glamourous
27.08.07, 17:06
Witam po licznych urlopowych wyjazdach ;-)
Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania na temat sytuacji, ktora
przytrafila mi sie podczas urlopu, a z powodu ktorej tegoroczne
wakacje zaowocowaly dosc sporym kryzysem w moim malzenstwie.
Pisalam juz kiedys kilka razy na forum o tym, jak to pare razy
zdarzylo mi sie przylapac mojego meza na, jak on to
nazywa, "kultywowaniu przyzwyczajenia z kawalerskiego zycia", jakim
jest Masturbacja Przed Kompem.
Tym razem jednak przegial strasznie. Zrobil to bowiem w dniu, kiedy
mialam wyjechac sama, bez niego, na tydzien za granice. Wyobrazcie
sobie - w dniu wyjazdu wstaje rano, wychodze z sypialni i coz widze -
maz przed komputerem (na ekranie oczywiscie rozebrana laseczka w
wiadomej pozie ;-) z penisem w dloni. Byl tak pochloniety patrzeniem
na cipke tej panienki na ekranie i tym, co robil, ze nawet nie
zauwazyl, ze stanelam tuz obok (pikanterii dodawal fakt, ze bylam
rowniez nago ;-)
No, czysty koszmar mlodej mezatki ;-)
Powiedzcie mi, jak to jest ze kochajacy swoja zone i przekonany o
jej atrakcyjnosci facet biegnie ze swoja poranna erekcja do
komputera? Zamiast przytulic sie do zony i ja zwyczajnie - za jej
wielka aprobata - przeleciec? Skoro doskonale wie, ze zone ma
goraca, ktora z wielka checia przyjelaby jego zaloty nawet bez
specjalnej gry wstepnej... I dlaczego akurat w dniu jej wyjazdu,
swoja droga mogl do cholery poczekac do wieczora ;-/ Jak to jest, ze
majac w perspektywie tygodniowe rozstanie, jego pierwsza reakcja po
przebudzeniu jest pedzenie do kompa, zamiast nacieszyc sie zona i
porzadnie z niej "skorzystac" na do widzenia, zeby odjechala, jak to
sie wyrazil pewien moj przyjaciel, "z serduszkami w oczach" i zeby
nie spojrzala przez ten tydzien rozlaki na zadnego innego faceta ?
Nigdy nie uwazalam ze masturbacja sama w sobie to cos zlego, bo sama
to robie regularnie. Ale robie to wtedy, kiedy nie mam wyboru, bo
moj maz z jakichs powodow "nie moze". Natomiast, kiedy mam wybor,
zawsze wole seks z mezem, oczywiscie. Zawsze tez powtarzalam i jemu
i tu na forum, ze calkowicie rozumiem meska masturbacje, kiedy zona
jest z roznych powodow "niedysponowana", np. ma okres, jest chora, w
ciazy itp itd. Czy tez kiedy zwyczajnie nie ma jej w domu (chociaz
jesli wyjechala np. na dwa dni milo byloby gdyby facet poczekal i
potem taki napalony i roznamietniony rzucil sie na nia po jej
powrocie) Zrozumialabym tez faceta, ktorego zona bardzo zmienila sie
fizycznie, np. przytyla po ciazy 20 kilo (a facet, jak wiadomo
potrzebuje bardziej "standardowych wrazen wzrokowych" ;-)
Ale w sytuacji, kiedy chetna i powiedzmy atrakcyjna, naga zona lezy
tuz obok w lozku, a zakochany (podobno!) facet mimo to pedzi do
kompa - taka sytuacja umyka mojej zdolnosci percepcji ;-/
On tlumaczy to nawykiem, silnie zakorzenionym przyzwyczajeniem z
czasow kawalerskich (mieszkal sam i dlugo bez kobiety) Ale czy jest
mozliwe, zeby, majac wybor, zdrowy, mlody facet preferowal do tego
stopnia autoerotyzm? Moze on powinien to leczyc, jak alkoholizm czy
nikotynizm???
Napisze jeszcze tylko, ze moja reakcja tego poranka nie byla
gwaltowna, po prostu wyszlam, a on przepelniony wstydem pobiegl za
mna, kajajac sie, proszac o wybaczenie i po raz kolejny przyrzekajac
ze juz nigdy wiecej, itp. Przepychanki slowne trwaly kilka godzin,
potem wyjechalam z poczuciem ze dosyc mam meza onanisty-recydywisty!
Zastanawialam sie nawet, czy nie lepiej byloby skonczyc ten zwiazek,
bo do cholery, ciagle to samo - a ja chcialabym miec w moim lozku i
zyciu prawdziwego CHLOPA, ktory wykorzystalby w pelni moj
temperament, zamiast marnowac swoje erekcje (ktore moglby
wykorzystac w malzenskim lozku, dla naszego wspolnego pozytku) dla
kilku pikseli na ekranie kompa! Nie mam ochoty przez cale zycie
zastanawiac sie co robi moj maz sam w domu, kiedy ja jeszcze nie
wrocilam z pracy, mam dosyc tego regularnego nakrywania go z fiutem
w lapie! Czuje sie, jakbym mialam w domu pryszczatego nastolatka,
ktorego trzeba pilnowac, a nie doroslego mezczyzne, ktory wolalby
wykorzystywac swoje libido w bardziej racjonalny sposob!
Uch, minelo juz poltora miesiaca, a ja nadal jestem na niego
strasznie zla! Tym bardziej ze kilka dni temu wrocilam z kolejnego
wyjazdu, nie wiedzielismy sie znowu prawie tydzien, a on wcale mi
nie wyglada, jakby mial za soba tygodniowa abstynencje ;-) Pewnie
robil to podczas mojej nieobecnosci az wiory lecialy, pomimo tych
wszystkich przyrzeczen ze zachowa swoja namietnosc i sperme na moj
powrot ;-/ Ech...
No i co o tym sadzicie?
Pozdrawiam :-)
Glam