proste. Ale podobno kobiety prosto nie myślą ...
        Rozumiem doskonale autorkę wątku. W zasadzie również zdradziłam męża w głowie, z
        tym, że mój znajomy pewnie nie jest tego świadom, a może jest, nie wiem. Czasem
        się spotykamy, ale nie sam na sam - w grupie. Czasem wymienimy maila, ale w
        sprawach związanych ze sprawami zawodowymi. A pomimo tego, coś czuję ... I to
        jest silniejsze ode mnie. W jego oczach, a może nawet bardziej w psychice,
        umyśle, też widzę pewne zainteresowanie i pewien paralelizm psychologiczny, ale
        też wiem, że żadne z nas nie posunie się nawet do rozmowy na tematy inne, niż
        zawodowe. No i tak tkwię. Jestem w stanie to przerwać. Tylko czy mam po co?
        No właśnie. W momencie, kiedy to wszystko jakoś narastało we mnie, odsunęłam się
        emocjonalnie od męża. W tym czasie, mąż nie czekając na mnie, znalazł sobie
        bratnią duszę, z którą wszedł w związek. No i mamy klops, z którego trudno teraz
        wybrnąć. A trwa to już długo, i wykańczamy się teraz wszyscy. I z jednej strony
        chcę powrotu męża, z drugiej, dotarło do mnie, że skoro też podświadomie czegoś
        szukałam, to czegoś mi musiało brakować, pomimo pozornie udanego małżeństwa.
        Skomplikowane to bardzo. Pewnien znajomy, filozof, powiedział mi kiedyś, że
        kobieta jest tak skonstruowana psychicznie, że potrafi kochać dwóch mężczyzn
        jednocześnie. Mężczyzna nie. Dlatego rozumiem mojego męża, który ulokowawszy
        swoje uczucia gdzie indziej, nie wie, czy da radę wrócić do mnie. Ale też wiem,
        że gdyby wrócił, to ja jestem w stanie kochać go tak, jak dawniej (zresztą
        ciągle kocham), pomimo istnienia innego człowieka, z którym też odczuwam jakąś
        bliskosć.
        To tyle. Nie wiem, czy mężczyźni zrozumieją to, co napisałam, ale ja tak to
        odczuwam.
      • glosatorr CD- Grzech - myślą, uczynkiem i zaniedbaniem 26.07.07, 18:44
        Tak, teraz mam tylko nadzieję, że jeśli uzmysłowisz sobie co zrobiłaś sobie,
        mężowi, własnemu szcześciu, że powstrzymasz się przed kolejną głupotą i poczucie
        winy - tak SYLWIO - tu potrzebne jest poczucie winy, bo poczucie winy
        powstrzymuje czasami przed większym złem i nieszczęściem! Kiedy sumienie
        przejmie nad Twoim życiem kontrolę - może Cię powstrzyma przed zdradą fizyczną i
        rozwaleniem sobie i mężowi życia - i to w jakie imię!!!! W imię bzykania!?
        Żebyś TY tego swojego kumpla z pracy kochała jeszcze! Żeby Cię ten Twój mąż
        zdradzał, bił, źle traktował! Wy sobie z kolesiem marzycie - jak dzieciaki,
        które uciekają z domu bo chcą przepłynąć na Madagaskar!
        Ubudź się dziewczyno!


        > Jakies pomysly,
        > rady?

        Jest tylko jedna rada - zdać sobie sprawę, że na szali postawiłaś całe swoje
        szczęście tylko po to - bo sobie ubzdurałaś, że bzykanko z kumplem będzie tak
        zajebiste, że warto zdradzić dla tego bzykanka kochanego męża.
        Pomyśl, że jesteś nielogiczna albo nie powiedziałaś wszystkiego. I jakiś Anioł
        stróż podpowiedział Ci, byś tu zajrzała.
        Odpowiedz sobie - Kim jest kobieta, która rozwala sobie swoje szczęśliwe życie -
        dla spełnienia iluzji, jaką tworzy z kumplem z pracy? Dla orgazmu, który potrwa
        20 sek? No może 30? Dla kilku orgazmów? Myślisz, że potem życie będzie lepsze?
        NIEE! Nie będzie - będzie spieprzone życie.
    • yoric Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 18:24
      > Czasem mysle, ze dla odzyskania rownowagi powinnam zwyczajnie przespac sie z
      kolega (...)

      ba! dla ratowania małżeństwa!!!
    • loppe Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 20:24
      Cóż, znakomicie sobie zdajesz sprawę z elementów tej sytuacji, a jak z niej
      wybrnąć? Jak sie odzauroczyć, powiedzmy? Może spróbuj aktywnie myśleć
      negatywnie o tym facecie, przynajmniej właśnie o jego seksualnym potencjale, a
      jak nie pomoże to tak jak napisałaś - gwarantuję że będzie nie lepiej a gorzej
      w łóżku z nim niż dziś możesz o tym fantasmagoriowac na wyżynach ułudy
      • loppe Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 27.07.07, 10:14
        ps. jest jeszcze hipnoza: hipnotyzer sprawnie pomoże Ci wyprzeć znajomego z
        Twojej głowy i przywrócić w niej miejsce należne Mężowi
    • pietruszka98 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 20:32
      Trzy grosze.

      1. Ja podczas sexu z męzem myślę o:
      - skończ jak najszybciej
      - co mam jutro do zrobienia tzn. co ugotować na obiad
      2. Małżeństwo to przysięga. I przysięga sie wierność. Masz dwa wyjścia
      - rozwód z męzem
      - rozwód z tą pracą, albo wyrzucenie kolegi z mysli.
      Prawdopodobnie gdybyście się przespali ze sobą to on miałby dla Ciebie zero
      szacunku, a i Ty sama dla siebie też.

      Gorzekie to, ale życie nie jest cukierkiem, raczej smakuje jak piołun.
      Trzymaj się

    • lilyrush Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.07.07, 22:31
      W 1000% zgadzam sie z Avide i Glosatorrem!!!!
      I przede wszystkim ze zdaniem,że żeby zdradzać trzeba mieć ogromne jaja,
      odporność psychiczną i przede wszystkim trzeba MYŚLEĆ.
      Trzeba pamiętać o kasowaniu z telefonu wszelkich śladów, maskowaniu zapachu
      seksu, szukaniu dobrych wymówek i usprawiedliwień (bo zapewniam Cię, ze jak już
      sie będziecie z kolega bzykać to sie mężowi dotknąć nie pozwolisz). No i jeszcze
      trzeba zgrać kalendarze, załatwić wolna chatę, być gotowa zawsze i wszędzie bo
      nie wiadomo kiedy się trafi. To tak z grubsza na początek.
      I pamiętaj, ze jak jeszcze sie zakochasz bo facet będzie w łóżku tez super to po
      każdym razie, kiedy będzie Wam super a potem wstaniecie i pójdziecie do domu
      będziesz w środku wyła z bezsilnej wściekłości i przeklinała los, ze jest taki
      niesprawiedliwy. Z każdy następnym razem będzie mniej radości a więcej łez.
      Tylko pamiętaj, że przecież w domu sie nie wypłaczesz, bo niby z jakiego powodu.
      U Ciebie to się wyda- bardzo szybko.Bo Ty już dawno przestałaś myśleć. wpadniesz
      przez mała głupotę.
      Tylko potem nie wchodź na to forum, żebyśmy Cie pogłaskali
      I uprzedzam, ze na rozwodowym też Cię nikt po takim wyskoku nie pogłaszcze.
      A...jeszcze zostaniesz bez pracy, bo romans po wydaniu sie u męża posypie sie na
      pewno i nie będziesz mogła na tego faceta patrzeć. A jako, ze Ty jesteś kobieta
      i strona bardziej wrażliwą emocjonalnie to Ty tego nie wytrzymasz.
      Jednego jestem pewna- ten facet Cie nie szanuje, jeśli wiedząc o Twoim udanym
      małżeństwie pozwolił Wam posunąć sie tak daleko. I to na pewno nie jest
      przyjaciel. wiesz po czym poznaje sie faceta- przyjaciela...właśnie po tym, ze
      nawet jak go poprosisz to Cie nie przeleci, jeśli wie, że tak naprawdę to
      wyrządziłoby to szkodę Tobie i Twojemu życiu.
      • sinclair13 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 27.07.07, 00:43
        poczekaj jeszcze trochę i jak Cię dalej będzie tak kręcił, to się z nim prześpij
        - może się okazać, ze jednak wolisz z mężem i zupełnie się uspokoisz -a może
        będzie super i przynajmniej będziesz wiedziała czego, Ci dotąd brakowało.
      • sylwiamich Re:Lilyrush 27.07.07, 08:12
        Ty Kochana doskonale wiesz o co chodzi...:))))
        Podpisuję się pod tym obiema rączkami...tak to dokładnie wygląda.
    • misssaigon możliwe scenariusze 27.07.07, 13:04
      założenie a/ idziesz do łóżka ze znajomym
      - wikłasz sie w romans - który predzej czy poźbiej wychodzi na jaw - bo musi -
      taka true;)) zostają zgliszcza
      - seks jednorazowy - pozostaje niesmak - a fakt zdrady rownie dobrze tez moze
      wyjsc na światło dzienne - efekt -jw

      b/ nie idziesz do łozka ze znajomym
      - idealizujesz swojego znajomego coraz bardziej i nakręcasz sie na "niebiański"
      seks z nim - efekt - zaniedbujesz małzenstwo i pracę - w perspektywie mozliwy
      rozwod i utrata pracy


      mozna dopisywac inne scenariusze:))

      na marginesie: żaden romans w pracy nie uchodzi uwagi wspołpracowników i
      przełozonych - zwykle nie jest mile widziany a do "odstrzelenia" zwykle idzie
      kobieta

      na udane małzenstwo pracowałas ponad 10 lat- jestes gotowa podpalic ten lont?

      przeanalizuj swoj zwiazek bardzo szczerze - skor pojawiły sie szczeliny i checi
      i mysli o zdradzie to znaczy , ze fundamenty osłabły - jaka moze byc przyczyna?
      - rutyna, "udomowienie" partnera?, poczucie uciakjacego czasu, brak doświadczen
      z innymi mezczyznami przed małzenstwem?

    • cyjanokobalamina Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 27.07.07, 14:39
      Dziekuje wszystkim za odpowiedzi. Nazbieralo sie tego troche, sprobuje sie
      odniesc do niektorych z nich. Moja historie opowiedzialam chyba zbyt skrotowo,
      wyszlo na to, ze chce sie pakowac w romans, a pomiedzy mna a tym mezczyzna w
      gre wchodzi tylko fizycznosc. Sprobuje ja nieco uzupelnic.


      >Dając mu do zrozumienia że sie nim zabawiłaś postąpisz okrutnie, ale spalisz
      >za sobą wszystkie mosty (...) Acha powiedz mu na koniec nieśmiertelny tekst
      >spławiający "Zostańmy przyjaciółmi" :)))). To jak policzek w twarz dla faceta,
      >który miał na Ciebie ochotę.

      Avide, nigdy w zyciu nie zdobylabym sie na proponowane przez Ciebie kroki. Za
      bardzo go szanuje, zbyt cenie jako czlowieka. Nasza relacja zaczela sie
      zwyczajnie, powiedzialabym nawet, ze podchodzilismy do siebie jak pies do jeza.
      Z czasem najpierw narodzila sie wiez psychiczna, nadawanie na jednych falach.
      Dopiero rok temu zaczelam dostrzegac w nim mezczyzne, a nasze rozmowy i gesty w
      bardzo naturalny i subtelny sposob stawaly sie coraz bardziej intymne. Nie
      oznacza to, ze dominuja one w naszych codziennych kontaktach. Poruszamy cale
      mnostwo innych tematow, duzo zartujemy, powiedzialabym wrecz, ze sie
      wyglupiamy.


      >(...) w pracowe romanse wdawac sie nie wolno. Faceci sa rozni, a Ty nigdy nie
      >masz gwarancji jak sie sprawy potocza. Teraz jestescie na etapie flirtu, wiec
      on >zachowuje sie uroczo, uwodzi Cie, traktuje jak ksiezniczke (...)

      Nie, Glamourous, nie uwodzi mnie, nie traktuje jak ksiezniczki. Wrecz
      przeciwnie, oby dwoje zachowujemy sie bardzo naturalnie. Za stara chyba jestem,
      zeby sie na takie czary-mary nabrac. Powtarzam, wszystko zaczelo sie od
      kumpelstwa i wiekszego zpoufalania sie niz oczekiwaloby sie tego od kontaktow
      miedzyludzkich w pracy. Zadnego mydlenia oczu. To raczej cos w rodzaju
      spotkania bratniej duszy.


      >To w żadnym momencie nie była przyjaźń. Używasz nieproporcjonalnych >zwrotów.
      Przyjaciel nie robi niczego co skrzywdzi jego przyjaciela i nie zrobi >niczego
      by on poczuł się zagrożony. To co między Wami się dzieje - to nic >innego jak
      birowy flirt, który przerodził się w biurowy romans.

      Glosatorr, wszystko zaczelo sie od przyjazni. Moze to, jak twierdzisz, zle
      slowo na okreslenie tej relacji. Wiem na pewno, ze rownie zlym okresleniem
      jest ‘tylko biurowy flirt’, a kompletnie nietrafionym ‘biurowy romans’,
      poniewaz zadnego romansu nie ma. Wydaje mi sie, ze to rodzaj psychiczno-
      fizycznej fascynacji kims innym niz maz, dodatkowo podsyconej przypadkowym
      obaleniem dotychczasowego przekonania, ze inne bratnie dusze nie istnieja lub
      jestem na nie uodporniona oraz ze inni mezczyzni mnie ‘nie biora’.

      >przeanalizuj swoj zwiazek bardzo szczerze - skor pojawiły sie szczeliny i checi
      >i mysli o zdradzie to znaczy , ze fundamenty osłabły - jaka moze byc przyczyna?
      >- rutyna, "udomowienie" partnera?, poczucie uciakjacego czasu, brak
      >doświadczen z innymi mezczyznami przed małzenstwem?

      Misssaigon, przeanalizowalam.
      Rutyna – pewnie czesciowo tez, ale nie nazwalabym naszego zwiazku calkiem
      przewidywalnym, a na pewno nie nudnym.
      Poczucie uciekajacego czasu – rzeczywiscie, ostatnio dosc nasilone.
      Brak doswiadczen z innymi mezczyznami przed malzenstwem – trafione.
      • lilyrush Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 27.07.07, 15:19
        Oj dizewczyno...za daleko zabrnełaś. nie myslisz już logicznie i na wszytko
        znajdziesz usprawiedliwienie i wytłumaczenie.
        Pozostaje Ci tylko życzyć, żebyś miaął z tego w ogónym rozrachunku torchę
        plusów a nie tlyko same minusy.
        A wszelkie nasze dalsze komentarze są zbędne...i tak wiadomo co zrobisz.
    • sagittka Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 27.07.07, 14:59
      Chciałam ci napisać, żebyś się wczuła w sytuację swojego męża. Człowieka, który
      jeszcze do niedawna był dla ciebie najważniejszym meżczyzną. Pożądasz innego,
      oszukujesz męża idąc z nim do łóżka, ty już go zdradzasz.
      I tak mi się wydaje, że jednak nie jesteś w stanie wczuć się w sytuację męża,
      bo ty go już nie kochasz, więc nawet wyobrażając sobie, ze twój mąż też ma taki
      romans, nie zrani cię to tak jak jego. Pewnie zaprzeczysz i powiesz, że kochasz
      męża. Może powiesz tak z przyzwyczajenia, ale prawda jest taka, że on jest dla
      ciebie w tej chwili tylko tłem, przestał byc nr 1, nawet jest przeszkodą dla
      ciebie w realizacji twoich pragnień.

      Pozwolę sobie zacytować starą wypowiedź glossatora, która dobrze opisuje jak
      podchodzi do romansów kochający partner:

      "Ja przynajmniej kochając partnerkę, uważam, że lojalność, wierność, miłość
      do Niej w oczywisty sposób eliminuje interesowanie się kimkolwiek innym,
      a na pewno coś takiego jak flirt, romansowanie, zdrada  psychiczna,
      emocjonalna... Bo wyznaję zasady logiki. Jeśli kogoś kocham, nikt
       inny nie jest w stanie przesunąć mojego zainteresowania z obiektu mojej
      Miłości. Kiedy zaczynam się interesowac innymi kobietami, zaczynam z nimi
      flirtować,  zaczynam romans na etapie zafascynowania - przesuwam osobę
      kochaną na daleki  plan. Nie jest już moim numerem 1. A to oznacza, że
      nie jest dla mnie najwazniejszą."
      • cyjanokobalamina Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 27.07.07, 16:03
        > "Ja przynajmniej kochając partnerkę, uważam, że lojalność, wierność, miłość
        > do Niej w oczywisty sposób eliminuje interesowanie się kimkolwiek innym

        Tak bylo u mnie do tej pory. Zainteresowanie kims innym nie pojawilo sie,
        poniewaz tego chcialam. Po prostu sie pojawilo. Zderzenie teorii z
        rzeczywistoscia?


        > Bo wyznaję zasady logiki.

        Blad. Emocje, chemia czy jak to tam zwal, maja niewiele wspolnego z zasadami
        logiki. Przynajmniej dla mnie. Dzieje sie w glowie cos, nad czym ciezko
        zapanowac.

        > Jeśli kogoś kocham, nikt
        > inny nie jest w stanie przesunąć mojego zainteresowania z obiektu mojej
        > Miłości. Kiedy zaczynam się interesowac innymi kobietami, zaczynam z nimi
        > flirtować, zaczynam romans na etapie zafascynowania - przesuwam osobę
        > kochaną na daleki plan. Nie jest już moim numerem 1. A to oznacza, że
        > nie jest dla mnie najwazniejszą."

        Znow sie nie zgodze. Myslalam tak dopoki mnie to nie dotknelo. Nie przesunelam
        swego zainteresowania z obiektu mojej milosci. Kocham meza, jest dla mnie
        najwazniejszy, nadal jest moim 'numerem 1'. To, co wiaze sie z innym mezczyzna
        siedzi w mojej psychice. Jak ktos juz wczesniej wspomnial, kontrolowac mozna
        cialo, z umyslem jest trudniej.

        Sagittka, zle Ci sie wydaje. Nawet nie chce sobie wyobrazac tego, co czulabym,
        gdyby sytuacja ta dotyczyla mojego meza. Kocham Go, czy wierzysz w to, czy nie.
        Nie jest on dla mnie przeszkoda w realizacji pragnien. Gdyby byl, nie pytalabym
        jak z tego wybrnac, co zrobic, zeby skonczyc to psychiczne uprawianie seksu z
        innym.


        • sylwiamich Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 27.07.07, 16:15
          Oj chyba się trochę oszukujesz...a to najniebezpieczniejsze
        • sagittka Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 27.07.07, 16:32
          > Sagittka, zle Ci sie wydaje.

          Oczywiście, ze mogę się mylić, tak jak większość wypowiadających się w ty,
          wątku osób. Masz prawo do podejścia typowego dla zakochanych i zaślepionych,
          czyli "nikt mnie nie rozumie, a ja przeżywam coś wyjątkowego". Zapewniam cię,
          że przynajmniej część osób cię doskonale rozumie, mają ponadto tą przewagę, że
          wiedzą też co się może stać dalej i jakie konsekwencje stają się udziałem
          wszystkich stron takiego romansu.
          Ja też doskonale wiem o czym piszesz, bo w moim małżeństwie zdarzyło się coś
          podobnego, tzn. taka silna fascynacja, która przesłania rzeczywistość i zaburza
          widzenie rzeczy takimi, jakie są.
          Zapewniam cię, że to nie jest tylko niewinna zabawa w pracy. Nawet jeśli
          zmienisz pracę, a mąż się nie dowie o sprawie, to poniesiesz psychiczne
          konsekwencje takiego "odejścia" ze związku. Bo ty już w pewnym sensie odeszłaś
          emocjonalnie, dopuściłaś do sfery zarezerwowanej dla twojego męża innego
          mężczyznę, zdradzasz myślą, mową.

          Piszesz, ze kochasz męża, że jest najważniejszy. Jednocześnie go oszukujesz i
          nie jesteś lojalna. Gdyby się dowiedział, to na pewno byłby zraniony. Wobec
          tego, co cię powstrzymuje, zeby w imię tej miłości przestać go oszukiwać i
          zdradzać?
          Chcesz mieć ciastko i zjeść ciastko. Bez konsekwencji się nie da. Zdradzający
          powiedzą ci, ze się da, tak, ale kosztem zepsucia związku, który jak
          twierdziłaś jest niezły, więc czy warto?
          • sylwiamich Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 27.07.07, 17:42
            Ale czy nie najlepiej się uczyć na własnym tyłku?Bolesne...ale zapada w
            pamięc:)))
            • sagittka Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 27.07.07, 18:40
              > Ale czy nie najlepiej się uczyć na własnym tyłku?Bolesne...ale zapada w
              > pamięc:)))

              Można na własnym, a nauka przyda się w NASTĘPNYM związku. Tylko, że czasem
              szkoda tego zmarnowanego doświadczalnego.
              • kawitator Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 27.07.07, 19:29
                Dziweczyny dajcie sobie spokój jeszcze przy pierwszym poście to nie byłem pewny
                Teraz już wiem na pewno
                Historia typowa ćwiczona wielokrotnie zarówno w życiu jak i nawet na forum
                Cechy wspólne
                1 to co nas łączy jest wspaniałe jedyne, niepowstrzymane i jedyne to nie romans
                bo to wspólnota dusz i dalej można górnolotnych przymiotników na kopy mnożyć a
                Do zwykła chcica na nowe geny sterowana podświadomością którą to osobniczka
                zauroczona usiłuje oprawić w wzniosłe słówka
                2 nikt nic nie wie bo przecież zachowujemy sie normalnie dyskretnie i niechcemy
                ranić ani zmieniać naszych szczęśliwych małżenstw Kiedy wiedzą już wszyscy
                naokoło Rypnie sie poniewaz koleżnki najlepsze doniosą bo by je inaczej rozpukło
                lub żona faceta wszytsko wykryje to tak w 90 % Pozostałe dziesieć to inne
                przyczyny ujawnienia romansu ze wszystkimi tego konsekwencjami

                I jeszcze "kocham męża"
                Typowe durne zauroczenie Skończy się oczywiście w łóżku na 90% a potem to już
                poleci jak zwykle czyli jak opisali przedmówcy
                Gdyby takie sprawy były tak dyskretne jak to się wydaje takim naiwnym panienkom
                to by zdrada nie była podstawową przyczyna rozwodów.
                dostała tu od was po uszach ale szanse aby zrozumiała bliskie zeru
                Jak może przebiegać obudzenie to polecam wątek autora o nazwie M.4 Pouczające
                może być choć też wątpię
    • sagittka Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 27.07.07, 15:08
      > zadnego romansu nie ma. Wydaje mi sie, ze to rodzaj psychiczno-fizycznej
      fascynacji kims innym niz maz,

      Nie ma flirtu i romansu?

      To jest romans i flirt, nawet jeśli jeszcze nie było seksu (choć właściwie już
      byl, tylko na razie w sferze pragnień, myśli i słów). Relacja jest obustronna,
      nie jest to zwyczajny kolega, wasze rozmowy mają podtekst erotyczny,
      utrzymujesz to w tajemnicy przed mężem, a także innymi pracownikami, bo pewnie
      nie prowadzicie takich rozmów przy całej firmie.
      Nie jesteś lojalna wobec męża, oszukujesz go w łóżku (po co z nim sypiasz,
      uczciwiej byłoby zaspokajać się samej myśląc o koledze, a mężowi dać spokój, bo
      traktujesz go jako wibrator, a to jest człowiek z uczuciami).

      Nazywajmy rzeczy po imieniu.
      • sylwiamich Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 27.07.07, 15:10
        Nudzi się dziewczyna...co tak na nią naskoczyliście?A żę bawi się granatem?
    • misbaskerwill każde zadurzenie w końcu przechodzi... 27.07.07, 15:11
      ...niektóre przechodzą w trwałą miłość.
      Ale mężatce tego chyba nie trzeba tłumaczyć.

      Skoro nie masz zamiaru rezygnować z wielkiego (?) przyjaciela, szukaj innych opcji.
      Pytałaś męża, co by powiedział na trójkąt?
      Może on też miałby jakieś kontrpropozycje w tym zakresie?

      Powodzenia.
      Oby Cię tyłek za bardzo nie bolał za kilka miesięcy/lat.
      Bo jak mówią, kto ma miękkie serce, musi mieć twardy tyłek.
    • yoric Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 28.07.07, 15:52
      Jak to jest, że takie panny, jak Cyjano tutaj nigdy nie wpisują się po np. roku
      czasu, żeby się pochwalić, jak im się wiedzie? :P

      PS: Cyjano, Ty nie zapomnisz się wpisać za rok, co? Obiecujesz?
      • gomory Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 28.07.07, 16:13
        Cyjano to nie panna ;). A za rok to juz tego nicka na gazecie pewnie nie bedzie.
    • kici10 Re: Grzech - myślą, uczynkiem i zaniedbaniem 29.07.07, 11:58
      Gloss daj spokój z tym umoralnianiem . Niech się bawi... Żałujesz jej czy co ?

      Miedziana, co Ty pitolisz. Najpierw gadasz, że latasz z wywieszonym ozorem, a
      wolałbyś mieć wszystko w jednym miejscu. Zaś dziewczynie, która ma wszystko w
      jednym miejscu, zalecasz latanie z ozorem. To jakiś psychiczny piruet? A może
      zazdrość?
      • miedzianakonefka Re: Grzech - myślą, uczynkiem i zaniedbaniem 29.07.07, 13:57
        Widocznie nie ma wszystkiego w jednym miejscu, skoro kolega z pracy zagościł na
        stałe w Jej głowie, w miejscu które powinien dożywotnio zajmować ślubny. To
        raz. Dwa, to pomieszałaś ze sobą dwie zupełnie różne sprawy. Często to co by
        się wolało, jest zupełnie różne od tego co się ma na codzień i nie widzę tu
        żadnej nieścisłości. A trzy to mam takie dziwne wrażenie że chciałaś mi trochę
        dogryźć :)

        Alleluja i do przodu...
        • kici10 Re: Grzech - myślą, uczynkiem i zaniedbaniem 29.07.07, 14:18
          Jasne, że chciałam Ci troszkę dogryźć, ale to tak niewinnie. Bo właściwie
          przeczysz sam sobie. A może to tylko relatywizm. Nie masz wszystkiego w jednym
          miejscu, musisz latać z ozorem, a wolałbyś nie. Masz wszystko w jednym miejscu,
          nie musisz latać z ozorem, a wolałbyś latać. Człowiek to, chyba takie ciągle
          niedogodzone i niezadowolone zwierzę. Zawsze chce czegoś innego niż ma.
          Nikt z nas nie ma wszystkiego. Ja np. nie mam rakiety, albo okrętu podwodnego,
          albo ... . Jeśli znajdziesz takiego, co powie, że ma wszystko, co mu potrzeba,
          i nie chce niczego więcej, to mi go pokaż, a ja sobie oprawię jego zdjęcie i
          będę się modlić, aby i na mnie spłynęła jego mądrość.
    • mario43 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 29.07.07, 22:48
      czyli wkrótce szanowny małżonek zapewne do nas dołączy :)) ciekawe jakiego
      będzie miał nicka
    • cyjanokobalamina Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 30.07.07, 11:51
      Dzieki za kolejne komentarze ('naiwna panienka', hmmmm, ostre). Uwazam jednak,
      ze mysle w tym wszystkim bardziej racjonalnie niz to sie niektorym forumowiczom
      wydaje.

      Chcialabym jednak sprobowac spojrzec na problem z innego punktu widzenia.
      Zalozmy nastepujacy wariant: nie biore pod uwage kontynuacji tego flirtu, robie
      wszystko, zeby odciac sie od tego mezczyzny. Fizycznie. Co jesli nadal
      fantazjuje na jego temat?

      Jakis czas temu z ciekawosci poglebilam temat psychologicznego spojrzenia na
      fantazje seksualne. W psychologii odroznia sie takie fantazje od zwyklych
      marzen na jawie (ktore rowniez moga dotyczyc seksu). Fantazjami seksualnymi
      okresla sie takie, podczas ktorych doprowadzamy sie do rozkoszy. Wedlug badan,
      dosc regularnie miewa je ogromny odsetek panow i nieco mniejszy pan. Moga one
      pojawiac sie albo podczas masturbacji, albo podczas uprawiania seksu (nawet z
      ukochana osoba) i wedlug psychologow nie sa niczym nienormalnym (ale to chyba
      nic nowego).

      Zakladam, ze czesc forumowiczow takie fantazje miewa/miewalo. Moga one dotyczyc
      konkretnych zachowan, do ktorych czesto np. wstydzimy sie przyznac
      lub 'zwyklego' seksu z konkretna osoba (znajoma, nieznajoma, panem/pania z
      telewizji itd).

      Dlaczego zatem czesc osob w moim przypadku od razu trabi o zdradzie psychicznej
      tylko dlatego, ze jest to ktos z mojego otczenia, ktos kto nie jest mi
      obojetny? Moze to moje fantazje? Owszem, chcialabym sie ich pozbyc, ale jednak
      nadal one. Czy kochajac sie z Waszymi partnerami mozecie byc pewni/-e o czym
      oni/one mysla? Czy gdyby okazalo sie, ze maz ktorejs z pan uprawiajac z nia
      seks wyobraza sobie atrakcyjna sasiadke z naprzeciwka, rowniez nazwalybyscie to
      zdrada psychiczna? A co jesli bylaby to pani 'bez twarzy' z piersiami wielkimi
      jak arbuzy i kolczykami w sutkach, bo takie sa jego ukryte fantazje?

      Oczywiscie nie usprawiedliwiam w ten sposob tego, co dzieje sie w mojej glowie.
      To, co moge zmienic, na co mam wplyw - zrobie (glownie ograniczenie kontaktow z
      tym mezczyzna). Czy powyzsze wystarczy, zeby wygonic go z mojej glowy - nie
      wiem. Moze bedzie tam goscil jako 'niezrealizowane marzenie' :(

      • sagittka Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 30.07.07, 12:08
        To wynika właśnie z tego, ze go wyidealizowałaś. Jesteś nim zafascynowana, ale
        jeśli chodzi o sferę erotyczną, to skoro poprzestaliście na rozmowach, gestach
        i fantazjach (te są naj bardziej niebezpieczne), to jest to wyidealizowany
        kochanek, a z takim twój realny mąż zawsze przegra (w twoim umyśle). Jeśli jest
        to ktoś bez twarzy, czyli np. goszczący w fantazjach hojnie obdarzony i
        agresywny brunet, to pół biedy. Jeśli jest to ktoś kogo znasz i kto jest na
        wyciągnięcie ręki, a jednak nie został seksualnie poznany, czyli pozostaje na
        piedestale wyimaginowanego pragnienia, to będziesz miała problem z powrotem
        emocjonalnym do męża i udanym, szczerym seksem z nim.

        Tak, fantazje seksualne wszyscy miewamy, ale to co innego, niż fascynacja
        kolegą z pracy, ciągłe myślenie o nim, nawet w domu, nawet w łóżku z meżem. Ty
        jesteś zakochana i uprawiasz z nim seks w myśli, także będąc z meżem. Wg mnie
        to już jest psychiczna zdrada.
        • anais_nin666 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 30.07.07, 18:34
          uprawiasz z nim seks w myśli, także będąc z meżem. Wg mnie
          > to już jest psychiczna zdrada.

          Tego typu zdrady ma na sumieniu pewnie co druga osoba...
          • sagittka Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 31.07.07, 08:26
            > > to już jest psychiczna zdrada.

            > Tego typu zdrady ma na sumieniu pewnie co druga osoba...

            Nie tego typu. Pisałam, żeby odróżniać fantazje erotyczne, w których pojawia
            się ktoś inny, nawet podczas seksu z mężem (które urozmaicają współżycie i nie
            są groźne), od tego, gdy jest się ZAKOCHANYM w kimś innym, mąż schodzi na
            dalszy plan i staje się w łóżku tylko substytutem tego pożądanego i
            uwielbianego.
      • glosatorr Czego oczekujesz? 30.07.07, 12:56
        cyjanokobalamina napisała:

        > Dzieki za kolejne komentarze ('naiwna panienka', hmmmm, ostre).

        Ludzie tutaj na różny sposób starają się przywrócić Cię ze świata wytworzonej
        iluzji do świata realnego.
        Postaraj się ich zrozumieć.

        > Uwazam jednak,
        > ze mysle w tym wszystkim bardziej racjonalnie niz to sie niektorym
        > forumowiczom wydaje.
        >
        Ja Cię czytam i pewnie tak jest, że myslisz realnie, bo w końcu tu się
        pojawiłaś i podzieliłas swoim problemem. Ale tak jak większość z piszacych
        tutaj napisalo Ci - masz problem - to masz problem. I rozważania nad natura
        fantazjowania, w Twoim przypadku to ucieczka od powiedzenia sobie prawdy.

        > Chcialabym jednak sprobowac spojrzec na problem z innego punktu widzenia.

        Prezentujemy Ci tutaj z 20 punktów widzenia i zauważ zadziwiającą zbieznośc
        tych punktów widzenia. Szkoda, że ta zgodność Cię nie zastanawia.

        > Fizycznie. Co jesli nadal fantazjuje na jego temat?
        >
        To znaczy, że albo uciekasz od szarości życia ze swoim małżonkiem i brakuje Ci
        czegoś nowego - wtedy powinnaś o tym porozmawiac z mężem i wlac w Wasz związek
        to co występuje w Twoich fantazjach - czyli przywrócić Twojemu męzowi jego
        twarz a wyrzucić twarz kumpla. Jeśli pomimo tego, że wg. Ciebie Twój związek
        jest szczęśliwy, czujesz się z mężem usatysfakcjonowana - gdzies dla mnie
        przynajmniej jest zgrzyt. Albo okłamujesz siebie i wbrew Twoim twierdzeniom coś
        jest nie tak w Twoim związku, albo kusisz los - chcesz przezyć coś, czego nie
        masz z mężem czyli zdradę. Czasami taka adrenalinka sama w sobie jest kusząca.

        > Jakis czas temu z ciekawosci poglebilam temat psychologicznego spojrzenia na
        > fantazje seksualne. W psychologii odroznia sie takie fantazje od zwyklych
        > marzen na jawie

        Fantazje mogą być czymś czego nigdy w życiu nie spelnimy albo mogą być celem do
        realizacji. Marzyć na jawie też można. Twoja historia jednak podpada pod coś
        zupełnie innego.


        > tylko dlatego, ze jest to ktos z mojego otczenia, ktos kto nie jest mi
        > obojetny?

        Zwróć uwagę na to zdanie - Ktoś kto nie jest Ci obojętny. Facet masturbujący
        się i będąc samotny marzący, że bzyka się z Top modelką - to jedno, żona
        kochająca sie z mężem i mysląca o koledze z pracy, który "nie jest jej
        obojetny" to drugie.
        Gdybyś powiedziała swojemu mężowi, że masz "przyjaciela" który nie jest Ci
        obojetny, a o którym marzysz kochając się z mezem - pomysl sama jakby to
        przyjął?
        Nazwij to dla siebie - po imieniu - na głos!


        > Czy kochajac sie z Waszymi partnerami mozecie byc pewni/-e o czym
        > oni/one mysla?

        Wiesz, kiedy kochałem się z moją ostatnią partnerką, nie wiedziałem o czym ona
        mysli. Ale po jej reakcji po wiedzialem co ona myśli o kochaniu się ze mną.
        Wiedziałem, że to ja nie jestem dla niej obojetny. A ty się dziewczyno módl o
        jedno - byś w trakcie kiedy fantazjujesz o swoim kolegu "Zdzisiu", jego imienia
        nie wykrzyczała w trakcie orgazmu - bo poczytalność w tym momencie jest mocno
        ograniczona. I teraz sobie sama odpowiedz: o co Ty wogóle tu się spierasz? O
        fakt, że psychicznie jesteś z innym męzczyzną, innego mężczyznę pożądasz i ten
        inny mężczyzna to nie jest Bratt Pitt tylko "Zdzichu" z roboty? I do tego nie
        jest Ci obojętny? Że Twój mąż nawet w tym co tu piszesz zajmuje już marginalny
        obszar w Twoim zyciu i ten obszar będzie się sukcesywnie zmniejszal do momentu,
        w którym może pojmiesz, że to o czym fantazjujesz, co jest taką "niewinną"
        fantazją - tak naprawdę takie nic - to nic rowalić Ci może podobno szczęśliwy
        związek. I sama sobie odpowiedz - postaw na szali: z jednej strony fantazje,
        Zdzicha i marzenia oraz iluzje a na drugiej meża, którego podobno kochasz,
        szczeście jakie podobno masz i Wasze wspólne życie, które Ty dla realizacji
        jakichś tam fantazji, które nb. możesz przecież zrealizować z mężem (jeśli go
        tak bardzo kochasz). Popatrz na dysproporcje i która szala przeważa.
        Sama....

        > Czy gdyby okazalo sie, ze maz ktorejs z pan uprawiajac z nia
        > seks wyobraza sobie atrakcyjna sasiadke z naprzeciwka, rowniez nazwalybyscie
        to
        > zdrada psychiczna?

        Jeśli by poświęcał jej swój czas, spotykali się, razem robili by
        sobie "ślinkę", czułby, że nie jest mu "obojetna" i tylko wierność żonie
        trzymala by go z dala od sąsiadki a całym ciałem by za nią latal, a w łóżku z
        żoną jego żona miałaby ciało i twarz sąsiadeczki - to ja dokładnie to samo bym
        powiedział: Tak, to jest pierwszy krok do zdrady psychicznej - następny to już
        zdrada.
        >
        > Oczywiscie nie usprawiedliwiam w ten sposob tego, co dzieje sie w mojej
        glowie.

        Czyżby? A mi się wydaje - może mi się tylko wydaje - że Ty szukasz takiego
        wybiegu, czegoś, co pozwoliłoby Ci rozgrzeszyć sytuację, w ktorej jesteś.
        Powiem tak, jeśli dalej szukasz jakiegokolwiek usprawiedliwienia dla Twojej
        sytuacji, w której jesteś bo Twój mąż naiwnie Ci wierzy, że ty w pracy tylko
        pracujesz - to powiem Ci szczerze - już współczuję Twojemu męzowi. Tak -
        współczuję, bo nie czuje jak mu rogi rosną.

        >
        > To, co moge zmienic, na co mam wplyw - zrobie
        > (glownie ograniczenie kontaktow z tym mezczyzna).

        Ograniczenie? Tu Ci wszyscy krzyczą - albo się z nim bzyknij albo zerwij z nim
        wszelkie kontakty !
        Ograniczenie nic Ci nie da.

        > Czy powyzsze wystarczy, zeby wygonic go z mojej glowy - nie
        > wiem. Moze bedzie tam goscil jako 'niezrealizowane marzenie' :(
        >
        Wiesz kiedy wygonisz go sobie z głowy? Kiedy uzmysłowisz sobie, że o tym
        wszystkim piszesz anonimowo tutaj - ale gdyby o tym dowiedział się Twój mąż -
        to straciłabyś wszystko to co dla Ciebie, dla Was byłoby naprawdę Ważne. A
        gdyby mąż dowiedział się o Twoim koledze - po prostu rozwaliłby go na piąchy. A
        pomysl co też poczułaby żona twojego kolegi i co przeszlyby dzieci
        Twojego "niby" przyjaciela. Myśl po prostu też trochę o konsekwencjach własnego
        działania a nie o ekscytacji tym co nazywasz fantazjami a ja nazywam wielką
        iluzją.
      • anais_nin666 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 30.07.07, 18:45
        Zalozmy nastepujacy wariant: nie biore pod uwage kontynuacji tego flirtu, robie
        >
        > wszystko, zeby odciac sie od tego mezczyzny. Fizycznie. Co jesli nadal
        > fantazjuje na jego temat?

        Z czasem przestaniesz. POjawia się na jego miejsce inni mężczyźni...
        Ogrom ludzi kochając się ze swoimi parntnerami mysli o seksie z kimś innym.
        Współmałżonkowi raczej sie o tym nie mówi z wiadomych powodów.
        Czy to zdrada psychiczna? Wszystko zależy od definicji zdrady.
        Ja czułabym się zraniona, gdybym sie o tym dowiedziała. Czy zdradzona? Nie.
        • wegeta23 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 30.07.07, 20:15
          jezuu jakbym przeczytała własnego posta. Hmm od roku jestem mężatką 9 lat razem,
          wszystko układa nam sie świetnie, nigdy się nie kłócimy w łóżku rewelacja.
          Poznaję faceta do którego czuję niesamowity pociąg. Zaczyna się od rozmów na
          każdy dosłownie temat później są pocałunki, namiętne gorące, czuje że posuwamy
          się coraz dalej doszły do tego wyznania miłości głównie z jego strony ....i
          zaczynam tchórzyć. Przestraszyłam się że mogę rozwalić swoje poukładane życie,
          że nie poradzę sobie psychicznie jeśli naprawdę dojdzie do fizycznej zdrady. 3
          dni temu powiedziałam mu o tym i zerwaliśmy kontakt, ale tak strasznie za nim
          tęsknie, że dziś mu napisałam smsa- nie odpisał ma do mnie żal. Mój mąż jest
          zupełnie innym facetem nigdy mi nie dał odczuć takiego pożądania jak tamten... W
          moim przypadku zwyciężył rozsądek którego nie udało mi się wyłączyć (chyba
          żałuję, może z czasem spojrzę na to z innej strony). Jestem bardzo ciekawa jak
          będzie u Ciebie- pamiętaj że bardzo łatwo jest skomplikować sobie życie tylko
          czy warto?
          • k873 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 30.07.07, 20:38
            panowie się chyba za bardzo zbulwersowali. nie przesadzajcie z tą zdradą - to,że
            ktoś tylko myśli o seksie z innym człowiekiem niż własny partner,że taka myśl
            czasem się pojawi, to jeszcze nie oznacza, że wcieli to w czyn. człowiek jest
            przecież też zwierzęciem i trudno mu zapanować nad samym uczuciem pożądania,
            przyciągania do kogoś. mózg służy mu jednak do tego,żeby tych pragnień nie
            urzeczywistniać i zapanować nad żądzami. nie rozumiem, skąd takie radykalne
            pojęcie żeby samą MYSL traktować jak zdradę. i pewnie wg panów to już najlepiej
            na stosie spalić za to, prawda? przesada...
            • yoric Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 31.07.07, 00:42
              Dokładnie. IMO pojęcie "zdrady psychicznej" jest nieco przeceniane, poza tym nie
              wiadomo do końca, co to jest. Ważne, żeby umieć to okiełznać, a nie szukać
              wymówek, by na koniec skonstatować: "ojej, nie wiem jak to się stało, ale
              rozwaliłam życie sobie i innym. Chyba przypadkiem. Teraz żałuję".

              Co innego "namiętne pocałunki". Za takie coś spalić na stosie to może nie, ale
              przydałoby się co najmniej porządnie wychłostać :).

              Pozdrawiam
    • bomba44 Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 31.07.07, 01:46
      A ja chciałem Wam przedstawić moją historię i wynikający z niej odmienny punkt
      widzenia. Ja miałem kiedyś sytuację bardzo podobną do autorki wątku, tylko z
      drugiej strony. To znaczy to moja żona przeżyła olbrzymią, pełną namiętności
      fascynację innym mężczyzną. Objawy były podobne do tych opisanych przez
      autorkę, to znaczy moja żona nie mogła się opędzić od myśli o tym chłopaku.
      Myśli były trudne do kontrolowania i powodowały u niej ciągłe podniecenie. Nie
      mogła przestać o nim myśleć. Podczas ich spotkań iskrzyło jak cholera. Gdy
      się nie widzieli, ona nie mogła wytrzymać i masturbowała się stale myśląc o
      nim. Jestem też pewien, że podczas zbliżeń ze mną myślała o nim, bo tak ją to
      nakręcało. W ogóle w tym czasie stała się dużo bardziej pobudliwa seksualnie
      niż normalnie, a nakręcały ją myśli o nim i jego pożądaniu do niej. Podobnie
      do Cyjanokoblaminy? Chyba tak.

      Co jest w tym najciekawsze, to że ja znam ciąg dalszy. I zadziwiająco nie jest
      on wcale tak czarny, jak próbuje to przewidzieć większość z forumowiczów.

      Sytuacja potoczyła się dużo dalej niż u Cyjanokobalaminy. Fascynacja tym
      drugim facetem posunęła się tak daleko, że moja żona nie mogła się ze mną
      kochać. Z nim natomiast sprawy posuwały się coraz dalej.

      Ta historia ma natomiast najbardziej niesamowite zakończenie. Otóż moja żona w
      końcu zrobiła to, czego tak bardzo pragnęła: przespała się z tym facetem. I
      wbrew temu, co wszyscy przepowiadają na tym forum, wcale to nie był koniec
      naszego związku. Wręcz przeciwnie, okazało się to zbawienne. Okazało się, że
      po "konsumpcji" facet przestał kręcić moją żonę. Tutaj Sigittka ma rację gdy
      napisała:

      > To wynika właśnie z tego, ze go wyidealizowałaś.
      > Jesteś nim zafascynowana, ale
      > jeśli chodzi o sferę erotyczną,
      > to skoro poprzestaliście na rozmowach, gestach
      > i fantazjach (te są naj bardziej niebezpieczne),
      > to jest to wyidealizowany
      > kochanek, a z takim twój realny mąż
      > zawsze przegra (w twoim umyśle). Jeśli jest
      > to ktoś bez twarzy, czyli np. goszczący
      > w fantazjach hojnie obdarzony i
      > agresywny brunet, to pół biedy.
      > Jeśli jest to ktoś kogo znasz i kto jest na
      > wyciągnięcie ręki, a jednak nie został
      > seksualnie poznany, czyli pozostaje na
      > piedestale wyimaginowanego pragnienia,
      > to będziesz miała problem z powrotem
      > emocjonalnym do męża i udanym, szczerym seksem z nim."

      I właśnie z powodów które przedstawiła Sigittka, w naszym przypadku okazało
      się, że po "konsumpcji" facet z wyidealizowanego w fantazjach kochanka
      przemienił się w jak najbardziej realnego ze wszystkimi tego konsekwencjami. I
      wtedy fascynacja prysła, i została zastąpiona rzeczywistym obrazem, który
      oczywiście był dużo mniej atrakcyjny, niż ten wyidealizowany w fantazjach.

      Jesteśmy nadal razem. W końcu na tym wygraliśmy, bo moja żona bardziej mnie
      teraz ceni jako kochanka. Zdaje sobie sprawę z różnicy między wyidealizowaną
      fantazją i rzeczywistością. Ona na tym doświadczeniu zyskała wiele: Miała
      motyle w brzuchu, za czym tęskni tyle dojrzałych kobiet. Dowartościowała się
      bo poleciał na nią ktoś bardzo atrakcyjny, inny niż jej stary mąż. Przeżyła
      fascynujące doświadczenie, z którego też skorzystała. Jest teraz bardziej
      namiętną kochanką niż przedtem. Same plusy.

      Wiem, że mimo że ten romans już się skończył, to ona czasami nadal o nim
      myśli. Ale czego mam jej żałować. Jeśli ktoś z Was nigdy nie fantazjował o
      kochaniu się z kimś inny niż Wasz stały partner, to niech pierwszy rzuci
      kamień. Dlatego Cyjanokobalamino: Nie przejmuj się krytyką, która Cię tutaj
      spotkała. Moim zdaniem, to idź na całość, i korzystaj z życia. Nie wiem, czy
      będziesz potrafiła rozegrać to tak mądrze jak moja żona. Być może Wasza
      sytuacja różni się od naszej i znajdziesz jakieś inne rozwiązanie. Chciałem Ci
      tylko opowiedzieć naszą historię żeby Ci uzmysłowić, że niestandardowe
      (niepopularne, lub nie akceptowane przez większość) rozwiązania są czasami
      najlepsze. Więc myśl za siebie i bądź mądra.

      Pozdrawiam,
      • sagittka Re: Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 31.07.07, 08:33
        Bardzo ciekawa historia.

        > Moim zdaniem, to idź na całość, i korzystaj z życia. Nie wiem, czy
        będziesz potrafiła rozegrać to tak mądrze jak moja żona.

        Pytanie zasadnicze, to czy jej mąż potrafi rozegrać to tak mądrze, jak ty.

        Czy z góry wiedziałeś, że to tylko zabawa, że skończy się dla was dobrze? Nie
        wierzę, że nie czułeś się zraniony, niepewny przyszłości, oszukany, odtrącony w
        łóżku. Nie każdy poradzi sobie z takimi emocjami, łatwo stracić szacunek do
        partnera, zaufanie, a w końcu uczucie.

        Psychologowie bardzo ostrożnie mówią, że czasem zdrada odświeża małżeństwo, ale
        tylko czasem i tylko bardzo stabilne i mocne. Nie można przewidzieć wszystkich
        reakcji obu stron, dlatego żaden terapeuta nie poradzi romansu jako leku na
        problemy w związku.
        • bomba44 Re: Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 31.07.07, 18:06
          Sagittka:

          > Pytanie zasadnicze, to czy jej mąż potrafi rozegrać to tak mądrze, jak ty.

          Tak, masz rację. Jest jeszcze wiele innych pytań. Dlatego napisałem, że
          sytuacja Cyjanokobalaminy może być zupełnie inna od sytuacji mojej żony. Moja
          postawa może być zasadniczo różna od postawy jej męża. Te różnice pozwolę jej
          ocenić.

          > Czy z góry wiedziałeś, że to tylko zabawa, że skończy się dla was dobrze?

          Nie, nie byłem tego pewny na sto procent. Tego nikt nie może wiedzieć, bo nikt
          nie jest jasnowidzem. Natomiast była we mnie wewnętrzne przekonanie o tym, co
          napisałaś Ty: że ja tam musiałem konkurować z wyidealizowaną fantazją, a nie z
          rzeczywistym mężczyzną, i że z tą wyidealizowaną fantazją to ja nie miałem
          żadnych szans, a z rzeczywistym mężczyzną ze wszystkimi tego konsekwencjami, to
          już miałem szanse.

          > Nie wierzę, że nie czułeś się zraniony, niepewny
          > przyszłości, oszukany, odtrącony w łóżku.

          Zraniony - chyba nie. Potrafiłem zrozumieć, że dla mojej żony był to bardzo
          poważny problem. Ona się z tym zmagała. Dlaczego miałbym czuć się zraniony?
          Raczej jej współczułem i starałem się pomóc.
          Niepewny przyszłości - raczej byłem pewny, na tyle, na ile w ogóle można być
          pewnym przyszłości. Nie wierzyłem, że ona mogłaby z nim odejść, choć znowu, na
          sto procent pewności nie miałem, ale ja twierdzę, że takiej to nie ma nigdy
          nikt. Życie jest nieprzewidywalne.
          Oszukany się nie czułem, bo moja żona rozegrała to bardzo uczciwie.
          Odtrącony w łóżku przez pewien czas byłem. To przyznałem powyżej.

          > Nie każdy poradzi sobie z takimi emocjami, łatwo stracić szacunek do
          > partnera, zaufanie, a w końcu uczucie.

          Tak, masz rację. Zgadam się z tym i z tym, co napisałaś dalej. Dlatego zalecam
          Cyjanokobalaminie rozwagę i znalezienie własnego rozwiązania. Nie doradziłem
          jej przecież, żeby zrobiła jak moja żona.

          Nie chcę natomiast żeby opuściła to forum z przekonaniem, że robi coś okropnego,
          i że wszyscy ją tu ganią. Ja moją żonę rozumiałem i jej nie ganiłem. Rozumiem
          też i nie ganię Cyjanokobalaminy. Wręcz przeciwnie. Moim zdaniem ona powinna
          się cieszyć tym przez co przechodzi zamiast się tym martwić. Żebyś Ty widziała
          wtedy moją żonę. Ona była wtedy taka szczęśliwa. Tryskała energią, radością.
          To przeżycie jej naprawdę bardzo dużo dało. Ona nawet wyglądała wtedy ładniej,
          była taka rozpromieniona. Jeśli chodzi o seks, to chyba nigdy nie była taka
          pobudzona jak wtedy. Więc moim zdaniem nie ma co patrzeć na to tylko z czarnej,
          smutnej perspektywy, a można spojrzeć na to pozytywnie.

          > żaden terapeuta nie poradzi romansu jako leku na
          > problemy w związku.

          Masz znowu rację. U nas nie był to lek na problemy w związku. Myślę, że sobie
          z tym poradziliśmy właśnie dlatego, że u nas w związku nie było poważnych problemów.
          • wilk67 Re: Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 31.07.07, 18:35
            Pani Bomba

            wszystko pięknie udało się panu
            ponieważ kochanek żony okazał się
            daleki od wyobrażeń
            a gdyby było inaczej?
            pisałby pan na tym forum...."dlaczego ona mnie zostawiła"
            • wilk67 Re: Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 31.07.07, 18:35
              oczywiscie panie Bomba (literówka)

              wilk67 napisał:

              > Pani Bomba
              >
              > wszystko pięknie udało się panu
              > ponieważ kochanek żony okazał się
              > daleki od wyobrażeń
              > a gdyby było inaczej?
              > pisałby pan na tym forum...."dlaczego ona mnie zostawiła"
      • glosatorr Nie będę rzucał, chociaż bez winy 31.07.07, 09:42
        No po prostu bomba!
        Przeczytałem i oniemiałem.
        Rozumiem Panie Bomba, że po panu fakt, iż żona ogarnięta pożądaniem i
        przespawszy się z jakims Panem, to po Panu spłyneło? Nadal pan Jej ufa? Wierzy
        Pan, że już więcej tego nie zrobi? Mimo, że czasami wzdycha do tego "nic nie
        znaczącego" romansu? Że Wasze stadło kwitnie!
        (Kiedy to było?), że Panu to nie przeszkadzało i Miłość między Wami jest nawet
        lepsza niż u samych Waszych początków?

        A może po prostu zaleciłby Pan, żeby wszystkie Panie tak zrobiły? I wtedy wrócą
        w ramiona kochających ich mężaów i ich związki przezyją druga młodość?

        Taka zdrada, po prostu działa ożywczo, czyż nie?

        A Pana nie boli, kiedy żona idzie z innym do łóżka?

        I mam bardzo osobiste pytanie - i liczę na szczerość:
        Czy wolałby Pan aby to wydarzenie z Pańską żoną nie miało miejsca?
        • bomba44 Re: Nie będę rzucał, chociaż bez winy 31.07.07, 18:29
          Glosatorr:

          Wyczuwam w Twojej wypowiedzi wiele ironii i złośliwości, ale odpowiem tylko na
          Twoje rzeczowe pytania:

          > Rozumiem Panie Bomba, że po panu fakt, iż żona ogarnięta pożądaniem i
          > przespawszy się z jakims Panem, to po Panu spłyneło?

          Nie, nie spłynęło to po mnie. Wręcz przeciwnie, przeżywałem wtedy wielkie
          emocje. Z perspektywy czasu twierdzę jedynie, że mam dużo większe szanse
          konkurując z realnym kochankiem, niż z wyidalizowanymi fantazjami. I z
          perspektywy czasu cieszę się, że moja żona wybrała takie rozwiązanie, jakie wybrała.

          > Nadal pan Jej ufa?

          Tak. Ufam jej znacznie bardziej, niż gdyby starała się to ukryć przede mną, i
          dalej ciągnęła ten flirt żywiąc się fantazjami.

          > Wierzy Pan, że już więcej tego nie zrobi?

          A dlaczego miałbym w coś takiego wierzyć? Czy życie nie jest nieprzewidywalne?

          > (Kiedy to było?)

          Kilka lat temu.

          > Miłość między Wami jest nawet
          > lepsza niż u samych Waszych początków?

          Tego nie twierdzę. Miłość nasza jest inna, niż u samych naszych początków.
          Taką ewolucję miłości przechodzi każdy związek. Mam nadzieję, że zdajesz sobie
          z tego sprawę, że miłość po kilkunastu latach małżeństwa, w obecności dzieci,
          pracy, zobowiązań finansowych, zobowiązań wobec starszych już rodziców jest
          inna, od miłości u samych początków - miłości nastolatków odkrywających siebie.

          > A może po prostu zaleciłby Pan, żeby wszystkie Panie tak zrobiły?

          Nie, nie zalecam tego wszystkim Paniom. Jeśli uważnie przeczytasz co napisałem,
          to nawet nie zalecam tego Cyjanokobalaminie. Zalecam jej natomiast nie
          poddawanie się negatywnym opiniom tutaj wobec niej wygłaszanym i znalezienie
          własnego rozwiązania. Zalecam jej też cieszenie się życiem i pozytywne
          spojrzenie na sprawy, które mogłyby być dla niej źródłem radości, a nie źródłem
          wewnętrznego potępienia i złej samooceny.

          > Taka zdrada, po prostu działa ożywczo, czyż nie?

          Nie zawsze.

          > A Pana nie boli, kiedy żona idzie z innym do łóżka?

          Moja żona nie idzie z innym do łóżka.

          > I mam bardzo osobiste pytanie - i liczę na szczerość:
          > Czy wolałby Pan aby to wydarzenie z Pańską żoną nie miało miejsca?

          Bardzo nieprecyzyjne pytanie. Jakie wydarzenie? To, że fantazjowała o innym,
          czy to jak sprawę rozwiązała, czy to, że o tym wiem? Sprecyzuj pytanie, to Ci
          odpowiem. A jeśli oczekujesz odpowiedzi tak ogólnej, jak ogólne jest to
          pytanie, to Ci odpowiem, że ja biorę życie takim jakie jest. Co się zdarzyło,
          to się zdarzyło, a ja jestem zadowolony, że sprawa rozwinęła się, tak jak się
          rozwinęła. Że nie muszę już konkurować z wyidelizowaymi fantazjami, że mam
          najwspanialszą kobietę pod słońcem u mojego boku, a ona jest ze mną ze
          świadomego wyboru, nie marząc o innym i będąc nieszczęśliwa, że nie może go
          mieć, tylko wiedząc, że chce mnie.

          Pozdrawiam,
          • glosatorr Re: Nie będę rzucał, chociaż bez winy 31.07.07, 21:35
            bomba44 napisał:

            > Glosatorr:
            >
            > Wyczuwam w Twojej wypowiedzi wiele ironii i złośliwości,

            W moich pytaniach było wiele zaskoczenia, ale wyjaśnię to później, chociaż Twoje
            odpowiedzi wystarczają, za wszelkie wyjaśnienia.

            > ale odpowiem tylko na
            > Twoje rzeczowe pytania:

            Dziękuję
            >
            > > Rozumiem Panie Bomba, że po panu fakt, iż żona ogarnięta pożądaniem i
            > > przespawszy się z jakims Panem, to po Panu spłyneło?
            >
            > Nie, nie spłynęło to po mnie. Wręcz przeciwnie, przeżywałem wtedy wielkie
            > emocje.

            O to mi chodziło - napewno bardziej byś się cieszył, gdyby Twoja żona Cię nie
            zdradziła - czy z powodu iluzji jakiej ulegała czy jakiegokolwiek innego.

            >Z perspektywy czasu twierdzę jedynie, że mam dużo większe szanse
            > konkurując z realnym kochankiem, niż z wyidalizowanymi fantazjami.

            No cóż - jeśli w tym co piszesz jest najszczersza prawda, to rozumiem, że samo
            konkurowanie (bądź co bądź przegrałeś konkurowanie, bo żona jednak poszła się
            przespać i Cię zdradziła) jest dla Ciebie satysfakcjonujące najbardziej.
            OK - rozumiem to.

            > I z
            > perspektywy czasu cieszę się, że moja żona wybrała takie rozwiązanie, jakie wyb
            > rała.

            A nie cieszyłbyś się, gdyby Twoja żona jednak nie uległa iluzji i nie zdradziła
            Cię? A czy mniej byś się cieszył, gdyby jednak wypalił ten seksik na boku i ona
            odeszła?
            Co Cię więc bardziej cieszy - to że Cię zdradziła i wróciła szczerze wyznawszy,
            że kochanek był do d... czy to, że mogła przecież pójść do łóżka z innym i
            zostać z nim, bo kochanek okazałby się w te klocki lepszy?

            >
            > > Nadal pan Jej ufa?
            >
            > Tak. Ufam jej znacznie bardziej, niż gdyby starała się to ukryć przede mną, i
            > dalej ciągnęła ten flirt żywiąc się fantazjami.
            >
            No cóż - podziwiam Pańską wiarę - zasadę lwa, który zjadł ludzkie mięso mam
            nadzieję, że Pan zna.

            > > Wierzy Pan, że już więcej tego nie zrobi?
            >
            > A dlaczego miałbym w coś takiego wierzyć? Czy życie nie jest nieprzewidywalne?
            >
            No właśnie sprawdzam siłę Pańskiej wiary, bo życie jest przewidywalne.
            Z tego co Pan napisał, małżeństwa, których strony nie zdradzają się, powinny
            panu zazdrościć.


            > > Miłość między Wami jest nawet
            > > lepsza niż u samych Waszych początków?
            >
            > Tego nie twierdzę.

            No właśnie... a wydaje się, że jest lepsza na podstawie lektury pańskiego listu.

            > Miłość nasza jest inna, niż u samych naszych początków.
            > Taką ewolucję miłości przechodzi każdy związek.

            Ale z innych powodów.

            > Mam nadzieję, że zdajesz sobie
            > z tego sprawę, że miłość po kilkunastu latach małżeństwa, jest
            > inna,

            Doskonale sobie zdaję sprawe - tak samo jak rozumiem i zdaję sobie sprawę, że po
            zdradzie związek jest nie tym samym niż przed zdradą i że ludzie po zdradzie są
            razem i tłumaczą sobie to bycie na wszelkie sposoby. Ale żeby chwalić zdradę to
            wybacz, wychodze z podziwu.
            Masz wielkie serce.

            >
            > > A może po prostu zaleciłby Pan, żeby wszystkie Panie tak zrobiły?
            >
            > Nie, nie zalecam tego wszystkim Paniom.

            Dziękuję - o to mi chodziło.

            >Jeśli uważnie przeczytasz co napisałem
            >
            Uwaznie czytałem. Stąd moje pytania.

            > > Taka zdrada, po prostu działa ożywczo, czyż nie?
            >
            > Nie zawsze.
            >
            A ja twierdzę, że nigdy - ale tu mamy prawo się różnić.

            > > A Pana nie boli, kiedy żona idzie z innym do łóżka?
            >
            > Moja żona nie idzie z innym do łóżka.

            Skąd pewność?
            Wiara, nadzieja czy fakty?

            >
            > > I mam bardzo osobiste pytanie - i liczę na szczerość:
            > > Czy wolałby Pan aby to wydarzenie z Pańską żoną nie miało miejsca?
            >
            > Bardzo nieprecyzyjne pytanie.

            Nie zgodzę się - jest bardzo precyzyjne - chodziło mi o jasną odpowiedź - czy
            wolałby Pan, by ta cała fascynacja i zdrada miała miejsce czy by jej nie było.

            > Jakie wydarzenie? To, że fantazjowała o innym,
            > czy to jak sprawę rozwiązała, czy to, że o tym wiem?

            To wszystko.

            >Sprecyzuj pytanie, to Ci
            > odpowiem. A jeśli oczekujesz odpowiedzi tak ogólnej, jak ogólne jest to
            > pytanie, to Ci odpowiem, że ja biorę życie takim jakie jest.

            No to mi to już wszystko wyjaśniło - dziękuję i mam nadzieję, że Autorka tego
            wątku jest na tyle bystra, że nie pójdzie drogą Pańskiej żony.
      • glosatorr I jeszcze jedno... 31.07.07, 09:43
        Czy Pan zdradził kiedyś żonę?
        • bomba44 Re: I jeszcze jedno... 31.07.07, 18:33
          > Czy Pan zdradził kiedyś żonę?

          Glosattor: na przyszłość proszę o trochę bardziej precyzyjne pytania.
          Szczególnie w kontekście poruszonej tutaj dyskusji, gdzie prawie każdy ma inną
          definicję zdrady. Emocjonalnie? W fantazji? Fizycznie?...

          Jeśli chodzi Ci o fantazjowanie o seksie z innymi kobietami, to tak, takie
          fantazje miewałem.

          Jeśli Ci chodzi o stosunek seksualny z inną kobietą podczas związku z moją żoną,
          to nie, takiego nie miałem.

          Pozdrawiam,
          • bomba44 Re: I jeszcze jedno... 31.07.07, 18:42
            Dodam jeszcze, że żadnych fantazji erotycznych nie uważam za zdradę.
            • glosatorr Re: I jeszcze jedno... 31.07.07, 21:40
              bomba44 napisał:

              > Dodam jeszcze, że żadnych fantazji erotycznych nie uważam za zdradę.

              Ja też nie - ale myślenie o realnym "przyjacielu" gdy się kocha z mężem - dla
              mnie jest już pierwszym krokiem do zdrady - bo w przypadku Pań, zdradzają przede
              wszystkim sercem i myślami. Tak więc jeśli kobieta ma obsesję o innym niż mąż
              mężczyźnie, pragnie z nim się przespać, spotyka się z nim i powstrzymują ją
              tylko to, że boi się iż po zdradzie wszystko w jej życiu się zmieni i to na
              gorsze - to naprawdę wszystko jest już czczym gadaniem, bo Autorka nie widzi, że
              już jej się postrzeganie męża zmieniło.Pozdrawiam
      • lilyrush Re: Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 31.07.07, 10:27
        Ręce opadaja i wszystko inne też...
        • nati.82 Re: Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 31.07.07, 10:48
          Dlaczego ręce opadają? Takie rzeczy się zdarzają. Myślę, że autorka wątku jasno
          wyjaśniła wszystko i w dodatku jest inteligentna i rozsądna. Jak ktoś pisze, że
          fascynuje ją inny facet, bo nie kocha męża, to jest smieszny.
          • lilyrush Re: Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 31.07.07, 11:52
            Gdybyś oeirnowaął sie trochę w strukturze postów to zauważyłabyś,z emój
            komentarz jest to opisu rewelacyjnego małżeństwa bomby44...
        • bomba44 Re: Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 31.07.07, 18:34
          lilyrush napisała:

          > Ręce opadaja i wszystko inne też...

          A to dlaczego? Tylko dlatego, że ktoś ma trochę inne doświadczenia i inne
          zdanie niż Ty? Może jakieś uzasadnienie? Ja też jestem ciekaw Twojej opinii.

          Pozdrawiam,
          • lilyrush Re: Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 31.07.07, 20:29
            bomba44 napisał:

            > A to dlaczego? Tylko dlatego, że ktoś ma trochę inne doświadczenia i inne
            > zdanie niż Ty? Może jakieś uzasadnienie? Ja też jestem ciekaw Twojej opinii.
            >
            > Pozdrawiam,

            No cóż..jestem stara i konserwatywna. Gdyby mój mąż albo partner zgodziłby sie
            dobrowolnie i świadomie na mój seks z innym mężczyzną i jeszcze mnie za to
            pogłaskał to dla mnie byłby to jasny objaw tego, ze mnie zwyczajnie nie kocha i
            nie szanuje. I mu nie zależy. Nie popieram bezsensownej zazdrości i
            kontrolowania, ale nie wyobrażam sobie, że nie rusza mnie to, ze mój mężczyzna
            sprawdza czy z jakaś inną kobietą nie będzie mu lepiej.
            wiem, z kosmosu jestem. Pewnie dlatego jak już sie rozwiodę to zostanę sobie sama..
            • mam_to_w_nosie Re: Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 08.08.07, 09:26
              Nie Ty jedna. Zdrada zdradą, ciężko sobie z nią poradzić, ale ten problem
              każdy zna. Ale nie wyobrażam sobie sytuacji, że mój chłop ma w nosie ;))
              że ja go zdradziłam, takiego chłopa nie chcę. Tak samo jak nie wyobrażam
              sobie, że po mnie spływa "terapeutyczna" zdrada mojego faceta. Wiem,
              że można wybaczyć, ale nie tak jak to opisuje bomba44. Jakieś to dla
              mnie dziwne.
              • alfa74 Re: Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 10.08.07, 12:14
                Prawda jest taka, ze czesc facetow fantazjuje o tym, ze ich kochana zona moglaby
                robic to z innym. Nie musza tego widziec, juz sama swiadomosc, ze mogloby do
                czegos takiego dojsc bardzo ich podnieca.
                Zatem w praktyce maz nie ma zony w nosie, lecz czerpie z tego przyjemnosc.
                Trzeba jednak pamietac, ze nie wszystkie fantazje bedna nam smakowaly gdy juz
                sie urzeczywistnia ;)
      • yoric Re: Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 31.07.07, 13:42
        Słuchaj, Bomba44, a nie pożyczyłbyś kumplowi żonki na tydzień?

        No, daj spokój, pomyśl ile jeszcze może zyskać Wasze małżeństwo ;););).
        • bomba44 Re: Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 31.07.07, 18:39
          Yoric:

          No to Glosatorr ma teraz frajdę, bo zniżyłeś się do jego poziomu. Niemal jestem
          skłonny przyznać mu rację, że z Twojej wypowiedzi tryska pogarda i poczucie
          wyższości (niemal). No i chyba jest to jeden z niewielu przypadków, kiedy się z
          nim (Glosatorrem) zgadzasz.

          > Słuchaj, Bomba44, a nie pożyczyłbyś kumplowi żonki na tydzień?

          Nie, nie pożyczyłbym kumplowi żonki na tydzień.

          > No, daj spokój, pomyśl ile jeszcze może zyskać Wasze małżeństwo ;););).

          Tak, nasze małżeństwo może jeszcze wiele zyskać, ale nie na pożyczaniu żonki.

          Pozdrawiam,
          • glosatorr Re: Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 31.07.07, 21:38
            bomba44 napisał:

            > Yoric:
            >
            > No to Glosatorr ma teraz frajdę, bo zniżyłeś się do jego poziomu.

            Przepraszam - ale ja nie zszedłem na żaden poziom i proszę wybaczyć, ale ja
            pomimo podejrzliwości Twojej - chciałem zrozumieć wyłącznie Twoje podejście do
            kwestii zdrady - nic więcej. Wszystkie twoje domysły, pozostają wyłącznie Twoimi
            domysłami i sugestiami.
            A z Panem Yoriciem nic mnie nie łączy - nie posuwam się do takich sugestii.
          • yoric Do Bomby 31.07.07, 23:47
            Nie jest tak, że ja się z kimś "programowo" nie zgadzam. Mogę się nie programowo
            zgadzać z pewnym stylem formułowania opinii i udzielania rad i pouczeń. Co do
            meritum to zgadzam się lub nie *w konkretnych sprawach*.

            Po chwili namysłu *przyznaję Ci rację*, że mój szyderczy ton, za który
            przepraszam, był niepotrzebny. Napisałem tak, bo Twoje podejście nie mieści mi
            się w głowie - ale to faktycznie nie jest jeszcze podstawa do ataku. To jest
            wyłacznie Wasza prywatna sprawa.

            Natomiast byłbym bardzo, bardzo ostrożny w polecaniu takiego podejścia innym. W
            Twoim wypadku dało dobry rezultat, ale IMO w ogromnej większości - da
            katastrofalny. Uczucie zazdrości u ludzi ma bardzo silne podstawy ewolucyjne, a
            u nas dochodzą silne względy kulturowe (męski honor). Rób, co chcesz - innym nic
            do tego. Ale nie radź komuś bawiącemu się granatem, żeby wyciągnął zawleczkę.

            Pozdrawiam
            • kawitator Re: Do Bomby 01.08.07, 20:46
              Jestem juz stary i wiele rzeczy w życiu widziałem
              ( ale kurde wyszło )

              Ponieważ zaskoczyłeś mnie swoim postem wiec nie ukrywam ze w takim wypadku robie
              sobie mały przegląd postów wysłanych przez takiego intrygującego autora taki
              research
              Ty bardziej jestem zaskoczony. Bowiem jak pisałeś to brak seksu był przyczyną
              twego uczestnictwa w tym szanownym gronie
              Ponieważ jak juz napisałem jestem stary wiec nie będę reagował impulsywnie jak
              młodziaki
              Co mnie zdziwiło w twej wypowiedzi
              Ona wygląda na takie oświadczenie „post factum”
              Żona się zauroczyła kimś innym Przespała się z nim i rozczarowała Ty wybaczyłeś
              i zaprosiłeś z powrotem na łono rodziny
              Mogła się przecież nie rozczarować a dodając do tego urok nowości mogła uznać ze
              ten nowy to jest to i opuścić naszego Bombę I co wtedy nie byłoby komu
              wybaczać?? Czy wtedy też zrozumiałbyś i udzielił błogosławieństwa,i wsparcia
              psychicznego i finansowego na nowy etap życia?
              Przecież takie sytuacje można liczyć na pęczki i odejście jest o wiele bardziej
              prawdopodobne niż powrót na stare nudne śmiecie.
              Mogę zrozumieć choć nie musze akceptować u siebie, że w wielu związkach brak
              wyłączności seksualnej jest akceptowany ale na zasadzie rozłączenia seksu od
              miłości Ten drugi (ta druga) może mieć ciało ale nie będzie miała uczuć naszego
              partnera Przy wyraźnym oddzieleniu cielesności od psyche takie instrumentalne
              traktowanie seksu z kimś innym jest jeszcze jakieś uzasadnienie psychologiczne
              Nie rozumiem Bomby ? Nie rozumiem z czego się cieszy i z czego jest zadowolony ?
              Natomiast rozumiem kobitki zachwycające się takim załatwieniem sprawy
              szczególnie jak same maj cos za uszami i może im grozić wsypa.
              • kici10 Re: Do Bomby 01.08.07, 23:40
                A ja myślę, że Bomba stanął do konkursu na najlepszego kochanka i go wygrał.
                Wprawdzie było tylko dwóch zawodników, a jury było jednoosobowe, ale go wygrał.
                Musiało go to cholernie dowartościować. Mile połechtało samcze ego. A że koszty
                były wysokie? Widocznie dla Bomby, nie tak wysokie, lub sprawa była tego warta.
                • yoric Re: Do Bomby 01.08.07, 23:49
                  > Musiało go to cholernie dowartościować. Mile połechtało samcze ego.

                  Wątpię, żeby jakikolwiek facet wybrał akurat taką formę łechtania ego.
                  Bomba dokonał wyboru, który w jego wypadku się sprawdził i trzeba to uszanować.
                  Jestem jednak przekonany, że większość facetów takie przejścia by zniszczyły.

                  Pozdrawiam
                  • kici10 Re: Do Bomby 02.08.07, 10:16
                    Bomba dokonał wyboru, który w jego wypadku się sprawdził i trzeba to uszanować.
                    > Jestem jednak przekonany, że większość facetów takie przejścia by zniszczyły

                    Zgadza się. Jednak zaecanie tego jako metody na udany związek jest mocno
                    naciągane. Wygląda to raczej na udowadnianie sobie i innym, że to był dobry
                    wybór. Dobrze, że dla Bomby tak się stało, natomiast inne związki takiej
                    terapii mogą nie przeżyć.
                  • barracuda7 Re: Do Bomby 02.08.07, 13:34
                    Yoric: "większość facetów takie przejścia by zniszczyły". Zgoda. Bo większość
                    facetów nie jest mężczyznami!!! Co Bomba miał zrobić, kiedy jego kobieta
                    wyjawiła mu swoją fascynację innym? Mordobicie? Bzdura. Zagrozić odejściem?
                    Bzdura. Rozpłakać się? Tak zrobiłaby "większość facetów" - też bzdura.
                    Bomba zrobił coś na co stać tylko kilka % prawdziwych mężczyzn. "Tak bardzo cię
                    on kręci? To spróbuj! Będzie dobrze, to spadaj. Będzie żle - to wracaj!"
                    I już. I wygrał. Wygrałby także, gdyby odeszła. Bo ciągnąć na siłę - bzdura.
                    CHŁOPAKI NIE PŁACĄ - jak śpiewa Muniek. Chyba, że alimenty...
                    • kici10 Re: Do Bomby 02.08.07, 14:09
                      Jeszcze jakbyś uszczegółowiła, co to znaczy być mężczyzną, to by było dobrze.
                      Zadziwiające, że kobietom się nie mówi - nie jesteś kobietą, a facetom ciągle.
                      • barracuda7 Re: Do Bomby 03.08.07, 11:41
                        DO KICI 10: " co to znaczy być mężczyzną?" Po pierwsze primo: mężczyżni nie zadają
                        takich pytań. Oni to WIEDZĄ. Chciałbym Ci uprzejmie odpowiedzieć ale nie lubię się
                        rozpisywać. Poza tym po co Ci to. Jeśli spotkasz MĘŻCZYZNĘ - będziesz wiedziała.
                        Odrobina: to penis i mózg, siła i odwaga, desperacja aż do bohaterstwa, walka aż
                        do zwycięstwa, troska i opiekuńczość - z wyłączeniem egocentryzmu i egoizmu.
                        I jeszcze jedno: umiejętność tolerowania kobiecych kaprysów.
                        • kici10 Re: Do Bomby 03.08.07, 12:54
                          Wybacz, ale to co napisałeś mnie nie przekonuje. Prawdziwy mężczyzna nie
                          istnieje. To slogan. Natomiast, męczyzn, w rozmaitych wariantach, chodzą całe
                          tabuny po ulicach. Tylko po jakiego licha mają się zastanawiać, czy są
                          prawdziwi, czy nie. Co jest wyznacznikiem tej prawdziwości? Ma być twardy, a
                          nie miętki? A ja wolę miętkich. Każdemu wedle gustu.
                          • kici10 Re: Do Bomby 03.08.07, 12:57
                            I jeszcze jedno. Każdy tzw. mężczyzna bywa czasami niedojdą, małym
                            chłopczykiem, nadwrażliwcem. I każdy tzw. nie mężczyzna bywa czasami bohaterem.
                          • barracuda7 Re: Do Bomby 03.08.07, 18:22
                            PO pierwsze: MIĘKKI nie miętki. żartowałaś? Po drugie: uwielbiam filozofię, że
                            coś czego nie widzę - nie istnieje (prawdziwy mężczyzna nie istnieje).
                            Prawdziwy mężczyzna nie zastanawia się, czy jest prawdziwy. On to wie.
                            Gdzie przeczytałaś, że ma być twardy? Wolisz miękkich? To oczywiste. Kobiety
                            lubią "matkowanie". Tym się dowartościowują. PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA pozwala im
                            na to. Jednocześnie niezauważalnie będąc twardym. Bo to jego rola.
                            Fajtłapy potrafią być bohaterami? Odkrywcze. Dobrze, że nie napisałaś, że
                            durnie potrafią być mądrzy. Chociaż jesteś blisko. Ściskam w pasie.
                            • kici10 Re: Do Bomby 03.08.07, 20:23
                              Miętki - to taki żargon, który się przyjął po jednym z programów telewizyjnych.
                              Bardzo ładne słówko.

                              Po drugie: uwielbiam filozofię, że
                              > coś czego nie widzę - nie istnieje (prawdziwy mężczyzna nie istnieje).
                              Chodziło mi o słówko "prawdziwy". Każdy jest prawdziwy. I każdy jest inny.
                              Skoro natura tak to urządziła, to znaczy, że jest na to zapotrzebowanie. Lub
                              trywializując "każda potwora znajdzie swego amatora". W związku z tym nie ma
                              potrzeby dopasowywania wszystkich do sztancy. Tym bardziej, że taka sztanca nie
                              istnieje, lub dla każdego/każdej jest inna. I to właśnie jest piękne.

                              To oczywiste. Kobiety
                              > lubią "matkowanie".
                              Kolejna bzdura. Lubią matkować, ale swoim dzieciom. Nie partnerom.

                              Wolę miękkich, w sensie wrażliwych (nie z kamienia). Wolę takich, którzy
                              potrafią się przyznać do swojej słabości, do tego, że czegoś nie wiedzą, nie
                              umieją. Czyli takich, którzy przyznają się do swego człowieczeństwa, omylności.

                              Fajtłapy potrafią być bohaterami? Odkrywcze. Dobrze, że nie napisałaś, że
                              > durnie potrafią być mądrzy.
                              Tak, piszę to z pełną świadomością. Bywa, że fajtłapy zostają bohaterami. I
                              bywa, że durnie potrafią być mądrzy. Bo jeśli jesteś durniem w jednej
                              dziedzinie, to nie znaczy, że w każdej. Tak samo z mądrością. Dla lepszego
                              zrozumienia podam przykłady:
                              - czy fajtłapa ratujący dziecko z pożaru staje się bohaterem?
                              - czy dureń w sensie społecznym może być np. geniuszem matematycznym?
                              itd.
                              pozdrowionka
                              • barracuda7 Re: Do Bomby 05.08.07, 13:39
                                PRAWDZIWI MĘŻCZYŻNI NIE ISTNIEJĄ - takie zdanie świadczy tylko o tym, że takiego
                                nie spotkałaś. Ale są, vide BOMBA. Nie każdy jest prawdziwy. "Skoro natura tak to
                                urządziła..." To już jest wkroczenie w PRAWDZIWĄ FILOZOFIĘ. Zalecam poczytanie
                                Kanta, Freuda, Sartra itd. Ja polemiki nie podejmę. Tak naprawdę budzisz we mnie
                                mieszane uczucia - przytulić, pogłaskać, uspokoić - bo Ty się miotasz. Z drugiej
                                strony trochę awersji, zwłaszcza kiedy piszesz, że "kolejną bzdurą" jest twierdzenie, że kobiety lubią matkować partnerom. Znowu: coś, czego nie znasz -
                                nie istnieje. WOLĘ MIĘKKICH - no, TO jest jeden z symptomów matkowania. Jeden.
                                PRZYZNAJĄ SIĘ DO SWEGO CZŁOWIECZEŃSTWA, oMYLNOŚCI. Jasne, w ten sposób dowartoś-
                                ciowują swoją partnerkę - taką jak Ty. Prawdziwy m. to potrafi bez wysiłku. Czy potrafią to kobiety, zwłaszcza takie jak Ty? Prawdziwy m. zna swoją wartość i nie
                                boi się prób jej obniżania. Między innymi na tym polega mądrość.
                                FAJTŁAPY - BOHATERAMI, DURNIE - GENIUSZAMI??? Przegięłaś. Bohaterstwo, to
                                NAJCZĘŚCIEJ BRAK WYOBRAŻNI,jednokierunkowe uzdolnienia nie są dowodem mądrości,
                                inteligencji. A propos: czy kiedyś zbadałaś swoje IQ ? Ściskam w pasie.
                                • kici10 Re: Do Bomby 05.08.07, 21:29
                                  A propos: czy kiedyś zbadałaś swoje IQ ? Ściskam w pasie.

                                  Ot i odpowiedź "prawdziwego macho". Całkowicie odpornego na argumenty. Albo nic
                                  nie zrozumiałeś, albo "mądrość" nie pozwala Ci prowadzić dyskusji w sposób
                                  kulturalny, rzeczowy, bez obrażania adwersarza. Agresja jest jednym z objawów
                                  słabości.

                                  Co do prztulania ściskania w pasie, to ściskaj sobie, kogo tam masz pod ręką,
                                  mnie to niepotrzebne.

                                  bo Ty się miotasz
                                  Nie miły, miotanie już dawno mam za sobą. A i trochę doświadczeń, żeby sobie
                                  móc pozwolić na refleksje.

                                  Jasne, w ten sposób dowartoś
                                  > -
                                  > ciowują swoją partnerkę - taką jak Ty

                                  Milutki, czy Ty się aby nieco nie zapędziłeś? Nic o mnie nie wiesz, toteż
                                  pochopnie nie wyciągaj wniosków. Na psychoanalizę masz za mało danych.

                                  Ponadto panie oczytany, nie proponuj mi autorów, których mam przeczytać, aby
                                  się doszkolić, bo nie masz pojęcia co czytuję, co mnie interesuje, a co już
                                  dawno przeczytałam.

                                  Bohaterstwo, to
                                  > NAJCZĘŚCIEJ BRAK WYOBRAŻNI

                                  Oczywiście, zwłaszcza dla mięśniaków pakujących na siłowni, żeby się potem
                                  schować za kobitką i udawać, że niczego nie widzą.

                                  jednokierunkowe uzdolnienia nie są dowodem mądrości,
                                  > inteligencji.

                                  A co jest dowodem mądrości? Jednoznacznym. Znasz taką definicję? A
                                  inteligencji? Jest wiele rodzajów inteligencji.

                                  A teraz na zakończenie jałowej dyskusji. Człowiek nie jest jednowymiarowy. Bywa
                                  mądry, ale bywa też cholernie głupi. Ten sam człowiek. Wszystko się weryfikuje
                                  po czasie. Bywa inteligentny emocjonalnie, i nie inteligentny matematycznie. I
                                  na odwrót. Bywa dobry jednego dnia, a drugiego bywa paskudny.
                                  Mam nadzieję, że coś z tego zrozumiałeś. Jeśli nie, to poczytaj Freuda, może
                                  fallus przesłania Ci myślenie.
        • anais_nin666 Re: Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 31.07.07, 20:25
          Yoric... Litości... :(
      • anais_nin666 Re: Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 31.07.07, 20:32
        Ogromna w Tobie tolerancja (miłość do zony?), otwartość i dojrzałość Bomba44.
        Jestem pod wrażeniem. Mało kogo stac na takie "gesty" miłości. Coraz mniej ludzi
        potrafi wybaczać i czerpać naukę z błędów. Ty masz ten dar. Zazdroszczę.
        Powodzenia:)
      • misssaigon sprostowanie 01.08.07, 23:02
        autorka watku pisze wyraznie, ze odkrycie romansu lub fascynacji, ewentualnie
        zdrady, zalamaloby jej meza - widac zna dobrze swojego partnera, skoro przyznaje
        to expresis verbis ...i nalezy to wziac pod uwage szanowny autorze bombowej rady
      • cyjanokobalamina Re: Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 02.08.07, 15:55
        Bomba44, nietypowa ta Twoja historia. Masz szczescie, ze wszystko zakonczylo
        sie pozytywnie. Musialo sie to wydarzyc spory czas temu, ze potrafisz mowic o
        calej tej sytuacji z takim dystansem.

        Niestety szczera rozmowa z moim mezem odpada. Wiem na pewno, ze Twoje
        rozwiazanie sie nie przyjmie.

        Na razie robie co w mojej mocy, zeby 'wyrzucic' tego mezczyzne ze swojej glowy.
        Nie widuje sie z nim prawie wcale. Szczesliwie mam taka mozliwosc, firma, w
        ktorej pracuje jest ogromna i nie jestesmy skazani na wpadanie na siebie na
        kazdym kroku. Kazde spotkanie wymagaloby jakiegos wysilku, ktorego z calej sily
        staram sie nie podjac. Poki co, okupuje to nieustannym smutkiem i delikatna
        oziebloscia w stosunku do meza. Mam nadzieje, ze to tylko tymczasowe.

        Dziekuje wszystkim za odpowiedzi :)
    • eva351 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 31.07.07, 11:35
      Witam...witaj w klubie...jestem w takiej samej sytuacji,napisalam wszystko w
      watku problem-dlugie na forum mezczyzna...dlugo i chaotycznie ale bylam
      wyjatkowo rozdygotana emocjonalnie.

      Problem jest taki sam..o tyle gorzej ze relacje miedzy nami ukladaly sie
      roznie.Potrafilismy byc dla ciebie mili ale tez i okropni i ranic sie sie na
      wzajem.Moje polozenie jest dramatyczne bo bardzo za nim tesknie.Nie moge
      przestac o nim myslec.O tyle moze dobre jest to ze przenioslam sie do innego
      kraju, moze to mi pomoze bo go nie widuje.

      Niestety nie mam skutecznych rad ale przynajmniej podziele twoj bol, bo
      rozumiem co czujesz. Trzymaj sie....Pozdrawiam
    • caroll5 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 02.08.07, 07:44
      Cyjanokobalamino!Ja też mam ten problem....ale w moim wypadku to powoli czas
      przeszły...Jedno z nas zmieniło pracę, nie widujemy się.Wiem, że los mi sprzyja
      bo sama nie potafiłabym się odseparować. Obym wytrwała. Wytrwałosci i Tobie
      życzę.
      • wegeta23 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 02.08.07, 08:39
        ja już podjęłam swoją decyzję ale czy sądzicie że taka separacja, zerwanie
        wszelkich kontaktów to najlepszy sposób?? Może są inne sposoby aby rozeszło się
        to jakoś łagodniej, bez robienia sobie ani nikomu na około przykrości?? Gdybym
        miała pewność ze taki flircik nie posunie się dalej i że nie będzie to miało
        wpływu na moje życie chciałabym to ciągnąć... ale ze strachu o to co mogę
        stracić wolałam to zakończyć.
        Jednak bardzo chciałabym mieć kumpla w Tamtym facecie, brakuje mi rozmowy z nim,
        moglibyśmy wkońcu normalnie wyjść na kawę czy piwo, bez ukrywania się i obaw że
        robimy coś złego... Ale on powiedział że nie da rady, że jeśli nie może mnie
        mieć to woli o mnie zapomnieć... rozumiem go, ale trochę mi przykro, to jest
        naprawdę wartościowy człowiek.
        • kici10 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 02.08.07, 10:28
          Ale on powiedział że nie da rady, że jeśli nie może mnie
          > mieć to woli o mnie zapomnieć...

          To co napisałaś w tym zdaniu (bardzo delikatnie), można powiedzieć wulgarnie.
          Facet stwierdził "albo dajesz d..y, albo spadaj".

          I chciałabym i się boję.
        • lilyrush Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 02.08.07, 10:58
          wegeta23 napisała:

          > Jednak bardzo chciałabym mieć kumpla w Tamtym facecie, brakuje mi rozmowy z
          nim moglibyśmy wkońcu normalnie wyjść na kawę czy piwo, bez ukrywania się i
          obaw że robimy coś złego... Ale on powiedział że nie da rady, że jeśli nie może
          mnie mieć to woli o mnie zapomnieć... rozumiem go, ale trochę mi przykro, to
          jest naprawdę wartościowy człowiek.

          Facet zachował sie tu rozsądniej. Szanuj go za to, a nie narzekaj.
          • wegeta23 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 02.08.07, 11:56
            Kici dokładnie tak jak napisałaś... chciałabym i się boję - to jest chyba
            największa sprzeczność uczuć jaka we mnie drzemie. Chciałabym bo jeszcze nigdy
            nie przeżyłam takiej fascynacji drugą osobą, a boję się bo mam zajebiste życie z
            człowiekiem którego kocham, którego nie chcę skrzywdzić. Mój mąż napewno nie
            podszedłby do mojego romansu tak jak jeden z autorów postów wyżej. Hmmm może
            Jego żona pozwoliła sobie na nieco więcej niż ja bo wiedziała że mąż przyjmie to
            jakoś zwyczajnie, mój napewno tak by do tego nie podszedł, dlatego wole nie
            sprawdzać wytrzymałości Jego uczuć. Wolałam skończyć 3 miesięczną znajomość niż
            9 lat bardzo udanego związku. Aha i nie sądzę że facetowi chodziło tylko o sex,
            dużo o tym rozmawialiśmy i jestem pewna że Jego uczucia były szczere. Chyba że
            miał wyjątkowy talent do kłamania :D
            • kici10 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 02.08.07, 13:14
              dużo o tym rozmawialiśmy i jestem pewna że Jego uczucia były szczere. Chyba że
              > miał wyjątkowy talent do kłamania :D

              Nie będę się wypowiadać, bo nie znam duszy facetów, tak jak oni sami. Jednak
              powiedział, co powiedział. Dla mnie, pozbawionej różowych okularów, zabrzmiało
              to, jak napisałam. A jak było faktycznie - czort wie.
              • barracuda7 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 05.08.07, 13:53
                KICI 10: nie znam duszy facetów!!! A już myślałem, że wiesz wszystko. Niestety,
                WSZYSTKO najczęściej znaczy NIC. Musiaałaś doświadczyć mnóstwo traumy. Pozdro.
                • kici10 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 05.08.07, 21:32
                  A co Cię tak ubodło? Że kobitka umie myśleć? Jakieś kompleksy się objawiły?
                  Dyskutuj milutki, a nie obrażaj.
                  • barracuda7 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 06.08.07, 13:33
                    Szanowna KICI! Nic mnie nie ubodło, choć kilkakrotnie próbowałaś mnie obrazić.
                    Umiesz myśleć jak KOBITKA - 100procentowa. Używając dosadnych argumentów chciałem
                    odwieżć Cię od fałszywych przesłanek - skąd (jak to w logice) popłynęły fałszywe
                    wnioski. NIGDY nie miałem chęci by Cię dotknąć. Ani psychicznie, ani fizycznie.
                    Nie jestem macho. Nie jestem ideałem. Jeśli powiem, że jakiś obraz jest piękny,
                    to nie znaczy, że ja potrafię taki namalować!

                    Kiedyś był taki (rosyjski - mało znany) bard TARIWIERDIJEW. Śpiewał m.in. balladę
                    o sośnie: "ja ni łuczsze, ni chuże - ja prosto drugoje dierewo".
                    Takimi innymi drzewami jesteśmy my - Ty i ja. Więc dyskusja przerodziła się w
                    pyskówkę. Substytutem argumentów stały się słowa "bzdura, macho, fallus przesłonił"
                    Taki stary dowcip: grają w brydża, w tym jedna kobieta, która niemiłosiernie knoci.
                    Jej partner nie wytrzymuje i powiada "gra pani jak 4 litery". "No wiem, wiem - jak
                    noga". "Ależ nie! Ja panią wyżej cenię!" JA CIEBIE TEŻ.
                    • kici10 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 06.08.07, 14:49
                      Wzajemnie milutki, wzajemnie. BO.
                    • yoric Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 06.08.07, 15:38
                      Barracuda, bez urazy, ale ostatnio masz jakieś takie nerwowe wpisy we wszystkich
                      tematach...
                      • barracuda7 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 08.08.07, 12:45
                        YORIKU szanowny! Przez całe (długie) życie irytowała mnie głupota.

                        Kobieta, która rozpoczęła ten wątek, napisała wreszcie do czego
                        doprowadziło ją osobiste myślenie i wszystkie (prawie) "dobre rady"
                        podpowiadaczy. Odsunęła się od wymarzonego mężczyzny by zadośćuczynić
                        zasadzie, że zdrada jest BE. Ale też odsunęła się od męża i spełnia jedynie "obowiązek małżeński" żywiąc nadzieję, że to się zmieni!
                        Vide wpisy z 07.o8.07. ALE SIĘ NIE ZMIENI ! I będą jeszcze jedną
                        wśród milionów par na których zaciążyła epoka wiktoriańska. Czyli
                        niby cacy, a w istocie fałsz i obłuda. Stąd moje nerwowe wpisy. BO
                        TO PRZEWIDYWAŁEM.
                        P.S. Dla mnie jedyni normalni, to BOMBA i jego partnerka.
                        P.S.2. Wycofuję się, bo za próbę polemiki nawtykała mi jakaś KICI-
                        mądralinka. A teraz Ty...
                        • marek_kolomanski Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 08.08.07, 14:08
                          barracuda7 napisał:


                          I będą jeszcze jedną
                          > wśród milionów par na których zaciążyła epoka wiktoriańska.

                          Hehe, co za problem? Zawsze mogła zapłacić wyższą cenę:)
                          Jeden z moich znajomych - "chłopak z miasta", dowiedziawszy się o zdradzie żony
                          ogolił jej głowę na łyso i pociął wszystkie ubrania na strzępy. Natomiast
                          kochasia dopadł z kolegami i spuścili mu taki wpierdol, że się koleś posrał w
                          majtki...

                          Całe osiedle niezły ubaw miało:) Tylko kochasia niepotrzebnie oklepali. Cóż on
                          winny biedaczek? Przecież wiadomo, że jak suka nie da to i pies nie weźmie...

                          • wilk67 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 08.08.07, 14:39
                            i dyskusja sięgneła rynsztoka
                            • marek_kolomanski Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 08.08.07, 15:18
                              wilk67 napisał:

                              > i dyskusja sięgneła rynsztoka


                              Widzisz, ja bym rynsztokiem nie nazywał opisu sytuacji, które się w życiu
                              realnie ludziom przytrafiają:) Raczej uważam, ze snucie filozoficznych wywodów
                              nie bardzo ma sens - ma się nijak do rzeczywistości.
                              • wilk67 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 08.08.07, 16:00
                                > Widzisz, ja bym rynsztokiem nie nazywał opisu sytuacji, które się w życiu
                                > realnie ludziom przytrafiają:) Raczej uważam, ze snucie filozoficznych wywodów
                                > nie bardzo ma sens - ma się nijak do rzeczywistości.

                                opowieści jak to ktoś (pewnie jakiś Dres lub jak kto woli Kark ze złotym
                                łancuchem) ogolił niewiernej głowę
                                i obił z innymi Dresami kochanka....to dobre do opowiadania
                                kolegom na ławce pod blokiem (najlepiej takim co mają 16-18 lat)


                                a potem obił
                                • marek_kolomanski Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 08.08.07, 16:29
                                  Ani kark ani dres - inne czasy. Ale filozofię życiową miał podobną:)

                                  Dlaczego pod blokiem a na forum nie? Uważasz, że jak masz internet to realne,
                                  czasem groteskowe sytuacje Cię nigdy nie spotkają? I nie są warte rozważań na
                                  forum?
                                  • wilk67 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 08.08.07, 16:32
                                    tak czy inaczej....gratuluje znajomych
                                    • marek_kolomanski Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 08.08.07, 17:00
                                      wilk67 napisał:

                                      > tak czy inaczej....gratuluje znajomych

                                      Ależ dziękuję:) Nigdy nie wiadomo, kiedy takie znajomości mogą się przydać:)
                                      Hehe, tak na wszelki wypadek, gdyby mojej żonie coś strzeliło do głowy...
                        • kawitator Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 08.08.07, 15:17
                          YORIKU szanowny! Przez całe (długie) życie irytowała mnie głupota.

                          Nie tak nerwowo Posłużę się tutaj cytatem z 1927 roku amerykańskiego poety
                          Maksa Ehrmanna
                          z 1927 roku.
                          „Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchając też tego, co mówią inni: nawet
                          głupcy i ignoranci, oni też mają swą opowieść.”

                          Kobieta, która rozpoczęła ten wątek, i będą jeszcze jedną
                          wśród milionów par na których zaciążyła epoka wiktoriańska. Czyli
                          niby cacy, a w istocie fałsz i obłuda. Stąd moje nerwowe wpisy. BO TO PRZEWIDYWAŁEM.

                          Oczywiście każdy ma prawo dążyć do osobistego szczęścia. Nie zawsze
                          wyznacznikiem szczęścia jest namiętny sex dwa razy dziennie Na możliwość
                          przeżywania chwil szczęśliwych składa się wiele elementów i każdy człek
                          przykłada do każdego swoją własną osobistą wagę Poczucie przyzwoitości, honor,
                          możliwość popatrzenia się do lustra rano i ujrzenia tam przyzwoitego człowieka
                          też są wartościami dla niektórych nawet ważniejszymi.
                          Witamina B ma szanse. Duże szanse ze jej układ z własnym mężem będzie znowu
                          bardzo satysfakcjonujący Będzie mądrzejsza bo coś więcej przeżyła Czytając jej
                          wpisy nabieram przekonania ze jeżeli kiedyś dojdzie do wniosku ze z innym będzie
                          jej lepiej to potrafi sprawę postawić jasno i szanując swojego faceta po
                          prostu odejdzie a nie będzie szlajała się na boku


                          P.S. Dla mnie jedyni normalni, to BOMBA i jego partnerka.
                          A dla mnie nie. Cała interpretacja bomby to ratowanie dobrego mniemania o sobie
                          nic więcej A co miał napisać ze wkurwia go jak sobie wyobrazi swoją żonę w
                          miłosnym zwarciu z innym facetem i to jeszcze wtedy jak jemu skąpiła i
                          wydzielała z łaski na uciechę jak pisał na forum. Zdecydowała się wrócić do
                          niego to opowiada teraz, że jest ponad to Bardziej przekonuje siebie jak nas
                          Zresztą jego cyrk jego jego małpy nic na do tego.

                          P.S.2. Wycofuję się, bo za próbę polemiki nawtykała mi jakaś KICI-
                          mądralinka. A teraz Ty...

                          Kurde przybrałeś sobie z nick imię bardzo walecznej rybki to nie pasuj tylko
                          walcz przekonuj broń swoich poglądów ;-)))
                          • misssaigon Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 08.08.07, 22:06
                            kawi, dla mnie najwazniejsza sprawa jest, ze kobitka miala wolny wybor i go
                            dokonala...nie wierze, ze opinie forumowiczów w jakikolwiek sposb zawazyly na
                            jej decyzji...gdyby to było miłość przez duze M (nie mylic z serialem) to by sie
                            jeszcze szamotala czas długi ale zauroczenie plus swedzenie..cóz....nie wszystko
                            co przed nosem nalezy od razu konsumowac...

                            problem lezy w tym, zeby sobie ztego zauroczenia nie zrobic fetyszu, ołtarzyka
                            wzdychajac i snujac "co by było gdyby" bo wtedy rozejscie emocjonalne z mezem
                            jest niechronne....w takim rozdwojeniu i faktycznej psychicznej zdradzie zyc nie
                            mozna...

                          • nie_wiem Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 10.08.07, 00:08
                            „Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchając też tego, co mówią
                            inni: nawet
                            głupcy i ignoranci, oni też mają swą opowieść.”

                            a nie jest to przypadkiem cytat z Dezyderaty?

                            nie czepiam się personalnie tylko poytam, bo sama jestem ciekawa
                            • kawitator Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 10.08.07, 07:05
                              a nie jest to przypadkiem cytat z Dezyderaty?

                              Tak Podałem autora
    • yoric Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 02.08.07, 16:10
      Z dużym zadowoleniem, ale jeszcze większym zdumieniem odnotowuję pierwszy
      przypadek, w któym to FOrum się na coś komuś przydało.

      Pozdrawiam
      • romulus11 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 03.08.07, 19:43
        Ales wy czasowi ludzie,szczegolnie Glosatr.Nie macie nic sensownego do
        roboty?.To do seksu marsz!
    • trusia29 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 06.08.07, 19:58
      Rozumiem autorkę watki, przeżylam coś podobnego. Jedyne co może
      poskutkować, to zmiana pracy.
      • niezapominajka333 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 07.08.07, 07:07
        Cyjanokobalamina
        A może powtarzaj sobie proste zdanie.

        Nie ma tak wielkiej fascynacji, która warta by była cierpienia,
        jakie zafundowałabym mężowi przez zdradę.

        Avide
        Nie zgadzam sie z tym, ze trzeba miec wielkie jaja, zeby zdradzac.

        Chyba, ze określenie WIELKIE JAJA oznaczają zdolnośc do podjęcia
        ryzyka, nie licząc sie z uczuciami partnera, nie przejmując się
        konsekwencjami swoich czynów na zasadzie jakoś to będzie i tyle.

        Dla mnie to nie jaja, tylko nieumiejetnośc oparcia się pokusie
        zdrady. Z prawdziwymi JAJAMI nie ma ona wiele wspólnego, chociaz ci,
        którzy zdradzają lubią używac takiego usprawiedliwienia.

        Mój znajomy uwielbia szybka jazdę samochodem. Lubi ryzyko, lubi sie
        ścigac na drodze, ale gdy jedzie z rodziną jest najrozważniejszym
        kierowcą na świecie. Brak jaj, czy odpowiedzialnośc?

        Moim zdaniem trzeba miec wielkie jaja, zeby nie ulec pokusie,
        chociażby była wielka. Żeby dotrzymac danego słowa, chocby było
        niewygodne.

        • lilyrush Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 07.08.07, 09:37
          niezapominajka333 napisała:

          > Moim zdaniem trzeba miec wielkie jaja, zeby nie ulec pokusie,
          > chociażby była wielka. Żeby dotrzymac danego słowa, chocby było
          > niewygodne.
          >
          >
          Albo zakończyc poprzedni zwiazek, jeśli nie rokuje on nadzieji na
          poprawę...
        • cyjanokobalamina Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 07.08.07, 09:55
          niezapominajka333 napisała:

          > Nie zgadzam sie z tym, ze trzeba miec wielkie jaja, zeby zdradzac.
          >
          > Chyba, ze określenie WIELKIE JAJA oznaczają zdolnośc do podjęcia
          > ryzyka, nie licząc sie z uczuciami partnera, nie przejmując się
          > konsekwencjami swoich czynów na zasadzie jakoś to będzie i tyle.
          >
          > Dla mnie to nie jaja, tylko nieumiejetnośc oparcia się pokusie
          > zdrady.
          > Mój znajomy uwielbia szybka jazdę samochodem. Lubi ryzyko, lubi
          sie
          > ścigac na drodze, ale gdy jedzie z rodziną jest najrozważniejszym
          > kierowcą na świecie. Brak jaj, czy odpowiedzialnośc?
          >

          Niezapominajka, fajnie napisane :)

          Pracy nadal nie zmienilam i na razie nie zamierzam. Jakos sobie
          radze, choc nie jest doskonale.
          Odsunelam sie od tego mezczyzny, ale niestety rowniez od meza.
          Wyglada na to, ze radosc z przebywania z tamtym objawiala sie u mnie
          ogolna radoscia zycia i radoscia w stalym zwiazku. Dystans do kolegi
          przyniosl narastajaca obojetnosc w stosunku do meza :(
          Mam nadzieje, ze to taka pierwsza reakcja, ktora z czasem minie.
          • mru000 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 07.08.07, 13:56
            Gdy czytalam o Twoich uczuciach do tego mezczyzny to tak jakby ktos
            spisal to co niedawno przezywalam a teraz przezywam cos innego bo ja
            nie odsunelam sie.
            • cyjanokobalamina Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 07.08.07, 14:39
              Mru000, gdybys mogla napisac cos wiecej o tym co przezywasz. Jak
              odbija sie to na Twoim zwiazku?

              Moja decyzje o wycofaniu sie nadal traktuje jako sluszna, ale
              chcialabym wiedziec jak wyglada to z drugiej strony.

              U mnie problem polegal na tym, ze wczesniej fantazjowalam na temat
              innego mezczyzny. Teraz nawet nie mam kiedy fantazjowac, ochota na
              seks odeszla (dbam o satysfakcje meza, ale to wszystko), myslami
              jestem daleko, nie jestem nawet w polowie tak szczesliwa jak podczas
              utrzymywania kontaktu z tym drugim.

              Czas pokaze czy decyzja rzeczywiscie byla sluszna.

              • mru000 do cyjanokobalamina 08.08.07, 20:31
                wyslalm Ci meila na gazetowego.
                pozdrawiam
        • yoric Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 07.08.07, 13:08
          Off topic

          > Mój znajomy uwielbia szybka jazdę samochodem. Lubi ryzyko, lubi sie
          > ścigac na drodze, ale gdy jedzie z rodziną jest najrozważniejszym
          > kierowcą na świecie. Brak jaj, czy odpowiedzialnośc?

          Może być sam w samochodzie, ale nie jest sam na drodze. Niech się ściga na
          kartingach.
        • misssaigon wielkie jaja:)) 07.08.07, 22:15
          masz racje niezapominajko z tymi wielkimi jajami..

          dowiedzione "naukowo" (hm, cóz to za nauka?) bowiem jest, ze mezczyzny obdarzeni
          przez nature wiekszymi jadrami sa proporcjonalnie bardziej sklonni do
          zdrady..podobna musza znalezc popyt na zwiekszona podaz plemnikow :D
          • yoric Re: wielkie jaja:)) 08.08.07, 15:10
            Rozumiem, że to taki żarcik :)

            Jest jednak inna interesująca zależność:
            - u goryli, gdzie dostęp seksualny do samicy ma tylko samiec alfa, waga jąder to
            0,018% wagi ciała.
            - u szympansów, gdzie samica kopuluje z wieloma samcami (średnio 13-ma na jeden
            poród), jądra stanowią 0,269% wagi ciała. Samce z mniejszymi produkują mniej
            nasienia, które przegrywa walkę z nasieniem innych samców - i ich geny są w ten
            sposób 'odsiewane'.

            U ludzi ten współczynnik to 0,079%. Mniej, niż u szympansa, ale znacznie więcej,
            niż u goryla...

            Dla porządku - dane z "Psychologii ewolucyjnej" D. Bussa, ss, 193-4.
            • kici10 Re: wielkie jaja:)) 08.08.07, 16:21
              Znaczy się, że natura powątpiewa w wierność kobiet, skoro wyposażyła
              facetów w jądra stanowiące 0,079% masy ciała. Skoro u szympansów na
              0,269% przypada 13 partnerów, to u kobiet średnio (wg. tych obliczeń)
              powinno być około 4 partnerów. Biorąc pod uwagę oczywiście wielkość
              jąder. Idąc dalej tym tokiem myślenia, jeśli jakiś facet ma
              wyjątkowo wielkie jaja, to chyba znaczy, że ma skłonność do wiązania
              się z wyjątkowo niewiernymi partnerkami (>4). Wobec tego natura mu
              to rekompensuje wielkimi klejnotami.
              No więc kto jest z natury poligamiczny, kobiety, czy mężczyźni? I co
              ma piernik do wiatraka?
              Człowiek żyje w naturze, kulturze, społeczeństwie, i wszystkie te
              rzeczy mają na niego wpływ. Nie tylko sama natura.
              A czy z kolei stereotyp o monogamii kobiet nie jest tylko wytworem
              kultury?
              • yoric Re: wielkie jaja:)) 08.08.07, 16:57
                Z Twojego wpisu wynika, że się z czymś nie zgadzasz. Bądź tylko uprzejma
                wyjaśnić, z czym :).

                PS: u ludzi na jeden poród przypada średnio 1,1 partnera kobiety. Przy czym te
                dane należy traktować jako szacunkowe. Jaja można zmierzyć i zważyć bez problemu :).
                • kici10 Re: wielkie jaja:)) 08.08.07, 18:13
                  Robiąc pobieżne tylko obliczenia, na podstawie przedstawionych
                  danych wynika, że na jeden poród kobiecy, powinno przypadać około 4
                  partnerów. Bioroąc tylko pod uwagę wielkośc męskich jęder, w
                  stosunku do szympansich. Nieśmiało więc pytam, czy natura
                  zaprogramowała tę wielkość, w związku z niewiernością niewieścią? Bo
                  jeśli tak, to kobitki chyba mają prawo do tych 4 na poród. Jak
                  sądzisz?
                  I teraz stawiam pytanie. Czy te 1,1 u kobiet to wynik natury,
                  kultury, czy nieprecyzyjnych danych?
            • misssaigon Re: wielkie jaja:)) 08.08.07, 21:58
              yoric, a no własnie nie, doniesienie było serio i w naukowym tonie (co
              oczywiscie niczego nie gwarantuje)

              ale siegajac pamiecia do własnych doświadczen...musze przyznac, że jest cos na
              rzeczy...

              zatem koniowi w zęby a kandydatowi na meza..w rozporek:D
              • yoric Re: wielkie jaja:)) 09.08.07, 00:47
                Miss:

                > yoric, a no własnie nie, doniesienie było serio i w naukowym tonie (co
                oczywiscie niczego nie gwarantuje)

                no właśnie. Ileż ja się naczytałem bzdur "w naukowym tonie". A sceptyczny jestem bo:

                > podobna musza znalezc popyt na zwiekszona podaz plemnikow

                ...bo inaczej co? ;) To nie działa w ten sposób. Nie mówię, że tak nie jest, ale
                podany argument mnie nie przekonuje.

                Kici:
                Nie będę umierać za 1,1 bo nie wiem kto to obliczył, jak i na jakiej próbie.
                Natomiast różnice międzygatunkowe w wielkości jąder to pewien konkret, który o
                czymś świadczy. A konkretnie o tym, że w naszej ewolucyjnej przeszłości samice
                były tylko umiarkowanie monogamiczne. Obecne różnice międzyosobnicze nie
                świadczą o niczym, bo najpierw pojawia się cecha, a potem działa na niej dobór.
                I poprzedni wpis. Pytasz: "co ma piernik do wiatraka", a ja chciałbym Ci
                odpowiedzieć, ale nie mam pojęcia, co jest piernikiem, a co wiatrakiem!

                Pozdrawiam
                • kici10 Re: wielkie jaja:)) 09.08.07, 17:42
                  Nie będę umierać za 1,1

                  Szanowny Yoricu, ani ja przez to nie rzucę się na tory.
                  Jest, jak, jest. A jak jest, każdy widzi.
                  Raczej ludzie, jako gatunek są umiarkowanie monogamiczni. Nie
                  rozgraniczałabym tego na stereotypową poligamiczność mężczyzn i
                  stereotypową monogamiczność kobiet. Chyba bowiem robi się to w
                  parach. I raczej mieszanych. Czyli musi być chętny facet i chętna
                  kobitka. Jedyna różnica, jaką dostrzegam, to różnica w ujawnianiu
                  tego. Faceci mają tendencję do mnożenia swoich partnerek przez 2,
                  kobitki zaś do dzielenia przez 2. Stąd takie rozbieżności w
                  obliczeniach.
                  Natomiast gadanie facetów o swojej wielkiej wrodzonej
                  poligamiczności, przytaczanie na dowód rozmiarów jąder rozmaitych
                  ssaków, postrzegam raczej jako chęć wytłumaczenia swojej
                  indywidualnej chuci, do jakiejś indywidualnej kobitki, która to chuć
                  jest nieprawomyślna.
                  • yoric Re: wielkie jaja:)) 09.08.07, 18:10
                    > Natomiast gadanie facetów o swojej wielkiej wrodzonej
                    > poligamiczności, przytaczanie na dowód rozmiarów jąder rozmaitych
                    > ssaków...

                    Acha... a ktoś mówił o 'wielkiej wrodzonej poligamiczności facetów'? W tym
                    wątku? Zacytuj tego durnia, będę mógł z nim polemizować.
                    Podobnie usprawiedliwianie naszą historią ewolucyjną "swojej indywidualnej
                    chuci, do jakiejś indywidualnej kobitki, która to chuć jest nieprawomyślna" jest
                    bzdurą. Kto tak twierdzi, bo chciałbym go poprawić?

                    Pozdrawiam
                    • barracuda7 Re: wielkie jaja:)) 09.08.07, 19:51
                      YORIC. Ajednak dałeś się wpuścić w dyskusję (czytaj: w maliny)
                      z niejaką KICIĄ ??? Przecież ta wybitna intelektualistka pobije
                      Cię w każdej dziedzinie. Strach pomyśleć, co będzie dalej!!!
                      • kici10 Re: wielkie jaja:)) 09.08.07, 23:54
                        Niejaki barracudo. Czasami podyskutuję sobie z yoricem. Mam
                        nadzieję, że ku obopólnej rozrywce. Przeszkadza ci to? Chciałbyś sam
                        opanować forum? Wyrżnąć inaczej myślących? Chciałbyś sam prezentować
                        jedynie słuszne poglądy? Czy nie przemawia przez ciebie mizoginizm?
                        Co ci do tego kto z kim dyskutuje i w jaki sposób? Nie ma przymusu
                        czytania tego co wypisuje kici10. Wystarczy nie otwierać tych
                        postów. Masz pan problem z argumentacją, dlatego wymachujesz
                        maczugą. Dalekie to od twojego wzorca prawdziwego mężczyzny, a także
                        kulturalnego człowieka. Chyba, że tzw. prawdziwy mężczyzna, to
                        człowiek pierwotny. Pozdrawiam ozięble.
                        • xleilax Re: wielkie jaja:)) 10.08.07, 00:21
                          Sorrki,ale prawie śmiechem obudziłam mojego maleńkiego synka-
                          >jadra,1,1...szympans,goryl,między nimi facet...a jaki był temat
                          wąrku,chyba autorowi spraw wielką przyjemnosć czytanie Wszych
                          opini,myśli,komentarzy..o wszytskiego,przyjemna lektura,pozdrawiam
                          kici10 i Cała Społecznosc BSWM:)
                        • barracuda7 Re: wielkie jaja:)) 10.08.07, 12:17
                          Ostatni raz KICI: no i do poprzednich epitetów dorzuciłaś "człowieka pierwotnego"! Czy miałaś na myśli takiego z cywilizacji koptyjskiej?
                          Oni już 5.000 lat temu znali twierdzenie Pitagorasa. A Ty znasz?
                          Pewnie, że nie muszę czytać. Tak jak Ty nie musisz pisać. Ale pisząc
                          musisz liczyć się z wrażliwością i inteligencją czytelników. Inaczej
                          to właśnie Tobie można będzie zarzucić anektowanie Forum dla siebie.
                          P.S. Nie pisze się YORICEM tylko YORIKIEM.
                          P.S.2. A powtarzające się słowo "KOBITKA" przywodzi mi na myśl żargon
                          kelnerski: "śledzik, wódeczka, zupka..." Bywaj!
                          • kici10 Re: wielkie jaja:)) 10.08.07, 13:05
                            Ło matko! A kto to był Pitagoras, i co twierdził? Może to, że jak
                            się nie ma nic do powiedzenia, to się czepia pisowni, stylistyki,
                            interpunkcji, ortografii? A może to, że bełkot pseudointelektualny
                            jest lepszy niż rzeczowa dyskusja?
                            • barracuda7 Re: wielkie jaja:)) 10.08.07, 15:37
                              MÓWIŁEM CI JAK DZIECKU, PO RUSKU, PO NIEMIECKU... I co z tego...
                              Dla Ciebie to "bełkot pseudointelektualny".
                              Pitagoras to facet, który stwierdził: "... a karawana jedzie dalej."
                              Polecam nowe Forum, które zaproponowało walkę z analfabetyzmem.

                              P.S. Ciekawe ile jeszcze zaserwujesz chamskich epitetów? Ile piany
                              wytoczysz?
                              P.S.2. Przecież Ty też nie musisz czytać moich tekstów. Zwłaszcza,
                              kiedy nie są adresowane do Ciebie tylko np. do YORIKA.
                    • kici10 Re: wielkie jaja:)) 09.08.07, 23:57
                      Yoricu, w jakimś celu przytoczyłeś badania nad wielkością jąder.
                      Może wobec tego doprecyzuj, w jakim celu. Co chciałeś przez to
                      powiedzieć.
                      • yoric Re: wielkie jaja:)) 10.08.07, 00:53
                        Ano tak się złożyło, że -jak widać po podtytule - temat zdryfował w stronę
                        wielkości samczych jąder :) i co powoduje różnice w rozmiarze. Więc ja
                        napisałem, co powoduje różnice w rozmiarze (międzygatunkowo).

                        Inne treści byłaś łaskawa dodać sama :). Ja bardzo lubię z Tobą dyskutować, bo
                        to zawsze dyskusja na poziomie - ale czasami mam wrażenie, że nie polemizujesz z
                        tym, co napisałem, tylko z jakimś z góry założonym wyobrażeniem
                        antyfeministycznego potwora.
                        Dodam, że lubię też wpisy Barracudy, ale tylko te, w których nie bywa agresywny
                        - niestety ostatnio więcej tych drugich.

                        Pozdrawiam!
                        • kici10 Re: wielkie jaja:)) 10.08.07, 10:57
                          Yoricu, nie temat zdryfował w kierunku samczych jąder, tylko Ty
                          zdryfowałeś w tym kierunku. Ciekawe dlaczego?
                          Mój wpis miał na celu tylko przypomnienie, że nie istniejemy w
                          próżni, tylko w interakcji ze sobą. Nie można więc rozpatrywać tylko
                          wielkości męskich genitaliów, jako przyczyny. Sprowadzając rolę
                          kobiet jedynie do zdolności adaptacyjnych, do tego, w co natura
                          wyposażyła facetów. Ewolucji podlegaliśmy wszyscy. Obydwie płcie
                          prowadzą swoją grę. W przypadku facetów, dosyć jawną. W przypadku
                          kobiet, to raczej partyzantka. Często jest tak, że uwodzisz kobietę,
                          nie mając świadomości, że sam jesteś uwodzony. I, że to nie Ty
                          wybrałeś, ale zostałeś wybrany i umiejętnie poprowadzony, tam gdzie
                          sobie ktoś życzył.
                          Kobitki mają swoje za uszami, jeśli chodzi o poligamię,ale za żadne
                          skarby świata się do tego nie przyznają. Będą grać rolę "świętej,
                          niewinnej" do końca.
                          • bo_lew_to_ja Re: wielkie jaja:)) 10.08.07, 11:58
                            Droga Cyjano, mam takie pytanko? Może troszkę osobiste, ale myślę, że typ tego
                            forum to usprawiedliwia...
                            Myśleliście z mężem kiedyś wcześniej o dziecku? Lub sama Ty?
                            • cyjanokobalamina do bo_lew_to_ja 14.08.07, 13:53
                              bo_lew_to_ja napisała:

                              > Droga Cyjano, mam takie pytanko?
                              > Myśleliście z mężem kiedyś wcześniej o dziecku? Lub sama Ty?

                              Nie planowalismy i na razie nie planujemy potomstwa. Dlaczego pytasz?

                          • yoric Re: wielkie jaja:)) 10.08.07, 12:05
                            > tylko Ty zdryfowałeś w tym kierunku.

                            Ekhem. Jak by nie patrzeć, podtemat 'wielkie jaja" zaczęła Misssaigon.

                            > Nie można więc rozpatrywać tylko wielkości męskich genitaliów, jako przyczyny.

                            Nie rozpatruję wielkości męskich (właściwie: samczych) genitaliów jako przyczyny
                            - jest to ewolucyjny skutek strategii reprodukcyjnych gatunku - gatunku, więc
                            obu płci.

                            > Sprowadzając rolę kobiet jedynie do zdolności adaptacyjnych, do tego, w co
                            natura wyposażyła facetów.

                            Jakiś cytat?
                            Wiesz, ja już mówiłem, że miło się gada, ale nie chciałbym, żeby to tak
                            wyglądało, że ja mówię "dziś mamy piątek", a Ty "nie zgadzam się, to uwłacza
                            kobietom!".

                            Pozdrawiam
                            • kici10 Re: wielkie jaja:)) 10.08.07, 12:29
                              hi, hi :)
                            • barracuda7 Re: wielkie jaja:)) 12.08.07, 11:47
                              Wg Monty Pythona: testy na inteligencję są krzywdzące dla pingwinów,
                              które nie znają angielskiego. W Polsce - polskiego. Amen. Zwiewam.
        • avide Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 10.08.07, 15:39
          Niezapominajko, pisząc że trzeba mieć wielkie jaja by zdradzać bynajmniej nie
          maiłem ma myśli puszczenie sie. Chodziło mi dokładnie o sytuacje w jakiej zaraz
          znalazła by się autorka wątku. Otóż to co chiała zrobić (zrobiła - mniejsza o
          to) niosło by ze sobą ciąg zdarzeń. zakładając, że chciała by ciągle utrzymać
          związek bo męża ciągle jednak kocha, namiętność by ja zabiła do tego faceta.
          Musiała by nauczyć sie ukrywać emocje, kłamać w żywe oczy, kombinować, łgać,
          oszukiwać. BO TEGO NIE DA SIE POGODZIĆ. Bedzie chciała dzielić czas ze swoim
          uniesienie, namiętnością, kochankiem, a będzie musiała wracać do małżeńskiej
          rzeczywistości w której mąż będzie sie również domagał swego i nie bardzo
          biedzie umiał zrozumieć co sie stało ????

          I jeśli będzie chciała uratować małżeństwo i jednocześnie nie dać się zwariować
          namiętności do nowego faceta, nie zakochać się w nim na zabój, nie pragnąc z nim
          każdej chwili, oddać mu sie, całkowicie zatracić sie w jego pożądaniu, pieścić i
          być pieszczoną w każdej chwili, każdej minucie a nie tylko w ukradzionych
          chwilach. To właśnie wszystko ja czeka jeśli się zdecyduje. Żeby to wszystko ze
          sobą zgrać i nie dać sie przyłapać, nic po sobie poznać trzeba mieć WIELKIE JAJA.

          Tak niezapominajko, zgodzę sie żeby nie zdradzić również trzeba mieć wielkie
          jaja. Jednak widzisz tutaj z pomocą idzie nam strach przed nieznany, przed
          konsekwencjami itp., niektórych on tak skutecznie blokuje, że nigdy sie nie
          odważą na romans. Wszystko zleży od osobowości.

          A tak w ogóle to w życiu trzeba mieć na co dzień WIELKIE JAJA by sie nie dać
          temu wszystkiemu zwariować i wygrać w tym swoje szczęście. Bo przecież o to w
          tym chodzi.???

          Pzdr.
          Avide
          • sunflower30 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 10.08.07, 16:04
            nie do końca się z Tobą zgodzę, Avide. Otóż, jeśli osoba decyduje
            sie na zdradę, ze świadomością wszelkich konsekwencji, dotyczących
            jej psychki, a nie chce, lub nie może jednocześnie stracić
            dotychczasowego partnera, to zapewniam Cię, da się to pogodzić. Nie
            doceniasz kobiet. Oczywiście, nie chcę uogólniać. Ale są kobiety,
            które świadomie wikłają się w podwójne życie i potrafią je
            kontrolować. Jest chyba na to określenie... wyrachowanie. To dotyczy
            jednak tylko twardych i silnych kobiet czyli nielicznych.
            Autorce wątku az chciało by się powiedzieć: "poddaj sie tej
            namietności, tylko dobrze to przkalkuluj".
            • wilk67 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 10.08.07, 16:17
              do czasu
              • tlustaklucha Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 19.08.07, 18:50
                Cyjanko, jeśli Ci to pomoże, to wiedz, że taką ogromną siłę
                przyciągania mają narcyzi. Rzeczywiście ciężko jest się im oprzeć,
                bo wydzielają coś niesamowitego. Wiesz dlaczego? Bo nie mogą żyć
                bez świadomości tego, że inni umierają na ich widok z pożądania.
                A jacy są w środku? Zimni jak lód, bo ludzie są im potrzebni tylko
                do wytworzenia idealnego obrazu samych siebie - bez tego zapadają
                się w czarną dziurę. Bawią się ludźmi, bo nie mają żadnych uczuć,
                nie nauczyli się ich. Są marnymi kochankami - myślą tylko o sobie.
                Są za to świetnymi manipulatorami. Najlepszymi z możliwych.
                Chciałabyś żyć z myślą, że ktoś się Tobą zabawił? Przecież ten
                facet nie szanuje ani Ciebie (bo wie, że może Ci rozwalić życie),
                ani swojej żony, ani Twojego męża. Siebie też nie szanuje, bo po co
                się pcha w taki układ? I co Cię w nim tak podnieca?
                • hyper_mouse Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 21.08.07, 12:07
                  Droga tlustaklucho,

                  To co piszesz to zwykłe banialuki. Między tą dwójką wytworzyło się
                  jakies uczucie, z którym pewnie obydwoje nie bardzo wiedzą co
                  zrobić. To, że inny mężczyzna interesuje się nią nie znaczy, że jest
                  zimnym narcyzem, wręcz przeciwnie. Pewnie jest osobą szukającą
                  uczucia, ale jednocześnie umiejącą je dawać.
                  A co do całej historii. No cóż skoro jesteś przekonana, że z mężem
                  jest super to nie powinnaś się w to bawić. Z drugiej strony to mam
                  wrażenie, że oszukujesz sama siebie. Gdyby było tak rewelacyknie to
                  czy zakochałabyś się w kimś innym???
                  • hyper_mouse Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 21.08.07, 12:16
                    a tak w ogóle to jak się to wszystko czyta to ogarnia pusty śmiech.
                    tak jakby zapytać ojca Rydzyka o sprawy uczuć i seksu. "A
                    fe..zdradzasz męża, zniszczysz sobie życie, zdrada zawsze wychodzi
                    na jaw". Sorry, ale to są slogany. Życie nie jest czarno-białe, a
                    jak dwoje ludzi ciągnie do siebie to nie zawsze jest to tylko seks,
                    czy jak napisała jakaś kicia "dawanie dupy". Może po prostu
                    potrzebujemy uczuć, których nie znajdujemy w swoich związkach, a
                    przez długi czas nawet nie wiedzieliśmy czego nam brakuje.
                    • your_and Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 21.08.07, 12:41
                      hyper_mouse napisała:
                      > jak dwoje ludzi ciągnie do siebie to nie zawsze jest to tylkoseks,
                      > czy jak napisała jakaś kicia "dawanie dupy".

                      I to odróżnia to forum od innych że można porozmawiać z innymi dla
                      których relacje seksulane ma wiele odcieni i daje inspiracje do
                      życia (lub akurat nie daje).
                      Choć przecież wielu innych do jedynie zwykłe "dawanie dupy"
                      ciekawsze lub nie od seriali i szydełkowania
                      :)
                    • kici10 Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 26.08.07, 00:19
                      Może po prostu
                      > potrzebujemy uczuć, których nie znajdujemy w swoich związkach, a
                      > przez długi czas nawet nie wiedzieliśmy czego nam brakuje.

                      A skoro już wiemy, to stawiamy uczciwie sprawę i się rozchodzimy z
                      byłymi partnerami. Czy tak?

                      Życie nie jest czarno-białe, a
                      > jak dwoje ludzi ciągnie do siebie to nie zawsze jest to tylko
                      seks,
                      > czy jak napisała jakaś kicia
                      Z pewnością jest to mistycyzm, pokrewieństwo dusz, uczucie jakiego
                      nikt nigdy nie doświadczył i nigdy nie zrozumie. A że podszyte
                      oszustwem? Cóż, cel uświęca śrdodki.
                      Kochana, wielu z nas, póki stanęło na ślubnym kobiercu,
                      doświadczało tych stanów wielokrotnie. A oszustwo jest oszustwem,
                      jakbyś tego nie pokolorowała.
    • tlustaklucha Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 21.08.07, 22:21
      >
      > Z mezem jestem od ponad 10 lat. Do tej pory nasze zycie bylo
      bardzo udane,
      > przez lata poznawalismy sie i dogadywalismy coraz lepiej,
      wlasciwie na nic
      > nie moglam narzekac, nie wylaczajac seksu. Maz zawsze byl dla
      mnie
      > atrakcyjny, podniecal mnie, w lozku bylo nam swietnie.
      >
      >

      Nie, to zupełnie nic nie znaczy i nie znaczyło. Pojawia się ktoś
      inny i lecę sobie dalej.
      Przerwanie związku z mężem, którego się kochało i z którym się było
      szczęsliwym nie przychodzi ot tak. Jakby wszystko od początku było
      okropnie, ok, zrywajmy. Ale nie w takim przypadku chyba. Takie już
      chyba mamy czasy, że pojawienie się najmniejszej trudności skłania
      nas do ucieczki i nacieszenia się gdzieś indziej. Czyli, krótko
      mówiąc, zwykła konsumpcja.
      Chciałabym wiedzieć, że jak w końcu uda mi się zbudować w życiu coś
      trwałego, to nie rozleci mi się jak za dotknięciem różdżki.
      • tlustaklucha Re: Znajomy 'wyparl' meza z mojej glowy 21.08.07, 22:27
        Poprzedni post był do hyper-muszy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka