Dodaj do ulubionych

chyba się doigrałam...

05.07.08, 11:23
witam
poczytałam trochę forum i myślę, że jest to odpowiednie miejsce, w którym mogę się wygadać i przeczytać zdanie kogoś z zewnątrz.

Nasza historia jest następująca:
jesteśmy ze sobą już kilka lat; pierwsze dwa lata bajka i raj na ziemi; było nam razem naprawdę dobrze;
nasz pierszy raz był efektem planów - wizyta u ginekologa, tabletki - musiałam być pewna, że nie będzie żadnych konsekwencji (i tu widać, jaka jest moja natura, muszę mieć poczucie dopięcia wszystkiego na ostatani guzik, muszę być w stu procetach odpowiedzialna za to co się dzieje, muszę mieć przygotowany perfekcyjny grunt).
po tym nasza przygoda z seksem trwała jakieś dwa trzy lata; na początku było coraz rzadziej i rzadziej, aż w końcu kompletnie straciłam ochotę na seks; zmieniłam tabletki, bo to na ich działanie zrzuciałam całą winę - nie pomogło, więc odstawiłam kompletnie; libido jakby drgnęło, ale pojawił się ogromny strach przed ciążą i w rezultacie pratkycznie nie dochodziło do żadnych zbliżeń - ewentualnie petting, ale to też baaaardzo rzadko.
dochodziło między nami do wielu kłótni; on miał żal i pretensje do mnie, że nie ma seksu, obwiniał siebie, że już mnie nie pociąga, obwiniał mnie, że nie chcę nic z tym zrobić.
takie rozmowy dawały jakiś efekt, ale i tak nie było pełnego zbliżenia, bo ciąża.
jestem już w taki wieku, że dziecko jest jak najbardziej wskazane, ale tu wkracza do akcji mój popaprany charakter: muszę być całkowicie pewna, że będziemy w stanie wychować dziecko, a nie jestem - brak umowy w pracy na stałe, kłopoty finansowe.
i taka sytuacja trwała i trwała.
ciągłe pretensje, brak okazywania uczuć, ochłodzenie się stosunków; mówiłam mu, że takim sposobem nic nie osiągnie, bo ja potrzebuję poczucia miłosći, bezpieczeństwa, ale w nim rosła taka złość i frustracja, że bardza rzadko potrafił się przełamać, a zresztą wiedząc, że okazując mi uczucie i tak nie osiągnie, tego, na czym mu tak zależy - seksu, robił to bardzo rzadko, a ja sama nie wychodziłam z żadną inicjtywą i sama stawałam się coraz chłodniejsza.
kilka dni temu syytuacja sięgnęła zenitu; wyszedł z domu, nie było go kilka godzin; dzwoniłam - nie odbierał, aż wreszcie wyłączył telefon - a ja siedziałam w domu i ryczałam, bo nie wiedziłam co się dzieje, czułam, że dzieje się coś niedobrego; wrócił - nic nie powiedział, nie zareagował na to, że się rozryczałam i mu powiedziałam jak się denerwowałam; nastąpiły ciche dni.
trzy dni temu znowu zniknął na godzinę;
zaczął nosić przy sobie telefon - czego nigdy nie robił, bo zawsze po przyjściu do domu, odkładał go na stolik.
aż wreszcie mi powiedział, że przez te kilka godzin, to był z koleżanką i jej chłopakiem - rozmawaili o sprawach slużbowych, a przez godzinę, to był z tą samą koleżanką, bo musiał wyjść z domu, bo miał dosyć takiej atmosfery i chciał zobaczyć uśmiech na twarzy.
poczułam, że ziemia wali mi się pod nogami - dodam, że nigdy nie spotykaliśmy się z koleżankaimi - on, ani z kolegami - ja, były tylko spotkania z parami, albo wspólnymi znajomymi.
i tak od kilku dni nic innego się nie dzije, tylko wieczorami rozmawiamy - ja ryczę, w nim jest złość.
mówi mi, że przeprasza i żałuje, że tak postąpił, ale że mnie nie zdradził, tylko miał już dość i czuje się bezsilny z powodu braku seksu. na pytanie o czym rozmawiali, mówi, że tak normalnie po prostu. na pytanie co czuje, mówi, że tylko złość i frustrację, a jak spytałam, jaki jest jego stosunek do niej, mówi, że ją lubi jak koleżankę. na pytanie, czemu nosi przy sobie telefon, mówi, że wie, jaka jestem teraz zła i że mogłabym mu przeszukać telefon, choć twierdzi, że nie ma nic do ukrycia, jednak nie chce mi pokazać telefonu, żebym nie dowiedziała się jak ta koleżanka ma na imię, bo mu będę ją wypominać, a on nic złego nie zrobił. i w kóło powtarza, że to ze złości i frutracji, że nie ma seksu.
a ja nie wiem, co mam teraz zrobić.
czuję się oszukana, zdradzona - nie mam pewności, że fizycznie, ale na pewno psychicznie, bo on złamał zasady, które panawały w naszym związku - nigdy nie było żadnych koleżanek, kolegów - wiem, ze to może był błąd, ale tak już się stało i oboje na to przystaliśmy, bo oboje byliśmy strasznie o siebie zazdrośni wręcz zaborczy.
mam teraz w śroku jedną wielką wypaloną dziurę; kłębią się we mnie uczucia zarówno miłości, ale też poczucie zdrady, brak zaufania, stracone bezpieczeństwo, świadomość, że celowo chciał mnie zranić - choć twierdzi, że nie, że był po prostu zły.
wiem, że to wszytsko nastąpiło przez ten cholerny brak seksu, ale w tej chwili dla mnie jest ważniejsze, to co się stało, a on twierdzi, ze zrobilam z igly widly, choc z drugiej strony potwierdza, ze gdyby byl na moim miejscu, też pewnie byłby conajmniej zaniepokojony takim obrotem sprawy.
wiem, ze to cud ze wytrzymal ze mną tyle czasu i teraz twierdzi, ze chce zeby bylo dobrze, ale ja nie wiem, czy będę w stanie dalej z nim życ - w sumie, to nie wyobrażam sobie teraz życa z nim, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie też życia bez niego.
wiem, że niektórzy stwierdzą, że jestem sobie sama winna, że się doigrałam, ze histeryzuję - moze i racja.
próbuję na to spojrzeć obiektywnie, ale w tej chwili czuję tylko ból.

dziękuję, że mogłam się wygadać, bo naprawdę nie wiem, co powinnam robić dalej.
Obserwuj wątek
    • eeela Re: chyba się doigrałam... 05.07.08, 15:16
      Zadbać o rozwój swojego libido? Iść do lekarza, dobrać lepszą antykoncepcję?

      W przeciwnym razie prawdopodobnie grozi ci pogodzenie się z istnieniem koleżanek...
      • druginudziarz Re: chyba się doigrałam... 08.07.08, 09:07
        eeela napisała:

        > Zadbać o rozwój swojego libido? Iść do lekarza, dobrać lepszą antykoncepcję?
        >
        > W przeciwnym razie prawdopodobnie grozi ci pogodzenie się z
        > stnieniem koleżanek...
        >

        Wiesz co, ale jak tu pracować nad libido? Najpierw trzeba by było popracować nad
        zaburzeniami osobowości, bo to one są balastem a nie niedostatki libido. Brak
        zainteresowania seksualnością jest tylko jednym z ich efektów, koncentrowanie
        się na samym libido byłoby "leczeniem" objawowym, nieskutecznym zresztą.
        pzdr.

      • rolexzbankoku Re: chyba się doigrałam... 12.07.08, 13:06
        Tja...nastepna...Jestes po prostu zwykla, / cenzura /,
        EGOISTKA!!...Jak mam takie przed soba jak Ty / nie wiem dlaczego
        pisze to z duzej litery..?/, to natychmiast mam odruch
        wymiotny....Ktos Tobie dobrze napisal..."Jak bym byl facetem, to
        natychmiast by Ciebie zostawil"....
        Przecwiczylem juz takie...pewnosc,zabezpieczenie, bla, bla...dla
        dziecka, bla, bla...Tobie chodzi wylacznie o siebie i wlasne
        wygodnictwo....Obrzydzenie mnie ogarnia....

        Mamusia i tatus z gory i z dolu lyzeczka dawali?....Jakas ty piekna,
        mowili?...

        Szkoda faceta, bo sie glupio zakochal, ale moze sie w czas obudzi i
        Ciebie rowno ol.....!
        Nie pozdrawiam:(
        • gocha_74 Re: chyba się doigrałam... 14.07.08, 12:54
          Seks rodzi bliskość, a bliskość rodzi seks. I to jest naturalne. Jak
          w moim związku nie działo się dobrze, to tym co nas zbliżało był
          seks. Twojego męża podziwiam za cierpliwość. Szanuj go sobie
          kobieto, póki nie wszystko stracone. Masz łatwiej bo wiesz czego mu
          brakuje, on Ci to mówi wprost. A ile jest sytuacji kiedy coś jest
          nie tak i trzeba sie domyślac o co chodzi...
          Powodzenia życzę
    • renebenay Re: chyba się doigrałam... 05.07.08, 15:24
      W milosci sa zawsze doly i gory,jest radosc i szczescie ale takze i
      cierpienie.Przeczytaj kilkakrotnie Twoj tekst aby zrozumiec siebie sama,jedno
      jest pewne ze,kochasz partnera i dlatego nareszcie zareagoj jak prawdziwa
      kobieta i kochanka.Nie bardzo rozumie Twoich problemow z antykoncepcja bo
      przeciez aktualnie istnieje pelno roznych srodkow aby uniknac ciazy i wystarczy
      wybrac ktory wam obojgu odpowiada.
      • azmb Re: chyba się doigrałam... 05.07.08, 15:45
        wybacz, autorko wątku, że tak skwituję to, co
        napisałaś- jestem kobietą, stosuję solidarność
        jajanikow, ale nie mogę inaczej- gdybym była facetm,
        odeszłabym od Ciebie....
        • libra.a Re: chyba się doigrałam... 05.07.08, 16:19
          gdybym była facetem też bym od siebie odeszła
          • druginudziarz Re: chyba się doigrałam... 08.07.08, 09:08
            libra.a napisała:

            > gdybym była facetem też bym od siebie odeszła

            Milusie jesteście, drogie panie ;)
            pzdr.
      • libra.a Re: chyba się doigrałam... 05.07.08, 16:21
        problem siedzi w mojej psychice; zawsze byłam z tzw. chodzących ideałów i moja psychika nie pozwala mi się przełamać, skoro nie mam poczucia idealnych warunków
        • eeela Re: chyba się doigrałam... 05.07.08, 16:41
          Masz do wyboru - albo się przełamać, albo przegrać sprawę. Jeśli uważasz, że
          sama nie potrafisz, poszukaj profesjonalnej pomocy.
          • raffi73 Re: chyba się doigrałam... 05.07.08, 18:36
            a ja jestem facetem i tez bym cie zostawil.Piszesz w sposob taki histerycznie
            wkur... ze juz mam dosc a jeszcze cie nie spotkałem .Biedny chłop.
            • yoric Re: chyba się doigrałam... 05.07.08, 19:43
              Ja bym może ujął to nieco delikatniej, ale coś jest na rzeczy. Piszę to nie żeby
              zrobić przykrość, tylko żeby dać do myślenia.
              Pozdrawiam
        • kaachna1 Re: chyba się doigrałam... 05.07.08, 21:36
          piszesz,że nie możesz się przełamać bo nie masz poczucia idealnych warunków,nie
          wiem ile masz lat,ale będziesz się jeszcze sporo musiała od życia nauczyć,nigdy
          nie jest tak jakbyśmy chcieli,nigdy nie będzie idealnie w żadnej sferze,raz
          będzie lepiej,a raz gorzej,a raczej częściej gorzej,zacznij dbać o faceta
          inaczej poszuka sobie kogoś,zacznij znowu brać tabletki,ale jakieś inne,musisz
          szukać takich,które będą dla ciebie odpowiednie i nie płacz,bo jak sam twój
          facet powiedział chciał zobaczyć uśmiechniętą buzię:)



        • 1zlakobieta Re: chyba się doigrałam... 07.07.08, 20:03
          dziewczyno, życie nie jest czarna albo biale, nie mamy caly czas po 18 lat mimo
          ze bardzo tego chcemy, istnieją niestety szarosci i musimy kiedys dorosnąć, a
          zycie z drugim czlowiekiem raczej nie jest tylko i wyłącznie idealną bajką. A
          tak w ogóle to Ty nie masz ochoty na swojego faceta?????? Nie kręci Cię?? Nigdy
          nie zaszalałaś? może to nie TEN facet? Nie rozumiem i tyle
    • motmot Re: chyba się doigrałam... 05.07.08, 19:47
      Moim zdaniem nie zdradzil Cie, JESZCZE nie ale to co zrobil to byl jego desperacki krzyk, zebys tez zaczela w waszym zwiazku dostrzegac jego potrzeby, chcial dac Ci porzadnego "kopa" skoro wszystkie inne sposoby zawiodly. Twoja sprawa co teraz z tym zrobisz, a cos musisz, bo dla niego taki zwiazek jest nie do zaakceptowania.
      BTW
      Spotykanie sie z osobnikami nawet plci przeciwnej "poza kontrola" ze strony partnerow wcale nie oznacza zdrady, rzeklbym nawet, ze jest calkiem normalne...
    • wierna8385 Re: chyba się doigrałam... 05.07.08, 21:52
      halo!!!!!!!!!kolezanko!!!!!wez sie w garsc!!!!!!!!!jezeli on cie po
      rogach nie wali to napewno zacznie!!!masz tragiczne podejscie do
      seksu!!!bierz sobie dalej tabletki jak masz stresa przed dzieckiem
      ale zacznij uzywac wspomagaczy skoro nic cie nie jara-nie tylko dla
      facetow jest viagra:)
      • 1zlakobieta Re: chyba się doigrałam... 07.07.08, 20:06
        a co jest dla kobiet?? :)
    • kitek_maly Re: chyba się doigrałam... 05.07.08, 22:09

      nie dochodziło do żadnych zbliżeń - ewentual
      > nie petting, ale to też baaaardzo rzadko.

      A może Ty po prostu nie czujesz potrzeby uprawiania seksu? A ciąża jest zawsze
      dobrą wymówką. Przecież przez petting stosunkowo ciężko zajść w ciążę.

      Niestety, problem tkwi w Tobie a teraz usiłujesz zrobić z siebie ofiarę losu.
      Facet spotkał się z koleżanką, żeby porozmawiać, bo nie mógł znieść napięcia w
      domu - co w tym strasznego?? A Ty mówisz, że nie wiesz, czy PO TYM będziesz w
      stanie z nim żyć. A zastanowiłaś się nad tym jak on znosi przez lata to, że Ty
      nie robisz NIC, żeby mógł się czuć spełniony na polu wspólnego pożycia?
    • czarna.caryca Re: chyba się doigrałam... 05.07.08, 22:17
      kochana,
      bierz się szybko w garśc, moje małżeństwo tak się skończyło....
      nie chciałam i nie chciałam... a jest duuużo kobiet, które chcą, choćby na tym forum
      • niezapominajka333 Re: chyba się doigrałam... 06.07.08, 05:08
        Libro
        Mnóstwo par dowiedziało się że nie mogą mieć dzieci dopiero wtedy,
        gdy już wymościło dla nich perfekcyjne gniazdko.
        Popracuj nad swoim podejściem i zastanów się, czy nie mylisz skutku
        z przyczyną.
        Brak seksu bardzo zwiększa podatność na zdradę w związku...

        • amigamia Re: chyba się doigrałam... 06.07.08, 12:27
          Rzadko sie odzywam na tym forum, ale teraz musze, DZIEWCZYNO!!!
          Nawet nie wiem od czego zaczac... Jestes jak rozkapryszona mala
          kotka, zaslaniasz sie perfekcjonizmem, ha ha! musi byc po Twojemu ot
          co! Na tabletkach sie swiat nie konczy, dobierz cos innego!
          Ograniczylas sex prawie do zera i facetowi ciosasz kolki o rozmowe
          sam na sam z kolezanka??? swiadczy to tylko o Twojej niepewnosci w
          tym zwiazku, wiec jakis instynkt masz. Jezeli nie bedzie miedzy Wami
          seksu, to i tak go nie upilnujesz, jesli bedzie gralo pod tym
          wzgledem, dziwne by bylo gdyby denerwowaly Cie rozmowy sam na sam...
          Taki banal, ale co mi tam, napisze, nie posiadamy drugiego czlowieka!
          coz to za zasada, ze nie mozna rozmawiac z kims drugiej plci.. no
          comments!
          facet i tak swiety jest, a moim zdaniem bardzo mozliwe jest ze juz
          Cie zdradza, chyba ze jest niepewny siebie, a pewnie jest, jesli od
          lat zyje odciety od seksu.. ale jesli jeszcze mu psychika nie siadla
          to pewnie wyzywa sie, i chwala mu za to!! jesli nie, zaliczy grono
          mezczyzn z problemami seksualnymi juz wkrotce!
          Prawie nie zadarza mi sie publicznie krytykowac kobiet (tak mam-))),
          tylko ze teraz nie da sie inaczej!
          Sorry za ostre slowa, ale Twoje zachowanie jest szczytem egoizmu, i
          tak w zasadzie nalezy Ci sie zimny kubel za pogardzanie, bo inaczej
          tego nie nazwe, osoba ktora Cie kocha, a i Ty mowisz ze kochasz!
    • pmwk Re: chyba się doigrałam... 06.07.08, 13:05
      nie przejmuj się nim tak bardzo. Jak rozumiem, to twój pierwszy facet tak?
      (sądząc z tego, że myslałaś o zaczęciu tabletek itd).
      Może za bardzo go "kochasz", a raczej tak ci się tylko wydaje? (polecam książkę:
      "kobiety, które kochają za bardzo").
      Nie wiem jak to jest z brakiem ochoty na sex, ale... jak u mnie w związku było
      bardzo źle (facet bił), to tez moje libido sięgało dna kompletnie.
      no nie wiem, ale może powinnaś trochę się od niego odsunąć i zacząć żyć własnym
      życiem? umawiać się z KOLEGAMI? to nie zbrodnia żadna, kazdy ma do tego prawo. a
      on, jak poczuje zazdrość... będzie z tobą (bo tego chcesz, jak widać).
      tylko po co być z facetem, który nie pociąga cię fizycznie? który robi ci
      wyrzuty? który doprowadził do syt, w której ty piszesz tak:

      > wiem, ze to cud ze wytrzymal ze mną tyle czasu i teraz twierdzi, ze chce zeby b
      > ylo dobrze, ale ja nie wiem, czy będę w stanie dalej z nim życ - w sumie, to ni
      > e wyobrażam sobie teraz życa z nim, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie te
      > ż życia bez niego.

      pisz na priv
      • songo3000 Re: chyba się doigrałam... 06.07.08, 13:31
        Łooo! Coż za rada. Niech faceta zlewa w łóżku, niepozwala na rozmowy z innymi a sama bryka z przystojniakami. To NA PEWNO zatrzyma mena przy niej na dłużej :DDD

        Idź do kąta i przemyśl swoje postępowanie.
    • songo3000 Re: chyba się doigrałam... 06.07.08, 13:53
      Może zacznijmy od tego, że Ty wcale faceta nie kochasz. Mam wrażenie, że traktujesz go jak własność, dużą zabawkę, pieska czy coś takiego. Oczywiście generuje to zaborczość i zazdrość gdy 'własność' chce mieć swoje zdanie czy też inne osobniczki chcą ją 'przejąć'.
      To, że nie czujesz porządania do swojej zabawki wcale mnie nie dziwi. Nie ma porządania to i nie ma seksu i nie jest to Twoja wina.

      Za to cała reszta i owszem. Z Twojego postu jak już Ci ktoś powiedział wyłania się rozkapryszony bachor, przy którym wszystko ma być tak jak on chce. Powiadasz, że problem jest w Twojej głowie. I co zrobiłaś żeby go rozwiązać? Nic. Nawet tutaj napisałaś tylko po to żeby ponarzekać (co akurat jest pewnym standardem ;).

      Idąc tym kursem dalej możesz mowić o swoim związku w czasie przeszłym. Dlaczego? Bo facet, jak każdy normalny facet właśnie osiągnął punkt przegięcia i zaczął szukać seksu i związanych z nim emocji gdzie indziej. A przecież Ty tego nie przeżyjesz. Trzymam za niego kciuki.

      Następnym razem zwiąż się z kimś, do którgo będziesz czuła pożądanie. Zaufanie, bezpieczeństwo czy kontakt emocjonalny można sobie w związku wypracować. Porządania już nie.

      Pozdrawiam,
    • libra.a Re: chyba się doigrałam... 06.07.08, 14:23
      dziękuję za wszystkie wpisy, te mniej i bardziej dosadne, w sumie w każdym jest jakaś prawda, choć czasem bardzo mocno wyartykułowana.
      być może sprawiam wrażenie rozkapryszonej histeryczki, ale to pewnie z powodu totalnego zawirowania emocjonalnego, jakie we mnie siedziało, gdy to pisałam.
      w tej chwili wiem już więcej, więcej rozmumiem i mam świadomość, że jestem na granicy przegrania sprawy.
      wiem, że nie mogę naprawić w jeden dzień tego, co schrzaniłam przez ten czas, dlatego chyba damy sobie oboje trochę czasu na przemyślenie.
      ewidentnie potrzebowałam takiego zimnego kubła na głowę, choć może być już za późno, a z drugiej strony może to być początkiem dla innej jakości związku.
      czas okaże...

      pozdrawiam wszystkich, nawet tych, którzy mnie nie polubili ;)
      • mogw Az sie dziwie ze facet tyle wytrzymal 06.07.08, 15:51
        Dziewczyno dziekuj ze z Toba facet tyle wytrzymal - zwalasz na
        nature moze dziecko sobie zrobisz jak Ci ginekolog zapewni ze
        wszystko bedzie okey - nie wszystko da sie zaplanowac - obudzisz sie
        z reka w nocniku wczesniej czy pozniej - po prostu rzenada - ale
        dzieki takim postom jak Ty bardziej docenia sie kobiety ktora juz w
        spojrzeniu ma seks :) Jezu az mnie ciarki przeszly ze mona trafic na
        taka kobiete , chyba pojde do kosciola i dam na msze ze mnie to nie
        dotyczy
    • dosiadpl Re: chyba się doigrałam... 07.07.08, 10:09
      Szczerze to podziwiam tego kolesia za taka cierpliwosc i
      akceptowanie Twoich fobii.. bo to moim zdaniem cos nie tak w
      psychice jesli dorosla kobieta nie potrafi znalezc odpowiedniej
      metody anty w XXI wieku i zyje w wyemaginowanym swiecie jak 8 letnia
      dziewczynka gdzie wszystko jest idelane, akuratne i zaplanowane.
      Moim zdaniem sama zgotowalas sobie ten los... jestem kobieta i wcale
      Cie nie rozumiem... biedny ten facet, na jego miejscu bym juz dawno
      odeszla, moze tamta dziewczyna z ktora rozmawial ma psychike
      doroslej kobiety, bez fobii.. Przeczytaj to co napisalas, jak dla
      mnei to leki niedojzalej siksy. Przepraszam jesli urazilam..
      • azmb Re: chyba się doigrałam... 07.07.08, 10:48
        Myślałam długo o Tobie i o tym, że Twój perfejkcjonizm i dążenie do
        idalnego stanu wszystkeigo dookoła uniemożliwia Ci normalne życie.
        Wisz co, nie jestem psychologiem, ale na pokrewnym kierunku studiów
        mieliśmy elementy tej nauki, stąd kołacze mi sie pod czaszką taka
        myśl, teoretyczna zresztą: wszystko, co opisujesz, to nie są
        przyczyny Twojego myslenia, nawyków itp. a skutki głębszych
        psychologicznych zahamowań. Masz problem, którego nie rozwiążesz
        poprzez ukrywanie tychże skutków, poprzez ich pomijanie lub - jak to
        robisz teraz- poprzez ich gloryfikowanie i układanie życia zgodnie z
        nimi. Pomyśl nad tym.... Podam Ci przykład- nieustająco myjąca ręce
        osoba (nie lekarz) to może być ktoś, kto ma olbrzymie problemy
        ukryte w psychice (przyczyna), a ich wyrazem jest takie
        niekontrolowane wręcz mycie rąk (skutek)
    • krissdevalnor100 Re: chyba się doigrałam... 08.07.08, 09:36
      yyy...?
      Jak dla mnie, to wypadasz na skrajnie niezrównoważoną osobę.
      Przeczytałam, zważ, że TWOJĄ relację- i współczuję facetowi. Moze
      masz dziewczyno cieżką nerwicę, moze inne cholerstwo, ale to (IMO)
      stąd niskie libido i wszelkie problemy.
      Facet powinien dostac order za to, ze nie tylko pokornie ma znosić
      totalny brak seksu ale i zakaz rozmawiania z koleżankami, podczas
      gdy w domu bezseksowa osa. Twoje własne potrzeby i tesknoty
      obezwładniają Cię zupełnie. Odbierają zdolność do wyjscia poza "ja-
      moje-dla_mnie". Z tym sie napewno da cos zrobić ale nie metodą
      pielęgnowania "rany" po rozmowie z koleżanką i "czarnej dziury" po
      uświadomieniu sobie, że facet to nie maszynka do wytrzymywania tylko
      człowiek, któremu wreszcie puszczą nerwy.
      Nie testuj go. Nie udowadniaj sama sobie jego kosztem, jak duzo dla
      Ciebie wytrzyma. Weź sie do pracy nad SOBĄ (może albo i musi być z
      pomocą speca...)
      • jakniejatokto Re: chyba się doigrałam... 08.07.08, 14:12
        O jessoooo. Albo wez sie za siebie, pozbieraj do kupy i walcz o
        zwiazek albo daj facetowi zyc i pozwol mu odejsc.
        Ile ty masz lat, ze nie potrafisz sobie antykoncepcji dobrac?
        Jestem kobieta, ale w dupie mam solidarnosc jajnikow. Ty masz
        problemy ze soba i nalezy je rozwiazac. A potem sie zastanawiac co
        dalej ze zwiazkiem. Bo z tego co widze to jak na razie osaczasz tego
        biednego faceta.
    • weisefrau Re: chyba się doigrałam... 08.07.08, 22:02
      Dorosłemu człowiekowi wolno wyjść z domu i rozmawiać z koleżanką. Zna Cię dobrze
      i wie, że jeśli zdradzi imię tej koleżanki, to dziurę mu w brzuchu wywiercisz i
      flaki wyprujesz. Ty nie pracuj nad libido ( to nie mięsień - nie urośnie od
      gimnastyki), problem w osobowości? - nerwicy? Płacz, łzy i nękanie nie są
      środkami budowania więzi. Chłodem wionie z Twojego posta. Dziwisz się, ze Ci nie
      zapewnia chłop bezpieczeństwa. A co Ty mu zapewniasz?
      • kachaa17 polecam terapię 08.07.08, 22:15
        długoterminową. To naprawdę działa, bo dociera się do prawdziwych przyczyn
        naszych problemów. Sprawdzone na własnym przykładzie.
    • claudel6 mala uwaga formalna 09.07.08, 12:26
      ludzie blagam, co wy z tym "porzadaniem"???.. poZadanie! (nie mam polskich
      liter, ale chodzi o Z z kropka)
      moze komus sie pozadanie kojarzy sie z porzadkiem? :)
      • songo3000 Re: mala uwaga formalna 11.07.08, 23:28
        Faktycznie, aaaale wtopa! Kajam się na kolanach i obiecuję czytać słowniczek do poduszki :)
    • k_10 Re: chyba się doigrałam... 11.07.08, 21:00
      witam.
      Napiszę krótko.
      Ratuj swój związek póki możesz
      Ja jestem ze swoją dziewczyną od prawie 4 let.
      Od dawna mam z nia ten sam problem co ty. Zadne rozmowy anie zagrywki z
      wiecznymi pretensjmi i frustracja z mojej strony nie pomogły.
      Mój związek się rozpada i zastanawiam się czy lada dzień go nie zakończyć.
      Dobrze Ci radzę. Udajcie sięz mężem/chłopakiem do jakiegoś spacjalisty bo może
      być niedługo za późno. pozdrawiam.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka