Utrzymuję kontakt z osobę, z którą jestem związana. Jest to człowiek, który ma
problemy sam ze sobą - DDA. Ciągle ma o coś pretensje. Kieruje je do mnie oraz
innych bliskich nam osób. Zazdrość aż bije po oczach. Za lepsze życie, za to,
co mam(y), za rodzinę. Wykańcza mnie ta relacja. Pomagałam ile mogłam.
Telefony nad ranem, rozmowy, płakanie w rękach o każdej porze. Proponowałam
pomoc specjalisty, ba nawet umówiłam wizytę, ale osoba olała i woli dalej tak
żyć niż sobie pomóc. W drugą str. to nigdy nie działa. Potrzebowałam czegoś od
tej osoby. Nic trudnego, ale na tym mi zależało. Olanie całkowite: bo "ja mam
swoje problemy".

Podziałało jak szklanka wody. Ja muszę...musiałam
znajdować czas często kosztem siebie i swojego zdrowia, bo wiadomo, że sama
trawię problemy tego osobnika, chcę pomóc. Nie mam już ochoty. Jest to
osobnik, którego egoizm jest znany w środowisku, ponieważ liczy się tylko on i
jego życie. Każdy powinien spoglądać na niego przez pryzmat ciężkiego
dzieciństwa, pomagać, tolerować takie zachowanie.
Słowem: bo mi się należy z tego tytułu. Postanowiłam zerwać kontakt. Trudno,
wiem że nie jestem w stanie zadowolić tej osoby, bo ciągle jej mało, bo ciągle
źle. Prawdopodobnie może również chorować na chad. Niestety nie mogłam nawet
wymówić tej nazwy, bo bym zbombardowana została oskarżeniami, próbą zrobienia
z niego wariata. Osobnik wie, że jestem chora. I powiem szczerze, mam go w
dupie. Autentycznie nie chcę mieć do czynienia z tą osobą. Wiem, że nie raz
będzie dane nam się widzieć. Trudno.

M. widzi, że to się bardzo na mnie
odbija, na nim i dziecku też.
Pasożyt. Wampir energetyczny. Otoczenie usprawiedliwia, bo to dziecko DDA. I
co z tego?! Z tego tytułu oczekuje od życia bonusu, łagodniejszego traktowania
losu. Życie jest jakie jest, nie liczy się z nami. Tak myśląc ja również
powinnam mieć łatwiej. Osobnik porównuje siebie do innych. Ja coś zrobię, ktoś
inny , więc on też to chce, też chce mieć taką rodzinę. Nie radzi sobie potem
z tym, ale grunt żeby nie być gorszym.
Musiałam się wystrzelać.