Dodaj do ulubionych

Zachowania 'przemocowe' w seksie

01.05.08, 02:41
* Inspiracja nr 1: Baker, "Sperm Wars", scena 18:

"In a study of American students published in 1982, it was found that girls
who were exposed to an attempt at date rape were three times more likely to
resume their relationship with the man concerned if his attempt succeeded than
if it failed."

Baker nie podaje bibliografii (przynajmniej mój pdf jej nie zawiera). Baker
jaki jest, każdy widzi. Niekoniecznie trzeba padać jego argumentom do stóp,
ale warto zastanowić się, czy coś nie jest na rzeczy. A argumenty są takie:
- w naszej ewolucyjnej przeszłości przemoc była bardzo powszechną strategią
reprodukcyjną samców
- jeżeli samiec nie jest w stanie wziąć samicy przemocą, jego dzieci też nie
będą, zatem stracą wiele okazji reprodukcyjnych i w którymś pokoleniu wyginą
zastąpione przez potomków tych, co potrafili
- samicy nie opłaca się mieć takich dzieci
- jak sprawdzić, czy samiec potrafi wziąć samicę przemocą? oczywiście stawić
mu opór

Ergo: opór samicy (kobiety) przy pierwszym stosunku jest jej ewolucyjnie
wbudowaną strategią testowania partnera.


* Inspiracja nr 2: tzw. seduction community i pojęcie LMR

Tak zwani “PUAs”, czyli “artyści podrywu” opisują bardzo powszechne zjawisko:
LMR – last minute resistance. To niemal odruchowy opór kobiety w sytuacji, gdy
za chwilę ma dojść do seksu – po raz pierwszy z danym partnerem. Może to być
etap zdejmowania biustonosza, majtek, albo sama próba penetracji. Kobieta
oczywiście jest pobudzona i z jednej strony szczerze chce seksu, ale z drugiej
doświadcza wtedy czegoś w rodzaju psychicznej blokady. Zaznaczam, że to nie
jest kalkulowana gra ze strony kobiety, tylko rodzaj instynktu, odruchu.
Podkreślam też, że z doświadczeń PUAs wynika, że zwłaszcza w krótkich
znajomościach jakaś forma LMR występuje praktycznie zawsze.


* Inspiracja nr 3 – doświadczenie własne.

Po pierwsze dwa przypadki (typowe one-night stands), gdy kobieta wyraźnie
oczekiwała przemocy w łóżku, w tym raz ewidentnie próbowała ją wymusić.
Skojarzyłem to z pozostałymi sytuacjami, gdzie praktycznie zawsze włączał się
silny LMR. W kilku (nie wszystkich) wypadkach LMR miałem wrażenie, że
zdecydowana kontynuacja działań po krótkim oporze zostałaby przyjęta
pozytywnie. Dla porządku dodam, że oczywiście “nie” znaczy “nie” i kropka – tu
nie ma żartów.


Po myślowym przetrawieniu tego co wyżej zdałem sobie sprawę z powszechności
przemocowych form zachowań. Baker podaje wiele przykładów u zwierząt. A u ludzi?
Stereotyp jaskiniowca ciągnącego kobietę za wlosy.
Fantazje erotyczne kobiet o byciu uległą i fizycznie zdominowaną. Fantazje o
gwałcie.
Rytualizacja stosunku jako aranżowanego gwałtu w wielu kulturach.
LMR.
Sypialniana wojna na poduszki – przecież to forma testu sprawności fizycznej
partnera (częsty wariant: ona zaczyna i dotąd jest niesforna, aż on ją w końcu
unieruchomi).


Pytanie stawiam ze świadomością, że to niesamowicie, niesamowicie śliski grunt
i kieruję je głownie do Panów. Zetknęliście się z czymś takim? Regularnie?
Obserwuj wątek
    • lo.haze Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 01.05.08, 11:32
      jest taki ciekawe opowiadanko s-f (coś pomiędzy science - ficition a sex-
      fiction :) ), ukazało się kiedyś w pisemku "Feniks". Tytuł tegoż: "nie pytaj
      nigdy skąd się biorą dzieci" czy jakoś tak. W opowiadanku przedstawiono
      społeczeństwo gdzie ludzie rozmnażali się w bardzo brutalny sposób. Wszystko
      działo się w czasie tzw. godów. Aby zapłodnić dziewczynę, chłopak musiał ją
      zabić. Dziewczyny uciekały przed facetami, a ci je ścigali. Jeśli któryś był
      zbyt słaby aby złapać i pokonać w walce kobietę - nie miał szans na przekazanie
      swych genów.
      Taka strategia jest swoistym przerysowaniem naszej własnej strategii.
      Zatem:
      > - jeżeli samiec nie jest w stanie wziąć samicy przemocą, jego dzieci też nie
      > będą, zatem stracą wiele okazji reprodukcyjnych i w którymś pokoleniu wyginą
      > zastąpione przez potomków tych, co potrafili
      > - samicy nie opłaca się mieć takich dzieci
      > - jak sprawdzić, czy samiec potrafi wziąć samicę przemocą? oczywiście stawić
      > mu opór
      >
      > Ergo: opór samicy (kobiety) przy pierwszym stosunku jest jej ewolucyjnie
      > wbudowaną strategią testowania partnera.

      tak dzieje się w owym uroczym opowiadanku, tak też dzieje się u nas. myślę, że w
      powyższych zdaniach dobrze wyjaśniłeś ten mechanizm.

      tylko, że jest jeszcze jedno ale. przemoc w łóżku lubią często zarówno kobiety
      jak i faceci... dlaczego Ci ostatni? na to pozwolę sobie odpowiedzieć w
      następujący sposób: kobiety lubią, gdy facet dominuje je fizycznie, natomiast z
      tego co zauważyłam faceci wolą kiedy dziewczyna bywa dominująca w sposób
      psychiczny, werbalny (tak działa przecież femdom)
      Być może więc kobiety testują siłę fizyczną, a mężczyźni psychiczną? Ewolucyjnie
      rzecz ujmując facetom właśnie potrzebna jest ta pierwsza (walka o mięcho i
      ogień) a kobietom druga (wychowanie stada dzieciaków, współdziałanie we wspólnej
      jaskini)
      • anais_nin666 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 01.05.08, 12:49
        lo.haze napisała: przemoc w łóżku lubią często zarówno kobiety
        > jak i faceci... dlaczego Ci ostatni? na to pozwolę sobie odpowiedzieć w
        > następujący sposób: kobiety lubią, gdy facet dominuje je fizycznie, natomiast z
        > tego co zauważyłam faceci wolą kiedy dziewczyna bywa dominująca w sposób
        > psychiczny, werbalny

        Coś w tym jest. Kobieta lubi odrobinę brutalnośći w seksie, facet często zresztą
        też lubi być sponiwierany, ale częściej jednak mężczyźni przyznają się do
        potrzeby bycia zdominowanym jak zauważyła lo.haze werbalnie. Forma żądań,
        nakazów, komunikatów wprost, bez możliwości odmowy działa na nich bardzo
        stymulująco. Skąd ta potrzeba u facetów?

        Yoric zaraz będzie zly, ze rozwala mu sie wątek...:) Urok forum. Pozdrawiam Yoric.
    • glamourous Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 01.05.08, 12:22
      Pytanie seksistowsko ;-) skierowane do Panów, ale pozwolisz, ze podzielę się
      moim zdaniem na temat LMR przy pierwszym seksualnym kontakcie.

      Moim zdaniem ten symboliczny kobiecy opór nie tyle wynika z potrzeby bycia do
      końca zdobyta, ile raczej z niepewności czy dany facet jest dla niej dobrą
      genetyczną inwestycją. Dotyczy to zwłaszcza przygodnych znajomości, kiedy
      kobieta nie miała wcześniej okazji poznać i przetestować mężczyzny pod kątem
      kilku istotnych z punktu widzenia ewentualnej reprodukcji kwestii. W gadzim
      mózgu kobiety (czyli w części odpowiedzialnej za pierwotne odruchy i zachowania
      podświadome) zakodowane jest bowiem od tysiącleci, ze każdy stosunek seksualny
      może zakończyć się zapłodnieniem - co jak wiadomo oznacza dla niej ogromną
      inwestycje. Dlatego w biologicznym interesie kobiety jest, żeby 3 razy
      zastanowiła się i 5 razy posłuchała swojej intuicji zanim pozwoli niezbyt
      znajomemu mężczyźnie na tak poważną ingerencję w jej cielesność jaką może okazać
      się ta jednorazowa penetracja. Przy czym : im mniej znajomy mężczyzna, tym
      większe biologiczne ryzyko dla kobiety - i tym silniejszy kobiecy odruch
      obronny, czyli LMR. Tak na wszelki wypadek, żeby dokonać jeszcze in extremis
      ostatnich biologicznych kalkulacji zanim klamka zapadnie ;-))

      Nie muszę chyba dodawać, ze dzisiejsze obyczaje (oraz powszechny dostęp do
      bezpiecznej antykoncepcji od ostatnich kilkudziesięciu lat) złagodziły nieco
      kobiecą seksualną ostrożność i biologiczne podświadome kalkulacje - ale nasz
      gadzi mózg nadal działa i nie da się go tak do końca zagłuszyć cywilizacją ;-)
      • glamourous Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 01.05.08, 12:59
        No to ja tez, śladem lo.haze przywołam tu pewien zapomniany film SF pięknie
        ilustrujący z kolei moja przedstawiona powyżej teorie o kobiecych biologicznych
        kalkulacjach i związanym z tym oporem w ostatniej chwili ;-)
        Jest taki film "Species" (po polsku nazywa się chyba "Gatunek") w którym bardzo
        apetyczny efekt genetycznej krzyżówki ludzkiej samicy z alien poszukuje
        odpowiedniego mężczyzny do reprodukcji. Dokonuje ona jednocześnie ścisłej
        podświadomej selekcji, który samiec będzie dla niej optymalny z genetycznego
        punktu widzenia. Oto jedna ze scen : poderwany przez nią w dyskotece nieznajomy
        (bardzo atrakcyjny facet) zawozi ja do swojego luksusowego domu z basenem i
        sytuacja zaczyna zmierzać w kierunku seksu. On zbliża się, chce ja pocałować,
        wtedy ona daje nagle krok w tył i mówi "zmieniłam zdanie". Potem okazuje się ze
        koleś miał poważny genetyczny feler, który ona wyczula swoim kosmicznym, szóstym
        zmysłem ;-)))

        Coz, fim jak film, ale jestem przekonana ze kobiety maja rodzaj biologicznej
        intuicji podświadomie przeliczającej genetyczne i inwestycyjne współrzędne jeśli
        chodzi o partnerów seksualnych. Pisze zresztą o tym nawet Baker. Nie zawsze jej
        słuchają, ale czasem dochodzi ona do głosu i wtedy być może pojawia się "opór
        ostatniej minuty" ;-)
        • eeela Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 02.05.08, 01:33
          > Coz, fim jak film, ale jestem przekonana ze kobiety maja rodzaj biologicznej
          > intuicji podświadomie przeliczającej genetyczne i inwestycyjne współrzędne jeśl
          > i
          > chodzi o partnerów seksualnych. Pisze zresztą o tym nawet Baker. Nie zawsze jej
          > słuchają, ale czasem dochodzi ona do głosu


          Kiedyś trudno mi było wierzyć w nieuświadomioną kalkulację genetyczną, ale byłam
          wówczas młoda i niedoświadczona ;-) Wydaje mi się, że większość kobiet spotyka w
          życiu choć raz świetnie dopasowany zestaw genetyczny, często myląc odczucia
          charakterystyczne dla takiego spotkania z miłością od pierwszego wejrzenia ;-)
          Niektóre kobiety usiłują przechytrzyć naturę i lekceważą objawy świetnego
          dopasowania genetycznego z jednym mężczyzną na rzecz czysto rozumowej
          kalkulacji. Jakbym miała opierać się wyłącznie na swoim doświadczeniu, mogłabym
          twierdzić, że źle robią, bo mnie się tak złożyło, że dopasowany do mnie zestaw
          genów okazał się także bardzo wartościowym i interesującym człowiekiem. Ale
          wierzę, że nie zawsze jest tak idealnie.

          Niemniej, odczucie przy takim spotkaniu jest nie do pomylenia z czymkolwiek
          innym - jak ręce latają i kolana się gną już przy drugim spotkaniu, a na
          technikę łóżkową nie zwraca się w ogóle uwagi, bo wystarczy całus w policzek,
          żeby od razu płonąć chęcią wskoczenia do łóżka, to znaczy że to jest to ;-)
    • yoric Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 01.05.08, 13:45
      Lohaze (i Anais):

      nie mam wyjaśnienia dlaczego faceci lubią 'przemoc' w łóżku (w sensie bycia jej
      poddanym). Moja jedyna hipoteza to taka, że to zjawisko marginalne (oczywiście
      nie mam tu żadnych danych).
      Hipoteza, że samiec testuje samicę zdecydowanie odpada. Nawet jeśli samica
      będzie słaba to samcowi i tak - ewolucyjnie mówiąc - 'opłaca' się ją zapłodnić.
      Sam praktycznie nie ponosi kosztów, a zawsze to kolejna szansa dla genów. Co
      innego samica - dokładnie tak jak napisała Glam.

      Glam:
      jest dokładnie tak jak piszesz. I taka też jest hipoteza Pick Up Artists na
      temat tego zjawiska.

      ...ale tu jest właśnie ten kruczek...

      Samica wstępnie ocenia przydatność partnera (jakość materiału gen., który chce
      pozyskać) ZANIM doprowadzi do sytuacji intymnej. Ocenia: jest OK. Idzie z nim
      "na stronę". Tu jej się włącza LMR.
      CO ROBI SAMIEC?
      Przez ostatnie 50 lat mówi "dobrze kochanie" i grzecznie sobie idzie.
      A przez poprzedni np. milion lat naszej ewolucyjnej przeszłości?
      Co robił samiec, któremu samica włączyła LMR?
      ;)

      Dlatego twierdzę, że LMR może być wbudowaną strategią kobiety mającą na celu
      sprawdzenie siły i stanowczości krótkoterminowego partnera seksualnego.

      Pozdrawiam
      • lo.haze Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 01.05.08, 13:58
        > Hipoteza, że samiec testuje samicę zdecydowanie odpada. Nawet jeśli samica
        > będzie słaba to samcowi i tak - ewolucyjnie mówiąc - 'opłaca' się ją zapłodnić.

        Opłaca się zapłodnić każdą, ale jednak będzie preferował określony typ.

        > Dlatego twierdzę, że LMR może być wbudowaną strategią kobiety mającą na celu
        > sprawdzenie siły i stanowczości krótkoterminowego partnera seksualnego.
        LMR ma też moim zdaniem funkcję sprawdzenia na ile facetowi "zależy", czy
        poczeka do następnego razu. To także test sprawdzający ile jest on w stanie
        "zainwestować" i na ile jest zaangażowany. Czy podda się po pierwszym nieudanym
        ataku, czy będzie czekał/próbował dalej.
        • yoric Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 01.05.08, 14:10
          > Opłaca się zapłodnić każdą, ale jednak będzie preferował określony typ.

          to prawda. W tę najlepszą będzie gotów zainwestować nie tylko plemniki, ale i
          zasoby (związek długoterminowy). Tu faktycznie należy testować samicę ile wlezie
          - z tym, że od wyniku prób nie zależy decyzja o seksie (to się zawsze opłaca),
          tylko decyzja o związku.

          > LMR ma też moim zdaniem funkcję sprawdzenia na ile facetowi "zależy"

          Taką funkcję może mieć co najwyżej od kilkudziesięciu lat.
          Spytam jeszcze raz.
          100.000 lat temu. Para jest sama. Zabierają się do seksu. Samicy włącza się LMR.
          CO ROBI SAMIEC?

          Czy (statystycznie) jesteśmy potomkami tych samców, które grzecznie odeszły, czy
          tych, które złapały samicę za włosy i po krótkiej szarpaninie zrobiły swoje?

          Pozdrawiam
      • glamourous Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 01.05.08, 15:47
        yoric napisał:


        > ...ale tu jest właśnie ten kruczek...
        >
        > Samica wstępnie ocenia przydatność partnera (jakość materiału gen., który chce
        > pozyskać) ZANIM doprowadzi do sytuacji intymnej. Ocenia: jest OK. Idzie z nim
        > "na stronę". Tu jej się włącza LMR.


        Niekoniecznie. Wstępna ocena odbywa się czasem w dość mało sprzyjających
        wyostrzeniu zmysłów okolicznościach (np. alkoholowa atmosfera imprezy czy klubu)
        i może być zakłócona cywilizacyjnymi czynnikami (ubranie zgrabnie tuszujące
        niedoskonałości, perfumy zabijające naturalny zapach itp) Kobieta idąca do łóżka
        z nieznajomym facetem dopiero w daleko posuniętej sytuacji intymnej tak naprawdę
        potrafi ocenić i przeliczyć jego wartości jako ewentualnego dawcy genów. Wiem z
        doświadczenia, bo kilka razy zdarzyło mi się mieć odruch "step back" kiedy
        bardzo podobający mi się facet stanął przede mną zupełnie nagi, zbliżył się,
        dotknął - i nagle czar pryskał, "coś" przestawało mi w nim pasować... ;-)

        Dodam tutaj, ze to może być zapach (tzw. feromony bezpośrednie, objawiające się
        dopiero w intymnej sytuacji), pewne szczegóły w wyglądzie, w anatomii, w
        zachowaniu (sam sposób prowadzenia gry wstępnej tez może wywołać odruch LMR...)
        Czasami kobiecy "radar" potrafi być bardzo wyczulony... Zwłaszcza, ze przecież
        może być 100 powodów dla których kobieta decyduje się na pójście z mężczyzną do
        łózka i nie zawsze jest to taka czysta, niekłamana, fizyczno - chemiczno -
        biologiczna attraction... ;-)
        • glamourous aha, i jeszcze... 01.05.08, 16:06
          yoric napisał:

          >I taka też jest hipoteza Pick Up Artists na
          > temat tego zjawiska.

          Nie dziwie się, ze akurat PUA maja często do czynienia ze zjawiskiem LMR (jejku,
          ale żargon, same skrótowce nam tu wychodzą ;-))) Bierze się to stad, ze oni nie
          zdobywają kobiet naturalnym trybem (kiedy to właściwie kobieta decyduje i
          dokonuje wyboru), tylko bazują na wszelakich technikach manipulacji, żeby
          kobietę do seksu z nimi przekonać i zachęcić. Takiej wmanipulowanej w seks
          kobiecie będzie się wydawało ze ma ochotę na tego faceta, ale w gruncie rzeczy
          ta ochota nie pojawi się naturalnie, biologicznie - a będzie to produkt hehe,
          sprytnej socjotechniki ;-) Nic wiec dziwnego, ze LMR będzie miał całkowite prawo
          wystąpić - ciało kobiety będzie się broniło przed tym na co zmanipulowany umysł
          przyzwolił - czyli przed seksem z samcem, na którego ona wcale niekoniecznie
          musi mieć biologiczna ochotę...
          • yoric Re: aha, i jeszcze... 01.05.08, 17:35
            Glam, ja Cię proszę, doczytaj co napisałem wyżej :).

            Zgadzamy się, że LMR nie jest kalkulacją, ale instynktem - wbudowanym
            ewolucyjnie mechanizmem.
            Tak?
            Więc nie mówimy o ostatnich 50 latach w społeczeństwach cywilizowanych, z
            prawodawstwem dotyczącym gwałtu, tylko o naszej ewolucyjnej przeszłości.
            Tak?
            Ty masz sobie odruch 'step back', tak?
            A samiec ma akurat odruch 'step forward'.
            I co mu zrobisz?

            Żeby opór odniósł skutek, musi być zastosowany na wcześniejszym etapie (np.
            oddalania się w krzaki). Na etapie LMR rzeczy zaszły już tak daleko, że jest
            tylko kwestia kto silniejszy. Jeśli samiec okaże się słabszy, to znaczy, że od
            takiej pierdoły genów pobierać nie ma sensu.

            Dwa, zdecydowanie nie zgadzam się, że PUAs działają jakimś 'nienaturalnym
            trybem'. Oni nie stosują żadnej hipnozy, tylko robią po kolei te rzeczy, które
            sprawiają, że facet podoba się kobiecie. A mechanizm 'attraction', który się
            uruchamia, jest ten sam. Bo i co by to miało znaczyć, że kobieta ma na faceta
            ochotę 'nienaturalnie' i 'niebiologicznie'? Różnica jest tylko taka, że do seksu
            dochodzi stosunkowo wcześnie, więc tu jest schemat strategii krótkoterminowej -
            LMR nie uruchamia się w związkach, gdzie do seksu dochodzi po pół roku chodzenia :).

            Pozdrawiam
            • glamourous Re: aha, i jeszcze... 01.05.08, 20:02
              yoric napisał:

              > Więc nie mówimy o ostatnich 50 latach w społeczeństwach cywilizowanych, z
              > prawodawstwem dotyczącym gwałtu, tylko o naszej ewolucyjnej przeszłości.


              Nie wiemy na pewno jak wyglądały zwyczaje oraz zaloty u zarania gatunku homo
              sapiens, ale być może te nasze wizje samca ciągnącego samice za włosy do jaskini
              to tylko malownicze wyobrażenia? Struktura plemienna w tamtych czasach
              sprawiała, ze samice były pilnie strzeżone przez resztę kolektywu - niełatwo
              było wiec odciągnąć ją na tyle daleko, żeby współplemieńcy nie usłyszeli jej
              wrzasków (gdyby przyszło jej do głowy wybrzydzać, a samiec mimo to zechciałby
              poczynić step forward...;-)
              Z kolei dzisiaj kobieta dużo mniejsze szanse żeby zostać zgwałconą, czy nawet
              zapłodnioną - wiec ten pierwotny mechanizm obronny istnieje, ale jest lekko
              osłabiony - i został być może zredukowany do marnego ukłucia intuicji jakim jest
              LMR, gdy samiec (po ostatecznych oględzinach) wydaje nam się lekko
              niekompatybilny...


              > Oni nie stosują żadnej hipnozy, tylko robią po kolei te rzeczy, które
              > sprawiają, że facet podoba się kobiecie


              "Facet podoba się kobiecie" ;-) A nie przyszło tym genialnym strategom PUA do
              głowy, żeby się zastanowić NA JAKIM POZIOMIE oni się tej kobiecie podobają? Kto
              wie czy to jest z jej strony takie czyste attraction, które sprawia ze w
              kobiecie szaleją hormony a majtki same spadają? Głowy bym sobie za to nie dała
              uciąć. Może taki facet jej się i podoba, ale np. charakterologicznie, czy
              strategicznie - jako np. odpowiedni kandydat do stałego związku (jak sam wiesz,
              wtedy zasady są już nieco inne - a i kobiece pożądanie NIE TO SAMO...)

              > A mechanizm 'attraction', który się
              > uruchamia, jest ten sam. Bo i co by to miało znaczyć, że kobieta ma na faceta
              > ochotę 'nienaturalnie' i 'niebiologicznie'?


              U kobiet "attraction" nie zawsze oznacza to samo, nie zawsze ma to samo
              nasilenie i niekoniecznie jest tak jednoznaczne jak u mężczyzn (mężczyźni maja
              oczywiście tendencje do postrzegania kobiecego pożądania ich własną miarka = ze
              dla kobiety atrakcyjny jest sam fakt seksu z nimi, bez żadnych podtekstów). A z
              tym bywa naprawdę różnie. Jeden facet będzie autentycznie kręcił kobietę
              biologicznie (i to będzie dla niej kandydat na kochanka, dawce genów), zaś seks
              z innym będzie postrzegała mniej wiecej strategicznie - z rożnych powodów (np.
              facet może jej się jawić jako dobry kandydat do stałego związku, a może będzie
              miała z tego seksu jakieś korzyści itp, itd) Nie bardzo wiem na czym owe męskie
              manipulacje jako PUA polegają, ale chyba przekaz nie brzmi "lala, dam ci orgazm
              twojego życia" tylko raczej facet stara się podejść kobietę psychologicznie w
              stylu "jestem najlepszym samcem w stadzie" a to z kolei nie wyklucza kobiecej
              zgody na seks jako strategii.
              • yoric Re: aha, i jeszcze... 02.05.08, 00:22
                > Nie wiemy na pewno jak wyglądały zwyczaje...

                Oczywiście. To, co twierdzę pasuje do różnych danych, ale to tylko spekulacja.

                > niełatwo było wiec odciągnąć ją na tyle daleko, żeby współplemieńcy nie
                usłyszeli jej wrzasków

                dokładnie o to mi chodzi. Gdyby LMR się włączał na etapie odciągania, wszystko
                by się zgadzało. Ale nie. Nie ma żadnego odciągania. Samica nie tylko nie
                protestuje, ale sama idzie z atrakcyjnym samcem głęboko w las. LMR włącza się
                dopiero jak są już daleko w krzaczorach w pozycji horyzontalnej...

                Jeżeli (JEŻELI) LMR jest autentycznym mechanizmem adaptacyjnym, to nie powinien
                ulegać osłabieniu. To, że czekolada nam szkodzi ani trochę nie osłabia naszego
                mechanizmu adaptacyjnego, który każe nam to, co słodkie uważać za smaczne. A ze
                wszystkich relacji oraz moich doświadczeń wynika, że LMR to bardzo silny mechanizm.
                Najlepiej byłoby to zbadać w kulturach, które nie stygmatyzują kobiety za
                'rozwiązłość', być może tam kobieta nie ma takich oporów i nie istnieje LMR. To
                by świadczyło przeciwko LMR jako wbudowanemu mechanizmowi. Ale czy są takie kultury?

                > A nie przyszło tym genialnym strategom PUA do głowy (...) Może taki facet jej
                się i podoba, ale np. charakterologicznie, czy strategicznie - jako np.
                odpowiedni kandydat do stałego związku

                Przyszło, przyszło :).
                Kobieta ma generalnie dwie strategie: krótko- i długoterminową. W
                długoterminowej będzie opóźniać seks i dążyć do wytworzenia się affection, które
                zagwarantuje pozostanie przy niej partnera.
                W krótkoterminowej będzie dążyć do seksu, aby pozyskać dobre geny.
                Strategie PUA polegają na wiarygodnym pokazaniu cech, które wyzwalają w kobiecie
                attraction (nie affection). Ze względu na mechanizm attraction u kobiety, są to
                cechy związane mniej z wyglądem, a bardziej ze statusem. Ideał to lider grupy
                rockowej, niekoniecznie ładny, natomiast mający niesamowity status i co za tym
                idzie mnóstwo fanek, z których nawet najgłupsza nie sądzi, że to potrwa dłużej,
                niż jedną noc.

                PUA w żadnym razie nie liczy na świadome kalkulacje kobiety, bo to byłaby mogiła
                (schemat długoterminowy --> wstrzymywanie seksu).
                Faktycznie więc PUA stara się przedstawić jako najlepszy samiec w stadzie,
                przywódca innych mężczyzn, obrońca swoich bliskich, osoba towarzyska, dowcipna,
                interesująca; nade wszystko zaś mająca powodzenie u kobiet. Jeśli zrobi to
                umiejętnie, wyzwoli w kobiecie attraction, a attraction, jak wiadomo, nie jest
                czymś kontrolowanym świadomie. Kobieta nie decyduje, do kogo czuje attraction,
                tak samo jak facet nie może zadecydować, że "od tej pory blondyny z dużym
                biustem nie będą mi się podobać". Na attraction mamy mniej więcej tyle wpływu co
                na to, czy czekolada nam smakuje (oczywiście nadal możemy tej czekolady nie zjeść).
                Uprzedzając pytanie - przewaliłem połowę dostępnych materiałów z tego tematu to
                wiem :).
                • eeela Re: aha, i jeszcze... 02.05.08, 01:54
                  Gdyby LMR się włączał na etapie odciągania, wszystko
                  > by się zgadzało. Ale nie. Nie ma żadnego odciągania. Samica nie tylko nie
                  > protestuje, ale sama idzie z atrakcyjnym samcem głęboko w las. LMR włącza się
                  > dopiero jak są już daleko w krzaczorach w pozycji horyzontalnej...
                  >
                  (...)
                  > Najlepiej byłoby to zbadać w kulturach, które nie stygmatyzują kobiety za
                  > 'rozwiązłość', być może tam kobieta nie ma takich oporów i nie istnieje LMR. To
                  > by świadczyło przeciwko LMR jako wbudowanemu mechanizmowi.


                  Yoric, nie jesteś kobietą, nie wiesz, o czym mówisz ;-) Wyżej już napisałam -
                  jest wyraźna, odczuwalna różnica między pójściem do łóżka z kimś z powodu
                  autentycznego, instynktownego pożądania, a pójściem do łóżka z kimś z powodu
                  różnych innych, czasem również nie do końca uświadomionych kalkulacji. W
                  pierwszym przypadku nie ma last minute resistance. W drugim - jest zawsze. Jak
                  wyjasnisz taką różnicę względami kulturowymi?
                • glamourous Re: aha, i jeszcze... 02.05.08, 11:14
                  yoric napisał:

                  > Jeżeli (JEŻELI) LMR jest autentycznym mechanizmem adaptacyjnym, to
                  nie powinien
                  > ulegać osłabieniu. To, że czekolada nam szkodzi ani trochę nie
                  osłabia naszego
                  > mechanizmu adaptacyjnego, który każe nam to, co słodkie uważać za
                  smaczne. A ze
                  > wszystkich relacji oraz moich doświadczeń wynika, że LMR to bardzo
                  silny mechan
                  > izm.


                  Mechanizm mechanizmem, ale ja uwazam ze nawet najsilniejszy atawizm
                  moze zostac lekko przytepiony jezeli czlowiek MA PELNA SWIADOMOSC
                  BEZPIECZENSTWA. W tym wypadku jest to mysl "od lat lykam pigulki i w
                  ciaze z tym niezbyt w sumie kompatybilnym samcem na 100% nie zajde".
                  Swiadomosc bezpieczenstwa nie wylacza starego mechanizmu obronnego,
                  ale moze go lekko zagluszyc. Tak jak pierwotny strach przed
                  piorunami ("mam piorunochron, wiec mam gdzies to, ze jest burza").
                  Przed dzikimi zwierzetami ("mam bron, umiem strzelac, wiec sobie
                  poradze") Samicza intuicje sprzed tysiecy lat da sie zagluszyc
                  swiadomoscia, nie da sie jej jednak wygasic w 100% i dlatego wlacza
                  sie LMR jako szczatek atawistycznego byc moze kiedys bardziej
                  rozbudowanego mechanizmu.


                  > Kobieta ma generalnie dwie strategie: krótko- i długoterminową. W
                  > długoterminowej będzie opóźniać seks i dążyć do wytworzenia się
                  affection, któr
                  > e
                  > zagwarantuje pozostanie przy niej partnera.
                  > W krótkoterminowej będzie dążyć do seksu, aby pozyskać dobre geny.


                  "Kobieta ma GENERALNIE dwie strategie".Typowe meskie upraszczanie;-)
                  Tyle, ze w psychice i w podswiadomosci kobiety rzadko kiedy cos jest
                  czarne albo biale. Jezeli choc troche znasz kobiety, pewnie
                  przekonales sie o tym nie raz. I wcale nie jest to takie oczywiste,
                  ze albo czyste attraction (bez affection) albo czyste affection (bez
                  attraction). Byc moze mezczyzni potrafia to tak oddzielic, kobiety
                  na pewno NIE. Nawet nie masz pojecia ile razy kobieta idzie z
                  facetem do lozka juz po kliku godzinach od poznania go, dlatego ze
                  wlasnie liczy na staly zwiazek. Mam mnostwo kolezanek ktore tak
                  robia, robily i beda robic, a potem sie dziwia ze facet po wspolnej
                  nocy nie zadzwonil - podczas gdy one mialy nadzieje na jakis tam
                  CIAG DALSZY. To nie jest tak, ze kobieta decyduje sie na szybki seks
                  z facetem bo czuje czyste attraction i nie zaklada zadnego affection
                  ani ewentualnego zwiazku. Jezeli facet naprawde podoba sie kobiecie,
                  bedzie ona zawsze miala jakas nadzieje na kontynuacje. Wystarczy
                  obejrzec sobie slynne "Fatalne zauroczenie" z Douglasem i Glenn
                  Close lub chocby "Bridget Jones Diary" zeby zrozumiec jak to w
                  praktyce wyglada i jak podchodza kobiety do attraction i tzw.
                  jednorazowego seksu ;-)))

                  > Ideał to lider grupy
                  > rockowej, niekoniecznie ładny, natomiast mający niesamowity status
                  i co za tym
                  > idzie mnóstwo fanek, z których nawet najgłupsza nie sądzi, że to
                  potrwa dłużej,
                  > niż jedną noc.


                  To absolutnie nie jest zaden przyklad na czyste, bezinteresowne
                  attraction. Bo kobieta ZAWSZE moze miec nadzieje ze stanie sie cud i
                  ten slawny i bogaty facet po wspolnej lozkowej sesyjce wlasnie w
                  NIEJ sie zakocha. Jak Jim Morrison w Pameli. Albo Elvis w Priscilli.
                  Albo Wisniewski w Mandarynie ;-))) A potem beda zyli razem i splynie
                  na nia caly jego splendor, bedzie bogata i slawna itp, itd.
                  Wyobraznia dziala ;-) W najgorszym razie korzysc z tego bedzie taka,
                  ze bedzie mogla pochwalic sie kolezankom "spalam z X". Czyli jednak
                  KORZYSC. A nie GENY. Niestety, nie swiadczy to moze najlepiej o
                  mentalnosci czy o ilorazie IQ takich gruppies, ale takie sa fakty.


                  > Ze względu na mechanizm attraction u kobiety, są to
                  > cechy związane mniej z wyglądem, a bardziej ze statusem.


                  Nic bardziej blednego. Hehe, no tak, typowe myslenie facetow. Kazda
                  kobieta powie Ci szczerze, ze jezeli wchodzi w gre status faceta to
                  zawsze w jakis sposob ta rzekoma "attraction" bedzie zawierala
                  elementy kalkulacji. Swiadomej, czy podswiadomej - ale niestety
                  bedzie to jakis rodzaj strategii na "upolowanie samca". Upolowanie,
                  a nie zainkasowanie jego genow. To ostatnie samo w sobie tez moze
                  byc zreszta srodkiem do celu ;-P


                  > Strategie PUA polegają na wiarygodnym pokazaniu cech, które
                  wyzwalają w kobieci
                  > e
                  > attraction (nie affection).


                  Drobna korekta. Prawdziwe wyzwolenie czystego "attraction" u kobiety
                  to nie "wiarygodne pokazanie cech", czyli zmanipulowanie jej
                  podswiadomosci - to cos co kobieta czuje praktycznie na dzien dobry.
                  Pisala o tym tez eeela, ja potwierdze. Przydarzyly mi sie kilka razy
                  w zyciu stany takiego nieklamanego czysto biologicznego attraction,
                  gdzie nie mialo nawet dla mnie znaczenia czy facet okaze sie w lozku
                  dobry czy kiepski - bo pozadanie bylo tak wielkie ze wszelka gra
                  wstepna okazywala sie wlasciwie zbedna ;-) I mialam w kompletnie
                  nosie to czy ten facet ma na koncie full czy debet, czy ma jacht na
                  Lazurowym Wybrzezu, czy ma znajomosci wsrod VIPow, i czy podoba sie
                  innym kobietom. Interesowal mnie on sam jako samiec, czysto
                  biologicznie. I nie musze chyba dodawac, ze LMR nie wystapilo wtedy
                  nawet w szczatkowej postaci... ;-)
                  • yoric Re: aha, i jeszcze... 02.05.08, 18:43
                    > LMR jako szczatek atawistycznego byc moze kiedys bardziej rozbudowanego
                    mechanizmu.

                    który kiedyś służył do czego? Ty mówisz swoje, ja powtarzam, że dawniej LMR nie
                    miał szans powstrzymać samca. I tak sobie piszemy...

                    > "Kobieta ma GENERALNIE dwie strategie".Typowe meskie upraszczanie;-)

                    typowe naukowe upraszczanie. Nauka polega na generalizacji. Psycholodzy
                    ewolucyjni dzielą zarówno męskie, jak i kobiece strategie na długo- i
                    krótkoterminowe, bo nie znaleźli podstaw by wyróżnić więcej wyrazistych kategorii.

                    > Nawet nie masz pojecia ile razy kobieta idzie z facetem do lozka juz po kliku
                    godzinach od poznania go, dlatego ze wlasnie liczy na staly zwiazek.

                    Mam pojęcie :). To fakt, kobiety są naprawdę niesamowite pod względem szybkiego
                    nadmuchiwania oczekiwań :).
                    Tylko mały kruczek: słowo "dlatego". "Mieć nadzieję" a "robić coś z powodu" to
                    nie to samo. W krótkotrwałych związkach kobieta z definicji idzie do łóżka z
                    facetem, bo czuje attraction (wyjątek: prostytutki). Jasne, że kobieta
                    podświadomie czy świadomie liczy na dłuższą znajomość, nawet jeśli facet
                    otwarcie mówi, że to wykluczone! To się zgadza, ALE nie jest to *motywem* jej
                    działania. Dobrze opisuje to np. DeAngelo - jesli kobieta czuje attraction,
                    będzie chciała i seksu, i związku, natomiast jeśli czuje affection, będzie
                    chciała tylko związku (np. przyjaźni).

                    To jest nawet dość oczywiste. Spytajcie same siebie. Czy jak czułyście to
                    'organiczne, biologiczne, zwierzęce' pożądanie do samca na sam jego widok, to po
                    wszystkim nie miałyście żadnych oczekiwań dłuższego związku?

                    > Nic bardziej blednego. Hehe, no tak, typowe myslenie facetow.

                    To, czy facet jest odbierany jako atrakcyjny zależy mniej od jego fizycznej
                    atrakcyjności, a więcej od wielu róznych rzeczy. Przede wszystkim od statusu.
                    Mowa tutaj nie o świadomej kalkulacji, ale o takiej instynktownym odbiorze "jak
                    mi się podoba". Jeszcze raz podkreślam, że nie chodzi o świadomość, że facet ma
                    dużo kasy, tylko o jego manifestowany status, którego oznakami jest postawa,
                    kontakt wzrokowy, to jak się do niego odnoszą inni, itd. Zarówno ustalenia
                    badań, jak i doświadczenia PUAs są tutaj jednoznaczne i doprawdy trudno z tym
                    dyskutować.

                    Z dyskusji z Wami (Elu i Glam) wyłania mi się taki obraz, że po prostu inaczej
                    rozumiemy 'attraction'. Wydaje mi się, że Wy rozumiecie to pojęcie bardzo wąsko,
                    jako głównie atrakcyjność fizyczną. DeAngelo otwarcie zaznacza, że pisze o czymś
                    szerszym: nie 'attractive' (fizycznie atrakcyjny), ale właśnie 'attraction',
                    czyli rodzaj emocji, która sprawia, że kobieta ma na faceta ochotę w sensie
                    seksualnym. U faceta attraction wyzwalane jest głównie wyglądem kobiety, u
                    kobiety sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, ale głównie chodzi o oznaki
                    statusu.
                    Generalnie za dużo musiałbym tłumaczyć - najlepiej wkleiłbym tu kilka stron
                    DeAngelo :).

                    Pozdrawiam
                    • eeela Re: aha, i jeszcze... 02.05.08, 19:44
                      > To, czy facet jest odbierany jako atrakcyjny zależy mniej od jego fizycznej
                      > atrakcyjności, a więcej od wielu róznych rzeczy. Przede wszystkim od statusu.
                      > Mowa tutaj nie o świadomej kalkulacji, ale o takiej instynktownym odbiorze "jak
                      > mi się podoba". Jeszcze raz podkreślam, że nie chodzi o świadomość, że facet ma
                      > dużo kasy, tylko o jego manifestowany status, którego oznakami jest postawa,
                      > kontakt wzrokowy, to jak się do niego odnoszą inni, itd. Zarówno ustalenia
                      > badań, jak i doświadczenia PUAs są tutaj jednoznaczne i doprawdy trudno z tym
                      > dyskutować.
                      >
                      > Z dyskusji z Wami (Elu i Glam) wyłania mi się taki obraz, że po prostu inaczej
                      > rozumiemy 'attraction'. Wydaje mi się, że Wy rozumiecie to pojęcie bardzo wąsko
                      > ,
                      > jako głównie atrakcyjność fizyczną.


                      Czynimy rozróżnienie na dwa rodzaje nieuświadomionej kalkulacji: czysto
                      biologiczną i waloryzującą. Kalkulacja czysto biologiczna leży całkowicie w
                      sferze działania mózgu gadziego - niewiele i nieprecyzyjnie mówi o tym nauka, w
                      jaki sposób organizm odczytuje sygnały, że dany zestaw genetyczny jest
                      dopasowany do naszego - najczęściej mówi się rzecz jasna o feromonach.
                      Kalkulacja biologiczna nie zajmuje więcej niż dziesięć sekund, jak przeczytałam
                      dawno temu w jakimś artykule (cholera powinnam zacząć kolekcjonować linki do
                      swoich lektur, bo potem jestem mało wiarygodna). Kalkulacja waloryzująca tkwi
                      dużo bliżej naszej świadomości, chociaż zazwyczaj kobiety nie chcą myśleć, że
                      kogokolwiek takiej kalkulacji poddają. I tu dopiero wchodzą na scenę takie
                      walory jak siła fizyczna czy intelektualna, status społeczny, stan posiadania,
                      walory fizyczne.

                      Zdarza się przecież, że kobieta targana jest pożądaniem do człowieka, który nic
                      nie ma, niczego dobrego sobą nie reprezentuje, jest brzydki i ma brud za
                      paznokciami. A tu się okazuje, że 'na węch' dzieci ze związku z owym typem będą
                      najmocniejsze, najzdrowsze, najsprawniejsze ;-)

                      To jest oczywiście upraszczanie sprawy - nigdy nie ma tak, że oba te etapy
                      kalkulacji są wyraźnie rozróżnialne, nawet przy wysokim stopniu samoświadomości.
                      Zresztą, mój Boże, kto się zastanawia nad takimi rzeczami, kiedy leci na jedną z
                      pierwszych randek. Dopiero jak się zastanowić z dystansu i nad wieloma
                      przypadkami, ma się porównanie i można stwierdzić, że tu feromony nam pasowały,
                      a tam musiała zadziałać ta druga, wstydliwa kalkulacja ;-)
                    • aandzia43 Re: aha, i jeszcze... 02.05.08, 20:50
                      > To jest nawet dość oczywiste. Spytajcie same siebie. Czy jak
                      czułyście to
                      > 'organiczne, biologiczne, zwierzęce' pożądanie do samca na sam
                      jego widok, to p
                      > o
                      > wszystkim nie miałyście żadnych oczekiwań dłuższego związku?

                      Niekoniecznie. Bywało, że po numerku z takim "organicznie i
                      biologicznie" kompatybilnym mężczyzną nie miałam nawet cienia myśli
                      o dziatkach, gniazdku i marszu Mendelsona. Miałam za to sprośne
                      myśli dotyczące następnego numerku. O ile mnie oczywiście starcza
                      pamięć nie myli;-)A może jestem facetem?
                    • glamourous Re: aha, i jeszcze... 02.05.08, 21:03
                      glamourous napisała :

                      > > LMR jako szczatek atawistycznego byc moze kiedys bardziej rozbudowanego
                      > mechanizmu.

                      yoric napisał:

                      > który kiedyś służył do czego? Ty mówisz swoje, ja powtarzam, że dawniej LMR nie
                      > miał szans powstrzymać samca. I tak sobie piszemy...


                      LMR nie miał kiedyś szans powstrzymać samca, bo kiedyś mechanizm był (jestem
                      tego prawie pewna) bardziej rozbudowany i samica mogła precyzyjnie wyczuć
                      jeszcze ZANIM poszli na stronę, na ile ewentualna reprodukcja z nim jest dobrym
                      genetycznie posunięciem... Zważ, ze 100 tysięcy lat temu nie było tych
                      wszystkich cywilizacyjnych naleciałości, które fałszowały samicy biologiczny
                      obraz samca jeszcze na bezpiecznym gruncie (szczelnie zakrywające ubranie,
                      wymyte ciało, perfumy...) - mogła wiec sobie dokładnie takiego samca otaksować
                      (wizualnie i olfaktorycznie) już podczas wstępnych bliskich oględzin, zanim
                      doszło do ostatecznej decyzji o pójściu z nim w krzaki czy do jaskini ;-)

                      Ale widzę ze się nie przekonamy :-) Ja twierdze, ze dzisiejszy LMR jest jedynie
                      marnym przebłyskiem dawnej samiczej biologicznej intuicji i przygłuszonym
                      fragmentem większego i skuteczniejszego mechanizmu sprzed tysięcy lat. Ty zaś -
                      ze jest to swoisty test na "samczość alfa" danego osobnika. Rozumiem Cię
                      doskonale, bo dla Ciebie jako faceta przyjecie takiej tezy jest zwyczajnie
                      wygodniejsze. No i niech już tak zostanie - nie będziemy przecież polemizować w
                      nieskończoność...

                      A tak już konkludując - zgadzam się całkowicie z powyższą wypowiedzią eeeli. Co
                      tu owijać w bawełnę. Jestem kobieta, od lat dyskutuje z licznymi koleżankami bez
                      tabu i wiem, ze kobieta którą facet NAPRAWDĘ powala na kolana (ON sam, a nie
                      jego opowieści o koneksjach, statusie, ciekawym życiu i powodzeniu u kobiet)
                      która czuje do niego instynktowa biologiczna attraction, nie będzie raczej
                      zwlekała z seksem, ani tez przeżywała dylematów LMR - tylko sama ochoczo rozłoży
                      uda, a potem będzie prosić o replay :-) I nikt mi nie wmówi, ze jest inaczej (no
                      chyba ze LMR to ukłucie sumienia przed cudzołóstwem z pobudek religijnych albo
                      dylematy moralne ;-))) ale chyba nie o tej kategorii kobiet tu mówimy ;-)

                      Jednym słowem uważam, że być może właśnie występowanie LMR lub jego brak może
                      być dla faceta swoistą wskazówką, czy i na ile kobieta tak naprawdę go pragnie -
                      i na ile szczera jest u niej attraction...
                      • yoric Re: aha, i jeszcze... 03.05.08, 14:41
                        > samica mogła precyzyjnie wyczuć jeszcze ZANIM poszli na stronę

                        i LMR przesunął się w czasie??? Nie kupuję tego...
                        • glamourous Re: aha, i jeszcze... 04.05.08, 14:52
                          Nie przesunął się w czasie, tylko instynktowny alarm włączył się u kobiety w
                          momencie, kiedy opadły z oczu cywilizacyjne klapki, a
                          para stanęła twarzą w twarz z nagą biologią. Pojawia się, kiedy kobieta może
                          sobie WRESZCIE faceta dokładnie obejrzeć i powąchać - akurat na granicy "point
                          of no return".
                          • avide Re: aha, i jeszcze... 06.05.08, 08:48
                            Wow... niezła dyskusja ;-))).

                            W zasadzie zgadzam się z Eeelą i Glam. LMR jest zupełnie inaczej postrzegany
                            przez samców niż jest to faktycznie odczuwalne przez samice (tak mi się wydaje -
                            zaznaczam). Taki mi podpowiada logiczny, zdroworozsądkowy tryb rozumowania, choć
                            osobiście wolałbym by było jak pisze Yoric. Czemu ? Cóż, teoria Glam i Eeeli to
                            co by nie mówić pogodzenie się faceta z porażką, że wcale nie jest taki boski
                            jak mu się wydaje i że nie tyle on sam jest atrakcyjny co to co w życiu osiągnął
                            (zwykła materializm zatem ;-))) ). A jak wiadomo każdy samiec (samica z resztą
                            też) chce być pożądany dla swej fizyczności a nie np. zasobności portfela.

                            Nie zmienia to jednak faktu, że choć postrzeganie LMR jest inne przez obie
                            płcie, Yoric ma racje, że jesteśmy potomkami samców, którzy LMR postrzegali w
                            typowo męski sposób ;-))). Czyli gdy przyszło co do czego tak naprawdę nie miało
                            znaczenia co myśli i czuje kobieta tylko jak wielką ochotę na nią ma samiec i
                            na ile jest sprawny by dopiąć swego. Tak było jest i będzie ! Przynajmniej
                            dopóki samce będą posiadały nadwyżkę testosteronu. Tak się działo przez
                            tysiąclecia. Także wybaczcie drogie panie, ale to co wy tak naprawdę myślicie
                            samców obchodzi tyle co zeszłoroczny śnieg ;-))). Takie są fakty.

                            Ewolucja i przede wszystkim cywilizacja sprawiła, że to co obecnie myślicie
                            coraz bardziej ma znaczenie. Kiedyś bowiem nie było więzienia za gwałt. Bo
                            wzięcie kobiety mimo jej LMR to co tu owijać w bawełnę, to gwałt. Dlatego
                            szanowne panie powinnyście bić głębokie pokłony postępowi cywilizacyjnemu.

                            Dużo powyżej rozpisaliście się w trójkę (zwłaszcza dziewczyny) o "attraction"
                            rozumianej jako ochota sama w sobie na samca jeśli wydaje się im on idealny
                            biologicznie (z kobiecego punktu widzenia). Majtki same wtedy spadają podobno.
                            Jeśli tak nie jest to wg WAS (dziewczyn)jest to świadoma mniejsza lub większa
                            kalkulacja zysków i strat. Można zatem wywnioskowac z waszej polemiki, iż facet
                            od samego początku jest albo nie pociągający dla kobiety (biologicznie) do tego
                            stopnia, że LMR to jedynie mrzonka.

                            Mam pytanie. Jak zatem wytłumaczycie mi fakt, iż mimo początkowo istniał LMR i
                            kobieta opierała się, facet jednak był wytrwały i w końcu posiadł kobietę. Z
                            czasem zaś owa kobieta, która miała tego LMR-a w stosunku do danego samca (czyli
                            nie był atrakcyjny) po "przekonaniu jej" odczuwa już w pełni autentyczny pociąg
                            ??? Więcej, sama sobie mówi, że nie wyobraża sobie bycia z innym facetem, że to
                            ten jeden jedyny i że nie ma pojęcia dlaczego tak długo zwlekała. Czyż w takim
                            układzie teoria Yorica nie ma racji bytu że... (uwaga) TESTOWAŁA GO (nawet
                            podświadomie)??????????????????????

                            Pozdrawiam
                            Avide
                            • eeela Re: aha, i jeszcze... 06.05.08, 12:05
                              > Mam pytanie. Jak zatem wytłumaczycie mi fakt, iż mimo początkowo istniał LMR i
                              > kobieta opierała się, facet jednak był wytrwały i w końcu posiadł kobietę. Z
                              > czasem zaś owa kobieta, która miała tego LMR-a w stosunku do danego samca (czyl
                              > i
                              > nie był atrakcyjny) po "przekonaniu jej" odczuwa już w pełni autentyczny pociąg
                              > ??? Więcej, sama sobie mówi, że nie wyobraża sobie bycia z innym facetem, że to
                              > ten jeden jedyny i że nie ma pojęcia dlaczego tak długo zwlekała.

                              Ja byłam w związku z panem, z którym miałam silny LMR i który początkowo mało
                              mnie pociągał, przez 4 lata. I wcale nie narzekałam na pożycie, nie byłam bryłą
                              lodu, wręcz przeciwnie, czerpałam z pożycia dużo przyjemności, chociaż to był
                              wciąż okres mojego uczenia się, jak tę przyjemność efektywnie czerpać. I byłam
                              cały czas przekonana, że to ten jeden jedyny. Gdybyśmy byli razem do tej pory,
                              pewnie nadal byłabym o tym przekonana. Gdybym po drodze spotkała w takiej
                              sytuacji swojego obecnego partnera albo inny 'kompatybilny zestaw', być może to
                              ja byłabym tą, która zdradziła, nie zaś mój były partner? A może potrafiłabym
                              rzecz przytłumić? Nie wiem, nigdy nie byłam w takiej sytuacji.

                              Rzecz nie tkwi w tym, że z mężczyzną niepełnie kompatybilnym nie da się mieć
                              dobrego seksu. Rzecz w tym, że jak się natrafi na tego świetnie dopasowanego,
                              wówczas zna się różnicę i nic innego już nie smakuje.

                              I jest to dość frustrujące, kiedy cierpi się na brak lub niewystarczające
                              zainteresowanie ze strony takiego dopasowanego partnera, bo nawet zdradzać nie
                              za bardzo jest jak - wyobraź sobie, że przez cały dzień czujesz zapach, czy ja
                              wiem, łososia w sosie koperkowym i delikatny aromat doskonalego białego wina, a
                              apetyt przychodzi ci zaspokajać na hamburgerze z McDonalds. No zupełnie od
                              czapy. Człowiek woli chodzić głodny i zły niż jeść byle co, kiedy ma delicje pod
                              nosem.
                              • glamourous Re: aha, i jeszcze... 06.05.08, 12:26
                                eeela napisała:

                                > I jest to dość frustrujące, kiedy cierpi się na brak lub
                                niewystarczające
                                > zainteresowanie ze strony takiego dopasowanego partnera, bo nawet
                                zdradzać nie
                                > za bardzo jest jak - wyobraź sobie, że przez cały dzień czujesz
                                zapach, czy ja
                                > wiem, łososia w sosie koperkowym i delikatny aromat doskonalego
                                białego wina, a
                                > apetyt przychodzi ci zaspokajać na hamburgerze z McDonalds. No
                                zupełnie od
                                > czapy. Człowiek woli chodzić głodny i zły niż jeść byle co, kiedy
                                ma delicje po
                                > d
                                > nosem.

                                Kurde blade, eeela ;-)
                                Ubralas idealnie w slowa zrodlo mojej aktualnej niezdolnosci do
                                zdrady meza ;-/
                                Dokladnie tak samo to odczuwam.
                                Niestety, spotkanie na swej drodze takiego idealnie kompatybilnego
                                Graala to dla kobiety bomba z opoznionym zaplonem przemycona w
                                pysznym torcie. Po poczatkowej ekstazie, w obliczu problemow okazuje
                                sie ze nawet zdradzic takiego nie idzie - bo po nim to juz tylko
                                potop albo smutne kompromisy :-(((((
                                Ech...
                                • eeela Re: aha, i jeszcze... 06.05.08, 16:35
                                  > Kurde blade, eeela ;-)
                                  > Ubralas idealnie w slowa zrodlo mojej aktualnej niezdolnosci do
                                  > zdrady meza ;-/
                                  > Dokladnie tak samo to odczuwam.

                                  Mnie jest w porównaniu do Ciebie łatwiutko. Ja zaczęłam odczuwać braki zaledwie
                                  kilka miesięcy temu. Poza tym biorąc pod uwagę średnią europejską, to na pewno
                                  nie jest u mnie tak źle z częstotliwością - problem tkwi we mnie i w potrzebach,
                                  jakie budzi we mnie ten konkretny facet :-)

                                  Trochę się boję, co może być, jeśli częstotliwość spadnie jeszcze bardziej i
                                  potrwa to dłużej. Nie wiem za bardzo, co mam robić - obmyślać jakąś strategię
                                  czy wręcz przeciwnie, starać się jak najmniej o tym myśleć - ale jak tu mało
                                  myśleć, jak sam zapach faceta powoduje, do cholery jasnej, ciągłe podminowanie...

                                  Mama mi mówi, że przy dziecku trochę przejdzie. Dziecko zabiera dużo czasu,
                                  uwagi i biologicznych zapędów, więc są szanse na to, że przy odwróconej kobiecej
                                  uwadze facet zacznie znów ganiać króliczka. Ale do robienia dzieci jeszcze kupa
                                  czasu, bo w ciągu najbliższego roku czy dwóch lat jeszcze nie za bardzo możemy
                                  sobie pozwolić.
                                  • glamourous Re: aha, i jeszcze... 06.05.08, 17:31
                                    U mnie tez obiektywnie nie jest strasznie zle z czestotliwoscia. Ale
                                    ten facet dziala na mnie tak, ze slina na jego widok cieknie mi
                                    permanentnie szerokim strumieniem i chetnie konsumowalabym go bez
                                    jakiejkolwiek moderacji ;-)) Czyli mniej wiecej tak jak u Ciebie.


                                    > Mama mi mówi, że przy dziecku trochę przejdzie. Dziecko zabiera
                                    dużo czasu,
                                    > uwagi i biologicznych zapędów, więc są szanse na to, że przy
                                    odwróconej kobiece
                                    > j
                                    > uwadze facet zacznie znów ganiać króliczka.


                                    Eee, zeby to bylo takie proste... :-( Gwarancji ze tak bedzie nie ma
                                    zadnej (gadzi mozg nie takie numery ludziom wykreca, a ja sie
                                    bezlitosnych ewolucjonistow oraz tego forum naczytalam) W dodatku na
                                    prokreacje mi sie na razie nie zanosi - i jak tu wytrzymac??
                                    (pytanie jest jak najbardziej retoryczne, nie zamierzam zasmiecac
                                    yoricowi watku :-)
                            • glamourous Re: aha, i jeszcze... 06.05.08, 12:13
                              avide napisał:

                              > Jak zatem wytłumaczycie mi fakt, iż mimo początkowo istniał LMR i
                              > kobieta opierała się, facet jednak był wytrwały i w końcu posiadł
                              kobietę. Z
                              > czasem zaś owa kobieta, która miała tego LMR-a w stosunku do
                              danego samca (czyl
                              > i
                              > nie był atrakcyjny) po "przekonaniu jej" odczuwa już w pełni
                              autentyczny pociąg
                              > ??? Więcej, sama sobie mówi, że nie wyobraża sobie bycia z innym
                              facetem, że to
                              > ten jeden jedyny i że nie ma pojęcia dlaczego tak długo zwlekała.
                              Czyż w takim
                              > układzie teoria Yorica nie ma racji bytu że... (uwaga) TESTOWAŁA
                              GO (nawet
                              > podświadomie)??????????????????????


                              No coz, Dawkinsem ani D.Morrisem nie jestem ;-) moge wiec jedynie
                              spekulowac - i jedyne wyjasnienie jakie przychodzi mi do glowy to
                              takie, ze byc moze LMR w koncowym rozrachunku to istotnie pewna
                              forma testu - wymuszenia od samca dodatkowego tanca godowego,
                              mogacego upewnic samice, ze pomimo pewnej genetycznej
                              niekompatybilnosci samiec ten jest jednak dla niej wartosciowy i
                              oplaci jej sie w ostatecznosci pobrac od niego geny.

                              Czyli w pierwszej fazie LMR jako biologiczny step back samicy
                              (upieram sie przy tej koncepcji, bo dokladnie tak to wlasnie
                              odczuwam, a niezliczone rozmowy z innymi znajomymi kobietami
                              potwierdzalyby te wersje), w drugiej fazie podswiadome sprawdzanie
                              reakcji samca na ten step back i ewentualny genetyczny kompromis -
                              jezeli test wypadl dla niego pomyslnie...

                              I jeszcze gwoli scislosci : nie mylmy LMR z kompletnym odrzuceniem
                              samca jako genodawcy przed samice. LMR moze pojawic sie w sytuacji
                              kiedy facet podoba nam sie i akceptujemy go, ale "tak jakos nie do
                              konca". Natomiast z facetem zupelnie niekompatybilnym, raczej
                              (jezeli nie wchodzi oczywiscie w gre swiadoma kalkulacja) nie
                              podejmiemy w ogole okololozkowych dzialan. Nie pozwolimy sobie nawet
                              na symboliczne pojscie z nim w krzaki :-)
      • eeela Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 02.05.08, 01:43
        > nie mam wyjaśnienia dlaczego faceci lubią 'przemoc' w łóżku (w sensie bycia jej
        > poddanym). Moja jedyna hipoteza to taka, że to zjawisko marginalne (oczywiście
        > nie mam tu żadnych danych).

        Przepraszam, że nie podam źródła, bo już zupełnie nie pamiętam gdzie natknełam
        się na ten artykuł - a czytałam go zaledwie kilka dni temu. Podawano tam, że
        wśród osób o skłonnościach SM jest 95% mężczyzn i 5% kobiet. Nie podano tam co
        prawda rozróżnienia procentowego na sadyzm i masochizm.
        • alpepe Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 02.05.08, 11:16
          co do SM, to oglądałam kiedyś film dokumentalny, wg badań przedstawionych w nim
          osoby doświadczające w dzieciństwie przemocy (seksualnej, fizycznej lub
          psychicznej) stanowią grubo ponad 90% osób o skłonnościach SM. Jeśli sobie to
          przyrównamy do społecznego przyzwolenia na przemoc fizyczną wobec chłopców, to
          już chyba mamy ciekawe spostrzeżenie co do genezy zachowań SM u mężczyzn.
          • glamourous Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 02.05.08, 13:29
            Tez mam wrazenie, ze prawdziwa lozkowa agresja (w meskim czy w
            damskim wydaniu) tudziez wyrazne upodobanie do S/M to nie zaden
            atawizm ani "testy jakosci genetycznej" tylko zwykla patologia,
            bioraca sie z zachwiania rownowagi emocjonalnej w dziecinstwie,
            zlego incodingu itp.
            • aandzia43 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 02.05.08, 21:01
              Też mi się tak jakoś wydaje. W "Wojnach plemników" zdaje się był
              rozdział o lasce, którą chłopak zgwałcił na pierwszej radce, a potem
              gwałcił i bijał regularnie w trakcie trwania małżeństwa, bo
              oczywiście ta ujęta jego postawą wyszła za niego w podskokach. Autor
              tłumaczy to jakoś pokrętnie instynktem laski, co do dobrych genów
              agresora. Dla mnie taka dziewczyna była powalona na umyśle, bo
              przypuszczalnie tłuczona od dziecka. Bo sposobów na pozyskanie
              dobrych genów od chłopów są dziesiątki. Wystawianie się na regularny
              wpi...ol i gwałt to perwesja i poważne skrzywienie, a nie
              strategia.
              Jeśli to nei z "Wojny plemników" to mnie poprawcie.
              • glamourous Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 02.05.08, 21:11
                Tak, to z "Wojen plemników" ;-)
                To właśnie Baker tak gloryfikuje popularne patologie ;-)))
                • yoric Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 03.05.08, 14:32
                  Wygląda mi to na tak zwany "yuck effect", czyli to zbyt obrzydliwe, żeby było
                  prawdziwe, więc nie jest prawdziwe.
                  Ja cenię rozmówczynie :), więc wiem, że "gloryfikuje" jest tu w cudzysłowie;
                  Baker tak samo gloryfikuje opisywane przez siebie zjawiska jak policjant robiący
                  notatkę z miejsca zbrodni gloryfikuje przemoc.

                  > Dla mnie taka dziewczyna była powalona na umyśle

                  Taka dziewczyna to figura literacka, natomiast konkretem jest badanie (do
                  którego Baker nie dostarcza co prawda biblio) cytowane przeze mnie w pierwszym
                  akapicie. Zjawisko wydaje się być realne, czy nam się podoba, czy nie, i miałoby
                  bardzo przekonujące wyjaśnienie ewolucyjne.


                  Co do SM, nie stawiam hipotezy, że to atawizm. Nie mam żadnego wyjaśnienia SM.
                  Nie przekonuje mnie również wyjaśnienie o przemocy w dzieciństwie. Dlaczego
                  przemoc w dzieciństwie miałaby prowadzić akurat do skłonności SM (a nie na
                  przykład do ciągoty do ogórków kiszonych)? Nie mówię, że tak nie jest, ale jak
                  się nad tym zastanowić, to nie widać tu żadnego logicznego związku (znowu: nie
                  mówię, że takiego związku nie może być).

                  Pozdrawiam
                  • glamourous Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 03.05.08, 15:17
                    yoric napisał:

                    > Ja cenię rozmówczynie :), więc wiem, że "gloryfikuje" jest tu w cudzysłowie;
                    > Baker tak samo gloryfikuje opisywane przez siebie zjawiska jak policjant robiący
                    > notatkę z miejsca zbrodni gloryfikuje przemoc.


                    To "gloryfikuje" istotnie było napisane z przymrużeniem oka. Bo ja akurat z
                    większością koncepcji Bakera całkowicie się zgadzam.
                    Od zawsze byłam bardzo wyczulona na wszelkie przejawy surowej instynktownej
                    biologii w naszej codzienności i zawsze uważałam, ze nadmierne "humanizowanie"
                    ludzkich zachowań to błąd - bo więcej w nas jest zwierzęcych (sterowanych gadzim
                    mózgiem) odruchów niż sami byśmy się o to podejrzewali. Baker zaś (pospołu z
                    Dawkinsem, Pinkerem i innymi ewolucjonistami) potwierdził tylko moje
                    podejrzenia. Dlatego ja go nie krytykuje, jakkolwiek to co pisze nie wydawałoby
                    się innym kontrowersyjne. Czasami wysuwa może odrobinę zbyt daleko idące
                    wnioski, ale generalnie facet ma racje.
                    • yoric Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 03.05.08, 15:56
                      > Czasami wysuwa może odrobinę zbyt daleko idące wnioski,

                      to też prawda
                  • aandzia43 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 03.05.08, 21:35
                    yoric napisał:

                    > Wygląda mi to na tak zwany "yuck effect", czyli to zbyt
                    obrzydliwe, żeby było
                    > prawdziwe, więc nie jest prawdziwe.

                    Daleka jestem od tego typu rozumowania. Założenia psychologii
                    ewolucyjnej nie wzbudzają mojej niechęci i uważam, że Bakera warto
                    poczytać.
                    Wydaje mi się jednak, że traktowanie agresji meskiej (również
                    seksualnej) skierowanej wobec kobiety, jako atutu tegoż mężczyzny na
                    biologicznym rynku matrymonialny to jakaś przesada. Samiec pożądany
                    przez samicę do rozrodu i poczęcia wartościowego potomstwa, a może
                    czasem do wspólnego go wychowywania, to samiec silny fizycznie,
                    odważny, ale i zrównoważony psychicznie. To znaczy taki, który
                    dobrze wie (czy może czuje) kiedy i kogo atakować i walić po łbie.
                    Samiec, który bez potrzeby szarpie słabszych od siebie fizycznie,
                    czyli kobiety i dzieci, to samiec NIEBEZPIECZNY. Zagrażający
                    przetrwaniu samicy i jej potomstwa. I swojemu własnemu, jeśli pajac
                    trafi na kogoś silniejszego. Na cholerę jej taki w jaskinii. Biorąc
                    pod uwagę dużą przewagę fizyczną chłopa nad babą, prędzej czy
                    później zatłucze ją lub dziecko, lub przeleci ją tak, że biedaczka
                    tego gwałtu nei przeżyje.
                    Dlatego, moim zdaniem, ta figura literacka z Bakera, czyli laska
                    żyjąca z facetem maltretującym ją, była raczej przykładem patologii,
                    a nie tego, że biedaczka zrobiła dobry interes.

                    Mam wrażenie, że o tym, że kobiety cenią u mężczyzn w nie mniejszym
                    stopniu niż siłę fizczyną i odwagę, również stabilność psychiczną,
                    czytałam coś u Bussa.
                    • yoric Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 04.05.08, 03:41
                      Zachowania agresywne ogólnie znamionują słabość. Dominujące samce nie stosują
                      agresji, bo nie mają takiej potrzeby. Agresja zawsze niesie ryzyko kontuzji.
                      Dominujący samiec nie musi go ponosić, bo każdy wie, że on jest najsilniejszy.
                      Pudzian się nie bije, Pudzian tylko przybija piątki :).
                      Więc tu masz rację.

                      Ale ja nie mówię o agresji. Ja mówię o bardzo konkretnej sytuacji.
                      Samiec musi wykazać, że będzie potrafił zgwałcić samicę, kiedy tylko będzie miał
                      taką sposobność. W naszej ewolucyjnej przeszlości takich sposobności było bez
                      liku. Geny samców, które nie gwałciły (bo nie mogły/nie chciały) zostały wyparte
                      przez geny samców gwałcących. Geny kobiet, które nie sprawdzały, czy samiec
                      potrafi zgwałcić zostały wyparte przez geny kobiet sprawdzających.
                      Pozdrawiam
                      • glamourous Gwalcenie ;-) 04.05.08, 14:18
                        yoric napisał:

                        > Samiec musi wykazać, że będzie potrafił zgwałcić samicę, kiedy tylko będzie mia
                        > ł
                        > taką sposobność. W naszej ewolucyjnej przeszlości takich sposobności było bez
                        > liku. Geny samców, które nie gwałciły (bo nie mogły/nie chciały) zostały wypart
                        > e
                        > przez geny samców gwałcących. Geny kobiet, które nie sprawdzały, czy samiec
                        > potrafi zgwałcić zostały wyparte przez geny kobiet sprawdzających.


                        Wcale nie byłabym taka pewna czy na etapie kiedy wykształcały się nasze odruchy
                        oraz gadzi mozg, gwałcenie było aż tak bardzo w cenie. Struktura plemienna
                        wczesnych hominidów wymagała współpracy i organizacji wszystkich jej członków,
                        samce niekoniecznie wiec mogły pozwolić sobie na chaotyczne gwałcenie
                        wszystkiego co nie ucieka na drzewa. Nie zapominajmy, ze według ewolucjonistów
                        tamte dawne społeczności wcale nie były tez jednoznaczne patriarchalne
                        (zwłaszcza na etapie łowiecko-zbieraczym) w związku z tym kobiety w takim
                        plemieniu wcale nie były na pozycji przegrano-podporządkowanej, które
                        pozwoliłoby samcom gwałcenie ich do woli. To system skrajnie patriarchalny
                        podporządkowuje samice samcom w 100 procentach i to w tym systemie męska agresja
                        wobec samic może być społecznie waloryzowana. Nie mylmy jednak prehistorii ze
                        średniowieczem - zresztą wystarczy przyjrzeć się współczesnym kulturom typowo
                        plemiennym, żeby zrozumieć jak to mniej więcej mogło kiedyś wyglądać.
                        Gwałcenie istotnie mogło być praktykowane na spora skale, ale jedynie w
                        warunkach wojen międzyplemiennych - zatem nie możemy przyjąć ze była to
                        strategia dominująca, przyjęta, akceptowana - oraz ze geny samców "nie
                        gwałcących" zostały całkowicie wyparte.
                        • yoric Re: Gwalcenie ;-) 04.05.08, 15:25
                          Problem w tym, że nikt tu nie pisze o gwałceniu (cyt.) "co się da i na drzewo
                          nie ucieka, laska ta, czy ta, to znaczenia wogle nie ma". Już pisałem Kawiemu:

                          "Zacznijmy od tego, że dawniej przemoc i zdobywanie seksu przemocą było o wiele
                          bardziej powszechne. Może w grupie były niepisane prawa, ale już w relacjach
                          między grupami łowców, albo w czasie konfliktów w grupie - hulaj dusza. Wtedy
                          najlepszą strategią samca było po prostu branie siłą wszystkich napotkanych
                          samic - mniej więcej tak jak dziś jest na wojnie, gdzie gwałt jest chlebem
                          powszednim (niestety). O ile samiec potrafił samice wziąć siłą."

                          W czasach (s)pokoju to gwałcenie nikomu się nie podoba, nawet w patriarchacie.
                          Jeszcze czego, żeby szefowi plemienia i kumplom ich samice gwałcić. Krewni
                          samicy też raczej nie stoją obok bijąc brawo.
                          Tylko ile tego 'pokoju' było? Konflikty wewnątrzgrupowe prawdopodobnie były
                          częstsze niż obecnie, międzygrupowe - prawdopodobnie non stop. Gwałt był
                          niewątpliwie bardzo ważną strategią reprodukcyjną.
    • krissdevalnor100 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 01.05.08, 14:14
      Śliskość gruntu bierze sie z konieczności rozróżnienia "zachowań
      przemocowych" od prawdziwej przemocy (która się kobiecie/samicy za
      cholerę nei opłaca, bo bedzie przez to miała do urodzenia i
      wychowania zestaw genów, którego wcale nie akceptowała, moze
      odrzucała. I potem tyle wysiłku władowanego w coś, co jej od
      początku nei odpowiadało). "Zachowania przemocowe", pewnie nie
      przypadkiem tak nazwane, to forma zachowań godowych, których jest
      wiele i ma na celu pokazanie siebie z jak najlepszej strony.
      Pokazują się zwykle samce i jakieś 99% zachowań ma wymiar
      SYMBOLICZNY. Nawet walki godowe mogą trwać dwie godziny i nie
      zakończyc się zadną poważną raną, tylko odwrotem jednego z
      walczących. Wzmuszenie na samcu aby przełamywał symboliczny opór i
      tak pobudzonej partnerki daje tej partnerce komfort sprawdzenia, ze
      samiec jest naprawdę pobudzony, zdeterminowany do seksu, jurny i
      sprawny. Faktycznie- miła świadomość:).
      • yoric Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 01.05.08, 17:36
        > Śliskość gruntu bierze sie z konieczności rozróżnienia "zachowań
        > przemocowych" od prawdziwej przemocy

        Śliskość gruntu polega na cienkości granicy...
        Za całą resztą pełna zgoda.
        Pozdr
    • yoric Podsumowanie 02.05.08, 18:47
      Faceci nie podjęli tematu. Ciekawe czemu?

      Żeby jakieś poboczne polemiki nie przesłoniły sedna, pozwolę sobie podsumować
      jeden główny wątek. Może tu dogrzebiemy się czegoś ciekawego. Może Panie
      powiedzą jak LMR wygląda pierwszoosobowo, tj. jak one to odczuwają. Może są
      jakieś rodzaje LMR?

      1. Istnieje i jest szeroko rozpowszechnione takie zjawisko jak LMR. LMR, last
      minute resistance, to niemal odruchowy opór kobiety w sytuacji, gdy za chwilę ma
      dojść do seksu – po raz pierwszy z danym partnerem, którego kobieta zna krótko.
      LMR nie obejmuje przypadków, kiedy kobieta w ogóle nie chce pójść z facetem do
      łóżka, albo świadomie mówi mu 'stop' na wczesnym etapie gry wstępnej.
      O LMR mówimy, kiedy kobieta już jest w łóżku z facetem, który jej się podoba i
      kiedy ma odruch oporu na ostatnich etapach gry wstępnej.

      2. Można przypuszczać, że LMR jest ewolucyjnie wbudowanym mechanizmem. Możliwe
      jednak, że źródła LMR są kulturowe (głęboko zaprogramowana w kobiecie potrzeba
      dbania o reputację) i/lub że część przypadków odbieranych jako LMR wynika ze
      świadomej kalkulacji kobiety.

      3. Hipoteza ludzi z seduction community (PUAs, czyli pick-up artists, czyli
      "artystów podrywu") na temat LMR jest następująca.
      LMR jest mechanizmem hamującym kobietę przed seksem z przypadkowym partnerem do
      czasu, aż kobieta zyska pewność, że mężczyzna nie zamierza jej opuścić po
      seksie, lecz ma zamiar być jej długoterminowym partnerem.

      4. Hipoteza PUAs zdaje się być zgodna z doświadczeniami samych kobiet, a także z
      faktem, że LMR jest tym mniejsze, im dłuższa znajomość i im większe szanse na
      dalsze jej przedłużenie. Innymi słowy: LMR nie pojawia się wobec partnera
      długoterminowego.
      Z drugiej strony LMR nie występuje także wobec facetów, do których kobieta czuje
      bardzo (*bardzo*) silny pociąg.

      5. Moja ocena na temat tej hipotezy jest następująca.
      Z ewolucyjnego punktu widzenia taki mechanizm nie ma sensu. W ewolucyjnej
      przeszłości LMR mógł powstrzymać przed seksem samicę, ale nie samca. LMR
      występuje w sytuacji, w której samica dobrowolnie oddaliła się z samcem w
      miejsce, gdzie ma dojść do seksu. W przypadku zdecydowanej postawy samca samica
      może go powstrzymać jedynie siłą - o ile okaże się silniejsza.

      6. Moja hipoteza na temat LMR jest następująca.
      LMR jest mechanizmem sprawdzania siły fizycznej i zdecydowania samca przez samicę.
      - w naszej ewolucyjnej przeszłości przemoc była bardzo powszechną strategią
      reprodukcyjną samców
      - jeżeli samiec nie jest w stanie wziąć samicy przemocą, jego dzieci też nie
      będą, zatem stracą wiele okazji reprodukcyjnych i w którymś pokoleniu wyginą
      zastąpione przez potomków tych, co potrafili
      - samicy nie opłaca się mieć takich dzieci
      - jak sprawdzić, czy samiec potrafi wziąć samicę przemocą? oczywiście stawić mu opór

      7. Z moją hipotezą spójna jest ogólna powszechność 'przemocowych' wzorców
      zachowań w seksie, i to zarówno wśród innych zwierząt, jak i wśród ludzi.

      Pozdrawiam
      • kawitator Re: Podsumowanie 02.05.08, 21:38
        > Faceci nie podjęli tematu. Ciekawe czemu?
        Nie wypowiadają sie bo wiosna i mają ciekawsze zajęcia ;-PPPP

        Przeczytałem wątek z uwaga bo szczególnie kobitki napisały trochę prawdy o swoich emocjach
        Myślę, że w swojej analizie troszkę upraszczasz pojęcie „przemocy” ograniczając ja do sfery czysto fizycznej. Przemoc w znaczeniu namówienie do seksu czytaj spłodzenie potomka nie zawsze ograniczała się do walnięcia kobitki gałęzią i zaciągniecie za włosy do jaskini ;-) Jako stary facet uważam, ze większą przemocą z mojej strony byłoby wykorzystanie mojego doświadczenia. Wiem jak sie zachowywać aby taka kobitka zechciała ze mną rozmawiać Wiem jak rozmawiać aby dała sie dotknąć Wiem jak dotknąć aby być dopuszczonym do piłki To wszytko oczywiście na spokojnie bez żadnych emocjonalnych napięć poza oczywiście erekcja w fazie końcowej :-)
        Czy to jest przemoc intelektualna Według mnie tak. Ponieważ w obecnie obowiązujących kulturach pomijając oczywiście jakieś ekstremalne zachowania w ekstremalnych warunkach obowiązujący jest model intelektualny to wyciągając prosty wniosek z socjobiologii postępowanie takie przyniosło większy sukces reprodukcyjny niż niby tradycyjny sposób przemocy fizycznej

        W czasie samych nazwijmy to zabaw we dwoje siły sie oczywiście używa ale nie w sensie przymusu a w sensie pokazania sie Jesteś silny to sadzasz dziewczynę na ramieniu a jak nie masz odpowiednio szerokich barków na barana i idziesz z nią ten kilometr do łożnicy lub na kąpielisko Możesz wnieść do domu Nie tylko możesz ale nawet powinieneś pokazywać swoje zdecydowanie i siłę nie tylko masy mięśniowej ale także siłę woli
        Cały problem można oczywiście tak jak wszytko w życiu zobaczyć z innej strony
        W całej naszej biologii czynnik męski jest elementem zmiennym czynnik kobiecy stabilizatorem gatunkowym Inaczej zmienność genetyczna wśród facetów jest znacznie większa niż wśród kobitek (więcej idiotów wśród facetów ale także większa ilość osobników wybitnych w wartościach statystycznych oczywiście ) Dlatego to kobieta wybiera faceta Taki sie puszy napina wątły tors i pokazuje pliki banknotów a kobitka patrzy i ocenia świadomie i nie świadomie To kobitki ( samice) wybierają wiec jeżeli juz wybrały tego właśnie to niby dlaczego maj go w taki dziwny sposób sprawdzać Różnica siły fizycznej miedzy przeciętnym facetem a przeciętna kobitka jest tak duża ze takie sprawdzenie nie ma sensu
        A taki efekt jaki opisujesz może mieć znaczenie biologiczne lub nie mieć żadnego
        • kici10 Re: Podsumowanie 02.05.08, 23:24
          wiec jeżeli juz wybrały tego właśnie to niby dlaczego maj go w taki d
          > ziwny sposób sprawdzać Różnica siły fizycznej miedzy przeciętnym
          facetem a pr
          > zeciętna kobitka jest tak duża ze takie sprawdzenie nie ma sensu

          Według mnie to rodzaj gry. Świadomy, lub nie. Gry pod tytułem "i
          chciałabym i się boję". Gra, która mówi facetowi, jakie to ma
          szczęście, że zdobył taką kobietę, bo ona to tak wogóle jest dla
          innych niedostępna, a tylko jemu uległa. No brylant po prostu.
          • eeela Re: Podsumowanie 03.05.08, 00:55
            Pytam ponownie: dlaczego więc waszym zdaniem (zwolenników teorii gry bądź
            sprawdzania sprawności fizycznej samca)) w niektórych przypadkach LMR występuje,
            a w niektórych nie, u tej samej kobiety, ale sparowanej z różnymi mężczyznami?

            Mówimy wam szczerze i otwarcie: mamy takie i takie doświadczenia, miałyśmy takie
            i takie odczucia, kiedy facet naprawdę rozkłada nas na łopatki, LMR nie ma, a
            kiedy nie rozkłada, tylko przyczyny podjęcia seksu z nim są inne, to LMR
            występuje. Powiedzmy, że można z tej prawidłowości wykluczyć kobiety o niskim
            libido z silnie nałożonymi kulturowymi tabu (bo kobiety o wysokim libido mają
            tendencję do lekceważenia tabu w konkretnych okolicznościach z dobrze
            dopasowanym zestawem genetycznym). Przepraszam, ale panów refleksje brzmią
            trochę jak samopocieszanie się - opierały mi się, bo taka jest prawidłowość
            ludzkich atawizmów. A ja wam mówię, panowie: opierały się, bo poszły z wami do
            łóżka bynajmniej nie z powodu zwierzęcej żądzy, którą w nich wzbudziliście.
            • glamourous Re: Podsumowanie 03.05.08, 12:20
              Zgadzam się co do słowa. Nie chciałam tego pisać tak otwarcie, żeby nie psuć
              panom zabawy - ale mam nieodparte wrażenie, ze nie dopuszczają oni do siebie
              myśli ze pożądanie jakie mogą wzbudzać w zaproszonych do łóżka kobietach nie
              zawsze jest takie "szczere" i jednoznaczne. Wygodniej wiec im przyjąć tezę, ze
              LMR to gra pt. "sprawdzę, czy jesteś samcem alfa czy nie" niż ze jest to swoisty
              step back spowodowany niepełnym przyzwoleniem kobiecej podświadomości na seks
              akurat z nimi.

              Yoric napisał powyżej coś w ten deseń, ze attraction to jednoznacznie attraction
              i kropka, bo cyt. "co to znaczy ze kobiece pożądanie jest niebiologiczne i
              nienaturalne?" No cóż, zostawmy już nawet całą tę kwestie "biologia vs
              kalkulacja" - ale nikt chyba nie zaprzeczy ze kobieca attraction może mieć
              zwyczajnie RÓŻNE NASILENIE? Wszak może kobieta faceta pragnąć bardzo - i wtedy
              LMR raczej nie wystąpi, lub powiedzmy średnio - i wtedy należy oczekiwać
              instynktownego step back w postaci LMR...
              Czasami najprostsze wytłumaczenie jest najwłaściwsze...
              • kici10 Re: Podsumowanie 03.05.08, 13:31
                Dziewczyny, co Wy opowiadacie? Wynika z tego, że jeśli wystarczająco
                atrakcyjny partner, to się od razu popłynie? A co z kontrolą
                sytuacji? Jeśli wystarczająco atrakcyjny, to kontrola odłącza się
                sama, a my takie niewinne? Ja mam inne doświadczenia. Kontrola jest
                cały czas na miejscu, i albo pozwalam sobie popłynąć, albo nie. To
                kwestia decyzji. Atrakcyjność jest warunkiem koniecznym, ale nie
                wystarczającym.
                • eeela Re: Podsumowanie 03.05.08, 13:42
                  Przy dobrym 'na węch' zestawie genetycznym kontrola jest bardzo silnie
                  zaburzona. Nie mówię teraz o własnych doświadczeniach, bo ja nigdy nie trzymałam
                  się jakoś przesadnie w ryzach, ale o doświadczeniach moich przyjaciółek, które
                  miały ogólnie dość restrykcyjny stosunek do zbyt szybkiego seksu, a zdarzyło im
                  się z jednym egzemplarzem 'popłynąć', czego później nie potrafiły zrozumieć ani
                  sobie wybaczyć, a wyrzuty sumienia wcale nie zapobiegały ulegnięciu owemu
                  konkretnemu panu w przyszłości.

                  Ja wówczas jeszcze nie znałam tego uczucia i ganiłam je za brak rozsądku,
                  skrajną nieodpowiedzialność i lekko gardziłam nimi w duszy za słabość
                  charakteru. Dziś już nie byłabym skłonna do tego typu uczuć.
                • glamourous Re: Podsumowanie 03.05.08, 14:06
                  kici10 napisała:

                  > Dziewczyny, co Wy opowiadacie? Wynika z tego, że jeśli wystarczająco
                  > atrakcyjny partner, to się od razu popłynie?
                  > (...) Atrakcyjność jest warunkiem koniecznym, ale nie
                  > wystarczającym.

                  Kici, mówiąc o "attraction" nie mamy wcale na myśli fizycznej atrakcyjności.
                  Yoric nawet gdzieś tam powyżej nawet sprecyzował, coby uniknąć konfuzji miedzy
                  attraction a attractive. Attraction nazywamy tutaj naturalne, czasem nawet
                  irracjonalne pożądanie, pociąg do danej osoby - niekoniecznie wcale fizycznie
                  superatrakcyjnej...
                  A chyba przyznasz, ze im silniejsze i bardziej autentyczne pożądanie, tym
                  trudniej o samokontrole....?
                  • kici10 Re: Podsumowanie 03.05.08, 14:28
                    Doskonale rozumiem o jaki rodzaj atrakcyjności chodzi. O zestaw
                    cech, które nam wybitnie pasują, niekoniecznie obiektywnie
                    najpiękniejszych.

                    A chyba przyznasz, ze im silniejsze i bardziej autentyczne
                    pożądanie, tym
                    > trudniej o samokontrole....?
                    Zgadza się, trudniej. Ale czy jest ona niemożliwa? Śmiem wątpić.
                    Raczej niewygodna, niż niemożliwa.
                    • eeela Re: Podsumowanie 03.05.08, 14:54
                      > Doskonale rozumiem o jaki rodzaj atrakcyjności chodzi. O zestaw
                      > cech, które nam wybitnie pasują, niekoniecznie obiektywnie
                      > najpiękniejszych.

                      Nie, wcale nie chodzi o to. Chodzi o zestaw genów, który jest wybitnie
                      kompatybilny z naszym. Tego się nie analizuje świadomie, czyni to za nas nasz
                      organizm, i to w ciągu kilku sekund.

                      > > trudniej o samokontrole....?
                      > Zgadza się, trudniej. Ale czy jest ona niemożliwa? Śmiem wątpić.
                      > Raczej niewygodna, niż niemożliwa.

                      Oczywiście daleka jestem od twierdzenia, że samokontrola w opisywanym przypadku
                      kompatybilności jest niemożliwa - mamy jednak trochę rozumu i wolnej woli, nie
                      jesteśmy zupełnie bezwolni wobec naszej biologii. Ale z drugiej strony nie
                      doceniamy jej. Seks jest elementem naszej biologii tak samo jak jedzenie, picie,
                      oddychanie i wydalanie. Nauczyliśmy się do pewnego stopnia kontrolować wszystkie
                      te funkcje, ale stopień kontroli jest tak naprawdę niewielki. Kiedy czujemy
                      zapach ulubionego dania, czyni on nas głodnym, chociaż jedliśmy zaledwie godzinę
                      temu. Czując zapach odpowiedniego zestawu genetycznego, czujemy automatyczne
                      podniecenie. Oczywiście po godzinnym poście łatwo jest się powstrzymać od
                      pragnienia zjedzenia wołowej pieczeni w czerwonym winie. Ale co się dzieje,
                      jeśli nie jemy przez cały dzień, a zapach pieczeni wciąż się wokól nas roztacza?
                      Potraficie sobie wyobrazić to uczucie? Tak samo jest z nosicielem odpowiednich
                      genów i węchem kobiety. Mężczyzna nie jest aż tak wyczulony na kwestię
                      międzyludzkich sygnałów zapachowych, on ocenia głównie wizualnie dostrzegalne
                      walory partnerki.

                      Zatem możemy sobie taki świetnie kompatyblny zestaw 'wąchnąć' gdzieś na ulicy i
                      będzie to nic innego jak miłe wrażenie przechodzenia koło dobrej gastronomii z
                      pieczenią wołową. Ale kilkugodzinna randka z takim osobnikiem to już jak
                      nieprzerwanie cieknąca ślinka, ściskanie w żołądku, burczenie w brzuchu :-)
                      • kici10 Re: Podsumowanie 03.05.08, 16:12
                        Nie, wcale nie chodzi o to. Chodzi o zestaw genów, który jest
                        wybitnie
                        > kompatybilny z naszym. Tego się nie analizuje świadomie, czyni to
                        za nas nasz
                        > organizm, i to w ciągu kilku sekund.

                        Takiej kompatybilności nie rozpatruje się na poziomie molekularnym,
                        a jedynie na poziomie ogólnego wrażenia. Subiektywnego. Pasuje - nie
                        pasuje.

                        nie
                        > jesteśmy zupełnie bezwolni wobec naszej biologii. Ale z drugiej
                        strony nie
                        > doceniamy jej
                        Nasza biologia to komplet - ciało + mózg.

                        Ale kilkugodzinna randka z takim osobnikiem to już jak
                        > nieprzerwanie cieknąca ślinka, ściskanie w żołądku, burczenie w
                        brzuchu :-)
                        Taka randka jest poprzedzona decyzją na ewentualną konsumpcję. Nikt
                        nas przecież na nią za włosy nie ciągnie.
                        • eeela Re: Podsumowanie 03.05.08, 16:23
                          > Takiej kompatybilności nie rozpatruje się na poziomie molekularnym,
                          > a jedynie na poziomie ogólnego wrażenia. Subiektywnego. Pasuje - nie
                          > pasuje.

                          Oczywiście, już pisałam, że żadna kobieta nie zastanawia się nad
                          kompatybilnością genetyczną, idąc na randkę. Ale 'pasuje-nie pasuje', to
                          stanowczo za mało powiedziane. Rzekłabym raczej: 'ujdzie - czemu nie - ciekawie
                          - interesujaco - pasuje - bardzo pasuje - o rany - o rany boskie jak pasuje' ;-)

                          Powiedzy, że dwa ostatnie stadia to te, w których mechanizmy samokontroli są
                          wyraźnie osłabione, a LMR nie ma wiekszych szans się pojawić.

                          > Taka randka jest poprzedzona decyzją na ewentualną konsumpcję. Nikt
                          > nas przecież na nią za włosy nie ciągnie.


                          My mówimy o mechanizmie LMR, a nie o świadomych decyzjach.
                        • bi_chetny Re: Podsumowanie 16.09.08, 16:59
                          kici10 - może po prostu jeszcze na TEN zestaw nie trafiłaś ? :)

                          nawiązując do tez yorica - myślę że tu bardziej chodzi o silną wolę i osobowość
                          samca, który potrafi spowodować że samica po prostu ulega. nie ulega za łatwo,
                          bo wtedy zwycięstwo mizerne i satysfakcja niewielka. delikatne pokazanie samczej
                          siły jest jak najbardziej na miejscu i w przypadku kompatybilności, jak Panie
                          ładnie to nazwały, działa jak dodatkowy afrodyzjak.
                          co do genów gwałcicieli - chyba najlepiej działało to wobec kobiet z innych
                          plemion. Połączeni najkorzystniejsze ze względu na odmienne geny, a z drugiej
                          strony brak czasu na gody - te czynniki sprawiały że taki samiec gwałtem posiąść
                          samicę musiał. w społeczności natomiast moim zdaniem takie zachowania nie były
                          pożądane.
                    • glamourous Re: Podsumowanie 03.05.08, 15:57
                      kici10 napisała:

                      > Zgadza się, trudniej. Ale czy jest ona niemożliwa? Śmiem wątpić.
                      > Raczej niewygodna, niż niemożliwa.


                      Nie twierdze, ze samokontrola jest niemożliwa - ale raczej wtedy wystąpienie
                      typowego LMR jest mniej prawdopodobne.
        • yoric Re: Podsumowanie 03.05.08, 16:32
          Kawi, to wszystko co piszesz jest prawdą, ale dotyczy wczesnego etapu doboru
          partnera. I to się oczywiście zgadza. Mi natomiast chodzi o LMR, który uruchamia
          się na ostatnim etapie.

          Zacznijmy od tego, że dawniej przemoc i zdobywanie seksu przemocą było o wiele
          bardziej powszechne. Może w grupie były niepisane prawa, ale już w relacjach
          między grupami łowców, albo w czasie konfliktów w grupie - hulaj dusza. Wtedy
          najlepszą strategią samca było po prostu branie siłą wszystkich napotkanych
          samic - mniej więcej tak jak dziś jest na wojnie, gdzie gwałt jest chlebem
          powszednim (niestety). O ile samiec potrafił samice wziąć siłą.

          > Różnica siły fizycznej miedzy przeciętnym facetem a przeciętna kobitka jest
          tak duża ze takie sprawdzenie nie ma sensu

          między przeciętnym tak. Między konkretnymi przypadkami nie zawsze. Samicy opłaca
          się sprawdzić, czy dzieciaki ew. poczęte z danym samcem będą potem potrafił
          gwałcić, czy też będą na to za słabe i przepuszczą wiele okazji reprodukcyjnych.

          Pozdrawiam
          • aandzia43 Re: Podsumowanie 03.05.08, 20:40
            Yoric, nawet słabowity wśród mężczyzn mężczyzna jest wystarczająco
            silny, by zmusić do posłuszeństwa silną wsród kobiet kobietę. I żeby
            wyłowić z samczego otoczenia samca wyjątkowo cherlawego, zżeranego
            chorobą przewlekła lub zakaźną, samica nie potrzebuje żadnych
            mechanizmów ewolucyjnyhc, tylko średnio dobry wzrok i szczątkową
            inteligencję. I w związku z tym, nie potrzebuje iść z nim w karzaki
            i tam go testować. Widzi przeceiż, czy taki jest w stanie polować,
            wspinać się na drzewo, czy zwyciężać w potyczkach z innymi, bardziej
            niż ona równymi sobie siłą samcami. Jakieś to mocno naciągane.
            • glamourous Re: Podsumowanie 04.05.08, 13:51
              No właśnie, właśnie. Dlatego tak się tu upieramy, ze na logikę rzecz biorąc (a
              także na nasza samicza intuicje oraz doświadczenie w kontaktach z wieloma
              facetami) LMR ma na celu co innego niż "ostateczne sprawdzenie siły i agresji
              faceta".

              LMR jest o wiele logiczniejsze jako przebłysk biologicznej intuicji w obliczu
              skonstatowanej przez kobietę niezupełnej kompatybilności - czy jak kto woli,
              kiedy nowo poznany facet - nagi i odarty z cywilizacyjnej przykrywki - nie do
              końca jednak nam się podoba...
              • yoric Re: Podsumowanie 04.05.08, 15:27
                > LMR jest o wiele logiczniejsze jako przebłysk biologicznej intuicji w obliczu
                skonstatowanej przez kobietę niezupełnej kompatybilności

                tak, zakładając, że jak samica poprosi, żeby przestał, to samiec posłucha :).
                Już to pisałem? Wybacz :).
    • yoric ATTRACTION 03.05.08, 16:20
      W związku z kłopotami czym miałoby być "attraction" wyjaśniam, jak ja to
      rozumiem. A ja rozumiem tak, jak o tym pisze DeAngelo, który otworzył mi oczy na
      wiele rzeczy.

      Eeela:
      > Nie, wcale nie chodzi o to. Chodzi o zestaw genów, który jest wybitnie
      kompatybilny z naszym (...) Zatem możemy sobie taki świetnie kompatyblny zestaw
      'wąchnąć' gdzieś na ulicy

      To tylko jeden aspekt attraction. Zapach mówi nam o kompatybilności systemów
      odpornościowych. Partner pachnie nam seksownie, ponieważ ma inny, niż nasz
      zestaw antyciał. Jeśli zmieszamy swoje geny, dzieciak będzie miał dwa
      *niepokrywające się* komplety antyciał, więc szeroki 'wachlarz odporności' na
      choroby. To ważna cecha, więc i ważny aspekt doboru partnera, ale przecież
      równie ważne jest, by dziecko po partnerze odziedziczyło inteligencję, intuicję
      społeczną, siłe, zdrowie, itd. 'Attraction' jest więc znacznie, znacznie szersze.

      Glam:
      > ze kobieta którą facet NAPRAWDĘ powala na kolana (ON sam, a nie
      jego opowieści o koneksjach, statusie, ciekawym życiu i powodzeniu u kobiet)...

      Dlatego PUAs nie OPOWIADAJĄ o tym, tylko to demonstrują. PUA nie mówi 'laski na
      mnie lecą', tylko zanim podejdzie do dziewczyny w knajpie, przejdzie koło niej z
      inną ładną laską uwieszoną na jego ramieniu (PUA mówią na to preselekcja i
      faktycznie to niewiarygodne jak to działa). PUA nie mówi 'jestem dominujący',
      tylko siedzi w postawie otwartej i zrelaksowanej, a osoby, które do niego mówią,
      nachylają się do niego, nie na odwrót. PUA nie mówi 'jestem dowcipny', ale całe
      jego towarzystwo co chwila wybucha śmiechem. PUA nie mówi o skokach ze
      spadochronem w pierwszym zdaniu rozmowy, tylko po 5 min rozmowy przemyca: "dziś
      nie poszaleję na parkiecie, bo jeszcze boli mnie noga po skoku". Itd.
      Kobieta nie wie czemu, ale ten facet się jej podoba.

      Gdyby attraction była wyzwalana tylko wyglądem i zapachem, PUAs nigdy w życiu
      nic by nie osiągnęli, kropka. Ale tak nie jest.

      Attraction występuje wtedy, kiedy kobieta ma ochotę na faceta jako kochanka,
      kiedy facet podoba się jej w sensie seksualnym. Oprócz atrakcyjności fizycznej
      faceta oraz 'kompatybilności genów', które są ważnymi składowymi attraction,
      jest jeszcze szereg innych komponentów.
      Według badań psychologów ewolucyjnych oraz doświadczeń PUA najważniejszym takim
      elementem jest postrzegany status faceta, który manifestuje się m.in. w pewności
      siebie. Inne czynniki to 'intuicja społeczna'/'instynkt towarzyski',
      inteligencja/dowcip, tajemniczość, otwartość na ryzyko, itd.
      Wszystkie te czynniki przekładają się na organiczne uczucie attraction, tj.
      kobiety reagują na *wszystkie te czynniki* tak jak facet reaguje na ładne duże
      cycki.

      Pozdrawiam
      • eeela Re: ATTRACTION 03.05.08, 17:00
        > Eeela:
        > > Nie, wcale nie chodzi o to. Chodzi o zestaw genów, który jest wybitnie
        > kompatybilny z naszym (...) Zatem możemy sobie taki świetnie kompatyblny zestaw
        > 'wąchnąć' gdzieś na ulicy
        >
        > To tylko jeden aspekt attraction. Zapach mówi nam o kompatybilności systemów
        > odpornościowych. Partner pachnie nam seksownie, ponieważ ma inny, niż nasz
        > zestaw antyciał. Jeśli zmieszamy swoje geny, dzieciak będzie miał dwa
        > *niepokrywające się* komplety antyciał, więc szeroki 'wachlarz odporności' na
        > choroby. To ważna cecha, więc i ważny aspekt doboru partnera, ale przecież
        > równie ważne jest, by dziecko po partnerze odziedziczyło inteligencję, intuicję
        > społeczną, siłe, zdrowie, itd. 'Attraction' jest więc znacznie, znacznie szersz
        > e.
        >


        Tak, rozumiem to. Świadomie jednak (i ja, i Glam) próbujemy poczynić
        rozróżnienie (uściślenie/zawężenie), które pomogłoby panom w zrozumieniu różnic
        w naszym odbieraniu partnerów seksualnych - oraz domniemanych przyczyn
        występowania LMR, wedle naszej najlepszej wiedzy, opartej na własnych
        doświadczeniach.
        • yoric Re: ATTRACTION 04.05.08, 03:35
          > Świadomie jednak (i ja, i Glam) próbujemy poczynić rozróżnienie (...) wedle
          naszej najlepszej wiedzy, opartej na własnych doświadczeniach.

          rozumiem, doceniam i o to mi właśnie chodziło :)

          Kiedy już ustaliliśmy, że pod danymi pojęciami rozumiemy to samo - zamieniam się
          w słuch i chłonę wiedzę i inspirację. Kto wie, co mi przyjdzie w życiu badać
          naukowo :).

          Pozdrawiam
    • yoric Podsumowanie 2 - typy LMR 03.05.08, 16:41
      > ale nikt chyba nie zaprzeczy ze kobieca attraction może mieć zwyczajnie RÓŻNE
      NASILENIE? Wszak może kobieta faceta pragnąć bardzo - i wtedy LMR raczej nie
      wystąpi, lub powiedzmy średnio - i wtedy należy oczekiwać instynktownego step
      back w postaci LMR...

      zdecydowanie tak. Podręcznikowy przypadek to ten nieszczęsny rockman, który jest
      tak silnie pożądany przez grouppies, że nie dostaje od nich żadnego LMR.

      Z drugiej strony moje doświadczenia LMR są bardzo kompatybilne ze schematem 'nie
      na pierwszej randce', a więc obroną reputacji przez kobietę. Silny (i skuteczny)
      LMR był wtedy, kiedy kobieta ewidentnie uważała całą sytuację za wstęp do
      dłuższej znajomości. Bardzo słaby (też był, a jakże, ale tylko taki symboliczny)
      LMR był wtedy, kiedy było jasne, że nic takiego nie będzie - byliśmy z innych
      miast, albo ona była z zagranicy i zaraz wyjeżdżała - i odkładanie seksu na
      później nie było możliwe.

      Pozdrawiam
      • eeela Re: Podsumowanie 2 - typy LMR 03.05.08, 16:58
        > Z drugiej strony moje doświadczenia LMR są bardzo kompatybilne ze schematem 'ni
        > e
        > na pierwszej randce', a więc obroną reputacji przez kobietę. Silny (i skuteczny
        > )
        > LMR był wtedy, kiedy kobieta ewidentnie uważała całą sytuację za wstęp do
        > dłuższej znajomości.


        Yoric, mówisz o LAST MINUTE resistance, czy resistance w ogóle? :-)

        Bo zaczynam podejrzewać, że mówisz o decyzjach świadomych, a nie o instynktownej
        ucieczce, kiedy kiecka już podniesiona, a rozporek rozpięty :-)

        Kulturowe naleciałości powodują często resistance na całej linii, od początku do
        końca, i nie można tego nazwać LMR. LMR jest tym, czym jest, instynktownym
        oporem ostatniej minuty, którego nie da się wyjaśnić żadną świadomą decyzją czy
        kalkulacją. LMR występuje również wówczas, gdy kobieta świadomie i dobrowolnie
        podejmuje decyzję o seksie z danym osobnikiem. Uważam, że miesanie oporu na tle
        kulturowym i LMR jest nieporozumieniem.
        • yoric Re: Podsumowanie 2 - typy LMR 03.05.08, 19:35
          Heheh, zdecydowanie LM :). Gdybym opisał na jakim dokładnie etapie, to byłaby
          pornografia :).
          • victta Re: Podsumowanie 2 - typy LMR 04.05.08, 20:58
            Wydaje mi sie że ten LMR włącza sie kobiecie ,gdy nie jest ona do końca pewna
            inteligencji emocjonalnej partera,jego zdolności empatii,współodczuwania.I to
            jest pewien nieuświadomiony test.
            Gdy kobieta stawia ten symboliczny opór-facet może sie wycofać,wtedy
            wiadomo,szans na związek nie ma,może ją zgwłacić-wtedy dowiedzie swojej siły
            fizycznej,ale nie emocjonalnej,a może kontynuować stanowczo,ale delikatnie
            ,pokazując partnerce,ze ją pragnie,ale jest dojrzałym samcem panujacym nad tak
            wielką siła jaką jest popęd seksulany.
            Przynajmniej ja tak to odczuwam i w czasie seksu uwielbiam właśnie ten moment
            oporu,wtedy moje pożądanie bardzo wzrasta,bo wiem,że kocham sie z prawdziwie
            dojrzałym mężczyzną.

            • eeela Re: Podsumowanie 2 - typy LMR 04.05.08, 22:17
              U mnie moment oporu szedł zazwyczaj w parze z niepełnym lub fałszowanym
              pożądaniem. Wtedy nie wiedziałam, że może być inaczej. Wszystko zdawało mi się
              pustą grą przed mężczyzną, a jeśli występowało u mnie podniecenie, szło jakoś
              'obok', było czysto mechaniczne, nie współgrało z moją psychiką. Myślałam
              wówczas, że wmoim przypadku jest to nie do uniknięcia, bo zazwyczaj mam
              nadmierne skłonności do autoanalizy w połączeniu z czasami dość ostrym
              krytycyzmem wobec przeżywanych emocji. Ale przy obecnym partnerze doświadczyłam
              niesamowitego uczucia współgrania psychiki z ciałem, zapomnienia, całkowitej
              utraty skłonności autoanalitycznych podczas bliskości z nim - i żadnego oporu
              ostatniej minuty. A szczerze mówiąc, to ogólnie oporu od samego początku trudno
              się było dopatrzeć :-) Co prawda poradziłam sobie ze zwalczeniem ochoty pójścia
              na całość jeszcze przed pierwszą randką, ale na randce już nawet nie miałam
              ochoty niczego zwalczać ;-)
              • glamourous Re: Podsumowanie 2 - typy LMR 04.05.08, 23:33
                Zgadza się. Mogę właściwie podpisać się pod każdym zdaniem powyższego postu
                eeeli - tez wielokrotnie zdarzał mi się brak łóżkowej asertywności i z tego
                powodu ładowałam się w seksualne klimaty z facetami od początku nie będąc
                stuprocentowo pewna ze tego NA PEWNO chce. I nawet jeśli byłam podniecona, to
                czysto mechanicznie ;-)

                Myślałam trochę o opcji zasugerowanej przez Viccte, czyli LMR jako brak
                psychologicznego bezpieczeństwa (pierwszy stosunek z nowym, mało znanym facetem,
                w dodatku nie ukrywającym ze nastawiony jest wyłącznie na klasyczną konsumpcje
                kobiety - bez emocji oraz jakichkolwiek dalszych w nią inwestycji), ale mój
                własny casus byłby tego zaprzeczeniem - kiedy poszłam 1 raz do łóżka z moim
                aktualnym partnerem (a była to nasza pierwsza randka) żadne z nas w
                najśmielszych oczekiwaniach nie sądziło ze kiedykolwiek będzie mógł nastąpić
                jakikolwiek "dalszy ciąg" tej relacji. Poznaliśmy się za granicą, a ja na drugi
                dzień miałam wracać do kraju. Nawet nie planowaliśmy kolejnego spotkania, miało
                być tylko "tu i teraz". A jednak nie wystąpił u mnie nawet ślad LMR, co więcej,
                to ja sama od A do Z ten seks sprowokowałam - to raczej on miał LMR, hehehe... ;-P
                • yoric Re: Podsumowanie 2 - typy LMR 05.05.08, 01:07
                  Mam identyczne doświadczenie, tyle że widziane z drugiej strony, tj. bycie
                  upolowanym przez kobietę z zagranicy, która na drugi dzień wracała do kraju.
                  Minimalny, taki zupełnie symboliczny LMR.

                  Do tego dochodzą dwa podobne przypadki upolowania w innym mieście, kiedy również
                  było wiadomo, że ja potem jadę do siebie i o żadnych związkach mowy nie ma. Tu
                  raz było bez LMR, raz z małym LMR. Ale to akurat te dwie panny miały oczekiwania
                  przemocy w łóżku - to mi porządnie dało do myślenia i ten drugi raz zainspirował
                  napisanie tego wątku.

                  Natomiast te kilka razy, kiedy wystąpił silny (i skuteczny :/) LMR, było na
                  pierwszej randce/spotkaniu z dziewczyną z tego samego miasta za każdym razem
                  oczekiwanie dalszego ciągu było ewidentne.

                  Wydaje się, że schemat jest taki, że jeśli kobieta nie ma nic do ugrania przez
                  LMR, to nie ma LMR. Seks będzie albo teraz, albo nigdy, związku nie będzie i
                  tak, więc LMR jako sposób na 'wyczekanie' faceta nie ma sensu.

                  Martwi mnie to o tyle, że jest zupełnie niespójne z moją hipotezą.

                  Wyjaśnienie alternatywne/komplementarne to dbanie o reputację. Dla kobiety
                  dbanie o reputację jest niezwykle ważne - nawet w epoce pigułek, feminizmu i
                  wielomilionowych metropolii. Oddanie się przybyszowi z 'zewnątrz' jest nie tylko
                  bardziej kręcące (obcy, znaczy ma nowy zestaw genów), ale i znacznie
                  bezpieczniejsze, niż oddanie się facetowi stąd, który zaraz pobiegnie pochwalić
                  się kolegom. A jeśli już kobieta sama jest w obcym miejscu, najlepiej za
                  granicą, wymogi 'reputacyjne' zostają właściwie zupełnie zniesione - można się
                  oddać nieskrępowanemu 'gene shopping' :).

                  Pozdrawiam
                  • yoric Jeszcze notka nt. przełamywania LMR 05.05.08, 01:21
                    Według Mystery (kto jak kto, ale gość zna się na temacie), sposobem na
                    przełamanie LMR jest freeze-out (przeczekanie) - oczywiście wczesniej można
                    zrobić tysiące rzeczy, żeby zminimalizować LMR, ale chodzi już o etap, kiedy LMR
                    zainstniał.

                    Złość, proszenie i naleganie, a nawet upór to słabe taktyki. Skuteczną
                    odpowiedzią jest powiedzenie (bez żalu, złości, itd.!) "rozumiem, nic nie
                    szkodzi" i zajęcie się czymś innym, np. oglądaniem telewizji, albo sprawdzaniem
                    maila. Wg Mystery facet w ten sposób pokazuje, że jest 'stabilny' i że zależy
                    mu na kobiecie, a nie na samym seksie. Kobieta nie chce seksu (w tym momencie),
                    ale nie chce też tracić zainteresowania faceta, więc sama musi zainicjować
                    przytulanie, itd., a wtedy można pójść o krok dalej.

                    Pozdrawiam
                  • eeela Re: Podsumowanie 2 - typy LMR 05.05.08, 02:25
                    > Natomiast te kilka razy, kiedy wystąpił silny (i skuteczny :/) LMR, było na
                    > pierwszej randce/spotkaniu z dziewczyną z tego samego miasta za każdym razem
                    > oczekiwanie dalszego ciągu było ewidentne.


                    Była to pierwsza randka, mieszkaliśmy w tym samym (niewielkim) mieście,
                    studiowaliśmy na tym samym uniwersytecie i w tym samym departamencie. Żeby być w
                    pełni uczciwą, to byłam po prostu strasznie naiwna - do głowy mi nie przyszło,
                    że ktoś może mnie potraktować jako jednonocną przygodę. Nigdy mi się to nie
                    zdarzyło. Nie zastanawiałam się również nad przyszłością czy związkiem. Po
                    prostu facet podobał mi się pod każdym względem, miałam dziką ochotę na seks z
                    nim, i tyle. Bez świadomych kalkulacji. To, że koniec końców jesteśmy wciąż
                    razem, to w żadnym wypadku nie jest zasługa moich początkowych planowych działań :-)
                  • glamourous Re: Podsumowanie 2 - typy LMR 05.05.08, 16:10
                    yoric napisał:

                    > można się
                    > oddać nieskrępowanemu 'gene shopping' :).


                    Fajne okreslenie ;-))
                    Chyba sie tej wiosny (doprowadzona do ostatecznosci moimi
                    malzenskimi perypetiami) w koncu udam na taki shopping ;-) bowiem
                    czas chyba porzucic ten moj genetyczny konserwatyzm ;-)

                    Poobserwuję sie tez przy tej okazji pod katem LMR ;-)) a po odbyciu
                    owej eksperiencji oczywiscie spostrzezeniami sie tutaj podziele. O
                    ile ten watek bedzie jeszcze na tapecie, bo poki co - niestety - nie
                    widze odpowiedniego kandydata na partnera do shoppingu ;-/
    • gomory Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 06.05.08, 12:57
      Taki opor mozna wytlumaczyc i tak:
      Nie wchodzac w czasy jaskiniowe - ciagniemy za soba spoleczny bagaz ktorego przekaz brzmi: kobieta szanujaca sie nie moze byc latwo ulegajaca. Podswiadomosc podpowiada jej, ze powinna sie pokrygowac by nie ucierpiala jej reputacja wiec robi to odruchowo. Pokonujac jej opor mezczyzna zrywa jednoczesnie gorset wyrzutow. Moze sie psychicznie otworzyc na doznania seksualne, bo do wybuchu namietnosci zostala przymuszona. To taki psychiczny spadochron.
      • kawitator Of topic 06.05.08, 16:15
        Gomory
        Spodobała mi sie Twoja sygnaturka
        ON: 69? ONA: hm.... 96!
        Taka bardzo w temacie
        Podrzucam taki stary rebusik Też troszkę w temacie
        H2O – H2O2 - 3ε
        Niestety ostatni znak miał byc powiekszony ;-((
    • avide Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 07.05.08, 19:43
      Wyjdzie, że "pucuję" płci pięknej ale cóż... napisze jak myślę.

      Od baaardzo dawna mam w sobie takie przekonanie, że zdrowy rozsądek i myślenie
      to jedno a pociąg seksualny to coś zupełnie innego. Dlatego chocby żona
      zapewniała mnie jestem ten jeden jedyny i w ogóle NIGDY nie zaufam na tyle żeby
      przestać się martwić czy mnie nie zdradzi.
      Dlaczego ?
      Ano właśnie przez cały ten obraz seksualności jaki wyłonił się w powyższej
      dyskusji.

      Na pociąg do drugiego osobnika nie mamy wpływu. Nasze ciało decyduje o tym samo.
      Dlatego właśnie czasami na widok, jednych nogi robią się na miękkie w kolanach,
      a koło innych przejdziemy nie zauważając ich. I to wcale nie chodzi o tych
      kanonowo uznanych za atrakcyjnych. Po prostu jak nasze ciało poczuję "TEN"
      zestaw genetyczny o LMR nie ma mowy.

      Choć do momentu przeczytania tego wątku nie miałem pojęcia o istnieniu owego LMR
      całkowicie się zgadzam, że owy LMR to swoisty sygnał dany kobiecie przez naturę,
      że mimo iż świadomość mówi "czemu nie ??" podświadomość mówi "wiej jak najdalej,
      to nie ten".

      Wg mnie przełamanie owego LMR polega albo na sile (fizycznej, psychicznej -
      whatever) samca na takim zdominowaniu kobiety by nie umiała się oprzeć mimo
      LMR-u. Albo (oraz) na zdolności kobiety lub raczej NIEUMIEJĘTNOŚCI kobiety do
      słuchania tego głosu wewnętrznego który mówi jednoznacznie. Owy LMR to właśnie
      ten głos. Tak jak w tym filmie "Spices" o którym wspomniała Glam. Kobiety często
      nie umieją słuchać tego co mówi im ich ciało i dają się "zwieść" samcowi i wtedy
      dochodzi do seksu. Te które umieją się wsłuchać same w siebie, robią w tył zwrot
      i jeśli nie zostaną wzięte siłą (na to nie mają wpływu) to nie dopuszczą do
      siebie samca uznając go za ładnie opakowany ale jednak wadliwy produkt.
      Tak ja to widzę.

      Eeela dziękuję za odpowiedź na moje poprzednie pytanie. Przyznaję że jednym
      postem rozwiałaś moje wątpliwości.
      Po prostu, jeśli LMR był i potem kobieta mówi sobie że nie ma pojęcia czemu w
      ogóle miała jakieś wątpliwości to znaczy, że nastąpiło w niej samo oszukanie,
      zracjonalizowanie sygnału ostrzegawczego jakie wysłało ciało w postaci LMR.
      Oczywiście może być dobrze i w ogóle z zestawie z tym facetem z któym ono
      wystąpiło, bo o tym jakie będzie ich pożycie tak naprawdę zdecyduje mnóstwo
      innych czynników. Jednak ze względu czysto biologicznego to nie będzie TEN
      osobnik i z nim NIGDY nie będzie tych fajerwerków jakie byłby z facetem z bez
      LMR-a. Choćby był surowy technicznie w łóżku to i tak samonakręcenie sę kobiety
      na TEN zestaw genetyczny spowoduje, że dla niej on będzie najlepszym kochankiem
      pod słońcem. Klapki opadną po latach, gdy już zmysły przestana tak mocno
      oddziaływać jednak nawet wtedy będzie to podświadome "coś" co spowoduje, że
      będzie kobietę ciągnęło do TEGO faceta, i będzie w niej występowało owe
      zablokowanie na innych mężczyzn. W sumie pękne to bo daje to dużą gwarancję
      wyłączności samcowi, iż mimo niekompetencji łóżkowej prawdopodobieństwo zdrady i
      mozliwości wychowywania nie swojego potomstwa jest minimalne ;-))
      To wg mnie taki jasny promyk dla całej społeczności samczej, że kobiety
      prawidłowo odczytując owy LMR (bądź jego brak) same niejako zastawiają na siebie
      sidła wierności ;-))))))). Facet w takich okolicznościach musi się naprawdę
      "wykazać" żeby taka kobieta go zdradziła. Takie kobiety potrafią latami tkwić w
      związkach cierpiąc z powodu braku seksu i nie umiejąc z tym fantem nic zrobić.
      Bo po prostu ten jeden jedyny i koniec kropka. ;-)))
      Mężczyźni nie posiadając LMR (przynajmniej nie w takim stopniu bo on też
      istnieje ale w trochę innej formie) dlatego wg mnie dużo łatwiej dopuszczają się
      między innymi niewierności niż kobiety.

      Jeśli nie spotka TEGO facet nigdy na swojej drodze to będzie żyła w przekonaniu,
      że ten którego wybrała jest właśnie tym i z żadnym innym lepiej być jej nie
      będzie. A jeśli go spotka to będzie to właśnie wg mnie ta okazja przez duże "O".
      Pójdzie wtedy z nim na seksualny koniec świata, jak ja to mówię, mimo iż może
      będzie to choćby jednorazowe, ale wtedy to nie będzie miało znaczenia, bo ciało
      będzie pragnęło zupełnie czego innego niż świadomość.

      W tym momencie niedowiarkom tej teorii polecam książkę Lwa-Starowicza "On i Ona
      rozmawiają o seksie". Autor opisuje w niej na podstawie własnych doświadczeń z
      praktyki lekarskiej przypadek pewnej kobiety. Całe życie wierna, kochająca
      uczciwa żona. Życie tak się jej poukładało, że musiała wyjechać bodajże na
      tydzień czy dwa do innego państwa. Sama. W opowiadaniu był zdaje się Londyn.
      Starowicz pisze, że siedząc na ławce, prawie nie znając języka obcego pewnego
      dnia w parku zagadał ją mężczyzna będący jej podświadomym ideałem faceta. To co
      się działo w jej ciele można porównać tylko do ogromnej erupcji wulkanicznej,
      erupcji żądzy i pożądania. Kompletnie go nie znając będąc rozsądna opanowaną i
      zrównoważoną kobietą dała się ponieść całkowitemu szaleństwu. Poszła z nim po
      zaledwie pseudo rozmowie do niego do domu i nie wyszli z niego przez chyba 3
      dni, kochając się tyle ile się dało. Uprawiała z nim seks na takie sposoby na
      jakie w życiu by się nie zgodziła z kimś innym, nawet z mężem, na sposoby o
      jakie by się nawet nie podejrzewała, że jest do tego zdolna. Po prostu,
      seksualnie to był TEN facet. Cy był LMR ??? Sami sobie odpowiedzcie. Czy
      potrzebowała go testować Yoric ?? Tak, ale tylko na zasadzie ile razy jest się w
      stanie w niej spuścić w ciągu godziny. Jak się opamiętała, rozum wrócił,
      rozsądek powiedział jej, że trzeba wracać do męża, do dzieci. Zostawiła go nie
      biorąc żadnego kontaktu. Jednak seks z nim na zawsze pozostał w jej głowie.
      Poznała różnicę między idealnym dopasowaniem a najbardziej OPTYMALNĄ opcją w
      postaci jej małżonka. Dodam, że kobieta nie uważała się za szczególnie namiętną,
      a tu proszę jaka niespodzianka.

      Zatem nawet jeśli taka pozornie poukładana kobieta ale będąca z facetem z
      LMR-em, pozna w jakimś czasie tego innego .... Wtedy nie będzie siebie
      rozumiała, będzie pytała się co się z nią dzieje i jednocześnie będzie się z tym
      innym pieprzyła jak króliczek z reklamy energizera jednocześnie mając
      gigantyczne wyrzuty sumienia (zasługa świadomości) że robi swojemu mężczyźnie
      takie chamstwo. Wszyscy dookoła będą ją potępiali, ukamienują ją ale ona i tak w
      tym czasie będzie przeżywała namiętność swojego życia o której nie zapomni już
      nigdy. I będzie to robiła, bo to po prostu będzie silniejsze od niej.

      Ci co nie wierzą w tą teorię nich poczytają sobie choćby forum Kobieta. Co jakiś
      czas trafia się tam właśnie taka zbłąkana duszyczka kompletnie nie rozumiejąca
      co się z nią dzieje i dlaczego ona to robi. Nie rozumiejąca, że jej ciało
      powiedziało "TO TEN" Przynajmniej z powodów biologicznych. Całą resztę pomijam.

      Może niektórzy pamiętają, jakiś czas temu założyłem tutaj taki wątek o
      dopasowaniu seksualnym FACETA do kobiety.
      Nie partnerów, nie kobiety do mężczyzny ale właśnie mężczyzny do kobiety.
      Wszystko co tam napasałem w zasadzie znajduje odzwierciedlenie w teorii o LMR i
      całej dyskusji między kobietami i Yoricem, na korzyść kobiecych argumentów.
      Pisałem tam, że kobieta powinna szukać i to ona powinna wybrać. Oczywiście można
      nigdy nie trafić na ten idealny zestaw genów, i jak to w życiu bywa pewnie jak
      już wybierzemy za jakiś czas okaże się, że trafi jeszcze odpowiedniejszy,ale
      coż... takie właśnie jest życie.

      Pogratulować dziewczynom, Glam, Eeeli, że potrafiły odnaleźć TYCH facetów i że
      są tego tak świadome. Przynajmniej w świetle biologii.
      To musi być dla nich niesamowita satysfakcja.
      • avide Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie - cd 07.05.08, 19:50
        Choć z pewnością takie twierdzenie jak tutaj zaprezentowałem powyżej jest szalenie bolesne i niewygodne dla samców, facetów mężczyzn czy jak ich tam zwał to tak naprawdę jeśli spojrzeć na to z innego punktu widzenia jest w tym ogromna korzyść również i dla tych "nieszczęśników" którym kobiety powiedziały "NIE" na podstawie LMR-u.
        Po prostu trzeba to zwyczajnie olać i szukać dalej. No chyba że chodziło o szybki niezobowiązujący seksik, wtedy ups... sorry i trza użyć siły (fizycznej, psychicznej i innej, Kawi wyjaśnił w szczegółach jakiej ;-))). Słowem nie chciała po dobroci ;-)), trza ją podstępem ;-))).
        Nie mniej jak już w końcu trafimy na kobietę u której nie zauważymy LMR-a....... ożenić się z taką. ;-)))
        Wierność i namiętność gwarantowana chciałoby się rzecz z lekkim przymrużeniem oka.

        KONIEC ;-))

        Pozdrawiam
        Avide
      • marek_gazeta Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 07.05.08, 19:57
        Ciekawe, ciekawe... czyli można prosto sprawdzić, czy to "ta" kobieta - jeśli babka z klasą (nie jakiś "disco-pustak") nie potrafi mi się oprzeć i zgadza się na seks na pierwszej randce, to znaczy, że ustrzeliłem gada :) W przeciwnym razie szukam dalej, szkoda czasu i kasy.
      • yoric Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 07.05.08, 22:04
        > dlatego wg mnie dużo łatwiej dopuszczają się między innymi niewierności niż
        kobiety.

        wątpię. Z kimś tę niewierność trzeba praktykować.

        > że będzie kobietę ciągnęło do TEGO faceta (...) Jeśli nie spotka TEGO facet
        nigdy na swojej drodze...

        mitologizujecie tę jednostkowość. To jest odtworzenie hollywoodzkich historii o
        wielkiej miłości, o połówkach jabłka, o tej jedynej/ym, tylko przebrane w język
        'zestawu genów'. To tak nie działa. Nie ma genetycznego zamka i idealnie
        pasującego klucza. Zestaw genów może pasować - i to też w sposób stopniowalny,
        mniej lub bardziej - tylko ze względów odpornościowych, o czym pisałem, a reszta
        to inne komponenty atrakcyjności. Tj. większość tego, co podoba się jednej,
        spodoba się i wszystkim innym (wzrost, sylwetka, status). Jeśli facet podoba się
        kobietom, to podoba się KOBIETOM, a nie KOBIECIE (a najlepsze jest to, że to
        umiejętność, której można się nauczyć!!!).

        > W tym momencie niedowiarkom tej teorii polecam książkę Lwa-Starowicza

        primo: liczebność próby statystycznej - 1...
        secundo: większość kobiet w Polsce reaguje na dźwięk języka angielskiego mniej
        więcej w opisany w historii sposób
        tertio: zagranica, Londyn (brak ograniczeń reputacyjnych + gene shopping)
        quarto: nie wiadomo, jak na tego faceta reagowały inne panie, możliwe, że podobnie

        Nie zrozum mnie źle. Ja się ogólnie zgadzam. A już w szczególności z akapitem
        zaczynającym się od:

        > Zatem nawet jeśli taka pozornie poukładana kobieta

        zgadzam się tak, że bardziej nie można.

        Tyle, że mechanizm jest inny. To, co opisujesz to mniej więcej konsekwencje
        podziału na 'attraction' i 'affection' (odpowiednio pożądanie do atrakcyjnego
        kochanka oraz przywiązanie do stałego partnera). Ale 'attraction' nie jest,
        podkreślam, nie jest wyzwalane jednym tylko czynnikiem, tj. *dopasowaniem*
        genotypów, ale całą masą różnych czynników, o której pisałem wyżej.

        Pozdrawiam
        • eeela Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 02:08
          Yoric,

          Oczywiście, że nie ma idealnie dopasowanych kluczy, połówek jabłka etc. Są
          mężczyźni z zupełnie niedopasowanym zestawem, są średnio dopasowani, są dobrze i
          bardzo dobrze, i świetnie dopasowani. Nie jest tak, że chodzą sobie po świecie
          dwa zestawy pasujące do siebie idealnie w każdym punkcie. To jest różnica
          ilościowa, różnica natężenia. Różnicę tę można zaobserwować nie tylko na
          podstawie występowania bądź nie zjawiska LMR. To jest też, jak Avide zauważył
          wyżej, różnica w roli, jaką odgrywa technika, różnica w reagowaniu na bliskość
          mężczyzny, różnica w czasie, na jaki rozkłada się spadek początkowej namiętności.

          Miałam w łóżku kilku facetów. Z każdym przeżycia były kompletnie inne, nie ze
          wszystkimi dobre. Jakość tych przeżyć nie zależy oczywiście tylko i wyłącznie od
          biologicznego dopasowania, ale też od tego, na jakim etapie rozwoju
          emocjonalnego i seksualnego jest kobieta. Mimo wszystko jednak pewne czysto
          biologiczne (dys)funkcje są do zauważenia na samej sobie. Miałam w łóżku faceta,
          którego bliskość mnie irytowała, a zapach odstręczał, mimo że był to całkiem
          jurny i perspektywiczny młodzian. I miałam (wciąż mam) takiego, którego sam
          zapach jednocześnie ekscytuje i uspokaja, którego wącham sobie po powrocie do
          domu po prostu dla zrelaksowania umysłu od zgiełku zewnętrznego świata. Nie
          twierdzę, że to oznacza, że nie ma na całym swiecie jeszcze lepszego zapachu i
          zestawu dla mnie. Twierdzę, że ten poziom kompatybilności jest już trudny do
          napotkania i dość rzadki. Bardzo wiele kobiet przechodzi przez życie z
          egzemplarzami średnio kompatybilnymi, mając całkiem udane życie seksualne i
          nigdy nie doświadczając kontaktu z bardziej kompatybilnym osobnikiem. Nasza
          seksualność nie jest taka prosta: nie ma tak albo nie, nie ma źle albo dobrze,
          bo pomiędzy i poza granicami tych opcji jest cała gama odcieni, delikatnych
          szarości i oślepiających kolorów :-)

        • glamourous Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 09:33
          yoric napisał:

          > mitologizujecie tę jednostkowość. To jest odtworzenie hollywoodzkich historii o
          > wielkiej miłości, o połówkach jabłka, o tej jedynej/ym, tylko przebrane w język
          > 'zestawu genów'. To tak nie działa. Nie ma genetycznego zamka i idealnie
          > pasującego klucza. Zestaw genów może pasować - i to też w sposób stopniowalny,
          > mniej lub bardziej - tylko ze względów odpornościowych, o czym pisałem, a reszt
          > a


          Alez to chyba oczywiste, ze nie tylko JEDNA osoba na całym świecie może tak do
          nas pasować i tak na nas działać. Nikt tu z nas chyba nie wierzy w opowieści o
          dwóch rozrzuconych po świecie polówkach tego samego jabłka ;-)))

          Ja osobiście myślę, to działa na zasadzie tarczy strzelniczej. Trafi się osoba,
          która wstrzeli się na naszej prywatnej erotyczno-genetycznej tarczy w zaledwie
          dwójkę czy trójkę (im mniejsza wartość tym większa szansa na wystąpienie LMRu),
          inna nie wstrzeli się wcale (i zostanie przez nas z góry odrzucona jako partner
          do seksu, a z kolei możemy tez trafić na 10 czyli osobnika dokładnie
          wstrzelającego się w nasze podświadome preferencje. I wtedy odlecimy kompletnie,
          bez LMRu. I tak to działa - wcale nie oznaczając ze nasza 10 jest tylko jedna na
          świecie i mieszka akurat w Paragwaju ;-)))

          > Tj. większość tego, co podoba się jednej,
          > spodoba się i wszystkim innym (wzrost, sylwetka, status). Jeśli facet podoba si
          > ę
          > kobietom, to podoba się KOBIETOM, a nie KOBIECIE (a najlepsze jest to, że to
          > umiejętność, której można się nauczyć!!!).

          Status i wzrost to nie wszystko. Nie ma uniwersalnego klucza, który będzie
          podobał się "większości" kobiet.
        • aandzia43 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 11:05
          Yoric:
          Tj. większość tego, co podoba się jednej,
          > spodoba się i wszystkim innym (wzrost, sylwetka, status). Jeśli
          facet podoba si
          > ę
          > kobietom, to podoba się KOBIETOM, a nie KOBIECIE (a najlepsze jest
          to, że to
          > umiejętność, której można się nauczyć!!!).

          Podobac się kobietom to jedno. Tego rzeczywiście w jakimś stopniu
          można sie nauczyć. Ale takie "podobanie się", to tylko schlebianie
          bardzo naskórkowym gustom pań. Takie "podobanie się" częściej lub
          rzadziej wpływa na decyzje o uprawianiu seksu. Oczywiście, że masa
          kobiet ekscytuje się zewnętrznymi przejawami statusu społecznego,
          topowymi zachowaniami i wyglądem, socjotechniczne gierki też robią
          swoje. Ale wierz mi, to ma sie nijak, lub prawie nijak do odbioru
          seksu uprawianego z danym panem. Spałam z różnymi panami, z różnych
          powodów. Jeśli zdarzyło mi się ulec tylko wizerunkowi faceta, to
          było beznadziejnie. Szybko zaczęłam słuchać tylko swojego instyntku.
          Jeden z moich najlepszych kochanków (najlepiej do
          mnie "biologicznie" dopasowanych) był brzydki jak noc listopadowa,
          nie z mojej...sfery (hi,hi), a w okolicznościach okołostosunkowych
          nie było nic, co by poruszało moje czułe struny. Zadałam się na
          instynkt i nie żałuję. Było cudnie.
          • kici10 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 19:13
            Jakoś ta cała dyskusja zaczęła mi się kojarzyć z bajką o Kopciuszku.
            Tyle, że zamiast bucika występuje tu dopasowanie genetyczne
            (kompatybilność - co za okropne słowo w dyskusji o związkach). Nobel
            temu, kto wie jak to sprawdzić. Zwykle czas weryfikuje to, co nam
            się wydaje, ale dopiero po wielu latach. Jeśli wiążesz się np. z
            czwórką, to cały związek masz na czwórkę. Więc jeśli nagle trafi ci
            się szóstka, czy ósemka, to nie pękaj, musisz brać, bo tak
            zaprogramowała cię biologia. Czy tak? Większość z nas wchodząc w
            związek jest przekonanych, że trafiło dziesiątkę. No ewentualnie
            ósemkę. Po kilku latach te wartości się zmniejszają. Poznajemy
            dokładnie genotyp partnera, również to, czego nie wywęszyliśmy na
            początku. Nie byłabym tak bezkrytyczna w fetyszyzowaniu dopasowania
            biologicznego. Kultura też na coś się przydaje. Nie mówiąc już o
            poziomie intelektualnym. W przeciwnym wypadku, o kant tyłka potłuc
            wszelkie dyskusje o pracy nad związkiem, staraniu się, zaskakiwaniu
            i tym podobnych bredniach, skoro wszystko zostało zaprogramowane.
            Dopasowanie z zasady powinno być obustronne. Jak to się więc dzieje,
            że w związku dla jednej strony ktoś jest ósemką, a dla drugiej tylko
            czwórką?
            • glamourous Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 19:50
              kici10 napisała:

              > Dopasowanie z zasady powinno być obustronne. Jak to się więc dzieje,
              > że w związku dla jednej strony ktoś jest ósemką, a dla drugiej tylko
              > czwórką?


              I właśnie na tym polega niedoskonałość tego świata, ze fakt, iż ktoś jest dla
              nas dziesiątką nie wyklucza ze my jesteśmy dla niego zaledwie czwórką. Gdyby tak
              nie było - nie byłoby nieodwzajemnionych miłości, jednostronnych fascynacji ani
              niedopasowania w małżeństwie ;-/
              • kici10 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 20:36
                Właśnie dlatego, że jest tyle różnych uwarunkowań, nie można
                wszystkiego tłumaczyć biologią. Zresztą sprowadzenie człowieka
                jedynie do zestawu genetycznego jest w pewnym sensie uwłaczające. Na
                h... nam bowiem osobowość i jej rozwój?
                • kici10 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 20:37
                  Miało być - na ch...
                  • glamourous Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 20:54
                    Alez osobowość oraz inteligencja jak najbardziej wpływają na genetyczne
                    współrzędne danego mężczyzny oraz są częścią jego "obrazu" (pasującego nam lub
                    nie) który odczytuje nasza podświadomość...
            • eeela Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 20:54
              Nobel
              > temu, kto wie jak to sprawdzić. Zwykle czas weryfikuje to, co nam
              > się wydaje, ale dopiero po wielu latach. Jeśli wiążesz się np. z
              > czwórką, to cały związek masz na czwórkę.

              Czy my to rozmawiamy o zwiazkach? :-)

              Mnie sie wydawalo, ze o seksie mowa. Nobel do sprawdzania niepotrzebny, roznica
              w dopasowaniu genetycznym na czworke (co jest u licha zlego w kompatybilnosci?)
              od dopasowania na dziesiatke jest ogromna i nie da sie tego nie zauwazyc czy nie
              byc tego swiadoma - tyle ze nie wszystkim kobietom dane jest tego w zyciu
              doswiadczyc.
              • kici10 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 21:11
                Czy my to rozmawiamy o zwiazkach? :-)

                A nie??? Mówimy o seksie, czy o masturbacji?

                co jest u licha zlego w kompatybilnosci?)
                Zaśmiecamy język słowami wymyślonymi na potrzeby techniki cyfrowej.
                Możemy mówić moje ciało - mój hardware, mój mózg - mój software, mój
                partner - mój peripheral, mój wygląd - mój interface. Tylko po co?


                i nie da sie tego nie zauwazyc czy ni
                > e
                > byc tego swiadoma - tyle ze nie wszystkim kobietom dane jest tego
                w zyciu
                > doswiadczyc.

                Nie kupuję tego.
                • eeela Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 21:59
                  > A nie??? Mówimy o seksie, czy o masturbacji?

                  Poszłam ze swoim obecnym partnerem do łóżka na pierwszej randce. Nie nazwałabym
                  tego masturbacją, to co wówczas uczyniłam, a związkiem wówczas tego przecież nie
                  dało się nazwać.

                  > co jest u licha zlego w kompatybilnosci?)
                  > Zaśmiecamy język słowami wymyślonymi na potrzeby techniki cyfrowej.
                  > Możemy mówić moje ciało - mój hardware, mój mózg - mój software, mój
                  > partner - mój peripheral, mój wygląd - mój interface. Tylko po co?

                  Kompatybilizm to nie jest słowo z epoki cyfrowej, tylko z klasycznej łaciny.


                  > i nie da sie tego nie zauwazyc czy ni
                  > > e
                  > > byc tego swiadoma - tyle ze nie wszystkim kobietom dane jest tego
                  > w zyciu
                  > > doswiadczyc.
                  >
                  > Nie kupuję tego.

                  Też kiedyś nie kupowałam, i życzę ci szczerze, żebyś i Ty miała okazję dostrzec
                  różnicę :-)
                  • kici10 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 22:55
                    Poszłam ze swoim obecnym partnerem do łóżka na pierwszej randce. Nie
                    nazwałabym
                    > tego masturbacją, to co wówczas uczyniłam, a związkiem wówczas
                    tego przecież ni
                    > e
                    > dało się nazwać.

                    Nie romawiamy tylko o tym szczególnym przypadku, ale trochę szerzej.

                    Też kiedyś nie kupowałam, i życzę ci szczerze, żebyś i Ty miała
                    okazję dostrzec
                    > różnicę :-)
                    Dalej tego nie kupuję. Dość długo żyję na tym świecie, żeby
                    doświadczyć różnych rzeczy, ale nie zamierzam epatować nimi na forum
                    publicznym.
                    Życzeń nie przyjmuję, ponieważ nie chce mi się przewalać całego
                    życia dla kilku złudzeń. Dobrze jest, jak jest. I niech tak będzie
                    jak najdłużej.
                    Nigdy nie poszłam do łóżka na pierwszej randce, a LMR występował u
                    mnie zawsze. Tym większy, im bardziej mi się ktoś podobał.
              • yoric Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 21:13
                Eeelu, jak definiujesz owo tajemnicze "dopasowanie genetyczne"? Co konkretnie
                przez to rozumiesz?
                • eeela Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 22:03
                  Słowa 'dopasowanie' użyłam zamiast zganionej kompatybilności. Definiuję je
                  według zespołu wrażeń i reakcji, jakie sama czysta fizyczność mężczyzny wywołuje
                  w kobiecie. Jak wyżej zauważyła Glam, wcale nie jest tak, że fizyczność jednego
                  mężczyzny będzie wywierała podobne wrażenia na różnych kobietach. Wrażenia
                  wywoływane nią mało mają wspólnego z ogólnym wyglądem mężczyzny, jego statusem
                  społecznym, jego prezentowaną klasą czy inteligencją. Wedle mojego
                  doświadczenia, największą rolę odgrywa - zapach.
                  • yoric Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 23:47
                    OK, czyli zapach.

                    Ja to rozumiem. Zapach, kolor oczu i włosów dla mnie też grają ogromną rolę.
                    Natomiast "czysta fizyczność" to jest bardzo zwodnicze określenie. Nieświadomie
                    rejestrujesz takie rzeczy jak *kontakt wzrokowy *język ciała (postawa,
                    zajmowanie przestrzeni) *pozycja w grupie (jak zachowuje się wobec niego
                    otoczenie). Nie zamieniłaś z gościem słowa, więc potem myślisz, że reagujesz na
                    "fizyczność" faceta, a reagujesz na "całokształt".
                    • eeela Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 09.05.08, 00:32
                      Ależ ja tego nie wykluczam! Nie napisałam chyba 'tylko zapach', ale 'głównie
                      zapach', mam nadzieję?
                      Myślę też, że wypowiadane słowa, markę garnituru i pozycję zawodową można z tego
                      zestawu cech czystej fizyczności wyrzucić :-)
                      • yoric Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 09.05.08, 01:01
                        Nie. Tj. nie jest to takie proste. Niektóre aspekty też rejestrujemy
                        podświadomie i potem jesteśmy skłonni sklasyfikować to jako fizyczność. Ton
                        głosu na przykład (dominujący ludzie mówią głośno i nie dają sobie przerywać).
                        Pozycja zawodowa może przekładać się na pewność siebie, która manifestuje się w
                        postawie i zachowaniu... itd.

                        Pozdrawiam
                        • eeela Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 09.05.08, 11:17
                          Yoric, Ty się upierasz mówić o całokształcie attraction, a ja Ci próbuję
                          wytłumaczyć, że takie elementy jak zachowanie samca w grupie mogą jedynie
                          uzupełniać kompatybilność genów, nie zastąpić, i nigdy nie dadzą w rezultacie
                          wspaniałych wrażeń zmysłowych, kiedy nie występują w połączeniu z odpowiednim
                          zapachem feromonów.
          • glamourous Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 19:39
            Aandzia, jest dokładnie tak jak piszesz. Ja już dość dawno zauważyłam, ze w
            ogóle mężczyźni maja spory problem ze zrozumieniem jak to jest możliwe, ze facet
            czasami jest OBIEKTYWNIE przystojny, niczego mu nie brakuje, a mimo to kobieta
            może jakimś cudem NIE MIEĆ na niego ochoty...

            Miałam kiedyś bardzo dobrego kolegę - obiektywnie przystojny, obiektywnie
            inteligentny i o bardzo dobrym socjalnym statusie, obiektywnie niezłe ciało, do
            tego oboje akurat byliśmy chwilowo wolni. Jednak nie miałam na niego
            najmniejszej ochoty - po prostu kompletnie nie odpowiadał mi klimatycznie,
            feromonalnie i jakoś kuriozalnie na mojej "tarczy strzelniczej" - pomimo tych
            wszystkich niewątpliwych walorów - nie wstrzeliwał się nawet w "jedynkę"...

            Koleś był oczywiście b. zainteresowany wspólnym seksem - i spędziłam wiele
            godzin na negocjacjach, rozmowach i wszelakim tłumaczeniu mu DLACZEGO nie się z
            nim nie prześpię. On zaś nie potrafił zrozumieć jak to się dzieje, ze inne
            kobiety oglądają się za nim na ulicy, a ja - skądinąd temperamentna kobita i
            skazana chwilowo na celibat - mogę być taka nieprzejednana ;-) Pamiętam ze po
            wielokrotnym drążeniu tematu doszliśmy w końcu do wspólnego wniosku, ze kobiety
            jednak są inaczej skonstruowane pod tym względem niż mężczyźni : facetowi
            wystarczy ze kobieta jest po prostu W MIARĘ ATRAKCYJNA, żeby ochota na
            przelecenie jej mogła się w nim potencjalnie obudzić. Wystarczy właściwie ładne
            kobiece ciało, akceptowalna twarz (nawet typ urody nie jest tak bardzo istotny)
            i w miarę standardowy poziom inteligencji. To w zasadzie wystarczy, żeby facet
            miał ochotę na konsumpcje takiej pani. Kobiecie natomiast nie wystarczy, żeby
            facet był "ogólnie i obiektywnie atrakcyjny". U kobiet to tak nie działa - muszą
            być spełnione jakieś inne podświadome kryteria. I jestem pewna, ze kobieca
            intuicja biologiczna pewnie macza w tym palce po same nadgarstki...

            • kici10 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 20:29
              Kobiecie natomiast nie wystarczy, żeby
              > facet był "ogólnie i obiektywnie atrakcyjny". U kobiet to tak nie
              działa - musz
              > ą
              > być spełnione jakieś inne podświadome kryteria.

              Zależy od okoliczności i własnego miejsca w rakingu damsko-męskim.
              Jak się jest młodym, pięknym, bogatym, to ósemka to mało. Jak się
              jest5 starym, brzydkim i biednym, to i jedynka obleci.
              • glamourous Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 22:38
                kici10 napisała:

                > Jak się jest młodym, pięknym, bogatym, to ósemka to mało. Jak się
                > jest5 starym, brzydkim i biednym, to i jedynka obleci.


                Niby fakt, oblecieć "z braku laku" to pewnie i obleci. Przespać się w ramach
                łapania okazji można się właściwie z każdym. Ale odczucia z taka jedynką będą
                zapewne nieporównywalnie gorsze niż miałoby to miejsce z jakąś wyższą, bardziej
                kręcącą cyferką ;-)
                • kici10 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 22:59
                  Nawet po kilku latach celibatu?
                  • aandzia43 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 09.05.08, 14:53
                    Tak, Kici, nawet po kilku latach celibatu. Dobry, naprawdę kręcący
                    seks zaistnieć może dzień po seksie (gorszym czy lepszym, z innym
                    facetem), a lata posuchy nie oznaczają, że będziemy zadowoleni z
                    tego, co nam się przytrafi po nich. Piszę na podstawie swoich
                    doświadczeń.
                    A propos pierwszej randki. Zdarzało mi się chodzić do łóżka z nowo
                    poznanym facetem. O tym, czy seks był (dla mnie oczywiście) naprawdę
                    dobry, czy taki sobie, czy beznadziejny, nie decydowało to, czy jest
                    to pierwsza randka, dziesiąta, czy lata znajomości. To nie miało
                    najmmniejszego znaczenia. Dobrze było tylko wtedy, gdy posłuchałam
                    swojego instynktu. (No, raz posłuchałam, a było kiepsko, ale to
                    chyba zupełnie inna opowieść;-)
            • avide Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 09.05.08, 09:12
              Glam, trafiłaś w samo sedno.

              Jako facet setki razy się zastanawiałem co jedna czy druga cholernie atrakcyjna
              kobieta, mogąca mieć teoretycznie każdego faceta robi z małym, misowatym,
              łysiejącym gościem. Prędzej bym widział ją u boku jakiegoś wysportowanego
              niebieskookiego postawnego blondyna. I przyznaję się szczerze, że to tej pory
              tego nie rozumiem. Mój mózg jest chyba zbyt mały by to pojąć ;-))). Albo może
              zwyczajnie tego pojąć się nie da, to trzeba po prostu poczuć ?? trzeba być
              kobietą i już ?

              Weźmy przykład Edyty Górniak. Widzieliście jej męża z którym jest ponoć
              cholernie szczęśliwa ma dziecko itp. ???? Przeszedłbym obok takiego faceta będąc
              kobietą (z męskiego punktu widzenia) i nawet nie zauważył.

              Dalej...
              przyznaję, facetowi wystarczy akceptowalność kobiety, by uprawiać z nią seks.
              Sam tak mam. Działa to na zasadzie, że kobieta nie może mnie odrzucać,
              czymkolwiek, ale nie może. Czyli działa to na zasadzie eliminacji a nie na
              zasadzie wyboru. Jeśli dana kobieta nie posiada jakiejś cechy która mnie, nawet
              podświadomie odpycha, jest to dla mnie potencjalna kandydatka do łóżka. Nie do
              małżeństwa ale do łóżka jak najbardziej. Nie musi mnie pociągać jakoś
              specjalnie. Nie muszę odlecieć na jaj punkcie. Wystarczy, że będzie dla mnie
              AKCEPTOWALNA. Taka ma męska natura.
              Hehe,przypomniała mi się jedna sytuacja w tym miejscu, z życia wzięta. Miałem
              spotkanie czysto zawodowe jakiś czas temu z naprawdę atrakcyjną kobietą. I
              pamiętam do dziś. Jak na nią patrzyłem miałem na nią cholerną ochotę, ale jak
              tylko ja poczułem, jej zapach... ochota pękła we mnie jak bańka mydlana i nie
              mogłem się doczekać kiedy spotkanie się skończy i każde pójdzie w swoją stronę.
              Taki mały męski LMR ;-)))

              Kobiety muszą jednak czuć pełną kompatybilność, lub przynajmniej wydawać im
              się, że ją widzą, czują, żeby iść do łóżka z facetem. Tak przynajmniej
              zauważyłem na podstawie moich dotychczasowych doświadczeń.

              Pozdrawiam.
              Avide
              • kici10 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 09.05.08, 10:08
                Kobiety muszą jednak czuć pełną kompatybilność, lub przynajmniej
                wydawać im
                > się, że ją widzą, czują, żeby iść do łóżka z facetem. Tak
                przynajmniej
                > zauważyłem na podstawie moich dotychczasowych doświadczeń.

                Oczywiście nie bierzemy pod uwagę takich sytuacji jak szkolenia,
                kursy, delegacje, sanatoria itp. Sama wielokrotnie widziałam
                kobiety, które miały w oczach coś takiego, że wiadomo było, że
                bzyknie wszystko co się nawinie. I bzykały. Bez specjalnej krępacji,
                żeby nie tracić czasu. Byleby miał ochotę. Nie chodziło tutaj o
                konkretnego faceta. Mial być jakikolwiek. Taka pani wchodziła do
                sali, i od razu było wiadomo, co jej w duszy gra.
                • glamourous Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 09.05.08, 11:32
                  kici10 napisała:



                  > kobiety, które miały w oczach coś takiego, że wiadomo było, że
                  > bzyknie wszystko co się nawinie. I bzykały. Bez specjalnej
                  krępacji,
                  > żeby nie tracić czasu. Byleby miał ochotę. Nie chodziło tutaj o
                  > konkretnego faceta. Mial być jakikolwiek.


                  A, to juz jest nimfomania albo inna skrajna kobieca desperacja (byc
                  moze nawet w pelni swiadomy wybor, zeby brac wszystko co popadnie :
                  jakies kompulsywne nadrabianie straconego czasu, zaliczanie,
                  goraczkowe korzystanie z sytuacji itp). Ale my tutaj rozmawiamy
                  normalnym (czyli z jakims tam stopniem selekcji) kobiecym podejsciu
                  do seksu, a nie o skrajnosciach.
                  PS. Mysle jednak (chociaz moge sie mylic), ze nawet nimfomanka NIE
                  DO KAZDEGO FACETA czuje taka sama "miętę" - ze sa tacy na ktorych
                  bedzie miala wieksza chcice, na niektorych mniejsza...
                  • kici10 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 09.05.08, 14:12
                    A, to juz jest nimfomania albo inna skrajna kobieca desperacja

                    Nie do końca. Podlegamy różnym uwarunkowaniom, które mają wpływ na
                    nasze decyzje:
                    - jesteśmy ładni, czy brzydcy
                    - jesteśmy zdrowi, czy chorzy
                    - jesteśmy młodzi, czy nie pierwszej świeżości
                    - mamy czas na dziecko, czy zbliża się klimakterium
                    - kawał życia przed nami, czy wchodzimy w smugę cienia
                    - jesteśmy nasyceni, czy na głodzie seksualnym
                    - jesteśmy zadowoleni ze swojego życia, czy wręcz przeciwnie
                    - jesteśmy zadowoleni ze swojego partnera, czy nie cierpimy go
                    itd. itd.
                    Nie możemy zakładac sytuacji idealnej (laboratoryjnej). Tzn. osoba z
                    wszystkimi atrybutami dającymi jej wysoką pozycję na rynku damsko-
                    męskim wybiera spośród gotowych osobników płci przeciwnej.
                    • glamourous Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 09.05.08, 15:07
                      Masz racje, kici.
                      Moze istotnie za bardzo to wszystko oceniam z wlasnego punktu
                      widzenia. Biore pod uwage wylacznie to, jak sprawa moze wygladac z
                      perspektywy mlodych kobiet, ktore na rynku damsko-meskim maja na
                      tyle wysokie notowania, ze moga sobie do woli powybrzydzac ;-) A tu
                      chyba faktycznie wyglada na to, ze wiek oraz inne czynniki
                      obnizajace taka uprzywilejowana pozycje moga wplynac na nasze oceny
                      innych jako potencjalnych partnerow. Kto wie, jak bede spiewala
                      bedac grubo po czerdziestce... ;-) Na ile trzeba bedzie
                      przewartosciowac "tarcze strzelnicza" i na jakie bolesne kompromisy
                      bedzie musiala pojsc moja biologiczna intuicja...;-)
                      Tak wiec przyznaje Ci racje co do tego, ze punkt widzenia zalezy od
                      punktu siedzenia - to oczywiste.
                      • kici10 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 09.05.08, 19:41
                        No i jeszcze trzeba mieć trochę szczęścia w życiu :-)
              • glamourous Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 09.05.08, 12:26
                avide napisał:


                > Weźmy przykład Edyty Górniak. Widzieliście jej męża z którym jest
                ponoć
                > cholernie szczęśliwa ma dziecko itp. ???? Przeszedłbym obok
                takiego faceta będą
                > c
                > kobietą (z męskiego punktu widzenia) i nawet nie zauważył.



                Tak miedzy nami mowiac to nie rozumiem, czemu wszyscy tak psiocza na
                fizis meza Gorniakowej ;-)) Moim zdaniem to calkiem przyzwoity
                fizycznie facet i oni oboje pasuja do siebie jak ulal - ona ciemna w
                kolorycie, on jasny z miekkimi rysami twarzy, ona male ciemne oczy,
                on duze i jasne... Fizyczne przeciwienstwa. Nigdy nie widzialam ich
                potomka, ale jestem pewna ze ta mieszanka genetyczna dala dobry
                efekt i dziecko jest ladne i udane. Hehe, co wiecej jako ciemnooka
                brunetka rozumiem wybor Gorniakowej doskonale i wcale jej maz nie
                wydaje mi sie nieatrakcyjny ;-) Coz, kobieca intuicja wymyka sie
                rozumowi, a zwlaszcza meskim wyobrazeniom o tym "jak to powinno
                byc" ;-)

                Juz dawno zauwazylam (na przykladzie swoim i na podstawie obserwacji
                otaczajacych mnie par), ze ludzie w 90paru procentach dobieraja sie
                na zasadzie fizycznych przeciwienstw. To dlatego Grecy czy Wlosi tak
                uwielbiaja Slowianki i Skandynawki i vice versa, a eteryczne
                blondynki maja miekko w kolanach na widok typu latino lover ;-) I
                nie chodzi tu koniecznie o typy kolorystyczne. Facet z duzym nosem
                bedzie mial slabosc do kobiet z malutkim i zgrabniutkim. Kobieta z
                genem nadwagi lub o endomorficznej sylwetce bedzie wolala mezczyzn -
                ektomorfikow. I odwrotnie. Nosiciele genu malych oczu beda
                podswiadomie wybierali tych z wiekszymi. Itp, itd. Na zasadzie :
                skrajnie rozne cechy fizyczne = calkiem inny genotyp, co z kolei
                jest korzystne dla potomstwa. Taki biologiczny podswiadomy matching
                istnieje rowniez po to, zeby zneutralizowac nasze malo korzystne
                geny dominujace aby nie doszlo do degeneracji (np. dominujacy gen na
                wielki nos u obojga rodzicow moglby dac teoretycznie jeszcze wiekszy
                nos u dziecka, ktore mogloby byc potem odbierane jako nieatrakcyjne
                i nie osiagnac w przyszlosci reprodukcyjnego sukcesu). Czyli taka
                genetyczna urawniłowka do ktorej podswiadomie dazymy zeby zapewnic
                naszemu potomstwu pomyslna i skuteczna reprodukcje ;-)

                Przy czym uprzedzajac ewentualne ataki od razu uscislam, ze zdaje
                sobie oczywiscie sprawe ze nosy, uszy czy typ sylwetki to NIE SA TO
                JEDYNE KRYTERIA DOBORU PARTNERA. Wiem tez, ze zdarzaja sie od tej
                reguly wyjatki. Wiem tez ze niektorzy ludzie nie sluchaja swojej
                genetycznej intuicji, albo po prostu nie maja wyboru. Wiem, wiem,
                wiem. Niemniej jest to jeden z podswiadomych czynnikow attraction,
                dopuszczany przez nas do glosu lub ignorowany.

                Moze jednak ten moj powyzszy wywod wyjasni Ci, Avide, choc troche
                casus Gorniak i jej meza - na zasadzie "pokaz mi swojego partnera, a
                powiem Ci jaki/a jestes" ;-)
          • arronia Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 16.10.08, 21:36
            aandzia43 napisała:

            > Yoric:
            > Tj. większość tego, co podoba się jednej,
            > > spodoba się i wszystkim innym (wzrost, sylwetka, status). Jeśli
            > facet podoba się
            > > kobietom, to podoba się KOBIETOM, a nie KOBIECIE (a najlepsze jest
            > to, że to
            > > umiejętność, której można się nauczyć!!!).
            >
            > Podobac się kobietom to jedno. Tego rzeczywiście w jakimś stopniu
            > można sie nauczyć. Ale takie "podobanie się", to tylko schlebianie
            > bardzo naskórkowym gustom pań. Takie "podobanie się" częściej lub
            > rzadziej wpływa na decyzje o uprawianiu seksu. Oczywiście, że masa
            > kobiet ekscytuje się zewnętrznymi przejawami statusu społecznego,
            > topowymi zachowaniami i wyglądem, socjotechniczne gierki też robią
            > swoje.

            Przy czytaniu tego wątku często pojawiało mi się pytanie - czy LMR nie jest
            częstym doświadczeniem PUA'owców, bo oni manipulują swoim wizerunkiem. Uczą się
            np. pozy "pewność siebie" nie pewności siebie (o ile rozumiem), prezentowania
            statusu a nie zdobywania statusu. Nie byłoby wtedy dziwne, że ich wciągnięte w
            sieć wybranki miewają przebłyski oporu.

            Ciekawe, jakie są doświadczenia surowych-nieszkolonych mężczyzn.
            I jak się mają doświadczenia obu grup do siebie.
    • yoric Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 21:10
      Widzę, że jest problem z tym, że każdy rozumie używane tu pojęcia po swojemu.
      Dla mnie sytuacja wygląda tak:

      Attraction rozumiem w sensie DeAngelo: "ATTRACTION isn't something that is
      logically chosen. ATTRACTION is basically an EMOTIONAL RESPONSE to certain cues
      and behaviors. Women don't DECIDE to feel ATTRACTION for a man... ATTRACTION is
      something that happens on its own, for its own reasons... Attraction Isn't A
      Choice!"

      Całe attraction (a nie np. tylko zapach) jest czymś instynktownym. U mężczyzn
      jest wyzwalane głownie przez wygląd kobiety, natomiast u kobiet przez wiele
      różnych czynników/wzorców zachowań, np. zachowania wskazujące na dominację w
      stadzie (status), itd. Powtarzam, że tu są zgodne badania psychologów
      ewolucyjnych oraz praktyka PUAs (i moje skromne doświadczenia), więc tu po
      prostu nie przyjmuję polemiki, bo jeśli twierdzicie inaczej, to po prostu się
      mylicie, albo inaczej definiujecie attraction.

      Komponent "dopasowania" genów o ile wiem może być tylko w jednym aspekcie, tj.
      zapachowe wyczuwanie, jaki zestaw antyciał ma dany osobnik. Jeśli dość różny, to
      dobrze, bo nasze ew. dzieci będą odporne na większy wachlarz chorób. Zapach jest
      więc jednym z elementów attraction, ale na pewno nie jedynym.

      Teoretycznie jest możliwe, że kobieta decyduje o pójściu do łózka z facetem na
      podstawie innych składników attraction (tj. facet podoba się jej, ma na niego
      chęć), ale LMR czuje bądź nie na postawie kompatybilności zapachów, czyli tylko
      jednego, wyróżnionego składnika attraction.

      Jeśli to jednak ma być mechanizm biologiczny, to jest bez sensu. Mówiąc w dużym
      uproszczeniu, ewolucja tworzy raczej rzeczy, które działają sensownie, a nie 'od
      czapy'. Ewolucja nie tworzy instynktu ostrzegawczego, który uruchamia się na
      godzinę od zaistnienia niebezpieczeństwa, nie tworzy lęku wysokości, który
      włącza się dopiero w połowie skoku z 10 piętra. Taki opór przed seksem z
      'niekompatybilnym' odpornościowo partnerem, żebyć odnieść skutek, musiałby się
      włączać na etapie przed pójściem w krzaki. Poza tym posiadanie potomstwa z
      obiektywnie superatrakcyjnym samcem i tak jest opłacalne, nawet jeśli systemy
      odpornościowe nie są kompatybilne, więc nieświadome kalkulacje rządzące tym, czy
      kobieta poczuje attraction i ew. LMR musiałyby uwzględniać i ten czynnik.

      Pozdrawiam
      • victta Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 21:46
        > Całe attraction (a nie np. tylko zapach) jest czymś instynktownym. U mężczyzn
        > jest wyzwalane głownie przez wygląd kobiety, natomiast u kobiet przez wiele
        > różnych czynników/wzorców zachowań, np. zachowania wskazujące na dominację w
        > stadzie (status), itd. Powtarzam, że tu są zgodne badania psychologów
        > ewolucyjnych oraz praktyka PUAs (i moje skromne doświadczenia), więc tu po
        > prostu nie przyjmuję polemiki, bo jeśli twierdzicie inaczej, to po prostu się
        > mylicie, albo inaczej definiujecie attraction.

        W takim razie jak ewolucyjnie wytłumaczyć,że dla np.kobiety z alkoholowej
        rodziny,atrakcyjnym będzie partner z podobnym problemem,choć jednocześnie
        zarówno dla niej jak i dla dzieci to równia pochyła.
        To jest może ekstremalny przypadek,ale myślę,że jednak ludzie bardzo często
        dobierają sie na zasadzie jakiś luk emocjonalnych i biologia odsuniętą jest na
        drugi plan.
        Ja cały czas uważam,że chodzi o test partnera na dojrzałość.Gdy kobieta bardzo
        pragnie mężczyzny,a nie wiąże z nim nadziei na zawiązek to jej sie żaden test
        nie włącza,bo po co.Co najwyżej może zażądać testu na HIV.
        Gdy bardzo go pragnie i jednocześnie wiąże nadzieje na związek,to pożądanie
        wysuwa sie na pierwszy plan,a resztę sobie sprawdza w warunkach poza łóżkowych.
        Gdy wiąże z nim nadzieje,a jednocześnie pragnie tak na pół gwizdka to wtedy
        każda sytuacja na testowanie jest dobra.I cały LMR sie ujawnia.
        • yoric Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 08.05.08, 23:57
          Alkohol nie jest częścią naszej ewolucyjnej przeszłości, więc nie był presją
          selekcyjną.

          > to jej sie żaden test nie włącza

          tak a propos. Kobiety testują facetów non-stop. W większości robią to
          nieświadomie. Przykłady testów: "kup mi drinka", "siądźmy przy TYM stoliku",
          "dziś nie mam nastroju, umówmy się na wtorek", "czy wyglądam grubo?", "nie
          lubisz Blur? Nie masz gustu!", itd. Jeśli facet podlizuje się, żeby uzyskać
          akceptację, kobieta natychmiast traci nim zainteresowanie, albo w rzadszych
          przypadkach traktuje go co najwyżej jako kandydata na partnera długoterminowego.

          Pozdrawiam
          • eeela Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 16.09.08, 20:46
            Przykłady testów: "kup mi drinka", "siądźmy przy TYM stoliku",
            > "dziś nie mam nastroju, umówmy się na wtorek", "czy wyglądam grubo?", "nie
            > lubisz Blur? Nie masz gustu!", itd. Jeśli facet podlizuje się, żeby uzyskać
            > akceptację, kobieta natychmiast traci nim zainteresowanie, albo w rzadszych
            > przypadkach traktuje go co najwyżej jako kandydata na partnera długoterminowego

            Yoric, ty masz jednak obsesje na tym punkcie :-) Czy naprawdę wydaje ci się, że
            kobieta, której będziesz odpowiadał: 'sama sobie kup', 'nie ma mowy, siadamy
            przy tamtym', 'jak nie we wtorek to się wypchaj' i 'tak, wyglądasz grubo' -
            zacznie się tobą (seksem z tobą) bardziej interesować niż w przypadku, gdy
            kupisz jej drinka, usiądziesz przy wskazanym przez nią stoliku i powiedz jej, że
            wygląda w sam raz? :-D
    • yoric Post scriptum 13.09.08, 00:34
      Post scriptum do tematu.
      Wycofuję się z mojej hipotezy. Po ponownym przemyśleniu starych i nowych
      doświadczeń własnych dochodzę do wniosku, że nie mam dowodów na moją propozycję,
      tj. LMR jako mechanizmu biologicznego do testowania samca. Właściwie wszystkie
      doświadczenia są spójne z odmową seksu jako mniej lub bardziej (z naciskiem na
      bardziej) uświadomionej strategii przetrzymania w stylu "jak będzie musiał
      poczekać to może się zaangażuje". Tam, gdzie z różnych względów opcja nawiązania
      dłuższej znajomości była wykluczona, LMR było śladowe, albo nie było go wcale.

      Dość długo tutaj wałkowaliśmy temat, więc nie wiem, czy komuś się jeszcze chce.
      Ale jeśli tak, to jestem ciekaw wypowiedzi facetów, czy ich doświadczenia
      potwierdzają ww. schemat.

      PS: Co do upodobań kobiet do (kontrolowanej) męskiej przemocy w łóżku to
      podtrzymuję moją opinię, że to bardzo powszechne i bardzo interesujące zjawisko.
      • aandzia43 Re: Post scriptum 13.09.08, 02:08
        > PS: Co do upodobań kobiet do (kontrolowanej) męskiej przemocy w łóżku to
        > podtrzymuję moją opinię, że to bardzo powszechne i bardzo interesujące zjawisko

        A co to za przemoc, jeśli jest kontrolowana? Jakieś chichotliwe przepychanki i
        walki na poduszki;-)
      • eeela Re: Post scriptum 14.09.08, 13:46

        > PS: Co do upodobań kobiet do (kontrolowanej) męskiej przemocy w łóżku to
        > podtrzymuję moją opinię, że to bardzo powszechne i bardzo interesujące zjawisko

        Co w tym interesującego? Ot, potrzebujemy, żeby samiec był samcem i nas odrobinę
        potarmosił - oczywiście w stopniu przez nas kontrolowanym, jak tarmosi za
        bardzo, to w obronie naszej własnej integralności trzeba na niego zacząć warczeć ;-P
        • yoric Re: Post scriptum 14.09.08, 15:56
          A to w tym interesującego, że częściej jednak mówi się o tym, że kobieta
          potrzebuje czułości, itd. i że skłonności do bycia tarmoszoną owszem zdarzają
          się, ale raczej rzadko i mają naturę lekkiej perwersji, z którą lepiej się nie
          wychylać. Taką się podaje wersję oficjalną.
          • aandzia43 Re: Post scriptum 14.09.08, 22:33
            yoric napisał:

            > A to w tym interesującego, że częściej jednak mówi się o tym, że kobieta
            > potrzebuje czułości, itd. i że skłonności do bycia tarmoszoną owszem zdarzają
            > się, ale raczej rzadko i mają naturę lekkiej perwersji, z którą lepiej się nie
            > wychylać. Taką się podaje wersję oficjalną.

            Tak się mówi częściej, bo element "potarmoszenia" w pożyciu to jest gram soli w
            potrawie ważącej kilkaset gram. To jest promil wszystkich zachowań i emocji. I
            dlatego jest to wersja "oficjalna".
            Gram soli bardzo podkreśla smak potrawy, ale preferencje smakowe są różne. Jedna
            potrzebuje pół grama, inna dwa, a jeszcze inna woli dietę bezsolną. Jeśli któraś
            natomiast przepada za potrawą, gdzie sól stanowi 50%, to sorry, ale, przyznasz
            chyba, że jest perwersyjna.
            • yoric Re: Post scriptum 15.09.08, 15:37
              Właśnie o to chodzi, że w oficjalnych książkach kucharskich jest gram na
              kilogram, a gdyby... ekhem... solić :) według faktycznych gustów, to na kilogram
              wyszłoby średnio z 5 deko :).

              Pozdrawiam
              • aandzia43 Re: Post scriptum 15.09.08, 19:42
                5 dekagramów na kilogram, czyli 50 gram na 1000 gram, to mocno przesolona
                potrawa. Spróbuj do dwóch talerzy zupy wsypać solidny kieliszek soli, a potem
                spróbuj to zjeść;-)

                Zresztą, lepiej nie dosolić, niż przedobrzyć z przyprawami. W przypadku potrawy
                mdłej można grzecznie poprosić o sól, pieprz i inne dodatki i dosmaczyć ją już
                na talerzu. Kiedy zaś nasze kubki smakowe zostaną zaatakowane nieznośnym, czy
                wręcz odrażającym smakiem... no cóż, pozostaje tylko oddać niestrawną substancję
                czeluściom Porcelanowego Dzbana i na dobre oddalić się od stołu;-)
    • ee.e Kobiety lubią siłę tylko 16.09.08, 20:39
      jeśli są przekonane do tego partnera.

      Twoją przesłankę nr 1 można zinterpretować jako:

      U tych, którym podobał się partner, obrona była pozorna. Związki takie miały więc szansę na przetrwanie.

      Te, którym nie podobał się partner, nie miały ochoty kochać się z nim, więc stawiały mocny opór. Szans na kontynuację znajomości nie było. A to jest oczywiste.
      • yoric Re: Kobiety lubią siłę tylko 16.09.08, 22:13
        Nooooo...
        jeśli ich obrona była tylko pozorowana, to przecież przezwyciężenie jej uznałyby
        za coś fajnego, a nie za gwałt. Z drugiej strony mogłyby sobie tak
        zracjonalizować swój względny brak oporu, że one nie chciały, tylko on wziął
        siłą. Ale jeśli tak, to *po co w ogóle pozorować obronę*? Świadomym motywem może
        być chęć zaprezentowania powściągliwości seksualnej, ale nieświadomym - jak
        najbardziej test siły fizycznej i zdecydowania samca. Skomplikowane to.

        Zaznaczam jednak, że Baker nie podaje źródła, więc nie jestem w stanie
        zweryfikować co to za informacja i czy solidna.

        Pozdrawiam
        • ee.e Re: Kobiety lubią siłę tylko 16.09.08, 22:52
          > Z drugiej strony mogłyby sobie tak
          > zracjonalizować swój względny brak oporu

          Na przykład.

          Jako "gwałt" nie rozumiem "gwałtu zgłoszonego na policji" - wtedy te którym się
          podobało pewnie by nie zgłaszały ze wzgl. na konsekwencje - tylko coś, co
          subiektywnie podczas ankiety zostało przez nie post factum uznane za gwałt.

          Więc jak najbardziej mogły w taki sposób usprawiedliwiać swoją kulturowo
          definiowaną "łatwość".
          • gomory Re: Kobiety lubią siłę tylko 16.09.08, 22:58
            > Jako "gwałt" nie rozumiem "gwałtu zgłoszonego na policji"

            Mozesz to rozwinac?
            • ee.e Re: Kobiety lubią siłę tylko 17.09.08, 09:18
              No to chyba jasne. Badacz w sytuacji 1. nie wziął statystyk policyjnych pt.
              "attempts at date rape" tylko - prawdopodobnie - przeprowadził anonimową ankietę
              wśród studentek.

              W rezultacie zebrał dane dot. tego, ile z nich uważa, że date partner próbował
              je zgwałcić. Druga strona - osoba rzekomo usiłująca nie została o zdanie
              spytana. Kwestia metodologii.


              "In a study of American students published in 1982, it was found that girls who
              were exposed to an attempt at date rape were three times more likely to resume
              their relationship with the man concerned if his attempt succeeded than if it
              failed."
              • yoric Re: Kobiety lubią siłę tylko 17.09.08, 13:24
                Sugerujesz, że gwałt na randce to nie gwałt? ;)
    • malutka-myszka78 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 26.09.08, 08:05
      pEWNIE POŁOWA KOBITEK ZARAZ SPALI MNIE NA STOSIE, ALE UWAŻAM, ZE
      SEKS SAM W SOBIE JEST PEWNA FORMA PRZEMOCY, CZYLI DOMNACJI, BO
      ZAWSZE JEDNA ZE STRON DOMINUJE. MY KOBIETY JESTESMY SŁABSZE
      FIZYCZNIE, WIEC JAKBY NA TO NIE PATRZEC... COS W TYM JEST
      • maciejka_04 Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 26.09.08, 10:02
        Może nie zawsze słabsze fizycznie, ale to facet jest górą chociaż czasem jest na
        dole to i tak na górze :)
    • yoric Re: Zachowania 'przemocowe' w seksie 30.09.08, 13:06
      Zbieram kolejne dane :))

      I znów mi wychodzi, że LMR jest zależny przede wszystkim od możliwości dalszego
      rozwoju znajomości. Jeżeli kobieta ma coś więcej do ugrania (związek), zwykle
      próbuje opóźnić seks i to niezależnie jak bardzo go w danym momencie pragnie.
      Jeżeli jednak kontekst określa znajomość jako jednorazową - na przykład facet i
      laska są z innych miast - LMR jest zdecydowanie mniej prawdopodobny. W
      szczególności kiedy to kobieta jest na wyjeździe i może uprawiać gene shopping
      nie martwiąc się o utratę reputacji :).

      Wniosek z pozoru banalny. Ale zauważmy, że gdyby moja pierwsza hipoteza
      (testowanie siły i zdecydowania samca) była prawdziwa, LMR powinien występować w
      OBU przypadkach.

      Tak więc, jak już mówiłem, z tej części się wycofuję, resztę rozumowania
      zostawiając jak wyżej :).

      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka