angels-devil
04.02.08, 09:33
Dawno tu nie pisałam.Witajcie.
Mam problem..jak my wszyscy tutaj.Cóż..moje małżeństwo z kilkunastoletnim
stażem przechodzi potężny kryzys.Było nam dobrze,kochamy nadal,mamy pięknych
synów,ale...od kilku lat po pewnym kryzysie zrezygnowałam z seksu.Nie dajemy
sobie nawet odrobiny czułości pomimo dobrego dogadywania sie w innych
sprawach.Zrezygnowałam z seksu z wielu powodów,głównym jest to,że kiedy nie
gra miedzy nami nie potrafię ot tak kochać się.Musi wszystko grać.
Mam w związku z tym pytanie..Czy po jakimś czasie mimo,kiedy każda prawie
rozmowa kończy się kłótnią i pretensjami..czy powodem tego MOŻE być ten brak
czułości?brak kontaktu jakiegokolwiek,czy to taki ukryty,zaszyty podstępnie
powód rozpadu związku?Co zatem zrobić?kiedy nie wchodzi w grę zdrada żadnej ze
stron,kiedy boje sie zaufać,boję się zrobić pierwsza krok w obawie przed
odrzuceniem.Bo kiedyś nie byłam w stanie sie kochać i i przerwałam namietne
pocałunki..a potem po mojej inwencji ja z kolei zostałam odrzucona.Wiem..męska
duma po prostu.Ale od tego czasu kiedy odmówiłam po raz kolejny i kiedy on
odmówił minęło już pół roku.Teraz kryzys stanął na tym,że rozważamy
rozstanie,bo ciągłe kłótnie i życie obok siebie stało się cięzkie jeszcze
bardziej.Czy brak seksu może być poza nierozwiązanymi (ale mimo wszystko jest
chęć ratowania i nadzieja)problemami powodem rozpadu?Pomóżcie proszę,może
któreś z Was miało podobny problem i z tym jednak wygrało.Nadzieja jest póki
sie kocha i póki sie chce być razem.
Czy seks gra aż tak wielką role w naszym życiu i mimo wszystko jest to
integralny składnik związku?wiem,że tak.Ale czy jest to taki podstępny powód
wszystkich nieporozumień?