czubata
05.07.10, 12:30
Wiem że biadolę w kółko o tym samym,ale naprawdę nie mam z kim o tym
pogadać,Misiek już nie chce tego słuchać.
Wracam za stary system pracy,dowiedziałam się o tym w sobotę.I znowu strach.Na
czterobrygadówce było dobrze,lekki dział,zawsze ci sami ludzie i względne
poczucie bezpieczeństwa.Teraz wracam na wzburzone morze,i znowu wszystko się
we mnie trzęsie,strach i paranoja.
Misiek oczekuje że będę zarabiać kasę,spodobało mu się.
Jak wspominam o rezygnacji to zaraz ostrzega ile mamy wydatków,że dzieci do
szkoły,książki,wyprawki...
Już moje samopoczucie nic tu nie znaczy,oraj traktorze puki silnik może...
Potem się rozłożę,i może to już nie będzie wyglądać tak kulturalnie jak
ostatnio.Dlaczego?Dlaczego ja nie potrafię utrzymać się w pracy,utrzymać się
między ludzmi,funkcjonować? Gdybym była sama,to zginęłabym. Marzę o tym by się
znowu odizolować od wszystkiego tego co po za domem. Wszystko co na
zewnątrz,jest nie lada przerażające.
Zawiodła mnie postawa Miśka. Kiedy się decydowałam na tą pracę była mowa o tym
że jak będzie ponad moje siły to w każdej chwili mogę zrezygnować.Teraz gadka
jest zupełnie inna,jest szantaż,bo jak przestane pracować to się świat zawali...