05.05.10, 15:43
No i jestem smile Zmieniona. Nowa. Choć w dużej mierze pozostałam sobą.
Nie bójcie się zmian. Nie bójcie się rozsądnych zmian. Dyskutujcie o zmianach,
analizujcie różne ewentualności. Miejcie wielu doradców a w tym wszystkim
słuchajcie siebie. Prowadzenie dziennika, pomaga układać się ze swoimi
emocjami a bycie otwartym na potrzeby innych pozwala uniknąć niezdrowego
zamartwiania się o siebie.

Najgorszy w tym wszystkim był strach. Czasem irracjonalny. Nie wiadomo o co,
nie wiadomo skąd. Potem było zmęczenie ciągłym myśleniem i szukaniem
rozwiązań. A potem, gdy już wykorzystałam wszystkie możliwości, które przyszły
mi na myśl, powiedziałam dość i zdałam się na czas. A czas przyniósł nowe
rozwiązania...

Niby nic się nie wydarzyło a jednak te wszystkie przeżycia stały się moim
doświadczeniem, o które jestem bogatsza i teraz myślę sobie, że nie boję się
zmian, bo wiem jaki poziom lęku i niewiadomej mogę znieść.

Serdeczności dla Was.
Obserwuj wątek
    • dr.zabba Zmiany dobra rzecz 05.05.10, 16:42
      Zaryzykuję twierdzenie: zmiany zwykle prowadzą ku dobremu.
      Różne są zmiany. Wewnętrzne zewnętrzne. Wynikające z naszej
      inicjatywy i takie, na których przyjście nie mamy wpływu. Jeśli mamy
      jednak dość wiary i sił, wszystko można wykorzystać do dalszego
      rozwoju. Odbić się od dna i wykorzystać je jak trampolinę, by
      znależć się wyżej, dalej...

      perfekcjonizm, a stało się coś w Twoim życiu?
    • perfekcjonizm Re: Zmiany. 05.05.10, 17:14
      Może to nic spektakularnego, ale wreszcie zmieniłam pracę. Próbowałam to zrobić
      przez dwa lata. To długa historia. Kiedy zaczęliśmy pracować w terapii nad
      zmianą pracy (bo była to jedna z ważniejszych rzeczy do załatwienia), ja
      dostałam manii i trafiłam do szpitala. To był zwyczajnie opór w terapii. Później
      wróciłam i funkcjonowałam na resztkach sił. Właściwie bez celu i pomysłu na to
      co mogę robić. Naradzałam się z różnymi ludźmi, w tym z szefami. Wreszcie
      postawili mi ultimatum. Albo zmieniam styl pracy albo będziemy musieli się
      rozstać. Nie miałam siły się zmieniać w tej pracy. Z wielkim trudem ale jednak
      postanowiłam podjąć walkę.

      Pierwsze tygodnie spędziłam trzęsąc się jak galareta. To co mi przyszło do głowy
      to powiedzieć zaufanym osobom, że potrzebuję ich wsparcia. To wsparcie było
      różne. Już sam fakt, że mogłam być komuś pomocna w czymś pozwalało mi nie
      myśleć, jednocześnie zwrotnie otrzymywałam dużo ciepła, co stanowiło moją siłę
      napędową do dalszego działania.

      Pojechałam do matki (nie widziałam jej od roku). Odwiedziłam tych, z którymi
      straciłam kontakt. W tym czasie dostawałam dużo maili i telefonów z różnymi
      formami pomocy na płaszczyźnie zawodowej. Szczerze mówiąc, każda propozycja mnie
      przerażała.
      Wreszcie przyszło mi do głowy i skontaktowałam się z moim byłym pracodawcą
      sprzed lat i w ten sposób wróciłam na stare śmieci.
      Z tą jednak różnicą, że wszystko tu jest już inne tak jak i ja.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka