sisi321
02.12.08, 14:45
witam wszystkich,
nie wiem czy pamietacie taki watek o mezu, ktory "przesadza" z masturbacja
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=81960503&a=81960503&t=F1228224534703
bylam wtedy dosc ostro zaatakowana przez wszystkich entuzjastow masturbacji i
uznana za purytanke. Chcialabym opowiedziec co dzieje sie w moim zwiazku. Po
tamtym incydencie maz zaczal chodzic na terapie do psychologa, ktory po pewnym
czasie skierowal go do psychiatry, tam dostal jakies lekkie leki
anydepresyjne, ktore mialy mu pomoc. Byl spokoj przez 2 miesiace. Leki
uspokoil go do tego stopnia, ze nie bylo nawet mowy o jakimkolwiek kontakcie
seksualnym ( juz nie wiem co gorsze). Maz skonczyl brac leki i uznal, ze
wyzdrowial... miesiac temmu wszystko zaczelo sie od nowa. znowu przyszlam
wczesniej z pracy i znowy maz byl "w akcji" . nawet juz sie nie klocilam.
poprosilam spokojnie o kontynuowanie terapii i probowalam pogodzic sie z
faktem, ze chyba cala sytuacja wymaga czasu. kilka dni pozniej zobaczylam , ze
maz ogladal w laptopie zdjecia bardzo mlodych gimnastyczek, nic w tym zlego-
kazdy moze byc fanem sportu . nasz psycholog uznal jednak , ze ogladanie
takich zdjec w kontekscie terapii nie jest juz tak "normalne".
moj maz leczy sie z erotomanii. jest chory. jego choroba znaczaca wplynela na
moje zycie i z prawdopodobnie odbije sie w jakis sposob na psychice mojego
dziecka. tydzien temu zalozylam sprawe rozwodowa. Nadal bede uczestniczyc z
nim w terapii, bo chce mu pomoc. Bardzo go kocham, niestety nie ufam mu w
ogole, co jest de facto smiercia mojego zwiazku. a zaczelo sie tak niewinnie,
od masturbacji...
pozdrawiam wszystkich