subarek_1979
04.01.08, 01:04
Znamy sie od 10 lat, malzenstwo od 3 lat, nie mieszkamy razem od 4
miesiecy, dzieci 0. Zawsze bylismy super zgrana para tak w lozku jak
i poza - nie powiem ze bylismy nierozlaczkami. Tak M. jak i ja
mielismy swoich znajomych wiele takze wspolnych przyjaciol -
mielismy swoje swiaty i czulismy sie z tym dobrze szczegolnie gdy
mielismy super duzo do opowiadania sobie nawzajem. Nasi znajomi
przechodzili rozne kryzysy w swoich zwiazkach, my im dzielnie
pomagalismy, bylismy na wszystkich zaslubinach.
Pomimo ze jak w kazdym zwiazku i nam zdarzaly sie slabsze chwile,
zawsze bylismy gotowi do dyskusji i wyjasnialismy sobie wszelkie
niedpowiedzenia (inicjowane przeze mnie). M. jest przykladem
unikania podejmowania ciezkich decyzji, ponoszenia
odpowiedzialnosci, prawie zawsze musialem podejmowac za nas "bo nie
wiem", "moze tamto siamto" itepe. Razem kupilismy mieszkanie, mamy
zwierzaka (M. chciala ale i ja z czasem pokochalem nasze zlotko) po
prostu cud miod... do czasu...
Zdecydowalismy o wyjezdzie z naszego miasta - M. jako pierwsza
dostala prace wiec bylismy oddaleni od siebie prawie 1000 km przez 6
miesiecy. W miare mozliwosci odwiedzalem M. bardzo czesto - zdarzalo
sie ze w kazdy weekend miesiaca; poznalem nowych znajomych, z
ktorymi pracowala. Kiedy i ja w koncu znalazlem tamze prace
przyjechalem i od razu bylo dla mnie oczywiste ze moja droga M.
przespala sie z kolesiem... Poniewaz wciaz ja kochalem probowalem
przedyskutowac te kwestie z nia... na prozno - ona dokonala wyboru
(zamieszkala z kolesiem) wiec sie wyprowadzilem (wciaz jestem w tym
samym miescie). rozeszlismy sie w spokojnej atmosferze choc
skur..owi przylalem w morde...
...ostatnio odezwala sie do mnie. Tlumaczyla jak wielki zyciowy blad
popelnila, jest jej niezwykle glupio, przeprasza, blaga o
wybaczenie, przekonuje ze to bylo glupie zauroczenie (ja bylem jej
pierwszym facetem w zyciu), ze kocha tylko mnie, wie ze skrzywdzila
przez swoje zachowanie wiele osob, podzielila w jakis tam sposob
przyjaciol. Znam ja bardzo dobrze i wiem ze na pewno nie udaje, jest
slaba aktorka, chyba nigdy nie widzialem jej tak bardzo
rozemocjonowanej - jak na dloni widac ze jest jej bardzo ciezko z
brzemieniem odpowiedzialnosci, znosi to bardzo zle...
Ja przez ten dlugi czas, okropny czas (tylko inny odrzucony facet
zrozumie co mam na mysli) staralem sie zabic w sobie wszelkie
uczucia do niej, zapomniec calkowicie i zaczac nowe zycie, rzucilem
sie w wir pracy, wielodniowych podrozy sluzbowych, imprez z
kumplami... wszystko by zatlumic w sobie wszelkie emocje w stosunku
do niej. przekonalem sie jak niezwykle silny jestem psychicznie i ze
mam swoje zasady w zyciu...
...ale nie zapomnialem...
w koncy mamy po prawie 30 lat w tym ponad 10 razem, zjechane
wspolnie pol swiata, podobne zainteresowania, wiele tematow do
dyskusji, lubimy te same klimaty muzyczne i kulturowe - wcale nie
jest tak latwo...
wiem ze ona bardzo mnie kocha wciaz, jest w stanie zrobic wszystko
by odkupic swoje winy... duzo rozmawialismy o tym co ja popchnelo do
takich decyzji - wiemy ze za dlugo bylismy jednak rozlaczeni choc o
tym akurat zdecydowalismy razem... nasze rozmowy przypominaja i mnie
i M. stare czasy "sprzed", czuje ze jakbym tylko chcial to jest
moja... ale nawet jesli to czy przypadkiem w przyszlosci nie odezwa
sie jakies demony - czy mozna sobie jakos poradzic z nimi, jak
nauczyc sie z tym zyc. Sam nie wiem co mam robic, samemu jest mi
zle, wiem ze ja kocham... i ona mnie tez ale czy da sie dalej zyc
razem...
Pzdr.