lendar22
14.02.04, 17:03
„ Dostrzegamy, ze pierwszy krok ku wolności i sile możemy uczynić tylko przez
całkowitą klęskę.
Uznanie naszej osobistej bezsilności ostatecznie okazuje się pewnym
fundamentem, na którym można zbudować szczęśliwe życie.”
Bill Wilson
Masz racje abdonie, czas napisac cos na forum. Ten kawalek ponizej jest jakby
moja nadzieja, pieknymi chwilami zapisanymi bym ich nie zapomniala. Jest to
dosc radosne, przynajmniej tak to odbieram, wiec jeśli ktos ma ochote „poczuc
zielen lisci” niechaj to przeczyta.
Awanturko, nie mogę się z tym pogodzic ani zaakceptowac. Musze troszke
przemyslec. Ale chodz na chwilke pomyslalam o kims innym a nie o swoim bolu,
dziekuje. Mam dzis bardzo kiepski dzien az się dziwie ze mam tyle sily by
przeciwstawic się temu. To dzieki wam.
Białe płótno stron i ciężka drewniana oprawa.
Czy to możliwe by umysł się wypalił, zapomniał skąd pochodzi? Największą
bronią są nasze myśli. Mogą nas zgładzić lub pozwalać nam żyć w raju i
spokoju ducha. Bez iskierki, od której płoną nasze dni, życie staje się
niezapisanymi, białymi kartkami papieru. Każda strona taka sama, zimna,
niewyrazista... martwa. Dni staja się ciężkie jak byśmy na swojej klatce
dźwigali drewniane brzemię. I pomimo starań nie możemy znaleźć drogi
powrotnej do „domu”. Do jedynego miejsca gdzie byliśmy podziwiani, w pełni
akceptowani, na zawsze wolni. W powietrzu pachniał świeży zapach nadmorskich
owoców roznoszony przez chłodny wiatr. Szum liści i pochłaniająca zieleń traw
zapraszały do siebie. Spokojnie, bezpiecznie, po prostu cudownie. Gdy tylko
popatrzyło się w gore, błękit nieba wnikał do naszych oczu i nie pozwalal
zamknąć powiek, a co dopiero oderwać wzroku. Chmurkowe stworzonka machały do
nas łapkami, śmiejąc się przy tym radośnie. Zadowolenie, godność, szacunek
przepełniały każdą udręczoną wcześniej cześć ciała. Płynęły w naszych żyłach.
Ogarniały nas. Przynosiły ulgę i długo oczekiwane spełnienie. Taki był
nasz „dom”, w którym teraz jesteśmy niestety tylko gośćmi. Zagubieni,
przestraszeni, cierpiący, tacy jesteśmy. Zapomnieliśmy naszych wartości,
poczucia piękna, szczerości i co najważniejsze odczuwania uczuć.
Nasza percepcja uzależniona jest od środowiska, tego, co widzimy,
stereotypów a przede wszystkim innych ludzi. Najlepszym dowodem na to są
nasze słowa, czyny i dezorientacja. Przygnębione, bez wyrazu twarze błąkają
się po ulicach „śpiąc”. Im dłużej to trwa tym głębiej „zasypiają”. Klatki
filmowego życia coraz wolniej się kręcą, coraz mniej widzimy, coraz bardziej
się oddalamy.
Może dzieci są szczersze i beztroskie, widza świat w pozytywnych barwach,
ale „MY” potrafimy zrozumieć rzeczy niemożliwe do opisania, rzeczy, które
wchłaniając staja się częścią nas.
Schodzę z gorki, wyciagam lewa dłoń. Powoli przesuwam ręką po zielonych
krzewoch. Stopy są coraz cięższe, zwalniam. Nie moge oderwać wzroku od
pochłaniającej mnie zieleni. Przystaje, dłonie niezdarnie przesuwam po
liściach, dotykam ich jakbym widziała je pierwszy raz w życiu. Mile, lecz
stlumione uczucie dociera do mojej głowy a potem do serca przez opuszki moich
palców. Wciąż tkwię w tym letargu, coraz wolniej i wolniej się poruszam,
myślę... zasypiam.