bryzella
14.02.09, 22:51
Spotkałam się dziś z oboma. Najpierw z eks, z jego inicjatywy - ja
uznałam, że w sumie czemu nie. Nie widziałam go jakies dwa lata,
chętnie wypiłam z nim kawę i przyjrzałam sie mu. Ciezko mi bylo
uwierzyc, że jeszcze jakieś 8 miesięcy temu wypłakiwałam za nim
oczy, że rozstanie dwa lata temu przypłaciłam ciezką depresją na
granicy samobójstwa. Siedziałam naprzeciw niego, patrzyłam, i bylam
w cięzkim szoku. Ot, nie powiem, ciekawy człowiek. Ale czemu tak
cierpiałam?????
Potem spotkałam sie z aktualnym ukochanym. Wibracje już na myśl, że
zaraz go zobacze. Dotyk dloni...pocałunek...zapach...ciepło....
Każda chwila to nieustajacy zachwyt i serce bijące 140 razy na
minute. A znam go nie od wczoraj i nie od wczoraj kocham. Kiedy
wtulam sie w niego świat się na ten moment zatrzymuje tylko dla nas.
Kiedy musze sie z nim rozstać, świat płacze razem ze mną. I z nim.
Czy mam uwierzyć, że kiedys będe cierpiała przez niego? Że zapomnę
jak jest cudownie? Że seks stanie się wspomnieniem?
Kiedy wsiadałam do jego samochodu po spotkaniu z eksem powiedzial
tak -to on? trzeba mi bylo powiedzieć, przywitałbym sie z nim i
podziękował. Bo dzięki temu, ze cię porzucil , jestes. Dzięki niemu
jestem szczesliwy.
Może to nie jest temat na to forum. Bo nie jesteśmy malzeństwem,
zwiazek trwa dopiero dwa lata. Bo seks jest wspaniały, choć z
powodów oddalenia zbyt rzadki. Ale dzis taki dzień, ze chciałam sie
podzielić z wami radością udanego seksu, udanego zwiazku. Bo czytam
to forum od wielu miesięcy. Empatycznie wspólodczuwam. Ciesze się
gdy komus sie poprawia. Bo wiem co znaczy cierpienie niespełniena...
Jestem teraz szcześliwa, czego i wam zycze. Bo świat może być piekny