perfekcjonizm
12.07.10, 11:55
Muszę się przed Wami do czegoś przyznać. Otóż uświadomiłam sobie, że tak
kurczowo trzymam się relacji z moim terapeutą, że nie jestem w stanie dopuścić
do mojego życia żadnych innych ludzi.
Problem polega na tym, że terapii już nie mam od ponad pół roku. Właściwie
już, już byłam gotowa się rozstać w mojej głowie z nim i wszystko na to
wskazywało, że przebiega to w sposób naturalny, do momentu, gdy postanowiłam
się z nim spotkać, żeby się z nim pożegnać. (zostawiliśmy naszą relację
otwartą. W tym sensie, że gdybym chciała kiedyś coś, on jest do mojej dyspozycji).
Jak myślicie? Może powinnam sobie odpuścić, i zostawić to tak jak jest,
wiedząc, że on gdzieś tam jest i zawsze mogę na niego liczyć a jednocześnie
wychodzić do ludzi. Wpuszczać ich do mojego świata?
Tylko, że mi się wydaje, że jestem w środku taka jakaś nieufna i wrażliwa
(mimo swojej ekspresji i pozornej otwartości), że boję się, że jeśli kogoś
wpuszczę do mojego życia, to ten ktoś podepcze moja wrażliwość. Dlatego choć
dużo mówię o sobie, bo mam taki charakter to jednocześnie trzymam ludzi na
dystans. Nie mogę za bardzo zrozumieć tego dystansu. O co mi chodzi? Pomóżcie.