Dodaj do ulubionych

Terapia małżeńska albo separacja

18.06.08, 21:58
Dziś odważyłam sie porozmawiać z moim mężem dlaczego nie chce się ze mną
kochać. W 2007 kochaliśmy sie 5 razy, w tym roku 3.
Spytałam się czy ma kochankę (nie ma)czy mnie kocha (kocha)czy mu się
znudziłam (podobno nie).
Stwierdził, że tyle seksu w ciągu roku mu wystarczy i że rozumie dlaczego
robie z tego taki problem. Powiedziałam mu, że oprócz sprzątaczki, kucharki
chciałabym się poczuć także kobietą.
Dałam mu do wyboru albo terapia małżeńska albo separacja.
Stwierdził, że na terapie nie pójdzie. Czy takie postawienie pod murem nie
było za ostre?
Siedzę teraz i płaczę. Ledwo co monitor widzę. Nie mam już sił.
Proszę dajcie mi jakiś magiczny przepis, który uzdrowi to wszystko. :(((((
Obserwuj wątek
    • heterosapiens Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 22:06

      zielonymotylek napisała:
      > Powiedziałam mu, że oprócz sprzątaczki, kucharki
      > chciałabym się poczuć także kobietą.

      Powiedz to sobie, nie tylko jemu.
      Przestań tyle sprzątać i gotować.
      Nie musisz tego robić, tak jak on nie musi się z toba kochać.
      Wyjdź do ludzi, do facetów, do świata.
      Może kogoś spotkasz, może on zobaczy w tobie kobietę.
      Na pewno na tym nie stracisz, co miałabyś niby stracić?
      Nie siedź przy garach i nie czekaj na cud.
      Cudu nie będzie...
    • glamourous Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 22:07
      A jak długo już jesteście razem i jak było KIEDYŚ z jego potrzebami? Może od
      początku były symptomy ze w sumie żaden z niego ogier, a Ty je ignorowałaś?
    • lonely_one Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 22:07
      Wydaje mi sie ze to nie bylo za ostro.A nie wierze ze zdrowy facet potrzebuje 3
      razy w roku.Przeciez cisnienie by mu chyba jajka rozsadzilo ,przeciez produkuje
      plemniki caly czas.I facet naprawde ma ociezale jak jest wyposzczony:),co wiem z
      autopsji.Wydaje mi sie ze robi to sam skoro nie ma kochanki:/Moze pod
      prysznicem,albo jak cie nie ma.Ale nie wierze ze tyle seksu potrzebuje to jakas
      bujda.
    • kampai Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 22:08
      Seks jest jak smoczek. Kiedyś się wyrasta. A czemu nie spojrzysz na to tak...
      może tobie potrzebna jest terapia... obniżenia libido...
      • mysza789 Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 22:19
        Kampai, dobry seks jest jak dobre jedzenie - nigdy go za mało :)
        Masz jakieś problemy, że tak piszesz?
        • prosty_facet Re: Terapia małżeńska albo separacja 19.06.08, 22:46
          mysza789 napisała:

          > Kampai, dobry seks jest jak dobre jedzenie - nigdy go za mało :)
          > Masz jakieś problemy, że tak piszesz?

          Chyba "nigdy go za dużo"
    • kaachna1 Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 22:10
      Bardzo dobrze zrobiłaś!czasami tak trzeba,jeśli terapia szokowa nie pomoże to
      faktycznie pomyśl o separacji i nie płacz!On musi wiedzieć,że mówisz zupełnie
      poważnie i że nie ma innej możliwości,zostaw go na jakiś czas w spokoju niech
      wszystko na spokojnie sobie przemyśli i zachowuj się w tym czasie normalnie tzn.
      rozmawiaj z nim o codziennych sprawach,ale nie wspominaj o seksie ani o was na
      to przyjdzie pora jak ochłoniecie,głowa do góry nie on jeden na świecie wiem,że
      to trudne sama przez to przechodziłam,tylko,że pewnego dnia po prostu się
      spakowałam i dzieci i powiedziałam,że odchodzę bo to nie ma już sensu to długa
      historia,ale nadal jesteśmy razem,ale on wie,że jestem gotowa na wszystko
      dlatego zaczął się starać
    • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 22:24
      Zaczęło się psuć jakieś dwa lata temu. Wcześniej było ok. normalnie przynajmniej
      raz w tygodniu.
      Jesteśmy razem 11 lat małżeństwem 5.
      Nie ma pracy wychowuje dziecko. Mąż całymi dniami pracuje jako kierowca.
      Przychodzi do domu, podgrzewa obiad bierze prysznic i kładzie sie na łóżku.
      Kiedy chcę się do niego przytulić mówi mi, ze jest zmęczony. Czasami nawet jak
      się chcę przytulić to odpycha mnie.

      Nie wiem czy sie masturbuje bo nie śpimy w tych samych pokojach.

      Kiedy rozmawiałam z nim dziś miał uśmieszek na twarzy, bo myślał, że ja sobie
      żartuję a za jakiś czas mi przejdzie i będzie jak co dzień.
      Może gdyby miał kochankę było by mi łatwiej, bo wiedziałabym z czym walczę, a
      tak? Bo mu tyle wystarczy!!
      • lonely_one Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 22:36
        Napewno sie masturbuje,chocby pod prysznicem.Poprostu nie wierze,facet musi
        rozladowac napiecie.Gdyby tego nie robil juz dawno moglby miec problemy
        zdrowotne.Ja sie przyznam ze sama raz zrobilam to jak moj facet spal i sie nie
        zorientowal.
      • kaachna1 Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 22:58
        Zielony motylku,a powiedz mi dlaczego właściwie śpicie w osobnych pokojach i od
        jak dawna? i kto podjął taką decyzję?
        • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 23:01
          kaachna1 śpimy "od zawsze" ponieważ mąż bardzo głośno chrapie.
          Ale to spanie osobno jakoś nie przeszkadzało nam kiedyś kochać sie kilka razy w
          ciągu tygodnia.

          Pojęcia nie mam czy sie masturbuje. W łazience mam go zaskoczyć? Podsłuchiwać
          pod drzwiami?
          A dlaczego jego ręka jest lepsza niż moje ciało?
          • kaachna1 Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 23:10
            Zapytałam ponieważ mąż mógł poczuć się odtrącony,że nie chcesz z nim spać dla
            mnie to co najmniej dziwne nie wyobrażam sobie żebyśmy z mężem spali w osobnych
            pokojach,przecież to najlepsza okazja żeby się poprzytulać czego jak widzę
            bardzo ci brakuje,myślę,że reszta ma rację mąż na pewno się masturbuje i to
            wcale niekoniecznie pod prysznicem skoro sam śpi i myślę,że to mu zaczęło
            wystarczać , przyzwyczaił się,nie chcę cię straszyć,ale jeśli nie ma kochanki to
            całkiem możliwe,że korzysta z usług prostytutek
            • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 23:15
              kaachna1 nie jestem w stanie spać z nim w jednym pokoju, bo nawet stopery do
              uszu nie pomagają. Choć nawet wieczorami przychodziłam do niego do łózka naga w
              ogóle nie reagował na mnie.
              Może zadowala się sam, nie pytałam go ale może powinnam, tylko czy powie prawdę?
              Jako kierowca na pewno prostytutek widzi wiele w ciągu dnia. Tylko jak
              sprawdzić, czy zdradza?
              • glamourous Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 23:28
                zielonymotylek napisała:

                > Jako kierowca na pewno prostytutek widzi wiele w ciągu dnia. Tylko jak
                > sprawdzić, czy zdradza?

                No tak, z racji wykonywanego zawodu faktycznie spory czynnik ryzyka ;-/ A
                drogowe prostytutki raczej chyba nie wystawiają faktur VAT które Ty potem
                mogłabyś znaleźć w kieszeniach jego spodni...:-/

                Cóż, obawiam się, ze rzecz jest nie do sprawdzenia...
                A może po prostu spytaj go, dlaczego kiedyś miał ochotę a teraz już nie? Ciekawe
                co Ci powie. Albo spróbuj wjechać mu na ambicje "nie znam żadnego innego faceta
                o tak niskim libido jak twoje" Pewnie nie powie Ci całej prawdy, ale tak
                sprowokowany może coś tam Ci wyjawi miedzy wierszami. A to już byłoby coś...
              • eeela Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 23:41
                > kaachna1 nie jestem w stanie spać z nim w jednym pokoju, bo nawet stopery do
                > uszu nie pomagają.

                No przepraszam, ale przy takich objawach to się męża wygania do lekarza, a nie
                do drugiej sypialni. Chrapanie nie jest bynajmniej oznaką zdrowia.
            • lonely_one Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 23:17
              Ja tez to podejrzewalam .A czy on jest jakims dalekodystansowym kierowca np nie
              ma go po pare dni.Bo jezeli tak to okazje do zdrady ma.A moze on sie boi ze sie
              zarazil albo przywlokl jakies inne choroby,grzyba albo cos.
              • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 23:21
                lonely_one nie jeździ na miejscu. W nocy jest w domu. Czasami ma jakiś wyjazd
                kilkudniowy, ale rzadko.
                Analizuję już to od jakiegoś czasu, oczy napuchły mi od płaczu, przez głowę
                przeleciała mi wszelkie możliwe przyczyny. I dalej jestem w punkcie wyjścia.
                Gdzie popełniłam błąd czego nie zrobiłam, albo co zrobiłam nie tak?
                • kaachna1 Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 23:28
                  Obwinianie siebie nic tu nie pomoże,poczekaj kilka dni a potem na spokojnie
                  spróbuj z nim szczerze porozmawiać o tym co czujesz,ale też wysłuchaj uważnie
                  tego co on ma do powiedzenia i nie przerywaj mu i powiedz,że nie widzisz szans
                  dla waszego małżeństwa i albo coś z tym zrobicie,albo się rozstaniecie,musisz
                  postawić sprawę jasno
                  • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 23:32
                    kaachna1 taki mam właśnie zamiar. Obiadu już mu nie ugotuje. Majtki niech sobie
                    też sam pierze.
                    Dam mu klika dni do namysłu. Wizja rozstania się jest dla mnie przerażająca.

                    Dam znać jak nam poszło. Trzymajcie za mnie kciuki.
                    • kaachna1 Re: Terapia małżeńska albo separacja 19.06.08, 00:07
                      zielonymotylku czasem tak jest,że nie da się z tym już nic zrobić,bardzo dużo
                      zależy od twojego męża czy zależy mu na małżeństwie,obawiam się,że jemu jest tak
                      dobrze bo chyba gdyby nie było to by już dawno zauważył problem,ale nic trzymam
                      kciuki może uda wam się porozmawiać i poznasz przyczynę jego zachowania
                • lonely_one Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 23:32
                  Nic nie zrobilas nie tak.Jestes jak najbardziej w pozadku.Mi przytrafilo sie to
                  samo,no moze dopiero poczatek tego nieszczescia, bo facet tez odmawial mi seksu
                  ,coraz rzadziej sie kochalismy az w koncu mnie rzucil:(((po 4 latach bycia
                  razem.Jestem tydzien po rozstaniu i wiem ze nic nie zmieni jego decyzji a ja
                  chyba nadal go kocham bo jest mi bardzo zle.I nie wiem co zrobilam zle,zawsze
                  staralam sie ladnie dla niego wygladac,ale tu nie chodzilo chyba tylko o seks bo
                  on oprocz tego stawal sie coraz bardziej oschly,czulam ze sie oddala.Przestal
                  mnie kochac poprostu a moze znalazl inna pieron go wie:/Mysle ze jak facet
                  odmawia to juz jest zimny uczuciowo,owszem moze byc naszym
                  przyjacielem,partnerem ale do seksu chyba trzeba czegos wiecej.Moze w nim
                  uczucie sie juz poprostu wypalilo zupelnie i juz nic nie da sie z tym
                  zrobic.Jest tu na forum taki watek "Sytuacja bez wyjscia "tam facet tlumaczy ze
                  kocha zone ale nie podnieca go ,moze zauwazysz jakies podobienstwa.Warto to
                  przecztac.Chyba na 7 albo 6 stronie.
                  • eeela Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 23:45
                    > Nic nie zrobilas nie tak.Jestes jak najbardziej w pozadku.Mi przytrafilo sie to
                    > samo,

                    Nigdy nie ma tak, że tylko jedna strona robi coś nie tak. Mnie się kiedyś trafił
                    psychopata, nie normalny facet, a i tak jestem w stanie wskazać szereg rzeczy,
                    które ja robiłam nie tak - nie tylko on. Lonely, masz strasznie schematyczne
                    spojrzenie na stosunki damsko-męskie i zdecydowanie brak ci samokrytyki. Przy
                    takim nastawieniu następny facet też od ciebie zwieje, chyba że nauczysz się
                    podchodzić do sprawy inaczej.
                    • lonely_one Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 23:59
                      To musialoby byc chyba cos strasznie wielkiego by facet przeszedl prawei na
                      celibat jesli chodzi o zone.Nie mowie ze nic nie zrobila w tym kontekscie bo
                      jakies bledy kazdy popelnie ale ze by takie rzeczy : tylko 3 razy w roku!!!.To
                      ty nie rozumiesz moich postów.
                    • lonely_one Re: Terapia małżeńska albo separacja 19.06.08, 00:02
                      Podchodze do spraw tak jak czuje i ucze sie na swych bledach na pewno nie pisze
                      tu po to by innym sie to podobalo.
      • prosty_facet Re: Terapia małżeńska albo separacja 19.06.08, 22:49
        Właśnie doczytałem do "jest kierowcą"
        To na 99% ma kochankę - może nawet nie jedną .... ;-)
        • kaachna1 Do prosty-facet 20.06.08, 13:54
          Nie popadajmy w skrajność chyba nie każdy kierowca ma kochankę:)tym bardziej,że
          jej nie wyjeżdża na kilka dni i nocuje w domu
    • lonely_one Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.06.08, 23:39
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=77390819
      oto link moze to cos wyjasni.
      • groszek_73 Re: Terapia małżeńska albo separacja 19.06.08, 14:53
        motylku, zrobiłaś bardzo dobrze. Zrób kolejny krok - wyprowadź się
        na jakiś czas. Wtedy zrozumie, że sprawa jest poważna, a nie że to
        jakieś babskie fanaberie.

        Nie martw się, to nie koniec świata. Jeśli mu zależy, to pójdzie do
        psychologa. Jeśli nie, to lepiej teraz się rozstać niż potem.
        • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 19.06.08, 21:48
          Nie ma żadnej poprawy. Mąż jak zwykle położył się na wersalce i nawet nie myśli
          ze mną rozmawiać. Zachowuje się tak jakby wczorajsza rozmowa się w ogóle nie
          odbyła.
          Jestem zdecydowana na wyprowadzkę. Musze jeszcze tylko porozmawiać z mamą czy
          mogę u niej pozostać przez jakiś czas.
          Jestem zrozpaczona. On mnie już chyba nie kocha, nie zależy mu na mnie :((
      • caline-czka78 Re: Terapia małżeńska albo separacja 13.10.08, 12:12
        dla mnie to co przeczytalam pod tym linkiem bylo straszne
    • prosty_facet Re: Terapia małżeńska albo separacja 19.06.08, 22:44
      zielonymotylek napisała:


      > Spytałam się czy ma kochankę (nie ma)czy mnie kocha (kocha)czy mu się
      > znudziłam (podobno nie).

      > Dałam mu do wyboru albo terapia małżeńska albo separacja.
      > Stwierdził, że na terapie nie pójdzie.

      To znaczy:
      -ma kochankę
      -już Cię nie kocha
      -już mu sie znudziłaś
      -chce separacji

      Musisz się niestety pogodzić z ta prawdą .....
      Przykro mi ..... :-(
    • lookbill Re: Terapia małżeńska albo separacja 19.06.08, 22:49
      Mąż kurwi się, znam te teksty niestety....
      Nie płacz zbyt długo, zaświeci słonko
      On ma cię w dupie, nie pociągasz go....
    • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 20.06.08, 13:41
      Dziś zapisałam sie na spotkanie z psychologiem. Nie umiem sobie z tym sama
      poradzić, a mąż to bagatelizuje. Może specjalista mi wyjaśni, albo po prostu się
      wygadam. Szkoda, że dopiero na 2 lipca.
      • kaachna1 Re: Terapia małżeńska albo separacja 20.06.08, 13:50
        Ja bym się teraz spakowała i wyjechała do mamy i zostawiła mu kartkę,że
        odchodzę,jeśli mu zależy niech to udowodni jeśli nie to wszystko jasne
        • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 20.06.08, 14:02
          kaachna1 wiem o tym, że to by było najlepsze rozwiązanie na teraz. Dziś
          wieczorem sie spytam czy pójdzie ze mną do psychologa.
          Nie chcę niczego robić pochopnie. A tak naprawdę to się po prostu BOJĘ :((
          • archiwalda Re: Terapia małżeńska albo separacja 20.06.08, 21:20
            nie wiem czy sens ma pytanie o wspolną wizytę, skoro zupełnie nie
            jest poruszony tym co się z Tobą dzieje. Ja kiedyś w momencie
            najgłebszego kryzysu w jedno popoludnie spakowałam dziecko i siebie
            i wyszłam po prostu. Pierwsza myśl jaką miałam wtedy w głowie była
            taka: Boże po prostu wyszłam i świat się nie zawalił. Na drugi dzień
            mąż był u mnie i usłyszał tyle albo leczenie albo koniec. Sam
            znalazł specjalistę, który nam pomógł. Chodził tam najpierw sam,
            potem razem i udało się. Tylko chyba oboje musicie wiedzieć, ze nie
            odchodzisz żeby go postarszyc, tylko dlatego, że dalej tak nie
            możesz żyć i nie wracaj leśli nie podejmie autentycznych starań, bo
            zapewne będzie ci gadał, że już się zmieni i będzie dobrze. I może
            nawet będzie... do czasu jak wrócisz:(
            • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 20.06.08, 21:43
              archiwalda bardzo dziękuję ci za to co napisałaś. Ja dorastam do tej decyzji
              odejścia na poważnie nie tylko dla postraszenia.
              Jak długo trwały te spotkania z psychologiem? Miesiąc, rok?
              Czy przez ten cały czas jak chodziliście na terapię mieszkałaś gdzie indziej czy
              wróciłaś?
              • archiwalda Re: Terapia małżeńska albo separacja 20.06.08, 21:50
                Po jakimś czasie wróciłam, nie pamietam już dokąłdnie chyba gdzieś
                po 2 miesiącach, ale to było juz po kilku jego wizytach u
                psychologa, kiedy przyjechał i powiedział, ze zaczał tam chodzić.
                Ostatecznie opkazało się, że problem kryzysu był głeboki, mąz miał
                poważną nerwicę i depresję, skończyło się leczeniem szpitalnym, w
                sumie koło roku chyba to trwało.
                Dlaczego tak trudno zadbać nam najpierw o siebie?:)
    • poprostuanka Re: Terapia małżeńska albo separacja 20.06.08, 21:43
      Nie płacz,on kogos ma,mój też tak mówił, aż w końcu zaproponował
      rozwód(bo ja zasługuję na kogoś lepszego niż on)
      Szukaj kochanka!On da ci to czego nie da mąż!!
      • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 20.06.08, 22:00
        poprostuanka wiesz myślę, że znalezienie kochanka jest bardzo prosto, a życie
        takim nie jest. Kocham go i chce o niego zawalczyć. Jeśli jest jakaś inna
        kobieta w jego życiu to nie chce być oszukiwana. Niech postawi sprawę jasno. Na
        razie myśli, że za niedługo mi przejdzie i będzie jak było do tej pory. Tym
        razem jednak się myli.

        archiwalda mój mąż tez od jakiegoś dłuższego czasu stał się bardzo nerwowy. I
        zauważyłam to nie tylko ja, że na wszystko reaguje agresją.
        Zastanawiałam się czy taka terapia działa, ale czytając co piszesz chyba warto
        pójść się wygadać i doradzić.
    • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 23.06.08, 08:34
      Mąż przyszedł zeszłej nocy do mojego łóżka pogoniłam go. myślał, że jak "załatwi
      ta sprawę" to przestane się gniewać. Widać doskwiera mu brak obiadów więc sam
      sie chciał poświecić, bo przez ostatnie dwa lata nie przychodził do mojego pokoju.
      Do psychologa nie chce iść.
      A ja wyprowadzić się mogę dopiero za dwa tygodnie.
      Więc tak tkwię :((
      • mysza789 Re: Terapia małżeńska albo separacja 23.06.08, 12:05

        • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 23.06.08, 13:13
          mysza789 dziękuję za słowa otuchy. W mojej rodzinie tylko siostrze o tym
          powiedziałam. Ona powiedziała, że nie umie mi z tym pomóc.
          Czytam forum i wiem, że nie ja jedna mam problem z brakiem miłości w małżeństwie.
          pozdrawiam
    • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 03.07.08, 13:58
      Jestem już po spotkaniu z panią psycholog. I wiem, że nic nie wiem.
      Wygadałam się , wypłakałam. Nie dostałam recepty na złota tabletkę miłości. Ale
      usłyszałam siebie, powiedziałam głośno to co siedziało we mnie już od dłuższego
      czasu. To co mówiłam mężowi, a z czego on się śmiał.
      Poprawy nie ma żadnej. Dlatego od poniedziałku sie wyprowadzam. Może to go
      skłoni do rozmowy ze mną i pójścia do psychologa.
      • druginudziarz Re: Terapia małżeńska albo separacja 15.07.08, 09:28
        zielonymotylek napisała:

        > Jestem już po spotkaniu z panią psycholog. I wiem, że nic nie wiem.

        Skoro "nic nie wiesz" to idź jeszcze raz. Potem jeszcze raz i tak do skutku aż
        zrozumiesz. Jeśli będziesz mieć wątpliwości czy "pani psycholog" nie plecie
        farmazonów to ewentualnie zmień panią psycholog. Aczkolwiek byłbym z tym
        ostrożny i jeśli wpadniesz na pomysł kolejnej zmiany, to się jednak zastanów
        dlaczego?

        > Poprawy nie ma żadnej. Dlatego od poniedziałku sie wyprowadzam. Może to go
        > skłoni do rozmowy ze mną i pójścia do psychologa.

        Psycholog doradził Ci wyprowadzkę?
        Ale dlaczego jesteś taka niecierpliwa? Myślisz że jak dojrzałaś do wizyty u
        psychologa to mąż też musi dojrzeć natychmiast? Niektórzy dojrzewają latami
        (czasem wcale, to inna sprawa).

        pzdr.
    • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 14.07.08, 21:39
      No i zaczynam drugi tydzień po wyprowadzce. I co i NIC!! Mąż zupełnie nie walczy
      o mnie. Przychodzi do synka pobawi sie z nim i idzie do domu. Jestem załamana.
      Siedzę i ryczę!!!
      Co ja mam teraz zrobić!!!
      Co sie robi kiedy życie stacza sie w przepaść?! :(((((
      • mist3 Re: Terapia małżeńska albo separacja 14.07.08, 22:12
        Zapytaj go - jak on widzi waszą przyszłość, czy w ogóle widzi? Jeśli nie - może
        wyjaśni dlaczego, a jeśli nie wyjaśni - to niech zdeklaruje jak widzi sprawy
        finansowe (to brutalne, wiem - ale w sumie kto was utrzymuje? mama? on? czyje
        jest mieszkanie?)
        Może dobrym pomysłem byłoby zostawić dziecko na jeden wieczór u mamy, iść do
        domu porozmawiać.
        Dodam jeszcze tylko, że chrapanie (o którym przeczytałam wcześniej) może być
        oznaką poważnej choroby, zaburzeń erekcji również. Te zaburzenia erekcji mogą
        być przyczyną jego niechęci do seksu i waszych następnych problemów. A że mąż
        nie chciał o nich rozmawiać - wiadomo jak wielu facetów jest czułych na tym punkcie.
        • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 14.07.08, 22:41
          mist3 nie ma problemów ze wzwodem.
          Mąz tylko pracuje z kasą nie ma problemów, bo pensje daje. choć w tym miesiącu
          powiedziałam mu, ze ma sobie ja cala zabrać, bo nie chce nic od niego.

          Nie wiem dlaczego na pytanie: dlaczego nie chcesz sie ze mną kochać milczy. Albo
          nie umie o tym ze mną rozmawiać, albo prawda jest tak brutalna, ze nie ma odwagi
          mi jej powiedzieć.
          dziś nawet założyłam sexi piżamkę z satyny. Zero reakcji.
          • songo3000 Re: Terapia małżeńska albo separacja 14.07.08, 22:54
            zielonymotylek napisała:

            > Nie wiem dlaczego na pytanie: dlaczego nie chcesz sie ze mną
            Nie to pytanie miałaś mu zadać.

            Ja tu czegoś nie rozumiem. Postawiłaś sprawę jasno: terapia albo papa. Wyprowadziłaś się, mąż to w zasadzie olał. Teraz paradujesz w seksownych (w Twoim mniemaniu zresztą) ciuchach i wielkie zdziwienie, że to też olewa. I co, przeprowadziłaś się z powrotem? Nocował u Ciebie? Kurczę, gdzie tu konsekwencja.
            • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 14.07.08, 23:36
              songo3000 a niby jakie pytanie miałam mu zadać, skoro na żadne nie chce
              odpowiedzieć!
              Ja chce ratować to małżeństwo, chwytam sie wszystkiego łącznie z wyprowadzką,
              ale to nie działa.
              Więc co dowiem sie dopiero na sali sadowej?
              • mist3 Re: Terapia małżeńska albo separacja 15.07.08, 21:41
                Co ja bym zrobiła na Twoim miejscu. Po pierwsze - zastanów się sama (lub z
                psychologiem) gdzie przebiega linia graniczna - tzn. do jakiego momentu chcesz
                utrzymywać ten związek, a co musi się stać, żeby juz dać sobie spokój i druga
                kwestia - dlaczego chcesz utrzymać ten związek - bo go kochasz, dla dobra
                dziecka (tu błąd - związki dla dobra dziecka nie wychodzą nikomu, a szczególnie
                dziecku, na dobre), ze względów finansowych, ze względów rodzinnych (presja
                rodziny - rozwód dla nich nie istnieje).
                Jeśli kochasz nadal (bo tylko dlatego warto próbować) trzeba jednak ustalić, w
                jakim momencie odpuścisz - po 5 próbach rozmowy, po 10, jak coś tam (co to
                musisz ustalić) się stanie.
                Druga rzecz - jeśli mąż nie chce rozmawiać, możesz mu wyrysować pewne 'wykresy'
                (tak to nazwę roboczo) i dać mu do zapoznania się. W tych wykresach - krótkie
                przekazy, bez zbędnych emocji. Faceci zazwyczaj nie lubią żadnej otoczki,
                ozdobników. Jak nie chce rozmawiać, to może zechce poczytać. Tylko trzeba mu
                otwarcie zakomunikować - 'słuchaj daję nam jeszcze 3/5 szans, a potem z nami
                koniec.' Ale wtedy trzeba się tego trzymać - zastanów się czy jesteś na to gotowa.
                Pytania i schemat możesz dopracować z psychologiem.
                Np. Nie rozmawiasz ze mną bo:
                - nie uznajesz mnie za osobę, z którą warto rozmawiać
                - wszystko co mówię Cię nudzi
                itd.
                Nie kochasz się ze mną bo:
                - nie lubisz seksu
                - jestem dla ciebie nieatrakcyjna
                itd.
                Mąż ma za zadanie to sobie przepracować i mówisz mu - jutro o 19. porozmawiamy
                na ten temat.
                Takich schematów może być kilka (te sprawy, które są dla Ciebie najważniejsze) -
                ważne, żeby nie były 'przegadane' - czyli, żeby nie było za dużo treści.
                Coś podobnego wymyśliła pani psycholog dla mojej przyjaciółki - której mąż też
                odmówił współpracy i absolutnie nie zgadzał się na wizytę u psychologa. Z tym,
                że ja to podaję niedokładnie - jako pewną ideę, którą należy rozwinąć (najlepiej
                z siłą fachową)
                • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 15.07.08, 23:37
                  mist3 bardzo to ciekawe co napisałaś. Może to pomoże mi w rozmowie z mężem? Nie
                  wiem dlaczego sie tak blokuje? Muszę tylko pomyśleć nad tymi pytaniami.
                  Co do psychologa to sie zraziłam do wizyt. Pani psycholog nie powiedziała
                  praktycznie nic podczas mojej wizyty u niej. Może zbyt wiele oczekiwałam od tego
                  spotkania?

                  mist3 zapytaj koleżanki czy pamięta jeszcze jakieś z tych pytań. Czy jej mąż
                  dzięki temu zaczął rozmawiać z nią?

                  co do linii granicznej: to ja sama muszę dojrzeć do decyzji do "formalnego"
                  odejścia.
                  • postka Re: Terapia małżeńska albo separacja 16.07.08, 13:41
                    bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki. Poruszyło mnie to, co piszesz
                    i co przeżywasz.

                    Nie bardzo mogę pomóc, ale w kontekście Twoich wizyt u psychologa -
                    jedna wizyta nigdy niczego nie załatwia. Tak naprawdę w takich
                    przypadkach jak Twój, gdzie nie chodzi o rozwiązanie konkretnego
                    problemu, tylko raczej o taką całościową terapię, proces "leczniczy"
                    może trwać bardzo długo i na pierwsze efekty trzeba czekać jakiś
                    czas niestety. Psycholog też musi mieć czas, żeby poznać Ciebie i
                    istotę problemu, a to nie dzieje się od razu. Najważniejsze, żebyś
                    czuła się komfortowo na spotkaniach (taka trochę chemia musi być
                    między Tobą a psychoterapeutą)i żebyś była konsekwentna w wizytach.
                    I on Ci na pewno nie poda recepty ani nie powinien Cię do niczego
                    namawiać wbrew Twojemu "czuciu" (w sensie: wyprowadź się, nie
                    rozmawiaj, olej albo cokolwiek). W jakiej terapii specjalizuje się
                    ten konkretny psychoterapeuta? I jest na pewno certyfikowany?

                    A, i jeszcze jedno - jeżeli chodzisz do niego na spotkania
                    indywidualne, nie powinien prowadzić później Waszej terapii
                    małżeńskiej, jeżeli mąż się zdecyduje. Musielibyście pójść do kogoś
                    innego.
                    • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 16.07.08, 22:48
                      postka u mnie chyba ta "chemia" nie zadziałała jeśli chodzi o pani.a psycholog.
                      Sama nie wiem czemu, czy dlatego, że nie dała mi recepty, nic nie mówiła, miałam
                      wrażenie, że ją nudzę. Może to wszystko po troszku.
                      Pani psycholog ma chyba specjalizacje kliniczną, w ośrodku prowadzi terapie
                      małżeńską.
                      a dlaczego ten sam psycholog nie może "prowadzić" również nas oboje? Przecież
                      miałby wgląd jakby w całokształt naszego małżeństwa? Widział by sprawę z
                      męskiego i żeńskiego punktu widzenia.
                      • postka Re: Terapia małżeńska albo separacja 17.07.08, 09:28
                        motylku, receptę się wypisuje przy zdiagnozowanych zaburzeniach
                        nadających się do leczenia farmakologicznego (np. depresja czy
                        schizofrenia) i ich aplikowanie poprzedza konsultacja z psychiatrą,
                        a nie podejrzewam, żebyś cierpiała na tego typu dolegliwości. Także
                        na receptę raczej nie licz (i całe szczęście, bo to nic
                        przyjemnego) :)Jeżeli pani psycholog przyjmuje w ośrodku, to może
                        nie mieć uprawnień psychoterapeutycznych (to są osobne studia, po
                        psychologii), a psychoterapeuty właśnie powinnaś chyba poszukać.
                        Proponuję pójść do pani jeszcze raz, jeżeli Twoje odczucia związane
                        z nią się nie zmienią powiedz jej o tym wprost. Dobry kontakt z
                        terapeutą jest konieczny do powodzenia terapii i ona powinna się do
                        tego we właściwy sposób ustawić - wyjaśnić wątpliwości, ewentualnie
                        polecić kogoś innego jeżeli nie możecie się dogadać. Jeżeli w
                        dalszym ciągu nie będziesz przekonana, zmień specjalistę, nie ma
                        sensu robić niczego na siłę. Nie wiem, w jakim mieście mieszkasz -
                        możesz mi napisać na priv, podeślę Ci linki, gdzie możesz szukać
                        pomocy.

                        Ten sam psycholog nie powinien prowadzić terapii indywidualnej i
                        małżeńskiej, bo wtedy bardzo trudno jest zachować bezstronność -
                        najpierw wysłucha Twojego punktu widzenia, później przyprowadzisz
                        męża, o którym nic nie będzie wiedziała. Poza tym istotna jest także
                        obserwacja waszych zachowań względem siebie, przy wcześniejszym
                        kontakcie tylko z jedną stroną ona może być po prostu subiektywna.
                        Jeżeli trafiłaś do dobrego fachowca, nie zgodzi się na kontynuowanie
                        terapii wspólnie z mężem. Jeżeli Twój mąż zdecyduje się na terapię,
                        zacznijcie od innego specjalisty. Niestety czasami proces
                        dochodzenia do właściwego terapeuty trochę trwa, ale warto go
                        poszukać, naprawdę. Jakbyś miała dodatkowe pytania, pisz:)
                        • postka Re: Terapia małżeńska albo separacja 17.07.08, 09:35
                          przeczytałam jeszcze raz Twojego posta, i chyba miałaś na myśli
                          receptę w sensie koncepcji na rozwiązanie problemu, a nie taką
                          receptę na leki, sorry:)

                          Ale takiej recepty na rozwiązanie problemu to psychoterapeuta też Ci
                          nie da - sama musisz w procesie terapii dojść do tego, jakie
                          rozwiązanie jest dla Ciebie najlepsze, czego Ty chcesz, z czego
                          jesteś w stanie zrezygnować, a czego na pewno nie odpuścisz - ona Ci
                          może tylko podsunąć jakieś narzędzia - wspominane wyżej przez kogoś
                          techniki "podejścia" do męża, może pomóc Ci wyprostować
                          niekonstruktywne schematy zachowań, nazwać pewne rzeczy po imieniu,
                          zauważyć jakieś powiązania itd. Ale nie poda Ci recepty na
                          rozwiązanie problemu, nikt Ci jej nie poda. Sama jesteś swoją własną
                          receptą, tylko być może jeszcze o tym nie wiesz:)
                          • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 17.07.08, 13:59
                            postka znalazłam takie info o mojej pani psycholog: Psycholog kliniczny. Pracuje
                            od 1998 roku - przez 9 lat w Katedrze i Klinice Psychiatrii i Psychoterapii
                            Śląskiej Akademii Medycznej,Ukończyła całościowe 5 letnie szkolenie w zakresie
                            psychoterapii, atestowane przez Polskie Towarzystwo Psychiatryczne. Swoją pracę
                            psychoterapeutyczną poddaje systematycznej superwizji indywidualnej. Prowadzi
                            psychoterapię indywidualną, rodzinną i małżeńską oraz terapię grupową.Członek
                            Sekcji Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i Polskiego
                            Towarzystwa Psychologicznego.

                            Z tego wychodzi, ze jakieś doświadczenie chyba ma. Ja nie jestem specjalista ale
                            chyba na takich spotkaniach psycholog powinien chociaż pytania zadawać,
                            dopytywać sie a ja nic nie robiłam tylko gadałam o sobie co mi ślina na język
                            przyniosła, często były momenty milczenia bo nie wiedziałam co mówić. Fakt pani
                            psycholog zadała kilka pytań odnoście mojej rodziny, stosunków z ojcem, matką.
                            Fakt podczas mojej gadaniny zapisała 3 kartki A4.
                            Ja sie jej spytałam czy gdy uda mi sie przekonać męża do wizyty to z nim
                            porozmawia. powiedziała, ze sie zgadza pod warunkiem, że na trzecia wizytę
                            przyjdziemy oboje.
                            Niestety mąż nie wykazuje chęci do skorzystania z tego typu pomocy. Mnie też
                            coraz mniej zależy, bo i po co mam się starać jak jemu sie nie che? do niczego
                            go nie zmuszę. Ale i ja nie chcę się zmuszać do życia z człowiekiem, który nie
                            chce ze mną sie kochać, mnie przytulać czy całować.
                            • postka Re: Terapia małżeńska albo separacja 17.07.08, 14:24
                              To wygląda na to, że trafiłaś do bardzo dobrego fachowca i to jest
                              zdecydowanie dobra wiadomość:) Powiedz jej o swoich wątpliwościach
                              co do sensu takiego rodzaju terapii i zapytaj o to, dlaczego się na
                              spotkaniach zachowuje w taki sposób. Terapia to interakcja - ona nie
                              jest wyrocznią tylko osobą do dyskusji na temat Twojej sytuacji,
                              masz prawo pytać o wszystko i masz prawo mieć wątpliwości. Nawet,
                              jeżeli Twój mąż nie zdecyduje się na współuczestnictwo, to myślę, że
                              warto wytrwać w spotkaniach dla Twojego dobra. Wsparcie jest Ci
                              teraz na pewno bardzo potrzebne i masz szansę na przewartościowanie
                              pewnych rzeczy, częściowo właśnie ze względu na nową sytuację w
                              jakiej się znalazłaś. Samej będzie Ci prawdopodobnie trudniej.

                              A Twoje uczucia w związku z zachowaniem męża mnie zupełnie nie
                              dziwią, mało komu by się chciało funkcjonować w ten sposób...
                      • a.b1 Re: Terapia małżeńska albo separacja 17.07.08, 13:57
                        zainteresował mnie Twój wątek, poszperałam troche w archiwum i nie
                        znalazłam odpowiedzi na takie pytania
                        jakie sa relacje miedzy Wami?
                        tzn jak rozmawiacie ze sobą, jak się do siebie zwracacie?
                        co się stało ok 4-5 lat temu? poza ślubem oczywiście
                        macie do siebie jakieś ukryte nigdy nie wypowiedziane źale?
                        z jakiego powodu pobraliście się?
                        jeśli to zbyt intymne pytania to bardzo przepraszam
                        ale ciśnie mi się pare teorii
                        pozdrawiam
                        • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 17.07.08, 14:16
                          a.b1
                          relacje teraz są kiepskie, wcześniej było super, dogadywaliśmy się jest moim
                          najlepszym przyjacielem.
                          A jak się zwracamy: on do mnie po imieniu a ja do niego łysy ( tak wszyscy do
                          niego mówią ;)
                          nie mam do niego żadnego żalu poza tym jednym: kompletnym brakiem
                          zainteresowania sie mną w sferze fizycznej.
                          Pobraliśmy sie bo sie kochaliśmy, ślub był skromny bo uważaliśmy, że szkoda kasy
                          na to by rodzina się objadała za nasza kasę ;)

                          a.b1 na tej wizycie u psychologa opowiadając o tym uświadomiłam sobie, ze ten
                          brak seksu pojawił sie od momentu gdy zaszłam w ciążę.
                          z książki, którą mi polecono wyczytałam, że niektórzy faceci, których kobiety
                          zachodzą w ciążę "uważają" że ich kobieta stała się już matka i dlatego nie
                          czuja do niej pociągu seksualnego.
                          • a.b1 Re: Terapia małżeńska albo separacja 17.07.08, 15:15
                            tak, to była jedna z teorii które mi chodziły po głowie
                            słuchaj, skoro ze sobą się dogadywaliści, to może najpierw
                            doprowadźcie do tego, żeby wróciły te wasze dawne rozmowy
                            może małymi, małymi kroczkami
                            postaw najpierw na odbudowanie dawnych relacji i pokaż, że mimo że
                            jesteś matką jesteś dalej jednak kobietą...ale nie w taki sposób jak
                            często zalecany, pończochy, czerwony stanik i lampka wina
                            Tylko Ty najlepiej wiesz co kiedyś było magnesem, który Was tak
                            przyciągał
                            powodzenia
                            a z mojego prywatnego doświadczenia....mój ex postawiony pod murem,
                            albo jakaś terapia albo rozwód wybrał rozwód i nawet przes sekunde
                            nie pomyślał o jakimkolwiek innym rozwiązaniu
                          • ktoj-akto Re: Terapia małżeńska albo separacja 17.07.08, 17:03
                            Czytając wcześniejsze posty Twoje i "doradczyń" pomyślałem przewrotnie, co by się stało, gdybyś odkryła, że ON intensywnie się masturbuje. Znam odpowiedź: pisałabyś jak Sisi.
                            • mist3 Re: Terapia małżeńska albo separacja 17.07.08, 20:05
                              Zapytałam koleżankę, choć nie wszystko mi powiedziała (w sumie nie ma obowiązku
                              :) ).
                              Przede wszystkim - pytania jakie postawiła mężowi i schematy, które wyrysowała
                              zrobiła z psychologiem na podstawie tego, co jej najbardziej przeszkadza - dla
                              niej to był brak rozmowy, brak seksu i granie dobrego małżonka przed znajomymi.
                              Jej przeszkadzało jeszcze parę rzeczy ale psycholog poradziła by najpierw zająć
                              się najważniejszymi. Tych schematów ona już nie ma, bo potem je spaliła
                              uroczyście (to już bez rady pani psycholog :) jako początek nowego związku.
                              Jednak nie ma u nich happy endu - ponieważ ona ma pewne problemy w rodzinie
                              (mama ciężko zachorowała) związek przeżywa kolejny kryzys, ale nie wiem na jakim
                              tle (głupio się było wypytywać), w każdym razie koleżanka stwierdziła, że jeśli
                              jej rozmowy z mężem mają przypominać śledztwo w Guantanamo to chyba spasuje. Na
                              razie to trwa w zawieszeniu.
                              • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 17.07.08, 21:57
                                a.b1 twoje doświadczenie nie napawa mnie optymizmem.
                                myślę, ze to dobry pomysł zrobić coś co kiedyś razem robiliśmy: marzy mi sie
                                wspólny weekend gdzieś z dala od domu, znajomych, bez dziecka... Na razie
                                ciężkie do wykonania niestety.

                                ktoj-akto ja nie myślę, ze on sie masturbuje ja to wiem. Jak ktoś napisał
                                powyżej: musiałoby mu jajka rozerwać gdyby mu wystarczało rozładowanie napięcia
                                seksualnego 5 razy w roku.
      • krissdevalnor100 Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.07.08, 00:12
        Motylku, przeczytałam Twój wątek bardzo dokładnie (przyznaję, nad
        wyraz często poprostu odpowiadam na główny post...:) Nie wiem, czy
        Ci potrzebne współczucie, ale współczuję, bo z pewnością Ci ciężko.

        Po pierwsze, mam wrażenie, ze wyprowadzka moze "nie działać",
        ponieważ wszystkimi mozliwymi sposobami: pozawerbalnie, między
        wierszami oraz całokształtem zachowania bez przerwy komunikujesz
        mężowi, że dałabyś sobie ręce poobcinać, byle z Tobą rozmawiał i
        zechciał "sie zmienić". Nawet idiota wyczułby w tej wyprowadzce pic.
        Niby jesteś zdesperowana, ale obserwując jak sie miotasz facet musi
        być pewny, że pomiotasz się i wrócisz z płaczem. To taka obserwacja
        praktyczna.
        Powiem Ci przewrotnie, że kiedyś byłam w podobnej sytuacji (chodziło
        raczej o chłód i przegiecia- co w efekcie dopiero rzutowało na sex)
        tylko kompletnie nie miałam się gdzie wyprowadzić. A ponieważ
        naprawdę sytuacja w moim małzeństwie wyczerpała ostatnie pokłady
        cierpliwosci i akceptacji- postanowiłam się wyprowadzić nie
        wyprowadzajac. Wyobraziłam sobie, ze go wreszcie nie ma i żyłam tak,
        jakby go nie było i miało nie być nigdy. Odetchnęłam też z ulgą. U
        męza wywołało to swoisty szok (nie w ciągu godziny czy dnia,
        dojrzewał tygodnie czy miesiace)- a potem reakcję. Czyli należę do
        tych, którzy wyprowadzkę polecą, bo była początkiem zmian.
        Pozytywnych. I teraz najważniejsze: mam wrażenie, ze Ty zrobiłaś
        odwrotnie: Ty się wyprowadziłaś nie wyprowadzając. Głową i nogami
        zostałaś przy nim i nadal błagasz o sekundę poświeconej uwagi. W ten
        sposób to nie podziała, wysyłasz sprzeczne komunikaty (a juz ta
        koszulka...:/)

        I druga rzecz przerobiona na własnej skórze. Mój mąż też nie chciał
        iść do specjalisty. Nie wiem do końca jak, ale wreszcie się
        zdecydował, kiedy już sytuacja była krytyczna. Rozmowa była cieżka
        dla niego, psycholog go... objechał jak cholera. Myślałam wtedy, ze
        ten psycholog to idiota, bo mąż do niego oczywiście NIGDY więcej
        wołami nawet ciągnięty nie dałby sie zaprowadzić. To był the end
        naszej terapii małżeńskiej. Tylko, że ten jeden raz to był przełom.
        Dla mnie, dla niego. To był taki wóz albo przewóz i mąż zrozumiał
        chyba ogólna ideę, bo zmianił podejście. Też nie w tydzień. Dziś
        myślę, że po kwadransie rozmowy psycholog (bardzo doswiadczony gość)
        zrozumiał, że to jest facet, który i tak na terapii nie zostanie i i
        tak tam więcej nie wróci a przyszedł, zebym nie miała argumentu, ze
        odmówił terapii. Dlatego terapeuta zrobił to, co zrobił- potrząsnął
        jak cholera... Mogło sie nie udać- ale maż okazał się lepszym,
        wrażliwszym i mądrzejszym człowiekiem, niz wtedy wszystko wskazywało.
        Zmierzam do tego, że czasem "terapia" jest ZUPEŁNIE inna, niz nam
        sie wydawało, ze powinna być.

        Uwierz mi, wtedy byłam pewna, ze to koniec zwiazku. Jesteśmy razem
        do dziś. Ale to nie moim tylko wysiłkiem zostało zrobione. MUSI
        ruszyć sie facet. Nie zrobisz tego sama własnymi złotymi chęciami.
        Nie da się! On albo zacznie chcieć, albo i tak nic z tego.

        (Nie chcę Ciebie dołować, ale po takim opisie, może ja jestem ofiarą
        schematów, stawiałabym na historię z kochanką. Albo regularnymi
        zdradami. To jest wszystko jakieś takie "medycznie bez sensu". To,
        że facio mówi, ze nie- nie ma znaczenia. Albo to, albo choroba
        jakaś, bo to nienaturalne)
        • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.07.08, 13:00
          krissdevalnor100 to wszytko prawda to co napisałaś. Ja o tym wiem. Może po
          prostu boje sie odkryć prawdę. Prawdę o tym, że ja go już nie pociągam, że do
          mnie nic nie czuje, że jest ze mną tylko ze względu na dziecko i znajomych.
          Tylko z jednym nie mogę sie z tobą zgodzić: ja nie wrócą póki nie zaczniemy
          rozmawiać ze sobą, póki mi mi nie wyjaśni dlaczego tak jest.
          Co do psychologa: ja nie widzę sensu bym sama do niego chodziła, powiedziałam co
          miałam powiedzieć. Gdybym teraz poszła nie miałabym jej nic do powiedzenia, bo
          to nie ja powinnam tam chodzić tylko również mąż ma iść.

          Co do zdrady jeszcze nie zauważyłam żadnych niepokojących symptomów: z telefonem
          nie śpi, portfel zostawia na szafce, na komputerze poza oglądaniem aut nie ma
          żadnych stron porno.

          No chyba, że korzysta z przydrożnych panienek, ale tego niestety nie jestem w
          stanie sprawdzić.
          • 1-hanel Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.07.08, 17:21
            Zielony motylku,
            jestem pewnie od Ciebie starsza, bo po 40, nasze sex-problemy zaczęły się, gdy
            byłam w drugiej ciąży.Od tego czasu norma roczna to 4-5 razy.Bardzo cierpiałam,
            pytałam co jest grane, kochanki wykluczone,to się wie.Pytałam czy jestem dla
            niego nieatrakcyjna, dodam nieskromnie, że jestem jeszcze niezłą
            babką.Zaprzeczał a o terapii nie chciał słuchac.Trwało tak kilka lat, powoli
            obojętniałam, nie śpimy ze sobą ok 7 lat.Widzę, że czasami ma ochotę,ale odmawiam.
            Są takie charaktery czy temperamenty, które tak mają i zdarza się to naprawdę
            często u jednej lub drugiej strony.Może terapia w twoim małżeństwie by pomogła,
            ale tak na 100% nie wiadomo.
            • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.07.08, 22:47
              1-hanel czy ty to ja za 10 lat? :(
              Proszę nie zrozum mnie źle. Nie wiem jak wyczuć zdradę. Nie złapałam to nie
              wiem, na detektywa mnie nie stać.

              Czy twój mąż dał ci jakieś wytłumaczenie tego braku zainteresowania tobą?
              • 1-hanel Re: Terapia małżeńska albo separacja 19.07.08, 11:23
                Tak, to Ty (i nie tylko, znam mnóstwo przypadków)za 10 lat, po prostu trafiła
                nam się nie ta czekoladka.Pogadamy pózniej, muszę wyjśc.
                • 1-hanel Re: Terapia małżeńska albo separacja 19.07.08, 14:58
                  Motylku,jak wspomniałam zaczęło się to w czasie drugiej ciąży, po 5 latach od
                  ślubu, wcześniej było zadowalająco, przed i po pierwszym dziecku.Było mi
                  przykro, zwalałam to na zniekształconą figurę, ale po porodzie nic się nie
                  zmieniło.Zastanawiałam się co może byc przyczyną, mąż należy do
                  domatorów-kanapowców, z trudem wyciągam go na imprezy, nie ma kumpli do piwa, po
                  pracy zawsze w domu, więc kochankę wykluczałam od początku, zresztą to się
                  czuje.Wiem, że mnie kocha, to tez się czuje.Wracając do początku, pytałam
                  dlaczego nie kocha się ze mną, czy mu się nie podobam, nie czuje do mnie
                  pożądania?Zapewniał, że wszystko jest ok i na tym sie kończyło.
                  A ja wieczorami w łóżku gryzłam palce i płakałam a on oglądał gadające głowy lub
                  chrapał na kanapie.Doszło do tego, że denerwowały mnie własne dzieci, gdy coś im
                  się przyśniło i przychodziły do naszej sypialni się przytulic, bo ewent. mogły
                  nam przeszkodzic.Ale próżne obawy, nigdy nas nie nakryły.Do zbliżeń raz na 3-4
                  mies dochodziło z mojej inicjatywy, mąż nie odmawiał, spełniał obowiązek bez
                  emocji, ja czułam się podle.W pewnym okresie brak seksu był moją obsesją, nie
                  wiedziałam co robic, czy nabyc wibrator, pytałam koleżanki jak u nich to
                  wygląda.Jedne były zaspokajane, inne miały jak ja.Od pewnej starszej pani
                  dowiedziałam się, że jej małżeństwo legło w gruzach w tej sferze już po 3
                  miesiącach pożycia.Powoli docierało do mnie, że mężczyzni są różni.Np wiem od
                  mamy, że ich małżeństwo jest pod tym względem ok, ojciec mimo starszego wieku
                  jest aktywny seksualnie.A u mnie porażka, stałam się nerwowa, swoją niechęc i
                  gorycz przelałam na teściów, bo wydawało mi się, że to oni wychowali syna
                  pruderyjnie.Kiedyś u nich nocowaliśmy, mąż nie chciał się kochac, bo mama za
                  ścianą!!Sprofanowalibyśmy jej mieszkanie??Ale nie przeszkadzało mu to, gdy
                  mieszkaliśmy wcześniej z moimi rodzicami.No po prostu chore, dziwiłam się, że
                  mój wykształcony mąż rzuca takie teksty.Na terapię nie zdołałam go
                  namówic.Trwało to kilka lat, czyli sex 4-5 razy w roku z
                  mojej zachęty.Lecz powoli stygłam, mówiłam sobie,trudno, co cie nie zabije to
                  cię wzmocni.Myślę, że doprowadził mnie do oziębłości płciowej.Wreszcie pewnego
                  roku (ok 7 lat temu)powiedziałam dośc i przestałam inicjowac. Po jakichś dwóch
                  latach dotarło chyba do niego, że nie współżyjemy.Czasem robi podchody, ale nie
                  reaguję.
                  Ciężko mi było przez to przejśc, żeby stłamsic w sobie seksualnośc (pewnie
                  księża przez to przechodzą, tyle, że oni dobrowolnie, ja z
                  konieczności).Myślałam o kochasiu, miałam propozycje, ale prawdę mówiąc nikt mi
                  sie nie podobał, a nie chciałam nic na siłę.Poza tym miałam na uwadze dobro
                  dzieci, bałam się, że jak mąż mnie przyłapie to zabierze dzieci.
                  Tak to pokrótce wyglądało, dziś ogarnia mnie pusty śmiech jak moje dziewczęce
                  marzenia zderzyły się z rzeczywistością.I śmiac mi się chce, gdy różne naiwne
                  dają rady:włóż coś seksownego, z równym skutkiem można się wyginac przed manekinem.
                  Mam męża wiernego, prawego, dobrego ojca, ale.. Współmałżonek to loteria, widac
                  nie można miec wszystkiego.Jak widzisz, motylku ja się poddałam, jednak Ty
                  spróbuj walczyc, przede wszystkim namówic na terapię.
                  • zielonymotylek Re: Terapia małżeńska albo separacja 19.07.08, 21:59
                    1-hanel bardzo smutne jest to co piszesz :(
                    Ja rozumie, że kobieta po porodzie może mieć problem z seksem, ale facet? U mnie
                    przecież też sie zaczęło to psuć właśnie po urodzeniu dziecka.
                    Dziś rozmawiałam z mężem, oczywiście znów monolog z mojej strony :(
                    Ne chce mi się już gadać o jednym i tym samym z nim. Powiedziałam mu, że planuje
                    złożyć pozew o separacje. Zaczął się śmiać, on ciągle myśli, że ja żartuje.
                    a mnie już brakuje siły na to by walczyć o nas bo skoro tylko ja widzę w tym
                    problem to może tego problemu nie ma. Może seks 5 razy w roku to normalne?
                    albo odejdę naprawdę składając pozew albo podzielę twój los 1-hanel :(
                    • 1-hanel Re: Terapia małżeńska albo separacja 20.07.08, 08:41
                      Rozmowy nic nie dadzą, mój nawet po tych 7 latach abstynencji nie zapytał mnie
                      dlaczego?
                      Moim zdaniem to taki typ charakterologiczny mężczyzny, obie miałyśmy "szczęście"
                      trafic na takiego.Pzdr.
                      • dadaczka przerażające i smutne 20.07.08, 09:13
                        hanel - rozumiem, bo po części też tak miałam, teraz jest lepiej,
                        ale bez fajerwerków. Ale nie rozumiem jednego - jeśli już wiesz na
                        pewno, ze nic z tego, jeśli Ty już sobie odpuściłas, czemu nie
                        odejdziesz? Bo dzieci? Pieniądze? Spokój?
                        A co będzie, jeśli odkryjesz, ze jednak on Cię zdradził/zdradza?
                        Ja nie wiem jeszcze co u mnie będzie, ale myślę, że jesli się tego
                        wszystkiego nie uda doprowadzić do jako-takiego stanu, to odejdę.
                        Wcześniej czy później, ale odejdę. Nie muszę być z nim, bo jak jest
                        źle to i tak jest samotność. Chyba wolę więc być samotna i wolna, a
                        nie samotna, niezrealizowana i z nim.
                        • 1-hanel Zastanawiałam się długo, 20.07.08, 10:26
                          za dlugo, na pewno brałam pod uwagę dzieci, wspólny majątek itp.I najbardziej
                          mnie przerażało, że mogę znów trafic na takiego faceta.To byłaby ironia losu.Mąż
                          też odpowiada mi intelektualnie, naprawdę można z nim porozmawiac (hehe oprócz
                          tego seksu), inni, z którymi się spotykałam po pewnym czasie mnie nudzili.Mijały
                          dni i lata, a ja wciąż nie mogłam podjąc decyzji, najpewniej stchórzyłam.
                          Masz rację, to uczuciowa samotnosc i ciężko tak życ.
                          Pzdr.
                          • zielonymotylek Re: Zastanawiałam się długo, 20.07.08, 22:31
                            1-hanel a czy zastanawiałaś sie nad zdradą wiesz w sensie takim fizycznym:
                            wyłącznie zaspokojeniu swoich potrzeb seksualnych?
                            mój mąż tez pasuje mi pod każdym względem poza jednym: brakiem seksu :((
                            • 1-hanel Re: Zastanawiałam się długo, 22.07.08, 07:34
                              O, tak!Każdego mężczyznę oceniałam pod tym kątem, w pewnym okresie byłam
                              absolutnie zdecydowana na zdradę.Ale tak naprawdę nie mogłam się zmusic, gdyż
                              nie trafiłam na takiego, który by mi się bez zastrzeżeń podobał.Bo jak już
                              ryzykowac to chociaż z kimś, kto się nam podoba.
                              Motylku, a jak teraz wygląda sytuacja u Ciebie, nadal mieszkasz u mamy?Czy
                              rodzice wiedzą o powodach, które skłoniły Cię do takiej decyzji?
                              Czy postawiłaś męzowi jakieś warunki?Może nie jestem najlepszym doradcą,ale
                              sądzę, że trzeba schowac dumę i mówic o swoich uczuciach i oczekiwaniach, że
                              jest Ci bardzo przykro, że nie zauważa w Tobie kobiety itd.Chłopu to trzeba kawę
                              na ławę.Pzdr.
                              • zielonymotylek Re: Zastanawiałam się długo, 22.07.08, 16:25
                                1-hanel nadal mieszkam u rodziców (oni są za granicą) nie wiedza dlaczego sie
                                wyprowadziłam, wole im o tym nie mówic, bo to jest bardzo intymny problem.
                                Posłuchałam rady mist3 w kwestii napisania tego co czuje.
                                Mam nadzieje, ze nie będziecie mieli mi tego za złe ale wydrukowałam to co
                                pisałam i to co Wy odpowiadaliście i dałam przeczytać mężowi.
                                Lepiej moje i Wasze słowa nie mogły odzwierciedlić tego co czuję.
                                Wiecie to pomogło, mąż nareszcie zaczął ze mną rozmawiać.
                                Z tego co sie dowiedziałam dla niego nasz seks był nudny, monotonny. Woli sie
                                kochać przy świetle kiedy ja znów przy zgaszonym.
                                Wiem, ze to nie wszystkie odpowiedzi na moje pytanie: dlaczego nie chce sie ze
                                mną kochać, ale najważniejsze, że nareszcie zaczęliśmy rozmawiać.
                                Nadal też zostaję w mieszkaniu rodziców.
                                Chce dać nam szansę, bardzo go kocham, gdyby tak nie było odeszłabym naprawdę, a
                                nie na niby jak to celnie określiła krissdevalnor100.
                                Przed nami trudna droga. Może znów za jakiś czas przyjdę do Was na forum i będę
                                pisać, że sie nie udało. Modle sie o to by jednak tak nie było.
                                1-hanel schowałam swoja dumę, wyciągałam ponownie rękę, mam nadzieje, ze
                                rezygnując z terapii da nam sie z tego wyjść.
                                • nomistake Re: Zastanawiałam się długo, 22.07.08, 22:19
                                  Jakie to wszystko smutne dziewczyny... Szkoda, że nie można
                                  przewidzieć jak zycie nam się dalej ułoży, może wtedy łatwiej byłoby
                                  korzystać z życia i nie mieć wyrzutów sumienia. Mam nadzieję, że
                                  jednak zaznacie jeszcze z kimś bliskości, pewmie już nie z tymi
                                  mężczyznami, ale trzymam za Was kciuki.
                                • kaachna1 Re: Zastanawiałam się długo, 22.07.08, 22:42
                                  chociaż jakaś dobra wiadomość:)miałaś świetny pomysł żeby to wydrukować i
                                  pokazać mężowi,to bardzo dobrze,że zaczęliście rozmawiać,czyli szansa jest,ale
                                  musicie pamiętać,że nad związkiem muszą cały czas pracować oboje,w każdym razie
                                  trzymam kciuki i życzę powodzenia!
        • arronia Re: Terapia małżeńska albo separacja 18.10.08, 15:07
          Jeśli można, zacytuję starszą wypowiedź krissdevalnor100:

          > Zmierzam do tego, że czasem "terapia" jest ZUPEŁNIE inna, niz nam
          > sie wydawało, ze powinna być.

          Nie wiem, jak się potoczyła dalsza psychoterapia zielonymotylek. Ale tak mi się
          skojarzyło, że w relacji z psycholożką pojawił się podobny problem, jak w
          relacji z mężem - poczucie bycia ignorowaną, lekceważoną, nudną dla drugiej strony.

          Może to jeden z kluczyków do sytuacji? (Oczywiście do kompletu z problemami
          wychwyconymi przez innych i samą zielonymotylek.) Nie wiem, może to w dalszej
          części spotkań z psychologiem zostało ruszone i jakoś przepracowane. A może
          jeszcze czeka na swoją kolej?

          BTW ja mam dużo większe przekonanie do wizyty u psychologa od
          behawioryzmu/kognitywizmu i możliwie szybkiego wprowadzania zmian w zachowanie i
          myślenie, niż grzebania się "we wszystkim" u psychoterapeuty. Ale to tylko wynik
          moich własnych doświadczeń - i to nie z problemami małżeńskimi, a innymi.
    • zielonymotylek bez happy endu 05.09.08, 23:36
      Nie wiem czy jest już pora na to bym napisała jak się ułożyło po naszej
      "głębokiej" rozmowie jakiś czas temu.
      Naprawdę było po tym fajnie przez... tydzień. Od dwóch miesięcy znów bez seksu.
      Tylko ja już jestem inna. Juz nie walczę. Nie mam sił ani ochoty.
      Tak sobie wmówiłam, że widać musi tak być. Uczę się tłumić swoje uczucia, a
      idzie mi to coraz łatwiej gdyż patrze na męża coraz bardziej jak na obcego faceta.
      Nie mam nawet ochoty z nim rozmawiać. Tkwię w takim zawieszeniu.
      ale jeszcze nie dojrzałam do odejścia na stałe. Cholera jakie to trudne. :((((

      • maja660 Re: bez happy endu 06.09.08, 10:13
        Skup się na sobie. Zainwestuj w kosmetyczki, fryzjerki i te wszystkie babskie
        hocki-klocki. I znajdź sobie kochanka!
        • zielonymotylek Re: bez happy endu 06.09.08, 12:13
          Maju tak też zrobiłam. Kupiłam sobie nowe ciuchy, zainwestowałam w kosmetyki.
          Codziennie się maluję choć praktycznie nigdy tego nie robiłam. Wiecie mnie to
          naprawdę poprawiło humor i częściej się uśmiecham. Mam tez nowa fryzurkę.
          Zapisałam się na dwa kursy doszkalające.

          Już nie będę czekać na niego. Szkoda mi każdej godziny życia.
          Z tym kochankiem już będzie trochę trudniej niestety. Ale nie wiadomo co życie
          jeszcze mi przyniesie. ;)
          Pozdrawiam
          • maja660 Re: bez happy endu 06.09.08, 13:35
            O! I to mi się podoba. Tak trzymać!
            Wypracować w sobie ciut egoizmu to podstawa. Pan mąż niech sobie tam ciupcia co
            chce. Wiesz, tak między nami mówiąc to ja bym go na 100% nie dopuściła bez
            kompleksowych badań. Jest duże prawdopodobieństwo, że coś złapał na małego. Olej
            gościa choć wiem, że to nie łatwe. Moja znajoma jak rozwodziła się się z mężem
            przyjęła taktykę odwrotną do zgnębionej porzuconej. Rozkwitła kobieta. W życiu
            tak o siebie nie dbała. Nikt nie chciał wierzyć, że to ją małżonek puścił w
            trąbę, wszyscy myśleli, ze odwrotnie. Mąż nie wrócił, ale za to po paru latach
            znalazła takiego faceta jak z telenoweli. Piękny, mądry i bogaty. I zakochany w
            dodatku. A wcale nie miała już wtedy 30 lat. Cierpliwości a samo przyjdzie.
            Tylko nie daj się stłamsić.
            • satia2004 Re: bez happy endu 06.09.08, 17:59
              maja660 napisała:
              > Pan mąż niech sobie tam ciupcia co
              > chce. Wiesz, tak między nami mówiąc to ja bym go na 100% nie
              dopuściła bez
              > kompleksowych badań. Jest duże prawdopodobieństwo, że coś złapał
              na małego.

              Przecytałam cały wątek jeszcze raz ale informacji o zdradzie tam nie
              ma jedynie podejrzenia. Wiesz coś, czego nie wie reszta?

              > I znajdź sobie kochanka!

              Taaa... zajebista rada! A może by się tak najpierw rozwieść?
            • songo3000 Re: bez happy endu 06.09.08, 21:29
              Szczerze gratuluję znajomej. Mam tylko taką myśl - niby czemu nie chciało jej się 'zakwitnąć' jako kobiecie jak była jeszcze ze swoim mężem...
              • sagittka Re: bez happy endu 07.09.08, 13:22
                ... i dbać o siebie wtedy?

                Zdanie, że "w zyciu o siebie tak nie dbała" jak wtedy, gdy ją mąż
                zostawił świadczy o tej pani, że dba o siebie tylko, gdy musi
                zdobywać mężczyznę, a gdy już zaklepany, to można odpuścić. Jesli
                takie podejście miała tez w innych sferach życia, to nic dziwnego,
                że związek się rozpadł.
                • zielonymotylek Re: bez happy endu 07.09.08, 14:22
                  No cóż nie wiem czy to aż tak istotne czy się ma róż na policzkach czy nie.
                  Chyba, ze istnieje jakaś proporcja miedzy ilością podkładu na twarzy a miłością.
                  Osobiście te wszystkie malowania, sexi ciuszki i rekwizyty z sex shopu to bujda.
                  U mnie nie podziałało.

                  Najlepsze w tym najgorszym jest to, że już nie płaczę jak zasypiam. Stałam się
                  bardziej spokojna, może dlatego, że się poddałam.

                  Zastanawiam się nad kolejną wizytą u pani psycholog. Mam znów potrzebę wygadania
                  się. Chce to z siebie wyrzucić. Posłuchać tego co "mówię w głowie".
                  • bi_chetny Re: bez happy endu 08.09.08, 12:15
                    psycholog pomoże poukładać myśli. Decyzję musisz podjąć sama.
                    Moim zdaniem nic z tego nie będzie - musisz podjąć bardziej drastyczne kroki.
                    Wyprowadzić się faktycznie, jak pisała krissdevalnor.
                    • zielonymotylek Re: bez happy endu 08.09.08, 13:34
                      bi_chetny triku z wyprowadzką też próbowałam. Po miesiącu mąż stwierdził, ze już
                      nie będzie przychodził (do dziecka) bo mu... się nie chce na 4 piętro wchodzić!!!
                      Wróciłam, po rozmowie obiecującej poprawę.
                      wiem, Wam się to może wydać dziwne, bez sensowne to moje działanie.Widać
                      potrzebuje więcej czasu na to by odejść.
                      Psychologa mam na środę. Moze jak się wygadam to coś mi to da.
                      Strasznie mi się to życie pogmatwało :(
                      Gdyby mi ktoś 10 lat temu powiedział z czym będę miała problem to bym mu się w
                      twarz roześmiała ;(
                      • bi_chetny Re: bez happy endu 08.09.08, 15:26

                        motylku, wiem że to trudne. ale zostaw go. szkoda ciebie. znajdziesz jeszcze miłość
                  • krzysztof-lis Re: bez happy endu 08.09.08, 13:59
                    > No cóż nie wiem czy to aż tak istotne czy się ma róż na policzkach
                    > czy nie. Chyba, ze istnieje jakaś proporcja miedzy ilością podkładu
                    > na twarzy a miłością.

                    Między podkładem a miłością raczej nie.
                    Między podkładem a pociągiem
    • zielonymotylek biję kolejny smutny rekord 11.10.08, 14:53
      Ech.... idzie właśnie trzeci miesiąc bez seksu.
      Ale już nie walczę o miłość, żyjemy obok siebie nie ze sobą.
      Nie mam sił na kolejne żebranie o seks, odpuściłam.
      Może w końcu odważę się znaleźć kochanka. Tylko czy to ukoi moje nerwy?
      :((((
      • anula36 Re: biję kolejny smutny rekord 11.10.08, 15:26
        1.ciebie ma gdzies i twoje potrzeby tez
        2.dziecka mu sie nie chce odwiedzac
        3. tylko tych obiadow mu brakuje....

        oby wasze dziecie nie poszlo w jego slady i nie zalatwilo kogos tak samo jak wy to zrobiliscie sobie.
      • veromoda Re: biję kolejny smutny rekord 11.10.08, 22:40
        ja tak mam od lat. Straszyłam odejściem, rozwodem, szukałam
        kochanka, prosiłam o terapię. Prawie znalazłam kochanka - tzn.
        znalazłam całkiem ;) ale nie byłam w stanie się przełamać i
        doprowadzić sprawy do końca.
        Do dziś jesteśmy razem, z wielu względów. Dziś uraza we mnie jest
        tak wielka, że o seksie z nim myślę z niechęcią. Ciało by chciało,
        ale psychika ma dość, nawet jak on czasem ma ochotę.
        Pewnie tak zostanie. Chciałabym być aseksualna.

        Co śmieszniejsze, schudłam (nie byłam gruba, a teraz w ogóle uważam,
        że jest świetnie), ciągle słyszę komplementy, zaczęłam chodzić w
        mini. Od męża reakcji doczekałam się raz - jak wychodziliśmy na
        imprezę powiedział, że wyglądam jak dziwka (krótka spódnica plus
        wysokie obcasy, fakt - przez ostatnie lata to nie był mój styl).

        Ja akurat wiem, że nie odejdę. Chyba, że młody się wyprowadzi na
        studia.
        • killarney5 Re: biję kolejny smutny rekord 11.10.08, 22:58
          Nigdy tego nie zrozumiem. Każda z nas ma jedno życie - drugiej szansy na
          szczęście nie dostaniesz, jeśli sama zamkniesz się dożywotnio w więzieniu
          toksycznego związku. Pomyśl, jak się będziesz czuła, jeśli patrząc po latach
          wstecz na swoje życie zobaczysz, że sama je zaprzepaściłaś - przez zaniechanie,
          i że nie da się tego odwrócić.
          • zielonymotylek Re: biję kolejny smutny rekord 12.10.08, 08:51
            Bo Wam jest wszystkim łatwo napisać: zostaw go odejdź, nie żyj w nieszczęśliwym
            związku. Ale Was to tylko słowa, a dla mnie mur nie do przeskoczenia: bez pracy
            bez szans na inne mieszkanie.

            veromoda czemu nie dałaś rady z kochankiem? Co cie zatrzymało, by zrobić ten
            ostateczny krok? Ile masz lat? Jak długo żyjecie z mężem bez?
            Wiesz ja z tych nerwów tez schudłam 12 kilko. Ale na dodatek mam nerwice serca,
            bo nie umiem sobie z tym poradzić. :(((
            • anula36 Re: biję kolejny smutny rekord 12.10.08, 09:46
              a to trzeba bylo tak od razu ze jestes niezaradna niewolnica tego ukladu. W takim razie z kochankami uwazaj, bo jesli maz cie za przyprawianie mu rogow odstawi od kasy i mieszkania,moze byc cienko.
              • glamourous Re: biję kolejny smutny rekord 12.10.08, 15:59
                anula36 napisała:

                > a to trzeba bylo tak od razu ze jestes niezaradna niewolnica tego ukladu


                Kto wie, może nawet to jest dla jej męża przyczyna (uświadomioną lub nie) utraty
                zainteresowania seksem z zoną... Czasami faceci tak mają, ze udupiona w domu i
                całkowicie uzależniona od niego kobieta przestaje być dla nich interesującą
                "zdobyczą". Kojarzy się z własnością, co niekoniecznie idzie w parze z
                pożądaniem i seksualnym dreszczykiem....

                Może odzyskanie przez Motylka niezależności byłoby lekiem na ten kryzys w związku...
                • manahmanah77 Re: biję kolejny smutny rekord 12.10.08, 16:22
                  Nie sądzę Glam.

                  Facet radośnie zakłada rodzinę z tradycyjnym podziałem ról, a zaczyna mu się
                  marzyć niezależna żonka zarabiająca pieniądze i mogąca go w każdej chwili posłać
                  do diabła? Raczej już obawiałbym się, że wybicie się autorki na niepodległość
                  zaowocowałoby z jego strony frustracją i kłopotami w łóżku ze względu na
                  poczucie zagrożenia swojej pozycji.

                  Ja bym najchętniej zwalał zawsze winę na niskie libido (biologia), ale czasem
                  myślę, że może też nie wszyscy radzą sobie z monogamią? Znaczy, jedna partnerka
                  im się nudzi, ale mają na tyle utrwalone wzorce kulturowe i poczucie
                  odpowiedzialności za podjęte zobowiązania, że nie decydują się jej opuścić,
                  wziąć sobie innej i wolą się już onanizować.

                  Czort wie. Z tego co autorka pisze, jej mąż nie z tych, co pójdą na terapię i
                  się otworzą.
                  • zielonymotylek Re: biję kolejny smutny rekord 12.10.08, 22:23
                    anula36 masz rację jestem niezaradną niewolnicą poniekąd na własne życzenie,
                    dałam się zamknąć w domu po urodzeniu dziecka głupio myśląc, ze mąż mi pomoże w
                    jego wychowaniu kiedy będę chciała iść do pracy. Niestety usłyszałam tylko: radź
                    sobie sama.

                    glamourous powoli sama wracam do ludzi, buduje na nowo swoje własne poczucie
                    wartości. Dla siebie.

                    manahmanah77 pewnie przyczyna biologiczna tez tu ma miejsce. Masz rację, mąż nie
                    z tych co się przyznają do tego typu "choroby" nie mówiąc już o wizycie u
                    specjalisty. do psychologa chodzę sama.
                  • glamourous Re: biję kolejny smutny rekord 12.10.08, 22:29

                    manahmanah77 napisał:


                    > Facet radośnie zakłada rodzinę z tradycyjnym podziałem ról, a
                    > zaczyna mu się marzyć niezależna żonka zarabiająca pieniądze i
                    > mogąca go w każdej chwili posłać do diabła?


                    Sęk w tym ze nie zawsze to na co decydujemy się świadomie idzie w parze z
                    naszymi podświadomymi tęsknotami.

                    OCZYWIŚCIE, ze może się tak zdarzyć ze facet zakłada rodzinę "tradycyjną" aby
                    mieć w niej poczucie symbolicznej władzy. Taka sytuacja spełnia być może jego
                    "życiowe" czy ideologiczne oczekiwania, ale niekoniecznie stymuluje go
                    seksualnie. Podporządkowana, siedzącą w domu i posłusznie cerująca mu skarpetki
                    żona może wydawać mu się tak "własna" i tak "bezpieczna" ze kompletnie nie
                    podniecająca. I pomimo ze świadomie jest zadowolony z tego układu, to libido
                    (podświadomie spragnione bardziej niezależnej kobiety) odmawia mu mu posłuszeństwa.


                    > myślę, że może też nie wszyscy radzą sobie z monogamią?
                    > Znaczy, jedna partnerka im się nudzi, ale mają na tyle utrwalone
                    > wzorce kulturowe i poczucie odpowiedzialności za podjęte
                    > zobowiązania, że nie decydują się jej opuścić, wziąć sobie innej i > wolą
                    sięjuż onanizować.


                    Tu potwierdziłeś dokładnie ten sam schemat, który powyżej zanegowałeś. Facet
                    ŚWIADOMIE wybiera sobie jedna kobietę, bo sobie wykoncypował ze będzie
                    monogamista, tymczasem PODŚWIADOMIE tęskni za poligamia i różnorodnością.
                    Identyczna zależność jak z tą siedzącą w domu żoną.
                    • manahmanah77 Re: biję kolejny smutny rekord 12.10.08, 22:44
                      glamourous napisała:

                      > OCZYWIŚCIE, ze może się tak zdarzyć ze facet zakłada rodzinę "tradycyjną" aby
                      > mieć w niej poczucie symbolicznej władzy. Taka sytuacja spełnia być może jego
                      > "życiowe" czy ideologiczne oczekiwania, ale niekoniecznie stymuluje go
                      > seksualnie.
                      Ok, przyjąłem, słusznie mówisz, może być tradycjonalistą tylko w niektórych
                      dziedzinach życia. Ale nawiasem mówiąc, do sytuacji opisywanej tęsknota za
                      niezależną kobietą sukcesu niezbyt mi pasuje.

                      > Tu potwierdziłeś dokładnie ten sam schemat, który powyżej zanegowałeś. Facet
                      > ŚWIADOMIE wybiera sobie jedna kobietę, bo sobie wykoncypował ze będzie
                      > monogamista, tymczasem PODŚWIADOMIE tęskni za poligamia i różnorodnością.
                      > Identyczna zależność jak z tą siedzącą w domu żoną.
                      To była tylko taka luźna myśl odnosząca się niekoniecznie do tego wątku, a w
                      ogóle do onanizujących się mężów, których własna żona nie bierze. Z tym, że
                      wybór monogamii nie do końca jest świadomy, bo podyktowany jest normami
                      społecznymi silniejszymi niż tradycyjna rola mężczyzny w rodzinie.
                    • anula36 Re: biję kolejny smutny rekord 12.10.08, 23:07
                      Wydaje mi sie ze tu nie ma wielkiego pola do dywagacji - wychodzi ze to typ faceta-"olewacza", w stylu " a dajcie wy mi wszyscy swiety spokoj",dzialajacego po najmniejszej linii oporu.
                      Robi tylko to co absolutnie konieczne. Pracuje bo musi( swoja droga,nie umniejszajac kierowcom, nie rozwijajac sie zawodowo i intelektualnie za bardzo),ma zone dla wiktu i opierunku, ale juz bzykac sie, zadowalac zone, odwiedzac dziecko kiedy go nie ma w domu,wspierac zone w powrocie do pracy nie musi, boi po co sie przemeczac.
                      Do takiego faceta jak nic pasuje mi szybki numerek we wlasnym wykonaniu,ew moze jakis przygodny lodzik, nadmiar wysilku konwencjonalnego stosunku moglby go przeciez zabic.
                      • zielonymotylek Re: biję kolejny smutny rekord 13.10.08, 08:45
                        anula36 wiesz chyba trafiłaś w sedno, mąż rzeczywiście jest typem lenia, który
                        po przyjściu do domu jedynie o czym marzy to najedzenie się obiadem (tej
                        przyjemności go pozbawiłam i już nie gotuję) i włączeniu TVN turbo. Nawet z
                        synkiem nie chce się pobawić.
                        Masz rację, ze kosztowałoby go to dużo energii w pomaganiu mi w powrocie do
                        pracy bo musiałby zmienić godziny pracy, a on po prostu nie chce tego zrobić.
                        Wiem sama sobie na to zapracowałam. Sama jestem sobie winna, bo tak go sobie
                        "wychowałam".

                        anula36 dziękuję za ten post, dał mi dużo do myślenia. Reszcie tez dziękuję.
                        Spojrzenie innych osób na mój problem pozwala mi na zobaczenie czegoś co jest
                        przecież tak oczywiste.
                        • anula36 Re: biję kolejny smutny rekord 13.10.08, 09:46
                          wychowac mozna dziecko,ale nie doroslego faceta! Po prostu kiepsko trafilas i zadna w tym twoja wina.
                          W sumie mialam dosc podobnie( wszelkie obowiazki gospodyni domowej i domowego stratega + zero lozkowych przyjemnosci)- na szczescie poza przejrzeniem na oczy mialam prace, swoje mieszkanie i brak zobowiazan ( dzieci).
                          Straconych lat nikt ci nie zwroci,a zycie w takim "zwiazku" wypacza charakter i sprzyja zgorzknieniu.Jego i tak nie zmienisz, jesli on nie poczuje choc minimalnej woli wlasnej zeby sie zmienic. No i jaki to przyklad dla waszego syna?
                          Jestes bardzo dojrzala osoba i zdrolna do samorefleksji- to sie naprawde nie tak czesto zdarza.Masz chec zmian - juZ same wizyty u psychologa o tym swiadcza.Bez wlasnej pracy i pieniedzy daleko nie zajdziesz -to podstawa, nawet jesli nie zarobisz majatku, odlozysz jakies wlasne pieniadze, poznasz nowych ludzi, a do meza ma szanse dotrzec ze nie jestes od niego zalezna i mozesz w kazdej chwili odfrunac.Wojna podjazdowa w stylu " on mnie pozbawia jednej przyjemnosci ( seksu), to ja go innej (obiadu),mysle ze daleko was nie zaprowadzi - raczej do eskalacji konfliktu i stalej niemilej atmosfery w domu, jego coraz wiekszej ucieczki, twojej coraz wiekszej goryczy.
                          Trzymam kciuki za same dobre decyzje:)
                        • second.masia Re: biję kolejny smutny rekord 20.10.08, 00:14
                          Motylku, wroce do poczatku - nie da sie wyciagnac meza na terapie, idz Ty sama.
                          To wbrew pozorom pomaga, bylam na takiej terapii, rozmawiasz niby o sobie, a
                          cala rodzina sie zmienia. Nie ma co narzekac i tracic czasu na zycie w
                          samotnosci - choc niby razem. Powodzenia!
                      • glamourous Re: biję kolejny smutny rekord 13.10.08, 11:19
                        anula36 napisała:


                        > Wydaje mi sie ze tu nie ma wielkiego pola do dywagacji - wychodzi
                        ze to typ fac
                        > eta-"olewacza", w stylu " a dajcie wy mi wszyscy swiety spokoj


                        Rzeczywiscie przeoczylam wczesniejsze posty (caly watek czytalam juz
                        dawno) w ktorych Motylek sugeruje ze maz jest olewusem -
                        minimalista. To faktycznie nieco zmienia postac rzeczy.
                        PS. Milo Cie znow widziec na forum, Anula. Pozdrawiam w imieniu
                        starej kadry :-)
                • caline-czka78 Re: biję kolejny smutny rekord 13.10.08, 12:17
                  Tez tak mysle jak glamourous,malo tego mysle ze odczulam to na wlasnej skorze.
    • metrowska Re: Terapia małżeńska albo separacja 08.01.14, 16:56
      Moim zdaniem powinnaś skorzystać z terapii małżeńskiej. Może problemy z jakimi się borykacie są jedynie przejściowe? Ciężko jest wszystko przekreślić lekką ręką. W końcu przeżyliście razem kawał czasu i łączy Was wiele spraw. A taka terapia potrafi być ostatnią deską ratunku. My z mężem swego czasu również przechodziliśmy pewne problemy i chodziliśmy tutaj:
      psychoterapia-kielczyk.pl/terapia-par-mediacje/
      Dzięki mediacjom udało nam się dojść do porozumienia i odratować nasze małżeństwo. A wydawało się, że już praktycznie nic nam nie pomoże.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka