Dodaj do ulubionych

Tracę grunt pod nogami.

05.07.10, 12:30
Wiem że biadolę w kółko o tym samym,ale naprawdę nie mam z kim o tym
pogadać,Misiek już nie chce tego słuchać.
Wracam za stary system pracy,dowiedziałam się o tym w sobotę.I znowu strach.Na
czterobrygadówce było dobrze,lekki dział,zawsze ci sami ludzie i względne
poczucie bezpieczeństwa.Teraz wracam na wzburzone morze,i znowu wszystko się
we mnie trzęsie,strach i paranoja.
Misiek oczekuje że będę zarabiać kasę,spodobało mu się.
Jak wspominam o rezygnacji to zaraz ostrzega ile mamy wydatków,że dzieci do
szkoły,książki,wyprawki...
Już moje samopoczucie nic tu nie znaczy,oraj traktorze puki silnik może...
Potem się rozłożę,i może to już nie będzie wyglądać tak kulturalnie jak
ostatnio.Dlaczego?Dlaczego ja nie potrafię utrzymać się w pracy,utrzymać się
między ludzmi,funkcjonować? Gdybym była sama,to zginęłabym. Marzę o tym by się
znowu odizolować od wszystkiego tego co po za domem. Wszystko co na
zewnątrz,jest nie lada przerażające.
Zawiodła mnie postawa Miśka. Kiedy się decydowałam na tą pracę była mowa o tym
że jak będzie ponad moje siły to w każdej chwili mogę zrezygnować.Teraz gadka
jest zupełnie inna,jest szantaż,bo jak przestane pracować to się świat zawali...
Obserwuj wątek
    • ergo_pl Re: Tracę grunt pod nogami. 05.07.10, 12:42
      Normalne, że człowiek boi się nowego. a co dopiero człowiek chory.
      we mnie wyzwalają się w takich sytuacjach poklady lęku jak stąd do
      Honolulu. I jakoś trzeba przez to przejść - czasem, a nawet bardzo często przy wydatnej pomocy uspokajacza.

      A Twój Misiek...

      Ściskam, dzielna jesteś smile

    • beata-68130 Re: Tracę grunt pod nogami. 05.07.10, 13:16
      Marta spróbuj a jak nie dasz rady to zrezygnujesz. Nie daj się
      szantażować.
      • czubata Re: Tracę grunt pod nogami. 05.07.10, 13:33
        Misiek został wychowany w duchu pracy,w jego rodzinie praca jest świętością
        niezbędną a jak ktoś nie pracuje,to jest nikim. Jest leniem,a w moim przypadku
        leniem zakrywającym się chorobą.
        Misiek najwyrazniej ma taki sam tok myślenia i czasami mam wrażenie że
        ochajtałam z jego mamusią,która ma 30 lat pracy na koncie,duże znajomości i
        wtyki nawet na policji bo-jest sprzątaczką w podstawówce. big_grin
        • ergo_pl Re: Tracę grunt pod nogami. 05.07.10, 13:38
          Chrzanić tok rozumowania krewnych i powinowatych wink
          Pilnować się swego.
        • kebli Re: Tracę grunt pod nogami. 05.07.10, 13:58
          Martuś, trzeba spróbować. A jeśli okaże się, że nie dajesz rady, to ja bym nie
          rzucała wszystkiego od razu i zamykała się w domu, tylko szukała równolegle inne
          pracy. Ale to ja.
          • czubata Re: Tracę grunt pod nogami. 05.07.10, 14:22
            Jest słuszne to co piszesz,tylko że ja się troche pogrążam w paranoi pt.-nie
            chce wychylać czubka nosa po za próg domu-
            Może jestem przemęczona. Gdybym miała w tej kwestii wsparcie ze strony
            Miśka,łatwiej byłoby podjąć JAKĄKOLWIEK decyzję.Najgorzej jest tkwić w martwym
            punkcie. Opcje są dwie,albo zrezygnuję świadomie,puki jestem jeszcze
            świadoma,albo przymuszą mnie do tego urojenia,i może się nie obejść bez
            skandalu. (typu porzucenie miejsca pracy,oskarżanie współpracowników o spiski,co
            przerobiłam nie raz i dwa.)Nie martwiłabym się nadmiernie gdyby tam nie pracował
            Misiek i półowe jego rodziny.
            • matrioszka42 Re: Tracę grunt pod nogami. 05.07.10, 14:44
              A może się tylko nakręcasz? Wywołujesz samospełniające się proroctwo?
              A może nie. Wyczuwa się, że praca zmianowa Ci nie leży, więc może powinnaś się porozgladać za czymś w normalnych godzinach?
              A Misiek, choć generalnie kochany, może zwyczajnie być zmęczony. I pracą i odpowiedzialnością i bać się panicznie bycia jedynym żywicielem rodziny. Nasi faceci też są tylko ludźmi i targają nimi i emocje i strachy i niemoc.
    • drugikoniecswiata Re: Tracę grunt pod nogami. 05.07.10, 23:14
      W jednym twoja intuicja ma na pewno rację, zmianowy system pracy (nocki) i chad
      się nie lubią. Co do reszty to panikujesz przed sobotą, pozwól sobie popanikować
      i poczekaj, aż przejdzie. I jeśli jesteś zdeterminowana, to zaczynaj, już,
      szukanie nowej pracy. Równolegle, jak radzi kebli. Jak będziesz miała
      alternatywę to zmiana pójdzie gładko, to zupełnie co innego niż rezygnacja i
      zostanie na lodzie.

      A nie możesz ty ponegocjować w tej robocie, żeby jednak zostać tu gdzie jesteś
      teraz?
      • czubata Re: Tracę grunt pod nogami. 06.07.10, 22:35
        > A nie możesz ty ponegocjować w tej robocie, żeby jednak zostać tu gdzie jesteś
        > teraz?

        System czterobrygadowy się po prostu skończył.
        Decyzja zapadła,dzisiaj złożyłam wymówienie.Przesądziła o tym moja wczorajsza
        rozmowa z Miśkiem.
        Nie dajemy sobie rady,z moim ojcem.Zaczął starsznie pić.Do tego po alkoholu jest
        strasznie upierdliwy i mąci między nami,stwarza nerwową atmosfere w domu,irytuje
        swoim bełkotem.Misiek wypluł to z siebie,powiedział że nie wie co robić,po prostu.
        Dla mnie to oczywiste,zrezygnowałam z pracy a tatusia dziś odesłałam do jego
        domu,na amen.
        Wiem że zrobiłam najsłuszniejszą rzecz pod słońcem.Ojciec dostał ostrzeżenia,ale
        przestał się stosować do zasad.
        Jak widzicie problem nie leżał tylko w pracy.(ale o tym pisać nie chciałam).
        Tylko nie wiem dlaczego czuję się jakbym zawiodła cały świat.
        Misiek sprawy nie skomentował.Miał dośc mego ojca,ale wyczuwam u niego pretensje
        o to że zrezygnowałam.
        Po raz kolejny musiałam wziąśc sprawy w swoje ręce i sama brać na siebie
        wszystkie winy tego świata,a także konsekwencje. Przy ważnych sprawach i
        decyzjach nagle zostaje sama,Misiek mówi- nie wiem,rób jak chcesz,-ale nie
        omieszka mi wypomnieć jeżeli pogorszy się nasza sytuacja finansowa.
        Jestem zmęczona,nie przespałam całej nocy,a rano o czwartej wyruszyłam do
        pracy,po raz ostatni.
        W pracy słyszałam tylko-czy ci nie szkoda?
        A czego mam się szkodować? Nie zarobionych pieniędzy czy odpowiednie warunki dla
        moich dzieci,dla mojej rodziny a także dla mojego zdrowia?
        Teraz będę polować na etat w szkole u moich dzieci,żeby nie potrzebować nikogo
        do pomocy.
        • czubata Re: Tracę grunt pod nogami. 06.07.10, 22:45
          Powiem tylko że pomijając chorobę,trudno jest być kobietą w ogóle.
        • kebli Re: Tracę grunt pod nogami. 06.07.10, 22:52
          > Teraz będę polować na etat w szkole u moich dzieci,żeby nie potrzebować nikogo
          > do pomocy.

          Ważne, że duch w tobie nie ginie big_grin Zgadzam się z dziewczynami - szukaj pracy jednozmianowej. Ja osobiście marzę o nocnej smile Ale tak zdrowo to powinnaś mieć jedną, dzienną. Poza tym, możesz tez szukać pracy w biurze, tam się zwykle pracuje (nawet sprzątaczki) od 6 do 18 (w zależności od stanowiska). Jeśli masz stopień niepełnosprawności to na ochronie takich ludzi szukają. Kiedyś to się zwyczajnie nazywało portier smile Koleżanka tak pracuje i jest całkiem zadowolona - chwali sobie nocki, cisza, spokój.
          W dzień jeśli już ma zmianę to tylko drzwi i bramę otwiera big_grin
          • czubata Re: Tracę grunt pod nogami. 06.07.10, 23:17
            Duch nie ginie. smile
            Tylko się chyba do lekarza muszę prędzej wybrać niż puzniej,żebym się nie dała
            do końca zdołować.A w torebce znalazłam właśnie calusienkie opakowanie
            wenla,mniam.Może by tu depresji zapobiec?
            Nie,nie mogę się tak sama kurować.Na pewno moje złe samopoczucie jest
            spowodowane tą sytuacją i zmęczeniem a jutro będzie nowy,leniwy,mam nadzieje że
            słoneczny dzień który spędzę z moją miniaturką,Klaudią,bo starszy to sobie
            wyemigrował do babci.
            • poetkam Re: Tracę grunt pod nogami. 07.07.10, 08:34
              czubata napisała:

              > Duch nie ginie. smile

              I tak trzymaj! Nie wiem, czy mogę tak napisać, ale... jestem dumna z
              Ciebie. Twardo postawiłaś na swoim dając do zrozumienia ojcu, że
              niańczenie jego może wybić sobie z głowy. Racjonalnie podeszłaś
              również do sprawy z pracą. Jestem pod wrażeniem. Naprawdę.
              Podziawiam ludzi, którzy nie tkwią twrado przy swoim zdaniu, są
              elastyczni i próbują wciąż czegoś nowego. Będzie dobrze, Marto.

              > Tylko się chyba do lekarza muszę prędzej wybrać niż puzniej,żebym
              się nie dała
              > do końca zdołować.

              Dobry pomysł.

              A w torebce znalazłam właśnie calusienkie opakowanie
              > wenla,mniam.Może by tu depresji zapobiec?

              Ani się waż zosiosamosiować wink !

              a jutro będzie nowy,leniwy,mam nadzieje że
              > słoneczny dzień który spędzę z moją miniaturką,Klaudią,

              Miłego dnia w takim razie smile
            • ergo_pl Re: Tracę grunt pod nogami. 07.07.10, 21:02
              Czubatko, wiesz co, na początku terapii usłyszałam:
              ma pani prawo i obowiązek dbać o siebie.

              Przekonałam się też, że jeśli robię coś ponad siły (psychiczne głównie, a one przecież z kolei rządzą fizycznymi), to później ląduję na betonie, i to z hukiem...

              Trzymaj się smile
        • lolinka2 Re: Tracę grunt pod nogami. 07.07.10, 19:58
          nie posyp się teraz przypadkiem, u mnie reakcją na zmiany okołopracowe
          jest dół wielowarzywny....
    • kamyczek_0 Re: Czubatko 07.07.10, 19:44
      Jak ja cię rozumiem sad Zawsze pięknie wsiąkałam w towarzystwo w pracy, w życiu.
      Niestety chyba zrobiłam się troszkę aspołeczna uncertain Boję się ludzi. Wolę nie
      wyściubiać nosa z domu, chyba że M. jest ze mną. Co do pracy to szukam, co nie
      jest łatwe biorąc pod uwagę zdrowie nie tylko psychiczne (już o tym pisałam). Z
      drugiej strony tak bardzo boję się chodzenia do pracy... ludzi się boję. sad Nic
      na to nie poradzę. Unikam imprez jak ognia. Wolę swoje towarzystwo.
      • czubata Re: Czubatko 07.07.10, 19:49
        Fakt,własne towarzystwo jest zawsze najlepsze.
        • kebli Re: Czubatko 07.07.10, 20:23
          Wiadomo, towarzystwo ludzi inteligentnych cieszy najbardziej big_grin wink
          • czubata Re: Czubatko 12.07.10, 10:10
            Nie posypałam się specjalnie.Cieszę się że mogę spędzać z dzieciakami wakacyjny
            czas.Że mam siłę na wieczorne pogaduchy z nimi,na śmiechy i chichy,bez obawy,że
            o,zaraz muszę wychodzić do pracy.Praca dowartościowuje,daje poczucie
            samodzielności,ale coś za coś.Też wiedziałam,że jak będę robić coś ponad moje
            siły,to się rozsypie.
            Teraz mam przynajmniej czas żeby się udać do lekarza.
            • lolinka2 Re: Czubatko 12.07.10, 10:22
              no niestety, coś za coś...

              zresztą - nie wiem czy pamiętasz - ja też przesiedziałam 3 pełne m-ce
              w domu, w momentach gdy się źle czułam (wtedy kiedy chłop pracował -
              zresztą on tę pracę wziął po to, żebym ja mogła się na nogi
              postawić...). I był czas na terapię, i pojeździłam z chłopem po
              Polsce w międzyczasie...

              A potem ruszyłam do dzieła smile
              • czubata Re: Czubatko 12.07.10, 10:40
                więc niema tego złego co by na dobre nie wyszło smile A jak to się mówi,praca nie
                zając,jak dzieci wrócą do szkoły,ja poszukam pracy,najlepiej w mieście.Przyjęcia
                widzę,tu i ówdzie są,ale ja czatuje na posadkę w szkolę,to bym wszystko pod
                kontrolą miała,i nie potrzebowała nianiek.(w postaci mojego tatusia).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka