awanturka
07.08.10, 13:22
Nie pisałam o tym do tej pory bo nie wiedziałam jak o tym pisać.
Ostatni przeszałam w przebiegu stanu mieszanego dwa stany psychotyczne (trzy i pięciodniowy - ten ostatni skończył się wczoraj rano po nieprzespanej nocy).
Dziki pęd, rozedrganie wewnętrzne, rozpacz w środku, poczucie zagrożenia, ogromne napięcie - (wszyscy chcą mnie zniszczyć, oszukać, obrazić itp. - przełożone na konkretne podejrzenia) i postawa - "nie dam się! po moim trupie!" Zaburzone postrzeganie rzeczywistości i jej interpretacja. Szczegółów Wam oszczędzę...
Przy tym wszystkim pełna świadomość, że wynik choroby, ale nawet ta świadomość nie była mnie zatrzymać w tym dzikim pędzie i waleniu na oślep w Bogu duch winnych ludzi.
Myśli samobójcze bliskie realizacji...
Biorę lamotyginę i abilify, lekarz na urlopie.
Przedwczoraj zadecydowaliśmy, że zgłaszam się na ostry dyżur do szpitala - zgłosiłam się - okazało się, że nie ma miejsca, że trzeba jechać do szpitala odległego o kilkadziesiąt kilometrów, po błaganiach zostawili mnie na dwa dni - i wypuścili ze skierowaniem do Lublińca - nie poszłam bo w międzyczasie całkiem mi przeszło (w ciągu paru godzin - tak nagle jak nagle się zaczęło).
Teraz jestem tylko smiertelnie zmęczona i odsypiam.
To już drugi raz w odstępie 5 tygodni. Chyba zaczynam być schizoafektywa. To było gorsze niż depresja. Boję się co dalej...
Jestem najzwyczajniej w świecie przerażona. Ja! Ta która do choroby podchodziła zawsze z filozoficznym spokojem, pogodzona jakoś z tym jak jest.
Czy jest na forum ktoś schizoafektywny?
Miał ktoś psychozę? CHciałabym z kimś takim pogadać...