Otóż mili Państwo, moja Pani Ładna, ta ulubiona, oszukała mnie.
Oszukała, mówiąc, że wróci we wrześniu, październiku. Dzwoniłam i dowiedziałam się, że może nawet w tym roku nie wróci!
A przecież tyle czasu nie będę chodzić do lekarza domowego i prosić o recepty...
Byłam wściekła, byłam zła. I strasznie mi szkoda, że muszę z niej zrezygnować. No ale tyle to ja czekać nie mam zamiaru. Szczególnie, że już długo czekam.
Zapisałam się do nowego lekarza - znowu nowego...
Idę do niego w listopadzie. Już mnie szlag trafia na myśl, że znowu będę musiała opowiadać wszystko od początku... Na szczęście lekarz ten przyjmuje w tym samym centrum, co Ładna, więc kartotekę będzie miał i moją całą historię - tam dostarczyłam na samym początku kopie moich starych kartotek, z innych miejsc.
Tym razem będzie to mężczyzna.
Najbardziej z tej zmiany cieszy się Marcin, który twierdzi, że poza urodą, to ta pani nic więcej nie oferowała

On jej nie lubił - z wzajemnością, wkurzał się, gdy ściemniała z terminem u psychologa, wkurzał się, gdy mi źle recepty wypisała - a potrafiła to niestety uczynić.
A ja jednak ją lubiłam. Lubiłam iść, pogadać, posłuchać. Strasznie szybko jej zaufałam, strasznie dużo jej powiedziałam na pierwszym spotkaniu. Ja rozumiałam to, co ona mówi do mnie. Ona rozumiała, to co ja jej mówiłam.
Plan jest taki, że nie wrócę już do Pani Ładnej - nawet gdy ona zacznie pracować, ja do niej nie wracam - oczywiście pod warunkiem, że owy pan okaże się normalny.
A teraz zabieram się do roboty, czyli sprzątania i gotowania. I uciekam do Marcina więc nie będzie mnie znowu kilka dni - niestety pewna firma ściemnia z zakładaniem internetu i nadal go tam nie posiadamy...
Miłego weekendu życzę Wam!