Dodaj do ulubionych

Brak seksu ukrytym powodem rozpadu?

04.02.08, 09:33
Dawno tu nie pisałam.Witajcie.
Mam problem..jak my wszyscy tutaj.Cóż..moje małżeństwo z kilkunastoletnim
stażem przechodzi potężny kryzys.Było nam dobrze,kochamy nadal,mamy pięknych
synów,ale...od kilku lat po pewnym kryzysie zrezygnowałam z seksu.Nie dajemy
sobie nawet odrobiny czułości pomimo dobrego dogadywania sie w innych
sprawach.Zrezygnowałam z seksu z wielu powodów,głównym jest to,że kiedy nie
gra miedzy nami nie potrafię ot tak kochać się.Musi wszystko grać.
Mam w związku z tym pytanie..Czy po jakimś czasie mimo,kiedy każda prawie
rozmowa kończy się kłótnią i pretensjami..czy powodem tego MOŻE być ten brak
czułości?brak kontaktu jakiegokolwiek,czy to taki ukryty,zaszyty podstępnie
powód rozpadu związku?Co zatem zrobić?kiedy nie wchodzi w grę zdrada żadnej ze
stron,kiedy boje sie zaufać,boję się zrobić pierwsza krok w obawie przed
odrzuceniem.Bo kiedyś nie byłam w stanie sie kochać i i przerwałam namietne
pocałunki..a potem po mojej inwencji ja z kolei zostałam odrzucona.Wiem..męska
duma po prostu.Ale od tego czasu kiedy odmówiłam po raz kolejny i kiedy on
odmówił minęło już pół roku.Teraz kryzys stanął na tym,że rozważamy
rozstanie,bo ciągłe kłótnie i życie obok siebie stało się cięzkie jeszcze
bardziej.Czy brak seksu może być poza nierozwiązanymi (ale mimo wszystko jest
chęć ratowania i nadzieja)problemami powodem rozpadu?Pomóżcie proszę,może
któreś z Was miało podobny problem i z tym jednak wygrało.Nadzieja jest póki
sie kocha i póki sie chce być razem.
Czy seks gra aż tak wielką role w naszym życiu i mimo wszystko jest to
integralny składnik związku?wiem,że tak.Ale czy jest to taki podstępny powód
wszystkich nieporozumień?
Obserwuj wątek
    • krissdevalnor100 Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 04.02.08, 09:47
      Dla mnie jest jasne, ze brak seksu i bliskości pogłębia kryzys.
      Jeszcze bardziej pogłębia go seria ostentacyjnych seksualnych
      odrzuceń. I jest równie jasne, ze dopóki jesteś na tę druga stronę
      wściekła/y i urażona/y, to dobrego seksu nie będzie.
      Koło się zamyka. Nie dajcie tej sytuacji samodzielnie sie nakręcać,
      wyciagnijcie problem i go omówcie. Pracujcie nad związkiem (sprawy
      pozaseksualne) sami albo ze specjalistą. Ale się pospieszcie i
      wyartukuujcie
      dobre chęci
      propozycje poprawy (nie, nie listę życzeń do partnera)
      nazwijcie to, czego nie jesteście w stanie przełknąć i o co macie
      najwiekszy żal.

      Kryzysy, w których pełni żalu partnerzy zaczynają sobie odmawiać
      seksu pchają z największą siłą do najprostszego rozwiązania: inny
      partner da mi seks, powie, ze rozumie i jaki/a jestem fajny/a. To
      co ja jeszcze z nim/nią robię i po co się męczę? Potem to juz
      naprawdę trudno posklejać związek i zaufanie do partnera.
      Powodzenia.
      • angels-devil Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 04.02.08, 10:02
        Wiem,że rozmowa jest najlepszym lekarstwem na rozwiązanie,ale rozmowa bez emocji
        w których górę nie wezmą złość i żal.To jest sztuka sama w sobie.Jesteśmy na
        takim etapie i zawsze byliśmy (nie oszukując sie oczywiście) że dla zasad jakimi
        kieruje sie "zdrowe" małżeństwo póki jesteśmy razem nie potrafię ja i nie
        potrafi On mieć kogoś.Tak nie potrafimy po prostu.Dl samych zasad.Ale masz
        racje,że jest to najlepsza droga do tego,żeby "mógł" zrozumieć ktoś inny.
      • angels-devil Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 04.02.08, 10:06
        krissdevalnor100 napisała:
        I jest równie jasne, ze dopóki jesteś na tę druga stronę
        > wściekła/y i urażona/y, to dobrego seksu nie będzie.
        > Koło się zamyka.

        Właśnie..koło się zamyka...Ale brak mi odwagi,sił i czegos jeszcze (pożądanie
        jest i to jest w tym śmieszne..i zarazem ciężkie)żeby zacząć,żeby
        zainicjować.Choc nie ma pewności nigdy,że po seksie wszystko się ułoży i
        odnajdziemy siebie ponownie.
        • trzydziestoletnia Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 04.02.08, 14:46
          Seks sam w sobie faktycznie niczego nie poprawi. Ale moze byc taką oliwką, ktora nawilzy zardzewiale trybiki. Jednak by mogl zaistniec potrzebna bylaby choc deklaracja wzajemnej dobrej woli, tak na poczatek. Proba powiedzenia sobie, ze jestescie nadal dla siebie wazni, dlaczego chcecie byc ze soba. To moze dac podstawe do ocieplenia relacji, by znow budowac. Jesli ocieplanie zaowocuje seksem to tym lepiej, bedzie lepszy grunt do zmian.
    • aandzia43 Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 04.02.08, 10:38
      Macie szansę bo: pożądanie jest, bo są emocje, bo nie ma osób
      trzecich, bo ciągle jesteście razem, bo jeszcze rozmawiacie ze sobą,
      choć wiele rozmów kończy się kłótnią. Szkoda by to było
      zaprzepaścić. Przypomina mi to moją sytuację sprzed paru lat. Teraz
      jesteśmy razem i jest bardzo fajnie, ale gdyby mi ktoś
      przepowiedział taką swietlaną przyszłość wtedy, nie uwierzyłabym.

      Piszesz, że macie jakieś inne, nie wynikające bezpośrednio z seksu
      problemy. Obydwoje jesteście wrażliwi i "królikarstwo" bez
      elementarnego porozumienia i poczucia bezpieczeństwa na codzień
      odpada. Pojawiły sie problemy, kłótnie, padł seks, nie ma fizycznej
      i emocjonalnej bliskości przy dużej potrzebie tego wszystkiego
      nakierowanej właśnie na współmałżonka. Dopóki nie rozwiążecie tych
      podstawowych problemów, od których wszystko się zaczęło, nie będzie
      seksu i bliskości. Brak seksu nie jest tu przyczyną, tylko skutkiem
      i oczywiście pogłębia kryzys.
      Angels, poszukaj pomocy u psychologa, w poradni małżeńskiej, idź
      sama, albo z mężem. Jest nadzieja, macie potencjał, nie zmarnujcie
      tego :-)

      Powodzenia
      • angels-devil Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 04.02.08, 11:08
        Dziękuję...
        Choć wiem,i coraz bardziej sobie to uświadamiam ,że bez specjalisty sobie nie
        poradzimy.Głównym powodem tez jest upór.I duma która ,żadnej ze stron nie daje
        szans na kompromis.Mój brak zaufania i wieczne moje jak mówi wyimaginowane
        podejrzenia(wystarczyło tylko ziarnko niepewności),ból który mi sprawił(zostałam
        nieraz w trudnej życiowej chwili sama dla siebie) jak mówi nieświadomie w pewnej
        sprawie jakoś nie dają mi możliwości dalszego rozwoju tego konfliktu.Boję się,że
        będzie potem bolało bardziej.Ale zdaję sobie sprawę,że musimy nauczyć sie
        rozmawiać.Ja Go musze nauczyć..albo odważyć Go do zwierzeń,do szczerości,do
        otwarcia...ale jak?tego nie wiem...
        • angels-devil Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 04.02.08, 11:11
          angels-devil napisała:

          >
          > j
          > sprawie jakoś nie dają mi możliwości dalszego rozwoju tego konfliktu.

          Oczywiście miałam na myśli zakończenia tego konfliktu.Możliwość pomyślnego
          zakończenia.Literówka sorki.
        • aandzia43 Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 04.02.08, 11:46
          Zacznij od siebie. Może i twój brak zaufania do niego jest
          uzasadniony, może obawy, by nie zawiódł cię znów w ważnych życiowych
          sprawach są uzasadnione, ale zacząć możesz tylko od siebie. Tylko na
          swoje decyzje masz bezpośredni wpływ. Dobry psycholog "otworzyłby"
          twojego męża w kilka minut i namawiaj go na wizytę. Razem czy
          osobno, wszysko jedno. Ale jeśli nie zechce pójść, to nic nie
          poradzisz. Wtedy idź sama. Tobie też sie przyda. Upór, duma, lęk
          przed zranieniem, żal... Dolega cie tak samo, jak i jemu. Nie
          zwlekaj.
    • blue01 Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 04.02.08, 13:48
      Mam podobny problem, tyle ze to jest po zaledwie paru latach. Niestety
      przestałam miec na to ochotę..bo dniu pełnym pretensji, patrzenia na mnie tylko
      i wylącznie jak na robota kuchennego, zwyczajnie nie pociąga mnie fizycznie...no
      cóż, nie ma co ukrywać że w związku z tym pojawił się ktoś trzeci.
      • angels-devil Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 04.02.08, 15:43
        Dziękuję...
        Ale wiecie...jest problem nawet,żeby zacząć rozmowę,żeby weszła rozmowa na
        normalny tor.Widzę,że On sie obawia nawet rozmowy..nie wiem,może jej
        efektów,toku i tegoco z tego wyniknie.Ja już nie ma sił.Przeważnie to ja sama
        zagajam rozmowę,ja sama staram się przyjść pierwsza ,bo mnie to gnębi,nie mogę
        dalej tak żyć,chcę jakiegoś kompromisu.A teraz?nawet dziś normalne moje pytanie
        o normalną błahą rzecz wzbudziło w nim pretensje,powód do sprzeczki.Nie mam już
        sił.Naprawdę.Chcę ale nie wiem jak.Stoimy w tak martwym punkcie jak to tylko
        możliwe.Powiem szczerz,że chciałabym iść nawet do psychologa,nawet sama...bo
        minie jakiś czas,może dzień,tydzień a we wszytskim się pogubię,nie będę umiała
        znaleźć złotego środka i chęci.
        • aandzia43 Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 04.02.08, 17:36
          .Stoimy w tak martwym punkcie jak to tylko
          > możliwe.Powiem szczerz,że chciałabym iść nawet do psychologa,nawet sama...bo
          > minie jakiś czas,może dzień,tydzień a we wszytskim się pogubię,nie będę umiała
          > znaleźć złotego środka i chęci.

          No to już, kobieto, szoruj do psychologa ;-) Trzymamy kciuki
          • romek123 Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 04.02.08, 20:26
            Ze strony faceta wyglada to tak,ze bez seksu jestem rozdrazniony na
            maksa,kloce sie o byle co i zaden psycholog na swiecie mi nie
            pomoze.Musi byc to"rozladowanie" napiecia i wtedy wszystko gra.Stad
            i Wasze klopoty.Widze ze jestescie zbyt ambitni w stosunku do
            siebie,nakierpwani na siebie o podobnych upartych charakterach.W
            malzenstwie liczy sie co innego niz ambicja i zacietrzewienie.W tym
            realizujcie sie gdzie indziej.Recepta na dobry zwiazek to:tak chce
            Ci sluzyc moj partnerze bo cie kocham,dam sie ponizyc,upokorzyc bo
            mi na tobie zalezy.I nie ma tu miejsca,ty mnie tak,to ja tobie
            tak.Po tylu latach powinniscie ta oczywistosc zrozumiec,a jak sie
            nie zdradzacie to macie wielka szanse.Poswiec sie sproboj
            zainicjowac seks,przytul Go,powiedz cos milego,zobaczysz,dostaniesz
            od Niego to samo,czego Ci bardzo zycze.
            • angels-devil Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 04.02.08, 20:50
              Właśnie tak Romku to przeczuwam..ale i tak dziękuję wsyztskim za
              radę,otuchę,dobre czy złe słowo.Cenie sobie każde słowo,bo jestem w takim
              punkcie,że tylko pomoc z zewnątrz czy tez inne zdanie pomoże.Po prostu
              potrzebuję obiektywnej oceny.Masz Romku poniekąd rację,że własnie tak chyba jest
              w każdym związku,przynajmniej tak powinno być.Coś trzeba z siebie dać pomimo
              uporu,i tej wrednej ciężkiej dumy,która we wszystkim teraz nam
              przeszkadza.Paranoja jakaś...Cóż..życie.Tylko pomimo to ,mimo naszego
              zacietrzewienia,i zapatrzeni asie tylko i wyłącznie w nasze racje ..jakoś nie
              potrafie na to sie zdobyć.Bo jak?browarek ,lekki rausz i może pójdzie jak po
              maśle?Wydaje mi sie coraz bardziej ,że mój mąż jest jeszcze nie dojrzały na tyle
              by dostrzec poświęcenia,moje zachody o to by coś ruszyło,by sie rozwiązało w
              dobrym tego słowa znaczeniu.Nadal nie wiem jak go ośmielić do szczerości ,do
              otwarcia..boje się odrzucenia,bo wtedy byłoby to już nie do zniesienia.
            • angels-devil Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 04.02.08, 20:56
              Domyślam się też ,że Jego własne potrzeby w samotności uwalniane..nie są
              wyjściem.I rodzi się w Nim bunt,może przekora.Że skoro ja tyle czasu musiałem
              sobie sam radzić to teraz ty (ja) cierp odrzucenie.Tymczasem chodzi nabuzowany i
              podładowany jak dynamit.Nic mu nie pasuje,wszystko jest źle..A ja naprawde nie
              mam sił..dom ,dzieci,ich nauka,moja praca..to wszystko tez mnie przerasta.A
              słysze tylko ,że to moja wina,że mam paranoję jakąś,że wciąż mu nie ufam..a od
              siebie tymczasem nie robi nic.Ja czekam na jakiś krok,nie jeden raz dałam juz
              szansę i czekałam i czekałam..i nic.Pewnie sie nie doczekam na Jego
              inwencję..chyba faceci tak mają.
              • de.bill Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 11.03.08, 02:24
                1.
                zastanow sie nad priorytetami.
                po cholere ci porzadek w domu ze mozna jesc z podlogi jak masz niezaspokojonego (ergo - wkurzonego) faceta, a sama czujesz sie ze jestes po uszy urobiona?

                2.
                paranoja to powazna sprawa.
                zaufaj mu (jesli chcesz, i jesli tego wart),

                3.
                faceci i kobiety maja rozne sposoby ekspresji 'ja cos robie, a on/a nic'.
                ciekawe, co twoj men mysli o calej sytuacji ....
                moze to samo?

                4.
                prawidlowe odczytanie damskiego 'dawania szansy' to dla wielu facetow CZARNA MAGIA.
                zrob mu loda gdy np. rozmawia przez tel (jeszcze z mamuska, albo szefem), po prostu w takiej sytuacji aby nie mogl latwo odmowic.
                ja tam bym sie ucieszyl gdyby mine kobieta podeszla w ten sposob.
                i nie pozostal dluzny ;)

                powodzenia
        • trzydziestoletnia Jak rozmawiac 05.02.08, 12:42
          Z tymi rozmowami to jest tak, ze my - kobiety, czesto zaczynamy je kiedy juz nie mozemy wytrzymac (jak piszesz "nie moge tak dalej zyc"), a to kieruje nas w stronę żali i wymowek (czyli mowienia CZEGO nie moge wytrzymac). Nic dziwnego, ze w takim klimacie nawet drobne pytanie odbierane jest przesadnie podejrzliwie i uruchamia reakcje obronne.
          Sposob jest taki: zapoczatkowanie rozmowy o tym co jest nadal waznego miedzy Wami - o tym co dobrego was laczy, o dobych uczuciach i dobrych checiach, o tym dlaczego zalezy ci by bylo lepiej miedzy wami - bez mowienia o tym jak teraz jest zle, ale co jest waznego miedzy wami, co chcesz ocalic. To jest taki troche kupienie meza - powiedzenie mu, ze jest nadal wazny dla ciebie, ze chcesz z nim tworzyc cos wyjatkowego - opowiedzenie o tej milosci, ktora gdzies tam jeszcze jest.
          • angels-devil Re: Jak rozmawiac 05.02.08, 13:47
            Masz rację..najlepiej zacząć rozmowę i rozwiązywanie problemu od rozpatrywania
            tego co jest dobre,na czym nam zależy bo dalsze wymówki są po prostu dalszą
            kłótnią a nie rozmową..
            • trzydziestoletnia Re: Jak rozmawiac 06.02.08, 17:42
              angels-devil napisała:

              > Masz rację..najlepiej zacząć rozmowę i rozwiązywanie problemu od rozpatrywania
              > tego co jest dobre (..)

              Wiesz, ja bym nawet powiedziala, zeby na poczatku nie tyle zaczac "rozwiazywac problem", tylko wlasnie dac sobie czas na odswiezenie dobrych uczuc - wlasnie temu sluzy powiedzenie sobie, ze jestesmy dla siebie wazni (i inne mile, prawdziwe slowa). Na teraz zadaniem jest nie rozwiazanie, ale stworzenie klimatu do rozwiazan.
              Co o tym myslisz?
              • angels-devil Re: Jak rozmawiac 06.02.08, 22:43
                Boję sie tego..ale chyba bardziej On boi sie rozmowy a raczej tych
                potyczek..wiesz o co mi chodzi.Jak już wcześniej pisałam ..za bardzo go od
                siebie odepchnęłam..za daleko..ja mam chęć na wiele wyrzeczeń dla dobra
                związku,zdrowego związku.Ale na tym etapie nie wiem co począć dalej.Nie jestem
                nadal go pewna,biję się zaufać,boję się,że potem bedzie boleć i tego nie zniosę.
                • malwina72_7 Re: Jak rozmawiac 05.03.08, 01:04
                  Rozmowy...było ich tak wiele. Nawet nie potrafię zliczyć. Przez pięć
                  lat wyłam do poduszki, gryzłam pościel, gryzłam siebie. Cały czas
                  mówił, że mnie kocha, że będzie lepiej. Jestem z nim od lat
                  dziesięciu, małżeństwo trwa cztery lata, problemy zaczęły się pięć
                  lat temu i mimo wszystko za niego wyszłam. Wierzyłam, że będzie
                  lepiej. Bardzo chciałam mieć dzieci, obiecywał, że już wkrótce, już
                  za rok będą na pewno bliźnięta. Nie ma bliźniąt, jestem ja -
                  zdesperowana, dobiegająca czterdziestki.A seksu jak nie było, tak
                  nie ma. Tej jesieni poznałam kogoś, z kim bez rozmów świat mi
                  zawirował. Był wolny, ale dzieliło nas tak wiele: kultura, religia,
                  setki kilometrów. Więc zwiałam, bo myślałam, że jeszcze kocham męża.
                  Za późno zdałam sobie sprawę ze stanu moich uczuć. nie potrafiłam
                  odzyskać kochanka. Pewnie za mało kochał. Postawiłam na
                  ratowanie "starego" związku-wylądowaliśmy u psychologa.I siedzimy na
                  kozetce od pół roku, z czego też nic nie wynika, prócz zapewnień, że
                  jeśli ja się odblokuję, wszystko będzie dobrze. Siedzę tam ze
                  strachu pzed samotnością, bo po tym, co przeżyłam, trudno mi
                  odzyskać wiarę, że zdołam wykrzesać z mojego męża cokolwiek. Tym
                  bardziej, że jedyne co pamiętam, to pocałunki kochanka. Podobno w
                  związkach są lepsze i gorsze chwili,ale kochający się ludzie do
                  siebie wracają. Gdybym mogła cofnąć czas, nigdy bym za niego nie
                  wyszła-wtedy nie musiałabym zwiewać przed namiętnością. Jedyne co
                  polecam, to zwiać przed facetem, który nie potrafi dać szczęścia i
                  spełnienia. Zwiać, póki czas, póki jest się jeszcze młodym i ma się
                  szansę na nową miłość. Wieloletni brak seksu to destrukcja, która
                  może zniszczyc największą miłość. Jeśli nie znajdzie ujścia, obraca
                  się przeciwko osobie odtrącanej. Szkoda czasu na gadanie. Natura
                  stworzyła nas tak odmiennie, byśmy mogli się przyciągać, do tego nie
                  potrzeba rozmów-ludzie pierwotni nie używali słów. Może gorzkie to
                  co piszę, ale jestem na granicy wyczerpania nerwowego, bo prócz
                  problemu z tym, że mąż nie traktuje mnie jak kobietę, muszę uporać
                  sie z problemem jakim jest brak potomstwa i nieszczęśliwa miłość. To
                  naprawdę trudno znieść. Tak więc zwiewaj, póki nie jest za późno.
                  Dla mnie niestety już jest.
    • malina1964 Brak seksu 04.02.08, 20:51
      Witam Cię.
      Tak,napewno brak seksu to duży problem ale myślę, że nie tylko to w
      Waszym związku jest do odbudowania.
      Mam propozycję w której/ zanim jeszcze pomyślicie o
      rozstaniu/powinniście na nowo odkryć siebie.
      Weź do ręki kartkę wielkości A4 złóż ją na pół i na każdej stronie
      złożonej wypisz wszystkie wady a na drugiej zalety współmałżonka.
      Twój men powienien zrobić to samo. Nie koniecznie musicie siedzieć w
      tym samym pokoju.Powiem więcej lepiej byłoby zebyście siedzieli
      osobno.po zapisaniu waszych kartek.wymieńcie się nimi i postarajcie
      się porozmawiać o swoich bolączkach.Musisz tak to zaaranżować żeby
      nie było w domu twojej latorośli.Powodzenia
      • angels-devil Re: Brak seksu 04.02.08, 20:59
        Dziękuję..
        To tez dobry pomysł,bo w toku "poważnej rozmowy" której chyba każdy się obawia
        mozna dopuścić emocje na pierwszy plan i cała dyskusja spełźnie na
        niczym....Domyślam się nawet,że końmi nie zaciągnęłabym Go do psychologa..a
        potrzebny nam chyba mediator.
        • malina1964 Re: Brak seksu 04.02.08, 21:21
          Mediator napewnoby się Wam przydał i to jak najszybciej.Musisz zatem
          spróbować iść sama i temat wyjawić psychologowi.Nie bój się nikt cię
          tam nie zagryzie,nie wysmieje.Takich problemów jak twój jest setki,a
          nawet tysiące.Psycholog wysłucha,a nawet podbuduje.Idx czym prędzej
          napewno nie będziesz załować,tym bardziej że masz dla kogo być dobrą
          żoną i matką.Pisząc wady i zalety przypomnijcie sobie wszystkie
          Wasze dobre chwile spędzone z ukochaną osobą.Może przyjdzie Wam
          jakaś refleksja ,gdzie popełniliście błąd.
      • malina1964 Re: Brak seksu 04.02.08, 21:09
        Nic wam nie wyjdzie jeżeli nie zaczniecie ze sobą na te tematy
        rozmawiać.Wiem, że nie jest to łatwe,ale od czegoś trzeba zacząć.
        Piszesz że musi wszystko grać ,abyś miała chęć się kochać.Popatrz na
        to nieco z innej strony.Czy myślisz że tylko Tobie brakuje ciepła i
        zrozumienia? Mężczyzna jest jak dziecko.Lubi być pieszczony,głaskany
        i przede wszystkim doceniany.Czy wszystkie te warunki spełniasz?Czy
        Ty jesteś w porządku wobec Niego?
        Tego nie możemy stwierdzić ponieważ znamy tylko Twoją wersję
        wydażeń.Napewno on tak samo jak Ty chciałby ażeby wszystko zaczeło
        się wreszcie między wami układać.Myślę, że obydwoje zbłądziliście i
        nie umiecie znakleźć "furtki w płocie".
        Podałam Wam jedno z pierwszych zadań do przerobienia,ale myślę że
        dobrzeby Wam zrobiła wizyta w Poradni Rodzinnej lub u seksuologa.
        Szkoda marnować małżeństwa i tych wszystkich lat przeżytych bądź co
        bądź z Ukochaną Osobą.Powodzenia.
        • romek123 Re: Brak seksu 04.02.08, 22:23
          Jestem Angelo troche podobny do Twojego meza.stad rozwijam temat.I
          wiem ze bez seksu jestem okropny.Tylko ma polowka jest mniej ambitna
          od Ciebie,bardzo potulna i ukladna.A takze znacznie madrzejsza i
          inteligentniejsza ode mnie.Tak wiec z reguly to Ona
          odpuszcza,przyjdzie.zaczepi,poglaska,pozartuje,rozladujac bardzo
          szybko atmosfere a wtedy ja wymiekam i jest sielanka.Poprostu jedna
          ze stron powinna byc madrzejsza,a poniewaz facet chce byc tym
          macho,wiec jezeli ta madra jest kobieta,jest sielanka.Tak doslownie
          sielanka,mimo ze mam ciezki charakter.Kompromis i jeszcze raz
          kompromis,a bedzie cudownie.A bez seksu sie nie da,przynajmniej w
          moim przypadku.Moze jestem nietypowy...
          • aandzia43 Re: Brak seksu 04.02.08, 22:28
            Hmmm, Romku, ty tak serio...?
            • angels-devil Re: Brak seksu 05.02.08, 08:09
              No tak..ktos musi byc mądrzejszy a tym samym swoja dumę schować głęboko do
              kieszeni.Jest teraz taka sytuacja,że po rozmowie,w której od żalu,pretensji
              ewoluowała do spokojnego bez emocji" weszła na te tory co trzeba..ale wiem,że
              wiele takich rozmów przed nami,bo jedna nic nie załatwi.Poczucie odrzucenia u
              mojego męża jest tak wielkie jak Himalaje.Twierdzi,że tak daleko go od siebie
              odsunęłam,że nie ma nawet ochoty mnie przytulić.Powiem szczerze,że ja tez nie
              mam na to ochoty,nawet najmniejszej,przynajmniej teraz na tym etapie.Chęci
              opadły,nadzieja jeszcze gdzieś sie tli.
              • malina1964 Re: Brak seksu 05.02.08, 09:31
                Jeżeli piszesz że nadzieja sie jeszcze tli,to najwyższy czas tę nadzieję
                "rozdmuchać"w wielki ogień.Niebedę ci mówić jak to zrobić bo sama wiesz
                najlepiej.Pamiętaj jednak że nic nie zdziałasz bez szczerej rozmowy i
                kompromisu.Trochę ciepłych słów,gestów,wspomnień.Bardzo ważne!!! Nie używaj
                pretensjonalnego tonu.wspominaj tylko dobre chwile.
                • woman-in-love Re: Brak seksu 05.02.08, 09:48
                  no nie, ja wymiękam. To do autorki wątku. Nie wierzę, że dojrzała kobieta może
                  zgrywać taką " pierwszą naiwną". Pytasz, czy brak seksu to "podstępny powód
                  nieporozumień"? Odmowa seksu jest niszczeniem związku u podstaw. Koniec kropka.
                  Nie pomanipulujesz mężem reglamentując seks, więc, lepiej przymiotnik
                  "podstępna" przypisz sobie. Odkłamując siebie uratujesz małzeństwo, a
                  porozmawiaj - ale najpierw sama ze sobą. Odmowa seksu i zanudzanie "poważnymi
                  rozmaowami" to już doprawdy za wiele.
                  • woman-in-love cytat z "Naiwnej" 05.02.08, 10:01
                    "nie potrafię ot, tak po prostu kochac się; musi wszystko grać". Wię, niestety,
                    nie masz pojęcia o milości. ponieważ ludzi kochający, kochają ot tak, po prostu.
                    "Musi wszystko grać" brrr aż ciarki przechodzą. Gdyby wszyscy stosowali tę
                    zasadę kochali by sie może raz na rok, albo i nie. Zrozą wieje z tego postu.
                    Perfekcjonistyczny terror.
                  • angels-devil Re: Brak seksu 05.02.08, 10:15
                    woman-in-love...seks na pewnym etapie związku kiedy nic sie nie układa,kiedy nie
                    mozna dojśc do porozumienia..to jest sfera ostatnia.nie należę do osób takich,że
                    kłótnia w dzień a w nocy namiętności nie z tej ziemi.Tak się nie da.Musi
                    wszytsko grać.A oboje odsunęliśmy sie od siebie pod tym względem,i szukamy
                    rozwiązania.Nie potrzebuje seksu jako swego rodzaju manipulatora..to nam nigdy
                    nie było przed konfliktem potrzebne jako coś za coś..to było dopełnieniem
                    bezwzględnym i nie potrzebującym manipulacji.
                    • angels-devil Re: Brak seksu 05.02.08, 10:22
                      I tu się z Tobą nie zgodzę..raz do roku itp..przeczytaj ile jest na forum kobiet
                      i mężczyzn,którzy zmuszają się "do świętego" spokoju do seksu..mimo,że żyją w
                      konflikcie.Nie seks jest w życiu piorytetem,pisząc ,ze wszystko musi grać mam na
                      myśli,że nie da się połączyc razem tego,że nie można sie dogadać,że coś boli
                      okrutnie i ot tak kochać się jakby nigdy nic.Tego nawet facet nie chce.Bo po
                      co?bez uczuć a raczej z emocjami złymi z konfliktu?
                      • woman-in-love Re: Brak seksu 05.02.08, 10:36
                        Skoro jest tak dobrze (pod względem teorii) to dlaczego jest tak żle? Chyba pora
                        na zmiane nastawienia - seks JEST LEKARSTWEM na wiele upierdliwości zyciowych,
                        zaczynamy patrzeć na partnera przychylniej po udanym numerku. Tak jest i będzie,
                        warto skorzystac z tego, co oferuje pogardzane bzykanko.
                        • alicja_z Re: Brak seksu 05.02.08, 10:42
                          Chyba prowokujesz... albo nie wiesz, że wiele osób myśli dokładnie
                          odwrotnie. Seks - lekarstwem ??? Zgroza...
                          • your_and Re: Brak seksu 05.02.08, 13:08
                            Jasne że seks jest lekarstwem, ale wtedy dewaluuje się jako towar i
                            narzędzie manipulacji z czym wiekszości nie po drodze.
                            • woman-in-love Re: Brak seksu 05.02.08, 13:40
                              Your, jeśli dobry (lub nawet taki-sobie) seks poprawia humor, zbliża, łagodzi
                              zadrażnienia, to w jaki sposób się dewaluuje???
                              • woman-in-love Re: Brak seksu 05.02.08, 13:43
                                a co do Alicji - uważam, że niektóre nauczycielki, urzędniczki, lekarki, panie
                                psycholożki, ekspedientki, hostessy, kelnerki itp.; powinny mieć seks przepisany
                                na receptę, jako niezbędny ze względów humanitarnych!
                                • jakniejatokto Re: Brak seksu 05.02.08, 13:47
                                  do woman in love:
                                  Urzedniczki powinny miec ten seks refundowany z NFZ :p i jeszcze
                                  panie z dziekanatu, chociaz moze to sie zmienilo :)
                                • your_and Re: Brak seksu 05.02.08, 13:52
                                  > na receptę, jako niezbędny ze względów humanitarnych!

                                  Mając w przesłości szerszy kontakt z podstarzałymi zakonnicami
                                  zgodzam sie z tym w 100%.
                                  Niedopchnięcie to ciężki uraz.



                            • jakniejatokto Re: Brak seksu 05.02.08, 13:42
                              Oczywiscie ze jest lekarstwem :) To takie bardzo proste rozwiazanie,
                              ale jak ktos tu juz wczesniej napisal - bardzo niewygodne dla
                              kobiety, ze wzgledu na ograniczone mozliwosci manipualcji.
                              A co do autorki watku: serio, nie szkoda sobie zycia marnowac na
                              takie pogrywanie soba nawzajem? (wiem, wiem, co ja tam moge wiedziec
                              o twojej sytuacji). Moze zamiast szczerych i powaznych rozmow (ile
                              mozna?) lepiej ubrac sie ladnie, isc do kanjpki na lampke wina i
                              zobaczyc, na randke (czyli zadnego tam gadania, ze hydraulik ma
                              przyjsc, dach cieknie itp.) a potem zobaczyc co z tego wyniknie?
                              • angels-devil Re: Brak seksu 05.02.08, 13:54
                                To fakt to tez sposób dobry tylko jak już wspomniałam wcześniej odepchnęliśmy
                                się nawzajem na tyle,że drogę do siebie teraz trudno znaleźć.Wszytsko wymaga
                                chyba na tyle czasu co delikatności..bo co ważne nie można kogoś zmusić do
                                siebie nawet "kobiecym" podstępem.Tylko czas chyba i cierpliwość.Musimy sie
                                chyba nauczyc rozmawiać.Dawać i brać.A wypadom jakimkolwiek niestety nie
                                sprzyjają praca i przyziemniejszy problem braku kogoś do opieki nad
                                dziećmi.Zresztą po ciężkim dniu pracy marzy sie o spokoju i wygodnym fotelu...
                                • your_and Re: Brak seksu 05.02.08, 13:58
                                  A tak pisał pan Wojcieszke gdzieś że wbrew pozorom nie zdrada i
                                  nielojaność tylko duma i ignorancja to jad który może uśmiercić
                                  każdą relację miłości.
                    • aandzia43 Re: Do Angels 05.02.08, 17:07
                      Powiem tak: nie wszystko musi grać (to stan niemożliwy do
                      osiągnięcia), ale podstawy, baza grać muszą. Jeśli zostanie
                      przekroczona granica bólu, żalu i poczucia bezsiły seks przestaje
                      spełniać funkcję relaksującą, odprężającą i cementującą związek.
                      Uprawianie go na siłę, wbrew sobie i partnerowi nie daje nic. Tak
                      jak nie cementują automatycznie rodziny wspólne rodzinne obiadki,
                      gdy bagno pod spodem, koszmarne wizyty u teściowej, gdy w myślach
                      topimy się nawzajem w łyżce wody itd. Wtedy seks pogłębia przepaść,
                      oddala możliwość porozumienia się na jakiejkolwiek płaszczyźnie.
                      Chyba że ktoś ma seksualność dokładnie oddzieloną od reszty swojej
                      osoby i traktuje pożycie z partnerem jak masturbację przy pomocy
                      jego ciała. Wtedy rzeczywiście nie ma problemu.

                      Każdy ma tę granicę w innym miejscu i dla każdego różne problemy
                      małżeńskie mają inna rangę. U kobiet (zazwyczaj) ma miejsce bliższy
                      związek między gotowością do (satysfakcjonującego, ma się rozumieć)
                      pożycia a emocjonalnym stosunkiem do partnera.

                      Próbowałam kiedyś, przez dłuższy czas z uporem mianiaka, zasypywać
                      seksem przepaść i łagodzić konflikty. Skutki były opłakane, szkoda
                      pisać. Przede wszysktim dla mojej psychiki. Konsekwencje ponosiłam
                      wiele lat. Oczywiście mojemu związkowi też to nie pomogło, oddaliło
                      za to w czasie rzeczywiste porozumienie i straciliśmy przez to wiele
                      lat. A sam seks? Zrobił się z niego dance macabre, taniec
                      szkieletów. Zaprzeczenie tego, czym byc powinien i czym jest teraz.
                      Post to czasem (podkreslam: czasem!) dobre lekarstwo.

                      Angels, powiem ci co mi mówił mój psychor: "Jak było kiedyś fajnie,
                      to znaczy, że jeszcze będzie fajnie. Sa podstawy" Jak był spontan,
                      to będzie spontan. Czuję tu dużo fajnych emocji, w moim odczuciu
                      macie szansę. I powtórzę się: idź ty kobieto do specjalisty. Nas
                      możesz sobie poczytać, każdy powie ci co innego, bo różnimy się od
                      siebie i mamy różne doświadczenia, ale specjalistami nie jesteśmy.
                      • angels-devil Re: Do Angels 05.02.08, 20:30
                        Andziu masz rację,nie da się tego połączyć ,nie da się kochać z zamkniętymi
                        oczami a urazy schować z piżamką pod poduszkę.Niezdrowe reakcje obojga nas są
                        spowodowane nieporozumieniami ciągnącymi się bardzo już długo.I jak to długo z
                        naszej winy prawie legło to i też długo z naszą pomocą będzie sie podnosić.nie
                        ma niczego tak od razu.Zastanawiam się tylko do jakiego specjalisty sie
                        wybrac?Seksuolog odpada,bo w rzeczywistości nie mamy problemu ze swoją
                        seksualnością,tylko z dogadaniem się i porzuceniem tego pręgieża pod którym
                        wzajemnie sie biczujemy..
                        Dobrze napisane "..Tak
                        > jak nie cementują automatycznie rodziny wspólne rodzinne obiadki,
                        > gdy bagno pod spodem, koszmarne wizyty u teściowej, gdy w myślach
                        > topimy się nawzajem w łyżce wody itd. .."
                        Pozdrawiam i dziękuję.
                        • trzydziestoletnia Re: Do Angels 06.02.08, 18:24
                          Jesli pytasz o specjaliste, to radzilabym psychologa/psychoterapeute. Nawet jesli mialabys pojsc sama, to jest sens. Tutaj tez piszesz Ty, sama, bez meza, a jednak mam wrazenie, ze cos Ci to rozjasnia. Jesli to bedzie dobry fachowiec, to nie bedzie stal "po twojej stronie", ale moze pokazac Ci gdzie robisz bledy (w komunikacji, w podejsciu, w widzeniu zwiazku i konfliktu itd).
                          • angels-devil Re: Do Angels 06.02.08, 22:38
                            Dziękuję Trzydziestoletnia....
    • a.b1 Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 05.02.08, 15:00
      tak, może być
      dla mnie seks, jest cementem który spaja, zakupy moge robić z kazdym
      facetem, kanapki moge robic każdemu facetowi, na film moge iść z
      niejednym kumplem, ale kocham sie tylko z tym jednym jedynym. Ale to
      moje zdanie
      Przyczyną mojego rozwodu min był brak seksu
    • onek6666 Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 05.02.08, 15:19
      Dla mnie seks to jeden z filarow zwiazku. Bez niego mam klopty ze soba i relacjami z zona. Niestety nie uklada nam sie od dawna.
      Moj klopot polega na tym, ze kocham zone, ale mam dosc ciaglych odmow, odtracen stalem sie nerwowym gburem. Nie radze sobie z najprostszymi emcojami.Wyniszczam sie od srodka.

      Szczere rozmowy z zona byly kolejna trauma. Przynajmniej dla mnie. Wiecie jak to jest dowiedziec sie "nie pociagasz mnie" "chcialam miec dzieci, zeby nie stracic mieszkania"? Nie chce miec z ta kobieta nic wspolnego. Jedyne co moglem zrobic to zlozyc dwa dni temu pozew o rozwod.
      Zona od lat nie chciala kochac sie ze mna. Nigdy tez nie chciala pojsc do seksuologa po pomoc chociaz umawialismy sie na wizyte wielokrotnie, zawsze cos jej wypadalo.
      Teraz mam jej dosyc. Wiem, ze ja kocham, ale wiem ze za kazdym razem kiedy pojawia sie obok narastaja we mnie straszne emocje: gniew, zal, zlosc. To bardzo zly stan. To dziwne co napisze, ale mysl, ze za jakis czas nie bedziemy malzenstwem daje mi chociaz czesciowe ukojenie.
      Agel jesli u was nie jest az tak zle staraj sie i walcz. Poszukaj pomocy u specjalisty. Jesli zalezy Ci na swoim zwiazku walcz o niego. Jestes juz bardzo blisko otchlani, z ktorej juz nie ma odwrotu. Na swoje szczescie Ty jeszcze mozesz jeszcze zawrocic.
      • angels-devil Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 05.02.08, 15:50
        Widzę z wypowiedzi mężczyzn,że tu nie chodzi o sam seks..ale uczucia związane z
        odrzuceniem,proszenie się ( na moim i męża przypadku nigdy nie było mowy o
        dopraszaniu sie o seks,po prostu był,taki spontan,żadnego zmuszania jego czy
        mnie)Fakt odrzucenia,brak czułości i kontaktu fizycznego nawet najmniejszego
        jest z dodatkiem kryzysu taką bombą z opóźnionym zapłonem.Albo wybuchnie ,bo
        pękną emocje długo tłamszone albo powoli sie ją rozbroi..ale problemem jest to
        jeśli sie chce wspólnie.My jeszcze chcemy,ale nie wiemy jak się do tego
        zabrać.Dla mnie wizyta u psychologa byłaby czymś zbawiennym ,traktowałabym to
        jako pomoc wielką w przypadku kiedy nie będziemy mogli ze sobą mimo wszystko sie
        dogadać.Wiem,ze tez zawaliłam niejedno ale wczoraj potrafiliśmy oboje
        przyznać,że to nie jest wina moja..nie jest wina Jego TYLKO NASZA.Teraz..tylko czas.
        onek6666 wierzę,że poczułeś ukojenie ale żal i złość długo chyba nie
        moną.Frustracja.Dziwne to wszytsko jest,że czasem nie widzimy jak niszczymy
        nieświadomie partnera mimo,że go kochamy.
        • woman-in-love brak opieki nad dziecmi??? 05.02.08, 16:55
          gdybys miała romans z kochaniem - wyrwałabyś opiekunkę spod ziemi, ale - że
          chodzi o męża, to...niekoniecznie
          • angels-devil Re: brak opieki nad dziecmi??? 05.02.08, 17:17
            No muszę Cie rozczarować,bo dzieci nie zostawiałam nigdy z opiekunkami,mąż ma
            podobne zdanie na ten temat.Co do ewentualnego romansu..cóż,też Cię
            rozczaruję,bo mam swoje zasady w myśl,"nie rób drugiemu co tobie nie miłe".Każda
            zdrada po czasie budzi wredne emocje u obojga.A ja mam dość kłopotów,żeby sobie
            ich dodatkowo przysparzać.Niestety tak się zdarza,że trzeba pracować a niektórzy
            pracują w takim trybie,i tak ciężko,że wyjście gdziekolwiek jest cudem.
    • misssaigon "zdrowe malzenstwo"... 05.02.08, 18:45


      angel? coz za przewrotny nick

      piszesz, ze obydwoje z mezem kierujecie sie zasadami , które obowiazuja w
      "zdrowym malzenstwie" ale chyba nie w waszym?
      bo wasze malzenstwo jest chore. koniec kropka

      objawy teoretycznie opisals, chcoiaz tak naprawde nic nie da sie z tego
      wywnioskowac...o co poszlo, od czego sie zaczelo...

      napomykasz, ze twoj maz zawiodl twoje zaufanie? jak to sie ma do przyczyn kryzysu?

      dobrze by bylo gdybys umiala sie zdobyc na autorefleksje i zrobila rachunek
      sumienia pt tytulem: "czym zawinilam wobec swojego malzenstwa i meza?"
      nie namawiam do samobiczowania ale obiektywizmu w ocenie wlasnego
      postepowania...moze wtedy uda ci sie odroznic skutek od przyczyny...


      do yur_anda i woman

      seks jest dobrym lekarstwem na drobne codzienne problemy - bo pozwala
      podtrzymywac intymnosc i czule relacje...jednak kiedy zostaje wykorzystywany li
      tylko do rozladowywania stresow...okazuje sie, ze nie jestesmy w stanie
      uprawniac seksu zanim sie wczesniej nie poklocimy albo w pracy albo w domu -
      wpadamy wtedy pulapke, z ktorej sie trudno wydostac...uwierzcie mi :))
      • your_and Re: "zdrowe malzenstwo"... 05.02.08, 22:52
        > wpadamy wtedy pulapke, z ktorej sie trudno wydostac...uwierzcie mi

        Bo wtedy nie należy zapominać o seksie i celebrowaniu "dobrego czasu" i
        organizowaniu go - taki i tak lepiej smakuje w razem ze swoją otoczką.
        Zarówno na stres, depresję ale najlepiej na deser!
        • angels-devil Re: "zdrowe malzenstwo"... 06.02.08, 22:45
          Ciężko zacząć samemu..bo następne (słuszne w sumie odepchnięcie,bo sama to samo
          zrobiłam)odepchnięcie bedzie zbyt bolesne i zamknę się na wszystko.
    • renebenay Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 05.02.08, 20:06
      Zupa bez przypraw,pieprzu i soli bedzie spieprzona.
    • chcacy Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 05.02.08, 21:31
      Muszę Ci powiedziec, że seks jest bardzo ważny w związku. Buduje bliskość i
      szczerośc miedzy partnerami. I z penościa jego brak może spowodować poważne
      nieporozumienia.
      • romek123 Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 05.02.08, 22:05
        Dobrym wyjsciem bylby wspolny weekend tylko we dwoje.Jezeli nie to
        dobra kolacja,dobre wino.szampan i jeszcze wino i moze sie
        odblokujecie troszeczke.A podczas tej kolacji zadnych wymowek tylko
        te najlepsze wspomnienia.Widac ze na sucho nie pojdzie...
        • angels-devil Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 06.02.08, 22:49
          Chyba tak.Może..Tylko niestety brak możliwości samotności bez latorośli.Poza
          tym..jesli sie nie uda..to pozostanie ogromny jak Himalaje kac moralny,że po co
          mi to było...Ale jestem dobrej myśli po ostatniej rozmowie..nie ma to jak sie
          łudzić prawda?ale cóż pozostaje.Po części sama tego chciałam a On też.Teraz
          musimy sami to co zaniedbaliśmy naprawić.Mówię Mu o psychologu skoro sam nie
          jest w stanie podołać.Ja jestem otwarta na wszytskie mozliwości ze
          specjalistami.Dla dobra tego dzięki czemu sie połączyliśmy.
          • aandzia43 Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 06.02.08, 23:52
            Brak możliwości samotności bez latorośli? A jak masz zamiar iść z mężem do
            psychologa? Z dziećmi pod pachą, czy w czasie ich drzemki poobiedniej? Zrób coś
            z tą kwestią, małżonkowie muszą mieć od czasu do czasu chwilę tylko dla siebie.
            Rodzina, zaufane koleżanki, sąsiedzi? Nie powiesz mi chyba, że nikt nie jest się
            w stanie zająć waszymi dziećmi przez jeden dzień, abyście wy mogli spędzić go
            tylko ze sobą?
            • angels-devil Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 07.02.08, 00:06
              Niee,no przesadziłam troszkę,latorośl jest na tyle duża ,że da sobie radę sama z
              pewnymi wydanymi wskazówkami ,ale nie na długo.Możliwość zawsze mozna znaleźć
              jak tylko sie chce.Ale chyba poczekam...jeszzce kilka nocy rozmów..jeszzce musi
              sie wiele rozjaśnić.A nie wiem nawet czy On chciałby gdziekolwiek ze mną iść...
    • poprostu_basia Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 05.02.08, 22:34
      my z moim Kochanym nazywamy to igiełkami-każde nieporozumienie, nie
      wyjaśniona sprawa to igiełka, poki jest ich kilka to nie problem,
      ale gdy uzbiera się bbbb dużo nawet pocałunek boli...
      widzę, że macie problem z rozmowami na spokojnie, proponuję żebyś
      zaczęła od tych dobrych rzeczy jak ktoś juz tu radził...powiedz mu
      że go kochasz, że Ci na nim zależy, że chciałabyś żeby było jak
      kiedyś. musisz być przygotowana na to, że nie będzie chciał
      rozmawiać, że odmówi. wtedy odczekaj jakiś czas i wróć do niego z
      tym samym, dodając że nie jest Ci łatwo znosić odrzucenie ale
      ważniejsze jest dla Ciebie ocalenie waszego związku (bo JEST dla
      Ciebie ważniejsze niż duma prawda???) i tak do skutku. a jak już się
      zgodzi rozmawiać spiszcie sobie na kartce pewne zasady-nie ma
      krzyków, gdy któreś z was się zdenerwuje robicie kilka minut przerwy
      i -co b. ważne-nie wracacie do raz zakończonego tematu, poprostu
      wyrzucacie to z pamięci.
      i jeszcze jedno-oboje jesteście dumni, nie wiem jak tam u was z
      wiarą, ale polecam list Sw Pawła do Koryntian -ten o miłości, który
      często jest cytowany w amerykańskich filmach w czasie ślubu. Nam, a
      może mi bo ja miałam takie "dumowate" odruch bardzopomógł. bo w
      miłości naprawde nie chodzi o unoszenie się dumą.
      pozdrawiam:)
      • woman-in-love do Misssaigon 06.02.08, 14:40
        rozumie się, że seksem nie załatwi się spraw dotyczących
        ekonomicznych podstaw związku, podziału obowiązków domowych,
        koncepcji wychowania dzieci. Ale te właśnie "igiełki" świetnie sie
        usuwa. Poranek wstaje rześki i pełen entuzjazmu. A jak wspaniale
        wyczuwają to dzieci, że rodzice są zadowoleni, tata pogwizduje w
        łazience, a mama nuci przed lustrem mając w nosie lekko zarysowane
        zmarszczki lub pół kilograma w biodrach ekstra.
        • alicja_z do women 06.02.08, 15:52

          Hmmm, wydaje się, że znalazłaś nową dyscyplinę sportu pt. "seks".
          Ogólnie uprawianie seksu dla zdrowia i dobrego samopoczucia bardzo
          mi się podoba. Sama to robię.... Ale seans bzykanka z kimkolwiek
          przy istnieniu jakichś większych konfliktów (i nie chodzi tu o
          rozgotowany makaron)jest dla mnie bliski zera. Dla spokoju, dla
          zaspokojenia, dla fizjologii ? Czyli co ?: jest konflikt - robimy
          zawieszenie broni na 5-60 min - teraz się kochamy - ok - już po
          orgaźmie ? - możemy się dalej opieprzać...albo nie odzywać. W tej
          sytuacji wolę wibrator :-)

          • woman-in-love Re: do women 06.02.08, 19:18
            a jakie są twoje priorytety? najpierw raport dzienny, głęboka analiza wzajemnych
            zobowiązań, zaległych telefonów do teściów i rodziny, rachunek krzywd, inspekcja
            sanitarna...potem może jeszcze pomiar temperatury, stan kont bankowych, lektura
            dzienniczków szkolnych, przygotowanie ubrań i śniadania na dzień następny
            i....wszystkiego się odechciewa?
            • alicja_z Re: do women 07.02.08, 07:29
              woman-in-love napisała:

              > a jakie są twoje priorytety? najpierw raport dzienny, głęboka
              analiza wzajemnyc
              > h
              > zobowiązań, zaległych telefonów do teściów i rodziny, rachunek
              krzywd, inspekcj
              > a
              > sanitarna...potem może jeszcze pomiar temperatury, stan kont
              bankowych, lektura
              > dzienniczków szkolnych, przygotowanie ubrań i śniadania na dzień
              następny
              > i....wszystkiego się odechciewa?

              Przy sympatycznym scenariuszu jaki zarysowałaś nie tylko seksu się
              odechciewa ale i życia we dwoje ! To oczywiście jakiś chory układ.
              Poza tym nie mylmy życiowych dupereloproblemów z zasiekami (w tym
              emocjonalnymi), które istnieją między partnerami bądź chwilowymi,
              ale istotnymi nieporozumieniami. W takiej sytuacji uprawianie seksu
              jest dla jednej strony prostytucją a dla drugiej fizjologią...

              O moich priorytetach nie mówmy, bo mój facet pracuje po 12 godzin na
              dobę i chyba mu z tym lepiej niż w łóżku ze mną...


          • angels-devil Re: do women 06.02.08, 23:08
            W przypadku tak długiego braku i takiego konfliktu..nie sposób nawet sie
            dotknąć.Mimo,że chemia jest nadal..ale to byłoby po prostu takie zwierzęce...dla
            samego zaspokojenia.nie byłabym w stanie bez porozumienia na coś takiego sie
            zgodzić.On także.Lepsza zosia samosia.
      • angels-devil Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 06.02.08, 23:03
        Rozmawialiśmy już..ale On nie chces ie pora kolejny kłócić jak to określa.Ja po
        prośbie,że im później tym gorzej..porozmawialiśmy.Ale to na razie zbyt mało.Dużo
        przed nami,jesli damy radę...I masz zupełną rację,że nawet jakikolwiek kontakt
        jest bólem..na tym etapie oczywiście.Nawet nam to nie w głowie.zbyt daleko sie
        to posunęło.Mamy problem chyba w ogóle z rozmowami..śmieszne to co prawda,ale
        nie chodzi tu o rozmowy co kupić ,co zrobić,jak w pracy itp..Jak to jest
        możliwe,że po takim czasie boimy sie rozmawiać a kiedys było to naszą
        podstawą?ale wtedy był także boski seks..był...bo teraz to tylko wspomnienie.
        • niezapominajka333 Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 07.02.08, 08:02
          Angels
          Zajrzyj na pocztę
    • 0_ziomala Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 13.03.08, 23:56
      tnij.org/porady.sex.i.jego.brak Tu macie państwo porady jak sie
      zachowac itp. (jak sobie z tym radzic hehe)
    • zelm71 Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 14.03.08, 00:48
      Oczywiście że brak sexu jest powodem rozpoadu. Jest taka teoria
      która mówi że "jak się w sprawach łóżkowych pierdziel to wszystko
      inne się też pierdzieli".
      Wy wpadliście w "kwadraturę koła". Jedno drugiemu nie ustąpi. Każda
      próba rozmowy jest traktowana jako wstęp do kłótni.
      Ktoś jednak musi ustąpić i wykazać się dobrą wolą i cierpliwością
      oraz przekonać drugą osobę że rozmowa nie musi kończyć się kłótnią.
      Proponuję jednak zająć się poważniej sexem.
    • mofisto31 Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 30.05.20, 12:46
      zacznij coś z tym robić bo mąż albo cię zwyczajnie zostawi albo zdradzi. Ja miałam podobnie wielka miłość a po porodzie zupełna obojętność. Zaczęłam nawet stosować antydepresanty bo myślałam że to jakaś depresja ale to nic nie dało i zaprzestałam. Pomogły mi dopiero takie tabletki bardzo dobre z ziołami z USA i Meksyku. Na nic takiego wcześniej nie trafiłam nazywają się Feminam Libido można je znaleźć tylko w internecie albo w sex shopach jak mieszkasz w mieście możesz zajść. Zadziałały niemal od razu. Nabrałam ochoty na męża jak kiedyś. To było jakbym odkryła ponownie coś co kiedyś miałam i utraciłam. Polecam
    • kekoo Re: Brak seksu ukrytym powodem rozpadu? 11.06.20, 08:40
      dobre są dzięki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka