Boję się....

07.08.10, 13:22
Nie pisałam o tym do tej pory bo nie wiedziałam jak o tym pisać.

Ostatni przeszałam w przebiegu stanu mieszanego dwa stany psychotyczne (trzy i pięciodniowy - ten ostatni skończył się wczoraj rano po nieprzespanej nocy).

Dziki pęd, rozedrganie wewnętrzne, rozpacz w środku, poczucie zagrożenia, ogromne napięcie - (wszyscy chcą mnie zniszczyć, oszukać, obrazić itp. - przełożone na konkretne podejrzenia) i postawa - "nie dam się! po moim trupie!" Zaburzone postrzeganie rzeczywistości i jej interpretacja. Szczegółów Wam oszczędzę...

Przy tym wszystkim pełna świadomość, że wynik choroby, ale nawet ta świadomość nie była mnie zatrzymać w tym dzikim pędzie i waleniu na oślep w Bogu duch winnych ludzi.

Myśli samobójcze bliskie realizacji...

Biorę lamotyginę i abilify, lekarz na urlopie.

Przedwczoraj zadecydowaliśmy, że zgłaszam się na ostry dyżur do szpitala - zgłosiłam się - okazało się, że nie ma miejsca, że trzeba jechać do szpitala odległego o kilkadziesiąt kilometrów, po błaganiach zostawili mnie na dwa dni - i wypuścili ze skierowaniem do Lublińca - nie poszłam bo w międzyczasie całkiem mi przeszło (w ciągu paru godzin - tak nagle jak nagle się zaczęło).

Teraz jestem tylko smiertelnie zmęczona i odsypiam.

To już drugi raz w odstępie 5 tygodni. Chyba zaczynam być schizoafektywa. To było gorsze niż depresja. Boję się co dalej...

Jestem najzwyczajniej w świecie przerażona. Ja! Ta która do choroby podchodziła zawsze z filozoficznym spokojem, pogodzona jakoś z tym jak jest.

Czy jest na forum ktoś schizoafektywny?
Miał ktoś psychozę? CHciałabym z kimś takim pogadać...
    • kebli Re: Boję się.... 08.08.10, 13:31
      Napisałam ci maila, krótkiego, nie wiem na którą pocztę poszło.
      • awanturka Re: Boję się.... 08.08.10, 15:13
        odebrałam e-maila. Dziękuję
        • czubata Re: Boję się.... 08.08.10, 20:06
          Ponoć jestem schizoafektywna,ale weryfikacja jest w toku.Miałam psychozę,w
          zasadzie miewam psychozy.Tak,to jest straszne kiedy się innym na siłę udowadnia
          że istnieje coś czego niema,i oczekuje się że inni też to zobaczą,lecz nie
          widzą,i wtedy nie wiadomo co ze sobą począć,pierwsze co przychodzi do głowy
          to-Czy ja zwariowałam już do reszty? A może to inni mnie oszukują bo chcą zrobić
          ze mnie wariata? Tak,prędzej to drugie, bo ani moje oczy ani uszy ani nawet
          intuicja się przecież nie mylić nie mogą...
          • dr.zabba Re: Boję się.... 08.08.10, 20:19
            nie postawiono mi takiej diagnozy (schizoafektywna), ale stan
            paranoidalny miałam, całkiem okazały
            • awanturka Re: Boję się.... 08.08.10, 21:57
              No to się okazuje, że takie stany w CHAD to nie taka rzadkość jak myślałam. Bołam się, że jak się zacznie to się będzie powtarzać. skoro Ty miałaś tylko jeden to może i u mnie skończy się tylko na dwóch. Oby tak było.

              martwi mnie to, że przydarzyło mi się to jak teoretycznie powinnam być przed tym chroniona - biorę abilify.
              • dr.zabba Re: Boję się.... 08.08.10, 22:33
                Byłam o krok od drugiego i o trzy kroki od paru innych, ale mi zawsze
                zwiększenie olzapiny pomagało. Może ablify też powinnaś
                zwiększać w razie potrzeby? Nie wiem,,czy tak można, nie znam tego
                leku. Na operowanie dawkami olanzapiny mam błogosławieństwo profa.
                • awanturka Re: Boję się.... 09.08.10, 07:50
                  Zwiększayłąm samowolnie dawkę abilify. Miałam pozwolenie od prof na zwiększenie dwukrotne - zwiększyłam 4 razy i zamierzam to utzrymać do czasu aż wróci z urlopu.
          • awanturka Re: Boję się.... 08.08.10, 21:53
            U mnie to jest tak, że jestem na tyle przekonywująca, że inni zaczynają mi wierzyć. Dopiero jak mi przejdzie i wycofuję się z tego co twierdziłam orientują się, że to nie tak...
            • dzedlajga Re: Boję się.... 08.08.10, 22:04
              znamy, siła przekonywania bywa wtedy silna big_grin - oczywiście zależy co się mówi
            • sensi41 Re: Boję się.... 08.08.10, 22:12
              awanturka napisała:

              > U mnie to jest tak, że jestem na tyle przekonywująca, że inni
              zaczynają mi wier
              > zyć. Dopiero jak mi przejdzie i wycofuję się z tego co twierdziłam
              orientują si
              > ę, że to nie tak...


              zależy co się mówi. moje niektóre "przemyślenia" sa na pierwszy rzut
              oka absurdalne.
            • awanturka Re: Boję się.... 08.08.10, 22:28
              I jeszcze jakoś dziwnie tak się składa, że zupełnie obiektywne fakty potwierdzają moje urojenia.

              Np. urojenie, że kasjerka w Banku podsunęła mi do podpisania przelew mojej lokaty na inne konto niż moje potwierdza się! - wchodzę na e-konto - lolaty rzeczywiście nie ma! sprawdza to mój mąż. Nie ma! Zaczyna powoli wierzyć w to co mówię... (potem okazało się, że lokata została załóżona w ten sposób, że nie była widoczna na e-koncie).

              np. urojenie, że tapicer skrócił mi z okazji renowacji foteli siedzisko (po co? nie wiadomo). Byłam tak o tym przekonana, że nawet nie mierzyłam. Mierzę po trzech dniach różnica o 12 cm!. Mierzy to mój mąż - okazuje się, że rzeczywiście - różnica porównywana z poprzednią długością wynosi 12 cm . Oczywiście zrobiłam karczemną awanturę tapicerowi.. (potem okazuje się, że poduchę siedziska mierzyłam wszerz a nie wzłuż - zbieg okoliczności, że pomyłka odpowiadała mojemu urojeniu?)
              • dr.zabba Re: Boję się.... 08.08.10, 22:37
                Mi kolega uwierzył, że będzie ojcem mojego dziecka, chociaż nie
                współżyliśmy. I nawet pytał potem kilka razy, kiedy zrobię test.

                Serio.
                • awanturka Re: Boję się.... 09.08.10, 07:48
                  Zabbo! Ja miałam to samo prawie 20 lat temu. Znałam się wtedy z moim obecnym mężem ale był to początkowy okres znajomości. Miałam wtedy psychozę o której pisałam, że była dawno, dawno temu. Miałam urojenie, że jestem w Ciąży. Przekonałam go do tego, że z nim chociaż nigdy nie współżyliśmy. Zrobiłam za jego namową test ciążowy i nie wiem jakim sposobem wynik był pozytywny!

                  To niesamowite, że mamy takie same doświadczenia.
                  A tak przy okazji - potwierdza to moją tezę, że obiektywne fakty (błędne wskazanie testu ciążowego) potwierdzają moje urojenia. Nie mam pojęcia jak to działa..
                  • awanturka Re: Boję się.... 09.08.10, 07:58
                    Sprawdziłam - biorę maxymalną dawkę abilify. Więc podejść w górę już nie można. Poprawa nastąpiła daw -trzy dni po wzięciu tej maxymalnej dawki więc ta poprawa może być skutkiem zwiększenia dawki, chociaż niczego nie wiadomi na pewno (poprzednia psychoza przeszła sama.
                    • dr.zabba Re: Boję się.... 09.08.10, 09:29
                      Może być też tak, że dla Ciebie bardziej odpowiedni byłby któryś ze starszych leków (nie wiem, może kiedyś brałaś): olanzapina, ketrel lub zwykły rispolept. Każdy trochę inaczej reaguje na leki. Ja np. nie toleruję ketrelu.

                      A z tym potwierdzaniem się... Zmiany postrzegania w manii są nie tylko jakościowe (omamy), ale także ilościowe: widzi się, słyszy więcej niż normalnie (u mnie tak było), jest się bardziej wrażliwym na bodźce, ja wspominam coś na kształt szorowania drucianą szczotką po nagim mózgu. Jakby obniżał się próg postrzegania. (Są to moje doświadczenie, żeby potem nie było, że znów generalizuję)

                      Może podświadomie odbierasz bodźce, których w zwykłych warunkach byś w ogóle nie zauważyła - "nie zauważyła" podświadomie.

                      Co oczywiście zupełnie nie tłumaczy dodatniego wyniku testu ciążowego. Można by się pokusić o jakąś teorię o ciąży urojonej i wzroście HCG, ale to raczej niemożliwe. Testy się czasem mylą. Miesiąc po tamtej wmówionej koledze ciąży, zaszłam faktycznie (z mężem) i dwa testy po terminie miesiączki były negatywne - dopiero trzeci potwierdził.
                      • drugikoniecswiata Re: Boję się.... 09.08.10, 18:09
                        wg mojej wiedzy testy się mylą, ale tylko w tę stronę (początkowo nie wykrywają
                        ciąży, bo za niskie bHCG), lekarzowi to tłumaczyć??? w drugą to raczej b.
                        wczesne poronienie, odbierane jako większa miesiączka, ot i co. jeśli jest
                        inaczej, proszę mnie uświadomić.
                        • dr.zabba Re: Boję się.... 10.08.10, 10:47
                          No, tak, ale jak awanturka pisze, że nie współżyli, to jak
                          poronienie?
                          A wiecie, często jest mi na forum wypominane, że jestem lekarzem i w
                          związku powinnam sama wiedzieć, że...
                          Nie lubię tego.

                          A pomyłka może zdarzyć się zawsze, np. jak jakaś firma wypuści
                          wadliwą serię testów. (np. podwójna kontrola, zamiast kontroli i
                          paska na HCG)
    • awanturka Re: Boję się.... 09.08.10, 08:01
      Drogie forum wink

      Zegnam się Wami znowu na 10 dni - jadę w góry. Pozdrawiam wszystkich. dziękuję Tym, którzy pogadali ze mną na temat stanów psychotycznych. Jakoś lepiej mi na duszy gdy wiem, ze nie tylko ja miałam takie jazdy..
      • czubata Re: Boję się.... 09.08.10, 21:55
        W związku ze stanami psychotycznymi nie jednokrotnie zrobiłam z siebie idiotkę w
        oczach innych ludzi.Kiedyś np. widziałam właściciela mojego domu jak zaparkował
        przed moją bramą i trąbił,ale byłam w takim lęku że nie mogłam wyjść z domu.Po
        jakimś czasie jak doszłam do siebie pytam się go przy okazji,czemu był i
        trąbił,czy czegoś potrzebował?A on odpowiada że chyba się pomyliłam nic takiego
        nie było,i faktycznie,gdyby miał sprawę to nie trąbiłby pod bramą tylko zapukał
        do drzwi.Wyobrazcie sobie jak się poczułam...
        Takich sytuacji było wiele wiec nawet jak coś przeżywam bądz przeżyłam to nie
        wypowiadam się na temat do nikogo,ewentualnie do Miśka.Staram się nie wpadać w
        paranoje i nie weryfikować wszelkich zdarzeń czy raczej urojeń bo naprawdę można
        postradać zmysły.Ostatnio była akcja że ktoś się pode mnie podszywa w internecie
        i wysyła w moim imieniu różne wiadomości,nie wiem czy to możliwe,czy to tylko
        takie urojenie,nie ważne,nie chcę wnikać,nie mniej niektóre sytuacje są
        straszne.Najstraszniejsze było nękanie mnie w nocy przez głosy i jakieś
        postacie.Różnie sobie to interpretowałam,nawet myślałam o opętaniu...Wiem tylko
        że w takich sytuacjach można wpaść w taką panikę że można sobie z rozpaczy
        zrobić krzywdę.I strach jest czasem tak wielki że wszystko wydaje się
        niesamowitym zagrożeniem,a już tym bardziej pójście do lekarza czy zgłoszenie
        się do izby przyjęć.
        • czubata Re: Boję się.... 09.08.10, 22:03
          Dodam jeszcze ze takich stanów się bardzo boję,i przy najmniejszym sygnale że
          odczuwam lęk z treściami urojeniowymi nie żałuję sobie pernazyny,jest to stary
          lek nie mniej skuteczny w moim przypadku,i przyjmuję go nie czekając na
          rozwinięcie się urojeń do tego stopnia że przestanę sobie zdawać sprawę że to są
          urojenia.To właśnie na skutek urojeń najczęściej traciłam pracę.Bo posuwałam się
          do oskarżeń w stosunku do współpracowników i dyskredytowałam się.
    • corka_1 Re: Boję się.... 10.08.10, 21:54
      Nie zgadzam się z większością przykładów, które wy nazywacie urojeniami. Ja bym to raczej nazwała błędem spostrzegania, który występuje także u zdrowych ludzi. Jeżeli ktoś nie wiedział, że dana lokata nie będzie widoczna na e-koncie, to po zauważeniu jej braku ma prawo przyjąć, że nastąpiła pomyłka lub oszustwo pracownika banku. Zdarza się to dość często i jest to fakt powszechnie znany; przy dzisiejszej skali różnych nieprawidłowości w obsłudze klienta podejrzliwość i ostrożność jest nawet wskazana. Skoro po wyjaśnieniu sprawy dana osoba zauważyła swój błąd, to nie jest to urojenie. Urojenie jest z definicji odporne na racjonalną argumentację.

      Podobnie z tym wymiarem siedziska fotela – trudno o bardziej obrazowy przykład. Ktoś kogoś niesłusznie posądził o oszustwo, bo nie wiedział jak daną rzecz się fachowo mierzy.

      Co do ciąży bez aktu seksualnego – ja swego czasu miałam wiele takich opowieści od zdrowych koleżanek. Dotyczyły one 2 sytuacji: doszło do pettingu, podczas którego jest niewielkie prawdopodobieństwo zajścia w ciążę, ale jest i piszą o tym poważne publikacje (opcjonalnie przez wspólny ręcznik czy sedes, na których może znajdować się nasienie). Inna sytuacja: kobieta była w stanie nietrzeźwym i nie pamięta co się działo na spotkaniu z „kolegą”.
      Zdarzały się też przypadki wśród nastolatek (awanturka 20 lat temu – może byłaś nastolatką?), które myślały, że od samego całowania czy chodzenia za rękę zachodzi się w ciążę, ale w młodym wieku, przy braku edukacji seksualnej w szkołach i PRL-owskim braku dostępu do informacji, nie jest to nic nadzwyczajnego.
      • dzedlajga Re: Boję się.... 11.08.10, 07:10
        Skoro po wyjaśnieniu sprawy dana osoba zauważy
        > ła swój błąd, to nie jest to urojenie. Urojenie jest z definicji odporne na rac
        > jonalną argumentację.

        A Ty to wiesz najlepiej bo sama miałaś urojenia i to daje Ci pełne prawo
        wypowiadać się o tym.
        A co powiesz na takie urojenie: wsiadam do taksówki i mocno uważam, że
        taksówkarz jest kimś kogo znam, mówię do niego po imieniu itp. Kimś, z kim przez
        ostatnie dni telepatycznie rozmawiałam. Gdy ten stanowczo zaprzecza, każę się
        zawieźć do szpitala.
        Mało tego, podczas ostatniej psychozy cały czas miałam z tyłu głowy myśl, że
        jest szansa, że to wszystko nie dzieje się naprawdę, że to tylko urojenia.

        I co powiesz na taki poziom świadomości choroby. A z tego co tu czytam, nie
        jestem jedyna.

        Z całym szacunkiem ale o naszej chorobie wiesz tyle co ja o lotach w kosmos. Z
        tą jednak różnicą, że ja na temat lotów w kosmos się nie wypowiadam
        • corka_1 Re: Boję się.... 11.08.10, 22:56
          dzedlajga napisała:
          > A co powiesz na takie urojenie: wsiadam do taksówki i mocno uważam, że
          > taksówkarz jest kimś kogo znam, mówię do niego po imieniu itp. Kimś, z kim prze
          > z
          > ostatnie dni telepatycznie rozmawiałam. Gdy ten stanowczo zaprzecza, każę się
          > zawieźć do szpitala.
          > Mało tego, podczas ostatniej psychozy cały czas miałam z tyłu głowy myśl, że
          > jest szansa, że to wszystko nie dzieje się naprawdę, że to tylko urojenia.

          To akurat były urojenia, zgadzam się. Ale te powyżej opisane, do których się ustosunkowałam, to nie.
          • dzedlajga Re: Boję się.... 12.08.10, 10:10
            a co z faktem, że dały się wyperswadować?
            • dzedlajga Re: Boję się.... 12.08.10, 10:18
              no i trochę się jeszcze musisz douczyć, bo u mnie to nie tylko urojenia były ale również omamy big_grin
              https://emotikona.pl/emotikony/pic/2bujawka.gif
      • dr.zabba Re: Boję się.... 11.08.10, 09:02

      • dr.zabba Re: Boję się.... 11.08.10, 09:08
        > Co do ciąży bez aktu seksualnego – ja swego czasu miałam wiele
        takich opo
        > wieści od zdrowych koleżanek. Dotyczyły one 2 sytuacji: doszło do
        pettingu, pod
        > czas którego jest niewielkie prawdopodobieństwo zajścia w ciążę,
        ale jest i pis
        > zą o tym poważne publikacje (opcjonalnie przez wspólny ręcznik czy
        sedes, na kt
        > órych może znajdować się nasienie). Inna sytuacja: kobieta była w
        stanie nietrz
        > eźwym i nie pamięta co się działo na spotkaniu z „kolegą”.
        > Zdarzały się też przypadki wśród nastolatek (awanturka 20 lat temu
        – może
        > byłaś nastolatką?), które myślały, że od samego całowania czy
        chodzenia za ręk
        > ę zachodzi się w ciążę, ale w młodym wieku, przy braku edukacji
        seksualnej w sz
        > kołach i PRL-owskim braku dostępu do informacji, nie jest to nic
        nadzwyczajnego
        >

        Nie wiem, dlaczego chcesz podważyć to, co piszemy w tym wątku.

        W moim przypadku nie było możliwości zajścia ciąży. Żadnej.
        • czubata Re: Boję się.... 11.08.10, 19:00
          Podważyć.Taki jest w tym zamiar bo my udajemy tylko chorych i sobie wmawiamy
          różne rzeczy.Zdrowi wychodzą z założenia że jest nam z tym wygodniej.Nie wiem do
          jakich celów ta wygoda,ale z różnymi zarzutami się już spotkałam; że jestem
          słabeuszem bo nie umiem stawiać czoła życiu tylko popadam w depresję, i kiedy
          jestem w depresji to jestem szczęśliwa bo nie muszę nic robi, no i że jesteśmy
          nierobami szukającymi okazji by siedzieć na państwowym.A to wszystko sobie
          zmyślamy bo nic nam się nie chce robić.Oto filozofia tych którzy na nas patrzą z
          boku,i wymądrzają się na tematy w których nie mają do powiedzenia nic
          osobistego,więc kraczą o tym co wyczytali w książkach lub usłyszane z
          plotkarskich ust.
          • sensi41 Re: Boję się.... 12.08.10, 10:24
            czubata napisała:

            > bo my udajemy tylko chorych i sobie wmawiamy
            > różne rzeczy.Zdrowi wychodzą z założenia że jest nam z tym
            wygodniej.

            Taaa-ja to nawet usłyszłam,kiedy próbowałam wytłumaczyć co się ze
            mną dzieje: "Czyli jak sobie nie radzisz uciekasz w chorbę".
            A przecież to samosię uncertain
        • corka_1 Re: Boję się.... 11.08.10, 23:11
          dr.zabba napisała:
          > W moim przypadku nie było możliwości zajścia ciąży. Żadnej.


          Wcześniej napisałaś:
          "Mi kolega uwierzył, że będzie ojcem mojego dziecka, chociaż nie
          współżyliśmy. I nawet pytał potem kilka razy, kiedy zrobię test".


          To właśnie jest zastanawiające. Przy założeniu, że mężczyzna jest zdrowy psychicznie, to nie ma szans, by uwierzył że zapłodnił kobietę bez jakichkolwiek kontaktów okołoseksualnych albo możliwości niepamięci spowodowanej alkoholem/środkami odurzającymi. To jest chyba informacja kluczowa w sporze, czy było to urojenie, czy nie.

          Gdybyś mi napisała, że wierzyłaś, że jesteś w ciąży np. z jakąś osobą publiczną, z którą się nigdy w życiu nie miałaś szans spotkać osobiście, to bym to nazwała urojeniem. Bo faktycznie żadnej potencjalnej szansy zapłodnienia nie było. A tutaj domniemany sprawca ciąży nie tylko jest twoim znajomym, ale jeszcze uznaje się za ojca nasciturusa i namawia na testy (i to kilka razy).
          • drugikoniecswiata Re: Boję się.... 11.08.10, 23:24
            Rozumiem, że o prawdopodobieństwie zajścia w ciążę świadczy fakt bycia kolegą big_grin
            skąd ty kobieto u diabła wiesz, co zaszło, a co nie zaszło? czy dziewczyny mają
            ci to teraz opowiadać ze szczegółami po to, byś mogła wydać wyrok? co ci szkodzi
            przyjąć na wiarę, jeśli ktoś, kto przeżył, mówi, że urojenie? Bo nie zgadza ci
            się z książkową definicją i własnym wyobrażeniem? Życie jest bogatsze niż
            książka i - jak widać - wyobraźnia.
            • corka_1 Re: Boję się.... 11.08.10, 23:49
              drugikoniecswiata napisała:

              > Rozumiem, że o prawdopodobieństwie zajścia w ciążę świadczy fakt bycia kolegą :
              > D

              Nie przeinaczaj, bo tutaj większe znaczenie ma zachowanie tego zdrowego kolegi uznającego ojcostwo nasciturusa i namawiającego do przeprowadzenia testów. Od strony psychologicznej jest nawet zalecenie, by osoba chora psychicznie w razie wątpliwości co do faktów pytała o zdanie zdrowych, którzy mają bardziej obiektywne podejście do rzeczywistości. W tym wypadku tym kimś jest ów kolega.

              > skąd ty kobieto u diabła wiesz, co zaszło, a co nie zaszło? czy dziewczyny mają
              > ci to teraz opowiadać ze szczegółami po to, byś mogła wydać wyrok? co ci szkodz
              > i
              > przyjąć na wiarę, jeśli ktoś, kto przeżył, mówi, że urojenie?

              Po co kobieta ma się uważać za bardziej chorą niż jest w rzeczywistości? Dlatego jej zdroworozsądkowo tłumaczę, że to nie było urojenie.
              • lolinka2 Re: Boję się.... 11.08.10, 23:58
                corka_1 napisała:

                > Dlatego jej zdroworozsądkowo tłumaczę, że to nie było urojenie.

                Ciekawe jak, skoro u ciebie ani zdrowia psychicznego nie widać, ani
                rozsądku...
              • dr.zabba Re: Boję się.... 12.08.10, 09:31
                > Po co kobieta ma się uważać za bardziej chorą niż jest w
                rzeczywistości? Dlateg
                > o jej zdroworozsądkowo tłumaczę, że to nie było urojenie.

                Droga córko,
                trudno się z Tobą rozmawia, np. dlatego, że wydaje się jakbyś miała
                na celu nas wszystkich tu oświecić, że jesteśmy mniej chorzy niż
                jesteśmy i po to podważasz pisane przez nas rzeczy. Wiesz, o tym jak
                jesteśmy bardzo chorzy, decyduje codzienność i jak w niej
                funkcjonujemy, nie jakieś kwiatki, które zdarzyły się w stanach
                maniakalnych/paranoidalnych/psychotycznych.

                A co do kolegi i ciąży - wydaje mi się to przede wszystkim zabawne i
                nigdzie nie pisałam, że to urojenie:

                Mi kolega uwierzył, że będzie ojcem mojego dziecka, chociaż nie
                współżyliśmy. I nawet pytał potem kilka razy, kiedy zrobię test.

                Serio.


                Szczegółów nie podam.
      • awanturka Re: Boję się.... 26.08.10, 12:24
        Trzeba nie ieć zupełnie pojęcia o chorobie aby wypisywać coś takiego jak TY, córka_1. Dla każdego, kto ma jakiekolwiek pojęcie wiadomo, że to o czym piszemy to takie hasło wywoławcze - za tym idzie o wiele więcej niż łędne spostrzeżenie.

        Na moim przykładzie (tym ze skróconymi siedziskami foteli)

        Błędne spostrzenie => trwanie upieranie się przy nim mimo, że są czytelne sygnały, że to nie tak jak się wydaje, skrajna niechęć do obiektywnej weryfikacji tego przeświadczenia => reagowanie agresją jak ktoś chce wyprowadzić z błędu => podporządkowanie swojego życia temu jednemu prześwadczeniu, plany jak sprawę załatwić (rzecznik praw konsumenta, nagłośnienie w prasie, zorganizowanie ruchu społecznego przeciw nieuczciwym tapicerom, zemsta)=> ? (mógł być ciąg dalszy czyli zamienienie planów w czyn, na szczęście tak daleko to nie zaszło).

        Tak właśnie wygląda stan urojeniowy. Niestety jak ktoś nie ma o chorobach psychicznych zielonego pojęcia to nie rozumie, że to co tu ludzie piszą to hasła za którymi kryje się dużo więcej.

        Przyjmij do wiadomośći w końcu, że niewiele wiesz i rozumiesz. jeżeli chcesz się czegoś dowiedzieć to słuchaj ludzi na forum , pytaj jak nie rozumiesz a nie wypowiadaj się w takim tonie jak to robisz.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja