Dodaj do ulubionych

samotna...żona:(

10.02.09, 00:31
Dokładnie tak się czują, a miało być tak cudnie. Musze się wygadać bo sfiksuję.
Kolejny wieczór spędzam sama z własnymi myślami...o przyszłości.
Nie wiem co dzieje się z moim mężem, rozmawiamy...mówi że OK, że jestem przewrażliwiona, że wymyślam, że oczekują nie wiadomo czego.

Pierwsze cztery lata naszego związku wspaniałe - aż trudno było mi uwieżyć że spotkałam kogoś tak podobnie myślącego, czułego itp. Podobne zainteresowania, zgranie w seksie - same achy i ochy
Potem ślub, ciąża, urodził się nasz synek - nadal sielanka...
aż tu nagle po kolejnych 2 latach TRACH...mąż zmienił sie o 180 stopni
i nie wiem jak z tym żyć - kiedyś uwagę skupiał na mnie i na dziecku, teraz patrzy tylko na siebie - co mu w danej chwili wygodnie, na co ma ochotę a na co nie ma...po pracy interenet - /nawet obiadu wspólnie nie dokończy/ tylko gry komputerowe, potem idzie spać o 19 bo jest zmęczony i tak codziennie. Realizuje swoje zainteresowania sprzed lat, unika mnie i dziecko, kombinuje żeby sie od nas oderwac - przeważnie źle sie czuje, idzie sie połozyc z książką, a ja z maluchem znowu kolejny dzien to samo. Wogole nie spedzamy czasu razem...uslyszalam ostatnio "a co, myslalas ze bedziemy tak zawsze tylko patrzec sobie w oczy" a ja tylko chcialabym zebysmy spedzili kilka chciwl wszyscy razem...brakuje mi tego, maż juz nie chce ze mną rozmawiać, żyje w swoim świecie + jego pasje muzyka, fantazy, itp
seks jest nadal ok, choc mnie przechodzi ochota na cokolwiek bo sie czuje ignorowana, zaczynam myslec o innych mezczyznach... w zyciu bym nie przypuszczala:( to jakis koszmar dla mnie czy moj maz mnie nie kocha:( mam wrazenie ze sie rozchodzimy zyciowo - on chce czegos innego niz ja - to po co dążył do związku/małżeństwa?
chyba nie po to by każde spędzło życie w osobnych pomieszczeniach nie odzywając się do siebie i odsyłając dziecko jak piłkę.
Musiałam się wygadać. W realu nie mam z kim. Dzięki jeśli ktoś napisze. Debris.



Obserwuj wątek
    • kachna79 Re: samotna...żona:( 10.02.09, 08:10
      Do tego, żeby mąż spędzał czas z Tobą na pewno go nie zmusisz, ale
      jeśli chodzi o zainteresowanie dzieckiem to jest to jego "psi
      obowiązek". Jak to wyegzekwować? A zapisz się na basen, aerobik,
      angielski - cokolwiek bylebyś Ty wyszła z domu, a mąż został z
      dzieckiem. Możliwe, że on nie potrafi spedzać czasu z rodziną i
      synem, ale ta sytuacja zmusi go by się tego nauczył - normalny facet
      będzie Ci wdzięczny, że pomogłaś mu docenić czas spędzony z
      dzieckiem. Sama zajmij się własnym rozwojem - może mąż musi
      dostrzec, że jesteś interesująca i można Cię odkrywać na
      płaszczyźnie intelektualnej (jak głupio by to nie brzmiało). I co
      najważniejsze: nie rób tego z zemsty, czy żeby "mu pokazać...", ale
      dla dobra całej Waszej rodziny.
      Kolejnym krokiem może być powrót do Waszych wspólnych pasji: np.
      chodzenie po górach - nawet z maluchem można "zdobyć" Dolinę
      Chochołowską:), choć dla kogoś kto kocha "prawdziwe góry" jest to
      lizanie cukierka przez szybę (ot taka moja mała frustracja na
      koniec).
      • zakletawmarmur Re: samotna...żona:( 10.02.09, 09:23
        Jak to wyegzekwować? A zapisz się na basen, aerobik,
        > angielski - cokolwiek bylebyś Ty wyszła z domu, a mąż został z
        > dzieckiem. Możliwe, że on nie potrafi spedzać czasu z rodziną i
        > synem, ale ta sytuacja zmusi go by się tego nauczył

        To jak znam życie włączy dziecku tv i na kilka h będzie miał dziecko
        z głowy... Ja uważam, że facet powinien mieć stałe obowiązki nad
        dzieckiem, najlepiej już od urodzenia. Np. codzienny spacer i
        wieczorna kąpiel. Niech to będzie taka rutyna. A jak dodatkowo facet
        poczuje że jest w tym dobry to będzie to robił chętniej...
        • kachna79 Re: samotna...żona:( 10.02.09, 09:29
          Co do stałych obowiązków zgadzam się w 100%, ale tu chyba trzeba
          będzie małymi kroczkami Pana M angażować w życie rodzinne.
          A co do telewizji: włącz telewizor 2-latkowi, zajmie go to na kilka
          minut (no chyba, że się bloczek reklam zdarzy), a potem tatuś już
          sie nie wyplącze z zabawy.
          • aandzia43 Re: samotna...żona:( 10.02.09, 10:00
            Zgadzam się z wami dziewczyny. STAŁE obowiazki. Nie musi ich być
            dużo, nie muszą być bardzo obciążające, ale muszą być egzekwowane.
            To też nie gwarantuje, że facet zassie się jako ojciec. Bywają
            przypadki niereformowalne. Ale kobieta zyska odrobinę czasu dla
            siebie, a dzieciak namiastkę ojca.
            Acha, i oczywiście nie krytykować, nie wytykać potknięć, zachęcać
            delikatnie i w ogóle być, jakby cię nie było. Sama subtelność, bo
            sie zrazi;-)
            • zakletawmarmur Re: samotna...żona:( 10.02.09, 11:37
              > Acha, i oczywiście nie krytykować, nie wytykać potknięć, zachęcać
              > delikatnie i w ogóle być, jakby cię nie było. Sama subtelność, bo
              > sie zrazi;-)

              Dokładnie.

              Warto też podkreślać rolę ojca w życiu dziecka. Np. kąpanie córki
              odbija się pozytywnie na jej życiu seksualnym (oswaja z męskim
              dotykiem). W ogóle ojcowie mają większe dłonie więc dziecko czuje
              się bezpieczniej podczas kąpieli niż z matką... To samo dotyczy
              zabaw typowo ojcowskich, które różnią się od "bezpiecznych" zabaw z
              matką i są dziecku potrzebne. Na większości facetów podziała to
              pozytywnie.
    • twins_asik Re: samotna...żona:( 10.02.09, 09:34
      oj CI nasi mężczyźni..... może lepiej że siedzi w domu? i nie musisz
      zastanawiać sie gdzie sie szlaja godzinami??? moj mężulek cały okres
      jesienno-zimowy większa czesc czasu spedza na komputerze...
      niestety... ale czasami ostatnio udaje mi sie go namówić na jakies
      wspolne zajecia, chociaz to kosztuje bardzo wiele wysiłku. Zgadzam
      sie z moja przedmowczynia, że powinnas cos zacząc robić dla siebie,
      żeby Twoj M zauwazyl ze cos ze soba robisz... a zobaczysz wtedy znow
      zacznie sie Toba interesowac..
      • cosmik_debris Re: samotna...żona:( 10.02.09, 11:52
        Dzięki kobitki, oczywiście mam świadomość tego wszystkoego o czym mówicie. Mój mąż kiedyś dużo mi pomagał czyli klasyczny podział obowiązków, dużo robiliśmy wspólnie tych koniecznych niekoniecznie relaksujących czynności jak sprzątanie...itp. Rok temu przechodził jakiś kryzys/depresję i od tego czasu niewiele robi. Obserwuję że swoją część obowiązków spycha na mnie, nigdy nie zauważy że już czas np odkurzyć, zawsze to ja przypominam i jestem tą złą, która nagle odrywa go w sobotę od komputera i czegoś chce...gzzz. A ja nie jestem typem housewife - sprzątanie to nie ideefix mojego życia ale czasem w końcu trzeba, co nie? raz na 3 tygodnie...hihii
        Mój mąż wogóle nie zauważa konieczności sprzątania, malowania, napraw domowych itp. To ja maluję okna i cekoluję ściany:)

        Jak juz sie zabierze to wszytko potrafi, tylko cuda trzeba robić żeby zmotywować, ale są sposoby

        opieka nad dzieckiem wygląda tak:
        zerwałam się z domu, wracam po dwóch godz. i co widzę:
        mąż śpi na kanapie, dziecko bawi się samo na schodach ...super
        albo
        mąż + dziecko przy kompie grają w grę typu "bić-zabić" świetnie się bawią
        albo
        dzieko 3.godzinę ogląda krecika:)a mąż z książką w drugim pokoju

        ostatnio mój M spędził 3 godz. z dzieckiem przy TV i był wypluty tak że musiał potem zaraz cały wieczór solidnie w samotności odpocząć

        mój M mówi tak: zaproponuj mi coś fajnego do robienie to razem zrobimy, no wiem, ale mi chodzi o codzienność że fajnie jest usiąść razem do obiadu, porozmawiać, pobawić się razem z maluchem, nawet kąpiel może być fajna - a nie jak pańszczyzna którą trzeba odpękać by czmychnąć do książki, gry, interenetu - a ja jestem potworem bo mu chce odebrac przyjemności...ale nie o to chodzi

        pewnie lepiej że nie wybywa z domu codzień ale w zasadzie jest także nieobecny tylko w inny sposób /niestety juz przeżywałam wyrywanie lasek na serwisach randkowych i urzeczywistniane w realu miłości netowych/
        jak nie wychodzi z domu można mieć pewnośc tylko jedną...że nie bzyka na boku, choć wirtualnie może:) ale to w męskiej mentalności się nie liczy
























        • kachna79 Re: samotna...żona:( 10.02.09, 12:05
          No to jest kiepsko, ale nie beznadziejnie. Ja kiedy poczułam, że Mąż
          słabo się angażuje zrobiłam listę moich obowiązków domowych i
          poprosiłam go żeby on ze swojej strony zrobił to samo. Okazało się,
          że mój mężczyzna nie ma pojęcia o większości domowych czynności
          ukrytych pod hasłem "pranie, sprzątanie, gotowanie". Po
          skonfrontowaniu obydwu list dogadaliśmy się czym zajmie się mój M.
          Tyle, że dla mojego M opieka nad dziećmi zdecydowanie nie jest karą
          i tu on angażuje się od urodzenia dziewczynek.
          A za te gry to mu sie opieprz należy aż miło. Ja wychodzę z domu
          trzy razy w tygodniu wieczorem (na 1,5 h; często dzieci już śpią) i
          przy tej częstotliwości Krecików już nie starcza:).
        • glamourous Re: samotna...żona:( 10.02.09, 15:01
          Zabrzmi to moze brutalnie, ale wyglada na to, ze trafil Ci sie chlop
          raczej srednio nadajacy sie do malzenstwa i w ogole do stalego
          zwiazku. Z Twojego opisu mozna miec wrazenie, ze dzielenie
          codziennosci z zona i dzieckiem straszliwie go meczy, a on tak
          naprawde zyje w swoim swiecie i nie lubi byc z niego wyciagany.
          Wyciagniety zas i zaangazowany do czegokolwiek marzy tylko o tym,
          zeby z powrotem tam wrocic. Do tego te internetowe flirty - rowniez
          sposob na wyrwanie sie z domowych okowow i poudawanie przez chwile
          ze jest wolny jak ptak i nie ma zadnych zobowiazan... Coz, albo
          chlop ma nie wyleczona, nadal pokutujaca depresje, albo rzeczywiscie
          jest takim zwiazkowym autystykiem, ze nie ma na niego sposobu. W
          pierwszym przypadku nalezaloby go jakos namowic na wizyte u
          specjalisty - byc moze farmakologia czy terapia przywrocilyby go
          troche do "prawdziwego" zycia. W drugim zas, coz - pozostaje tylko
          wspolczuc, bo to oznacza, ze facet w ogole nie powinien byl zakladac
          rodziny i plodzic dziecka. W takiej sytuacji bedziesz musiala sie
          zastanowic, czy bez niego nie byloby Ci
          lepiej/wygodniej/szczesliwiej zyc... Bo ani Ty nie masz z niego
          pozytku jako z zyciowego partnera, ani jako ojciec przeciez tez sie
          nie sprawdza...
          • elle1977 Re: samotna...żona:( 10.02.09, 19:01
            Ja niestety zgodzę się z glamourous - wg mnie Twój mąż to człowiek
            zupełnie nie nadający się na męża i ojca - taki Piotruś Pan. Z opisu
            wynika, tak, jak już Glam wspomniała - że on ucieka od prawdziwych
            obowiązków i że spędzanie czasu z Tobą i z własnym dzieckiem
            zwyczajnie go męczy. Tak męczy, że idzie grać w gry komputerowe. Jak
            czytałam to, co napisałaś, zrobiło mi się Ciebie strasznie żal -
            wyobrażam sobie, jak źle musisz się czuć i do tego Twoje prośby
            kierowane do męża, które trafiają w próżnię... Nie wiem, może
            rzeczywiście to jakieś pozostałości po depresji - ale w takim razie
            niech pójdzie się leczyć, niech wykaże odrobinę dobrej woli. W
            przeciwnym razie ja nie bardzo widzę, jak miałabyś dalej tkwić w tej
            matni.

            No nic - życzę Ci z całego serca, żeby ta sytuacja rozwiązała się
            jak najlepiej dla Ciebie.

            Serdecznie pozdrawiam i trzymam kciuki za mądre wybory.

            Elle
    • yoric Re: samotna...żona:( 10.02.09, 15:08
      > W realu nie mam z kim.

      może warto zastanowić się właśnie nad tym aspektem sytuacji.
      • niezapominajka333 Re: samotna...żona:( 10.02.09, 21:10
        A co się stało, że rok temu przechodził kryzys? Z czym to było
        związane?
        Trochę dziwny tryb życia... Praca, powrót do domu, kilka godzin przy
        komputerze i o dziewiętnastej do łóżka, bo zmęczony...To kiedy ten
        seks, który niby jest ok?
        A wcześniej niby wszystko cudownie, zaangażowany, ale randki w sieci
        przechodzące do realu...
        Co się stało, że przestał się umawiać?
        • cosmik_debris Re: samotna...żona:( 11.02.09, 00:20
          Właśnie najbardziej mnie męczy fakt, że może on jest depresyjny. Kryzys związany był z wypaleniem zawodowym, trwał pół roku: senność praktycznie praca-łóżko-praca-łóżko, chudnięcie, brak kontaktu - możliwości pogadanie w czym rzecz, zero seksu - po prostu hydraulika padła. Kategorycznie bronił się przed lekarzem - teksty "wyrzuć mnie z domu jak mnie nie chcesz, ale do psychiatry nie pójdę" no i co tu robić. Do tego flirty które wyszły na jaw...wcześniejsze ale jak zaczęłam dociekać co on tak znikał przed kompem to sie dowiedziałam.

          Po prostu od jakiegoś czasu obserwowałam spadek nastroju jesienno-zimowy a potem doszły problemy w pracy, jakieś zawirowania związane z tamtą znajomością i TRACH dosłownie z dnia na dzień jakaś amba:(

          Wówczas jakoś wyszedł z tego - spał i spał, łykał deprim, magnez ...dieta wysokomagnezowa, zielona herbata - wszystko co naturalnie stymuluje te dopaminy ale pół roku z życiorysu w plecy

          Niestety nie odbił się w 100% jest jakby innym człowiekiem, choć czasem wydaje się że są lepsze dni i wówczas jest jak dawniej ale są wahnięcia. Obawiam się że te książki/gry to sposób na odmóżdżenie w związku z depresją.
          A seks jest na prawdę udany:o jak ja ide spac to go budzę:) no moze to go trzyma

          Kurcze tak sie zastanawiam, czy to mozliwe by tak udawac innego czlowieka przez 4 lata a potem tak sie zmienic - byl taki chętny, pełen energii, planów

          on sam mówi że męźczyźni tak czasem mają że się muszą tak w sobie zapaść czy coś w tym stylu/?/ kryzys wieku średniego... czy cóś? oczywiście jeszcze się taki psychiatra/psycholog nie narodził co by mu zdołał pomóc:(
          teraz przynajmniej czasem widzę że się stara mmnie pocieszyć, jakoś tam poudaje że jest OK, nawet coś tam pomoże w domu, bo był okres że wszytko mu wisiało równo

          my nigdy przez 4-5lat się nie kłóciliśmy, jakby 100% zgodności nawet to dziwne było, a okazało się że on ulegał..naginał się do mnie
          zarzuca mi że go nie wspierałam, że on dawał emocjonalnie wiele z siebie /fakt/ a ja nic, nie widzę tego tak - jestem typem wrażliwca i emocjonalność choć może nie kawa na ławę wywalona jest u mnie spora...i empatia także i wsparcie byłoby gdyby tak choć słówko...
          zgubił nas brak szczerości w gruncie rzeczy

          co o tym myślicie?



          • anula36 Re: samotna...żona:( 11.02.09, 09:47
            mysle,ze jesli maz sie nie zacznie leczyc ( magnez i seks terapia nie wystarcza)to stan apatii sie utrzyma, ty w roli opiekunki bedziesz sie powoli wykanczac, a dziecko bedzie miec unikajacego go tatusia, czyli jakby go w ogole nie bylo.
            Moze i taki lekko odmozdzony jest wygodny bo nie bedzie flirtowal na boku,ale jak kazdy przewlekle chory meczacy tak ze go w koncu znielubisz do reszty.
            • songo3000 Re: samotna...żona:( 12.02.09, 01:03
              Z tego ostatniego opisu coraz bardziej wynika, że gość ma poważne problemy natury depresyjnej. I najwyraźniej sam sobie (lub przy Twojej pomocy) jakoś pomóc nie może. Osobiście uważam, że farmakologia w takich przypadkach ch.... daje, można sobie kupić znacznie tańsze i zdrowsze ogłupiacze. Niemniej jednak terapia u psychologa, szamana czy innego guru, który rzeczywiście umie wywierać wpływ na ludków jest nieodzowna.
    • prosty_facet kryzys wieku średniego 12.02.09, 07:33
      cosmik_debris napisała:


      > aż tu nagle po kolejnych 2 latach TRACH...mąż zmienił sie o 180 stopni
      > teraz pat
      > rzy tylko na siebie - co mu w danej chwili wygodnie, na co ma ochotę a na co n
      > ie ma...po pracy interenet - /nawet obiadu wspólnie nie dokończy/ tylko gry kom
      > puterowe, potem idzie spać o 19 bo jest zmęczony i tak codziennie. Realizuje sw
      > oje zainteresowania sprzed lat, unika mnie i dziecko, kombinuje żeby sie od nas
      > oderwac - przeważnie źle sie czuje, idzie sie połozyc z książką, a ja z maluch
      > em znowu kolejny dzien to samo. Wogole nie spedzamy czasu razem...uslyszalam os
      > tatnio "a co, myslalas ze bedziemy tak zawsze tylko patrzec sobie w oczy"


      To jest kryzys wieku średniego .................
      Pojawia się w wieku około 33 - 35 lat ......
      Facet dochodzi wtedy do wniosku że zmarnował sobie życie bo nie zrobił wielu
      rzeczy o których marzył za młodu. Winą za to obarcza najbliższych ...... Jak
      dojrzeje i zrozumie że nie można mieć wszystkiego to mu przejdzie ;-)
      • cosmik_debris Re: kryzys wieku średniego 12.02.09, 12:04
        no mam nadzieje ze to właśnie jest kryzys wieku średniego,
        ma 36lat i dokładnie to mówił co piszesz
        rozkleił się i tak się żalił (1raz mu się zdarzyły takie wynurzenia)
        że zmarnował zycie..przez złe wybory itp mnie nie obarczał winą raczej sam siebie
        że źle zagospodarował swoją młodość że to czy tamto umknęło

        ile taki kryzys może trwać?





        • songo3000 Re: kryzys wieku średniego ;) 12.02.09, 15:21
          Rany, ile można o tym trąbić. Nie ma czegoś takiego jak "kryzys wieku średniego". Jeśli już to dotyczy on babeczek w średnim wieku, które odkrywają, że nie są już boginiami a dotychczasowy bankomat lub/i dawca spermy zaczyna mieć gdzieś harówkę na to średnio atrakcyjne stadko ;)

          To o czym tu mowa to zwykłe przewartościowanie celów życiowych i zdarza się w każdym wieku po zakończeniu kolejnego etapu. Zarówno nastolatkom jaki i dziadkom. Jeżeli facet zasuwał na 'MY' z czego to 'my' to żona+dzieciarna to dosyć naturalne jest w pewnym momencie stwierdzi, że jeśli tak dalej ma to wyglądać to on ma to gdzieś. Wtedy właśnie DOJRZEWA (zignorowanie tego byłoby skrajnie niedojrzałe Prosty) do nowego etapu w życiu. A że babeczce się to nie podoba (bo dotychczas JEJ było dobrze) to wpada w histerię z okrzykiem "kryzys wieku średniego".
          Ale o tym już wielokrotnie na forum było.

          Moim zdaniem Ty masz inną sytuację. Facet tutaj ma ewidentne problemy ze swoją psychiką.
          • anula36 Re: kryzys wieku średniego ;) 12.02.09, 17:25
            tez tak uwazam - kryzys wieku sredniego objawia sie AKTYWNOSCIA na dotychczas zaniedbanych poletkach, a nie zamknieciem sie na poziomie praca-komp.Unikanie rzeczywistosci to predzej objaw depresji,ale jak facet ma sie uznac za chorego i leczyc kiedy nawet jego wlasna zona zaprzecza faktom?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka