kamyczek_0
11.01.10, 14:49
Wierzycie? Znalazłam cytat : " W Boga trzeba wierzyć, Bogu niekoniecznie".
Wierzyłam, praktykowałam. Od kilku lat nie spowiadam się i rzecz jasna nie
chodzę po komunię (do komunii?). Dlaczego? Nie chcę kłamać mówiąc księdzu, a
tym samym Bogu, że:
- nie będę stosowała antykoncepcji ( ponoć można, gdy stosuje się ją w postaci
pigułek w celach zdrowotnych -> endometrioza chociażby).
Wiem, że nie w tym celu stosowałabym ją.
- będę chodziła do Kościoła. Wkurza mnie on jako instytucja (księża, którzy są
karierowiczami-znam, nie aktualizowanie danych dot. Jezusa- na Discovery był
program dot. Jego osoby. Wiecie, że dokumenty zarówno jego uczniów, innych
wiernych jak i agnostyków mówią o tym, że Jezus w świątyni robiąc demolkę nie
miał celu zlikwidowania tzw. sodomy i gomory, handlu w niej tylko
zaprotestowaniu wobec korupcji pomiędzy Rabinami,a wysoko postawionymi
Rzymianami-wojskowymi jak się okazało. Tomasz-niewierny ponoć sam o tym pisze
w osobnych dokumentach . Dlatego między innymi uznano go za niewiernego. Dla
wiernych to nic nie zmienia. Jezus był przecież na Ziemi człowiekiem i wkurzył
się po prostu. ).
Dokumenty zostały przedstawione Kościołowi. Jest wiele innych faktów, które
absolutnie nie podważają Jego boskości. Ot mówią o jego życiu, jego reakcjach.
Dlaczego Kościół nie uaktualnia takich wiadomości? Biblia Biblią. z ust do ust
aż ktoś to w końcu spisał (ewangelie). Głuchy telefon. Wiele prawdy, ale nie
wierzę w nieomylność. Nie podważam tego, że był Bogiem.
Sama akcja z dzieciątkami nieochrzczonymi, które odeszły z tego świata.
Kościół kilka lat temu twierdził, że idą one w otchłań, która nie jest ani
niebem, ani piekłem, ani czyśćcem. A niedawno ustalił sobie, że jednak idą one
do nieba. Super. Można sobie ot tak poustalać wszystko. Nagle Bóg oświecił
Papieża, że jednak nie istnieją one w jakiejś ciemnej otchłani??? Kto tą
otchłań wymyślił?
Czasami nawiedza mnie myśl, że może go nie ma. Może umieramy i już nas nie
ma...tak po prostu. Łatwiej myśleć, że jest coś tam dalej.
Denerwuję się na samą myśl o tym, że ma nas chyba gdzieś skoro patrzy i
toleruje (bo jak określić brak Jego reakcji-przecież jest Bogiem) morderstwa -
wojny, cierpienie dzieci nieuleczalnie chorych i upośledzonych.
"Każdy dźwiga taki krzyż, który jest w stanie unieść". No tak możecie się nade
mną znęcać fizycznie, w końcu zniosę to i przeżyję przecież. Co tak połamane
kończyny , przecież jestem w stanie to przeżyć i znieść. Taka analogia. Po
co sprawiać ludziom taki ból???
Może gadam bez sensu. Bluźnię. Zbyt często to słyszę.
Chcę wierzyć, że pomimo swojej boskości gościu się nie wyrabia chroniąc
wszystkich i oszczędzając ich życie (niewinni ludzie, chore-umierające,
niewinne dzieci). A ci, którzy doświadczają Jego łaski (często mówi się o
Aniele Stróżu, który akurat w tym momencie ich chroni)mają fuksa, bo akurat
się wyrobił i im pomógł.
Tak sobie to tłumaczę swoim małym, człowieczym rozumkiem. Wierzę, że On jest
ok tylko się chłop nie wyrabia. Wierzę, że pomimo moich grzechów ( durnych,
małych typu antykoncepcja, nie chodzenie do Kościoła ) może spotkam się z
nim." Nie nam jest sądzić, co jest grzechem w oczach Boga" - cytat Demi Moore
z jakiegoś filmu, w którym zakochała się w księdzu (?) i ją naznaczono
wypalając literę symbolizującą ladacznicę.
- skoro wiem, że będę popełniała takie same grzechy po złożeniu obietnicy
"postanawiam się poprawić i proszę o rozgrzeszenie" czuję, że jestem
nieuczciwa wobec Niego. Oszukiwałabym Go (biorąc pod uwagę przykazania i nauki
Kościoła). Nie chcę tego robić. Dlatego nie spowiadam się. W oczach mojej
wierzącej rodziny jestem bluźniącą kobietą.