Dodaj do ulubionych

przeczytajcie sobie nasza historie, i co...

04.01.08, 01:04
Znamy sie od 10 lat, malzenstwo od 3 lat, nie mieszkamy razem od 4
miesiecy, dzieci 0. Zawsze bylismy super zgrana para tak w lozku jak
i poza - nie powiem ze bylismy nierozlaczkami. Tak M. jak i ja
mielismy swoich znajomych wiele takze wspolnych przyjaciol -
mielismy swoje swiaty i czulismy sie z tym dobrze szczegolnie gdy
mielismy super duzo do opowiadania sobie nawzajem. Nasi znajomi
przechodzili rozne kryzysy w swoich zwiazkach, my im dzielnie
pomagalismy, bylismy na wszystkich zaslubinach.
Pomimo ze jak w kazdym zwiazku i nam zdarzaly sie slabsze chwile,
zawsze bylismy gotowi do dyskusji i wyjasnialismy sobie wszelkie
niedpowiedzenia (inicjowane przeze mnie). M. jest przykladem
unikania podejmowania ciezkich decyzji, ponoszenia
odpowiedzialnosci, prawie zawsze musialem podejmowac za nas "bo nie
wiem", "moze tamto siamto" itepe. Razem kupilismy mieszkanie, mamy
zwierzaka (M. chciala ale i ja z czasem pokochalem nasze zlotko) po
prostu cud miod... do czasu...
Zdecydowalismy o wyjezdzie z naszego miasta - M. jako pierwsza
dostala prace wiec bylismy oddaleni od siebie prawie 1000 km przez 6
miesiecy. W miare mozliwosci odwiedzalem M. bardzo czesto - zdarzalo
sie ze w kazdy weekend miesiaca; poznalem nowych znajomych, z
ktorymi pracowala. Kiedy i ja w koncu znalazlem tamze prace
przyjechalem i od razu bylo dla mnie oczywiste ze moja droga M.
przespala sie z kolesiem... Poniewaz wciaz ja kochalem probowalem
przedyskutowac te kwestie z nia... na prozno - ona dokonala wyboru
(zamieszkala z kolesiem) wiec sie wyprowadzilem (wciaz jestem w tym
samym miescie). rozeszlismy sie w spokojnej atmosferze choc
skur..owi przylalem w morde...
...ostatnio odezwala sie do mnie. Tlumaczyla jak wielki zyciowy blad
popelnila, jest jej niezwykle glupio, przeprasza, blaga o
wybaczenie, przekonuje ze to bylo glupie zauroczenie (ja bylem jej
pierwszym facetem w zyciu), ze kocha tylko mnie, wie ze skrzywdzila
przez swoje zachowanie wiele osob, podzielila w jakis tam sposob
przyjaciol. Znam ja bardzo dobrze i wiem ze na pewno nie udaje, jest
slaba aktorka, chyba nigdy nie widzialem jej tak bardzo
rozemocjonowanej - jak na dloni widac ze jest jej bardzo ciezko z
brzemieniem odpowiedzialnosci, znosi to bardzo zle...
Ja przez ten dlugi czas, okropny czas (tylko inny odrzucony facet
zrozumie co mam na mysli) staralem sie zabic w sobie wszelkie
uczucia do niej, zapomniec calkowicie i zaczac nowe zycie, rzucilem
sie w wir pracy, wielodniowych podrozy sluzbowych, imprez z
kumplami... wszystko by zatlumic w sobie wszelkie emocje w stosunku
do niej. przekonalem sie jak niezwykle silny jestem psychicznie i ze
mam swoje zasady w zyciu...
...ale nie zapomnialem...
w koncy mamy po prawie 30 lat w tym ponad 10 razem, zjechane
wspolnie pol swiata, podobne zainteresowania, wiele tematow do
dyskusji, lubimy te same klimaty muzyczne i kulturowe - wcale nie
jest tak latwo...
wiem ze ona bardzo mnie kocha wciaz, jest w stanie zrobic wszystko
by odkupic swoje winy... duzo rozmawialismy o tym co ja popchnelo do
takich decyzji - wiemy ze za dlugo bylismy jednak rozlaczeni choc o
tym akurat zdecydowalismy razem... nasze rozmowy przypominaja i mnie
i M. stare czasy "sprzed", czuje ze jakbym tylko chcial to jest
moja... ale nawet jesli to czy przypadkiem w przyszlosci nie odezwa
sie jakies demony - czy mozna sobie jakos poradzic z nimi, jak
nauczyc sie z tym zyc. Sam nie wiem co mam robic, samemu jest mi
zle, wiem ze ja kocham... i ona mnie tez ale czy da sie dalej zyc
razem...
Pzdr.
Obserwuj wątek
    • songo3000 Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 04.01.08, 05:09
      Od powiedź sobie szczerze na pytania:
      1. Kocham ją?
      2. Jeśli tak to czy moja miłość jest silniejsza od poczucia krzywdy?

      Jeśli jesteś typem faceta, dla którego bardzo ważna jest duma oraz poczucie, że du..a partnera należy tylko i wyłącznie do mnie to w 'reaktywowanym' związku raczej nie dasz jej (i sobie) żyć.

      I pamiętaj, że nikt nie jest doskonały...
      • pecan Songo3000 05.01.08, 01:00
        Podpisuje sie pod twoim postem songo3000. Trudno jest wybaczyc zdrade...ale
        wiele osob to robi. Zadaj sobie te pytania i nie poejmuj decyzji na
        emocjach..Pozdrawiam Czasem popelniamy bledy...
    • zlosnica100 Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 04.01.08, 09:10
      Kocha Cie i zdradziła? Jako kobieta powiem Ci ze jest to poprostu
      fizjologicznie niemożliwe dla kobiety.Wspolczucie.
      • lookbill Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 04.01.08, 11:19
        Tu się mylisz. Są kobiety, które potrafią oddzielić seks od miłości
        • zlosnica100 Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 04.01.08, 12:51
          Wcale nie.
          Owszem kobieta rozdziela seks od uczuc ale w tym sensie, ze moze
          uprawiac seks bez milosci, ale nie oznacza to ze jak kocha to moze
          to robic z kims drugim, tzn moze ale wtedy mowienie ze kocha jest
          klamstwem.
          • zyg_zyg_zyg Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 04.01.08, 18:14
            zlosnica100 napisała:

            > Wcale nie.
            > Owszem kobieta rozdziela seks od uczuc ale w tym sensie, ze moze
            > uprawiac seks bez milosci, ale nie oznacza to ze jak kocha to moze
            > to robic z kims drugim, tzn moze ale wtedy mowienie ze kocha jest
            > klamstwem.

            Wcale nie.
            • aniorek Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 05.01.08, 00:16
              Wlasnie, ze tak.
              • olga85 Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 11.01.08, 18:30
                oczywiscie- wiesz jak to jest ze WSZYSTKIMI kobietami...
    • vegaaa Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 04.01.08, 09:36
      Subarek... bardzo współczuję. To bardzo ciężka sytuacja w jakiej się
      znalazłeś. Szczerze pisząc, to ja jako kobieta szczęśliwie zakochana
      nie wyobrażam sobie, żebtym mogła ukochanego zdradzić... To po
      prostu niemożliwe, zresztą zgadzam się z wypowiedzią poprzedniczki.
      To fakt , że nikt nie jest doskonały, ale to nie pomoże Ci przejść
      przez tę sytuację. Zawsze będziesz gdzieś w zakamarkach żył bólem
      zdrady ukochanej, poza tym... skoro kochając Cię zdradzia, to czy
      nie powtórzy się to znowu? przeciez życie nie jest bajką, a trudne
      sytuacje i rozstania z powodu pracy moga zdarzyć się ponownie. Ja
      myślę, ze to na zawsze nadszarpnęło Twoje zaufanie do niej i nie
      dziwie się. Ale jeśli nie spróbujesz to się nie przekonasz...
      Trzymam kciuki. Pozdrawiam
    • jakniejatokto Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 04.01.08, 12:44
      Kobieta najpierw zdradza w umysle, sercu, a dopiero potem tylkiem.
      Ja bym nie wierzyla, ze kocha. 10 lat to szmat czasu, wspolne
      wspomnienia, przezycia, wspolne rzeczy... Kobietom chyba trudniej
      odejsc, bo sa bardziej sentymentalne. Ale kobieta zakochana w
      mezczyznie raczej nie zdradzi. Juz bardziej jestem sklonna uwierzyc,
      ze bedzie walczyc, wierzyc i starac sie (ew. szukac winy w sobie). I
      tyle, ale to tylko moje zdanie.
      Lanie nexta w morde nie jest dobrym rozwiazaniem - do lozka ida dwie
      osoby i obie sa tak samo winne jak i niewinne. Ale skoro ci to
      pomoglo to good for you :)
      • koliberek1111 Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 04.01.08, 13:00
        Stary, a ja uważam że jest zupełnie inaczej. Z tego co piszesz byliście zawsze
        razem. Ja jestem przekonana, że gdybym była tylko z jednym facetem przez całe
        życie to bym ciągle myślała o tym, jak może być z innym. I nie znaczy to, że
        kochałabym partnera mniej. Sam znasz swoją partnerkę. Jeżeli miała chwilę
        słabości, która wynikała z oczarowania nowym miejscem, ludźmi... i jednocześnie
        jakąś potrzebą dowartościowania się to postaraj się jej wybaczyć. Oczywiście
        musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy dasz sobie z tym radę. Jeżeli tak to
        myślę, że warto...przynajmniej spróbować...
      • klara_78 Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 04.01.08, 13:03
        A ja myślę, że ona Cię kocha.
        Po 10 latach uczucie nie jest już takie samo jak na początku. Wydaje
        mi się, ze łatwiej jest wtedy o zauroczenie, tym bardziej jeżeli
        jest się daleko od partnera.
        Jeżeli pragnie wrócić to porównała sobie to co poczuła do tego
        mężczyzny i to co czuła - czuje do Ciebie. Wynik tego porównania
        znasz.
        Myślę, że dla Twojej partnerki i dla Ciebie to bardzo dobra szkoła.
        Przecież człowiek uczy się na błędach, a nie popełnia ich ten kto
        wogóle nic nie robi.
      • marek_kolomanski tak się kończą długie rozłąki... 04.01.08, 13:05
        Niestety tak właśnie się kończą długie rozłąki - min. modne ostatnio zagraniczne
        wyjazdy zarobkowe. Nie znam ani jednej pary, dla której podobna rozłąka nie
        skończyła by się podobnie. Bardzo łatwo "pęknąć" kiedy partner jest daleko i
        raczej się nie dowie. Poczucie samotności sprawia, że łatwo ulegamy nowym
        "przyjaciołom"
        Ile można wytrzymać? Miesiąc? Dwa?
        Pół roku, rok i dłuższa rozłąka sprawia, że partner staje się jakąś mglistą
        przeszłością. Przybierają na znaczeniu ludzie z którymi na co dzień obcujemy i....

        Mam wrażenie, że twojej byłej kobiecie po prostu nie wyszło z nowym lowelasem.
        Dlatego zaczęła ponownie zawracać ci gitarę. To jedyny powód moim zdaniem oprócz
        pewnego sentymentu i wspomnień z jej strony.
        Jesteś na dobrej drodze aby poczuć do niej obojętność. Jeśli nie masz nawet 30
        lat to spokojnie znajdziesz nową, wartościową dziewczynę, z którą zaczniesz nowy
        związek "z czystą kartą"

        Powodzenia!
        • marek_kolomanski Re: tak się kończą długie rozłąki... 04.01.08, 13:24
          Masz tu ciekawego linka:

          psychologia.net.pl/artykul.php?level=310
    • sagittka Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 04.01.08, 13:00

      > Kocha Cie i zdradziła? Jako kobieta powiem Ci ze jest to poprostu
      > fizjologicznie niemożliwe dla kobiety. Wspolczucie.

      Jest mozliwe, bo są różne zdrady, różne motywacje, choć czyn sam w
      sobie jest zawsze zły.

      Czuła się samotna, zafascynowała się kimś, przyszła chwila
      zapomnienia lub upojenia alkoholem i chemią między nimi i wylądowali
      w łóżku. A potem pojawia się kac i żal. I gdyby tak wyglądała
      historia autora, to łatwiej byłoby uwierzyć w miłość jego żony, a
      zdradę przyjąć w kategoriach życiowego błędu.

      Natomiast autor pisze, że żona podjęła decyzję i zamieszkała z
      kochankiem, a to już nie jest działanie pod wpływem chwili, czy
      podniecenia. To już wymaga pewnej aktywności i przemyślenia sprawy,
      rozważenia za i przeciw, przypomnienia sobie, że jest się w związku
      małżeńskim. I tutaj trudno uwierzyć, że kochająca żona jawnie
      zamieszkuje z kochankiem i "odchodzi w spokojnej atmosferze".
      • sagittka Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 04.01.08, 13:02
        ... ale ja uważam, ze ich związek ma szansę na dlaszą przyszłość,
        pod jednym warunkiem - obustronnej pracy nad odbudowaniem zaufania,
        a to jest w takich sytuacjach najtrudniejsze, ale możliwe.
      • koliberek1111 Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 04.01.08, 13:03
        chociaż Saggitka ma rację, że samo przeprowadzenie się jest już mocniejszym
        argumentem na nie...
        może być tak, że zachłyśnięta nowym życiem chciała się odciąć od poprzedniego i
        zrobiła tę głupotę,
        ale gorsza wersja z tym kolesiem jej nie wyszło, więc wraca do Ciebie, bo wie,
        że jesteś ciepłym gniazdkiem....
        hmmm..
    • iskierka2929 Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 04.01.08, 13:21
      Daj jej szansę , inaczej do końca swych dni będziesz myślał , co by było....
      Każdemu należy sie druga szansa...
      • sagittka Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 04.01.08, 14:21
        > Każdemu należy sie druga szansa...

        "Nalezy" to się psu miska, a drugą szansę dostają tylko ci, którzy
        na nią zasługują, potrafią wzbudzić wiare w swoje dobre zamiary lub
        mają ślepo kochających partnerów.

        Naprawdę nie jest trudno dać drugą szansę, tylko problem lezy w tym,
        jak być potem szczęśliwym (bo przecież do tego wszyscy dążymy w
        związkach), a to jest niemożliwe bez odbudowania utraconego
        zaufania.
        Czyli główne pytanie do autora nie powinno brzmieć, czy chce wrócić,
        czy chce wybaczyc, czy zapomnieć, tylko czy potrafi i chce zaufać,
        bo od tego zalezy powodzenie i sens "drugiej szansy".
    • al9 ja Ci doradzę 04.01.08, 14:18
      daj jej szansę...
      kocha Cie i zasługuje na to.
      zapomnisz o bólu i będziecie żyli długo i szczęśliwie....

      nie dawaj jej szansy
      nie kocha Cię i niezasługuje na to.
      nie zapomnisz o bólu i byłbys nieszczęśliwy...

      ---
      Subarek!
      Bez względu na decyzje którą podejmiesz - trzymaj się jej i bądź
      konsekwentny! I nie wracaj do przeszłości! To Twoje zycie, Twoja
      kobieta i Twoje dylematy. Podejmiesz dobrą decyzję. Będzie dobrze!
      Pozdr
      al
      • sagittka Re: ja Ci doradzę a ty rzuć monetą 04.01.08, 14:27
        ... bo faktycznie na dwoje babka wróżyła, jak w każdym związku

        Rozwód czy druga szansa? Musisz ryzykować, bo nie ma prostej
        odpowiedzi.

        Ona wróci i:
        a) będziecie szczęśliwi - druga szansa okaże się dobrą decyzją
        b) nie wyjdzie wam z jakiegokolwiek powodu - ty będziesz myślał, że
        z powodu tej zdrady i załował decyzji o drugiej szansie

        Ona nie wraca i:
        a) poznajesz wspaniałaą kobietę i jesteś szczęśliwy - rozwód okaże
        się dobrą decyzją
        b) nie potrafisz o niej zapomnieć, ani być z żadną inną kobietą -
        rozwód okaże się złą decyzją
        • sagittka Re: ja Ci doradzę a ty rzuć monetą 04.01.08, 14:29
          można jeszcze zastosować wariant najpierw szansa, a ewentualnie
          potem rozwód, jeśli chcesz zainwestowac trochę czasu i upewnić się
          co do decyzji (tylko broń boże, nie daj sie w tym czasie wrobić w
          dziecko)
          • imba_one Re: ja Ci doradzę a ty rzuć monetą 04.01.08, 15:25
            Nie daj jej szansy.
            • ane16 Re.Napisałeś,że... 04.01.08, 17:00
              ... to Ty zawsze podejmowałeś trudne decyzje.
              I to jest właśnie trudna decyzja,nigdy nie wiesz czy Ty nie będziesz kiedyś w
              sytuacji w której będziesz żałował swojego czynu .
              Nikt nie jest doskonały.
              Uważam,że skoro szczerze Ją kochasz to ...wybacz.

              Pozdrawiam i życzę mądrych decyzji.
              • lady_1 uuu tylko 04.01.08, 17:23
                kobieta jak kocha to nie zdradza... jesli to robi to ma ku...wska krew jesli ja
                ma to zdradzi jeszcze nie raz... tu wystarczylo 1000km odleglosci... masz sily
                kontrolowac ja przez reszte zycia ? bo nigdy nie bedzie tak jak dawniej te
                niedomowienia mogae zabic resztke tego co jest... sam ja najlepiej znasz, ja
                niewiem jaki ona ma charakter, niewiem tez jak sie zachowywala po calej syt. Nie
                nap czy probowala cos odkrecic jak to sie wydalo czy za wszelka cecne chciala
                Cie odzyskac, nap ze to Ty niedawno sie odezwales nie powinno byc na odwrot.
                Nikt Ci tu nie powie co masz zrobic mozna nap tylko swoj punkt widzenia... ja
                bym bardzo sie bala byc w takim zwiazku, mozecie sprobowac pobyc ze soba na
                probe. Nie wchodz pochopnie w ten zwiazek pozniej mozecie miec dzieci i nie
                bedzie latwo odejsc...
                • al9 Re: uuu tylko 04.01.08, 17:31
                  wystarczyło 1000 km odległości?
                  kurewska krew?

                  lady masz zdecydowanie nick nieadekwatny do języka którego używasz...
                  al
                  • kawitator Re: uuu tylko 04.01.08, 19:48
                    Jeżeli nie jesteś typem masochisty rogacza to będziesz pamiętał i przypominał
                    sobie w najmniej do tego wskazanych chwilach. W swoim otoczeniu znałem takie
                    przypadki kiedy kobitka dostawała druga szansę a po ich finale doszedłem do
                    wniosku że:
                    kobitka powinna dostać druga szansę ale u boku już innego faceta
    • mmsadlo Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 04.01.08, 20:26
      Pół roku i przreprowadziłeś się do żony a ona ma już innego. Tu nie
      chodzi o pojedcynczą zdradę ale o to że w nowym dla ciebie miejscu
      twoja żona zostawia cię dla innego. I co nie wyszło im więc znowu
      jesteś dobry ? To nie jest moja rada ale ja drugiej szansy bym nie
      dał.
    • 0-savana Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 04.01.08, 21:49
      Subarek, moim zdaniem z Twojego maila wynika, że ją cały czas
      kochasz. Możesz potem żałować, że nie dałeś jej drugiej szansy.
      Przemyśl to powoli, ze spokojem. Zaufanie można zbudować na nowo.
      Nie słuchaj takich opinii "kto raz zdradzi itp.." Porozmawiaj z nią,
      powiedz, że najtrudniej będzie Ci jej na nowo zaufać. Jeżeli chcesz,
      byście byli razem, a myślę że chcesz, to powinieneś dać jej szansę.
      Odnoszę wrażenie, że to ty jesteś bardziej dojrzałą osobą w tym
      związku. Może ona musi do pewnych spraw dorosnąć. Popełniła błąd-
      nikt nie jest doskonały, jednak Ty musisz dać szansę przede
      wszystkim sobie, bo jeśli ją odrzucisz możesz tego potem żałować.
      Nie spiesz się z tą decyzją. Ale nie odrzucaj tego tylko "dla
      zasady". Znam wielu rozgoryczonych facetów, co nie wybaczyli bo byli
      dumni i teraz są rozgoryczeni i średnio szczęśliwi. Powodzenia,
      trzymam kciuki, żeby się udało.
    • anu.lla Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 04.01.08, 22:33
      Przeczytałam sobie waszą, a raczej twoją historię i...uważam ze
      wiele opinii dotyczących twojej żony jest niesprawiedliwych.
      Problemu zdrady nie da się rozpatrywać tylko w białych lub czarnych
      barwach. Obie strony muszą w sobie szukać odpowiedzi dlaczego do
      niej doszło, a jednocześnie otworzyć się na punkt widzenia partnera.
      Wiadomo, ze takie doświadczenie boli, niszczy dużo, ale chyba
      najgorsze co można zrobić to zamknąć się w swoich żalach i
      przekreślić wszystko.
      Szukajcie tych odpowiedzi, może uda się zbudowac Wam coś zupełnie
      nowego, razem lub osobno, ale warto do tego dojść świadomie, pozdr
    • glosatorr Jesteś facet bez jaj... 04.01.08, 23:26
      Kobieta zdradza, przeprowadza się do innego dając Ci kosza a potem wraca i mówi, że popełniła błąd i kocha.

      A Ty masz jeszcze dylematy?

      Po pierwsze - Twoja baba, by zrobić to co zrobiła, musiała Cię z głowy i serca wyrzucić. Pamiętaj - Ty byłeś wtedy tym gorszym.

      Po drugie - wróciła, bo okazało się, że jej było z Tobą lepiej niż z nim. Czyli nie ma tu żadnej Miłości, ale trzeźwa kalkulacja. Pamiętaj - ludzie wiedzą co tracą jak to już stracą.

      Po trzecie - TY NIGDY NIE ZAPOMNISZ TEGO CO ZROBIŁA - będziesz pamiętał i nigdy do końca jej już nie zaufasz.

      Po czwarte - zostałeś zrobiony raz (czy raz?) w ciula, więc jeśli kobieta do Ciebie wróciła i Ci gada o miłości, to nie wie czym jest miłość. Jak już napisały Ci koleżanki - kobieta jak zdradza faceta, przeprowadza się do innego - to po prostu musi kochać innego. Koniec i kropka.

      Jeśli po tym wszystkim chcesz ją przygarnąć, zaś inni będą Ci tu mydlić oczy, że z tego coś jeszcze będzie - to by Ci rozwiać Twoje naiwne wizje powiem Ci, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi z wielu powodów - ale tu jest w Twoim przypadku jeszcze jeden powód: Nigdy nie uda się związek pomiędzy katem (związku) a ofiarą (zdradzonym). Ona swoje wyrzuty sumienia (jeśli je wogóle ma - bo gdyby miała, to by Ci się nie narzucała) teraz przerzuciła na Ciebie. Oczekuje wybaczenia a na pokutę może jest gotowa, ale przeliczy się.
      Widzisz... one jak zdradzą - prawie zawsze wracają i wciskają swoim zdradzonym partnerom te same głodne kawałki.

      Jeśli Ty masz dylematy co robić - to powiem Ci szczerze - nie masz jaj. Zgadzasz się, by brać kogoś, kto Ci wbił nóż w plecy. Zgadzasz się by zaufać komuś, kto Ciebie wystawił do wiatru. Idziesz potem do łóżka z kimś, kto dawał d.... komuś innemu, mając Cię za nic.
      Nic z tego nie będzie - ale przekonasz się o tym sam. Za jakiś czas.
      Wtedy sam sobie powiesz: Ale ja byłem skończonym kretynem!

      Teraz ja mogę Ci to powiedzieć - ale i tak polecisz za tą kobitką.
      Szybkiego zmądrzenia Ci życzę.
      • songo3000 Re: Jesteś facet bez jaj... 05.01.08, 00:57
        glosatorr napisał:

        No to robimy 'analizę' ala przedpiszca.

        > Kobieta zdradza, przeprowadza się do innego dając Ci kosza a potem > wraca i mówi
        > , że popełniła błąd i kocha.
        może jest wyrachowana a może popełniła błąd i kocha nadal. Są przynajmniej te dwie możliwości.

        > A Ty masz jeszcze dylematy?
        A niby dlaczego ma nie mieć? Może nie jest prostakiem, którego ścierzki myślowe biegną tylko lewo-prawo ew. góra-dół. Ja rozumiem, że bywają takie osoby ale to nie znaczy, że każdy facet taki jest.

        > Po pierwsze - Twoja baba, by zrobić to co zrobiła, musiała Cię z
        > głowy i serca wyrzucić.
        Mogła ale nie musiała. Przypominam tu nieśmiałe (ale jednak istniejące) wpisy forumowiczek o znakomitym 'ability' do oddzielenia sfery seksu od uczuć.

        > Pamiętaj - Ty byłeś wtedy tym gorszym.
        No właśnie, wraca do gorszego? Jak dla mnie, tylko wtedy, gdy go naprawdę kocha.

        > Po drugie - wróciła, bo okazało się, że jej było z Tobą lepiej niż > z nim. Czyli
        Weź się w końcu zdecyduj. Gość jest tym gorszym czy lepszym. W tech chwili punkt pierwszy pod względem logiki kłuci się z punktem dwa.

        > nie ma tu żadnej Miłości, ale trzeźwa kalkulacja. Pamiętaj -
        O, ktoś tu jest doskonałym empatą (i to zdalnym :) Skoro wypowiada się tak autorytatywnie to pewnie wie wszystko ze źródła.

        > ludzie wiedzą co
        > tracą jak to już stracą.
        A co to ma do przemijania/ożywania uczuć?

        > Po trzecie - TY NIGDY NIE ZAPOMNISZ TEGO CO ZROBIŁA - będziesz
        > pamiętał i nigdy
        > do końca jej już nie zaufasz.
        No proszę, nie tylko empata ale i prekongenta. Skoro tak dobrze realizujesz się jako jasnowidz to może wejdzemy w spółkę w temacie Toto-lotek?

        > Po czwarte - zostałeś zrobiony raz (czy raz?) w ciula, więc jeśli kobieta do Ci
        > ebie wróciła i Ci gada o miłości, to nie wie czym jest miłość. Jak
        Co to jest Miłość? i czy dla wszystkich definicja będzie taka sama?

        > oim przypadku jeszcze jeden powód: Nigdy nie uda się związek
        > pomiędzy katem (związku) a ofiarą (zdradzonym).
        Widzę, że kogoś tu kręcą klimaty SM. Mnie nie kręcą to i żadnych katów i ich ofiar nie widzę.

        > Widzisz... one jak zdradzą - prawie zawsze wracają i wciskają
        > swoim zdradzonym
        > partnerom te same głodne kawałki.
        To ja też pobawię się w krynicę mądrości:
        Widzisz... one jak zdradzają - prawie nigdy nie wracają i nie wciskają swoim byłym partnerom głodnych kawałków, bo ich już nie kochają.

        > Jeśli Ty masz dylematy co robić - to powiem Ci szczerze - nie masz > jaj. Zgadzas
        Jakby gość nie miał jaj to by był eunuchem i raczej by do niego nie wróciła.

        > z się, by brać kogoś, kto Ci wbił nóż w plecy. Zgadzasz się by
        > zaufać komuś, kt
        > o Ciebie wystawił do wiatru. Idziesz potem do łóżka z kimś, kto
        Okropne! Powięm więcej - frajerstwo. Rzeczywiście, trzeba nie mieć jaj ...... no chyba, że ....... kogoś się ....... kocha?

        > dawała d.... komuś innemu,
        Może było tylko na Clinton-a :)

        > mając Cię za nic.
        Nie miała go "za nic" bo o nim wtedy nie myślała.

        > Nic z tego nie będzie - ale przekonasz się o tym sam. Za jakiś
        > Wtedy sam sobie powiesz: Ale ja byłem skończonym kretynem!
        Znowu jasnowidzenie. Z pewnością robimy ten interes na grach losowych.

        > Teraz ja mogę Ci to powiedzieć - ale i tak polecisz za tą kobitką.
        No co ty, mimo Twoich płomiennych kazań o jedynie słusznej drodze życia? Poooorażka :(
        • glosatorr Re: Jesteś facet bez jaj... 05.01.08, 10:07
          songo3000 napisał:

          > glosatorr napisał:
          >
          > No to robimy 'analizę' ala przedpiszca.

          Nie ma sprawy.
          > może jest wyrachowana a może popełniła błąd i kocha nadal. Są
          > przynajmniej te dwie możliwości.
          >
          No tak... niechcący wpadł na nią koleżka, ona niechcący się schylała, niechcący
          tak wpadali na siebie parę razy a jak się pojawił obecny jej partner, to
          niechcący wybrała tego co ją niechcący posuwał. Wyrachowanie... no tak, tu masz
          rację. Kiedy zobaczyła, że z kochankiem nie wychodzi, to wróciła do starego.
          Wiesz, co do błędów - w małżeństwie jest jak z saperem - pomylić się można tylko
          raz. Ci co twierdzą, że można wiele razy się pomylić - po prostu jeszcze nie
          znają tej prawdy.

          >
          > > Po pierwsze - Twoja baba, by zrobić to co zrobiła, musiała Cię z
          > > głowy i serca wyrzucić.
          > Mogła ale nie musiała.

          Nie - musiała. Gdyby była samotna - to jeszcze bym ją rozumiał. Ale ona miała
          faceta. Znam te teorie o kobietach, które idą do łóżka bez uczuć. Nawet kiedyś
          taką poznałem. I fakt - ona chodziła do łóżka z byule kim - mszcząc się na swoim
          zdradzającym ją mężu. Była to forma manifestacji. Tej teorii się do tej historii
          nie nagnie.

          > Przypominam tu nieśmiałe (ale jednak istniejące) wpisy f
          > orumowiczek o znakomitym 'ability' do oddzielenia sfery seksu od uczuć.
          >
          Ja umiem czytać, nawet wiele rozumiem. Jeśli więc małżonka/konkubina po takim
          skoku w bok wraca skruszona - pod ten casus nie podpada. Wraca z wygody, bo tak
          jej lepiej ale nie dlatego, że kocha. Gdyby kochała, nie zdradziłaby,

          > No właśnie, wraca do gorszego?

          Tak - do gorszego, do0 ślamazary, który ją po tym przyjmie. Szuka naiwnego i
          naiwnego znalazła.

          > Jak dla mnie, tylko wtedy, gdy go naprawdę kocha
          > .

          Pewnie, że On kocha! Tylko, że kocha durną miłością faceta bez jaj.

          > Czyli
          > Weź się w końcu zdecyduj.

          A Ty mnie uważnie czytaj. Ja jasno sformułowałem ale Ty nie zrozumiałeś.

          > Gość jest tym gorszym czy lepszym.

          Jest bez jaj - gorszym od kochanka, ale lepszym od byłego kochanka. Gorszym pod
          każdym względem w konfrontacji z byle ciulem, a lepszy niż nic - niż samotność,
          poczucie przegranej, porażki i codziennych deprech. Lepiej dla niej się
          upokorzyć i wrócić do zdradzonego partnera niż być samą bez nikogo. Tak -
          wyrachowanie doskonale do tego pasuje. :))

          > W tech chwili punk
          > t pierwszy pod względem logiki kłuci się z punktem dwa.
          >
          Jak się odrywa konteksty, to się Tobie wszystko pokłóci.
          :_)

          > O, ktoś tu jest doskonałym empatą (i to zdalnym :) Skoro wypowiada się tak auto
          > rytatywnie to pewnie wie wszystko ze źródła.
          >
          Nie - ja jestem teraz paroma kilobajtami danych. Nie koncentruj się na mnie :-)

          > > ludzie wiedzą co
          > > tracą jak to już stracą.
          > A co to ma do przemijania/ożywania uczuć?

          Umiesz ożywić trupa? Gratuluję dr. F :-)

          > No proszę, nie tylko empata ale i prekongenta.

          Nie - tu nie o prekognicję chodzi ani o wróżenie z fusów.
          Po prostu wiem jak działa pamięć o takich sytuacjach :-)

          > Skoro tak dobrze realizujesz się
          > jako jasnowidz

          Moment - to Ty mnie nazwałeś jasnowidzem - ja nim nie jestem. Nie realizuję się
          jako jasnowidz.

          > to może wejdzemy w spółkę w temacie Toto-lotek?
          >
          No cóż - z Tobą? Przecież Ty nie masz zielonego pojęcia na temat życia! :-) Z
          Tobą zakłądać firmę opierając się na Twoich zdolnościach przewidywania? NIGDY! A
          na sobie żerować nie dam ;))

          > > Po czwarte - zostałeś zrobiony raz (czy raz?) w ciula, więc jeśli kobieta
          > do Ci

          > To ja też pobawię się w krynicę mądrości:

          Ależ baw się :))

          > Widzisz... one jak zdradzają - prawie nigdy nie wracają i nie wciskają swoim by
          > łym partnerom głodnych kawałków, bo ich już nie kochają.
          >
          Nie - zawsze przychodzi taki moment - że wracają. Zawsze przychodzi taki moment
          w jednym jedynym przypadku - kiedy ich kochankowie, kolejni partnerzy zawodzą.
          :-) Więc widzisz, możesz gdybać :)


          > Jakby gość nie miał jaj to by był eunuchem i raczej by do niego nie wróciła.
          >
          Nie - jest takim psychicznym eunuchem - wykastrowanym przez babę, która go
          zdradza. I wraca do niego bo kalkuluje :))



          >
          > > mając Cię za nic.
          > Nie miała go "za nic" bo o nim wtedy nie myślała.

          Nie myśli się o rzeczach nieistniejących, nieważnych lub /i nieistotnych. Czyli
          miała go za nic ;)))


          > Znowu jasnowidzenie.

          Nie jasnowidzenie, ale zdolność przewidywania skutków określonych działań - nie
          zrozumiałeś - ale nie szkodzi. Kiedyś sam zrozumiesz.
          Właśnie brak tej zdolności powoduje, że przyjmiesz wiarołomną ;)_)

          > Z pewnością robimy ten interes na grach losowych.
          >
          Nic z tego - nie dam na sobie żerować. Ty możesz dać żerować tej durnej babie
          :-) na sobie. :_).

          > > Teraz ja mogę Ci to powiedzieć - ale i tak polecisz za tą kobitką.
          > No co ty, mimo Twoich płomiennych kazań o jedynie słusznej drodze życia? Poooor
          > ażka :(

          Proszę wycieczki - właśnie tak wyglada facet, który nie potrafi pogodzić się z
          porażką ;)_)
          Pa - bez odbioru
      • pecan glosatorr...akurat sie z Twoim postem nie zgadzam 05.01.08, 01:04
        nie zgadzam zupelnie...kazdy moze popelniac bledy. Moze ja tamten zwyczajnie
        zauroczyl...po 10 latach kazdy moze miec kryzys w zwiazku....i byc ciekawym jak
        to jest z kims innym? Dla mnie to co sie stalo raczej nie jest przykladem na
        brak milosci tylko przykladem kryzysu...powaznego w tym zwiazku.
        • glosatorr Re: glosatorr...akurat sie z Twoim postem nie zga 05.01.08, 10:14
          pecan napisała:

          > nie zgadzam zupelnie...

          Nie ma sprawy. Nie ma tu musu zgadzania się z innymi w tym ze mną.\

          >kazdy moze popelniac bledy.

          Saper = może popełnić błędy?
          Lekarz? - też może - szczególnie, kiedy ratuje życie.
          Żona może popełnić taki błąd? To po cholerę ludzie sobie ślubują miłość,
          wierność aż po grób? Trzeba zmienić przysięgę małżeńską i pojęcie miłości:
          Kocham Cię całym sercem, ale nie przestawaj mnie kochać jak Cię zdradzę?

          > Moze ja tamten zwyczajnie
          > zauroczyl...

          Zaczarował ją! Każdy argument jest super :)) Można nawet uwierzyć, że ją
          uprowadził z UFO-ludkami, ona zaś została zgwałcona i została zaszantażowana, że
          jak nie odprawi partnera z domu, to wtedy mafia ruska go zabije :_) Też dobra
          wymówka ;))

          >po 10 latach kazdy moze miec kryzys w zwiazku....

          Tak - każdy może mieć kryzys. Ale nie każdy/każda zdradza!
          Zdrada - to koniec związku a nie kryzys. Nazywanie zdrady - kryzysem, czyli
          czymś odwracalnym, co można naprawić - jest czystym oszukiwaniem siebie i innych.
          A wynika ta moja teza z czystej wiedzy o niezawodności ludzkiej pamięci (zdrady
          nie da się zapomnieć) oraz o tym, że ludzie nie są idealni (czyli kolejne
          kryzysy się pojawią wcześniej czy później i do tej zdrady, obie strony będą wracać).

          >i byc ciekawym jak
          > to jest z kims innym?

          Jest tak samo jak na początku było z tym pierwszym. Zajebiście!
          To tak samo można wybaczyć każdemu przestępcy, który popełnił pierwszą zbrodnię!?

          > Dla mnie to co sie stalo raczej nie jest przykladem na
          > brak milosci tylko przykladem kryzysu...powaznego w tym zwiazku.

          Ok - jedni to nazywają poważnym kryzysem inni zdradą potwierdzającą brak więzi i
          uczuć do zdradzanego. Ja to nazywam po imieniu, Ty stosujesz zasady dyplomacji -
          nie ma sprawy.
          • pecan Re: glosatorr...akurat sie z Twoim postem nie zga 09.01.08, 06:59
            Ciekawe kiedy Ty zdradzisz i czy bedziesz tez taki czarno-bialy w swoich
            przekonaniach:)
            • glosatorr Zasady 12.01.08, 22:27
              pecan napisała:

              > Ciekawe kiedy Ty zdradzisz i czy bedziesz tez taki czarno-bialy w swoich
              > przekonaniach:)

              Nigdy nie zdradziłem chociaż miałem setki okazji - i nie zdradzę.
              Dokładnie na sobie doświadczyłem czym jest zdrada i jak się czuje zdradzana
              osoba i nawet wrogowi tego nie życzę a napewno nie zafundował bym tego swojej
              Partnerce i rodzinie...

              Tak więc nie będąc skończonym idiotą - jak już nie będę kogoś kochał to mam na
              tyle cywilnej odwagi by się z nim najpierw rozstać.

              Zdrada jest dla małych, tchórzliwych ludzi. I mam gdzieś co sobie ktoś pomyśli.
              Jak się ma zasady i się ich trzyma, to nie jest to kwestia czarnobiałego
              patrzenia na świat, ale charakteru.
        • verdifirst Re: glosatorr...akurat sie z Twoim postem nie zga 05.01.08, 13:32
          pecan napisała:

          > nie zgadzam zupelnie...kazdy moze popelniac bledy. Moze ja tamten zwyczajnie
          > zauroczyl...po 10 latach kazdy moze miec kryzys w zwiazku....i byc ciekawym jak
          > to jest z kims innym? Dla mnie to co sie stalo raczej nie jest przykladem na
          > brak milosci tylko przykladem kryzysu...powaznego w tym zwiazku.

          "Kryzysy się wybacza"? Ile takich "kryzysów" można wybaczyć?
          1? 2? 3? a może więcej?
    • gardenersdog Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 05.01.08, 01:21
      Przepraszam za skojarzenie, wcale nie musi być analogii dalszego ciągu:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=73932936
    • chcacy Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 05.01.08, 02:23
      Posłuchaj szczerej porady. Jeden krok o niczym nie świadzczy licza się lata.
      Kazdy moze popełnić błąd. Nie udawaj świętego tylko pomysl jak ty czułbyś sie na
      jej miejscu.
      • glosatorr Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 05.01.08, 10:19
        chcacy napisał:

        > Posłuchaj szczerej porady. Jeden krok o niczym nie świadzczy

        No tak - zdrada, wywalenie z domu, odejście do innego, zamieszkanie z nim.... Tu
        nie było jednego kroku - tu była całą wyprawa w nieznany świat z pożegnaniem
        starego. :_)

        >licza się lata.

        Tak? Które?

        > Kazdy moze popełnić błąd.

        Taki jak partnerka Autora wątku? Nie - nie każdy i nie każda.

        > Nie udawaj świętego

        A za przeproszeniem zapytam - czyżby małżonek tej zdradzającej też zdradzał?

        > tylko pomysl jak ty czułbyś sie n
        > a
        > jej miejscu.

        Ja na jej miejscu? Na jej miejscu zakończyłbym związek, a potem zabrał za
        kochanka. A jak by mnie kochanek odprawił albo został odprawiony, bo był do
        d...., to bym został już sam bo nie ma gorszej rzeczy jak wracanie do byłych z
        poczuciem winy, po zdradzie i takich numerach. To ładowanie się w piekło...
        skrajna głupota. To odsuwanie i wyciąganie w czasie agonii.... związku, który
        tak de facto już nie istnieje.
        • chcacy Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 07.01.08, 17:32
          glosatorr napisał:

          >
          > Ja na jej miejscu? Na jej miejscu zakończyłbym związek, a potem zabrał za
          > kochanka. A jak by mnie kochanek odprawił albo został odprawiony, bo był do
          > d...., to bym został już sam bo nie ma gorszej rzeczy jak wracanie do byłych z
          > poczuciem winy, po zdradzie i takich numerach. To ładowanie się w piekło...
          > skrajna głupota. To odsuwanie i wyciąganie w czasie agonii.... związku, który
          > tak de facto już nie istnieje.
          >

          Chyba nigdy nikogo nie kochałeś w takim razie.
          • praktyczna Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 08.01.08, 12:34
            nie chcacy .. to nie tak .. "nasz" Glosatorr (z calym naleznym Ci
            szacunkiem) po porstu nie zostal dotkniety dobrodziejstwem
            watpliwosci
    • anulka.bb1 Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 05.01.08, 10:10
      Myślę,że bardzo dużo ludzi bardzo mądrze tu pisze.Ty jednak zrób
      tak jak uważasz i nie patrz na innych.Jeśli ją kochasz to wróć do
      niej i daj szansę Waszemu związkowi.Musisz sam sobie odpowiedzieć
      czy potrafisz wybaczyć.Jest wiele par,w których jedna strona
      zdradziła.Żyją znowu razem i są szczęśliwi.Wiem co piszę bo jestem
      w 15-letnim związku(nie mamy ślubu)i też bywało różnie-kilka razy
      się rozstawaliśmy i wracalismy do siebie.Ale nie żałuję.Myślę,że
      jestem szczęśliwą kobietą.Życzę powodzenia i pozdrawiam.
    • kropeczka-b Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 05.01.08, 23:15
      subarek_1979 napisał:
      jak na dloni widac ze jest jej bardzo ciezko z
      brzemieniem odpowiedzialnosci, znosi to bardzo zle...
      # Dlatego przerzuciła brzemię odpowiedzialności na Ciebie, a ty
      łyknąłeś to jak śwież bułeczki. Martwisz się o nią, że ona taka
      niezaradna, ale umiała sobie zaradzić jak była sama? Dalej sobie
      nieźle radzi, bo wie gdzie wrócić, by znowu mieć dobrze. A następnym
      razem, jak jej będzie źle, też pewnie sobie jakoś zaradzi. I pewnie
      ona martwi się o Ciebie tak samo, jak Ty o nią. Dlatego wróciła?
      #Jeśli nie umie teraz być odpowiedzialna i ponosić konsekwencji
      swoich czynów, Ty ją jeszcze rozgrzeszysz, to niczego się nigdy nie
      nauczy i nie licz na jej odpowiedzialność.
      # Strach przed samotnością, odrzucenie kochanka, chęć pomniejszenia
      własnej winy, uciszenie własnego sumienia, wyrachowanie,
      przeczekanie przy Tobie dla niej złych chwil, tęsknota za światem
      utraconym…wiele innych rzecz, ale nie miłość. W miłości nie ma
      dylematów i rozterek: zdradzić-nie zdradzić?
      #Pewne, że po 10 latach trudno jest zapomnieć to wszystko, co było
      dobre. Ale tu nie chodzi o szalę dobrych i złych uczynków. Bo co?
      Facet tłucze żonę jak ma zły dzień, ale ogólnie jest wspaniałym
      mężem, jest czuły, kochający, daje wypłatę, nawet przeprosi za to,
      co zrobił złego. Powie jeszcze, że bardzo kocha a tylko czasami się
      zdenerwuje. Tylko jeden zły uczynek, a tyle dobrego!
      Lepiej stracić 10 lat niż całe życie.

      >...ale nie zapomnialem...
      # I tak juz zostanie...
      Podrawiam
      • subarek_1979 Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 06.01.08, 00:02
        Dzieki wszystkim za Wasze opinie.
        Naprawde trudno jest mi w tej chwili odniesc sie do calosci ale
        doceniam Wasze glosy naprawde. Gdy przegladalem inne watki na tym
        forum tez bardzo latwo przychodzilo mi krystalizowanie wlasnych
        opinii na prawie kazdy temat. Niestety gdy w gre wchodza wlasne
        emocje (i moze jeszcze jakies uczucia) to juz nie jest tak latwo.

        Kilka madrych wypowiedzi dalo mi wiele do myslenia, nie podjalem
        deczyji, dam sobie czas...

        Pozdr.
        • mmsadlo Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 06.01.08, 17:43
          No właśnie potrzebny jest czas i albo o niej zapomnisz i znajdziesz
          inną albo żyć bez niej nie będziesz mógł i znowu będziecie razem.
          • kropeczka-b Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 06.01.08, 17:56
            mmsadlo napisał:

            > No właśnie potrzebny jest czas i albo o niej zapomnisz
            # Co nigdy nie nastąpi, 10lat życia się nie zapomina, chyba że w
            amnezji. Trzeba odrobić lekcje, wyciągnąć wnoiski i iść dalej,
            nauczyć się z tym żyć.
            >i znajdziesz inną

            >albo żyć bez niej nie będziesz mógł i znowu będziecie razem.
            # I nigdy nie będzie tak jak kiedyś, nic nie wraca do punktu
            wyjścia.
            • konstancja16 a ja BYM.... BYM.... BYM 07.01.08, 19:16
              glosatorr napisał:

              >
              > Ja na jej miejscu? Na jej miejscu zakończyłbym związek, a potem
              zabrał za
              > kochanka.

              pierxxxxxenie kotka za pomoca mlotka, excusez le mot. ja tez bylam
              kiedys cholernie zasadnicza: ja nigdy, ja zawsze, honor, odwaga
              cywilna, jedna wielka milosc jak z rodziewiczowny. a potem zdarzylo
              sie cos, co potoczylo sie samo, poza mna, nad czym utracilam
              kontrole. i gardzilam soba, ale ja uczciwa harcerka zdradzilam.
              wciaz wiedzac, ze najpierw trzeba konczyc jeden zwiazek, a potem
              pakowac sie drugi, zachowalam sie jakby nie bylo jutra, jakby nie
              mozna bylo czekac ani chwili. a przeciez wczesniej bylam na 200%
              pewna, ze cos takiego przytrafia sie tylko ludziom slabym i glupim.
              jednym slowem - INNYM, ludziom-swiniom, ale nie mnie. do dzis nie
              znajduje odpowiedzi na pytanie dlaczego to zrobilam, jak moglam tak
              sie zachowac. zauroczenie? namietnosc? kurxxxxwo? trzy w jednym?

              nauczylam sie jednego. nie oceniac pochopnie innych i nie potepiac
              w czambul z pozycji wzorowej uczennicy. bo juz nia nie jestem.
              bolalo, ale nauczylam sie czegos o sobie. o emocjach, o takim
              stanie utraty kontroli, o ktorym moja racjonalistyczna dusza nie
              miala pojecia. nie usprawiedliwiam sie, przeprosilam, ale nie
              blagalam o przebaczenie, ponioslam konsekwencje. kazda sytuacja
              jest inna i nie da sie wyliczyc jednego wzoru na 'wlasciwe'
              postepowanie. szczegolnie tam gdzie uczucia, emocje i temu podobne
              ludzkie niezglebione tajemnice. chwile slabosci.

              z drugiej strony tez mi sie wydaje, ze nie wybaczylabym zdrady. ze
              nie umialabym wybaczyc i zapomniec. ze 'po tym' nie ma powrotu (ja
              nie wrocilam, odeszlam, chociaz w tak kiepskim stylu).

              z trzeciej strony prawdziwa milosc nie trafia sie co roku.
              chcialabym, aby zwiazek w ktorym jestem naprawde szczesliwa
              przetrwal kazda burze.
              • mmsadlo Re: a ja BYM.... BYM.... BYM 07.01.08, 19:26
                No ładnie tylko że tu nie chodzi o pojedynczą zdradę, o chwilowe
                zauroczenie ale o cały ciąg wydarzeń i idących za tym decyzji -
                mężatka cztery lata po ślubie zostawia męża dla innego, z innym chce
                spędzić resztę swego życia bo jest dla niej facetem lepszym od męża.
                A jak z kochankiem nie wyszło to mąż znowu jest dobry bo takk jest
                wygodnie ???
                Pojedynczą zdradę można by rozpatrywać całkiem inaczej i tak
                rzeczywiście wybaczają osoby które same siebie nigdy by o to nie
                posądziły
    • mirrabellka4444 Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 12.01.08, 15:57
      Wypowiadacie sie tutaj, jakby zdrada byla koncem swiata i najgorsza zbrodnia a
      partnera mozna bylo znalezc od reki, w ciagu tygodnia.
      wedlug mnie ludzie popelniaja w wiazkach gorsze rzeczy. ja latwiej wybaczylabym
      zdrade-czyli jakas slabosc partnera, niz obelgi pod moim adresem, zlosliwosci,
      manipulacje, szantaze emocjonalne, agresje i inne rzeczy, ktore ludzie nawzajem
      sobie funduja i wymagaja wybaczenia bo najwazniejsze, ze nie bzykaja sie na boku.
      oczywiscie zrobisz jak zechcesz. ja dam Ci tylko jedna wazna rade- jesli
      zdecydujesz sie na wybaczenie, zrob awanture, wygarnij jej ale pozniej zapomnij.
      nie wypominaj przy kazdej okazji, nie wspominaj nigdy, zeby udowodnic jaka jest
      zla. kochaj tak jakby zdrady nie bylo. bo wybaczenie to znaczy wymazanie i
      zaczecie od poczatku. jesli Twoja kobieta przezyla duzo zlego, to byc moze
      doceni Twoja szlachetnosc i bedzie Cie kochac jeszcze bardziej. i pamietaj, ze
      noga w miejscu zlamania jest silniejsza :)
      • kropeczka-b Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 12.01.08, 21:19
        mirrabellka4444 napisała:
        >ja latwiej wybaczylabym zdrade-czyli jakas slabosc partnera, niz
        obelgi pod moim adresem, zlosliwosci, manipulacje, szantaze
        emocjonalne, agresje i inne rzeczy, ktore ludzie nawzajem sobie
        funduja i wymagaja wybaczenia bo najwazniejsze, ze nie bzykaja sie
        na boku.
        #Dla mnie zdrada to NAJWIĘKSZ OBELGA. czyny a nie słowa są miara
        naszej prawdomówności.

        >a partnera mozna bylo znalezc od reki, w ciagu tygodnia.
        # To lepiej brać co jest pod ręką, bo juz sie drugi raz nie
        napatoczy i dawać odpuszczenie za słabości jakie w nim są. Porządna
        awatura( bez obelg)i po bółu.
        Pozdrawiam
      • glosatorr Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 12.01.08, 22:37
        mirrabellka4444 napisała:

        > Wypowiadacie sie tutaj, jakby zdrada byla koncem swiata i najgorsza zbrodnia


        Zdrada jest ągonią związku ale nie końcem świata.

        > a
        > partnera mozna bylo znalezc od reki, w ciagu tygodnia.

        Wolę być sam niż mieć partnerkę, która mnie okłamuje, zdradza, jest nielojalna a
        potem jeszcze udaje, że nic się nie stało.
        Ktoś inny zgodzi się na wszystko bo się boi samotności. Współczuję takim.

        > wedlug mnie ludzie popelniaja w wiazkach gorsze rzeczy.

        Tak? Czyli jest jakaś gradacja rzeczy złych - które można odpuścić i takich,
        których się nie da odpuścić.
        Wiesz... podobno kłamstwo stale powtarzane, staje się prawdą dla niektórych.
        Rozumiem, że jak kobieta przywyknie do myśli, że jest zawsze w soboty wieczorem
        prana po pysku, to jest to taki rytuał, który można facetowi odpuścić. Zdrady
        również, bo przecież dla Ciebie są gorsze rzeczy. Dziwne... ja na miejscu
        kobiety zdradzanej, nie odpuściłbym facetowi i wokopałbym go za drzwi, bo facet
        w ten sposób wykazałby się nie tylko tym, że mnie nie kocha, że ma mnie gdzieś i
        jakaś pinda oraz seks z nią jest dla niego ważniejszy niż związek, rodzina. A
        ktoś inny odpuściłby bicie, maltretowanie psychiczne.

        Problem w tym, że Ty chyba nie rozumiesz, że zdrada, bicie, znęcanie się,
        dominacja - są zaprzeczeniem miłości i pokazują, że sprawca tych nieszczęść nie
        kocha. Proste? Więc nie ma co odpuszczać, tylko trzeba takiego zaraz zgodnie z
        zasadą: noga, d..., drzwi i pozamiatane.

        > ja latwiej wybaczylabym
        > zdrade-czyli jakas slabosc partnera,

        Zdrada, to nie słabość, jakiś wypadek przy pracy, ale nielojalność i skłonność.
        Dla Ciebie pewnie nie, ale dla ludzi, którzy nie idą na taką łatwiznę - to
        zdrada kasuje gościa lub gościówę na amen.

        > niz obelgi pod moim adresem, zlosliwosci,
        > manipulacje, szantaze emocjonalne, agresje i inne rzeczy, ktore ludzie nawzajem
        > sobie funduja

        Jeśli to występuje - to tak samo jak zdrada jest oznaką braku miłości, czyli
        braku fundamentu związku. Każda osobno lub razem kwalifikuje się do wykopania
        gościa lub kobitki, która po takie środki sięga. To wogóle kasuje człowieka jako
        niezdolnego do życia w związku.
        > i pamietaj, ze
        > noga w miejscu zlamania jest silniejsza :)

        Nieprawda - a kto Ci taką durnotę wcisnął?
        Czy to znaczy, że wszyscy muszą sobie łamać teraz kości?
        Niezłe ;))))
        Pij mleko Kobieto - pij mleko a nic Ci się nie połamie!:-))
        • pietruszka98 Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 13.01.08, 19:57
          Ty, glosatorr, chyba nigdy nie kochałeś.
          Albo też nigdy nie miałeś wątpliwości.
          Chwali się, że masz zasady.
          A kwasy masz?
          • verdifirst Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 14.01.08, 00:11
            Mnie się zdaje że On właśnie kochał/kocha i zna wartość prawdziwego związku
            opartego na miłości / zaufaniu itp itd
            • kinada Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 14.01.08, 04:30
              Ojjj, noga po złamaniu wcale nie jest mocniejsza w tym miejscu!
              Wręcz przeciwnie!!!
              Wiem, co mówię;)
              _______________
          • glosatorr Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 14.01.08, 21:24
            pietruszka98 napisała:

            > Ty, glosatorr, chyba nigdy nie kochałeś.

            Oooo ciekawe choć zupełnie nielogiczne wnioski. Mogę wiedzieć czemu tak myślisz?

            > Albo też nigdy nie miałeś wątpliwości.

            Miałem wątpliwości. Oczywiście. Ale nauczyłem się, że wątpliwości są po to by je
            rozwiewać. Nic nie wkurza bardziej, jak niewiedza.

            > Chwali się, że masz zasady.
            > A kwasy masz?


            A co to znaczy mieć kwasy? Chodzi o zakwasy? Miewam.
    • mirrabellka4444 Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 14.01.08, 19:52
      ech, ale mi sie dostalo :)

      moze wy jestescie jacys jednolici, ale ludzie wokol mnie sa bardziej niedoskonali.
      a trzymanie sie sztywno regol to fanatyzm. i nie ma nic wspolnego z miloscia.
      przebaczenie jest jakims wzniesieniem sie ponad wlasny egoizm.
      slyszalam o zwiazku, w ktorym facet wybaczyl zdrade i zdaje sie, ze Ci ludzie
      dobrze sie maja.
      pozdrawiam
      • glosatorr Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 14.01.08, 21:33
        mirrabellka4444 napisała:

        > ech, ale mi sie dostalo :)
        >
        > moze wy jestescie jacys jednolici,

        Ja nie jestem - np. notorycznie przechodzę przez jezdnię w niedozwolonym
        miejscu. Zostało mi to po przebywaniu w Szwajcarii.

        > ale ludzie wokol mnie sa bardziej niedoskona
        > li.
        > a trzymanie sie sztywno regol to fanatyzm.

        Rozumiem, że jestem fanatykiem - bo wyznaję zasadę - nigdy nie zdradzaj. Ok -
        jestem więc Ajatolachem wierności.
        Nie chodzę do łóżka z nieznajomą, nie trzymam żadnych urządzęń pod napięciem
        przy wannie, kroję pomidora zawsze z otwartymi oczami - mam zasady - jestem
        fanatykiem! Ciekawa definicja fanatyzmu - niespotykana.

        > i nie ma nic wspolnego z miloscia.

        Czego Ty nie powiesz! Nie ma? To po jasną cholerę ludzie przysięgają sobie
        Miłość, Wierność i wsparcie na całe życie przy ślubie?
        Wszyscy są krzywoprzysięzcami? Ajatolachami?

        > przebaczenie jest jakims wzniesieniem sie ponad wlasny egoizm.

        Świetnie - to przebacz złodziejowi, że Cię okrada, bandycie, który Cię pobije,
        zdradzającym Cię partnerom - rób co chcesz. To Twoje życie.
        Pozwolisz jednak, że ja np. za zdradę wywalę na zbity pysk i to z kopa? I bez
        litości? W moim imieniu też bym prosił - by nie wybaczać zdrady tym, którzy
        Ciebie nie zdradzają. Pozwól ich ofiarom to zrobić - jeśli tego chcą. Przecież
        prawo do głupoty - jest niezbywalnym prawem każdego człowieka! Do bycia mądrym
        zresztą też.

        > slyszalam o zwiazku, w ktorym facet wybaczyl zdrade i zdaje sie, ze Ci ludzie
        > dobrze sie maja.

        Ja też słyszałem - takie opowieści rozpowiadają Ci, którzy w takich związkach
        nigdy nie byli. I opowiadają zdradzający. Ja przynajmniej mojej też wybaczyłem
        zdradę. Nawet jej podziękowałem! A jej kochankowi i obecnemu partnerowi
        powiedziałem: Chłopie - że Ty ją chciałeś?! Krzyż Ci na drogę, nawet mścić się
        nie muszę, bo ona Ci tak samo zmarnuje i zatruje życie jak mi, a i po roku
        zapomnij, że będziesz z nią uprawiał seks. Jakże prorocze to były słowa!
        Tak więc wybaczyłem - a jakże, ale kazałem iść precz. I to jest, było i będzie
        zawsze najlepsze rozwiązanie. Ale jak ktoś chce być współczesnym Mahatmą Ghandim
        albo inną Matką Teresą? A kto im broni!

        > pozdrawiam
    • fogelka Re: przeczytajcie sobie nasza historie, i co... 13.02.08, 21:26
      Tak, nie miła sytuacja...Związki nie odległość, to nigdy nie działa.
      Też jestem w 10 letnim związku, 1 małżeństwie i z upływem czasu z
      coraz większym dystansem patrzę na swój związek. Dochodzę do
      wniosku, że nie ma ideałów, a dobry trwały związek to efekt pracy i
      tak (!) kompromisów. Zastanawiam się co bym zrobiła na Twoim
      miejscu. Mam zasadę i wiem z doświadczenia, że odgrzewane związki
      nie mają racji bytu (tak było u mnie w poprzednim związku próba
      zejścia się po 6 latach i nic nie wyszło). Jeśli tak jak piszesz
      łączy Was tyle lat życia, pasje, mieszkanie, na pewno przyjaźń to
      może warto się zastanowić. Wiem, że to bardzo boli, że na poczatku
      nie ufasz partnerowi w niczym, każdy sms, mejl, telefon rozbudza w
      Twojej głowie wiadome myśli (przynajmniej ja tak miałam). Jednakże
      jeśli jesteś w stanie wybaczyć, określić jasno zasady, których
      przestrzegacie (przynajmniej na początku), to z czasem uczucie
      nieufności i niepewności się zatrze. Musisz ocenić na ile Twojej
      partnerce naprawdę zależy na Was i ile jest w stanie zrobić, aby
      odbudować zaufanie. Wiem, że ludziom się udaje, mnie się nie udało,
      ale gdyby teraz mnie to spotkało może bym spróbowała, jednak dużo
      wspólnego życia macie za sobią, a znalezienie drugiej nowej osoby
      jest realne na 50:50 uda się albo nie. Trzymaj się.pozdrawiam
    • loppe dacie radę 13.02.08, 21:36
      .
      • marjot40 Re: dacie radę 14.02.08, 14:15
        Też mam taką nadzieję. Przyjaźń, wspólne zainteresowania no i to, że
        kochacie się. Spróbuj, naprawde warto...
        M
        • t1000m Re: dacie radę 14.02.08, 16:08
          do subareka:
          moim zdaniem cokolwiek zrobisz, nie spiesz sie, przemysl wszystko;
          po drugie, jak cos postanowisz - zrob to do konca - jesli bedziecie
          znowu razem, nigdy o tej zdradzie nie wspominaj (bez sensu);
          jesli sie rostaniecie, odejdz nadobre;
          najgorsze sa hustawki;
          nie bedzie lekko, ale sprobuj

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka