kici10
09.02.09, 17:25
Gdzieś kiedyś przeczytałam, że największym zagrożeniem dla związków
są romansidła, komedie romantyczne w rodzaju Kopciuszka, czy Pretty
woman. Ja bym od siebie dodała do tego również pornole. Najpierw
dziewczynki, a potem kobiety roczytują się, czy oglądają takie
bajki, a potem nabijają sobie nimi głowę sądząc, że tak wygląda
prawdziwy związek. On ją tak kocha, a ona jego, ale wszystko się
sprzysięga przeciwko ich związkowi. Ach jak oni cierpią. Emocje
sięgają zenitu. Ale pokonują wszystkie przeszkody i żyją długo i
szczęśliwie. Tylko, że nie jest pokazane co to znaczy szczęśliwie. A
tu w domu facet, który tak nie kocha, tak nie cierpi i tak nie
walczy. I jeszcze czegoś chce, nie widząc, że ma przed sobą
księżniczkę.
Z drugiej strony pornole. Naogląda się taki wyrostek ostrego
rżnięcia i myśli, że tak wygląda normalny związek. Za nic mając
świadomość, że np. 15 minut filmiku kręcono przez dwa tygodnie.
Zafiksowuje się na tym tle i chce tego samego. A tu w domu
przestraszone dziewczę, którego nikt nie nauczył, co ma robić. A do
tego Pan ojciec powiedzieli, że grzeczne dziewczynki się nie
bzykają, a jeśli już, to z niechęcią. I tak sobie żyjemy w dwóch
różnych światach, nie próbując poznać, co gra w duszy partnera/ki.
Który bowiem facet dobrowolnie pójdzie na komedię romantyczną? To
już prędzej kobitka obejrzy pornola.